Jak obchodzimy urodziny? – radykalna zmiana w naszym domu

pomysły na urodziny

Jeszcze do niedawna w naszej rodzinie nie mieliśmy żadnych tradycji związanych ze świętowaniem urodzin, rocznic czy świąt. Ani ja, ani mój mąż nie mieliśmy wypracowanych stałych sposobów na to, jak świętować. Co więcej – nawet się nie zastanawialiśmy nad tym jakie pomysły na urodziny mogłyby się u nas sprawdzić.

Oboje weszliśmy w małżeństwo z przekonaniem, że ważniejsze dla nas jest to, aby dbać o naszą codzienność. Chcieliśmy bezustannie cieszyć się sobą, zawsze być blisko i okazywać sobie miłość. 

 

Jednak w takim myśleniu kryje się też pewna pułapka… Od pewnego czasu zaczęłam czuć, że brakuje mi celebrowania ważnych wydarzeń, dni i chwil. Chciałam, żeby święta stały się czasem, który różni się od naszej codzienności. Dlatego jednym z celów na rok 2020, który sobie postawiłam, było wprowadzenie nowych nawyków związanych z tym tematem.

Pierwszy krok do zmiany

Pierwszym krokiem do zmiany było uświadomienie sobie, dlaczego do tej pory świętowanie nie wyglądało tak, jakbym tego chciała. Sprawa jest prosta: zostawiałam myślenie o danym wydarzeniu na ostatni moment. Tuż przed dniem, który mieliśmy świętować, zaczynałam zastanawiać się, co możemy zrobić i jak to zorganizować. 

Przygotowania do urodzin męża czy dzieci rozmywały się, ponieważ w moje planowanie w ostatniej chwili “wtrącały się” sprawy dnia codziennego – nagle zachorowało któreś dziecko, pojawiło się więcej zajęć w pracy czy wezwały mnie pilne sprawy. Kurczył się czas i z moich pomysłów nie zostawało nic. Po prostu nie miałam kiedy się przygotować. 

Konieczne były zmiany: muszę myśleć wcześniej o tym, jak przeżyć ważne dla nas dni. Na początek podjęłam decyzję, że zacznę przygotowania w miesiącu, który poprzedza dane wydarzenie. O urodzinach mojego męża (które przypadają w styczniu) zaczęłam myśleć w grudniu. 

 

Pomysły na urodziny – jak to zorganizować?

Krok 1. Burza mózgów – wypisanie różnych pomysłów na to, co mogłabym zrobić.

Chciałam, aby urodziny w naszym domu trwały dłużej niż jeden dzień. Dlatego w tym roku urodziny każdego członka rodziny świętujemy przez cały tydzień. 

Zaczęłam wypisywać różne rzeczy, które możemy wspólnie zrobić, aby przez cały tydzień świętować urodziny mojego męża. W luźny sposób, nie ograniczając się, wypisywałam je w kalendarzu. Jednego dnia wpadł mi do głowy jeden pomysł, następnego kolejne. Wszystko wpisywałam na moją listę, nie oceniając pomysłów i nie decydując, co zrealizuję, a co nie. Ten proces trwał około dwa tygodnie.

Ważne było dla mnie to, aby nie były to spektakularne sprawy. Organizowanie na każdy dzień wielkiego wydarzenia wymagałoby ode mnie ogromnej ilości przygotowań, zaangażowania, pracy, czasu i energii. Aktualnie nie mam ich w takiej ilości, więc zastanawiałam się, co mogłabym zrobić w okolicznościach, w jakich jestem.

 

Stwierdziłam, że będą to raczej drobne sprawy dostosowane do potrzeb, oczekiwań i języka miłości danej osoby. Ponieważ mój mąż generalnie nie przepada za prezentami materialnymi (mówi, że nie potrzebuje konkretnych rzeczy, bo wszystko, czego potrzebuje, już ma), postanowiłam przygotować dla niego różne formy wspólnych aktywności. Bycie ze sobą, wspólna zabawa, wspólnie spędzony czas są dla niego najważniejsze. Stwierdziłam więc, że pójdziemy w tym kierunku. I okazało się, że te pomysły na urodziny to był strzał w dziesiątkę!

 

Krok 2 – Decyzja o tym, co zrobić i jak to zrobić.

Stwierdziłam, że w przygotowania wciągnę też dzieci, aby były członkami tego „spisku”. To oczywiście oznaczało, że nie wszystko utrzymamy w tajemnicy, ale zależało mi na tym, aby uczestniczyli w przygotowaniach, robiąc to, co są w stanie. 

 

Jakie aktywności przygotowaliśmy?

1. Przygotowałam napis z liter wyciętych z papieru: „Urodzinowy tydzień Adriana”. Napisałam litery na kolorowych kartkach, najstarszy syn pomagał mi je wycinać. Wspólnie nakleiliśmy je na kartkę i odpowiedniego dnia (wieczorem przed dniem urodzin) powiesiłam ją na ścianie przy stole, przy którym wspólnie jemy posiłki. Napis przez cały tydzień wisiał w naszym domu.

 

2. Wieczorem przed dniem urodzin przygotowałam stół: nakryłam go obrusem, postawiłam ładne kieliszki, w których będziemy pić sok (nie pijemy alkoholu). Rano przygotowałam proste śniadanie – jajecznicę, którą wszyscy lubimy, a do tego pokrojone warzywa. Wszystko ułożyłam tak, aby stół ładnie wyglądał i było przyjemnie. Zadaniem dzieci było zatrzymanie taty, jeżeli chciałby wchodzić do kuchni. Kiedy wszystko było gotowe, “wpuściliśmy” Adriana do kuchni i zaśpiewaliśmy mu “Sto lat”. 

 

3. Na jeden z dni świętowania przygotowaliśmy karteczki z podziękowaniami. Na 15 niewielkich kartkach wypisałam, za co chcemy podziękować Adrianowi. Dzieci mi dyktowały, a ja zapisywałam, podpisując ich imionami. Później rozłożyliśmy je w różnych częściach domu, żeby w różnych momentach dnia mąż mógł je znaleźć i odczytać. Chłopcy cieszyli się, że położyliśmy je w różnych dziwnych miejscach (w butach czy w szufladzie z bielizną). 

 

4. Na jeden z dni zaprosiłam naszych znajomych, którzy mieszkają blisko, aby przyjechali do nas, robiąc Adrianowi niespodziankę. Wspólnie zamówiliśmy pizzę i spędziliśmy miło czas.

 

5. Na jeden dzień zaprosiłam moją mamę z mężem, prosząc, aby przynieśli coś słodkiego. Zdecydowaliśmy się na lody, bo Adrian nie przepada za ciastem. Przynieśli roladę lodową, która dla dzieci była dodatkowym powodem do radości (szczególnie, że w zimie znacznie rzadziej jemy lody).

 

6. Zorganizowaliśmy domową, rodzinną imprezę taneczną, a innego dnia poszliśmy razem na spacer po lesie.

 

7. W planie było jeszcze wyjście moje i męża na koncert (dzieci miały zostać pod opieką babci), natomiast nie udało się to z powodu nagłej choroby. 

Zauważ, że wszystkie te działania były mało skomplikowane. Nie wymagały ode mnie wielu przygotowań. Potrzebne było wyłącznie ich wymyślenie i kilka prostych działań, by doszły do skutku. 

 

KROK 3 – Wykonanie wcześniej wszystkiego, co można.

Kiedy już miałam rozpiskę planowanych działań, przy każdym zapisałam, co muszę zrobić, aby doszły do skutku. Odezwać się do mamy i do znajomych. Przygotować litery do napisu. Zanotować karteczki z podziękowaniami. 

Rozpisałam, które działanie wykonamy w który dzień: w poniedziałek uroczyste śniadanie, we wtorek goście i pizza, w środę impreza… I powoli zaczęłam nas przygotowywać.

Jednego dnia wycięłam karteczki ze złotego papieru, drugiego dnia dzieci mi dyktowały swoje podziękowania, innego dnia ja sama coś napisałam od siebie. Poświęcałam na to po 5 – 10 minut. Dzięki temu, że wszystko spisałam wcześniej, wiedziałam, jakie zadania mam do wykonania i powoli je realizowałam. 

Cały ten proces przygotowań i później tydzień świętowania dał dużo radości naszym dzieciom, mi i przede wszystkim Adrianowi. Ja sama przekonałam się, że nie wymaga to ogromu czasu i energii – tego przede wszystkim się obawiałam, kiedy myślałam o celebrowaniu ważnych wydarzeń. Najważniejsze okazało się poświęcenie niewielkiej ilości czasu z wyprzedzeniem na obmyślenie pomysłów. I realizowanie ich małymi krokami.

 

Może w najbliższym czasie czeka na Ciebie jakieś ważne wydarzenie. Zachęcam Cię: zacznij spisywać pomysły na urodziny, co możesz i chcesz zrobić, aby ten dzień różnił się od pozostałych dni w roku. Wybieraj drobne działania dostosowane do języka miłości danej osoby. Małymi krokami realizuj wybrane aktywności.

Wasza rodzina zyska większe poczucie bycia drużyną, która wspiera siebie nawzajem i wspólnie świętuje ważne wydarzenia.

Jak mówić o swoich emocjach, aby zostać usłyszanym?

jak mówić o emocjach?

W artykule: Nie wiesz, jak mówić o emocjach? Spotykasz się ze ścianą z drugiej strony i nie masz pojęcia, co z tym zrobić? Przeczytaj artykuł.

Czy zdarzyło Ci się, że chciałeś powiedzieć komuś o tym, jak się czujesz, a zostało to odebrane jako atak na tę osobę? Albo zostało zignorowane? Albo ktoś próbował przekonać Cię, że nie, na pewno wcale tak się nie czujesz, jak to przedstawiasz?

Dlaczego tak jest? Skąd te trudności w porozumieniu? I jak to zmienić: jak mówić o swoich emocjach, aby zostać usłyszanym? 

 

Zanim przejdziemy do tematu, chcę zaznaczyć: wszystko, co piszę w moich artykułach dotyczy problemów w relacjach, a nie problemów z uzależnieniami, przemocą lub chorobami psychicznymi. Te trudności wymagają odrębnych rozwiązań. Pochodzą one z tych obszarów, nie z obszaru budowania relacji. Nie zapominaj o tym. Jeśli dotyczy Cię kwestia uzależnienia w rodzinie, przemocy lub chorób psychicznych, poszukaj wsparcia u specjalistów w tych tematach.

 

Punkt zapalny

Kilka miesięcy temu byliśmy na ślubie i weselu naszego przyjaciela. Mój mąż, Adrian był świadkiem i wspólnie zdecydowaliśmy, że weźmiemy również nasze dzieci. Szłam tam z entuzjazmem i nadzieją, że będzie nieco czasu, aby spędzić wspólnie, potańczyć z moim mężem i porozmawiać z nim. Wiedziałam, że będą z nami dzieci, więc pojawią się utrudnienia. Jednak na weselu miały być inne dzieci, więc liczyłam na to, że będą bawić się wspólnie.

Ponieważ mój mąż był świadkiem, siedzieliśmy przy stole pary młodej. Ułożenie sali spowodowało, że ten stół był oddalony od pozostałych. Od początku Adrian angażował się w różne obowiązki świadka, a ja stałam obok. I z każdą chwilą czułam się coraz gorzej. 

 

jak mówić o emocjach?

Czułam się strasznie samotna…

Towarzyszyło mi narastające napięcie w ciele i wielka gula w gardle. Miałam trudności ze spojrzeniem mojemu mężowi w oczy, czując, że w każdej chwili mogą polecieć z nich łzy. Czułam się coraz bardziej samotna. Większość naszych przyjaciół przyszła jednak bez dzieci. Ja z naszymi siedziałam przy stole daleko od nich. 

W głowie pojawiały mi się różne myśli: “Po co ja tu w ogóle jestem? Gdyby mnie nie było, wyszłoby na to samo, nikt by nawet nie odczuł różnicy… A Adrian? Dla innych ma czas i uwagę, a ja muszę się narzucać, żeby ze mną porozmawiał…” 

Fakty, były takie, że mój mąż zajmował się naszymi dziećmi, jeśli tylko tego potrzebowały. Prosił mnie do tańca, uśmiechał się, zagadywał. Kiedy nasza córka Karolina, była zmęczona, chciała być na rękach głównie u mnie. Jednak Adrian bardzo starał się ją przejąć, zagadać, wziąć na ręce. Czasami się to udawało, ale ostatecznie ja ją nosiłam i tańczyłam z nią na rękach, bo już nie chciała pójść do nikogo innego.

