Jak mówić o swoich emocjach, aby zostać usłyszanym?

jak mówić o emocjach?

W artykule: Nie wiesz, jak mówić o emocjach? Spotykasz się ze ścianą z drugiej strony i nie masz pojęcia, co z tym zrobić? Przeczytaj artykuł.

Czy zdarzyło Ci się, że chciałeś powiedzieć komuś o tym, jak się czujesz, a zostało to odebrane jako atak na tę osobę? Albo zostało zignorowane? Albo ktoś próbował przekonać Cię, że nie, na pewno wcale tak się nie czujesz, jak to przedstawiasz?

Dlaczego tak jest? Skąd te trudności w porozumieniu? I jak to zmienić: jak mówić o swoich emocjach, aby zostać usłyszanym? 

 

Zanim przejdziemy do tematu, chcę zaznaczyć: wszystko, co piszę w moich artykułach dotyczy problemów w relacjach, a nie problemów z uzależnieniami, przemocą lub chorobami psychicznymi. Te trudności wymagają odrębnych rozwiązań. Pochodzą one z tych obszarów, nie z obszaru budowania relacji. Nie zapominaj o tym. Jeśli dotyczy Cię kwestia uzależnienia w rodzinie, przemocy lub chorób psychicznych, poszukaj wsparcia u specjalistów w tych tematach.

 

Punkt zapalny

Kilka miesięcy temu byliśmy na ślubie i weselu naszego przyjaciela. Mój mąż, Adrian był świadkiem i wspólnie zdecydowaliśmy, że weźmiemy również nasze dzieci. Szłam tam z entuzjazmem i nadzieją, że będzie nieco czasu, aby spędzić wspólnie, potańczyć z moim mężem i porozmawiać z nim. Wiedziałam, że będą z nami dzieci, więc pojawią się utrudnienia. Jednak na weselu miały być inne dzieci, więc liczyłam na to, że będą bawić się wspólnie.

Ponieważ mój mąż był świadkiem, siedzieliśmy przy stole pary młodej. Ułożenie sali spowodowało, że ten stół był oddalony od pozostałych. Od początku Adrian angażował się w różne obowiązki świadka, a ja stałam obok. I z każdą chwilą czułam się coraz gorzej. 

 

jak mówić o emocjach?

Czułam się strasznie samotna…

Towarzyszyło mi narastające napięcie w ciele i wielka gula w gardle. Miałam trudności ze spojrzeniem mojemu mężowi w oczy, czując, że w każdej chwili mogą polecieć z nich łzy. Czułam się coraz bardziej samotna. Większość naszych przyjaciół przyszła jednak bez dzieci. Ja z naszymi siedziałam przy stole daleko od nich. 

W głowie pojawiały mi się różne myśli: “Po co ja tu w ogóle jestem? Gdyby mnie nie było, wyszłoby na to samo, nikt by nawet nie odczuł różnicy… A Adrian? Dla innych ma czas i uwagę, a ja muszę się narzucać, żeby ze mną porozmawiał…” 

Fakty, były takie, że mój mąż zajmował się naszymi dziećmi, jeśli tylko tego potrzebowały. Prosił mnie do tańca, uśmiechał się, zagadywał. Kiedy nasza córka Karolina, była zmęczona, chciała być na rękach głównie u mnie. Jednak Adrian bardzo starał się ją przejąć, zagadać, wziąć na ręce. Czasami się to udawało, ale ostatecznie ja ją nosiłam i tańczyłam z nią na rękach, bo już nie chciała pójść do nikogo innego.

Pomimo tego czułam jakby ścianę pomiędzy mną a innymi ludźmi, szczególnie moim mężem. Doskwierał mi smutek, żal, poczucie samotności i bycia z dala od wszystkich. Z każdą chwilą się powiększał. 

 

Gdy ogarniają Cię nieprzyjemne emocje…

Wiedziałam, że nie jest to dobry czas na rozmowę z moim mężem. Podczas takich wydarzeń, kiedy jeszcze spoczywa na nim odpowiedzialność związana z byciem świadkiem, jest mu trudno oderwać myśli i uwagę od tego, co dzieje się w danym miejscu. Byłam też pewna, że w tym momencie ja nie jestem w stanie mu o tym powiedzieć w konstruktywny sposób, a on nie będzie w stanie usłyszeć mnie pomimo kiepskiej formy komunikatu.

Niegdyś w takiej sytuacji, próbowałabym już podczas wesela powiedzieć coś Adrianowi albo zaraz po jego zakończeniu stwierdziłabym, że źle się tam czułam, bo miałam wrażenie, że zwraca uwagę na wszystkich wokół, tylko nie na mnie. 

Jaki efekt miały jednak takie komunikaty? Po moich słowach mój mąż siedział i milczał. Ja z każdą chwilą czułam, że gula w gardle rośnie coraz bardziej. Po mojej głowie krążyły myśli: “Zrób coś w końcu, powiedz coś!”. Zwykle z płaczem wychodziłam z pokoju, rzucałam się na poduszkę i szlochałam. Miałam poczucie, że on mnie nie rozumie i nie kocha. 

Tak było kiedyś w naszym małżeństwie. Takie “rozmowy” kończyły się większym nieporozumieniem i potrzebowaliśmy sporo czasu, aby wrócić do siebie.

 

jak mówić o emocjach?

Dlaczego mąż Cię nie słucha, gdy mówisz o emocjach?

Jeśli jesteś kobietą i czytasz powyższe słowa, jakie myśli rodzą się w Twojej głowie? Może: “U nas jest tak samo, nic się nie da mu powiedzieć, wszystko traktuje jako atak albo milczy!” Jeśli utożsamiasz się z tymi sytuacjami, być może nie wiesz jak mówić o emocjach. Dlatego czytaj dalej, bo mam dla Ciebie zaskakujące wieści.

Dziś wiem, że to ja sama wydobywałam z niego właśnie taką reakcję.

Nie, nie dlatego, że jemu nie da się nic powiedzieć i nie chce wiedzieć, jak się czuję. Raczej dlatego, że mój sposób mówienia stawiał go na pozycji obronnej albo wywoływał poczucie porażki. Swoimi słowami pokazywałam mu, że mnie zawiódł – a to nie jest przyjemny stan dla żadnego mężczyzny.

 

Jak poradziłam sobie w opisanej wyżej sytuacji?

Zaopiekowałam się sama sobą na tyle, na ile potrafiłam. Zaczęłam stosować znane mi sposoby na wrócenie do równowagi, jednocześnie dążąc do wzięcia odpowiedzialności za to, co się we mnie dzieje:

  • Zastanawiałam się, za co mogę być w tej chwili wdzięczna – na przykład za sam fakt bycia w tym miejscu wspólnie z całą rodziną. 
  • Zatrzymywałam się na odczuciach w moim ciele, oddychając głęboko i pozwalając im, by przeminęły.
  • Zagadywałam naszych przyjaciół, skupiając uwagę na nich i ciesząc się wspólnym czasem.

Możesz wyobrazić sobie opisywane teraz działania jako małe dawki jedzenia, które regularnie spożywasz, aby utrzymać swoje ciało w dobrym stanie. Nawet, jeśli są bardzo małe, jesteś w stanie przetrwać, chociaż czasem wiąże się to z kiepskim samopoczuciem.

Te działania pomagały na jakiś czas, później znów wracały nieprzyjemne doznania i myśli. Ten wieczór spędziłam zmagając się sama ze sobą. Spokój przeplatał się z frustracją i zniechęceniem. Ostatecznie jednak widziałam go jako czas zwycięstwa. Miałam też pewność, że przyjdzie odpowiedni moment na wyciągnięcie wniosków z tego, co się wydarzyło i rozmowę z moim mężem.

 

Jak mówić o emocjach by zostać wysłuchaną?

Następnego dnia te wydarzenia wciąż do mnie wracały. Zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło. Skąd we mnie te doznania, myśli i emocje? Przeszłam przez proces, który opisałam w poprzednim rozdziale. Byłam gotowa na rozmowę.

Wieczorem powiedziałam mojemu mężowi:

Adrian, bardzo Cię kocham i cieszę się, że mogliśmy być razem na tym weselu.

Dziękuję, że zajmowałeś się dziećmi i tak bardzo starałeś się przejąć Karolinę, kiedy była zmęczona. Chcę, żebyś wiedział, że to dla mnie był trudny czas. Chcę się podzielić tym, co działo się u mnie, Ty nie zrobiłeś nic złego. Szłam na to wesele z oczekiwaniem, że będziemy mieć więcej czasu i uwagi dla siebie nawzajem. W sumie nawet Ci o tym jasno nie powiedziałam… A później się w tym pogubiłam: wiedziałam, że w każdej chwili dzieci mogą przyjść i było mi trudno szybko przechodzić od bycia z nimi do beztroskiego tańca z Tobą. Ty byłeś świadkiem, byliśmy daleko od reszty, inni byli bez dzieci i rozmawiali ze sobą i trudno było mi się w tym wszystkim odnaleźć.

W przyszłości bardzo by mi pomogło, gdybyś dał mi kilka minut pełnej uwagi, żebym poczuła, że jesteś tylko ze mną, że patrzysz tylko na mnie. Natomiast tak czy siak ja będę pracować nad tym, jak się czuję w podobnych sytuacjach”. 

 

To był komunikat, który mu przekazałam. Oczywiście nie brzmiał on dokładnie tak, jak teraz napisałam. Był przerywany słowami Adriana i na pewno niektóre odczucia ubrałam w inne stwierdzenia. Kiedy powiedziałam mu, co by mi pomogło, wspólnie zaczęliśmy się śmiać. Mój mąż powiedział, że przecież wiem, że to jest nierealne. On w takich sytuacjach jest jak pies, który nie wie, na czym skupić swoją uwagę i biega to tu to tam – to są jego własne słowa.  

Sens moich słów był następujący: ściana, którą czułam pomiędzy mną, a innymi, pochodziła ze mnie, a nie z tego, co robił on. On dawał mi uwagę, dobre słowa, obecność na miarę swoich aktualnych umiejętności (i wcale nie było tego mało). To ja byłam jakby za ścianą i jego działania do mnie nie docierały. 

 

Jak mówić o emocjach w sposób, który buduje Twoje małżeństwo?

W tego typu sytuacjach, kiedy nakłada się na siebie wiele różnych czynników (miejsce, duża ilość wrażeń, ludzie wokół nas), rzadko mówię mężowi o swoich emocjach na gorąco. Nie dlatego, że nie można tego robić od razu. Dlatego, że zwykle nie jestem w stanie tego zrobić w sposób, który nas do siebie zbliży.  W opisanej sytuacji potrzebowałam kilka godzin, żeby zrozumieć, co się we mnie dzieje i nie obwiniać Adriana o to, jak się czuję. 

Krótka rozmowa, którą odbyliśmy, sprawiła, że staliśmy się sobie bliżsi. On lepiej mnie zrozumiał i następnym razem będzie wiedział, co się u mnie dzieje. Ja sama lepiej rozumiem siebie i mogę spokojnie zastanowić się, czego potrzebuję, aby przeżywać takie sytuacje spokojniej. 

Nie sugeruję, że nie można mówić o emocjach od razu. Podam Ci teraz kilka wskazówek, czym warto się kierować. Dzięki temu sama zdecydujesz, kiedy wolisz to zrobić “na gorąco”, a kiedy odczekać nieco czasu. 

 

Kilka wskazówek jak mówić o emocjach

Zacytuję najpierw fragment z książki „The Ten-Second Miracle”, autorstwa Gaya Hendricksa. Jest on bardzo doświadczonym terapeutą, który już kilkadziesiąt lat pracuje w tym zawodzie i dzieli się swoim doświadczeniem w książkach i programach, które stworzył wspólnie z żoną.  

Jest tylko jeden sekret tego, by poczuć się równym z innymi ludźmi: zauważ wszystko, na co narzekasz, zarówno na głos, jak i cicho w swojej głowie i zadeklaruj pełną odpowiedzialność za obecność danej rzeczy w swoim życiu. Weź głęboki oddech i powiedz: “To ja spowodowałem pojawienie się tego.” Pójdź jeszcze dalej i zakończ bycie ofiarą, deklarując: “Mogę protestować, ile tylko chcę, ale to nie zmieni faktu, że zawsze jestem odpowiedzialny za to, w jakim kierunku podąża moje życie”.

 

Autor podkreśla, że to musi być 100% odpowiedzialności, nie 98% i nie 102%. W chwili, kiedy bierzemy więcej lub mniej, zaczynamy traktować siebie jako ofiarę albo zaczynamy być prześladowcą drugiego człowieka.

Kiedy bierzesz swoje 100% i jednocześnie zostawiasz przestrzeń dla drugiej osoby, żeby ona mogła wziąć jej 100%, wchodzisz w obszar swojej sprawczości. Wtedy możesz szukać rozwiązania dla nurtującego Cię problemu. 

Nie jesteś w stanie mądrze, szczerze i otwarcie mówić o swoich emocjach, jeżeli nie bierzesz 100% odpowiedzialności za to, co się dzieje w Tobie.

 

jak mówić o emocjach?

Co się dzieje, gdy bierzesz na siebie 100%?

W swojej książce Hendricks podkreśla, że wielu ludzi, kiedy słyszy coś takiego, odczuwa lęk. Co będzie, jeśli ja zacznę brać 100%, a inni nie? Autor odpowiada jednak, że jego kilkudziesięcioletnie doświadczenie pokazuje, że jest to jedyny sposób, żeby zainspirować innych, żeby również wzięli swoje 100%. Wiąże się z ryzykiem i rodzi obawy, ale tylko on ma szansę powodzenia. 

Nie obwinianie, wytykanie błędów, pokazywanie, co inni zrobili źle. One nie inspirują, mogą jedynie skłonić kogoś do chwilowego podporządkowania się.

Kiedy byliśmy na weselu to ja czułam smutek, żal i samotność. To było moje doświadczenie i to ja zrobiłam mnóstwo rzeczy, żeby się we mnie pojawiło. Oczywiście, że moje “wywoływanie” tego doświadczenia było nieświadome. Pochodziło z mechanizmów, których używam, żeby zaspokajać potrzeby czy wzorców skupiania uwagi. Mój mąż dawał to, co był w wtedy w stanie dać. Gdybym była gotowa, żeby to przyjąć, mogłabym poczuć miłość i bliskość z nim. 

