Bunt 3-latka – co robić, gdy dziecko mówi „NIE” na wszystko?

Najczęstsze zachowania w fazie uporu u 3-latka – płacz, odmowa, krzyk, sprzeciw

W artykule: Pokażę Ci, jak rozumieć tzw. bunt 3-latka i jak wspierać dziecko (i siebie!), kiedy pojawia się faza negacji u 3-latka.

Idź sobie! Idź stąąąąd!! Nie chcę cię tutaj!!!

Takie i podobne słowa słyszę ostatnio średnio 10 razy dziennie od naszej 3,5-letniej córki. Do tego dochodzi częsty płacz o różne sprawy. Groźby w stylu: Jak mi nie poczytasz, to będę cię uderzać. Warczenie na nas jak zły lew.

Jednym słowem coś, co wiele osób określa mianem buntu 3-latka — czasem nazywanego też fazą uporu u 3-latka albo fazą negacji 3-latka, kiedy dziecko krzyczy i mówi nie nawet na najprostsze prośby.

(Przyznam, że ja sama na codzień nie posługuję się tym terminem. Jednak jest on powszechnie znany i wszyscy mniej więcej wiemy, co oznacza – na przykład często rodzice pytają: czy bunt 3-latka to normalne? Dlatego w tym artykule również się on pojawia. ).

bunt 3-latka co robić

Dlaczego zachowania trzylatka potrafią być tak trudne?

Minęło prawie 5 lat, kiedy ostatnio w domu mieliśmy dziecko w tym wieku.

Przyznam, że zdążyłam już zapomnieć, jak to jest – gdy dziecko jest już komunikatywne, więc wydaje się, że jesteś w stanie się z nim dogadać, a tak naprawdę wciąż jest… małym dzieckiem, którym częściej rządzą impulsy niż racjonalne decyzje.

Dlatego konieczne jest sięganie po inne sposoby działania, niż tylko próby rozmawiania i tłumaczenia, dlaczego nie piszemy flamastrami po ścianie.

Bo kiedy o tym rozmawiacie, wygląda na to, że dziecko rozumie, dlaczego Ci się to nie podoba. Ale wystarczy, że wyjdziesz z pokoju, a ono już sięga po mazak i zostawia ślady swojej twórczości na białej ścianie…

 

Typowe zachowania w czasie buntu 3-latka (i dlaczego się pojawiają)

Trzyletnie dziecko jest jak samochód z potężnym silnikiem (pragnienia, emocje, impulsy, potrzeba autonomii), ale bez hamulców (kora przedczołowa, czyli centrum samokontroli, dopiero się rozwija).

Dlatego tak często:

👉 wybucha płaczem, kiedy coś idzie nie po jego myśli,
👉 ma problem z poczekaniem na to, czego bardzo chce,
👉 złości się nawet na drobne niedogodności,
👉 ma trudności z dogadaniem się z ludźmi wokół (bo dla niego liczy się głównie to, czego ono chce).

To wszystko sprawia, że 3-latek często mówi NIE na wszystko – to po prostu rozwój, nie złośliwość.

 

A co jeśli podobne zachowania ma starsze dziecko?

W tym miejscu dodam, że jeśli masz znacznie starsze dziecko, 7-10-letnie (lub starsze), a widzisz u niego często dokładnie takie same zachowania, zwykle oznacza to dwie sprawy:

➡️ nadal są u niego słabo rozwinięte hamulce znajdujące się w korze przedczołowej – może to być związane zarówno z wrodzoną specyfiką konstrukcji psychicznej tego dziecka, jak i wpływem otoczenia

i /lub

➡️ nabrało złych przyzwyczajeń pod wpływem tego, jak otoczenie reagowało na jego zachowanie w pierwszych latach życia.

Tak czy siak – nic straconego! Powoli, małymi krokami, jest w stanie nauczyć się lepiej panować nad swoimi emocjami i impulsami.

Warto tylko sprawdzić, jak możesz mu w tym pomóc.

Najczęstsze zachowania w fazie uporu u 3-latka – płacz, odmowa, krzyk, sprzeciw

Bunt 3-latka – co robić zamiast krzyczeć lub zmuszać

Chyba wszyscy wiemy, że kiedy po raz 15 tego dnia słyszysz NIE!!! na prośbę o nałożenie butów przed wyjściem na dwór, może zrodzić się pragnienie, by:

  • odkrzyknąć, że masz już tego dość,
  • siłą zmusić do nałożenia tych butów, albo
  • odpuścić jakiekolwiek wychodzenie, bo nie masz już siły na kolejną przepychankę słowną…

Problem w tym, że żadne z tych rozwiązań na dłuższą metę nie działa. Może osiągniesz chwilowe poddanie się dziecka, ale długofalowo powoduje to jeszcze więcej nieprzyjemnych emocji. 

A jeśli odpuścisz, możesz z kolei przyzwyczajać je, że jeśli wystarczająco długo będzie krzyczeć, wtedy Ty zawsze zrobisz to, czego ono chce.

 

Co naprawdę pomaga w fazie uporu u 3-latka? (3 proste kroki)

Co zatem działa?

Przy młodszych dzieciach najlepiej sprawdzają się trzy rzeczy:

✅ zauważenie emocji i perspektywy dziecka,

✅ dawanie poczucia kontroli tam, gdzie to możliwe,

zaproszenie do zabawy.

Woooow, nie masz teraz ochoty zakładać butów… Ooo, chyba jeden twój bucik chciał coś powiedzieć… Co mówisz, buciku? Chciałbyś teraz poskakać jak żabka na nóżkach Ani? Słyszysz, Aniu, co ty na to? Weźmiesz bucika ze sobą, żeby mógł z tobą poskakać?

❌ Zamiast więc mówić:

Zjesz, co podałam na talerzu i koniec!

✅ Możesz powiedzieć:

Widzę makaron i marchewkę. Od czego zaczynasz?

Lub ❌ zamiast mówić:

Natychmiast marsz do łazienki myć zęby!

✅ Możesz powiedzieć:

Za 5 minut idziemy spać. Wskakuj na barana, samolot przewiezie cię do łazienki, zostało nam jeszcze mycie zębów. Proszę wsiadać, samolot zaraz odlatuje!

Jak reagować na bunt 3-latka – zauważenie emocji, wybór, zabawa

Tego nie da się „ominąć” – tak działa rozwój 3-latka

Jeśli emocje nie były u dziecka bardzo silne, perspektywa zabawy i poczucie większej kontroli zwykle ułatwiają wykonanie oczekiwanej czynności.

A za każdym razem, kiedy wykonuje ono działanie, które wykonać powinno, tworzą się u niego dobre przyzwyczajenia. Te z kolei w późniejszych latach owocują większą samodzielnością i samoregulacją.

Pamiętaj tylko, że to, co czytasz w tym artykule, to zaledwie wierzchołek góry lodowej w kontekście tzw. stawiania limitów zachowaniom dzieci. Nie dziw się więc, że to nie zawsze zadziała – to tylko pojedyncze działania spośród wielu różnych, które można byłoby wykonać.

 

Wiem, że czasem jako rodzice mamy takie marzenie, by można było ominąć te wszystkie działania – zabawę, dawanie wyborów, zauważanie emocji… Byśmy mogli zawsze po prostu powiedzieć, co jest do zrobienia, a dziecko z uśmiechem na ustach od razu to zrobi.

Teraz, kiedy znów mamy w domu trzyletnie dziecko, przypomniałam sobie mocno, że to tak nie działa.

To właśnie pamiętanie o tych kilku zasadach, o których dziś napisałam (i innych, o których nie napisałam) bardzo ułatwia przejście przez tzw. bunt 3-latka. 

 

Fundament, który budujemy dziś, procentuje latami

Co więcej, ono sprawia, że budujemy mocny fundament pod przyszłą samodzielność, pracowitość, panowanie nad emocjami… One nie biorą się znikąd. 

Dobre przyzwyczajenia, które zaszczepimy na etapie trzylatka, zaowocują, kiedy dziecko będzie miało 8 czy 10 lat.

Ja już widziałam to trzykrotnie u naszych starszych dzieci. Teraz po prostu budujemy fundament u naszej najmłodszej córki.

 

Bunt 3-latka może być wyzwaniem – pełnym krzyków, „nie!”, płaczu i emocji, które trudno czasem udźwignąć. Ale to także niezwykle ważny etap rozwoju, w którym dziecko uczy się samodzielności, sprawczości i… dopiero zaczyna budować swoje „hamulce”.

Pamiętaj:

  • trzylatek nie robi tego „na złość” – jego mózg po prostu jeszcze nie potrafi inaczej,
  • codzienne małe wybory, zauważanie emocji i zabawa to najskuteczniejsze narzędzia,
  • Twoja cierpliwość i wytrwałość procentują w przyszłości,
  • dobre nawyki budowane dziś będą owocować, gdy dziecko będzie miało 7, 8 czy 10 lat.

To normalne, że czasem możesz się czuć zmęczona, zagubiona czy bezsilna. Jesteś tylko człowiekiem. Ale to, że tu jesteś, oznacza, że szukasz sposobów, by budować lepszą codzienność — dla siebie i swojego dziecka. A to już jest ogromny krok.

 

Kiedy rodzicielstwo bliskości nie działa

W artykule: Czujesz, że rodzicielstwo bliskości nie działa w Twoim domu? Zobacz, gdzie może tkwić problem

Na początku drogi rodzicielstwa nie stawiałam jasnych, zrozumiałych granic dziecku, jakby w obawie, że w jakiś sposób wywieram na nie negatywny wpływ… Nie byłam w stanie znaleźć jasnych zasad, czym tak na prawdę jest rodzicielstwo bliskości – niby chciałam podążać za dzieckiem, a tak naprawdę przyzwalałam na zbyt wiele.

Od pewnego czasu coraz częściej spotykam się z wypowiedziami, które brzmią mniej więcej tak, jak ta powyższa.

rodzice nie stawiają granic dzieciom

Kiedy rodzicielstwo bliskości przestaje działać

Pamiętam historię, którą usłyszałam dobrych kilka lat temu – wydaje mi się, że to mogło być ok. 5-6 lat temu. Byliśmy wtedy w odwiedzinach u znajomych i rozmawialiśmy o różnych rozterkach wychowawczych.

Koleżanka podzieliła się ze mną tym, dlaczego ma duże wątpliwości co do rodzicielstwa bliskości (które wtedy nie było jeszcze tak popularne, jak teraz).

Otóż opowiedziała mi, że jedno z małżeństw, z którymi tworzą wspólnotę religijną, samo siebie określa jako rodzice RB. Podczas jednego ze spotkań u innego małżeństwa w mieszkaniu, jedno z ich dzieci zaczęło malować kredkami po ścianach (w nie swoim domu i w miejscu, które raczej nie było do tego przeznaczone).

Jego rodzice zareagowali dość niemrawo, ze śmiechem wspominając coś o dziecięcej ekspresji i nie podejmując bardziej konkretnych kroków, aby je powstrzymać.

Moja koleżanka patrzyła na to ze zdziwieniem, w przekonaniu, że to jedno z zadań rodzica, aby nie pozwalać na tego typu rzeczy.

To (i jeszcze kilka podobnych wydarzeń) skutecznie zraziło ją do tego nurtu wychowawczego.

Między ideą a praktyką – pułapki w rodzicielstwie bliskości

Oczywiście moglibyśmy teraz dyskutować, że Ci rodzice wcale nie stosowali rodzicielstwa bliskości, tylko jego wypaczoną wersję, powstrzymując się od mówienia dziecku „nie”. To wcale nie oznacza, że rodzicielstwo bliskości nie działa.

Albo że właściciele mieszkania sami mogli jasno pokazać swoje granice, bo przecież różni ludzie mają je w różnych miejscach i może im akurat nie przeszkadzało malowanie po ścianach ich mieszkania (jeśli dobrze pamiętam, to rzeczywiście w końcu to zrobili przy braku jednoznacznej reakcji rodziców dziecka).

Problem polega na tym, że to nie są odosobnione historie.

Ja sama od moich klientów dostaję wiadomości o tym, jak oni, pomimo przeczytania mnóstwa książek o wychowaniu czy udziału w różnych kursach, w pewnym momencie odkryli, że doszli do miejsca, gdzie pozwalają dziecku na zbyt dużo.