Pomimo tego czułam jakby ścianę pomiędzy mną a innymi ludźmi, szczególnie moim mężem. Doskwierał mi smutek, żal, poczucie samotności i bycia z dala od wszystkich. Z każdą chwilą się powiększał. 

 

Gdy ogarniają Cię nieprzyjemne emocje…

Wiedziałam, że nie jest to dobry czas na rozmowę z moim mężem. Podczas takich wydarzeń, kiedy jeszcze spoczywa na nim odpowiedzialność związana z byciem świadkiem, jest mu trudno oderwać myśli i uwagę od tego, co dzieje się w danym miejscu. Byłam też pewna, że w tym momencie ja nie jestem w stanie mu o tym powiedzieć w konstruktywny sposób, a on nie będzie w stanie usłyszeć mnie pomimo kiepskiej formy komunikatu.

Niegdyś w takiej sytuacji, próbowałabym już podczas wesela powiedzieć coś Adrianowi albo zaraz po jego zakończeniu stwierdziłabym, że źle się tam czułam, bo miałam wrażenie, że zwraca uwagę na wszystkich wokół, tylko nie na mnie. 

Jaki efekt miały jednak takie komunikaty? Po moich słowach mój mąż siedział i milczał. Ja z każdą chwilą czułam, że gula w gardle rośnie coraz bardziej. Po mojej głowie krążyły myśli: “Zrób coś w końcu, powiedz coś!”. Zwykle z płaczem wychodziłam z pokoju, rzucałam się na poduszkę i szlochałam. Miałam poczucie, że on mnie nie rozumie i nie kocha. 

Tak było kiedyś w naszym małżeństwie. Takie “rozmowy” kończyły się większym nieporozumieniem i potrzebowaliśmy sporo czasu, aby wrócić do siebie.

 

jak mówić o emocjach?

Dlaczego mąż Cię nie słucha, gdy mówisz o emocjach?

Jeśli jesteś kobietą i czytasz powyższe słowa, jakie myśli rodzą się w Twojej głowie? Może: “U nas jest tak samo, nic się nie da mu powiedzieć, wszystko traktuje jako atak albo milczy!” Jeśli utożsamiasz się z tymi sytuacjami, być może nie wiesz jak mówić o emocjach. Dlatego czytaj dalej, bo mam dla Ciebie zaskakujące wieści.

Dziś wiem, że to ja sama wydobywałam z niego właśnie taką reakcję.

Nie, nie dlatego, że jemu nie da się nic powiedzieć i nie chce wiedzieć, jak się czuję. Raczej dlatego, że mój sposób mówienia stawiał go na pozycji obronnej albo wywoływał poczucie porażki. Swoimi słowami pokazywałam mu, że mnie zawiódł – a to nie jest przyjemny stan dla żadnego mężczyzny.

 

Jak poradziłam sobie w opisanej wyżej sytuacji?

Zaopiekowałam się sama sobą na tyle, na ile potrafiłam. Zaczęłam stosować znane mi sposoby na wrócenie do równowagi, jednocześnie dążąc do wzięcia odpowiedzialności za to, co się we mnie dzieje:

  • Zastanawiałam się, za co mogę być w tej chwili wdzięczna – na przykład za sam fakt bycia w tym miejscu wspólnie z całą rodziną. 
  • Zatrzymywałam się na odczuciach w moim ciele, oddychając głęboko i pozwalając im, by przeminęły.
  • Zagadywałam naszych przyjaciół, skupiając uwagę na nich i ciesząc się wspólnym czasem.

Możesz wyobrazić sobie opisywane teraz działania jako małe dawki jedzenia, które regularnie spożywasz, aby utrzymać swoje ciało w dobrym stanie. Nawet, jeśli są bardzo małe, jesteś w stanie przetrwać, chociaż czasem wiąże się to z kiepskim samopoczuciem.

Te działania pomagały na jakiś czas, później znów wracały nieprzyjemne doznania i myśli. Ten wieczór spędziłam zmagając się sama ze sobą. Spokój przeplatał się z frustracją i zniechęceniem. Ostatecznie jednak widziałam go jako czas zwycięstwa. Miałam też pewność, że przyjdzie odpowiedni moment na wyciągnięcie wniosków z tego, co się wydarzyło i rozmowę z moim mężem.

 

Jak mówić o emocjach by zostać wysłuchaną?

Następnego dnia te wydarzenia wciąż do mnie wracały. Zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło. Skąd we mnie te doznania, myśli i emocje? Przeszłam przez proces, który opisałam w poprzednim rozdziale. Byłam gotowa na rozmowę.

Wieczorem powiedziałam mojemu mężowi:

Adrian, bardzo Cię kocham i cieszę się, że mogliśmy być razem na tym weselu.

Dziękuję, że zajmowałeś się dziećmi i tak bardzo starałeś się przejąć Karolinę, kiedy była zmęczona. Chcę, żebyś wiedział, że to dla mnie był trudny czas. Chcę się podzielić tym, co działo się u mnie, Ty nie zrobiłeś nic złego. Szłam na to wesele z oczekiwaniem, że będziemy mieć więcej czasu i uwagi dla siebie nawzajem. W sumie nawet Ci o tym jasno nie powiedziałam… A później się w tym pogubiłam: wiedziałam, że w każdej chwili dzieci mogą przyjść i było mi trudno szybko przechodzić od bycia z nimi do beztroskiego tańca z Tobą. Ty byłeś świadkiem, byliśmy daleko od reszty, inni byli bez dzieci i rozmawiali ze sobą i trudno było mi się w tym wszystkim odnaleźć.

W przyszłości bardzo by mi pomogło, gdybyś dał mi kilka minut pełnej uwagi, żebym poczuła, że jesteś tylko ze mną, że patrzysz tylko na mnie. Natomiast tak czy siak ja będę pracować nad tym, jak się czuję w podobnych sytuacjach”. 

 

To był komunikat, który mu przekazałam. Oczywiście nie brzmiał on dokładnie tak, jak teraz napisałam. Był przerywany słowami Adriana i na pewno niektóre odczucia ubrałam w inne stwierdzenia. Kiedy powiedziałam mu, co by mi pomogło, wspólnie zaczęliśmy się śmiać. Mój mąż powiedział, że przecież wiem, że to jest nierealne. On w takich sytuacjach jest jak pies, który nie wie, na czym skupić swoją uwagę i biega to tu to tam – to są jego własne słowa.  

Sens moich słów był następujący: ściana, którą czułam pomiędzy mną, a innymi, pochodziła ze mnie, a nie z tego, co robił on. On dawał mi uwagę, dobre słowa, obecność na miarę swoich aktualnych umiejętności (i wcale nie było tego mało). To ja byłam jakby za ścianą i jego działania do mnie nie docierały. 

 

Jak mówić o emocjach w sposób, który buduje Twoje małżeństwo?

W tego typu sytuacjach, kiedy nakłada się na siebie wiele różnych czynników (miejsce, duża ilość wrażeń, ludzie wokół nas), rzadko mówię mężowi o swoich emocjach na gorąco. Nie dlatego, że nie można tego robić od razu. Dlatego, że zwykle nie jestem w stanie tego zrobić w sposób, który nas do siebie zbliży.  W opisanej sytuacji potrzebowałam kilka godzin, żeby zrozumieć, co się we mnie dzieje i nie obwiniać Adriana o to, jak się czuję. 

Krótka rozmowa, którą odbyliśmy, sprawiła, że staliśmy się sobie bliżsi. On lepiej mnie zrozumiał i następnym razem będzie wiedział, co się u mnie dzieje. Ja sama lepiej rozumiem siebie i mogę spokojnie zastanowić się, czego potrzebuję, aby przeżywać takie sytuacje spokojniej. 

Nie sugeruję, że nie można mówić o emocjach od razu. Podam Ci teraz kilka wskazówek, czym warto się kierować. Dzięki temu sama zdecydujesz, kiedy wolisz to zrobić “na gorąco”, a kiedy odczekać nieco czasu. 

 

Kilka wskazówek jak mówić o emocjach

Zacytuję najpierw fragment z książki „The Ten-Second Miracle”, autorstwa Gaya Hendricksa. Jest on bardzo doświadczonym terapeutą, który już kilkadziesiąt lat pracuje w tym zawodzie i dzieli się swoim doświadczeniem w książkach i programach, które stworzył wspólnie z żoną.  

Jest tylko jeden sekret tego, by poczuć się równym z innymi ludźmi: zauważ wszystko, na co narzekasz, zarówno na głos, jak i cicho w swojej głowie i zadeklaruj pełną odpowiedzialność za obecność danej rzeczy w swoim życiu. Weź głęboki oddech i powiedz: “To ja spowodowałem pojawienie się tego.” Pójdź jeszcze dalej i zakończ bycie ofiarą, deklarując: “Mogę protestować, ile tylko chcę, ale to nie zmieni faktu, że zawsze jestem odpowiedzialny za to, w jakim kierunku podąża moje życie”.

 

Autor podkreśla, że to musi być 100% odpowiedzialności, nie 98% i nie 102%. W chwili, kiedy bierzemy więcej lub mniej, zaczynamy traktować siebie jako ofiarę albo zaczynamy być prześladowcą drugiego człowieka.

Kiedy bierzesz swoje 100% i jednocześnie zostawiasz przestrzeń dla drugiej osoby, żeby ona mogła wziąć jej 100%, wchodzisz w obszar swojej sprawczości. Wtedy możesz szukać rozwiązania dla nurtującego Cię problemu. 

Nie jesteś w stanie mądrze, szczerze i otwarcie mówić o swoich emocjach, jeżeli nie bierzesz 100% odpowiedzialności za to, co się dzieje w Tobie.

 

jak mówić o emocjach?

Co się dzieje, gdy bierzesz na siebie 100%?

W swojej książce Hendricks podkreśla, że wielu ludzi, kiedy słyszy coś takiego, odczuwa lęk. Co będzie, jeśli ja zacznę brać 100%, a inni nie? Autor odpowiada jednak, że jego kilkudziesięcioletnie doświadczenie pokazuje, że jest to jedyny sposób, żeby zainspirować innych, żeby również wzięli swoje 100%. Wiąże się z ryzykiem i rodzi obawy, ale tylko on ma szansę powodzenia. 

Nie obwinianie, wytykanie błędów, pokazywanie, co inni zrobili źle. One nie inspirują, mogą jedynie skłonić kogoś do chwilowego podporządkowania się.

Kiedy byliśmy na weselu to ja czułam smutek, żal i samotność. To było moje doświadczenie i to ja zrobiłam mnóstwo rzeczy, żeby się we mnie pojawiło. Oczywiście, że moje “wywoływanie” tego doświadczenia było nieświadome. Pochodziło z mechanizmów, których używam, żeby zaspokajać potrzeby czy wzorców skupiania uwagi. Mój mąż dawał to, co był w wtedy w stanie dać. Gdybym była gotowa, żeby to przyjąć, mogłabym poczuć miłość i bliskość z nim. 

 

„To ja tworzę wszystkie swoje emocje, czy jest to smutek, złość, strach czy radość.” 

To jeszcze jeden cytat z Hendricksa. Dlatego pierwszym krokiem w mówieniu komuś o swoich emocjach jest wzięcie 100% odpowiedzialności za to, co czujesz i czego doświadczasz.

 

Jak mówić o emocjach, by wziąć na siebie 100% odpowiedzialności?

Jest to jeden z powodów, dla których często mówię o swoich emocjach później, już po zakończeniu trudnej dla mnie sytuacji. Kiedy wiem, że nie umiałabym powiedzieć, co czuję, biorąc 100% odpowiedzialności za to, wolę nic nie powiedzieć. Zawsze jednak wykorzystuję ten czas na to, aby zaopiekować się sobą. Korzystam ze wsparcia innych osób. Reguluję swoje emocje. Przygotowuję się do rozmowy. 

Nie, nie zamiatam problemów pod dywan, nie ukrywam tego, co się we mnie dzieje i nie udaję, że wszystko jest ok. Raczej wykorzystuję moje umiejętności, aby naprawdę wyrazić siebie w sposób, który nas zbliży do siebie, zamiast nas oddalić. Nie myl jednego z drugim: powstrzymanie się od mówienia w niektórych sytuacjach nie oznacza udawania, rezygnowania czy podporządkowania się. To byłoby budowanie małżeństwa na rozbitym szkle, a do tego nigdy nie będę Cię zachęcać.

W opisanym wypadku to świadoma decyzja, by przygotować się do tego, co przede mną.

Później, kiedy wrócę do siebie i jestem gotowa wziąć odpowiedzialność, zaczynam mówić. Ale ten pierwszy krok jest fundamentem, na którym opiera się wszystko.

