Style przywiązania – jak wychować dziecko na szczęśliwego dorosłego?

style przywiązania

Kiedy mama znika z oczu i przeciętne roczne dziecko zostaje samo z kimś obcym, zaczyna być niespokojne. Płacze, rozgląda się za nią, przerywa dotychczasową zabawę. Gdy jego opiekunka wraca i bierze go na ręce, on wtula się w nią i szybko uspokaja. Znów jest gotowy do zabawy. Znasz podobne sytuacje z własnego doświadczenia? Czy jest to normalne, czy raczej oznacza, że dziecko za bardzo przyzwyczaiło się do stałej obecności matki? Na to pytanie odpowiedzi udzielają style przywiązania, o których dziś przeczytasz.

style przywiązania

Najważniejsze potrzeby noworodka

Kiedy myślimy o nowo narodzonym dziecku, przychodzą nam do głowy trzy główne potrzeby: spania, jedzenia i siusiania lub robienia kupy. Czasem wydaje się, że życie maluszka skupia się tylko na sprawach fizjologicznych. Nie jest to jednak prawda.

Nieomal wszystko w noworodku jest zaprogramowane właśnie na znalezienie obiektu przywiązania. Jego słodki wygląd czy zapach skłaniają serce rodzica do niego. Jego płacz jest wołaniem o uwagę.

Dziecko rodzi się całkowicie bezradne i skazane na opiekę innych. Poszukuje kogoś, kto się nim zajmie: będzie go karmił, zapewni mu bezpieczeństwo, nauczy go, jak się odnaleźć w tym świecie. Potrzebuje lidera, który zaspokoi nie tylko potrzeby fizjologiczne, ale również przeprowadzi bezpiecznie przez wszystko, co niesie ze sobą życie.

Jako rodzic jesteś dla swojego dziecka jak Gwiazda Polarna (określenie użyte przez Gordona Neufelda w książce Hold on to your kids) – wokół Ciebie kręci się jego życie w pierwszych latach. Jesteś dla niego głównym źródłem informacji o świecie, o samym sobie i o relacjach z ludźmi. W kontakcie z Tobą odkrywa, jakie jest jego miejsce na ziemi i czy jego osoba ma jakiekolwiek znaczenie. Jego rozwój jest ściśle związany z tym, jak Ty zachowujesz się wobec niego. Jego mózg kształtuje się w odpowiedzi na Twoje działania, słowa i emocje.

  • Małe dzieci potrzebują również czuć się bezpiecznie.

Świat jest dla nich zupełnie nowym, nieznanym miejscem. Do tego jest ogromny, a one malutkie. Poczucie bezpieczeństwa w pierwszej kolejności płynie z relacji z rodzicami. To ku nim maluch zwraca się po pomoc i opiekę. Dorośli w naturalnym odruchu bronią go przed szczekającym psem czy jadącym obok samochodem. Więź i bliskość z rodzicem pozwala poczuć się spokojnie i bezpiecznie.

Jest to nie tylko proces psychologiczny, ale również fizjologiczny. Kiedy bierzesz na ręce płaczącego syna, przemawiasz do niego delikatnym głosem i przytulasz go, jego ciało uwalnia hormony, które pozwalają mu się uspokoić, a zmniejsza ilość hormonu stresu. Jego fizjologia kształtuje się w odpowiedzi na Twoje zachowanie. Stopniowo, w miarę powtarzania tego schematu, Twoje dziecko będzie w stanie samo się uspokoić, bo jego ciało będzie wiedziało, jak to zrobić. Ale tylko, jeśli najpierw doświadczy ukojenia, płynącego od Ciebie.

 

 

Style przywiązania

Małe dziecko bez słów próbuje komunikować dorosłym swoje potrzeby. Każdy płacz noworodka coś oznacza, przekazuje informację o jakiejś niezaspokojonej potrzebie. Może być głodny, zmęczony, może ma mokro w pieluszce. A może po prostu potrzebuje bliskości fizycznej rodzica.

Sposób, w jaki dorosły odpowiada na te potrzeby, decyduje o tym, jaki rodzaj więzi (przywiązania) wytworzy się pomiędzy nim a dzieckiem. Dziecko może być przywiązane w różny sposób do różnych osób. Jednak największe znaczenie dla jego rozwoju ma więź z osobą, która spędza z nim najwięcej czasu i najczęściej się nim opiekuje. Co więcej, w pierwszych miesiącach życia to bardzo ważne, aby jedna, konkretna osoba zajmowała się maluchem. Nie chodzi o to, aby mama czy tata spędzali z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie dopuszczając nikogo innego. Jednak sytuacja, kiedy co chwilę zmienia się główny opiekun dziecka jest dla jego rozwoju niezdrowa.

Aby pokazać Ci znaczenie stylu przywiązania, podam jeden przykład. John i Julie Gottman w Seattle w swoim Love Lab badali rodziny na przestrzeni 30 lat. Okazało się, że osoby, które były bezpiecznie przywiązane do rodziców jako dzieci (w wieku 2-3 lat), wchodziły w zdrowe, dające satysfakcję związki jako dorośli. Głównie dlatego, że potrafiły dobrze regulować swoje emocje.

Wiesz już, dlaczego to ważne, abyś poznała style przywiązania? Dzięki temu pomożesz swojemu dziecku tworzyć szczęśliwe związki z innymi ludźmi w przyszłości.

przywiązanie

  1. Bezpieczny styl przywiązania. 

Dziecko ma przekonanie, że odpowiesz na jego potrzeby wtedy, kiedy je wyrazi. Wie, że zapewnisz mu bezpieczeństwo, zaakceptujesz jego uczucia i pomożesz mu się uspokoić, kiedy będzie zdenerwowane.