 

„To ja tworzę wszystkie swoje emocje, czy jest to smutek, złość, strach czy radość.” 

To jeszcze jeden cytat z Hendricksa. Dlatego pierwszym krokiem w mówieniu komuś o swoich emocjach jest wzięcie 100% odpowiedzialności za to, co czujesz i czego doświadczasz.

 

Jak mówić o emocjach, by wziąć na siebie 100% odpowiedzialności?

Jest to jeden z powodów, dla których często mówię o swoich emocjach później, już po zakończeniu trudnej dla mnie sytuacji. Kiedy wiem, że nie umiałabym powiedzieć, co czuję, biorąc 100% odpowiedzialności za to, wolę nic nie powiedzieć. Zawsze jednak wykorzystuję ten czas na to, aby zaopiekować się sobą. Korzystam ze wsparcia innych osób. Reguluję swoje emocje. Przygotowuję się do rozmowy. 

Nie, nie zamiatam problemów pod dywan, nie ukrywam tego, co się we mnie dzieje i nie udaję, że wszystko jest ok. Raczej wykorzystuję moje umiejętności, aby naprawdę wyrazić siebie w sposób, który nas zbliży do siebie, zamiast nas oddalić. Nie myl jednego z drugim: powstrzymanie się od mówienia w niektórych sytuacjach nie oznacza udawania, rezygnowania czy podporządkowania się. To byłoby budowanie małżeństwa na rozbitym szkle, a do tego nigdy nie będę Cię zachęcać.

W opisanym wypadku to świadoma decyzja, by przygotować się do tego, co przede mną.

Później, kiedy wrócę do siebie i jestem gotowa wziąć odpowiedzialność, zaczynam mówić. Ale ten pierwszy krok jest fundamentem, na którym opiera się wszystko.

 

Powyższy artykuł to fragment e-booka „Jak sobie radzić, kiedy emocje przejmują kontrolę?”. Jeśli chcesz go przeczytać, aby poznać cały proces mówienia o swoich emocjach, wszystkie informacje znajdziesz tutaj (KLIKNIJ). 

Jedno działanie, które zmieni całe Twoje życie (i możesz je wykonać natychmiast)

Nosiłam córkę, Karolinę, w nosidełku, czekając aż zaśnie. Dwaj synowie bawili się cicho w pokoju obok, przygotowując animację poklatkową na telefonie mojego męża, Adriana. Mąż brał prysznic w łazience.

Spacerowanie po pokoju z Karoliną w nosidełku trwało już ponad pół godziny. Mała ciągle coś mówiła, śpiewała, rozglądała się… Zwykle nie ma większych trudności z zasypianiem, natomiast tym razem było inaczej.

W pewnej chwili zaczął dzwonić telefon Adriana i chłopcy zaczęli go szukać po całym domu, hałasując przy tym. Kiedy mąż skończył rozmowę i w domu zrobiło się cicho, chwilę później znów zabrzmiał dźwięk dzwonka – tym razem był to budzik w jego telefonie, ustawiony na godzinę 13:00, by przypomnieć nam o taryfie na prąd.

Przedłużające się zasypianie córki wzbudziło u mnie sporo nieprzyjemnych emocji. Szalę przelało powtórne brzęczenie telefonu i w mojej głowie pojawiła się myśl:

„No błagam, czy on nie mógłby tego telefonu wyłączyć?! To przez niego nie mogę jej normalnie położyć spać!

Po kilku sekundach uśmiechnęłam się jednak do siebie w duchu. Wow, nawet w tak drobnej sprawie ten okropny nawyk daje o sobie znać! Potrzebuję coś z nim zrobić, bo to on zatruwa mi życie.

 

Chcesz wiedzieć, o jaki nawyk chodzi?

I w jakim sensie zatruwa mi życie?

Obejrzyj poniższe nagranie, które pochodzi z konferencji „Potrzeby. Klucz do spełnionego życia”, którą poprowadziłam w listopadzie 2019 r. w Warszawie. Wyplenienie tego jednego nawyku dokona znaczącej poprawy w całym Twoim życiu!

 

Zaskakujący pomysł na to, co zrobić, kiedy ktoś Cię obraża

ktoś mnie obraża

W artykule: Co możesz zrobić, kiedy czujesz, że ktoś Cię obraża?

Jeden z naszych synów przez pewien okres swojego życia nazywał członków naszej rodziny kupą.

Robił to, kiedy znajdował się w sytuacji, w której nie umiał sobie poradzić. Ktoś zrobił coś, co było dla niego bardzo nieprzyjemne, albo coś mu zabrał i on nie umiał tego odzyskać. Najczęściej “obrywało” się jego rodzeństwu, ale czasem te słowa kierował do mnie lub do mojego męża, mówiąc płaczliwym głosem: „Mama/tata to kupa!”

Zdarzyło Ci się coś podobnego? Podejrzewam, że tak, wielu rodziców ma tego typu doświadczenia. Co zrobić, kiedy dziecko „mnie obraża”?!

 

Jak mogę zareagować, kiedy ktoś „mnie obraża”?

Są dwie główne możliwe reakcje, kiedy dziecko kieruje do mnie tego typu słowa:

  1. Mogę poczuć się tym obrażona i zareagować zgodnie z tym doświadczeniem.

“Czemu on tak do mnie mówi? Przecież na to nie zasłużyłam, jestem jego mamą, która troszczy się o niego, pomaga mu, a on mnie obraża!”

Do czego zaprowadziłyby mnie takie myśli?

Prawdopodobnie próbowałabym “dochodzić swoich praw”, pokazując synowi na różne sposoby, że nie może tak do mnie mówić. Jestem jego mamą, która jest ważna i wartościowa i nie zasługuję na takie traktowanie.

Mogłabym ze łzami w oczach mówić, że jest mi bardzo przykro, kiedy tak mnie traktuje, bo bardzo mnie to boli i rani.

Albo mogłabym się wściec i na niego wyrzucić te emocje.

 

Tego typu zachowania niewiele by jednak zmieniły w tym, co się dzieje w naszym domu.

 

Są dzieci, na które łatwo jest wpłynąć i u nich mogłoby to przynieść efekt. Moja reakcja wywołałaby u takiego dziecka poczucie winy i prawdopodobnie przestałoby się tak zachowywać. Problem jest jednak taki, że zmiana w jego zachowaniu płynęłaby ze strachu i chęci podporządkowania się. Nie z empatii i zrozumienia, że tego typu zachowanie może być nieprzyjemne dla innych.

U innych dzieci takie zachowanie rodzica raczej wzmogłoby bunt, nie ucząc niczego.

dziecko mnie obraża

2. Mogę też wziąć moją potrzebę znaczenia w swoje ręce i zaspokajać ją w inny sposób niż “wymuszanie” na dzieciach określonych zachowań. Następnie z tej pozycji zareagować w sposób, który ułatwi dziecku uczenie się nowego zachowania.

Czy kierowane przez dziecko w moją stronę słowa: “Jesteś kupą” mówią cokolwiek o mnie?

Czy muszę udowodnić, że nią nie jestem?

Nie, tak naprawdę to są śmieszne słowa, które nie mówią nic o mnie jako o człowieku. Płyną z bezsilności dziecka, z tego, że nie umie sobie poradzić z jakąś sytuacją.

To nie ma na mnie żadnego wpływu, nie robi mi żadnej krzywdy, nie muszę mu udowadniać, że jestem wartościowa.

Dopiero, kiedy mam w sobie to mocne przekonanie o tym, kim jestem i że tego typu słowa nic mi nie odbierają, wtedy jestem gotowa, by zareagować w konstruktywny sposób.

 

Co możesz zrobić, aby dokonać prawdziwej zmiany?

W niektórych momentach rozwiązaniem było przytulenie naszego syna i powiedzenie do niego miękkim głosem: “Kochanie, jest ci teraz tak trudno, tak bardzo mi przykro, że twój brat nie chce się z tobą bawić…” Kiedy pokazałam mu, że jestem obok i może sobie popłakać, poprzednie zachowanie traciło rację bytu. Dopiero później, znacznie później, był czas na podkreślenie, że takie słowa mogą być raniące i nieprzyjemne.

Czasami rozwiązaniem stawał się żart i przekierowanie na siebie “ataku”, a odwrócenie go od drugiego dziecka, które nie bardzo umiało sobie z nim poradzić: “Patrz, ja jestem kupą! Tańczącą, wesołą kupą, która teraz coś dla ciebie zaśpiewa!” To pozwalało rozładować napięcie i szybko podnieść stanometr “atakującego”, co z kolei prowadziło do lepszego zachowania.

Powyższe sposoby zachowania rodzica nie są dla Ciebie jasne i intuicyjne? Gorąco zachęcam Cię do przejścia przez kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”. Poprowadzę Cię krok po kroku przed konkretne rozwiązania rodzicielskie (informacje o kursie znajdziesz TUTAJ). Dodam jeszcze, że ostra, nieprzyjemna reakcja rodzica na takie zachowanie dziecka może mieć różne źródła, tutaj wspomniałam tylko o jednym, jakim jest poczucia urażenia.

 

Reakcja wspierająca i rozładowująca napięcie wymaga od rodzica spokoju i pewności siebie. Dlaczego takie słowa z ust dziecka miałyby Cię urazić?! Jeśli jednak odbierzesz je jako obrazę i brak szacunku, sam sobie wytrącasz z ręki narzędzia do dokonania zmiany w tej sytuacji. Stawiasz się na pozycji kogoś, kto musi odzyskać coś, co mu zabrano. Chcesz wykazać swoją niewinność, udowodnić, że jesteś wartościowy i nie zasługujesz na takie traktowanie.

A wtedy nie ma miejsca na to, aby wyjść naprzeciw potrzebom dziecka. Nie jesteś też w stanie nauczyć go umiejętności, które są niezbędne w życiu.

 

A co, kiedy obraża mnie ktoś dorosły?!

Zaczęłam od przykładu z dzieckiem, bo jest nam łatwiej na tej podstawie zrozumieć pewne sprawy.

Kiedy ktoś mówi o Tobie rzeczy, o których wiesz, że nie są prawdziwe, nie ma potrzeby dochodzenia swoich praw, udowadniania, że jest inaczej, spierania się i awanturowania.

Chyba, że z pokazania prawdy płynęłoby jakieś większe dobro dla wszystkich osób, wtedy warto o to zabiegać – w moim odczuciu to jedyny powód, dla którego warto byłoby to zrobić. Ale nie dlatego, że musisz wykazać, że z Tobą jest wszystko w porządku. Jeśli masz pełne przekonanie, że tak jest, jakie znaczenie ma to, co mówi o Tobie jakaś inna osoba?!

kiedy ktoś mnie obraża

Ryan Holiday w książce “Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy” opowiada historię boksera Rubina „Huragana” Cartera. Robił on karierę w latach 60, ale został oskarżony o potrójne zabójstwo w wyniku strzelaniny. Odbył się proces, został uznany za winnego i skazany na potrójne dożywocie. 

Spędził dziewiętnaście lat w więzieniu, a po tym czasie został uniewinniony. Rozumiesz? Dziewiętnaście lat! Dwie dekady życia, które mógłby spędzić, rozwijając karierę boksera, tworząc rodzinę i realizując marzenia. Zamiast tego siedział za kratkami, jedząc marne jedzenie i śpiąc na niewygodnej pryczy. Jak sądzisz, miał chyba pełne prawo czuć się obrażony? 

Po swoim procesie poprosił o rozmowę z kierownikiem więzienia. Spojrzał mu w oczy i powiedział, że cokolwiek się wydarzy, on nie odda nikomu jednej rzeczy, którą zawsze może mieć w swojej kontroli: samego siebie. Stwierdził, że wie, że strażnicy więzienni nie mają nic wspólnego z tą niesprawiedliwością, która go spotkała, więc będzie tutaj do momentu, kiedy zostanie wypuszczony, ale nigdy nie pozwoli, żeby ktoś traktował go jak więźnia, bo nim nie jest.

Czy pojawiły się u niego nieprzyjemne emocje? Jestem pewna, że tak. Złość, może strach, niepewność, żal, frustracja… On jednak nie pozwolił, żeby przejęły nad nim władzę, pamiętając, że zawsze jest coś, co on może kontrolować. Jest to jego sposób myślenia, reakcje na to, co się dzieje, intencje, myśli i przekonania. 

Spędził więc ten czas, wykorzystując go dla swojego dobra: czytał książki i rozwijał się. Nie pozwolił, żeby to doświadczenie zniszczyło jego życie. Co jeszcze ciekawsze, kiedy wyszedł z więzienia i został uniewinniony, nie złożył żadnego wniosku o przyznanie rekompensaty za to, co się stało. Był przekonany, że gdyby to zrobił, uznałby, że Ci ludzie coś mu zabrali, a oni nic mu nie zabrali, bo on na to nie pozwolił

Ta historia jest dobrą ilustracją do sentencji Marka Aureliusza:

 

Wybierz to, żeby nie czuć się zranionym i nie będziesz czuł się zranionym, a kiedy nie będziesz czuł się zranionym, to tak naprawdę do tego zranienia nie doszło”. 

 

Po przeczytaniu tej historii byłam poruszona tym, że mam wybór. Zawsze mam wybór, jak zinterpretuję to, co się wokół mnie dzieje i co z tym zrobię. W każdych okolicznościach to ja decyduję, jak będę postrzegać tę sytuację i co z nią zrobię. 

“Huragan” mógłby pogrążyć się w poczuciu niesprawiedliwości, bo go obrazili i zranili. Miałby w pewnym sensie rację, ale co by mu to dało? Spędziłby swoje życie w rozgoryczeniu, złości i żalu. Kiedy wyszedłby z więzienia, walczyłby o swoje prawa i kolejne lata życia stracił na odzyskiwaniu tego, co stracił. 

On uznał, że nie pozwoli, żeby ktoś mu cokolwiek odebrał. To był jego wybór. 

Przywołuję tę historię po to, żeby pokazać, że poczucie bycia urażonym przez czyjeś zachowanie to wybór. To Twoje doświadczenie, które rozgrywa się w Tobie – to nie jest rzeczywistość, obiektywny fakt, ale wybór, którego dokonujesz. To Ty decydujesz, czy cudze zachowanie zinterpretujesz przez filtr „on mnie obraża”, czy może użyjesz zupełnie innego. Na przykład:

On sam czuje się źle sam ze sobą i próbuje poczuć się lepiej, krytykując innych. Ja nie muszę w tym brać udziału, wiem, kim jestem. Po prostu zakończę tę rozmowę.”

