Czego nikt Ci nie powiedział o tym, jak znaleźć czas na wszystko

jak znaleźć czas na wszystko

Cynthia i jej ojciec Stephen Covey od dawna planowali swój wspólny pobyt w San Francisco w czasie jego podróży służbowej. Mieli obmyślony każdy szczegół: spotkanie w sali konferencyjnej, szybkie wymknięcie się z budynku, chińszczyzna w China Town, kino, przejazd taksówką do hotelu, wspólne lody i długie oglądanie telewizji. Wszystko toczyło się zgodnie z ich planem do momentu spotkania dawnego znajomego ojca podczas opuszczania centrum kongresowego. Po wylewnym powitaniu przyjaciel powiedział, że zaprasza Cynthię i jej ojca do restauracji z owocami morza. Cynthia zamarła – oczami wyobraźni widziała już swoje znudzenie wieczorem spędzonym na dorosłych rozmowach, które jej nie dotyczyły. Wydawało się, że razem z ojcem świetnie odpowiedzieli na pytanie, jak znaleźć czas na wszystko. Tymczasem w ostatniej chwili przyszły niespodziewane trudności.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na wszystko?

Żyjemy w zadziwiających czasach. Codziennie zalewa nas ogrom możliwości. Mamy łatwy dostęp do wiedzy, możliwość szybkiego podróżowania, szansę na zdobywanie wciąż nowych doświadczeń. Możemy w związku z tym zaobserwować trzy niepokojące zjawiska (opisuje je Greg McKeown w książce Esencjalista).

  • Zbyt duża liczba opcji do wyboru – jest to widoczne na każdym polu: począwszy od szerokiego wachlarza produktów spożywczych, które możemy kupić w sklepie, aż do ogromnej ilości kursów internetowych dostępnych w każdej chwili. Jesteśmy zmęczeni ciągłą koniecznością decydowania. Powoli tracimy umiejętność odróżniania spraw naprawdę ważnych od tego, co błahe.
  • Zbyt duża presja społeczna – bezustannie czujemy na sobie oddech innych osób i ich oczekiwań. Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię o tym, jak powinniśmy się zachowywać i co robić: nie tylko nasi bliscy w rodzinie, ale też szef i współpracownicy, dalsi znajomi, koleżanki ze wspólnoty religijnej… Na każdym kroku o coś nas proszą, czegoś wymagają lub do czegoś zapraszają.
  • Przekonanie, że można mieć jednocześnie wszystko – większość osób, które znam, próbuje brać udział w wielu kursach internetowych jednocześnie, zostawać w pracy po godzinach, by wykonać wciąż powiększającą się ilość zadań, wcisnąć do swojego planu dnia dodatkowe zajęcia (swoje lub swoich dzieci) i być cierpliwą żoną i matką. Chcemy wiedzieć, jak znaleźć czas na wszystko, co tylko świat nam zaoferuje. Żyjemy w stresie: jeśli dziś odrzucę jakąś okazję, czy jeszcze kiedyś do mnie przyjdzie?

„Gdy nie będziemy umieli celowo i świadomie wybrać obszarów, na których powinniśmy skupić swoje siły i energię, zrobią to za nas inni ludzie – przełożeni, współpracownicy, klienci, a czasem nawet krewni – i szybko stracimy z oczu to, co ważne i istotne. Możemy albo świadomie dokonywać wyborów, albo pozwolić innym ludziom decydować o naszym życiu„.

„Esencjalista”, Greg McKeown

Wróćmy na chwilę do historii Cynthii. Dziewczynka była przerażona, kiedy usłyszała z ust ojca słowa: Bob, tak się cieszę, że cię widzę. Kolacja w porcie brzmi wspaniale. Po chwili jednak odetchnęła z ulgą, kiedy dokończył: Ale nie dzisiaj. Zaplanowaliśmy z Cynthią wyjątkową randkę, prawda kochanie? Złapał ją za rękę i razem wybiegli z centrum kongresowego.

W tej historii widać zjawiska, o których pisałam wcześniej. Duża ilość opcji do wyboru, presja społeczna. Brak tylko zastanawiania się, jak znaleźć czas na wszystko. Stephen mógł przecież zachować się zupełnie inaczej:

  • stwierdzić, że tak długo nie widział się z przyjacielem i taka okazja może znów szybko się nie powtórzyć (przecież córkę ma ze sobą na co dzień),
  • zgodzić się na spotkanie, bo głupio i niezręcznie tak odmawiać przyjacielowi,
  • zgodzić się na kolację, a z córką spędzić tylko część wieczoru.

On jednak wybrał to, co od dawna planowali. To było dla niego najważniejsze. Nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko, bo wiedział, że nie jest to możliwe.

Nie możesz mieć w życiu wszystkiego. To Ty wybierasz, w jaki sposób zagospodarujesz swój czas i energię. Jeśli sama świadomie nie zdecydujesz, co jest dla Ciebie ważne, zrobią to za Ciebie inni. I wtedy to od nich będzie zależało, na co poświęcisz swój czas.

Większość informacji, wydarzeń i opcji do wyboru wokół Ciebie nie mają większej wartości, tylko nieliczne wnoszą coś ważnego do Twojego życia. Musisz jednak podjąć trud odsiewania plew i wyszukiwania tylko tego, co ma dla Ciebie znaczenie.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na to, co ważne?

Greg McKeown w książce Esencjalista posługuje się metaforą szafy. Dzięki niej możesz zobaczyć, jak dokonać zmian we właściwym kierunku.

Wyobraź sobie, że posiadasz szafę, w której nigdy nie sprzątasz. Jest pełna ubrań nowych i starych, takich, które uwielbiasz i takich, których nigdy nie założyłaś. Podobnie jest z Twoim życiem: wypełnia się stopniowo zobowiązaniami i zadaniami, które podejmujesz w dobrej wierze. W pewnym momencie jednak Cię przytłaczają. Czujesz, że wciąż musisz gdzieś pędzić i jesteś przemęczona. Wtedy pojawia się w Tobie pytanie: jak znaleźć czas na wszystko?!

W jaki sposób uporządkować taką szafę i swoje życie?

1. Przegląd i ocena

Pytanie, które najczęściej zadajemy sobie w kontekście ubrań to: Czy jest szansa, że w przyszłości założę tę rzecz? Takie sformułowanie powoduje jednak, że przez lata trzymamy ubrania, których nigdy nie mieliśmy na sobie. Ważniejszym pytaniem jest: Czy lubię w tym chodzić? Czy dobrze w tym wyglądam? Czy często to zakładam? Jeśli odpowiedź brzmi NIE, należy pozbyć się danej rzeczy.

W swoim życiu też musisz dokonywać oceny wszystkiego, co do Ciebie przychodzi. Każdy dzień to setki nowych możliwości. Pojawiają się z różnych źródeł: szef powierza Ci nowe obowiązki, współpracownik prosi o pomoc w wykonaniu jego pracy, na facebooku wyświetlają się wciąż nowe, ciekawe artykuły do przeczytania i filmy do obejrzenia.

Większość z tych propozycji i możliwości wcale nie są dla Ciebie ważne. Zadawaj sobie często pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły? Zapamiętaj to pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły?

Jeśli nie będziesz odróżniać mnóstwa mało ważnych spraw od kilku naprawdę istotnych, te pierwsze zabiorą cały Twój czas i już nie zostanie go na to, co dla Ciebie ważne.

Czy jednak wiesz, co jest dla Ciebie ważne?

Wykonaj pierwszy krok i zadaj sobie to pytanie: co jest dla mnie naprawdę istotne? Na czym chcę skupić swój wysiłek i starania? Dla mnie w pierwszej kolejności liczy się moja relacja z Panem Bogiem, mój mąż, dzieci i ja sama. Oczywiście warto podjąć głębszą refleksje: co to znaczy, że mąż jest dla mnie ważny? Co chciałabym osiągnąć w relacji z nim? Na czym się skupić?

Potrzebujesz w swoim życiu regularnie zastanawiać się nad tym, jakie cele chcesz osiągnąć w różnych dziedzinach swojego życia. Jeśli nie będziesz tego wiedziała, nie zdecydujesz, co Cię przybliży do osiągnięcia tych celów. Nie będziesz umiała odróżnić śmieci, które Cię otaczają od prawdziwych perełek.

 

2. Eliminacja

Jeśli podzieliłaś ubrania ze swojej szafy na dwie grupy (do zatrzymania prawdopodobnie do wyrzucenia), musisz pozbyć się rzeczy z tej drugiej. Czy potrafisz to zrobić? Jest to bardzo trudne dla każdego z nas. Mamy skłonność, aby przypisywać rzeczom, które już posiadamy większą wartość, niż one rzeczywiście mają. Dlatego masz problem z pozbyciem się książki, której nie zamierzasz nigdy przeczytać czy sprzętu kuchennego, który nie jest Ci do niczego potrzebny.

Nie wystarczy wiedzieć, co w Twoim życiu jest ważne, a co niekoniecznie. Musisz podjąć działanie i aktywnie pozbywać się tego, co należy do tej drugiej grupy. Wielu ludzi zgadza się na różne rzeczy tylko dlatego, że chcą zadowolić innych i sprostać ich oczekiwaniom. Odmawianie wymaga odwagi i dyscypliny. To trudna umiejętność. Jednak tylko mówienie nie temu, co nieistotne, zaprowadzi Cię do Twoich celów.

Jeśli Ty rezygnujesz z wybierania tego, co dla Ciebie ważne, ktoś inny dokona wyboru zamiast Ciebie. Jeśli zgadzasz się na wszystko, co do Ciebie przychodzi, nie masz czasu na to, czego naprawdę byś chciała.

Zacznij małymi kroczkami. Ja regularnie dokonuję przeglądu grup na facebooku, do których należę i newsletterów, na które się zapisałam. Raz na kilka tygodni wypisuję się z wszystkiego, co nie jest mi wcale potrzebne, czego nie czytam lub w co się nie angażuję (polecam aplikację Unroll me, dzięki której w 2 minuty wypiszesz się z wszystkich niechcianych newsletterów).

Sprawdź, jak funkcjonujesz w pracy. Czy często zgadzasz na na drobne przysługi wobec współpracowników? Jak to wpływa na wykonywanie Twoich obowiązków?

Przyjrzyj się też wszystkim zobowiązaniom, które na siebie wzięłaś w ostatnim czasie. Czy jest konieczne i ważne dla Ciebie, abyś je wykonała? Może jest szansa, abyś z niektórych zrezygnowała? Jakie dodatkowe obowiązki wzięłaś na siebie w przedszkolu lub szkole u swoich dzieci? W czym chciałaś pomóc sąsiadce lub koleżance, chociaż teraz żałujesz, że zaproponowałaś tę pomoc?

Nie pytaj siebie, jak znaleźć czas na wszystko, ale jak wyeliminować to, co zbędne w Twoim życiu.

jak znaleźć czas na wszystko

3. Wykonanie

Aby Twoja szafa była utrzymana w porządku, potrzebujesz jakiegoś systemu jej sprzątania. Regularnie musisz opróżniać ją z niepotrzebnych rzeczy, wiedzieć kiedy i gdzie możesz je oddać.

Jeśli usuwasz ze swojego życia niepotrzebne działania i zobowiązania, oszczędzasz czas. Możesz go przeznaczyć na usuwanie ze swojej drogi przeszkód i ułatwienie wykonania postawionych przed sobą zadań. Nagle okazuje się, że osiągnięcie Twoich celów jest znacznie łatwiejsze, niż do tej pory było. Dzieje się tak, ponieważ nie przeszkadza Ci w tym mnóstwo niepotrzebnych zajęć. Masz siły, energię i chęć do działania, bo nie odebrały Ci ich zobowiązania, których nie miałaś ochoty realizować, a na które zgodziłaś się dawno temu.

 

Kiedy piszę ten artykuł, jestem w trakcie realizowania wyzwania W 30 dni do bardziej szczęśliwego domu. Mój mąż ma ostatnio dużo pracy, dziećmi i domem też trzeba się zająć. Jestem klasycznym przykładem tego, jak nie należy postępować. Entuzjastycznie przyjęłam na siebie zbyt wiele zobowiązań. Z jednej strony są dla mnie świetną szansą na rozwój, podzielenie się swoją wiedzą i pomaganie innym. Z drugiej – wymagają pracy, którą muszę wykonywać późnym wieczorem, w pośpiechu i stresie.

Czytając książkę Esensjalista zdałam sobie sprawę, że nie muszę wcale tak funkcjonować. To moje własne wybory do tego doprowadziły. Jestem mądrzejsza o tę jedną lekcję i teraz znacznie rozważniej podejmuję decyzje o tym, czy zaangażować się w jakieś nowe przedsięwzięcie. Wolę zrobić mniej, ale lepiej. Tak, jak ojciec Cynthii. On nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko. Aktywnie wybrał to, co dla niego ważne spośród mnóstwa pojawiających się możliwości.

Nie lubię się bawić z dzieckiem – jak sobie z tym poradzić?

nie lubię się bawić

Mój syn po raz setny w tym tygodniu wyciągnął swoje samochodziki i zapytał: Mamo, zrobimy wyścigi? Mnie coś przekręciło się w żołądku, a przez głowę przemknęła myśl: Ileż można robić to samo?! Przywołałam jednak w pamięci wszystkie mądre książki na temat zabawy w życiu dzieci i zrobiłam to, o co mnie prosił. Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka.

nie lubię się bawić z dzieckiem

Znaczenie zabawy w życiu dzieci i rodziców

Każde dziecko posiada instynkt zabawy. Jest to świat, który zawsze stoi przed nim otworem, bez względu na okoliczności życia i aktualnie posiadane zasoby. Dla dorosłego zabawa jest rozrywką, dla dziecka – spełnia raczej funkcje podobne do pracy. Jednocześnie jest to podstawowa forma komunikowania się młodego człowieka ze światem.

Zabawa w życiu dzieci spełnia trzy podstawowe funkcje:

  • pozwala przećwiczyć sobie dorosłe role i umiejętności (w ten sposób uczą się pracować, gotować, sprzątać, kłócić się, opiekować się innymi itd.),
  • pomaga budować poczucie bliskości z drugim człowiekiem, zaspokaja potrzebę czułości i przywiązania oraz pozwala na odbudowanie kontaktu po jego zerwaniu,
  • pomaga wyjść ze stanu napięcia emocjonalnego, np. poprzez odtwarzanie w zabawie wydarzeń z życia w zmienionej konfiguracji sił (w zabawie to dziecko staje się surową nauczycielką, a miś – uczniem, który nie nauczył się na sprawdzian).

Zabawa przede wszystkim powinna jednak sprawiać przyjemność. Bez względu na to, jaki ładunek emocjonalny ze sobą niesie i jak głębokie treści się w niej kryją, ma dawać radość dziecku i Tobie. Skąd więc to uczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem?

Z perspektywy rodzica wygląda to jeszcze inaczej. Rodzicielstwo przez zabawę może pomóc w codziennych kryzysach: porannym grymaszeniu dzieci, kłopotach z dwulatkiem w czasie ataku płaczu, niepewnymi siebie trzecioklasistami, czy nastolatkami wymykającymi się spod kontroli.

