Kiedy rodzicielstwo bliskości nie działa

W artykule: Czujesz, że rodzicielstwo bliskości nie działa w Twoim domu? Zobacz, gdzie może tkwić problem

Na początku drogi rodzicielstwa nie stawiałam jasnych, zrozumiałych granic dziecku, jakby w obawie, że w jakiś sposób wywieram na nie negatywny wpływ… Nie byłam w stanie znaleźć jasnych zasad, czym tak na prawdę jest rodzicielstwo bliskości – niby chciałam podążać za dzieckiem, a tak naprawdę przyzwalałam na zbyt wiele.

Od pewnego czasu coraz częściej spotykam się z wypowiedziami, które brzmią mniej więcej tak, jak ta powyższa.

rodzice nie stawiają granic dzieciom

Kiedy rodzicielstwo bliskości przestaje działać

Pamiętam historię, którą usłyszałam dobrych kilka lat temu – wydaje mi się, że to mogło być ok. 5-6 lat temu. Byliśmy wtedy w odwiedzinach u znajomych i rozmawialiśmy o różnych rozterkach wychowawczych.

Koleżanka podzieliła się ze mną tym, dlaczego ma duże wątpliwości co do rodzicielstwa bliskości (które wtedy nie było jeszcze tak popularne, jak teraz).

Otóż opowiedziała mi, że jedno z małżeństw, z którymi tworzą wspólnotę religijną, samo siebie określa jako rodzice RB. Podczas jednego ze spotkań u innego małżeństwa w mieszkaniu, jedno z ich dzieci zaczęło malować kredkami po ścianach (w nie swoim domu i w miejscu, które raczej nie było do tego przeznaczone).

Jego rodzice zareagowali dość niemrawo, ze śmiechem wspominając coś o dziecięcej ekspresji i nie podejmując bardziej konkretnych kroków, aby je powstrzymać.

Moja koleżanka patrzyła na to ze zdziwieniem, w przekonaniu, że to jedno z zadań rodzica, aby nie pozwalać na tego typu rzeczy.

To (i jeszcze kilka podobnych wydarzeń) skutecznie zraziło ją do tego nurtu wychowawczego.

Między ideą a praktyką – pułapki w rodzicielstwie bliskości

Oczywiście moglibyśmy teraz dyskutować, że Ci rodzice wcale nie stosowali rodzicielstwa bliskości, tylko jego wypaczoną wersję, powstrzymując się od mówienia dziecku „nie”. To wcale nie oznacza, że rodzicielstwo bliskości nie działa.

Albo że właściciele mieszkania sami mogli jasno pokazać swoje granice, bo przecież różni ludzie mają je w różnych miejscach i może im akurat nie przeszkadzało malowanie po ścianach ich mieszkania (jeśli dobrze pamiętam, to rzeczywiście w końcu to zrobili przy braku jednoznacznej reakcji rodziców dziecka).

Problem polega na tym, że to nie są odosobnione historie.

Ja sama od moich klientów dostaję wiadomości o tym, jak oni, pomimo przeczytania mnóstwa książek o wychowaniu czy udziału w różnych kursach, w pewnym momencie odkryli, że doszli do miejsca, gdzie pozwalają dziecku na zbyt dużo.

Nawet, jeśli uznamy, że problem nie leży w samej idei, to gdzieś on na pewno jest, skoro tak dużo osób stosuje jej „wypaczoną wersję”.

 
Czego brakuje w poradach o wychowaniu?

W internecie znajdziesz setki, tysiące artykułów, filmów, kursów i szkoleń o tym, jak być dobrym rodzicem.

Śmiem twierdzić, że problem polega na tym, że często czegoś w nich brakuje.

Nacisk jest kładziony albo na zadbanie o siebie, albo na zaspokajanie potrzeb dziecka.

Otrzymujemy albo ogólne idee, które nie do końca wiemy, jak przełożyć na codzienność, albo bardzo instrumentalne wskazówki, jak się zachować bez szerszego kontekstu zrozumienia siebie i dziecka.

Dostajemy albo suchą wiedzę bez pomocy w jej wdrożeniu, albo wdrożenie jej u siebie, ale bez uwzględnienia tego, że małżonek zachowuje się zupełnie inaczej i używa innych metod wychowawczych.

Kiedy słyszysz od jakiegoś specjalisty, jak akcentuje jeden aspekt wychowania, nie mówiąc wcale lub mówiąc bardzo niewiele o innych, to naturalne, że w Twojej głowie na drugi plan schodzą te pozostałe. Do tego stopnia, że możesz nieświadomie zupełnie przestać się nimi zajmować.

Skupienie się tylko na jednym aspekcie wychowania może mieć bardzo negatywne skutki.

Często prowadzi do przemęczenia rodzica (bo tak bardzo chce „podążać za dzieckiem”) lub konfliktów w małżeństwie (bo przecież nie można pozwolić, by małżonek stosował inne metody, które na pewno krzywdzą dziecko).

Łatwo wtedy dochodzi do wypaczeń, których przecież nikt z nas nie chce, a tak łatwo w nie wpadamy!

rodzic zmęczony tym że rodzicielstwo bliskości nie działa

Moje podejście wychowawcze: cztery elementy, które przywracają równowagę

Właśnie dlatego zdecydowałam się opisywać moje podejście wychowawcze w formie Piramidy Rodzicielskiej, która składa się z czterech elementów. Każdy z nich jest ważny i niezbędny – będą zajmować nieco inną ilość naszego czasu i zaangażowania, ale nie możemy z żadnego zrezygnować.

Jakie to elementy?

1. Zadbanie o siebie jako rodzic
2. Budowanie więzi z dzieckiem
3. Trenowanie umiejętności u dziecka
4. Współpraca z otoczeniem, w którym przebywa dziecko

Pierwszy element stanowi podstawę Piramidy – powinien więc zajmować najwięcej naszej uwagi, czasu i wysiłku. Każdy kolejny bazuje na poprzednim.

Jeśli położymy nieodpowiedni nacisk na któryś z nich, łatwo dochodzi do wykolejenia całości.

Myślę, że nie muszę mówić, że każdy z tych elementów składa się z szeregu różnych umiejętności i działań, z których nie wszystkie są intuicyjne i łatwe. Ale wszystkich jesteśmy w stanie się nauczyć.

Dlaczego czasem reaguję złością na płacz swojego dziecka?

denerwuje mnie płacz dziecka

W artykule: Denerwuje Cię płacz Twojego dziecka? Ja też kiedyś to przeżywałam. Aż do chwili, kiedy odkryłam, o co w tym tak naprawdę chodzi i co z tym zrobić.

Chcę się podzielić z Tobą czymś, co odkryłam u siebie jakiś czas temu — a co mnie zdziwiło: dlaczego czasem reaguję złością na płacz któregoś z naszych dzieci.

 

 

To przez nich się złoszczę!

Kiedyś sądziłam, że to jest naturalne i nic nie da się z tym zrobić. Skoro dziecko krzyczy i płacze, a ja chcę w danej chwili spokoju, to mam prawo do złości i to oczywiste, że ją przeżywam. 

W moich myślach nacisk położony był na to, że złość płynie z zewnętrznych okoliczności życia, w jakich się znajduję. Przykładowo: chciałam poczytać książkę, a nagle ktoś zaczyna krzyczeć i płakać, dlatego czuję złość, nie mogąc zrobić tego, co chciałam. Albo denerwuję się, bo kolejny raz synowie się pokłócili i któryś z nich płacze, a ja przecież tyle razy już im mówiłam, że tak się zwykle kończą ich zaczepki.

Myślałam: Gdyby oni zachowywali się inaczej, ja mogłabym pozostać spokojna! 

Przyczyn mojej złości upatrywałam w zewnętrznym świecie. W tym wypadku było to konkretne zachowanie dziecka i to, jakie okoliczności życia mi „zgotowało” swoim działaniem.

denerwuje mnie płacz dziecka

Oczywiście – ja “mam prawo” do swojej złości!

Każda emocja jest ok i nie ma sensu jej wartościować, bo w ten sposób robimy krzywdę sami sobie. To nie sama złość stanowi jakikolwiek problem – ona jest naturalnym, ważnym i potrzebnym elementem naszego życia! Warto tylko pamiętać, że moje emocje tworzą się we mnie (a Twoje tworzą się w Tobie). Obwinianie świata i ludzi wokół nas za ich pojawienie się, nie jest prawdą o tym, co się dzieje. Ponadto – upatrywanie ich przyczyn wyłącznie w świecie zewnętrznym sprawia, że nic nie mogę z tym zrobić. Skoro denerwuje mnie płacz dziecka to tak po prostu jest i dopóki ono nie przestanie płakać, ja nic nie jestem w stanie z tym zrobić.

W pewnym momencie jednak doznałam olśnienia, o co tak naprawdę mi samej chodzi.

 

Co chcę dać moim dzieciom? 

Zaczęłam się zastanawiać – skoro dziecko płacze, ponieważ się przewróciło i coś je boli, dlaczego ja czuję irytację? Dlaczego nie mam wtedy ochoty go przytulać i pocieszać? Wprost przeciwnie – zaczynają pojawiać się u mnie myśli: 

denerwuje mnie płacz mojego dziecka

Myślałam: Nie będę ich teraz pocieszać, nie będę za nimi chodzić, nie będę ich przytulać. Sami wiedzieli, czego mogą się spodziewać. 

Tego typu myśli chodziły mi po głowie i towarzyszył im żal, niechęć, irytacja i złość. Sama byłam zdziwiona tym, jak się czuję i co się we mnie dzieje! Nie za bardzo mi się to wszystko podobało i długo zastanawiałam się, co z tym zrobić.

W pewnym momencie pojawiło się w mojej głowie pytanie: Kiedy jedno z naszych dzieci płacze, jaka jest moja pierwsza rola jako rodzica? Czy to jest moment na wychowywanie? Czy to jest moment na pokazanie, że to ja mam rację? Czy chcę wtedy im udowadniać, że warto było mnie słuchać? Czy chcę chodzić naburmuszona, kiedy jego coś boli?

Czy to jest rzeczywiście rola, którą chcę przyjąć w chwili, kiedy ono cierpi? 

 

Nie. 

Kiedy któreś z naszych dzieci płacze, chcę być towarzyszem, dać mu wsparcie, bezpieczne środowisko do tego, żeby się wypłakało, odzyskało siły, spokój i zasoby do poradzenia sobie z daną sytuacją. Dopiero później jest czas na szukanie rozwiązań i wyciąganie wniosków z tego, co się stało.

Tego tak naprawdę pragnę.

To był pierwszy krok: uświadomienie sobie, czego chcę w takich sytuacjach i jasne nazwanie tego. Później poszłam o krok dalej. 

 

Denerwuje mnie płacz dziecka – dlaczego?

Skoro tego chcę, to dlaczego robię inaczej? Dlaczego towarzyszą mi zupełnie inne myśli, kiedy ma miejsce taka sytuacja? Dlaczego wtedy pojawia się niechęć do towarzyszenia, dawania wsparcia, a nie to, czego pragnę, kiedy jestem spokojna? Dlaczego wtedy nie ma we mnie gotowości do tego, aby być przy nim? 

Skąd to się bierze? 

Wtedy doznałam olśnienia. Zaczęłam mówić sama do siebie: Wiesz, o co w tym chodzi, Agnieszko? O to, że ty tę całą sytuację rozpatrujesz jako atak na ciebie. Widzisz to przez pryzmat samej siebie, a nie tego, co w tym momencie dzieje się z twoim dzieckiem! 

Moment, w którym dziecko się przewróciło i płacze lub kiedy jeden z naszych synów popchnął drugiego, lub kiedy zabawa skończyła się w nieprzyjemny sposób, postrzegałam przez pryzmat samej siebie i tego, co ta sytuacja znaczy dla mnie, a nie dla nich. 

 

Myślałam:

Przecież ich ostrzegałam, że tak to się skończy. Trzeba było mnie posłuchać. 

Tłumaczyłam im to już tyle razy.

Wkurza mnie to, że ciągle ktoś płacze. 

Przeszkadza mi to. 

Zabiera mi to czas, który miałam przeznaczyć na coś innego. 

 

Mnie, mi, ja: wszystko, co myślałam, dotyczyło mojej osoby. Wszystkie interpretacje, które wtedy pojawiały się w mojej głowie dotyczyły mnie.

