Style przywiązania – jak wychować dziecko na szczęśliwego dorosłego?

style przywiązania

Kiedy mama znika z oczu i przeciętne roczne dziecko zostaje samo z kimś obcym, zaczyna być niespokojne. Płacze, rozgląda się za nią, przerywa dotychczasową zabawę. Gdy jego opiekunka wraca i bierze go na ręce, on wtula się w nią i szybko uspokaja. Znów jest gotowy do zabawy. Znasz podobne sytuacje z własnego doświadczenia? Czy jest to normalne, czy raczej oznacza, że dziecko za bardzo przyzwyczaiło się do stałej obecności matki? Na to pytanie odpowiedzi udzielają style przywiązania, o których dziś przeczytasz.

style przywiązania

Najważniejsze potrzeby noworodka

Kiedy myślimy o nowo narodzonym dziecku, przychodzą nam do głowy trzy główne potrzeby: spania, jedzenia i siusiania lub robienia kupy. Czasem wydaje się, że życie maluszka skupia się tylko na sprawach fizjologicznych. Nie jest to jednak prawda.

Nieomal wszystko w noworodku jest zaprogramowane właśnie na znalezienie obiektu przywiązania. Jego słodki wygląd czy zapach skłaniają serce rodzica do niego. Jego płacz jest wołaniem o uwagę.

Dziecko rodzi się całkowicie bezradne i skazane na opiekę innych. Poszukuje kogoś, kto się nim zajmie: będzie go karmił, zapewni mu bezpieczeństwo, nauczy go, jak się odnaleźć w tym świecie. Potrzebuje lidera, który zaspokoi nie tylko potrzeby fizjologiczne, ale również przeprowadzi bezpiecznie przez wszystko, co niesie ze sobą życie.

Jako rodzic jesteś dla swojego dziecka jak Gwiazda Polarna (określenie użyte przez Gordona Neufelda w książce Hold on to your kids) – wokół Ciebie kręci się jego życie w pierwszych latach. Jesteś dla niego głównym źródłem informacji o świecie, o samym sobie i o relacjach z ludźmi. W kontakcie z Tobą odkrywa, jakie jest jego miejsce na ziemi i czy jego osoba ma jakiekolwiek znaczenie. Jego rozwój jest ściśle związany z tym, jak Ty zachowujesz się wobec niego. Jego mózg kształtuje się w odpowiedzi na Twoje działania, słowa i emocje.

  • Małe dzieci potrzebują również czuć się bezpiecznie.

Świat jest dla nich zupełnie nowym, nieznanym miejscem. Do tego jest ogromny, a one malutkie. Poczucie bezpieczeństwa w pierwszej kolejności płynie z relacji z rodzicami. To ku nim maluch zwraca się po pomoc i opiekę. Dorośli w naturalnym odruchu bronią go przed szczekającym psem czy jadącym obok samochodem. Więź i bliskość z rodzicem pozwala poczuć się spokojnie i bezpiecznie.

Jest to nie tylko proces psychologiczny, ale również fizjologiczny. Kiedy bierzesz na ręce płaczącego syna, przemawiasz do niego delikatnym głosem i przytulasz go, jego ciało uwalnia hormony, które pozwalają mu się uspokoić, a zmniejsza ilość hormonu stresu. Jego fizjologia kształtuje się w odpowiedzi na Twoje zachowanie. Stopniowo, w miarę powtarzania tego schematu, Twoje dziecko będzie w stanie samo się uspokoić, bo jego ciało będzie wiedziało, jak to zrobić. Ale tylko, jeśli najpierw doświadczy ukojenia, płynącego od Ciebie.

 

 

Style przywiązania

Małe dziecko bez słów próbuje komunikować dorosłym swoje potrzeby. Każdy płacz noworodka coś oznacza, przekazuje informację o jakiejś niezaspokojonej potrzebie. Może być głodny, zmęczony, może ma mokro w pieluszce. A może po prostu potrzebuje bliskości fizycznej rodzica.

Sposób, w jaki dorosły odpowiada na te potrzeby, decyduje o tym, jaki rodzaj więzi (przywiązania) wytworzy się pomiędzy nim a dzieckiem. Dziecko może być przywiązane w różny sposób do różnych osób. Jednak największe znaczenie dla jego rozwoju ma więź z osobą, która spędza z nim najwięcej czasu i najczęściej się nim opiekuje. Co więcej, w pierwszych miesiącach życia to bardzo ważne, aby jedna, konkretna osoba zajmowała się maluchem. Nie chodzi o to, aby mama czy tata spędzali z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie dopuszczając nikogo innego. Jednak sytuacja, kiedy co chwilę zmienia się główny opiekun dziecka jest dla jego rozwoju niezdrowa.

Aby pokazać Ci znaczenie stylu przywiązania, podam jeden przykład. John i Julie Gottman w Seattle w swoim Love Lab badali rodziny na przestrzeni 30 lat. Okazało się, że osoby, które były bezpiecznie przywiązane do rodziców jako dzieci (w wieku 2-3 lat), wchodziły w zdrowe, dające satysfakcję związki jako dorośli. Głównie dlatego, że potrafiły dobrze regulować swoje emocje.

Wiesz już, dlaczego to ważne, abyś poznała style przywiązania? Dzięki temu pomożesz swojemu dziecku tworzyć szczęśliwe związki z innymi ludźmi w przyszłości.

przywiązanie

  1. Bezpieczny styl przywiązania. 

Dziecko ma przekonanie, że odpowiesz na jego potrzeby wtedy, kiedy je wyrazi. Wie, że zapewnisz mu bezpieczeństwo, zaakceptujesz jego uczucia i pomożesz mu się uspokoić, kiedy będzie zdenerwowane.

Więź ufna kształtuje się, kiedy odpowiadasz na potrzeby dziecka w sposób adekwatny do nich i bez zbędnej zwłoki. Kiedy dziecko płacze, bierzesz je na ręce i starasz się zrozumieć, co stara Ci się przekazać. Może jest głodne lub śpiące? Może coś go boli?

Ważny jest również sposób, w jaki odpowiadasz na komunikaty malucha – bez zbędnych nerwów i napięcia, ponieważ ono wyczuwa je i odpowiada tym samym. Oczywiście, jeśli od czasu do czasu reagujesz nadmiernym wybuchem emocji, nie niszczy to Twojej relacji z dzieckiem. Chodzi o to, jakie zachowania przejawiasz zazwyczaj.

Dziecko, którym dorosły zajmuje się w ten sposób, uczy się, że jest rozumiane i że może skutecznie wywierać wpływ na otoczenie.

Taki styl przywiązania przejawia dziecko opisane na początku artykułu. Kiedy mama znika z jego oczu, odczuwa niepokój. Kiedy do niego wraca, maluch szybko się przy niej uspokaja. Nie jest to przejaw zbytniego przyzwyczajenia do bliskiej obecności matki, ale zdrowa, prawidłowa reakcja!

Kiedy takie dziecko dorasta, lepiej radzi sobie na każdym polu: w nauce, w kontaktach społecznych, w pracy. Tworzy długotrwałe związki i wychowuje swoje dzieci w sposób, który umożliwia im bezpieczne przywiązanie.

 

2. Unikający styl przywiązania. 

Dziecko unika bliskości i emocjonalnego kontaktu z rodzicem, ponieważ nauczyło się, że jego potrzeby nie są odpowiednio zaspokajane w tej relacji. W opisanej na początku sytuacji taki maluch nie protestowałby, kiedy jego mama wyszłaby z pokoju i nie przerwałby swojej zabawy, kiedy by wróciła. Jakby w ogóle nie zauważał jej obecności lub braku.

Takie zachowanie można by uznać za przejaw samodzielności. Jednak gdyby bliżej zbadać jego reakcję, okazałoby się, że jest zestresowany, a jego serce szybko bije. Po prostu nie pokazuje swoich uczuć na zewnątrz, bo po co? I tak mama na nie nie odpowiada.

Taki styl przywiązania kształtuje się, kiedy rodzic trwale nie reaguje odpowiednio na potrzeby dziecka: zwleka z działaniem (niech sobie nieco popłacze, nic mu się nie stanie) lub odpowiada na nie w sposób niewłaściwy (nie próbuje zrozumieć, o co chodzi, nie słucha dziecka, tylko robi to, co on uważa za stosowne). Komunikacja pomiędzy nimi jest pozbawiona emocji.

W życiu dorosłym osoby o unikającym stylu przywiązania mają problemy z nawiązywaniem bliskich, intymnych relacji. Wypierają swoje emocje, ponieważ są dla nich przytłaczające i nie potrafią sobie z nimi radzić. Nie reagują odpowiednio na potrzeby swoich dzieci: odrzucają je, podobnie jak same były odrzucane przez bliskich dorosłych.

 

3. Lękowy styl przywiązania 

Dziecko dorasta w ciągłej niepewności, czy rodzic będzie w stanie odpowiednio zareagować na jego potrzeby. Uczy się, że nie można polegać na więziach z innymi ludźmi, że są oni nieprzewidywalni. Zostawione na chwilę z obcą osobą głośno protestowałoby, ale po powrocie mamy długo nie mogłoby się uspokoić w jej ramionach.

Taki styl kształtuje się, kiedy rodzic wchodzi w relację z dzieckiem obciążony swoimi niepokojami i lękami, niepewny, czy będzie potrafił uspokoić płaczącą córkę lub syna. Czasem mu się to udaje, a czasem jest zupełnie przytłoczony swoimi uczuciami (które wypływają z jego niezałatwionych spraw z przeszłości).

Takie dziecko cały czas walczy o to, żeby nawiązać bliski kontakt z rodzicem – jest przylepne, często płacze i marudzi.

Jako dorośli osoby o lękowym stylu przywiązania poszukują pocieszenia w relacjach. Jednak z powodu trudności w radzeniu sobie z emocjami, tworzą związki niesatysfakcjonujące dla nich. Wciąż szukają miłości, mają tendencję do angażowania się w niebezpieczne zachowania w grupie rówieśniczej po to, by doświadczyć więzi z innymi.

 

Jak wychować bezpiecznie przywiązane dziecko?

Zanim podam kilka konkretnych wskazówek, mam dla Ciebie dobrą informację. Mózg człowieka jest bardzo plastyczny i styl przywiązania u dziecka zmienia się wraz ze zmianą zachowania rodzica. Dlatego nie musisz martwić się, jeśli popełniłaś błędy w przeszłości. Zawsze jest czas na zmianę. Jeśli Ty będziesz inaczej odnosić się do swojej pociechy, odmieni się jej styl przywiązania.

Czynnikiem kształtującym bezpieczne przywiązanie jest rodzic, który reaguje i odpowiada na potrzeby dziecka.

Ta odpowiedź powinna być dostosowana do rzeczywistych wymagań malucha, a nie taka, jaką sugerują Twoi rodzice, koleżanki czy obce osoby na ulicy.

W pierwszych miesiącach życia będzie to reakcja na potrzebę jedzenia (np. przy karmieniu piersią – będzie to karmienie na żądanie), snu, fizycznej bliskości z rodzicem czy zmiany pieluchy. Małe dziecko jest zaprogramowane do pozostawania w bliskości fizycznej z rodzicem. Dlatego noszenie dziecka czy spanie z nim w jednym łóżku nie jest niepotrzebnym przyzwyczajaniem go do bycia blisko.

Czy zatem Rodzicielstwo Bliskości jest konieczne do tego, by wychować bezpiecznie przywiązane dziecko? Czy konieczne jest noszenie dziecka, długie karmienie piersią czy spanie z nim w jednym łóżku?

Konieczne jest odpowiadanie na potrzeby i wzajemne dopasowanie się rodzica i dziecka. Rodzicielstwo Bliskości proponuje pewne praktyki, które pomagają być bliżej dziecka, a w związku z tym być bardziej wyczulonym na jego potrzeby. Jeśli maluch jest blisko Ciebie, z większym prawdopodobieństwem zobaczysz i usłyszysz, że czegoś się domaga. Jednak te praktyki nie są konieczne, jeśli bez nich nadal odpowiednio reagujesz na to, co jest dziecku niezbędne do życia.

Dlatego, jeśli z jakiegokolwiek powodu nie karmisz piersią, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie śpisz z dzieckiem, ale kiedy zawoła Cię w nocy idziesz do niego i pomagasz mu się uspokoić, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie nosisz dziecka cały dzień, ale bierzesz go na ręce, kiedy wyraźnie daje Ci znać, że tego potrzebuje, nie jesteś gorszą matką. Ważne jest to, aby odpowiadać na to, co komunikuje Ci Twoje dziecko.

Co konkretnie możesz zrobić? Odpowiedź zamyka się w angielskim skrócie 4S (termin wymyślony przez Daniela Siegela). Aby wykształciło się bezpieczne przywiązanie, dziecko powinno być:

  • zauważone (seen) – dostrzegaj jego osobę, uczucia i to, co stoi za jego zachowaniami; uważnie wchodź w interakcje, słuchaj, interesuj się nim;
  • bezpieczne (safe) – zapewnij mu poczucia bezpieczeństwa poprzez unikanie zachowań, które przerażają je lub ranią (tak działają kary, krzyk lub oglądanie rodzica, który zachowuje się w sposób nieprzewidywalny, np. kiedy jest pijany),
  • ukojone (soothed) – pomagaj w uspokojeniu się, ucz go regulować emocje (okazuj empatię, pozwalaj na okazywanie uczuć, bądź cierpliwa),
  • pewne (secure) – powyższe praktyki pozwalają dziecku wykształcić poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa, dzięki temu jest chętne i gotowe, by poznawać świat.

style przywiązania

Style przywiązania kształtują się przede wszystkim w relacji z rodzicami. Jednak inne osoby również mają na nie wpływ. Dlatego dziecko, którego rodzice nie potrafili zapewnić mu bezpiecznej więzi, nie jest skazane na nieprawidłowe związki z innymi w życiu dorosłym. Ponadto zmiana w zachowaniu rodziców pociąga za sobą zmianę w stylu przywiązania.

Pozwalaj dziecku przeżywać emocje. Bądź blisko, kiedy jest niespokojne. Zapewniaj mu poczucie bezpieczeństwa. Akceptuj go takim, jakim jest. W ten sposób dasz mu pewną i spokojną bazę, do której może wracać. Dzięki temu będzie mogło z entuzjazmem eksplorować świat i nawiązywać relacje z innymi ludźmi.

Jakie znaczenie dla Twojego macierzyństwa ma ta teoria?

Sprawdzone sposoby na nieposłuszne dziecko

nieposłuszne dziecko

Nie jesteś moim szefem! Te słowa usłyszało już wielu rodziców od swoich dzieci. Za nimi zwykle podążają konkretne zachowania: wykłócanie się o swoje racje, nie spełnianie próśb rodzica, krzyk, płacz lub inne nieprzyjemne dla dorosłego słowa. Terminem nieposłuszne dziecko najczęściej określamy właśnie takie postępowanie malucha. Kiedy rodzic czuje, że jego oczekiwania nie są respektowane, szuka pomysłów na to, jak skłonić swoją pociechę do współpracy. Szczególnie, jeśli sprawa dotyczy ważnej nauki, którą dorosły chce przekazać.

nieposłuszne dziecko

Co jest zadaniem rodzica?