Co zatem zabawa z dzieckiem może dać Tobie?

  • Szansę na poznanie potrzeb, uczuć i kłopotów dziecka – żaden maluch nie powie Ci: Mam problem z tym i z tym. Czy możemy porozmawiać? Zamiast tego zaprosi Cię do wspólnej zabawy, w której odegra swoje emocje lub będzie czekało na zaproszenie z Twojej strony.
  • Możliwość wzmocnienia jego poczucia własnej wartości i pewności siebie.
  • Okazję do pokazania dziecku, że jest kochane i że cieszysz się tym, że jesteś jego rodzicem.
  • Szansę na przełamanie własnych oporów, lęków i poczucia wstydu wobec tego, co powiedzą inni.
  • Nowe pokłady energii – często zmęczenie wynika z nagromadzonego w ciele napięcia wynikającego ze stresu. Beztroska zabawa z dzieckiem, siłowanki, zapasy, gonitwy, czy tańce pozwalają pozbyć się tego napięcia i sprawiają, że czujemy przypływ nowych sił. Nawet, jeśli czuliśmy wcześniej, że nie mamy ochoty na żadne harce.
  • Możliwość przepracowania z dzieckiem trudnych dla Was sytuacji, np. niechęć dziecka do ubierania się rano, agresywne zachowanie wobec innych dzieci, obawa przed wizytą u lekarza, trudności z nawiązywaniem relacji, zazdrość wobec rodzeństwa itd. (propozycje kilku zabaw na różne okazje znajdziesz tutaj).

Wiesz już, jak ogromne znaczenie dla Twojego dziecka i dla Twojej relacji z nim ma zabawa. Czy nadal myślisz: ale ja nie lubię się bawić z dzieckiem…? Przyjrzyjmy się zatem temu, co dzieje się w Tobie w czasie zabawy.

 

Dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem?

Rozmawiałyśmy jakiś czas temu w gronie mam o tym, jak wygląda nasz stosunek do zabawy. Okazało się, że większość z nas ma z tym duży problem! Zabawa nas nudzi, denerwuje i męczy. Towarzyszy nam poczucie: nie lubię się bawić z dzieckiem. Wkurzamy się na to, że dziecko układa nam scenariusze dotyczące tego, jak mamy się zachowywać. Irytuje nas ciągłe powtarzanie tych samych zachowań. Kiedy mam kolejny raz odgrywać scenkę z Kubusia Puchatka, na samą myśl o tym chce mi się ziewać. Myślimy sobie: mój mąż jest lepszy w tych wszystkich zabawach, niech on to robi.

Jest kilka możliwych odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem. U każdej osoby może występować tylko jeden z tych powodów lub kilka z nich.

1. Konieczność przestawienia się z trybu pracy na zabawę.

Rodzic, który wraca z pracy do domu, funkcjonuje w świecie zadań do wykonania, zmęczenia obowiązkami, nagromadzonych po całym dniu emocji. On potrzebuje ciszy i spokoju. Dziecko natomiast cały dzień zbierało siły na popołudniowe szaleństwa z rodzicem. Ich potrzeby wydają się wykluczać.

2. Dziecko najbardziej potrzebuje i domaga się zabawy wtedy, kiedy rodzic ma najmniejszą na nią ochotę.

Kiedy jestem podirytowana zachowaniem dziecka, nie mam chęci się z nim bawić. Tymczasem jego zachowanie może wynikać z potrzeby bliskiego kontaktu ze mną. Odmawiając mu zabawy, tym samym pogłębiam jego poczucie izolacji.

3. Rodzic nie ma ochoty na zabawę, kiedy czuje się odrzucony przez dziecko, kiedy jest w jakiś sposób zraniony jego zachowaniem.

Często potrzeba zabawy przejawia się w zachowaniach, które paradoksalnie odpychają rodzica od dziecka: sprzeciwianie się każdej decyzji, ignorowanie, krzyk lub płacz.

4. Rodzic czuje się niezręcznie wobec zachowania dziecka w zabawie.

Kiedy dziecko udaje, że wszystkie przedmioty to karabiny, czy odkrywa intymne części ciała lalki, dla dorosłego może być to stresujące. Kiedy rodzic nie wiem, jak się wtedy zachować, wycofuje się lub karze dziecko za takie zachowanie.

5. Zabawa nudzi dorosłego, który ma dość powtarzania wciąż tych samych czynności i słów.

6. Dorosły odczuwa irytację i żal związane z tym, że sam nie doświadczył zabawy z rodzicami.

Spędzanie czasu ze swoim dzieckiem przywołuje na myśl wydarzenia z dzieciństwa, w których nie było miejsca na spontaniczną radość i beztroskę.

7.Zabawa budzi wiele trudnych emocji u rodzica.

Może to być frustracja, uraza, złość, niepokój, czy zmęczenie. Ponieważ nie chce on ich przeżywać, rezygnuje z takiej formy spędzania czasu z dzieckiem.

„Wielu rodziców tak mówi o swoich zabawach z dziećmi: I tak już poświęca się im więcej uwagi, niż ja kiedykolwiek otrzymywałem w dzieciństwie… Nikt nigdy się ze mną tak nie bawił… Jestem zbyt zmęczona po pracy i opiece nad dziećmi, by się jeszcze z nimi bawić… Próbuję się z nimi bawić, ale zaczyna strasznie chcieć mi się spać… Jak mam się bawić, skoro mam tyle pracy do zrobienia?”

„Rodzicielstwo przez zabawę”, Lawrence J. Cohen

nie lubię się bawić z dzieckiem

Jak sobie radzić ze swoją niechęcią do zabawy?

Wiesz już, jakie znaczenie ma zabawa.

Zdajesz sobie też sprawę z tego, co Cię od niej odciąga.

Ale co dalej? Jak przezwyciężyć swoją niechęć?

Mnie nie zawsze się to udaje. Są takie chwile, kiedy jestem tak podirytowana zachowaniem syna, że zupełnie nie w głowie mi zabawy. Słyszę wtedy w środku cichy głos: Po co to robisz? Przecież wiesz, że jak zaczniesz krzyczeć, sytuacja tylko się pogorszy. Zrób z tego zabawę, powygłupiaj się, a wszystko się od razu zmieni!

Nie zawsze słucham tego głosu. I zwykle cierpię z tego powodu. Syn nadal nie chce mnie słuchać, sytuacja robi się coraz bardziej napięta, a ja coraz bardziej zdenerwowana.

Zabawa z dzieckiem to wysiłek. Aby pokonać w sobie poczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem, możesz wykonać następujące kroki.

 

  1. Zauważ emocje, które Ci towarzyszą.

Przyjrzyj się sobie, kiedy jesteś z dzieckiem. Jak się wtedy czujesz? Które zabawy Cię nudzą, które irytują i drażnią? Nie neguj tych emocji, nie zaprzeczaj im. Po prostu je zauważ.

 

2. Znajdź osobę, która Cię wysłucha

Abyś mogła poradzić sobie z tymi uczuciami, potrzebujesz towarzyszenia drugiej osoby dorosłej. Każdy z nas ma tendencję do ukrywania swoich emocji. Dlatego zabawa stanowi dla nas wyzwanie: sprawia, że te emocje z nas wychodzą (podobnie, jak dzieje się to w przypadku dzieci). Jeśli chcemy się bawić, musimy rozluźnić napięte mięśnie, rozładować zmartwienia, dać ujście skrywanym łzom. Nie ma innego wyjścia.

Jest to proces, który pochłania wiele naszych sił. Pomagamy dziecku, a później potrzebujemy, aby ktoś pomógł nam. Czas spędzony w ten sposób opróżnia nasz kubek na miłość. Musisz mieć miejsce, w którym możesz go napełnić.

Świetnym sposobem na naładowanie swoich rodzicielskich baterii jest rozmowa z drugą osobą dorosłą. Muszą być jednak spełnione określone warunki. Konieczna jest szansa, aby wypowiedzieć wszystko, co się w Tobie dzieje, bez przerywania, pocieszania czy zaprzeczania Twoim uczuciom. Chodzi więc o to, abyś została wysłuchana.

Możesz zwrócić się z tym do męża, przyjaciółki czy terapeuty. Jeśli rozmawiasz z przyjaciółką, zapewnij jej to samo i wysłuchaj jej.

Rozmawiając w ten sposób z innym rodzicem odkryjesz, że nie tylko Ty zmagasz się z trudnościami w kontaktach z dzieckiem. Silne emocje towarzyszą wszystkim rodzicom. Warto posłuchać innych i zobaczyć, że nie jesteś w tym sama. Wielu rodziców może Ci powiedzieć: Ja też nie lubię się bawić z dzieckiem.

Przykładowe pytania, które możecie sobie zadać:

  • Co pamiętasz z okresu własnego dzieciństwa?
  • Jakie wiążesz z dzieckiem nadzieje i oczekiwania?
  • Co jest dla Ciebie najważniejsze w byciu rodzicem? Jakie jasne punkty dostrzegasz w tym doświadczeniu?
  • Jakie są ciemne strony bycia rodzicem?

nie lubię się bawić z dzieckiem

3. Poświęć regularnie czas na zabawę z dzieckiem.

Po prostu spędźcie ze sobą nieco czasu. Wygłupiajcie się, róbcie miny, tańczcie razem, ganiajcie się po domu. Pozwól dziecku, aby to ono wybrało motyw zabawy i jej styl.

 

4. Jeśli odczuwasz nudę, włącz do zabawy element budowania więzi.

W czasie nudnych dla Ciebie zabaw przytulajcie się, uściśnijcie sobie ręce, pocałujcie się, powiedz dziecku, co w nim cenisz.

 

5. Odpowiedz na fantazję dziecka.

Dzieci do zabawy bez skrępowania włączają postaci, które kłamią, zabijają, kradną albo umierają. Nie uciekaj przed tymi tematami. Jeśli córka przydziela Ci rolę złej macochy, odegraj ją na tyle, na ile potrafisz. Przez takie zachowania dziecko przepracowuje w sobie trudne dla niego tematy.

Daj mu również możliwość kontrolowania sytuacji. W Waszym domu to Wy, rodzice, ustalacie zasady i ich pilnujecie. Pozwól, aby chociaż w zabawie doświadczyło poczucia sprawczości i decydowania o tym, co się dzieje z nim i z Tobą.

 

6. Odłóż na bok swoje przyzwyczajenia zabawowe.

Obserwuj potrzeby dziecka i podążaj za nimi. Wyłącz u siebie chęć rywalizacji – Twoja wieża z klocków nie musi być najwyższa, a bieg w wyścigu najszybszy. Dzieci w zabawie potrzebują odczuć, że są silne, szybkie, zwinne – w życiu codziennym często czują się przestawiane z kąta w kąt. Daj mu doświadczyć, że jest silniejsze od Ciebie i może rozłożyć Cię na łopatki. Twoim zadaniem jest pomóc mu w budowaniu poczucia własnej wartości. Życie samo da mu mnóstwo okazji do przegrywania i doświadczania porażki.

 

Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka. Paradoksalnie często pełne zaangażowanie w zabawę sprawia, że wracają mi siły, poprawia się nastrój i czuję się znacznie lepiej. Zyskują nie tylko moje dzieci, ale ja sama.

Dlaczego przytulenie jest lepsze niż karny jeżyk?

karny jeżyk

W przeszłości oglądałam czasem program Superniania. Patrzyłam na dzieci krzyczące na rodziców, rzucające zabawkami, gryzące i bijące rodzeństwo. Żywioł nie do opanowania przez opiekunów. Pojawienie się Supernianii było dla nich jak światełko w tunelu. W kilka dni na nowo wprowadzała ład i spokój w rodzinne życie. Stosowała w tym celu między innymi karny jeżyk, ucząc rodziców i telewidzów, że jest to metoda skuteczna i dobrze wpływająca na dziecko. Wtedy myślałam, że skoro ten sposób działa, to można go stosować, szczególnie w tak trudnych przypadkach wychowawczych.

karny jeżyk

Co to jest karny jeżyk?

To spolszczona wersja amerykańskiego time out. Ta metoda wychowawcza polega na odseparowaniu dziecka od pozytywnego wzmocnienia po jego niewłaściwym zachowaniu. W tym wypadku pozytywnym wzmocnieniem jest uwaga rodzica – dziecko zostaje zaprowadzone do miejsca, w którym ma zostać na kilka minut samo, by się uspokoić i przemyśleć swoje zachowanie.

Wyobraź sobie, że Twój syn rzuca zabawkami po pokoju. Wie, że nie powinien tego robić – wiele razy już to od Was słyszał. Przypominasz mu jeszcze raz, żeby tego nie robił. On patrzy Ci prosto w oczy, śmieje się i znów rzuca, tym razem w Twoją stronę. Pora na karny jeżyk.

Po odsiedzeniu kilku minut idziesz do syna i pytasz: Dlaczego siedziałeś na karnym jeżyku? Dziecko odpowiada. Czy będziesz dalej tak się zachowywał? Syn mówi, że nie. Przytulacie się i historia kończy się szczęśliwie.

Ale czy w rzeczywistości na pewno tak to wygląda?

 

Skąd bierze się niewłaściwe zachowanie dziecka?

Pomyśl o swoim własnym zachowaniu. Kiedy działasz w sposób, który rani lub denerwuje innych?

Zwykle są dwa powody: emocje, z którymi nie umiemy sobie poradzić lub niezaspokojona, ważna dla nas potrzeba.

Tak samo jest z dziećmi.

Kiedy syn rzuca zabawką, patrząc Ci w oczy, nie robi tego po to, by Cię zdenerwować. On widzi, że się złościsz, a robi to pomimo Twoich słów i uczuć. Jego celem nie jest zepsucie Twojego humoru i słuchanie Twoich krzyków po raz dwudziesty tego dnia. Wiem, że czasem trudno w to uwierzyć, ale wcale nie robi tego specjalnie.

Dzieci mają naturalną skłonność do słuchania swoich rodziców i podążania za nimi. Jest to wpisane w naszą naturę: w innym wypadku gatunek ludzki już dawno przestałby istnieć. Dziecko chce Cię słuchać i robić to, co sprawia Ci radość. O ile nie jest zalewane przez emocje, z którymi sobie nie radzi, a jego ważne potrzeby są zaspokojone.

Zatem każde niewłaściwe zachowanie dziecka jest symptomem czegoś innego. Może jest głodne lub niewyspane? Może ktoś wyrwał mu z ręki zabawkę na placu zabaw i poczuło się zagrożone, bo zabrano mu jego własność? Może czuje, że kontakt między Tobą a nim jest zbyt słaby, bo nie widzieliście się przez kilka godzin w ciągu dnia (Ty byłaś w pracy, a ono w przedszkolu)?

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Dotyczy to zarówno dzieci jak i dorosłych.

Jeszcze raz powtarzam: dziecko chce Cię słuchać, jeśli czuje bliski kontakt z Tobą (jego potrzeba więzi jest zaspokojona) i nie przejęły nad nim kontroli silne emocje.