W ten sposób nie osłabiasz siebie, wprost przeciwnie: wzmacniasz się i stajesz się gotowy na nowe rozwiązania.

jak stać się silną

W jaki sposób myślenie: „On mnie obraża” zaspokaja Twoje potrzeb?

Dlaczego więc czasami tak łatwo nas urazić? Dlaczego dokonujemy wyboru, aby właśnie w taki sposób patrzeć na świat wokół nas?

Poczucie bycia obrażonym przez cudze zachowanie zaspokaja w nas potrzebę znaczenia. Pojawiają się wtedy myśli: “Nie zasłużyłem na to, to niesprawiedliwe, jak ktoś może mnie tak traktować, kim on jest, żeby to robić, jak on śmie”. Pielęgnowanie tych myśli i przechodzenie od nich do działania, sprawia, że czujemy się ważni i wartościowi. 

Przeczytaj jeszcze raz uważnie to, co napisałam powyżej. Taki sposób myślenia o potrzebach może być dla Ciebie czymś zupełnie nowym. Potrzeby możemy zaspokajać nie tylko za pomocą działania, ale również poprzez myśli i doświadczenia, które w sobie pielęgnujemy.

Jeżeli nie masz innych, wzmacniających sposobów na zaspokajanie tej potrzeby, nieświadomie będziesz wykorzystywać tego typu chwile, aby się podbudować i poczuć, że jesteś ważny (bo przecież pokazujesz to przez poczucie urażenia i niesprawiedliwości, czy dążenie do wykazania swojej niewinności lub cudzego błędu). 

Ten mechanizm ma jednak swoją słabą stronę. Opiera się niejako na odwróconej kolejności wyciągania wniosków. Jeżeli naprawdę jesteś ważny i wartościowy jako człowiek, sposób traktowania Cię przez kogoś innego nie ma na to żadnego wpływu i nic w tym temacie nie zmienia. Jego słowa krytyki czy przewracanie oczami na to, co powiesz, nie mają tak naprawdę żadnego znaczenia dla tego, kim jesteś. Tak samo nie mają na to wpływu słowa pochwały…

Nie musisz nic udowadniać i wykazywać. To, co inni mówią czy robią to ich sprawa i to oni ponoszą ewentualne konsekwencje tego, że używają negatywnych mechanizmów na zaspokojenie swoich potrzeb (na przykład krytykując Ciebie). Ty możesz być spokojny i pewny, że wciąż jesteś tym, kim jesteś, tak samo ważny i wartościowy, jak wcześniej. 

 

Czy w ten sposób staniesz się dla innych wycieraczką?

Takie funkcjonowanie otwiera drogę do szukania prawdziwych rozwiązań. Przeskakujesz etap awanturowania się, dochodzenia swoich praw i udowadniania, jak bardzo ktoś się myli.

Zamiast tego możesz uczyć się, jak budować życie zgodnie ze swoimi priorytetami i potrzebami. Pomimo krytyki czy zachowań innych, z którymi Ci nie po drodze. Bo, wbrew powszechnemu myśleniu, zrezygnowanie z “dochodzenia swoich praw” i wykazywania swojej niewinności nie jest równoznaczne z uleganiem i pozwalaniem, aby inni traktowali Cię jak wycieraczkę.

Kiedy czujesz się dobrze w swojej skórze i nie patrzysz na świat przez filtr: „Czy on mnie obraża mnie nie?”, możesz zareagować w nowy sposób. Nie musisz uczestniczyć w czymś, co jest dla Ciebie szkodliwe. Możesz spokojnie zakończyć rozmowę, jeśli to konieczne. Wyjść z pomieszczenia. Zaspokoić potrzeby tej osoby w inny sposób, dzięki czemu jej poprzedni mechanizm staje się niepotrzebny. Wybór należy do Ciebie.

Ale najpierw musisz wyjść z myślenia: „On mnie obraża, muszę coś z tym zrobić”.

 

Zachęcam Cię więc, abyś zaczął mówić samemu sobie: STOP. Kiedy pojawi się u Ciebie odczucie bycia urażonym przez to, co mówią lub robią inni, powiedz do siebie: ”

 “Stop. Odmawiam, aby te emocje, które się we mnie pojawiły, narzuciły mi sposób interpretowania tej sytuacji. Nie chcę patrzeć przez filtr: „Ktoś mnie obraża”. Wiem, że jestem wartościowym i ważnym człowiekiem, bez względu na to, co powiedzą inni. Oczywiście nie jestem idealny i ludzie mają prawo zwracać mi uwagę, kiedy widzą jakieś błędy. Chcę ich słuchać, natomiast to, co mówią nie jest prawdą o mnie.” 

Nawet, jeśli w pierwszej chwili nie całkiem wierzysz w te słowa, zacznij je do siebie mówić. Stopniowo zauważysz, że zaczynają one kiełkować i skłaniać Cię do dokonania zmian w tym, co myślisz o samym sobie. A to otwiera furtkę do kolejnych, wielkich zmian.

 

Powyższy artykuł jest fragmentem e-booka o emocjach. Odkrywam w nim tajemnice związane z tym, czy są emocje, jak się z nimi zaprzyjaźnić i jak ich mądrze słuchać. Jeśli chcesz nabyć ten e-book, informacje znajdziesz TUTAJ.

Wyrzuć wymagania w relacji do śmietnika (i zastąp je czymś lepszym)

jak stawiać wymagania

W relacji należy stawiać wymagania.

Wymagaj, aby inni traktowali Cię we właściwy sposób.

Miłość musi być wymagająca.

Ile razy słyszałaś tego typu słowa?

Ja często. Kierowanie się nimi spowodowało niezłe zamieszanie w moim małżeństwie.

jak stawiać wymagania

Ale po kolei.

 

Jak stawiać wymagania? – przykład z życia

Czym są wymagania?

„Wymagać” (według Słownika Języka Polskiego) to domagać się, życzyć sobie czegoś kategorycznie.

W relacjach wygląda to najczęściej tak:

Chcę być szczęśliwa i mam konkretne wyobrażenie, jak to osiągnę. Idę z tym do drugiej osoby i wymagam od niej, aby spełniła moje potrzeby, zrobiła to, co ja chcę, jak chcę i kiedy chcę. Wiąże się to zwykle z koniecznością zmiany w drugiej osobie. Wymagam więc zmiany jej zachowania: ma inaczej mówić, robić, działać, bo jej aktualne zachowanie czy słowa ranią moje uczucia, bolą, nie spełniają moich potrzeb, sprawiają, że nie czuję się kochana…

Aby to osiągnąć, będę uciekać się do różnych metod. Krytykowanie, obwinianie o to, że jestem nieszczęśliwa, zawstydzanie, wycofywanie bliskości, próba kontrolowania zachowania drugiej osoby… Ale z drugiej strony również zadowalanie – jeśli uczynię cię szczęśliwym, może wtedy ty zaspokoisz moje potrzeby? Będę więc zmieniać się “pod ciebie” – schudnę, zacznę lepiej gotować, częściej inicjować seks – bylebyś tylko dał mi nieco więcej swojej uwagi! Bylebyś był zadowolony, bo może wtedy dasz mi to, czego ja potrzebuję.

 

Co w pierwszej kolejności odróżnia relację opartą o wymaganie od rozwoju osobistego nakierowanego na relacje?

Ocenianie i OSĄDZANIE.

Za każdym razem, kiedy oceniasz i osądzasz zachowanie drugiej osoby, wchodzisz na teren relacji pełnej wymagań i zaczynasz używać wszystkich narzędzi z tego obszaru: krytykowania, obwiniania, manipulacji, wycofania itd.

 

Dlaczego tak łatwo nam wejść na terytorium wymagań?

 

Żyjemy w przekonaniu, że potrzebujemy, aby inni ludzie zmieniali się dla nas po to, abyśmy mogli być szczęśliwi. Że bez ich zmiany czeka nas katastrofa.

Jeśli tak patrzę na swoje życie, wtedy każdy moment, kiedy ktoś nie chce zrobić tego, o co poprosiłam, staje się powodem do silnych, nieprzyjemnych emocji. Strachu. Bezradności. Żalu. Niechęci. Złości. A te z kolei prowadzą do tego, że biorę do ręki narzędzia, które pozwolą mi tę zmianę w drugiej osobie wywołać.

Jeśli rozumiesz stawianie wymagań w związku inaczej, niż to opisałam powyżej, prawdopodobnie w inny sposób definiujemy to samo słowo. To, co przeczytasz poniżej może nie mieć zastosowania do Twojej definicji.

jak stawiać wymagania

Jeśli nie wymagania, to co?

Dochodzimy w ten sposób do ważnego pytania, które ciśnie się na usta kobietom, z którymi pracuję.

“Ok, rozumiem, że nie powinnam wymagać. Rozumiem też dlaczego. W takim razie: co zamiast tego?! Jak mam sformułować zdanie, kiedy np. ktoś mówi przy mnie podniesionym głosem i ja tego nie chcę? Tak, żeby to nie było wymaganie?”

 

Różnica pomiędzy wymaganiem, a nie – wymaganiem NIE TKWI w tym, jakich słów używasz. Ona leży w tym, czy Ty potrzebujesz zmiany w tej osobie do tego, aby być szczęśliwą i móc prowadzić swoje życie w kierunku, w jakim chcesz, aby szło. Dlatego nie jest tak ważne to, jak sformułujesz swoją myśl. Bardziej liczy się, jak zareagujesz na to, co ta osoba Ci odpowie.

Już tłumaczę na przykładzie.

Ktoś z rodziny odzywa się do Ciebie podniesionym tonem. Może nawet używa jakichś wulgaryzmów. Na dzień dzisiejszy jest to dla Ciebie trudne: nie dociera do Ciebie treść komunikatu, czujesz, że sama zaczynasz się bardziej denerwować. Co robić, aby nie wejść na teren relacji opartej o wymaganie?

Możesz powiedzieć: Rozumiem, że jesteś mocno zdenerwowany tą sytuacją. Trudno mi się rozmawia w ten sposób. Zależy mi na tym, abyśmy mogli się zrozumieć, a ja nie jestem w stanie słuchać efektywnie w takich okolicznościach. Wyjdę teraz i dam nam czas na ochłonięcie. Kiedy będziesz chciał, możemy wrócić do tematu.

I wychodzisz.

Twoje dalsze działanie zależy od tego, co się będzie następnie działo. Najważniejsze jest to, że dajesz prawo tej osobie przeżywać daną sytuację tak, jak ona sama tego chce – po prostu Ty nie chcesz brać w tym udziału. Nie masz do niej żalu o to, że tak się zachowuje. Nie narzekasz, że jak on tak może mnie traktować. Nie roztrząsasz w głowie myśli o tym, że jego zachowanie jest beznadziejne, szkodliwe, utrudnia Ci życie i gdyby tylko on się zmienił

 

Dalej możliwe są dwa scenariusze rozwoju sytuacji: wracacie później na spokojnie do tematu lub ta osoba nie jest w stanie spokojnie o tym porozmawiać. Co wtedy?

Najogólniej patrząc: zastanawiasz się, co Ty możesz zrobić, aby zachować Twój standard (Nie chcę rozmawiać podniesionym tonem) i jednocześnie załatwić daną sprawę, o którą chodzi. Może się okazać, że jeszcze kilkukrotnie będziesz wychodziła, kiedy zostanie poruszony dany temat, bo ta osoba nie będzie potrafiła inaczej się zachować.

Relacja oparta o wymaganie rozgrywa się wewnątrz Ciebie – słowa, które wypowiadasz są tylko odzwierciedleniem tego. Czy masz oczekiwanie, że ktoś musi coś zmienić w sobie, by się dostosować do Twojego standardu, bo bez tej zmiany Ty czujesz się nieszczęśliwa? Czy rodzi się u Ciebie złość, żal, niechęć i mnóstwo myśli o tym, co on POWINIEN zrobić, żebyś Ty poczuła się lepiej?

 

Jeszcze jeden przykład

Wyobraź sobie, że babcia daje dużo słodyczy Twoim dzieciom, kiedy ją odwiedzacie. Wy chcecie, aby one jadły ich mniej. W relacji opartej o wymagania miałabyś:

  • głowę pełną nieprzyjemnych myśli (Jak ona tak może?!,  Ileż razy mamy jej mówić, żeby tak nie robiła!, Nie szanuje nas jako rodziców),
  • ciało pełne nieprzyjemnych emocji,
  • a usta pełne wymagań (Przestań w końcu im dawać tyle tego, Mam już dość twojego zachowania! Jak będziesz tak robić, więcej tu nie przyjdziemy)

Wszystko dlatego, że masz oczekiwanie, aby ona się zmieniła, bo przecież jej zachowanie sprawia, że Ty się źle czujesz (a Twoje dziecko ma niszczone dzieciństwo…). Mogłabyś zatem zrobić jej awanturę, nakazać zmianę zachowania, obrażać się o to, że nie słucha tego, co się do niej mówi…

 

Rozwój osobisty nakierowany na rozwój relacji podpowiada inne działanie:

  • praca ze swoimi miejscami zapalnymi tak, aby ta sytuacja nie budziła u Ciebie tak skrajnych emocji,
  • świadomość, że ona może zachowywać się tak, jak chce i potrafi – rezygnowanie z myślenia typu: Jak ona może mi to robić?, odwracanie się od interpretowania tej sytuacji przez pryzmat samej siebie (Jak ona może MNIE tak traktować? Dlaczego MNIE to robi?)
  • zastanowienie się, co mogę zrobić, aby nasz standard został zachowany – poprzez 1) zmianę w okolicznościach, nad którymi mam kontrolę lub 2) zmianę w moim wewnętrznym oprogramowaniu (możliwe opcje: ODPOWIEDNIO prowadzone rozmowy z babcią – z braniem osobistej odpowiedzialności, inspirowaniem i dobrym wpływem, a nie wymaganiami; przynoszenie własnych zamienników dla słodyczy na spotkania z nią; spotykanie się z babcią w naszym domu; uczenie dzieci właściwych nawyków żywieniowych tak, aby same podejmowały dobre decyzje; zmniejszenie ilości kontaktów; podjęcie decyzji, że kontakt z babcią jest na tyle rzadki, że jej zachowanie nie będzie miało negatywnego wpływu na całościowe żywienie dziecka, więc pozwalamy na większe ilości słodyczy w jej towarzystwie…).