 

Nie tego, że dziecko w tym momencie cierpi, że je boli i że mnie potrzebuje. 

Kiedy patrzymy na jakieś wydarzenie, w naszym umyśle natychmiast następuje interpretacja tego, co się dzieje. Nasz mózg musi nadać znaczenie danej sytuacji, odpowiadając na pytanie: co tutaj się aktualnie dzieje? O co tutaj chodzi?

Ponieważ mózg jest egocentryczny, w naturalny sposób nadaje interpretacje przez pryzmat nas samych. Stąd zwykle pierwsze pytanie, na które odpowiada brzmi:

Co to wydarzenie znaczy dla mnie i co mam z tym zrobić?

 

Co to znaczy dla mnie, a co dla dziecka?

Moje interpretacje płaczu dziecka nie dotyczyły tego, co dzieje się z nim, ale tego, jak mnie to dotyka, jak mi przeszkadza, wkurza i zabiera czas. Czasem dochodziła jeszcze do tego myśl, że miałam rację i że “dobrze mu tak” – niech się przekona, że tego typu zabawy kończą się tak, jak mówiłam. 

Oczywiście nieco wyolbrzymiam to, co się we mnie działo, aby pokazać Ci, jak absurdalne jest to, żeby rozpatrywać cierpienie i ból dziecka przez swój pryzmat. 

Jest to z jednej strony naturalny dla człowieka sposób funkcjonowania, ale z drugiej – nie służy on naszym relacjom. Nie służy też wychowywaniu dzieci tak, jak byśmy tego chcieli. Dlatego to ważne, aby ćwiczyć u siebie umiejętność wychodzenia z pierwszej narzucającej się nam interpretacji.

 

Taki sposób interpretowania ma rację bytu wtedy, kiedy zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Wtedy musimy ocenić, jaka jest skala zagrożenia i jak powinniśmy na nie zareagować. Jednak większość sytuacji z naszego rodzicielskiego życia to nie są sytuacje alarmowe.

Dopóki żyję w świecie wyłącznie takich interpretacji, nigdy nie będę w stanie dać wsparcia drugiej osobie. To dotyczy zarówno dzieci, jak i wszystkich pozostałych ludzi wokół mnie. Jeśli zachowaniu drugiej osoby nadaję znaczenie przez pryzmat tego, co mi to robi i jak mnie dotyka, nie będę w stanie jej towarzyszyć. Nie będę mogła jej pomóc ani ją wesprzeć. 

Bo to tego konieczna jest ciekawość drugiego człowieka i tego, co się dzieje u niego. A nie ma na nią miejsca, kiedy kręcimy się wokół siebie.

Chcę, aby w moich działaniach wobec dzieci chodziło o nie, a nie o mnie. Chcę je wspierać, towarzyszyć im, uczyć tego, co mogę je nauczyć i tego, co jest im potrzebne. One nie są odpowiedzialne za moje potrzeby czy moje samopoczucie. Jeśli będę od nich oczekiwać, by sprawiały, że czuję się dobrze, nigdy nie będę gotowa, by im naprawdę służyć. A to jest mój cel na bycie rodzicem, bycie mamą.

dlaczego złości mnie płacz dziecka

 

Co więc warto z tym zrobić?

  1. Ucz się dbać o swoje potrzeby.

Dlatego tak ważne jest uczenie się dbania o moje potrzeby w inny sposób niż “wykorzystując” do tego moje dzieci. Służenie i pomaganie im opiera się na tym, jak się czuję i na ile “pełna” ja sama jestem. Nie jest to więc “nalewanie z pustego dzbana”, ale dbanie o to, by on był pełny, aby następnie przekazać to, co w nim jest, moim dzieciom.

2. Ćwicz tworzenie nowych interpretacji.

Zacznij zadawać sobie pytanie: Co takiego to wydarzenie znaczy dla niego, dla mojego dziecka, a nie dla mnie? Co się wydarzyło w jego świecie? Jak on rozumie i przeżywa to, co się stało?

Dzięki temu coraz częściej będziesz postrzegać jego płacz przez pryzmat tego, co się dzieje w życiu malucha, a nie co ten płacz znaczy dla Ciebie.

Te dwa kroki zmieniły zupełnie moje funkcjonowanie w tym temacie. Dziś w większości sytuacji, kiedy stykam się z płaczem moich dzieci, jestem w stanie zachować spokój i naprawdę je wspierać.

 

Powyższe wyjaśnienie jest tylko jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie: Dlaczego denerwuje mnie płacz dziecka? Jeśli często doświadczasz obniżonego nastroju, smutku, przygnębienia, irytacji na to, co i jak robi dziecko – warto skorzystać z pomocy specjalistów (terapeuty lub psychologa), aby dać samemu sobie wsparcie, którego potrzebujesz.

Wyrzuty sumienia matki – czy da się ich pozbyć?

wyrzuty sumienia matki

W artykule: Wyrzuty sumienia matki towarzyszą wielu kobietom każdego dnia. Ty również borykasz się z nimi w swoim rodzicielstwie? Od czego zacząć pozbywanie się ich?

W styczniu 2020 r. wyjechałam do USA na dwanaście dni. Sama. W domu został mój mąż (który miał w tym czasie przerwę w pracy) oraz trójka dzieci – 6,5 lat, 4,5 lat i 2,5 roku. Poleciałam na konferencję dotyczącą marketingu, dołączając do tego kilka dni w Nowym Jorku na odpoczynek i zwiedzanie.

Pamiętam taki dzień kilka lat temu, kiedy wychodziłam z domu na spotkanie z przyjaciółką, żegnana płaczem dzieci. Zamknęłam za sobą drzwi, a po moich policzkach popłynęły łzy. Zamknęłam oczy, oparłam się plecami o drzwi i zastanawiałam się, czy w ogóle gdziekolwiek iść.

Czy mogę?

Czy powinnam? Kiedy one tak płaczą za mną?

Jak mam się w ogóle cieszyć tym wyjściem, kiedy moje serce jest rozdarte ich smutkiem?

Między jednym a drugim wydarzeniem minęły mniej więcej 3 lata. Jak to się stało, że zmieniło się tak wiele? Czy nadal doświadczam matczynych wyrzutów sumienia? Jeśli tak, jak sobie z nimi radzę? I co to ma wspólnego z Tobą?

matczyne wyrzuty sumienia

Wyrzuty sumienia matki – kiedy Ci towarzyszą?

Niedawno zadałam pytanie kobietom z mojej społeczności na Facebooku, jakiego rodzaju wyrzutów sumienia w roli matki doświadczają. Odpowiedzi były porażające. Wymieniły one kilkadziesiąt różnych sytuacji, opowiadając kiedy i dlaczego przeżywają wyrzuty sumienia. Podaję tylko kilka przykładów:

– kiedy idę do pracy – czuję wyrzuty sumienia, bo nie jestem w domu,

– kiedy jestem w domu – bo nie chodzę do pracy i przez to mamy kłopoty finansowe,

– kiedy nie wiem, jak znaleźć czas dla każdego z dzieci osobno,

– kiedy poświęcam czas na swoje sprawy – bo mam mniej czasu dla rodziny,

– kiedy jest bałagan w domu – bo co ze mnie za matka, która nie umie utrzymać porządku,

– kiedy dziecko idzie do żłobka, a mnie nie stać na indywidualną opiekę dla niego,

– kiedy myślę o samodzielnym wyjeździe, a przecież nawet nie zarabiam pieniędzy, opiekując się dziećmi w domu…

 

To jak życie w bezustannych wyrzutach sumienia matki! Cokolwiek zrobisz, jakąkolwiek decyzję podejmiesz, gdziekolwiek się ruszysz – i tak czujesz, że zrobiłaś coś niewłaściwie.

Czytając te odpowiedzi poczułam ból w sercu. Tyle wspaniałych kobiet żyje tak, jakby coś wciąż trzymało je w garści i nie pozwalało żyć pełnią życia! Jak ptak na uwięzi…

Mam jednak dobrą wiadomość: wcale tak nie musi być. Jest droga wyjścia z tej sytuacji. Nie jest ona wcale łatwa w wykonaniu, będzie wymagała nieco pracy, ale jest realna i możliwa. Pokażę Ci pierwszy krok w stronę większej wolności.

 

Co to są wyrzuty sumienia?

Używam określenia „wyrzuty sumienia”, ale co ono konkretnie oznacza?

Każdy człowiek ma zapewne swoją własną definicję, dlatego musimy ustalić jakiś wspólny grunt. Żebyś mogła rozwiązać jakiś problem, najpierw musisz go dobrze zdefiniować i nazwać.

Słownik języka polskiego definiuje „wyrzuty sumienia” jako:

„Niepokój wynikający z poczucia, że zrobiło się coś złego”.

 

Gdyby większość z nas rozumiała je właśnie w taki sposób, mielibyśmy mniejszy problem. Szkopuł tkwi w tym, że dla wielu osób w jedno zlały się dwa doświadczenia, które w języku angielskim opisywane są jako odrębne słowa: „guilt” (poczucie winy”) i „shame” (wstyd).

Mieszankę tych dwóch określamy zwykle jako „wyrzuty sumienia”.

 

Klucz do zmiany – poczucie winy a wstyd

„Guilt” (poczucie winy) to uczucie, które pojawia się po zrobieniu czegoś, o czym wiem, że jest niewłaściwe. Kiedy przekraczam jakiś ważny dla mnie standard, robię coś, czego sama nie chcę lub co uznaję za złe (np. „Żałuję, że wczoraj powiedziałam tamte słowa do syna… Skrytykowałam go”. Objawia się w napięciu mięśni, bólu brzucha, zakłóceniu snu.

„Shame” (wstyd) to poczucie, że ze mną jako człowiekiem jest „coś nie tak” (np. „Jak mogłam w taki sposób do niego się odezwać? Jestem beznadziejna”). Odczuwamy je jako poczucie ciężkości, skurcz w żołądku, samooskarżające się myśli.

Żeby nie pozostawiać żadnych wątpliwości – w języku polskim słowo „wstyd” pojawia się w filozofii personalistycznej w zupełnie innym rozumieniu – jako coś, co chroni ludzką godność i wiąże się z przekonaniem o własnej wartości. Na potrzeby naszej pracy posługuję się jednak określeniem wstydu jako poczucia, że to ze mną jako człowiekiem jest „coś nie w porządku”.wyrzuty sumienia u matki

 

Hola, hola, po co te całe rozważania językowe?! Jaki to ma związek z Twoimi codziennymi wyrzutami sumienia matki?!

 

Co teraz z tym zrobić?

Ma, i to ogromny. Tak, jak wspomniałam powyżej – gdybyśmy doświadczali wyłącznie poczucia winy (a nie wstydu), znacznie łatwiej byłoby sobie z tym poradzić. Wystarczyłoby podjąć działanie w celu naprawienia tego, co „zepsułaś” i byłoby po sprawie. Kiedy jednak na scenę wkracza „wstyd” i poczucie, że jestem złą matką, złym człowiekiem i coś na pewno jest ze mną „nie tak”, sprawy zaczynają się komplikować.

Tak rozumiany wstyd nie jest nam do niczego potrzebny i możemy dążyć do całkowitego wyeliminowania go ze swojego życia. Oczywiście nie jest to wcale łatwe, ale jest możliwe.

 

Jeśli natomiast chodzi o poczucie winy, jest ono czymś dobrym, zdrowym, ważnym i naturalnym. Praca, którą w tym obszarze warto wykonać polega na tym, aby:

  1. jasno określić ważne dla siebie wartości,
  2. stopniowo uwalniać się od oczekiwań innych ludzi, by nie kierować się tym, co mówią i myślą inni, ale tym, czym Ty chcesz się kierować,
  3. precyzować, jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie,
  4. zdobyć wiedzę, która pozwala stwierdzić, co trzeba zrobić, aby ten cel osiągnąć.

Jakkolwiek poczucie winy jest czymś potrzebnym, wiele osób doświadcza go nie dlatego, że coś jest naprawdę szkodliwe, ale dlatego, że boją się tego, co mówią lub myślą inni.  Jak więc widzisz, w tym obszarze pracy jest też co niemiara…

 

Kiedy już wiesz, z czym się mierzymy, możesz dobrać najbardziej skuteczne metody działania.

Tym właśnie zajmuję się w kursach i wyzwaniach, które prowadzę. Jeśli chcesz do mnie dołączyć, aby doświadczyć większego spokoju i radości i poradzić sobie ze swoimi wyrzutami sumienia matki, wszystkie moje kursy znajdziesz TUTAJ.

