Jedno działanie, które zmieni całe Twoje życie (i możesz je wykonać natychmiast)

Nosiłam córkę, Karolinę, w nosidełku, czekając aż zaśnie. Dwaj synowie bawili się cicho w pokoju obok, przygotowując animację poklatkową na telefonie mojego męża, Adriana. Mąż brał prysznic w łazience.

Spacerowanie po pokoju z Karoliną w nosidełku trwało już ponad pół godziny. Mała ciągle coś mówiła, śpiewała, rozglądała się… Zwykle nie ma większych trudności z zasypianiem, natomiast tym razem było inaczej.

W pewnej chwili zaczął dzwonić telefon Adriana i chłopcy zaczęli go szukać po całym domu, hałasując przy tym. Kiedy mąż skończył rozmowę i w domu zrobiło się cicho, chwilę później znów zabrzmiał dźwięk dzwonka – tym razem był to budzik w jego telefonie, ustawiony na godzinę 13:00, by przypomnieć nam o taryfie na prąd.

Przedłużające się zasypianie córki wzbudziło u mnie sporo nieprzyjemnych emocji. Szalę przelało powtórne brzęczenie telefonu i w mojej głowie pojawiła się myśl:

„No błagam, czy on nie mógłby tego telefonu wyłączyć?! To przez niego nie mogę jej normalnie położyć spać!

Po kilku sekundach uśmiechnęłam się jednak do siebie w duchu. Wow, nawet w tak drobnej sprawie ten okropny nawyk daje o sobie znać! Potrzebuję coś z nim zrobić, bo to on zatruwa mi życie.

 

Chcesz wiedzieć, o jaki nawyk chodzi?

I w jakim sensie zatruwa mi życie?

Obejrzyj poniższe nagranie, które pochodzi z konferencji „Potrzeby. Klucz do spełnionego życia”, którą poprowadziłam w listopadzie 2019 r. w Warszawie. Wyplenienie tego jednego nawyku dokona znaczącej poprawy w całym Twoim życiu!

 

Zaskakujący pomysł na to, co zrobić, kiedy ktoś Cię obraża

ktoś mnie obraża

W artykule: Co możesz zrobić, kiedy czujesz, że ktoś Cię obraża?

Jeden z naszych synów przez pewien okres swojego życia nazywał członków naszej rodziny kupą.

Robił to, kiedy znajdował się w sytuacji, w której nie umiał sobie poradzić. Ktoś zrobił coś, co było dla niego bardzo nieprzyjemne, albo coś mu zabrał i on nie umiał tego odzyskać. Najczęściej “obrywało” się jego rodzeństwu, ale czasem te słowa kierował do mnie lub do mojego męża, mówiąc płaczliwym głosem: „Mama/tata to kupa!”

Zdarzyło Ci się coś podobnego? Podejrzewam, że tak, wielu rodziców ma tego typu doświadczenia. Co zrobić, kiedy dziecko „mnie obraża”?!

 

Jak mogę zareagować, kiedy ktoś „mnie obraża”?

Są dwie główne możliwe reakcje, kiedy dziecko kieruje do mnie tego typu słowa:

  1. Mogę poczuć się tym obrażona i zareagować zgodnie z tym doświadczeniem.

“Czemu on tak do mnie mówi? Przecież na to nie zasłużyłam, jestem jego mamą, która troszczy się o niego, pomaga mu, a on mnie obraża!”

Do czego zaprowadziłyby mnie takie myśli?

Prawdopodobnie próbowałabym “dochodzić swoich praw”, pokazując synowi na różne sposoby, że nie może tak do mnie mówić. Jestem jego mamą, która jest ważna i wartościowa i nie zasługuję na takie traktowanie.

Mogłabym ze łzami w oczach mówić, że jest mi bardzo przykro, kiedy tak mnie traktuje, bo bardzo mnie to boli i rani.

Albo mogłabym się wściec i na niego wyrzucić te emocje.

 

Tego typu zachowania niewiele by jednak zmieniły w tym, co się dzieje w naszym domu.

 

Są dzieci, na które łatwo jest wpłynąć i u nich mogłoby to przynieść efekt. Moja reakcja wywołałaby u takiego dziecka poczucie winy i prawdopodobnie przestałoby się tak zachowywać. Problem jest jednak taki, że zmiana w jego zachowaniu płynęłaby ze strachu i chęci podporządkowania się. Nie z empatii i zrozumienia, że tego typu zachowanie może być nieprzyjemne dla innych.

U innych dzieci takie zachowanie rodzica raczej wzmogłoby bunt, nie ucząc niczego.

dziecko mnie obraża

2. Mogę też wziąć moją potrzebę znaczenia w swoje ręce i zaspokajać ją w inny sposób niż “wymuszanie” na dzieciach określonych zachowań. Następnie z tej pozycji zareagować w sposób, który ułatwi dziecku uczenie się nowego zachowania.

Czy kierowane przez dziecko w moją stronę słowa: “Jesteś kupą” mówią cokolwiek o mnie?

Czy muszę udowodnić, że nią nie jestem?

Nie, tak naprawdę to są śmieszne słowa, które nie mówią nic o mnie jako o człowieku. Płyną z bezsilności dziecka, z tego, że nie umie sobie poradzić z jakąś sytuacją.

To nie ma na mnie żadnego wpływu, nie robi mi żadnej krzywdy, nie muszę mu udowadniać, że jestem wartościowa.

Dopiero, kiedy mam w sobie to mocne przekonanie o tym, kim jestem i że tego typu słowa nic mi nie odbierają, wtedy jestem gotowa, by zareagować w konstruktywny sposób.

 

Co możesz zrobić, aby dokonać prawdziwej zmiany?

W niektórych momentach rozwiązaniem było przytulenie naszego syna i powiedzenie do niego miękkim głosem: “Kochanie, jest ci teraz tak trudno, tak bardzo mi przykro, że twój brat nie chce się z tobą bawić…” Kiedy pokazałam mu, że jestem obok i może sobie popłakać, poprzednie zachowanie traciło rację bytu. Dopiero później, znacznie później, był czas na podkreślenie, że takie słowa mogą być raniące i nieprzyjemne.

Czasami rozwiązaniem stawał się żart i przekierowanie na siebie “ataku”, a odwrócenie go od drugiego dziecka, które nie bardzo umiało sobie z nim poradzić: “Patrz, ja jestem kupą! Tańczącą, wesołą kupą, która teraz coś dla ciebie zaśpiewa!” To pozwalało rozładować napięcie i szybko podnieść stanometr “atakującego”, co z kolei prowadziło do lepszego zachowania.

Powyższe sposoby zachowania rodzica nie są dla Ciebie jasne i intuicyjne? Gorąco zachęcam Cię do przejścia przez kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”. Poprowadzę Cię krok po kroku przed konkretne rozwiązania rodzicielskie (informacje o kursie znajdziesz TUTAJ). Dodam jeszcze, że ostra, nieprzyjemna reakcja rodzica na takie zachowanie dziecka może mieć różne źródła, tutaj wspomniałam tylko o jednym, jakim jest poczucia urażenia.

 

Reakcja wspierająca i rozładowująca napięcie wymaga od rodzica spokoju i pewności siebie. Dlaczego takie słowa z ust dziecka miałyby Cię urazić?! Jeśli jednak odbierzesz je jako obrazę i brak szacunku, sam sobie wytrącasz z ręki narzędzia do dokonania zmiany w tej sytuacji. Stawiasz się na pozycji kogoś, kto musi odzyskać coś, co mu zabrano. Chcesz wykazać swoją niewinność, udowodnić, że jesteś wartościowy i nie zasługujesz na takie traktowanie.

A wtedy nie ma miejsca na to, aby wyjść naprzeciw potrzebom dziecka. Nie jesteś też w stanie nauczyć go umiejętności, które są niezbędne w życiu.

 

A co, kiedy obraża mnie ktoś dorosły?!

Zaczęłam od przykładu z dzieckiem, bo jest nam łatwiej na tej podstawie zrozumieć pewne sprawy.

Kiedy ktoś mówi o Tobie rzeczy, o których wiesz, że nie są prawdziwe, nie ma potrzeby dochodzenia swoich praw, udowadniania, że jest inaczej, spierania się i awanturowania.

Chyba, że z pokazania prawdy płynęłoby jakieś większe dobro dla wszystkich osób, wtedy warto o to zabiegać – w moim odczuciu to jedyny powód, dla którego warto byłoby to zrobić. Ale nie dlatego, że musisz wykazać, że z Tobą jest wszystko w porządku. Jeśli masz pełne przekonanie, że tak jest, jakie znaczenie ma to, co mówi o Tobie jakaś inna osoba?!

kiedy ktoś mnie obraża

Ryan Holiday w książce “Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy” opowiada historię boksera Rubina „Huragana” Cartera. Robił on karierę w latach 60, ale został oskarżony o potrójne zabójstwo w wyniku strzelaniny. Odbył się proces, został uznany za winnego i skazany na potrójne dożywocie. 

Spędził dziewiętnaście lat w więzieniu, a po tym czasie został uniewinniony. Rozumiesz? Dziewiętnaście lat! Dwie dekady życia, które mógłby spędzić, rozwijając karierę boksera, tworząc rodzinę i realizując marzenia. Zamiast tego siedział za kratkami, jedząc marne jedzenie i śpiąc na niewygodnej pryczy. Jak sądzisz, miał chyba pełne prawo czuć się obrażony? 

Po swoim procesie poprosił o rozmowę z kierownikiem więzienia. Spojrzał mu w oczy i powiedział, że cokolwiek się wydarzy, on nie odda nikomu jednej rzeczy, którą zawsze może mieć w swojej kontroli: samego siebie. Stwierdził, że wie, że strażnicy więzienni nie mają nic wspólnego z tą niesprawiedliwością, która go spotkała, więc będzie tutaj do momentu, kiedy zostanie wypuszczony, ale nigdy nie pozwoli, żeby ktoś traktował go jak więźnia, bo nim nie jest.

Czy pojawiły się u niego nieprzyjemne emocje? Jestem pewna, że tak. Złość, może strach, niepewność, żal, frustracja… On jednak nie pozwolił, żeby przejęły nad nim władzę, pamiętając, że zawsze jest coś, co on może kontrolować. Jest to jego sposób myślenia, reakcje na to, co się dzieje, intencje, myśli i przekonania. 

Spędził więc ten czas, wykorzystując go dla swojego dobra: czytał książki i rozwijał się. Nie pozwolił, żeby to doświadczenie zniszczyło jego życie. Co jeszcze ciekawsze, kiedy wyszedł z więzienia i został uniewinniony, nie złożył żadnego wniosku o przyznanie rekompensaty za to, co się stało. Był przekonany, że gdyby to zrobił, uznałby, że Ci ludzie coś mu zabrali, a oni nic mu nie zabrali, bo on na to nie pozwolił

Ta historia jest dobrą ilustracją do sentencji Marka Aureliusza:

 

Wybierz to, żeby nie czuć się zranionym i nie będziesz czuł się zranionym, a kiedy nie będziesz czuł się zranionym, to tak naprawdę do tego zranienia nie doszło”. 

 

Po przeczytaniu tej historii byłam poruszona tym, że mam wybór. Zawsze mam wybór, jak zinterpretuję to, co się wokół mnie dzieje i co z tym zrobię. W każdych okolicznościach to ja decyduję, jak będę postrzegać tę sytuację i co z nią zrobię. 