Czujesz teraz różnicę?

jak stawiać wymagania

W relacji opartej o wymaganie próbowałabyś na różne sposoby zmienić zachowanie babci w przekonaniu, że przecież ona POWINNA uszanować moje zdanie, że ona musi się zmienić, żeby moje życie było szczęśliwe i spokojne, a nasze dziecko mogło się dobrze rozwijać. W rozwoju osobistym nakierowanym na rozwój relacji pozwalasz, by druga osoba sama decydowała o tym, co wnosi w Waszą interakcję, a Ty skupiasz się na tym, co leży po Twojej stronie, co możesz zrobić, aby Twoje standardy zostały zachowane i nie masz do nikogo pretensji o to, że robi coś przeciwko Tobie.

 

Na koniec ważne dopowiedzenie.

 

Jeśli chcesz wyjść z relacji opartych o wymaganie, konieczna jest decyzja o Twoim rozwoju. Jest on niezbędnym elementem tej układanki. W przeciwnym wypadku albo nie będziesz umiała określić, jakie są standardy Twojego życia, albo będziesz je tak ustalać, aby za wszelką cenę chronić swoje miejsca zapalne, a tym samym odbierzesz sobie możliwość wzrostu.

Dlatego odcinanie się od kontaktów z jakąś osobą w imię zachowania moich standardów w dużej ilości przypadków jest raczej relacją opartą o wymagania niż rozwojem osobistym.

Jeśli odcinasz się, pełna nieprzyjemnych emocji wobec tej osoby i żalu o to, że nie chciała się dostosować do tego, o co ją prosiłaś – możesz mieć pewność, że to jest przejaw relacji opartej o wymaganie. Jeśli czasowo odsuwasz się od tej osoby, świadomie i ze spokojem (a nie pod wpływem złości, żalu, niechęci, rozgoryczenia…) podejmując decyzję, że na ten moment jest to dobre dla mnie (dla naszej rodziny, dla naszych dzieci, a nawet dla tej osoby), wtedy będziesz wiedziała, że jest to przejaw Twojego rozwoju nakierowanego na rozwój relacji.

 

Co myślisz o takim rozróżnieniu pomiędzy relacją opartą o wymaganie a rozwojem osobistym nakierowanym na relacje?

Jak jedna osoba może zmienić dynamikę relacji? – część 1.

praca nad związkiem

To pytanie przewija się przez moją pracę w różnych wersjach.

Przecież związek to dwie osoby. Muszą pracować obie, żeby był udany.

Co to za bzdury?! Co, ja sama mam „ciągnąć” nasz związek? A on?!

Jak niby jedna osoba może zmienić związek? Przecież to są dwie osoby! Jak tylko jedna będzie dawać, to druga nie będzie miała ochoty robić nic.

praca nad związkiem

Przyznam się Wam, że ja też zadawałam takie pytania. Pięć lat temu, kiedy czułam się nierozumiana przez mojego męża, próbowałam wciągnąć go na siłę w zmiany, bo to przecież jego zachowanie powodowało większość problemów w naszym małżeństwie (tak wtedy myślałam). I byłam przekonana, że to oboje musimy razem coś zrobić.

Zresztą, kto nie ma w sobie takich myśli?! Wszędzie wokół słyszymy: Muszą pracować oboje!, Jak tylko jedna osoba chce zmian, to nic z tego nie będzie!Związek tworzą dwie osoby, więc obie muszą wkładać po równo. Takie jest powszechne przekonanie na ten temat.

Wszystko zaczyna się od zmiany spojrzenia i uświadomienia sobie, że nawet, kiedy pracujemy razem, to i tak każdy z nas pracuje sam nad sobą, a nie nad drugą osobą. W tym, co często nazwa się wspólną pracą tkwi pewne niebezpieczeństwo: obie osoby mogą ciągle sprawdzać, czy druga strona już coś u siebie zmieniła i nie brać odpowiedzialności za swoją część. Terapia par przyniesie efekt tylko wtedy, jeśli obie osoby podejmą własną pracę nad swoim stylem odnoszenia się do drugiej osoby.

Dlaczego więc nie zacząć pracować nad sobą nawet, jeśli w tej chwili Twój mąż nie wykazuje do tego ochoty?

 

Chcę zatem rozwiać różne wątpliwości. Jeśli Ty również msz sceptyczny stosunek do tej pracy nad sobą, ten tekst jest dla Ciebie.

 

1.Obie strony muszą pracować, aby odmienić relację.

I tak, i nie.

To, jak wygląda Twoja relacja z drugą osobą (dowolną) zależy od codziennych, konkretnych sytuacji, kiedy wchodzisz w kontakt z tą osobą. Ona coś robi, Ty reagujesz, ona później reaguje na Twoje zachowanie itd. Twoje działanie (słowa, gesty, mimika twarzy itd.) jest zapalnikiem (ang. triggerdo określonej reakcji drugiej osoby.

Zmiany w relacjach następują w momencie, kiedy wprowadzane są drobne zmiany w konkretnych reakcjach na działanie drugiej osoby. Kiedy zareagujesz inaczej niż do tej pory na jakieś zachowanie męża, wprowadzasz drobną zmianę. Kiedy utrwalasz swoją nową reakcję, zmiany są coraz większe. Dlatego wystarczy Twoja zmiana, by zmienić całą relację.

Co więcej, moment, w którym zaczynasz wymagać zmiany od drugiej osoby tylko dlatego, że Ty jej chcesz, zwykle powoduje opór i sprzeciw u tej osoby. Tak działamy jako ludzie – kiedy ktoś próbuje nas kontrolować i do czegoś zmuszać, stajemy okoniem. Jeśli więc przyjmiesz postawę – Ty też, mężu, MUSISZ coś zrobić, aby było nam lepiej, z dużym prawdopodobieństwem możesz spodziewać się sprzeciwu.

 

 

2. Takie myślenie oznacza, że ja biorę na siebie odpowiedzialność za cały związek, a on nie robi nic.

Bierzesz odpowiedzialność za to, co Ty wnosisz w związek, nie za to, co on wnosi. Tylko on może wziąć odpowiedzialność za swoją część.

Odpowiedzialność rodzi odpowiedzialność. Nie osiągniesz jej przez obwinianie drugiej osoby i próby kontrolowania tego, w jaki sposób się zmieni. Jeśli więc chcesz zobaczyć, jak Twój mąż bierze się za swój kawałek pracy, Ty weź się za swój.

 

3. Czyli ja mam brać wszystko na siebie? Sama mam zajmować się domem, dziećmi, odpowiadać na jego zachcianki, a on sobie będzie siedział przy komputerze?

Dawanie swojego 100% nie oznacza wykonywania 100% obowiązków rodzinnych. Ta praca nad sobą dotyczy Twojego sposobu odnoszenia się do siebie i innych, a nie podziału obowiązków. Paca składa się z dwóch głównych elementów:

  • odkrycie i przepracowanie swoich zapalników (ang. trigger) po to, by inaczej przyjmować trudne sytuacje – w miejsce wyuczonej, pierwszej reakcji (ang. react) wprowadzić intencjonalną odpowiedź (ang. respond) na zachowanie drugiej osoby,
  • wprowadzenie zachowań, które wydobywają z drugiej osoby reakcję pochodzącą z najlepszej wersji tej osoby. Zamiast być zapalnikiem do reakcji obronnej, unikania, ataku lub innego zachowania, którego nie chcesz, możesz być zapalnikiem do otwartości, kontaktu, zrozumienia, dawania wsparcia itd. Te narzędzia są oparte o psychologiczną wiedzę nt. funkcjonowania człowieka oraz różnic między kobietą a mężczyzną (uwierz mi, te różnice międzypłciowe mają tu ogromne znaczenie!).

praca nad związkiem

4. Takie metody prowadzą tylko do poprawienia nastroju w relacji, a nie do realnej zmiany w sytuacjach kryzysowych. Zapewne mąż nadal będzie się lenił i nic nie wnosił do związku.

Takie stwierdzenie usłyszałam od osób, które poznały kilka narzędzi, od których zwykle rozpoczyna się pracę i na tym się zatrzymały.

Tak, zwykle zmiany w relacji rozpoczyna się od działań, które skutkują poprawą nastrojów. Ocieplają związek. To narzędzia, które pozwalają włożyć nieco do banku dobrej woli – pokazujesz mężowi, że naprawdę Ci na nim zależy, że chcesz jego dobra i chcesz tworzyć z nim nierozerwalny team. Wtedy otwiera się przestrzeń i gotowość do dalszych zmian.

Wiele kobiet mówi: Ale przecież ja non stop coś robiłam, żeby poprawić sytuację! To on nie chciał. Mam dawać jeszcze więcej?!

Owszem, kobiety często próbują coś zmienić w relacji, tylko robią to w niewłaściwy sposób. Na przykład myślą, że jeśli będą w milczeniu wykonywać wszystkie prace w domu, on w końcu to zauważy i doceni. Albo próbują dogłębnie przegadywać z nim KAŻDĄ emocję i doświadczenie. Nieświadomie powodują, że mąż coraz mniej czuje się rozumiany, coraz mniej ma ochotę być z nią w jednym teamie.

Narzędzia, które proponuję, prowadzą do realnego poprawienia samopoczucia obu stron w związku, a to z kolei sprawia, że pojawia się szansa na przepracowanie bardziej skomplikowanych sytuacji. Wtedy potrzebujesz już nowych narzędzi. Jeśli te, które poznałaś wcześniej, nie pozwalają Ci rozwiązać kolejnych problemów, to nie znak, że z tą metodologią jest coś nie tak, ale że potrzebujesz wejść na kolejny stopień, nauczyć się czegoś nowego. Jeśli się nie rozwijasz, to się cofasz – to jest ogólna zasada, która obowiązuje w większości dziedzin naszego życia. Również w relacjach.

Wyobraź sobie, że rozpoczynasz naukę gry w tenisa. W krótkim czasie dość dobrze opanowujesz odbijanie lekkich piłek. Kiedy jednak ktoś ścina piłkę z dużą siłą, nie jesteś w stanie sobie z nią poradzić. Czy to oznacza, że Twój wcześniejszy sposób odbijania był niewłaściwy lub coś jest nie tak z całą metodologią uczenia Cię gry w tenisa?

Nie!

Po prostu nauka to proces – zdobywasz kolejne umiejętności, które pozwalają Ci radzić sobie z nowymi wyzwaniami. Nie ma możliwości, abyś pierwszego dnia nauki gry w tenisa od razu umiała odbierać najtrudniejsze piłki.

Tak samo jest w relacjach. Skomplikowane sytuacje rozwiązuje się krok po kroku, a nie poprzez jedno działanie. Tworzenie relacji, o jakiej marzysz, to nie kwestia wprowadzenia jednego narzędzia, jednej zmiany i denerwowania się, że to nie działa.

Czasem jest też tak, że wejście na drogę pracy nad sobą poprowadzi Cię do decyzji o podjęciu terapii indywidualnej. Możesz uznać, że to konieczny sposób na rozprawienie się z tym, co dzieje się w Twoim wnętrzu, a co uniemożliwia Ci tworzenie szczęśliwej relacji.

 

Ze względu na dużą ilość pytań, na które chciałam odpowiedzieć, podzieliłam artykuł na dwie części. Drugą część możesz przeczytać tutaj.

Jak jedna osoba może zmienić dynamikę relacji? – część 2.

praca nad relacjami

Jeśli nie widziałaś pierwszej części tego artykułu, znajdziesz ją tutaj.

Odpowiadam w nim na częste wątpliwości co do tego, jak jedna osoba może odmienić całą relację.

praca nad relacjami

5. Niezdrowe dla relacji jest tylko potakiwanie i wyręczanie męża. Ja wolę wymagać poszanowania moich granic.

Oczywiście, że jest niezdrowe! Podobnie jak bycie ciągle miłą, chodzenie na paluszkach wokół męża, byleby tylko nie wywołać jakiejś burzy i obciążanie wszystkim samej siebie w imię ratowania związku.

Dlatego ja tego nie uczę.

Takie zachowania prowadzą do stopniowego rozpadu związku, negatywne sytuacje tylko się pogłębiają. Narzędzia, których uczę, pozwalają tak budować relację, by Twoje gorsze dni, spadek energii i motywacji, czy wkurzające zachowanie spotkało się z jego zrozumieniem i wsparciem.

Jakim cudem, jeśli to tylko Ty pracujesz?

To Ty uczysz się narzędzi. Ale dzięki nim możesz wydobyć to, co najlepsze z Twojego męża, możesz też pomóc mu nauczyć się, jak Cię wspierać.

A co do wymagania, aby drugi człowiek szanował moje granice… Wszystko zależy od tego, jak to rozumiesz. Mówienie komuś Wymagam dla siebie szacunku!  czy Masz przestać tak do mnie mówić! w większości przypadków spotka się z oporem. Może i czasem zadziała, ale nie będzie czynnikiem, który będzie budować relację.

W mojej pracy uczę kobiety mówić o swoich granicach i robić to w sposób, który nie prowadzi do walki, a raczej do dalszego budowania związku i bliskości. Tworzenie małżeństwa poprzez stawianie warunków mężowi nie jest dobrym pomysłem. Co nie oznacza, że nie możesz jasno określać, jakie są standardy Twojego życia, których będziesz się trzymać.

Stawianie warunków i wymaganie, by druga osoba zmieniła swoje zachowanie, bo Ty tak chcesz – nie.

Określanie standardów dla swojego życia, na których Ci zależy i których będziesz się trzymać i komunikowanie ich w sposób, które służy budowaniu relacji – tak.

 

6. Co da moja praca, jeśli problem leży po jego stronie?

Tutaj sytuacja jest bardzo skomplikowana, chociaż osoby, które zadają to pytanie myślą, że jest prosta –  on zachowuje się beznadziejnie, więc to on niech pracuje, ja nie mam z tym nic wspólnego.

Wyobraź sobie taki obrazek.

Cały dzień jesteś z dziećmi w domu. W międzyczasie próbujesz coś sprzątnąć, ugotować, zrobić pranie. Bawisz się z dziećmi, słuchasz ich kłótni, przewijasz, karmisz i czytasz książeczki. Późnym popołudniem wraca Twój mąż. Prawie nic do Ciebie nie mówiąc, przebiera się, je obiad i siada do komputera. Kiedy mówisz do niego: Pobawisz się z synem?, on odpowiada: Nie chce mi się…

Co myślisz?