Z radością będę Cię wspierać na tej drodze!

Polecam książki dla dzieci #1

ciekawe książki dla dzieci
Jestem zachwycona tym, że ciekawe książki dla dzieci podbijają rynek!
Oczywiście nie nadążamy z ich czytaniem, co chwilę pojawia się coś nowego…
Przedstawiam Wam dziś zupełnie subiektywną listę tego, co nam (mnie i naszym dzieciom) spodobało się w ostatnim czasie.
 
 

1) „Jan III Sobieski. Afera w Wilanowie”

ciekawe książki dla dzieci - afera w wilanowie

 
Lekka, przyjemna, zabawna, a jednocześnie pouczająca.
Czytaliśmy ją z synem, Frankiem (6,5 roku) z wielką ciekawością – z jednej strony wątek „wybuchowych bliźniaków”, który sprawiał dużo frajdy Frankowi, a z drugiej – sporo wiedzy i ciekawostek dotyczących historii Polski i króla Sobieskiego.
 
Podobało mi się to, że książka zawiera dużo ciekawostek, takich drobnych faktów z życia króla i jego żony, które sprawiły, że książka jest barwna i interesująca. Możecie się na przykład dowiedzieć, dlaczego król na wojnę zabierał ze sobą taboret.
 
Ale jeśli obawiasz się, że dziecko z książki weźmie „głupie pomysły” i będzie je próbować w życiu, uczciwie daję znać, że bliźniaki z powieści robią eksperymenty z wybuchami.
 
W taki sposób to ja mogę się uczyć historii!
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 
 

2) „Wszystko o koniach”

ciekawe książki dla dzieci - wszystko o koniach

 
Jeśli masz w domu miłośnika lub miłośniczkę koni, myślę, że spodoba się jej/mu ta pozycja. A nawet, jeśli nie ma miłośników (nasi chłopcy nimi nie są, konie są im raczej obojętne) i tak książka może się spodobać.
 
Mnóstwo faktów mniej i bardziej znanych na temat tych pięknych stworzeń. Mnie jednak szczególnie ujęły ilustracje, których jest bardzo dużo, a które są utrzymane w żartobliwym tonie. Jeśli dziecko lubi takie obrazki, one same mogą zająć go na długi czas. Nasz syn 4,5 letni siedział z książką i wyszukiwał co ciekawsze ilustracje, sprawdzając, „co jeszcze te konie robią…”
 
Lubię książki, które podobają się zarówno naszym dzieciom, jak i mnie – mam wtedy więcej radości ze wspólnego czytania. W tym wypadku podobały mi się ciekawostki (generalnie je lubię, na różne tematy Dowiedziałam się na przykład, że konie rasy angielskiej to najszybsze konie świata Ta wiedza może nie jest mi niezbędna do życia, ale zdobywanie jej zaspokaja moją potrzebę różnorodności 😀
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 

3) Cukierenka Panny Euforbii

ciekawe książki dla dzieci - cukierenka pani euforibii

Tym razem nieco mnie zaskoczyło, że nasz najstarszy, 6,5 letni syn, bardzo polubił tę książkę. Mnie urzekł jej włoski klimat, pełen ciepła, opisów jedzenia i spokoju. Nie jestem pewna, czy Franek to również wyczuł, ale podobało mu się
 
To historia panny Euforbii, która oprócz wyjątkowego imienia ma też niezwykły talent: przygotowuje słodycze szyte na miarę. W jej cukierni nie ma żadnych gotowych wyrobów – piecze je dopiero wtedy, kiedy pozna potrzeby osoby, która chce je kupić.
 
Książka zawiera opisy przygotowywanych deserów – lekkie, fantazyjne i dopasowane do potrzeb. Do tego historia przyjaźni, współpracy i ratowania tego, co ważne. Polecamy na spokojne, zimowe wieczory.
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 

 

4) „Podróż samolotem”

ciekawe książki dla dzieci - podróż samolotem

Polecam wszystkie książki z tej serii jako jeden z elementów oswajania spraw, które mogą budzić obawy dzieci. My korzystaliśmy z tematyki wizyty u dentysty, lekarza, pobytu w szpitalu…
 
Nasza 2,5 letnia córka bardzo je lubi, zarówno oglądać samodzielnie, jak i czytać razem z nami. Szczególnie chętnie korzystała z nich wtedy, kiedy była tuż po wizycie w szpitalu, kiedy „przepracowywała” ten temat, opowiadając o tym, czytając, oglądając obrazki.
 
W naszym wypadku rzadko jest tak, że samo czytanie książek na jakiś temat pozwala całkiem oswoić lęk, ale jest ważnym dodatkiem do innych działań. A ta seria bardzo w tym pomaga.
 
Obecnie ta książka nie jest dostępna w sprzedaży, ale książkę z tej samej serii możecie kupić tutaj:
 
 

5) Seria „Walenty i Spółka”

ciekawe książki dla dzieci - walenty i spółka

 
Seria „Walenty i spółka” to ciekawe książki dla dzieci, dotyczące zdrowego odżywiania, ale w zupełnie nowej formie.
 
Postaci pana Tłuszcza, Węglowodana, Białka i innych mieszkańców sklepu spożywczego wprowadzają w świat jedzenia, piramidy żywienia, wpływu poszczególnych składników na zdrowie…
 
Samo ożywienie tych bohaterów jest super pomysłem, do tego dochodzi ciekawa intryga i detektywistyczny klimat. Dzięki temu książka jest ciekawą lekturą, a dodatkowo może być podstawą do fajnych rozmów z dziećmi na temat odżywiania.
 
Nie ze wszystkimi tezami zawartymi w książce się zgadzam (wiecie, że w świecie odżywiania są różne informacje na każdy temat), ale mimo to naprawdę polecamy.
 
Syn 6,5 letni czytał z ciekawością, 4,5 letni jeszcze nie był zainteresowany.
 
Pierwszą książkę z serii możecie kupić tutaj:
 
 

6) „Pestka, drops, cukierek”

ciekawe książki dla dzieci - pestka drops cukierek

 
Kolejna książka Grzegorza Kasdepke, którą czytałam z ogromną przyjemnością.
 
Tym razem opowiada historię chłopca, który ma dziurę w kieszeni spodni i przez tę dziurę można przenieść się do innego świata… W królestwie w kieszeni panuje bardzo ponury nastrój i smutek i chyba da się coś z tym zrobić…
 
Książka zawiera elementy edukacji finansowej, chociaż przyznam, że my je prawie wszystkie ominęliśmy 😀 Jakoś tak nie całkiem nam pasowały. Ale historia jest bardzo ciekawa.
 
Dla dziecka w wieku ok. 6 lat
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 
 

7) „Kamil i słoneczniki”

ciekawe książki dla dzieci - kamil i słoneczniki

 
Ta seria to ciekawe książki dla dzieci, które wprowadzają dzieciaki (i dorosłych też) w świat malarstwa. Na razie czytaliśmy tylko część o Van Goghu, ale na pewno będziemy szukać następnych części.
 
Można w niej zobaczyć niektóre obrazy malarza, piękne ilustracje, a jednocześnie ciekawą historię. To taki malutki wycinek z jego życia, jeśli dobrze zrozumiałam, prawdziwa opowieść o tym, jak powstały niektóre jego obrazy.
 
Uwielbiam wprowadzać dzieci w świat kultury, sztuki, historii i osób, które wpłynęły na to, jak aktualnie wygląda nasz świat! To jest książka, która na to pozwala.
 
Podobała się zarówno 4,5 latkowi, jak i 6,5 latkowi.
 
Moja asystentka przeczesała internet w poszukiwaniu tej serii, ale wygląda na to, że nie jest ona już dostępna w sprzedaży. Pozostaje korzystanie z biblioteki (my właśnie tam ją znaleźliśmy).

Skąd wziąć siłę do działania, kiedy codzienne życie przytłacza?

skąd wziąć siłę do działania

W artykule: Masz czasem wrażenie, że nie dasz już więcej rady: w małżeństwie kiepsko się dzieje, dzieci szaleją, a dom nie chce się sam posprzątać? Skąd wziąć siłę do działania, kiedy tyle spraw wymaga Twojej uwagi?

Małżeństwo. Dzieci. Praca zawodowa. Sprzątanie. Gotowanie. I w tym wszystkim Ty.

Jeśli tutaj jesteś, podejrzewam, że czujesz, że nie dasz już rady. Codzienność wydaje się być tak męcząca i przytłaczająca. Może i byś chciała dokonać jakieś zmiany w swojej relacji małżeńskiej, ale skąd wziąć na to siły? Może i byś chciała zmienić coś w wychowaniu dzieci, ale skąd wziąć na to siły?

Niekiedy brak sił dotyczy stricte zmęczenia fizycznego. Na ten temat pisałam w artykule: „Odkryj skuteczną metodę na stres poprzez drobną zmianę zachowania”(kliknij), „3 podpowiedzi, jak wygrać walkę ze stresem raz na zawsze” (kliknij) i „Zrób sobie przerwę jako mama” (kliknij).

Co jednak robić, kiedy brak sił dotyczy zmęczenia psychicznego: zniechęcenia, znużenia, braku nadziei na zmianę czy rezygnacji?

 

skąd brać siłę do działania

 

Mam wszystko robić sama?!

Czasem słyszę od Was: “Czy ja mam sama/sam odmienić relację? Ja mam już dość tego, że wszystko robię sama/sam!!!” 

Moja odpowiedź brzmi: „Nie!! Nie musisz sama. Nawet nie możesz sama.”

Potrzebujesz towarzystwa osób, które tak jak Ty są na tej drodze. Potrzebujesz innych, którzy będą dla Ciebie wsparciem, podporą, inspiracją i motywacją wtedy, kiedy masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Bez innych osób obok Ciebie łatwo jest zrezygnować. Zniechęcenie i zmęczenie wezmą górę. To właśnie inni ludzie często są odpowiedzią na pytanie, skąd wziąć siłę do działania. Chcę Ci pokazać, że budowanie Grupy Mocy może stać się dla Ciebie przełomem w dokonywaniu zmian w sytuacji Twojej rodziny.

To wszystko, o czym dziś piszę, dotyczy przede wszystkim wsparcia psychiczno-emocjonalnego. Nie chcę, żebyś myślała, że sugeruję, że masz wszystkie domowe obowiązki wykonywać sama lub zajmować się dziećmi sama. To są zupełnie inne tematy. W kwestii obowiązków i dzieci konieczna jest współpraca z mężem, która doprowadzi do tego, że stworzycie dom, w którym każdy czuje się dobrze.

Jednak aby dojść do punktu, w którym ta współpraca jest możliwa i realna, niekiedy trzeba nauczyć się mnóstwa umiejętności i wykonać pewną pracę wewnętrzną. O tym jest ten artykuł: skąd wziąć siłę do działania, aby nie rezygnować z prawdziwego budowania relacji nawet, jeśli chwilami jest naprawdę ciężko.

 

Skąd wziąć siłę do działania, kiedy chcesz dokonać przemiany w relacjach?

Narzędzie „Prawa Ręka – Lewa Ręka” w sposób szczegółowy opisuję w czasie wyzwania Małżeński Starter (możesz do niego dołączyć w każdej chwili). W skrócie: ludzi wokół Ciebie można podzielić na dwie główne grupy:

  1. rodzina i przyjaciele,
  2. Grupa Mocy.

Każda z tych grup charakteryzuje się innymi cechami, ma wobec Ciebie inne oczekiwania i Ty również innych rzeczy możesz wymagać od nich.

Rodzina i przyjaciele to te osoby, które, z różnych powodów, aktualnie nie podejmują świadomej pracy nad sobą – nie czytają rozwojowych książek, nie biorą udziału w kursach i warsztatach. To nie oznacza, że coś z nimi nie tak – po prostu są w tej chwili w takim punkcie swojego życia. Od Ciebie oczekują i potrzebują przede wszystkim akceptacji, bezwarunkowej miłości i wsparcia. Nie mają ochoty słuchać Twoich porad i nie chcą, żebyś je „naprawiał”.