 

Powyższy artykuł to fragment e-booka „Jak sobie radzić, kiedy emocje przejmują kontrolę?”. Jeśli chcesz go przeczytać, aby poznać cały proces mówienia o swoich emocjach, wszystkie informacje znajdziesz tutaj (KLIKNIJ). 

Skąd wziąć siłę do działania, kiedy codzienne życie przytłacza?

skąd wziąć siłę do działania

W artykule: Masz czasem wrażenie, że nie dasz już więcej rady: w małżeństwie kiepsko się dzieje, dzieci szaleją, a dom nie chce się sam posprzątać? Skąd wziąć siłę do działania, kiedy tyle spraw wymaga Twojej uwagi?

Małżeństwo. Dzieci. Praca zawodowa. Sprzątanie. Gotowanie. I w tym wszystkim Ty.

Jeśli tutaj jesteś, podejrzewam, że czujesz, że nie dasz już rady. Codzienność wydaje się być tak męcząca i przytłaczająca. Może i byś chciała dokonać jakieś zmiany w swojej relacji małżeńskiej, ale skąd wziąć na to siły? Może i byś chciała zmienić coś w wychowaniu dzieci, ale skąd wziąć na to siły?

Niekiedy brak sił dotyczy stricte zmęczenia fizycznego. Na ten temat pisałam w artykule: „Odkryj skuteczną metodę na stres poprzez drobną zmianę zachowania”(kliknij), „3 podpowiedzi, jak wygrać walkę ze stresem raz na zawsze” (kliknij) i „Zrób sobie przerwę jako mama” (kliknij).

Co jednak robić, kiedy brak sił dotyczy zmęczenia psychicznego: zniechęcenia, znużenia, braku nadziei na zmianę czy rezygnacji?

 

skąd brać siłę do działania

 

Mam wszystko robić sama?!

Czasem słyszę od Was: “Czy ja mam sama/sam odmienić relację? Ja mam już dość tego, że wszystko robię sama/sam!!!” 

Moja odpowiedź brzmi: „Nie!! Nie musisz sama. Nawet nie możesz sama.”

Potrzebujesz towarzystwa osób, które tak jak Ty są na tej drodze. Potrzebujesz innych, którzy będą dla Ciebie wsparciem, podporą, inspiracją i motywacją wtedy, kiedy masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Bez innych osób obok Ciebie łatwo jest zrezygnować. Zniechęcenie i zmęczenie wezmą górę. To właśnie inni ludzie często są odpowiedzią na pytanie, skąd wziąć siłę do działania. Chcę Ci pokazać, że budowanie Grupy Mocy może stać się dla Ciebie przełomem w dokonywaniu zmian w sytuacji Twojej rodziny.

To wszystko, o czym dziś piszę, dotyczy przede wszystkim wsparcia psychiczno-emocjonalnego. Nie chcę, żebyś myślała, że sugeruję, że masz wszystkie domowe obowiązki wykonywać sama lub zajmować się dziećmi sama. To są zupełnie inne tematy. W kwestii obowiązków i dzieci konieczna jest współpraca z mężem, która doprowadzi do tego, że stworzycie dom, w którym każdy czuje się dobrze.

Jednak aby dojść do punktu, w którym ta współpraca jest możliwa i realna, niekiedy trzeba nauczyć się mnóstwa umiejętności i wykonać pewną pracę wewnętrzną. O tym jest ten artykuł: skąd wziąć siłę do działania, aby nie rezygnować z prawdziwego budowania relacji nawet, jeśli chwilami jest naprawdę ciężko.

 

Skąd wziąć siłę do działania, kiedy chcesz dokonać przemiany w relacjach?

Narzędzie „Prawa Ręka – Lewa Ręka” w sposób szczegółowy opisuję w czasie wyzwania Małżeński Starter (możesz do niego dołączyć w każdej chwili). W skrócie: ludzi wokół Ciebie można podzielić na dwie główne grupy:

  1. rodzina i przyjaciele,
  2. Grupa Mocy.

Każda z tych grup charakteryzuje się innymi cechami, ma wobec Ciebie inne oczekiwania i Ty również innych rzeczy możesz wymagać od nich.

Rodzina i przyjaciele to te osoby, które, z różnych powodów, aktualnie nie podejmują świadomej pracy nad sobą – nie czytają rozwojowych książek, nie biorą udziału w kursach i warsztatach. To nie oznacza, że coś z nimi nie tak – po prostu są w tej chwili w takim punkcie swojego życia. Od Ciebie oczekują i potrzebują przede wszystkim akceptacji, bezwarunkowej miłości i wsparcia. Nie mają ochoty słuchać Twoich porad i nie chcą, żebyś je „naprawiał”.

 

Grupa Mocy jest jednym z fundamentów pracy nad sobą. To osoby, które tak jak Ty chcą się rozwijać w danej dziedzinie: uczyć, dzielić, wspierać, motywować, inspirować i towarzyszyć Ci w tym procesie. Możesz do nich pójść, ciesząc się sukcesami i opowiadając o tym, co nie wyszło. Pytasz ich, co robić dalej. To osoby, które przypominają Ci kim jesteś, kiedy Ty o tym zapominasz. Wzmacniają Cię, kiedy nie masz już siły.

Budowanie swojej Grupy Mocy jest fundamentem, a nie miłym dodatkiem. Mam nadzieję, że przestaniesz spychać ten temat na wieczne: „Zajmę się tym kiedyś…” To coś obowiązkowego: jeśli chcesz budować szczęśliwe relacje, uczyć się skutecznego wspierania dzieci i przy tym wszystkim cieszyć się życiem (zgodnie z tym, że jedna osoba może odmienić każdą relację), po prostu musisz ją mieć. Musisz.

Tu mogłabym postawić kropkę i zakończyć ten artykuł. Bo jeśli nie weźmiesz sobie tego do serca i nie zaczniesz jej budować, nie ma sensu czytanie innych artykułów na moim blogu.

Grupa Mocy

Przejmij inicjatywę, aby mieć siłę do działania

Główny problem jest jednak taki, że Grupy Mocy nikt Ci nie wręczy w prezencie.

Byłoby miło, gdyby któregoś dnia ktoś zapukał do Twoich drzwi i z uśmiechem powiedział: „Bardzo chciałabym być Twoją Grupą Mocy!! Co o tym myślisz?”

Ale tak się nie wydarzy. To Ty potrzebujesz przejąć inicjatywę i zacząć działać. M
usisz sama ją zbudować – nie powstanie ona bez wysiłku z Twojej strony. W rodzinie po prostu się rodzisz i nie musisz nic robić, aby ją mieć. Grupę Mocy musisz świadomie budować i inwestować w nią swoją uwagę, czas i pieniądze. Jej budowanie wymaga od nas umiejętności, których może musisz się nauczyć. Jest to jednak możliwe do osiągniecia.

A przede wszystkim jest niezbędne, jeśli chcesz mieć spełnione, kwitnące relacje i być osobą, która te relacje odmienia. 

Dlatego dam Ci kilka wskazówek, jak zbudować taką grupę – gdzie ją znaleźć i kogo do niej zaprosić. Wszystko po to, abyś wiedział, skąd brać siły do działania.

 

Grupę Mocy można tworzyć w dwie osoby. Wtedy kontakt między Wami może być znacznie bardziej intensywny, nawet codzienny w formie smsów, sprawozdań, przypominajek czy krótkich wiadomości audio (na przykład za pośrednictwem Messengera). 

W przypadku większej grupy w grę wchodzą spotkania na żywo lub online (w ramach grupy na FB lub spotkań za pomocą Skypa czy Zooma). 

 

Gdzie szukać osób do Grupy Mocy? 

  1. Rozejrzyj się wśród osób, które już znasz.

Może jakaś przyjaciółka/przyjaciel chce pracować nad sobą w podobny do Ciebie sposób i jest gotowa robić to wspólnie? Ja mam właśnie taką przyjaciółkę, z którą znamy się już duuuużą ilość lat i nasza przyjaźń przerodziła się w Grupę Mocy.

 

2. Sprawdź wśród osób, które razem z Tobą biorą udział w kursach.

Jeśli bierzesz udział w jakimś kursie online, często towarzyszą mu grupy na FB. Zachęcam: czytaj, obserwuje, poszukaj kogoś, z kim czujesz pozytywne wibracje i zapytaj, czy chciałby tworzyć z tobą Grupę Mocy.

 

3. Jeśli możesz, bierz udział w warsztatach na żywo.

Podobnie jak w przypadku kursów online, poszukaj kogoś, z kim czujesz pozytywną więź. Bardzo zachęcam Cię do brania udziału w warsztatach, kursach i konferencjach na żywo. Chociaż sama prowadzę ogrom kursów i szkoleń za pośrednictwem internetu, zapewniam, że nie wszystko da się zrobić bez spotkania twarzą w twarz z drugim człowiekiem.

 

4. Sprawdź w mojej grupie na FB.

Jest ona dobrym miejscem do znalezienia takich osób – wystarczy zapytać.

 

5. Sprawdź, czy w Twoim mieście powstała Grupa Mocy.

W kilku miastach w Polsce powstały większe grupy, spotykające się co jakiś czas i pracujące na metodologii, którą proponuję. Możesz dołączyć do nich. W najbliższym czasie zbiorę informacje o tych grupach, abyś wiedziała, gdzie ich szukać.

Skąd wziąć grupę mocy

A co z tworzeniem grup na Facebooku?

Osobiście nie polecałabym tworzenia dużych grup online do wspierania siebie nawzajem, jeśli nie macie wśród siebie osoby, która czuwałaby nad nią zarówno pod względem organizacyjnym, jak i merytorycznym.

Grupy na FB rządzą się swoimi prawami. Ludzie są bardzo przyzwyczajeni do dawania porad, wylewania żali, oskarżania innych, pisania tego, co sami sądzą na jakiś temat, bez wiedzy, do jakich rezultatów może doprowadzić proponowane przez nich działanie. Trzeba włożyć ogrom pracy, aby taką grupę ukształtować i prowadzić w konkretnym kierunku.

Właśnie dlatego jakiś czas temu moja grupa zmieniła nieco sposób funkcjonowania. Aktualnie nie mam możliwości czuwać nad nią na tyle, na ile byłoby to konieczne. Wyłącznie podczas kursów jest u mnie miejsce na zadawanie pytań dotyczących konkretnych sytuacji z życia, kiedy poświęcam czas na to, aby kursantkom towarzyszyć i być z nimi. Jeśli tego nie macie, grupa bardzo łatwo przerodzi się w kolejne miejsce, podobne do innych, gdzie każdy pisze, co tylko mu się podoba i porady sypią się jak szalone.

Jeśli więc wspieracie się wyłącznie online, to raczej w małej grupie, kilkuosobowej, w której wiecie, że te osoby rzeczywiście korzystają z materiałów i się z nich uczą.

Niedawno Pani Swojego Czasu nagrała film, w którym opowiada o sieci wsparcia w realizacji celów – znalazł się tam bardzo ciekawy fragment dotyczący roli i zadań mentora. Jeśli chcesz dowiedzieć się, czym różni się grupa, która pracuje z mentorem od tej, która działa sama, zerknij tutaj (KLIKNIJ) – o wsparciu mentora posłuchasz od minuty 23:28.

 

Jak rozpoznać, jaką osobę zaprosić do swojej Grupy Mocy?

Jeśli poszukujesz jednej osoby do wzajemnego wspierania się, warto kierować się trzema zasadami:

  • Szukaj różnic. 

Jeśli znasz mój pakiet „Rodzicielstwo Pełne Spokoju – pytania i odpowiedzi”, znane Ci są typy energii, z którą idziemy przez życie (są to typy nieco podobne do znanych powszechnie typów osobowości). Warto szukać osób o innym typie, niż Ty sama. Zwykle dobrze się dogadujemy z ludźmi tego samego typu, natomiast więcej wzrostu i uczenia się wynika z różnic. Mamy wtedy inne podejście, perspektywę, poszerzenie horyzontów na dany temat. Nie szukaj drugiej siebie w ludziach. 

  • Szukaj kogoś, kto jest w innym punkcie życia, niż Ty (szczególnie w temacie, który zajmuje najwięcej Twoich myśli i emocji).

Jeśli obie przechodzicie potężny kryzys małżeński, trudno będzie Wam być dla siebie Grupą Mocy w temacie małżeństwa. Jeśli obie nie radzicie sobie z agresją dzieci, trudno będzie Wam być dla siebie Grupą Mocy w tym temacie. Chodzi o to, aby druga osoba miała inną perspektywę na dany temat, mniej emocji z nim związanych i zachowywała więcej spokoju, kiedy będziesz się z nią dzielić swoimi problemami. 

  • Nie bój się, jeśli się nie uda.