Więź ufna kształtuje się, kiedy odpowiadasz na potrzeby dziecka w sposób adekwatny do nich i bez zbędnej zwłoki. Kiedy dziecko płacze, bierzesz je na ręce i starasz się zrozumieć, co stara Ci się przekazać. Może jest głodne lub śpiące? Może coś go boli?

Ważny jest również sposób, w jaki odpowiadasz na komunikaty malucha – bez zbędnych nerwów i napięcia, ponieważ ono wyczuwa je i odpowiada tym samym. Oczywiście, jeśli od czasu do czasu reagujesz nadmiernym wybuchem emocji, nie niszczy to Twojej relacji z dzieckiem. Chodzi o to, jakie zachowania przejawiasz zazwyczaj.

Dziecko, którym dorosły zajmuje się w ten sposób, uczy się, że jest rozumiane i że może skutecznie wywierać wpływ na otoczenie.

Taki styl przywiązania przejawia dziecko opisane na początku artykułu. Kiedy mama znika z jego oczu, odczuwa niepokój. Kiedy do niego wraca, maluch szybko się przy niej uspokaja. Nie jest to przejaw zbytniego przyzwyczajenia do bliskiej obecności matki, ale zdrowa, prawidłowa reakcja!

Kiedy takie dziecko dorasta, lepiej radzi sobie na każdym polu: w nauce, w kontaktach społecznych, w pracy. Tworzy długotrwałe związki i wychowuje swoje dzieci w sposób, który umożliwia im bezpieczne przywiązanie.

 

2. Unikający styl przywiązania. 

Dziecko unika bliskości i emocjonalnego kontaktu z rodzicem, ponieważ nauczyło się, że jego potrzeby nie są odpowiednio zaspokajane w tej relacji. W opisanej na początku sytuacji taki maluch nie protestowałby, kiedy jego mama wyszłaby z pokoju i nie przerwałby swojej zabawy, kiedy by wróciła. Jakby w ogóle nie zauważał jej obecności lub braku.

Takie zachowanie można by uznać za przejaw samodzielności. Jednak gdyby bliżej zbadać jego reakcję, okazałoby się, że jest zestresowany, a jego serce szybko bije. Po prostu nie pokazuje swoich uczuć na zewnątrz, bo po co? I tak mama na nie nie odpowiada.

Taki styl przywiązania kształtuje się, kiedy rodzic trwale nie reaguje odpowiednio na potrzeby dziecka: zwleka z działaniem (niech sobie nieco popłacze, nic mu się nie stanie) lub odpowiada na nie w sposób niewłaściwy (nie próbuje zrozumieć, o co chodzi, nie słucha dziecka, tylko robi to, co on uważa za stosowne). Komunikacja pomiędzy nimi jest pozbawiona emocji.

W życiu dorosłym osoby o unikającym stylu przywiązania mają problemy z nawiązywaniem bliskich, intymnych relacji. Wypierają swoje emocje, ponieważ są dla nich przytłaczające i nie potrafią sobie z nimi radzić. Nie reagują odpowiednio na potrzeby swoich dzieci: odrzucają je, podobnie jak same były odrzucane przez bliskich dorosłych.

 

3. Lękowy styl przywiązania 

Dziecko dorasta w ciągłej niepewności, czy rodzic będzie w stanie odpowiednio zareagować na jego potrzeby. Uczy się, że nie można polegać na więziach z innymi ludźmi, że są oni nieprzewidywalni. Zostawione na chwilę z obcą osobą głośno protestowałoby, ale po powrocie mamy długo nie mogłoby się uspokoić w jej ramionach.

Taki styl kształtuje się, kiedy rodzic wchodzi w relację z dzieckiem obciążony swoimi niepokojami i lękami, niepewny, czy będzie potrafił uspokoić płaczącą córkę lub syna. Czasem mu się to udaje, a czasem jest zupełnie przytłoczony swoimi uczuciami (które wypływają z jego niezałatwionych spraw z przeszłości).

Takie dziecko cały czas walczy o to, żeby nawiązać bliski kontakt z rodzicem – jest przylepne, często płacze i marudzi.

Jako dorośli osoby o lękowym stylu przywiązania poszukują pocieszenia w relacjach. Jednak z powodu trudności w radzeniu sobie z emocjami, tworzą związki niesatysfakcjonujące dla nich. Wciąż szukają miłości, mają tendencję do angażowania się w niebezpieczne zachowania w grupie rówieśniczej po to, by doświadczyć więzi z innymi.

 

Jak wychować bezpiecznie przywiązane dziecko?

Zanim podam kilka konkretnych wskazówek, mam dla Ciebie dobrą informację. Mózg człowieka jest bardzo plastyczny i styl przywiązania u dziecka zmienia się wraz ze zmianą zachowania rodzica. Dlatego nie musisz martwić się, jeśli popełniłaś błędy w przeszłości. Zawsze jest czas na zmianę. Jeśli Ty będziesz inaczej odnosić się do swojej pociechy, odmieni się jej styl przywiązania.

Czynnikiem kształtującym bezpieczne przywiązanie jest rodzic, który reaguje i odpowiada na potrzeby dziecka.

Ta odpowiedź powinna być dostosowana do rzeczywistych wymagań malucha, a nie taka, jaką sugerują Twoi rodzice, koleżanki czy obce osoby na ulicy.