 

Grupa Mocy jest jednym z fundamentów pracy nad sobą. To osoby, które tak jak Ty chcą się rozwijać w danej dziedzinie: uczyć, dzielić, wspierać, motywować, inspirować i towarzyszyć Ci w tym procesie. Możesz do nich pójść, ciesząc się sukcesami i opowiadając o tym, co nie wyszło. Pytasz ich, co robić dalej. To osoby, które przypominają Ci kim jesteś, kiedy Ty o tym zapominasz. Wzmacniają Cię, kiedy nie masz już siły.

Budowanie swojej Grupy Mocy jest fundamentem, a nie miłym dodatkiem. Mam nadzieję, że przestaniesz spychać ten temat na wieczne: „Zajmę się tym kiedyś…” To coś obowiązkowego: jeśli chcesz budować szczęśliwe relacje, uczyć się skutecznego wspierania dzieci i przy tym wszystkim cieszyć się życiem (zgodnie z tym, że jedna osoba może odmienić każdą relację), po prostu musisz ją mieć. Musisz.

Tu mogłabym postawić kropkę i zakończyć ten artykuł. Bo jeśli nie weźmiesz sobie tego do serca i nie zaczniesz jej budować, nie ma sensu czytanie innych artykułów na moim blogu.

Grupa Mocy

Przejmij inicjatywę, aby mieć siłę do działania

Główny problem jest jednak taki, że Grupy Mocy nikt Ci nie wręczy w prezencie.

Byłoby miło, gdyby któregoś dnia ktoś zapukał do Twoich drzwi i z uśmiechem powiedział: „Bardzo chciałabym być Twoją Grupą Mocy!! Co o tym myślisz?”

Ale tak się nie wydarzy. To Ty potrzebujesz przejąć inicjatywę i zacząć działać. M
usisz sama ją zbudować – nie powstanie ona bez wysiłku z Twojej strony. W rodzinie po prostu się rodzisz i nie musisz nic robić, aby ją mieć. Grupę Mocy musisz świadomie budować i inwestować w nią swoją uwagę, czas i pieniądze. Jej budowanie wymaga od nas umiejętności, których może musisz się nauczyć. Jest to jednak możliwe do osiągniecia.

A przede wszystkim jest niezbędne, jeśli chcesz mieć spełnione, kwitnące relacje i być osobą, która te relacje odmienia. 

Dlatego dam Ci kilka wskazówek, jak zbudować taką grupę – gdzie ją znaleźć i kogo do niej zaprosić. Wszystko po to, abyś wiedział, skąd brać siły do działania.

 

Grupę Mocy można tworzyć w dwie osoby. Wtedy kontakt między Wami może być znacznie bardziej intensywny, nawet codzienny w formie smsów, sprawozdań, przypominajek czy krótkich wiadomości audio (na przykład za pośrednictwem Messengera). 

W przypadku większej grupy w grę wchodzą spotkania na żywo lub online (w ramach grupy na FB lub spotkań za pomocą Skypa czy Zooma). 

 

Gdzie szukać osób do Grupy Mocy? 

  1. Rozejrzyj się wśród osób, które już znasz.

Może jakaś przyjaciółka/przyjaciel chce pracować nad sobą w podobny do Ciebie sposób i jest gotowa robić to wspólnie? Ja mam właśnie taką przyjaciółkę, z którą znamy się już duuuużą ilość lat i nasza przyjaźń przerodziła się w Grupę Mocy.

 

2. Sprawdź wśród osób, które razem z Tobą biorą udział w kursach.

Jeśli bierzesz udział w jakimś kursie online, często towarzyszą mu grupy na FB. Zachęcam: czytaj, obserwuje, poszukaj kogoś, z kim czujesz pozytywne wibracje i zapytaj, czy chciałby tworzyć z tobą Grupę Mocy.

 

3. Jeśli możesz, bierz udział w warsztatach na żywo.

Podobnie jak w przypadku kursów online, poszukaj kogoś, z kim czujesz pozytywną więź. Bardzo zachęcam Cię do brania udziału w warsztatach, kursach i konferencjach na żywo. Chociaż sama prowadzę ogrom kursów i szkoleń za pośrednictwem internetu, zapewniam, że nie wszystko da się zrobić bez spotkania twarzą w twarz z drugim człowiekiem.

 

4. Sprawdź w mojej grupie na FB.

Jest ona dobrym miejscem do znalezienia takich osób – wystarczy zapytać.

 

5. Sprawdź, czy w Twoim mieście powstała Grupa Mocy.

W kilku miastach w Polsce powstały większe grupy, spotykające się co jakiś czas i pracujące na metodologii, którą proponuję. Możesz dołączyć do nich. W najbliższym czasie zbiorę informacje o tych grupach, abyś wiedziała, gdzie ich szukać.

Skąd wziąć grupę mocy

A co z tworzeniem grup na Facebooku?

Osobiście nie polecałabym tworzenia dużych grup online do wspierania siebie nawzajem, jeśli nie macie wśród siebie osoby, która czuwałaby nad nią zarówno pod względem organizacyjnym, jak i merytorycznym.

Grupy na FB rządzą się swoimi prawami. Ludzie są bardzo przyzwyczajeni do dawania porad, wylewania żali, oskarżania innych, pisania tego, co sami sądzą na jakiś temat, bez wiedzy, do jakich rezultatów może doprowadzić proponowane przez nich działanie. Trzeba włożyć ogrom pracy, aby taką grupę ukształtować i prowadzić w konkretnym kierunku.

Właśnie dlatego jakiś czas temu moja grupa zmieniła nieco sposób funkcjonowania. Aktualnie nie mam możliwości czuwać nad nią na tyle, na ile byłoby to konieczne. Wyłącznie podczas kursów jest u mnie miejsce na zadawanie pytań dotyczących konkretnych sytuacji z życia, kiedy poświęcam czas na to, aby kursantkom towarzyszyć i być z nimi. Jeśli tego nie macie, grupa bardzo łatwo przerodzi się w kolejne miejsce, podobne do innych, gdzie każdy pisze, co tylko mu się podoba i porady sypią się jak szalone.

Jeśli więc wspieracie się wyłącznie online, to raczej w małej grupie, kilkuosobowej, w której wiecie, że te osoby rzeczywiście korzystają z materiałów i się z nich uczą.

Niedawno Pani Swojego Czasu nagrała film, w którym opowiada o sieci wsparcia w realizacji celów – znalazł się tam bardzo ciekawy fragment dotyczący roli i zadań mentora. Jeśli chcesz dowiedzieć się, czym różni się grupa, która pracuje z mentorem od tej, która działa sama, zerknij tutaj (KLIKNIJ) – o wsparciu mentora posłuchasz od minuty 23:28.

 

Jak rozpoznać, jaką osobę zaprosić do swojej Grupy Mocy?

Jeśli poszukujesz jednej osoby do wzajemnego wspierania się, warto kierować się trzema zasadami:

  • Szukaj różnic. 

Jeśli znasz mój pakiet „Rodzicielstwo Pełne Spokoju – pytania i odpowiedzi”, znane Ci są typy energii, z którą idziemy przez życie (są to typy nieco podobne do znanych powszechnie typów osobowości). Warto szukać osób o innym typie, niż Ty sama. Zwykle dobrze się dogadujemy z ludźmi tego samego typu, natomiast więcej wzrostu i uczenia się wynika z różnic. Mamy wtedy inne podejście, perspektywę, poszerzenie horyzontów na dany temat. Nie szukaj drugiej siebie w ludziach. 

  • Szukaj kogoś, kto jest w innym punkcie życia, niż Ty (szczególnie w temacie, który zajmuje najwięcej Twoich myśli i emocji).

Jeśli obie przechodzicie potężny kryzys małżeński, trudno będzie Wam być dla siebie Grupą Mocy w temacie małżeństwa. Jeśli obie nie radzicie sobie z agresją dzieci, trudno będzie Wam być dla siebie Grupą Mocy w tym temacie. Chodzi o to, aby druga osoba miała inną perspektywę na dany temat, mniej emocji z nim związanych i zachowywała więcej spokoju, kiedy będziesz się z nią dzielić swoimi problemami. 

  • Nie bój się, jeśli się nie uda.

Wybór osoby do Grupy Mocy to nie jest wybór jeden na całe życie. Nie musisz obawiać się, że masz tylko jedną szansę, a jeśli jej nie wykorzystasz, wszystko będzie stracone.

Możecie jasno powiedzieć sobie od początku: “Nie jestem pewna, jak to się wszystko nam uda, robię to pierwszy raz, nie mam dużego doświadczenia. Zachowajmy otwartość na to, że może okazać się, że nie będziemy sobie w stanie pomóc. Wtedy po prostu obie poszukamy kogoś innego.”

 

Zapraszam Cię do tego, aby rozejrzeć się wokół siebie i rozpocząć proces budowania Grupy Mocy. To jedno z najlepszych miejsc, z których możesz brać siłę do działania. Te osoby będą Twoim oparciem, kiedy będziesz mieć ochotę zostawić wszystko i uciec.

Sekret do wyzbywania się agresywnych zachowań u dziecka

W artykule: Jak sobie radzić, kiedy sen z powiek spędza Ci Twoje agresywne dziecko? Od czego w ogóle zacząć?

Spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, którzy mają córkę w wieku podobnym do naszych synów. Pomiędzy nią a jednym z naszych synów co chwilę dochodziło do spięć. To było jak walka o władzę. Żadne z nich nie chciało ustąpić nawet o centymetr, bez względu na to, czy chodziło o to, kto będzie bawił się daną zabawką, czy o to, kto usiądzie na najbardziej wygodnym fotelu. 

Trudno powiedzieć, kto zaczął kulminacyjną kłótnię. W pewnym momencie nasz syn uderzył koleżankę w głowę, a wtedy ona krzyknęła: „Nie będziesz mnie uderzał. Nie będziesz mnie tak traktował”. I uderzyła jego. 

Wtedy syn popatrzył na nią, uśmiechnął się i stwierdził, udając obojętność: „Hehe, nic mnie nie boli”

Jestem pewna, że go bolało. 

Widziałam skrzywienie ust i łzy, które już prawie pojawiły się w kąciku oczu. Znam go bardzo dobrze i wiem, co oznacza ten wyraz jego twarzy.

Ale on nie nie lubi okazywać swoich słabości. Jego pierwszą reakcją jest raczej atak, a nie ucieczka

 

Agresywne dziecko – jak sobie z tym poradzić?

Kiedy syn miał 3,5 roku, często zachowywał się jak agresywne dziecko. Uderzał, popychał, czasami pluł. 

Są dzieci, które czując zagrożenie, zaczynają się wycofywać – płakać i uciekać. Nasz syn raczej walczył. Wyrywał innym zabawki z ręki, uderzał je czymś w głowę. Był gotowy do ostatniej kropli krwi walczyć o to, aby pokazać, że to on jest górą. 

Dziś, kiedy ma prawie 5 lat, tego typu sytuacje zdarzają się coraz rzadziej. Mają miejsce zasadzie nieomal wyłącznie wobec rodzeństwa, prawie nigdy wobec innych dzieci. Co takiego się stało i jak sobie z tym poradziliśmy?

Część odpowiedzi na to pytanie stanowi fakt, że jest starszy. Każdy stopniowo uczy się coraz lepiej radzić sobie z impulsami, które pchają nas w kierunku agresji. To naturalna kolej rzeczy. Jednak to tylko część prawdy, powiedziałabym nawet, że niewielka. Każdy, kto zna lepiej naszego syna, zna siłę jego emocji i wybuchowości. Co takiego więc się stało, że dziś zachowań agresywnych jest tak mało?

agresywne dziecko

Siła kontaktu w spotkaniu z agresywnym dzieckiem

Pierwszym krokiem, który pozwolił nam wychodzić z tego schematu, była świadomość siły kontaktu.

Przez słowo “kontakt” rozumiem pozostawanie z dzieckiem w łączności w danej, konkretnej chwili. To poczucie, że się nawzajem słyszycie, widzicie, reagujecie na siebie i łączy Was niewidzialna nić bliskości. 

To coś innego niż więź. Więź buduje się w czasie, przeze wiele różnych działań. Można mieć z dzieckiem bliską więź i jednocześnie w konkretnej chwili nie mieć z nim kontaktu. Jeśli masz małe dziecko, prawdopodobnie przeżyłeś sytuacje, kiedy czułaś, że “nic do niego nie dociera”. Nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, prosiłaś o coś, a on robił coś całkowicie odwrotnego. Jakby był w innym świecie – z rozbieganym wzrokiem, niesłyszącymi uszami. To zwykle oznaki braku kontaktu pomiędzy Wami. 