Mózg człowieka intensywnie rozwija się do ok. szóstego roku życia. W zasadzie to zmienia się przez całe nasze życie, zależnie od działań, które podejmujemy. Jednak do szóstego roku życia rozwija się kora przedczołowa, która odpowiada za racjonalne myślenie i zdolność kontrolowania emocji. Trzyletnie dziecko nie potrafi w pełni kontrolować swojego zachowania, ponieważ jego mózg nie jest odpowiednio ukształtowany. Co więcej, nie potrafi samo kontrolować swoich emocji i poradzić sobie z nimi. Kiedy coś go złości, nie rozumie, co się z nim dzieje, nie umie samo się uspokoić.

Co zatem dzieje się, kiedy zostaje odesłane na karny jeżyk?

Intencją rodzica jest dać dziecku czas na ochłonięcie i uspokojenie się. Nauka jednak mówi, że ono samo nie potrafi tego zrobić. Możliwe są zatem dwa główne scenariusze:

  • tak zwane strong-willed child (dziecko o silnej woli, które nie lubi podporządkowywać się innym) będzie się buntowało, krzyczało i wyrywało; samo zaprowadzenie go na karny jeżyk będzie wielką walką o to, kto jest silniejszy, a proces uspokajania się może trwać nawet kilka godzin,
  • bardziej uległe dziecko zaprzestanie złego zachowania, a swoje trudne uczucia zepchnie do emocjonalnego plecaka, z którego wyskoczą później, zupełnie niekontrolowane.

Elementem wspólnym obu tych scenariuszy jest fakt, że relacja pomiędzy Tobą a dzieckiem zostanie nadszarpnięta. Odsyłając dziecko po niewłaściwym zachowaniu dajesz mu przekaz, że nie chcesz być z nim w jego trudnych emocjach i ma sobie z nimi radzić sam. Ty masz dobre intencje, jednak dla dziecka będzie to zawsze kara i pewnego rodzaju odrzucenie. W ten sposób kontakt i zaufanie pomiędzy Wami zostają przerwane. Zostawiając je samo z jego emocjami pozwalasz, by Wasza więź słabła.

Pamiętasz, kiedy dziecko CHCE Cię słuchać i spełniać Twoje prośby? Widzisz już paradoks myślenia, że karny jeżyk jest lekiem na dziecięce niewłaściwe zachowania?

karny jeżyk

Jak dzieci uczą się regulować swoje emocje?

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle.

Między innymi dlatego tak ważne jest, byśmy pomagali naszym dzieciom nauczyć się kontrolować swoje emocje.

Jak to zrobić?

Kiedy człowiek rodzi się, jego mózg i układ nerwowy nie są w pełni rozwinięte. Kształtują się stopniowo, odpowiadając na to, co dzieje się w otoczeniu. Przeczytaj uważnie to, co teraz napiszę. Umiejętność kontrolowania emocji u Twoich dzieci kształtuje się w relacji z Wami, ich rodzicami (osobami, które spędzają z nimi najwięcej czasu). Nie jest to tylko proces psychologiczny, ale również fizjologiczny. Układ limbiczny dziecka (odpowiada za emocje) dostraja się do Twojego układu limbicznego. Hormony wydzielane przez dziecko pojawiają się w odpowiedzi na hormony wydzielany przez Twoje ciało.

Przeczytaj jeszcze raz to zdanie: umiejętność kontrolowania emocji u Twoich dzieci kształtuje się w relacji z Wami. To w znacznej mierze od Ciebie i Twojego męża zależy, co Twoje dziecko jako dorosły będzie robiło ze swoją złością, rozczarowaniem, smutkiem czy żalem. Jeśli reagujesz na wszystko jak na sytuacje alarmowe, ciągle wpadając w złość, Twoje dziecko również będzie patrzyło na świat jak na bezustanne zagrożenie.

Wróćmy zatem do przytoczonej sytuacji. Syn rzuca zabawkami. Kierują nim jakieś trudne emocje, z którymi nie umie sobie poradzić. Odsyłasz go na karny jeżyk, licząc na to, że tam się uspokoi i wyciszy. Co się jednak dzieje? Dziecko zostawione samo ze swoimi emocjami nie ma obok siebie nikogo, do kogo mogłoby się dostroić. Na tym etapie potrzebuje, aby ktoś z zewnątrz pokazał mu, jak się złościć, by nie robić krzywdy sobie i innym. Nie jest w stanie samodzielnie uspokoić się i w sposób konstruktywny poradzić sobie ze złością.

Dlatego albo neguje swoją złość i wypiera ją do podświadomości, albo daje się jej ponieść i płacze, krzyczy, kopie, gryzie, rzuca się na ziemię przez bardzo długi czas.

 

W jaki sposób pomóc dziecku w trudnych emocjach?

Dr Laura Markham proponuje stosować się do kilku wskazówek zawartych w angielskim akronimie SHARE (dzielić):

  • Soothe (uspokajaj) – pomóż dziecku się uspokoić: kiedy płacze, przytul je (jeśli w tym momencie na to pozwala), weź na ręce, pocałuj, bądź blisko, przemawiaj spokojnym tonem; tylko w ten sposób dziecko stopniowo uczy się uspokajać samo. Może się zdarzyć, że w danej chwili nie będzie chciało być przytulone (odpycha cię, próbuje ugryźć, uderzyć). Nie rób nic na siłę, powiedz: Rozumiem, że jesteś zdenerwowany. Jestem obok ciebie, nie zostawię cię samego w trudnych uczuciach. Jeśli będziesz chciał, możesz się do mnie przytulić. Usiądź metr lub dwa od niego i poczekaj.
  • Help (pomagaj) – ucz dziecko, jak radzić sobie z emocjami: nazywaj je, tłumacz dziecku jego własne zachowania.
  • Allow (dopuszczaj) – pozwalaj, aby dziecko wyraziło każdą swoją emocję; stawiaj granice zachowaniom, a nie emocjom.
  • Regulate (reguluj) – ucz się panować nad swoimi emocjami.
  • Empathize (empatyzuj) – okazuj empatię dla wszystkich uczuć dziecka, nawet jeśli musisz postawić granicę jego zachowaniom; empatię możesz okazać zarówno przez słowa, jak i ton głosu. Ten punkt jest bardzo ważny i dotyczy dzieci w każdym wieku: ucz się patrzeć na daną sytuację oczami dziecka i okaż, że rozumiesz, co się z nim dzieje.

Jeśli będziesz dzielić (SHARE) doświadczenie dziecka, pomożesz mu uczyć się trudnej sztuki rozpoznawania swoich uczuć, nazywania ich i odpowiedniego wyrażania. Tę metodę możesz stosować wobec dzieci w każdym wieku. Im starsze dziecko, tym więcej możesz z nim rozmawiać o tym, co się wydarzyło na każdym etapie trudnej sytuacji, przez którą przechodziliście.

karny jeżyk

Trudne zachowania dziecka wynikają z jego uczuć lub niezaspokojonych potrzeb (np. bliskiej więzi). Jeśli rodzic zostawi dziecko samo sobie po niewłaściwym zachowaniu (na karnym jeżyku lub w jakikolwiek inny sposób), możliwe, że zmieni się jego zachowanie. Jednak więź na tym ucierpi. Tym samym w dłuższej perspektywie zachowanie może się pogorszyć.

Światełkiem w tunelu dla rodziców nie są metody typu karny jeżyk. Jest nią nawiązywanie bliskiej relacji z dzieckiem tak, by ono chciało spełniać prośby rodzica. Możesz to osiągnąć, jeśli będziesz regulować swoje własne emocje, okażesz empatię i pozostaniesz blisko, gotowa do przytulenia, jak tylko żywioł przeminie.

Jakie są Twoje sposoby na nawiązywanie bliskiej relacji z dzieckiem?

Sposoby, aby zadbać o siebie wśród obowiązków

zadbać o siebie

Nasz starszy syn ostatnio nie chciał spać w ciągu dnia. Codziennie ma prawie dwie godziny drzemki. Jego odpoczynek to również mój odpoczynek. Kiedy nie mógł zasnąć, poczułam złość i frustrację. Zaczęłam odzywać się do niego nieuprzejmie. Było mi tak przykro, że nie będę miała moich dwóch godzin przerwy! Po chwili odetchnęłam głęboko i zastanowiłam się: jak zadbać o siebie w tej konkretnej sytuacji?

zadbać o siebie

Co przychodzi Ci do głowy, kiedy myślisz o tym, jak zadbać o siebie? Standardowa odpowiedź kobiety dotyczy najczęściej wyglądu zewnętrznego, ewentualnie czasu tylko dla siebie, bez stałej obecności dzieci, ich kłótni, krzyków i próśb. Te sprawy są niezmiernie ważne. Wiemy jednak, że niekiedy są nieosiągalne na danym etapie życia.

Czy zatem nie możesz zadbać o siebie, jeśli nieomal zawsze są obok Ciebie dzieci?

 

Dlaczego powinnaś zadbać o siebie?

Wróćmy jednak do początku.

Jeśli pojawiła się w Twojej głowie myśl, że zajęcie się sobą to egoizm, zamierzam wyprowadzić Cię z błędu. Oczywiście, istnieje przesadna forma skupiania się na sobie i zapominania o innych. Nie o tym jednak teraz mówię. Chodzi mi o zaopiekowanie się sobą tak, jak opiekujesz się swoimi dziećmi. Jesteś uważna na ich potrzeby, słuchasz ich i troszczysz się, by czuły się najlepiej, jak to możliwe. Spełniasz ich prośby, jeśli uznasz, że są uzasadnione i ważne.

Tak samo powinnaś opiekować się sobą.

Tylko wtedy możesz być szczęśliwa i gotowa do tego, aby dawać swój czas, troskę i miłość innym. Musisz zadbać o siebie, ponieważ:

  • jesteś w stanie regulować emocje wtedy, kiedy znasz swoje potrzeby i uczucia,
  • jeśli Twoje najważniejsze potrzeby nie będą zaspokajane, przejmą nad Tobą kontrolę złość, żal i poczucie pokrzywdzenia,
  • kiedy nie dbasz o siebie, uczysz swoje dzieci, że opieka nad samym sobą nie jest ważna,
  • umiejętność regulowania swoich emocji (np. panowanie nad złością) u Twoich dzieci w największym stopniu zależy od Twoich umiejętności w tej dziedzinie; jeśli nie zadbasz o siebie, nie jesteś w stanie panować nad złością,
  • bez tego czujesz się przemęczona, niezrozumiana, osamotniona itd. – tracisz radość z bycia rodzicem,
  • Twoje dziecko łatwiej i chętniej z Tobą współpracuje, jeśli Ty jesteś spokojna, zrelaksowana, radosna i dobrze się czujesz sama ze sobą,
  • bez tego nie będziesz w stanie okazać cierpliwości dzieciom i cieszyć się nimi,
  • życie jest zbyt krótkie, by przeżyć je w poczuciu zmęczenia i smutku.

Cofnijmy się do mojej opowieści. Wiedziałam, że potrzebuję chwili wytchnienia od czasu spędzonego z Frankiem. Brak drzemki odebrałam więc jako atak na moją potrzebę. Dlatego poczułam złość i zaczęłam być nieuprzejma dla niego. Kiedy spokojnie o tym pomyślałam, doszłam do wniosku, że mam prawo do odpoczynku! Przeprosiłam syna za to, że byłam dla niego nieprzyjemna. Powiedziałam mu, że kiedy on śpi, ja też zawsze odpoczywam i że potrzebuję tego czasu. Dlatego przez najbliższą godzinę nie będę się z nim bawiła. Możemy pójść na balkon, będę blisko niego, ale chcę wypić spokojnie kawę i poczytać.

Przez pierwsze 15 minut co chwilę mnie o coś prosił. Mamo, poczytasz mi? Mamo, pobaw się ze mną samochodem! Mamo, kiedy będziesz się ze mną bawić? Za każdym razem spokojnie odpowiadałam mu, to co wcześniej. To jest czas na mój odpoczynek i może pobawić się sam. Po pewnym czasie rzeczywiście zajął się sobą i bawił się nawet dłużej, niż przewidziana przeze mnie godzina.

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest tak łatwo. Z młodszym synem nie jestem w stanie jeszcze komunikować się w ten sposób. Chodzi jednak o zatrzymanie się na swoich emocjach i tym, czego w danej chwili potrzebuję. Wtedy mogę zadać sobie pytanie: Jak tę potrzebę zaspokoić?

Jeśli staniesz na krawędzi, możesz wpaść w przepaść. Jeśli dopuszczasz do sytuacji wyczerpania swoich zasobów fizycznych i emocjonalnych, możesz wybuchnąć i nie być w stanie kontrolować samej siebie. Jesteś dorosła i Twoja odpowiedzialność polega na tym, aby nie zbliżać się do krawędzi. To Twoje zadanie, aby zatroszczyć się o swój stan emocjonalny i fizyczny. Ty jesteś za to w pierwszej kolejności odpowiedzialna – nie Twój mąż, rodzice lub Twoje dzieci. Ty sama.

zadbać o siebie

Jak zadbać o siebie, kiedy nie ma na to czasu?

Kobiety, które znam, często mówią, że ledwo pamiętają, jak się nazywają i naprawdę nie mają czasu, aby zająć się sobą. Jeśli jednak tego nie zrobisz, Ty sama i Twoja rodzina bardzo na tym stracicie.

Za dr Laurą Markham powtarzam, że są dwa główne sposoby, aby zatroszczyć się o siebie w codziennym życiu.

  1. Zmień to, co robisz.

Nie masz możliwości wyjechać z domu sama na kilka dni i dlatego uważasz, że nie możesz zatroszczyć się o swoje potrzeby? Przestań zakładać, że konieczne jest jakieś wielkie rozwiązanie, które zmieni wszystko. Nie jest to realne, więc nie trać czasu na takie myślenie.

Zamiast tego opiekuj się sobą poprzez drobne gesty w ciągu całego dnia. Zatroszcz się o siebie w różnych sferach:

  • fizjologicznej – zapewnij sobie maksymalną ilość snu; dbaj o to, by pić dużo wody i jeść zdrową żywność, która doda Ci energii, a nie ją zabierze; ruszaj się, by dbać o swoje ciało (ganianie się z dziećmi, tańce i spacery z nimi też się liczą); pamiętaj też, że bardzo duże znaczenie dla Twojego samopoczucia ma Twój oddech – czasem wystarczy wziąć kilka głębokich wdechów i wydechów, by się uspokoić lub ucieszyć tym, co dzieje się dookoła Ciebie;
  • emocjonalnej – świętuj swoje małe sukcesy (wystarczy powiedzieć do siebie w duchu: Świetnie sobie z tym poradziłaś!), ucz się regulować swoje emocje (w tym również złość), wybaczaj sobie błędy i porażki,
  • społecznej – pamiętaj o kontakcie z przyjaciółmi (może warto odświeżyć jakieś dawne znajomości?), wybierz się na spotkania mam z dziećmi;
  • intelektualnej – dostarczaj sobie mądrych treści, które skłonią Cię do refleksji i będą Cię rozwijać (czytaj, słuchaj podcastów, bierz udział w wydarzeniach online lub na żywo),
  • duchowej – jeśli wierzysz w Jezusa, módl się i czytaj Pismo Święte, uczestnicz w życiu jakiejś wspólnoty religijnej; jeśli nie jesteś osobą wierzącą, pomyśl o innej formie dbania o swojego ducha – może rozmyślanie, kontakt z przyrodą itd.

