Czego (prawdopodobnie) nie wiesz o tym, jak być dobrą mamą i żoną

jak być dobrą mamą

Budząc się rano czuła, że w jej głowie wirują setki myśli. Muszę umówić syna na szczepienie. O, i dla Basi kupić nowe buty. Piotrek ma dziś trening. Może powinniśmy go jeszcze na angielski zapisać…? Jego wszyscy koledzy chodzą na jakieś zajęcia… Trzeba zrobić zakupy, poprasować. A, i pranie zrobić. Ale wczoraj dzieciaki się kłóciły… Już nie mogę tego wytrzymać, o wszystko jest awantura! Co jest z nimi nie tak?! Och, a ten wieczór z mężem… Matko, fatalnie to się potoczyło… Nie jestem najlepszą żoną, znowu na niego naskoczyłam. A tyle razy sobie obiecywałam… Nie mam pojęcia, jak być dobrą mamą i żoną… Ciągle te same błędy…

jak być dobrą mamą

„Nigdy nie będziesz doskonała. Nie będziesz nawet bliska doskonałości. Zaakceptuj to i ciesz się każdym, nawet małym krokiem do przodu. Skup się na przyszłości, zamiast być sfrustrowaną i smutną z powodu tego, czego nie możesz zmienić.”

Crystal Paine, „Say goodbay to survival mode”

Każdego dnia nieświadomie zadajesz sobie pytanie: czy jestem dobrą mamą i żoną? Sama siebie oceniasz. I jestem nieomal pewna, że robisz to bardzo surowo. Stawiasz sobie wysoko poprzeczkę. Wymagasz od siebie dużo. Czy jednak nie za dużo?

 

Skąd tak wiele stresu w życiu?

W artykule 3 podpowiedzi, jak wygrać walkę ze stresem raz na zawsze pisałam o tym, że jedną z metod, aby obniżyć poziom stresu w życiu, jest zmniejszanie ilości stresorów. Czy wiesz o tym, że Ty sama masz największy wpływ na to, jak wiele stresujących czynników na Ciebie działa?

Stres może pochodzić z niemożliwych do kontrolowania, nieprzewidywalnych okoliczności życia. Ale to tylko część prawdy. Skąd pozostałe czynniki stresogenne?

  1. Potrzeba adrenaliny.

Życie na pełnych obrotach jest bardzo ekscytujące. Ciągle coś się dzieje, wciąż jakieś nowe wyzwania i zadania.

Jeszcze niedawno uwielbiałam taki stan. Zgadzałam się nieomal na wszystko, co proponowali mi inni, bo każdy pomysł był interesujący. Na studiach przebywałam poza domem od rana do wieczora, godząc ze sobą jedną z najwyższych średnich ocen w moim roczniku, duże zaangażowanie we wspólnocie religijnej, zajęcia taneczne, częste spotkania z przyjaciółmi i udział w różnych dodatkowych wydarzeniach.

Czułam się bardzo podekscytowana, kiedy pojawiały się na horyzoncie jakieś nowe możliwości.

Ale kiedy wszystkie przyjęte na siebie zobowiązania i plany nakładały się na siebie, byłam wykończona. Przez kilka tygodni chodziłam, marząc tylko o tym, żeby położyć się spać. Obiecywałam sobie, że nigdy więcej nie popełnię tego błędu. Byleby tylko dotrwać do końca tego tygodnia, później już będzie lżej.

Ale za chwilę znów było to samo.

Tak to właśnie działa: w momencie, kiedy zgadzasz się na kolejne spotkanie, kolejne zobowiązanie, kolejne zadanie, czujesz się podekscytowana. Adrenalina skacze w górę, wydaje Ci się, że możesz góry przenosić.

Po pewnym czasie jednak emocje opadają i zaczynasz żałować. Czujesz się przemęczona i rozczarowana, łatwo wpadasz w złość i wyładowujesz się na innych ludziach.

 

  1. Perfekcjonizm.

Wiele kobiet żyje w przekonaniu, że nie dają z siebie wszystkiego, jeśli nie czują się kompletnie wyczerpane. 

Takie poczucie podkręca również współczesna kultura. Każe nam ona podziwiać ludzi, którzy są wciąż czymś zajęci, robią milion różnych rzeczy, wciąż się gdzieś spieszą i nie mają czasu na to, aby zatrzymać się spokojnie na pięć minut.

Dodatkowo sprawę komplikuje nasz mózg. Jest on nastawiony na wyszukiwanie tego, co negatywne. Mechanizm ten nazywany jest negativity biasTo on przyczynia się również do tego, że wciąż czujesz się niewystarczająco dobra. Bo rzeczywiście, zawsze jest coś, co jeszcze mogłabyś zrobić dla swoich dzieci i męża. Zawsze jest coś, co mogłabyś poprawić, wykonać inaczej, lepiej. Twój mózg zrobi wszystko, żeby Ci to podsunąć pod oczy i przypomnieć o tym.

Czujesz się niewystarczająco dobra, więc przyjmujesz na siebie wciąż nowe obowiązki. Tak, zajmę się przygotowaniem tego raportu. Tak, pomogę przygotować spotkanie wspólnoty, chociaż mam w ten dzień dwa inne spotkania. Tak, możesz do mnie zadzwonić, kiedy tylko zechcesz, żeby się wygadać.

A Twoje dzieci? Może one również nie są wystarczająco dobre? Może powinny zapisać się na trzy kolejne dodatkowe zajęcia po lekcjach? Może taniec (bo rozwija ciało), język obcy (bo bez tego w dzisiejszym świecie nigdzie nie dojdą) i piłkę nożną (niech się uczą zdrowej rywalizacji)?

W tych wszystkich działaniach z tyłu głowy wciąż towarzyszy Ci pytanie: jak być dobrą mamą i żoną? Nie, nie dobrą, raczej IDEALNĄ, najlepszą. Dobra to za mało.

Dążenie do perfekcji we wszystkim, co robisz i jaka jesteś, jest ogromnym czynnikiem wywołującym stres.

jak być dobrą mamą

Nie jesteś idealna

Jeśli budzisz się rano z głową przepełnioną myślami, podobnymi do tych opisanych na początku artykułu, to znak, że skupiasz się na byciu perfekcyjną mamą i żoną. A to jest nierealne.

Życie nie jest idealne. Ty nie jesteś. Twoje dzieci i Twój mąż również nie są. Ja też nie jestem.

Na pewno popełniłaś mnóstwo błędów jako żona i mama. Ja też. Popełniam je codziennie. I dalej będę to robić, chociaż wcale nie chcę.

Najgorsze, co możesz zrobić, to zadręczać się tym, że nie jesteś idealna. Dołowanie się, myślenie wciąż o swoich błędach i porażkach nie pomoże Ci ich uniknąć w przyszłości. Raczej odbiera Ci motywację, energię i chęć do zmiany. Powoduje, że zatrzymujesz się na tym, jak bardzo sobie nie radzisz. Im więcej o tym myślisz, tym gorzej czujesz się sama ze sobą.

Mam dla Ciebie propozycję rozwiązania tego problemu.

 

Jak być dobrą mamą i żoną?

Zastanów się chwilę, jaką mamą chciałabyś być? Jakie cechy mieć? Jak zachowywać się wobec swoich dzieci?

Dla mnie najważniejsze jest to, aby okazać im, że kocham je takie, jakie są. Że są dla mnie ważne, lubię z nimi spędzać czas i cieszę się tym, że z nimi przebywam. Chcę dawać współczucie, kiedy mają jakieś trudności. Chcę słuchać, kiedy do mnie mówią. Chcę pozwolić im okazywać ich emocje, bez oceniania, czy są dobre, czy złe.

Oczywiście, chciałabym również przekazać im naukę o tym, co jest dobre, a co złe, co jest właściwe, a co nie. Chciałabym, aby nauczyły się po sobie sprzątać, były samodzielne, umiały współpracować, były otwarte na innych ludzi… Jednak tu już wchodzimy w mówienie o tym, jak mają zachowywać się dzieci. Początkowe pytanie było o Ciebie i Twoje zachowanie wobec nich..

Słuchać potrzeb dzieci i na nie odpowiadać. Okazać im miłość, współczucie i cieszyć się nimi takimi, jakie są. Tak, według mnie, powinien zachowywać się rodzic.

Jeśli chcesz być dobrą mamą i żoną, naucz się najpierw być takim rodzicem dla samej siebie.

Może doświadczyłaś takiej miłości ze strony swojej mamy i taty. W takim wypadku masz dobry wzór do naśladowania. Jeśli jednak nie, tym bardziej potrzebujesz zostać rodzicem dla samej siebie.

 

Jak zostać rodzicem dla samej siebie?

Jesteś dorosła, a tym samym odpowiedzialna za swoje zachowanie. Co pomoże Ci zmieniać swoje postępowanie na lepsze?

Człowiek ma motywację i energię do zmiany wtedy, kiedy:

  • czuje się akceptowany, nawet wtedy, kiedy popełnia błąd,
  • doświadcza współczucia wobec siebie, nawet wtedy, kiedy popełnia błąd,
  • doświadcza wsparcia, nawet wtedy, kiedy popełnia błąd.

Bycie rodzicem dla siebie oznacza, że dajesz sobie to, co jest Ci potrzebne do wzrostu i zmiany. Dajesz sobie akceptację, współczucie i wsparcie. Zrezygnujesz z nierealnych i wygórowanych oczekiwań wobec siebie. Zaczniesz doceniać każde najmniejsze dobro, które wychodzi z Twoich rąk. Podziękujesz sobie za nie. Okażesz sobie współczucie, kiedy zrobisz coś, czego później żałujesz. Zapewnisz sobie wsparcie ze strony swojego męża, przyjaciół czy innych rodziców.

To Twoja odpowiedzialność. Nikt inny nie musi tego robić zamiast Ciebie.

Wiem, że byłoby cudownie, gdyby Twój mąż sam się domyślił i każdego dnia dawał Ci to, czego potrzebujesz. Nie jest on jednak cudotwórcą i nie zawsze wie, o co chodzi. Nie zawsze też potrafi Ci to dać, z różnych powodów. W pierwszej kolejności powinnaś zatem sama o to zadbać.

jak być dobrą mamą

Jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś. 

Od tego wszystko się zaczyna. Dopiero, kiedy zobaczysz dobro w sobie, ucieszysz się tym, jaka jesteś, będziesz gotowa do zmian.

Każdego dnia zacznij dzień od pomyślenia o pięciu rzeczach, za które jesteś sobie wdzięczna. Zacznij dzień od akceptacji samej siebie, a nie od karania się w myślach za to, co zrobiłaś źle poprzedniego dnia. To da Ci radość i motywację do pracy nad sobą. A jeśli coś się nie uda, okaż sobie współczucie, przeproś tych, których skrzywdziłaś i nadal ciesz się życiem. Nie tylko Twoi bliscy zasługują na to, aby ich kochać. Ty również.

Co dziś widzisz w sobie dobrego?

Odkryj skuteczną metodę na stres poprzez drobną zmianę w zachowaniu

metody na stres

Geoff obudził się w środku nocy zlany potem. Miał wrażenie, jakby w głowie eksplodowała mu bomba. Był przerażony. W kolejnych dniach zaczął się czuć coraz gorzej: serce mu kołatało, miał niskie ciśnienie krwi, często mdlał i zaczął mieć problemy z trawieniem. W tym czasie prowadził bardzo aktywne życie: zdobył tytuł przedsiębiorcy roku, zasiadał w zarządzie organizacji dobroczynnej, był dyrektorem generalnym globalnej organizacji, która udzielała mikropożyczek osobom biednym. Był bardzo ambitny, zmotywowany i gotowy, aby zmieniać świat dla dobra innych. Zaniedbał jednak jedną z ważnych rzeczy w życiu. Co takiego? Sen. To on jest skuteczną metodą na stres, o której często zapominamy.

metody na stres

„Jeśli myślisz, że jesteś tak twardy, że możesz zrobić wszystko, mam dla ciebie wyzwanie. Jeśli naprawdę chcesz zrobić coś trudnego, zrezygnuj z jakiejś nadarzającej się możliwości, żeby po prostu uciąć sobie drzemkę.”

Geoff, cytat pochodzi z książki „Esencjalista”

Jakie miejsce zajmuje w Twoim życiu sen?

Przyjrzyj się teraz swojemu życiu żony i matki. Jakie miejsce zajmuje w nim sen?

Jestem całkowicie winna zaniedbaniom w tym temacie. Wielokrotnie odkładałam odpoczynek, myśląc sobie: Teraz mam coś ważniejszego / ciekawszego do zrobienia. Moja głowa jest pełna pomysłów na to, co mogę i chcę jeszcze zdziałać dla mojej rodziny, dla innych, dla siebie, a sen zajmuje daleką pozycję na tej liście. Może powinnam raczej napisać: zajmował daleką pozycję. Bo powoli to zmieniam.

Nie wiem jak Ty, ale ja mam ogromny problem z odłożeniem jakiegoś ciekawego dla mnie zajęcia na rzecz snu. Szczególnie teraz, kiedy mamy dwójkę małych dzieci i czasu dla mnie samej nie mam zbyt wiele. Kiedy przychodzi upragniona cisza w domu, ja chciałabym:

  • spędzić czas z mężem,
  • poczytać książkę,
  • popracować nad blogiem, artykułami i moją grupą na facebooku,
  • posłuchać podcastu lub obejrzeć filmik edukacyjny,
  • pozmywać naczynia,
  • sprzątnąć coś, na co w ciągu dnia nie znalazłam czasu,
  • poczytać jakieś artykuły w necie,

Listę mogłabym ciągnąć i ciągnąć, bo w każdym w tych podpunktów mieszczą się setki działań, które chciałabym wykonać. Chwytam więc każdą chwilę i odciągam konieczność położenia się spać do granic możliwości.

Jak to się kończy?

Następnego dnia jestem zmęczona, nic mi się nie chce robić, każdy najmniejszy problem mnie przerasta i, co dla mnie najgorsze, złoszczę się na wszystko i wszystkich. Wyładowuję później te uczucia na dzieciach i mężu, bo nie jestem w stanie ich kontrolować. Czuję się zestresowana i zniechęcona.

Wszystko dlatego, że jestem niewyspana.

Odnajdujesz siebie w tym, co napisałam?

Jeśli tak, czytaj dalej, bo mam dla nas rozwiązanie, a jednocześnie skuteczny sposób na stres.

 

Po co nam sen?

Może nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego sen jest aż tak ważny? I w jakim sensie miałby być skuteczną metodą na stres?

Sen wpływa na każdą dziedzinę życia. Kiedy śpisz:

  • Twoje ciało przywraca równowagę biochemiczną, która odpowiada za funkcjonowanie wszystkich narządów wewnętrznych oraz Twoje uczucia.

To właśnie dlatego tak trudno Ci regulować swoje emocje, kiedy jesteś niewyspana. Kiedy jesteś zmęczona, częściej doświadczasz zniechęcenia, irytacji i huśtawek nastrojów. Czasem wystarczy odpocząć, aby radzić sobie ze swoimi uczuciami o niebo lepiej.

  • Tworzą się nowe połączenia neuronalne w Twoim mózgu.

Sen sprawia, że jesteś w stanie uczyć się nowych umiejętności i sposobów zachowania. Dlatego, jeśli chcesz budować zdrowe nawyki (na przykład mówienia dobrze o swoim mężu), potrzebujesz odpowiedniej ilości odpoczynku.

  • Twoje ciało najlepiej odpoczywa.

Dzięki temu masz energię i siły potrzebne do opieki nad dziećmi, pracy zawodowej czy zajmowania się domem, Masz czasem poczucie, że nic Ci się nie chce robić, nie masz ochoty gotować obiadu, sprzątać czy zmywać? Niekiedy wystarczy, że wyśpisz się porządnie, a od razu inaczej spojrzysz na te zadania.