W pierwszych miesiącach życia będzie to reakcja na potrzebę jedzenia (np. przy karmieniu piersią – będzie to karmienie na żądanie), snu, fizycznej bliskości z rodzicem czy zmiany pieluchy. Małe dziecko jest zaprogramowane do pozostawania w bliskości fizycznej z rodzicem. Dlatego noszenie dziecka czy spanie z nim w jednym łóżku nie jest niepotrzebnym przyzwyczajaniem go do bycia blisko.

Czy zatem Rodzicielstwo Bliskości jest konieczne do tego, by wychować bezpiecznie przywiązane dziecko? Czy konieczne jest noszenie dziecka, długie karmienie piersią czy spanie z nim w jednym łóżku?

Konieczne jest odpowiadanie na potrzeby i wzajemne dopasowanie się rodzica i dziecka. Rodzicielstwo Bliskości proponuje pewne praktyki, które pomagają być bliżej dziecka, a w związku z tym być bardziej wyczulonym na jego potrzeby. Jeśli maluch jest blisko Ciebie, z większym prawdopodobieństwem zobaczysz i usłyszysz, że czegoś się domaga. Jednak te praktyki nie są konieczne, jeśli bez nich nadal odpowiednio reagujesz na to, co jest dziecku niezbędne do życia.

Dlatego, jeśli z jakiegokolwiek powodu nie karmisz piersią, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie śpisz z dzieckiem, ale kiedy zawoła Cię w nocy idziesz do niego i pomagasz mu się uspokoić, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie nosisz dziecka cały dzień, ale bierzesz go na ręce, kiedy wyraźnie daje Ci znać, że tego potrzebuje, nie jesteś gorszą matką. Ważne jest to, aby odpowiadać na to, co komunikuje Ci Twoje dziecko.

Co konkretnie możesz zrobić? Odpowiedź zamyka się w angielskim skrócie 4S (termin wymyślony przez Daniela Siegela). Aby wykształciło się bezpieczne przywiązanie, dziecko powinno być:

  • zauważone (seen) – dostrzegaj jego osobę, uczucia i to, co stoi za jego zachowaniami; uważnie wchodź w interakcje, słuchaj, interesuj się nim;
  • bezpieczne (safe) – zapewnij mu poczucia bezpieczeństwa poprzez unikanie zachowań, które przerażają je lub ranią (tak działają kary, krzyk lub oglądanie rodzica, który zachowuje się w sposób nieprzewidywalny, np. kiedy jest pijany),
  • ukojone (soothed) – pomagaj w uspokojeniu się, ucz go regulować emocje (okazuj empatię, pozwalaj na okazywanie uczuć, bądź cierpliwa),
  • pewne (secure) – powyższe praktyki pozwalają dziecku wykształcić poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa, dzięki temu jest chętne i gotowe, by poznawać świat.

style przywiązania

Style przywiązania kształtują się przede wszystkim w relacji z rodzicami. Jednak inne osoby również mają na nie wpływ. Dlatego dziecko, którego rodzice nie potrafili zapewnić mu bezpiecznej więzi, nie jest skazane na nieprawidłowe związki z innymi w życiu dorosłym. Ponadto zmiana w zachowaniu rodziców pociąga za sobą zmianę w stylu przywiązania.

Pozwalaj dziecku przeżywać emocje. Bądź blisko, kiedy jest niespokojne. Zapewniaj mu poczucie bezpieczeństwa. Akceptuj go takim, jakim jest. W ten sposób dasz mu pewną i spokojną bazę, do której może wracać. Dzięki temu będzie mogło z entuzjazmem eksplorować świat i nawiązywać relacje z innymi ludźmi.

Jakie znaczenie dla Twojego macierzyństwa ma ta teoria?

Sprawdzone sposoby na nieposłuszne dziecko

nieposłuszne dziecko

Nie jesteś moim szefem! Te słowa usłyszało już wielu rodziców od swoich dzieci. Za nimi zwykle podążają konkretne zachowania: wykłócanie się o swoje racje, nie spełnianie próśb rodzica, krzyk, płacz lub inne nieprzyjemne dla dorosłego słowa. Terminem nieposłuszne dziecko najczęściej określamy właśnie takie postępowanie malucha. Kiedy rodzic czuje, że jego oczekiwania nie są respektowane, szuka pomysłów na to, jak skłonić swoją pociechę do współpracy. Szczególnie, jeśli sprawa dotyczy ważnej nauki, którą dorosły chce przekazać.

nieposłuszne dziecko

Co jest zadaniem rodzica?

Kiedy zostałam mamą, miałam w głowie różne wyobrażenia tego, co powinnam robić, aby wychować swoje dziecko. Wraz z narodzinami małego człowieka w nas, dorosłych, budzi się poczucie odpowiedzialności za nie. Chcemy czuwać nie tylko nad jego zdrowiem, ale też rozwojem: emocjonalnym, duchowym, psychicznym, społecznym i intelektualnym. Czujemy, że to nasz obowiązek. Chcemy nauczyć je odróżniać dobro od zła, pokazać, co można, a czego nie należy robić w naszym świecie. Przecież taka jest rola rodzica, nieprawdaż?

Żeby to osiągnąć, każdy szuka swoich sposobów. I nieomal każdy napotyka na trudności w tym procesie. Nagle okazuje się, że proponowane przez innych metody nie są skuteczne. Dziecko nie chce się im podporządkować, nie słucha próśb rodzica, robi po swojemu. Wielokrotnie powtarza zachowanie, które dorosły wskazał jako niewłaściwe. Patrzy mamie prosto w oczy, uśmiecha się i robi coś, czego ona zabroniła. Do tego krzyczy, płacze, bije, gryzie… Rodzic załamuje ręce, denerwuje się i myśli: Ale nieposłuszne dziecko!