Nawet, jeśli uznamy, że problem nie leży w samej idei, to gdzieś on na pewno jest, skoro tak dużo osób stosuje jej „wypaczoną wersję”.

 
Czego brakuje w poradach o wychowaniu?

W internecie znajdziesz setki, tysiące artykułów, filmów, kursów i szkoleń o tym, jak być dobrym rodzicem.

Śmiem twierdzić, że problem polega na tym, że często czegoś w nich brakuje.

Nacisk jest kładziony albo na zadbanie o siebie, albo na zaspokajanie potrzeb dziecka.

Otrzymujemy albo ogólne idee, które nie do końca wiemy, jak przełożyć na codzienność, albo bardzo instrumentalne wskazówki, jak się zachować bez szerszego kontekstu zrozumienia siebie i dziecka.

Dostajemy albo suchą wiedzę bez pomocy w jej wdrożeniu, albo wdrożenie jej u siebie, ale bez uwzględnienia tego, że małżonek zachowuje się zupełnie inaczej i używa innych metod wychowawczych.

Kiedy słyszysz od jakiegoś specjalisty, jak akcentuje jeden aspekt wychowania, nie mówiąc wcale lub mówiąc bardzo niewiele o innych, to naturalne, że w Twojej głowie na drugi plan schodzą te pozostałe. Do tego stopnia, że możesz nieświadomie zupełnie przestać się nimi zajmować.

Skupienie się tylko na jednym aspekcie wychowania może mieć bardzo negatywne skutki.

Często prowadzi do przemęczenia rodzica (bo tak bardzo chce „podążać za dzieckiem”) lub konfliktów w małżeństwie (bo przecież nie można pozwolić, by małżonek stosował inne metody, które na pewno krzywdzą dziecko).

Łatwo wtedy dochodzi do wypaczeń, których przecież nikt z nas nie chce, a tak łatwo w nie wpadamy!

rodzic zmęczony tym że rodzicielstwo bliskości nie działa

Moje podejście wychowawcze: cztery elementy, które przywracają równowagę

Właśnie dlatego zdecydowałam się opisywać moje podejście wychowawcze w formie Piramidy Rodzicielskiej, która składa się z czterech elementów. Każdy z nich jest ważny i niezbędny – będą zajmować nieco inną ilość naszego czasu i zaangażowania, ale nie możemy z żadnego zrezygnować.

Jakie to elementy?

1. Zadbanie o siebie jako rodzic
2. Budowanie więzi z dzieckiem
3. Trenowanie umiejętności u dziecka
4. Współpraca z otoczeniem, w którym przebywa dziecko

Pierwszy element stanowi podstawę Piramidy – powinien więc zajmować najwięcej naszej uwagi, czasu i wysiłku. Każdy kolejny bazuje na poprzednim.

Jeśli położymy nieodpowiedni nacisk na któryś z nich, łatwo dochodzi do wykolejenia całości.

Myślę, że nie muszę mówić, że każdy z tych elementów składa się z szeregu różnych umiejętności i działań, z których nie wszystkie są intuicyjne i łatwe. Ale wszystkich jesteśmy w stanie się nauczyć.

Dlaczego czasem reaguję złością na płacz swojego dziecka?

denerwuje mnie płacz dziecka

W artykule: Denerwuje Cię płacz Twojego dziecka? Ja też kiedyś to przeżywałam. Aż do chwili, kiedy odkryłam, o co w tym tak naprawdę chodzi i co z tym zrobić.

Chcę się podzielić z Tobą czymś, co odkryłam u siebie jakiś czas temu — a co mnie zdziwiło: dlaczego czasem reaguję złością na płacz któregoś z naszych dzieci.

 

 

To przez nich się złoszczę!

Kiedyś sądziłam, że to jest naturalne i nic nie da się z tym zrobić. Skoro dziecko krzyczy i płacze, a ja chcę w danej chwili spokoju, to mam prawo do złości i to oczywiste, że ją przeżywam. 

W moich myślach nacisk położony był na to, że złość płynie z zewnętrznych okoliczności życia, w jakich się znajduję. Przykładowo: chciałam poczytać książkę, a nagle ktoś zaczyna krzyczeć i płakać, dlatego czuję złość, nie mogąc zrobić tego, co chciałam. Albo denerwuję się, bo kolejny raz synowie się pokłócili i któryś z nich płacze, a ja przecież tyle razy już im mówiłam, że tak się zwykle kończą ich zaczepki.

Myślałam: Gdyby oni zachowywali się inaczej, ja mogłabym pozostać spokojna! 

Przyczyn mojej złości upatrywałam w zewnętrznym świecie. W tym wypadku było to konkretne zachowanie dziecka i to, jakie okoliczności życia mi „zgotowało” swoim działaniem.

denerwuje mnie płacz dziecka

Oczywiście – ja “mam prawo” do swojej złości!

Każda emocja jest ok i nie ma sensu jej wartościować, bo w ten sposób robimy krzywdę sami sobie. To nie sama złość stanowi jakikolwiek problem – ona jest naturalnym, ważnym i potrzebnym elementem naszego życia! Warto tylko pamiętać, że moje emocje tworzą się we mnie (a Twoje tworzą się w Tobie). Obwinianie świata i ludzi wokół nas za ich pojawienie się, nie jest prawdą o tym, co się dzieje. Ponadto – upatrywanie ich przyczyn wyłącznie w świecie zewnętrznym sprawia, że nic nie mogę z tym zrobić. Skoro denerwuje mnie płacz dziecka to tak po prostu jest i dopóki ono nie przestanie płakać, ja nic nie jestem w stanie z tym zrobić.

W pewnym momencie jednak doznałam olśnienia, o co tak naprawdę mi samej chodzi.

 

Co chcę dać moim dzieciom? 

Zaczęłam się zastanawiać – skoro dziecko płacze, ponieważ się przewróciło i coś je boli, dlaczego ja czuję irytację? Dlaczego nie mam wtedy ochoty go przytulać i pocieszać? Wprost przeciwnie – zaczynają pojawiać się u mnie myśli: 

denerwuje mnie płacz mojego dziecka

Myślałam: Nie będę ich teraz pocieszać, nie będę za nimi chodzić, nie będę ich przytulać. Sami wiedzieli, czego mogą się spodziewać. 

Tego typu myśli chodziły mi po głowie i towarzyszył im żal, niechęć, irytacja i złość. Sama byłam zdziwiona tym, jak się czuję i co się we mnie dzieje! Nie za bardzo mi się to wszystko podobało i długo zastanawiałam się, co z tym zrobić.

W pewnym momencie pojawiło się w mojej głowie pytanie: Kiedy jedno z naszych dzieci płacze, jaka jest moja pierwsza rola jako rodzica? Czy to jest moment na wychowywanie? Czy to jest moment na pokazanie, że to ja mam rację? Czy chcę wtedy im udowadniać, że warto było mnie słuchać? Czy chcę chodzić naburmuszona, kiedy jego coś boli?

Czy to jest rzeczywiście rola, którą chcę przyjąć w chwili, kiedy ono cierpi? 

 

Nie. 

Kiedy któreś z naszych dzieci płacze, chcę być towarzyszem, dać mu wsparcie, bezpieczne środowisko do tego, żeby się wypłakało, odzyskało siły, spokój i zasoby do poradzenia sobie z daną sytuacją. Dopiero później jest czas na szukanie rozwiązań i wyciąganie wniosków z tego, co się stało.

Tego tak naprawdę pragnę.

To był pierwszy krok: uświadomienie sobie, czego chcę w takich sytuacjach i jasne nazwanie tego. Później poszłam o krok dalej. 

 

Denerwuje mnie płacz dziecka – dlaczego?

Skoro tego chcę, to dlaczego robię inaczej? Dlaczego towarzyszą mi zupełnie inne myśli, kiedy ma miejsce taka sytuacja? Dlaczego wtedy pojawia się niechęć do towarzyszenia, dawania wsparcia, a nie to, czego pragnę, kiedy jestem spokojna? Dlaczego wtedy nie ma we mnie gotowości do tego, aby być przy nim? 

Skąd to się bierze? 

Wtedy doznałam olśnienia. Zaczęłam mówić sama do siebie: Wiesz, o co w tym chodzi, Agnieszko? O to, że ty tę całą sytuację rozpatrujesz jako atak na ciebie. Widzisz to przez pryzmat samej siebie, a nie tego, co w tym momencie dzieje się z twoim dzieckiem! 

Moment, w którym dziecko się przewróciło i płacze lub kiedy jeden z naszych synów popchnął drugiego, lub kiedy zabawa skończyła się w nieprzyjemny sposób, postrzegałam przez pryzmat samej siebie i tego, co ta sytuacja znaczy dla mnie, a nie dla nich. 

 

Myślałam:

Przecież ich ostrzegałam, że tak to się skończy. Trzeba było mnie posłuchać. 

Tłumaczyłam im to już tyle razy.

Wkurza mnie to, że ciągle ktoś płacze. 

Przeszkadza mi to. 

Zabiera mi to czas, który miałam przeznaczyć na coś innego. 

 

Mnie, mi, ja: wszystko, co myślałam, dotyczyło mojej osoby. Wszystkie interpretacje, które wtedy pojawiały się w mojej głowie dotyczyły mnie.

 

Nie tego, że dziecko w tym momencie cierpi, że je boli i że mnie potrzebuje. 

Kiedy patrzymy na jakieś wydarzenie, w naszym umyśle natychmiast następuje interpretacja tego, co się dzieje. Nasz mózg musi nadać znaczenie danej sytuacji, odpowiadając na pytanie: co tutaj się aktualnie dzieje? O co tutaj chodzi?

Ponieważ mózg jest egocentryczny, w naturalny sposób nadaje interpretacje przez pryzmat nas samych. Stąd zwykle pierwsze pytanie, na które odpowiada brzmi:

Co to wydarzenie znaczy dla mnie i co mam z tym zrobić?

 

Co to znaczy dla mnie, a co dla dziecka?

Moje interpretacje płaczu dziecka nie dotyczyły tego, co dzieje się z nim, ale tego, jak mnie to dotyka, jak mi przeszkadza, wkurza i zabiera czas. Czasem dochodziła jeszcze do tego myśl, że miałam rację i że “dobrze mu tak” – niech się przekona, że tego typu zabawy kończą się tak, jak mówiłam. 

Oczywiście nieco wyolbrzymiam to, co się we mnie działo, aby pokazać Ci, jak absurdalne jest to, żeby rozpatrywać cierpienie i ból dziecka przez swój pryzmat. 

Jest to z jednej strony naturalny dla człowieka sposób funkcjonowania, ale z drugiej – nie służy on naszym relacjom. Nie służy też wychowywaniu dzieci tak, jak byśmy tego chcieli. Dlatego to ważne, aby ćwiczyć u siebie umiejętność wychodzenia z pierwszej narzucającej się nam interpretacji.

 

Taki sposób interpretowania ma rację bytu wtedy, kiedy zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Wtedy musimy ocenić, jaka jest skala zagrożenia i jak powinniśmy na nie zareagować. Jednak większość sytuacji z naszego rodzicielskiego życia to nie są sytuacje alarmowe.

Dopóki żyję w świecie wyłącznie takich interpretacji, nigdy nie będę w stanie dać wsparcia drugiej osobie. To dotyczy zarówno dzieci, jak i wszystkich pozostałych ludzi wokół mnie. Jeśli zachowaniu drugiej osoby nadaję znaczenie przez pryzmat tego, co mi to robi i jak mnie dotyka, nie będę w stanie jej towarzyszyć. Nie będę mogła jej pomóc ani ją wesprzeć. 

Bo to tego konieczna jest ciekawość drugiego człowieka i tego, co się dzieje u niego. A nie ma na nią miejsca, kiedy kręcimy się wokół siebie.

Chcę, aby w moich działaniach wobec dzieci chodziło o nie, a nie o mnie. Chcę je wspierać, towarzyszyć im, uczyć tego, co mogę je nauczyć i tego, co jest im potrzebne. One nie są odpowiedzialne za moje potrzeby czy moje samopoczucie. Jeśli będę od nich oczekiwać, by sprawiały, że czuję się dobrze, nigdy nie będę gotowa, by im naprawdę służyć. A to jest mój cel na bycie rodzicem, bycie mamą.

dlaczego złości mnie płacz dziecka

 

Co więc warto z tym zrobić?