Czasem odkładamy sen, bo twierdzimy, że jest tyle innych, pilnych zadań do wykonania w tym momencie. Za takim stwierdzeniem tkwi przeświadczenie, że wystarczy, że poświęci się na listę zadań więcej czasu, a wtedy na pewno więcej się zrobi. To błąd! Jeśli rezygnujesz ze snu, jesteś w stanie zrobić mniej, bo Twoje ciało i umysł są zbyt zmęczone, by pracować efektywnie.

  • Twój umysł staje się świeższy.

Możesz logicznie myśleć, planować, ustalać priorytety i odróżniać sprawy mało ważne od tych istotnych. Jeśli zbyt mało odpoczywasz, narażasz się na to, że zaczniesz przejmować się drobnostkami, zamiast skupić się na tym, co naprawdę ważne.

Czy muszę Ci jeszcze tłumaczyć, dlaczego konieczne jest, abyś zadbała o to, ile czasu śpisz?

metody na stres

Dlaczego tak trudno nam spać dłużej?

Na pewno są ludzie, którzy śpią dużo.

Wiem jednak, że wiele kobiet nie należy do tego grona.

Tłumaczą się tym, że:

  • wieczór i noc to jedyny czas, który mają tylko dla siebie,
  • mają zbyt wiele pracy w domu i nie wyrabiają się z nią w ciągu dnia,
  • chcą mieć czas na obejrzenie filmu czy serfowanie po necie i facebooku,
  • ich dzieci budzą się w nocy lub wcześnie rano,
  • to jedyny moment w ciągu dnia, kiedy mogą spędzić czas z mężem.

Rozumiem wszystkie te powody, bo jestem w tym samym miejscu. Mogę się podpisać pod każdym.

Do czego to jednak prowadzi?

Do tych wszystkich problemów, o których pisałam powyżej. Co z tego, że mogę spędzić ten czas z mężem, jeśli nie jestem zdolna do dobrej, wspierającej rozmowy, tylko odczuwam irytację i zmęczenie? Co z tego, że pozmywam naczynia, jeśli następnego dnia od rana mam o wszystko pretensje do swoich dzieci? Czy o to chodzi w byciu żoną i mamą?

Musisz dokonać trudnego wyboru. Ja również. Albo uczynisz sen swoim priorytetem, albo będziesz pozornie wykonywać więcej zadań, kosztem ich jakości oraz Twoich relacji z bliskimi. Nie da się tego wszystkiego ze sobą połączyć. Nie możesz mieć wszystkiego w tym samym czasie.

Zdecyduj, co jest dla Ciebie naprawdę ważne. Przeczytać kolejny artykuł w internecie, czy mieć cierpliwość i czułość wobec swoich dzieci następnego dnia? Oglądać późnym wieczorem film, czy rankiem mieć energię do tego, aby posprzątać dom i ugotować obiad lub sprostać zadaniom w Twojej pracy zawodowej?

Sen jest znacznie lepszym sposobem na odpoczynek, niż patrzenie w telewizor czy ekran komputera. Jeśli wybierasz codziennie to drugie, napędzasz spiralę swojego zmęczenia i przeciążenia. Najlepszą metodą na stres może być odpowiednia dawka snu.

 

Jak wprowadzić w życie tę metodę na stres?

Może myślisz sobie: Zgadzam się ze wszystkim, ale jak to zastosować w życiu?! W całym tym kołowrotku codziennych spraw?

Wszystko zależy od Twojej aktualnej sytuacji życiowej. Podpowiem Ci kilka sposobów, które mogą być dobrym początkiem.

  • Idź spać razem z dziećmi.

Wiem, że to oznacza wielką stratę – nie masz wtedy wolnego wieczoru. Jest to jednak szczególnie ważne przy małych dzieciach, które budzą się często w nocy lub wstają wcześnie rano. Taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie – przyjdzie czas, że dzieci zaczną przesypiać noce. Nie musisz również zasypiać w ten sposób codziennie – możesz wybrać 2-3 dni w ciągu tygodnia, kiedy Ty i Twój mąż będziecie nadrabiać braki snu.

Jeśli masz małe dzieci i śpią w ciągu dnia, wykorzystaj ten czas na krótką drzemkę. Ona również pozwala zregenerować ciało, umysł i serce.

  • Znajdź sposób, aby mieć nieco czasu dla siebie w ciągu dnia.

Może porozmawiaj o tym z mężem i powiedz mu otwarcie o swojej potrzebie? Jeśli macie pieniądze, może zatrudnijcie opiekunkę do dzieci na 2 godziny w tygodniu? Może zaproponuj koleżance, która też ma dzieci, że będziecie się nawzajem nimi opiekować i w ten sposób zdobędziesz czas dla siebie? Jeśli dzieci chodzą do przedszkola lub szkoły, a Ty nie pracujesz zawodowo, wykorzystaj jakąś część tego czasu, aby zrobić coś swojego.

Pomyśl twórczo. Na pewno jest jakiś sposób, abyś mogła znaleźć w ciągu całego tygodnia nieco czasu na swoje sprawy!

  • Ucz się zarządzania swoim czasem i organizacji zadań domowych.

Narodziny dziecka w życiu wielu kobiet wprowadziły chaos. Pomyśl tylko: wcześniej mogłaś dysponować swoim czasem tak, jak chciałaś. To Ty decydowałaś, co i kiedy robisz. Wraz z dzieckiem przyszła nowa jakość: nie możesz już spać tyle, ile chcesz i kiedy chcesz. Nie możesz gotować obiadu tak, jak Ty tego chcesz. Nie ma tyle czasu na sprzątanie, robienie zakupów i inne obowiązki.

To normalne, że w pierwszej chwili zaczynasz się w tym gubić i masz poczucie, że nie ma na nic czasu!

Jednak wcale nie musi tak być. Możesz uczyć się, jak zarządzać czasem i organizować swój dom z dziećmi na stanie. Da się tego nauczyć.

Im będziesz w tym lepsza, tym więcej czasu zostanie na sen.

Różne podpowiedzi dotyczące zarządzania czasem i organizacji domu znajdziesz tutaj,

  • Ustalcie konkretny czas dla Ciebie i męża w ciągu tygodnia.

Tę sprawę również można rozwiązać za pomocą różnych sposobów. W naszym domu od niedawna Franek nie ma już drzemki w ciągu dnia, dlatego kładziemy go spać ok. 19:30 (zasypia przed 20:00). Jaś śpi o podobnej godzinie. Dlatego ja i mój mąż mamy znów dużo czasu wieczorem, aby ze sobą pobyć.

Może macie szansę ustalić jeden dzień, w którym będziecie mieć czas tylko dla siebie? Poprosić kogoś, aby zajął się wtedy dziećmi? Wynająć opiekunkę? Położyć dzieci wcześniej spać? Jeśli Ci na tym zależy, na pewno znajdziesz jakiś sposób!

metody na stres

Chcesz być radosną, cierpliwą i kochającą żoną i mamą? Chcesz cieszyć się każdą chwilą spędzoną z bliskimi? Chcesz mieć wystarczającą ilość wewnętrznych zasobów, by regulować swoje emocje?

Zadbaj o odpowiednią ilość snu.

Od jutra na fan page Domowe Zawirowania ruszamy z 7 – dniowym wyzwaniem Słodkich snów. Będziemy motywować się do tego, aby przez cały tydzień chodzić spać maksymalnie o 22:00 i na godzinę przed zaśnięciem wyłączać wszelką elektronikę. Codziennie ok. 8:00 na fan page ukaże się grafika z motywacją do zadbania o odpoczynek.

Jak Geoff rzucam Ci wyzwanie: zrezygnuj z różnych możliwości po to, by dłużej spać. Jesteś gotowa na zmiany?

To jak, podejmujesz wyzwanie? Jakie miejsce u Ciebie zajmuje sen?

3 podpowiedzi, jak wygrać walkę ze stresem raz na zawsze

walka ze stresem

Szybsze bicie serca. Spłycony oddech. Pocenie się. Każdy z nas zna te odczucia ze swojego życia – często są to objawy stresu. Doświadczamy ich codziennie. Powoduje je duża ilość trudnych zadań w pracy. Problemy z dziećmi. Nadmiar obowiązków, przez które czujemy, że musimy wciąż się gdzieś spieszyć. Kłopoty w małżeństwie. I wiele innych czynników. Nie jesteśmy w stanie ich uniknąć. Czy da się więc wygrać walkę ze stresem, jeśli nie możemy całkiem wyeliminować z życia trudnych sytuacji?

walka ze stresem

Szkodliwość stresu

Zanim jednak zajmiemy się walką ze stresem, zatrzymajmy się na chwilę. Chcę Ci przekazać ważną informację. Nawet bardzo ważną.

Czy stres sam w sobie jest szkodliwy? Czy trzeba z nim w ogóle z tym walczyć?

Większość osób zapewne odpowie, że tak. Takie głosy słyszymy wokół siebie.Tak mówią lekarze – pozostawanie dłuższy czas w stanie stresu wywołuje różne choroby ciała.

Jakiś czas temu w Ameryce przeprowadzono ciekawe badanie. Przez 8 lat śledzono losy 30 tysięcy dorosłych Amerykanów. Pytano ich o to, czy w ostatnim roku doświadczyli dużej ilości stresu oraz czy uważają, że jest on dla nich szkodliwy. Później śledzono statystyki zgonów wśród tych osób.

Okazało się, że największe ryzyko zgonu występowało wśród tych, którzy doświadczyli dużej ilości stresu ORAZ wierzyli, że jest on szkodliwy. U osób, które doświadczyły go dużo, ale nie uznawały jego szkodliwości, ryzyko zgonu było najniższe, nawet w porównaniu z osobami, które przeżyły mało stresu. O tym badaniu opowiadała Kelly McGonigal w przemówieniu na TED Conference.

Co wynika z tego badania?

Prawdopodobnie wpływ stresu na zdrowie jest ściśle powiązany z tym, jak go postrzegamy. Objawy stresu (szybsze bicie serca, pocenie się, spłycony oddech) możesz interpretować jako coś, co zagraża Twojemu ciału i życiu. Możesz jednak myśleć o nich jako przygotowaniu organizmu do poradzenia sobie z wyzwaniem. Ciało w ten sposób pomaga mi sprostać trudnemu zadaniu.

Takie postrzeganie stresującej sytuacji jest szczególnie przydatne w kontekście przeżywania krótkotrwałych, trudnych dla nas sytuacji (np. nieprzyjemna rozmowa, którą należy przeprowadzić). Warto o tym pamiętać w codziennym życiu.

 

Co to jest stres?

Ale może zaczęłam od końca. Warto najpierw zastanowić się, czym w ogóle jest stres?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Nie chcę zagłębiać się w psychologiczne dyskusje na ten temat, skupmy się na tym, co może nam pomóc w codziennym życiu. Przyjmijmy, że stres to fizjologiczna reakcja na sytuacje, które postrzegamy jako zagrożenie. Przejawia się w szybszym biciu serca, poceniu się, spłyconym oddechu, drżeniu rąk, wyostrzeniu zmysłów, może występować też ból brzucha czy głowy, trudności w oddychaniu… Objawy mogą się nieco różnić u poszczególnych osób. W większości przypadków są jednak postrzegane jako nieprzyjemne doznanie.

Najważniejsze jest, aby uświadomić sobie, że:

  • stres jest NORMALNĄ reakcją związaną z naszym funkcjonowaniem,
  • mobilizuje nasz organizm do radzenia sobie z trudnościami – w początkowej fazie trwania sprawia, że działamy lepiej i sprawniej,
  • stresu nie trzeba się bać, ale należy nauczyć się, jak sobie z nim radzić.

 

Czy zatem warto prowadzić walkę ze stresem?

Niekoniecznie. Lepiej uznać, że pewien jego poziom jest nieunikniony. Warto jednak pracować nad tym, aby było go jak najmniej i aby zmienić swoje postrzeganie stresujących sytuacji.

Nie jesteś w stanie być dobrą żoną i mamą, jeśli jesteś ciągle zestresowana. Długotrwałe odczucie stresu to znak, że jesteś przeładowana obowiązkami, jedziesz na rezerwie i balansujesz na granicy reakcji fight, flight or freeze (walcz, uciekaj albo udawaj martwego). W takiej chwili nieomal każde zachowanie dziecka, męża czy kogokolwiek innego, które Ci się nie podoba, może spowodować wybuch.

Na początku warto uświadomić sobie, że stres tylko w niewielkim stopniu zależy od tego, co rzeczywiście nam się przydarza. Jest to raczej nasza reakcja na to, co dzieje się dookoła nas. Reakcja, która wiąże się z naszymi decyzjami i naszym sposobem myślenia.

Dlatego to samo wydarzenie może totalnie zestresować jedną osobę, podczas gdy druga nieomal się nim nie przejmie.

Jako dorosły człowiek sama odpowiadasz za to, czy potrafisz zarządzać stresem. Masz wpływ na to, jakie wydarzenia dzieją się w Twoim życiu. A jeśli nie masz możliwości czegoś zmienić, to możesz decydować, jak będziesz postrzegać i interpretować sytuację.

 

Zdrowa walka ze stresem

Co zatem możesz zrobić, aby lepiej zarządzać stresem, nawet, jeśli jest on nieunikniony?

walka ze stresem

  1. Zmniejszaj ilość stresorów.

Jak to zrobić?

Wiele stresorów wynika z przeładowania naszego codziennego grafika zajęć. Dom, praca, dzieci, małżeństwo, przyjaciele, pasje… Wszystko wydaje się równie ważne i niezbędne do codziennego funkcjonowania.

Musisz dokonywać trudnych wyborów. Zadawaj sobie często pytanie: Czy dane zajęcie jest ważne i potrzebne? Czy służy mi i mojej rodzinie?

Ja zauważyłam, że muszę często robić przegląd tego, co sobie dokładam do moich codziennych zadań. Na przykład w każdym tygodniu zapisuję się na różne wydarzenia online, na które później i tak nie mam czasu. Regularnie wypisuję się więc z mini-kursów, szkoleń, webinarów  i konferencji online. O tym temacie pisałam więcej w artykule Czego nikt Ci nie powiedział o tym, jak znaleźć czas na wszystko.

Jeśli widzisz, że cały czas musisz się gdzieś spieszyć i wciąż poganiasz swoje dzieci, czujesz się zmęczona, sfrustrowana i nie masz kiedy zatroszczyć się o siebie, to znak, że Twój grafik jest przeładowany.

W artykule Czego (prawdopodobnie) nie wiesz o tym, jak być dobrą mamą i żoną przeczytasz o innych powodach, dlaczego często bierzemy na siebie zbyt dużo i jak sobie z tym poradzić.

 

2. Dbaj o to, aby Twoje samopoczucie było jak najlepsze.

Możesz to robić w rozmaity sposób. Najważniejsze, abyś nauczyła się wielokrotnie w ciągu dnia zwracać się myślą ku samej sobie z pytaniem: Czego w tym momencie potrzebuję, aby czuć się dobrze? Jeśli już wiesz, co jest Ci potrzebne, daj to samej sobie w tym momencie lub zrób postanowienie, że wrócisz do tej potrzeby później (np. kiedy dzieci pójdą spać).

Na Twój stan ma wpływ wiele czynników – Twoje emocje, psychika, intelekt, duchowość, fizjologia. Musisz wziąć pod uwagę wszystkie te sfery, ponieważ każda z nich ma coś do powiedzenia w Twoim życiu. Jeśli skupisz się tylko na tym, co zewnętrzne (kosmetyczka, fryzjer, manicure itp.), umknie Ci coś znacznie ważniejszego. To Twoje wnętrze przede wszystkim potrzebuje, aby się nim zaopiekować. Twoje włosy czy paznokcie też są ważne, jednak zajmowanie się wyłącznie nimi to jak łagodzenie objawów choroby, zamiast docierania do jej przyczyn.

W tym artykule przeczytasz, jak konkretnie możesz zadbać o siebie już dziś. Innych inspiracji szukaj w artykule Sposoby, aby zadbać o siebie wśród obowiązków.