Od lat jest nam wtłaczane do głowy, że to my, rodzice, musimy w domu rządzić. To my mamy być u władzy. To my jesteśmy dorośli, znamy życie i wiemy, co jest dobre, a co złe. Dlatego musimy prowadzić nasze dzieci we właściwym kierunku, każdym możliwym sposobem.

Moment, kiedy maluch nie chce wykonać prośby lub nakazu rodzica, dla dorosłego może być bardzo trudny. Przeczy to wyobrażeniu o jego roli. Jeśli mój syn lub córka nie robi tego, co do niego mówię, jak mam go nauczyć właściwego zachowania? A przecież to moje zadanie!

W tym miejscu chcę dopowiedzieć ważną rzecz. Używam sformułowania nieposłuszne dziecko przede wszystkim ze względu na to, że jest ono powszechnie stosowane w naszym społeczeństwie. Takim słowem określa się sytuacje, kiedy maluch nie chce spełnić próśb rodzica, nawet jeśli są one dobrym, społecznie akceptowanym i oczekiwaniem zachowaniem. Dzieci potrzebują naszego prowadzenia. Kiedy nie chcą się mu poddać, zwykle używane jest właśnie to sformułowanie.

 

Prawda o kontrolowaniu dziecka

Nieposłuszne dziecko stawia nas przed trudną prawdą: nie jestem w stanie kontrolować zachowania drugiej osoby, o ile nie użyję siły. Mówię coś do malucha, proszę go, tłumaczę mu, dlaczego to jest ważne, a on i tak działa po swojemu! Co mam zrobić, żeby spełnił moje prośby? Nie mam innego wyjścia, muszę zastosować jakiegoś rodzaju przymus!

Każdy człowiek rodzi się z wolną wolą. Chce decydować o samym sobie i swoim życiu. Chce mieć poczucie sprawczości i władzy nad swoim ciałem, swoimi wyborami i decyzjami. Można zaobserwować to już u niemowlaków. Nasz Jaś nie lubi być karmiony, zawsze chce mieć swoją łyżeczkę lub widelec w ręce i głośno śmieje się, kiedy ma szansę zrobić coś SAM. 

Wolna wola to coś, z czym się rodzimy. Nie jesteś w stanie kontrolować zachowania drugiego człowieka. Dotyczy to zarówno innych dorosłych, jak i Twoich dzieci. O ile na początku ich życia możemy mieć złudzenie, że przejęliśmy nad nimi kontrolę, prawda wychodzi na jaw, kiedy dziecko zmienia się w nastolatka, a czasem nawet wcześniej. Jeśli wejdziesz na drogę kontrolowania i zmuszania dzieci do robienia dobrych rzeczy, prędzej czy później jesteś skazana na porażkę. W końcu i tak zrobią to, co one chcą, a nie to, co Ty chcesz.

Jak zatem wypełnić ważne zadanie rodzica, jakim jest uczenie dzieci tego, co dobre i złe, właściwe i nie?

Dotrzyj do źródeł nieposłuszeństwa i tam szukaj rozwiązania.

nieposłuszne dziecko

Dlaczego dziecko jest nieposłuszne?

Przyczyny najczęściej są dwie:

  • Maluch buntuje się przeciwko poczuciu bycia kontrolowanym, przestawianym z kąta w kąt.

Jeśli dziecko nie ma przestrzeni do podejmowania jakichkolwiek decyzji w swoim życiu, sprzeciwia się takiej sytuacji. Chce mieć chociaż minimalną władzę nad tym, co się z nim dzieje: co je, w co się ubiera, kiedy i w co się bawi. Im mniej decyduje o samym sobie, tym bardziej protestuje.

Dlatego tak ważne jest, aby dawać mu jak najwięcej okazji do podejmowania decyzji o sobie samym. Pozwól mu postanawiać o drobnych sprawach codzienności: jaką bluzkę czy spodnie ubierze, co zrobicie na obiad, dokąd pójdziecie na spacer, jaką książkę przeczytacie. Ilość decyzji należy dostosować do wieku dziecka. Pozwól mu zrobić to wszystko, co sam już może zrobić.

  • Maluch odrzuca rodzica jako swojego lidera, ponieważ nie czuje z nim wystarczającej więzi (w całej relacji lub w konkretnej sytuacji).

Dziecko w naturalny sposób jest skierowane w stronę rodzica i chce go słuchać, o ile czuje, że dorosły ma wobec niego dobre zamiary i stoi po jego stronie. Dlatego tak ważną rolę w rodzicielstwie odgrywa więź i bliskość. Przy czym pamiętaj: Ty możesz oceniać, że jesteście w bliskiej relacji, ale jak widzi to Twoja pociecha? Ona osądza to na podstawie nieco innych kryteriów, niż Ty!

Ty masz wobec dziecka dobre intencje i robisz wszystko ze względu na jego dobro. Ono jednak może odbierać to zupełnie inaczej. Jeśli krzyczysz na nie, karzesz je za złe zachowanie, nie masz dla niego czasu, kiedy ono chce się bawić, dla niego mogą być to sygnały, że nie jesteś po jego stronie. 

Dlatego liczy się bardziej to, czy Twój syn lub córka czują z Tobą bliską więź. W znacznej mierze od tego zależy, czy będą chciały poddać się Twojemu kierownictwu, czy będą je odrzucać.