Kiedy zostałam mamą, miałam w głowie różne wyobrażenia tego, co powinnam robić, aby wychować swoje dziecko. Wraz z narodzinami małego człowieka w nas, dorosłych, budzi się poczucie odpowiedzialności za nie. Chcemy czuwać nie tylko nad jego zdrowiem, ale też rozwojem: emocjonalnym, duchowym, psychicznym, społecznym i intelektualnym. Czujemy, że to nasz obowiązek. Chcemy nauczyć je odróżniać dobro od zła, pokazać, co można, a czego nie należy robić w naszym świecie. Przecież taka jest rola rodzica, nieprawdaż?

Żeby to osiągnąć, każdy szuka swoich sposobów. I nieomal każdy napotyka na trudności w tym procesie. Nagle okazuje się, że proponowane przez innych metody nie są skuteczne. Dziecko nie chce się im podporządkować, nie słucha próśb rodzica, robi po swojemu. Wielokrotnie powtarza zachowanie, które dorosły wskazał jako niewłaściwe. Patrzy mamie prosto w oczy, uśmiecha się i robi coś, czego ona zabroniła. Do tego krzyczy, płacze, bije, gryzie… Rodzic załamuje ręce, denerwuje się i myśli: Ale nieposłuszne dziecko!

Od lat jest nam wtłaczane do głowy, że to my, rodzice, musimy w domu rządzić. To my mamy być u władzy. To my jesteśmy dorośli, znamy życie i wiemy, co jest dobre, a co złe. Dlatego musimy prowadzić nasze dzieci we właściwym kierunku, każdym możliwym sposobem.

Moment, kiedy maluch nie chce wykonać prośby lub nakazu rodzica, dla dorosłego może być bardzo trudny. Przeczy to wyobrażeniu o jego roli. Jeśli mój syn lub córka nie robi tego, co do niego mówię, jak mam go nauczyć właściwego zachowania? A przecież to moje zadanie!

W tym miejscu chcę dopowiedzieć ważną rzecz. Używam sformułowania nieposłuszne dziecko przede wszystkim ze względu na to, że jest ono powszechnie stosowane w naszym społeczeństwie. Takim słowem określa się sytuacje, kiedy maluch nie chce spełnić próśb rodzica, nawet jeśli są one dobrym, społecznie akceptowanym i oczekiwaniem zachowaniem. Dzieci potrzebują naszego prowadzenia. Kiedy nie chcą się mu poddać, zwykle używane jest właśnie to sformułowanie.

 

Prawda o kontrolowaniu dziecka

Nieposłuszne dziecko stawia nas przed trudną prawdą: nie jestem w stanie kontrolować zachowania drugiej osoby, o ile nie użyję siły. Mówię coś do malucha, proszę go, tłumaczę mu, dlaczego to jest ważne, a on i tak działa po swojemu! Co mam zrobić, żeby spełnił moje prośby? Nie mam innego wyjścia, muszę zastosować jakiegoś rodzaju przymus!

Każdy człowiek rodzi się z wolną wolą. Chce decydować o samym sobie i swoim życiu. Chce mieć poczucie sprawczości i władzy nad swoim ciałem, swoimi wyborami i decyzjami. Można zaobserwować to już u niemowlaków. Nasz Jaś nie lubi być karmiony, zawsze chce mieć swoją łyżeczkę lub widelec w ręce i głośno śmieje się, kiedy ma szansę zrobić coś SAM. 

Wolna wola to coś, z czym się rodzimy. Nie jesteś w stanie kontrolować zachowania drugiego człowieka. Dotyczy to zarówno innych dorosłych, jak i Twoich dzieci. O ile na początku ich życia możemy mieć złudzenie, że przejęliśmy nad nimi kontrolę, prawda wychodzi na jaw, kiedy dziecko zmienia się w nastolatka, a czasem nawet wcześniej. Jeśli wejdziesz na drogę kontrolowania i zmuszania dzieci do robienia dobrych rzeczy, prędzej czy później jesteś skazana na porażkę. W końcu i tak zrobią to, co one chcą, a nie to, co Ty chcesz.

Jak zatem wypełnić ważne zadanie rodzica, jakim jest uczenie dzieci tego, co dobre i złe, właściwe i nie?

Dotrzyj do źródeł nieposłuszeństwa i tam szukaj rozwiązania.

nieposłuszne dziecko

Dlaczego dziecko jest nieposłuszne?

Przyczyny najczęściej są dwie:

  • Maluch buntuje się przeciwko poczuciu bycia kontrolowanym, przestawianym z kąta w kąt.

Jeśli dziecko nie ma przestrzeni do podejmowania jakichkolwiek decyzji w swoim życiu, sprzeciwia się takiej sytuacji. Chce mieć chociaż minimalną władzę nad tym, co się z nim dzieje: co je, w co się ubiera, kiedy i w co się bawi. Im mniej decyduje o samym sobie, tym bardziej protestuje.

Dlatego tak ważne jest, aby dawać mu jak najwięcej okazji do podejmowania decyzji o sobie samym. Pozwól mu postanawiać o drobnych sprawach codzienności: jaką bluzkę czy spodnie ubierze, co zrobicie na obiad, dokąd pójdziecie na spacer, jaką książkę przeczytacie. Ilość decyzji należy dostosować do wieku dziecka. Pozwól mu zrobić to wszystko, co sam już może zrobić.

  • Maluch odrzuca rodzica jako swojego lidera, ponieważ nie czuje z nim wystarczającej więzi (w całej relacji lub w konkretnej sytuacji).

Dziecko w naturalny sposób jest skierowane w stronę rodzica i chce go słuchać, o ile czuje, że dorosły ma wobec niego dobre zamiary i stoi po jego stronie. Dlatego tak ważną rolę w rodzicielstwie odgrywa więź i bliskość. Przy czym pamiętaj: Ty możesz oceniać, że jesteście w bliskiej relacji, ale jak widzi to Twoja pociecha? Ona osądza to na podstawie nieco innych kryteriów, niż Ty!

Ty masz wobec dziecka dobre intencje i robisz wszystko ze względu na jego dobro. Ono jednak może odbierać to zupełnie inaczej. Jeśli krzyczysz na nie, karzesz je za złe zachowanie, nie masz dla niego czasu, kiedy ono chce się bawić, dla niego mogą być to sygnały, że nie jesteś po jego stronie. 

Dlatego liczy się bardziej to, czy Twój syn lub córka czują z Tobą bliską więź. W znacznej mierze od tego zależy, czy będą chciały poddać się Twojemu kierownictwu, czy będą je odrzucać.

Codziennie zatem pamiętaj o tym, aby budować Waszą więź. Nie licz na to, że ona sama powstanie, bez świadomej pracy nad nią. Jeśli skupisz się tylko na obowiązkach w domu i tym, żeby zrealizować wszystkie zadania na dany dzień, nie będzie przestrzeni na tworzenie bliskości. Musisz o nią zadbać. Przed każdym rozstaniem z dzieckiem nawiąż z nim kontakt, podobnie po powrocie. Rozstanie to również wyjście dziecka do przedszkola, kładzenie się na nocny odpoczynek lub gotowanie przez Ciebie obiadu! 

Każda sytuacja, kiedy nie ma Cię w pobliżu dziecka lub nie dajesz mu swojej pełnej uwagi oznacza dla niego chwilowe zerwanie kontaktu. Jest to normalne i rozwojowo potrzebne, jednak warto pamiętać, aby później ponownie ten kontakt nawiązać. Dlatego dbaj o to, by odnawiać bliskość po chwilach rozłąki (fizycznej,lub emocjonalnej) – przytul, powiedz, że kochasz, spójrz w oczy i uśmiechnij się, poganiaj się kilka minut po domu…

Każdego dnia znajdź też kilka minut na wspólną zabawę. To najlepszy sposób na budowanie więzi z dzieckiem, bo zabawa jest naturalnym sposobem komunikowania się maluchów. Wygłupiaj się, tańczcie razem, skaczcie, biegajcie, udawaj groźne potwory, które przytulają wszystkich, których spotkają… Im więcej prostej, skłaniającej do śmiechu zabawy, tym lepiej dla Waszej relacji.

 

Sposoby na nieposłuszne dziecko

Co zatem możesz zrobić, aby sprawić, że Twoje dziecko będzie chciało z Tobą współpracować?

Twoje działanie powinno być dostosowane do wieku dziecka.

  1. Maluch w wieku 1-3 lata

Często zapominamy, że w tym wieku człowiek potrzebuje już ochraniać swoją niezależność i odrębność od rodziców. Dlatego dzieci są tak skłonne do powtarzania Nie Zrobię to sam! 

  • Pokaż, że słyszysz, co mówi: Powiedziałeś nie będę sprzątał, słyszę cię…
  • Przytul je (to jeden ze sposobów na odnowienie więzi)
  • Zdecyduj, co jest nienegocjowalne, a co można zmienić: Wszystkie twoje zabawki są rozrzucone po podłodze, musimy zrobić porządek, więc znajdźmy sposób, abyśmy mogli to zrobić razem przed kolacją. 
  • Z empatią podtrzymaj swoje oczekiwanie, jeśli uznasz, że nie możesz go zmienić:  Płaczesz, bo nie masz ochoty sprzątać… Jestem z tobą… Możesz płakać tyle, ile potrzebujesz… Kiedy będzie ci lepiej, znajdźmy wielki dźwig, który pomoże nam posprzątać (w tym miejscu możesz zaproponować zabawę, która sprawi, że sprzątanie nie będzie już się tak bardzo dłużyło).

2.  Dziecko w wieku przedszkolnym

Nieposłuszeństwo jest w pierwszej kolejności wołaniem o bliskość i więź.

  • Odnów kontakt poprzez zabawę (kilka propozycji znajdziesz tutaj)
  • Jeśli jest zbyt smutne na zabawę, porozmawiaj z nim i wysłuchaj je – Nie chcesz myć dzisiaj głowy… Coś ci się nie podoba, kiedy ją myjesz?
  • Czasem potrzebuje po prostu popłakać, dlatego łagodnie podtrzymaj swoje oczekiwanie i przyjmij nadchodzące łzy. Okaż empatię i bądź blisko. Po wypłakaniu emocji będzie bardziej skłonne do współpracy.

3. Dziecko w wieku szkolnym

Reaguje ono nieposłuszeństwem szczególnie, jeśli ma poczucie, że zostało niesprawiedliwie potraktowane. Dziecko, które często się kłóci, daje znać, że czuje się niewysłuchane i niezrozumiane.

  • Zastosuj metodę Stop, drop and breathe – uspokój w pierwszej kolejności samą siebie
  • Zasygnalizuj, że nie zgadzasz się na brak szacunku: Wiesz, że nie mówimy do siebie w ten sposób. Musi ci być bardzo przykro, skoro mówisz tak do mnie
  • Pamiętaj, że swoim zachowaniem Twój syn lub córka pokazuje, że jest jakiś problem w Waszej relacji – czy jesteś wobec niego/niej niesprawiedliwy? czy go/jej nie słuchasz? czy sama masz ataki złości, przez co oddalacie się od siebie?
  • Okazuj empatię
  • Szukaj rozwiązania, które będzie odpowiadało Wam obojgu: Więc ty chcesz… A ja chcę… Może byśmy…

nieposłuszne dziecko

Jeśli usłyszysz od swojego dziecka słowa: Nie jesteś moim szefem!, zatrzymaj się na chwilę i zrób szybki skan Waszej aktualnej relacji. Najprawdopodobniej czuje się ono oddalone od Ciebie emocjonalnie i potrzebuje odnowić Waszą więź. W sytuacji nieposłuszeństwa problem nie leży w samym dziecku, ale raczej w relacji między Wami. Spójrz na to, co Was w tym momencie łączy (lub dzieli) oczami dziecka, z empatią podtrzymaj nienegocjowalne oczekiwanie i jednocześnie nawiąż bliski kontakt. To pomoże Wam wrócić na właściwe tory.

Problemy małżeńskie – wykorzystaj je, by stworzyć szczęśliwy związek

problemy małżeńskie

Siedziałam z dziećmi w pokoju. Oni bawili się stosem muszelek rozsypanych na podłodze, ja czytałam coś na telefonie. Obaj siedzieli z nogami wyciągniętymi przed siebie. Kiedy oderwałam wzrok od ekranu, zobaczyłam, że Franek złapał Jasia za stopę i zaczął podnosić ją do góry. Zdążyłam tylko krzyknąć: Franek!, a Jaś już leżał na podłodze, lekko uderzając o nią głową. W tych ułamkach sekund pojawiła się we mnie obawa o Jasia i irytacja na Franka. Miałam ochotę skoczyć do starszego syna i zacząć na niego krzyczeć. Zapytasz: Gdzie w tym wszystkim tytułowe problemy małżeńskie?! Już mówię.

problemy małżeńskie

Reakcja na zachowania innych

Przypomnij sobie, jak często miałaś ochotę krzyczeć na swojego męża z jakiegokolwiek powodu. Może nie tylko chciałaś to zrobić, ale i zrobiłaś. Jak często czułaś wobec niego żal? Irytację? Zniecierpliwienie? Wszystkie te emocje, które często, zostawione same sobie, prowadzą do kłótni lub cichych dni. A jak często Twój mąż odczuwał je wobec Ciebie?

Ja przyznaję się, że nieomal codziennie chociaż przez chwilę odczuwam jedną z nich. I widzę, że mój małżonek ma podobnie wobec mnie.

Wróćmy na chwilę do sytuacji z moimi dziećmi. Huczała we mnie złość. Wtedy spojrzałam na twarz Franka w momencie, kiedy Jaś uderzył o podłogę. Jego mina zdradzała lęk i pewnego rodzaju zdziwienie. Nie było na niej triumfu i radości z krzywdy brata. W jednej sekundzie moje serce stopniało.

Podniosłam młodszego syna i popatrzyłam na starszego. Zapytałam łagodnie: Przestraszyłeś się, Franiu, tak? Nie spodziewałeś się, że Jaś się przewróci? On mi odpowiedział: Tak. Chciałem mu dać buziaka w stopę. Przepraszam. W tym momencie resztki mojej złości się ulotniły. Przytuliłam Franka i powiedziałam mu: Rozumiem. Wiem, że nie chciałeś mu zrobić krzywdy.

Uśmiechnęliśmy się do siebie i dzieci wróciły do zabawy. A ja dostałam ważną lekcję.

Jeśli zareagowałabym od razu, zgodnie z moimi emocjami, nakrzyczałabym na Franka. Może i dowiedziałabym się, o co mu chodziło, ale i tak sprawiłabym mu przykrość. A może bym nawet nie chciała go słuchać, tylko utwierdziła się w przekonaniu, że źle zachowuje się wobec brata.

W tej sekundzie, kiedy zobaczyłam Jasia lecącego do tyłu, miało miejsce coś bardzo ważnego. Dokonałam wyboru. Zdecydowałam, że zareaguję z pozycji miłości, a nie złości.

 

Moment wyboru – przestrzeń w przeciągu chwili

Kiedy reagujesz na to, co dzieje się wokół Ciebie, zawsze dokonujesz wyboru. Zawsze. Zwykle nie zdajesz sobie z tego sprawy i o tym nie myślisz. Reakcja następuje tak szybko, że może się wydawać, że nawet nie ma miejsca na jakąkolwiek decyzję.