 

3. Zmieniaj swoje nastawienie.

Jednym z powodów, dla których możesz czuć się zestresowana, jest perfekcjonizm. Dążenie do bycia perfekcyjną żoną, matką, pracowniczką czy przyjaciółką powoduje ogromne napięcie i frustrację, ponieważ nigdy nie będziesz w stanie osiągnąć tego stanu

Ty i ja jesteśmy tylko ludźmi. Popełniamy błędy. Krzywdzimy innych, chociaż mamy dobre intencje. Nie ma rodziców czy małżonków idealnych.

Możliwe, że popełniłaś do tej pory w małżeństwie i rodzicielstwie wiele błędów. Ja też. Robię to codziennie.

Teraz jest czas, aby je sobie wybaczyć. Zadręczanie się tym, co zrobiłaś źle nic nie zmieni, nie powoduje również, że następnym razem postąpisz inaczej. To, czego potrzebujesz, to współczucie wobec samej siebie i podarowanie sobie odpowiedniego wsparcia w drodze do zmiany.

Zachęcam Cię do tego, abyś sama dla siebie stała się rodzicem. Takim, który kocha bezwarunkowo, wybacza błędy, okazuje zrozumienie i współczucie. Który zachęca do pozytywnej zmiany, ale również akceptuje, jeśli coś się nie uda.

Jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś dzisiaj. Twój mąż i Twoje dzieci również. Nie musisz samej siebie ani ich pchać na siłę ku zmianom. Możesz już teraz ucieszyć się całym dobrem, które w Was jest.

Tylko, jeśli docenisz to, co już masz i gdzie jesteś w tym momencie, będziesz mogła ruszyć w dalszą podróż do zmian w Tobie, Twoim małżeństwie i rodzinie. Bez pośpiechu i niepotrzebnego spinania się. Bez pretensji do samej siebie, że za wolno się zmieniasz. Za to z motywacją i nadzieją, ciesząc się wszystkim, co dzieje się w tej podróży.

Co zrobić, aby zostać takim rodzicem dla samej siebie? O tym przeczytasz w tym artykule.

A już teraz możesz przeczytać o tym, jak docenić to, co dobre w Twoim mężu.

walka ze stresem

Walka ze stresem to trudne zadanie. Pamiętaj, że nigdy nie wyeliminujesz go całkowicie ze swojego życia, ale masz wpływ na to, jak dużo go doświadczasz i jak postrzegasz stresujące sytuacje. Przez swoje reakcje na wydarzenia możesz sama sobie dokładać napięcia lub zmniejszać jego ilość. Masz wpływ na swoje zachowanie, swoje myśli, swoje reakcje i to, czym wypełniasz swój dzień. Wykorzystaj to dla dobra siebie i swojej rodziny.

Jakie są Twoje sposoby walki ze stresem?

5 pomysłów na to, czym zastąpić kary dla dzieci

Mały Krzyś zaczął mieć ataki złości, od kiedy na świecie pojawiła się jego młodsza siostra. Często ją bił, krzyczał na nią i zabierał jej zabawki. Jego rodzice próbowali wszystkich znanych im sposobów. Chowali jego zabawki, aby ukarać go za niewłaściwe zachowanie. Stosowali karny jeżyk. Tłumaczyli i zakazywali takiego zachowania. Dawali mu klapsy za każdym razem, kiedy uderzył siostrę. Nic nie pomagało, a wręcz było coraz gorzej. Dopiero, kiedy zamienili kary dla dziecka na inne zachowanie, sytuacja uległa diametralnej zmianie.

kary dla dzieci

Co jest złego w karaniu?

Wielu ludzi przyzwyczaiło się myśleć, że dzieci zmieniają swoje zachowanie pod wpływem kar. Jeśli maluch zrobi coś, czego w odczuciu rodzica nie powinien, musi przecież doświadczyć negatywnej konsekwencji! Jak inaczej pokazać mu, że zrobił źle? Jak inaczej skłonić go do odmiennego postępowania?

W świecie zwierząt panuje prosta zasada: jeśli zastosujesz wobec psa czy szczura jakiś negatywny bodziec, uczy się on, aby go unikać i zmienia swoje zachowanie. Tego samego często oczekujemy od naszych dzieci. Co więcej, liczymy na to, że kara spowoduje, że maluch przemyśli swoje zachowanie i nauczy się, co jest dobre, a co złe.

Takie oczekiwania pomijają jeden bardzo ważny aspekt człowieczeństwa: ludzie mają uczucia, które w znacznym stopniu decydują o ich postępowaniu. Po doświadczeniu kary dziecko zwykle przeżywa gniew, żal i rozczarowanie postawą swojego opiekuna. Kary często odnoszą natychmiastowy skutek w postaci zaprzestania niewłaściwego zachowania (lub wprowadzenia takiego, które oczekuje rodzic). W dłuższej perspektywie jednak powodują, że w maluchu kumulują się negatywne emocje. Oddala się ono od dorosłego, coraz mniej mu ufa i coraz mniej chętnie stosuje się do jego wskazówek.

Więcej o negatywnych konsekwencjach stosowania kar pisałam w artykule Wszystko, co chcesz wiedzieć na temat wychowania dziecka. Jeśli jesteś zainteresowana tematem, zerknij tam. Tymczasem chcę postawić kolejny krok i podpowiedzieć Ci, czym możesz zastąpić kary dla dzieci. Zakładam bowiem, że chcesz stawiać określone wymagania swojemu maluchowi i podpowiadać mu, co jest zachowaniem odpowiednim (takim, które nie krzywdzi innych ludzi, ale też wspiera rozwój dziecka).

 

Stawianie granic zachowaniom

Myślisz sobie może: Jestem gotowa do tego, aby nie karać. Jestem chętna, aby pomóc mojemu dziecku wybierać to, co dobre. Ale co mam konkretnie robić, kiedy ono zachowuje się niewłaściwie?!

Postawić granice zachowaniu. Zrobić to z empatią i pozostając w kontakcie z dzieckiem. Następnie uczyć je umiejętności refleksji nad tym, co zrobiło i jak mogłoby zachować się inaczej następnym razem. Pomóc odkryć, jak może naprawić swój błąd i wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie.

Tylko tyle i aż tyle.

To znacznie trudniejsze, niż nałożenie kary dla dziecka. Wymaga od Ciebie umiejętności regulowania swoich emocji i poprowadzenia syna czy córki przez proces autorefleksji.

Jeśli tego nie umiesz, czeka Cię nieco pracy. Ale zapewniam Cię: jesteś w stanie to zrobić.

Cały ten proces zamyka się w prostym schemacie: postawienie granicy, refleksja, naprawa i wzięcie odpowiedzialności. Dziś skupimy się tylko na pierwszym elemencie: stawianiu granic zachowaniom.

Postawić granice możesz wtedy, kiedy dziecko robi coś, czego Ty nie chcesz lub wtedy, kiedy ono nie chce zrobić czegoś, czego od niego oczekujesz.

W tym miejscu każdy rodzic powinien podjąć refleksję nad tym, jakich zachowań oczekuje od swojego dziecka, na co mu pozwala, a czego zabrania. Każda rodzina ma nieco inne standardy postępowania i jest to zupełnie normalne. Jedni rodzice zgadzają się na zachowania, które dla innych są nie do pomyślenia. W jednym domu dzieci mogą skakać po łóżku (na przykład w naszym), w innym mogą to robić tylko pod okiem osoby dorosłej, a w jeszcze innym – nie mogą tego robić wcale. Każdy rodzic musi sam odpowiedzieć na pytanie, które sprawy są dla niego szczególnie ważne, czego chce nauczyć swoje dziecko, jakie lekcje mu przekazać.

Większość rodziców chce powstrzymać dziecko przed biciem swojego rodzeństwa. Chce, aby wzięło ono kąpiel. Aby nie przebiegało przez ulicę. Aby nie sypało piaskiem w oczy innym dzieciom. Aby nie wyrywało im z ręki ich zabawek. To są chwile, w których, zamiast karać, krzyczeć czy przekupywać, możesz postawić granice zachowaniom. Robisz to po to, aby zatrzymać zachowanie, którego nie chcesz lub wprowadzić takie, którego oczekujesz i potrzebujesz.

 

Co to znaczy stawiać granice?

Co przychodzi Ci do głowy, kiedy myślisz o stawianiu granic?

Większość osób kojarzy to z twardym wyznaczaniem, co jest dozwolone, a co nie; przedstawieniem, jakie jest prawo, które dziecko powinno bez szemrania wykonać. Tymczasem chodzi tutaj o zupełnie inny rodzaj stawiania granic.

Polega ono na spotkaniu się z dzieckiem tam, gdzie ono aktualnie się znajduje (w sensie fizycznym i emocjonalnym). Nawiązaniu kontaktu z nim w taki sposób, że ono samo wybierze spełnienie naszej prośby. Nie mówię o manipulacji, ale o używaniu języka, którym w danej chwili posługuje się maluch po to, aby zostać przez nie wysłuchanym i zrozumianym.

Sekret skutecznego stawiania granic tkwi w więzi. 

kary dla dzieci

Jeśli pozostajesz w bliskiej relacji z dzieckiem, ono będzie chciało słuchać tego, co do niego mówisz. Jane Nelsen, autorka książki Pozytywna dyscyplina, wypowiedziała słowa: Nawiąż kontakt, zanim będziesz poprawiać zachowanie (Connect before you correct). Tylko, jeśli przed i w trakcie stawiania granicy pozostaniesz w kontakcie z dzieckiem, ono będzie chciało Cię posłuchać.

Dlaczego?

Dlatego, że bliska, słodka więź z Tobą jest dla niego czymś najlepszym, co może mieć. Nawet, jeśli nie może mieć wszystkiego innego (określonego zachowania, którego zabraniasz), może mieć coś znacznie lepszego: Ciebie. Może mieć rodzica, który je rozumie i wspiera, który okazuje mu empatię i stoi po jego stronie. Dziecko w każdym wieku czuje, że to najlepsze, co może wybrać.

O czym musisz pamiętać, abyś mogła w ten sposób postępować?

Po pierwsze: zawsze rozpocznij od samej siebie. Uspokój się nieco, zanim wejdziesz w interakcję z dzieckiem. Pamiętaj, aby oddychać spokojnie, powtarzaj w myślach słowa, które pomogą Ci zachować odpowiednie spojrzenie na sytuację (np. To nie jest sytuacja kryzysowa lub Wybierz miłość). Jeśli Ty jesteś niespokojna, Twoje dziecko przejmuje część Twoich uczuć i również zaczyna być zestresowane.

Po drugie: stawiaj granice z empatią. Twoje dziecko może nie rozumieć, dlaczego tak ważne jest, aby rano szybko nałożyło buty, przestało się bawić i poszło do samochodu. Może płakać, że chce dokończyć swoją zabawę. Jeśli pokażesz mu, że widzisz, że jest to dla niego trudne, że rozumiesz jego niechęć do wyjścia z domu, okazujesz mu szacunek, ale też sprawiasz, że będzie chętniej z Tobą współpracowało. Nawet, jeśli nie może w tej chwili się bawić, wie, że ma po swojej stronie kochającego rodzica, który jest blisko niego i go rozumie.

Chciałbyś nigdy nie przerywać zabawy, prawda? Założę się, że jak będziesz dorosły, będziesz bawić się bez przerwy, cały dzień i całą noc. Nie będziesz w ogóle szedł spać! W tym momencie jest jednak czas, aby umyć zęby i poczytać książkę.

Nie do końca wiem, jak to działa, ale tego typu słowa w bardzo wielu sytuacjach pomogły nam w dobrych humorach przejść od czynności, którą Franek uwielbia do innej, tej mniej lubianej. Jeśli nie możesz czegoś dać dziecku w świecie rzeczywistym, daj mu to w wyobraźni. Góry lodów czy czekolady, kiedy nie zgadzasz się na jedzenie słodyczy w tym momencie, zabawa przez całą noc, kiedy przychodzi czas na położenie się spać. U nas to działa cuda.

 

5 pomysłów na to, czym zastąpić kary dla dzieci

  1. Dawaj wybór i maksymalną kontrolę nad sytuacją.

Jeśli spieszysz się, aby wyjść rano do pracy, możesz zapytać: Masz wybór. Chcesz założyć swoje adidasy czy trampki? Poczucie kontroli jest ważne dla wszystkich dzieci. Im więcej jej mają, tym mniej czują się przestawiane z kąta w kąt. Pozwól mu więc wybierać w ramach tego, co jest dla Ciebie do zaakceptowania.

Daj mu maksymalną kontrolę nad samym sobą. Możesz przygotować razem z nim tablicę, na której będą oznaczone kolejne czynności, które powinno wykonać rano przed wyjściem do przedszkola czy szkoły. Nie poganiaj go, ale powiedz z entuzjazmem: O, widzę, że masz już spakowany plecak! Spójrzmy na tablicę, co teraz będziesz robić?

 

2. Spraw, aby dziecko pomogło Ci rozwiązać problem

Jeśli Twoje dziecko w piaskownicy sypie innym dzieciom piasek w oczy, możesz powiedzieć: Kochanie, mamy pewien problem. Widzę, że chcesz bawić się w piaskownicy. Dzieci, które sypią innym piasek w oczy nie są tu mile widziane, bo sprawiają przykrość innym dzieciom. Co możemy zrobić, abyś mógł nadal się tutaj bawić?

 

3. Zaproś dziecko do zabawy

Zabawa to coś, czemu maluchy nie mogą się oprzeć. Chyba, że mają w sobie jakieś duże, przytłaczające je emocje – wtedy odmawiają zabawy i potrzebują raczej popłakać. Spróbuj jednak postawić granice tym sposobem – zobaczysz, jak często to działa.

Nie masz butów na nogach? Jak w takim wypadku będziesz skakać?! Miałam nadzieję, że będziemy razem skakać w drodze do samochodu! 

 

4. Wyraź swoje uczucia i poproś dziecko o pomoc

Zobacz, jak już późno. Kochanie, obawiam się, że spóźnię się do pracy. Musimy wyjść za chwilę. Potrzebuję, abyś założył buty w tym momencie. Musimy ze sobą współpracować, abym zdążyła.

W tym wypadku nie obwiniasz dziecka o to, że się spóźnisz, raczej spokojnie i z pokorą prosisz go o pomoc. Jasno komunikujesz swoje uczucia. Maluch, który pozostaje w bliskim kontakcie z Tobą, troszczy się o Twoje emocje i chce pomóc Ci rozwiązać problem.

 

5. Przekierowanie

Bardzo trudno jest zatrzymać impuls do jakiegoś zachowania, jeśli już w nas się pojawi. Kiedy dziecko skacze na kanapie, a Ty tego nie chcesz, pokaż mu inne miejsce, w którym będzie mogło skakać.

Dzieci w wieku 1-3 lata uwielbiają rzucać różnymi przedmiotami. Nie jesteś w stanie tego powstrzymać, to jest silniejsze od nich. Możesz natomiast pokazać, jak rzucać np. pluszowymi maskotkami, zamiast pilotem do telewizora.

 

W wielu przypadkach dziecko będzie testowało granice. Zachowaj spokój i podtrzymaj swoje oczekiwanie. Jeśli nawiążesz kontakt z dzieckiem, ono w końcu posłucha tego, o co je prosisz. Dzieci wiedzą, że ostatecznie to Ty jesteś szefem domu i że muszą się podporządkować. Czasem będziesz musiała powtórzyć swoje wymaganie. Czasem wejść w drogę dziecku w przyjazny sposób, aby pogodziło się z tym, że mówisz poważnie.

Jeśli Twoja pociecha nie będzie chciała posłuchać Twoich słów, dzieje się jedna z dwóch rzeczy:

  1. nie czuje z Tobą wystarczająco silnej więzi (w danej chwili lub w ogóle, w szerszym kontekście),
  2. ma trudności z poradzeniem sobie z jakimiś emocjami.