Codziennie zatem pamiętaj o tym, aby budować Waszą więź. Nie licz na to, że ona sama powstanie, bez świadomej pracy nad nią. Jeśli skupisz się tylko na obowiązkach w domu i tym, żeby zrealizować wszystkie zadania na dany dzień, nie będzie przestrzeni na tworzenie bliskości. Musisz o nią zadbać. Przed każdym rozstaniem z dzieckiem nawiąż z nim kontakt, podobnie po powrocie. Rozstanie to również wyjście dziecka do przedszkola, kładzenie się na nocny odpoczynek lub gotowanie przez Ciebie obiadu! 

Każda sytuacja, kiedy nie ma Cię w pobliżu dziecka lub nie dajesz mu swojej pełnej uwagi oznacza dla niego chwilowe zerwanie kontaktu. Jest to normalne i rozwojowo potrzebne, jednak warto pamiętać, aby później ponownie ten kontakt nawiązać. Dlatego dbaj o to, by odnawiać bliskość po chwilach rozłąki (fizycznej,lub emocjonalnej) – przytul, powiedz, że kochasz, spójrz w oczy i uśmiechnij się, poganiaj się kilka minut po domu…

Każdego dnia znajdź też kilka minut na wspólną zabawę. To najlepszy sposób na budowanie więzi z dzieckiem, bo zabawa jest naturalnym sposobem komunikowania się maluchów. Wygłupiaj się, tańczcie razem, skaczcie, biegajcie, udawaj groźne potwory, które przytulają wszystkich, których spotkają… Im więcej prostej, skłaniającej do śmiechu zabawy, tym lepiej dla Waszej relacji.

 

Sposoby na nieposłuszne dziecko

Co zatem możesz zrobić, aby sprawić, że Twoje dziecko będzie chciało z Tobą współpracować?

Twoje działanie powinno być dostosowane do wieku dziecka.

  1. Maluch w wieku 1-3 lata

Często zapominamy, że w tym wieku człowiek potrzebuje już ochraniać swoją niezależność i odrębność od rodziców. Dlatego dzieci są tak skłonne do powtarzania Nie Zrobię to sam! 

  • Pokaż, że słyszysz, co mówi: Powiedziałeś nie będę sprzątał, słyszę cię…
  • Przytul je (to jeden ze sposobów na odnowienie więzi)
  • Zdecyduj, co jest nienegocjowalne, a co można zmienić: Wszystkie twoje zabawki są rozrzucone po podłodze, musimy zrobić porządek, więc znajdźmy sposób, abyśmy mogli to zrobić razem przed kolacją. 
  • Z empatią podtrzymaj swoje oczekiwanie, jeśli uznasz, że nie możesz go zmienić:  Płaczesz, bo nie masz ochoty sprzątać… Jestem z tobą… Możesz płakać tyle, ile potrzebujesz… Kiedy będzie ci lepiej, znajdźmy wielki dźwig, który pomoże nam posprzątać (w tym miejscu możesz zaproponować zabawę, która sprawi, że sprzątanie nie będzie już się tak bardzo dłużyło).

2.  Dziecko w wieku przedszkolnym

Nieposłuszeństwo jest w pierwszej kolejności wołaniem o bliskość i więź.

  • Odnów kontakt poprzez zabawę (kilka propozycji znajdziesz tutaj)
  • Jeśli jest zbyt smutne na zabawę, porozmawiaj z nim i wysłuchaj je – Nie chcesz myć dzisiaj głowy… Coś ci się nie podoba, kiedy ją myjesz?
  • Czasem potrzebuje po prostu popłakać, dlatego łagodnie podtrzymaj swoje oczekiwanie i przyjmij nadchodzące łzy. Okaż empatię i bądź blisko. Po wypłakaniu emocji będzie bardziej skłonne do współpracy.

3. Dziecko w wieku szkolnym

Reaguje ono nieposłuszeństwem szczególnie, jeśli ma poczucie, że zostało niesprawiedliwie potraktowane. Dziecko, które często się kłóci, daje znać, że czuje się niewysłuchane i niezrozumiane.

  • Zastosuj metodę Stop, drop and breathe – uspokój w pierwszej kolejności samą siebie
  • Zasygnalizuj, że nie zgadzasz się na brak szacunku: Wiesz, że nie mówimy do siebie w ten sposób. Musi ci być bardzo przykro, skoro mówisz tak do mnie
  • Pamiętaj, że swoim zachowaniem Twój syn lub córka pokazuje, że jest jakiś problem w Waszej relacji – czy jesteś wobec niego/niej niesprawiedliwy? czy go/jej nie słuchasz? czy sama masz ataki złości, przez co oddalacie się od siebie?
  • Okazuj empatię
  • Szukaj rozwiązania, które będzie odpowiadało Wam obojgu: Więc ty chcesz… A ja chcę… Może byśmy…

nieposłuszne dziecko

Jeśli usłyszysz od swojego dziecka słowa: Nie jesteś moim szefem!, zatrzymaj się na chwilę i zrób szybki skan Waszej aktualnej relacji. Najprawdopodobniej czuje się ono oddalone od Ciebie emocjonalnie i potrzebuje odnowić Waszą więź. W sytuacji nieposłuszeństwa problem nie leży w samym dziecku, ale raczej w relacji między Wami. Spójrz na to, co Was w tym momencie łączy (lub dzieli) oczami dziecka, z empatią podtrzymaj nienegocjowalne oczekiwanie i jednocześnie nawiąż bliski kontakt. To pomoże Wam wrócić na właściwe tory.