Ten moment wyboru został nazwany przez Stacey Martino sformułowaniem The Space within the moment (przestrzeń w przeciągu chwili). Pomiędzy bodźcem (zachowanie drugiej osoby, określone okoliczności), a Twoją reakcją zawsze jest przestrzeń na dokonanie wyboru. Powtarzam jeszcze raz: ZAWSZE.

Dlaczego więc często wydaje nam się, że w tej sytuacji nie miałam innego wyjścia?

Przez całe nasze życie uczymy się określonych zachowań i reakcji. Wiele z nich pochodzi z relacji z rodzicami. Nasze wcześniejsze doświadczenia powodują, że mamy wdrukowane w siebie określone schematy reagowania. W konkretnej sytuacji nie widzimy tej przestrzeni na podjęcie decyzji, bo od razu uruchamia się stary schemat zachowania. Po danym bodźcu następuje określona reakcja. Czujesz, że przecież nie jesteś w stanie zachować się inaczej!

Jednak w każdym momencie decydujesz, jak zareagujesz. Często nieświadomie. Te wdrukowane, nawykowe zachowania mogą podsycać Wasze problemy małżeńskie.

problemy małżeńskie

 

Uczucia a problemy małżeńskie

Problemy małżeńskie często rozpoczynają się od działania pod wpływem negatywnych emocji.

Mąż nie miał czasu porozmawiać z żoną na ważny dla niej temat. Ona poczuła irytację i urazę. W złości wypowiedziała słowa: Ty nigdy nie masz czasu dla mnie. Zawsze jest coś ważniejszego! On poczuł się atakowany i też się zezłościł: O co ci chodzi, przecież rano rozmawialiśmy! Ona poczuła się niezrozumiana, on również. Ich emocje znalazły odzwierciedlenie w słowach i w tonie głosu.

Po takiej wymianie zdań oboje mają siebie dość. Uczucia przejęły nad nimi kontrolę.

Jeśli takie sytuacje powtarzają się często w małżeństwie, oznacza to spore problemy dla związku.

W życiu każdego małżonka codziennie są sytuacje, w których czujemy się odrzuceni, niezrozumiani, niesprawiedliwie ocenieni. Złościmy się na siebie nawzajem, irytujemy, mamy żal. To normalne. Tak wyglądają relacje pomiędzy ludźmi. Nie da się tego uniknąć.

Uczucia same w sobie nie są niczym złym. One po prostu SĄ. Pojawiają się i znikają. Jak chmury, które przesuwają się po niebie.

Przypomnij sobie jednak sytuacje, w których poczułaś się odrzucona, niezrozumiana, niesprawiedliwie oceniona przez męża i działałaś pod wpływem tych uczuć. Jakie było wtedy Twoje zachowanie? Do czego prowadziło?

Czym innym jest PRZEŻYWANIE emocji, a czym innym DZIAŁANIE pod ich wpływem.

W moim życiu działanie pod wpływem negatywnych emocji nigdy nie prowadzi do pozytywnych skutków. Kiedy odpowiadam mojemu mężowi z pozycji złości lub zranienia, mówię lub robię coś, co denerwuje lub rani jego. Kończy się to kłótnią i wzajemnymi oskarżeniami. Zachęcam Cię zatem, aby przestać próbować uszczęśliwić męża (przeczytaj ten artykuł, aby dowiedzieć się, jak rozumiem to uszczęśliwianie).

Jeśli bezmyślnie reaguję na bodźce wywołujące moje negatywne emocje, moja odpowiedź jest pełna złości, chęci odwetu i pokazania, kto ma rację.

Jeśli zatrzymam się chociaż na sekundę i świadomie zdecyduję, jak chcę się zachować, przemawiam z miłością i zrozumieniem. Takie działanie z mojej strony wywołuje pozytywną reakcję u drugiej osoby. Tak jak w opisanej sytuacji z Frankiem. Moje spokojne pytanie pozwoliło mu powiedzieć, dlaczego tak się zachował. Wyszłam do niego z empatią i czułością. On odpowiedział mi skruchą i żalem za swoje działanie.

Masz prawo do przeżywania różnych emocji. Masz prawo o nich mówić. Pamiętaj jednak, że kiedy zaczynasz działać pod ich wpływem, Twoje zachowanie jednocześnie powoduje określoną reakcję ze strony drugiej osoby. Dlatego zmiana Twojego działania może odmienić całą Waszą relację (pisałam o tym w artykule Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

 

Wybierz miłość

Co zatem wybierasz, jako swoją reakcję na słowa i zachowanie męża?

Mówisz i myślisz, że go kochasz. Miłość jest dla Ciebie ważną wartością.

Co jednak wybierasz, kiedy czujesz się zraniona, odepchnięta, osamotniona? Kiedy mąż robi coś, co jest dla Ciebie trudne i niewygodne, jaka jest Twoja reakcja? Jakie są Twoje słowa i zachowanie?

Jaka jest Twoja decyzja, a tym samym odpowiedź, w tej przestrzeni w przeciągu chwili (The space within the moment )? Kiedy on coś powie, zrobi (lub właśnie nie zrobi), czy działasz z pozycji złości i zranienia, czy wybierasz odpowiedź z pozycji miłości? Nawet, jeśli on na to nie zasłużył.

Twoja reakcja z pozycji miłości może całkowicie odmienić zachowanie drugiej osoby. Jeśli Ty dajesz zrozumienie, czułość, delikatność i otwartość, serce Twojego męża ma szansę stopnieć. Nawet, jeśli jeszcze przed chwilą był zdenerwowany czy rozżalony, Twoja reakcja daje mu szansę na opamiętanie. Wasze problemy małżeńskie mogą się zakończyć.

Zawsze masz możliwość wyboru swojego zachowania. Zawsze. Nawet, jeśli reagowałaś w określony sposób przez długie lata. Do końca naszego życia mamy szansę się zmieniać. To Twoja decyzja.

Jak to zrobić?

Podejmij postanowienie, aby NIE DZIAŁAĆ pod wpływem negatywnych emocji. Kiedy tylko je u siebie zauważysz, powiedz sobie STOP.  Przestań mówić. Zatrzymaj się w miejscu. Zostaw na chwilę wszystko, co w danym momencie robiłaś.

Zobacz, że właśnie znajdujesz się w tej przestrzeni w przeciągu chwili (The space within the moment). Po bodźcu nie musi od razu następować Twoja reakcja. Jeśli nauczysz się zatrzymywać, masz szansę świadomie wybrać, jak chcesz odpowiedzieć.

To będzie pierwszy, najtrudniejszy, ale i najważniejszy krok. Zatrzymać się. Na razie skup się na tym.

Daj sobie czas. Jeśli przez dwadzieścia lat reagowałaś od razu na zachowania innych, nie nauczysz się zatrzymywać swoich odpowiedzi w ciągu jednego dnia. A nawet kilku dni. Ćwicz cierpliwie. Codziennie wieczorem rób rachunek sumienia i zapytaj siebie: ile razy udało mi się dziś zatrzymać? Jeśli ani razu, nie martw się, jutro jest kolejny dzień. Jeśli jeden raz, świętuj swój sukces i ćwicz dalej.

 

Problemy małżeńskie dotykają każdą parę. Rodzą się często z naszego działania i mówienia pod wpływem emocji. Masz jednak wybór: zatrzymaj się, kiedy poczujesz się zraniona lub odrzucona przez męża. Nie mów i nie działaj pod wpływem tych uczuć. Weź na siebie swoją część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację i odpowiedz z miłością. Tylko taka reakcja może budować Wasz związek.

problemy małżeńskie

Jakie są Twoje reakcje na zachowania męża w przestrzeni w przeciągu chwili? Czy udaje Ci się wybierać miłość?

Jak zorganizować przestrzeń w pokoju na zabawki dziecka?

zabawki dziecka

W naszym domu pokój z zabawkami przez minimum połowę dnia jest totalnie zagracony. Samochodziki, klocki, maskotki, jakieś grające pieski, komputery i inne – wszystko to jest wyciągane z pudełek kilka razy dziennie i leży na podłodze. Kiedy spojrzałam ostatnio na pokój chłopaków, stwierdziłam: O matko, jak oni mają się tu czuć dobrze i spokojnie, kiedy nawet nie ma gdzie postawić nogi?! Coraz bardziej pociąga mnie idea minimalizmu. Mniejsza ilość rzeczy i odpowiednio zorganizowana przestrzeń na zabawki dziecka. Oto cel naszej rodziny na najbliższe tygodnie. 

zabawki dziecka

 

Ponadto ostatnio przeczytałam zdanie, że najlepszą zabawką dla dziecka jest rodzic, który usiądzie z nim na dywanie i będzie się z nim bawił. I ja się z tym w 100% zgadzam. A co, jeśli dorosły nie lubi tego robić? Pisałam o tym w artykule Nie lubię się bawić z dzieckiem. A jeśli potrzebujesz konkretnych pomysłów na wspólną z pociechą aktywność, zerknij tutaj.

Aby dokonać zmian w naszym domu, zaprosiłam Katarzynę Frenczak-Sito z bloga Kukumag, aby podała nam kilka wskazówek. Zapraszam do czytania: Kasia podaje tylko konkretne, sprawdzone porady, które sama sprawdziła. My niedługo zabieramy się za metamorfozę zgodnie z jej wskazówkami.


Wielu rodziców przygotowuje się na przyjście małego człowieka, zaczynając od urządzenia dla niego pokoju. Na długo przed narodzinami wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Powieszone mobile, nowe  łóżeczko i wyprasowane ubranka. Każda z tych rzeczy ma swoje miejsce i wszystko wygląda idealnie.

Maluch przychodzi na świat i wszystko się zmienia. Zaczyna raczkować, chodzić i interesować się światem. Rodzice napotykają cowieczorny problem sprzątania rzeczy dziecka. Kiedyś pokój lśnił czystością, a teraz walczą z zabawkami, ich ilością i tym, gdzie je zmieścić.

Ja również przez to przechodziłam. Co wieczór wkładałam wszystkie rzeczy mojej córki do, bądź co bądź ładnych, drewnianych skrzynek, a w ciągu dnia i tak trzeba było uważać, gdzie się stawia stopę. Zabawki się dekompletowały i ich ilość przytłaczała moje dziecko. Zastanawiałam się, w czym tkwi problem? Jak zorganizować zabawki dziecka w pokoju, by:

  • ono rzeczywiście się nimi bawiło,
  • nauczyć je porządku i mieć mniej do sprzątania.

Natknęłam się wtedy na pedagogikę Montessori, która całkowicie zmieniła moje podejście do aranżacji pokoju dziecka. Przede wszystkim podczas urządzania takiej przestrzeni powinniśmy najpierw skupić się na naszym podopiecznym i jego rozwoju, a dopiero w drugiej kolejności nad dekoracją.

zabawki dziecka

 

Jak zorganizować przestrzeń na zabawki dziecka w duchu Montessori?

  • Dostęp do zabawek

Jest to najważniejszy punkt w całej organizacji przestrzeni. Dziecko powinno mieć łatwy dostęp do swoich rzeczy. Często widać pięknie zaaranżowane pokoje, w których półki z książkami wiszą wysoko. Wyobraźcie sobie swoją frustrację, gdybyście chcieli sobie coś poczytać, a książki byłyby na suficie i żadnej drabiny w pobliżu?

Spróbuj sama raczkować po pokoju dziecka, zobaczysz wtedy jak postrzega ono swój pokój. Może szafa jest zbyt przetłaczająca. a ilość wiszących półek wprowadza do pokoju chaos?

Najlepsze do przechowywania zabawek są niskie, otwarte półki. Jeśli masz raczkującego brzdąca to będzie z łatwością docierał tam, gdzie ma ochotę. Sprawisz, że Twoje dziecko będzie niezależne i zapewniam, że wypijesz ciepłą kawę!

  • Każda rzecz ma swoje miejsce

Zabawki dziecka powinny mieć swoje miejsce w pokoju. Okazuje się bowiem, że dzieciom bardzo potrzebny jest ład i porządek. Lepiej będą orientowały się w przestrzeni swojego pokoju, łatwiej będzie im się wyciszyć i zachować spokój przed wieczornym snem.

Na początku musisz pokazać dziecku zasadę działania. Po skończonej aktywności, niech odłoży zabawkę na półkę, zanim przejdzie do następnej. Wyrabiamy w ten sposób nawyk, którego chyba i wielu dorosłym brakuje.

zabawki dziecka

 

  • Rzeczy w koszyczkach

Jeśli zabawki składają się kilku elementów, przechowuj je w otwartych koszyczkach, pudełkach i tackach. Jest to dodatkowa segregacja, która ułatwi ich używanie i sprzątanie.

Ważną kwestią jest również to, w jaki sposób układasz zabawki. Nie dawaj na półkę rozwiązanych problemów. Dla przykładu: masz drążek, na który należy nałożyć drewniane kółeczka. Przygotuj mały koszyk, do którego włożysz kółeczka i obok drążek. Niech dziecko samo dojedzie do tego, jak rozwiązać to zadanie.

  • Im mniej, tym lepiej

Zapewne każdy słyszał to już nie raz. Dzieciom szybko nudzą się zabawki, lubią poznawać nowe rzeczy. Na półkach umieść maksymalnie osiem – dziesięć rzeczy, a resztę schowaj. Raz na tydzień (lub częściej – obserwuj, czym już nie chce bawić się dziecko) wymieniaj wszystkie zabawki. Gdy wejdzie do swojego pokoju i zobaczy nowości, na pewno usłyszysz głośne: Wow!

  • Miejsce do zabawy

Najlepsze miejsce to oczywiście ziemia. Zorganizuj na niej mały dywanik, by było mu wygodnie i miło. Drugim, często zapominanym miejscem, jest mały stolik i krzesełko. Niektóre zabawy łatwiej przeprowadza się właśnie przy stole, a zarazem dbamy w ten sposób o prawidłową postawę dziecka.

 

Pragniemy by nasze dzieci wyrosły na osoby niezależne, kreatywne i wierzące we własne siły. Musimy im w tym pomóc, zaczynając od tak pozornie błahych spraw, jak zabawki dziecka. Sprawmy, by nasze pociechy miały możliwość wyciszenia we właściwie przygotowanej przestrzeni. Porządek i harmonię, której nauczą się za młodu, z pewnością przeniosą na inne aspekty swojego życia w przyszłości.

zabawki dziecka

Jak w Twoim domu jest zorganizowana przestrzeń na zabawki dziecka?

 

 

Autorka: zabawki dziecka

Katarzyna Frenczak – Sito

 

Mama trójki, architekt i blogerka na Kukumag. Zakochana w pedagogice Montessori i minimalizmie. Projektuje przestrzenie dla dzieci, które wspierają ich rozwój. Uczy innych, jak stworzyć minimalistyczne mieszkania i pomaga wyrzucać. Popołudniami wyżywa się na działce, sadząc marchewki i plewiąc chwasty.