To przecież w nim tkwi problem, to on powinien się zmienić i pracować nad sobą!

Opisy takich i podobnych sytuacji często pojawiają się na mojej grupie na facebooku. Osoby, które nie znają mojej metodologii, oceniają sytuację tak, jak napisałam powyżej. Oburzają się, kiedy podpowiadam, co ona może zrobić, by odmienić sytuację w domu – bo przecież to na pewno w nim tkwi problem.

Tymczasem może być różnie.

Po przeczytaniu opisu jednej sytuacji z życia małżeństwa (do tego podanej wyłącznie z perspektywy kobiety, opis mężczyzny na pewno byłby inny) nie jesteś w stanie określić, co doprowadziło do tej jednej, konkretnej sytuacji. Owszem, jego zachowanie jest raniące i niewspierające, ale skąd ono się wzięło? Może to ona każdego dnia zachowuje się tak, że on nie ma żadnej ochoty spędzać z nią czasu? Może jest tak bardzo zestresowany w sposób ciągły jej działaniami, że pozostaje mu ucieczka przed komputer?

Oczywiście czasem jest też tak, że mężczyzna już wchodząc w małżeństwo nie jest do niego dobrze przygotowany (kobieta również). Nie ma zbyt wielu umiejętności komunikacyjnych, umiejętności zrozumienia kobiety, wspierania jej. Ta jedna sytuacja może wynikać właśnie z tego. Czy wtedy kobieta jest już na przegranej pozycji, bo wyszła za kogoś, kto jest niedojrzały i nie wie, co oznacza dorosły związek?

W tradycyjnym myśleniu o związku, w takiej sytuacji kobieta nie może nic zrobić. Wszystko spoczywa na nim – to w nim jest problem, więc to on powinien się zmienić. Ona może tylko prosić, wymagać, wymuszać, stawiać warunki… I wiele kobiet tak robi. I doświadcza porażki. Pozostają tak naprawdę bezradne.

Moja praca daje nadzieję na wyjście z tej sytuacji, nawet, jeśli w tej chwili on nie widzi żadnego problemu w swoim zachowaniu. Kobieta nie musi bezczynnie czekać na cudowną przemianę, ale może ją zainspirować swoim zachowaniem.

praca nad relacjami

7. Ale przecież moja praca nie zmieni jego niewłaściwych zachowań! Jeśli np. ma problemy z kontrolowaniem złości, co z tego, że ja będę pracować? To on musi to przerobić sam u siebie!

Tak, nie jesteś w stanie wykonać tej części pracy, która leży po stronie męża. Jego brak regulowania emocji jest JEGO, nie Twoja. To on musi nabyć odpowiednie umiejętności, by zacząć zachowywać się inaczej.

Co więc ma do tego Twoja praca?

Po pierwsze: jeśli sama uczysz się regulować swoje emocje, modelujesz określone zachowania – to jeden z najlepszych sposobów, przez które uczymy się od innych ludzi. Twój mąż może uczyć się przez obserwację Ciebie.

Po drugie: określone narzędzia pomogą Ci reagować w konkretnych, nerwowych sytuacjach w sposób, który pomoże mu te emocje regulować i wydobędzie zarówno z niego, jak i z Ciebie to, co najlepsze. W ten sposób tworzą się w jego mózgu nowe połączenia neuronalne i dzięki temu będzie mu łatwiej uspokajać się w kolejnych sytuacjach.

Po trzecie: Twoje działania mogą ocieplić atmosferę między Wami, a dzięki temu otworzyć drogę do rozmów na ten temat.

Po czwarte: nabędziesz umiejętności rozmawiania w taki sposób, by zachęcić go, by wyszedł naprzeciw Twoim prośbom o zmiany.

Po piąte: nauczysz się jasno określać, jakie są Twoje standardy, w których chcesz żyć (pokazywać swoje granice w sposób, który buduje związek, a nie wywołuje walkę) – np. sposób, w jaki chcesz prowadzić rozmowy z nim.

Tak, to on jest odpowiedzialny za swoje zachowanie i swoją część pracy. Natomiast Twoje zachowanie może zainspirować zmianę u niego, podpowiedzieć mu konkretne rozwiązania lub doprowadzić do rozmowy, w której poszukacie sposobów na wprowadzenie zmian. Bez Twojego przygotowania, może nie dojść do tego wszystkiego. Uwierz mi, że większość narzędzi, których uczę, nie jest dla nas intuicyjna i nie mamy ich we krwi, wchodząc w małżeństwo. Trzeba się tego nauczyć.

 

8. Czy to ZAWSZE działa? Czy on zawsze się zmienia pod wpływem mojej pracy?

Pytanie zakłada, że celem tej pracy jest zmiana w nim. Otóż celem jest zmiana dynamiki relacji, a nie zmiana drugiej osoby.

Chodzi więc o to, że swoją pracą i nowymi umiejętnościami wprowadzasz w ruch machinę zmian. Możesz to zacząć robić w dowolnym momencie Waszego małżeństwa, niezależnie od tego, jak blisko lub daleko od siebie jesteście. Możesz do końca życia uczyć się nowych umiejętności, a dzięki temu wciąż inspirować nowe zmiany.

Czy to zawsze działa?

Tak, dynamika relacji zmienia się zawsze, kiedy zmienia się jedna osoba z tej relacji. Czy to oznacza, że znikną wszystkie problemy w związku? W większości przypadków stopniowo będzie ich coraz mniej i mniej. Ale czasem może być tak, że u Twojego męża wewnętrzne problemy są tak głęboko zakorzenione, że konieczna będzie pomoc specjalistów. Ty jako najbliższa mu osoba możesz mieć duży wpływ na to, czy będzie chciał jej szukać..

 

Jak więc jedna osoba może odmienić całą relację?

Ucząc się umiejętności, które pozwalają w nowy, inny niż do tej pory sposób odpowiadać na zachowanie drugiej osoby w konkretnych sytuacjach. W ten sposób następuje powolna transformacja relacji. Nie musisz więc czekać na czas, kiedy zaczniecie działać razem, dbać o związek razem. Bo on, z różnych powodów, może nigdy nie nadejść.

Czy budujesz swoje małżeństwo na rozbitym szkle?

W artykule: Nie jest łatwo zbudować fundament związku, który sprawi, że będziecie stanowić zgrany team, którego nic nie zdoła rozdzielić. Sprawdź, jak to zrobić.

Znowu mają jakiś mecz?! Nienawidzę tej ich piłki nożnej!

Ta myśl przemknęła przez jej głowę w piątkowy poranek. Jej mąż oznajmił, że w sobotę rano wyrusza z synem na mecz do odległej o kilkadziesiąt kilometrów miejscowości. To był już ich trzeci wyjazd weekendowy w tym miesiącu. A to znaczyło, że ona znów zostanie sama w domu.

Poczuła, jak przyspiesza jej tętno i zaciskają się zęby. Miała tego dość. Od kiedy syn rozpoczął trenowanie piłki nożnej, nie mieli zbyt wiele czasu dla siebie jako rodzina. Dwa razy w tygodniu treningi i mecz prawie w każdy weekend. Mąż jeździł nieomal zawsze z synem. Ona zostawała sama.

Czuła żal do nich obu. Czy nie chcieliby spędzić nieco więcej czasu razem? Jak mogą zostawiać ją samą? Kiedy ona próbuje powiedzieć im, że za dużo czasu poświęcają na piłkę, oni jej mówią, żeby przestała marudzić. Dom na jej głowie, sprzątanie, pranie, gotowanie, a oni sobie grają i się bawią!

Czy nikt w tej rodzinie nie liczy się z jej zdaniem i jej potrzebami?!

fundament związku

Czyja to wina?

Kiedy jesteś w samym centrum nieprzyjemnych dla Ciebie wydarzeń, łatwo jest skupić się tylko i wyłącznie na swoich bolesnych odczuciach.

W takiej sytuacji możesz mieć tendencję do obwiniania męża o to, że przez niego przeżywasz to, co przeżywasz. Możesz wściekać się na to, że Cię nie słucha / nie szanuje / nie rozumie / nie troszczy się o Ciebie. Widzisz tylko tu i teraz – czujesz złość, zmęczenie czy frustrację i jesteś przekonana, że to zachowanie drugiej osoby doprowadziło do tego, że znaleźliście się w takiej sytuacji.

Tymczasem sprawa jest bardziej skomplikowana.

To, jak wygląda Wasze aktualne życie małżeńskie i rodzinne zależy od działań nie tylko Twojego męża, ale również Twoich.

To Wasze przeszłe decyzje doprowadziły Was tutaj, gdzie dzisiaj jesteście. Decyzje zarówno świadome, jak i te zupełnie nieuświadomione, automatyczne, wynikające z utartych schematów reagowania. Decyzje zarówno Twojego męża, jak i Twoje.

 

Fundament związku – czy chodzicie po potłuczonym szkle?

Chcę Ci dziś zaproponować, abyś spojrzała na Waszą codzienność przez pryzmat narzędzia Brick or glass (cegła lub szkło), którego autorką jest Stacey Martino.

Wyobraź sobie, że sięgasz do szafki, w której znajdują się dwie rzeczy: torba pełna kolorowych, pięknych, błyszczących, ale rozbitych szkieł i leżące obok cegły. Którą z nich wybierzesz do przygotowania podłogi, po której będziecie chodzić w Waszym związku? Możesz wziąć albo kolorowe szkło i rozsypać je na ziemi, albo stare, podniszczone i ciężkie cegły i ułożyć je jedna obok drugiej, tworząc niezbyt ładne, ale solidne podłoże.

Za każdym razem, kiedy doświadczasz jakiejś nieprzyjemnej emocji lub masz jakąś negatywną myśl dotyczącą swojego męża, masz wybór. Możesz sięgnąć albo po kolorowe, błyszczące, rozbite szkło albo po stare i ciężkie cegły.

Co w praktyce oznacza każde z tych zachowań?

Kiedy robisz wszystko, by uniknąć tej nieprzyjemnej myśli lub uczucia (udajesz, że ich nie ma, dusisz je w sobie, unikasz tego tematu w kontakcie z mężem lub wyrzucasz z siebie frustrację, prowokując kłótnie i spięcia na dany temat), wtedy wybierasz szkło i sypiesz je na ziemię, po której chodzicie. Kiedy zbierasz się na odwagę i spokojnie, z otwartością, zrozumieniem i współczuciem podejmujesz ten temat w rozmowie z mężem, sięgasz po cegły i tworzysz solidny fundament związku.

Ile zatem rozbitych szkieł leży na Waszej podłodze? Po czym codziennie chodzicie w Waszym małżeństwie?

 

Powracające spięcia to tylko symptom

Pisałam kiedyś o tym, że rozmowa nie zawsze jest pierwszym działaniem, które należy podejmować w kryzysie. Nie oznacza to jednak, że masz unikać rozmów na trudne tematy. O nie. W ten sposób garściami rozsypujesz potłuczone szkło wokół siebie. Może i jest ono ładne i kolorowe (bo wygodnie jest w danej chwili unikać trudnego, emocjonującego tematu), ale co się dzieje później? Otóż okazuje się, że Wasze małżeństwo składa się nieomal z samych rozbitych szkieł! Gdzie się nie obrócisz, tam napotykasz na ostre, kłujące odłamki. To one stanowią fundament związku.

Przyjrzyj się teraz Waszej codzienności. Przypomnij sobie obszary Waszego życia, które podnoszą Ci ciśnienie. Pomyśl o sferach Waszego małżeństwa, w których czujesz się ciągle sfrustrowana, zmęczona, nierozumiana… Przywołaj te sytuacje, o których myślisz, że ten problem to wina Twojego męża, że on powinien zachowywać się inaczej.

Może wciąż kłócicie się o to, jak dzielić się obowiązkami w domu.

Może macie spięcia w temacie wychowywania dzieci.

Może wkurzasz się tym, ile Twój mąż wydaje pieniędzy (lub jak bardzo oszczędza). Albo tym, ile pracuje (lub tym, że jest za mało przedsiębiorczy i decyzyjny).

Może każdy poranek to dla Was rodzinny kataklizm i źródło wiecznego stresu.

Jakie obszary i tematy to w Waszym domu wciąż powracające problemy?

fundament związku

Jeśli już je znalazłaś, przyjrzyj się im, używając narzędzia Brick or glass. Czy przypadkiem w tych obszarach nie stąpacie po potłuczonych szkłach? Z dużą dozą pewności mogę Ci napisać, że tak właśnie jest. Ogromna część Twoich dzisiejszych trudności to efekt tego, że Ty lub Twój mąż w przeszłości unikaliście poruszania tematów, które były dla Was drażliwe, nieprzyjemne i trudne.

Ponieważ nie doszło do rozmowy na dany temat, każde z Was ma w głowie swoją własną wizję tego, jak powinien funkcjonować dany obszar życia. Ty nie rozumiesz, czego chce i potrzebuje on, a on nie rozumie Ciebie. Nie stworzyliście wspólnej wizji. Ciągle próbujecie przeciągnąć linę na swoją stronę, a każdy jest przekonany, że to jego działanie jest tym słusznym.

Taki stan może dotyczyć każdego obszaru Waszego życia, bo wszystkie sprawy wymagają odrębnych, budujących fundamenty związku rozmów. Chodzi zarówno o wielkie tematy, takie jak wychowanie dzieci czy stosunek do pracy, jak i drobne sprawy, np. to, jak wygląda w Waszym domu proces pakowania się na wakacyjny wyjazd. Jeśli nie było budujących rozmów, a te tematy wciąż wracają i budzą napięcie czy prowadzą do kłótni, to znak, że depczecie po szkłach i boleśnie ranicie swoje nogi.

 

Nie ignoruj pierwszych znaków

Wróćmy do opisanej na początku historii. Chcę Ci zobrazować, o co w tym wszystkim chodzi.