Wybór osoby do Grupy Mocy to nie jest wybór jeden na całe życie. Nie musisz obawiać się, że masz tylko jedną szansę, a jeśli jej nie wykorzystasz, wszystko będzie stracone.

Możecie jasno powiedzieć sobie od początku: “Nie jestem pewna, jak to się wszystko nam uda, robię to pierwszy raz, nie mam dużego doświadczenia. Zachowajmy otwartość na to, że może okazać się, że nie będziemy sobie w stanie pomóc. Wtedy po prostu obie poszukamy kogoś innego.”

 

Zapraszam Cię do tego, aby rozejrzeć się wokół siebie i rozpocząć proces budowania Grupy Mocy. To jedno z najlepszych miejsc, z których możesz brać siłę do działania. Te osoby będą Twoim oparciem, kiedy będziesz mieć ochotę zostawić wszystko i uciec.

“Królowa czy Farmerka? – kim jesteś i dlaczego akurat takie opcje Ci daję?

W artykule: Wiele małżonków żyje w świecie obwiniania: mąż obwinia żonę o wszystko, ona jego, albo każde z nich samego siebie. Pomogę Ci zobaczyć Twoje życie w innym świetle i nauczyć się, jak wydobywać to, co najlepsze z samej siebie i ludzi wokół, bez uciekania się do obwiniania kogokolwiek.

– Jesteś, jak większość kobiet na świecie, farmerką, która hoduje żaby. Niektóre kobiety wydobywają księcia z żaby, natomiast tobie udaje się odwrotna sztuka: księcia przemieniasz w żabę.

Takie słowa trzydzieści lat temu usłyszała Alison Armstrong i zmieniły one kierunek jej życia. Razem z przyjaciółką brała udział w seminarium, podczas którego jej towarzyszka zadała pytanie: dlaczego mężczyźni, którzy na początku związku byli tak cudowni, okazywali mnóstwo uwagi, troski, dawali prezenty i chodzili na randki, po pewnym czasie związku zmieniają się nie do poznania – pracują nieomal całe dnie, a w pozostałym czasie oglądają telewizję, okazując minimalną uwagę swojej żonie?

Rozróżnienie pomiędzy królową a farmerką pojawiło się własnie w odpowiedzi na to pytanie. W umyśle Alison ta idea wpadła na podatny grunt i przed jej oczami przemknęły wszystkie jej wcześniejsze relacje, w których każdy kolejny miesiąc obnażał coraz gorsze cechy mężczyzny, z którym była. Czy to możliwe, że ona jakoś się do tego przyczyniła?

 

Od tego dnia rozpoczęła ona “studiowanie mężczyzn”, które trwa do dzisiaj. Od początku zadawała sobie jedno główne pytanie: Co, jeśli mężczyźni reagują na to, co robią kobiety? Fascynowało ją to, że jeden i ten sam mężczyzna może w zupełnie inny sposób traktować różne kobiety obecne w jego życiu: do jednej odnosi się, jak do królowej, a do innej jak do kumpla z baru. Jeszcze inną zbywa ostrymi, nieprzyjemnymi uwagami.

Spojrzenie na samą siebie z perspektywy “Farmerki, która hoduje żaby” było dla niej uwalniające. Jeśli jest coś, co nieświadomie robiła, by wydobywać z mężczyzn ich najgorsze cechy, równie dobrze może nauczyć się tego nie robić! 

 

Czy mam zatem zgodzić się, by mąż mnie o wszystko obwiniał?

Czy myślenie w tych kategoriach oznacza, że wzięła całą winę za zachowanie mężczyzn na siebie?

Nie! 

Warto jednak pamiętać, że relacje międzyludzkie opierają się na prawie “zapalników i reakcji”. Twój mąż coś robi, Ty reagujesz, on później reaguje na Twoje zachowanie itd. Twoje działanie (słowa, gesty, mimika twarzy itd.) jest zapalnikiem (ang. trigger) do jego określonej reakcji. Nie da się uciec od tej zależności.

Można jedynie nauczyć się, jak wykorzystać ją w dobry sposób, by wydobywać to, co najlepsze z samego siebie i drugiej osoby, zamiast tego, co najgorsze.

Zilustruję to prawo “zapalników i reakcji” przykładem, który znalazłam w książce “10 sposobów, które pomogą naprawić nasze małżeństwo” autorstwa Gottmanów i J. DeClaire. Jest to zapis prawdziwej rozmowy, która odbyła się między małżonkami, którzy byli obserwowani przez zespół badawczy Gottmanów.

 

– Chciałabym pogadać o tym, jak mógłbyś uczestniczyć w życiu rodziny, nawet kiedy twoja praca robi się stresująca.

– Ale kiedy mam nawał pracy, nie jestem w stanie myśleć o niczym innym.

– A rodzina ma wtedy siedzieć cicho.

– Nie.

– Musieliśmy po prostu miesiącami radzić sobie bez ciebie!

– Przesadzasz.

– Dlatego, że co prawda byłeś obecny ciałem, ale nie duchem. I to przez dłuższy czas.

– Nie twierdzę, że nie masz rację. Ale mam wrażenie, że nie szanujesz mojej pracy. Nie cenisz tego, że tyle haruję. Wszyscy czegoś ode mnie chcą i ty też.

– To chyba naturalne, że mam wobec ciebie jakieś wymagania! Jesteś moim mężem! Powinieneś być moim przyjacielem i mnie wspierać.

– Chcesz, żebym cię wspierał, ale sama tego nie robisz. Ciągle tylko wysuwasz pod moim adresem kolejne żądania.

 

Każda kolejna odpowiedź zarówno męża, jak i żony była reakcją na to, jaki zapalnik pojawił się po drugiej stronie. Bez konkretnych umiejętności budowania relacji wpadamy w bardzo przewidywalną dynamikę rozmowy – krytyka ze strony żony/męża wydobywa reakcję obronną lub atak. Tylko osoba, która nabędzie odpowiednie umiejętności jest w stanie zareagować w takiej sytuacji inaczej.

 

Jaka jest różnica między obwinianiem, a dostrzeganiem swojej roli w dynamice, która się dzieje?

Zachowanie drugiej osoby nie jest Twoją winą – jednocześnie zawsze jesteś elementem dynamiki, która odbywa się między Wami. Jesteś jej uczestnikiem i odgrywasz w niej określoną rolę.

Można powiedzieć, że każdy mężczyzna ma w sobie zarówno zalążek księcia, jak i żaby. Konkretne zachowanie, z którym do niego wychodzisz, albo go wzmacnia i inspiruje, by dał Ci to, co w nim najlepsze, albo go oddala i wydobywa z niego to, co nieprzyjemne. Czasem w relacji małżeńskiej zachowujemy się jak osoba, która kopie psa, a później zastanawia się, dlaczego ten pies ją ugryzł. Działa to w dwie strony – zarówno kobiety tak robią, jak i mężczyźni. 

To mocne słowa, ale sama doświadczyłam tego, jak łatwo wejść w taki schemat działania – kiedy nie miałam odpowiedniej wiedzy i umiejętności, wielokrotnie postępowałam wobec mojego męża w ten sposób. Najpierw mówiłam coś, co było dla niego jak cios nożem prosto w serce (wyobraź sobie, że w pierwszym roku małżeństwa powiedziałam coś w stylu: „Dla mnie seks w małżeństwie mógłby w ogóle nie istnieć” – konsekwencje tych słów ciągnęły się za nami przez kilka lat), a później dziwiłam się i denerwowałam, czemu on się wycofuje z rozmowy ze mną i spędza ze mną coraz mniej czasu. Mówiłam o nim źle wobec naszych przyjaciół, narzekałam nieomal na każdą sprawę, której w moich oczach nie wykonał „na 100%”, nie mówiłam jasno o moich potrzebach, a później miałam pretensje, że nie robi tego, co bym chciała…

Oczywiście, tak, jak kobieta może wydobywać z mężczyzny to, co najlepsze lub to, co najgorsze, tak samo on może wpływać na nią. Ponieważ jednak Ty tutaj jesteś, dlatego zwracam się do Ciebie i chętnie pomogę Ci uczyć się, jak przestać być Farmerką, która hoduje żaby. Mężczyzna również mógłby wykonać tę pracę, nikt nie sugeruje, że jest ona wyłącznie dla kobiet (w jego wypadku część tej pracy wyglądałaby inaczej, niż Twoja, ale każda osoba może odwrócić dynamikę relacji).

Chciałabyś być tą osobą, która uczy się nowych umiejętności? 

Nie, nie będę Cię obwiniać i biczować. Nie musisz przystawać na to, że mąż obwiania Cię o wszystko. Nie musisz sama siebie obwiniać.

Nie będę Cię zmieniać pod dyktando kogoś innego, byś przypodobała się mężczyznom. Wprost przeciwnie – pokażę Ci, jak stając się bardziej sobą, uzyskasz zupełnie nowe rezultaty. Honorując, doceniając i troszcząc się o samą siebie. Ucząc się, czego potrzebujesz, by czuć się dobrze w swojej własnej skórze. Oddzielając, co jest , a co nie jest Twoją odpowiedzialnością, a za co dotąd obwiniałaś siebie. Będziesz w końcu mogła przestać to robić. 

To właśnie znaczy być Królową, która może pomóc “narodzić się” księciu.

 

Co w takim razie zrobić?

Jeśli więc chciałabyś razem ze mną ćwiczyć nowe umiejętności, dołącz do wyzwania „Królowa czy Farmerka? Jak wydobywać to, co najlepsze z samej siebie i ludzi wokół?” Możesz rozpocząć w dowolnej chwili. Kliknij na poniższe zdjęcie, aby poznać szczegóły.

 

Czy stanowisz z mężem zgraną drużynę? – checklista

team małżeński

Już w poniedziałek 7 maja rozpoczynam wyjątkowy kurs: „Team małżeński. Jak zbudować związek, którego nic i nikt nie zdoła rozdzielić?”

 

Chcesz sprawdzić, czy już stanowisz taki team ze swoim mężem?

 

Obejrzyj krótki film poniżej, a później pobierz checklistę – sprawdź, w jakim punkcie dziś jesteś.

 

A jeśli stwierdzisz, że chcesz pójść o krok dalej w tworzeniu zgranej drużyny, dołącz do kursu „Team małżeński”. Możesz to zrobić tylko do niedzieli 6 maja!

 

Pobierz checklistę Team Małżeński (kliknij tutaj)

 

Dołącz do kursu tutaj (kliknij)

Wyrzuć wymagania w relacji do śmietnika (i zastąp je czymś lepszym)

jak stawiać wymagania

W relacji należy stawiać wymagania.

Wymagaj, aby inni traktowali Cię we właściwy sposób.

Miłość musi być wymagająca.

Ile razy słyszałaś tego typu słowa?

Ja często. Kierowanie się nimi spowodowało niezłe zamieszanie w moim małżeństwie.

jak stawiać wymagania

Ale po kolei.

 

Jak stawiać wymagania? – przykład z życia

Czym są wymagania?

„Wymagać” (według Słownika Języka Polskiego) to domagać się, życzyć sobie czegoś kategorycznie.

W relacjach wygląda to najczęściej tak:

Chcę być szczęśliwa i mam konkretne wyobrażenie, jak to osiągnę. Idę z tym do drugiej osoby i wymagam od niej, aby spełniła moje potrzeby, zrobiła to, co ja chcę, jak chcę i kiedy chcę. Wiąże się to zwykle z koniecznością zmiany w drugiej osobie. Wymagam więc zmiany jej zachowania: ma inaczej mówić, robić, działać, bo jej aktualne zachowanie czy słowa ranią moje uczucia, bolą, nie spełniają moich potrzeb, sprawiają, że nie czuję się kochana…

Aby to osiągnąć, będę uciekać się do różnych metod. Krytykowanie, obwinianie o to, że jestem nieszczęśliwa, zawstydzanie, wycofywanie bliskości, próba kontrolowania zachowania drugiej osoby… Ale z drugiej strony również zadowalanie – jeśli uczynię cię szczęśliwym, może wtedy ty zaspokoisz moje potrzeby? Będę więc zmieniać się “pod ciebie” – schudnę, zacznę lepiej gotować, częściej inicjować seks – bylebyś tylko dał mi nieco więcej swojej uwagi! Bylebyś był zadowolony, bo może wtedy dasz mi to, czego ja potrzebuję.

 

Co w pierwszej kolejności odróżnia relację opartą o wymaganie od rozwoju osobistego nakierowanego na relacje?

Ocenianie i OSĄDZANIE.

Za każdym razem, kiedy oceniasz i osądzasz zachowanie drugiej osoby, wchodzisz na teren relacji pełnej wymagań i zaczynasz używać wszystkich narzędzi z tego obszaru: krytykowania, obwiniania, manipulacji, wycofania itd.