W obu tych przypadkach nic nie zdziałałabyś przez kary dla dziecka. Raczej musisz zastanowić się, jak wzmocnić Waszą więź i jak lepiej pomóc mu regulować emocje.

kary dla dzieci

Jeśli chodzi o sytuację opisaną na początku artykułu, co sprawiło, że Krzyś przestał bić swoją siostrę? Jego rodzice (szczególnie mama, która spędzała z nim najwięcej czasu) zaczęli regulować swoje emocje, aby pozostać spokojnymi w stresującej sytuacji. Zadbali o odnowienie więzi z synem (mnóstwo wspólnej zabawy i radości z bycia razem). Na końcu dali mu również narzędzia potrzebne do radzenia sobie ze swoją złością. Zrezygnowali z kar i klapsów. W ciągu miesiąca bicie siostry nieomal całkowicie ustało.

Nawiąż kontakt, zanim będziesz poprawiać zachowanie. To najważniejsza zasada, która powinna Ci towarzyszyć przy wyznaczaniu granic zachowaniom. Zapamiętaj ją z tego artykułu i wprowadź w życie, a zobaczysz, że nie będziesz już potrzebować kary dla dzieci.

Jakie Ty masz zdanie na temat kar dla dzieci?

Jeśli chcesz odnieść sukces w życiu, zacznij od sprzątania domu

sprzątanie domu

Mamy w domu ogromną ilość rzeczy. Nie tylko to wszystko, co znajduje się każdym przeciętnym mieszkaniu (ubrania, elektronika, sprzęt kuchenny, książki, kosmetyki, zabawki itd.), ale również firmowy sprzęt mojego męża (wielkie kolumny do puszczania muzyki, światła, lasery, gadżety do przebierania się i różnych zabaw) oraz sporo materiałów do zajęć plastycznych (pozostałość po moim hobby i ostatniej pracy zawodowej). Mój mąż jest mistrzem w układaniu wszystkiego tak, by się zmieściło nawet na małej powierzchni. Coraz częściej jednak czuję się przytłoczona ilością tego wszystkiego. Wiem, że czas na wielkie sprzątanie domu. Chcemy pozbyć się tego, co je zagraca, by zostawić miejsce na to, co ważne.

sprzątanie domu

Słuchałam ostatnio rozmowy z Julie Morgenstern, autorką książki Jak być doskonale zorganizowanym. Zadano jej pytanie o to, od czego powinna zacząć osoba, która czuje, że w jej życiu panuje totalny chaos, jest niezorganizowana, nie ma na nic czasu i jest ciągle zmęczona. Julie zaproponowała najpierw zrobić porządek w rzeczach, w przestrzeni fizycznej wokół siebie. Dopiero później można zająć się porządkowaniem myśli i kalendarza.

Nie chodzi jednak o ścieranie kurzy, układanie zabawek na półkach czy odkurzanie. Jakkolwiek większość ludzi czuje się lepiej, kiedy to zrobią, jest to tylko chwilowy efekt. W niedługim czasie bałagan znów przejmuje kontrolę nad domem i trzeba zaczynać od nowa.

Chodzi o to, by sięgnąć głębiej. Zastanowić się, które rzeczy są nam w domu potrzebne. Pozbyć się wszystkiego, co je zagraca. Zrobić miejsce tylko na to, co ważne.

Czuję, że przyszedł w moim życiu czas na sprzątanie domu, o którym mówi Julie.

Dlaczego warto zrobić gruntowne sprzątanie domu?

Masz czasem poczucie, że odkąd zostałaś mamą (albo po urodzeniu drugiego czy trzeciego dziecka), przestałaś ogarniać rzeczywistość?

W głowie wiruje Ci setki myśli o tym, co powinnaś jeszcze dziś zrobić. Sprzątanie, gotowanie, pranie, rozwiązywanie konfliktów między rodzeństwem, rozmowy z mężem, czas dla siebie, uczenie dzieci, jak się ubrać, jak samodzielnie jeść, czy umyć ręce… Każdy dzień to niekończąca się lista zadań, obowiązków, ale też pragnień i tego, co chciałabyś zrobić.

Ja czasem czuję się przytłoczona tym wszystkim.

Dodatkowo to uczucie potęguje nieporządek w moim domu. Gdzie spojrzę, tam widzę mnóstwo rzeczy leżących na szafkach, na stole, w kącie… Wydaje się, jakby mieszkanie było zbyt małe, by je wszystkie pomieścić! Albo jakbyśmy mieli za mało szafek. Patrzę na to wszystko i sama nie wiem, w co ręce włożyć. Jak mam sobie z tym wszystkim poradzić?!

Ilość rzeczy, które posiadamy w domu w sposób bezpośredni wpływa na to, jak się czujemy i jak się zachowujemy. Jeśli czujesz się przytłoczona ich nadmiarem, Twój stan od razu przenosi się na inne sfery życia. Dzieje się to zwykle w sposób nie do końca świadomy. Patrzysz na to, co Cię otacza i wydaje Ci się, że nie masz siły, chęci ani energii, aby radzić sobie z czymkolwiek. Nie tylko z bałaganem, ale też z nadmiarem zajęć i nieporządkiem w relacjach z bliskimi. Myślisz sobie: Nie dam rady się z tym uporać… Nie jestem w stanie nic zrobić.

Kiedy w domu znajduje się mała ilość rzeczy, jest w nim przestrzeń na to, aby oddychać i skupić się na tym, co ważne.

April Perry, założycielka portalu Power of Moms opowiadała, że kiedy jej mama zachorowała na Alzheimera, zaczęła stawiać na widoku ogromną ilość rzeczy. W jej sypialnie wszystkie szafki, łóżko, podłoga były pokryte różnymi przedmiotami z jej życia. Robiła to dlatego, bo bała się, że jeśli nie będzie ich widzieć, zapomni o nich.

W pewnym momencie jednak cała rodzina zaczęła dbać o to, aby tych rzeczy było jak najmniej. Okazało się, że to bardzo obniżyło u mamy poczucie ciągłego niepokoju. Kiedy widziała te wszystkie przedmioty, wciąż o nich myślała, przypominała sobie różne wydarzenia, osoby, a to powodowało, że była niespokojna. Musiała pozbyć się ich, by wrócił do niej pokój serca.

Dlaczego zatem warto zrobić gruntowne sprzątanie domu? Dlaczego warto pozbyć się z domu wszystkiego, co nie jest Ci potrzebne? Poniższe powody znalazłam w książce It’s here… Somewhere A. Fulton-Osborne i P. HatchAutorki opracowały je na podstawie własnych obserwacji z pracy z setkami osób, którym pomogły odgracić swój dom.

  • Mniejsza ilość rzeczy = mniejszy bałagan = mniej czasu potrzebnego Ci na sprzątanie.
  • Zyskujesz więcej przestrzeni życiowej, aby zająć się tym, co naprawdę ważne: relacjami z bliskimi, spotkaniem z drugim człowiekiem.
  • Przestrzeń, która nie jest zagracona, wprowadzi w Twoje serce spokój i pobudzi kreatywność.
  • Porządek w rzeczach pomoże Ci wprowadzić porządek w myślach i kalendarzu.
  • Dzieci, które znajdują się w uporządkowanej przestrzeni, są bardziej spokojne i chętniej bawią się samodzielnie.
  • Łatwiej przyjdzie Ci zapraszać innych ludzi do domu (również Twoje dzieci będą chętniej przyprowadzać swoich przyjaciół).
  • Kiedy robisz porządek w swoich rzeczach, zyskujesz poczucie kontroli nad pewnym elementem swojego życia – łatwiej Ci wtedy zabrać się za porządkowanie pozostałych sfer, ponieważ czujesz przypływ energii, motywacji i przekonania, że: Jeśli poradziłam sobie z tym bałaganem, poradzę sobie też z wszystkim innym!

Czego powinnam się pozbyć?

Każdy ma wokół siebie przedmioty, których powinien się pozbyć. Jednak dla każdego może to być coś innego. Czym się kierować przy podejmowaniu decyzji?

W języku angielskim używane jest słowo clutter na określenie tego rodzaju przedmiotów. Jest ono tłumaczone jako rupiecieśmieci, nieporządek. Nie do końca odpowiada mi to tłumaczenie. Autorki książki It’s here… Somewhere, na podstawie swoich obserwacji, stwierdziły, że słowo clutter oznacza przedmioty, których:

  • nie lubisz,
  • nie potrzebujesz,
  • nie używasz,
  • nie chcesz,
  • nie masz na nie miejsca.

Nie chodzi zatem o to, co my zwykle rozumiemy jako rupiecie i śmieci. Nie wiem, jak Ty, ale ja słowo rupiecie interpretuję przede wszystkim jako coś, co jest zepsute i stare. Tymczasem coś w moim domu może być nowe, w ogóle nie używane, idealnie funkcjonujące, a podlegać pod kategorię clutter, czyli jest przedmiotem, którego powinnam się pozbyć.

Będę zatem używać słowa graty (również niezbyt mi się podoba, ale nie mam pomysłu na inne, bardziej pasujące – może Wy coś podpowiecie?).

Zatem graty to rzeczy, których nie lubisz, nie potrzebujesz, nie używasz, nie chcesz lub nie masz na nie miejsca. Dany przedmiot nie musi spełniać każdej z tych cech, aby należało się go pozbyć. Ostateczna decyzja zawsze należy do Ciebie. Czasem wystarczy, że czegoś NIE CHCESZ i dlatego usuwasz to ze swojego domu.

sprzątanie domu

Dlaczego tak trudno nam się pozbyć gratów?

Nasze babcie funkcjonowały w zupełnie innym świecie. Większość z nich w ogóle nie musiała podejmować refleksji nad tematem gruntownego sprzątania mieszkania z niepotrzebnych rzeczy. Dlaczego? Bo po prostu miały mało rzeczy! Tymczasem wielu z nas każdego dnia przynosi do domu jakieś nowe przedmioty. Gazety, książki, zabawki, plastikowe pudełka, nowe naczynia, kosmetyki, buty, ubrania… Rzeczy przybywa, ale czy w tym samym czasie inne znikają?

Dlaczego tak trudno nam się czegoś pozbyć?

Są trzy główne powody.

  1. Rzecz ma dla nas wartość sentymentalną.

Może to być bluzka, którą założyłam na pierwszą randkę z mężem, maskotka, którą dostałam od pierwszego chłopaka, czy kubek, z którego uwielbiał pić herbatę mój zmarły tata. Przedmioty przypominają nam ludzi, wydarzenia i przeżycia. Trudno nam się z nimi rozstać, bo czujemy, jakbyśmy w ten sposób wyrzucali z naszego życia również osobę, od której otrzymaliśmy dany przedmiot. Podobnie jak mama April Perry z podanego wcześniej przykładu boimy się, że jeśli zabraknie danej rzeczy, stracimy dostęp do jakiegoś przeżycia. Że nasze życie będzie uboższe i mniej szczęśliwe.

W ten sposób Twoje mieszkanie może zostać wypełnione pamiątkami o ludziach i wydarzeniach. Z biegiem czasu będzie ich coraz więcej i więcej. W końcu poczujesz się przytłoczona ich nadmiarem i zmęczona koniecznością ciągłego sprzątania.

Co zatem zrobić?

  • Każdy członek rodziny niech założy swoje pudełko wspomnień. Musi być ono nieduże i nie możecie go zamieniać na coraz to większe. Do pudełka można wkładać przedmioty, które są dla Was szczególnie ważne i nie wyobrażacie sobie, aby się ich pozbyć. Jest to przydatne szczególnie, jeśli masz dziecko – większość z nich to wyjątkowi kolekcjonerzy. Pozwól, by ono samo decydowało, co włoży do swojego pudełka. Jednocześnie niech ma świadomość, że jeśli pudło się wypełni, będzie musiało wyciągnąć coś, by przechować w nim coś nowego. Będzie miało szansę uczyć się trudnej sztuki decydowania o tym, co jest mu naprawdę w życiu potrzebne.
  • Zrób zdjęcia przedmiotu, który ma dla Ciebie dużą wartość sentymentalną. Możesz na fotografii uchwycić siebie lub swoich bliskich, jak trzymacie czy używacie danej rzeczy. Zdjęcie zachowaj (wywołaj lub trzymaj na komputerze), a przedmiot przekaż innym.

2. Zapłaciliśmy za daną rzecz sporą ilość pieniędzy.

Możesz nie używać kupionego jakiś czas temu robota kuchennego, ale kiedy myślisz o tym, aby go komuś oddać, przychodzi Ci myśl: Ale przecież zapłaciłam za niego tyle kasy…

Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że mamy tendencję, aby posiadanym przez nas przedmiotom przypisywać większą wartość, niż one rzeczywiście posiadają. Jeśli zapłaciłaś za coś dużo pieniędzy, tym bardziej nie chcesz się tego pozbywać z domu. Bo przecież szkoda takiego wydatku!

3. Myślimy, że może jeszcze kiedyś będziemy potrzebować danej rzeczy.

Autorka książki It’s here… Somewhere dała mi odpowiedź na tę wątpliwość, która wgniotła mnie w ziemię.

Tak, prawdopodobnie będziesz kiedyś potrzebować danej rzeczy. Ale na świecie są ludzie, którzy potrzebują jej TERAZ, dziś, w tej chwili. Wykonaj ten akt odwagi i przekaż daną rzecz dalej, aby ktoś inny mógł z niej skorzystać. A jeśli przyjdzie czas, że będziesz jej potrzebować, bądź pewna, że znajdzie się sposób, abyś ją otrzymała.

To argument, który przemawia do mnie całkowicie. Może nie jest logiczny, ale dotyka czegoś, co siedzi głęboko w każdym z nas. Pragnienie, aby pomóc innym, obdarować ich czymś, co jest dla nich ważne i im potrzebne jest uniwersalne wśród ludzi.

Pomyśl o przedmiotach wokół siebie jak o bilecie do kina. Kupujesz bilet po to, by czegoś doświadczyć, coś przeżyć. Bilet sam w sobie jest tylko kawałkiem papieru. Kiedy obejrzysz film, już go nie potrzebujesz. Wszystkie przedmioty wokół nas również są nam potrzebne, by czegoś doświadczyć. Kiedy to zrobimy, możemy się ich pozbyć i przekazać je komuś innemu, by on również mógł z nich skorzystać.

Przez swoją hojność możesz ubogacić i zmienić życie kogoś innego. Dana rzecz, zamiast stać i kurzyć się w Twojej szafce, może posłużyć komuś, kto jej naprawdę potrzebuje. Czyż to nie wspaniały powód do tego, aby zrobić gruntowne sprzątanie domu?

Kiedy myślę o pozbywaniu się rzeczy z domu, nie chodzi mi o wyrzucanie wszystkiego do śmietnika. Proponuję Ci wyrzucenie tylko tego, co już nie nadaje się do użytku. Pozostałe przedmioty przekaż komuś innemu: rodzinie, przyjaciołom lub osobom ubogim (poprzez jakąś organizację).

sprzątanie domu

Dwie umiejętności, których potrzebujesz, aby zabrać się do pracy

  1. Świadomość, dlaczego pozbywasz się z domu konkretnych przedmiotów.

Moje odpowiedzi na to pytanie znajdują się powyżej w tekście: bo chcę swobodnie oddychać w swoim domu, mieć miejsce na to, co ważne, odgracić nie tylko przestrzeń, ale i moje myśli oraz przekazać innym to, z czego oni mogliby skorzystać.

Jaki jest Twój powód i motywacja?

Jeśli nie odpowiesz sobie na to pytanie, nie będzie Ci się chciało ruszyć do pracy. Sprzątanie domu z gratów to działanie wyczerpujące zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Musisz setki, tysiące razy odpowiadać sobie na pytanie: Czy chcę daną rzecz? Czy jej potrzebuję? Czy jej używam? Czy ją lubię? Czy mam na nią miejsce?

Zrywanie emocjonalnych więzów z przedmiotami może być trudne, ale to uczucie ulgi, wolności i przestrzeni, które następuje później, jest wyjątkowe.

2. Znajomość pytań, które pomogą Ci ocenić, czy zostawić dany przedmiot, czy usunąć go z domu.

Te pytania już padły:

Czy chcę daną rzecz?

Czy jej potrzebuję?

Czy jej używam?

Czy ją lubię?