Jak zorganizować przestrzeń w pokoju na zabawki dziecka?

zabawki dziecka

W naszym domu pokój z zabawkami przez minimum połowę dnia jest totalnie zagracony. Samochodziki, klocki, maskotki, jakieś grające pieski, komputery i inne – wszystko to jest wyciągane z pudełek kilka razy dziennie i leży na podłodze. Kiedy spojrzałam ostatnio na pokój chłopaków, stwierdziłam: O matko, jak oni mają się tu czuć dobrze i spokojnie, kiedy nawet nie ma gdzie postawić nogi?! Coraz bardziej pociąga mnie idea minimalizmu. Mniejsza ilość rzeczy i odpowiednio zorganizowana przestrzeń na zabawki dziecka. Oto cel naszej rodziny na najbliższe tygodnie. 

zabawki dziecka

 

Ponadto ostatnio przeczytałam zdanie, że najlepszą zabawką dla dziecka jest rodzic, który usiądzie z nim na dywanie i będzie się z nim bawił. I ja się z tym w 100% zgadzam. A co, jeśli dorosły nie lubi tego robić? Pisałam o tym w artykule Nie lubię się bawić z dzieckiem. A jeśli potrzebujesz konkretnych pomysłów na wspólną z pociechą aktywność, zerknij tutaj.

Aby dokonać zmian w naszym domu, zaprosiłam Katarzynę Frenczak-Sito z bloga Kukumag, aby podała nam kilka wskazówek. Zapraszam do czytania: Kasia podaje tylko konkretne, sprawdzone porady, które sama sprawdziła. My niedługo zabieramy się za metamorfozę zgodnie z jej wskazówkami.


Wielu rodziców przygotowuje się na przyjście małego człowieka, zaczynając od urządzenia dla niego pokoju. Na długo przed narodzinami wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Powieszone mobile, nowe  łóżeczko i wyprasowane ubranka. Każda z tych rzeczy ma swoje miejsce i wszystko wygląda idealnie.

Maluch przychodzi na świat i wszystko się zmienia. Zaczyna raczkować, chodzić i interesować się światem. Rodzice napotykają cowieczorny problem sprzątania rzeczy dziecka. Kiedyś pokój lśnił czystością, a teraz walczą z zabawkami, ich ilością i tym, gdzie je zmieścić.

Ja również przez to przechodziłam. Co wieczór wkładałam wszystkie rzeczy mojej córki do, bądź co bądź ładnych, drewnianych skrzynek, a w ciągu dnia i tak trzeba było uważać, gdzie się stawia stopę. Zabawki się dekompletowały i ich ilość przytłaczała moje dziecko. Zastanawiałam się, w czym tkwi problem? Jak zorganizować zabawki dziecka w pokoju, by:

  • ono rzeczywiście się nimi bawiło,
  • nauczyć je porządku i mieć mniej do sprzątania.

Natknęłam się wtedy na pedagogikę Montessori, która całkowicie zmieniła moje podejście do aranżacji pokoju dziecka. Przede wszystkim podczas urządzania takiej przestrzeni powinniśmy najpierw skupić się na naszym podopiecznym i jego rozwoju, a dopiero w drugiej kolejności nad dekoracją.

zabawki dziecka

 

Jak zorganizować przestrzeń na zabawki dziecka w duchu Montessori?

  • Dostęp do zabawek

Jest to najważniejszy punkt w całej organizacji przestrzeni. Dziecko powinno mieć łatwy dostęp do swoich rzeczy. Często widać pięknie zaaranżowane pokoje, w których półki z książkami wiszą wysoko. Wyobraźcie sobie swoją frustrację, gdybyście chcieli sobie coś poczytać, a książki byłyby na suficie i żadnej drabiny w pobliżu?

Spróbuj sama raczkować po pokoju dziecka, zobaczysz wtedy jak postrzega ono swój pokój. Może szafa jest zbyt przetłaczająca. a ilość wiszących półek wprowadza do pokoju chaos?

Najlepsze do przechowywania zabawek są niskie, otwarte półki. Jeśli masz raczkującego brzdąca to będzie z łatwością docierał tam, gdzie ma ochotę. Sprawisz, że Twoje dziecko będzie niezależne i zapewniam, że wypijesz ciepłą kawę!

  • Każda rzecz ma swoje miejsce

Zabawki dziecka powinny mieć swoje miejsce w pokoju. Okazuje się bowiem, że dzieciom bardzo potrzebny jest ład i porządek. Lepiej będą orientowały się w przestrzeni swojego pokoju, łatwiej będzie im się wyciszyć i zachować spokój przed wieczornym snem.

Na początku musisz pokazać dziecku zasadę działania. Po skończonej aktywności, niech odłoży zabawkę na półkę, zanim przejdzie do następnej. Wyrabiamy w ten sposób nawyk, którego chyba i wielu dorosłym brakuje.

zabawki dziecka

 

  • Rzeczy w koszyczkach

Jeśli zabawki składają się kilku elementów, przechowuj je w otwartych koszyczkach, pudełkach i tackach. Jest to dodatkowa segregacja, która ułatwi ich używanie i sprzątanie.

Ważną kwestią jest również to, w jaki sposób układasz zabawki. Nie dawaj na półkę rozwiązanych problemów. Dla przykładu: masz drążek, na który należy nałożyć drewniane kółeczka. Przygotuj mały koszyk, do którego włożysz kółeczka i obok drążek. Niech dziecko samo dojedzie do tego, jak rozwiązać to zadanie.

  • Im mniej, tym lepiej

Zapewne każdy słyszał to już nie raz. Dzieciom szybko nudzą się zabawki, lubią poznawać nowe rzeczy. Na półkach umieść maksymalnie osiem – dziesięć rzeczy, a resztę schowaj. Raz na tydzień (lub częściej – obserwuj, czym już nie chce bawić się dziecko) wymieniaj wszystkie zabawki. Gdy wejdzie do swojego pokoju i zobaczy nowości, na pewno usłyszysz głośne: Wow!