 

Dlaczego tak łatwo nam wejść na terytorium wymagań?

 

Żyjemy w przekonaniu, że potrzebujemy, aby inni ludzie zmieniali się dla nas po to, abyśmy mogli być szczęśliwi. Że bez ich zmiany czeka nas katastrofa.

Jeśli tak patrzę na swoje życie, wtedy każdy moment, kiedy ktoś nie chce zrobić tego, o co poprosiłam, staje się powodem do silnych, nieprzyjemnych emocji. Strachu. Bezradności. Żalu. Niechęci. Złości. A te z kolei prowadzą do tego, że biorę do ręki narzędzia, które pozwolą mi tę zmianę w drugiej osobie wywołać.

Jeśli rozumiesz stawianie wymagań w związku inaczej, niż to opisałam powyżej, prawdopodobnie w inny sposób definiujemy to samo słowo. To, co przeczytasz poniżej może nie mieć zastosowania do Twojej definicji.

jak stawiać wymagania

Jeśli nie wymagania, to co?

Dochodzimy w ten sposób do ważnego pytania, które ciśnie się na usta kobietom, z którymi pracuję.

“Ok, rozumiem, że nie powinnam wymagać. Rozumiem też dlaczego. W takim razie: co zamiast tego?! Jak mam sformułować zdanie, kiedy np. ktoś mówi przy mnie podniesionym głosem i ja tego nie chcę? Tak, żeby to nie było wymaganie?”

 

Różnica pomiędzy wymaganiem, a nie – wymaganiem NIE TKWI w tym, jakich słów używasz. Ona leży w tym, czy Ty potrzebujesz zmiany w tej osobie do tego, aby być szczęśliwą i móc prowadzić swoje życie w kierunku, w jakim chcesz, aby szło. Dlatego nie jest tak ważne to, jak sformułujesz swoją myśl. Bardziej liczy się, jak zareagujesz na to, co ta osoba Ci odpowie.

Już tłumaczę na przykładzie.

Ktoś z rodziny odzywa się do Ciebie podniesionym tonem. Może nawet używa jakichś wulgaryzmów. Na dzień dzisiejszy jest to dla Ciebie trudne: nie dociera do Ciebie treść komunikatu, czujesz, że sama zaczynasz się bardziej denerwować. Co robić, aby nie wejść na teren relacji opartej o wymaganie?

Możesz powiedzieć: Rozumiem, że jesteś mocno zdenerwowany tą sytuacją. Trudno mi się rozmawia w ten sposób. Zależy mi na tym, abyśmy mogli się zrozumieć, a ja nie jestem w stanie słuchać efektywnie w takich okolicznościach. Wyjdę teraz i dam nam czas na ochłonięcie. Kiedy będziesz chciał, możemy wrócić do tematu.

I wychodzisz.

Twoje dalsze działanie zależy od tego, co się będzie następnie działo. Najważniejsze jest to, że dajesz prawo tej osobie przeżywać daną sytuację tak, jak ona sama tego chce – po prostu Ty nie chcesz brać w tym udziału. Nie masz do niej żalu o to, że tak się zachowuje. Nie narzekasz, że jak on tak może mnie traktować. Nie roztrząsasz w głowie myśli o tym, że jego zachowanie jest beznadziejne, szkodliwe, utrudnia Ci życie i gdyby tylko on się zmienił

 

Dalej możliwe są dwa scenariusze rozwoju sytuacji: wracacie później na spokojnie do tematu lub ta osoba nie jest w stanie spokojnie o tym porozmawiać. Co wtedy?

Najogólniej patrząc: zastanawiasz się, co Ty możesz zrobić, aby zachować Twój standard (Nie chcę rozmawiać podniesionym tonem) i jednocześnie załatwić daną sprawę, o którą chodzi. Może się okazać, że jeszcze kilkukrotnie będziesz wychodziła, kiedy zostanie poruszony dany temat, bo ta osoba nie będzie potrafiła inaczej się zachować.

Relacja oparta o wymaganie rozgrywa się wewnątrz Ciebie – słowa, które wypowiadasz są tylko odzwierciedleniem tego. Czy masz oczekiwanie, że ktoś musi coś zmienić w sobie, by się dostosować do Twojego standardu, bo bez tej zmiany Ty czujesz się nieszczęśliwa? Czy rodzi się u Ciebie złość, żal, niechęć i mnóstwo myśli o tym, co on POWINIEN zrobić, żebyś Ty poczuła się lepiej?

 

Jeszcze jeden przykład

Wyobraź sobie, że babcia daje dużo słodyczy Twoim dzieciom, kiedy ją odwiedzacie. Wy chcecie, aby one jadły ich mniej. W relacji opartej o wymagania miałabyś:

  • głowę pełną nieprzyjemnych myśli (Jak ona tak może?!,  Ileż razy mamy jej mówić, żeby tak nie robiła!, Nie szanuje nas jako rodziców),
  • ciało pełne nieprzyjemnych emocji,
  • a usta pełne wymagań (Przestań w końcu im dawać tyle tego, Mam już dość twojego zachowania! Jak będziesz tak robić, więcej tu nie przyjdziemy)

Wszystko dlatego, że masz oczekiwanie, aby ona się zmieniła, bo przecież jej zachowanie sprawia, że Ty się źle czujesz (a Twoje dziecko ma niszczone dzieciństwo…). Mogłabyś zatem zrobić jej awanturę, nakazać zmianę zachowania, obrażać się o to, że nie słucha tego, co się do niej mówi…

 

Rozwój osobisty nakierowany na rozwój relacji podpowiada inne działanie:

  • praca ze swoimi miejscami zapalnymi tak, aby ta sytuacja nie budziła u Ciebie tak skrajnych emocji,
  • świadomość, że ona może zachowywać się tak, jak chce i potrafi – rezygnowanie z myślenia typu: Jak ona może mi to robić?, odwracanie się od interpretowania tej sytuacji przez pryzmat samej siebie (Jak ona może MNIE tak traktować? Dlaczego MNIE to robi?)
  • zastanowienie się, co mogę zrobić, aby nasz standard został zachowany – poprzez 1) zmianę w okolicznościach, nad którymi mam kontrolę lub 2) zmianę w moim wewnętrznym oprogramowaniu (możliwe opcje: ODPOWIEDNIO prowadzone rozmowy z babcią – z braniem osobistej odpowiedzialności, inspirowaniem i dobrym wpływem, a nie wymaganiami; przynoszenie własnych zamienników dla słodyczy na spotkania z nią; spotykanie się z babcią w naszym domu; uczenie dzieci właściwych nawyków żywieniowych tak, aby same podejmowały dobre decyzje; zmniejszenie ilości kontaktów; podjęcie decyzji, że kontakt z babcią jest na tyle rzadki, że jej zachowanie nie będzie miało negatywnego wpływu na całościowe żywienie dziecka, więc pozwalamy na większe ilości słodyczy w jej towarzystwie…).

Czujesz teraz różnicę?

jak stawiać wymagania

W relacji opartej o wymaganie próbowałabyś na różne sposoby zmienić zachowanie babci w przekonaniu, że przecież ona POWINNA uszanować moje zdanie, że ona musi się zmienić, żeby moje życie było szczęśliwe i spokojne, a nasze dziecko mogło się dobrze rozwijać. W rozwoju osobistym nakierowanym na rozwój relacji pozwalasz, by druga osoba sama decydowała o tym, co wnosi w Waszą interakcję, a Ty skupiasz się na tym, co leży po Twojej stronie, co możesz zrobić, aby Twoje standardy zostały zachowane i nie masz do nikogo pretensji o to, że robi coś przeciwko Tobie.

 

Na koniec ważne dopowiedzenie.

 

Jeśli chcesz wyjść z relacji opartych o wymaganie, konieczna jest decyzja o Twoim rozwoju. Jest on niezbędnym elementem tej układanki. W przeciwnym wypadku albo nie będziesz umiała określić, jakie są standardy Twojego życia, albo będziesz je tak ustalać, aby za wszelką cenę chronić swoje miejsca zapalne, a tym samym odbierzesz sobie możliwość wzrostu.

Dlatego odcinanie się od kontaktów z jakąś osobą w imię zachowania moich standardów w dużej ilości przypadków jest raczej relacją opartą o wymagania niż rozwojem osobistym.

Jeśli odcinasz się, pełna nieprzyjemnych emocji wobec tej osoby i żalu o to, że nie chciała się dostosować do tego, o co ją prosiłaś – możesz mieć pewność, że to jest przejaw relacji opartej o wymaganie. Jeśli czasowo odsuwasz się od tej osoby, świadomie i ze spokojem (a nie pod wpływem złości, żalu, niechęci, rozgoryczenia…) podejmując decyzję, że na ten moment jest to dobre dla mnie (dla naszej rodziny, dla naszych dzieci, a nawet dla tej osoby), wtedy będziesz wiedziała, że jest to przejaw Twojego rozwoju nakierowanego na rozwój relacji.

 

Co myślisz o takim rozróżnieniu pomiędzy relacją opartą o wymaganie a rozwojem osobistym nakierowanym na relacje?

Jak jedna osoba może zmienić dynamikę relacji? – część 1.

praca nad związkiem

To pytanie przewija się przez moją pracę w różnych wersjach.

Przecież związek to dwie osoby. Muszą pracować obie, żeby był udany.

Co to za bzdury?! Co, ja sama mam „ciągnąć” nasz związek? A on?!

Jak niby jedna osoba może zmienić związek? Przecież to są dwie osoby! Jak tylko jedna będzie dawać, to druga nie będzie miała ochoty robić nic.

praca nad związkiem

Przyznam się Wam, że ja też zadawałam takie pytania. Pięć lat temu, kiedy czułam się nierozumiana przez mojego męża, próbowałam wciągnąć go na siłę w zmiany, bo to przecież jego zachowanie powodowało większość problemów w naszym małżeństwie (tak wtedy myślałam). I byłam przekonana, że to oboje musimy razem coś zrobić.

Zresztą, kto nie ma w sobie takich myśli?! Wszędzie wokół słyszymy: Muszą pracować oboje!, Jak tylko jedna osoba chce zmian, to nic z tego nie będzie!Związek tworzą dwie osoby, więc obie muszą wkładać po równo. Takie jest powszechne przekonanie na ten temat.

Wszystko zaczyna się od zmiany spojrzenia i uświadomienia sobie, że nawet, kiedy pracujemy razem, to i tak każdy z nas pracuje sam nad sobą, a nie nad drugą osobą. W tym, co często nazwa się wspólną pracą tkwi pewne niebezpieczeństwo: obie osoby mogą ciągle sprawdzać, czy druga strona już coś u siebie zmieniła i nie brać odpowiedzialności za swoją część. Terapia par przyniesie efekt tylko wtedy, jeśli obie osoby podejmą własną pracę nad swoim stylem odnoszenia się do drugiej osoby.

Dlaczego więc nie zacząć pracować nad sobą nawet, jeśli w tej chwili Twój mąż nie wykazuje do tego ochoty?

 

Chcę zatem rozwiać różne wątpliwości. Jeśli Ty również msz sceptyczny stosunek do tej pracy nad sobą, ten tekst jest dla Ciebie.

 

1.Obie strony muszą pracować, aby odmienić relację.

I tak, i nie.

To, jak wygląda Twoja relacja z drugą osobą (dowolną) zależy od codziennych, konkretnych sytuacji, kiedy wchodzisz w kontakt z tą osobą. Ona coś robi, Ty reagujesz, ona później reaguje na Twoje zachowanie itd. Twoje działanie (słowa, gesty, mimika twarzy itd.) jest zapalnikiem (ang. triggerdo określonej reakcji drugiej osoby.

Zmiany w relacjach następują w momencie, kiedy wprowadzane są drobne zmiany w konkretnych reakcjach na działanie drugiej osoby. Kiedy zareagujesz inaczej niż do tej pory na jakieś zachowanie męża, wprowadzasz drobną zmianę. Kiedy utrwalasz swoją nową reakcję, zmiany są coraz większe. Dlatego wystarczy Twoja zmiana, by zmienić całą relację.

Co więcej, moment, w którym zaczynasz wymagać zmiany od drugiej osoby tylko dlatego, że Ty jej chcesz, zwykle powoduje opór i sprzeciw u tej osoby. Tak działamy jako ludzie – kiedy ktoś próbuje nas kontrolować i do czegoś zmuszać, stajemy okoniem. Jeśli więc przyjmiesz postawę – Ty też, mężu, MUSISZ coś zrobić, aby było nam lepiej, z dużym prawdopodobieństwem możesz spodziewać się sprzeciwu.