“Huragan” mógłby pogrążyć się w poczuciu niesprawiedliwości, bo go obrazili i zranili. Miałby w pewnym sensie rację, ale co by mu to dało? Spędziłby swoje życie w rozgoryczeniu, złości i żalu. Kiedy wyszedłby z więzienia, walczyłby o swoje prawa i kolejne lata życia stracił na odzyskiwaniu tego, co stracił. 

On uznał, że nie pozwoli, żeby ktoś mu cokolwiek odebrał. To był jego wybór. 

Przywołuję tę historię po to, żeby pokazać, że poczucie bycia urażonym przez czyjeś zachowanie to wybór. To Twoje doświadczenie, które rozgrywa się w Tobie – to nie jest rzeczywistość, obiektywny fakt, ale wybór, którego dokonujesz. To Ty decydujesz, czy cudze zachowanie zinterpretujesz przez filtr „on mnie obraża”, czy może użyjesz zupełnie innego. Na przykład:

On sam czuje się źle sam ze sobą i próbuje poczuć się lepiej, krytykując innych. Ja nie muszę w tym brać udziału, wiem, kim jestem. Po prostu zakończę tę rozmowę.”

W ten sposób nie osłabiasz siebie, wprost przeciwnie: wzmacniasz się i stajesz się gotowy na nowe rozwiązania.

jak stać się silną

W jaki sposób myślenie: „On mnie obraża” zaspokaja Twoje potrzeb?

Dlaczego więc czasami tak łatwo nas urazić? Dlaczego dokonujemy wyboru, aby właśnie w taki sposób patrzeć na świat wokół nas?

Poczucie bycia obrażonym przez cudze zachowanie zaspokaja w nas potrzebę znaczenia. Pojawiają się wtedy myśli: “Nie zasłużyłem na to, to niesprawiedliwe, jak ktoś może mnie tak traktować, kim on jest, żeby to robić, jak on śmie”. Pielęgnowanie tych myśli i przechodzenie od nich do działania, sprawia, że czujemy się ważni i wartościowi. 

Przeczytaj jeszcze raz uważnie to, co napisałam powyżej. Taki sposób myślenia o potrzebach może być dla Ciebie czymś zupełnie nowym. Potrzeby możemy zaspokajać nie tylko za pomocą działania, ale również poprzez myśli i doświadczenia, które w sobie pielęgnujemy.

Jeżeli nie masz innych, wzmacniających sposobów na zaspokajanie tej potrzeby, nieświadomie będziesz wykorzystywać tego typu chwile, aby się podbudować i poczuć, że jesteś ważny (bo przecież pokazujesz to przez poczucie urażenia i niesprawiedliwości, czy dążenie do wykazania swojej niewinności lub cudzego błędu). 

Ten mechanizm ma jednak swoją słabą stronę. Opiera się niejako na odwróconej kolejności wyciągania wniosków. Jeżeli naprawdę jesteś ważny i wartościowy jako człowiek, sposób traktowania Cię przez kogoś innego nie ma na to żadnego wpływu i nic w tym temacie nie zmienia. Jego słowa krytyki czy przewracanie oczami na to, co powiesz, nie mają tak naprawdę żadnego znaczenia dla tego, kim jesteś. Tak samo nie mają na to wpływu słowa pochwały…

Nie musisz nic udowadniać i wykazywać. To, co inni mówią czy robią to ich sprawa i to oni ponoszą ewentualne konsekwencje tego, że używają negatywnych mechanizmów na zaspokojenie swoich potrzeb (na przykład krytykując Ciebie). Ty możesz być spokojny i pewny, że wciąż jesteś tym, kim jesteś, tak samo ważny i wartościowy, jak wcześniej. 

 

Czy w ten sposób staniesz się dla innych wycieraczką?

Takie funkcjonowanie otwiera drogę do szukania prawdziwych rozwiązań. Przeskakujesz etap awanturowania się, dochodzenia swoich praw i udowadniania, jak bardzo ktoś się myli.

Zamiast tego możesz uczyć się, jak budować życie zgodnie ze swoimi priorytetami i potrzebami. Pomimo krytyki czy zachowań innych, z którymi Ci nie po drodze. Bo, wbrew powszechnemu myśleniu, zrezygnowanie z “dochodzenia swoich praw” i wykazywania swojej niewinności nie jest równoznaczne z uleganiem i pozwalaniem, aby inni traktowali Cię jak wycieraczkę.

Kiedy czujesz się dobrze w swojej skórze i nie patrzysz na świat przez filtr: „Czy on mnie obraża mnie nie?”, możesz zareagować w nowy sposób. Nie musisz uczestniczyć w czymś, co jest dla Ciebie szkodliwe. Możesz spokojnie zakończyć rozmowę, jeśli to konieczne. Wyjść z pomieszczenia. Zaspokoić potrzeby tej osoby w inny sposób, dzięki czemu jej poprzedni mechanizm staje się niepotrzebny. Wybór należy do Ciebie.

Ale najpierw musisz wyjść z myślenia: „On mnie obraża, muszę coś z tym zrobić”.

 

Zachęcam Cię więc, abyś zaczął mówić samemu sobie: STOP. Kiedy pojawi się u Ciebie odczucie bycia urażonym przez to, co mówią lub robią inni, powiedz do siebie: ”

 “Stop. Odmawiam, aby te emocje, które się we mnie pojawiły, narzuciły mi sposób interpretowania tej sytuacji. Nie chcę patrzeć przez filtr: „Ktoś mnie obraża”. Wiem, że jestem wartościowym i ważnym człowiekiem, bez względu na to, co powiedzą inni. Oczywiście nie jestem idealny i ludzie mają prawo zwracać mi uwagę, kiedy widzą jakieś błędy. Chcę ich słuchać, natomiast to, co mówią nie jest prawdą o mnie.” 

Nawet, jeśli w pierwszej chwili nie całkiem wierzysz w te słowa, zacznij je do siebie mówić. Stopniowo zauważysz, że zaczynają one kiełkować i skłaniać Cię do dokonania zmian w tym, co myślisz o samym sobie. A to otwiera furtkę do kolejnych, wielkich zmian.

 

Powyższy artykuł jest fragmentem e-booka o emocjach. Odkrywam w nim tajemnice związane z tym, czy są emocje, jak się z nimi zaprzyjaźnić i jak ich mądrze słuchać. Jeśli chcesz nabyć ten e-book, informacje znajdziesz TUTAJ.

Wyrzuć wymagania w relacji do śmietnika (i zastąp je czymś lepszym)

jak stawiać wymagania

W relacji należy stawiać wymagania.

Wymagaj, aby inni traktowali Cię we właściwy sposób.

Miłość musi być wymagająca.

Ile razy słyszałaś tego typu słowa?

Ja często. Kierowanie się nimi spowodowało niezłe zamieszanie w moim małżeństwie.

jak stawiać wymagania

Ale po kolei.

 

Jak stawiać wymagania? – przykład z życia

Czym są wymagania?

„Wymagać” (według Słownika Języka Polskiego) to domagać się, życzyć sobie czegoś kategorycznie.

W relacjach wygląda to najczęściej tak:

Chcę być szczęśliwa i mam konkretne wyobrażenie, jak to osiągnę. Idę z tym do drugiej osoby i wymagam od niej, aby spełniła moje potrzeby, zrobiła to, co ja chcę, jak chcę i kiedy chcę. Wiąże się to zwykle z koniecznością zmiany w drugiej osobie. Wymagam więc zmiany jej zachowania: ma inaczej mówić, robić, działać, bo jej aktualne zachowanie czy słowa ranią moje uczucia, bolą, nie spełniają moich potrzeb, sprawiają, że nie czuję się kochana…

Aby to osiągnąć, będę uciekać się do różnych metod. Krytykowanie, obwinianie o to, że jestem nieszczęśliwa, zawstydzanie, wycofywanie bliskości, próba kontrolowania zachowania drugiej osoby… Ale z drugiej strony również zadowalanie – jeśli uczynię cię szczęśliwym, może wtedy ty zaspokoisz moje potrzeby? Będę więc zmieniać się “pod ciebie” – schudnę, zacznę lepiej gotować, częściej inicjować seks – bylebyś tylko dał mi nieco więcej swojej uwagi! Bylebyś był zadowolony, bo może wtedy dasz mi to, czego ja potrzebuję.

 

Co w pierwszej kolejności odróżnia relację opartą o wymaganie od rozwoju osobistego nakierowanego na relacje?

Ocenianie i OSĄDZANIE.

Za każdym razem, kiedy oceniasz i osądzasz zachowanie drugiej osoby, wchodzisz na teren relacji pełnej wymagań i zaczynasz używać wszystkich narzędzi z tego obszaru: krytykowania, obwiniania, manipulacji, wycofania itd.

 

Dlaczego tak łatwo nam wejść na terytorium wymagań?

 

Żyjemy w przekonaniu, że potrzebujemy, aby inni ludzie zmieniali się dla nas po to, abyśmy mogli być szczęśliwi. Że bez ich zmiany czeka nas katastrofa.

Jeśli tak patrzę na swoje życie, wtedy każdy moment, kiedy ktoś nie chce zrobić tego, o co poprosiłam, staje się powodem do silnych, nieprzyjemnych emocji. Strachu. Bezradności. Żalu. Niechęci. Złości. A te z kolei prowadzą do tego, że biorę do ręki narzędzia, które pozwolą mi tę zmianę w drugiej osobie wywołać.

Jeśli rozumiesz stawianie wymagań w związku inaczej, niż to opisałam powyżej, prawdopodobnie w inny sposób definiujemy to samo słowo. To, co przeczytasz poniżej może nie mieć zastosowania do Twojej definicji.

jak stawiać wymagania

Jeśli nie wymagania, to co?

Dochodzimy w ten sposób do ważnego pytania, które ciśnie się na usta kobietom, z którymi pracuję.

“Ok, rozumiem, że nie powinnam wymagać. Rozumiem też dlaczego. W takim razie: co zamiast tego?! Jak mam sformułować zdanie, kiedy np. ktoś mówi przy mnie podniesionym głosem i ja tego nie chcę? Tak, żeby to nie było wymaganie?”

 

Różnica pomiędzy wymaganiem, a nie – wymaganiem NIE TKWI w tym, jakich słów używasz. Ona leży w tym, czy Ty potrzebujesz zmiany w tej osobie do tego, aby być szczęśliwą i móc prowadzić swoje życie w kierunku, w jakim chcesz, aby szło. Dlatego nie jest tak ważne to, jak sformułujesz swoją myśl. Bardziej liczy się, jak zareagujesz na to, co ta osoba Ci odpowie.

Już tłumaczę na przykładzie.

Ktoś z rodziny odzywa się do Ciebie podniesionym tonem. Może nawet używa jakichś wulgaryzmów. Na dzień dzisiejszy jest to dla Ciebie trudne: nie dociera do Ciebie treść komunikatu, czujesz, że sama zaczynasz się bardziej denerwować. Co robić, aby nie wejść na teren relacji opartej o wymaganie?

Możesz powiedzieć: Rozumiem, że jesteś mocno zdenerwowany tą sytuacją. Trudno mi się rozmawia w ten sposób. Zależy mi na tym, abyśmy mogli się zrozumieć, a ja nie jestem w stanie słuchać efektywnie w takich okolicznościach. Wyjdę teraz i dam nam czas na ochłonięcie. Kiedy będziesz chciał, możemy wrócić do tematu.