To w kontakcie z rodzicami dziecko nabiera przekonania, że jest w świecie bezpieczne – wszystko jest ok, nic mu nie grozi i może być spokojne. Układ limbiczny w jego mózgu działa jak radar, który cały czas sprawdza, czy nić kontaktu między Wami jest zawiązana. W tym układzie rodzi się informacja o tym, czy jest ono bezpieczne, a następnie zostaje ona wysłana do reszty mózgu:

„Wszystko jest ok, jesteśmy chronieni, jeśli pojawi się jakieś niebezpieczeństwo, mama/tata nad nami czuwa, nie musimy się spinać i przygotowywać do ataku, możemy spokojnie się bawić.” 

 

Dziecko ma w sobie radar, który cały czas przeczesuje teren wokół niego, szukając sygnałów tego życiodajnego kontaktu z rodzicem. Jeśli Ty nagle czegoś się wystraszysz, ono często również zaczyna płakać lub okazuje stres w inny sposób. Jego radar wykrywa niebezpieczeństwo. 

Dziecko jest wyczulone na sygnały, które płyną z Twojego zachowania, szczególnie z przekazów niewerbalnych. Jeśli tata wesoło pogwizduje, uśmiecha się, ma przyjemny ton głosu, to oznacza to, że wszystko jest ok i można się dalej spokojnie bawić. Ma to również ogromny wpływ na relacje między rodzeństwem. Jeśli rodzic wysyła sygnały, że jest w dobrym nastroju i ma dużo uwagi do podzielenia, wtedy dzieci łatwiej dogadują się między sobą. 

 

Po co odnawiać kontakt?

W przypadku naszego syna – te momenty, kiedy zachowywał się agresywnie, były związane z brakiem poczucia bezpieczeństwa.

Ta wiedza pozwoliła nam bezustannie pracować nad odnawianiem z nim kontaktu. Musieliśmy pogodzić się z tym, że jest on typem dziecka, które potrzebuje częściej naszej obecności, a poczucie kontaktu z rodzicem jest u niego zrywane dość łatwo, szczególnie w obliczu stresorów społecznych. Dla innych dzieci to zrywanie kontaktu może wiązać się z innego rodzaju stresorami: z obszaru biologicznego, emocjonalnego, poznawczego czy prospołecznego (aby poznać szerzej pięć obszarów stresu, zachęcam do zapoznania się z self-reg, o którym możesz przeczytać na blogu DyleMatki tutaj).

Potrzebuje częstszego odnawiania kontaktu, żeby wrócić do spokoju, poczuć się bezpiecznie i być gotowym do emocjonalnej hojności. Stan emocjonalnej hojności oznacza, że czuje się dobrze sam ze sobą, czuje się spokojnie w świecie i jest gotowy, aby wejść we współpracę z innymi dziećmi. 

Jak wszyscy ludzie, kiedy pozostaje on w stanie spokoju, jest skłonny do pomocy, współpracy i porozumienia. Chętnie dzieli się zabawkami. 

więź z dzieckiem

Jak odnawiać kontakt z agresywnym dzieckiem?

Szukaliśmy wciąż nowych sposobów na to, aby pozostać z nim w kontakcie, szczególnie wtedy, kiedy spotykaliśmy się z innymi dziećmi. Podstawą stała się nasza, rodzicielska uważność i zaangażowanie w to, co się dzieje wokół nas.

Zależnie od natężenia emocji potrzebował:

  1. Chwili zabawy z jednym z rodziców bez obecności innych (skakanie, ganianie się, wygłupianie, coś, co skłoniłoby go do śmiechu – ale nie śmiechu, który płynie z reakcji stresu),
  2. Zabrania go z danej sytuacji, bo jego emocje sięgały zenitu i nie był w stanie szybko się uspokoić. Jedno z nas wtedy wychodziło z nim do innego pokoju albo na zewnątrz. Czasem musieliśmy nieco wcześniej skończyć spotkanie, bo nie było już możliwości go kontynuować,
  3. Kilkuminutowego zatrzymanie się przy nim, aby wziąć go na kolana, przytulić, popatrzeć mu w oczy, powiedzieć jakieś ciepłe słowa,
  4. Naszego zaangażowania we wspólną zabawę dzieci, aby tak zorganizować ten czas, by syn czuł, że jest częścią tej zabawy. Miał on tendencje do stawania naprzeciw innych dzieci – dwójka czy trójka dzieci były razem w jednej drużynie, a on je ganiał i ich straszył. Czuliśmy jako rodzice, że nie jest to dobry wzorzec i nie chcemy, aby się utrwalał. Dlatego często angażowaliśmy się w te zabawy (szczególnie mój mąż), organizując je w ten sposób, że wszystkie dzieci były przeciwko mojemu mężowi. On je ganiał w zabawny sposób (np. udając niezdarnego potwora), a one wszystkie razem uciekały

 

To były najczęściej stosowane przez nas działania, aby odnowić kontakt z synem. Pomagaliśmy mu się uspokoić i znów wejść z zabawę z innymi.

Każdy moment, kiedy my szliśmy na jakieś spotkanie i zapominaliśmy o tych zasadach, kończył się katastrofą. Kiedy mówiliśmy sobie: “Oby tym razem było inaczej…” i nie pozostawaliśmy blisko, kończył się kłótniami, krzykami i bijatykami. 

 

Kontakt z rodzicem ma dla dziecka życiodajną moc.

Jeśli nauczysz się, kiedy i jak go nawiązywać, jesteś w stanie pomóc mu radzić sobie z agresywnymi zachowaniami i silnymi emocjami. Nie sugeruję, że ta jedna umiejętność rozwiąże wszystko jak magiczna różdżka. Jest ona jedną z wielu, których potrzebujesz, kiedy Twoje dziecko często się złości, bije czy wyrywa zabawki innym. Jednak to ona właśnie jest podstawą zmiany. Bez niej nic innego nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

Wyrzuć wymagania w relacji do śmietnika (i zastąp je czymś lepszym)

jak stawiać wymagania

W relacji należy stawiać wymagania.

Wymagaj, aby inni traktowali Cię we właściwy sposób.

Miłość musi być wymagająca.

Ile razy słyszałaś tego typu słowa?

Ja często. Kierowanie się nimi spowodowało niezłe zamieszanie w moim małżeństwie.

jak stawiać wymagania

Ale po kolei.

 

Jak stawiać wymagania? – przykład z życia

Czym są wymagania?

„Wymagać” (według Słownika Języka Polskiego) to domagać się, życzyć sobie czegoś kategorycznie.

W relacjach wygląda to najczęściej tak:

Chcę być szczęśliwa i mam konkretne wyobrażenie, jak to osiągnę. Idę z tym do drugiej osoby i wymagam od niej, aby spełniła moje potrzeby, zrobiła to, co ja chcę, jak chcę i kiedy chcę. Wiąże się to zwykle z koniecznością zmiany w drugiej osobie. Wymagam więc zmiany jej zachowania: ma inaczej mówić, robić, działać, bo jej aktualne zachowanie czy słowa ranią moje uczucia, bolą, nie spełniają moich potrzeb, sprawiają, że nie czuję się kochana…

Aby to osiągnąć, będę uciekać się do różnych metod. Krytykowanie, obwinianie o to, że jestem nieszczęśliwa, zawstydzanie, wycofywanie bliskości, próba kontrolowania zachowania drugiej osoby… Ale z drugiej strony również zadowalanie – jeśli uczynię cię szczęśliwym, może wtedy ty zaspokoisz moje potrzeby? Będę więc zmieniać się “pod ciebie” – schudnę, zacznę lepiej gotować, częściej inicjować seks – bylebyś tylko dał mi nieco więcej swojej uwagi! Bylebyś był zadowolony, bo może wtedy dasz mi to, czego ja potrzebuję.

 

Co w pierwszej kolejności odróżnia relację opartą o wymaganie od rozwoju osobistego nakierowanego na relacje?

Ocenianie i OSĄDZANIE.

Za każdym razem, kiedy oceniasz i osądzasz zachowanie drugiej osoby, wchodzisz na teren relacji pełnej wymagań i zaczynasz używać wszystkich narzędzi z tego obszaru: krytykowania, obwiniania, manipulacji, wycofania itd.

 

Dlaczego tak łatwo nam wejść na terytorium wymagań?

 

Żyjemy w przekonaniu, że potrzebujemy, aby inni ludzie zmieniali się dla nas po to, abyśmy mogli być szczęśliwi. Że bez ich zmiany czeka nas katastrofa.

Jeśli tak patrzę na swoje życie, wtedy każdy moment, kiedy ktoś nie chce zrobić tego, o co poprosiłam, staje się powodem do silnych, nieprzyjemnych emocji. Strachu. Bezradności. Żalu. Niechęci. Złości. A te z kolei prowadzą do tego, że biorę do ręki narzędzia, które pozwolą mi tę zmianę w drugiej osobie wywołać.

Jeśli rozumiesz stawianie wymagań w związku inaczej, niż to opisałam powyżej, prawdopodobnie w inny sposób definiujemy to samo słowo. To, co przeczytasz poniżej może nie mieć zastosowania do Twojej definicji.

jak stawiać wymagania

Jeśli nie wymagania, to co?

Dochodzimy w ten sposób do ważnego pytania, które ciśnie się na usta kobietom, z którymi pracuję.

“Ok, rozumiem, że nie powinnam wymagać. Rozumiem też dlaczego. W takim razie: co zamiast tego?! Jak mam sformułować zdanie, kiedy np. ktoś mówi przy mnie podniesionym głosem i ja tego nie chcę? Tak, żeby to nie było wymaganie?”

 

Różnica pomiędzy wymaganiem, a nie – wymaganiem NIE TKWI w tym, jakich słów używasz. Ona leży w tym, czy Ty potrzebujesz zmiany w tej osobie do tego, aby być szczęśliwą i móc prowadzić swoje życie w kierunku, w jakim chcesz, aby szło. Dlatego nie jest tak ważne to, jak sformułujesz swoją myśl. Bardziej liczy się, jak zareagujesz na to, co ta osoba Ci odpowie.

Już tłumaczę na przykładzie.

Ktoś z rodziny odzywa się do Ciebie podniesionym tonem. Może nawet używa jakichś wulgaryzmów. Na dzień dzisiejszy jest to dla Ciebie trudne: nie dociera do Ciebie treść komunikatu, czujesz, że sama zaczynasz się bardziej denerwować. Co robić, aby nie wejść na teren relacji opartej o wymaganie?

Możesz powiedzieć: Rozumiem, że jesteś mocno zdenerwowany tą sytuacją. Trudno mi się rozmawia w ten sposób. Zależy mi na tym, abyśmy mogli się zrozumieć, a ja nie jestem w stanie słuchać efektywnie w takich okolicznościach. Wyjdę teraz i dam nam czas na ochłonięcie. Kiedy będziesz chciał, możemy wrócić do tematu.

I wychodzisz.

Twoje dalsze działanie zależy od tego, co się będzie następnie działo. Najważniejsze jest to, że dajesz prawo tej osobie przeżywać daną sytuację tak, jak ona sama tego chce – po prostu Ty nie chcesz brać w tym udziału. Nie masz do niej żalu o to, że tak się zachowuje. Nie narzekasz, że jak on tak może mnie traktować. Nie roztrząsasz w głowie myśli o tym, że jego zachowanie jest beznadziejne, szkodliwe, utrudnia Ci życie i gdyby tylko on się zmienił

 

Dalej możliwe są dwa scenariusze rozwoju sytuacji: wracacie później na spokojnie do tematu lub ta osoba nie jest w stanie spokojnie o tym porozmawiać. Co wtedy?

Najogólniej patrząc: zastanawiasz się, co Ty możesz zrobić, aby zachować Twój standard (Nie chcę rozmawiać podniesionym tonem) i jednocześnie załatwić daną sprawę, o którą chodzi. Może się okazać, że jeszcze kilkukrotnie będziesz wychodziła, kiedy zostanie poruszony dany temat, bo ta osoba nie będzie potrafiła inaczej się zachować.

Relacja oparta o wymaganie rozgrywa się wewnątrz Ciebie – słowa, które wypowiadasz są tylko odzwierciedleniem tego. Czy masz oczekiwanie, że ktoś musi coś zmienić w sobie, by się dostosować do Twojego standardu, bo bez tej zmiany Ty czujesz się nieszczęśliwa? Czy rodzi się u Ciebie złość, żal, niechęć i mnóstwo myśli o tym, co on POWINIEN zrobić, żebyś Ty poczuła się lepiej?