Jak to jest u mnie? Staram się chodzić spać maksymalnie o 23 (wstaję ok. 7 rano, zależnie od tego, ile śpią synowie). Dbam o to, co jemy w naszym domu i piję dużo wody. Pracuję nad swoimi emocjami, uczę się panować nad złością. Doceniam samą siebie za to, co dobrze zrobię, lubię mówić dobrze o sobie. Dzwonię do moich przyjaciółek, które mieszkają w innych miastach i często spotykamy się z przyjaciółmi i rodziną, która mieszka bliżej. Czasem wychodzę zupełnie sama na kawę do kawiarni. Dużo czytam, słucham, biorę udział w kursach online. Często proszę o pomoc przy dzieciach inne osoby. Modlę się, czytam Pismo Święte i razem z mężem uczestniczymy w wydarzeniach religijnych.

zadbać o siebie

Brzmi idealnie, wiem. W rzeczywistości mam lepsze i gorsze dni. Niekiedy czuję się przemęczona obowiązkami, jestem smutna i jest mi źle z samą sobą. Z różnych powodów zdarza mi się nie wysypiać. Jestem wtedy nieuprzejma wobec dzieci i męża, czepiam się o drobnostki i mam ochotę krzyczeć. Mam dni, kiedy w ogóle nie potrafię zadbać o siebie. Nie jestem perfekcyjna.

Tym, co mi pomaga, jest nawyk częstego przyglądania się temu, jak się czuję i co się we mnie dzieje. Zachęcam Cię do tego samego. Zrób sobie jednodniowe ćwiczenie: nastawiaj alarm w telefonie co godzinę. Za każdym razem, kiedy usłyszysz jego dźwięk, zostaw na minutę lub dwie to, co aktualnie robisz i zapytaj siebie: Jak się w tej chwili czuję? Co się we mnie dzieje? Czego potrzebuję w tym momencie, aby poczuć się dobrze?

Jeśli nie masz czasu, aby zatrzymać się na minutę i wykonać ważną dla Ciebie czynność, to znak, że powinnaś dokonać jakichś zmian w swoim życiu. Bez poznawania swoich emocji i potrzeb nie możesz być osobą, jaką chciałabyś być.

 

2. Zmień to, co myślisz

Od Twojego sposobu myślenia zależy, w jakich kolorach widzisz codzienność. Możesz zadbać o siebie, pielęgnując w sobie dwie postawy.

  • Współczucie dla innych i samej siebie

Nikt z nas nie jest idealny. Popełniamy błędy i sprawiamy przykrość inny ludziom. Jeśli wciąż wypominasz samej sobie to, co zrobiłaś źle, tym samym negujesz to, co w Tobie dobre. Przyjrzyj się słowom, które wypowiadasz do innych i do siebie – jak wiele jest w nich krytyki i poprawiania błędów, a jak dużo zrozumienia i wsparcia? Ty również zasługujesz na to, byś samą siebie traktowała ze współczuciem.

  • Wdzięczność

Badania pokazują, że wdzięczność redukuje stres i poprawia samopoczucie. Kiedy skupiasz się na tym, co pozytywne, zmienia się Twoje nastawienie do ludzi. Jesteś bardziej radosna i masz więcej ochoty do życia. Z entuzjazmem podchodzisz do swoich bliskich.

Znajdź jakiś sposób na pielęgnowanie wdzięczności. Prowadź swój pamiętnik wdzięczności; mów swoim dzieciom i mężowi, za co chcesz im podziękować; tuż przed snem przypomnij sobie, co sprawiło Ci radość w tym dniu.

Wdzięczność za dobro mnoży pozytywne rzeczy. Im więcej dziękujesz, tym więcej masz powodów do bycia wdzięczną.

 

Nie jesteś w stanie zmienić wszystkiego od razu. Nawet nie próbuj, bo tylko się sfrustrujesz. Wybierz jeden, niewielki krok, który możesz wykonać jeszcze dziś. Jak możesz zadbać o siebie? Zdecyduj się na wprowadzenie jednej, drobnej zmiany w Twoim zachowaniu lub myśleniu. Praktykuj tę zmianę, ćwicz ją, a następnie przejdź do kolejnej.

Co Ty chciałabyś zmienić w Twojej trosce o samą siebie?

Wewnętrzna harmonia – najważniejsze zadanie mamy

wewnętrzna harmonia

Jako mama każdego dnia wykonujesz setki różnych czynności: dbasz o to, by dzieci zjadły, dobrze się ubrały, wyspały się, przygotowały się do szkoły; rozmawiasz z nimi o ich problemach, uczysz nowych umiejętności… Które z tych zadań jest najważniejsze? Paradoksalnie Twoje najważniejsze zadanie dotyczy Ciebie samej, a nie Twoich dzieci. Jest nią Twoja wewnętrzna harmonia.

Zapraszam na wpis gościnny, którego autorką jest Monika Myszka-Wieczerzak ze strony Dom Dobre Miejsce.

wewnętrzna harmonia

Wewnętrzna harmonia – klucz do szczęśliwego domu

Jestem pewna, że skoro jesteś mamą, to leży Ci na sercu dobro Twoich dzieci. Przypuszczam, że podobnie jak ja, marzysz o tym, by Twój dom był dobrym miejscem dla Twojej rodziny.

Niezależnie od tego, czy mieszkasz w małym domku z ogródkiem czy na dużym blokowisku, czujesz się jako matka odpowiedzialna nie tylko za materialną przestrzeń, która roztacza się wokół Twojej rodziny, ale przede wszystkim – za jakość Waszych wzajemnych relacji. Przecież wszystkie wiemy, że prawdziwy dom to coś więcej niż dach i przysłowiowe cztery ściany. To więź, miłość i oddanie, jakie tworzą się pomiędzy ludźmi, którzy decydują się na życie razem i wspólne wychowywanie potomstwa.

Czy jest więc jakiś prosty przepis na to, by nasze domy stawały się dobrym miejscem i byśmy czuły się naprawdę szczęśliwe i spełnione w tej przestrzeni wzajemnych relacji? Co możesz zrobić jako matka, by znacząco podnieść jakość Twoich stosunków z pozostałymi domownikami?

Myślę, że kluczem jest Twoja wewnętrzna harmonia.

 

Moje osobiste doświadczenie

Od siedmiu lat jestem mamą i obserwuję na co dzień, jak moja wewnętrzna harmonia rzutuje na relacje z pozostałymi członkami rodziny. Jeśli pozostaję w zgodzie z moimi najgłębszymi wartościami i potrzebami, potrafię zdobyć się na wyżyny empatii wobec najbliższych, moja cierpliwość rozciąga się do niewyobrażalnych rozmiarów, a mój spokój promieniuje na całe otoczenie. Gdy jednak choć przez chwilę zapomnę o sobie (a wciąż zdarza mi się to dość często), tracę entuzjazm i radość, które wcześniej odnajdywałam w moim macierzyństwie. Nasze domowe życie zamienia się w pole walki, na którym nie ma wygranych.

Czas, który spędziłam w domu, opiekując się dziećmi, pokazał mi, że moją największą pasją jest inspirowanie innych mam do tego, by z odwagą brały życie w swoje ręce i nie bały się szukać w macierzyństwie przestrzeni dla siebie. Blog o nazwie DoM Dobre Miejsce, którego tworzę od czterech lat, ewoluował razem ze mną i teraz mogę powiedzieć, że dopracowałam się autorskiego projektu rozwojowego zachęcającego mamy, by wewnętrzna harmonia stała się ich priorytetem.

Od pół roku prowadzę Grupę Warsztatową na Facbooku o nazwie Dom Dobre Miejsce, gdzie z innymi mamami pracujemy nad wnętrzem w oparciu o metaforę Domowych Pomieszczeń. Zadaję w niej mamom kluczowe pytania, którymi staram się otworzyć je na świat ich bogatego wnętrza, tak aby mogły zyskiwać więcej przestrzeni dla siebie.

 

Ty też możesz znaleźć przestrzeń dla siebie

Dobrze wiem, że bycie mamą wymaga czasem chwilowego zapominania o sobie i koncentrowania uwagi na tym, co zewnętrzne. Tu nie chodzi tylko o wypełnianie takich domowych obowiązków,  jak: gotowanie, pranie, sprzątanie i odbieranie dzieci z przedszkola. Pewnie sama masz świadomość, że wielką sztuką pośród tych wszystkich bombardujących nas w domowej rzeczywistości spraw jest pamięć o tym, dla kogo tak się staramy. Dla naszych dzieci – oczywiście!

wewnętrzna harmonia

Zapewne nieraz doświadczyłaś tego, że zamiast ścierać podłogę, trzeba wcześniej zająć się emocjami płaczącego trzylatka, dla którego rozlana szklanka mleka to życiowy dramat. Zakładam, że jeśli Twoje pociechy nie osiągnęły jeszcze wieku trzech lat, ścieranie podłogi jest dla Ciebie jeszcze odleglejszą perspektywą. My, mamy – zwłaszcza te świadome, jak ważna jest jakość więzi zbudowanej z potomstwem – dokładnie wiemy, że od posprzątanego mieszkania ważniejsza jest nasza pomoc w zaspokajaniu emocjonalnych potrzeb naszych pociech.

Nasze dzieci – tak nam bliskie – to jednak odrębne światy, a każda próba empatycznego wniknięcia w nie kosztuje wiele energii. Tak, to bardzo ważne zadanie macierzyństwa – budowanie pomostów uwagi łączących nas z odrębnym światem naszych ukochanych dzieci. Nie można w tym jednak zapominać o sobie.

  • Jak często pamiętasz w swoim macierzyństwie o samej sobie?
  • Czy znajdujesz czas i przestrzeń na to, by skoncentrować się nie tylko na domowych obowiązkach i rozwiązywaniu problemów swoich dzieci, lecz na tym, czego Ty chcesz, pragniesz i potrzebujesz?
  • Czy wiesz, że nie jesteś w stanie być dobrą mamą, jeśli nie zadbasz o siebie?

Prawda jest taka, że Twój dom może dobrze funkcjonować tylko wtedy, kiedy Ty sama wewnętrznie dobrze funkcjonujesz. Konflikty, które nosisz w sercu, szybko przełożą się na szereg napięć w Twojej rodzinie. Twoje wewnętrzne nieuporządkowanie uniemożliwi Ci skuteczne opanowanie domowego bałaganu. Zaniedbane potrzeby dadzą o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie, powodując między Tobą a resztą domowników niepotrzebny rozdźwięk.

Dlatego pierwszym krokiem, do którego pragnę Cię zachęcić, jest wyrobienie w sobie nawyku częstego, regularnego kontaktowania się ze swoim wnętrzem. Pamiętaj o tym, gdzie mieszkasz! W samej sobie!

Twoje macierzyństwo też zaczyna się wewnątrz Ciebie i nie chodzi mi tu tylko o cud poczęcia się dziecka w Twoim łonie. Geniusz matki to umiejętność pogodzenia samej siebie z nowa rolą i wyzwaniami, jakie stawia przed nią wychowywanie dzieci. Dbaj o swoje wnętrze, bo to właśnie z niego ma szansę wciąż wypływać miłość, radość i dobro, które ubogacą świat Twoich dzieci.

Jeśli nie masz jeszcze pomysłu na to, jak zająć się swoim wnętrzem, wykorzystaj moje ćwiczenie, które znajduje się poniżej. Jestem pewna, że z czasem Twoje wnętrze samo Cię poprowadzi.
wewnętrzna harmonia

Ćwiczenie rozwojowe

Znajdź chwilę samotności – podczas spaceru, kąpieli, przed snem. Zobacz w wyobraźni swój dom. Miejsce, w którym mieszkasz ze swoją rodziną. Ściany, które odgradzają Was od reszty świata. Drzwi i okna, które Was z nim łączą. Zobacz w tym domu siebie i pomyśl, że sama jesteś jak dom. Ty – dom – wewnątrz Waszego domu.

Spróbuj poczuć, jakim domem jesteś. Dużym czy małym? Otwartym czy zamkniętym? Zapełnionym czy pustym? Nie oceniaj siebie, tylko zaobserwuj. Nie bój się myśli i uczuć, które się pojawią. Najważniejsze, żebyś była ze sobą szczerza i żebyś… Była ze sobą!

Skontaktuj się ze swoim wnętrzem. Uciesz się z faktu, że dostrzegłaś, iż w całym Twoim zatroskaniu o dom, sama jesteś domem. Uwierz, że wszystko, co dotyczy Twojego wnętrza zależy od Ciebie. Możesz dokonać tu wielu zmian i przewartościowań.

Nie wiesz jeszcze jak to zrobić? Mogę Ci w tym pomóc. Artykuł, który właśnie przeczytałaś to fragment mojego e-booka „5 kroków w stronę wewnętrznej harmonii”, który możesz ściągnąć za darmo klikając tutaj. Zapraszam serdecznie!

 

Jak jest u Ciebie? Udaje Ci się zadbać o swoje wnętrze w wirze codziennych obowiązków?

 

Monika Myszka-Wieczerzakwewnętrzna harmonia

animatorka rozwoju osobistego, wspierająca mamy, które potrzebują więcej przestrzeni dla siebie; autorka strony Dom Dobre Miejsce oraz moderatorka Grupy Warsztatowej na Facebooku Dom Dobre Miejsce, autorka warsztatu rozwojowego online „ZADBANA MAMA bez wyrzutów sumienia” oraz cyklicznych webinarów rozwojowych KAWIARNIA MAMY LIDERKI, współtwórczyni podcastu KURS NA PASJĘ, prywatnie: szczęśliwa żona Krzysztofa i mama 7-letniej Lilki oraz 3-letniego Mikołaja, pasjonatka rozwoju osobistego, bliskiego kontaktu z naturą oraz spotkań z ludźmi

Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?

złośc

Byłam ostatnio sama w domu z dwójką dzieci. Młodszy syn się nie wyspał, co chwilę płakał i chciał, abym nosiła go na rękach. Starszy był lekko przeziębiony i od tygodnia nie wychodził na dwór. Energia go rozpierała. Nie słuchał moich próśb o zostawienie w spokoju młodszego brata, co chwilę go zaczepiał. Czułam, jak rośnie we mnie złość. W pewnym momencie nie wytrzymałam i krzyknęłam na syna, żeby w końcu przestał, że mnie denerwuje, że ma mnie słuchać i że mam już tego dość! Po kilku minutach miałam wyrzuty sumienia, że znów nakrzyczałam na dzieci.

złośc

Jak często przeżywasz takie dni: wybuchasz złością i krzyczysz tylko po to, żeby dziesięć minut później przeżywać wyrzuty sumienia, że znów Ci się nie udało? Ja zbyt często.