 

 

2. Takie myślenie oznacza, że ja biorę na siebie odpowiedzialność za cały związek, a on nie robi nic.

Bierzesz odpowiedzialność za to, co Ty wnosisz w związek, nie za to, co on wnosi. Tylko on może wziąć odpowiedzialność za swoją część.

Odpowiedzialność rodzi odpowiedzialność. Nie osiągniesz jej przez obwinianie drugiej osoby i próby kontrolowania tego, w jaki sposób się zmieni. Jeśli więc chcesz zobaczyć, jak Twój mąż bierze się za swój kawałek pracy, Ty weź się za swój.

 

3. Czyli ja mam brać wszystko na siebie? Sama mam zajmować się domem, dziećmi, odpowiadać na jego zachcianki, a on sobie będzie siedział przy komputerze?

Dawanie swojego 100% nie oznacza wykonywania 100% obowiązków rodzinnych. Ta praca nad sobą dotyczy Twojego sposobu odnoszenia się do siebie i innych, a nie podziału obowiązków. Paca składa się z dwóch głównych elementów:

  • odkrycie i przepracowanie swoich zapalników (ang. trigger) po to, by inaczej przyjmować trudne sytuacje – w miejsce wyuczonej, pierwszej reakcji (ang. react) wprowadzić intencjonalną odpowiedź (ang. respond) na zachowanie drugiej osoby,
  • wprowadzenie zachowań, które wydobywają z drugiej osoby reakcję pochodzącą z najlepszej wersji tej osoby. Zamiast być zapalnikiem do reakcji obronnej, unikania, ataku lub innego zachowania, którego nie chcesz, możesz być zapalnikiem do otwartości, kontaktu, zrozumienia, dawania wsparcia itd. Te narzędzia są oparte o psychologiczną wiedzę nt. funkcjonowania człowieka oraz różnic między kobietą a mężczyzną (uwierz mi, te różnice międzypłciowe mają tu ogromne znaczenie!).

praca nad związkiem

4. Takie metody prowadzą tylko do poprawienia nastroju w relacji, a nie do realnej zmiany w sytuacjach kryzysowych. Zapewne mąż nadal będzie się lenił i nic nie wnosił do związku.

Takie stwierdzenie usłyszałam od osób, które poznały kilka narzędzi, od których zwykle rozpoczyna się pracę i na tym się zatrzymały.

Tak, zwykle zmiany w relacji rozpoczyna się od działań, które skutkują poprawą nastrojów. Ocieplają związek. To narzędzia, które pozwalają włożyć nieco do banku dobrej woli – pokazujesz mężowi, że naprawdę Ci na nim zależy, że chcesz jego dobra i chcesz tworzyć z nim nierozerwalny team. Wtedy otwiera się przestrzeń i gotowość do dalszych zmian.

Wiele kobiet mówi: Ale przecież ja non stop coś robiłam, żeby poprawić sytuację! To on nie chciał. Mam dawać jeszcze więcej?!

Owszem, kobiety często próbują coś zmienić w relacji, tylko robią to w niewłaściwy sposób. Na przykład myślą, że jeśli będą w milczeniu wykonywać wszystkie prace w domu, on w końcu to zauważy i doceni. Albo próbują dogłębnie przegadywać z nim KAŻDĄ emocję i doświadczenie. Nieświadomie powodują, że mąż coraz mniej czuje się rozumiany, coraz mniej ma ochotę być z nią w jednym teamie.

Narzędzia, które proponuję, prowadzą do realnego poprawienia samopoczucia obu stron w związku, a to z kolei sprawia, że pojawia się szansa na przepracowanie bardziej skomplikowanych sytuacji. Wtedy potrzebujesz już nowych narzędzi. Jeśli te, które poznałaś wcześniej, nie pozwalają Ci rozwiązać kolejnych problemów, to nie znak, że z tą metodologią jest coś nie tak, ale że potrzebujesz wejść na kolejny stopień, nauczyć się czegoś nowego. Jeśli się nie rozwijasz, to się cofasz – to jest ogólna zasada, która obowiązuje w większości dziedzin naszego życia. Również w relacjach.

Wyobraź sobie, że rozpoczynasz naukę gry w tenisa. W krótkim czasie dość dobrze opanowujesz odbijanie lekkich piłek. Kiedy jednak ktoś ścina piłkę z dużą siłą, nie jesteś w stanie sobie z nią poradzić. Czy to oznacza, że Twój wcześniejszy sposób odbijania był niewłaściwy lub coś jest nie tak z całą metodologią uczenia Cię gry w tenisa?

Nie!

Po prostu nauka to proces – zdobywasz kolejne umiejętności, które pozwalają Ci radzić sobie z nowymi wyzwaniami. Nie ma możliwości, abyś pierwszego dnia nauki gry w tenisa od razu umiała odbierać najtrudniejsze piłki.

Tak samo jest w relacjach. Skomplikowane sytuacje rozwiązuje się krok po kroku, a nie poprzez jedno działanie. Tworzenie relacji, o jakiej marzysz, to nie kwestia wprowadzenia jednego narzędzia, jednej zmiany i denerwowania się, że to nie działa.

Czasem jest też tak, że wejście na drogę pracy nad sobą poprowadzi Cię do decyzji o podjęciu terapii indywidualnej. Możesz uznać, że to konieczny sposób na rozprawienie się z tym, co dzieje się w Twoim wnętrzu, a co uniemożliwia Ci tworzenie szczęśliwej relacji.

 

Ze względu na dużą ilość pytań, na które chciałam odpowiedzieć, podzieliłam artykuł na dwie części. Drugą część możesz przeczytać tutaj.

Jak jedna osoba może zmienić dynamikę relacji? – część 2.

praca nad relacjami

Jeśli nie widziałaś pierwszej części tego artykułu, znajdziesz ją tutaj.

Odpowiadam w nim na częste wątpliwości co do tego, jak jedna osoba może odmienić całą relację.

praca nad relacjami

5. Niezdrowe dla relacji jest tylko potakiwanie i wyręczanie męża. Ja wolę wymagać poszanowania moich granic.

Oczywiście, że jest niezdrowe! Podobnie jak bycie ciągle miłą, chodzenie na paluszkach wokół męża, byleby tylko nie wywołać jakiejś burzy i obciążanie wszystkim samej siebie w imię ratowania związku.

Dlatego ja tego nie uczę.

Takie zachowania prowadzą do stopniowego rozpadu związku, negatywne sytuacje tylko się pogłębiają. Narzędzia, których uczę, pozwalają tak budować relację, by Twoje gorsze dni, spadek energii i motywacji, czy wkurzające zachowanie spotkało się z jego zrozumieniem i wsparciem.

Jakim cudem, jeśli to tylko Ty pracujesz?

To Ty uczysz się narzędzi. Ale dzięki nim możesz wydobyć to, co najlepsze z Twojego męża, możesz też pomóc mu nauczyć się, jak Cię wspierać.

A co do wymagania, aby drugi człowiek szanował moje granice… Wszystko zależy od tego, jak to rozumiesz. Mówienie komuś Wymagam dla siebie szacunku!  czy Masz przestać tak do mnie mówić! w większości przypadków spotka się z oporem. Może i czasem zadziała, ale nie będzie czynnikiem, który będzie budować relację.

W mojej pracy uczę kobiety mówić o swoich granicach i robić to w sposób, który nie prowadzi do walki, a raczej do dalszego budowania związku i bliskości. Tworzenie małżeństwa poprzez stawianie warunków mężowi nie jest dobrym pomysłem. Co nie oznacza, że nie możesz jasno określać, jakie są standardy Twojego życia, których będziesz się trzymać.

Stawianie warunków i wymaganie, by druga osoba zmieniła swoje zachowanie, bo Ty tak chcesz – nie.

Określanie standardów dla swojego życia, na których Ci zależy i których będziesz się trzymać i komunikowanie ich w sposób, które służy budowaniu relacji – tak.

 

6. Co da moja praca, jeśli problem leży po jego stronie?

Tutaj sytuacja jest bardzo skomplikowana, chociaż osoby, które zadają to pytanie myślą, że jest prosta –  on zachowuje się beznadziejnie, więc to on niech pracuje, ja nie mam z tym nic wspólnego.

Wyobraź sobie taki obrazek.

Cały dzień jesteś z dziećmi w domu. W międzyczasie próbujesz coś sprzątnąć, ugotować, zrobić pranie. Bawisz się z dziećmi, słuchasz ich kłótni, przewijasz, karmisz i czytasz książeczki. Późnym popołudniem wraca Twój mąż. Prawie nic do Ciebie nie mówiąc, przebiera się, je obiad i siada do komputera. Kiedy mówisz do niego: Pobawisz się z synem?, on odpowiada: Nie chce mi się…

Co myślisz?

To przecież w nim tkwi problem, to on powinien się zmienić i pracować nad sobą!

Opisy takich i podobnych sytuacji często pojawiają się na mojej grupie na facebooku. Osoby, które nie znają mojej metodologii, oceniają sytuację tak, jak napisałam powyżej. Oburzają się, kiedy podpowiadam, co ona może zrobić, by odmienić sytuację w domu – bo przecież to na pewno w nim tkwi problem.

Tymczasem może być różnie.

Po przeczytaniu opisu jednej sytuacji z życia małżeństwa (do tego podanej wyłącznie z perspektywy kobiety, opis mężczyzny na pewno byłby inny) nie jesteś w stanie określić, co doprowadziło do tej jednej, konkretnej sytuacji. Owszem, jego zachowanie jest raniące i niewspierające, ale skąd ono się wzięło? Może to ona każdego dnia zachowuje się tak, że on nie ma żadnej ochoty spędzać z nią czasu? Może jest tak bardzo zestresowany w sposób ciągły jej działaniami, że pozostaje mu ucieczka przed komputer?

Oczywiście czasem jest też tak, że mężczyzna już wchodząc w małżeństwo nie jest do niego dobrze przygotowany (kobieta również). Nie ma zbyt wielu umiejętności komunikacyjnych, umiejętności zrozumienia kobiety, wspierania jej. Ta jedna sytuacja może wynikać właśnie z tego. Czy wtedy kobieta jest już na przegranej pozycji, bo wyszła za kogoś, kto jest niedojrzały i nie wie, co oznacza dorosły związek?

W tradycyjnym myśleniu o związku, w takiej sytuacji kobieta nie może nic zrobić. Wszystko spoczywa na nim – to w nim jest problem, więc to on powinien się zmienić. Ona może tylko prosić, wymagać, wymuszać, stawiać warunki… I wiele kobiet tak robi. I doświadcza porażki. Pozostają tak naprawdę bezradne.

Moja praca daje nadzieję na wyjście z tej sytuacji, nawet, jeśli w tej chwili on nie widzi żadnego problemu w swoim zachowaniu. Kobieta nie musi bezczynnie czekać na cudowną przemianę, ale może ją zainspirować swoim zachowaniem.

praca nad relacjami

7. Ale przecież moja praca nie zmieni jego niewłaściwych zachowań! Jeśli np. ma problemy z kontrolowaniem złości, co z tego, że ja będę pracować? To on musi to przerobić sam u siebie!

Tak, nie jesteś w stanie wykonać tej części pracy, która leży po stronie męża. Jego brak regulowania emocji jest JEGO, nie Twoja. To on musi nabyć odpowiednie umiejętności, by zacząć zachowywać się inaczej.

Co więc ma do tego Twoja praca?

Po pierwsze: jeśli sama uczysz się regulować swoje emocje, modelujesz określone zachowania – to jeden z najlepszych sposobów, przez które uczymy się od innych ludzi. Twój mąż może uczyć się przez obserwację Ciebie.

Po drugie: określone narzędzia pomogą Ci reagować w konkretnych, nerwowych sytuacjach w sposób, który pomoże mu te emocje regulować i wydobędzie zarówno z niego, jak i z Ciebie to, co najlepsze. W ten sposób tworzą się w jego mózgu nowe połączenia neuronalne i dzięki temu będzie mu łatwiej uspokajać się w kolejnych sytuacjach.

Po trzecie: Twoje działania mogą ocieplić atmosferę między Wami, a dzięki temu otworzyć drogę do rozmów na ten temat.

Po czwarte: nabędziesz umiejętności rozmawiania w taki sposób, by zachęcić go, by wyszedł naprzeciw Twoim prośbom o zmiany.

Po piąte: nauczysz się jasno określać, jakie są Twoje standardy, w których chcesz żyć (pokazywać swoje granice w sposób, który buduje związek, a nie wywołuje walkę) – np. sposób, w jaki chcesz prowadzić rozmowy z nim.