  1. Ucz się dbać o swoje potrzeby.

Dlatego tak ważne jest uczenie się dbania o moje potrzeby w inny sposób niż “wykorzystując” do tego moje dzieci. Służenie i pomaganie im opiera się na tym, jak się czuję i na ile “pełna” ja sama jestem. Nie jest to więc “nalewanie z pustego dzbana”, ale dbanie o to, by on był pełny, aby następnie przekazać to, co w nim jest, moim dzieciom.

2. Ćwicz tworzenie nowych interpretacji.

Zacznij zadawać sobie pytanie: Co takiego to wydarzenie znaczy dla niego, dla mojego dziecka, a nie dla mnie? Co się wydarzyło w jego świecie? Jak on rozumie i przeżywa to, co się stało?

Dzięki temu coraz częściej będziesz postrzegać jego płacz przez pryzmat tego, co się dzieje w życiu malucha, a nie co ten płacz znaczy dla Ciebie.

Te dwa kroki zmieniły zupełnie moje funkcjonowanie w tym temacie. Dziś w większości sytuacji, kiedy stykam się z płaczem moich dzieci, jestem w stanie zachować spokój i naprawdę je wspierać.

 

Powyższe wyjaśnienie jest tylko jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie: Dlaczego denerwuje mnie płacz dziecka? Jeśli często doświadczasz obniżonego nastroju, smutku, przygnębienia, irytacji na to, co i jak robi dziecko – warto skorzystać z pomocy specjalistów (terapeuty lub psychologa), aby dać samemu sobie wsparcie, którego potrzebujesz.

Wyrzuty sumienia matki – czy da się ich pozbyć?

wyrzuty sumienia matki

W artykule: Wyrzuty sumienia matki towarzyszą wielu kobietom każdego dnia. Ty również borykasz się z nimi w swoim rodzicielstwie? Od czego zacząć pozbywanie się ich?

W styczniu 2020 r. wyjechałam do USA na dwanaście dni. Sama. W domu został mój mąż (który miał w tym czasie przerwę w pracy) oraz trójka dzieci – 6,5 lat, 4,5 lat i 2,5 roku. Poleciałam na konferencję dotyczącą marketingu, dołączając do tego kilka dni w Nowym Jorku na odpoczynek i zwiedzanie.

Pamiętam taki dzień kilka lat temu, kiedy wychodziłam z domu na spotkanie z przyjaciółką, żegnana płaczem dzieci. Zamknęłam za sobą drzwi, a po moich policzkach popłynęły łzy. Zamknęłam oczy, oparłam się plecami o drzwi i zastanawiałam się, czy w ogóle gdziekolwiek iść.

Czy mogę?

Czy powinnam? Kiedy one tak płaczą za mną?

Jak mam się w ogóle cieszyć tym wyjściem, kiedy moje serce jest rozdarte ich smutkiem?

Między jednym a drugim wydarzeniem minęły mniej więcej 3 lata. Jak to się stało, że zmieniło się tak wiele? Czy nadal doświadczam matczynych wyrzutów sumienia? Jeśli tak, jak sobie z nimi radzę? I co to ma wspólnego z Tobą?

matczyne wyrzuty sumienia

Wyrzuty sumienia matki – kiedy Ci towarzyszą?

Niedawno zadałam pytanie kobietom z mojej społeczności na Facebooku, jakiego rodzaju wyrzutów sumienia w roli matki doświadczają. Odpowiedzi były porażające. Wymieniły one kilkadziesiąt różnych sytuacji, opowiadając kiedy i dlaczego przeżywają wyrzuty sumienia. Podaję tylko kilka przykładów:

– kiedy idę do pracy – czuję wyrzuty sumienia, bo nie jestem w domu,

– kiedy jestem w domu – bo nie chodzę do pracy i przez to mamy kłopoty finansowe,

– kiedy nie wiem, jak znaleźć czas dla każdego z dzieci osobno,

– kiedy poświęcam czas na swoje sprawy – bo mam mniej czasu dla rodziny,

– kiedy jest bałagan w domu – bo co ze mnie za matka, która nie umie utrzymać porządku,

– kiedy dziecko idzie do żłobka, a mnie nie stać na indywidualną opiekę dla niego,

– kiedy myślę o samodzielnym wyjeździe, a przecież nawet nie zarabiam pieniędzy, opiekując się dziećmi w domu…

 

To jak życie w bezustannych wyrzutach sumienia matki! Cokolwiek zrobisz, jakąkolwiek decyzję podejmiesz, gdziekolwiek się ruszysz – i tak czujesz, że zrobiłaś coś niewłaściwie.

Czytając te odpowiedzi poczułam ból w sercu. Tyle wspaniałych kobiet żyje tak, jakby coś wciąż trzymało je w garści i nie pozwalało żyć pełnią życia! Jak ptak na uwięzi…

Mam jednak dobrą wiadomość: wcale tak nie musi być. Jest droga wyjścia z tej sytuacji. Nie jest ona wcale łatwa w wykonaniu, będzie wymagała nieco pracy, ale jest realna i możliwa. Pokażę Ci pierwszy krok w stronę większej wolności.

 

Co to są wyrzuty sumienia?

Używam określenia „wyrzuty sumienia”, ale co ono konkretnie oznacza?

Każdy człowiek ma zapewne swoją własną definicję, dlatego musimy ustalić jakiś wspólny grunt. Żebyś mogła rozwiązać jakiś problem, najpierw musisz go dobrze zdefiniować i nazwać.

Słownik języka polskiego definiuje „wyrzuty sumienia” jako:

„Niepokój wynikający z poczucia, że zrobiło się coś złego”.

 

Gdyby większość z nas rozumiała je właśnie w taki sposób, mielibyśmy mniejszy problem. Szkopuł tkwi w tym, że dla wielu osób w jedno zlały się dwa doświadczenia, które w języku angielskim opisywane są jako odrębne słowa: „guilt” (poczucie winy”) i „shame” (wstyd).

Mieszankę tych dwóch określamy zwykle jako „wyrzuty sumienia”.

 

Klucz do zmiany – poczucie winy a wstyd

„Guilt” (poczucie winy) to uczucie, które pojawia się po zrobieniu czegoś, o czym wiem, że jest niewłaściwe. Kiedy przekraczam jakiś ważny dla mnie standard, robię coś, czego sama nie chcę lub co uznaję za złe (np. „Żałuję, że wczoraj powiedziałam tamte słowa do syna… Skrytykowałam go”. Objawia się w napięciu mięśni, bólu brzucha, zakłóceniu snu.

„Shame” (wstyd) to poczucie, że ze mną jako człowiekiem jest „coś nie tak” (np. „Jak mogłam w taki sposób do niego się odezwać? Jestem beznadziejna”). Odczuwamy je jako poczucie ciężkości, skurcz w żołądku, samooskarżające się myśli.

Żeby nie pozostawiać żadnych wątpliwości – w języku polskim słowo „wstyd” pojawia się w filozofii personalistycznej w zupełnie innym rozumieniu – jako coś, co chroni ludzką godność i wiąże się z przekonaniem o własnej wartości. Na potrzeby naszej pracy posługuję się jednak określeniem wstydu jako poczucia, że to ze mną jako człowiekiem jest „coś nie w porządku”.wyrzuty sumienia u matki

 

Hola, hola, po co te całe rozważania językowe?! Jaki to ma związek z Twoimi codziennymi wyrzutami sumienia matki?!

 

Co teraz z tym zrobić?

Ma, i to ogromny. Tak, jak wspomniałam powyżej – gdybyśmy doświadczali wyłącznie poczucia winy (a nie wstydu), znacznie łatwiej byłoby sobie z tym poradzić. Wystarczyłoby podjąć działanie w celu naprawienia tego, co „zepsułaś” i byłoby po sprawie. Kiedy jednak na scenę wkracza „wstyd” i poczucie, że jestem złą matką, złym człowiekiem i coś na pewno jest ze mną „nie tak”, sprawy zaczynają się komplikować.

Tak rozumiany wstyd nie jest nam do niczego potrzebny i możemy dążyć do całkowitego wyeliminowania go ze swojego życia. Oczywiście nie jest to wcale łatwe, ale jest możliwe.

 

Jeśli natomiast chodzi o poczucie winy, jest ono czymś dobrym, zdrowym, ważnym i naturalnym. Praca, którą w tym obszarze warto wykonać polega na tym, aby:

  1. jasno określić ważne dla siebie wartości,
  2. stopniowo uwalniać się od oczekiwań innych ludzi, by nie kierować się tym, co mówią i myślą inni, ale tym, czym Ty chcesz się kierować,
  3. precyzować, jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie,
  4. zdobyć wiedzę, która pozwala stwierdzić, co trzeba zrobić, aby ten cel osiągnąć.

Jakkolwiek poczucie winy jest czymś potrzebnym, wiele osób doświadcza go nie dlatego, że coś jest naprawdę szkodliwe, ale dlatego, że boją się tego, co mówią lub myślą inni.  Jak więc widzisz, w tym obszarze pracy jest też co niemiara…

 

Kiedy już wiesz, z czym się mierzymy, możesz dobrać najbardziej skuteczne metody działania.

Tym właśnie zajmuję się w kursach i wyzwaniach, które prowadzę. Jeśli chcesz do mnie dołączyć, aby doświadczyć większego spokoju i radości i poradzić sobie ze swoimi wyrzutami sumienia matki, wszystkie moje kursy znajdziesz TUTAJ.

Z radością będę Cię wspierać na tej drodze!

Sekret do wyzbywania się agresywnych zachowań u dziecka

W artykule: Jak sobie radzić, kiedy sen z powiek spędza Ci Twoje agresywne dziecko? Od czego w ogóle zacząć?

Spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, którzy mają córkę w wieku podobnym do naszych synów. Pomiędzy nią a jednym z naszych synów co chwilę dochodziło do spięć. To było jak walka o władzę. Żadne z nich nie chciało ustąpić nawet o centymetr, bez względu na to, czy chodziło o to, kto będzie bawił się daną zabawką, czy o to, kto usiądzie na najbardziej wygodnym fotelu. 

Trudno powiedzieć, kto zaczął kulminacyjną kłótnię. W pewnym momencie nasz syn uderzył koleżankę w głowę, a wtedy ona krzyknęła: „Nie będziesz mnie uderzał. Nie będziesz mnie tak traktował”. I uderzyła jego. 

Wtedy syn popatrzył na nią, uśmiechnął się i stwierdził, udając obojętność: „Hehe, nic mnie nie boli”

Jestem pewna, że go bolało. 

Widziałam skrzywienie ust i łzy, które już prawie pojawiły się w kąciku oczu. Znam go bardzo dobrze i wiem, co oznacza ten wyraz jego twarzy.

Ale on nie nie lubi okazywać swoich słabości. Jego pierwszą reakcją jest raczej atak, a nie ucieczka

 

Agresywne dziecko – jak sobie z tym poradzić?

Kiedy syn miał 3,5 roku, często zachowywał się jak agresywne dziecko. Uderzał, popychał, czasami pluł. 

Są dzieci, które czując zagrożenie, zaczynają się wycofywać – płakać i uciekać. Nasz syn raczej walczył. Wyrywał innym zabawki z ręki, uderzał je czymś w głowę. Był gotowy do ostatniej kropli krwi walczyć o to, aby pokazać, że to on jest górą. 

Dziś, kiedy ma prawie 5 lat, tego typu sytuacje zdarzają się coraz rzadziej. Mają miejsce zasadzie nieomal wyłącznie wobec rodzeństwa, prawie nigdy wobec innych dzieci. Co takiego się stało i jak sobie z tym poradziliśmy?

Część odpowiedzi na to pytanie stanowi fakt, że jest starszy. Każdy stopniowo uczy się coraz lepiej radzić sobie z impulsami, które pchają nas w kierunku agresji. To naturalna kolej rzeczy. Jednak to tylko część prawdy, powiedziałabym nawet, że niewielka. Każdy, kto zna lepiej naszego syna, zna siłę jego emocji i wybuchowości. Co takiego więc się stało, że dziś zachowań agresywnych jest tak mało?

agresywne dziecko

Siła kontaktu w spotkaniu z agresywnym dzieckiem

Pierwszym krokiem, który pozwolił nam wychodzić z tego schematu, była świadomość siły kontaktu.