Kiedy urodziłam dzieci, okazało się, że nie jestem tak cierpliwa, jak o sobie myślałam. Wcześniej prawie nigdy nie zdarzało mi się krzyknąć na kogoś. Owszem, wiedziałam, że mam tendencję do szybkiego zapalania się w emocjach i szybkiego gaśnięcia. Jednak nie wyrażałam ich na zewnątrz poprzez krzyczenie na innych.

Później przyszły pierwsze trudności wychowawcze. Sytuacje, w których nie wiedzieliśmy z mężem, jak się zachować. Co zrobić i powiedzieć, kiedy syn rozrzuca wszystkie zabawki wokół, chociaż prosimy, żeby tego nie robił? Kiedy ucieka nam z placu zabaw w stronę ulicy? Kiedy stuka młodszego brata w głowę, chociaż jemu się to nie podoba? Jak pomóc dziecku się uspokoić, kiedy sama jestem zdenerwowana?

Wtedy temat złości stał mi się szczególnie bliski. Nie wiedziałam, jak sobie z nią radzić. Jak ją wyrażać, by nie krzywdzić innych? Co zrobić, kiedy już jestem wkurzona i mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami?

 

Co to jest złość?

Złość to emocja, tak samo jak jest nią radość, zadowolenie, smutek czy żal. Same w sobie nie są one ani czymś dobrym, ani złym. Po prostu są. Przychodzą i odchodzą.

Najczęściej, kiedy zaczynamy się złościć w jakiejś sytuacji, towarzyszy nam założenie, że przecież mamy prawo się złościć. Syn rozsypał płatki śniadaniowe po całej kuchni. Córka uderzyła inną dziewczynkę w piaskownicy. Mąż nie zrobił zakupów, chociaż trzy razy go prosiłam. Oczywiście, że się złoszczę, przecież oni powinni zachowywać się inaczej!

Kiedy przyjrzysz się z uwagą sytuacjom, w których pojawia się u Ciebie złość, zauważysz pewną prawidłowość. Nigdy przyczyną nie jest samo zachowanie drugiej osoby. Zawsze wiąże się ono z jakimś dodatkowym elementem.

Może spieszysz się akurat do pracy, dzieci nie chcą się ubierać, a Ty tak bardzo nie lubisz się spóźniać. Może Twój starszy syn wciąż bije młodszego, a Ty nie masz pojęcia, jak to zmienić. Może czujesz się zmęczona po całym dniu i nie masz ochoty iść do sklepu, bo Twój mąż nie zrobił zakupów.

złość

Pod złością zawsze jest coś więcej. Jakieś inne uczucie lub potrzeba. Lęk, niemoc, zmęczenie… Złość jest naszą tarczą obronną, bo czujemy, że to, co jest pod nim, czyni nas bezbronnymi.

Potraktuj złość jako posłańca, który przynosi Ci jakąś wiadomość. Mówi Ci coś o Tobie, o Twoim aktualnym stanie, potrzebach, zranieniach z przeszłości. Możesz bardzo dużo od niego się dowiedzieć, jeśli pozwolisz mu mówić.

Naturalnym zachowaniem wielu z nas jest próba wypierania złości. Nie lubimy jej i nieco się jej boimy, więc wolimy ją zostawić w spokoju. Łatwo wpaść w jedną z dwóch skrajności:

  1. udawać przed samą sobą, że nie czuję złości i mieć do siebie pretensje, jeśli ona się pojawi,
  2. wybuchać, krzyczeć na innych lub milczeć ostentacyjnie i uznawać, że tak po prostu wyrażam złość.

Nie zachęcam Cię do wypierania i zaprzeczania złości, które przejawia się w myśleniu: Nie powinnam tak się czuć. Uczucia, którym nie damy dojść do głosu, wchodzą do naszej podświadomości. Działamy pod ich wpływem, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Prędzej czy później wybuchną i już nie będziesz w stanie nic z tym zrobić. Albo zwrócą się przeciwko Tobie, wywołując różne choroby psychosomatyczne.

Złość to posłaniec, który chce przekazać Ci wiadomość. Jeśli ktoś przychodzi do Ciebie z trudną informacją, nie robisz mu przecież krzywdy z tego powodu! Tak samo potraktuj swoją złość. Przyjmij wiadomość, którą niesie. Zwykle chce nam powiedzieć, że trzeba dokonać jakiejś zmiany w naszym codziennym życiu. Jeśli przyjmiesz wiadomość, złość odejdzie, tak jak posłaniec, który został wysłuchany.

Może myślisz sobie: Kiedy się złoszczę, to nie jestem w stanie na spokojnie słuchać, co te uczucia mi chcą przekazać! Jasne, jest to bardzo trudne, szczególnie, kiedy dopiero zaczynasz swoją pracę z emocjami. Możesz to zrobić później, kiedy już się uspokoisz. Zastanów się wtedy: dlaczego wpadłam w złość? Co takiego się pod nią kryło? Jakie inne uczucie? Może jakaś moja niezaspokojona potrzeba? Co powinnam zmienić w swoim życiu?

Odkryj źródło złości i poszukaj rozwiązania. Może po prostu potrzebujesz więcej odpoczywać? Może trzeba porozmawiać o czymś z mężem? Może musicie inaczej zorganizować poranek w Waszej rodzinie, żeby zmniejszyć ilość stresu i pośpiechu? Może należy przyjrzeć się swoim relacjom z rodzicami, bo tam ukryte jest źródło?

Jest w tym jednak pewien haczyk. Złość jest przekaźnikiem ważnych wiadomości o konieczności zmian. Jednak kiedy ją przeżywamy, w naszym ciele zachodzą reakcje, które uniemożliwiają poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań. Co zatem możemy zrobić?

 

Jak radzić sobie ze złością w trakcie jej trwania?

Co zrobić, kiedy czuję, że zalewa mnie złość? Jak sobie poradzić w takiej sytuacji, żeby nie krzyczeć na swoich bliskich? Jak powstrzymać wybuch?

Zmiana zachowania jest czymś bardzo trudnym. Twój mózg ma w sobie zapisane określone sposoby reagowania, które tworzyły się przez wszystkie lata Twego życia. Jeśli od dawna wyrażasz złość krzykiem, jest to dla Ciebie naturalne i przychodzi Ci łatwo. Dobra wiadomość jest taka, że nasz mózg uczy się całe życie i możemy go przeprogramować. Wymaga to czasu i praktyki. Jednak im częściej będziesz reagować w nowy sposób, tym będzie łatwiej.

Z punktu widzenia neurobiologii, kiedy przeżywasz złość, wchodzisz w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj, udawaj martwego). Nasze ciało odbiera sytuację jako zagrożenie i do głosu dochodzi najbardziej pierwotna część naszego mózgu. Tak działa natura: kiedy zagrożone jest życie, organizm przestawia się na fight, flight or freeze, odkładając na bok racjonalne myślenie. Co ciekawe, nasze ciało nie potrafi samo odróżnić prawdziwego zagrożenia życia od mocno stresującej sytuacji. Kiedy Twoje dziecko uderzy młodszego brata, najprawdopodobniej od razu włącza się w Tobie ten mechanizm. Czujesz zagrożenie i reagujesz atakiem.

Dlatego w trudnych dla nas sytuacjach często mówimy rzeczy, których później żałujemy. Dlatego krzyczymy i wybuchamy złością. Czujemy, że dana sytuacja to stan wyjątkowy, awaryjny (emergency) i musimy zareagować na nią natychmiast.

W większości przypadków sytuacje z naszego codziennego życia nie są jednak awaryjnymi. Nie zagrażają bezpośrednio życiu i nie musimy na nie reagować natychmiast. Dlatego cała sztuka polega na tym, aby podjąć decyzję: mogę przeżywać złość, ale nie chcę działać pod jej wpływem. 

Mogę przeżywać złość, ale nie chcę działać pod jej wpływem.

I tutaj rozpoczyna się najtrudniejsza praca. Odwrócenie się od stanu walcz, uciekaj lub udawaj martwego i uczucia, że muszę natychmiast zareagować pod wpływem złości. Jest to najtrudniejszy moment w całym procesie: powstrzymać swoją pierwszą reakcję. Jednak im częściej będziesz to robić, tym łatwiej Ci to będzie przychodzić. Nawet jeśli na początku przerwiesz po minucie krzyku, pierwszy krok zostanie podjęty. Zatrzymałaś się i zreflektowałaś. Następnym razem znów spróbujesz.

 

Plan działania krok po kroku

Przedstawię Ci krótko proces, którego nauczyłam się u dr Laury Markham na kursie Peaceful parent, happy kids.

  1. Stop, drop and breathe

Zatrzymaj się, zostaw na chwilę wszystko, co robisz i odetchnij głęboko. Przestań mówić i działać, naprawdę na chwilę się zatrzymaj.

2. Podejmij decyzję, aby nie reagować, dopóki się nie uspokoisz.

Musisz uznać, że cokolwiek zrobi Twoje dziecko lub Twój mąż, nie jest to sytuacja awaryjna i nie musisz reagować natychmiast. Wyjątek stanowią chwile, kiedy ktoś krzywdzi drugą osobę i pojawia się jakieś realne niebezpieczeństwo. Wtedy możesz działać od razu. W innym wypadku odwróć się na chwilę w drugą stronę, wyjdź z pokoju, ugryź się w język – zrób wszystko, aby nie działać pod wpływem złości.

Dwa pierwsze kroki są najtrudniejsze, bo prawie zawsze czujemy, że dana sytuacja jest naprawdę wyjątkowa i musimy zareagować od razu. Pamiętaj, że takie uczucie jest związane z Twoim ciałem, które nie odróżnia prawdziwego zagrożenia od trudnej dla Ciebie sytuacji. W większości przypadków nie musimy działać natychmiast.

3. Wyrzuć ze swojego ciała nagromadzoną energię

Musisz wykonać jakiś fizyczny akt, który pomoże pozbyć się napięcia. Czasem wystarczy mocno potrząsać rękami. Opryskać twarz zimną wodą. Wykonać kilka głębokich oddechów.

Możesz na chwilkę usiąść i wsłuchać się w swoje ciało. Zobaczyć, jak szybko bije Ci serce. Zapytać, czego teraz potrzebujesz. Napić się szklankę wody. Posiedzieć spokojnie minutę.

Jeśli jesteś z dziećmi w domu, możesz włączyć muzykę i wyrzucić z siebie energię poprzez taniec. Złość powoduje, że w naszym ciele gromadzi się wiele napięcia. Kiedy tańczysz, napięcie zostaje rozładowane. Dodatkowo może się okazać, że dzieci z radością dołączą do Ciebie i w ten sposób zostanie zażegnana kłótnia pomiędzy rodzeństwem.

złość

4. Przedefiniuj sytuację

Impulsywne działanie pod wpływem złości wynika z poczucia zagrożenia. Potrzebujesz zatem od nowa zdefiniować to, co się dzieje dookoła Ciebie. Zachowanie dziecka lub męża nie zagraża Twojemu życiu. Powtarzaj sobie w głowie lub na głos słowa, które pomogą Ci spojrzeć właściwie na sytuację. Przykładowe sformułowania:

  • To nie jest sytuacja alarmowa. Mogę sobie z tym poradzić.
  • Wybieram miłość
  • On nie robi tego po to, aby mi było trudno; w tej chwili jemu jest trudno, dlatego tak się zachowuje
  • To jeszcze dziecko, więc zachowuje się jak dziecko

Ja często korzystam z Wybierz miłość. Kiedy dzieje się coś dla mnie trudnego i męczącego, przypominam sobie to zdanie i powtarzam w głowie, aby pamiętać, że chcę okazać miłość moim bliskim.

Kroki trzeci i czwarty wykonywać można równolegle. Potrzebujemy zarówno zrzucić z siebie napięcie, jak i przedefiniować znaczenie sytuacji.

 

Ja od pewnego czasu uczę się stosować ten system. Jest to na początku bardzo trudne, szczególnie powstrzymanie pierwszego impulsu. Bywa u mnie różnie. Raz mi się udaje, raz nie. Jednak jestem znacznie spokojniejsza niż wcześniej, bo wiem, co mogę robić w stresującej dla mnie sytuacji, mam wachlarz możliwych zachowań. Nawet jeśli w danej chwili mi się nie uda, to po kilku minutach się reflektuję i biorę do pracy. To działa.

I co dla mnie jeszcze ważniejsze: chociaż często udaje mi się powstrzymać od krzyku, nie mam poczucia, że ta złość gromadzi się we mnie po to, by w pewnym momencie wybuchnąć. Pozwalam jej mówić i wtedy odchodzi.

Jak Ty radzisz sobie ze swoją złością?

Jak zmienić męża na lepsze?

Rok po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 r. w USA w telewizji można było obejrzeć wywiady z kobietami, których mężowie zginęli. Prowadzący program zapytał je, jakie zmiany w ich poglądach zaszły w ciągu ostatniego roku. Jedna z kobiet powiedziała: Nie jestem w stanie znieść narzekania kobiet na mężów. Byłabym szczęśliwa, widząc w łazience podniesioną deskę klozetową. Jej odpowiedź bardzo mnie poruszyła. Wszystko dlatego, że jest tak odległa od pytania, które często kołacze się w mojej głowie: jak zmienić męża na lepsze?

jak zmienić męża

Jak zmienić męża na lepsze?

Z moich obserwacji wynika, że bardzo wiele kobiet w pewnym momencie życia zadaje sobie to pytanie. Dostrzegają wady, błędy i słabości swoich mężów. Marzą o tym, aby dokonały się w nich pozytywne zmiany. Mnie też nie jest to obce. Często towarzyszą mi dobre intencje: przecież jak on zmieni to i to, i jeszcze tamto, nasze małżeństwo i nasza rodzina będą o niebo szczęśliwsze!

Czy takie myślenie jest czymś złym? Czy marzenie o tym, aby mąż zmienił pewne zachowania powinnam na zawsze wykreślić ze swojego życia? Jak zmienić męża na lepsze?

Pragnienie dobrych zmian jest piękne i naturalne. Czym innym jednak jest pragnienie, a czym innym – żądanie i wymaganie ich od drugiej osoby. Jeśli pragniesz dobrych zmian – kierujesz się miłością i robisz wszystko, by pomóc drugiej osobie. Jeśli żądasz – naginasz otaczającą rzeczywistość, aby spełnić tylko swoje potrzeby i aby Tobie było wygodnie. A to nie jest droga miłości.

Ponieważ każdy z nas ma wolną wolą, nie jesteś w stanie na siłę nikogo zmienić. Możesz prosić, krzyczeć, błagać, denerwować się, karać milczeniem – jeśli druga strona nie będzie chciała zmiany, nic z tego nie wyniknie. Im szybciej to zaakceptujesz, tym lepiej dla Ciebie. I dla Twojej rodziny.