Tak, to on jest odpowiedzialny za swoje zachowanie i swoją część pracy. Natomiast Twoje zachowanie może zainspirować zmianę u niego, podpowiedzieć mu konkretne rozwiązania lub doprowadzić do rozmowy, w której poszukacie sposobów na wprowadzenie zmian. Bez Twojego przygotowania, może nie dojść do tego wszystkiego. Uwierz mi, że większość narzędzi, których uczę, nie jest dla nas intuicyjna i nie mamy ich we krwi, wchodząc w małżeństwo. Trzeba się tego nauczyć.

 

8. Czy to ZAWSZE działa? Czy on zawsze się zmienia pod wpływem mojej pracy?

Pytanie zakłada, że celem tej pracy jest zmiana w nim. Otóż celem jest zmiana dynamiki relacji, a nie zmiana drugiej osoby.

Chodzi więc o to, że swoją pracą i nowymi umiejętnościami wprowadzasz w ruch machinę zmian. Możesz to zacząć robić w dowolnym momencie Waszego małżeństwa, niezależnie od tego, jak blisko lub daleko od siebie jesteście. Możesz do końca życia uczyć się nowych umiejętności, a dzięki temu wciąż inspirować nowe zmiany.

Czy to zawsze działa?

Tak, dynamika relacji zmienia się zawsze, kiedy zmienia się jedna osoba z tej relacji. Czy to oznacza, że znikną wszystkie problemy w związku? W większości przypadków stopniowo będzie ich coraz mniej i mniej. Ale czasem może być tak, że u Twojego męża wewnętrzne problemy są tak głęboko zakorzenione, że konieczna będzie pomoc specjalistów. Ty jako najbliższa mu osoba możesz mieć duży wpływ na to, czy będzie chciał jej szukać..

 

Jak więc jedna osoba może odmienić całą relację?

Ucząc się umiejętności, które pozwalają w nowy, inny niż do tej pory sposób odpowiadać na zachowanie drugiej osoby w konkretnych sytuacjach. W ten sposób następuje powolna transformacja relacji. Nie musisz więc czekać na czas, kiedy zaczniecie działać razem, dbać o związek razem. Bo on, z różnych powodów, może nigdy nie nadejść.

Czy budujesz swoje małżeństwo na rozbitym szkle?

W artykule: Nie jest łatwo zbudować fundament związku, który sprawi, że będziecie stanowić zgrany team, którego nic nie zdoła rozdzielić. Sprawdź, jak to zrobić.

Znowu mają jakiś mecz?! Nienawidzę tej ich piłki nożnej!

Ta myśl przemknęła przez jej głowę w piątkowy poranek. Jej mąż oznajmił, że w sobotę rano wyrusza z synem na mecz do odległej o kilkadziesiąt kilometrów miejscowości. To był już ich trzeci wyjazd weekendowy w tym miesiącu. A to znaczyło, że ona znów zostanie sama w domu.

Poczuła, jak przyspiesza jej tętno i zaciskają się zęby. Miała tego dość. Od kiedy syn rozpoczął trenowanie piłki nożnej, nie mieli zbyt wiele czasu dla siebie jako rodzina. Dwa razy w tygodniu treningi i mecz prawie w każdy weekend. Mąż jeździł nieomal zawsze z synem. Ona zostawała sama.

Czuła żal do nich obu. Czy nie chcieliby spędzić nieco więcej czasu razem? Jak mogą zostawiać ją samą? Kiedy ona próbuje powiedzieć im, że za dużo czasu poświęcają na piłkę, oni jej mówią, żeby przestała marudzić. Dom na jej głowie, sprzątanie, pranie, gotowanie, a oni sobie grają i się bawią!

Czy nikt w tej rodzinie nie liczy się z jej zdaniem i jej potrzebami?!

fundament związku

Czyja to wina?

Kiedy jesteś w samym centrum nieprzyjemnych dla Ciebie wydarzeń, łatwo jest skupić się tylko i wyłącznie na swoich bolesnych odczuciach.

W takiej sytuacji możesz mieć tendencję do obwiniania męża o to, że przez niego przeżywasz to, co przeżywasz. Możesz wściekać się na to, że Cię nie słucha / nie szanuje / nie rozumie / nie troszczy się o Ciebie. Widzisz tylko tu i teraz – czujesz złość, zmęczenie czy frustrację i jesteś przekonana, że to zachowanie drugiej osoby doprowadziło do tego, że znaleźliście się w takiej sytuacji.

Tymczasem sprawa jest bardziej skomplikowana.

To, jak wygląda Wasze aktualne życie małżeńskie i rodzinne zależy od działań nie tylko Twojego męża, ale również Twoich.

To Wasze przeszłe decyzje doprowadziły Was tutaj, gdzie dzisiaj jesteście. Decyzje zarówno świadome, jak i te zupełnie nieuświadomione, automatyczne, wynikające z utartych schematów reagowania. Decyzje zarówno Twojego męża, jak i Twoje.

 

Fundament związku – czy chodzicie po potłuczonym szkle?

Chcę Ci dziś zaproponować, abyś spojrzała na Waszą codzienność przez pryzmat narzędzia Brick or glass (cegła lub szkło), którego autorką jest Stacey Martino.

Wyobraź sobie, że sięgasz do szafki, w której znajdują się dwie rzeczy: torba pełna kolorowych, pięknych, błyszczących, ale rozbitych szkieł i leżące obok cegły. Którą z nich wybierzesz do przygotowania podłogi, po której będziecie chodzić w Waszym związku? Możesz wziąć albo kolorowe szkło i rozsypać je na ziemi, albo stare, podniszczone i ciężkie cegły i ułożyć je jedna obok drugiej, tworząc niezbyt ładne, ale solidne podłoże.

Za każdym razem, kiedy doświadczasz jakiejś nieprzyjemnej emocji lub masz jakąś negatywną myśl dotyczącą swojego męża, masz wybór. Możesz sięgnąć albo po kolorowe, błyszczące, rozbite szkło albo po stare i ciężkie cegły.

Co w praktyce oznacza każde z tych zachowań?

Kiedy robisz wszystko, by uniknąć tej nieprzyjemnej myśli lub uczucia (udajesz, że ich nie ma, dusisz je w sobie, unikasz tego tematu w kontakcie z mężem lub wyrzucasz z siebie frustrację, prowokując kłótnie i spięcia na dany temat), wtedy wybierasz szkło i sypiesz je na ziemię, po której chodzicie. Kiedy zbierasz się na odwagę i spokojnie, z otwartością, zrozumieniem i współczuciem podejmujesz ten temat w rozmowie z mężem, sięgasz po cegły i tworzysz solidny fundament związku.

Ile zatem rozbitych szkieł leży na Waszej podłodze? Po czym codziennie chodzicie w Waszym małżeństwie?

 

Powracające spięcia to tylko symptom

Pisałam kiedyś o tym, że rozmowa nie zawsze jest pierwszym działaniem, które należy podejmować w kryzysie. Nie oznacza to jednak, że masz unikać rozmów na trudne tematy. O nie. W ten sposób garściami rozsypujesz potłuczone szkło wokół siebie. Może i jest ono ładne i kolorowe (bo wygodnie jest w danej chwili unikać trudnego, emocjonującego tematu), ale co się dzieje później? Otóż okazuje się, że Wasze małżeństwo składa się nieomal z samych rozbitych szkieł! Gdzie się nie obrócisz, tam napotykasz na ostre, kłujące odłamki. To one stanowią fundament związku.

Przyjrzyj się teraz Waszej codzienności. Przypomnij sobie obszary Waszego życia, które podnoszą Ci ciśnienie. Pomyśl o sferach Waszego małżeństwa, w których czujesz się ciągle sfrustrowana, zmęczona, nierozumiana… Przywołaj te sytuacje, o których myślisz, że ten problem to wina Twojego męża, że on powinien zachowywać się inaczej.

Może wciąż kłócicie się o to, jak dzielić się obowiązkami w domu.

Może macie spięcia w temacie wychowywania dzieci.

Może wkurzasz się tym, ile Twój mąż wydaje pieniędzy (lub jak bardzo oszczędza). Albo tym, ile pracuje (lub tym, że jest za mało przedsiębiorczy i decyzyjny).

Może każdy poranek to dla Was rodzinny kataklizm i źródło wiecznego stresu.

Jakie obszary i tematy to w Waszym domu wciąż powracające problemy?

fundament związku

Jeśli już je znalazłaś, przyjrzyj się im, używając narzędzia Brick or glass. Czy przypadkiem w tych obszarach nie stąpacie po potłuczonych szkłach? Z dużą dozą pewności mogę Ci napisać, że tak właśnie jest. Ogromna część Twoich dzisiejszych trudności to efekt tego, że Ty lub Twój mąż w przeszłości unikaliście poruszania tematów, które były dla Was drażliwe, nieprzyjemne i trudne.

Ponieważ nie doszło do rozmowy na dany temat, każde z Was ma w głowie swoją własną wizję tego, jak powinien funkcjonować dany obszar życia. Ty nie rozumiesz, czego chce i potrzebuje on, a on nie rozumie Ciebie. Nie stworzyliście wspólnej wizji. Ciągle próbujecie przeciągnąć linę na swoją stronę, a każdy jest przekonany, że to jego działanie jest tym słusznym.

Taki stan może dotyczyć każdego obszaru Waszego życia, bo wszystkie sprawy wymagają odrębnych, budujących fundamenty związku rozmów. Chodzi zarówno o wielkie tematy, takie jak wychowanie dzieci czy stosunek do pracy, jak i drobne sprawy, np. to, jak wygląda w Waszym domu proces pakowania się na wakacyjny wyjazd. Jeśli nie było budujących rozmów, a te tematy wciąż wracają i budzą napięcie czy prowadzą do kłótni, to znak, że depczecie po szkłach i boleśnie ranicie swoje nogi.

 

Nie ignoruj pierwszych znaków

Wróćmy do opisanej na początku historii. Chcę Ci zobrazować, o co w tym wszystkim chodzi.

Bohaterka tej opowieści pierwszy raz usłyszała o treningach piłki nożnej kilka miesięcy temu. Po dwóch tygodniach pojawiła się u niej pierwsza myśl, że zajmują one dość dużo czasu. Myśl przyszła i odeszła – mijały kolejne dni. Mniej więcej raz w tygodniu następowały spięcia związane z tym tematem: raz ojciec z synem spóźnili się po treningu na obiad, bo zostali nieco dłużej na boisku, innym razem była kłótnia o to, że nie mają kiedy wybrać się razem do kina, chociaż mówili o tym od długiego czasu. U bohaterki rodził się żal i zaczynała myśleć, że została zepchnięta na ostatnie miejsce w życiu rodzinnym. Rosła w niej złość i frustracja – aż do dnia, w którym pomyślała, że nienawidzi tej ich piłki.

Przez te kilka miesięcy u niej pojawiło się mnóstwo nieprzyjemnych emocji i myśli związanych z tym tematem. Miała więc dużą ilość sytuacji, w których dokonywała wyboru: czy sięgnie po potłuczone szkła, czy stare cegły. Za każdym razem brała torbę ze szkłem i rozsypywała je wokół siebie. Z każdym kolejnym dniem tych szkieł było coraz więcej: oboje czuli, że temat piłki nożnej i treningów rodzi coraz więcej napięcia i niechęci. Gdziekolwiek chcieli postawić stopę, natrafiali na raniące odłamki. Coraz trudniej było ugryźć ten temat w sposób, który przyniósłby jakąś zmianę.

Rozumiesz już?

To, gdzie dziś jesteście w swoim wspólnym życiu, to efekt decyzji i zachowań zarówno Twoich, jak i męża. To nie jest jego wina, nawet, jeśli dziś tak czujesz i myślisz. Mnóstwo obszarów Waszego związku zbudowanych jest na potłuczonym szkle, a nie na stabilnym podłożu. To nie jest dobry fundament związku.

Wiele rozmów nie zostało przeprowadzonych.

Wiele tematów zostało przemilczanych.

Wiele nieprzyjemnych myśli i emocji zostało zignorowanych.

I Ty też masz w tym swój udział.

 

Ale ja przecież próbowałam rozmawiać!

W czasie czytania może pojawiła Ci się myśl: Hola, hola, ale przecież ja próbowałam o tym rozmawiać, tylko on nie chciał! To kto to szkło rozsypywał?!

Często wydaje nam się, że my podejmujemy próby rozmawiania na jakiś temat, tylko z mężem jest problem. Nie chce, unika, ucieka, wścieka się, krytykuje… Dlaczego tak się dzieje?

Najczęściej dlatego, że wcale nie prowadzimy rozmów, które byłyby budowaniem fundamentów związku. Zamiast tego wchodzimy w kłótnie. Próbujemy przeforsować swoją rację. Przekonujemy do swojego spojrzenia. Wymagamy zmiany zachowania drugiej osoby. Wymuszamy, aby podporządkowała się temu, jak my chcemy, by wyglądała nasza codzienność. Krytykujemy.