Przez słowo “kontakt” rozumiem pozostawanie z dzieckiem w łączności w danej, konkretnej chwili. To poczucie, że się nawzajem słyszycie, widzicie, reagujecie na siebie i łączy Was niewidzialna nić bliskości. 

To coś innego niż więź. Więź buduje się w czasie, przeze wiele różnych działań. Można mieć z dzieckiem bliską więź i jednocześnie w konkretnej chwili nie mieć z nim kontaktu. Jeśli masz małe dziecko, prawdopodobnie przeżyłeś sytuacje, kiedy czułaś, że “nic do niego nie dociera”. Nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, prosiłaś o coś, a on robił coś całkowicie odwrotnego. Jakby był w innym świecie – z rozbieganym wzrokiem, niesłyszącymi uszami. To zwykle oznaki braku kontaktu pomiędzy Wami. 

To w kontakcie z rodzicami dziecko nabiera przekonania, że jest w świecie bezpieczne – wszystko jest ok, nic mu nie grozi i może być spokojne. Układ limbiczny w jego mózgu działa jak radar, który cały czas sprawdza, czy nić kontaktu między Wami jest zawiązana. W tym układzie rodzi się informacja o tym, czy jest ono bezpieczne, a następnie zostaje ona wysłana do reszty mózgu:

„Wszystko jest ok, jesteśmy chronieni, jeśli pojawi się jakieś niebezpieczeństwo, mama/tata nad nami czuwa, nie musimy się spinać i przygotowywać do ataku, możemy spokojnie się bawić.” 

 

Dziecko ma w sobie radar, który cały czas przeczesuje teren wokół niego, szukając sygnałów tego życiodajnego kontaktu z rodzicem. Jeśli Ty nagle czegoś się wystraszysz, ono często również zaczyna płakać lub okazuje stres w inny sposób. Jego radar wykrywa niebezpieczeństwo. 

Dziecko jest wyczulone na sygnały, które płyną z Twojego zachowania, szczególnie z przekazów niewerbalnych. Jeśli tata wesoło pogwizduje, uśmiecha się, ma przyjemny ton głosu, to oznacza to, że wszystko jest ok i można się dalej spokojnie bawić. Ma to również ogromny wpływ na relacje między rodzeństwem. Jeśli rodzic wysyła sygnały, że jest w dobrym nastroju i ma dużo uwagi do podzielenia, wtedy dzieci łatwiej dogadują się między sobą. 

 

Po co odnawiać kontakt?

W przypadku naszego syna – te momenty, kiedy zachowywał się agresywnie, były związane z brakiem poczucia bezpieczeństwa.

Ta wiedza pozwoliła nam bezustannie pracować nad odnawianiem z nim kontaktu. Musieliśmy pogodzić się z tym, że jest on typem dziecka, które potrzebuje częściej naszej obecności, a poczucie kontaktu z rodzicem jest u niego zrywane dość łatwo, szczególnie w obliczu stresorów społecznych. Dla innych dzieci to zrywanie kontaktu może wiązać się z innego rodzaju stresorami: z obszaru biologicznego, emocjonalnego, poznawczego czy prospołecznego (aby poznać szerzej pięć obszarów stresu, zachęcam do zapoznania się z self-reg, o którym możesz przeczytać na blogu DyleMatki tutaj).

Potrzebuje częstszego odnawiania kontaktu, żeby wrócić do spokoju, poczuć się bezpiecznie i być gotowym do emocjonalnej hojności. Stan emocjonalnej hojności oznacza, że czuje się dobrze sam ze sobą, czuje się spokojnie w świecie i jest gotowy, aby wejść we współpracę z innymi dziećmi. 

Jak wszyscy ludzie, kiedy pozostaje on w stanie spokoju, jest skłonny do pomocy, współpracy i porozumienia. Chętnie dzieli się zabawkami. 

więź z dzieckiem

Jak odnawiać kontakt z agresywnym dzieckiem?

Szukaliśmy wciąż nowych sposobów na to, aby pozostać z nim w kontakcie, szczególnie wtedy, kiedy spotykaliśmy się z innymi dziećmi. Podstawą stała się nasza, rodzicielska uważność i zaangażowanie w to, co się dzieje wokół nas.

Zależnie od natężenia emocji potrzebował:

  1. Chwili zabawy z jednym z rodziców bez obecności innych (skakanie, ganianie się, wygłupianie, coś, co skłoniłoby go do śmiechu – ale nie śmiechu, który płynie z reakcji stresu),
  2. Zabrania go z danej sytuacji, bo jego emocje sięgały zenitu i nie był w stanie szybko się uspokoić. Jedno z nas wtedy wychodziło z nim do innego pokoju albo na zewnątrz. Czasem musieliśmy nieco wcześniej skończyć spotkanie, bo nie było już możliwości go kontynuować,
  3. Kilkuminutowego zatrzymanie się przy nim, aby wziąć go na kolana, przytulić, popatrzeć mu w oczy, powiedzieć jakieś ciepłe słowa,
  4. Naszego zaangażowania we wspólną zabawę dzieci, aby tak zorganizować ten czas, by syn czuł, że jest częścią tej zabawy. Miał on tendencje do stawania naprzeciw innych dzieci – dwójka czy trójka dzieci były razem w jednej drużynie, a on je ganiał i ich straszył. Czuliśmy jako rodzice, że nie jest to dobry wzorzec i nie chcemy, aby się utrwalał. Dlatego często angażowaliśmy się w te zabawy (szczególnie mój mąż), organizując je w ten sposób, że wszystkie dzieci były przeciwko mojemu mężowi. On je ganiał w zabawny sposób (np. udając niezdarnego potwora), a one wszystkie razem uciekały

 

To były najczęściej stosowane przez nas działania, aby odnowić kontakt z synem. Pomagaliśmy mu się uspokoić i znów wejść z zabawę z innymi.

Każdy moment, kiedy my szliśmy na jakieś spotkanie i zapominaliśmy o tych zasadach, kończył się katastrofą. Kiedy mówiliśmy sobie: “Oby tym razem było inaczej…” i nie pozostawaliśmy blisko, kończył się kłótniami, krzykami i bijatykami. 

 

Kontakt z rodzicem ma dla dziecka życiodajną moc.

Jeśli nauczysz się, kiedy i jak go nawiązywać, jesteś w stanie pomóc mu radzić sobie z agresywnymi zachowaniami i silnymi emocjami. Nie sugeruję, że ta jedna umiejętność rozwiąże wszystko jak magiczna różdżka. Jest ona jedną z wielu, których potrzebujesz, kiedy Twoje dziecko często się złości, bije czy wyrywa zabawki innym. Jednak to ona właśnie jest podstawą zmiany. Bez niej nic innego nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

Jedno działanie, które zmieni całe Twoje życie (i możesz je wykonać natychmiast)

Nosiłam córkę, Karolinę, w nosidełku, czekając aż zaśnie. Dwaj synowie bawili się cicho w pokoju obok, przygotowując animację poklatkową na telefonie mojego męża, Adriana. Mąż brał prysznic w łazience.

Spacerowanie po pokoju z Karoliną w nosidełku trwało już ponad pół godziny. Mała ciągle coś mówiła, śpiewała, rozglądała się… Zwykle nie ma większych trudności z zasypianiem, natomiast tym razem było inaczej.

W pewnej chwili zaczął dzwonić telefon Adriana i chłopcy zaczęli go szukać po całym domu, hałasując przy tym. Kiedy mąż skończył rozmowę i w domu zrobiło się cicho, chwilę później znów zabrzmiał dźwięk dzwonka – tym razem był to budzik w jego telefonie, ustawiony na godzinę 13:00, by przypomnieć nam o taryfie na prąd.

Przedłużające się zasypianie córki wzbudziło u mnie sporo nieprzyjemnych emocji. Szalę przelało powtórne brzęczenie telefonu i w mojej głowie pojawiła się myśl:

„No błagam, czy on nie mógłby tego telefonu wyłączyć?! To przez niego nie mogę jej normalnie położyć spać!

Po kilku sekundach uśmiechnęłam się jednak do siebie w duchu. Wow, nawet w tak drobnej sprawie ten okropny nawyk daje o sobie znać! Potrzebuję coś z nim zrobić, bo to on zatruwa mi życie.

 

Chcesz wiedzieć, o jaki nawyk chodzi?

I w jakim sensie zatruwa mi życie?

Obejrzyj poniższe nagranie, które pochodzi z konferencji „Potrzeby. Klucz do spełnionego życia”, którą poprowadziłam w listopadzie 2019 r. w Warszawie. Wyplenienie tego jednego nawyku dokona znaczącej poprawy w całym Twoim życiu!

 

Zaskakujący pomysł na to, co zrobić, kiedy ktoś Cię obraża

ktoś mnie obraża

W artykule: Co możesz zrobić, kiedy czujesz, że ktoś Cię obraża?

Jeden z naszych synów przez pewien okres swojego życia nazywał członków naszej rodziny kupą.

Robił to, kiedy znajdował się w sytuacji, w której nie umiał sobie poradzić. Ktoś zrobił coś, co było dla niego bardzo nieprzyjemne, albo coś mu zabrał i on nie umiał tego odzyskać. Najczęściej “obrywało” się jego rodzeństwu, ale czasem te słowa kierował do mnie lub do mojego męża, mówiąc płaczliwym głosem: „Mama/tata to kupa!”

Zdarzyło Ci się coś podobnego? Podejrzewam, że tak, wielu rodziców ma tego typu doświadczenia. Co zrobić, kiedy dziecko „mnie obraża”?!

 

Jak mogę zareagować, kiedy ktoś „mnie obraża”?

Są dwie główne możliwe reakcje, kiedy dziecko kieruje do mnie tego typu słowa:

  1. Mogę poczuć się tym obrażona i zareagować zgodnie z tym doświadczeniem.

“Czemu on tak do mnie mówi? Przecież na to nie zasłużyłam, jestem jego mamą, która troszczy się o niego, pomaga mu, a on mnie obraża!”

Do czego zaprowadziłyby mnie takie myśli?

Prawdopodobnie próbowałabym “dochodzić swoich praw”, pokazując synowi na różne sposoby, że nie może tak do mnie mówić. Jestem jego mamą, która jest ważna i wartościowa i nie zasługuję na takie traktowanie.

Mogłabym ze łzami w oczach mówić, że jest mi bardzo przykro, kiedy tak mnie traktuje, bo bardzo mnie to boli i rani.

Albo mogłabym się wściec i na niego wyrzucić te emocje.

 

Tego typu zachowania niewiele by jednak zmieniły w tym, co się dzieje w naszym domu.

 

Są dzieci, na które łatwo jest wpłynąć i u nich mogłoby to przynieść efekt. Moja reakcja wywołałaby u takiego dziecka poczucie winy i prawdopodobnie przestałoby się tak zachowywać. Problem jest jednak taki, że zmiana w jego zachowaniu płynęłaby ze strachu i chęci podporządkowania się. Nie z empatii i zrozumienia, że tego typu zachowanie może być nieprzyjemne dla innych.

U innych dzieci takie zachowanie rodzica raczej wzmogłoby bunt, nie ucząc niczego.

dziecko mnie obraża

2. Mogę też wziąć moją potrzebę znaczenia w swoje ręce i zaspokajać ją w inny sposób niż “wymuszanie” na dzieciach określonych zachowań. Następnie z tej pozycji zareagować w sposób, który ułatwi dziecku uczenie się nowego zachowania.

Czy kierowane przez dziecko w moją stronę słowa: “Jesteś kupą” mówią cokolwiek o mnie?

Czy muszę udowodnić, że nią nie jestem?

Nie, tak naprawdę to są śmieszne słowa, które nie mówią nic o mnie jako o człowieku. Płyną z bezsilności dziecka, z tego, że nie umie sobie poradzić z jakąś sytuacją.

To nie ma na mnie żadnego wpływu, nie robi mi żadnej krzywdy, nie muszę mu udowadniać, że jestem wartościowa.

Dopiero, kiedy mam w sobie to mocne przekonanie o tym, kim jestem i że tego typu słowa nic mi nie odbierają, wtedy jestem gotowa, by zareagować w konstruktywny sposób.

 

Co możesz zrobić, aby dokonać prawdziwej zmiany?