 

Jeszcze jeden przykład

Wyobraź sobie, że babcia daje dużo słodyczy Twoim dzieciom, kiedy ją odwiedzacie. Wy chcecie, aby one jadły ich mniej. W relacji opartej o wymagania miałabyś:

  • głowę pełną nieprzyjemnych myśli (Jak ona tak może?!,  Ileż razy mamy jej mówić, żeby tak nie robiła!, Nie szanuje nas jako rodziców),
  • ciało pełne nieprzyjemnych emocji,
  • a usta pełne wymagań (Przestań w końcu im dawać tyle tego, Mam już dość twojego zachowania! Jak będziesz tak robić, więcej tu nie przyjdziemy)

Wszystko dlatego, że masz oczekiwanie, aby ona się zmieniła, bo przecież jej zachowanie sprawia, że Ty się źle czujesz (a Twoje dziecko ma niszczone dzieciństwo…). Mogłabyś zatem zrobić jej awanturę, nakazać zmianę zachowania, obrażać się o to, że nie słucha tego, co się do niej mówi…

 

Rozwój osobisty nakierowany na rozwój relacji podpowiada inne działanie:

  • praca ze swoimi miejscami zapalnymi tak, aby ta sytuacja nie budziła u Ciebie tak skrajnych emocji,
  • świadomość, że ona może zachowywać się tak, jak chce i potrafi – rezygnowanie z myślenia typu: Jak ona może mi to robić?, odwracanie się od interpretowania tej sytuacji przez pryzmat samej siebie (Jak ona może MNIE tak traktować? Dlaczego MNIE to robi?)
  • zastanowienie się, co mogę zrobić, aby nasz standard został zachowany – poprzez 1) zmianę w okolicznościach, nad którymi mam kontrolę lub 2) zmianę w moim wewnętrznym oprogramowaniu (możliwe opcje: ODPOWIEDNIO prowadzone rozmowy z babcią – z braniem osobistej odpowiedzialności, inspirowaniem i dobrym wpływem, a nie wymaganiami; przynoszenie własnych zamienników dla słodyczy na spotkania z nią; spotykanie się z babcią w naszym domu; uczenie dzieci właściwych nawyków żywieniowych tak, aby same podejmowały dobre decyzje; zmniejszenie ilości kontaktów; podjęcie decyzji, że kontakt z babcią jest na tyle rzadki, że jej zachowanie nie będzie miało negatywnego wpływu na całościowe żywienie dziecka, więc pozwalamy na większe ilości słodyczy w jej towarzystwie…).

Czujesz teraz różnicę?

jak stawiać wymagania

W relacji opartej o wymaganie próbowałabyś na różne sposoby zmienić zachowanie babci w przekonaniu, że przecież ona POWINNA uszanować moje zdanie, że ona musi się zmienić, żeby moje życie było szczęśliwe i spokojne, a nasze dziecko mogło się dobrze rozwijać. W rozwoju osobistym nakierowanym na rozwój relacji pozwalasz, by druga osoba sama decydowała o tym, co wnosi w Waszą interakcję, a Ty skupiasz się na tym, co leży po Twojej stronie, co możesz zrobić, aby Twoje standardy zostały zachowane i nie masz do nikogo pretensji o to, że robi coś przeciwko Tobie.

 

Na koniec ważne dopowiedzenie.

 

Jeśli chcesz wyjść z relacji opartych o wymaganie, konieczna jest decyzja o Twoim rozwoju. Jest on niezbędnym elementem tej układanki. W przeciwnym wypadku albo nie będziesz umiała określić, jakie są standardy Twojego życia, albo będziesz je tak ustalać, aby za wszelką cenę chronić swoje miejsca zapalne, a tym samym odbierzesz sobie możliwość wzrostu.

Dlatego odcinanie się od kontaktów z jakąś osobą w imię zachowania moich standardów w dużej ilości przypadków jest raczej relacją opartą o wymagania niż rozwojem osobistym.

Jeśli odcinasz się, pełna nieprzyjemnych emocji wobec tej osoby i żalu o to, że nie chciała się dostosować do tego, o co ją prosiłaś – możesz mieć pewność, że to jest przejaw relacji opartej o wymaganie. Jeśli czasowo odsuwasz się od tej osoby, świadomie i ze spokojem (a nie pod wpływem złości, żalu, niechęci, rozgoryczenia…) podejmując decyzję, że na ten moment jest to dobre dla mnie (dla naszej rodziny, dla naszych dzieci, a nawet dla tej osoby), wtedy będziesz wiedziała, że jest to przejaw Twojego rozwoju nakierowanego na rozwój relacji.

 

Co myślisz o takim rozróżnieniu pomiędzy relacją opartą o wymaganie a rozwojem osobistym nakierowanym na relacje?

5 pomysłów, czym zastąpić nagrody i pochwały w wychowaniu dziecka

co zamiast nagród

W artykule: Dlaczego nagrody i pochwały w wychowaniu prowadzą do innych rezultatów, niż byś chciała? Co zamiast nagród, aby zachęcać dziecko do dobrych działań?

Madzia od początku pobytu w przedszkolu patrzyła z obawą na równoważnię na placu zabaw. Była wysoka, kołysała się na boki, wydawało się jej, że łatwo z niej spaść… Przez dwa pierwsze miesiące omijała ją szerokim łukiem.

Pewnego dnia z mocno bijącym sercem postawiła swoje stopy na cienkim kawałku drewna. Powoli przesuwała się do przodu. Słyszała swój głośny, przyspieszony oddech. Po minucie, która wydawała się jej wiecznością, poczuła pod nogami stabilne podłoże. Wypuściła z siebie powietrze z głośnym świstem.

W tej samej chwili podbiegła do niej pani Kasia, jej opiekunka. Uśmiechnęła się szeroko, głośno i z entuzjazmem komentując: Wow, Madziu, ale świetnie sobie poradziłaś z tym przejściem! To był niezły wyczyn!

Madzia przez kolejne miesiące nie zdecydowała się po raz drugi przejść po chybotliwej równoważni.

co zamiast nagród

Skąd to całe zamieszanie wokół nagród i pochwał?

Od jakiegoś czasu coraz bardziej popularne robi się unikanie nagród i pochwał w wychowaniu (o karach pisałam m.in. tutaj).

Dlaczego? Co jest niewłaściwego w nagradzaniu i chwaleniu dziecka za określone zachowania? Przecież większość z nas wzrastała w takiej atmosferze. Wiele dzieci wydaje się bardzo pozytywnie reagować na takie działania. Cieszą się z niego, chcą więcej, same się dopominają o pochwałę. Dlaczego więc im tego nie dawać?

I co stosować zamiast nagród i pochwał?

Jest wiele powodów, dla których nagrody i pochwały wpływają negatywnie na wychowanie dziecka. Skupię się na dwóch.

 

1. Dziecko uczy się, aby poszukiwać motywacji do działania poza samym sobą, a nie w sobie.

Większość dzieci rodzi się z naturalną tendencją do poznawania świata, próbowania nowych rzeczy i podejmowania działań, które na początku są dla nich trudne w opanowaniu. Mają wewnętrzną potrzebę zdobywania samodzielności i eksplorowania otoczenia.

Kiedy jednak za swoje zachowanie otrzymuje nagrody lub pochwały z zewnątrz, stopniowo uczy się, aby szukać motywacji do działania poza sobą. Samodzielne zbudowanie wieży z klocków przestaje być ekscytujące samo w sobie, ważniejsze staje się usłyszenie od kogoś innego: Świetnie sobie z tym poradziłeś! 

Jak zatem wzmacniać u dziecka motywację wewnętrzną do uczenia się i zdobywania mistrzostwa w różnych działaniach? Pomóż mu nauczyć się spoglądać nie na ocenę innych, ale na to, co dzieje się wewnątrz niego po wykonaniu jakiejś czynności.

Wspięło się na drabinki wyżej, niż zwykle? Jak się z tym czuje?

Pomalowało obrazek bez wychodzenia za linię? Co to dla niego znaczy?

Pomogło bratu posprzątać zabawki? Jak to wpłynęło na ich relację?

co zamiast nagród

2. Dziecko uczy się, że rodzice (inni ważni dorośli) mają wobec niego określone oczekiwania, które należy spełnić, by zasłużyć na miłość i pozytywne uczucia.

Kiedy mówisz do dziecka słowa typu Jesteś taki mądry! po wykonaniu jakiegoś zadania, ono słyszy raczej: Lepiej, abym robił tylko te rzeczy, w których jestem dobry… Jeśli coś mi się nie uda, rodzice będą rozczarowani… Widocznie mądrym albo się jest, albo się nie jest, mam nadzieję, że ja jestem…

Wychowanie, w którym dominują nagrody i pochwały, dryfuje w kierunku warunkowej miłości. Twoje dziecko czuje, że powinno zasłużyć na Twoją pozytywną ocenę poprzez wykonanie określonych czynności w bardzo konkretny, wymagany przez Ciebie sposób. To może budzić w nim wiele obaw.

Co będzie, jeśli mi się nie uda? Czy rodzice nadal będą ze mnie zadowoleni? Czy nadal będą mnie kochać?

Dlatego po różnych wykonanych przez siebie czynnościach zwraca się w kierunku rodziców z niemym lub wypowiedzianym na głos pytaniem: Podoba się wam? Dobrze to zrobiłem? 

Czy w takim razie nie możesz pokazać dziecku, że cieszysz się tym, co i jak zrobiło? Co zamiast nagród i pochwał w wychowaniu?

 

Skuteczne pomysły, co stosować zamiast nagród i pochwał

1. Skup się na dziecku, a nie na jego osiągnięciach.

Kiedy Twoje dziecko przybiega, aby powiedzieć Ci o tym, że ułożyło puzzle, skup się na nim, a nie na tym, co udało mu się zrobić. Patrzysz na nie, nie na jego osiągnięcia. To ono jest ważne.

Ono samo czuje, że samodzielne ułożenie wszystkich puzzli czy wdrapanie się na wysoki fotel było dla niego ekscytującym wydarzeniem. Mówią mu o tym uczucia, która ma wewnątrz siebie. Nie potrzebuje Twojej oceny tego, co zrobiło. Chce, żebyś spojrzała na nie, zobaczyła, co się z nim teraz dzieje.

 

2. Nie chowaj i nie hamuj swoich emocji.

Jeśli Twój syn wszedł na drabinkę, na którą jeszcze tydzień temu nie potrafił się wdrapać, może pojawić się w Tobie radość, entuzjazm, ekscytacja jego odwagą i nowymi umiejętnościami. To naturalne, przecież to Twoje dziecko! Każda nowa czynność może budzić Twój podziw. Nie musisz tego ukrywać, wprost przeciwnie.

Jeśli widzisz u dziecka entuzjazm i radość, dziel je razem z nim. Ono po to przychodzi do Ciebie, by doświadczyć wspólnego przeżywania sukcesów. Wyraź swoje uczucia przez ton i tembr głosu, mowę ciała i słowa, których używasz. Empatia, czyli współdzielenie emocji, wspiera budowanie wewnętrznej motywacji.

Powiedz z entuzjazmem (jeśli go odczuwasz!): Ooo, widzę, że dopasowałeś wszystkie puzzle do siebie!, a nie Świetna robota, ułożyłeś puzzle, podoba mi się.

Kiedy dziecko doświadczy wspólnoty emocji, budzą się w nim myśli typu: Tak, chciałem ułożyć puzzle i to zrobiłem. Spójrz. Czuję się z tym świetnie!

Ważne jest jednak to, aby nie nakładać na dziecko swoich emocji, jeśli ono doświadcza czegoś zupełnie przeciwnego. Dobrym przykładem jest tutaj opowieść z początku artykułu. Madzia podczas przechodzenia po równoważni czuła przede wszystkim obawę, a nie ekscytację. Kiedy jej opiekunka skwitowała to wesołym, głośnym i pełnym entuzjazmu Wow, świetnie, to był niezły wyczyn!, ona znów zablokowała się na stresujące ją doświadczenie.

Lepszym wyjściem w podobnej sytuacji byłoby powiedzenie: Madziu, widziałam, że to przejście kosztowało Cię wiele wysiłku! Jak się teraz czujesz?