I wychodzisz.

Twoje dalsze działanie zależy od tego, co się będzie następnie działo. Najważniejsze jest to, że dajesz prawo tej osobie przeżywać daną sytuację tak, jak ona sama tego chce – po prostu Ty nie chcesz brać w tym udziału. Nie masz do niej żalu o to, że tak się zachowuje. Nie narzekasz, że jak on tak może mnie traktować. Nie roztrząsasz w głowie myśli o tym, że jego zachowanie jest beznadziejne, szkodliwe, utrudnia Ci życie i gdyby tylko on się zmienił

 

Dalej możliwe są dwa scenariusze rozwoju sytuacji: wracacie później na spokojnie do tematu lub ta osoba nie jest w stanie spokojnie o tym porozmawiać. Co wtedy?

Najogólniej patrząc: zastanawiasz się, co Ty możesz zrobić, aby zachować Twój standard (Nie chcę rozmawiać podniesionym tonem) i jednocześnie załatwić daną sprawę, o którą chodzi. Może się okazać, że jeszcze kilkukrotnie będziesz wychodziła, kiedy zostanie poruszony dany temat, bo ta osoba nie będzie potrafiła inaczej się zachować.

Relacja oparta o wymaganie rozgrywa się wewnątrz Ciebie – słowa, które wypowiadasz są tylko odzwierciedleniem tego. Czy masz oczekiwanie, że ktoś musi coś zmienić w sobie, by się dostosować do Twojego standardu, bo bez tej zmiany Ty czujesz się nieszczęśliwa? Czy rodzi się u Ciebie złość, żal, niechęć i mnóstwo myśli o tym, co on POWINIEN zrobić, żebyś Ty poczuła się lepiej?

 

Jeszcze jeden przykład

Wyobraź sobie, że babcia daje dużo słodyczy Twoim dzieciom, kiedy ją odwiedzacie. Wy chcecie, aby one jadły ich mniej. W relacji opartej o wymagania miałabyś:

  • głowę pełną nieprzyjemnych myśli (Jak ona tak może?!,  Ileż razy mamy jej mówić, żeby tak nie robiła!, Nie szanuje nas jako rodziców),
  • ciało pełne nieprzyjemnych emocji,
  • a usta pełne wymagań (Przestań w końcu im dawać tyle tego, Mam już dość twojego zachowania! Jak będziesz tak robić, więcej tu nie przyjdziemy)

Wszystko dlatego, że masz oczekiwanie, aby ona się zmieniła, bo przecież jej zachowanie sprawia, że Ty się źle czujesz (a Twoje dziecko ma niszczone dzieciństwo…). Mogłabyś zatem zrobić jej awanturę, nakazać zmianę zachowania, obrażać się o to, że nie słucha tego, co się do niej mówi…

 

Rozwój osobisty nakierowany na rozwój relacji podpowiada inne działanie:

  • praca ze swoimi miejscami zapalnymi tak, aby ta sytuacja nie budziła u Ciebie tak skrajnych emocji,
  • świadomość, że ona może zachowywać się tak, jak chce i potrafi – rezygnowanie z myślenia typu: Jak ona może mi to robić?, odwracanie się od interpretowania tej sytuacji przez pryzmat samej siebie (Jak ona może MNIE tak traktować? Dlaczego MNIE to robi?)
  • zastanowienie się, co mogę zrobić, aby nasz standard został zachowany – poprzez 1) zmianę w okolicznościach, nad którymi mam kontrolę lub 2) zmianę w moim wewnętrznym oprogramowaniu (możliwe opcje: ODPOWIEDNIO prowadzone rozmowy z babcią – z braniem osobistej odpowiedzialności, inspirowaniem i dobrym wpływem, a nie wymaganiami; przynoszenie własnych zamienników dla słodyczy na spotkania z nią; spotykanie się z babcią w naszym domu; uczenie dzieci właściwych nawyków żywieniowych tak, aby same podejmowały dobre decyzje; zmniejszenie ilości kontaktów; podjęcie decyzji, że kontakt z babcią jest na tyle rzadki, że jej zachowanie nie będzie miało negatywnego wpływu na całościowe żywienie dziecka, więc pozwalamy na większe ilości słodyczy w jej towarzystwie…).

Czujesz teraz różnicę?

jak stawiać wymagania

W relacji opartej o wymaganie próbowałabyś na różne sposoby zmienić zachowanie babci w przekonaniu, że przecież ona POWINNA uszanować moje zdanie, że ona musi się zmienić, żeby moje życie było szczęśliwe i spokojne, a nasze dziecko mogło się dobrze rozwijać. W rozwoju osobistym nakierowanym na rozwój relacji pozwalasz, by druga osoba sama decydowała o tym, co wnosi w Waszą interakcję, a Ty skupiasz się na tym, co leży po Twojej stronie, co możesz zrobić, aby Twoje standardy zostały zachowane i nie masz do nikogo pretensji o to, że robi coś przeciwko Tobie.

 

Na koniec ważne dopowiedzenie.

 

Jeśli chcesz wyjść z relacji opartych o wymaganie, konieczna jest decyzja o Twoim rozwoju. Jest on niezbędnym elementem tej układanki. W przeciwnym wypadku albo nie będziesz umiała określić, jakie są standardy Twojego życia, albo będziesz je tak ustalać, aby za wszelką cenę chronić swoje miejsca zapalne, a tym samym odbierzesz sobie możliwość wzrostu.

Dlatego odcinanie się od kontaktów z jakąś osobą w imię zachowania moich standardów w dużej ilości przypadków jest raczej relacją opartą o wymagania niż rozwojem osobistym.

Jeśli odcinasz się, pełna nieprzyjemnych emocji wobec tej osoby i żalu o to, że nie chciała się dostosować do tego, o co ją prosiłaś – możesz mieć pewność, że to jest przejaw relacji opartej o wymaganie. Jeśli czasowo odsuwasz się od tej osoby, świadomie i ze spokojem (a nie pod wpływem złości, żalu, niechęci, rozgoryczenia…) podejmując decyzję, że na ten moment jest to dobre dla mnie (dla naszej rodziny, dla naszych dzieci, a nawet dla tej osoby), wtedy będziesz wiedziała, że jest to przejaw Twojego rozwoju nakierowanego na rozwój relacji.

 

Co myślisz o takim rozróżnieniu pomiędzy relacją opartą o wymaganie a rozwojem osobistym nakierowanym na relacje?

Jak jedna osoba może zmienić dynamikę relacji? – część 1.

praca nad związkiem

To pytanie przewija się przez moją pracę w różnych wersjach.

Przecież związek to dwie osoby. Muszą pracować obie, żeby był udany.

Co to za bzdury?! Co, ja sama mam „ciągnąć” nasz związek? A on?!

Jak niby jedna osoba może zmienić związek? Przecież to są dwie osoby! Jak tylko jedna będzie dawać, to druga nie będzie miała ochoty robić nic.

praca nad związkiem

Przyznam się Wam, że ja też zadawałam takie pytania. Pięć lat temu, kiedy czułam się nierozumiana przez mojego męża, próbowałam wciągnąć go na siłę w zmiany, bo to przecież jego zachowanie powodowało większość problemów w naszym małżeństwie (tak wtedy myślałam). I byłam przekonana, że to oboje musimy razem coś zrobić.

Zresztą, kto nie ma w sobie takich myśli?! Wszędzie wokół słyszymy: Muszą pracować oboje!, Jak tylko jedna osoba chce zmian, to nic z tego nie będzie!Związek tworzą dwie osoby, więc obie muszą wkładać po równo. Takie jest powszechne przekonanie na ten temat.

Wszystko zaczyna się od zmiany spojrzenia i uświadomienia sobie, że nawet, kiedy pracujemy razem, to i tak każdy z nas pracuje sam nad sobą, a nie nad drugą osobą. W tym, co często nazwa się wspólną pracą tkwi pewne niebezpieczeństwo: obie osoby mogą ciągle sprawdzać, czy druga strona już coś u siebie zmieniła i nie brać odpowiedzialności za swoją część. Terapia par przyniesie efekt tylko wtedy, jeśli obie osoby podejmą własną pracę nad swoim stylem odnoszenia się do drugiej osoby.

Dlaczego więc nie zacząć pracować nad sobą nawet, jeśli w tej chwili Twój mąż nie wykazuje do tego ochoty?

 

Chcę zatem rozwiać różne wątpliwości. Jeśli Ty również msz sceptyczny stosunek do tej pracy nad sobą, ten tekst jest dla Ciebie.

 

1.Obie strony muszą pracować, aby odmienić relację.

I tak, i nie.

To, jak wygląda Twoja relacja z drugą osobą (dowolną) zależy od codziennych, konkretnych sytuacji, kiedy wchodzisz w kontakt z tą osobą. Ona coś robi, Ty reagujesz, ona później reaguje na Twoje zachowanie itd. Twoje działanie (słowa, gesty, mimika twarzy itd.) jest zapalnikiem (ang. triggerdo określonej reakcji drugiej osoby.

Zmiany w relacjach następują w momencie, kiedy wprowadzane są drobne zmiany w konkretnych reakcjach na działanie drugiej osoby. Kiedy zareagujesz inaczej niż do tej pory na jakieś zachowanie męża, wprowadzasz drobną zmianę. Kiedy utrwalasz swoją nową reakcję, zmiany są coraz większe. Dlatego wystarczy Twoja zmiana, by zmienić całą relację.

Co więcej, moment, w którym zaczynasz wymagać zmiany od drugiej osoby tylko dlatego, że Ty jej chcesz, zwykle powoduje opór i sprzeciw u tej osoby. Tak działamy jako ludzie – kiedy ktoś próbuje nas kontrolować i do czegoś zmuszać, stajemy okoniem. Jeśli więc przyjmiesz postawę – Ty też, mężu, MUSISZ coś zrobić, aby było nam lepiej, z dużym prawdopodobieństwem możesz spodziewać się sprzeciwu.

 

 

2. Takie myślenie oznacza, że ja biorę na siebie odpowiedzialność za cały związek, a on nie robi nic.

Bierzesz odpowiedzialność za to, co Ty wnosisz w związek, nie za to, co on wnosi. Tylko on może wziąć odpowiedzialność za swoją część.

Odpowiedzialność rodzi odpowiedzialność. Nie osiągniesz jej przez obwinianie drugiej osoby i próby kontrolowania tego, w jaki sposób się zmieni. Jeśli więc chcesz zobaczyć, jak Twój mąż bierze się za swój kawałek pracy, Ty weź się za swój.

 

3. Czyli ja mam brać wszystko na siebie? Sama mam zajmować się domem, dziećmi, odpowiadać na jego zachcianki, a on sobie będzie siedział przy komputerze?