Jak reagować na ataki złości u dziecka w miejscach publicznych?

ataki złości

Krzyk, płacz, tupanie nogami, rozkładanie się na ziemi… Wielu rodziców zna te zachowania z własnego doświadczenia. Stają bezradni wobec swojego dziecka, które nie przejmuje się tym, że znajdują się w miejscu publicznym. Rodzic czuje na sobie wzrok innych ludzi, oblewa się rumieńcem i chciałby zapaść się pod ziemię. Co oni sobie o mnie teraz myślą? Na pewno uważają, że jestem kiepską matką, skoro nie potrafię uspokoić swojego dziecka… Jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych, by pomóc swojemu dziecku i samej sobie?

ataki złości

Dziecko z miejscu publicznym

Twoje dziecko jest człowiekiem, który ma wolną wolą. Chce decydować o samym sobie. Widać to nieomal od urodzenia – maluch reaguje płaczem, kiedy robisz coś, co mu się nie podoba. Jest to naturalna i właściwa kolej rzeczy.

My często chcielibyśmy, aby dziecko zachowywało się tak, jak nam się to podoba. Aby podawało grzecznie rękę na powitanie wujka, w sklepie szło spokojnie obok wózka z zakupami i potulnie zgadzało się, kiedy odmawiamy mu kupienia drugiego batonika. Poszukujemy metod, aby wymusić na nim przeprowadzenie naszej woli. Oczywiście robimy to z dobrą intencją – jesteśmy dorośli i wiemy, jak należy właściwie zachowywać się w konkretnych sytuacjach. Naturalne jest to, że chcemy nauczyć tego również nasze dzieci.

Bardzo trudną sytuacją dla wielu rodziców są dziecięce ataki złości w miejscach publicznych. W sklepie, na ulicy, przy wychodzeniu z przedszkola lub na spotkaniu rodzinnym u dziadków. Poczucie, że patrzy na mnie i ocenia moje zachowanie tyle osób powoduje, że niekiedy dorośli zachowują się wobec dzieci inaczej, niż zrobiliby to w domu.

Dziecko w miejscu publicznym również często zachowuje się inaczej, niż w domu. Otacza go nadmiar bodźców, jest podekscytowane lub zmęczone (zależnie od sytuacji). Podczas odwiedzin u rodziny może być wybite z codziennego rytmu dnia. W sklepie może być oszołomione otaczającą go muzyką, światłami i ilością ciekawych artykułów, które go otaczają. Po długiej jeździe samochodem w jakieś miejsce miałoby ochotę pobiegać i poszaleć, a nie iść razem z Tobą spokojnie alejkami w supermarkecie.

Nawet najbardziej spokojny maluch miewa ataki złości, również w miejscach publicznych. Po dziecku możesz spodziewać się dziecięcego zachowania! Jego kora przedczołowa nie jest jeszcze w pełni rozwinięta, dlatego nie potrafi kontrolować swoich emocji. Dopiero się tego uczy. Krzyk, płacz, odpychanie i uderzanie osoby, która stoi obok – to wszystko normalne sposoby wyrażania złości u kilkulatka. Nie robi tego po to, aby Cię zdenerwować. Nie robi tego również po to, aby Cię zawstydzić przy obcych ludziach. Jest to zawsze wyraz jego samopoczucia. Nie potrafi inaczej dać Ci znać, że czuje się źle i potrzebuje Twojej pomocy.

 

Autorytarny rodzic – sposób na ataki złości?

Kim jest rodzic autorytarny?

To ktoś, kto stawia wysokie wymagania, ale nie daje dużego wsparcia przy ich wykonywaniu. Oczekuje, że dziecko powinno sobie samo poradzić. A jeśli sobie nie radzi, to znaczy, że mu się nie chce lub że jest niegrzeczne, lub że chce mi zrobić na złość. Generalnie, to jego wina i w związku z tym zasługuje na jakąś karę. Kara wymierzana jest po to, aby sprowadzić je na właściwą drogę i pomóc zachowywać się tak, jak należy w danej sytuacji.

Możliwe, że dziecko zachowywałoby się spokojniej w miejscu publicznym, gdybyś była bardziej autorytarnym rodzicem. Możliwe. Gdybyś dała mu więcej krzyku, straszenia karą, która czeka je po powrocie do domu. Możliwe, że osiągnęłabyś oczekiwany efekt – dziecko, które nie płacze, nie złości się, tylko spokojnie stoi przy kasie razem z Tobą.

ataki złości

Nauka pokazuje jednak, że taki styl wychowania nie wspiera zdrowego rozwoju dziecka w dłuższej perspektywie czasu. Ponadto, działa tak długo, jak długo jesteś w stanie fizycznie kontrolować zachowanie swojego dziecka. Jeśli znikniesz mu z oczu, zacznie robić to samo, co robiło przed chwilą. W ten sposób nie nauczysz go samodzielności i odpowiedzialności – a przecież na tym Ci zależy, prawda?

To, co powinnaś zrobić, to stawianie granic zachowaniu, z empatią i zrozumieniem dla emocji. To prawda, że dziecko nie powinno biegać po restauracji lub skakać po łóżku babci, jeśli ona sobie tego nie życzy. Jeśli będziesz straszyć karą lub konsekwencjami (które Ty sama wymyślisz), może w danej chwili uzyskasz pożądane zachowanie. Jeśli jednak chcesz, aby dziecko zrozumiało, dlaczego konkretne zachowanie jest właściwe i samo chciało je wykonać, droga jest inna.

 

Wskazówki, jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych

  1. Lepiej zapobiegać, niż leczyć – zrób wszystko, aby zminimalizować powody do nieprzyjemnych emocji.
  • Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb – jeśli to możliwe, nie zabieraj ze sobą zmęczonego lub głodnego dziecka. Jeśli idziecie do sklepu, a dziecko jest głodne, kup na początku coś, co będzie mogło sobie jeść już w trakcie zakupów. Przed wejściem do domu babci poganiajcie się chwilę po podwórku (Ty biegaj razem z nim – przytulaj je, udawaj, że je gonisz, daj mu odczuć swoją bliskość).
  • Wytłumacz, co będzie się działo i czego od niego oczekujesz – zanim wejdziecie do sklepu powiedz mu, jak będzie wyglądał czas spędzony na zakupach.
  • Zachęć je do pozytywnego włączenia się w sytuację – jeśli idziecie do restauracji, powiedz mu, że kelnerzy krążą po lokalu, nosząc ciepłe jedzenie i napoje na tacach i zapytaj, co wy możecie zrobić, aby ułatwić im pracę i pomóc im, aby nic nie rozlali?

 

2. Bądź obecna.

Dzieci często przeżywają trudne chwile w miejscach publicznych, bo widzą, że nasza uwaga jest zupełnie gdzie indziej. Czują się wtedy mniej pewnie, więc próbują zdobyć naszą uwagę w sposób, który nam się nie podoba. Im bardziej pozostaniesz w kontakcie z dzieckiem, tym mniejsze prawdopodobieństwo jego wybuchu.

 

3. Kiedy dziecko zaczyna być zmęczone, nie lekceważ tego.

Zwykle pod koniec zakupów robimy się coraz bardziej nerwowe i powtarzamy: Wytrzymaj jeszcze kilka minut, już prawie skończyliśmy Musisz jednak pamiętać, że małe dziecko po prostu nie jest w stanie tego zrobić! Zwolnij tempo i znajdź dwie minuty, by odnowić z nim kontakt: przytul go, uśmiechnij się do niego, zanuć mu cicho jakąś piosenkę, zaproś do jakiejś prostej zabawy w trakcie chodzenia po sklepie. Wzmocnienie więzi często wystarczy, by powstrzymać wybuch zmęczenia i złości.

 

4. Przenieś się z dzieckiem w bardziej ustronne miejsce.

Nie uważam, że dziecko nie ma prawa płakać w miejscu publicznym. Problem leży gdzie indziej: Tobie może być trudno poradzić sobie z sytuacją, jeśli będziesz czuła na sobie spojrzenia innych ludzi. Niewielu z nas potrafi przejść obojętnie obok tego, jak reagują inni ludzie na nasz styl wychowawczy. Jeśli wiesz, że czujesz większy stres w miejscu publicznym, lepiej usuń się z oczu innych osób. Jeśli wybuch nastąpił w sklepie i wiesz, że może być coraz gorzej, lepiej zostaw na chwilę zakupy w wózku i wyjdź ze sklepu. Pójdźcie do samochodu, pobliskiego parku lub jakiegoś spokojnego zakątka w hipermarkecie. Tam będziesz mogła poradzić sobie z sytuacją bez zbędnej asysty innych osób.

Jeśli masz możliwość znaleźć ustronne miejsce, możesz tam na spokojnie zająć się uczuciami dziecka. Tak byłoby najlepiej dla niego i dla Ciebie. Jeśli jednak nie ma takiej możliwości, możesz odłożyć pełne zaopiekowanie się nimi na później. Spróbuj zająć dziecko jakąś zabawą lub nieco odwrócić jego uwagę. Nie jest to idealny i rozwojowy sposób radzenia sobie w takich sytuacjach. Jednak nie zawsze możemy pozwolić dziecku, by płakało głośno kilkanaście minut (np. w kinie, samolocie lub restauracji).

 

5. Okaż empatię dla uczuć dziecka.

Nie zawsze jesteś w stanie powstrzymać ataki złości u dziecka. Co zrobić, kiedy widzisz, że zbliża się wybuch?

  • Zadbaj o siebie – odetchnij głęboko i postaraj się uspokoić. Pamiętaj, że kluczem do sukcesu jest zawsze Twoja wewnętrzna harmonia.
  • Zauważ, jak czuje się Twoje dziecko i czego w tym momencie chce (bez oceniania, czy może to mieć, czy nie!) – Bardzo chciałbyś napić się jeszcze tego soku, tak?
  • Pamiętaj, że złość jest obroną przed bardziej niekomfortowymi uczuciami (smutkiem, strachem, żalem) – pomóż dziecku dotrzeć do tych uczuć (Chciałbyś, abyśmy dłużej zostali na tym placu zabaw… Jest ci smutno i przykro, że idziemy już do domu…).
  • Najlepszą obroną na ataki złości jest empatia. Bądź blisko, powiedz głośno, że widzisz smutek, złość, irytację dziecka (Kochanie, widzę, że to jest dla ciebie trudne. Tak bardzo chciałbyś napić się więcej soku. Jesteś zły, bo zabrałam ci kubek.).
  • Jeśli dziecko próbuje Cię uderzyć, odsuń się nieco i powiedz: Możesz się złościć, ale nie zgadzam się, abyś mnie bił. To boli.
  • Jeśli krzyczy do Ciebie, że chce, abyś sobie poszła lub mówi, że Cię nie kocha, nie lubi, nie jesteś dobrą mamą itd., nie bierz do siebie jego słów. W tym momencie nie działa w sposób racjonalny i mówi coś, czego wcale nie myśli. Zapewnij: Jestem przy Tobie. Nie zostawię Cię z tymi trudnymi uczuciami. Jesteś bezpieczny. Nie zostawiaj dziecka samego w takim momencie (pisałam o tym w artykule Dlaczego przytulenie jest lepsze niż karny jeżyk?).
  • Jeśli pozostaniesz spokojna i cierpliwa, najprawdopodobniej złość przemieni się w płacz. Bądź blisko. Jeśli dziecko na to pozwala, przytul je. Jeśli nie, zostań fizycznie blisko. W ten sposób dajesz mu poczucie bezpieczeństwa i pozwalasz wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Nie mów zbyt dużo, nie ma takiej potrzeby. Wystarczy, że pokażesz, że jesteś z nim i rozumiesz, że jest zdenerwowany lub smutny.
  • Dziecko, którego emocje zostaną w ten sposób przyjęte, po pewnym czasie uspokaja się i jest bardziej spokojne, zrelaksowane i chętne do współpracy.

 

6. Daj mu swoją uwagę po powrocie do domu.

Kiedy wrócicie, spędź z dzieckiem nieco czasu, odnawiając z nim swój kontakt. Przytulajcie się, pobawcie razem (kilka pomysłów na zabawy rozładowujące emocje znajdziesz w artykule Co zrobić, kiedy dziecko mnie nie słucha?). Opowiedz mu też historię o tym, co wydarzyło się wcześniej. Dziecko potrzebuje, by ktoś opowiadał mu o jego uczuciach i zachowaniach. Dzięki temu lepiej rozumie, co się stało – w ten sposób budowana jest jego kora przedczołowa.

Byliśmy dzisiaj na zakupach w sklepie. Chciałaś, żebym kupiła Ci batonik. Kiedy powiedziałam, że nie kupimy batonika, krzyknęłaś: Ale ja bardzo chcę! Bardzo! I próbowałaś mnie uderzyć. Ja powiedziałam, że nie zgadzam się, abyś mnie biła. Wtedy zaczęłaś płakać. Byłam blisko Ciebie, kiedy płakałaś. Kiedy byłaś gotowa, przytuliłyśmy się i poczułaś się lepiej.

ataki złości

Ataki złości u dziecka w miejscu publicznym to często stresujące wydarzenie dla rodzica. Samo radzenie sobie z trudnymi emocjami bywa męczące, do tego dochodzi jeszcze presja otoczenia. Pamiętaj, że w pierwszej kolejności warto im zapobiegać. Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb dziecka, a przed wyjścia do miejsca publicznego daj mu dużo swojej kochającej uwagi i kontaktu. Nie oczekuj od niego, że będzie w stanie stać, siedzieć lub spokojnie spacerować długi czas. Planuj wyjścia w ten sposób, aby był czas i przestrzeń na bieganie i szaleństwa.

Twoją tajną bronią na ataki złości niech będzie empatia wobec uczuć. Ćwicz się w radzeniu sobie z własną złością i daj dziecku cierpliwe zrozumienie dla jego potrzeb. Jeśli wybuch dziecka jest na tyle silny, że nie chcesz radzić sobie z nim w miejscu publicznym, zabierz je w bardziej ustronne miejsce. Daj mu szansę na wyrażenie swoich uczuć, bo tylko wtedy będą mogły odejść. W innym wypadku dziecko nadal będzie nosiło je ze sobą, w swoim niewidzialnym emocjonalnym plecaku.

Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?

szczęśliwy związek

Wzrastałam w przekonaniu, że obie osoby powinny wnosić do związku tyle samo. Tyle samo pracy nad tym, co nas łączy, tyle samo entuzjazmu, tyle samo gotowości do zmiany… Taka relacje 50:50 – ja dam 50%, a drugie 50% ty. I wtedy wszystko będzie wspaniale. Teraz już wiem, że myślenie, że wniesiemy do małżeństwa po równo i wtedy stworzymy szczęśliwy związek, to mit. Im szybciej to zobaczysz, tym lepiej dla Ciebie i Twoich bliskich.

szczęśliwy związek

Kto wnosi więcej w związek?

Każdy człowiek jest inny. Różnimy się pod bardzo wieloma aspektami. Począwszy od wyglądu, przez temperament i cały bogaty, wewnętrzny świat. Inaczej reagujemy na te same sytuacje, inaczej patrzymy na to, co nas otacza, inaczej rozumiemy to, co dzieje się dookoła nas. Te same wydarzenia wywołują w nas inne emocje, inaczej oceniamy trudności i szanse, które nam się przydarzają. Nie jestem w stanie nawet wymienić wszystkiego, co nas różni. Wyglądamy, myślimy i czujemy inaczej.

