fbpx

2 zasady zarządzania czasem, o których musisz pamiętać

W artykule: Jakie zasady zarządzania czasem odkryłam, kiedy mieliśmy małe dzieci w domu? Jeśli jesteś rodzicem małego dziecka, te dwie zasady pozwolą Ci z większym spokojem przeżywać swoją codzienność!

 

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, niewiele się dla mnie zmieniło pod względem ilości wolnego czasu. Franek był mało wymagający i nie było potrzeby nosić go często na rękach. Przez pierwszy rok jego życia pracowałam z domu i prowadziłam warsztaty nieomal w takiej samej ilości, jak przed jego urodzeniem.

Nie w głowie były mi wtedy jakiekolwiek zasady zarządzania czasem.

 

 

Sytuacja zaczęła się zmieniać, kiedy zaczął się więcej przemieszczać, chodzić, buszować po domu i oczekiwać, że ktoś będzie się bawił razem z nim. Niedługo potem urodziłam drugie dziecko i dopiero wtedy doceniłam dar czasu.

Nagle dni wypełniły się zajmowaniem na zmianę jednym i drugim dzieckiem: przygotować jedzenie, pomóc w łazience, pobawić się, uprać ubrania, nakarmić, ponosić, poczytać książeczkę, przewinąć… Jedno zadanie goni drugie i końca nie widać.

Dopiero wtedy naprawdę poczułam, co to znaczy mieć dzień wypełniony po brzegi, od rana do wieczora. Co to znaczy nie móc w pełni panować nad swoim czasem, tylko być uzależnionym od potrzeb dzieci. Co to znaczy cieszyć się, że mogę SAMA wyjść do pobliskiego sklepu, żeby kupić bułki. Co to znaczy o 21:00 padać ze zmęczenia z myślą, że jeszcze tyle rzeczy w domu przydałoby się zrobić…

Gdzie w tym wszystkim jeszcze miejsce na pracę?!

 

2 zasady zarządzania czasem, których nauczyłam się przy dzieciach

         1. Patrz realnie na swoje życie.

Ileż to razy przygotowałam sobie długą i ambitną listę zadań na dany dzień tylko po to, by wieczorem stwierdzić, że wykonałam z niej jeden czy dwa punkty albo i żadnego…

Jeden z moich internetowych mentorów, Michael Hyatt, powiedział kiedyś, że należy stawiać sobie cele adekwatne do aktualnej sytuacji życiowej. Jeśli  jestem mamą malutkiego dziecka, nie mogę oczekiwać, że codziennie spędzę  godzinę na siłowni! Jeśli zdecydowałam, że chcę być przez pierwsza lata życia dzieci z nimi w domu, nie mogę oczekiwać, że będę miała tyle samo czasu na pracę, co osoby, które pracują pełen etat poza domem.

Niby oczywiste, a przez długi czas się z tym zmagałam.

Chciałam tak wiele zrobić, zobaczyć, przeczytać…

 

 

Frustrowałam się, kiedy patrzyłam wieczorem na swój dzień i uświadamiałam sobie, że czas spędziłam na czytaniu książeczek i układaniu klocków. Wydawało mi się, że mogę zjeść ciasto i mieć ciastko: będę z dziećmi w domu pełnoetatową mamą i jednocześnie będę pracować mnóstwo godzin, pomagać innym, brać udział w kursach i warsztatach i prowadzić biznes na najwyższym poziomie.

Dopiero później dotarło do mnie, że to kwestia decyzji i wyboru. Jeśli decyduję, że w danej chwili jestem przede wszystkim mamą, chcę dać moim małym dzieciom czas, uwagę i pomóc im się rozwijać, tego czasu i uwagi będzie już mniej na inne działania.

Dlatego potrzebuję wybierać i niekiedy rezygnować z innych działań. Jeśli wybieram jedną rzecz, automatycznie odkładam mnóstwo innych. Nie ma w tym nic złego, bo, jak to kiedyś powiedział Richard Branson:

Okazje biznesowe są jak autobusy, zawsze przyjedzie następny.

Najgorsze, co mogę zrobić, to próbować złapać równocześnie wszystkie możliwości, które przede mną leżą i trzymać je kurczowo w obawie, że jeśli puszczę, już na zawsze zostanę w rękach z tą jedną, którą wybrałam. Wprost przeciwnie – to właśnie wybieranie (a tym samym rezygnowanie z innych opcji) prowadzi do większego spokoju i otwiera mnie na posiadanie w życiu tego, o czym najbardziej marzę.

Uczyłam się zatem patrzeć realnie na ilość czasu, którym dysponuję. Wspólnie z mężem zdecydowaliśmy, że do 5 r.ż. dzieci są z nami w domu, dlatego ograniczałam ilość czasu, który poświęcałam na pracę. Bycie z nimi, zabawa, rozmowy, budowanie relacji i uczenie je dobrych nawyków było w tamtym czasie dla mnie ważniejsze, niż sukcesy w pracy.

 

         2. Zarządzanie czasem to również zarządzanie swoją energią.

Niekiedy ok. 21:00 jestem już tak zmęczona, że marzę tylko o położeniu się spać. A w planach miałam jeszcze poczytać, obejrzeć nagranie webinaru i spędzić czas z moim mężem.

Jak to zrobić, kiedy brakuje sił? Znowu nie dospać, żeby następnego dnia od rana nie mieć humoru i denerwować się na dzieci?

Teoretycznie godzina 21:00 to nie jest jeszcze późna godzina. Ale muszę wziąć pod uwagę również mój poziom energii. Jeśli jest na wyczerpaniu, to nie ma co dokładać sobie kolejnych zadań do wykonania!

Kiedy przychodzą święta, mojej energii wystarcza na odwiedzenie maksymalnie dwóch członków rodziny, przy trzeciej wizycie myślę już tylko o powrocie do domu.

Nie ma co planować super atrakcji dla małego dziecka na cały dzień, bo jeśli nie pośpi chociaż trochę w ciągu dnia, będzie płaczliwe i marudne. Wtedy żadna atrakcja nie przyniesie radości ani jemu, ani nam.

Uczyłam się więc na bieżąco monitorować mój poziom energii i dbać o to, aby go uzupełniać, kiedy zbyt mocno spadał.

 

Trudne to wszystko. Wokół tyle możliwości, tyle szans, tyle wyzwań, a dzień zawsze ma 24h i nijak nie chce mieć ich więcej.

Sztuka rezygnacji z jednej rzeczy, aby móc dobrze i z radością wykonać inną, jest wielkim zadaniem. Jeszcze wciąż się tego uczę.

 

A Ty, jakie masz osobiste zasady zarządzania czasem?