Dawanie swojego 100% nie oznacza wykonywania 100% obowiązków rodzinnych. Ta praca nad sobą dotyczy Twojego sposobu odnoszenia się do siebie i innych, a nie podziału obowiązków. Paca składa się z dwóch głównych elementów:

  • odkrycie i przepracowanie swoich zapalników (ang. trigger) po to, by inaczej przyjmować trudne sytuacje – w miejsce wyuczonej, pierwszej reakcji (ang. react) wprowadzić intencjonalną odpowiedź (ang. respond) na zachowanie drugiej osoby,
  • wprowadzenie zachowań, które wydobywają z drugiej osoby reakcję pochodzącą z najlepszej wersji tej osoby. Zamiast być zapalnikiem do reakcji obronnej, unikania, ataku lub innego zachowania, którego nie chcesz, możesz być zapalnikiem do otwartości, kontaktu, zrozumienia, dawania wsparcia itd. Te narzędzia są oparte o psychologiczną wiedzę nt. funkcjonowania człowieka oraz różnic między kobietą a mężczyzną (uwierz mi, te różnice międzypłciowe mają tu ogromne znaczenie!).

praca nad związkiem

4. Takie metody prowadzą tylko do poprawienia nastroju w relacji, a nie do realnej zmiany w sytuacjach kryzysowych. Zapewne mąż nadal będzie się lenił i nic nie wnosił do związku.

Takie stwierdzenie usłyszałam od osób, które poznały kilka narzędzi, od których zwykle rozpoczyna się pracę i na tym się zatrzymały.

Tak, zwykle zmiany w relacji rozpoczyna się od działań, które skutkują poprawą nastrojów. Ocieplają związek. To narzędzia, które pozwalają włożyć nieco do banku dobrej woli – pokazujesz mężowi, że naprawdę Ci na nim zależy, że chcesz jego dobra i chcesz tworzyć z nim nierozerwalny team. Wtedy otwiera się przestrzeń i gotowość do dalszych zmian.

Wiele kobiet mówi: Ale przecież ja non stop coś robiłam, żeby poprawić sytuację! To on nie chciał. Mam dawać jeszcze więcej?!

Owszem, kobiety często próbują coś zmienić w relacji, tylko robią to w niewłaściwy sposób. Na przykład myślą, że jeśli będą w milczeniu wykonywać wszystkie prace w domu, on w końcu to zauważy i doceni. Albo próbują dogłębnie przegadywać z nim KAŻDĄ emocję i doświadczenie. Nieświadomie powodują, że mąż coraz mniej czuje się rozumiany, coraz mniej ma ochotę być z nią w jednym teamie.

Narzędzia, które proponuję, prowadzą do realnego poprawienia samopoczucia obu stron w związku, a to z kolei sprawia, że pojawia się szansa na przepracowanie bardziej skomplikowanych sytuacji. Wtedy potrzebujesz już nowych narzędzi. Jeśli te, które poznałaś wcześniej, nie pozwalają Ci rozwiązać kolejnych problemów, to nie znak, że z tą metodologią jest coś nie tak, ale że potrzebujesz wejść na kolejny stopień, nauczyć się czegoś nowego. Jeśli się nie rozwijasz, to się cofasz – to jest ogólna zasada, która obowiązuje w większości dziedzin naszego życia. Również w relacjach.

Wyobraź sobie, że rozpoczynasz naukę gry w tenisa. W krótkim czasie dość dobrze opanowujesz odbijanie lekkich piłek. Kiedy jednak ktoś ścina piłkę z dużą siłą, nie jesteś w stanie sobie z nią poradzić. Czy to oznacza, że Twój wcześniejszy sposób odbijania był niewłaściwy lub coś jest nie tak z całą metodologią uczenia Cię gry w tenisa?

Nie!

Po prostu nauka to proces – zdobywasz kolejne umiejętności, które pozwalają Ci radzić sobie z nowymi wyzwaniami. Nie ma możliwości, abyś pierwszego dnia nauki gry w tenisa od razu umiała odbierać najtrudniejsze piłki.

Tak samo jest w relacjach. Skomplikowane sytuacje rozwiązuje się krok po kroku, a nie poprzez jedno działanie. Tworzenie relacji, o jakiej marzysz, to nie kwestia wprowadzenia jednego narzędzia, jednej zmiany i denerwowania się, że to nie działa.

Czasem jest też tak, że wejście na drogę pracy nad sobą poprowadzi Cię do decyzji o podjęciu terapii indywidualnej. Możesz uznać, że to konieczny sposób na rozprawienie się z tym, co dzieje się w Twoim wnętrzu, a co uniemożliwia Ci tworzenie szczęśliwej relacji.

 

Ze względu na dużą ilość pytań, na które chciałam odpowiedzieć, podzieliłam artykuł na dwie części. Drugą część możesz przeczytać tutaj.

Jak jedna osoba może zmienić dynamikę relacji? – część 2.

praca nad relacjami

Jeśli nie widziałaś pierwszej części tego artykułu, znajdziesz ją tutaj.

Odpowiadam w nim na częste wątpliwości co do tego, jak jedna osoba może odmienić całą relację.

praca nad relacjami

5. Niezdrowe dla relacji jest tylko potakiwanie i wyręczanie męża. Ja wolę wymagać poszanowania moich granic.

Oczywiście, że jest niezdrowe! Podobnie jak bycie ciągle miłą, chodzenie na paluszkach wokół męża, byleby tylko nie wywołać jakiejś burzy i obciążanie wszystkim samej siebie w imię ratowania związku.

Dlatego ja tego nie uczę.

Takie zachowania prowadzą do stopniowego rozpadu związku, negatywne sytuacje tylko się pogłębiają. Narzędzia, których uczę, pozwalają tak budować relację, by Twoje gorsze dni, spadek energii i motywacji, czy wkurzające zachowanie spotkało się z jego zrozumieniem i wsparciem.

Jakim cudem, jeśli to tylko Ty pracujesz?

To Ty uczysz się narzędzi. Ale dzięki nim możesz wydobyć to, co najlepsze z Twojego męża, możesz też pomóc mu nauczyć się, jak Cię wspierać.

A co do wymagania, aby drugi człowiek szanował moje granice… Wszystko zależy od tego, jak to rozumiesz. Mówienie komuś Wymagam dla siebie szacunku!  czy Masz przestać tak do mnie mówić! w większości przypadków spotka się z oporem. Może i czasem zadziała, ale nie będzie czynnikiem, który będzie budować relację.

W mojej pracy uczę kobiety mówić o swoich granicach i robić to w sposób, który nie prowadzi do walki, a raczej do dalszego budowania związku i bliskości. Tworzenie małżeństwa poprzez stawianie warunków mężowi nie jest dobrym pomysłem. Co nie oznacza, że nie możesz jasno określać, jakie są standardy Twojego życia, których będziesz się trzymać.

Stawianie warunków i wymaganie, by druga osoba zmieniła swoje zachowanie, bo Ty tak chcesz – nie.

Określanie standardów dla swojego życia, na których Ci zależy i których będziesz się trzymać i komunikowanie ich w sposób, które służy budowaniu relacji – tak.

 

6. Co da moja praca, jeśli problem leży po jego stronie?

Tutaj sytuacja jest bardzo skomplikowana, chociaż osoby, które zadają to pytanie myślą, że jest prosta –  on zachowuje się beznadziejnie, więc to on niech pracuje, ja nie mam z tym nic wspólnego.

Wyobraź sobie taki obrazek.

Cały dzień jesteś z dziećmi w domu. W międzyczasie próbujesz coś sprzątnąć, ugotować, zrobić pranie. Bawisz się z dziećmi, słuchasz ich kłótni, przewijasz, karmisz i czytasz książeczki. Późnym popołudniem wraca Twój mąż. Prawie nic do Ciebie nie mówiąc, przebiera się, je obiad i siada do komputera. Kiedy mówisz do niego: Pobawisz się z synem?, on odpowiada: Nie chce mi się…

Co myślisz?

To przecież w nim tkwi problem, to on powinien się zmienić i pracować nad sobą!

Opisy takich i podobnych sytuacji często pojawiają się na mojej grupie na facebooku. Osoby, które nie znają mojej metodologii, oceniają sytuację tak, jak napisałam powyżej. Oburzają się, kiedy podpowiadam, co ona może zrobić, by odmienić sytuację w domu – bo przecież to na pewno w nim tkwi problem.

Tymczasem może być różnie.

Po przeczytaniu opisu jednej sytuacji z życia małżeństwa (do tego podanej wyłącznie z perspektywy kobiety, opis mężczyzny na pewno byłby inny) nie jesteś w stanie określić, co doprowadziło do tej jednej, konkretnej sytuacji. Owszem, jego zachowanie jest raniące i niewspierające, ale skąd ono się wzięło? Może to ona każdego dnia zachowuje się tak, że on nie ma żadnej ochoty spędzać z nią czasu? Może jest tak bardzo zestresowany w sposób ciągły jej działaniami, że pozostaje mu ucieczka przed komputer?

Oczywiście czasem jest też tak, że mężczyzna już wchodząc w małżeństwo nie jest do niego dobrze przygotowany (kobieta również). Nie ma zbyt wielu umiejętności komunikacyjnych, umiejętności zrozumienia kobiety, wspierania jej. Ta jedna sytuacja może wynikać właśnie z tego. Czy wtedy kobieta jest już na przegranej pozycji, bo wyszła za kogoś, kto jest niedojrzały i nie wie, co oznacza dorosły związek?

W tradycyjnym myśleniu o związku, w takiej sytuacji kobieta nie może nic zrobić. Wszystko spoczywa na nim – to w nim jest problem, więc to on powinien się zmienić. Ona może tylko prosić, wymagać, wymuszać, stawiać warunki… I wiele kobiet tak robi. I doświadcza porażki. Pozostają tak naprawdę bezradne.

Moja praca daje nadzieję na wyjście z tej sytuacji, nawet, jeśli w tej chwili on nie widzi żadnego problemu w swoim zachowaniu. Kobieta nie musi bezczynnie czekać na cudowną przemianę, ale może ją zainspirować swoim zachowaniem.

praca nad relacjami

7. Ale przecież moja praca nie zmieni jego niewłaściwych zachowań! Jeśli np. ma problemy z kontrolowaniem złości, co z tego, że ja będę pracować? To on musi to przerobić sam u siebie!

Tak, nie jesteś w stanie wykonać tej części pracy, która leży po stronie męża. Jego brak regulowania emocji jest JEGO, nie Twoja. To on musi nabyć odpowiednie umiejętności, by zacząć zachowywać się inaczej.

Co więc ma do tego Twoja praca?

Po pierwsze: jeśli sama uczysz się regulować swoje emocje, modelujesz określone zachowania – to jeden z najlepszych sposobów, przez które uczymy się od innych ludzi. Twój mąż może uczyć się przez obserwację Ciebie.

Po drugie: określone narzędzia pomogą Ci reagować w konkretnych, nerwowych sytuacjach w sposób, który pomoże mu te emocje regulować i wydobędzie zarówno z niego, jak i z Ciebie to, co najlepsze. W ten sposób tworzą się w jego mózgu nowe połączenia neuronalne i dzięki temu będzie mu łatwiej uspokajać się w kolejnych sytuacjach.

Po trzecie: Twoje działania mogą ocieplić atmosferę między Wami, a dzięki temu otworzyć drogę do rozmów na ten temat.

Po czwarte: nabędziesz umiejętności rozmawiania w taki sposób, by zachęcić go, by wyszedł naprzeciw Twoim prośbom o zmiany.

Po piąte: nauczysz się jasno określać, jakie są Twoje standardy, w których chcesz żyć (pokazywać swoje granice w sposób, który buduje związek, a nie wywołuje walkę) – np. sposób, w jaki chcesz prowadzić rozmowy z nim.