Jednocześnie mamy pewną wspólną cechę: oceniamy działanie innych przez pryzmat samych siebie. Patrzę na to, co robi drugi człowiek i przepuszczam to przez filtr własnych doświadczeń, emocji czy zranień z przeszłości. Nie ma w świecie ludzkim czegoś takiego, jak całkowicie obiektywne ocenianie. Po prostu nie ma. Zawsze robimy to przez pryzmat samych siebie.

Co się dzieje w takim związku 50:50, o którym większość z nas marzy długie lata?

Skąd będziesz wiedzieć, że Twój partner wnosi w związek tyle samo, co Ty? Musisz to jakoś ocenić i zmierzyć. Patrzysz więc na jego zachowanie i punktujesz, oceniasz je. Czy robisz to obiektywnie? Oczywiście, że nie, bo nie jest to możliwe! Oceniasz działanie drugiej strony przez pryzmat tego, co Ty byś zrobiła na jej miejscu, czego Ty od niej oczekujesz i potrzebujesz, jak Ty byś się zachowała w danej sytuacji.

Do czego to prowadzi? Do bezustannej frustracji. Druga osoba nigdy nie będzie w stanie otrzymać u Ciebie maksimum punktów. Dlaczego? Bo nie zachowa się tak, jak Ty byś się zachowała na jej miejscu. Nie odpowie na każde Twoje oczekiwanie i potrzebę. Nie zrobi tego, bo jest sobą, a nie Tobą. Zachowa się po swojemu. Z góry jest na straconej pozycji w tym mierzeniu, kto ile wniósł w związek. Tak samo, jak Ty jesteś na straconej pozycji, jeśli to ona mierzy, kto wnosi mniej, a kto więcej. Ty zawsze będziesz uważać, że wnosisz więcej. Ona będzie natomiast uznawać, że to ona robi więcej, albo przynajmniej tyle samo. I nie będzie rozumiała, o co masz pretensje.

Ale wróćmy do początku.

 

To Ty tworzysz relacje

Coraz częściej dochodzą do mnie pytania związane z pisanymi przeze mnie artykułami: Dlaczego piszesz tylko o pracy kobiety nad sobą? To przecież obie strony muszą pracować, aby stworzyć szczęśliwy związek. Mężczyzna też musi pracować. Takie artykuły mogą tworzyć niezdrowe podejście.

Chcę więc szerzej opisać preferowane przeze mnie podejście do wszelkich relacji, szczególnie małżeńskich.

W swoim życiu tworzysz bardzo wiele relacji z ludźmi: z mężem, dziećmi, przyjaciółmi, rodzicami, współpracownikami… Co jest wspólnym mianownikiem tej listy? Jesteś nią ty. Ty sama.

Wielu ludzi idzie przez życie, skupiając swe wysiłki na kontrolowaniu i zmienianiu wszystkich tych, z którymi wchodzą w relacje. Mówią: Byłabym szczęśliwa, gdyby tylko moja matka zachowywała się inaczej… Byłabym szczęśliwa, gdyby mój mąż więcej dawał z siebie w naszej rodzinie… Byłabym szczęśliwa, gdyby mój szef przestał się w końcu mnie czepiać… Tymczasem jedyną osobą, którą jesteśmy w stanie w pełni kontrolować jesteśmy my sami. Nikt inny.

szczęśliwy związek

Możesz nauczyć się panować tylko nad samą sobą. Innych nie zmienisz, jeśli oni tego nie będą chcieli.

Wiele energii codziennie wkładamy w relacje z innymi. Jedne z nich dają nam satysfakcję, radość i motywują nas do pozytywnych zmian. Inne są destrukcyjne, męczące i powodują ból. Od poziomu Twojego rozwoju zależy, jaki odsetek Twojego życia będą stanowiły te pozytywne, a jaki – te negatywne.

Powtarzam jeszcze raz: poziom Twojego wewnętrznego rozwoju decyduje o tym, jak wyglądają Twoje relacje z innymi.

Te słowa mogą wywołać Twój bunt, wiem. Wszyscy dookoła mówią nam, że szczęśliwy związek zależy od pracy i równego wkładu obu stron. A ja mówię Ci, że wygląd Twoich relacji zależy od Twojego wewnętrznego rozwoju.

Czym są w ogóle Twoje relacje? Relacja to Ty i sposób, w jaki odnosisz się do drugiej osoby. Jeśli nauczysz się panować nad sobą i tym, jak odnosisz się do innych, nauczysz się tworzyć dobre relacje. Jest to pewna umiejętność i można jej się uczyć, można ją w sobie rozwijać i ćwiczyć.

 

Dlaczego to ja mam wykonywać pracę, by tworzyć szczęśliwy związek, jeśli mój mąż nie chce tego robić ze mną?

Pierwsze, ważne pytanie: co dla Ciebie znaczy szczęśliwy związek? Często używamy tego sformułowania, ale co ono znaczy? Czy chodzi Ci o to, że Ty jesteś szczęśliwa w kontakcie z drugą osobą? Czy, że ona jest szczęśliwa? Lub i Ty, i ona? Wydaje mi się, że najczęściej chodzi nam o to, że szczęśliwy związek to taki, w którym obie strony są szczęśliwe. Jeśli rozumiesz to inaczej, daj mi znać. Chętnie się dowiem.

Jeśli zatem chodzi o szczęście obu stron, wczytaj się uważnie w to, co teraz napiszę. Kiedy wykonujesz pracę nad sobą i tym, co Ty wnosisz w związek, największy dar otrzymujesz Ty sama. Jeśli uczysz się panować nad sobą i tworzyć dobre relacje z innymi, najwięcej korzystasz na tym Ty sama. Rozwijasz się, zmieniasz, lepiej potrafisz panować nad swoimi uczuciami, lepiej reagować na stresujące sytuacje – to konkretne umiejętności, które zyskujesz. One z Tobą zostają na zawsze. Nikt Ci ich nie odbierze. I wiesz co? To właśnie od nich zależy Twoje poczucie szczęścia.

Twoje poczucie szczęścia zależy od tego, co dzieje się w środku Ciebie, a nie od tego, co dzieje się dookoła Ciebie.

szczęśliwy związek

Jeśli więc Twoje szczęście zależy od tego, jaka Ty jesteś i jak reagujesz na sytuacje, które Cię otaczają, jakie znaczenie ma to, czy Twój mąż wykona nad sobą jakąkolwiek pracę?

Praca nad sobą to coś, z czego najwięcej korzystasz Ty sama. To, jak daleko będziesz na drodze wewnętrznego rozwoju, decyduje o Twoim szczęściu. Nie to, czy Twój mąż wykona nad sobą taką samą pracę, jak Ty.

Wróćmy też do początkowej refleksji o związku 50:50. Mówienie o tym, że obie strony muszą wnieść po równo, by związek był szczęśliwy, jest konkretnym przejawem myślenia o relacjach w kategorii 50:50. Jeśli wciąż wracasz do tego, że Twój mąż też musi wykonywać jakąś pracę, mówisz o tym i myślisz, samą siebie skazujesz na frustrację. On nigdy nie zrobi tego, co Ty robisz i jak to robisz – jest sobą i nikim innym. Koncentrowanie się na tym, co on powinien zrobić, powoduje, że jesteś w stanie ciągłego oceniania jego zachowania. Musisz wciąż czuwać i sprawdzać: czy już się zmienił? Czy już zrobił to, co powinien, czy jeszcze mam na niego naciskać? Jak to zrobić, żeby w końcu zaczął się zmieniać?

Samą siebie skazujesz na porażkę. Zajmujesz się czymś, na co masz niewielki wpływ. Możesz kontrolować tylko siebie i to, jak Ty odnosisz się do innych. Po co więc skupiać się na czymś, czego nie możesz zmienić?

 

Relacja 100:100

Muszę teraz dodać coś jeszcze. Nie piszę wcale, że to od kobiety i jej pracy zależy szczęśliwy związek. Nigdy tego nie napisałam i nie napiszę. To nie od kobiety zależy szczęśliwy związek. To od Ciebie zależy to, jak Ty się czujesz i odnajdujesz w swoich relacjach. Ponieważ kieruję artykuły do kobiet, dlatego piszę o kobietach. Równie dobrze mogłabym napisać: to od Ciebie, mężczyzno, zależy to, jak Ty się czujesz w relacjach z innymi, nie od Twojej żony. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Nie piszę tego dlatego, że jesteś kobietą. Taki sam artykuł mogłabym skierować do Twojego męża.

Jeśli zatem związek 50:50 nigdy Cię nie usatysfakcjonuje, co może to zrobić? Związek 100:100. Ty dajesz swoje 100% i druga osoba daje swoje 100%. Ty wykonujesz swoją pracę bez względu na to, czy druga strona robi to samo. Skupiasz się tylko na tym, co należy do Ciebie. Robisz swoje. Rozwijasz się, uczysz się umiejętności potrzebnych do odpowiedniego odnoszenia się do innych, kontrolujesz swoje emocje (szczególnie złość – pisałam o tym tutaj) uczysz się stawiać mądrze granice i mówić o swoich potrzebach. Wnosisz to wszystko w relację. Bez oglądania się na to, co wnosi druga strona.

Zauważ, że nie mówię o tym, że pozwalasz sobą pomiatać, czy poddawać jakiejkolwiek przemocy. Nie! Jeśli zadbasz o swój rozwój, nie dopuścisz do tego. Będziesz mieć wszystko, co jest potrzebne do budowania dobrych relacji z innymi. Będziesz mogła tworzyć szczęśliwy związek.

Pamiętaj o tym, że samą siebie zabierasz do każdej relacji, którą tworzysz. Nawet, jeśli rozstałabyś się z aktualnym partnerem i zaczęła nowy związek, Ty zostajesz wciąż taka sama. Często dzieje się tak, że ktoś rozwodzi się w przekonaniu, że nieszczęśliwy związek to wina męża, a kiedy wchodzi w nową  relację, za kilka miesięcy znajduje się w dokładnie takiej samej sytuacji, jak przed rozwodem. Nie możesz ominąć zadania, które stoi przed Tobą: jeśli nie nauczysz się odpowiednio odnosić do innych, nigdy nie stworzysz szczęśliwego związku.

 

Wystarczy jedna osoba, by odmienić związek

Każdego dnia we wszystkich relacjach z ludźmi rozgrywa się specyficzna gra. Jedna osoba zachowuje się w określony sposób, wywołując jakąś reakcję drugiej. Ta reakcja następnie wywołuje reakcję u pierwszej osoby. I tak w kółko. Na tym polega dynamika relacji międzyludzkich.

Konkretny przykład. Żona poprosiła męża o to, aby zrobił zakupy, wracając z pracy. On tego nie zrobił – zapomniał, nie zdążył, cokolwiek. Ona czeka na niego, głodna i gotowa, by przygotować szybki obiad. Widzi jego puste ręce. Jak reaguje?

  1. W złości mówi/krzyczy/cedzi przez zęby: Ty nigdy nie robisz tego, o co Cię proszę! Jedna, drobna prośba i nie mogłeś jej spełnić?
  2. Czuje w środku złość. Oddycha kilka razy głęboko, postanawia, że nie będzie w złości robić mu wyrzutów. i mówi: Jestem bardzo głodna i zmęczona. Czy mógłbyś szybko skoczyć do sklepu koło naszego bloku, żeby kupić to, co potrzebujemy na obiad?  Zje obiad, a później, na spokojnie, powie mu, że będzie mu bardzo wdzięczna, jeśli następnym razem zakupy zrobi. Może byłoby lepiej, gdyby ustawił sobie w telefonie przypominacz?

szczęśliwy związek

Zachowanie męża i dwie, zupełnie inne reakcje żony. Jak myślisz, jak na jej zachowanie odpowie mąż? Jest bardzo prawdopodobne, że w pierwszym przypadku będzie się bronił i sam wpadnie w złość, co skończy się niepotrzebną awanturą. W drugim przypadku pójdzie po zakupy, a po południu z większą otwartością będzie rozmawiał o tym, jak ona się czuła w tej sytuacji.

Relacja to łańcuch: zachowanie – reakcja na to zachowanie – reakcja na reakcję itd.

Wystarczy zmienić jeden składnik w tym łańcuchu, aby zmieniła się jego dalsza część. Wystarczy zmienić jedną reakcję, aby zmieniła się w danej chwili cała relacja.

Dlatego wystarczy jedna osoba, aby zmienić związek. Możesz odetchnąć głęboko: nie musisz się stresować pytaniem, jak zmienić męża na lepsze.

Jeśli dokona się zmiana w Tobie, zmieni się Twoja relacja z mężem. Twoje zachowania mogą go prowadzić do reakcji, które budują lub niszczą Waszą relację. Oczywiście to działa w obie strony: jego zachowania mogą wywołać w Tobie reakcje, które budują lub niszczą związek. Jednak pamiętaj, że możesz kontrolować tylko siebie. Nie myśl więc o tym, żeby zmienić jego zachowania. Ucz się tego, jak reagować, by wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Ucz się tego, jak wywołać jego lepszą reakcję. To Twoja część pracy: panowanie nad sobą, swoimi uczuciami, słowami i zachowaniami.

 

Wspólna praca nad związkiem

Bardzo rzadko zdarza się, aby obie osoby były gotowe i chętne do pracy nad związkiem w ten sam sposób i w tym samym czasie. Czytałam ostatnio, że ok. 75% terapii par kończy się niepowodzeniem. Zachęcam Cię: nie idź tą drogą. Nie stawiaj Twojego szczęścia na niepewnym gruncie czekania, aż Twój mąż w końcu wykona pracę, której od niego oczekujesz.

Włóż w Wasze małżeństwo swoje 100%. Rozwijaj się, ucz tworzyć dobre relacje, odkrywaj, jak panować nad swoimi emocjami. Skup się na swojej pracy, zmianie Twoich zachowań i Twoich reakcji na jego zachowania. Jeśli trzeba, zrób sobie przerwę jako mama i żona – wyjdź z domu choć na 10 minut (konkretne pomysły na to, jak zrobić sobie przerwę znajdziesz w tym artykule). Zobaczysz, że w ten sposób zmianie ulegnie cała Wasza relacja i stworzycie szczęśliwy związek.

A jaka Twoim zdaniem jest recepta na szczęśliwy związek?

Przestań próbować zadowolić męża

uszczęśliwić męża

Jeśli chcesz pokazać mężowi, że go kochasz, dawaj z siebie jak najwięcej. Ile razy słyszałaś podobne słowa? Ja wielokrotnie. I starałam się do nich stosować. Chciałam uszczęśliwić męża, robiąc to, czego on oczekiwał, nawet jeśli czułam przy tym żal, niechęć lub złość. Zwykle kończyło się to katastrofą, moim zmęczeniem i zniechęceniem: Ciągle coś od siebie daję, zmieniam się, próbuję naprawiać nasz związek i co z tego mam?

uszczęśliwić męża

 

Zniechęcenie żony

Często słyszę podobne słowa również od innych kobiet. Wkładają wiele serca i pracy w relację z mężem. Przełamują własne słabości, starają się nie narzekać, rezygnują ze słów pełnych złości… I nagle: TRRRACH. Mają dość. Czują, że miarka się przebrała. Że dłużej nie są w stanie tak funkcjonować. Bo co z tego, że ja tak dużo daję od siebie? On ciągle robi to samo! Nic się w nim nie zmienia!