 

3. Opisz to, co widzisz.

W swoim opisie skup się przede wszystkim na procesie pracy, a nie na jej efekcie. Opis sytuacji jest dobrą odpowiedzią na pytanie, co zamiast nagród i pochwał.

Wytrwałość, kilkukrotne podejmowanie prób, przełamywanie swoich obaw – jeśli widzisz je w zachowaniu dziecka, powiedz o nich. Do swoich słów dodaj emocje, które Ci towarzyszą i które widzisz u niego.

Wow! Pracowałeś nad tym wytrwale i nie poddałeś się frustracji. Nie zrezygnowałeś, chociaż kilka razy nie mogłeś znaleźć odpowiedniego miejsca dla tego puzzla!

co zamiast nagród

4. Opisz, co dziecko zrobiło, by osiągnąć sukces.

W swoim opisie możesz pójść o krok dalej i pokazać strategię, którą dziecko przyjęło, by osiągnąć efekt, o który mu chodziło. W ten sposób pomagasz mu uświadomić sobie, jakie konkretne działania pozwoliły mu dojść do punktu, w którym się znalazło.

O, widzę, że rozpocząłeś układanie od zewnętrznych puzzli. W ten sposób mogłeś później kolejne elementy dokładać do ramki, którą zrobiłeś na początku.

 

5. Podziękuj, kiedy jest na to odpowiedni czas.

Czasem wystarczy wyrazić swoją wdzięczność za coś, co dziecko zrobiło.

Jeśli jego działanie wniosło jakiś pozytywny element w Twoje życie, Twój dzień czy w Waszą relację, podziękuj za to.

Sam zmieniłeś koszulkę! To przyspieszy nasze wyjście z domu. Dziękuję, dzięki temu nie spóźnię się do pracy.

 

Rodzice mają duże wpływ na kształtowanie motywacji wewnętrznej lub zewnętrznej u dziecka. Pamiętaj jednak, że wielka tragedia się nie wydarzy, jeśli od czasu do czasu Twój syn czy córka usłyszy od kogoś (również od Ciebie) słowa typu Dobra robota, Świetnie się spisałeś lub otrzyma za coś nagrodę (np. w przedszkolu czy w szkole). Uczenie się tego typu podejścia może zająć Ci sporo czasu i nie martw się, że w ten sposób niszczysz życie swojego dziecka na zawsze. To nie jest prawdą.

Jeśli w Twoim domu wprowadzacie taki styl komunikowania się z dzieckiem (lub nawet Ty sama to robisz, Twój mąż nie jest do tego przekonany), a w innych środowiskach spotyka się z czymś innym, również nie jest to katastrofa. To relacja z rodzicami ma najsilniejszy wpływ na dziecko. Twoja postawa wobec niego ma największe znaczenie.

W Twojej relacji z dzieckiem skupiaj się na nim, a nie na jego osiągnięciach. W ten sposób będzie mogło doświadczyć od Ciebie bezwarunkowej miłości, która jest najlepszym startem do podejmowania wszelkich nowych wyzwań. Spójrz na nie, zobacz jego emocje, spróbuj poczuć to, co ono czuje i tym się z nim podziel. Współdzielenie doświadczenia jest dla niego ważniejsze i bardziej motywujące niż Twoja ocena tego, co zrobiło. Tak jak w przypadku małej Madzi – zatrzymanie się dorosłego na swojej interpretacji wydarzenia sprawiło, że Madzia znów wycofała się z tego, co zrobiła.

Powoli ucz się, co zamiast nagród w wychowaniu. Wprowadzaj nowe zachowania krok po kroku. Twoje dziecko potrzebuje Ciebie, a nie Twoich pochwał. 

 

A jakie Ty masz podejście do nagród i pochwał w wychowaniu?

Najważniejsze działanie, które możesz podjąć, by zminimalizować kłótnie rodzeństwa

kłótnie rodzeństwa

W artykule: Pytanie, które zadaje sobie wielu rodziców: jak zminimalizować kłótnie rodzeństwa? Poznaj jedną strategię, która jest podstawą wszystkich innych

To ewidentnie nie był mój najlepszy dzień w życiu.

Franek z Jasiem, nasi dwaj synowie, na zmianę płakali, marudzili lub kłócili się o coś. Słuchałam ich głosów i miałam wrażenie, że za chwilę wybuchnę. Serce mi szybko biło, zęby zaciskały się ze złości, a ręce szykowały do wyrywania włosów z głowy. Zarówno z mojej, jak i ich.

Jaś przyniósł sobie mały, dziecięcy keybord i zaczął na nim coś brzdąkać. Oczywiście w tej samej chwili jego starszy brat też zapragnął tego samego. Ledwo powstrzymałam go od wyrwania mu zabawki z ręki. Zapytałam Jasia spokojnym głosem, czy mógłby dać Frankowi też zagrać. Po krótkim czasie młodszy wyciągnął keybord w stronę brata z wymownym: „Maa!”.

W tej chwili Franek już nie miał ochoty na granie. A może raczej honor nie pozwalał mu wziąć, bo kiedy 10 sekund później wyciągnął rękę po zabawkę, Jaś już zmienił zdanie i nie chciał jej oddać.

Starszy syn zaczął płakać i krzyczeć. Moje próby tłumaczenia, że nie chciał wziąć keybordu wtedy, kiedy brat mu dawał, niewiele zmieniły,

Przy drugiej próbie przekazania zabawki sytuacja powtórzyła się. Znów Jaś chciał dać, Franek nie wziął, po chwili zmienił zdanie, ale niestety jego brat również.

kłótnie rodzeństwa

Nie brakowało w całym tym sporze prób wyrywania sobie keybordu z ręki czy stukania brata ręką po głowie. Ja miałam ochotę wyć z rozpaczy jak wilk do księżyca, oni obaj na zmianę płakali, krzyczeli lub rzucali się w złości na łóżko.

Ręce mi się już trzęsły z bezsilności, kiedy Jaś pokazał, że chciałby pobawić się w ganianie się po domu. Miałam już dość kłótni, więc odetchnęłam głęboko i powiedziałam: Jasne, super, chodź, będę cię łapać.

Franek w jednej sekundzie się rozpogodził i z uśmiechem zapytał: Mogę się z wami pobawić?

Przez piętnaście minut oni biegali w tę i z powrotem po domu, a ja udawałam, że ich łapię. Co jakiś czas przytulałam i całowałam jednego lub drugiego. W domu rozlegał się głośny śmiech.

Po skończonej zabawie bracia zgodnie zajęli się budowaniem wieży z klocków, a ja usiadłam na fotelu i głośno odetchnęłam. Dlaczego nie byłam w stanie wykonać tego magicznego kroku wcześniej? Zaoszczędziłabym nam tyle niepotrzebnych emocji.

 

Co jest niezbędne, by Twoje dzieci dobrze się dogadywały?

Można na ten temat spojrzeć z wielu różnych perspektyw. Ja dziś proponuję Ci tę, która jest mi najbliższa: neurobiologię.

Jest taka część mózgu, która odpowiada za skupienie, rozumowanie, planowanie, kontrolę impulsów czy racjonalną ocenę sytuacji. To od niej w największym stopniu zależy gotowość Twojego dziecka do tego, by słuchać Twoich próśb. To ona powstrzymuje je przed wyrywaniem zabawek z ręki drugiej osoby, ciągnięciem za włosy siostry czy dążeniem do tego, by być zawsze i we wszystkim pierwszym (Ja chcę pierwsza dostać loda! Ja muszę się wykąpać pierwszy! Mamo, najpierw mi daj kanapkę! Mamooooo!).

Ta część mózgu to kora przedczołowa.

Jeśli jej działanie zostaje zablokowane, Twoje dziecko nie jest w stanie racjonalnie myśleć, kontrolować swoich impulsów i planować działania. Dlatego też nie jest w stanie wejść w pozytywne relacje ze swoim bratem lub siostrą.

Jeśli chcesz, aby Twoje dzieci dobrze się dogadywały, zaprzyjaźnij się z wiedzą o funkcjonowaniu kory przedczołowej.

 

Jeśli Twoje dziecko:

  • zachowuje się agresywnie,
  • niszczy różne przedmioty,
  • w ogóle nie słucha tego, o co je prosisz,
  • wycofuje się z interakcji,
  • zachowuje się impulsywnie,
  • wyrywa z ręki zabawki swojej siostrze, śmiejąc się jej przed nosem,

możesz mieć nieomal 100% pewność, że w tym momencie jego działanie nie jest poddane kontroli kory przedczołowej. To znaczy, że nie jest w stanie racjonalnie myśleć.

Jeśli chcesz zminimalizować kłótnie rodzeństwa, musisz wziąć to pod uwagę. Tylko człowiek, którego zachowanie jest poddane kontroli kory przedczołowej może nawiązać dobre, pozytywne relacje z innymi ludźmi. Jest w stanie współpracować, razem się bawić, rozmawiać, dzielić się tym, co ma. Bez tego Twoje dzieci wciąż będą się kłócić, zabierać sobie rzeczy i bić się ze sobą.

kłótnie rodzeństwa

Kiedy do akcji wkracza kora przedczołowa?

Każdy z nas (również dzieci) w sposób nieświadomy bezustannie skanujemy nasze otoczenie w poszukiwaniu informacji o tym, czy jesteśmy bezpieczni.

Dziecko po taką informację w pierwszej kolejności zwraca się do swoich rodziców.

Wyobraź sobie taką sytuację. Twoje dzieci poszły z tatą na spacer do parku. Tata ma wyjątkowo dobry dzień: podśpiewuje coś pod nosem, jego krok jest lekki i sprężysty, uśmiecha się i jest rozluźniony. Wysyła on niewerbalne i werbalne sygnały do swoich dzieci: Wszystko jest ok, to dobry dzień, tata ma dobry humor i mnóstwo uwagi i troski, którą może obdarzyć każdego. 

W takiej sytuacji maluchy czują się bardziej odprężone i spokojne. Ich radary wyczuwają, że wszystko jest w porządku, że są bezpieczne i mogą się bawić, również ze sobą nawzajem.

Te dziecięce radary są umiejscowione w części mózgu zwanej układem limbicznym. To on niejako skanuje otoczenie w poszukiwaniu informacji o tym, czy sytuacja jest spokojna i można się zrelaksować. Kiedy otrzymuje takie sygnały z otoczenia, przesyła impuls do reszty mózgu: jesteśmy bezpieczni, nie trzeba być na pozycji ataku lub obrony, można się rozluźnić i spokojnie bawić. Te informacje wysyła między innymi do kory przedczołowej, która może przejąć kontrolę, kiedy wszystko jest w porządku.

Docieramy teraz do najważniejszej sprawy.

Co Ty możesz zrobić, aby dziecko otrzymało komunikat jestem bezpieczny, wszystko jest ok?

Twoje najważniejsze działanie, które zminimalizuje kłótnie rodzeństwa

Zadbać o kontakt pomiędzy Wami. Pomiędzy Tobą a konkretnym dzieckiem.

Dzieci są zbudowane w ten sposób, że rozkwitają, kiedy czują, że osoba dorosła cieszy się ich obecnością, znajduje radość w ich towarzystwie.

Myślę, że dotyczy to nie tylko dzieci. Każdy z nas tęskni za taką relacją z drugą osobą, która będzie oparta o doświadczenie radości z bycia razem, wspólnie spędzonego czasu. Chcemy czuć się wyjątkowi, bliscy, zrozumiani. Chcemy, aby ktoś zachwycał się tym, że może z nami być.

Dzieci są na to szczególnie wrażliwe.

Potrzebują czuć, że ktoś dorosły zwraca na nie uwagę, słucha ich, jest nakierowany na ich potrzeby. Potrzebują czuć się kochane, zrozumiane i zaopiekowane.

To Twoja więź i kontakt z dzieckiem wpływa na to, czy czuje się ono bezpiecznie w świecie. Jeśli w konkretnej sytuacji doświadcza ono Twojej bliskości i dostępności, jego układ limbiczny może przesłać wiadomość do kory przedczołowej: Jestem kochany, wszystko jest ok, ktoś się mną opiekuje, jeśli będę potrzebował, ktoś odpowie na moją prośbę.

 

Co daje dziecku bliskość i kontakt z rodzicem?