W mglisty sposób rozumiałam to jeszcze przed ślubem. Byłam przekonana, że mój mąż nigdy nie będzie w stanie zaspokoić wszystkich moich potrzeb. Że moim zadaniem jest go akceptować i wspierać. Że w małżeństwie nie zawsze będzie mi radośnie i przyjemnie. Że nie będę nigdy zastanawiała się, jak zmienić męża na lepsze.

Oczywiście codzienność małżeńskiego życia i tak mnie nieco zaskoczyła. Emocje towarzyszące naszym troskom okazały się na tyle silne, że czasem zapominałam o swoich przed-ślubnych przekonaniach. Koncentrowałam się na tym, co mnie boli, na niezaspokojonych potrzebach, na brakach mojego męża. Nadal czasem to robię.

Regularnie wraca do mnie jednak myśl, że nie tędy droga.

Nie zmienię mojego męża przez:

  • narzekanie na to, co zrobił źle,
  • milczenie, kiedy czuję się zraniona i urażona,
  • wypominanie mu błędów z przeszłości,
  • mówienie o jego brakach przy innych osobach,
  • obrażanie go słowem,

Pomyśl przez chwilę o swojej pracy zawodowej i Twoim szefie (aktualnym lub przeszłym). Z jakim typem człowieka najchętniej współpracujesz? Jakie zachowanie najbardziej motywuje Cię do bycia lepszym pracownikiem? Jeśli Twój szef na każdym kroku punktuje Twoje błędy, jak się z tym czujesz? Jeśli nigdy Cię nie docenia, a zauważa Twoją pracę tylko wtedy, kiedy coś Ci się nie uda, co wtedy? Czy takie działania sprawiają, że chce Ci się zmieniać na lepsze?

Tak samo jest z naszymi bliskimi.

Nie możesz nikogo zmienić na silę. Możesz jednak stworzyć środowisko, w którym druga osoba będzie bardziej skłonna do poprawy. Możesz stać się kimś, kto ma na innych pozytywny wpływ, kto sprawia, że inni chcą się zmieniać. A to dzieje się tylko poprzez zmiany w nas samych.

Nawet jeśli on nigdy nie sprosta Twoim marzeniom, odmienisz w ten sposób równanie Waszego małżeństwa. Jeśli Ty będziesz zachowywać się inaczej, przemianie ulegnie również to, co się dzieje pomiędzy Wami. Nie będziesz musiała zastanawiać się, jak zmienić męża.

W tym miejscu mam ważną uwagę: obie strony w małżeństwie powinny wkładać wysiłek i pracę w związek! Tak byłoby najlepiej, najłatwiej i najszybciej w drodze do szczęścia. Kierując słowa do Ciebie nie twierdzę, że Twój mąż nie powinien wykonywać żadnego działania. Nie zdejmuję z niego odpowiedzialności i nie rozgrzeszam jego wad. Koncentruję się na tym, co Ty możesz wnieść w rodzinę, nawet jeśli Twój mąż nie podziela Twojego entuzjazmu w tym temacie.

 

Tworzenie klimatu do zmian

Czy Twój mąż codziennie zarabia pieniądze na Waszą rodzinę? Bawi się z dziećmi i się nimi opiekuje? Regularnie sprząta Wasz samochód, robi zakupy, jeździ z Tobą w odwiedziny do Twoich rodziców…? Robi cokolwiek dla Ciebie i dla Waszej rodziny?

Każdej z nas grozi pewne niebezpieczeństwo. Coś, co na początku było dla nas ważne i wyjątkowe, może stać się chlebem powszednim. Z każdym dniem coraz trudniej docenić i zauważyć działania, które mąż wykonuje na rzecz domu i rodziny. Szczególnie, jeśli skupisz się na myśleniu, że przecież ja też robię tak dużo dla naszej rodziny, dlaczego mam mu za wszystko dziękować?! Kto MI podziękuje?

jak zmienić męża

Czasem pozytywne cechy męża stają się czymś tak normalnym, że przestajemy je zauważać i doceniać. Natomiast kiedy tylko na horyzoncie pojawi się jakiś błąd i zaniedbanie z jego strony, od razu chcemy to wypunktować i podkreślić.

Każdy z nas ma jakieś wady. Możesz szukać całe życie, a nie znajdziesz człowieka, który by ich nie miał. Ja je mam. Ty również. Twój i mój mąż także. Nasi mężowie mają braki w wiedzy i umiejętnościach. Ale każdy ma również jakieś zalety. Jeden mąż jest złotą rączką i potrafi wszystko w domu naprawić. Inny nie zna się na żadnych sprzętach domowych i nigdy w życiu nie naprawi spłuczki w ubikacji. Jeden uwielbia czytać książki i dyskutować o nich. Inny w rękach miał tylko lektury szkolne, a może nawet wyłącznie ich opracowania.

Słabości mojego męża mogą być mocną stroną męża innej kobiety. Mój wspaniale odnajduje się w towarzystwie, jest rozmowny i otwarty. Inny mężczyzna natomiast ma problemy z nawiązywaniem kontaktów i jest bardzo nieśmiały. Łatwo jest zachwycić się zaletami innych mężczyzn, skupiając się jednocześnie na brakach swojego ukochanego. Możemy wpaść w pułapkę rozmyślania, jak zmienić męża, aby stał się podobny do kogoś innego.

„Regularne negatywne myślenie o mężu zwiększa twoje niezadowolenie z niego i z waszego małżeństwa”

Leslie Vernick

Jak zatem możesz wprowadzić w domu klimat do pozytywnych zmian?

  1. Skup się na mocnych stronach swojego męża.

Jeśli będziesz zamartwiała się słabościami męża, one nie znikną. Myślenie i mówienie o nich zwiększa tylko Twoją frustrację i niezadowolenie. Widzę to u siebie – kiedy moje myśli krążą wokół błędów i braków ukochanego, kiedy myślę, jak zmienić męża na lepsze, czuję się coraz gorzej w naszym domu.

Każdy człowiek chce być doceniony, ważny w czyichś oczach, mieć znaczenie dla kogoś. Jeśli będziesz mówić i myśleć o mocnych stronach bliskich, pomożesz im rozwinąć te obszary, które już w nich cenisz. Jednocześnie może to ich zachęcić do dalszych zmian.

 

2. Załóż, że mąż ma dobre intencje

Wiele kobiet uważa, że skoro mąż kocha, to powinien wiedzieć, co robić, aby sprawić żonie radość. Drażni nas ich nieudolność w nawiązywaniu relacji, małe umiejętności komunikowania uczuć, niewielkie zaangażowanie w wychowanie dzieci… Tym zachowaniom często przyklejamy łatkę: bo mu nie zależy, bo mu się nie chce, bo chce mi utrudnić życieWpadamy w nawyk przypisywania mu złych intencji.

Każdemu zachowaniu męża, które sprawiło Ci przykrość, możesz przypisać jedną z dwóch intencji: albo wykazał się troską o Ciebie, o dzieci, o dom (ale coś mu po drodze nie wyszło), albo z premedytacją utrudnił Ci życie i nie zależy mu na Waszej rodzinie. Jak często przyjmujesz tę drugą opcję?

Od Twojej decyzji zależy, czy będziesz się na niego denerwować, czy wykażesz wdzięczność, jednocześnie pomagając mu nieco skorygować jego działanie.

Pamiętaj, że mąż może po prostu nie wiedzieć, czego od niego oczekujesz i potrzebujesz. Nie każ mu się domyślać. Będziesz się czuła dotknięta, jeśli tego nie zrobi. Ucz się odważnie i bezpośrednio komunikować swoje potrzeby. Mów jasno i konkretnie. Proś o pomoc. Zwróć też uwagę, że prośba jest czymś innym niż żądanie i nakazywanie. Jest ona uprzejma i zakłada możliwość odmowy.

 

3. Odrzuć nierealistyczne oczekiwania

Żaden mąż, nawet ten najwspanialszy, nie jest w stanie zaspokoić potrzeb swojej żony w 100%. Jeśli na to liczysz, będziesz tylko niepotrzebnie męczyć jego i siebie. Rozpoczniesz ciągłą walkę pomiędzy Wami, a frustracja odbierze Ci wszelką radość.

Każda z nas sama odpowiada za swój rozwój i zdrowie emocjonalne – nie nasi mężowie! Potrzebujemy mieć system wsparcia w postaci przyjaciółek, hobby, różnych form wypoczynku, wspólnot religijnych. Jeśli rezygnujesz z tego wszystkiego, wystawiasz samą siebie i swojego męża na wielki stres. Mężczyzna, który czuje ze strony żony presję odpowiedzialności za jej dobre samopoczucie, zwykle czuje się tym przytłoczony. Im większy nacisk z Twojej strony, tym bardziej on będzie się wycofywał. Jeśli czuje, że jego wysiłek Cię nie zadowala, po co ma się w ogóle starać?

jak zmienić męża

Myślę sobie o tym, co napisałam i sama jestem nieco przerażona… Bardzo trudne zadanie przed nami. I wiesz co? Ty sama zdecydujesz, czy chcesz je podjąć. Wybierasz sama: albo pogrążysz się we frustracji, zmęczeniu, smutku i myśleniu jak zmienić męża, albo podejmiesz wysiłek pracy nad sobą i dasz sobie i jemu szansę na bardziej radosną codzienność. Wybór należy do Ciebie.

Podziel się ze mną, co o tym myślisz. Zwariowałam i piszę głupoty, czy mam trochę racji?

 

Inne artykuły z serii „Więcej miłości na co dzień

  1. Potrzeba pewności

2. Potrzeba różnorodności

 

 

Czy popełniasz te błędy w małżeństwie?

błędy w małżeństwie

Do mojego męża przyciągnęło mnie między innymi jego poczucie humoru. Zanim się spotkaliśmy wiedziałam, że mój przyszły mąż musi lubić się śmiać i bawić, tak samo jak ja. Już na pierwszym spotkaniu to zauważyłam: częsty uśmiech na jego twarzy i bijąca od niego radość zauroczyły mnie. Spędziliśmy długie godziny, śmiejąc się z różnych rzeczy razem, żartując, docinając sobie z życzliwością. Wspólna zabawa to jeden z elementów, które spajają nasz związek. Śmiem twierdzić, że jest to rzecz, która powinna być obecna u każdej pary. Popełniamy różne błędy w małżeństwie, a jednym z najmniej zauważanych jest właśnie to.

błędy w małżeństwie

„Lepiej zacznij traktować ZABAWĘ bardziej poważnie, bo los Twojego związku może od niej zależeć!”

Stacey Martino, Relationship Development

Gdzie się podziała zabawa?

Przyglądam się naszemu małżeństwu. Część tej początkowej radości i beztroski gdzieś wyparowała. Widzę to szczególnie po sobie. Dużo trudniej mi wejść z entuzjazmem w proponowane mi gry i zabawy (np. planszowe czy terenowe podczas spotkań z przyjaciółmi). Co takiego się stało? Przecież jeszcze niedawno sama twierdziłam, że mój mąż MUSI mieć wielkie poczucie humoru i lubić się bawić. Co się we mnie zmieniło? Skąd te błędy w małżeństwie, które popełniam?

Z przykrością stwierdzam, że pozwoliłam, aby codzienność przykryła tę część mojej osoby. Nie twierdzę, że już w ogóle się nie śmieję i nie bawię. O nie, to by było nierealne! Kto zna mnie osobiście ten wie, że uśmiech bardzo często gości na mojej twarzy. Podejrzewam, że znaczna część osób określiłaby mnie nawet jako osobę bardzo zabawową. Ja jednak znam siebie najlepiej i wiem, że nieco się zmieniłam. I ta zmiana mi się nie podoba.

Co więc się stało? Przyszła codzienność życia rodzinnego. Obowiązki domowe. Płaczące dzieci, którymi trzeba się zajmować podczas spotkań z przyjaciółmi. Zmęczenie nadmiarem zadań do wykonania. Z tym wszystkim pojawiło się poczucie, że nie mam w tej chwili czasu/siły/chęci na żarty i śmiechy. Ja tu wykonuję poważną pracę i potrzebuję, aby ktoś mnie wspierał i pracował razem ze mną, a nie sobie żartował! Kiedy czuję się przytłoczona obowiązkami mamy, nie w głowie mi zabawa.

Wyobraź sobie konkretną sytuację (przykład zaczerpnęłam z opowieści Stacey Martino, której słowa pojawiły się na początku artykułu). Stoisz przy kuchence i gotujesz obiad. Wokół kręci się trójka dzieci. Najmłodsze zaczyna płakać, bo rozlało mu się mleko z kubeczka. Starsze marudzi, że nie ma koszulki, która jest mu potrzebna na jakieś zajęcia w szkole. Średnie zaczepia najmłodsze i zaczyna się między nimi kłótnie. Jesteś zmęczona i sfrustrowana, najchętniej wyszłabyś z domu i trzasnęła drzwiami. W tym momencie do kuchni wkracza mąż i rzuca w Twoją stronę dwuznaczny żart o tym, co chciałby robić w tej chwili z Tobą zamiast siedzieć tutaj z dziećmi.

Co dzieje się w tym momencie w Tobie?

Stacey mówi, że odpowiedź większości kobiet, z którymi pracuje, wyrażałaby się w słowach typu: Czyś ty zwariował?! Zawsze musisz sobie tylko żartować, to jakby mieć czwarte dziecko w domu! Lepiej mi pomóż ogarnąć tę sytuację, a nie się śmiejesz!

Niestety w większości przypadków ja bym się też tak zachowała. Tym sposobem straciłam okazję do rozluźnienia się i krótkiego oddechu od stresującej sytuacji. Mąż zaprosił mnie do przyjemnej zabawy, a ja odrzuciłam propozycję. Następnym razem dwa razy się zastanowi, zanim znów mnie zaprosi. Może widzisz, że Twój mąż śmieje się i żartuje w relacjach z innymi, a z Tobą jest często poważny? Może właśnie dlatego?

Znasz te błędy w małżeństwie z własnego doświadczenia?

błędy w małżeństwie

Co daje nam wspólna zabawa?

Przypomnij sobie Wasze pierwsze chwile spędzane razem. Co robiliście? Ile czasu przeznaczaliście na beztroskie bycie ze sobą (spacery, rozmowy przy kawie, taniec, gry itd.), a ile na wspólne obowiązki? A jak to wygląda teraz? Czy zabawa nie została zastąpiona pracą na rzecz dzieci i domu?

Wraz z założeniem rodziny przychodzą nowe zadania i obowiązki. Trzeba zarobić pieniądze na codzienne życie, ugotować, uprać, sprzątnąć, wyprawić dzieci do przedszkola lub szkoły… Dzień wydaje się zbyt krótki, aby zdążyć ze wszystkim. Często wybieramy to, co pilne, a beztroską zabawę spychamy na jutro – bo teraz jestem zmęczona, bo muszę jeszcze zrobić to i tamto. 

Z naukowego punktu widzenia zabawa wspiera wytwarzanie ważnych dla nas hormonów – endorfin. Wydzielają się one między innymi podczas wysiłku fizycznego, śmiechu, tańca czy współżycia seksualnego. Są to hormony szczęścia, która sprawiają, że jesteśmy zadowoleni z życia i czujemy, że możemy góry przenosić.