Takie zachowanie nie jest budowaniem mocnych fundamentów. To nie są rozmowy, które Was łączą, zbliżają do siebie i sprawiają, że stajecie się jednym teamem. Wprost przeciwnie.

fundament związku

Jak zatem rozmawiać, by wybierać cegły zamiast potłuczonego szkła?

W kilku kolejnych artykułach podam Ci wskazówki, które zmienią jakość i wygląd Waszych rozmów. Konkretne i skuteczne podpowiedzi. Takie, które będziesz mogła zastosować zarówno w rozmowach ze swoim mężem, jak i innymi osobami: dziećmi, rodzicami, przyjaciółmi czy kolegami z pracy. Bo narzędzie Brick or glass dotyczy wszystkich Twoich relacji.

Zanim jednak przejdziesz do wskazówek, przyjrzyj się dziś swoim relacjom, stosując to narzędzie. Gdzie aktualnie widzisz rozsypane szkło?

Bądź gotowa do wzięcia odpowiedzialności za swój wkład w te obszary. Będziesz mogła dokonać zmiany, jeśli zobaczysz, że masz wpływ, nawet, jeśli do tej pory nie potrafiłaś świadomie z niego skorzystać.

Jeśli dziś widzisz, że zamiast mocnych fundamentów w Waszym związku jest mnóstwo potłuczonego szkła, nie załamuj się. Dopóki oboje żyjecie na tym świecie, dopóty jest czas na zmiany. Każda chwila jest dobra, by rozpocząć naukę rozmawiania, które będzie budowało bliskość.

 

Jak wiele potłuczonego szkła widzisz w Waszym małżeństwie?

4 powody, by zabrać się do roboty i odmienić swoją relację z mężem (nawet, jeśli czujesz, że to on zawala)

problemy w relacjach

W artykule: Uważasz, że za Twoje problemy w relacjach odpowiedzialni są inni? „To jego/jej wina, że się nie dogadujemy.”  Dlaczego zatem to Ty masz dokonywać zmian?

Budziła się rano z jedną myśląZnowu wszystko na mojej głowie.

Mąż nie zajmował się w domu nieomal niczym. Chodził do pracy, wracał zmęczony, jadł obiad i siadał przed telewizorem. Bawił się z dziećmi sporadycznie.

Kiedy ona chciała porozmawiać, on krzywił się z niechęcią, przez co jej się wszystkiego odechciewało. Kiedy ona chciała gdzieś wyjść, on mówił, że nie mają pieniędzy. Kiedy ona płakała, on wychodził do drugiego pokoju.

Znowu wszystko na mojej głowie.

Próbowała wykrzyczeć swoją frustrację, obrażała się, później z płaczem prosiła o zmiany. Mówiła mu, że czuje się niekochana, że już mu nie zależy, że tak nie można długo funkcjonować.

Nic się nie zmieniało.

problemy w relacjach

Kiedy czytasz ten opis, jakie myśli pojawiają się w Twojej głowie? Beznadziejny przypadek. Niech ten facet w końcu się ogarnie. Jeśli on czegoś nie zmieni, to powinien być koniec. Biedna kobieta, jak ja ją rozumiem… 

 

To wszystko jego wina

Wiele osób oceniłoby tę sytuację jednym zdaniem.

To wszystko jego wina.

To on stawia pracę ponad rodzinę.

To on nie chce rozmawiać.

To on olewa jej potrzeby i emocje.

To on jej nie wspiera.

To on…

 

Jeśli to jego wina, dlaczego więc ona miałaby cokolwiek robić, by tę sytuację zmienić?

Jeśli Ty myślisz podobnie o swoim małżeństwie: To wszystko jego wina, dlaczego miałabyś cokolwiek robić, by rozwiązać problemy w relacji?

 

Tak sformułowana ocena: To wszystko jego wina, ma pewną słabość. Opiera się na opisie sytuacji z perspektywy kobiety, żony. Czy perspektywa męża byłaby w tym wszystkim taka sama? Czy on tak opowiedziałby o tym, co dzieje się w jego domu?

Związek to zawsze naczynia połączone, pewien system. Zachowanie, słowa i emocje jednej osoby wpływają na zachowanie, słowa i emocje drugiej. Nie da się tego rozdzielić. Twój sposób funkcjonowania wywołuje określone reakcje u męża, podobnie jego zachowanie oddziałuje na Ciebie. Jego niechęć do rozmów może wynikać z wielu różnych czynników: może nie mieć odpowiednich umiejętności, ale może być również tak, że Twój sposób prowadzenia rozmowy powoduje, że on czuje się wciąż atakowany, niezrozumiany i oceniany.

Możesz być przekonana, że po Twojej stronie wszystko jest ok, masz przecież dobre intencje i chcesz Waszego szczęścia. Dopóki jednak nie zaczniesz szczerze przyglądać się swoim emocjom, potrzebom, reakcjom i zachowaniu, nie możesz mieć pewności, że zrobiłaś wszystko, co leży po Twojej stronie.

Problemy w relacjach, w których jesteś, to zawsze TWOJA odpowiedzialność (to nie znaczy, że Twoja wina, to są dwie zupełnie różne sprawy). Nawet, jeśli dziś jesteś przekonana, że to druga strona wciąż zawala. To Twoje relacje, dlatego weź się do roboty i dokonuj zmian.

problemy w relacjach

4 powody, byś rozwiązywała problemy w relacjach (nawet, gdy czujesz, że to inni zawalają)

 

  1. Życie jest zbyt krótkie, by być w relacji, która Ci się nie podoba.

Jeśli coś Cię martwi, męczy, niszczy, denerwuje, nie warto w tym tkwić.

To jednak nie znaczy, że masz po prostu odejść! Wszelkie problemy w relacjach są szansą do działania, szukania rozwiązań, przemiany, a nie odsuwania się od drugiej osoby. Nie zachęcam Cię do trwania w sytuacji, która jest dla Ciebie bolesna. Zapraszam Cię, byś wzięła odpowiedzialność za to, co możesz zrobić i podjęła pracę nad swoją częścią tego, co wnosisz w relacje.

Jeśli czujesz się źle w relacji z mężem, dokonaj zmian w swojej części. Nie tkwij latami w miejscu, w którym jest Ci źle – narzekasz, marudzisz, płaczesz, ale czekasz biernie, by ktoś inny Cię uratował i coś zmienił. Możesz sama dokonać zmiany.

Nie poprzez zrywanie relacji, ale poprzez przemianę w samej sobie i swoim stylu odnoszenia się do męża.

 

 

2. Jeśli nie przepracujesz pewnych tematów teraz, będziesz musiała to zrobić później, z kimś innym.

Badania pokazują, że wiele osób, które odchodzą z małżeństwa, w którym im źle, jakiś czas później, w kolejnym związku, wpada dokładnie w takie same problemy jak wcześniej. Po kilku latach bycia w nowej relacji odkrywają, że nieomal nic się nie zmieniło, poza osobą, z którą mieszkają.

Wchodzimy w związek z ludźmi, z którymi czujemy się dobrze. A to może oznaczać różne rzeczy. Może być tak, że czuję się dobrze z kimś, kto nie chce ze mną rozmawiać na ważne tematy – tylko dlatego, że tak wyglądały relacje w moim domu rodzinnym (między moimi rodzicami lub między mną a nimi). Niby pragnę bliskości i głębokich rozmów, a nieświadomie wybieram na partnerów osoby, które unikają jak ognia takiej intymności. Wszystko dlatego, że w takiej sytuacji czuję się bezpiecznie, bo to dobrze znam ze swojej rodziny pochodzenia.

W pracy nad sobą nie chodzi o uzdrawianie relacji – chodzi o uzdrowienie Ciebie. To Ty tworzysz relacje i ich wygląd zależy od tego, co dzieje się w Tobie. Nierozwiązane problemy będą do Ciebie wciąż wracać pod różnymi postaciami, w kontakcie z różnymi osobami.

Możesz iść przez życie wciąż obwiniając innych o to, że powodują problemy w relacji z Tobą. Możesz jednak odważnie przyjrzeć się samej sobie i sprawdzić, o jakich Twoich zranieniach informują Cię te problemy. Każdy zgrzyt w relacji jest okazją do tego, by zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie pytanie: Co jeszcze potrzebuje we mnie uzdrowienia?

 

3. Twoje dzieci uczą się, jak wyglądają bliskie relacje partnerskie przede wszystkim przez obserwację Ciebie i Twojego męża.

Z dużym prawdopodobieństwem Twoje dziecko w przyszłości będzie szukać na swojego małżonka kogoś, kto:

  • będzie traktował je podobnie do tego, jak Wy jako rodzice je traktowaliście i/lub,
  • będzie tworzył z nim relację podobną do tej, jaką obserwował w Waszym domu rodzinnym, między Tobą a mężem.

Problemy w relacjach między Tobą a mężem w pewnym stopniu będą odbijać się zatem w relacjach intymnych Twoich dzieci. Dzieje się to wszystko na poziomie nieświadomości, silnych nawyków, przyzwyczajeń, nienazwanych oczekiwań i potrzeb. Dzieci uczą się bardziej przez to, co obserwują i czego doświadczają niż przez to, co do nich mówisz.

Wiem, że zależy Ci na Twoim dziecku – pamiętaj zatem, że Twoje małżeństwo jest dla niego pierwszą szkołą bliskich relacji partnerskich.

 

4. Dobrostan Twojego dziecka w ogromnym stopniu zależy od dobrostanu Waszego małżeństwa.

Już od urodzenia dziecko reaguje na ostry, gniewny, podniesiony głos – kiedy go słyszy, podnosi się poziom jego kortyzolu we krwi, przyspiesza jego serce, skraca się oddech. To są objawy stresu. Maluch nieświadomie obawia się o swoje życie. Dzieje się tak nawet wtedy, kiedy śpi w pobliżu osób kłócących się!

Dlatego Twój styl komunikowania się z mężem ma ogromny wpływ na to, jak czują się Wasze dzieci.

Dotyczy to dzieci w każdym wieku. Konflikty, a w dalszej perspektywie rozwód rodziców, wpływa bardzo niekorzystnie na samopoczucie, samoocenę, umiejętność radzenia sobie ze stresem i wiele innych obszarów w życiu młodych ludzi.

W tym miejscu może pojawić Ci się myśl: To prawda, ale przecież lepiej, żeby rodzice się rozeszli niż żeby non stop się kłócili! Przecież dziecko reaguje na każdą z tych kłótni podniesionym poziomem stresu i utratą poczucia bezpieczeństwa.

Takie reakcje na kłótnie w domu są raczej powodem do zmiany tej sytuacji, a nie rozwodu! Przeczytaj jeszcze raz punkt 2. – nieprzepracowane tematy wracają do nas jak bumerang. Jeśli dziś kłócisz się z mężem o jakąś sprawę, część powodu tej kłótni leży w Tobie – Twoich niezaspokojonych potrzebach, Twoich zranieniach z przeszłości, Twoich zapalnikach do silnych emocji, które wynikają z Twoich przekonań. Twój mąż jest tylko wyzwalaczem, który nieświadomie naciska odpowiedni guzik, wywołując u Ciebie określone reakcje. Jeśli nie dojdziesz do sedna sprawy, te guziki nadal w Tobie będą i będzie mógł je nacisnąć każdy, kto zachowa się w sposób podobny do tego, jak zachowuje się teraz Twój mąż.

problemy w relacjach

W tym miejscu należy Ci się ważne dopowiedzenie, które pojawia się przy każdym punkcie mojej pracy.

To, co napisałam powyżej nie dotyczy sytuacji uzależnienia w rodzinie, przemocy fizycznej lub zaburzeń psychicznych. W takich okolicznościach należy najpierw zastosować środki odpowiednie do rozwiązywania tych problemów. Uzależnienie czy przemoc fizyczna to nie są problemy w relacjach. To są inne kategorie trudności i wymagają innych środków zaradczych. Rozwój osobisty, do którego zachęcam, będzie dobrym uzupełnieniem dla tych działań, jednak prawdopodobnie nie doprowadzi Twojego męża do porzucenia nałogu, jeśli takowy posiada.

 

Jestem wielką fanką brania odpowiedzialności za swoje życie. Pamiętaj, że zawsze masz wybór: możesz czekać, aż ktoś inny odmieni Twój los, pełna żalu, złości, obwiniania innych. Ale możesz również wziąć sprawy w swoje ręce i rozpocząć żmudną (a jednocześnie piękną) drogę do tworzenia takich relacji, o jakich marzysz.

 

Jaka jest Twoja decyzja?