Czy mam na nią miejsce?

Zapamiętaj je, bo dzięki nim możesz stać się również bardziej uważna na to, co nowego wnosisz do swojego domu.

Jestem gotowa na zmiany. Chcę tego. Potrzebuję tego.

Kiedy ustalałam swoje cele na 2016 r., wśród nich znalazł się też punkt dotyczący utrzymania porządku w domu. Odgracanie będzie świetnym wstępem do tego.

Rozpoczynam proces gruntownego sprzątania domu w tym miesiącu. Opracowuję pewien plan, który ma mi w tym pomóc i usprawnić pracę. Chciałabym poświęcać na odgracanie minimum 15 minut każdego dnia (dłużej może być trudno przy dwójce małych dzieci…). Dostosowuję się do okoliczności mojego życia i będę pracować w sposób realny, ale efektywny. Wszystko małymi kroczkami.

Cały proces będę opisywać na blogu. Jeśli chcesz, możesz skorzystać z moich podpowiedzi i zrobić porządek w swoim domu.

Chciałabyś się do mnie przyłączyć? Jeśli tak, zostaw komentarz poniżej. Będziemy się nawzajem motywować do działania.

Niezawodny i sprawdzony sposób, jak okazać miłość mężowi już dziś

jak okazać miłość

Czasem to dzieje się jakby samo. Chwila zapomnienia i ups… znów to zrobiłam… Ale przecież miałam prawo, bo nie będę dusić w sobie tego wszystkiego! A on mnie już tak denerwuje! Zdarza Ci się myśleć w ten sposób, kiedy powiedziałaś jakieś negatywne słowa o mężu innej osobie? Narzekanie na jego wady, śmianie się z jego błędów, wytykanie jego niedociągnięć… Mówienie źle o współmałżonku stało się czymś zupełnie normalnym w kręgach przyjaciół i rodziny. Chcesz poznać niezawodny sposób, jak okazać miłość mężowi? Nigdy nie mów o nim źle przy innych. Nigdy.

jak okazać miłość

Dlaczego tak łatwo zauważyć jego wady?

Zakochani zwykle wpatrują się w siebie jak w obrazek. Nie widzą nawzajem swoich wad, a nawet, jeśli je dostrzegają, nie przejmują się nimi. Podziwiają zalety i są zachwyceni każdym okruszkiem dobra.

Później jednak coś zaczyna się zmieniać. Stopniowo coraz więcej miejsca w ich myślach zajmują wady ukochanej osoby. Coraz trudniej zobaczyć i docenić pozytywne zachowania. Coraz więcej wzajemnych oskarżeń i pretensji. To, co negatywne, przesłania wszystko inne.

Psychologowie odkryli, że w każdym z nas działa mechanizm, który nazwali negativity bias. Jest to tendencja do lepszego zapamiętywania i łatwiejszego zauważania zdarzeń dla nas negatywnych, a nie pozytywnych lub neutralnych. Przejawia się to między innymi tym, że:

  • dłużej pamiętamy słowa, które nas obraziły niż pochwałę,
  • abyśmy przejęli się pozytywnymi doświadczeniami, muszą one zachodzić częściej niż negatywne,
  • kiedy nasz mózg snuje luźne myśli, z większym prawdopodobieństwem przypomnimy sobie coś, co nas zezłościło lub zasmuciło, niż coś, co nas ucieszyło i napełniło dumą.

Chyba już znasz odpowiedź na pytanie z nagłówka? Dlaczego tak łatwo zauważyć jego wady?

To naturalna dla każdego człowieka tendencja. Naturalna, co nie znaczy, że właściwa i sprzyjająca rozwojowi relacji! Chociaż negativity bias spełnia pewne funkcje w chronieniu nas przed niebezpieczeństwem fizycznym, stanowi jednak duże utrudnienie w codziennym funkcjonowaniu.

Pomyśl o swoim przeciętnym dniu. Jak łatwo Ci dostrzec denerwujące zachowania Twojego męża? Jak łatwo wryć je w pamięć i mieć je cały czas przed oczami? Wiesz już, że tak działa Twój mózg. Nie musisz wkładać żadnego wysiłku w to, by skupić się na wadach swojego małżonka. To przychodzi samo.

Musisz natomiast popracować nad tym, by okazać miłość.

Aby pozytywne doświadczenia nas mocno dotknęły, musimy świadomie je przeżyć i docenić. Zatrzymać się na chwilę, odetchnąć głęboko i pomyśleć o nich. Mówić jak najczęściej o nich. Pisać o nich. Mieć coś, co będzie je przypominać. 

jak okazać miłość drugiej osobie

Co jest złego w mówieniu negatywnych rzeczy o mężu?

Czy chcesz stworzyć małżeństwo, w którym masz pewność, że nikt i nic nie może stanąć pomiędzy Wami? Że jesteście dla siebie najważniejszymi osobami na ziemi? Że zawsze możecie na siebie liczyć i będziecie się we wszystkim wspierać? Że będzie między Wami pasja i wzajemne przyciąganie?

Musisz zatem wiedzieć, jak okazać miłość, by taki związek stworzyć.

Kiedy mówisz źle o swoim mężu, jesteś skazana na porażkę. Nie ma szans na spełnienie Twoich marzeń o wyjątkowym małżeństwie.

Zwykle mówienie o wadach małżonka nie wynika ze świadomej chęci zrobienia mu krzywdy i przykrości. Chcemy wyrzucić z siebie złość i napięcie związane z jakąś sytuacją, w której nas wkurzył. Włączamy się w ogólny trend narzekania na mężów i robimy to, co robią nasze koleżanki. Chcemy poczuć się lepiej. Chcemy otrzymać wsparcie od przyjaciółki czy rodziców.

Problem polega na tym, że tracimy więcej niż zyskujemy.

Co dzieje się, kiedy narzekasz na męża, obwiniasz go o coś przy innych, mówisz o jego wadach, śmiejesz się z jego błędów?

  • Podążasz za mechanizmem negativity bias i dodatkowo wzmacniasz jego działanie. Tym samym jeszcze bardziej utrudniasz sobie zauważenie i docenienie pozytywnych i mocnych stron swojego męża!
  • Sprawiasz, że inni ludzie patrzą na niego przez pryzmat Twoich negatywnych określeń. Niszczysz jego relacje z innymi.
  • Niszczysz jego zaufanie do Ciebie. Pomyśl, jak się czujesz, kiedy dowiadujesz się, że ktoś mówił źle o Tobie innym? Nieważne, czy miał ku temu powody! Czy nie wolałabyś, aby porozmawiał o tym z Tobą, a nie włączał w to inne osoby?
  • Uniemożliwiasz Wam stworzenie nierozerwalnego związku, w którym nikt i nic nie może wkroczyć pomiędzy Was. W takiej sytuacji pomiędzy Wami już stanęły negatywne słowa, które zostały powiedziane.
  • Kiedy mówisz o mężu źle, kiedy on przy tym jest, dodatkowo ranisz jego serce. Jesteś najbliższą mu na świecie osobą, znasz najlepiej wszystkie jego słabości. Jak bardzo boli, kiedy ktoś, przed kim obnażamy naszą słabość, wyciąga ją na światło dzienne wobec innych! Może to spowodować, że Twój mąż będzie coraz bardziej oddalał się od Ciebie w obawie, że będzie przez Ciebie ośmieszany i obmawiany.

Czy muszę pisać coś jeszcze?

Nie ma takiego powodu, który może sprawić, że mówienie źle o mężu przy innych (przyjaciołach, koleżankach, rodzinie, znajomych w pracy, ludzi w internecie) będzie uzasadnione. Po prostu nie ma.

Nieważne, czy małżonek jest przy tej rozmowie, czy go nie ma. Nieważne, czy jest to Twoja najbliższa przyjaciółka, której chciałaś się wypłakać i poczuć się lepiej, czy Twój sąsiad, z którym żartujesz sobie o jakimś nieudanym projekcie Twojego męża.

Nie ma takiego powodu, który może sprawić, że mówienie źle o mężu przy innych będzie uzasadnione.

Jeśli rzeczywiście zastanawiasz się nad tym, jak okazać miłość, zacznij już dziś: nigdy nie mów źle o najważniejszej osobie w Twoim życiu.

 

Jak okazać miłość mężowi, kiedy widzę jego wady?

Czy w takim razie nigdy nie mogę poczuć się źle w małżeństwie, mieć żalu do męża, czuć się rozczarowana?!

Możesz. To są Twoje uczucia i nie masz na nie wpływu.

Możesz jednak zdecydować, co z nimi zrobisz. Jak się zachowasz pod ich wpływem. Co i komu powiesz.

W takiej sytuacji masz trzy możliwe opcje:

  • wyrazić swój żal, złość, zniechęcenie wobec innych osób, mówiąc źle o mężu i obwiniając go o to, co się dzieje – już ustaliłyśmy, że taka opcja nie wchodzi w grę, jeśli chcesz budować nierozerwalny i szczęśliwy związek,
  • porozmawiać o tym, co czujesz ze swoim mężem – tę opcję zalecam, kiedy już nieco opadną w Tobie emocje (wcześniej możesz o nich napisać w pamiętniku) i jesteś gotowa i zdolna do szczerej i budującej rozmowy,
  • wejść w środowisko osób, które tak jak Ty chcą pracować nad sobą (a nie nad mężem!) i opowiedzieć im o swoich uczuciach, pytając, co Ty możesz zrobić (a nie on!), aby poprawić Waszą sytuację.

Chodzi o to, aby wziąć odpowiedzialność za samą siebie, swoje uczucia i swój sposób odnoszenia się do małżonka. Co JA mogę zrobić, aby odmienić dynamikę naszego związku? Mówienie źle o nim, bez względu na to, jaki masz powód, NIGDY nie pogłębi ani nie poprawi Waszej relacji.

Chcę tylko zwrócić uwagę na ważną sprawę. To, co napisałam odnosi się do normalnych, najczęściej występujących sytuacji. Jeśli w Twoim małżeństwie jest przemoc, alkoholizm, zaburzenia psychiczne – nie namawiam Cię do trzymania tego w tajemnicy i nie mówienia nikomu! Wtedy potrzebujesz pomocy i wsparcia specjalistów i bliskich osób.

Teraz mam dla Ciebie zadanie. Konkretne wyzwanie, przez które okażesz miłość mężowi.

Od dziś podejmij decyzję, aby nie mówić negatywnych rzeczy o swoim mężu przy rodzinie, przyjaciołach, koleżankach czy sąsiadach. Jeśli masz potrzebę wyrzucić z siebie emocje, wybierz jedną z dwóch opcji: porozmawiaj z ukochanym lub z kimś z Twojego rozwojowego środowiska. Jeśli nie masz takiego środowiska, dołącz do grupy na facebooku Małżeństwo, rodzicielstwo i rodzina – grupa wsparcia dla kobiet. Nie oskarżamy tam o nic swoich małżonków, ale zastanawiamy się, co my same możemy zrobić, aby odmienić sytuację.

Po drugie: mów jak najczęściej dobrze o swoim mężu! Chwal go, podkreślaj jego zalety, powiedz o tym, co ostatnio zrobił dobrze. Nawet, jeśli nie ma go w pobliżu, uciesz się jego mocnymi stronami i wyryj je sobie w pamięci przez mówienie o nich.

Nie wiesz, jak się zabrać za taką zmianę? Proponuję Ci pracę metodą okresów czasuKiedy znajdziesz się w jakimkolwiek towarzystwie, wyznacz sobie najpierw 5-10 minut, w czasie których skupisz się na tym, aby nie powiedzieć nic negatywnego. Zamiast tego wypowiedz jakieś dobre słowa o ukochanym. Jeśli Ci się to uda, wyznacz 15 minut. I tak dalej.

jak okazać miłość

A jeśli się nie uda, przeproś męża i próbuj ponownie. Jesteś na dobrej drodze.

Jeśli jesteś zdeterminowana do pracy nad sobą, załóż specjalny notatnik, w którym będziesz opisywać swoje postępy. To będzie dla Ciebie dodatkowa motywacja, ale i pomoc w uporządkowaniu swoich uczuć i myśli.

Wiesz już, jak okazać miłość mężowi. Teraz bierz się do roboty. A może raczej: bierzmy się do roboty. Bo ja też podejmuję to wyzwanie.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, skomentuj i udostępnij dla innych.

Podejmujesz wyzwanie, by NIGDY nie mówić źle o swoim mężu?

To pierwszy artykuł w Szkole Relacji. Temat, który podejmujemy we wrześniu brzmi: Skup się na pozytywach.

Dlaczego rozmowa nie jest najlepszym sposobem na kryzys małżeński?

jak pokonać kryzys małżeński

Co jest najlepszym rozwiązaniem na kryzys małżeński? Rozmowa! Czyż nie tak powtarza nam dzisiejszy świat, mądrzy ludzie dookoła nas, a nawet nasza własna, kobieca logika? Ostatnio dużo o tym myślę, czytam, rozmawiam z innymi i coraz bardziej przekonuję się, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. Rozmowa owszem, jest niezbędna, ale często wcale nie jest pierwszym sposobem, który trzeba zastosować. Ba, nie jest nawet drugim lub trzecim!

kryzys małżeński

Kilka dni temu rozmawiałam z moim mężem o jednej kobiecie, która przeżywa kryzys małżeński i potrzebuje pomocy. Poprosiłam Adriana o podpowiedź, co on by jej poradził. To on lepiej wie, co gra w męskiej duszy, więc może jego spojrzenie będzie bardziej przydatne niż moje. Dialog, który rozegrał się pomiędzy nami, sprawił, że szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.

– Wszyscy naokoło mówią im, że powinni o tym rozmawiać. Ale ona stwierdziła, że jej mąż już nie chce rozmawiać, że zachowuje się jak zraniony niedźwiedź, który atakuje, żeby uniknąć dalszego bólu! – powiedziałam do Adriana.

– Aga, ale żeby rozmawiać, to najpierw trzeba tę relację jakoś uzdrowić. Pojemność serca ma swoje granice. I nie można cały czas słuchać o tym, co boli drugą osobę i w kółko mówić, o tym, co trudne!

– Ale jak to: naprawić?! No przecież naprawia się przez rozmowę! Przecież tak tworzy się bliskość, to z rozmowy wiem, co Tobie przeszkadza i ty wiesz, co mi…

– Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać. Żeby było jakoś tak przyjemniej między nami…

Ten dialog ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że to NIE ROZMOWA jest pierwszym sposobem na kryzys małżeński. Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać… Trzeba chociaż trochę odbudować zaufanie, pokazać drugiej osobie, że zrobisz wszystko, aby przez sposób prowadzenia rozmowy już więcej jej nie ranić. Trzeba wzmocnić swoje umiejętności komunikacyjne, aby być zdolnym do szczerego, ale również budującego dialogu, a nie takiego, który współmałżonka rani i zamyka na to, co chcesz powiedzieć. Trzeba popracować nad sobą i pokazać swoim zachowaniem, że dokonuje się rzeczywistych zmian w swoim życiu. W ten sposób można zachęcić małżonka do otwarcia się na nowo, aby zechciał znów porozmawiać o tym, co boli.

Jako ciekawostkę dodam, że nasz dialog z Adrianem odbył się po radosnym, satysfakcjonującym współżyciu seksualnym. Tak, w ten sposób też możemy sprawić, że w ogóle chce się rozmawiać (szczególnie mężczyźnie).

 

Jeśli chcesz:
  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Kobieta a mężczyzna w czasie kryzysu małżeńskiego

To nie przypadek, że większość kobiet podaje rozmowę jako najlepszy sposób na kryzys. Dla kobiety rozmowa to sposób na nieomal wszystko! Potrzebujemy jej jak tlenu. Dzięki niej czujemy bliskość emocjonalną z innymi ludźmi. Poprzez nią radzimy sobie z uczuciami i problemami. Poznajemy w ten sposób innych ludzi. Odpoczywamy.