Mówili mi, że jeśli ja będę dawać, to i on będzie. Jeśli ja będę spełniać jego potrzeby, to on w końcu zacznie spełniać moje. Jeśli będę dla niego cierpliwa, to on odpowie tym samym. Dobro podobno powraca, czyż nie tak?

Tymczasem rzeczywistość często jest inna. Kobieta stara się odpowiadać na potrzeby męża. Sprząta w domu, bo widzi, że on lubi, jak jest czysto. Gotuje obiady, które mu smakują. Zgadza się na jego wyjścia z kolegami na piwo. I tylko w głowie kołacze jej się myśl: Kiedy w końcu przyjdzie pora na MNIE? Kto spełni MOJE potrzeby?

Żona może robić wszystko, aby zadowolić męża. Może wciąż dawać i dawać. To jednak nie oznacza, że on stanie się idealnym człowiekiem. A ją może doprowadzić do zniechęcenia i zmęczenia.

Jak zwykle podkreślam: nie twierdzę, że tylko Ty powinnaś się starać dawać mężowi to, co najlepsze. On również przysięgał Ci to samo, to jest również jego zadanie i obowiązek. Jednak odnoszę się tylko do Twojej sytuacji, bo wierzę w to, że jedna osoba może odmienić sytuację w domu. Możesz to być Ty, ale mógłby to być również Twój mąż.

Są kobiety, które funkcjonują cały czas, mając żal o to, że nikt nie troszczy się o ich potrzeby. Inne miewają podobne myśli tylko czasem. Jeszcze inne może nigdy ich nie doświadczyły. Czy to oznacza, że te ostatnie mają idealnych mężów? Takich, którzy zawsze zachowują się właściwie i nigdy nie ranią? Którzy spełniają każdą potrzebę kobiecego serca?

Na pewno nie.

Nie ma idealnych mężów.

Każdy mąż czasem nawali. Postawi swoje potrzeby ponad potrzeby żony. Nie wysłucha. Nie przytuli, chociaż ona tego potrzebuje.

Co zatem różni te kobiety między sobą?

 

Dawaniezadowalanie – dwa sposoby budowania relacji

Ostatnio natknęłam się na wypowiedź Stacey Martino (polecam kolejny już raz), która wyjaśniła mi, o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego czasem nasze kobiece dawanie prowadzi do żalu wobec męża, który w naszym odczuciu daje z siebie za mało? Co więcej, wygląda na to, jakby nasze staranie nawet jego nie uszczęśliwiało!

Stacey tłumaczy, że jest różnica pomiędzy dawaniem (giving), a zadowalaniem, uszczęśliwianiem, chęcią sprawienia komuś przyjemności (pleasing). W języku angielskim łatwiej wychwycić tę różnicę już na poziomie języka. Giving i pleasing. Na potrzeby tego artykułu będę używała słów dawaniezadowalanie. To dwa zupełnie odmienne sposoby zachowania. Na czym polega różnica?

Z zewnątrz jakaś czynność wykonana przez Ciebie może być zarówno dawaniem, jak i próbą zadowolenia drugiej osoby. Nie ma zewnętrznej różnicy pomiędzy jednym i drugim.

Żona uprasowała dla męża wszystkie koszule. Czy jest to dawanie, czy robi to po to, by zadowolić męża? Zewnętrzny obserwator nie jest w stanie tego określić.

Jednak zależnie od tego, czy jest to dawanie czy zadowalanie, doprowadzi do różnych rezultatów.

 

Czym różni się dawanie od zadowalania?

Dawanie to coś, czego dokonujesz z poczuciem, że jest Ci z tym dobrze. Towarzyszą Ci pozytywne emocje. Cieszysz się, że możesz zrobić coś dla drugiej osoby. Jesteś pełna radości i zapału. Czujesz, że wspaniale jest okazywać miłość, pomagać, wspierać drugą osobę. Może to dotyczyć drobnych, codziennych spraw: zmywania naczyń, odkurzania podłogi, wstawania w nocy do dziecka. Cieszysz się, że możesz to zrobić dla swoich bliskich. Nie oczekujesz niczego w zamian.

Zadowalanie to coś, czemu towarzyszą nieprzyjemne emocje. Wykonujesz daną rzecz tylko po to, aby druga osoba się cieszyła, a sama wcale tego nie chcesz. Czujesz wewnętrzny opór, z którym wiążą się emocje typu złość lub smutek, zniechęcenie czy żal.

Wróćmy do przykładu z uprasowanymi koszulami. W trakcie pracy żonie mogły towarzyszyć dwa rodzaje emocji:

  • radość z tego, że może pomóc mężowi, odciążyć go; wdzięczność za wszystko, co on robi dla niej; lub
  • żal, że znów musi stać przy desce do prasowania tyle czasu, chociaż jest zmęczona; poczucie, że ma dość tych domowych prac i czuje się nimi przeciążona.

Oczywiście emocje mogły być nieco inne. Jednak podczas każdej czynności, którą wykonujemy, towarzyszą nam uczucia z jednej lub z drugiej strony barykady: są przyjemne lub nie. Jest w nas radość, entuzjazm, zadowolenie lub żal, złość czy zirytowanie.

Odczuwane przez nas emocje to główna różnica pomiędzy dawaniem, a zadowalaniem.

uszczęśliwić męża

 

Czy jesteś w stanie uszczęśliwić męża?

Nie jest to jednak jedyna różnica.

Chociaż przy dawaniuzadowalaniu samo zachowanie może wyglądać tak samo, jednak doprowadzi do skrajnie różnych rezultatów.

Naturalne dla człowieka jest odwzajemnianie emocji innych osób. Jeśli widzisz, że ktoś cieszy się spotkaniem i rozmową z Tobą, Ty również zaczynasz się tym cieszyć. Jeśli czujesz po drugiej stronie podirytowanie, również zaczynasz odczuwać nieprzyjemne emocje. Nie zawsze są to dokładnie takie same emocje. Jednak zwykle należą do tej samej kategorii: przyjemnych lub nieprzyjemnych.

Zależnie od tego, czy dajesz, czy raczej próbujesz zadowolić męża, otrzymujesz odmienną odpowiedź od niego. To, co odczuwasz w trakcie podejmowania działania, ma wpływ na jego reakcję. Możesz zapytać: jak to możliwe? Przecież ukrywam swoją irytację i zniechęcenie, bo go kocham i chcę dla niego dobrze! Przecież on nie wie w tej chwili, co ja czuję. Dlaczego to miałoby na niego wpłynąć?

Nawet, jeśli nie powiesz drugiej osobie, co czujesz, ona to wie. Często sama nie zdaje sobie sprawy z tego, że wie. Jej ciało i psychika odbiera płynące od Ciebie sygnały. Jeśli robisz coś, chociaż nie masz na to najmniejszej ochoty, druga osoba nie będzie się z tego cieszyć. Ona czuje Twoją niechęć, złość, zmęczenie, irytację czy żal. Czuje je i reaguje zgodnie z nimi. Odpowiada emocjami z tego samego gatunku.

Jeśli mąż zaczyna odczuwać nieprzyjemne emocje w interakcji z Tobą, mało prawdopodobne, aby zachował się w sposób, który Tobie sprawi radość. Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Jeśli Twoje zachowanie budzi w nim nieprzyjemne uczucia (nawet, jeśli wszystko odbywa się na poziomie nieświadomości), jego zachowanie będzie zgodne z tymi uczuciami.

Jeśli robisz coś tylko po to, by go zadowolić, uszczęśliwić, nie czując przy tym żadnej radości, szkodzisz sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. 

 

Co zrobić, kiedy nie mam ochoty być dobrą dla swojego męża?

Myślę, że rozróżnienie jest już jasne. Wiemy, czym jest dawanie, a czym zadowalanie. Wiemy, że prowadzą do odmiennych reakcji u drugiej osoby. Wiemy, że w takim sensie nie jesteś w stanie uszczęśliwić męża, bo Twoje próby tylko wywołują jego negatywne emocje.

I tu pojawia się ważne pytanie.

Co mam zrobić, kiedy wcale nie mam ochoty być dobrą dla swojego męża?

On mnie czymś zdenerwował, zranił, powiedział coś, co mnie zabolało, zrobił coś, o czym wie, że tego nie lubię. Nieprzyjemne emocje we mnie buzują. Nie mam ochoty z nim spokojnie rozmawiać. Nie mam ochoty znów gotować dla niego obiadu. Nie mam ochoty zajmować się dziećmi, kiedy on gra w piłkę.

Co wtedy?

Zacisnąć zęby i zrobić, co trzeba, w imię miłości?

Byłoby to zadowalanie, a wiesz już, że ono Wam szkodzi. Nie daje rezultatów, których oczekujesz. Nie buduje Waszej więzi. Nie doprowadzi Was do szczęścia małżeńskiego. Dlatego nie jest odpowiedzią na Twoje pytania.

Co zrobić?

uszczęśliwić męża

 

Wykonaj swoją pracę.

Twoją pracą w takiej chwili jest zadbanie o swoje emocje. 

Jeśli zmienią się Twoje emocje, będziesz mogła dać z radością i entuzjazmem. Nie będziesz myślała o tym, jak zmienić męża na lepsze.

Ucz się swoich emocji. Poznawaj je. Rozmawiaj lub pisz o nich. Zdobywaj wiedzę o tym temacie, abyś wiedziała, jak możesz sobie pomóc. Nie zachęcam Cię do negowania swoich uczuć. Jeśli przychodzą, daj sobie ich doświadczyć.

Emocje są powiązane z naszymi myślami, z tym, jak postrzegamy sytuację. To, co myślisz o swoim mężu i jego zachowaniu wpływa na to, co czujesz w relacji z nim. Jeśli skupiasz swoje myśli na jego błędach, porażkach, tym, co robi źle, będziesz odczuwać wobec niego nieprzyjemne emocje nieomal cały czas. Jeśli natomiast dostrzegasz to, co dobre, dziękujesz mu za to, doceniasz go – wtedy częściej będą Ci towarzyszyły pozytywne emocje.

Wykonaj swoją pracę. Masz wpływ na swoje emocje poprzez kształtowanie swoich myśli. Prowadź dziennik wdzięczności. Wyrażaj na głos codziennie podziękowanie dla męża za jego konkretne zachowania. Pamiętaj, aby zadbać o siebie, swój odpoczynek i rozwój. Jeśli jesteś wierząca, szukaj pomocy na modlitwie. Praktykuj uważność.

Przestań próbować zadowolić (i tak uszczęśliwić) męża. Nie jesteś w stanie tego zrobić! Wykonaj swoją część pracy. Wtedy będziesz mogła dawać swoją uwagę, czas i pracę z entuzjazmem i radością, nie oczekując niczego w zamian. Paradoksalnie dopiero wtedy mąż odpowie Ci tym samym. W ten sposób budujecie szczęśliwy związek.

 

Jak podoba Ci się teoria dawania vs zadowalania?

Czy relacje z rodzicami niszczą Twoje macierzyństwo?

relacje z rodzicami

Schemat prawie zawsze był ten sam: kiedy jej córka zaczynała płakać, ona odczuwała rosnący dyskomfort. Nieomal fizyczny ból. I tysiąc myśli galopujących po głowie: Niech ona w końcu przestanie płakać! Nie zniosę tego dłużej! Próbowała ją pocieszyć: No już, nie płacz, nic się nie stało. Kiedy to nie pomagało, rosła w niej irytacja i ze złością krzyczała: Uspokój się wreszcie! Zawsze takie cyrki odstawiasz! Wieczorem, kiedy myślała o tym, co się wydarzyło, zawsze czuła wstyd. Dlaczego tak nakrzyczała na swoją córkę? Przecież nic wielkiego się nie działo. Postanawiała, że więcej tego nie zrobi. Ale kiedy znów stawała w obliczu płaczącego dziecka, robiła to samo co zawsze. Co takiego się działo? I co mają z tym wspólnego jej relacje z rodzicami?

relacje z rodzicami

„Rozpakuj swój bagaż, aby twoje dzieci nie musiały go dźwigać”

Lu Hanessian

W ostatnim czasie z zadziwieniem odkrywam wielki dar, który przynoszą na świat dzieci swoim rodzicom. Jest nim szansa na przepracowanie własnych problemów. Jeśli masz jakąś sferę w życiu, która nie jest poukładana, bądź pewna, że wyjdzie ona na wierzch w Twojej relacji z dziećmi. Taka jest kolej rzeczy. Dzieci w magiczny sposób doprowadzają swoich rodziców do skrajnych emocji, których dorośli do tej pory w sobie nie dostrzegali. Jakby instynktownie wiedziały, który guzik nacisnąć, żeby bomba wybuchła.

Oczywiste jest to, że emocje się w nas pojawiają. Czasem jednak są tak silne, że uniemożliwiają nam jasne myślenie. Pod ich wpływem podejmujemy działania, których później żałujemy. Reagujemy przesadnie, ale widzimy to dopiero po fakcie. Dziecko rozsypało mąkę na podłodze, a my urządzamy mu awanturę, jakby pobiło kolegę. Znasz to?

 

Dlaczego niektóre sytuacje wywołują w nas skrajne emocje?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: podświadomość.

Dana sytuacja odsyła nas do jakichś wcześniejszych wydarzeń z naszego życia, których nie byliśmy w stanie przetrawić, przepracować, nadać im sensu i dlatego została przeniesiona do podświadomości.

O co tutaj chodzi?

Każdy z nas snuje opowieść o swoim życiu. W naszą naturę wpisana jest potrzeba nadawania znaczenia wszystkiemu, co się nam przydarza. Z naszych doświadczeń tworzymy określony obraz samych siebie i swojego życia. Czasem jednak z jakiegoś powodu nie jesteśmy w stanie włączyć niektórych doznań i wydarzeń w tę opowieść. Nie potrafimy sobie z nimi poradzić, nie rozumiemy ich. Kiedy się tak dzieje?

  1. Doświadczenia z pierwszych dwóch lat naszego życia nieomal w całości są poza naszym racjonalnym myśleniem. W tym czasie pamięć funkcjonuje jak płyta, na którą nagrywa się wszystko, co się dzieje. Doznania i emocje nie są werbalizowane, a tym samym wszystkie są nieuświadomione. Nie mogą być poddane kontroli racjonalnej części naszego mózgu.
  2. Kiedy jakieś doświadczenie jest dla nas zbyt trudne, przytłaczające i smutne, byśmy sobie z nim poradzili w danej chwili, również zostaje zepchnięte do podświadomości. Najczęściej dotyczy to sytuacji z naszego dzieciństwa. Kiedy dziecko nie potrafi zrozumieć i nadać sensu jakiemuś wydarzeniu, często odkłada je do swojego emocjonalnego plecaka.

Wyobraź sobie taką sytuację. Mama wymyka się z domu do pracy bez pożegnania, bo myśli, że jej dziecko lepiej to zniesie, jeśli nie będzie jej widziało. Syn płacze, kiedy orientuje się, że jej nie ma. Jego opiekunka mówi do niego: Nie płacz, przecież mama niedługo wróci, nic się nie dzieje. Po co tak płakać? Taki duży chłopak, a tak płacze. Prawdopodobnie chłopiec przestanie płakać, jednak swój smutek, żal i lęk przed tym, że mama go zostawiła (chociaż wcale tego nie zrobiła), wepchnie do swojego plecaka.