  • Miejsce do zabawy

Najlepsze miejsce to oczywiście ziemia. Zorganizuj na niej mały dywanik, by było mu wygodnie i miło. Drugim, często zapominanym miejscem, jest mały stolik i krzesełko. Niektóre zabawy łatwiej przeprowadza się właśnie przy stole, a zarazem dbamy w ten sposób o prawidłową postawę dziecka.

 

Pragniemy by nasze dzieci wyrosły na osoby niezależne, kreatywne i wierzące we własne siły. Musimy im w tym pomóc, zaczynając od tak pozornie błahych spraw, jak zabawki dziecka. Sprawmy, by nasze pociechy miały możliwość wyciszenia we właściwie przygotowanej przestrzeni. Porządek i harmonię, której nauczą się za młodu, z pewnością przeniosą na inne aspekty swojego życia w przyszłości.

zabawki dziecka

Jak w Twoim domu jest zorganizowana przestrzeń na zabawki dziecka?

 

 

Autorka: zabawki dziecka

Katarzyna Frenczak – Sito

 

Mama trójki, architekt i blogerka na Kukumag. Zakochana w pedagogice Montessori i minimalizmie. Projektuje przestrzenie dla dzieci, które wspierają ich rozwój. Uczy innych, jak stworzyć minimalistyczne mieszkania i pomaga wyrzucać. Popołudniami wyżywa się na działce, sadząc marchewki i plewiąc chwasty.

Jak reagować na ataki złości u dziecka w miejscach publicznych?

ataki złości

Krzyk, płacz, tupanie nogami, rozkładanie się na ziemi… Wielu rodziców zna te zachowania z własnego doświadczenia. Stają bezradni wobec swojego dziecka, które nie przejmuje się tym, że znajdują się w miejscu publicznym. Rodzic czuje na sobie wzrok innych ludzi, oblewa się rumieńcem i chciałby zapaść się pod ziemię. Co oni sobie o mnie teraz myślą? Na pewno uważają, że jestem kiepską matką, skoro nie potrafię uspokoić swojego dziecka… Jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych, by pomóc swojemu dziecku i samej sobie?

ataki złości

Dziecko z miejscu publicznym

Twoje dziecko jest człowiekiem, który ma wolną wolą. Chce decydować o samym sobie. Widać to nieomal od urodzenia – maluch reaguje płaczem, kiedy robisz coś, co mu się nie podoba. Jest to naturalna i właściwa kolej rzeczy.

My często chcielibyśmy, aby dziecko zachowywało się tak, jak nam się to podoba. Aby podawało grzecznie rękę na powitanie wujka, w sklepie szło spokojnie obok wózka z zakupami i potulnie zgadzało się, kiedy odmawiamy mu kupienia drugiego batonika. Poszukujemy metod, aby wymusić na nim przeprowadzenie naszej woli. Oczywiście robimy to z dobrą intencją – jesteśmy dorośli i wiemy, jak należy właściwie zachowywać się w konkretnych sytuacjach. Naturalne jest to, że chcemy nauczyć tego również nasze dzieci.

Bardzo trudną sytuacją dla wielu rodziców są dziecięce ataki złości w miejscach publicznych. W sklepie, na ulicy, przy wychodzeniu z przedszkola lub na spotkaniu rodzinnym u dziadków. Poczucie, że patrzy na mnie i ocenia moje zachowanie tyle osób powoduje, że niekiedy dorośli zachowują się wobec dzieci inaczej, niż zrobiliby to w domu.

Dziecko w miejscu publicznym również często zachowuje się inaczej, niż w domu. Otacza go nadmiar bodźców, jest podekscytowane lub zmęczone (zależnie od sytuacji). Podczas odwiedzin u rodziny może być wybite z codziennego rytmu dnia. W sklepie może być oszołomione otaczającą go muzyką, światłami i ilością ciekawych artykułów, które go otaczają. Po długiej jeździe samochodem w jakieś miejsce miałoby ochotę pobiegać i poszaleć, a nie iść razem z Tobą spokojnie alejkami w supermarkecie.

Nawet najbardziej spokojny maluch miewa ataki złości, również w miejscach publicznych. Po dziecku możesz spodziewać się dziecięcego zachowania! Jego kora przedczołowa nie jest jeszcze w pełni rozwinięta, dlatego nie potrafi kontrolować swoich emocji. Dopiero się tego uczy. Krzyk, płacz, odpychanie i uderzanie osoby, która stoi obok – to wszystko normalne sposoby wyrażania złości u kilkulatka. Nie robi tego po to, aby Cię zdenerwować. Nie robi tego również po to, aby Cię zawstydzić przy obcych ludziach. Jest to zawsze wyraz jego samopoczucia. Nie potrafi inaczej dać Ci znać, że czuje się źle i potrzebuje Twojej pomocy.

 

Autorytarny rodzic – sposób na ataki złości?

Kim jest rodzic autorytarny?

To ktoś, kto stawia wysokie wymagania, ale nie daje dużego wsparcia przy ich wykonywaniu. Oczekuje, że dziecko powinno sobie samo poradzić. A jeśli sobie nie radzi, to znaczy, że mu się nie chce lub że jest niegrzeczne, lub że chce mi zrobić na złość. Generalnie, to jego wina i w związku z tym zasługuje na jakąś karę. Kara wymierzana jest po to, aby sprowadzić je na właściwą drogę i pomóc zachowywać się tak, jak należy w danej sytuacji.