Tak, to on jest odpowiedzialny za swoje zachowanie i swoją część pracy. Natomiast Twoje zachowanie może zainspirować zmianę u niego, podpowiedzieć mu konkretne rozwiązania lub doprowadzić do rozmowy, w której poszukacie sposobów na wprowadzenie zmian. Bez Twojego przygotowania, może nie dojść do tego wszystkiego. Uwierz mi, że większość narzędzi, których uczę, nie jest dla nas intuicyjna i nie mamy ich we krwi, wchodząc w małżeństwo. Trzeba się tego nauczyć.

 

8. Czy to ZAWSZE działa? Czy on zawsze się zmienia pod wpływem mojej pracy?

Pytanie zakłada, że celem tej pracy jest zmiana w nim. Otóż celem jest zmiana dynamiki relacji, a nie zmiana drugiej osoby.

Chodzi więc o to, że swoją pracą i nowymi umiejętnościami wprowadzasz w ruch machinę zmian. Możesz to zacząć robić w dowolnym momencie Waszego małżeństwa, niezależnie od tego, jak blisko lub daleko od siebie jesteście. Możesz do końca życia uczyć się nowych umiejętności, a dzięki temu wciąż inspirować nowe zmiany.

Czy to zawsze działa?

Tak, dynamika relacji zmienia się zawsze, kiedy zmienia się jedna osoba z tej relacji. Czy to oznacza, że znikną wszystkie problemy w związku? W większości przypadków stopniowo będzie ich coraz mniej i mniej. Ale czasem może być tak, że u Twojego męża wewnętrzne problemy są tak głęboko zakorzenione, że konieczna będzie pomoc specjalistów. Ty jako najbliższa mu osoba możesz mieć duży wpływ na to, czy będzie chciał jej szukać..

 

Jak więc jedna osoba może odmienić całą relację?

Ucząc się umiejętności, które pozwalają w nowy, inny niż do tej pory sposób odpowiadać na zachowanie drugiej osoby w konkretnych sytuacjach. W ten sposób następuje powolna transformacja relacji. Nie musisz więc czekać na czas, kiedy zaczniecie działać razem, dbać o związek razem. Bo on, z różnych powodów, może nigdy nie nadejść.

4 powody, by zabrać się do roboty i odmienić swoją relację z mężem (nawet, jeśli czujesz, że to on zawala)

problemy w relacjach

W artykule: Uważasz, że za Twoje problemy w relacjach odpowiedzialni są inni? „To jego/jej wina, że się nie dogadujemy.”  Dlaczego zatem to Ty masz dokonywać zmian?

Budziła się rano z jedną myśląZnowu wszystko na mojej głowie.

Mąż nie zajmował się w domu nieomal niczym. Chodził do pracy, wracał zmęczony, jadł obiad i siadał przed telewizorem. Bawił się z dziećmi sporadycznie.

Kiedy ona chciała porozmawiać, on krzywił się z niechęcią, przez co jej się wszystkiego odechciewało. Kiedy ona chciała gdzieś wyjść, on mówił, że nie mają pieniędzy. Kiedy ona płakała, on wychodził do drugiego pokoju.

Znowu wszystko na mojej głowie.

Próbowała wykrzyczeć swoją frustrację, obrażała się, później z płaczem prosiła o zmiany. Mówiła mu, że czuje się niekochana, że już mu nie zależy, że tak nie można długo funkcjonować.

Nic się nie zmieniało.

problemy w relacjach

Kiedy czytasz ten opis, jakie myśli pojawiają się w Twojej głowie? Beznadziejny przypadek. Niech ten facet w końcu się ogarnie. Jeśli on czegoś nie zmieni, to powinien być koniec. Biedna kobieta, jak ja ją rozumiem… 

 

To wszystko jego wina

Wiele osób oceniłoby tę sytuację jednym zdaniem.

To wszystko jego wina.

To on stawia pracę ponad rodzinę.

To on nie chce rozmawiać.

To on olewa jej potrzeby i emocje.

To on jej nie wspiera.

To on…

 

Jeśli to jego wina, dlaczego więc ona miałaby cokolwiek robić, by tę sytuację zmienić?

Jeśli Ty myślisz podobnie o swoim małżeństwie: To wszystko jego wina, dlaczego miałabyś cokolwiek robić, by rozwiązać problemy w relacji?

 

Tak sformułowana ocena: To wszystko jego wina, ma pewną słabość. Opiera się na opisie sytuacji z perspektywy kobiety, żony. Czy perspektywa męża byłaby w tym wszystkim taka sama? Czy on tak opowiedziałby o tym, co dzieje się w jego domu?

Związek to zawsze naczynia połączone, pewien system. Zachowanie, słowa i emocje jednej osoby wpływają na zachowanie, słowa i emocje drugiej. Nie da się tego rozdzielić. Twój sposób funkcjonowania wywołuje określone reakcje u męża, podobnie jego zachowanie oddziałuje na Ciebie. Jego niechęć do rozmów może wynikać z wielu różnych czynników: może nie mieć odpowiednich umiejętności, ale może być również tak, że Twój sposób prowadzenia rozmowy powoduje, że on czuje się wciąż atakowany, niezrozumiany i oceniany.

Możesz być przekonana, że po Twojej stronie wszystko jest ok, masz przecież dobre intencje i chcesz Waszego szczęścia. Dopóki jednak nie zaczniesz szczerze przyglądać się swoim emocjom, potrzebom, reakcjom i zachowaniu, nie możesz mieć pewności, że zrobiłaś wszystko, co leży po Twojej stronie.

Problemy w relacjach, w których jesteś, to zawsze TWOJA odpowiedzialność (to nie znaczy, że Twoja wina, to są dwie zupełnie różne sprawy). Nawet, jeśli dziś jesteś przekonana, że to druga strona wciąż zawala. To Twoje relacje, dlatego weź się do roboty i dokonuj zmian.

problemy w relacjach

4 powody, byś rozwiązywała problemy w relacjach (nawet, gdy czujesz, że to inni zawalają)

 

  1. Życie jest zbyt krótkie, by być w relacji, która Ci się nie podoba.

Jeśli coś Cię martwi, męczy, niszczy, denerwuje, nie warto w tym tkwić.

To jednak nie znaczy, że masz po prostu odejść! Wszelkie problemy w relacjach są szansą do działania, szukania rozwiązań, przemiany, a nie odsuwania się od drugiej osoby. Nie zachęcam Cię do trwania w sytuacji, która jest dla Ciebie bolesna. Zapraszam Cię, byś wzięła odpowiedzialność za to, co możesz zrobić i podjęła pracę nad swoją częścią tego, co wnosisz w relacje.

Jeśli czujesz się źle w relacji z mężem, dokonaj zmian w swojej części. Nie tkwij latami w miejscu, w którym jest Ci źle – narzekasz, marudzisz, płaczesz, ale czekasz biernie, by ktoś inny Cię uratował i coś zmienił. Możesz sama dokonać zmiany.

Nie poprzez zrywanie relacji, ale poprzez przemianę w samej sobie i swoim stylu odnoszenia się do męża.

 

 

2. Jeśli nie przepracujesz pewnych tematów teraz, będziesz musiała to zrobić później, z kimś innym.

Badania pokazują, że wiele osób, które odchodzą z małżeństwa, w którym im źle, jakiś czas później, w kolejnym związku, wpada dokładnie w takie same problemy jak wcześniej. Po kilku latach bycia w nowej relacji odkrywają, że nieomal nic się nie zmieniło, poza osobą, z którą mieszkają.

Wchodzimy w związek z ludźmi, z którymi czujemy się dobrze. A to może oznaczać różne rzeczy. Może być tak, że czuję się dobrze z kimś, kto nie chce ze mną rozmawiać na ważne tematy – tylko dlatego, że tak wyglądały relacje w moim domu rodzinnym (między moimi rodzicami lub między mną a nimi). Niby pragnę bliskości i głębokich rozmów, a nieświadomie wybieram na partnerów osoby, które unikają jak ognia takiej intymności. Wszystko dlatego, że w takiej sytuacji czuję się bezpiecznie, bo to dobrze znam ze swojej rodziny pochodzenia.

W pracy nad sobą nie chodzi o uzdrawianie relacji – chodzi o uzdrowienie Ciebie. To Ty tworzysz relacje i ich wygląd zależy od tego, co dzieje się w Tobie. Nierozwiązane problemy będą do Ciebie wciąż wracać pod różnymi postaciami, w kontakcie z różnymi osobami.

Możesz iść przez życie wciąż obwiniając innych o to, że powodują problemy w relacji z Tobą. Możesz jednak odważnie przyjrzeć się samej sobie i sprawdzić, o jakich Twoich zranieniach informują Cię te problemy. Każdy zgrzyt w relacji jest okazją do tego, by zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie pytanie: Co jeszcze potrzebuje we mnie uzdrowienia?

 

3. Twoje dzieci uczą się, jak wyglądają bliskie relacje partnerskie przede wszystkim przez obserwację Ciebie i Twojego męża.

Z dużym prawdopodobieństwem Twoje dziecko w przyszłości będzie szukać na swojego małżonka kogoś, kto:

  • będzie traktował je podobnie do tego, jak Wy jako rodzice je traktowaliście i/lub,
  • będzie tworzył z nim relację podobną do tej, jaką obserwował w Waszym domu rodzinnym, między Tobą a mężem.

Problemy w relacjach między Tobą a mężem w pewnym stopniu będą odbijać się zatem w relacjach intymnych Twoich dzieci. Dzieje się to wszystko na poziomie nieświadomości, silnych nawyków, przyzwyczajeń, nienazwanych oczekiwań i potrzeb. Dzieci uczą się bardziej przez to, co obserwują i czego doświadczają niż przez to, co do nich mówisz.

Wiem, że zależy Ci na Twoim dziecku – pamiętaj zatem, że Twoje małżeństwo jest dla niego pierwszą szkołą bliskich relacji partnerskich.

 

4. Dobrostan Twojego dziecka w ogromnym stopniu zależy od dobrostanu Waszego małżeństwa.

Już od urodzenia dziecko reaguje na ostry, gniewny, podniesiony głos – kiedy go słyszy, podnosi się poziom jego kortyzolu we krwi, przyspiesza jego serce, skraca się oddech. To są objawy stresu. Maluch nieświadomie obawia się o swoje życie. Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy śpi w pobliżu osób kłócących się!

Dlatego Twój styl komunikowania się z mężem ma ogromny wpływ na to, jak czują się Wasze dzieci.

Dotyczy to dzieci w każdym wieku. Konflikty, a w dalszej perspektywie rozwód rodziców, wpływa bardzo niekorzystnie na samopoczucie, samoocenę, umiejętność radzenia sobie ze stresem i wiele innych obszarów w życiu młodych ludzi.

W tym miejscu może pojawić Ci się myśl: To prawda, ale przecież lepiej, żeby rodzice się rozeszli niż żeby non stop się kłócili! Przecież dziecko reaguje na każdą z tych kłótni podniesionym poziomem stresu i utratą poczucia bezpieczeństwa.

Takie reakcje na kłótnie w domu są raczej powodem do zmiany tej sytuacji, a nie rozwodu! Przeczytaj jeszcze raz punkt 2. – nieprzepracowane tematy wracają do nas jak bumerang. Jeśli dziś kłócisz się z mężem o jakąś sprawę, część powodu tej kłótni leży w Tobie – Twoich niezaspokojonych potrzebach, Twoich zranieniach z przeszłości, Twoich zapalnikach do silnych emocji, które wynikają z Twoich przekonań. Twój mąż jest tylko wyzwalaczem, który nieświadomie naciska odpowiedni guzik, wywołując u Ciebie określone reakcje. Jeśli nie dojdziesz do sedna sprawy, te guziki nadal w Tobie będą i będzie mógł je nacisnąć każdy, kto zachowa się w sposób podobny do tego, jak zachowuje się teraz Twój mąż.

problemy w relacjach

W tym miejscu należy Ci się ważne dopowiedzenie, które pojawia się przy każdym punkcie mojej pracy.