Bohaterka tej opowieści pierwszy raz usłyszała o treningach piłki nożnej kilka miesięcy temu. Po dwóch tygodniach pojawiła się u niej pierwsza myśl, że zajmują one dość dużo czasu. Myśl przyszła i odeszła – mijały kolejne dni. Mniej więcej raz w tygodniu następowały spięcia związane z tym tematem: raz ojciec z synem spóźnili się po treningu na obiad, bo zostali nieco dłużej na boisku, innym razem była kłótnia o to, że nie mają kiedy wybrać się razem do kina, chociaż mówili o tym od długiego czasu. U bohaterki rodził się żal i zaczynała myśleć, że została zepchnięta na ostatnie miejsce w życiu rodzinnym. Rosła w niej złość i frustracja – aż do dnia, w którym pomyślała, że nienawidzi tej ich piłki.

Przez te kilka miesięcy u niej pojawiło się mnóstwo nieprzyjemnych emocji i myśli związanych z tym tematem. Miała więc dużą ilość sytuacji, w których dokonywała wyboru: czy sięgnie po potłuczone szkła, czy stare cegły. Za każdym razem brała torbę ze szkłem i rozsypywała je wokół siebie. Z każdym kolejnym dniem tych szkieł było coraz więcej: oboje czuli, że temat piłki nożnej i treningów rodzi coraz więcej napięcia i niechęci. Gdziekolwiek chcieli postawić stopę, natrafiali na raniące odłamki. Coraz trudniej było ugryźć ten temat w sposób, który przyniósłby jakąś zmianę.

Rozumiesz już?

To, gdzie dziś jesteście w swoim wspólnym życiu, to efekt decyzji i zachowań zarówno Twoich, jak i męża. To nie jest jego wina, nawet, jeśli dziś tak czujesz i myślisz. Mnóstwo obszarów Waszego związku zbudowanych jest na potłuczonym szkle, a nie na stabilnym podłożu. To nie jest dobry fundament związku.

Wiele rozmów nie zostało przeprowadzonych.

Wiele tematów zostało przemilczanych.

Wiele nieprzyjemnych myśli i emocji zostało zignorowanych.

I Ty też masz w tym swój udział.

 

Ale ja przecież próbowałam rozmawiać!

W czasie czytania może pojawiła Ci się myśl: Hola, hola, ale przecież ja próbowałam o tym rozmawiać, tylko on nie chciał! To kto to szkło rozsypywał?!

Często wydaje nam się, że my podejmujemy próby rozmawiania na jakiś temat, tylko z mężem jest problem. Nie chce, unika, ucieka, wścieka się, krytykuje… Dlaczego tak się dzieje?

Najczęściej dlatego, że wcale nie prowadzimy rozmów, które byłyby budowaniem fundamentów związku. Zamiast tego wchodzimy w kłótnie. Próbujemy przeforsować swoją rację. Przekonujemy do swojego spojrzenia. Wymagamy zmiany zachowania drugiej osoby. Wymuszamy, aby podporządkowała się temu, jak my chcemy, by wyglądała nasza codzienność. Krytykujemy.

Takie zachowanie nie jest budowaniem mocnych fundamentów. To nie są rozmowy, które Was łączą, zbliżają do siebie i sprawiają, że stajecie się jednym teamem. Wprost przeciwnie.

fundament związku

Jak zatem rozmawiać, by wybierać cegły zamiast potłuczonego szkła?

W kilku kolejnych artykułach podam Ci wskazówki, które zmienią jakość i wygląd Waszych rozmów. Konkretne i skuteczne podpowiedzi. Takie, które będziesz mogła zastosować zarówno w rozmowach ze swoim mężem, jak i innymi osobami: dziećmi, rodzicami, przyjaciółmi czy kolegami z pracy. Bo narzędzie Brick or glass dotyczy wszystkich Twoich relacji.

Zanim jednak przejdziesz do wskazówek, przyjrzyj się dziś swoim relacjom, stosując to narzędzie. Gdzie aktualnie widzisz rozsypane szkło?

Bądź gotowa do wzięcia odpowiedzialności za swój wkład w te obszary. Będziesz mogła dokonać zmiany, jeśli zobaczysz, że masz wpływ, nawet, jeśli do tej pory nie potrafiłaś świadomie z niego skorzystać.

Jeśli dziś widzisz, że zamiast mocnych fundamentów w Waszym związku jest mnóstwo potłuczonego szkła, nie załamuj się. Dopóki oboje żyjecie na tym świecie, dopóty jest czas na zmiany. Każda chwila jest dobra, by rozpocząć naukę rozmawiania, które będzie budowało bliskość.

 

Jak wiele potłuczonego szkła widzisz w Waszym małżeństwie?

Dlaczego wciąż czujesz, że wracasz do swoich starych, niewłaściwych nawyków w relacji?

jak się zmienić

W artykule: Chcesz zmian w swoim związku, ale wciąż popełniasz te same błędy? Nie wiesz, jak się zmienić, by wciąż nie wracać do swoich starych zachowań?

Już było lepiej.

Mniej kłótni, więcej ciepła i bliskości. Więcej zrozumienia i wzajemnego wsparcia. Mniej oskarżeń.

Aż do tego dnia.

Przygotowała obiad i zawołała męża do kuchni. Usłyszała tylko: Zaraz wracam, skoczę szybko do garażu, żeby odkurzyć samochód, a za chwilę dźwięk zamykanych za sobą drzwi.

Słucham?!

jak się zmienić

Spędziła prawie godzinę, gotując jego ulubione danie. Liczyła na wspólne chwile przy posiłku. Dawno razem nie siedzieli spokojnie przy stole. W ogóle ostatnio mieli mniej czasu dla siebie nawzajem. A on w tej chwili idzie odkurzać? Akurat teraz?

Narastała w niej złość i frustracja. W głowie wirowały różne myśli: Przegiął. Normalnie przegiął. Ja nie będę codziennie dla niego gotować, jak mu to obojętne, czy w ogóle zje! Do tego w ogóle nie ma dla mnie czasu. Mam dość.

Zjadła obiad sama, później pozmywała, pełna niechęci i żalu. Kiedy mąż wrócił i uśmiechnął się do niej, wyszła bez słowa w kuchni i zajęła się swoimi sprawami. Nie miała ochoty z nim rozmawiać. Niech w końcu on wykaże jakąś inicjatywę i zrobi coś dla nich. Poszli spać w ciszy, pełni wzajemnej urazy i niechęci.

Następnego dnia, kiedy nieco ochłonęła, zastanawiała się: Co się w ogóle wczoraj stało? Przecież mogłam zupełnie inaczej to załatwić, spojrzeć również z jego perspektywy, wziąć w garść swoje emocje… Dlaczego nic mi nie wychodzi? Myślałam, że już jestem do przodu w tej całej pracy nad sobą, a tu ciągle te same błędy… Jak się zmienić, żeby to było już na stałe?!

 

Jesteś jak komputer

W toku Twojego życia wykształciły się u Ciebie określone sposoby reagowania na różne sytuacje. Kiedy czujesz się atakowana przez męża, z oczu tryskają Ci łzy. Kiedy dowiadujesz się, że koleżanka obgaduje Cię w pracy, czujesz żal i przygnębienie i wycofujesz się z relacji z nią. Kiedy Twoje dzieci zaczynają się kłócić, zaczynasz na nie krzyczeć. To takie przykładowe schematy reagowania na różne zachowania innych osób (oczywiście w tych konkretnych sytuacjach Ty możesz reagować zupełnie inaczej, to tylko przykłady).

Te reakcje są u Ciebie nieomal instynktowne. Pojawia się bodziec i natychmiast przychodzi Twoja reakcja. Wszystkie Twoje sposoby reagowania na określone sytuacje i Twoje nawykowe zachowania, o których na co dzień nie myślisz, składają się na wewnętrzne oprogramowanie, które jest w Tobie. Tak jak komputerem steruje określone oprogramowanie, tak samo Tobą.

To wewnętrzne oprogramowanie obejmuje mnóstwo czynników, m.in. wrodzone predyspozycje, konkretne doświadczenia z Twojej przeszłości, Twój sposób interpretowania zdarzeń, Twoje myśli i powiązane z nimi emocje, Twoje zapalniki do określonych zachowań i emocji. Wszystko, co jest w Tobie, a co decyduje o tym, jak się zachowujesz minuta po minucie, dzień po dniu. Wszystko to odzwierciedla się m.in. w budowie Twojego mózgu, który kształtował się wraz z różnymi doświadczeniami Twojego życia.

Przeżywasz każdy dzień, a w tle działa Twoje oprogramowanie – ono odpowiada za wszystkie Twoje reakcje. Coś się dzieje, ktoś mówi do Ciebie jakieś słowa, zachowuje się w określony sposób i BANG! z Twojego wewnętrznego oprogramowania płynie reakcja.

Wielu ludzi przeżywa nieomal całe swoje życie, nie zdając sobie sprawy z tego, że mają w sobie takie oprogramowanie. Swoje reakcje uznają za coś oczywistego, naturalnego i nieuniknionego w danej sytuacji. Dziwią się, dlaczego osoby wokół nich zachowują się inaczej niż oni. A dzieje się tak, ponieważ każdy z nas ma swoje własne, osobiste i unikatowe oprogramowanie. Nie ma dwóch osób na świecie, które miałyby takie samo.

Wiesz, co jest najpiękniejsze w tym wszystkim?

Że to oprogramowanie nie jest Ci dane raz na zawsze.

Możesz je zmieniać do końca swojego życia. Musisz tylko wiedzieć, jak się zmienić.

jak się zmienić

Jak się zmienić – masz wpływ na swoje wewnętrzne oprogramowanie

Zmiany w nas następują poprzez wielokrotne powtarzanie tej samej czynności.

W taki sposób się uczymy. W taki sposób dokonują się zmiany w budowie naszego mózgu. Każde powtarzające się doświadczenie powoduje powstawanie nowych ścieżek neuronowych. Wielokrotne podejmowanie takiego samego działania powoduje, że po jakimś czasie dane zachowanie staje się dla nas coraz bardziej naturalne i łatwe w wykonaniu.

Pomyśl o chwilach, kiedy uczysz się jakiejś nowej czynności, np. zamarzyłaś, że nauczysz się pływać na stare lata. Początkowo idzie jak po grudzie, nie wiesz, jak ruszać rękami i nogami, jak oddychać i jak zgrać to wszystko ze sobą. Spędzasz wiele godzin, ćwicząc te wszystkie nowe ruchy i zachowania. Stopniowo odkrywasz, że idzie Ci coraz łatwiej i łatwiej, aż w końcu możesz powiedzieć, że się nauczyłaś. Już nie musisz intensywnie myśleć o tym, co robić w określonym momencie – wszystkie ruchy są zapisane w Twojej pamięci i po prostu je wykonujesz.

Tak samo jest w naszym życiu psychicznym i emocjonalnym.

Można na to spojrzeć z jeszcze innej perspektywy. Za każdym razem, kiedy chcesz wprowadzić w swoje zachowanie jakąś zmianę, masz przed sobą 5 kolejnych stopni do pokonania (przedstawiam je za Stacey Martino). Pisałam o tych stopniach tutaj, przypomnę je tylko szybko:

  1. nieświadomość – to moment, kiedy jeszcze nie wiesz o tym, że możesz zachowywać się w danej sytuacji inaczej;
  2. świadomość – gdzieś usłyszałaś lub przeczytałaś, że można zachować się inaczej niż Ty zawsze to robisz, ale nawet nie wiesz dokładnie, o co chodzi,
  3. mistrzostwo poznawcze – masz już pełną wiedzę w danym temacie, wiesz, jak wygląda określone zachowanie, co zrobić, aby je osiągnąć,
  4. emocjonalna zgodność – czujesz, że chcesz dokonać w swoim życiu takiej zmiany, że to będzie Ci służyło, jesteś emocjonalnie zaangażowana,
  5. działanie nawykowe – nie musisz już uczyć się danego zachowania, nie musisz pamiętać, aby go wykonać, bo jest to Twój normalny sposób działania bez zastanawiania się.

Jaki to wszystko ma związek z sytuacją z początku artykułu – z frustracją z powodu cofania się w rozwoju osobistym? I gdzie odpowiedź na pytanie, jak się zmienić, by już nie wracać do tego, co było?

 

Amator czy uczeń w drodze do mistrzostwa?

Chcę Ci dziś zadać pytanie. Kim jesteś, amatorem, czy uczniem w drodze do mistrzostwa?

Amator to osoba, która rusza w drogę do zmiany swojego oprogramowania. Jest świadoma tego, że może dokonać takich zmian i rozpoczyna ten proces.

Jej błąd polega na tym, że przechodzi tylko przez trzy pierwsze stopnie. Uczy się o nowych narzędziach w rozwoju osobistym, słucha o nich, czyta, rozmyśla. Rozumie, o co w nich chodzi i kiedy można je zastosować. Zdobywa pełnię informacji w danym temacie. Dochodzi do przekonania, że już wie, jak sobie poradzić z daną sytuacją, że już się nauczył, jak ją rozwiązywać. Dlatego poszukuje nowych tematów i narzędzi, których może się nauczyć, bo przecież jest jeszcze tyle innych sytuacji, w których nie wie, co zrobić.

Przeskakuje więc do nowej wiedzy. Wciąż grzebie w nowościach, jest podekscytowana tym, jak wiele się dowiaduje. Czuje, że teraz na pewno jej życie się zmieni, bo już tak wiele wie, tak wiele nowej wiedzy zdobyła.

Nie zrozum mnie źle: każdy z nas, jeśli chce jakichś zmian w życiu, przechodzi przez trzy pierwsze stopnie na opisanej powyżej skali. Nie ma innej drogi do mistrzostwa. Wchodzenie na kolejne stopnie już oznacza ZMIANĘ – przechodzimy od nieświadomości, do świadomości, a później szerokiej wiedzy o danym temacie. To są kroki niezbędne do tego, aby nauczyć się w pełni nowego sposobu reagowania. Te kroki są częścią tej nauki, oznaczają, że jesteśmy coraz bliżej opanowania nowej czynności w stopniu pełnym.

Dlatego warto cieszyć się każdym krokiem do przodu, każdym małym sukcesem. Zdobycie świadomości na jakiś temat już jest powodem do świętowania – samo w sobie oznacza, że Twoje życie już nie będzie takie, jak wcześniej. Pamiętaj więc o tym, że za każdym razem, kiedy chcesz wprowadzić w swoje życie jakiś nowy rodzaj zachowania, przechodzisz przez etap zdobywania szerokiej wiedzy w danym temacie. To jest nieodłączna część procesu: czytanie, słuchanie, rozmyślanie o narzędziach przygotowuje Cię do tego, aby je wprowadzić w życie.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy na tym etapie się zatrzymujesz. Uznajesz, że to koniec drogi i już czas szukać nowej wiedzy, na inny temat. Wtedy pozostajesz na etapie amatora.