W niektórych momentach rozwiązaniem było przytulenie naszego syna i powiedzenie do niego miękkim głosem: “Kochanie, jest ci teraz tak trudno, tak bardzo mi przykro, że twój brat nie chce się z tobą bawić…” Kiedy pokazałam mu, że jestem obok i może sobie popłakać, poprzednie zachowanie traciło rację bytu. Dopiero później, znacznie później, był czas na podkreślenie, że takie słowa mogą być raniące i nieprzyjemne.

Czasami rozwiązaniem stawał się żart i przekierowanie na siebie “ataku”, a odwrócenie go od drugiego dziecka, które nie bardzo umiało sobie z nim poradzić: “Patrz, ja jestem kupą! Tańczącą, wesołą kupą, która teraz coś dla ciebie zaśpiewa!” To pozwalało rozładować napięcie i szybko podnieść stanometr “atakującego”, co z kolei prowadziło do lepszego zachowania.

Powyższe sposoby zachowania rodzica nie są dla Ciebie jasne i intuicyjne? Gorąco zachęcam Cię do przejścia przez kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”. Poprowadzę Cię krok po kroku przed konkretne rozwiązania rodzicielskie (informacje o kursie znajdziesz TUTAJ). Dodam jeszcze, że ostra, nieprzyjemna reakcja rodzica na takie zachowanie dziecka może mieć różne źródła, tutaj wspomniałam tylko o jednym, jakim jest poczucia urażenia.

 

Reakcja wspierająca i rozładowująca napięcie wymaga od rodzica spokoju i pewności siebie. Dlaczego takie słowa z ust dziecka miałyby Cię urazić?! Jeśli jednak odbierzesz je jako obrazę i brak szacunku, sam sobie wytrącasz z ręki narzędzia do dokonania zmiany w tej sytuacji. Stawiasz się na pozycji kogoś, kto musi odzyskać coś, co mu zabrano. Chcesz wykazać swoją niewinność, udowodnić, że jesteś wartościowy i nie zasługujesz na takie traktowanie.

A wtedy nie ma miejsca na to, aby wyjść naprzeciw potrzebom dziecka. Nie jesteś też w stanie nauczyć go umiejętności, które są niezbędne w życiu.

 

A co, kiedy obraża mnie ktoś dorosły?!

Zaczęłam od przykładu z dzieckiem, bo jest nam łatwiej na tej podstawie zrozumieć pewne sprawy.

Kiedy ktoś mówi o Tobie rzeczy, o których wiesz, że nie są prawdziwe, nie ma potrzeby dochodzenia swoich praw, udowadniania, że jest inaczej, spierania się i awanturowania.

Chyba, że z pokazania prawdy płynęłoby jakieś większe dobro dla wszystkich osób, wtedy warto o to zabiegać – w moim odczuciu to jedyny powód, dla którego warto byłoby to zrobić. Ale nie dlatego, że musisz wykazać, że z Tobą jest wszystko w porządku. Jeśli masz pełne przekonanie, że tak jest, jakie znaczenie ma to, co mówi o Tobie jakaś inna osoba?!

kiedy ktoś mnie obraża

Ryan Holiday w książce “Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy” opowiada historię boksera Rubina „Huragana” Cartera. Robił on karierę w latach 60, ale został oskarżony o potrójne zabójstwo w wyniku strzelaniny. Odbył się proces, został uznany za winnego i skazany na potrójne dożywocie. 

Spędził dziewiętnaście lat w więzieniu, a po tym czasie został uniewinniony. Rozumiesz? Dziewiętnaście lat! Dwie dekady życia, które mógłby spędzić, rozwijając karierę boksera, tworząc rodzinę i realizując marzenia. Zamiast tego siedział za kratkami, jedząc marne jedzenie i śpiąc na niewygodnej pryczy. Jak sądzisz, miał chyba pełne prawo czuć się obrażony? 

Po swoim procesie poprosił o rozmowę z kierownikiem więzienia. Spojrzał mu w oczy i powiedział, że cokolwiek się wydarzy, on nie odda nikomu jednej rzeczy, którą zawsze może mieć w swojej kontroli: samego siebie. Stwierdził, że wie, że strażnicy więzienni nie mają nic wspólnego z tą niesprawiedliwością, która go spotkała, więc będzie tutaj do momentu, kiedy zostanie wypuszczony, ale nigdy nie pozwoli, żeby ktoś traktował go jak więźnia, bo nim nie jest.

Czy pojawiły się u niego nieprzyjemne emocje? Jestem pewna, że tak. Złość, może strach, niepewność, żal, frustracja… On jednak nie pozwolił, żeby przejęły nad nim władzę, pamiętając, że zawsze jest coś, co on może kontrolować. Jest to jego sposób myślenia, reakcje na to, co się dzieje, intencje, myśli i przekonania. 

Spędził więc ten czas, wykorzystując go dla swojego dobra: czytał książki i rozwijał się. Nie pozwolił, żeby to doświadczenie zniszczyło jego życie. Co jeszcze ciekawsze, kiedy wyszedł z więzienia i został uniewinniony, nie złożył żadnego wniosku o przyznanie rekompensaty za to, co się stało. Był przekonany, że gdyby to zrobił, uznałby, że Ci ludzie coś mu zabrali, a oni nic mu nie zabrali, bo on na to nie pozwolił

Ta historia jest dobrą ilustracją do sentencji Marka Aureliusza:

 

Wybierz to, żeby nie czuć się zranionym i nie będziesz czuł się zranionym, a kiedy nie będziesz czuł się zranionym, to tak naprawdę do tego zranienia nie doszło”. 

 

Po przeczytaniu tej historii byłam poruszona tym, że mam wybór. Zawsze mam wybór, jak zinterpretuję to, co się wokół mnie dzieje i co z tym zrobię. W każdych okolicznościach to ja decyduję, jak będę postrzegać tę sytuację i co z nią zrobię. 

“Huragan” mógłby pogrążyć się w poczuciu niesprawiedliwości, bo go obrazili i zranili. Miałby w pewnym sensie rację, ale co by mu to dało? Spędziłby swoje życie w rozgoryczeniu, złości i żalu. Kiedy wyszedłby z więzienia, walczyłby o swoje prawa i kolejne lata życia stracił na odzyskiwaniu tego, co stracił. 

On uznał, że nie pozwoli, żeby ktoś mu cokolwiek odebrał. To był jego wybór. 

Przywołuję tę historię po to, żeby pokazać, że poczucie bycia urażonym przez czyjeś zachowanie to wybór. To Twoje doświadczenie, które rozgrywa się w Tobie – to nie jest rzeczywistość, obiektywny fakt, ale wybór, którego dokonujesz. To Ty decydujesz, czy cudze zachowanie zinterpretujesz przez filtr „on mnie obraża”, czy może użyjesz zupełnie innego. Na przykład:

On sam czuje się źle sam ze sobą i próbuje poczuć się lepiej, krytykując innych. Ja nie muszę w tym brać udziału, wiem, kim jestem. Po prostu zakończę tę rozmowę.”

W ten sposób nie osłabiasz siebie, wprost przeciwnie: wzmacniasz się i stajesz się gotowy na nowe rozwiązania.

jak stać się silną

W jaki sposób myślenie: „On mnie obraża” zaspokaja Twoje potrzeb?

Dlaczego więc czasami tak łatwo nas urazić? Dlaczego dokonujemy wyboru, aby właśnie w taki sposób patrzeć na świat wokół nas?

Poczucie bycia obrażonym przez cudze zachowanie zaspokaja w nas potrzebę znaczenia. Pojawiają się wtedy myśli: “Nie zasłużyłem na to, to niesprawiedliwe, jak ktoś może mnie tak traktować, kim on jest, żeby to robić, jak on śmie”. Pielęgnowanie tych myśli i przechodzenie od nich do działania, sprawia, że czujemy się ważni i wartościowi. 

Przeczytaj jeszcze raz uważnie to, co napisałam powyżej. Taki sposób myślenia o potrzebach może być dla Ciebie czymś zupełnie nowym. Potrzeby możemy zaspokajać nie tylko za pomocą działania, ale również poprzez myśli i doświadczenia, które w sobie pielęgnujemy.

Jeżeli nie masz innych, wzmacniających sposobów na zaspokajanie tej potrzeby, nieświadomie będziesz wykorzystywać tego typu chwile, aby się podbudować i poczuć, że jesteś ważny (bo przecież pokazujesz to przez poczucie urażenia i niesprawiedliwości, czy dążenie do wykazania swojej niewinności lub cudzego błędu). 

Ten mechanizm ma jednak swoją słabą stronę. Opiera się niejako na odwróconej kolejności wyciągania wniosków. Jeżeli naprawdę jesteś ważny i wartościowy jako człowiek, sposób traktowania Cię przez kogoś innego nie ma na to żadnego wpływu i nic w tym temacie nie zmienia. Jego słowa krytyki czy przewracanie oczami na to, co powiesz, nie mają tak naprawdę żadnego znaczenia dla tego, kim jesteś. Tak samo nie mają na to wpływu słowa pochwały…

Nie musisz nic udowadniać i wykazywać. To, co inni mówią czy robią to ich sprawa i to oni ponoszą ewentualne konsekwencje tego, że używają negatywnych mechanizmów na zaspokojenie swoich potrzeb (na przykład krytykując Ciebie). Ty możesz być spokojny i pewny, że wciąż jesteś tym, kim jesteś, tak samo ważny i wartościowy, jak wcześniej. 

 

Czy w ten sposób staniesz się dla innych wycieraczką?

Takie funkcjonowanie otwiera drogę do szukania prawdziwych rozwiązań. Przeskakujesz etap awanturowania się, dochodzenia swoich praw i udowadniania, jak bardzo ktoś się myli.

Zamiast tego możesz uczyć się, jak budować życie zgodnie ze swoimi priorytetami i potrzebami. Pomimo krytyki czy zachowań innych, z którymi Ci nie po drodze. Bo, wbrew powszechnemu myśleniu, zrezygnowanie z “dochodzenia swoich praw” i wykazywania swojej niewinności nie jest równoznaczne z uleganiem i pozwalaniem, aby inni traktowali Cię jak wycieraczkę.

Kiedy czujesz się dobrze w swojej skórze i nie patrzysz na świat przez filtr: „Czy on mnie obraża mnie nie?”, możesz zareagować w nowy sposób. Nie musisz uczestniczyć w czymś, co jest dla Ciebie szkodliwe. Możesz spokojnie zakończyć rozmowę, jeśli to konieczne. Wyjść z pomieszczenia. Zaspokoić potrzeby tej osoby w inny sposób, dzięki czemu jej poprzedni mechanizm staje się niepotrzebny. Wybór należy do Ciebie.

Ale najpierw musisz wyjść z myślenia: „On mnie obraża, muszę coś z tym zrobić”.

 

Zachęcam Cię więc, abyś zaczął mówić samemu sobie: STOP. Kiedy pojawi się u Ciebie odczucie bycia urażonym przez to, co mówią lub robią inni, powiedz do siebie: ”

 “Stop. Odmawiam, aby te emocje, które się we mnie pojawiły, narzuciły mi sposób interpretowania tej sytuacji. Nie chcę patrzeć przez filtr: „Ktoś mnie obraża”. Wiem, że jestem wartościowym i ważnym człowiekiem, bez względu na to, co powiedzą inni. Oczywiście nie jestem idealny i ludzie mają prawo zwracać mi uwagę, kiedy widzą jakieś błędy. Chcę ich słuchać, natomiast to, co mówią nie jest prawdą o mnie.” 

Nawet, jeśli w pierwszej chwili nie całkiem wierzysz w te słowa, zacznij je do siebie mówić. Stopniowo zauważysz, że zaczynają one kiełkować i skłaniać Cię do dokonania zmian w tym, co myślisz o samym sobie. A to otwiera furtkę do kolejnych, wielkich zmian.

 

Powyższy artykuł jest fragmentem e-booka o emocjach. Odkrywam w nim tajemnice związane z tym, czy są emocje, jak się z nimi zaprzyjaźnić i jak ich mądrze słuchać. Jeśli chcesz nabyć ten e-book, informacje znajdziesz TUTAJ.

Dlaczego wciąż czujesz, że wracasz do swoich starych, niewłaściwych nawyków w relacji?

jak się zmienić

W artykule: Chcesz zmian w swoim związku, ale wciąż popełniasz te same błędy? Nie wiesz, jak się zmienić, by wciąż nie wracać do swoich starych zachowań?

Już było lepiej.