Żaden dorosły nie pomógł mu w tej sytuacji zrozumieć, co się z nim dzieje, dlaczego nagle chce mu się płakać i jest przestraszony. Jego doświadczenie nie zostało opowiedziane i nazwane. Zostaje przeniesione do podświadomości. Tym samym nie może podlegać racjonalnej kontroli. Nie oznacza to, że u dziecka następuje w takiej sytuacji wielka trauma – oczywiście, że nie. Po prostu niewyrażone emocje gromadzą się w nas i nosimy je ze sobą wszędzie i zawsze.

Rozumiesz już?

Dziecko potrzebuje, by ktoś mu pomógł zrozumieć, co dzieje się dookoła niego. Jeśli nikt tego nie robi, doświadczenia zbyt trudne i przytłaczające dla niego spycha do podświadomości. Zostają tam na długie lata i są gotowe do tego, aby wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Nawet w życiu dorosłym nie jest w stanie ich kontrolować, bo nie wie o ich istnieniu.

Ty też masz w sobie takie niezintegrowane (zepchnięte do podświadomości) doświadczenia i emocje. Wyskakują na powierzchnię właśnie wtedy, kiedy wybuchasz i sama nie rozumiesz później, dlaczego tak się zachowałaś.

Dlatego właśnie dzieci w magiczny sposób naciskają w nas odpowiednie guziki. Relacja z nimi odsyła nas do doświadczeń z naszego dzieciństwa i przywołuje nasze relacje z rodzicami. Płacz, krzyk, złość, zaczepianie rodzeństwa, niesłuchanie naszych próśb – wszystkie te zachowania naszych dzieci mogą być zapalnikiem do wybuchu. Odsyłają nas do sytuacji z naszego dzieciństwa, w których miały miejsce podobne wydarzenia lub uczucia.

Kiedy odczuwasz silne emocje w relacji z Twoim dzieckiem, to nie ono jest głównym powodem tych emocji. Wychodzą wtedy na powierzchnię stare uczucia, które nie zostały odpowiednio przeżyte i wyrażone. Twoje relacje z rodzicami są odpowiedzią na większość niezrozumiałych nawet dla Ciebie reakcji na zachowanie Twoich dzieci. 

relacje z rodzicami

Wróćmy zatem do bohaterki z początku artykułu. Kiedy widziała swoją płaczącą córkę, nie była w stanie tego znieść. Nieomal zawsze mówiła lub robiła coś, czego później żałowała.

Co takiego się z nią działo?

Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić, skąd to odczucie dyskomfortu i złości w zetknięciu z płaczącym dzieckiem. Może w dzieciństwie nie pozwalano jej płakać i musiała zawsze udawać, że wszystko jest w porządku? Może jej mama w sposób gwałtowny reagowała na jej płacz, pokazując, że takie zachowanie powinno być traktowane jako zagrożenie? To odczucie mogło również pochodzić z późniejszego okresu życia, niekoniecznie z pierwszych lat dzieciństwa.

Z dużą pewnością możemy jednak stwierdzić, że przyczyną jej gwałtownych reakcji nie było samo zachowanie jej dziecka. Bo przecież inny rodzic mógłby zareagować w takiej sytuacji zupełnie inaczej. To nie dziecko było odpowiedzialne za te emocje. Ono tylko wciskało odpowiedni guzik.

 

Relacje z rodzicami – jak zmienić to, co już się wydarzyło?

„Jeśli brakuje refleksji, historia lubi się powtarzać… Badania jasno pokazują, że na przywiązanie naszych dzieci do nas będzie wpływało to, czego doświadczyliśmy, kiedy byliśmy dziećmi, jeśli nie spróbujemy zrozumieć tych doświadczeń”.

Dan Siegel

Nie ma rodziców idealnych.

Po prostu nie ma.

Dlatego Twoi rodzice na pewno popełnili jakieś błędy wychowawcze, nawet jeśli bardzo się starali.

Wiele z nich wynikało z tego, czego sami nauczyli się od swoich rodziców. Często robili coś, bo byli przekonani, że to jedyny sposób, żeby nauczyć Cię, co jest dobre, a co złe. Mieli określone przekonania i przyzwyczajenia, tak samo jak Ty mieli też swoje zranienia. Nawet jeśli nie chcieli Ci zrobić krzywdy, wiele ich zachowań wypływało z emocji i doświadczeń, które zepchnęli do podświadomości. Tak samo jak u Ciebie.

Tradycyjne wychowanie w znacznej mierze opiera się na zawstydzaniu dziecka lub odbieraniu mu naszej pełnej miłości uwagi, kiedy zachowuje się w sposób niewłaściwy (tak działa karanie, zastraszanie, rozkazywanie czy metody typu karny jeżyk). Twoi rodzice mogli być przekonani, że taki sposób wychowania to jedyna szansa na to, abyś wyrosła na dobrego człowieka.

Twoje relacje z rodzicami w sposób bezpośredni wpływają na to, jaką mamą jesteś. Wszystkie nieprzepracowane, trudne dla Ciebie sytuacje z dzieciństwa mogą teraz wyskakiwać, kiedy zajmujesz się swoimi dziećmi. Pamiętaj jednak, że jesteś dorosła. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje zachowania. Twoje trudne relacje z rodzicami nie są w stanie zniszczyć Twojego macierzyństwa. Tylko Ty jesteś odpowiedzialna za swoją relację z dziećmi.

Pamiętaj też, że Ty sama nie jesteś i nigdy nie będziesz idealnym rodzicem. Dzieci jednak nie potrzebują perfekcyjnych rodziców. Potrzebują rodziców, którzy będą ich wspierać, patrzeć na świat ich oczami i przepraszać, kiedy popełnią jakiś błąd.

 

Co możesz zatem zrobić, aby Twoje relacje z rodzicami nie wpływały negatywnie na to, jaką jesteś mamą?

  • Wychowuj świadomie

Przyglądaj się samej sobie i swoim reakcjom. Jakie zachowania dziecka wywołują w Tobie szczególnie silne emocje? W jakich sytuacjach zwykle reagujesz w sposób, którego później żałujesz? Za każdym razem, kiedy znajdziesz taki zapalnik, możesz być pewna, że ukazuje on stare uczucia w Tobie, które nie zostały odpowiednio przeżyte.

Ja zauważyłam, że takim zapalnikiem jest każdy moment, kiedy mam poczucie, że dziecko mnie nie słucha. Zarówno kiedy nie spełnia jakiejś mojej prośby, jak i kiedy po prostu nie reaguje na to, co mówię, jakby mnie rzeczywiście nie słyszał.

  • Ucz się stosować metodę Stop, drop and breathe

Możesz stopniowo zmieniać swoje zachowanie, zatrzymując się w momencie kiedy wiesz, że za chwilę wybuchniesz. Więcej o tej metodzie pisałam w artykule Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?.

  • Podejmuj refleksję nad swoją własną historią

Nie jesteś w stanie zmienić tego, co już się wydarzyło. Twoje relacje z rodzicami w dzieciństwie należą do przeszłości. Możesz jednak odmienić swój sposób patrzenia na nie. Jeśli ojciec odszedł od Waszej rodziny, kiedy byłaś dzieckiem, mogłaś wtedy czuć, że to Twoja wina. Teraz jednak jesteś już dorosła i możesz zobaczyć, że jego odejście nie miało z Tobą nic wspólnego. Masz możliwość zinterpretować swoje doświadczenia w nowy sposób.

Ponadto możesz teraz przeżyć te emocje, których kiedyś nie byłaś w stanie zrozumieć. Kiedy zachowanie Twojego dziecka wywołuje Twój wybuch, pamiętaj, że część z tych uczuć pochodzi z przeszłości. Pozwól sobie je poczuć. Przyjrzyj się im. Zauważ, w jaki sposób odczuwasz je w swoim ciele. Jeśli nie masz możliwości zrobić tego od razu, bo poniosły Cię emocje, wróć do nich później. Za każdym razem, kiedy pozwolisz sobie je przeżyć, rozładowujesz część swojego emocjonalnego plecaka.

relacje z rodzicami

  • Proś o pomoc, jeśli tego potrzebujesz

Niekiedy potrzebne jest wsparcie specjalisty, by poradzić sobie z problemami z przeszłości. Czasem nieocenioną pomocą może być grupa wsparcia złożona z innych rodziców. Nie ma nic wstydliwego w szukaniu rozwiązań dla swoich trudności.

 

Relacje z rodzicami dla wielu osób to trudny i bolesny temat. Nie możesz jednak od niego uciec, jeśli chcesz sama być dobrą mamą dla swoich dzieci. Kiedy sama jesteś rodzicem, masz szansę odkryć swoje rany, aby móc je uleczyć. Pamiętaj o tym następnym razem, kiedy poczujesz, że Twoje dziecko znów wciska guzik powodujący wybuch.

Jak jest u Ciebie? Czy widzisz jakieś powtarzające się sytuacje, w których odczuwasz bardzo silne emocje w relacji z dzieckiem?

Przez wspólne posiłki do lepszego radzenia sobie w życiu

wspólne posiłki

Stół w kuchni. Zwykły mebel, taki sam, jak pozostałe. A jednak może mieć wielki wpływ na Twoją rodzinę. Wiele osób wspomina ze swojego dzieciństwa stół w kuchni, przy którym toczyło się życie. Tam odrabiało się lekcje, jadło obiady, rozmawiało z mamą o tym, co słychać w szkole. Inni nie mają takich wspomnień, bo ten mebel nie odgrywał w ich domu tak wielkiej roli. Nie o sam przedmiot tutaj chodzi, raczej o to, co dzieje się przy nim. Jego obecność to szansa na stworzenie miejsca, przy którym nie tylko zjecie wspólne posiłki, ale również będziecie nawiązywać silną więź rodzinną.  

wspólne posiłki

Dlaczego wspólne posiłki są takie ważne?

Czy wiesz o tym, że jedzenie wspólnych posiłków może pomóc określić, jak dzieci będą radziły sobie w dorosłym życiu? Badania pokazują, że jest to najlepszy wskaźnik ich zachowania. Im częściej dzieci jedzą wspólne posiłki z rodzicami, tym lepiej radzą sobie w szkole i rzadziej mają problemy z alkoholem i narkotykami. Rzadziej też cierpią na depresję i popełniają samobójstwa. Później rozpoczynają życie seksualne.

I to wszystko tylko dlatego, że jadły ze mną obiady?!

Te wyniki badań można wytłumaczyć na kilka sposobów:

  • rodziny, które jedzą razem, więcej ze sobą rozmawiają – tym samym mają silniejszą więź ze sobą,
  • rodzice, którzy mają czas i chęci, aby jeść posiłki z dziećmi, prawdopodobnie wyrażają swoją miłość również na inne sposoby, dając dzieciom swoją uwagę i wsparcie,
  • rodziny, które zachowują pewną strukturę działania, lepiej dbają o to, aby dzieci angażowały się w zajęcia szkolne,
  • wspólne posiłki przekształcają poszczególne osoby w członków grupy, którą jest rodzina – każdy czuje się z nią bardziej związany, a tym samym ma ona większy wpływ na młodych ludzi niż ich grupa rówieśnicza,
  • dzieci potrzebują poczucia bezpieczeństwa, które tworzą rodzinne rytuały, takie jak na przykład wspólne posiłki.

Pomyśl o tym, jak wielki wpływ na Twoje dzieci może mieć częste jedzenie wspólnie obiadów lub kolacji. To niezbyt wygórowana cena za możliwość zadbania o ich bezpieczeństwo w dorosłym życiu. Im częściej jecie razem, tym lepiej Twoje dzieci będą radziły sobie z problemami.

Jedzenie jest dla mnie bardzo ważne. Dbam o to, co wkładamy do naszych ust. Ale w rodzinnych posiłkach nie chodzi tylko o to. Liczy się tworzenie poczucia wspólnoty: to jest moje miejsce, moja rodzina. Dzieci tak wiele mogą nauczyć się przy wspólnym stole! Tego, jak się zachowywać, jak rozmawiać, jak przygotowywać posiłki i zastawić stół lub na czym polega dbanie o drugą osobę.

 

Wskazówki, które ułatwią Ci zadbanie o wspólne posiłki

1. Staraj się myśleć i skupić na tym, czego na pierwszy rzut oka nie widać.

Na każdym etapie życia rodziny pojawiają się jakieś trudności przy wspólnych posiłkach. Małe dzieci nie chcą długo siedzieć przy stole, są wybredne, rozrzucają jedzenie i rozlewają napoje, a starsze kłócą się z rodzeństwem. Nie jesteś w stanie całkowicie tego wyeliminować. Pomyśl jednak o tym, co dzieje się głębiej. Wspólne posiłki to szansa na spotkanie, rozmowę, okazanie sobie miłości i troski, poznawanie się – to wszystko jest warte trudu, który trzeba w nie włożyć.

2. Pamiętaj, że życie rodzinne ma swoje etapy.

Za niedługi czas Twoje małe dzieci nauczą się same jeść i nie będą się przy tym koszmarnie brudzić. Nauczą się dobrych manier i będzie szansa normalnie z nimi porozmawiać. Dlatego nie rezygnuj ze wspólnych posiłków. Praca, którą włożysz w nie teraz zaowocuje za niedługi czas.

3. Zrób to, co w danym czasie możesz.

Jeden wspólny obiad w tygodniu jest lepszy niż nic, a dwa obiady są lepsze niż jeden. Im ich więcej, tym lepiej. Nie żyjemy jednak w idealnym świecie, dlatego zróbcie tyle, ile możecie zrobić. Jeśli Twój mąż lub Ty codziennie wracacie późno z pracy, niech dzieci jedzą obiad z drugim rodzicem, a wszyscy razem zasiadajcie do stołu w weekendy.

wspólne posiłki

4. Zdecyduj, co jest dla Ciebie ważne.

Jednym z największych wrogów wspólnych posiłków jest pośpiech i zabieganie. Im Twoje dzieci będą starsze, tym więcej zajęć będą miały. Zastanów się jednak: czy jest dla nas ważne, abyśmy jedli obiad lub kolację na tygodniu razem, chociaż w jeden dzień? Czy dzieci rzeczywiście muszą chodzić na wszystkie zajęcia dodatkowe, jakie tylko przyjdą im do głowy? Jeśli chcecie jeść wspólnie, wybierzcie konkretne dni i ustalcie, że każdy ma zadbać o to, aby być w tym czasie w domu. Jeśli zastanawiasz się, jak znaleźć czas na wszystko, zerknij tutaj.

5. Wyłączcie telewizor, komputer i odłóżcie telefony.

Po całym dniu zajęć i pracy wielką pokusą może być patrzenie w ekran telewizora. Spotkanie i rozmowa wymaga wysiłku. Jednak patrząc w ekran podczas jedzenia nie nawiązujesz relacji z bliskimi, nawet, jeśli robicie to wspólnie.

6. Uczyńcie wspólne posiłki czasem wyjątkowym.

Znajdźcie na to jakiś własny, rodzinny sposób. Może do każdego obiadu będziecie zapalać świece lub włączać cicho muzykę do kotleta. Może w trakcie posiłku będziecie dziękować sobie za to, co wydarzyło się w ciągu dnia. To wy jako rodzice musicie zadbać o atmosferę przy stole. Nie skupiaj swojej uwagi na kłótniach i narzekaniach.