 

Dlaczego bycie amatorem Ci szkodzi?

Co się dzieje w codziennym życiu amatora, w konkretnych sytuacjach, które go spotykają?

Przychodzi dzień, kiedy życie rzuca mu wyzwanie. Amator staje przed sytuacją, o której się uczył. Wie, jakie działania mógłby podjąć, jakie narzędzia zastosować, bo czytał niedawno o tym. Kiedy jednak dzieje się ta konkretna sytuacja, wszystkie te informacje ulatują mu z głowy i nie jest w stanie ich zastosować. Reaguje według swoich starych schematów działania, według wyuczonych mechanizmów, nawyków, które są w nim silnie zakorzenione. Do głosu dochodzi jego wciąż jeszcze nie zmienione oprogramowanie.

Nie ma mowy o wprowadzeniu nowej reakcji.

I wtedy pojawia się frustracja i zmęczenie.

Dlaczego znów mi się nie udało?! Przecież ja wiem, co mam zrobić, dlaczego tego nie umiem zastosować? Nie dam rady tego zmienić, to jest zbyt silne we mnie! Nie mam pojęcia, jak się zmienić!

Sama wiedza i znajomość narzędzi to zbyt mało.

Potrzebna jest praktyka, która sprawia, że dane narzędzie wejdzie Ci w nawyk i stanie się TWOIM naturalnym sposobem działania. W ten sposób dokona się trwała zmiana w Twoim wewnętrznym oprogramowaniu.

Spójrz jeszcze raz na ten proces wprowadzania zmiany w życiu. Amator wchodzi na trzeci stopień i tam się zatrzymuje, przekonany, że doszedł już do końca. Już wie co i jak robić, i myśli, że to wystarczy.

Otóż to nie wystarczy. Są jeszcze dwa stopnie do pokonania. Emocjonalna zgodność i działanie nawykowe. Jeśli nie dojdziesz do samego końca wprowadzania zmiany, nie możesz powiedzieć, że już się nauczyłaś danego narzędzia.

Kiedy jakieś narzędzie staje się Twoim działaniem nawykowym, już nie musisz wkładać w nie większego wysiłku. Jest dla Ciebie naturalnym sposobem bycia. W Twoim mózgu ukształtowały się określone ścieżki neuronowe, dzięki którym wykonujesz daną czynność z łatwością. Nie musisz już pamiętać, aby zachować się w określony sposób, po prostu to robisz. Nie musisz już ćwiczyć danego zachowania, bo jest ono Twoją pierwszą odpowiedzią na sytuację, która się wydarza.

jak się zmienić

Co w takim razie robić?

Zanim jednak dojdziesz do ostatniego punktu, jesteś cały czas na terenie pracy nad sobą.

Konieczne jest wtedy świadome przypominanie sobie o tym, jak chcesz zareagować w określonej sytuacji. Kosztuje Cię to dużo wysiłku. Wielokrotnie ponosisz porażkę, bo górę biorą Twoje wcześniejsze nawyki, silne emocje, do głosu dochodzą Twoje zranienia z przeszłości i zapalniki, których nie przepracowałaś. Upadasz, wstajesz i znów upadasz. I tak w kółko.

Samo poznanie i zrozumienie różnych narzędzi nie oznacza, że będziesz je stosować w życiu. Do tego potrzebujesz ćwiczeń i wciąż ponawianych prób. Twój mózg potrzebuje czasu, by ukształtować się w nowy sposób.

Uczeń w drodze do mistrzostwa jest stale podłączony do pracy nad sobą i do swojej grupy mocy, która mu w tym towarzyszy. Jest zdeterminowany, aby nie tylko przeczytać o tym, co może zrobić, ale chce ćwiczyć nowe zachowanie. Chce nie tylko wiedzieć, przeczytać, posłuchać, ale przede wszystkim wprowadzić w życie.

Bierz na tapet konkretne narzędzie i zachowanie, które chcesz wprowadzić w życie i ćwicz, ćwicz, ćwicz! Rób to dotąd, aż ono stanie się dla Ciebie normą i nawykiem. Nie zatrzymuj się w drodze do wprowadzenia danej zmiany, przeskakując co chwilę na nowe narzędzia. Wspinaj się aż na sam szczyt, aż do piątego punktu w procesie wprowadzania zmian.

Nie bądź amatorem, który ekscytuje się cały czas nową wiedzą. Możesz przeczytać i dowiedzieć się mało, ale jeśli wprowadzisz to w pełni w swoje życie, wtedy odczujesz realne efekty. I nabierzesz apetytu na więcej.

 

To jaką zmianę chcesz wprowadzić w swoje życie?

4 powody, by zabrać się do roboty i odmienić swoją relację z mężem (nawet, jeśli czujesz, że to on zawala)

problemy w relacjach

W artykule: Uważasz, że za Twoje problemy w relacjach odpowiedzialni są inni? „To jego/jej wina, że się nie dogadujemy.”  Dlaczego zatem to Ty masz dokonywać zmian?

Budziła się rano z jedną myśląZnowu wszystko na mojej głowie.

Mąż nie zajmował się w domu nieomal niczym. Chodził do pracy, wracał zmęczony, jadł obiad i siadał przed telewizorem. Bawił się z dziećmi sporadycznie.

Kiedy ona chciała porozmawiać, on krzywił się z niechęcią, przez co jej się wszystkiego odechciewało. Kiedy ona chciała gdzieś wyjść, on mówił, że nie mają pieniędzy. Kiedy ona płakała, on wychodził do drugiego pokoju.

Znowu wszystko na mojej głowie.

Próbowała wykrzyczeć swoją frustrację, obrażała się, później z płaczem prosiła o zmiany. Mówiła mu, że czuje się niekochana, że już mu nie zależy, że tak nie można długo funkcjonować.

Nic się nie zmieniało.

problemy w relacjach

Kiedy czytasz ten opis, jakie myśli pojawiają się w Twojej głowie? Beznadziejny przypadek. Niech ten facet w końcu się ogarnie. Jeśli on czegoś nie zmieni, to powinien być koniec. Biedna kobieta, jak ja ją rozumiem… 

 

To wszystko jego wina

Wiele osób oceniłoby tę sytuację jednym zdaniem.

To wszystko jego wina.

To on stawia pracę ponad rodzinę.

To on nie chce rozmawiać.

To on olewa jej potrzeby i emocje.

To on jej nie wspiera.

To on…

 

Jeśli to jego wina, dlaczego więc ona miałaby cokolwiek robić, by tę sytuację zmienić?

Jeśli Ty myślisz podobnie o swoim małżeństwie: To wszystko jego wina, dlaczego miałabyś cokolwiek robić, by rozwiązać problemy w relacji?

 

Tak sformułowana ocena: To wszystko jego wina, ma pewną słabość. Opiera się na opisie sytuacji z perspektywy kobiety, żony. Czy perspektywa męża byłaby w tym wszystkim taka sama? Czy on tak opowiedziałby o tym, co dzieje się w jego domu?

Związek to zawsze naczynia połączone, pewien system. Zachowanie, słowa i emocje jednej osoby wpływają na zachowanie, słowa i emocje drugiej. Nie da się tego rozdzielić. Twój sposób funkcjonowania wywołuje określone reakcje u męża, podobnie jego zachowanie oddziałuje na Ciebie. Jego niechęć do rozmów może wynikać z wielu różnych czynników: może nie mieć odpowiednich umiejętności, ale może być również tak, że Twój sposób prowadzenia rozmowy powoduje, że on czuje się wciąż atakowany, niezrozumiany i oceniany.

Możesz być przekonana, że po Twojej stronie wszystko jest ok, masz przecież dobre intencje i chcesz Waszego szczęścia. Dopóki jednak nie zaczniesz szczerze przyglądać się swoim emocjom, potrzebom, reakcjom i zachowaniu, nie możesz mieć pewności, że zrobiłaś wszystko, co leży po Twojej stronie.

Problemy w relacjach, w których jesteś, to zawsze TWOJA odpowiedzialność (to nie znaczy, że Twoja wina, to są dwie zupełnie różne sprawy). Nawet, jeśli dziś jesteś przekonana, że to druga strona wciąż zawala. To Twoje relacje, dlatego weź się do roboty i dokonuj zmian.

problemy w relacjach

4 powody, byś rozwiązywała problemy w relacjach (nawet, gdy czujesz, że to inni zawalają)

 

  1. Życie jest zbyt krótkie, by być w relacji, która Ci się nie podoba.

Jeśli coś Cię martwi, męczy, niszczy, denerwuje, nie warto w tym tkwić.

To jednak nie znaczy, że masz po prostu odejść! Wszelkie problemy w relacjach są szansą do działania, szukania rozwiązań, przemiany, a nie odsuwania się od drugiej osoby. Nie zachęcam Cię do trwania w sytuacji, która jest dla Ciebie bolesna. Zapraszam Cię, byś wzięła odpowiedzialność za to, co możesz zrobić i podjęła pracę nad swoją częścią tego, co wnosisz w relacje.

Jeśli czujesz się źle w relacji z mężem, dokonaj zmian w swojej części. Nie tkwij latami w miejscu, w którym jest Ci źle – narzekasz, marudzisz, płaczesz, ale czekasz biernie, by ktoś inny Cię uratował i coś zmienił. Możesz sama dokonać zmiany.

Nie poprzez zrywanie relacji, ale poprzez przemianę w samej sobie i swoim stylu odnoszenia się do męża.

 

 

2. Jeśli nie przepracujesz pewnych tematów teraz, będziesz musiała to zrobić później, z kimś innym.

Badania pokazują, że wiele osób, które odchodzą z małżeństwa, w którym im źle, jakiś czas później, w kolejnym związku, wpada dokładnie w takie same problemy jak wcześniej. Po kilku latach bycia w nowej relacji odkrywają, że nieomal nic się nie zmieniło, poza osobą, z którą mieszkają.

Wchodzimy w związek z ludźmi, z którymi czujemy się dobrze. A to może oznaczać różne rzeczy. Może być tak, że czuję się dobrze z kimś, kto nie chce ze mną rozmawiać na ważne tematy – tylko dlatego, że tak wyglądały relacje w moim domu rodzinnym (między moimi rodzicami lub między mną a nimi). Niby pragnę bliskości i głębokich rozmów, a nieświadomie wybieram na partnerów osoby, które unikają jak ognia takiej intymności. Wszystko dlatego, że w takiej sytuacji czuję się bezpiecznie, bo to dobrze znam ze swojej rodziny pochodzenia.

W pracy nad sobą nie chodzi o uzdrawianie relacji – chodzi o uzdrowienie Ciebie. To Ty tworzysz relacje i ich wygląd zależy od tego, co dzieje się w Tobie. Nierozwiązane problemy będą do Ciebie wciąż wracać pod różnymi postaciami, w kontakcie z różnymi osobami.

Możesz iść przez życie wciąż obwiniając innych o to, że powodują problemy w relacji z Tobą. Możesz jednak odważnie przyjrzeć się samej sobie i sprawdzić, o jakich Twoich zranieniach informują Cię te problemy. Każdy zgrzyt w relacji jest okazją do tego, by zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie pytanie: Co jeszcze potrzebuje we mnie uzdrowienia?

 

3. Twoje dzieci uczą się, jak wyglądają bliskie relacje partnerskie przede wszystkim przez obserwację Ciebie i Twojego męża.

Z dużym prawdopodobieństwem Twoje dziecko w przyszłości będzie szukać na swojego małżonka kogoś, kto:

  • będzie traktował je podobnie do tego, jak Wy jako rodzice je traktowaliście i/lub,
  • będzie tworzył z nim relację podobną do tej, jaką obserwował w Waszym domu rodzinnym, między Tobą a mężem.

Problemy w relacjach między Tobą a mężem w pewnym stopniu będą odbijać się zatem w relacjach intymnych Twoich dzieci. Dzieje się to wszystko na poziomie nieświadomości, silnych nawyków, przyzwyczajeń, nienazwanych oczekiwań i potrzeb. Dzieci uczą się bardziej przez to, co obserwują i czego doświadczają niż przez to, co do nich mówisz.

Wiem, że zależy Ci na Twoim dziecku – pamiętaj zatem, że Twoje małżeństwo jest dla niego pierwszą szkołą bliskich relacji partnerskich.

 

4. Dobrostan Twojego dziecka w ogromnym stopniu zależy od dobrostanu Waszego małżeństwa.

Już od urodzenia dziecko reaguje na ostry, gniewny, podniesiony głos – kiedy go słyszy, podnosi się poziom jego kortyzolu we krwi, przyspiesza jego serce, skraca się oddech. To są objawy stresu. Maluch nieświadomie obawia się o swoje życie. Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy śpi w pobliżu osób kłócących się!

Dlatego Twój styl komunikowania się z mężem ma ogromny wpływ na to, jak czują się Wasze dzieci.

Dotyczy to dzieci w każdym wieku. Konflikty, a w dalszej perspektywie rozwód rodziców, wpływa bardzo niekorzystnie na samopoczucie, samoocenę, umiejętność radzenia sobie ze stresem i wiele innych obszarów w życiu młodych ludzi.

W tym miejscu może pojawić Ci się myśl: To prawda, ale przecież lepiej, żeby rodzice się rozeszli niż żeby non stop się kłócili! Przecież dziecko reaguje na każdą z tych kłótni podniesionym poziomem stresu i utratą poczucia bezpieczeństwa.

Takie reakcje na kłótnie w domu są raczej powodem do zmiany tej sytuacji, a nie rozwodu! Przeczytaj jeszcze raz punkt 2. – nieprzepracowane tematy wracają do nas jak bumerang. Jeśli dziś kłócisz się z mężem o jakąś sprawę, część powodu tej kłótni leży w Tobie – Twoich niezaspokojonych potrzebach, Twoich zranieniach z przeszłości, Twoich zapalnikach do silnych emocji, które wynikają z Twoich przekonań. Twój mąż jest tylko wyzwalaczem, który nieświadomie naciska odpowiedni guzik, wywołując u Ciebie określone reakcje. Jeśli nie dojdziesz do sedna sprawy, te guziki nadal w Tobie będą i będzie mógł je nacisnąć każdy, kto zachowa się w sposób podobny do tego, jak zachowuje się teraz Twój mąż.

problemy w relacjach

W tym miejscu należy Ci się ważne dopowiedzenie, które pojawia się przy każdym punkcie mojej pracy.