  • poczucie bezpieczeństwa w świecie,
  • możliwość budowanie dobrych, spokojnych relacji z innymi ludźmi,
  • ciepłe myśli o samym sobie i innych osobach wokół,
  • zmniejszenie ilości nieprzyjemnych emocji (złości, lęki, irytacji, urazy itd.)
  • możliwość racjonalnego myślenia i poddania swoich działań kontroli kory przedczołowej.

Dlatego najważniejsze Twoje działanie, które zmniejsza kłótnie rodzeństwa, to dbanie o więź, bliskość i kontakt z każdym Twoim dzieckiem.

Dbanie o relacje pomiędzy nimi to krok następny. Ustalenie zasad funkcjonowania w domu jest również ważne. Jednak ono nic nie da, jeśli nie zaspokoisz u dzieci ich potrzeby bliskości i kontaktu z Tobą.

W przeciwnym wypadku będą wciąż trwały w stanie napięcia, w poczuciu zagrożenia i nieprzyjemnych emocjach. Ich mózg będzie uniemożliwiał im włączenie kory przedczołowej, a tym samym nie będą miały w sobie gotowości do dzielenia się i okazania zrozumienia wobec brata czy siostry. Nie będą w stanie nawiązać dobrych, ciepłych relacji między sobą.

W jaki sposób możesz zadbać o ten kontakt?

 

Co wpływa na dobry kontakt z dzieckiem?

Strategii i narzędzi jest wiele:

  • empatia (która powinna stawać się Twoim nawykiem),
  • śmiech (i opróżnianie plecaka emocji za jego pomocą),
  • wyjątkowy czas sam na sam z dzieckiem,
  • świadome bycie tu i teraz,
  • bliskość fizyczna i kontakt wzrokowy,
  • zabawy typu siłowanki,
  • dopuszczanie wszelkich emocji i pozwalanie na płacz,

kłótnie rodzeństwa

Jeśli widzisz, że relacje między Twoimi dziećmi nie układają się najlepiej, najpierw przyjrzyj się temu, jak dbasz o Twoją więź i kontakt z każdym ze swoich dzieci. Kiedy zaspokoisz u nich tę potrzebę, będą miały większą łatwość regulowania swoich emocji, bycia hojnym w dawaniu swojego czasu i uwagi rodzeństwu, dzielenia się i konstruktywnego rozwiązywania problemów.

Inwestycja w bliski kontakt z dziećmi nie wyeliminuje wszystkich kłótni rodzeństwa. Jest jednak podstawą, bez której wszelkie inne działania w tym kierunku są bezsensowne.

Dlatego skup swoją energię i czas na dbaniu o tę więź, bo często możesz nie mieć ich więcej, by zadbać o coś innego.

Jak według Ciebie najlepiej eliminować kłótnie rodzeństwa z Waszego życia?

3 sposoby na to, aby nigdy nie mieć czasu dla siebie, męża i rodziny (antyporadnik)

brak czasu

W artykule: Narzekasz na chroniczny brak czasu: nie masz go dla siebie, męża i dzieci? Sprawdź, jakie błędy popełniasz i jak ich unikać.

 

Otworzyłam swoją skrzynkę mailową. Przebiegłam wzrokiem po tytułach maili. W oczy rzuciły mi się dwa najbardziej interesujące. Bezpłatny dostęp do wywiadów z ekspertami związanymi z wychowaniem dzieci. Z odczuciem ekscytacji kliknęłam: zapisz się.

Po chwili dołączyłam jeszcze do webinaru na temat relacji damsko-męskich. A kiedy weszłam na facebooka, wpadło mi w oko zaproszenie na bezpłatne wyzwanie dla mam chłopców. Chyba to coś dla mnie – pomyślałam i klik. Dołączyłam. Nie przejmowałam się tym, że czasowo wyzwanie pokrywa się z dostępem do wywiadów z ekspertami.

Kiedy czytałam opisy tych wydarzeń, serce szybciej mi biło i czułam przyjemne ciepło w środku. Ale fantastyczna okazja! Muszę wziąć w tym udział! – myślałam.

brak czasu

Kiedy przyszedł czas wyzwania, wzięłam udział w jednym dniu. Na więcej nie pozwolił mi brak czasu. O webinarze zapomniałam, bo zaplanowałam na wtedy pięć innych rzeczy.

W ciągu 20 minut zapisałam się na trzy różne wydarzenia. Przy każdym kliknięciu przycisku zapisuję się czułam przyjemne motylki w brzuchuTaka świetna opcja, za darmo, no po prostu nie mogę tego przegapić! – myślałam. W ogóle nie wzięłam pod uwagę tego, czy będę miała na to czas i gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mojej rodziny…

 

„Jeżeli nie można zdecydowanie powiedzieć TAK, należy zdecydowanie powiedzieć NIE.”

Greg McKeown, „Esencjalista”

3 sposoby na to, aby nigdy nie mieć czasu dla siebie, męża i rodziny

Podam Ci teraz niezawodny przepis na to, abyś nigdy nie miała czasu dla siebie i najbliższych. Zacznij stosować te wskazówki od zaraz, a przekonasz się, że skutki będą natychmiastowe.

 

  1. Nigdy nie zastanawiaj się nad tym, co jest Twoim priorytetem (lub zapominaj o nich na każdym kroku).

Traktuj wszystko w swoim życiu, jakby było równie ważne. Bo przecież i mąż, i dzieci, i praca, i rodzice, i Twoje hobby, i przyjaciele, i działalność społeczna, i wspólnota religijna… Wszystko musisz pielęgnować w tym samym czasie i z takim samym zaangażowaniem!

Pod żadnym pozorem nie planuj czasu na zastanawianie się nad tym, co jest dla Ciebie ważne! Niech Twoją wymówką będzie brak czasu: bo przecież nie masz kiedy zatrzymać się, bo wciąż jest tyle do zrobienia.

Nie spędzaj ani minuty na modlitwie, refleksji nad swoim życiem, zastanawianiu się, co jest Twoim priorytetem. Jeśli to zrobisz, mogłabyś uznać, że to Twoja rodzina i ty sama jesteście najważniejsi… A to mogłoby wpłynąć na Twoje codzienne decyzje co do tego, na co przeznaczasz swój czas!

Zapełniaj swój dzień od rana do nocy jakimiś zajęciami – nie pozwól na to, aby została Ci choćby minuta na nicnierobienie! Kiedy czekasz w kolejce do kasy, przeglądaj facebooka w telefonie. Kiedy jedziesz autobusem, pograj w jakąś grę na smartfonie. Niech Twoje myśli będą zawsze czymś zajęte, najlepiej jakąś łatwą i przyjemną rozrywką.

Zostawienie swoim myślom czasu na błądzenie w różnych kierunkach grozi tym, że zaczniesz odkrywać, jak źle czujesz się w życiu, w którym wszystko zajmuje pierwsze miejsce.

Unikaj ciszy.

Unikaj książek! Możesz czytać tylko krótkie artykuły na facebooku lub blogach.

Pielęgnuj w sobie przekonanie, że możesz mieć i zrobić jednocześnie wszystko. Możesz uczestniczyć w każdym ciekawym wydarzeniu. Możesz zapisać się na każdy interesujący kurs. Możesz spotkać się z każdą osobą, która potrzebuje Ci się wypłakać. Możesz pomóc przy każdym charytatywnym wydarzeniu, które organizują inni. Masz czas i energię na wszystko.

Nie podejmuj świadomie decyzji, na co chcesz przeznaczać swój czas. Przecież możesz zgadzać się na wszystko, co proponują inni (patrz poprzedni akapit: możesz mieć i zrobić jednocześnie wszystko). Niech inni decydują o tym, co masz robić danego dnia – Twój szef, Twoja mama, koleżanka z bloku obok, której imienia nie znasz.

brak czasu

2. Zgadzaj się bezmyślnie na wszystko, co popadnie.

Niech Twoją dewizą stanie się zdanie: Jeśli ktoś mnie poprosi, abym coś zrobiła, powinnam się postarać spełnić tę prośbę. Nieważne, kto Cię będzie prosił: mąż, córka, kolega z pracy czy osoba, którą pierwszy raz widzisz w życiu.

Wyrzuć ze swojego myślenia wszystkie racjonalne kryteria wybierania, którą prośbę spełnić, a której nie. Wszystkie prośby tak samo ważne! Zgadzaj się na każdą, nie dawaj sobie czasu na zastanawianie się.

Ciesz się jak dziecko z każdej nadarzającej się okazji! Niech poprowadzi Cię ta ekscytacja, którą odczuwasz:

  • nowy, ciekawy kurs online, na który możesz się zapisać (chociaż nie ukończyłaś poprzednich trzech)? Świetnie, bierz go!
  • nowy, fascynujący projekt w pracy (chociaż masz zaległości w poprzednim)? Fantastycznie, nie możesz przepuścić takiej okazji!
  • jeszcze jeden artykuł do przeczytania w internecie (chociaż jest już 23:00 i marzyłaś o tym, aby pójść wcześniej spać)? Jasne, czyż nie sprawi on, że będziesz lepszą matką?
  • możliwość przygotowania ciasta (przecież uwielbiasz piec!) na najbliższe spotkanie Twojej wspólnoty (chociaż ostatnio nie miałaś kiedy spokojnie pogadać z mężem dłużej niż 5 minut)? Oczywiście, bierz wszystko, co się nasuwa!

Skup swoje myśli wyłącznie na tej euforii, którą czujesz, kiedy zgadzasz się na daną prośbę lub propozycję.

Później żałujesz swojej decyzji? Czujesz się przeciążona i zmęczona? Musisz zarywać noce, żeby zrobić wszystko, na co się zgodziłaś? To nic, pamiętaj, że ta minuta ekscytacji, kiedy powiedziałaś tak wynagradza wszystko!

Niech rządzi Tobą strach przed odrzuceniem propozycji: co będzie, jeśli podobna już się nie pojawi? Nieważne, że wcale nie zabiegałaś o nią, liczy się to, że sama do Ciebie przyszła i jest w zasięgu ręki. Brak czasu nie może być dla Ciebie przeszkodą.

 

3. Obawiaj się tego, co powiedzą i pomyślą inni.

Niech Twoimi słowami i decyzjami rządzą myśli: Nie chcę nikogo zawieść. Nie chcę pogorszyć relacji między nami. Mówienie ludziom NIE jest czymś niewłaściwym.

Nigdy nie zastanawiaj się nad tym, że kiedy mówisz TAK jednej rzeczy, automatycznie mówisz NIE czemuś innemu. Zapomnij o tym, że:

  • kiedy zgadzasz się, aby wziąć pracę do domu na wieczór, nie będziesz miała czasu na rozmowę z mężem,
  • kiedy decydujesz, że sama upieczesz dwa ciasta na spotkanie z koleżankami, nie będziesz mieć możliwości poczytać książki z synem,
  • kiedy zgadzasz się na to, aby dawno nie widziana koleżanka opowiadała Ci godzinę przez telefon o swoim nieudanym związku, nie będziesz miała czasu na wciąż odkładaną długą kąpiel w pianie.

Myśl tylko o tym: Nie mogę powiedzieć NIE. To nieuprzejme. Sprawię komuś przykrość. Co ta osoba sobie o mnie pomyśli?

Nigdy, przenigdy nie wypowiadaj słów: Zajrzę do kalendarza i odezwę się do ciebie. Jeśli ktoś przyjdzie do Ciebie z jakąś prośbą, od razu mów: Jasne, zajmę się tym. Z przyjemnością.

Przypomnij sobie o tym, że przecież możesz mieć i zrobić jednocześnie wszystko. Dlatego inwestuj swój czas i energię w to, o co poproszą Cię inni. Przecież są one zasobem, który nigdy się nie wyczerpie, prawda?

Ważniejsze jest to, co pomyślą o Tobie inni niż to, czy będziesz mieć czas dla siebie, swojego męża i dzieci. Bo przecież nie masz w swoim życiu priorytetów, pamiętasz? Wszystko jest równie ważne.

brak czasu

Idź przez każdy dzień z takim nastawieniem, a szybko przekonasz się, że wciąż czujesz się zmęczona, sfrustrowana i przeciążona i narzekasz na brak czasu dla siebie, męża i dzieci.

Ale czy to ważne? Liczy się to, że nadal wierzysz w tę utopię: mogę mieć i zrobić wszystko w tym samym czasie. Czyż to nie wspaniałe uczucie?

A jaki jest Twój sposób na to, aby brak czasu dla siebie i bliskich niszczył Wasze relacje?