To, co napisałam powyżej nie dotyczy sytuacji uzależnienia w rodzinie, przemocy fizycznej lub zaburzeń psychicznych. W takich okolicznościach należy najpierw zastosować środki odpowiednie do rozwiązywania tych problemów. Uzależnienie czy przemoc fizyczna to nie są problemy w relacjach. To są inne kategorie trudności i wymagają innych środków zaradczych. Rozwój osobisty, do którego zachęcam, będzie dobrym uzupełnieniem dla tych działań, jednak prawdopodobnie nie doprowadzi Twojego męża do porzucenia nałogu, jeśli takowy posiada.

 

Jestem wielką fanką brania odpowiedzialności za swoje życie. Pamiętaj, że zawsze masz wybór: możesz czekać, aż ktoś inny odmieni Twój los, pełna żalu, złości, obwiniania innych. Ale możesz również wziąć sprawy w swoje ręce i rozpocząć żmudną (a jednocześnie piękną) drogę do tworzenia takich relacji, o jakich marzysz.

 

Jaka jest Twoja decyzja?

Najczęściej zadawane pytania dotyczące mojej metodologii pracy i edukacji na temat relacji

praca nad sobą

W artykule: Praca nad sobą to ciężki kawałek chleba. Proponuję Ci skuteczną i wyjątkową metodę rozwoju osobistego w kontekście relacji z innymi ludźmi

Co to znaczy, że wystarczy tylko jedna osoba, by dokonać zmiany w relacji?

Każdego dnia we wszystkich relacjach z ludźmi rozgrywa się specyficzna gra. Jedna osoba zachowuje się w określony sposób, wywołując jakąś reakcję drugiej. Ta reakcja następnie wywołuje reakcję u pierwszej osoby. I tak w kółko. Na tym polega dynamika relacji międzyludzkich.

Relacja to łańcuch: zachowanie – reakcja na to zachowanie – reakcja na reakcję itd.

Wystarczy zmienić jeden składnik w tym łańcuchu, aby zmieniła się jego dalsza część. Wystarczy zmienić jedną reakcję, aby zmieniła się w danej chwili cała relacja.

Dlatego wystarczy jedna osoba, aby zmienić związek. 

Jeśli dokona się zmiana w Tobie, zmieni się Twoja relacja z mężem. Twoje zachowania mogą go prowadzić do reakcji, które budują lub niszczą Waszą relację. Oczywiście to działa w obie strony: jego zachowania mogą wywołać w Tobie reakcje, które budują lub niszczą związek. Jednak pamiętaj, że możesz kontrolować tylko siebie.

Nie myśl więc o tym, żeby zmienić jego zachowania. Ucz się tego, jak reagować, by wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Ucz się tego, jak wywołać jego lepszą reakcję. To Twoja część pracy: panowanie nad sobą, swoimi uczuciami, słowami i zachowaniami.

To Twoja praca nad sobą.

praca nad sobą

Dlaczego to ja mam wykonywać pracę nad sobą, a nie mój mąż?

Kiedy wykonujesz pracę nad sobą i tym, co Ty wnosisz w związek, największy dar otrzymujesz Ty sama. Jeśli uczysz się panować nad sobą i tworzyć dobre relacje z innymi, najwięcej korzystasz na tym Ty sama. Rozwijasz się, zmieniasz, lepiej potrafisz panować nad swoimi uczuciami, lepiej reagować na stresujące sytuacje – to konkretne umiejętności, które zyskujesz. One z Tobą zostają na zawsze. Nikt Ci ich nie odbierze. I wiesz co? To właśnie od nich zależy Twoje poczucie szczęścia.

Twoje poczucie szczęścia zależy od tego, co dzieje się w środku Ciebie, a nie od tego, co dzieje się dookoła Ciebie.

Koncentrowanie się na tym, co powinien zrobić mąż powoduje, że jesteś w stanie ciągłego oceniania jego zachowania. Musisz wciąż czuwać i sprawdzać: czy już się zmienił? Czy już zrobił to, co powinien, czy jeszcze mam na niego naciskać? Jak to zrobić, żeby w końcu zaczął się zmieniać?

Samą siebie skazujesz na porażkę. Zajmujesz się czymś, na co masz niewielki wpływ. Możesz kontrolować tylko siebie i to, jak Ty odnosisz się do innych. Po co więc skupiać się na czymś, czego nie możesz zmienić?

Bardzo rzadko zdarza się, aby obie osoby były gotowe i chętne do pracy nad zmianą w związku w ten sam sposób i w tym samym czasie. Czytałam ostatnio, że ok. 75% terapii par kończy się niepowodzeniem. Zachęcam Cię: nie idź tą drogą. Nie stawiaj Twojego szczęścia na niepewnym gruncie czekania, aż Twój mąż w końcu wykona pracę, której od niego oczekujesz.

Zacznij brać osobistą odpowiedzialność za swoje uczucia, reakcje i zachowanie. Bez tego będziesz wciąż kręcić się w kółko i szukać winnych wokół siebie. Nie będziesz w stanie dokonać żadnej znaczącej zmiany w samej sobie i w swoich relacjach z innymi.

Praca nad sobą to długofalowy proces, w którym możesz nauczyć się wielu konkretnych narzędzi i strategii działania. Będzie to możliwe tylko wtedy, jeśli skupisz swój wzrok i myśli na tym, co Ty możesz zrobić i zmienić, a nie na tym, co powinni zrobić i zmienić inni.

Oczywiście zawsze masz wybór.

Możesz pójść w przeciwnym kierunku i wciąż rozpamiętywać to, co w Twoim odczuciu inni robią źle. Słuchać tego, jak koleżanki czy rodzina Ci przytakują: Tak, Twój mąż powinien zrobić to i tamto, zachowuje się jak świnia, olewa Cię i Twoje potrzeby! Takie rozmowy na chwilę dają Ci odczucie ulgi (bo przecież to ON jest tym złym i to ON ma się zmienić), ale co z tego? Nadal nic się nie dzieje i wciąż trwasz w sytuacji, która jest dla Ciebie trudna i bolesna.

Przywróć samej sobie władzę nad swoim życiem.

praca nad sobą

„Mój mąż jest uzależniony od alkoholu lub innych substancji”, „w moim związku pojawia się przemoc” – co wtedy?

Istnieją wyzwania i rozwiązania związane z relacjami i istnieją wyzwania i rozwiązania związane z przemocą.

Stacey Martino

W niektórych relacjach małżeńskich pojawiają się problemy związane z uzależnieniami, przemocą lub chorobami psychicznymi.

Chcę jasno postawić sprawę: tego typu problemy wymagają własnych, odrębnych rozwiązań! Praca według metodologii, którą proponuję, rozwiązuje trudności związane z relacjami, a nie uzależnieniem, czy przemocą.

Teraz następuję bardziej skomplikowana część wyjaśnienia…

Według definicji WHO przemoc to Celowe użycie siły fizycznej lub władzy, sformułowane jako groźba lub rzeczywiście użyte, skierowane przeciwko samemu sobie, innej osobie, grupie lub społeczności, które albo prowadzi do albo z którym wiąże się wysokie prawdopodobieństwo spowodowania obrażeń cielesnych, śmierci, szkód psychologicznych, wad rozwoju lub braku elementów niezbędnych do normalnego życia i zdrowia.

Jak widzisz, jest to definicja bardzo szeroka. Bardzo. Mieszczą się w niej zarówno akty przemocy fizycznej, krzyk, zastraszanie, porzucenie (np. emocjonalne), pełne urazy milczenie wobec osoby, która nas potrzebuje, wyzwiska i wiele, wiele innych działań.

Nieomal każdy z nas stosuje wobec kogoś jakąś formę zachowania, która mieściłaby się w takiej definicji przemocy (chociaż wcale tego tak nie nazywamy na codzień).

Z pełną stanowczością mogę powiedzieć, że w przypadku przemocy fizycznej moja metodologia pracy nie ma zastosowania. Wtedy należy najpierw zastosować metody odpowiednie do takich problemów. Natomiast z innymi formami działań, które mieszczą się w tej definicji, sprawa nie jest już tak oczywista.

Czasem kryzys i nieporozumienia w związku są już tak daleko posunięte, że dwie osoby, które wcześniej nigdy nie używały wulgarnych słów w kierunku kogoś innego, nagle zaczynają to robić. Ilość nagromadzonych emocji jest tak duża, że podejmują działania, których wcześniej nie podejmowały. Nagle pojawiają się w ich relacji zachowania, które można określić jako przemocowe, a są one efektem pogłębiającego się kryzysu, wzajemnych oskarżeń, dużej ilości negatywnych bodźców w kierunku drugiej osoby, która nagle pęka i zaczyna odpowiadać atakiem na to, co sama odbiera jako atak.

W takim sensie zachowania przemocowe mogą być przejawem kryzysu w relacji i mogą zostać wyeliminowane pod wpływem pracy według mojej metodologii.

Związek to zawsze system, w którym obie osoby nawzajem na siebie wpływają. Jeśli ja nie reguluję swoich emocji, mówię i działam w sposób, który skłania drugą osobę do ataku lub ucieczki (reakcja fight or flight). Dlatego warto sprawdzić, jaki udział w tym, jak dziś wygląda nasza relacja, mam ja i moje wyładowywanie swoich emocji na drugiej osobie.

Oczywiście w ramach pracy w tej metodologii jest czas i miejsce na to, by mówić o tym, czego potrzebuję, co mnie rani, martwi i czego nie chcę. Czyli nie zgadzanie się na zachowania, które są dla mnie destrukcyjne. Generalna zasada jest taka, że najpierw reguluję swoje emocje, a później stosuję narzędzia, które pozwalają mi lepiej przekazać drugiej osobie to, o co mi chodzi.

Dlatego, jeśli Twój mąż dopuszcza się aktów przemocy fizycznej lub nadużywa jakichkolwiek substancji (lub jest uzależniony od hazardu czy pornografii), zwróć się o pomoc do specjalistów w tych tematach. Zapewnienie sobie (i dzieciom) bezpieczeństwa w takiej sytuacji jest pierwszym, najważniejszym krokiem. Potrzebujesz konkretnej wiedzy i wsparcia osób, które na codzień pracują w danym obszarze.

Pamiętaj jednak, że jeśli w danej chwili nie jesteś w takiej relacji (lub zdecydowałaś o separacji z mężem z wyżej wymienionych powodów), do Ciebie należy kolejny krok. Wykonaj swoją część pracy!

Twoja praca nad sobą, Twój rozwój osobisty, uczenie się na temat mechanizmów, które pojawiają się w relacjach między ludźmi, poznawanie różnic między kobietami a mężczyznami, pozwolą Ci uniknąć w przyszłości wchodzenia w podobne wzorce tworzenia związku. Możesz również potrzebować konkretnych narzędzi, by odnaleźć drogę do prawdziwej wersji samej siebie – w tych sytuacjach moja metodologia pracy może być dla Ciebie wielką pomocą.