7. Jedzenie jest ważne, ale nie tylko ono.

Jeśli nie masz czasu, zrezygnuj z gotowania skomplikowanych potraw. Rób posiłki proste i odżywcze. Warzywa mrożone, posypane przyprawami i serem cheddar są smaczne i szybkie w przygotowaniu. Do tego możesz dorzucić nieco podsmażonego mięsa z kurczaka i gotowe. Możesz wykorzystać niektóre pomysły na drugie śniadanie i dorzucić je do obiadu. Wybieraj proste posiłki, aby swoje siły skierować przede wszystkim na wspólnie spędzony czas, a nie przygotowania. Niezbędna jest tu wiedza, jak planować posiłki, by zaoszczędzić czas i energię.

8. Zaangażuj całą rodzinę.

To są obiady rodzinne, a nie posiłki samej mamy.  Dziel się pracą, począwszy od zakupów przez gotowanie i sprzątanie. Pamiętaj, aby zadbać o siebie, abyś miała dobry humor na czas jedzenia. Możesz wprowadzić zasadę, że w jeden konkretny dzień tygodnia Twoje dziecko gotuje z Tobą w kuchni. Jeśli jest już nastolatkiem, to ono może być odpowiedzialne za obiad danego dnia, Ty tylko mu pomagasz. Sprzątajcie po jedzeniu razem. Każdy niech ma przydzielone jakieś zadanie. Możecie włączyć swoją ulubioną muzykę przy przygotowaniach i sprzątaniu. Niech ten czas również będzie okazją do umacniania więzi między Wami.

9. Spraw, aby rozmowa była interesująca dla wszystkich.

Dzieci niekoniecznie chcą słuchać skomplikowanej rozmowy o pracy Twojej lub męża, z której nic nie rozumieją. Dialog przy stole ma być ciekawy dla każdego. Aby Ci pomóc, przygotowałam zestaw starterów do rozmowy przy rodzinnym posiłku, który możesz pobrać poniżej.

Pobierz Tematy do rozmowy podczas posiłków rodzinnych

wspólne posiłki

Stół w domu może być zwykłym meblem, takim jak każdy inny. Może być również miejscem budowania Waszej rodzinnej tożsamości, kultury, tradycji i zwyczajów. Stwarza okazję do spotkania, rozmowy i budowania więzi. A to one decydują o tym, jaka jest Wasza rodzina. To one decydują o tym, jak odpowiecie na pytanie: Czy dobrze jest być częścią naszej rodziny, czy to powód do radości i dumy?

 

Jakie znaczenie mają wspólne posiłki w Waszym domu?

Mój sposób na szczęście rodzinne

szczęście rodzinne

Po drugim porodzie nieomal przez dwa tygodnie leżałam w łóżku. Chodziłam i siedziałam tylko tyle, ile było to niezbędne. Rana po nacięciu krocza kiepsko się goiła. W tym czasie byliśmy u mamy mojego męża, która bardzo nam pomagała. Codziennie też wpadał do nas chociaż na chwilę przyjaciel naszej rodziny, który mieszka blisko mamy Adriana. Gadaliśmy, jedliśmy razem obiady, bawił się z naszym starszym synem, przynosił nam zakupy ze sklepu, kiedy Adrian był w pracy. Jego obecność i pomoc była nieoceniona w tym trudnym dla mnie czasie. Dbałość o przyjaźń to jeden z moich sposobów na szczęście rodzinne.

szczęście rodzinne

Mąż mi wystarczy…

Dawno temu zauważyłam często powtarzającą się prawidłowość. Kiedy osoba wchodzi w związek, w odstawkę idą dotychczasowi przyjaciele, przynajmniej na jakiś czas. Myślę, że jest to proces naturalny: chcemy jak najwięcej czasu spędzać z ukochanym, poznać go i dzielić z nim wszystko, co dla nas ważne. Naturalne więc jest to, że nieco odsuwamy się od innych osób, aby mieć czas i przestrzeń na rozwijanie relacji.

Jednak nie we wszystkich przypadkach następuje później ponowne zbliżenie się do przyjaciół. Małżeństwo, praca, pojawienie się dzieci – jest coraz mniej czasu na utrzymywanie bliskich relacji z osobami spoza rodziny. 

Wiele kobiet nieświadomie wpada w niebezpieczny sposób myślenie: relacja z mężem wystarczy mi do szczęśliwego życia. Zaczynają oczekiwać, że mężczyzna zaspokoi każdą ich potrzebę: będzie jednocześnie silny, odważny, stanowczy, ale też czuły, rozmowny i uczuciowy. Zawsze gotowy, aby wysłuchać i wesprzeć. Zawsze będzie potrafił wyrazić uczucia i o nich rozmawiać. Zawsze będzie można na nim polegać i schronić się w jego silnych ramionach. Będzie z entuzjazmem podzielał zainteresowania żony i w nie się angażował.

Takie myślenie o małżeństwie może powodować wiele problemów. Kobieta wkłada na barki męża ciężar nie do udźwignięcia. Żaden człowiek na świecie nie jest w stanie sam odpowiedzieć na wszystkie potrzeby drugiej osoby. Żaden mąż nie wystarczy kobiecie do pełni szczęśliwego życia. Jeśli tego oczekujesz, czeka Cię wielkie rozczarowanie.

Aby zadbać o szczęście rodzinne i poczucie spełnienia, potrzebujesz relacji z innymi ludźmi. Twój mąż nie zawsze będzie w stanie sprostać Twoim oczekiwaniom. Nie zawsze będzie umiał Cię wysłuchać. Czasem będzie potrzebował ciszy, kiedy Ty będziesz chciała rozmawiać. Będzie chciał obejrzeć mecz, kiedy Ty będziesz chciała pójść na spacer. Dobrze jest, abyście nawzajem sobie pomagali i zaspokajali swoje potrzeby. Jednak nie zawsze jest to możliwe do wykonania.

Twój mąż to człowiek, który ma różne słabości i braki, tak samo jak Ty. Nie jest w stanie zaspokoić każdej Twojej potrzeby. Dlatego zatroszcz się o samą siebie, dbając o relacje z innymi ludźmi.

 

Jak przyjaciele wpływają na szczęście rodzinne?

Zarówno ja, jak i Adrian, weszliśmy w związek z gronem przyjaciół u boku. Od samego początku bardzo dbaliśmy o to, aby poznawać nawzajem swoich przyjaciół i spędzać z nimi dużo czasu. Zależało nam na tym, aby wprowadzić siebie nawzajem w naszą codzienność. Uczyliśmy się być parą wśród naszych bliskich. To był długi i czasem trudny proces, ale przyniósł wspaniałe efekty. Moi przyjaciele stali się bliscy Adrianowi i na odwrót.

Przyjaźń jest dla mnie ogromną wartością. Jest stałym i naturalnym elementem naszego rodzinnego życia. Co zyskujemy, dzięki temu, że mamy grono bliskich przyjaciół?

  • Mam poczucie, że mój mąż staje się bardziej męski dzięki temu, że ma regularny kontakt z przyjaciółmi. Gra z nimi w piłkę nożną, czasem spędza męski wieczór przy grach planszowych, rozmawia i żartuje w sposób, w który nie może ze mną (z prostego powodu: bo nie jestem mężczyzną). Kiedy przez dłuższy czas nie ma możliwości spędzić czasu w męskim gronie, widzę różnicę w jego zachowaniu. Wtedy wysyłam go na takie spotkanie, bo wraca po nim odnowiony i rozluźniony.
  • Ja sama jestem inna po spotkaniu z moimi przyjaciółkami. Odpoczywam i rozmawiam inaczej niż z mężem. Bardzo potrzebuję kontaktu z nimi, bo w małżeństwie nie zawsze udaje mi się zaspokoić moją potrzebę rozmowy. I jest to zupełnie normalne! Jeden telefon do przyjaciółki i jestem bardziej uśmiechnięta i pełna życia. Ma to ogromny wpływ na nasze szczęście rodzinne.
  • Wiem, że w każdej sytuacji możemy liczyć na pomoc przyjaciół. Jeśli tylko mają czas – będą dla nas wsparciem. Kiedy rodziłam Jasia i okazało się, że Adrian może być przy porodzie, nasz przyjaciel wziął sobie dzień wolnego w pracy, aby zająć się przez kilka godzin Frankiem. Niezliczoną ilość razy wspieraliśmy się w drobnych sprawach: przy przeprowadzkach, zakupach, zawożeniu się w różne miejsca, przenocowaniu całej naszej rodziny… To wszystko jest dla nas zupełnie normalne i naturalne. Nie muszę się zastanawiać, czy będą chcieli nam pomóc. To oczywiste – jeśli tylko w danej chwili mogą to zrobić, na pewno to zrobią. Tak samo my.
  • Wiele razy doświadczyłam tego, że czas spędzony z przyjaciółmi pomaga mi na nowo docenić mojego męża. Kiedy przeżywaliśmy trudne chwile, łatwiej było nam spotykać się w gronie bliskich, niż spędzać czas tylko ze sobą. Dzięki temu patrzyłam na Adriana oczami moich przyjaciół, na nowo zauważałam jego wspaniałe cechy. Mogłam znów skupić się na tym, co między nami pozytywne i dobre.
  • Nasi synowie mają grono wspaniałych wujków i cioć. Bawią się z nimi, rozmawiają, uczą się od nich wielu rzeczy. Jeśli trzeba, przyjaciele, którzy mieszkają blisko nas, mogą się nimi zająć. To nasza wioska, która wspiera nas w wychowywaniu i również buduje nasze szczęście rodzinne. Dodatkowo nasze dzieci mają możliwość spędzać czas z dziećmi naszych przyjaciół.

szczęście rodzinne

Jak zdobyć i utrzymać przyjaźń?

Przyjaźń nie przychodzi sama. Jej początek zwykle jest przypadkowy, jednak jej podtrzymanie i rozwój wymagają świadomej pracy. Nie wszystkim udało się utrzymać przyjaźnie z czasów szkoły lub studiów. Czy jest zatem szansa, aby w wieku dorosłym nawiązać tego typu relacje?

Myślę, że jest to możliwe. Co więcej – jest to warte wysiłku i pracy! Przyjaźń i małżeństwo mogą wspaniale się uzupełniać. Oczywiście dobrze, jeśli małżonek również jest naszym przyjacielem. Nie zmienia to faktu, że warto zadbać o relację poza domem, bo od nich również zależy nasze szczęście rodzinne.

 

Możesz rozwijać w sobie pięć typów zachowań, które pomogą Ci zdobyć i zatrzymać przyjaciół.

 

  1. Bądź na 100% obecna, kiedy spędzasz czas z drugim człowiekiem.

Skup swoją uwagę na tym, co mówi i robi. Nie zerkaj na telefon, nie przeglądaj internetu. Jeśli to możliwe nie odbieraj w tym czasie połączeń. Możesz ćwiczyć tę umiejętność, kiedy jesteś ze swoim dzieckiem. Na dziesięć minut skup się tylko na nim, na wspólnej zabawie. W danej chwili nic więcej się nie liczy.

2. Troszcz się o drugą osobę.

Jeśli poznałaś jakąś mamę w przedszkolu swojego dziecka i opowiedziała Ci coś o sobie, przy najbliższym spotkaniu odwołaj się do tego, co Ci powiedziała. Pokaż, że jej słuchasz i pamiętasz, co powiedziała. Jeśli widzisz, że potrzebuje jakiejś pomocy, zaoferuj ją, jeśli możesz spełnić swoją obietnicę. Chodzi o drobne gesty. Czasem wystarczy, że wypowiesz słowa zrozumienia dla jej zmęczenia czy kłopotów z dzieckiem.

3. Bądź dostępna.

Wiem, że Twoje życie jest pełne obowiązków i zadań do wykonania. Zadaj sobie jednak pytanie: co jest dla mnie najważniejsze? Jeśli na tej liście znajduje się przyjaźń, daj innym swój czas. Kiedy przyjaciel prosi Cię o spotkanie, zastanów się, czy jest możliwość, aby je zorganizować. Możecie spotkać się w kawiarni z kącikiem dziecięcym lub na placu zabaw. Ty sama zadzwoń i zabiegaj o spotkanie. Był taki czas w moim życiu, kiedy miałam poczucie, że to wyłącznie ja dbam o to, aby spotykać się z przyjaciółkami. Stopniowo zauważyłam, że niektórzy ludzie mają znacznie większą trudność z dbaniem o relacje niż ja. Cieszą się, kiedy wykażę inicjatywę, chociaż sami przejawiają ją rzadziej. Zaczęłam więc doceniać, kiedy moje przyjaciółki zabiegają o kontakt. Dbam o to, żeby nie wyliczać im, ile która włożyła w naszą relację.

4. Przedkładaj jakość relacji nad ich ilość.

W dobie facebooka i mediów społecznościowych może nam się wydawać, że mamy wokół siebie wielu bliskich ludzi, bo przecież utrzymujemy kontakt z dużą ilością osób. Często jest to tylko złudzenie. To, że oglądasz czyjeś zdjęcia na facebooku nie oznacza, że dbacie o swoją relację! Ja wolę mieć mniej przyjaciół, ale spędzać z nimi więcej czasu: rozmawiać, robić coś razem, bawić się, odpoczywać. Do minimum ograniczam spotkania z dalekimi znajomymi, świadomie rezygnuję z podtrzymywania niektórych kontaktów. Angażuję wiele swojego wysiłku w dbanie tylko o kilka najważniejszych relacji w moim życiu. Dzięki temu mam osoby, którym mogę całkowicie zaufać, z którymi uwielbiam spędzać czas i które z każdym dniem znam coraz lepiej.

Kiedy jedziemy na kilka dni do mamy Adriana, nieomal codziennie spotykamy się z przyjaciółmi. Czasem jemy razem obiad, idziemy na plac zabaw z dziećmi, spędzamy razem wieczór, rozmawiając lub grając w coś. Bardzo sobie cenię ten codziennym, zwykły czas spędzony razem. Od tego również zależy szczęście w rodzinie.

5. Bądź takim przyjacielem, jakiego chciałabyś mieć.

Jakich cech oczekujesz od swojego przyjaciela? To kluczowe pytanie, które pomoże Ci być lepszą przyjaciółką dla innych. Ja chcę, aby moi bliscy byli wobec mnie szczerzy i prawdziwi, cieszyli się z moich sukcesów i wspierali mnie w kryzysach, dopingowali mnie w moich przedsięwzięciach, słuchali mnie bez oceniania, pamiętali o tym, co jest dla mnie ważne. W ten sam sposób zachowuję się wobec nich – raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej.

Dawaj innym to, co sama chciałabyś otrzymać.

szczęście rodzinne

Przyjaźń jest wartością, która nieco straciła znaczenie we współczesnym świecie. Dla mnie jest jak piękna perła, której warto szukać. Można przeżyć swoje życie bez niej, jednak z nią staje się ono znacznie bogatsze i bardziej radosne. Bez wahania mogę powiedzieć, że nasze szczęście rodzinne w znacznym stopniu zależy od relacji z naszymi przyjaciółmi.