Pewnego dnia przeżyłam ogromne zdziwienie, kiedy przeczytałam, że mężczyzna po współżyciu seksualnym, odczuwa podobny rodzaj bliskości emocjonalnej z kobietą, jak ona po odbyciu z nim głębokiej rozmowy. Naprawdę?! To my nie czujemy tego tak samo?! Dla mnie współżycie jest raczej efektem bliskości, a dla niego sposobem na jej budowanie?! Wow!

Rozmawiałam później o tym z mężem i obserwowałam jego zachowanie. Odkryłam, że to w 100% prawda! Oczywiście, że mężczyzna potrzebuje również rozmawiać. Jednak nie jest to dla niego jedyny i wystarczający środek do bliskości, tworzenia więzi i zaufania. Dla niego ważna jest też fizyczna obecność: towarzyszenie sobie nawzajem w różnych wydarzeniach. I czasem potrzebuje NAJPIERW doświadczyć bliskości poprzez seks, by później być gotowym do ważnego i trudnego dialogu.

Te informacje zmieniły moje podejście do wielu spraw.

I mogą spowodować małe trzęsienie ziemi w Twoim spojrzeniu na kryzysy małżeńskie.

Różnimy się między sobą. Dla kobiety rozmowa zwykle pozwala rozładować napięcie, wyrzucić z siebie wiele spraw, przez co czuje się lepiej. Dla mężczyzny – wprost przeciwnie! Jego mózg funkcjonuje w taki sposób, że roztrząsanie problemów poprzez dialog powoduje raczej wzrost napięcia i stresu. Jest to dla niego prawdziwy trud i wysiłek.

Nie możesz lekceważyć tych różnic. Jeśli będziesz naciskać na swojego męża, aby z Tobą rozmawiał w trudnych sytuacjach, on może wycofywać się coraz bardziej. Jeśli przyjmiesz za pewnik, że on czuje się po konwersacji z Tobą tak samo jak Ty, możesz zrobić krzywdę sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. Nie tędy droga.

Ważne dopowiedzenie: oczywiście kobiety również różnią się między sobą, podobnie jak mężczyźni. Jedne znacznie mocniej odczuwają potrzebę rozmowy, inne słabiej, jeszcze inne mogą nieomal w ogóle nie dążyć do dialogu. Nie zmienia to jednak faktu, że współczesna nauka jasno pokazuje, że płeć damska i męska pod tym względem funkcjonują inaczej. Jest to związane z nieco odmienną budową mózgu czy gospodarką hormonalną.

Wiem, że żyjemy w czasach, w których najlepiej byłoby w ogóle nie mówić o różnicach pomiędzy płciami. Jednak ja trzymam się dowodów naukowych (które potwierdzają codzienne obserwacje z życia wielu, wielu ludzi), a nie współczesnej ideologii. Wszystkie cechy, które odróżniają nas między sobą zawsze znajdują się na jakiejś skali – to znaczy, że jedna osoba wykazuje silniej daną cechę, a inną słabiej. Jednak możemy mówić o tym, że przeciętna kobieta różni się nią od przeciętnego mężczyzny.

w kryzysie małżeńskim

Niskie umiejętności komunikacyjne

Czasem sama możesz zobaczyć w małżeństwie, że nie jesteście w stanie rozwiązać problemów przez rozmowę.

  • Twój małżonek w ogóle nie chce podjąć trudnego tematu. Unika go, wychodzi z pokoju, kiedy zaczynasz o tym mówić, złości się, krzyczy i atakuje Cię słownie lub milczy.
  • Każda próba rozmowy na dany temat kończy się Waszą kłótnią: oboje wpadacie w gniew, zaczynacie krzyczeć i ranić siebie nawzajem.
  • Nie masz już siły i ochoty rozpoczynać kolejnej rozmowy. Już tyle razy próbowałaś… Nic z tego nie wynikało, a sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.

Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas ma jakieś zranienia. Posiadamy określone sposoby reagowania na kryzysy i trudności. Bezwiednie wpadamy w schematy zachowania, które nam samym się nie podobają.

Jeśli wielokrotnie próbowałaś rozwiązać jakiś problem przez rozmowę, a widzisz, że się nie udaje, przestań to robić. Widocznie na ten moment nie jesteście w stanie poradzić sobie z kryzysem przez dialog. Może nie potraficie rozmawiać tak, aby nie zadawać sobie nawzajem coraz większego bólu. Może padło już tak wiele raniących słów, że Twój mąż lub Ty boicie się kolejnej konfrontacji.

Poszukaj innych środków. Odłóż trudną rozmowę o Waszych problemach na jakiś czas (proponuję nawet na 90 dni!). Dokonaj zmian w swoim zachowaniu. Odnówcie wzajemne zaufanie chociaż trochę. Pokaż poprzez swoje konkretne działanie, że uczysz się lepiej odnosić do małżonka. Niech Twoja przemiana zainspiruje go do podjęcia na nowo wysiłku, by znów zawalczyć o mocną więź pomiędzy Wami.

 

Skuteczne sposoby na kryzys małżeński

Jeśli więc nie rozmowa, to co?

Dialog jest niezbędnym elementem wyjścia z kryzysu. Jednak niekoniecznie trzeba od niego zaczynać. Jeśli sprawy zaszły już za daleko, jedna ze stron (lub obie) mogą nie chcieć lub nie potrafić odpowiednio prowadzić rozmowy. Dlatego trzeba szukać innych sposobów.

  1. Wspólna lub indywidualna modlitwa, Eucharystia, spowiedź.

Jeśli jesteś osobą wierzącą, zacznij od tego. Zapytaj męża, czy chciałby pomodlić się razem z Tobą lub pójść na Mszę Święta. W naszym małżeństwie często modlitwa ratowała nas przed wzajemną niechęcią i długim trwaniem w oskarżeniach. Jeśli mąż nie chce, módl się sama. Uczestnicz w Eucharystii i spowiadaj się. Pan Bóg ma swoje sposoby, by kruszyć ludzkie serca. Pomaga nam zobaczyć nasz wkład w aktualną sytuację małżeńską i wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy źle.

 

2. Twoja wewnętrzna i zewnętrzna przemiana.

Wielokrotnie pisałam już o tym, że zmiana w zachowaniu jednej osoby ma wpływ na cały związek. Jeśli dokładasz swoją cegiełkę do kryzysu małżeńskiego poprzez określone zachowania i reakcje (a nieomal na pewno tak jest…), to nie naprawi tego Twoja rozmowa z mężem! Nie jesteś w stanie przegadać tego, że jakieś Twoje zachowanie go rani, denerwuje i męczy i w ten sposób zlikwidować problem. Bo co z tego, że o tym porozmawiacie? Problem nadal istnieje, bo jest nim jakieś Twoje postępowanie!

Nie da się samą rozmową rozwiązać problemów, które wywołują kryzys małżeński. Zawsze konieczne będzie konkretne działanie i przemiana wnętrza (myśli, serca, uczuć) i zachowania. Może zatem warto od tej przemiany zacząć.

Musisz podjąć trud konkretnej zmiany swojego postępowania. Poznać, jakie Twoje zachowania są niewłaściwym sposobem odnoszenia się do drugiej osoby i zacząć nad nimi pracować. Może często krytykujesz męża? Może nie pozwalasz mu podejmować żadnych rodzinnych decyzji? Może masz do niego ciągłe pretensje o to, że za mało zarabia, za mało zajmuje się dziećmi, za mało pracuje w domu, za mało…? Może nie spędzacie razem czasu na beztroskiej zabawie, bo ciągle jesteś spięta, nerwowa i myślisz tylko o tym, co jest jeszcze do zrobienia w domu?

Powodów kryzysu może być mnóstwo. Oboje wnosicie swoje trzy grosze. Jeśli jesteś zdeterminowana, aby ratować swoje małżeństwo, nie oglądaj się na to, czy Twój mąż coś zmienia w swoim zachowaniu. Weź się za siebie i pokaż mu, że zależy Ci na Waszym związku i na nim. Stwórz środowisko, które zainspiruje go do przemiany również poprzez drobne gesty dbania o związek.

Jak to zrobić?

Spieszę z pomocą.

Jeśli chcesz:

  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Dlaczego empatia jest Ci niezbędna do (szczęśliwego) życia?

co to jest empatia

Codziennie po powrocie z przedszkola mała Ania zachowywała się agresywnie wobec swojej mamy. Próbowała ją uderzyć, krzyczała, tupała nogami i rzucała zabawkami. Jej matka, zachęcona przez dr Laurę Markham, przestała siłą powstrzymywać jej wybuchy, a zaczęła spokojnie mówić do córki: Kochanie, myślę, że po prostu potrzebujesz popłakać. Brała ją w ramiona i pozwalała jej płakać. Po tygodniu Ania po powrocie do domu sama podchodziła do mamy, mówiła: Po prostu potrzebuję popłakać, przytulała się i szlochała. Dzień w dzień sytuacja się powtarzała. Po jakimś czasie działo się to coraz rzadziej i rzadziej, aż ograniczyło się do jednej sesji płaczu raz na kilka tygodni. Wybuchy agresji całkowicie ustały. Wszystko dzięki temu, że jej mama zastosowała w praktyce wiedzę o tym, co to jest empatia.

co to jest empatia

Przytoczona historia pod pewnymi względami jest wyjątkowa:

  • Ania była bardzo wrażliwym dzieckiem – nie każdy maluch potrzebuje sesji płaczu każdego dnia,
  • dość szybko pozwoliła swojej mamie się przytulić i zaczęła sama dostrzegać, że zaproponowane rozwiązanie jest dla niej pomocne; często dzieci odmawiają przytulenia znacznie dłużej.

Chociaż zatem nie jest to przykład zgodny z doświadczeniem każdego rodzica, pokazuje jednak pewną prawidłowość. Po powrocie z przedszkola Ania potrzebowała opróżnić swój plecak emocji. Ponieważ nie miała do tego okazji przez dłuższy czas, nagromadziło się w nim wiele uczuć i płakała codziennie przez kilka tygodni. Po tym czasie dziewczynka każdy dzień rozpoczynała z pustym plecakiem, dlatego płacz nie był już tak często potrzebny.

W poprzednim artykule pisałam o tym, czym jest plecak emocji – są to zepchnięte do podświadomości, niechciane i niebezpieczne w danej chwili uczucia. Jeśli ich nie przeżyjemy, nie pozbywamy się ich ze swojego ciała, ale wędrują nadal z nami i wyskakują w najmniej oczekiwanym momencie. Jako sposób na rozładowanie tych emocji podałam dwie propozycje: śmiech (niezbędny przy mniej zapełnionym plecaku) i płacz.

Co kryje się pod złością?

Kiedy człowiek znajduje się w sytuacji, którą interpretuje jako zagrożenie, wchodzi w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Wyłącza się racjonalne myślenie (za które odpowiada kora przedczołowa), a kontrolę przejmuje część mózgu odpowiedzialna za instynktowne działanie. Do akcji wkracza część układu nerwowego zwana sympatyczną, która powoduje pobudzenie całego organizmu. Zostajemy zalani przez silne emocje (głównie złość),

Dlaczego najczęściej w trudnych dla nas sytuacjach czujemy złość?

Ponieważ jest ona przykrywką dla innych, bardziej słabych uczuć, takich jak strach, bezradność, poczucie niemocy, czy żal. Nie lubimy czuć tego wszystkiego, nie chcemy się przyznać, że mamy w sobie takie emocje. Dzieje się tak, ponieważ nie czujemy się wystarczająco bezpiecznie. U dzieci zachodzi dokładnie taki sam mechanizm. Kiedy czują się czymś zagrożone, często swój strach, bezradność czy rozczarowanie przykrywają złością i zaczynają atakować.

Wyobraź sobie taką sytuację. Nagle słyszysz płacz w pokoju swoich dzieci. Wbiegasz do środka i widzisz klocki rozrzucone po całym pokoju, młodsze dziecko zalane łzami i starsze, które ze złością uderza jednym z klocków w głowę brata. Co się wydarzyło?

Spróbujmy wejść na chwilę w głowę i uczucia starszego syna i prześledzić, co takiego się stało.

Klocki są jego ulubioną zabawką. Szczególnie jeden z nich jest wyjątkowy i on najbardziej lubi układać budowle, w których stawia na szczycie ten jeden ulubiony. Obaj z bratem właśnie budowali swoje domy. W pewnym momencie okazało się, że młodszy wziął jego ulubiony klocek i włączył w swoją budowlę. Starszy syn powiedział do niego, aby dał mu ten klocek, bo to jego ulubiony. Ale tamten nie chciał go słuchać.

Starszy brat nie wytrzymał. Ze złością wyrwał swój ulubiony klocek z domku młodszego. Brat próbował wyciągnąć mu go z ręki. Obaj zaczęli krzyczeć, aż w końcu oba domki zostały zniszczone, a młodszy syn dostał klockiem w głowę.

Co takiego mógł czuć starszy brat?

Na zewnątrz było widać tylko złość. To ona popchnęła go do siłowania się z bratem i do uderzenia go w głowę. Ona jest odpowiedzią ciała na poczucie zagrożenia.

A co było pod tą złością? Najprawdopodobniej strach, że nie będzie mógł zbudować tak fajnego domku, o jaki mu chodziło. Marzył o tym, że pokaże swoją budowlę mamie. Poczuł żal, że nie może zrobić tego, co sprawia mu tak wielką radość. Był rozczarowany, że jego dom będzie wyglądał gorzej, niż by chciał.

Cała gama emocji,  które zamknęły się w jednej: złości.

Wbrew pozorom złość jest dla nas bardziej bezpieczna w odczuwaniu niż strach, bezradność czy żal. Kiedy czuję złość, kontroluję sytuację. To ja dyktuję warunki. Mogę zaatakować i nie czuję się słaba. Natomiast nie jest nam łatwo przyznać, że czujemy bezradność czy żal.

Tak samo zachowują się dzieci. Jest im trudno pokazać, że czują lęk, czy niemoc. Atakują i powoli rezygnują z agresywnego zachowania. Nie czują się wystarczająco bezpiecznie, aby działać inaczej.

co to jest empatia

Dlaczego płacz pomaga rozładować plecak emocji?

Kiedy przechodzimy od działania pod wpływem układu sympatycznego (stan pobudzenia) do zachowania kierowanego układem parasympatycznym (normalny, spokojny stan organizmu), zaczynają nam płynąć łzy. Są naturalną oznaką przejścia między jednym a drugim stanem. Dlatego płacz sygnalizuje również, że następuje rozładowanie plecaka emocji. Ustępuje pobudzenie związane z odczuwaniem złości i stanem fight, flight or freeze. Ciało pozbywa się całego napięcia i przechodzi do spokojnego funkcjonowania.

Co więc możemy zrobić, aby przejść od poczucia zagrożenia do rozluźnienia organizmu? Co zrobić, aby te oczyszczające łzy popłynęły?

Musimy odkryć, co znajduje się pod złością. Jakie inne, słabsze uczucia, ona ukrywa. Dlatego konieczne jest stworzenie bezpiecznego środowiska. Takiego, w którym dziecko będzie w stanie dotrzeć do tego, co się w nim rzeczywiście dzieje. Będzie mogło to przeżyć i z pomocą rodzica nazwać. Wtedy wszystkie uczucia będą mogły odejść.

Czasem, kiedy jestem w trudnej dla mnie sytuacji, robię wszystko, aby dobrze się trzymać. Zaciskam zęby i zajmuję się pracą. Ale kiedy stanie przy mnie ktoś, przy kim czuję się swobodnie i bezpiecznie, nie jestem w stanie powstrzymać łez. Obecność tej drugiej osoby powoduje, że wszystkie te trudne emocje wypływają na powierzchnię. Tak właśnie działa bezpieczne środowisko.

 

Co to jest empatia?

Kiedy Twoje dziecko zaczyna zachowywać się w sposób, który Cię denerwuje (złości się, krzyczy, jęczy, marudzi…), przypomnij sobie, że prawdopodobnie ma wypełniony plecak emocji i potrzebuje Twojej pomocy. Weź głęboki oddech, uspokój sama siebie i okaż empatię.

Co to jest empatia?