Jeśli zabawa wiąże się z kontaktem fizycznym, dostajemy dodatkowo zastrzyk oksytocyny, która wzmacnia więź pomiędzy dwoma osobami i daje poczucie bliskości. To hormon, który pomaga nam nawiązywać relacje.

Mówiąc w skrócie, wspólny śmiech i beztroska wzmacniają nasze więzi i dają poczucie szczęścia w relacji z drugą osobą. Bez nich będzie nam dużo trudniej je osiągnąć.

 

Lekceważone błędy w małżeństwie

Na hasło błędy w małżeństwie, w internecie najczęściej natykam się na informacje o braku rozmowy, tłumionych emocjach, wtrącaniu się rodziców czy skupianiu na pracy zamiast na relacji z małżonkiem. To wszystko prawda. Jednak oprócz poznania języka miłości Twojego męża, nie lekceważ również znaczenia zabawy we wspólnym życiu.

To ona pomaga nam zachować pozytywne myślenie w obliczu trudności dnia codziennego. Daje nam chwilę oddechu w dniu wypełnionym pracą i obowiązkami. Odnawia nasze siły, dzięki czemu z nowym entuzjazmem ruszamy w wir pracy. Wspiera nawiązywanie relacji z dziećmi i z mężem. 

Dla wielu mężczyzn naturalnym sposobem rozluźniania atmosfery są żarty i śmiech. Kiedy facet widzi drugiego faceta zmagającego się z jakimś problemem, raczej nie będzie go pocieszał i pytał, jak się z tym czuje. Zamiast tego rzuci jakiś żart i zaprosi przyjaciela do wspólnego śmiechu. To jego naturalny sposób postępowania w takich sytuacjach (dlatego często mąż w ten sposób postępuje wobec swojej żony).

Ja jako kobieta często potrzebuję, by w obliczu problemów ktoś mnie wysłuchał i dał mi wsparcie. Dlatego śmiech i żarty w takiej sytuacji mnie irytują. Dziś zastanawiam się nad tym, co stałoby się, gdybym poddała się tej beztrosce, którą w takiej sytuacji proponuje mój mąż? Niekiedy to robię i przyznam, że nigdy tego nie żałuję! Żarty i śmiech rozładowują napięcie. Później przychodzi czas na spokojne porozmawianie o tym, co się dzieje.

błędy w małżeństwie

Jak wypełnić dzień radością i śmiechem?

Jakiś czas temu usłyszałam, że umiejętność zabawy jest jak mięsień – im więcej ją ćwiczymy, tym lepiej nam wychodzi. Zgadzam się z tym, bo widzę, że im mniej zabawy w moim życiu, tym później trudniej mi do niej wrócić. Jak zatem znaleźć czas i siły na nią?

Zacznij od małych kroczków. Nie potrzebujesz dużej ilości wolnego czasu i zorganizowanego wyjścia poza dom z mężem. Zaproście zabawę do swojej codzienności. 

Jak zaczynacie swój dzień? Zamiast wprowadzać poranny stres  i pośpiech, włącz Waszą ulubioną muzykę i śpiewajcie razem, przygotowując się do wyjścia z domu. Wydaje Ci się to nierealne? Chociaż spróbuj. Kiedy gotujesz obiad podśpiewuj sobie lub tańcz przy kuchence. Te proste gesty mogą zupełnie odmienić przebieg Waszego dnia.

Pozwólcie Waszym dzieciom, aby pomogły Wam we wprowadzeniu zabawy do Waszej rodzinnej codzienności. One są w tym najlepsze. Nasz syn uwielbia udawać, że jest kimś innym, niż naprawdę: raz jest Zygzakiem McQuinnem, raz Dusty Popylaczem, innym razem kotkiem lub dinozaurem. Twoje dziecko zapewne też lubi takie udawanki. Przyłączcie się do niego! Bądźcie rodziną kotów lub skaczących królików. Modulujcie głosy, gadajcie głupoty i na chwilę zapomnijcie o tym, że jeszcze tyle obowiązków do wykonania.

Jeśli Twój mąż żartuje w najmniej oczekiwanym przez Ciebie momencie, nie strofuj go od razu. Odetchnij głęboko i spróbuj odpowiedzieć mu tym samym. Sprawdź, jak to wpływa na Twoje uczucia i na całą sytuację. Może okaże się to świetnym sposobem na radzenie sobie z drobnymi stresami codzienności?

Jeśli macie możliwość, wyjdźcie gdzieś razem. Sami lub całą rodziną. Pójdźcie na spacer (chociażby na plac zabaw), jedźcie na wycieczkę rowerową, odwiedźcie pobliski park rozrywki. Zróbcie coś tylko po to, by pobyć ze sobą i wspólnie coś przeżyć. Odłóż na ten czas telefon, skup się na swoich bliskich. Bądź z nimi, słuchaj ich, śmiej się z tego, co ich śmieszy.

Taki czas beztroskiej zabawy jest Wam potrzebny regularnie. Nie raz na kilka miesięcy, ale codziennie. Może trwać kilka minut, a może to być zorganizowane wyjście na kilka godzin do zoo lub do lasu. Nawet jeśli będziesz naprawiać inne błędy w małżeństwie, a to zaniedbasz, Wasza relacja utknie w martwym punkcie. Dbałość o tę sferę pomaga również zaspokoić potrzebę różnorodności w Waszym wspólnym życiu.

Małżeństwa, które dobrze się ze sobą bawią i potrafią wprawić się nawzajem w śmiech, lepiej radzą sobie z codziennymi problemami. Ja chcę przeżyć swoje życie ciesząc się nim i dzieląc tę radość z moim mężem. A Ty?

Zachęcam Cię, abyś przyjrzała się Waszej relacji i szczerze odpowiedziała sobie na pytanie: jak dużo wspólnej zabawy i radości w niej jest? Czy popełniamy te błędy w małżeństwie i eliminujemy śmiech, beztroskę i żarty? Jeśli tak, co mogę zrobić, aby zacząć zmianę już dziś? Jak sprawić, by to stało się naszym codziennym nawykiem?

 

Jak jest u Was? Czy zabawa jest stałym elementem Waszego małżeństwa? Jakie zajmuje miejsce w Waszej relacji?

 

Inne posty z serii „Więcej miłości na co dzień”

  1. Potrzeba pewności

2. Potrzeba różnorodności

3. Potrzeba znaczenia

Sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi

sposób na bycie szczęśliwą

Co to jest szczęście? Każdy z nas może podać swoją własną definicję. I wszystkie mogą się od siebie różnić. Nie ma jednej, właściwej odpowiedzi na to pytanie. Wszystko zależy od tego, co jest ważne dla danej osoby. Dla mnie szczęście oznacza przede wszystkim zachowanie zawsze iskierki nadziei, że to, co się dzieje, jest dla mnie dobre. Nawet jeśli cierpię i płaczę, doświadczając jakiegoś problemu – jeśli mam głęboko w sobie przekonanie, że w końcu wyjdzie z tego dobro, jestem szczęśliwa. Czy jest zatem jakiś uniwersalny sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi?

sposób na bycie szczęśliwą

Każda z nas boryka się z problemami. Niekiedy są to małe trudności dnia codziennego: dziecko nie chce się ubierać do przedszkola lub mąż wrócił zdenerwowany z pracy i powiedział jakieś przykre słowo. Czasem jest to poważna choroba kogoś w rodzinie, utrata pracy lub postępujący kryzys w związku.

Nawet te małe, codzienne problemy potrafią nieźle namieszać w mojej głowie (szczególnie, jeśli nie zadbam o zaspokojenie mojej potrzeby odpoczynku). Kolejna awantura ze strony syna o to, że chce oglądać jakąś bajkę poważnie nadwyręża moją cierpliwość. Czuję przypływ złości, żalu i frustracji: co ja mam mu powiedzieć, żeby w końcu zrozumiał, że nie może? Dlaczego on mi to robi? Dlaczego nie możemy po prostu spokojnie przeżyć tego popołudnia?

Nieomal każdy dzień niesie ze sobą jakieś konflikty z bliskimi. Nieporozumienia małe i duże. Jedno słowo, wypowiedziane nie w porę, może prowadzić do wielkiej awantury. Czasem konflikt jest utajony: na zewnątrz wszystko jest w porządku, ludzie odzywają się do siebie, ale jakby bardziej chłodno, formalnie, z dystansem. Odgradza ich od siebie piętrzący się żal, zranienia, poczucie bycia skrzywdzonym.

 

Co zwykle dzieje się w czasie konfliktu?

Kiedy pojawia się jakiś konflikt mamy do wyboru dwie opcje: zignorować go albo próbować coś z nim zrobić, jakoś go rozwiązać. W jaki sposób?

  • Rozmawiamy o tym, co czujemy, co nas denerwuje, czego potrzebujemy
  • Krzyczymy na siebie nawzajem, bez oporów wyrzucając z siebie wszelkie frustracje, ból i poczucie krzywdy
  • Milczymy, czekając, aż ta druga strona zareaguje, bo dlaczego to ja zawsze pierwsza mam próbować się dogadać?

To tylko niektóre możliwe strategie. Ile osób, tyle sposobów reagowania w obliczu kłótni. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że często trudno jest wrócić do codzienności po kłótni, zachowując w sercu radość i pogodę ducha. W wielu przypadkach konflikt nie zostaje rozwiązany w sposób satysfakcjonujący dla którejś ze stron. Jedna osoba nadal czuje się nie wysłuchana, ma żal i pretensje. Inna ma wrażenie, jakby to ona zawsze musiała ustępować. Jeszcze inna denerwuje się, że już tyle razy prosiła o coś, a jej prośba ciągle nie została spełniona i kłótnia wybucha co chwilę na nowo.

Konflikty są chlebem powszednim większości małżeństw i rodzin. Ponieważ różnimy się od siebie charakterami, temperamentem, potrzebami, siłą rzeczy pojawiają się tarcia. Czasem kilka, kilkanaście razy dziennie. Nawarstwiające się emocje odbierają nam spokój, myśli kotłują się w głowie i coraz trudniej skupić się na tym, co dobre. Niekiedy spór ciągnie się latami i wydaje się, jakby już nigdy miał się nie skończyć. Czasem sytuacja wygląda beznadziejnie: tracisz nadzieję na jej poprawę i wzajemne zrozumienie. Jeśli przestaniemy mówić do siebie językiem miłości, coraz trudniej zawrócić z drogi nieporozumień.

sposób na bycie szczęśliwą

Co do tego wszystkiego ma tytułowe szczęście?

Otóż trudno znaleźć sposób na bycie szczęśliwą, jeśli:

  • skupiam się na żalu, poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości,
  • mam wrażenie, że ja zawsze mam pełną rację, a druga strona myli się w 100%,
  • ciągle rozpamiętuję przykre słowa, które usłyszałam w trakcie kłótni,
  • chowam w sercu urazę i nie chcę przebaczyć wyrządzonej mi krzywdy,
  • wychodzę z kłótni z sercem pełnym goryczy i niechęci i pozwalam, aby te uczucia przejęły nade mną kontrolę – pielęgnuję je, podkręcam i zaczynam działać pod ich wpływem.

Nawet, jeśli w jakimś stopniu te uczucia mają swoją podstawę w zachowaniach drugiej osoby, co z tego? Jeśli wiesz, że to druga strona przyczyniła się do powstania kłótni, czy to sprawia, że jesteś bardziej szczęśliwa? A może to właśnie kurczowe trzymanie się tych negatywnych myśli powoduje, że jest Ci źle?

To od Ciebie zależy, czy jesteś szczęśliwa.

Nawet jeśli druga osoba w jakikolwiek sposób Cię skrzywdzi. Nawet jeśli to ona wywoła kłótnię. Od Ciebie zależy, co z tym zrobisz.

Od Ciebie zależy, czy jesteś szczęśliwa, nie od okoliczności Twojego życia.

W tym znajduje się mój sposób na bycie szczęśliwą.

Słuchałam ostatnio rozmowy z Kristi Ling, autorką książki „Operation happiness”. Przez prawie 30 lat życia zmagała się ona ze smutkiem, poczuciem bezsensu i zmęczeniem. Pewnego dnia obudziła się w środku nocy, zlana potem, z szybko bijącym sercem. Uświadomiła sobie, że jeśli nic nie zmieni w swoim życiu, skończy się to jakąś chorobą. Zrobiła zwrot o 180 stopni i zaczęła szukać odpowiedzi na pytanie, jak być szczęśliwym.

Jej odpowiedź jest zaskakująca: poczucie szczęścia to nie coś, co przychodzi samo z siebie. To raczej praca. Nad samym sobą, swoimi myślami, swoim postrzeganiem świata. U większości ludzi naturalną tendencją są raczej negatywne myśli, które oddalają nas od poczucia szczęścia. Kiedy przychodzi trudna sytuacja, np. konflikt, pierwszą reakcją jest skupianie się na poczuciu bycia niezrozumianym i pokrzywdzonym.

Jest to tendencja naturalna dla wielu osób, ponieważ tak jest zaprogramowany mózg większości z nas. Ewolucja, nasze dzieciństwo i wiele naszych dorosłych decyzji spowodowały, że nasz mózg jest skłonny do rozpamiętywania tego, co negatywne i bolesne. Dlatego przychodzi to nam tak łatwo i szybko: nasz mózg reaguje w sposób utrwalony przez lata poprzednich zachowań. Takie reagowanie stało się nawykiem,

Dlatego szczęście wymaga pracy. Musisz pokonać naturalną tendencję do skupiania się na tym, co bolesne i negatywne: rozpamiętywania krzywdy i raniących słów, zatrzymywania w sobie urazy i niechęci. Jeśli pozwolisz, aby one przejęły nad Tobą kontrolę, będziesz tkwić w zamkniętym kręgu smutku i skrzywdzenia.

Oczywiście możesz tam zostać. Możesz trzymać się negatywnych myśli i uczuć, nikt Ci tego nie zabroni. Jednak jeśli chcesz być szczęśliwa, musisz je odpuścić. Bolesne myśli wobec męża, dzieci i w końcu samej siebie. Poczucie krzywdy i niezrozumienia. To jest sposób na bycie szczęśliwą.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jak się za to zabrać? Jedne rzeczy łatwiej jest odpuścić, inne znacznie trudniej. Jedne krzywdy są ogromne i zostają z nami na bardzo długo. Inne są łatwe do zostawienia za sobą. To Ty sama zdecyduj, na co jesteś dziś gotowa. Ja podpowiem Ci pewien sposób, który może ułatwić Ci ten proces. Szczególnie pomocny będzie on w przypadku codziennych konfliktów. Duże krzywdy mogą wymagać wsparcia kogoś z zewnątrz i wiązać się z długim procesem przebaczenia.

 

Sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi

W trakcie trwania konfliktu lub po jego zakończeniu, przywołaj na myśl te dwa słowa. Niech one przemienią Twoje postrzeganie całej sytuacji.