Może być również tak, że narzędzia, które proponuję, pozwolą Ci lepiej poznać samą siebie, swoje potrzeby, lepiej troszczyć się o siebie, lepiej rozumieć innych nawet, jeśli aktualnie jesteś w związku, w którym pojawiają się problemy typu przemoc lub uzależnienie. Nie oznacza to jednak, że powinnaś rezygnować wtedy z szukania pomocy u specjalistów w tych tematach!

Jakich rezultatów pracy mogę się spodziewać?

Proponuję Ci wyjątkowe połączenie edukacji na temat relacji z Twoim rozwojem osobistym. Pracujesz nad samą sobą i nad tym, jak Ty odnosisz się do innych, a nie nad relacją jako taką – bo co to w ogóle znaczy pracować nad związkiem?

Jako efekt tej pracy możesz spodziewać się bardzo konkretnych rezultatów i nowych umiejętności, takich jak:

  • umiejętność rozpoznawania swoich własnych potrzeb i łączenia ich z potrzebami swoich bliskich,
  • zmiana perspektywy myślenia o samej sobie, innych i relacjach, co pozwala ruszyć z miejsca i doświadczyć związku, o jakim marzysz,
  • poznawanie różnic między kobiecością a męskością, dostrzeganie ich, akceptowanie i cieszenie się nimi na codzień,
  • tworzenie nierozerwalnego teamu z mężem – umiejętność dochodzenia do porozumienia w sprawach, które Was różnią,
  • umiejętność rozpoznawania swoich emocji i regulowania ich,
  • dbanie o swój dobrostan wewnętrzny w każdej, nawet najbardziej stresującej sytuacji,
  • odnowa wzajemnej fascynacji z mężem,
  • lepsze rozumienie samej siebie i innych ludzi,
  • umiejętność wspierania męża w jego męskich potrzebach,
  • umiejętność prowadzenia rozmów, które tworzą wzajemne porozumienie, bliskość i pozwalają znaleźć rozwiązanie dla trudnych sytuacji w Waszym życiu,
  • rozpoznawanie u siebie wyuczonych wzorców zachowania, które wpływają destruktywnie na Twoje życie i stopniowe zmienianie ich,

praca nad sobą

Jeśli jesteś zainteresowana rozwojem osobistym w kontekście relacji z innymi ludźmi, zapraszam Cię do kontaktu!

Proponuję Ci:

  • grupę wsparcia dla kobiet na facebooku Małżeństwo, rodzicielstwo i rodzina,
  • indywidualne konsultacje – napisz do mnie wiadomość na adres mailowy agnieszka@domowezawirowania.pl.
  • mój fan page Domowe Zawirowania, na którym informuję o wszystkich aktualnych wydarzeniach,
  • zapisanie się na newsletter (po prawej stronie na blogu lub na samym dole strony, jeśli korzystasz z telefonu w polu Odbierz zestaw pytań na randkę małżeńską, w którym odpowiadam na pytania czytelniczek związane z relacjami małżeńskimi i rodzicielskimi oraz podsyłam inspirujące materiały od różnych specjalistów w dziedzinie rozwoju osobistego i relacji,
  • bezpłatne wyzwania (informacje o nich pojawiają się co jakiś czas na moim fan page),
  • płatne kursy online pogłębiające wiedzę i pozwalające przepracować konkretne tematy (informacje o nich pojawiają się również na moim fan page).

Bez tego nie zrobisz żadnego kroku do przodu w rozwoju osobistym

jak pracować nad sobą

W artykule:Jak pracować nad sobą, by odnosić sukcesy? Co robić, by wprowadzać rzeczywiste zmiany? Zobacz, od czego musisz zacząć, by nie ponieść porażki

Od dobrych kilku miesięcy prowadzę grupę na facebooku „Małżeństwo, rodzicielstwo i rodzina – grupa wsparcia dla kobiet„.

Te kilka miesięcy pokazało mi, że jest jedna sprawa, która blokuje bardzo dużej ilości osób możliwość wprowadzenia zmian w swoim własnym życiu i w relacjach z innymi ludźmi.

Coś, co jest obecne nieomal wszędzie (szczególnie w różnych grupach na facebooku!). Wiele osób jest do tego przyzwyczajonych i myśli, że nie da się inaczej żyć i rozmawiać ze sobą.

jak pracować nad sobą

Jak pracować nad sobą, by widzieć efekty?

Zapraszam Cię do tego, abyś dokonała pierwszego, ważnego kroku w swoim rozwoju.

Zacznij brać osobistą odpowiedzialność za swoje uczucia, reakcje i zachowanie. Bez tego będziesz wciąż kręcić się w kółko i szukać winnych wokół siebie. Nie będziesz w stanie dokonać żadnej znaczącej zmiany w samej sobie i w swoich relacjach z innymi.

Jeśli chcesz wiedzieć, jak pracować nad sobą, zacznij od tego. Na inne sprawy przyjdzie czas później.

Praca nad sobą to długofalowy proces, w którym możesz nauczyć się wielu konkretnych narzędzi i strategii działania. Będzie to możliwe tylko wtedy, jeśli skupisz swój wzrok i myśli na tym, co Ty możesz zrobić i zmienić, a nie na tym, co powinni zrobić i zmienić inni.

Oczywiście zawsze masz wybór.

Możesz pójść w przeciwnym kierunku i wciąż rozpamiętywać to, co w Twoim odczuciu inni robią źle. Słuchać tego, jak koleżanki czy rodzina Ci przytakują: Tak, Twój mąż powinien zrobić to i tamto, zachowuje się jak świnia, olewa Cię i Twoje potrzeby! Takie rozmowy na chwilę dają Ci odczucie ulgi (bo przecież to ON jest tym złym i to ON ma się zmienić), ale co z tego? Nadal nic się nie dzieje i wciąż trwasz w sytuacji, która jest dla Ciebie trudna i bolesna.

 

Odsłuchaj poniższe nagranie, które kieruję szczególnie do osób z mojej grupy na facebooku. Jeśli jednak na niej nie jesteś, również możesz skorzystać z tego, co w nim mówię i zmienić swój styl komunikowania się z innymi ludźmi.

 

 

Co według Ciebie blokuje możliwość dokonywania zmian w swoim życiu?

3 sposoby na to, aby nigdy nie mieć czasu dla siebie, męża i rodziny (antyporadnik)

brak czasu

W artykule: Narzekasz na chroniczny brak czasu: nie masz go dla siebie, męża i dzieci? Sprawdź, jakie błędy popełniasz i jak ich unikać.

 

Otworzyłam swoją skrzynkę mailową. Przebiegłam wzrokiem po tytułach maili. W oczy rzuciły mi się dwa najbardziej interesujące. Bezpłatny dostęp do wywiadów z ekspertami związanymi z wychowaniem dzieci. Z odczuciem ekscytacji kliknęłam: zapisz się.

Po chwili dołączyłam jeszcze do webinaru na temat relacji damsko-męskich. A kiedy weszłam na facebooka, wpadło mi w oko zaproszenie na bezpłatne wyzwanie dla mam chłopców. Chyba to coś dla mnie – pomyślałam i klik. Dołączyłam. Nie przejmowałam się tym, że czasowo wyzwanie pokrywa się z dostępem do wywiadów z ekspertami.

Kiedy czytałam opisy tych wydarzeń, serce szybciej mi biło i czułam przyjemne ciepło w środku. Ale fantastyczna okazja! Muszę wziąć w tym udział! – myślałam.

brak czasu

Kiedy przyszedł czas wyzwania, wzięłam udział w jednym dniu. Na więcej nie pozwolił mi brak czasu. O webinarze zapomniałam, bo zaplanowałam na wtedy pięć innych rzeczy.

W ciągu 20 minut zapisałam się na trzy różne wydarzenia. Przy każdym kliknięciu przycisku zapisuję się czułam przyjemne motylki w brzuchuTaka świetna opcja, za darmo, no po prostu nie mogę tego przegapić! – myślałam. W ogóle nie wzięłam pod uwagę tego, czy będę miała na to czas i gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla mojej rodziny…

 

„Jeżeli nie można zdecydowanie powiedzieć TAK, należy zdecydowanie powiedzieć NIE.”

Greg McKeown, „Esencjalista”

3 sposoby na to, aby nigdy nie mieć czasu dla siebie, męża i rodziny

Podam Ci teraz niezawodny przepis na to, abyś nigdy nie miała czasu dla siebie i najbliższych. Zacznij stosować te wskazówki od zaraz, a przekonasz się, że skutki będą natychmiastowe.

 

  1. Nigdy nie zastanawiaj się nad tym, co jest Twoim priorytetem (lub zapominaj o nich na każdym kroku).

Traktuj wszystko w swoim życiu, jakby było równie ważne. Bo przecież i mąż, i dzieci, i praca, i rodzice, i Twoje hobby, i przyjaciele, i działalność społeczna, i wspólnota religijna… Wszystko musisz pielęgnować w tym samym czasie i z takim samym zaangażowaniem!

Pod żadnym pozorem nie planuj czasu na zastanawianie się nad tym, co jest dla Ciebie ważne! Niech Twoją wymówką będzie brak czasu: bo przecież nie masz kiedy zatrzymać się, bo wciąż jest tyle do zrobienia.

Nie spędzaj ani minuty na modlitwie, refleksji nad swoim życiem, zastanawianiu się, co jest Twoim priorytetem. Jeśli to zrobisz, mogłabyś uznać, że to Twoja rodzina i ty sama jesteście najważniejsi… A to mogłoby wpłynąć na Twoje codzienne decyzje co do tego, na co przeznaczasz swój czas!

Zapełniaj swój dzień od rana do nocy jakimiś zajęciami – nie pozwól na to, aby została Ci choćby minuta na nicnierobienie! Kiedy czekasz w kolejce do kasy, przeglądaj facebooka w telefonie. Kiedy jedziesz autobusem, pograj w jakąś grę na smartfonie. Niech Twoje myśli będą zawsze czymś zajęte, najlepiej jakąś łatwą i przyjemną rozrywką.

Zostawienie swoim myślom czasu na błądzenie w różnych kierunkach grozi tym, że zaczniesz odkrywać, jak źle czujesz się w życiu, w którym wszystko zajmuje pierwsze miejsce.

Unikaj ciszy.

Unikaj książek! Możesz czytać tylko krótkie artykuły na facebooku lub blogach.

Pielęgnuj w sobie przekonanie, że możesz mieć i zrobić jednocześnie wszystko. Możesz uczestniczyć w każdym ciekawym wydarzeniu. Możesz zapisać się na każdy interesujący kurs. Możesz spotkać się z każdą osobą, która potrzebuje Ci się wypłakać. Możesz pomóc przy każdym charytatywnym wydarzeniu, które organizują inni. Masz czas i energię na wszystko.

Nie podejmuj świadomie decyzji, na co chcesz przeznaczać swój czas. Przecież możesz zgadzać się na wszystko, co proponują inni (patrz poprzedni akapit: możesz mieć i zrobić jednocześnie wszystko). Niech inni decydują o tym, co masz robić danego dnia – Twój szef, Twoja mama, koleżanka z bloku obok, której imienia nie znasz.

brak czasu

2. Zgadzaj się bezmyślnie na wszystko, co popadnie.

Niech Twoją dewizą stanie się zdanie: Jeśli ktoś mnie poprosi, abym coś zrobiła, powinnam się postarać spełnić tę prośbę. Nieważne, kto Cię będzie prosił: mąż, córka, kolega z pracy czy osoba, którą pierwszy raz widzisz w życiu.