Najprościej mówiąc, jest to czucie tego, co czuje druga osoba. To próba spojrzenia na sytuację z jej perspektywy. Empatia nie jest jednak działaniem, które pochodzi z głowy (nie jest to analizowanie zachowania dziecka), ale raczej z serca.

Kiedy Twoje dziecko krzyczy: Mieliśmy iść do parku!, spróbuj wczuć się w jego uczucia i powiedzieć: Kochanie, jesteś rozczarowny. Przykro mi, że nie poszliśmy. Bardzo prawdopodobne, że ono znów odpowie Ci ze złością: Nie jestem rozczarowany! Jestem zły na ciebie! Obiecałaś mi to! Dziecko nie rezygnuje szybko ze swojej złości, bo nie chce czuć tych emocji, które kryją się pod nią. Zachowaj spokój, wszystko jest w porządku, to zupełnie normalne. Nie musisz zmieniać zdania co do wyjścia do parku. Raczej dalej okazuj empatię.

Weź znów głęboki oddech i powiedz: Nie wiedziałam, że dla ciebie to tak ważne. Przykro mi, chciałabym, abyśmy mogli tam pójść. Wystarczy, jeśli zauważysz, czego on chciał i że tego nie otrzymuje. Twoim zadaniem jest zrozumieć, co to jest empatia i naprawdę poczuć, co on może czuć w tym momencie. Nie analizować: Widzę, że jesteś rozczarowany, bo nie poszliśmy do parku. To normalne, aby być rozczarowanym w takiej sytuacji. Różnica w tych dwóch stylach reagowania tkwi w Tobie i tym, co Ty czujesz. Jeśli naprawdę przejęłaś się tym, co dzieje się teraz w Twoim dziecku, będziesz wiedziała co i jak powiedzieć.

Jeśli dziecko odczuje z Twojej strony empatię, poczuje się bezpieczniej. Ma szansę dotrzeć do tych słabszych emocji pod złością i rzeczywiście je przeżyć. Może zacząć płakać lub po prostu przytulić się do Ciebie.

Nie próbuj wyprowadzić dziecka z emocji słowami. Nie próbuj zmusić go do czucia tego, co Tobie wydaje się w tej chwili odpowiednie. Stwórz bezpieczeństwo przez okazanie empatii. Spójrz na sytuację z perspektywy dziecka. Pokaż mu, że widzisz, co może się w nim teraz dziać. Poczuj to, co ono czuje. Jedynym Twoim zadaniem jest pamiętać, co to jest empatia i nie dać się sprowokować do walki i kłótni. MUSISZ pozostać spokojna, aby dać poczucie bezpieczeństwa i zaakceptować jego emocje. Nie da się inaczej.

Kiedy Twoje dziecko ucieka przed Tobą, pozostań blisko. Jeśli schowało się pod łóżko czy pobiegło do innego pokoju, stań obok niego i powiedz: Widzę, że jesteś zdenerwowana, ale jestem blisko ciebie i czekam, aż będziesz gotowa, by się przytulić. Jeśli próbuje Cię uderzyć, powstrzymaj rękę i powiedz: Nie pozwolę ci się uderzyć. 

Bycie empatycznym to umiejętność, której można i trzeba się uczyć. Jest jak mięsień, który możemy ćwiczyć. Każdy dzień daje nam do tego kolejne szanse. Podejmij decyzję, aby się w niej szkolić i okazywać ją swoim bliskim.

Zauważ, że empatia nie oznacza, że dajesz dziecku zawsze to, czego ono chce. Nie musisz zmieniać zdania, jeśli zdecydowałaś, że czegoś nie możecie zrobić. Przyjmując uczucia pomagasz przeżyć żal, że Twoja pociecha czegoś nie otrzymała. Uczy się w ten sposób też, że nie zawsze ma to, co by chciała i nie ma w tym nic złego. Może nie dostała jakieś rzeczy czy wyjścia w jakieś miejsce, ale otrzymuje coś znacznie ważniejszego: rodzica, który go rozumie bez względu na to, co się dzieje.

Zawsze rozpoczynaj od empatii. Kiedy Twoje dziecko okaże jakiekolwiek uczucia (pozytywne lub negatywne) powstrzymaj swoją pierwszą reakcję, którą może być poprawianie go i spójrz na sytuację z jego perspektywy. Dzięki temu poczuje się zrozumiane i bezpieczne. Będzie mogło przeżyć wszystkie uczucia, które w nim są. W ten sposób pomożesz mu rozpakować plecak emocji. Tylko wtedy będzie bardziej skłonne do współpracy i słuchania tego, co chcesz je nauczyć.

co to jest empatia

W jakich sytuacjach najtrudniej Ci okazywać empatię?



Chcesz, aby ktoś pokazał Ci krok po kroku,

JAK wprowadzić więcej spokoju i współpracy do Waszego  domu

BEZ kar, krzyku i prawienia kazań?

Czy te sytuacje dotyczą Ciebie?

 Podnosisz głos wobec dzieci, jesteś nerwowy i poirytowany (częściej niż byś chciał)?

 Każdego dnia obiecujesz sobie, że tym razem pozostaniesz spokojny, ale kiedy kolejny raz widzisz zabawki rozrzucone po całym domu, spokój pryska jak bańka mydlana?

 Masz po dziurki w nosie słuchania ciągłego płaczu, marudzenia, kłótni pomiędzy rodzeństwem?

 Czujesz, że wszedłeś w spiralę zmęczenia, frustracji i braku współpracy i nie masz pojęcia, jak z niej wyjść?

Jeśli odpowiedziałeś “TAK” na którekolwiek z tych pytań, chcę Cię zaprosić na kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”, abyś w końcu zaczął się cieszyć swoim rodzicielstwem.

Kliknij i poznaj szczegóły.



 

Trudne dziecko – co robić, kiedy wciąż krzyczy, jęczy, rozkazuje, nie słucha?

trudne dziecko

Twoje dziecko próbuje kontrolować wszystkich naokoło?

Nie słucha Twoich próśb, jest nieuprzejme i rozkazuje Ci?

A może ciągle jęczy i marudzi, samo nie wie, czego by chciało?

Często płacze lub krzyczy, co chwilę się denerwuje, rzuca zabawkami lub bije innych?

Mówisz często innym lub myślisz sobie, że masz trudne dziecko.

Bardzo prawdopodobne, że ma po prostu wypełniony po brzegi plecak emocji.



trudne dziecko

Od kiedy patrzymy na naszego syna przez pryzmat plecaka emocji, nasze rodzicielstwo weszło na zupełnie nowy poziom. 

Nauczyłam się obserwować jego zachowania i potrafię często określić, kiedy należy opróżnić jego plecak. Nie zawsze w danym momencie jesteśmy w stanie to zrobić (nie jesteśmy idealnymi rodzicami…). Jednak jest to świetne narzędzie do określenia, skąd pochodzą różne trudne zachowania dziecka.

Kiedy będziesz czytać ten artykuł, może pojawi się w Tobie pytanie: No dobrze, śmiejemy się, bawimy, okazujemy empatię i przytulamy, ale jak mam nauczyć dziecko zachowywać się WŁAŚCIWIE? Gdzie w tym wszystkim miejsce na kary czy konsekwencje? Jak mam wychować dziecko na dobrego człowieka? 

Rozumiem Twoje wątpliwości. Ten artykuł da Ci odpowiedź na pytanie, dlaczego Twoje dziecko zachowuje się w sposób, który Tobie się nie podoba. Podpowiem też, co robić, aby wypakować przepełniony plecak. Natomiast temat kar i konsekwencji będę podejmować w kolejnych artykułach.

Co to jest plecak emocji?

Każdy dzień niesie ze sobą tysiące sytuacji, które wywołują w nas jakieś emocje. Radość, smutek, żal, zniechęcenie, rozczarowanie, euforia, nadzieja, złość… Każde wydarzenie w naszym życiu jest bodźcem do pojawienia się emocji. 

Tak funkcjonują zarówno dorośli, jak i dzieci. Jest to mechanizm, który jest w nas obecny od początku życia. Działamy na zasadzie: bodziec – reakcja, gdzie bodźcem jest jakieś wydarzenie, a reakcją – emocje, które rodzą się w naszym ciele.

Pomyśl teraz o przeciętnym dniu Twojego dziecka. 

Rano w pośpiechu i stresie wybieracie się do przedszkola. Tam spotyka go mnóstwo trudnych sytuacji – ktoś mu zabrał zabawkę, ktoś inny pierwszy zaczął bawić się samochodzikiem, który on najbardziej lubi. Ktoś go wypchnął z kolejki na zjeżdżalnię. Kiedy się przewrócił, przedszkolanka powiedziała mu, żeby przestał już płakać, bo przecież wcale nie uderzył się tak mocno. Po powrocie do domu tata nakrzyczał na niego, kiedy nie chciał sprzątnąć zabawek.

A może Twoje dziecko chodzi już do szkoły, albo jest z Tobą cały dzień w domu. Jakkolwiek wygląda jego grafik, dzień przepełniony jest sytuacjami wywołującymi jakieś emocje. 

Najczęściej nie ma problemu z okazywaniem i przeżywaniem tak zwanych uczuć pozytywnych. Gorzej, kiedy pojawia się u niego złość, zniechęcenie czy żal. Wtedy otoczenie często nie daje mu ich przeżyć.

Wszystkie emocje, których w danym momencie nie chcemy lub nie możemy przeżyć, zostają wepchnięte do plecaka emocji

Znajduje się w nim to, z czym nie umiemy sobie w danej chwili poradzić, z czym nie czujemy się bezpiecznie. Jeśli jakieś uczucie nas przytłacza, wkładamy go do plecaka. Jeśli otoczenie pokazuje nam, że jakaś emocja jest niewłaściwa, niepotrzebna, zła czy niebezpieczna, również ją tam wrzucamy.

Oczywiście sam plecak jest tylko pewnym obrazem. Niechciane i niebezpieczne dla nas uczucia spychamy do podświadomości. Wydaje się, jakby już ich w nas nie było. Ponieważ nie jesteśmy ich świadomi, dlatego również nie mamy nad nimi żadnej kontroli

Cały czas są jednak w naszym ciele i próbują wyskoczyć na powierzchnię. Kiedy w jakieś sytuacji nasz plecak zostanie potrącony, wszystko wysypuje się z niego. Wylewają się emocje, z którymi wcześniej nie potrafiliśmy sobie poradzić. Dlatego często mamy wrażenie, że my sami lub inni ludzie przejawiają emocje silniejsze, niż na to zasługuje konkretna sytuacja.

Pomyśl teraz chwilę o samej sobie i swoim zachowaniu. Zdarzyło Ci się kiedyś zareagować na jakieś wydarzenie w sposób, który zdziwił nawet Ciebie? Rozlałaś kubek mleka i wybuchnęłaś płaczem? Twój mąż powiedział, że nie umyłaś talerzy, a Ty zrobiłaś mu karczemną awanturę? 

Często tłumaczymy to kobiecymi hormonami. Ale nie zawsze to one są powodem. Czasem po prostu cały dzień powstrzymywałaś się od płaczu z jakiegoś powodu i okazało się, że już nie jesteś w stanie robić tego dłużej. Wystarczyło rozlane mleko, żeby wywołać falę łez.

Dzieci mają dokładnie tak samo.


błąd, który popełnia większość rodziców

Najczęściej maluch spycha swoje uczucia do podświadomości, kiedy rodzic lub inna osoba próbują wyciągnąć go z tych uczuć za pomocą słów i racjonalnego myślenia.

  • Nie martw się, to przecież tylko samochodzik, nic się nie stało, że się zepsułMasz mnóstwo innych.
  • Nie masz prawa złościć się na trenera, przecież to ty nie strzeliłeś tego gola. Gdybyś ćwiczył więcej, nie byłoby tego problemu.
  • Nie złość się na siostrę, przecież ty pierwszy zabrałeś jej tę zabawkę. 
  • Nie płacz, przecież ci mówiłam, że na pewno sklep będzie już zamknięty.

Wielu rodziców wypowiada takie słowa, ponieważ są przekonani, że w ten sposób pomagają swojemu dziecku. Myślą: Czy nie wychowam mazgaja, marudy, złośnika, jeśli będę pozwalać na taki długi płacz czy krzyk? Zapewniam Cię, że nie. 

Wprost przeciwnie – jeśli zabraniasz dziecku czuć, jego plecak stopniowo się wypełnia. Po pewnym czasie emocje znów wybuchają, a Ty dziwisz się, dlaczego ona tak gwałtowanie reaguje na to, że dałaś jej niebieski kubek zamiast zielonego.

Trudne dziecko czy dziecko z pełnym plecakiem emocji?

 

Po czym poznać, że plecak Twojego malucha jest wypełniony?

  • Twoja pociecha próbuje kontrolować wszystko, co dzieje się wokół niej. W pierwszej kolejności walczy, by kontrolować swoje zachowanie (ponieważ tego od niej oczekuje otoczenie). Później również Ciebie i Twoje zachowanie oraz wszystkich wokół.
  • Jest nieposłuszne – nie spełnia Twoich próśb, na każdą odpowiada złością i krzykiem. Robi zupełnie na odwrót, jakby złośliwie, patrzy Ci w twarz, śmieje się i robi to, czego mu zabraniasz.
  • Marudzi i jęczy, samo nie wie, czego chce. Kiedy spełnisz jedną jego prośbę, zaraz chce czegoś innego. Wydaje się, jakby nic go nie mogło zadowolić. Jest ciągle na granicy płaczu. Marudzi wciąż, że chce zjeść coś słodkiego lub oglądać telewizję (są to dwa sposoby, za pomocą których wiele dzieci oraz dorosłych próbuje regulować swoje emocje).
  • Dużo się złości. Często reaguje krzykiem, bije inne dzieci lub Ciebie, gryzie, drapie, zachowuje się agresywnie. Atakuje w różny sposób rodzeństwo.

Jak widzisz, zachowania mogą być różne. 

Kiedy kontrolę nad dzieckiem przejmują emocje, wchodzi ono w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Dlatego może różnie postępować przy wypełnionym plecaku: walczy z Tobą, rodzeństwem i całym otoczeniem (zachowuje się agresywnie, prowokuje i zaczepia), ucieka od tego, co dzieje się w nim (na przykład oglądając dużo bajek) lub zamraża swoje emocje (na przykład sięgając po duże ilości słodyczy).

Oczywiście wszystkie powyższe zachowania mogą zdarzać się również dziecku, którego plecak emocji nie jest wypełniony. Jednak w takim przypadku są one sporadyczne, a nie ciągłe i normalne. 

Jeśli każdego dnia obserwujesz u swojej pociechy takie postępowanie, prawdopodobnie w jej plecaku znajduje się mnóstwo rzeczy.

Zauważ, że takie zachowanie zwykle określa się mianem: trudne dziecko. Pamiętaj jednak, że kiedy Twoje dziecko wkurza Cię na każdym kroku, najczęściej to symptomy przepełnionego plecaka emocji.

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Za większością niewłaściwych zachowań stoją emocje, z którymi ktoś nie potrafił sobie poradzić. To dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych.


Jak pomóc dziecku, kiedy jego plecak emocji jest wypełniony?

Znasz już powód zachowania Twojej pociechy. Teraz pytanie, jaki jest sposób na trudne dziecko?

  1. Śmiech

Śmiech ma cudowne, lecznicze właściwości. Potrafi poradzić sobie niejako z górną warstwą tego, co znajduje się w plecaku. Zmienia biochemię organizmu: redukuje ilość hormonów stresu, a zwiększa ilość oksytocyny, dzięki której dziecko lepiej się czuje i chętniej współpracuje.

Używaj śmiechu, kiedy podejrzewasz, że dziecko ma przepełniony plecak emocji

Wykorzystaj swoją wyobraźnię: wygłupiaj się, ganiajcie się po domu, podrzucaj je do góry, udawaj groźne (ale zabawne) potwory. Poznaj swoją pociechę i zobacz, co wywołuje jej śmiech. Kilka propozycji zabaw znajdziesz tutaj

Nie zawsze jednak będzie możliwe rozśmieszenie dziecka. Kiedy w plecaku znajduje się już zbyt wiele rzeczy, wtedy Twoja pociecha nie będzie chciała zaangażować się w zabawę. Na Twoją propozycję zareaguje złością, krzykiem, ucieczką lub płaczem. 