 

1) Przepraszam, przykro mi

Możesz być zaskoczona, że zaczynam od takiego stwierdzenia. Dlaczego mam przepraszać, jeśli to nie ja wywołałam kłótnię? Ogromnie trudna jest umiejętność brania na siebie odpowiedzialności za nieporozumienie. Pamiętaj jednak, że nieomal w każdym konflikcie masz chociaż malutki udział. Jeśli nawet nie w jego powstaniu, to jak wyglądała Twoja reakcja na to, co zrobiła druga osoba? Czy nie była dla niej bolesna i krzywdząca?

Ten etap jest bardzo trudny, a jednocześnie wyzwalający. Daje szansę na przebaczenie, bo pozwala zobaczyć, że ja również mam swój udział w tym, co się dzieje. To jak biblijne szukanie najpierw belki w swoim oku po to, by wyciągnąć drzazgę z oka bliźniego.

 

2) Dziękuję

Zobacz, co jest dobre w Waszej relacji. Podziękuj w myślach za to. Skup się na pozytywach. Wejdź w postawę wdzięczności. Dostrzeż nawet najmniejszą sprawę. Jeśli konflikt dotyczy osoby Ci bliskiej, na pewno znajdziesz jakieś dobro w Waszej relacji.

Wdzięczność bardzo zmienia naszą postawę, pozwala skupić się na tym, co dobre, a nie na tym, co negatywne. W każdej relacji są jakieś nieprzyjemności. Jeśli zwracasz uwagę tylko na nie, cierpią na tym wszyscy. Koncentrowanie się na wadach i słabościach drugiej osoby powoduje, że bledną i przestają mieć znaczenie jej zalety. Jeśli zobaczysz pozytywny wokół siebie, zmienia się również Twoje samopoczucie.

sposób na bycie szczęśliwą

Jeśli szczerze powiesz (nawet w swoich myślach): przepraszam i dziękuję, jesteś gotowa do naprawy relacji. To jest mój sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi.

Na początku może to być trudne. Tak jak pisałam, jeśli Twój mózg przyzwyczaił się do innego zachowania. Musisz mu pomóc nabyć nowy sposób zachowania. To wymaga czasu i praktyki. Im częściej będziesz praktykować te dwa słowa, tym łatwiej będą Ci przychodzić.

W naszej rodzinie codziennie się przepraszamy i przebaczamy sobie nawzajem. Dzięki temu możemy każdy kolejny dzień rozpocząć z czystym kontem. Tak realizuję mój sposób na bycie szczęśliwą.
&bsp;

Jak radzisz sobie z sytuacjami konfliktowymi w domu? Jak one wpływają na Twoje poczucie szczęścia?

Jaki jest język miłości Twojego męża/żony?

język miłości

W artykule: Każdy z nas lubi okazywać i otrzymywać miłość w inny sposób. To właśnie nasz język miłości. Dlaczego poznanie tego języka ma ogromny wpływ na Twoją relację małżeńską? Przeczytaj!

Do mojej wyobraźni bardzo mocno przemawia metafora kubeczka na miłość.

Zetknęłam się z nią pierwszy raz w kontekście dzieci. Wielu autorów posługuje się nią, aby pokazać, że dziecko zachowuje się dobrze tylko, jeśli jego kubeczek na miłość jest wypełniony. Kiedy czuje brak więzi z rodzicem, a jego potrzeby emocjonalne są niezaspokojone, wtedy wybucha gniewem, krzyczy, płacze itp.

Jaki związek ma to jednak z małżeństwem?

I czym jest ten tytułowy język miłości?

 

język miłości

 

Nie tylko dzieci mają taki kubeczek na miłość, my, dorośli, także. Jedną z naszych głównych potrzeb jest chęć bycia kochanym, zauważonym, docenionym przez drugą osobę. Widzę to w swoim życiu bardzo wyraźnie. Kiedy z jakiegoś powodu nie czuję się w pełni kochana tak, jak tego potrzebuję, świat nagle traci swoje kolory. Szybciej wpadam w złość, mniej się uśmiecham, trudniej mi wypowiedzieć życzliwe słowa w kierunku mojego męża.

Kiedy kubek na miłość jest pusty, nie mam co dać innym.

Twój mąż/żona również ma taki kubek. Nosi go ze sobą codziennie i każdego dnia musi być na nowo wypełniany.

Podsunę Ci dziś propozycję, która dla mnie była bardzo odkrywcza. Znalazłam ją w książce „5 języków miłości” Gary’ego Chapmana. On również posługuje się metaforą zbiornika na miłość i podpowiada, jak można skutecznie wypełniać potrzebę bycia kochanym u swojego małżonka.

„Gdy zbiornik na uczuciową miłość twojego współmałżonka jest wypełniony i czuje się on bezpiecznie, doświadczając twojej miłości, cały świat nabiera kolorów, a twój mąż czy żona osiąga w życiu największe spełnienie. Jeśli jednak ten zbiornik jest pusty, a twój współmałżonek nie czuje się kochany, lecz wykorzystywany, postrzega życie w ponurych barwach i prawdopodobnie nigdy nie wykorzysta swoich możliwości związanych z czynieniem dobra w świecie”.

„5 języków miłości”, Gary Chapman

Dlaczego to jest takie trudne, aby mówić językiem miłości?

Zacznijmy od początku.

Kiedy zakochujemy się, jesteśmy wpatrzeni w drugą osobę jak w obrazek. Niesie nas fala zauroczenia: bez problemu poświęcamy się dla niej, dajemy jej wszystko, co tylko mamy: swój czas, pracę, dobre słowa, upominki. Wszystko, by uczynić ją szczęśliwą.

I jesteśmy przekonani, że tak będzie całe życie. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że moglibyśmy zrobić coś, co skrzywdzi ukochanego, ani, że on mógłby zrobić coś takiego wobec nas.

Kiedy mija etap zakochania (średnio trwa on ok. 2 lata), obie strony zaczynają walczyć o swoją niezależność. Pokazują swoje potrzeby i zaczynają oczekiwać, że będą one spełnione.

 

Zachowanie osoby przed ślubem jest motywowane siłą obsesji zakochania i wcale nie wyznacza tego, co ta osoba będzie robiła po ślubie! Kiedy opada fala zauroczenia, znów stajemy się takimi osobami, jakimi byliśmy przed zakochaniem się.

Nasze zachowanie w małżeństwie wynika ze sposobu postrzegania przez nas miłości, naszych emocji, pragnień i tego, co widzieliśmy w małżeństwie naszych rodziców. I może być bardzo odległe od naszych działań w stanie zakochania przed ślubem.

To dlatego wiele osób czuje, że po ślubie ich ukochany/ukochana się zmienia. Rzeczywiście może zachowywać się inaczej – jest to znak, że na nowo stał się sobą, takim, jakim był, zanim się zauroczył.

Na tym etapie z całą mocą możemy doświadczyć tego, że miłość jest decyzją, a nie wyłącznie uczuciem. Dopiero teraz mogę zdecydować, że będę okazywać miłość mojemu mężowi, nawet jeśli nie wspiera mnie w tym siła zakochania, buzujące hormony i motylki w brzuchu.

 

5 języków miłości

Przejdźmy do konkretów.

Jak okazywać miłość, aby wypełnić kubek mojego męża, nawet jeśli nie jest to już dla mnie takie proste, jak na początku?

Chapman wyróżnia pięć różnych języków, którymi można wyrażać swoją miłość. Każdy z nas ma dominujący jeden lub dwa z nich. Czujemy się kochani, kiedy ktoś okazuje nam miłość w danym języku. Może robić dla nas bardzo wiele, poświęcać się w różny sposób, ale jeśli nie trafia w język, którym my się posługujemy, nasz kubek nadal pozostaje pusty.

Jest to przyczyna frustracji wielu małżonków. Jedna strona ma poczucie, że bardzo się stara, robi dużo, okazuje miłość, jak tylko potrafi, a druga ciągle czuje się niekochana. Taka sytuacja może prowadzić do wielu nieporozumień, goryczy u obu osób, złości i żalu.

Sprawa z językami miłości jest bardziej skomplikowana, niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka.

Żądanie od drugiej osoby, aby okazywała mi miłość tak, jak ja chcę, to Relacja Pełna Wymagań, która nie przyniesie pożądanych owoców. Mogę prosić o określony sposób okazywania mi miłości, ale wymaganie tego nie będzie prowadziło do budowania relacji.

Z jednej strony warto poznać swój język miłości (aby lepiej zrozumieć siebie). Z drugiej – jest możliwe, aby nauczyć się, jak przyjmować miłość w innym języku, niż to dla mnie najbardziej naturalne. Dzięki temu nawet, jeśli małżonek okazuje mi miłość inaczej, niż początkowo bym chciała, potrafię ją przyjąć i napełnić nią mój kubek na miłość. Dodatkowo mogę go prosić o takie działania, które są dla mnie najbardziej satysfakcjonujące. Wtedy on będzie czuł, że nie jest do niczego zmuszany, ale raczej zapraszany.

Budowanie relacji nie może opierać się na wymaganiach, ale na współpracy i porozumieniu.

 

Języki miłości według G. Chapmana

1. Pierwszy język miłości – Wyrażenia afirmatywne

Miłość możemy wyrazić za pomocą dobrych słów. Oto kilka konkretnych przykładów:

  • Słowa ośmielające – kiedy Twój mąż/żona mówi o czymś, co chciałby/chciałaby zrobić, ale czuje się w tym niepewnie, możesz wesprzeć go/ją, wypowiadając słowa zachęty. W ten sposób pokazujesz, że jest dla Ciebie ważny/a, że słuchasz i uważasz, że jest w stanie wykonać to, co sobie zamierzy. Jeśli w takiej chwili wypowiadasz słowa pełne wątpliwości co do umiejętności i wiedzy męża/żony, w ten sposób podcinasz mu/jej skrzydła.
  • Uprzejme słowa – wyrażanie swoich uczuć i potrzeb z życzliwością dla drugiej strony, bez wyrzutu, osądu i potępienia; przebaczanie błędów i zaczynanie każdego dnia z czystą kartą, bez wypominania tego, co było wczoraj
  • Słowa pełne pokory – wypowiadanie próśb do drugiej osoby z pokorą i życzliwością, niczego nie wymuszając, np. „Czy zrobisz dziś znów ten pyszny makaron?” zamiast „Czy my nie moglibyśmy choć raz zjeść czegoś dobrego?”
  • Wypowiadanie na głos cech współmałżonka, które w nim cenisz (mówienie o nich również w towarzystwie innych osób).

pięć języków miłości

2. Drugi język miłości – Dobry czas

Okazywanie miłości w tym języku polega na całkowitym skupieniu swojej uwagi na drugiej osobie – siedzenie obok siebie, patrzenie sobie w oczy, rozmowa, wspólne wykonywanie jakiejś czynności, kiedy uwaga jest skierowana na nas, a nie na samą tę czynność.

  • Skupiona uwaga – kluczem jest tu skierowanie swojej pełnej uwagi na drugą osobę, na to, co mówi, jak się czuje.
  • Dobra rozmowa – elementem składowym tego języka miłości jest również rozmowa. Chodzi o dialog, w którym obie strony dzielą się swoimi uczuciami, przemyśleniami, pragnieniami w niezakłóconych okolicznościach. Ważne przede wszystkim jest to, co usłyszymy od drugiej osoby – dajemy jej szansę, aby powiedziała o tym, co dzieje się w jej sercu.
  • Mówienie o swoich emocjach – aby okazać miłość w tym języku, musimy również uczyć się mówić o sobie, o tym, co czujemy.
  • Dobre zajęcia – wspólne spędzanie czasu na jakiejś czynności, która sprawia radość drugiej osobie. W ten sposób otrzymuje ona komunikat, że jest ważna, że jej ulubione czynności mają również znaczenie dla małżonka.

 

3. Trzeci język miłości – Przyjmowanie podarunków

Dla niektórych osób prezenty są szczególnie ważnym elementem miłości. Mogą mieć różną wartość materialną, wielkość i barwę. W większości przypadków nie chodzi o to, aby były to podarunki kosztowne. Liczy się pamięć o drugiej osobie i chęć sprawienia jej radości. Może wystarczyć mała karteczka z napisem „Kocham cię”. Takie prezenty są widoczną oznaką miłości.

  • Upominki mogą być ręcznie robione, może to być piękny kamyk znaleziony na plaży, czekoladki albo drogie kolczyki. Wszystko zależy od Twojej aktualnej sytuacji życiowej.

 

4. Czwarty język miłości – Drobne przysługi

Część osób szczególnie ceni sobie to, że ktoś wykonuje dla nich jakąś pracę. Dotyczy to najczęściej spraw związanych z domem. Mąż umył naczynia lub skosił trawę, żona ugotowała pyszny obiad i posprzątała łazienkę. Osoby posługujące się tym językiem miłości czują się kochane, kiedy współmałżonek wykonuje dla nich drobne przysługi.

  • Skarga męża/żony na brak wykonania jakiejś pracy może być dla Ciebie wskazówką, co jest dla niego/dla niej szczególnie ważne.

 

5. Piąty język miłości – Dotyk

Dotyk wyrażający miłość w małżeństwie może przybrać bardzo różne formy. Zaczynając od delikatnego dotknięcia ramienia męża/żony, kiedy przechodzi obok, przez masaż ramion po powrocie z pracy, aż do zjednoczenia w akcie małżeńskim. Każdy z nas ma ulubione rodzaju dotyku i okazywanie miłości drugiej osobie polega na uszanowaniu jej oczekiwań w tym względzie.

  • Jeśli wiesz, że językiem miłości Twojego męża/żony jest dotyk, tylko Twoja wyobraźnia ogranicza Cię w sposobie okazania mu miłości. Dotknij jego/jej nogi pod stołem, kiedy jecie obiad, obejmij go/ją podczas spotkania z innymi, rozpocznij zbliżenie od masażu stóp. Całe ciało Twojego współmałżonka może stać się miejscem okazywania mu, że jest dla Ciebie ważny.

 

język miłości

 

Wiesz już, jaki jest Twój język miłości, a jaki Twojego męża/Twojej żony?

Jeśli nie, na koniec podaję Ci trzy pytania, które pomogą Ci to odkryć. Zaczerpnęłam je również od Chapmana:

  1. Która z rzeczy, które robi Twój mąż/żona, rani Cię najbardziej? Przeciwieństwo tego co sprawia Ci największy ból jest prawdopodobnie Twoim językiem miłości.
  2. O co najczęściej prosisz swojego małżonka?
  3. W jaki sposób najczęściej wyrażasz swoją miłość? Zwykle wyrażamy miłość tak, jak chcemy, aby nam ją okazywano.

Odkrycie swoich języków miłości to dla małżonków wspaniała szansa na pełniejsze odpowiadanie na swoje potrzeby. Mój język miłości to dobry czas i powiem Ci, że wspaniale było sobie to uświadomić i nazwać. Wiem teraz, o co chcę prosić mojego męża i na co szczególnie zwracać uwagę.