Mniej kłótni, więcej ciepła i bliskości. Więcej zrozumienia i wzajemnego wsparcia. Mniej oskarżeń.

Aż do tego dnia.

Przygotowała obiad i zawołała męża do kuchni. Usłyszała tylko: Zaraz wracam, skoczę szybko do garażu, żeby odkurzyć samochód, a za chwilę dźwięk zamykanych za sobą drzwi.

Słucham?!

jak się zmienić

Spędziła prawie godzinę, gotując jego ulubione danie. Liczyła na wspólne chwile przy posiłku. Dawno razem nie siedzieli spokojnie przy stole. W ogóle ostatnio mieli mniej czasu dla siebie nawzajem. A on w tej chwili idzie odkurzać? Akurat teraz?

Narastała w niej złość i frustracja. W głowie wirowały różne myśli: Przegiął. Normalnie przegiął. Ja nie będę codziennie dla niego gotować, jak mu to obojętne, czy w ogóle zje! Do tego w ogóle nie ma dla mnie czasu. Mam dość.

Zjadła obiad sama, później pozmywała, pełna niechęci i żalu. Kiedy mąż wrócił i uśmiechnął się do niej, wyszła bez słowa w kuchni i zajęła się swoimi sprawami. Nie miała ochoty z nim rozmawiać. Niech w końcu on wykaże jakąś inicjatywę i zrobi coś dla nich. Poszli spać w ciszy, pełni wzajemnej urazy i niechęci.

Następnego dnia, kiedy nieco ochłonęła, zastanawiała się: Co się w ogóle wczoraj stało? Przecież mogłam zupełnie inaczej to załatwić, spojrzeć również z jego perspektywy, wziąć w garść swoje emocje… Dlaczego nic mi nie wychodzi? Myślałam, że już jestem do przodu w tej całej pracy nad sobą, a tu ciągle te same błędy… Jak się zmienić, żeby to było już na stałe?!

 

Jesteś jak komputer

W toku Twojego życia wykształciły się u Ciebie określone sposoby reagowania na różne sytuacje. Kiedy czujesz się atakowana przez męża, z oczu tryskają Ci łzy. Kiedy dowiadujesz się, że koleżanka obgaduje Cię w pracy, czujesz żal i przygnębienie i wycofujesz się z relacji z nią. Kiedy Twoje dzieci zaczynają się kłócić, zaczynasz na nie krzyczeć. To takie przykładowe schematy reagowania na różne zachowania innych osób (oczywiście w tych konkretnych sytuacjach Ty możesz reagować zupełnie inaczej, to tylko przykłady).

Te reakcje są u Ciebie nieomal instynktowne. Pojawia się bodziec i natychmiast przychodzi Twoja reakcja. Wszystkie Twoje sposoby reagowania na określone sytuacje i Twoje nawykowe zachowania, o których na co dzień nie myślisz, składają się na wewnętrzne oprogramowanie, które jest w Tobie. Tak jak komputerem steruje określone oprogramowanie, tak samo Tobą.

To wewnętrzne oprogramowanie obejmuje mnóstwo czynników, m.in. wrodzone predyspozycje, konkretne doświadczenia z Twojej przeszłości, Twój sposób interpretowania zdarzeń, Twoje myśli i powiązane z nimi emocje, Twoje zapalniki do określonych zachowań i emocji. Wszystko, co jest w Tobie, a co decyduje o tym, jak się zachowujesz minuta po minucie, dzień po dniu. Wszystko to odzwierciedla się m.in. w budowie Twojego mózgu, który kształtował się wraz z różnymi doświadczeniami Twojego życia.

Przeżywasz każdy dzień, a w tle działa Twoje oprogramowanie – ono odpowiada za wszystkie Twoje reakcje. Coś się dzieje, ktoś mówi do Ciebie jakieś słowa, zachowuje się w określony sposób i BANG! z Twojego wewnętrznego oprogramowania płynie reakcja.

Wielu ludzi przeżywa nieomal całe swoje życie, nie zdając sobie sprawy z tego, że mają w sobie takie oprogramowanie. Swoje reakcje uznają za coś oczywistego, naturalnego i nieuniknionego w danej sytuacji. Dziwią się, dlaczego osoby wokół nich zachowują się inaczej niż oni. A dzieje się tak, ponieważ każdy z nas ma swoje własne, osobiste i unikatowe oprogramowanie. Nie ma dwóch osób na świecie, które miałyby takie samo.

Wiesz, co jest najpiękniejsze w tym wszystkim?

Że to oprogramowanie nie jest Ci dane raz na zawsze.

Możesz je zmieniać do końca swojego życia. Musisz tylko wiedzieć, jak się zmienić.

jak się zmienić

Jak się zmienić – masz wpływ na swoje wewnętrzne oprogramowanie

Zmiany w nas następują poprzez wielokrotne powtarzanie tej samej czynności.

W taki sposób się uczymy. W taki sposób dokonują się zmiany w budowie naszego mózgu. Każde powtarzające się doświadczenie powoduje powstawanie nowych ścieżek neuronowych. Wielokrotne podejmowanie takiego samego działania powoduje, że po jakimś czasie dane zachowanie staje się dla nas coraz bardziej naturalne i łatwe w wykonaniu.

Pomyśl o chwilach, kiedy uczysz się jakiejś nowej czynności, np. zamarzyłaś, że nauczysz się pływać na stare lata. Początkowo idzie jak po grudzie, nie wiesz, jak ruszać rękami i nogami, jak oddychać i jak zgrać to wszystko ze sobą. Spędzasz wiele godzin, ćwicząc te wszystkie nowe ruchy i zachowania. Stopniowo odkrywasz, że idzie Ci coraz łatwiej i łatwiej, aż w końcu możesz powiedzieć, że się nauczyłaś. Już nie musisz intensywnie myśleć o tym, co robić w określonym momencie – wszystkie ruchy są zapisane w Twojej pamięci i po prostu je wykonujesz.

Tak samo jest w naszym życiu psychicznym i emocjonalnym.

Można na to spojrzeć z jeszcze innej perspektywy. Za każdym razem, kiedy chcesz wprowadzić w swoje zachowanie jakąś zmianę, masz przed sobą 5 kolejnych stopni do pokonania (przedstawiam je za Stacey Martino). Pisałam o tych stopniach tutaj, przypomnę je tylko szybko:

  1. nieświadomość – to moment, kiedy jeszcze nie wiesz o tym, że możesz zachowywać się w danej sytuacji inaczej;
  2. świadomość – gdzieś usłyszałaś lub przeczytałaś, że można zachować się inaczej niż Ty zawsze to robisz, ale nawet nie wiesz dokładnie, o co chodzi,
  3. mistrzostwo poznawcze – masz już pełną wiedzę w danym temacie, wiesz, jak wygląda określone zachowanie, co zrobić, aby je osiągnąć,
  4. emocjonalna zgodność – czujesz, że chcesz dokonać w swoim życiu takiej zmiany, że to będzie Ci służyło, jesteś emocjonalnie zaangażowana,
  5. działanie nawykowe – nie musisz już uczyć się danego zachowania, nie musisz pamiętać, aby go wykonać, bo jest to Twój normalny sposób działania bez zastanawiania się.

Jaki to wszystko ma związek z sytuacją z początku artykułu – z frustracją z powodu cofania się w rozwoju osobistym? I gdzie odpowiedź na pytanie, jak się zmienić, by już nie wracać do tego, co było?

 

Amator czy uczeń w drodze do mistrzostwa?

Chcę Ci dziś zadać pytanie. Kim jesteś, amatorem, czy uczniem w drodze do mistrzostwa?

Amator to osoba, która rusza w drogę do zmiany swojego oprogramowania. Jest świadoma tego, że może dokonać takich zmian i rozpoczyna ten proces.

Jej błąd polega na tym, że przechodzi tylko przez trzy pierwsze stopnie. Uczy się o nowych narzędziach w rozwoju osobistym, słucha o nich, czyta, rozmyśla. Rozumie, o co w nich chodzi i kiedy można je zastosować. Zdobywa pełnię informacji w danym temacie. Dochodzi do przekonania, że już wie, jak sobie poradzić z daną sytuacją, że już się nauczył, jak ją rozwiązywać. Dlatego poszukuje nowych tematów i narzędzi, których może się nauczyć, bo przecież jest jeszcze tyle innych sytuacji, w których nie wie, co zrobić.

Przeskakuje więc do nowej wiedzy. Wciąż grzebie w nowościach, jest podekscytowana tym, jak wiele się dowiaduje. Czuje, że teraz na pewno jej życie się zmieni, bo już tak wiele wie, tak wiele nowej wiedzy zdobyła.

Nie zrozum mnie źle: każdy z nas, jeśli chce jakichś zmian w życiu, przechodzi przez trzy pierwsze stopnie na opisanej powyżej skali. Nie ma innej drogi do mistrzostwa. Wchodzenie na kolejne stopnie już oznacza ZMIANĘ – przechodzimy od nieświadomości, do świadomości, a później szerokiej wiedzy o danym temacie. To są kroki niezbędne do tego, aby nauczyć się w pełni nowego sposobu reagowania. Te kroki są częścią tej nauki, oznaczają, że jesteśmy coraz bliżej opanowania nowej czynności w stopniu pełnym.

Dlatego warto cieszyć się każdym krokiem do przodu, każdym małym sukcesem. Zdobycie świadomości na jakiś temat już jest powodem do świętowania – samo w sobie oznacza, że Twoje życie już nie będzie takie, jak wcześniej. Pamiętaj więc o tym, że za każdym razem, kiedy chcesz wprowadzić w swoje życie jakiś nowy rodzaj zachowania, przechodzisz przez etap zdobywania szerokiej wiedzy w danym temacie. To jest nieodłączna część procesu: czytanie, słuchanie, rozmyślanie o narzędziach przygotowuje Cię do tego, aby je wprowadzić w życie.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy na tym etapie się zatrzymujesz. Uznajesz, że to koniec drogi i już czas szukać nowej wiedzy, na inny temat. Wtedy pozostajesz na etapie amatora.

 

Dlaczego bycie amatorem Ci szkodzi?

Co się dzieje w codziennym życiu amatora, w konkretnych sytuacjach, które go spotykają?

Przychodzi dzień, kiedy życie rzuca mu wyzwanie. Amator staje przed sytuacją, o której się uczył. Wie, jakie działania mógłby podjąć, jakie narzędzia zastosować, bo czytał niedawno o tym. Kiedy jednak dzieje się ta konkretna sytuacja, wszystkie te informacje ulatują mu z głowy i nie jest w stanie ich zastosować. Reaguje według swoich starych schematów działania, według wyuczonych mechanizmów, nawyków, które są w nim silnie zakorzenione. Do głosu dochodzi jego wciąż jeszcze nie zmienione oprogramowanie.

Nie ma mowy o wprowadzeniu nowej reakcji.

I wtedy pojawia się frustracja i zmęczenie.

Dlaczego znów mi się nie udało?! Przecież ja wiem, co mam zrobić, dlaczego tego nie umiem zastosować? Nie dam rady tego zmienić, to jest zbyt silne we mnie! Nie mam pojęcia, jak się zmienić!

Sama wiedza i znajomość narzędzi to zbyt mało.

Potrzebna jest praktyka, która sprawia, że dane narzędzie wejdzie Ci w nawyk i stanie się TWOIM naturalnym sposobem działania. W ten sposób dokona się trwała zmiana w Twoim wewnętrznym oprogramowaniu.

Spójrz jeszcze raz na ten proces wprowadzania zmiany w życiu. Amator wchodzi na trzeci stopień i tam się zatrzymuje, przekonany, że doszedł już do końca. Już wie co i jak robić, i myśli, że to wystarczy.

Otóż to nie wystarczy. Są jeszcze dwa stopnie do pokonania. Emocjonalna zgodność i działanie nawykowe. Jeśli nie dojdziesz do samego końca wprowadzania zmiany, nie możesz powiedzieć, że już się nauczyłaś danego narzędzia.

Kiedy jakieś narzędzie staje się Twoim działaniem nawykowym, już nie musisz wkładać w nie większego wysiłku. Jest dla Ciebie naturalnym sposobem bycia. W Twoim mózgu ukształtowały się określone ścieżki neuronowe, dzięki którym wykonujesz daną czynność z łatwością. Nie musisz już pamiętać, aby zachować się w określony sposób, po prostu to robisz. Nie musisz już ćwiczyć danego zachowania, bo jest ono Twoją pierwszą odpowiedzią na sytuację, która się wydarza.

jak się zmienić

Co w takim razie robić?