To, co napisałam powyżej nie dotyczy sytuacji uzależnienia w rodzinie, przemocy fizycznej lub zaburzeń psychicznych. W takich okolicznościach należy najpierw zastosować środki odpowiednie do rozwiązywania tych problemów. Uzależnienie czy przemoc fizyczna to nie są problemy w relacjach. To są inne kategorie trudności i wymagają innych środków zaradczych. Rozwój osobisty, do którego zachęcam, będzie dobrym uzupełnieniem dla tych działań, jednak prawdopodobnie nie doprowadzi Twojego męża do porzucenia nałogu, jeśli takowy posiada.

 

Jestem wielką fanką brania odpowiedzialności za swoje życie. Pamiętaj, że zawsze masz wybór: możesz czekać, aż ktoś inny odmieni Twój los, pełna żalu, złości, obwiniania innych. Ale możesz również wziąć sprawy w swoje ręce i rozpocząć żmudną (a jednocześnie piękną) drogę do tworzenia takich relacji, o jakich marzysz.

 

Jaka jest Twoja decyzja?

Najczęściej zadawane pytania dotyczące mojej metodologii pracy i edukacji na temat relacji

praca nad sobą

W artykule: Praca nad sobą to ciężki kawałek chleba. Proponuję Ci skuteczną i wyjątkową metodę rozwoju osobistego w kontekście relacji z innymi ludźmi

Co to znaczy, że wystarczy tylko jedna osoba, by dokonać zmiany w relacji?

Każdego dnia we wszystkich relacjach z ludźmi rozgrywa się specyficzna gra. Jedna osoba zachowuje się w określony sposób, wywołując jakąś reakcję drugiej. Ta reakcja następnie wywołuje reakcję u pierwszej osoby. I tak w kółko. Na tym polega dynamika relacji międzyludzkich.

Relacja to łańcuch: zachowanie – reakcja na to zachowanie – reakcja na reakcję itd.

Wystarczy zmienić jeden składnik w tym łańcuchu, aby zmieniła się jego dalsza część. Wystarczy zmienić jedną reakcję, aby zmieniła się w danej chwili cała relacja.

Dlatego wystarczy jedna osoba, aby zmienić związek. 

Jeśli dokona się zmiana w Tobie, zmieni się Twoja relacja z mężem. Twoje zachowania mogą go prowadzić do reakcji, które budują lub niszczą Waszą relację. Oczywiście to działa w obie strony: jego zachowania mogą wywołać w Tobie reakcje, które budują lub niszczą związek. Jednak pamiętaj, że możesz kontrolować tylko siebie.

Nie myśl więc o tym, żeby zmienić jego zachowania. Ucz się tego, jak reagować, by wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Ucz się tego, jak wywołać jego lepszą reakcję. To Twoja część pracy: panowanie nad sobą, swoimi uczuciami, słowami i zachowaniami.

To Twoja praca nad sobą.

praca nad sobą

Dlaczego to ja mam wykonywać pracę nad sobą, a nie mój mąż?

Kiedy wykonujesz pracę nad sobą i tym, co Ty wnosisz w związek, największy dar otrzymujesz Ty sama. Jeśli uczysz się panować nad sobą i tworzyć dobre relacje z innymi, najwięcej korzystasz na tym Ty sama. Rozwijasz się, zmieniasz, lepiej potrafisz panować nad swoimi uczuciami, lepiej reagować na stresujące sytuacje – to konkretne umiejętności, które zyskujesz. One z Tobą zostają na zawsze. Nikt Ci ich nie odbierze. I wiesz co? To właśnie od nich zależy Twoje poczucie szczęścia.

Twoje poczucie szczęścia zależy od tego, co dzieje się w środku Ciebie, a nie od tego, co dzieje się dookoła Ciebie.

Koncentrowanie się na tym, co powinien zrobić mąż powoduje, że jesteś w stanie ciągłego oceniania jego zachowania. Musisz wciąż czuwać i sprawdzać: czy już się zmienił? Czy już zrobił to, co powinien, czy jeszcze mam na niego naciskać? Jak to zrobić, żeby w końcu zaczął się zmieniać?

Samą siebie skazujesz na porażkę. Zajmujesz się czymś, na co masz niewielki wpływ. Możesz kontrolować tylko siebie i to, jak Ty odnosisz się do innych. Po co więc skupiać się na czymś, czego nie możesz zmienić?

Bardzo rzadko zdarza się, aby obie osoby były gotowe i chętne do pracy nad zmianą w związku w ten sam sposób i w tym samym czasie. Czytałam ostatnio, że ok. 75% terapii par kończy się niepowodzeniem. Zachęcam Cię: nie idź tą drogą. Nie stawiaj Twojego szczęścia na niepewnym gruncie czekania, aż Twój mąż w końcu wykona pracę, której od niego oczekujesz.

Zacznij brać osobistą odpowiedzialność za swoje uczucia, reakcje i zachowanie. Bez tego będziesz wciąż kręcić się w kółko i szukać winnych wokół siebie. Nie będziesz w stanie dokonać żadnej znaczącej zmiany w samej sobie i w swoich relacjach z innymi.

Praca nad sobą to długofalowy proces, w którym możesz nauczyć się wielu konkretnych narzędzi i strategii działania. Będzie to możliwe tylko wtedy, jeśli skupisz swój wzrok i myśli na tym, co Ty możesz zrobić i zmienić, a nie na tym, co powinni zrobić i zmienić inni.

Oczywiście zawsze masz wybór.

Możesz pójść w przeciwnym kierunku i wciąż rozpamiętywać to, co w Twoim odczuciu inni robią źle. Słuchać tego, jak koleżanki czy rodzina Ci przytakują: Tak, Twój mąż powinien zrobić to i tamto, zachowuje się jak świnia, olewa Cię i Twoje potrzeby! Takie rozmowy na chwilę dają Ci odczucie ulgi (bo przecież to ON jest tym złym i to ON ma się zmienić), ale co z tego? Nadal nic się nie dzieje i wciąż trwasz w sytuacji, która jest dla Ciebie trudna i bolesna.

Przywróć samej sobie władzę nad swoim życiem.

praca nad sobą

„Mój mąż jest uzależniony od alkoholu lub innych substancji”, „w moim związku pojawia się przemoc” – co wtedy?

Istnieją wyzwania i rozwiązania związane z relacjami i istnieją wyzwania i rozwiązania związane z przemocą.

Stacey Martino

W niektórych relacjach małżeńskich pojawiają się problemy związane z uzależnieniami, przemocą lub chorobami psychicznymi.

Chcę jasno postawić sprawę: tego typu problemy wymagają własnych, odrębnych rozwiązań! Praca według metodologii, którą proponuję, rozwiązuje trudności związane z relacjami, a nie uzależnieniem, czy przemocą.

Teraz następuję bardziej skomplikowana część wyjaśnienia…

Według definicji WHO przemoc to Celowe użycie siły fizycznej lub władzy, sformułowane jako groźba lub rzeczywiście użyte, skierowane przeciwko samemu sobie, innej osobie, grupie lub społeczności, które albo prowadzi do albo z którym wiąże się wysokie prawdopodobieństwo spowodowania obrażeń cielesnych, śmierci, szkód psychologicznych, wad rozwoju lub braku elementów niezbędnych do normalnego życia i zdrowia.

Jak widzisz, jest to definicja bardzo szeroka. Bardzo. Mieszczą się w niej zarówno akty przemocy fizycznej, krzyk, zastraszanie, porzucenie (np. emocjonalne), pełne urazy milczenie wobec osoby, która nas potrzebuje, wyzwiska i wiele, wiele innych działań.

Nieomal każdy z nas stosuje wobec kogoś jakąś formę zachowania, która mieściłaby się w takiej definicji przemocy (chociaż wcale tego tak nie nazywamy na codzień).

Z pełną stanowczością mogę powiedzieć, że w przypadku przemocy fizycznej moja metodologia pracy nie ma zastosowania. Wtedy należy najpierw zastosować metody odpowiednie do takich problemów. Natomiast z innymi formami działań, które mieszczą się w tej definicji, sprawa nie jest już tak oczywista.

Czasem kryzys i nieporozumienia w związku są już tak daleko posunięte, że dwie osoby, które wcześniej nigdy nie używały wulgarnych słów w kierunku kogoś innego, nagle zaczynają to robić. Ilość nagromadzonych emocji jest tak duża, że podejmują działania, których wcześniej nie podejmowały. Nagle pojawiają się w ich relacji zachowania, które można określić jako przemocowe, a są one efektem pogłębiającego się kryzysu, wzajemnych oskarżeń, dużej ilości negatywnych bodźców w kierunku drugiej osoby, która nagle pęka i zaczyna odpowiadać atakiem na to, co sama odbiera jako atak.

W takim sensie zachowania przemocowe mogą być przejawem kryzysu w relacji i mogą zostać wyeliminowane pod wpływem pracy według mojej metodologii.

Związek to zawsze system, w którym obie osoby nawzajem na siebie wpływają. Jeśli ja nie reguluję swoich emocji, mówię i działam w sposób, który skłania drugą osobę do ataku lub ucieczki (reakcja fight or flight). Dlatego warto sprawdzić, jaki udział w tym, jak dziś wygląda nasza relacja, mam ja i moje wyładowywanie swoich emocji na drugiej osobie.

Oczywiście w ramach pracy w tej metodologii jest czas i miejsce na to, by mówić o tym, czego potrzebuję, co mnie rani, martwi i czego nie chcę. Czyli nie zgadzanie się na zachowania, które są dla mnie destrukcyjne. Generalna zasada jest taka, że najpierw reguluję swoje emocje, a później stosuję narzędzia, które pozwalają mi lepiej przekazać drugiej osobie to, o co mi chodzi.

Dlatego, jeśli Twój mąż dopuszcza się aktów przemocy fizycznej lub nadużywa jakichkolwiek substancji (lub jest uzależniony od hazardu czy pornografii), zwróć się o pomoc do specjalistów w tych tematach. Zapewnienie sobie (i dzieciom) bezpieczeństwa w takiej sytuacji jest pierwszym, najważniejszym krokiem. Potrzebujesz konkretnej wiedzy i wsparcia osób, które na codzień pracują w danym obszarze.

Pamiętaj jednak, że jeśli w danej chwili nie jesteś w takiej relacji (lub zdecydowałaś o separacji z mężem z wyżej wymienionych powodów), do Ciebie należy kolejny krok. Wykonaj swoją część pracy!

Twoja praca nad sobą, Twój rozwój osobisty, uczenie się na temat mechanizmów, które pojawiają się w relacjach między ludźmi, poznawanie różnic między kobietami a mężczyznami, pozwolą Ci uniknąć w przyszłości wchodzenia w podobne wzorce tworzenia związku. Możesz również potrzebować konkretnych narzędzi, by odnaleźć drogę do prawdziwej wersji samej siebie – w tych sytuacjach moja metodologia pracy może być dla Ciebie wielką pomocą.

Może być również tak, że narzędzia, które proponuję, pozwolą Ci lepiej poznać samą siebie, swoje potrzeby, lepiej troszczyć się o siebie, lepiej rozumieć innych nawet, jeśli aktualnie jesteś w związku, w którym pojawiają się problemy typu przemoc lub uzależnienie. Nie oznacza to jednak, że powinnaś rezygnować wtedy z szukania pomocy u specjalistów w tych tematach!

Jakich rezultatów pracy mogę się spodziewać?

Proponuję Ci wyjątkowe połączenie edukacji na temat relacji z Twoim rozwojem osobistym. Pracujesz nad samą sobą i nad tym, jak Ty odnosisz się do innych, a nie nad relacją jako taką – bo co to w ogóle znaczy pracować nad związkiem?

Jako efekt tej pracy możesz spodziewać się bardzo konkretnych rezultatów i nowych umiejętności, takich jak:

  • umiejętność rozpoznawania swoich własnych potrzeb i łączenia ich z potrzebami swoich bliskich,
  • zmiana perspektywy myślenia o samej sobie, innych i relacjach, co pozwala ruszyć z miejsca i doświadczyć związku, o jakim marzysz,
  • poznawanie różnic między kobiecością a męskością, dostrzeganie ich, akceptowanie i cieszenie się nimi na codzień,
  • tworzenie nierozerwalnego teamu z mężem – umiejętność dochodzenia do porozumienia w sprawach, które Was różnią,
  • umiejętność rozpoznawania swoich emocji i regulowania ich,
  • dbanie o swój dobrostan wewnętrzny w każdej, nawet najbardziej stresującej sytuacji,
  • odnowa wzajemnej fascynacji z mężem,
  • lepsze rozumienie samej siebie i innych ludzi,
  • umiejętność wspierania męża w jego męskich potrzebach,
  • umiejętność prowadzenia rozmów, które tworzą wzajemne porozumienie, bliskość i pozwalają znaleźć rozwiązanie dla trudnych sytuacji w Waszym życiu,
  • rozpoznawanie u siebie wyuczonych wzorców zachowania, które wpływają destruktywnie na Twoje życie i stopniowe zmienianie ich,

praca nad sobą

Jeśli jesteś zainteresowana rozwojem osobistym w kontekście relacji z innymi ludźmi, zapraszam Cię do kontaktu!

Proponuję Ci:

  • grupę wsparcia dla kobiet na facebooku Małżeństwo, rodzicielstwo i rodzina,
  • indywidualne konsultacje – napisz do mnie wiadomość na adres mailowy agnieszka@domowezawirowania.pl.
  • mój fan page Domowe Zawirowania, na którym informuję o wszystkich aktualnych wydarzeniach,
  • zapisanie się na newsletter (po prawej stronie na blogu lub na samym dole strony, jeśli korzystasz z telefonu w polu Odbierz zestaw pytań na randkę małżeńską, w którym odpowiadam na pytania czytelniczek związane z relacjami małżeńskimi i rodzicielskimi oraz podsyłam inspirujące materiały od różnych specjalistów w dziedzinie rozwoju osobistego i relacji,
  • bezpłatne wyzwania (informacje o nich pojawiają się co jakiś czas na moim fan page),
  • płatne kursy online pogłębiające wiedzę i pozwalające przepracować konkretne tematy (informacje o nich pojawiają się również na moim fan page).