Wyrzuć ze swojego myślenia wszystkie racjonalne kryteria wybierania, którą prośbę spełnić, a której nie. Wszystkie prośby tak samo ważne! Zgadzaj się na każdą, nie dawaj sobie czasu na zastanawianie się.

Ciesz się jak dziecko z każdej nadarzającej się okazji! Niech poprowadzi Cię ta ekscytacja, którą odczuwasz:

  • nowy, ciekawy kurs online, na który możesz się zapisać (chociaż nie ukończyłaś poprzednich trzech)? Świetnie, bierz go!
  • nowy, fascynujący projekt w pracy (chociaż masz zaległości w poprzednim)? Fantastycznie, nie możesz przepuścić takiej okazji!
  • jeszcze jeden artykuł do przeczytania w internecie (chociaż jest już 23:00 i marzyłaś o tym, aby pójść wcześniej spać)? Jasne, czyż nie sprawi on, że będziesz lepszą matką?
  • możliwość przygotowania ciasta (przecież uwielbiasz piec!) na najbliższe spotkanie Twojej wspólnoty (chociaż ostatnio nie miałaś kiedy spokojnie pogadać z mężem dłużej niż 5 minut)? Oczywiście, bierz wszystko, co się nasuwa!

Skup swoje myśli wyłącznie na tej euforii, którą czujesz, kiedy zgadzasz się na daną prośbę lub propozycję.

Później żałujesz swojej decyzji? Czujesz się przeciążona i zmęczona? Musisz zarywać noce, żeby zrobić wszystko, na co się zgodziłaś? To nic, pamiętaj, że ta minuta ekscytacji, kiedy powiedziałaś tak wynagradza wszystko!

Niech rządzi Tobą strach przed odrzuceniem propozycji: co będzie, jeśli podobna już się nie pojawi? Nieważne, że wcale nie zabiegałaś o nią, liczy się to, że sama do Ciebie przyszła i jest w zasięgu ręki. Brak czasu nie może być dla Ciebie przeszkodą.

 

3. Obawiaj się tego, co powiedzą i pomyślą inni.

Niech Twoimi słowami i decyzjami rządzą myśli: Nie chcę nikogo zawieść. Nie chcę pogorszyć relacji między nami. Mówienie ludziom NIE jest czymś niewłaściwym.

Nigdy nie zastanawiaj się nad tym, że kiedy mówisz TAK jednej rzeczy, automatycznie mówisz NIE czemuś innemu. Zapomnij o tym, że:

  • kiedy zgadzasz się, aby wziąć pracę do domu na wieczór, nie będziesz miała czasu na rozmowę z mężem,
  • kiedy decydujesz, że sama upieczesz dwa ciasta na spotkanie z koleżankami, nie będziesz mieć możliwości poczytać książki z synem,
  • kiedy zgadzasz się na to, aby dawno nie widziana koleżanka opowiadała Ci godzinę przez telefon o swoim nieudanym związku, nie będziesz miała czasu na wciąż odkładaną długą kąpiel w pianie.

Myśl tylko o tym: Nie mogę powiedzieć NIE. To nieuprzejme. Sprawię komuś przykrość. Co ta osoba sobie o mnie pomyśli?

Nigdy, przenigdy nie wypowiadaj słów: Zajrzę do kalendarza i odezwę się do ciebie. Jeśli ktoś przyjdzie do Ciebie z jakąś prośbą, od razu mów: Jasne, zajmę się tym. Z przyjemnością.

Przypomnij sobie o tym, że przecież możesz mieć i zrobić jednocześnie wszystko. Dlatego inwestuj swój czas i energię w to, o co poproszą Cię inni. Przecież są one zasobem, który nigdy się nie wyczerpie, prawda?

Ważniejsze jest to, co pomyślą o Tobie inni niż to, czy będziesz mieć czas dla siebie, swojego męża i dzieci. Bo przecież nie masz w swoim życiu priorytetów, pamiętasz? Wszystko jest równie ważne.

brak czasu

Idź przez każdy dzień z takim nastawieniem, a szybko przekonasz się, że wciąż czujesz się zmęczona, sfrustrowana i przeciążona i narzekasz na brak czasu dla siebie, męża i dzieci.

Ale czy to ważne? Liczy się to, że nadal wierzysz w tę utopię: mogę mieć i zrobić wszystko w tym samym czasie. Czyż to nie wspaniałe uczucie?

A jaki jest Twój sposób na to, aby brak czasu dla siebie i bliskich niszczył Wasze relacje?

Wiedza, która Ci się przyda #3 – moje październikowe polecenia

październikowe polecenia

Internet przepełniony jest wiedzą na każdy temat. Jak zawsze w ostatni piątek miesiąca zapraszam Cię na subiektywny przegląd artykułów związanych z szeroko pojętym życiem rodzinnym. Mam dla Ciebie mnóstwo interesujących treści z różnych blogów.

październikowe polecenia

  1. Kategoria: rozwój osobisty

Dlaczego rozpoczynam od takiego tematu, skoro miałam proponować artykuły dotyczące życia rodzinnego?

To, jak wyglądają Twoje relacje z bliskimi zależy od tego, jak Ty się do nich odnosisz i jak na nich reagujesz. A to zależy od Twojego osobistego rozwoju.

Poziom Twojego wewnętrznego rozwoju decyduje o tym, jak wyglądają Twoje relacje z innymi.

Agnieszka Pieniążek, „Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?

Mam poczucie, że w kontekście małżeństwa dużo mówi się o samej relacji, a mało o konkretnych umiejętnościach, których trzeba się uczyć, aby tę relację tworzyć w odpowiedni sposób. Tak, potrzebne są różne umiejętności. Albo je posiadasz, albo nie – jeśli nie, nie będziesz w stanie stworzyć silnego związku, którym nic nie jest w stanie zachwiać.

Tych umiejętności można się uczyć. Tym właśnie zajmuję się ja – podpowiadam konkretne narzędzia, które możesz wdrażać w Wasze małżeńskie życie. Twoim zadaniem jest je ćwiczyć, uczyć się ich, aż osiągniesz mistrzostwo w tym, jak odnosisz się do męża.

Jedną z niezbędnych umiejętności jest monitorowanie swojego stanu wewnętrznego. W artykule Jak zadbać o siebie, aby pozbyć się frustracji i częściej uśmiechać się w domu pisałam o stanometrze. Musisz być uważna na spadki swojego nastroju, bo to od niego zależy, czy będziesz w stanie odnosić się do bliskich z miłością.

Świetne zestawienie prostych pomysłów na to, jak poprawić swój nastrój podpowiada Mateusz Grzesiak.

8 małych rzeczy, które poprawią Ci humor Mateusz Grzesiak

październikowe polecenia


2. Kategoria: problemy rodzinne

15 października obchodziliśmy Dzień Dziecka Utraconego.

Jest to temat, który dotyczy wielu rodzin. Nie jest łatwo o nim mówić czy pisać, bo i emocje, które towarzyszą rodzicom nie są proste. Bez zbędnych komentarzy chcę Wam polecić artykuł, w którym Marlena Bessman-Paliwoda zadaje pytania organizatorce Dnia Dziecka Utraconego w Lublinie.

W tym wywiadzie znajdą coś dla siebie zarówno rodzice, którzy doświadczyli tej trudnej sytuacji, jak i osoby, które znają kogoś, kto przeżył taką stratę.

Strata dziecka – co dalej? Małżeństwo – mamy się dobrze

 


3. Kategoria: mama a praca

Od prawie pół roku prowadzę bloga. Aktualnie nie przynosi mi on żadnych zysków finansowych, dlatego nie wiem, czy można nazwać go pracą zawodową. Ja go tak traktuję. Dlatego mogę o sobie powiedzieć, że pracuję z dziećmi w domu.

Nie jest to łatwe. Nasza rodzinna sytuacja i tak jest wyjątkowa, bo mój mąż prowadzi własną firmę i sporą część pracy wykonuje w domu. Jesteśmy bardzo elastyczni, jeśli chodzi o zajmowanie się dziećmi.

Nie zmienia to faktu, że to ja zajmuję się nimi najwięcej. Do tego dochodzi pewna część obowiązków domowych. Chcę również dbać o czas na odpoczynek i bycie sama ze sobą. Ilość godzin w ciągu dnia jest jednak ograniczona, dlatego uczę się tego, jak pracować z dziećmi w domu.

Od początku prowadzenia nad blogiem postawiłam sobie cel, że nie będę w sposób regularny siedzieć późno w nocy, aby nad nim pracować. Gdyby tak miało być, nie zdecydowałabym się na ten krok na aktualnym etapie mojego życia. Ważniejsze jest dla mnie, abym była wypoczęta i miała siły i ochotę dbać o relacje z mężem i dziećmi, niż pisanie artykułów po nocach.

Nie zawsze jestem w stanie zrealizować to postanowienie, jednak są to wyjątki, a nie reguła.

Polecam dziś artykuł, który dotyczy właśnie tego tematu. Jak zorganizować pracę, jeśli dzieci są razem ze mną w domu? Odnajduję się w nim bardzo mocno i stosuję nieomal wszystkie opisane w nim sposoby.

Sposoby na pracę z dzieckiem w domu Lekka zmiana mamy

 


4. Kategoria: zabawa

Dla fanów zabawy też coś mam. Propozycja prostej aktywności jesiennej. Wykorzystaj sezon na dynie, kup kolorowe pinezki, gumki recepturki i jesteś przygotowana do zabawy.

Zero dodatkowej pracy, a dużo radości. Takie zabawy uwielbiam.

Zabawy motoryczne z dynią Moje Dzieci Kreatywnie

październikowe polecenia


5. Kategoria: wychowanie dziecka

Znasz termin: pozytywna dyscyplina?

Warto się nim zainteresować. Jest to metoda wychowawcza, która opiera się na wzajemnym szacunku rodzica i dziecka. Skupia się na poszukiwaniu rozwiązań dla trudności wychowawczych, a nie karaniu.

Moje rodzicielskie nawrócenie na wychowanie bez kar i nagród zaczęłam od natrafienia na stronę Positive Parenting Solutions. Wzięłam udział w bezpłatnym webinarze i odkryłam, że to jest właściwy kierunek w naszych poszukiwaniach!

Później skręciłam nieco w stronę Peaceful Parenting (rodzicielstwo pełne spokoju), jednak założenia obu nurtów są dokładnie takie same. Dlatego oba są bliskie mojemu sercu.

Pozytywna Dyscyplina dostarcza bardzo konkretnych narzędzi do radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Dziś zachęcam Cię do zapoznania się z Kartami Technik Pozytywnej Dyscypliny. Przekazują one klarowne podpowiedzi dla rodziców. Tym razem wskazówka dotyczy tego, jak ważne jest proszenie dzieci o pomoc w domowych obowiązkach.

Ja czuję, że popełniłam w tym temacie kilka błędów i nasz syn już nie jest tak chętny do domowych prac, jak był rok temu. Jednak uczę się, zmieniam i wiem, że jeszcze wszystko jest do nadrobienia. Tym bardziej zachęcam, aby posłuchać, co ma do powiedzenia trenerka Pozytywnej Dyscypliny, Joanna Baranowska.

Technika na wtorek – proś o pomoc Pozytywna Dyscyplina

 

Które artykuły były dla Ciebie najbardziej pomocne?