Zanim jednak dojdziesz do ostatniego punktu, jesteś cały czas na terenie pracy nad sobą.

Konieczne jest wtedy świadome przypominanie sobie o tym, jak chcesz zareagować w określonej sytuacji. Kosztuje Cię to dużo wysiłku. Wielokrotnie ponosisz porażkę, bo górę biorą Twoje wcześniejsze nawyki, silne emocje, do głosu dochodzą Twoje zranienia z przeszłości i zapalniki, których nie przepracowałaś. Upadasz, wstajesz i znów upadasz. I tak w kółko.

Samo poznanie i zrozumienie różnych narzędzi nie oznacza, że będziesz je stosować w życiu. Do tego potrzebujesz ćwiczeń i wciąż ponawianych prób. Twój mózg potrzebuje czasu, by ukształtować się w nowy sposób.

Uczeń w drodze do mistrzostwa jest stale podłączony do pracy nad sobą i do swojej grupy mocy, która mu w tym towarzyszy. Jest zdeterminowany, aby nie tylko przeczytać o tym, co może zrobić, ale chce ćwiczyć nowe zachowanie. Chce nie tylko wiedzieć, przeczytać, posłuchać, ale przede wszystkim wprowadzić w życie.

Bierz na tapet konkretne narzędzie i zachowanie, które chcesz wprowadzić w życie i ćwicz, ćwicz, ćwicz! Rób to dotąd, aż ono stanie się dla Ciebie normą i nawykiem. Nie zatrzymuj się w drodze do wprowadzenia danej zmiany, przeskakując co chwilę na nowe narzędzia. Wspinaj się aż na sam szczyt, aż do piątego punktu w procesie wprowadzania zmian.

Nie bądź amatorem, który ekscytuje się cały czas nową wiedzą. Możesz przeczytać i dowiedzieć się mało, ale jeśli wprowadzisz to w pełni w swoje życie, wtedy odczujesz realne efekty. I nabierzesz apetytu na więcej.

 

To jaką zmianę chcesz wprowadzić w swoje życie?

5 pomysłów, czym zastąpić nagrody i pochwały w wychowaniu dziecka

co zamiast nagród

W artykule: Dlaczego nagrody i pochwały w wychowaniu prowadzą do innych rezultatów, niż byś chciała? Co zamiast nagród, aby zachęcać dziecko do dobrych działań?

Madzia od początku pobytu w przedszkolu patrzyła z obawą na równoważnię na placu zabaw. Była wysoka, kołysała się na boki, wydawało się jej, że łatwo z niej spaść… Przez dwa pierwsze miesiące omijała ją szerokim łukiem.

Pewnego dnia z mocno bijącym sercem postawiła swoje stopy na cienkim kawałku drewna. Powoli przesuwała się do przodu. Słyszała swój głośny, przyspieszony oddech. Po minucie, która wydawała się jej wiecznością, poczuła pod nogami stabilne podłoże. Wypuściła z siebie powietrze z głośnym świstem.

W tej samej chwili podbiegła do niej pani Kasia, jej opiekunka. Uśmiechnęła się szeroko, głośno i z entuzjazmem komentując: Wow, Madziu, ale świetnie sobie poradziłaś z tym przejściem! To był niezły wyczyn!

Madzia przez kolejne miesiące nie zdecydowała się po raz drugi przejść po chybotliwej równoważni.

co zamiast nagród

Skąd to całe zamieszanie wokół nagród i pochwał?

Od jakiegoś czasu coraz bardziej popularne robi się unikanie nagród i pochwał w wychowaniu (o karach pisałam m.in. tutaj).

Dlaczego? Co jest niewłaściwego w nagradzaniu i chwaleniu dziecka za określone zachowania? Przecież większość z nas wzrastała w takiej atmosferze. Wiele dzieci wydaje się bardzo pozytywnie reagować na takie działania. Cieszą się z niego, chcą więcej, same się dopominają o pochwałę. Dlaczego więc im tego nie dawać?

I co stosować zamiast nagród i pochwał?

Jest wiele powodów, dla których nagrody i pochwały wpływają negatywnie na wychowanie dziecka. Skupię się na dwóch.

 

1. Dziecko uczy się, aby poszukiwać motywacji do działania poza samym sobą, a nie w sobie.

Większość dzieci rodzi się z naturalną tendencją do poznawania świata, próbowania nowych rzeczy i podejmowania działań, które na początku są dla nich trudne w opanowaniu. Mają wewnętrzną potrzebę zdobywania samodzielności i eksplorowania otoczenia.

Kiedy jednak za swoje zachowanie otrzymuje nagrody lub pochwały z zewnątrz, stopniowo uczy się, aby szukać motywacji do działania poza sobą. Samodzielne zbudowanie wieży z klocków przestaje być ekscytujące samo w sobie, ważniejsze staje się usłyszenie od kogoś innego: Świetnie sobie z tym poradziłeś! 

Jak zatem wzmacniać u dziecka motywację wewnętrzną do uczenia się i zdobywania mistrzostwa w różnych działaniach? Pomóż mu nauczyć się spoglądać nie na ocenę innych, ale na to, co dzieje się wewnątrz niego po wykonaniu jakiejś czynności.

Wspięło się na drabinki wyżej, niż zwykle? Jak się z tym czuje?

Pomalowało obrazek bez wychodzenia za linię? Co to dla niego znaczy?

Pomogło bratu posprzątać zabawki? Jak to wpłynęło na ich relację?

co zamiast nagród

2. Dziecko uczy się, że rodzice (inni ważni dorośli) mają wobec niego określone oczekiwania, które należy spełnić, by zasłużyć na miłość i pozytywne uczucia.

Kiedy mówisz do dziecka słowa typu Jesteś taki mądry! po wykonaniu jakiegoś zadania, ono słyszy raczej: Lepiej, abym robił tylko te rzeczy, w których jestem dobry… Jeśli coś mi się nie uda, rodzice będą rozczarowani… Widocznie mądrym albo się jest, albo się nie jest, mam nadzieję, że ja jestem…

Wychowanie, w którym dominują nagrody i pochwały, dryfuje w kierunku warunkowej miłości. Twoje dziecko czuje, że powinno zasłużyć na Twoją pozytywną ocenę poprzez wykonanie określonych czynności w bardzo konkretny, wymagany przez Ciebie sposób. To może budzić w nim wiele obaw.

Co będzie, jeśli mi się nie uda? Czy rodzice nadal będą ze mnie zadowoleni? Czy nadal będą mnie kochać?

Dlatego po różnych wykonanych przez siebie czynnościach zwraca się w kierunku rodziców z niemym lub wypowiedzianym na głos pytaniem: Podoba się wam? Dobrze to zrobiłem? 

Czy w takim razie nie możesz pokazać dziecku, że cieszysz się tym, co i jak zrobiło? Co zamiast nagród i pochwał w wychowaniu?

 

Skuteczne pomysły, co stosować zamiast nagród i pochwał

1. Skup się na dziecku, a nie na jego osiągnięciach.

Kiedy Twoje dziecko przybiega, aby powiedzieć Ci o tym, że ułożyło puzzle, skup się na nim, a nie na tym, co udało mu się zrobić. Patrzysz na nie, nie na jego osiągnięcia. To ono jest ważne.

Ono samo czuje, że samodzielne ułożenie wszystkich puzzli czy wdrapanie się na wysoki fotel było dla niego ekscytującym wydarzeniem. Mówią mu o tym uczucia, która ma wewnątrz siebie. Nie potrzebuje Twojej oceny tego, co zrobiło. Chce, żebyś spojrzała na nie, zobaczyła, co się z nim teraz dzieje.

 

2. Nie chowaj i nie hamuj swoich emocji.

Jeśli Twój syn wszedł na drabinkę, na którą jeszcze tydzień temu nie potrafił się wdrapać, może pojawić się w Tobie radość, entuzjazm, ekscytacja jego odwagą i nowymi umiejętnościami. To naturalne, przecież to Twoje dziecko! Każda nowa czynność może budzić Twój podziw. Nie musisz tego ukrywać, wprost przeciwnie.

Jeśli widzisz u dziecka entuzjazm i radość, dziel je razem z nim. Ono po to przychodzi do Ciebie, by doświadczyć wspólnego przeżywania sukcesów. Wyraź swoje uczucia przez ton i tembr głosu, mowę ciała i słowa, których używasz. Empatia, czyli współdzielenie emocji, wspiera budowanie wewnętrznej motywacji.

Powiedz z entuzjazmem (jeśli go odczuwasz!): Ooo, widzę, że dopasowałeś wszystkie puzzle do siebie!, a nie Świetna robota, ułożyłeś puzzle, podoba mi się.

Kiedy dziecko doświadczy wspólnoty emocji, budzą się w nim myśli typu: Tak, chciałem ułożyć puzzle i to zrobiłem. Spójrz. Czuję się z tym świetnie!

Ważne jest jednak to, aby nie nakładać na dziecko swoich emocji, jeśli ono doświadcza czegoś zupełnie przeciwnego. Dobrym przykładem jest tutaj opowieść z początku artykułu. Madzia podczas przechodzenia po równoważni czuła przede wszystkim obawę, a nie ekscytację. Kiedy jej opiekunka skwitowała to wesołym, głośnym i pełnym entuzjazmu Wow, świetnie, to był niezły wyczyn!, ona znów zablokowała się na stresujące ją doświadczenie.

Lepszym wyjściem w podobnej sytuacji byłoby powiedzenie: Madziu, widziałam, że to przejście kosztowało Cię wiele wysiłku! Jak się teraz czujesz?

 

3. Opisz to, co widzisz.

W swoim opisie skup się przede wszystkim na procesie pracy, a nie na jej efekcie. Opis sytuacji jest dobrą odpowiedzią na pytanie, co zamiast nagród i pochwał.

Wytrwałość, kilkukrotne podejmowanie prób, przełamywanie swoich obaw – jeśli widzisz je w zachowaniu dziecka, powiedz o nich. Do swoich słów dodaj emocje, które Ci towarzyszą i które widzisz u niego.

Wow! Pracowałeś nad tym wytrwale i nie poddałeś się frustracji. Nie zrezygnowałeś, chociaż kilka razy nie mogłeś znaleźć odpowiedniego miejsca dla tego puzzla!

co zamiast nagród

4. Opisz, co dziecko zrobiło, by osiągnąć sukces.

W swoim opisie możesz pójść o krok dalej i pokazać strategię, którą dziecko przyjęło, by osiągnąć efekt, o który mu chodziło. W ten sposób pomagasz mu uświadomić sobie, jakie konkretne działania pozwoliły mu dojść do punktu, w którym się znalazło.

O, widzę, że rozpocząłeś układanie od zewnętrznych puzzli. W ten sposób mogłeś później kolejne elementy dokładać do ramki, którą zrobiłeś na początku.

 

5. Podziękuj, kiedy jest na to odpowiedni czas.

Czasem wystarczy wyrazić swoją wdzięczność za coś, co dziecko zrobiło.

Jeśli jego działanie wniosło jakiś pozytywny element w Twoje życie, Twój dzień czy w Waszą relację, podziękuj za to.

Sam zmieniłeś koszulkę! To przyspieszy nasze wyjście z domu. Dziękuję, dzięki temu nie spóźnię się do pracy.

 

Rodzice mają duże wpływ na kształtowanie motywacji wewnętrznej lub zewnętrznej u dziecka. Pamiętaj jednak, że wielka tragedia się nie wydarzy, jeśli od czasu do czasu Twój syn czy córka usłyszy od kogoś (również od Ciebie) słowa typu Dobra robota, Świetnie się spisałeś lub otrzyma za coś nagrodę (np. w przedszkolu czy w szkole). Uczenie się tego typu podejścia może zająć Ci sporo czasu i nie martw się, że w ten sposób niszczysz życie swojego dziecka na zawsze. To nie jest prawdą.

Jeśli w Twoim domu wprowadzacie taki styl komunikowania się z dzieckiem (lub nawet Ty sama to robisz, Twój mąż nie jest do tego przekonany), a w innych środowiskach spotyka się z czymś innym, również nie jest to katastrofa. To relacja z rodzicami ma najsilniejszy wpływ na dziecko. Twoja postawa wobec niego ma największe znaczenie.