Wtedy prawdopodobnie konieczny jest drugi środek.

2. Płacz

Kiedy dziecko swoim zachowaniem doprowadza Cię do szału i nie jest skłonne do zabawy, prawdopodobnie po prostu potrzebuje popłakać. 

Dlaczego więc tego nie robi? Ponieważ nie czuje się bezpiecznie. Jego plecak jest przepełniony właśnie z tego powodu: nie czuło się bezpiecznie z emocjami, które w nim się pojawiły. Nie chciało ich czuć, więc zepchnęło je do plecaka. Dlatego również teraz ich unika.

Byłoby cudownie, gdyby Twój syn lub córka przyszli do Ciebie i powiedzieli: Mamo, jestem taki zdenerwowany, potrzebuję teraz po prostu popłakać, a będzie mi lepiej. Jednak takie rzeczy zdarzają się rzadko. 

Zamiast tego rozrzuca jedzenie po podłodze z uśmiechem na ustach, skacze w butach po łóżku i robi wszystko to, o czym wie, że nie powinno. Krzyczy, zaczepia brata i doprowadza Cię do szału.

Twoim zadaniem w takiej sytuacji jest przypomnieć sobie: Moje dziecko po prostu potrzebuje popłakać.

Zamiast dać się sprowokować do kłótni, weź głęboki oddech, pomyśl, że Twoja pociecha przechodzi teraz trudny dla niej czas i świadomie zacznij okazywać mu empatię. Stwórz bezpieczne środowisko, w którym będzie mogło się wypłakać i wyrazić przed Tobą swoje uczucia.

Zastanawiasz się, w jaki sposób możesz stworzyć dla dziecka klimat bezpieczeństwa? 

A może próbowałaś okazywać empatię i miałaś poczucie, że to wcale nie działa, że ono zachowuje się wtedy jeszcze gorzej? Kliknij tutaj, a dowiesz się, jak w praktyce pomóc dziecku się wypłakać. Jak możesz się zachować i co mówić, by chciało przed Tobą wyrazić swoje niechciane uczucia.

Tymczasem zachęcam Cię do jak najczęstszego sięgania po pierwszy sposób, czyli wspólny śmiech.

Im więcej zabawy i radości w Waszej codzienności, tym mniej uczuć w emocjonalnym plecaku. Pilnuj, aby w każdym dniu był czas na choćby 10 minut wygłupów, tarzania się po dywanie, zapasów na niby, czy bitwy na poduszki. Takie zabawy pomogą zarówno Twojemu dziecku, jak i Tobie, o ile sama się rozluźnisz i będziesz cieszyć chwilą. Jeśli nie lubisz bawić się z dzieckiem, przeczytaj koniecznie ten artykuł.

Śmiej się kiedy możesz, płacz, kiedy musisz, a odkryjesz sposób na trudne dziecko.


 P.S. Pamiętaj też, że śmiech i płacz nie są złotym środkiem, który rozwiąże wszystkie Wasze trudności wychowawcze. 

Przeczytaj ten artykuł, aby poznać cztery elementy, które są niezbędne, byś miała pewność, że wychowujesz dzieci, nie wpadając w pułapkę uległości.


7 prostych (ale skutecznych) sposobów, jak dbać o związek

Dzwoni budzik. Wstajesz, idziesz do kuchni zrobić kawę. Szybka poranna toaleta. W międzyczasie wstaje również Twój mąż. Budzisz dzieci i w pośpiechu jecie śniadanie. Wszyscy ruszacie w swoich kierunkach: one do szkoły lub przedszkola, wy do pracy. Po południu wracasz zmęczona do domu. Przygotowujesz obiad. Jecie wspólnie, a może nawet nie, bo każdy ma jakieś swoje zajęcia w tym czasie. Trzeba coś sprzątnąć w domu, coś uprasować, sprawdzić, czy dzieci odrobiły lekcje. I już jest wieczór. Kąpiele, mycie zębów, wspólne czytanie i zasypianie. Padasz zmęczona, bo jutro znów trzeba wstać rano. Tak minął kolejny dzień. Pytasz sama siebie: jak dbać o związek w życiu tak zapchanym zajęciami i obowiązkami?!

 

jak dbać o związek

Zacznę od trudnego pytania: co DZIŚ zrobiłaś dla swojego męża? W jaki sposób okazałaś mu, że jest pierwszą osobą w Twoim życiu?

Myślę o swoim dniu. Hmm, uprasowałam dla niego koszulę. Tylko że musiał mi o tym dwa razy przypominać, więc nie wiem, czy to się w ogóle liczy… Przytuliłam się do niego rano. Napisałam do niego smsa, kiedy był w pracy. Jeśli wysiliłabym swoją pamięć, coś jeszcze może wpadłoby mi do głowy. Kiedy jednak patrzę na to, co napisałam, łapię się za głowę. Tylko tyle?! Tak mało zrobiłam, żeby okazać miłość osobie, o której mówię, że jest najważniejsza (po Bogu) w moim życiu?! Tyle czasu dla niej znalazłam?!

 

Kto jest najważniejszym człowiekiem w Twoim życiu?

Jestem przekonana, że to mąż powinien być pierwszy w życiu każdej żony. Nie dzieci. Nie rodzice. Mąż.

To związek małżeński tworzy środowisko, w którym mogą wzrastać dzieci. Szczęśliwe małżeństwo promieniuje na wszystkie dziedziny naszego życia. Jeśli jestem w stałym, pełnym miłości związku, nie muszę się zbytnio martwić sprawami zawodowymi, trudnościami z sąsiadami czy problemami szkolnymi syna lub córki. Czerpię siłę z relacji z mężem i wszystko inne nie jest tak bardzo przytłaczające.

Dlatego małżonkowie muszą dbać o to, aby nic i nikt nie stanął pomiędzy nimi: ani dzieci, ani rodzina pochodzenia, ani praca, ani żadne inne działania czy osoby. Ekspertka od relacji małżeńskich, Stacey Martino, często podkreśla, że tylko wtedy związek ma szanse powodzenia, jeśli małżonkowie postawią siebie nawzajem na pierwszym miejscu. W innym wypadku nie ma możliwości stworzyć pełnego miłości i pasji związku, którego nic i nikt nie może zniszczyć.

Marzysz o małżeństwie, w którym czujesz się wspaniale, wiesz, że jesteś kochana, Twój mąż wspiera Ciebie, a Ty jego, wciąż na nowo się w sobie zakochujecie? W takim razie musisz się w pełni zaangażować i postawić Wasz związek na pierwszym miejscu (oczywiście, jeśli jesteś osobą wierzącą w Boga, to On ma być pierwszy, a małżeństwu tuż za Nim). Jeśli to miejsce zajmą Twoje dzieci, praca czy hobby, nie ma mowy o stworzeniu małżeństwa, o którym marzysz. Tutaj konieczne jest postawienie wszystkiego na jedną kartę.

Oczywiście, że w pewnych okresach życia więcej czasu będziesz poświęcać nowo narodzonemu dziecku czy ciężko chorej mamie, którą nie ma się kto zająć. Czym innym jednak jest Twoja uwaga, a czym innym – Twoje intencje.

Twoja uwaga kieruje się na to, co w danym momencie najbardziej jej potrzebuje. Może to być noworodek u Twojego boku, który ma kolki i chce, aby go nosić kilka godzin dziennie. Może to być Twój owdowiały rodzic, który leży w szpitalu i potrzebuje opieki. W takiej sytuacji nie możesz po prostu zostawiać codziennie dziecka i wychodzić w tym czasie na randki z mężem.

Chociaż więc przeznaczasz swój czas na pomoc innym osobom, Twoja intencja pozostaje stała: chcę, aby mąż był pierwszą osobą w moim życiu. Jak więc mogę mu to okazać, chociaż nie mam dużej ilości czasu i siły? Czasem wystarczy z czułością powiedzieć: Kochanie, bardzo za Tobą tęsknię i marzę o tym, abyśmy spędzili kilka godzin tylko we dwoje. Jak Bartuś poczuje się lepiej, poprośmy babcię, żeby się nim zajęła i wyjdźmy gdzieś razem, dobrze?

Pamiętaj więc, że dysponujesz zarówno uwagą, jak i intencjami. Wykorzystaj je, jeśli zastanawiasz się, jak dbać o związek w codziennym, zabieganym życiu.

jak dbać o związek

Jak dbać o związek w codziennym życiu?

Sięgnij pamięcią do początku Waszego wspólnego życia. Jak często wtedy robiłaś coś tylko z myślą o mężu? Może to były jakieś małe niespodzianki, liściki miłosne, seksowna, nowa bielizna lub pełne podziwu słowa dla jego mądrości i pracowitości?

Czasem popełniamy błąd i czekamy na wielką okazję, aby zrobić drugiej osobie jakąś super niespodziankę. Skupiamy cały swój wysiłek na tym, aby uczynić ją wyjątkową i godną zapamiętania. Jednak zwykle tego typu podejście kończy się wielkim niepowodzeniem.

Druga osoba czuje się wygłodniałanie doświadcza regularnie chociażby najmniejszych dowodów miłości i wtedy ten jeden, wyjątkowy już nie jest w stanie jej zadowolić. Czekała tak długo, że żal i smutek już wypełniły jej serce. Dodatkowo ma wielkie oczekiwania wobec tego jednego dnia, bo jeśli zdarza się on tak rzadko, to przecież musi to być coś NAPRAWDĘ zadziwiającego.

Dużo łatwiej okazać miłość małżonkowi poprzez stałe, drobne gesty. Nie zajmują one dużo czasu, nie kosztują wiele wysiłku, a stanowią paliwo dla szczęśliwego związku. Jeśli więc odnajdujesz siebie w opisie z początku artykułu, poniższe podpowiedzi są dla Ciebie.

Zanim jednak podam kilka propozycji, muszę napisać coś jeszcze. Nic nam nie da czytanie nawet najciekawszych pomysłów bez jednego: bez wprowadzenia ich w życie! Pamiętaj zatem, że nieomal 40% naszej codzienności składa się z nawyków. Wykorzystaj je, kiedy będziesz zastanawiała się, jak pielęgnować związek. Pracuj nad nowymi przyzwyczajeniami, np. Codziennie napisać miłosną karteczkę dla ukochanego. O tym, jak wprowadzać w życie nowe nawyki, pisałam tutaj.

Pisałam również o językach miłości, którymi mówią różni ludzie. Warto poznać język swój i swojego męża. Jednak zachęcam Cię do tego, aby nie rezygnować z okazywania miłości w różnorodny sposób, nawet, jeśli nie jest on głównym językiem Twojego męża. Drobnych gestów czułości, bliskości i więzi nigdy zbyt dużo.

 

7 pomysłów na to, jak dbać o miłość

  • Miłosne karteczki typu POST-IT

Zaopatrz się w kolorowe, małe karteczki i zacznij pisać. Może być codziennie jedna, krótka wiadomość, może być jedna w tygodniu. Wystarczy krótkie zdanie: Dziękuję Ci dziś za…, Jesteś wspaniałym ojcem, bo…, Cieszę się, że jestem Twoją żoną. Ty sama najlepiej wiesz, czego potrzebuje Twój mąż. Niech na kartkach pojawią się słowa uznania, dowartościowania, podziękowania. Zostawiaj je, gdzie tylko Ci się podoba: na lustrze w łazience, na ekranie laptopa, przy którym pracuje, w portfelu. Zrób mu niespodziankę!

  • Słowa pełne dobroci

Warto wyrobić sobie nawyk mówienia ukochanemu WSZYSTKIEGO, co przyjdzie nam do głowy, a co jest miłe wobec niego. Podoba Ci się, jak wygląda w nowych spodniach? Powiedz mu to! Cieszysz się, że możesz siedzieć obok niego podczas śniadania? Powiedz to! Czujesz radość, kiedy patrzysz, jak bawi się z Waszymi dziećmi? Powiedz mu to!

Nie zatrzymuj dla siebie nic, co jest dobrym i miłym słowem wobec niego. On nie wie, co siedzi w Twojej głowie. Wie tylko to, co powiesz. Pozwól mu doświadczyć tego, jak dużo radości Ci sprawia.

  • Prezenty

Dla każdego ta kategoria oznacza coś innego. Podstawowa zasada jest taka, aby dostosować się do oczekiwań męża. Nie musisz kupować drogich rzeczy. Najważniejsze, aby jemu sprawić radość. Mój mąż uwielbia jeść pistacje i ostatnio wymyśliłam, żeby podrzucać mu małą paczuszkę przed każdym wyjazdem do pracy na imprezę. Pomyśl, co lubi Twój ukochany i podaruj mu to. Może to być jedno ulubione ciastko lub gazeta, którą chętnie czyta kupiona w drodze do domu.

  • Czas

Zastanów się, co najbardziej lubi robić Twój mąż? Jeśli już wiesz, zaplanuj, kiedy będzie mógł to zrobić. Weź udział razem z nim w danej czynności lub przygotuj wszystko tak, aby mógł zająć się tym sam. Może lubi grać w piłkę, oglądać mecze, grać na gitarze czy majsterkować przy samochodzie? Daj mu dar czasu, który może przeznaczyć na swoje hobby.

  • Twoja uwaga

Odpowiedzią na pytanie, jak dbać o związek, jest również Twoja pełna, niczym nie zakłócona uwaga. Skieruj ją na zrobienie z mężem czegoś, co on chce robić. Nawet, jeśli nie przepadasz za tym, co on zaproponuje, zrób to dla niego (jeśli tylko jego pomysły są moralnie dobre). Wędkowanie, wspólne oglądanie meczu piłki nożnej lub filmu akcji – podaruj swoją uwagę i obecność.

  • Wspólne zajęcia

Zróbcie coś razem. Nauka tańca, garncarstwo, gotowanie – nieważne, co to będzie, liczy się fakt, że spędzicie wspólnie nieco czasu i będziecie mieli okazję razem dobrze się bawić. Nie zapominaj, że wspólna zabawa jest niezbędnym elementem szczęśliwego związku!

  • Seks

I na koniec: jednym z najlepszych sposobów, w jaki możesz okazać miłość swojemu mężowi jest współżycie seksualne. Mężczyźni przeżywają go zupełnie inaczej, niż kobiety. Dla nich fizyczna bliskość z partnerką wiąże się z odczuwaniem bliskości podobnej do tej, którą kobiety doświadczają w czasie dobrej rozmowy. Warto o tym pamiętać i nie pozbawiać go tej bliskości! Ty może potrzebujesz rozmowy, by czuć się kochana, on natomiast potrzebuje seksu. Oczywiście on również potrzebuje rozmowy, a Ty – współżycia. Jednak nie ma nic złego w tym, że on odczuwa większą emocjonalną bliskość po zbliżeniu fizycznym, a Ty – po rozmowie. Tak po prostu jesteśmy stworzeni.

Oczywiście piszę tutaj o przeciętnym mężczyźnie i przeciętnej kobiecie. Odstępstwa od reguły na pewno się zdarzają.

jak dbać o związek

Na koniec wrócę do pytania: co DZIŚ zrobiłaś dla swojego męża? Jeśli chcesz, aby Wasza miłość była świeża, musisz zadbać o świeżość swojego dawania. Postaw na drobne, codzienne gesty, które będą wciąż dostarczać paliwa dla Waszego związku. Wybierz jeden pomysł z powyższej listy i wprowadź go dziś w życie. Jutro wybierz następny. Później kolejny. Niech w każdym dniu zaroi się od konkretnych oznak bliskości. Jeśli takie zachowanie wejdzie Ci w nawyk, nie będziesz musiała zastanawiać się, jak dbać o związek. Po prostu będziesz to robić.

 

A jakie są Twoje sposoby, aby dbać o małżeństwo?