W Twojej relacji z dzieckiem skupiaj się na nim, a nie na jego osiągnięciach. W ten sposób będzie mogło doświadczyć od Ciebie bezwarunkowej miłości, która jest najlepszym startem do podejmowania wszelkich nowych wyzwań. Spójrz na nie, zobacz jego emocje, spróbuj poczuć to, co ono czuje i tym się z nim podziel. Współdzielenie doświadczenia jest dla niego ważniejsze i bardziej motywujące niż Twoja ocena tego, co zrobiło. Tak jak w przypadku małej Madzi – zatrzymanie się dorosłego na swojej interpretacji wydarzenia sprawiło, że Madzia znów wycofała się z tego, co zrobiła.

Powoli ucz się, co zamiast nagród w wychowaniu. Wprowadzaj nowe zachowania krok po kroku. Twoje dziecko potrzebuje Ciebie, a nie Twoich pochwał. 

 

A jakie Ty masz podejście do nagród i pochwał w wychowaniu?

Najważniejsze działanie, które możesz podjąć, by zminimalizować kłótnie rodzeństwa

kłótnie rodzeństwa

W artykule: Pytanie, które zadaje sobie wielu rodziców: jak zminimalizować kłótnie rodzeństwa? Poznaj jedną strategię, która jest podstawą wszystkich innych

To ewidentnie nie był mój najlepszy dzień w życiu.

Franek z Jasiem, nasi dwaj synowie, na zmianę płakali, marudzili lub kłócili się o coś. Słuchałam ich głosów i miałam wrażenie, że za chwilę wybuchnę. Serce mi szybko biło, zęby zaciskały się ze złości, a ręce szykowały do wyrywania włosów z głowy. Zarówno z mojej, jak i ich.

Jaś przyniósł sobie mały, dziecięcy keybord i zaczął na nim coś brzdąkać. Oczywiście w tej samej chwili jego starszy brat też zapragnął tego samego. Ledwo powstrzymałam go od wyrwania mu zabawki z ręki. Zapytałam Jasia spokojnym głosem, czy mógłby dać Frankowi też zagrać. Po krótkim czasie młodszy wyciągnął keybord w stronę brata z wymownym: „Maa!”.

W tej chwili Franek już nie miał ochoty na granie. A może raczej honor nie pozwalał mu wziąć, bo kiedy 10 sekund później wyciągnął rękę po zabawkę, Jaś już zmienił zdanie i nie chciał jej oddać.

Starszy syn zaczął płakać i krzyczeć. Moje próby tłumaczenia, że nie chciał wziąć keybordu wtedy, kiedy brat mu dawał, niewiele zmieniły,

Przy drugiej próbie przekazania zabawki sytuacja powtórzyła się. Znów Jaś chciał dać, Franek nie wziął, po chwili zmienił zdanie, ale niestety jego brat również.

kłótnie rodzeństwa

Nie brakowało w całym tym sporze prób wyrywania sobie keybordu z ręki czy stukania brata ręką po głowie. Ja miałam ochotę wyć z rozpaczy jak wilk do księżyca, oni obaj na zmianę płakali, krzyczeli lub rzucali się w złości na łóżko.

Ręce mi się już trzęsły z bezsilności, kiedy Jaś pokazał, że chciałby pobawić się w ganianie się po domu. Miałam już dość kłótni, więc odetchnęłam głęboko i powiedziałam: Jasne, super, chodź, będę cię łapać.

Franek w jednej sekundzie się rozpogodził i z uśmiechem zapytał: Mogę się z wami pobawić?

Przez piętnaście minut oni biegali w tę i z powrotem po domu, a ja udawałam, że ich łapię. Co jakiś czas przytulałam i całowałam jednego lub drugiego. W domu rozlegał się głośny śmiech.

Po skończonej zabawie bracia zgodnie zajęli się budowaniem wieży z klocków, a ja usiadłam na fotelu i głośno odetchnęłam. Dlaczego nie byłam w stanie wykonać tego magicznego kroku wcześniej? Zaoszczędziłabym nam tyle niepotrzebnych emocji.

 

Co jest niezbędne, by Twoje dzieci dobrze się dogadywały?

Można na ten temat spojrzeć z wielu różnych perspektyw. Ja dziś proponuję Ci tę, która jest mi najbliższa: neurobiologię.

Jest taka część mózgu, która odpowiada za skupienie, rozumowanie, planowanie, kontrolę impulsów czy racjonalną ocenę sytuacji. To od niej w największym stopniu zależy gotowość Twojego dziecka do tego, by słuchać Twoich próśb. To ona powstrzymuje je przed wyrywaniem zabawek z ręki drugiej osoby, ciągnięciem za włosy siostry czy dążeniem do tego, by być zawsze i we wszystkim pierwszym (Ja chcę pierwsza dostać loda! Ja muszę się wykąpać pierwszy! Mamo, najpierw mi daj kanapkę! Mamooooo!).

Ta część mózgu to kora przedczołowa.

Jeśli jej działanie zostaje zablokowane, Twoje dziecko nie jest w stanie racjonalnie myśleć, kontrolować swoich impulsów i planować działania. Dlatego też nie jest w stanie wejść w pozytywne relacje ze swoim bratem lub siostrą.

Jeśli chcesz, aby Twoje dzieci dobrze się dogadywały, zaprzyjaźnij się z wiedzą o funkcjonowaniu kory przedczołowej.

 

Jeśli Twoje dziecko:

  • zachowuje się agresywnie,
  • niszczy różne przedmioty,
  • w ogóle nie słucha tego, o co je prosisz,
  • wycofuje się z interakcji,
  • zachowuje się impulsywnie,
  • wyrywa z ręki zabawki swojej siostrze, śmiejąc się jej przed nosem,

możesz mieć nieomal 100% pewność, że w tym momencie jego działanie nie jest poddane kontroli kory przedczołowej. To znaczy, że nie jest w stanie racjonalnie myśleć.

Jeśli chcesz zminimalizować kłótnie rodzeństwa, musisz wziąć to pod uwagę. Tylko człowiek, którego zachowanie jest poddane kontroli kory przedczołowej może nawiązać dobre, pozytywne relacje z innymi ludźmi. Jest w stanie współpracować, razem się bawić, rozmawiać, dzielić się tym, co ma. Bez tego Twoje dzieci wciąż będą się kłócić, zabierać sobie rzeczy i bić się ze sobą.

kłótnie rodzeństwa

Kiedy do akcji wkracza kora przedczołowa?

Każdy z nas (również dzieci) w sposób nieświadomy bezustannie skanujemy nasze otoczenie w poszukiwaniu informacji o tym, czy jesteśmy bezpieczni.

Dziecko po taką informację w pierwszej kolejności zwraca się do swoich rodziców.

Wyobraź sobie taką sytuację. Twoje dzieci poszły z tatą na spacer do parku. Tata ma wyjątkowo dobry dzień: podśpiewuje coś pod nosem, jego krok jest lekki i sprężysty, uśmiecha się i jest rozluźniony. Wysyła on niewerbalne i werbalne sygnały do swoich dzieci: Wszystko jest ok, to dobry dzień, tata ma dobry humor i mnóstwo uwagi i troski, którą może obdarzyć każdego. 

W takiej sytuacji maluchy czują się bardziej odprężone i spokojne. Ich radary wyczuwają, że wszystko jest w porządku, że są bezpieczne i mogą się bawić, również ze sobą nawzajem.

Te dziecięce radary są umiejscowione w części mózgu zwanej układem limbicznym. To on niejako skanuje otoczenie w poszukiwaniu informacji o tym, czy sytuacja jest spokojna i można się zrelaksować. Kiedy otrzymuje takie sygnały z otoczenia, przesyła impuls do reszty mózgu: jesteśmy bezpieczni, nie trzeba być na pozycji ataku lub obrony, można się rozluźnić i spokojnie bawić. Te informacje wysyła między innymi do kory przedczołowej, która może przejąć kontrolę, kiedy wszystko jest w porządku.

Docieramy teraz do najważniejszej sprawy.

Co Ty możesz zrobić, aby dziecko otrzymało komunikat jestem bezpieczny, wszystko jest ok?

Twoje najważniejsze działanie, które zminimalizuje kłótnie rodzeństwa

Zadbać o kontakt pomiędzy Wami. Pomiędzy Tobą a konkretnym dzieckiem.

Dzieci są zbudowane w ten sposób, że rozkwitają, kiedy czują, że osoba dorosła cieszy się ich obecnością, znajduje radość w ich towarzystwie.

Myślę, że dotyczy to nie tylko dzieci. Każdy z nas tęskni za taką relacją z drugą osobą, która będzie oparta o doświadczenie radości z bycia razem, wspólnie spędzonego czasu. Chcemy czuć się wyjątkowi, bliscy, zrozumiani. Chcemy, aby ktoś zachwycał się tym, że może z nami być.

Dzieci są na to szczególnie wrażliwe.

Potrzebują czuć, że ktoś dorosły zwraca na nie uwagę, słucha ich, jest nakierowany na ich potrzeby. Potrzebują czuć się kochane, zrozumiane i zaopiekowane.

To Twoja więź i kontakt z dzieckiem wpływa na to, czy czuje się ono bezpiecznie w świecie. Jeśli w konkretnej sytuacji doświadcza ono Twojej bliskości i dostępności, jego układ limbiczny może przesłać wiadomość do kory przedczołowej: Jestem kochany, wszystko jest ok, ktoś się mną opiekuje, jeśli będę potrzebował, ktoś odpowie na moją prośbę.

 

Co daje dziecku bliskość i kontakt z rodzicem?

  • poczucie bezpieczeństwa w świecie,
  • możliwość budowanie dobrych, spokojnych relacji z innymi ludźmi,
  • ciepłe myśli o samym sobie i innych osobach wokół,
  • zmniejszenie ilości nieprzyjemnych emocji (złości, lęki, irytacji, urazy itd.)
  • możliwość racjonalnego myślenia i poddania swoich działań kontroli kory przedczołowej.

Dlatego najważniejsze Twoje działanie, które zmniejsza kłótnie rodzeństwa, to dbanie o więź, bliskość i kontakt z każdym Twoim dzieckiem.

Dbanie o relacje pomiędzy nimi to krok następny. Ustalenie zasad funkcjonowania w domu jest również ważne. Jednak ono nic nie da, jeśli nie zaspokoisz u dzieci ich potrzeby bliskości i kontaktu z Tobą.

W przeciwnym wypadku będą wciąż trwały w stanie napięcia, w poczuciu zagrożenia i nieprzyjemnych emocjach. Ich mózg będzie uniemożliwiał im włączenie kory przedczołowej, a tym samym nie będą miały w sobie gotowości do dzielenia się i okazania zrozumienia wobec brata czy siostry. Nie będą w stanie nawiązać dobrych, ciepłych relacji między sobą.

W jaki sposób możesz zadbać o ten kontakt?

 

Co wpływa na dobry kontakt z dzieckiem?

Strategii i narzędzi jest wiele:

  • empatia (która powinna stawać się Twoim nawykiem),
  • śmiech (i opróżnianie plecaka emocji za jego pomocą),
  • wyjątkowy czas sam na sam z dzieckiem,
  • świadome bycie tu i teraz,
  • bliskość fizyczna i kontakt wzrokowy,
  • zabawy typu siłowanki,
  • dopuszczanie wszelkich emocji i pozwalanie na płacz,

kłótnie rodzeństwa

Jeśli widzisz, że relacje między Twoimi dziećmi nie układają się najlepiej, najpierw przyjrzyj się temu, jak dbasz o Twoją więź i kontakt z każdym ze swoich dzieci. Kiedy zaspokoisz u nich tę potrzebę, będą miały większą łatwość regulowania swoich emocji, bycia hojnym w dawaniu swojego czasu i uwagi rodzeństwu, dzielenia się i konstruktywnego rozwiązywania problemów.

Inwestycja w bliski kontakt z dziećmi nie wyeliminuje wszystkich kłótni rodzeństwa. Jest jednak podstawą, bez której wszelkie inne działania w tym kierunku są bezsensowne.

Dlatego skup swoją energię i czas na dbaniu o tę więź, bo często możesz nie mieć ich więcej, by zadbać o coś innego.

Jak według Ciebie najlepiej eliminować kłótnie rodzeństwa z Waszego życia?