Możliwe, że dziecko zachowywałoby się spokojniej w miejscu publicznym, gdybyś była bardziej autorytarnym rodzicem. Możliwe. Gdybyś dała mu więcej krzyku, straszenia karą, która czeka je po powrocie do domu. Możliwe, że osiągnęłabyś oczekiwany efekt – dziecko, które nie płacze, nie złości się, tylko spokojnie stoi przy kasie razem z Tobą.

ataki złości

Nauka pokazuje jednak, że taki styl wychowania nie wspiera zdrowego rozwoju dziecka w dłuższej perspektywie czasu. Ponadto, działa tak długo, jak długo jesteś w stanie fizycznie kontrolować zachowanie swojego dziecka. Jeśli znikniesz mu z oczu, zacznie robić to samo, co robiło przed chwilą. W ten sposób nie nauczysz go samodzielności i odpowiedzialności – a przecież na tym Ci zależy, prawda?

To, co powinnaś zrobić, to stawianie granic zachowaniu, z empatią i zrozumieniem dla emocji. To prawda, że dziecko nie powinno biegać po restauracji lub skakać po łóżku babci, jeśli ona sobie tego nie życzy. Jeśli będziesz straszyć karą lub konsekwencjami (które Ty sama wymyślisz), może w danej chwili uzyskasz pożądane zachowanie. Jeśli jednak chcesz, aby dziecko zrozumiało, dlaczego konkretne zachowanie jest właściwe i samo chciało je wykonać, droga jest inna.

 

Wskazówki, jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych

  1. Lepiej zapobiegać, niż leczyć – zrób wszystko, aby zminimalizować powody do nieprzyjemnych emocji.
  • Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb – jeśli to możliwe, nie zabieraj ze sobą zmęczonego lub głodnego dziecka. Jeśli idziecie do sklepu, a dziecko jest głodne, kup na początku coś, co będzie mogło sobie jeść już w trakcie zakupów. Przed wejściem do domu babci poganiajcie się chwilę po podwórku (Ty biegaj razem z nim – przytulaj je, udawaj, że je gonisz, daj mu odczuć swoją bliskość).
  • Wytłumacz, co będzie się działo i czego od niego oczekujesz – zanim wejdziecie do sklepu powiedz mu, jak będzie wyglądał czas spędzony na zakupach.
  • Zachęć je do pozytywnego włączenia się w sytuację – jeśli idziecie do restauracji, powiedz mu, że kelnerzy krążą po lokalu, nosząc ciepłe jedzenie i napoje na tacach i zapytaj, co wy możecie zrobić, aby ułatwić im pracę i pomóc im, aby nic nie rozlali?

 

2. Bądź obecna.

Dzieci często przeżywają trudne chwile w miejscach publicznych, bo widzą, że nasza uwaga jest zupełnie gdzie indziej. Czują się wtedy mniej pewnie, więc próbują zdobyć naszą uwagę w sposób, który nam się nie podoba. Im bardziej pozostaniesz w kontakcie z dzieckiem, tym mniejsze prawdopodobieństwo jego wybuchu.

 

3. Kiedy dziecko zaczyna być zmęczone, nie lekceważ tego.

Zwykle pod koniec zakupów robimy się coraz bardziej nerwowe i powtarzamy: Wytrzymaj jeszcze kilka minut, już prawie skończyliśmy Musisz jednak pamiętać, że małe dziecko po prostu nie jest w stanie tego zrobić! Zwolnij tempo i znajdź dwie minuty, by odnowić z nim kontakt: przytul go, uśmiechnij się do niego, zanuć mu cicho jakąś piosenkę, zaproś do jakiejś prostej zabawy w trakcie chodzenia po sklepie. Wzmocnienie więzi często wystarczy, by powstrzymać wybuch zmęczenia i złości.

 

4. Przenieś się z dzieckiem w bardziej ustronne miejsce.

Nie uważam, że dziecko nie ma prawa płakać w miejscu publicznym. Problem leży gdzie indziej: Tobie może być trudno poradzić sobie z sytuacją, jeśli będziesz czuła na sobie spojrzenia innych ludzi. Niewielu z nas potrafi przejść obojętnie obok tego, jak reagują inni ludzie na nasz styl wychowawczy. Jeśli wiesz, że czujesz większy stres w miejscu publicznym, lepiej usuń się z oczu innych osób. Jeśli wybuch nastąpił w sklepie i wiesz, że może być coraz gorzej, lepiej zostaw na chwilę zakupy w wózku i wyjdź ze sklepu. Pójdźcie do samochodu, pobliskiego parku lub jakiegoś spokojnego zakątka w hipermarkecie. Tam będziesz mogła poradzić sobie z sytuacją bez zbędnej asysty innych osób.

Jeśli masz możliwość znaleźć ustronne miejsce, możesz tam na spokojnie zająć się uczuciami dziecka. Tak byłoby najlepiej dla niego i dla Ciebie. Jeśli jednak nie ma takiej możliwości, możesz odłożyć pełne zaopiekowanie się nimi na później. Spróbuj zająć dziecko jakąś zabawą lub nieco odwrócić jego uwagę. Nie jest to idealny i rozwojowy sposób radzenia sobie w takich sytuacjach. Jednak nie zawsze możemy pozwolić dziecku, by płakało głośno kilkanaście minut (np. w kinie, samolocie lub restauracji).

 

5. Okaż empatię dla uczuć dziecka.

Nie zawsze jesteś w stanie powstrzymać ataki złości u dziecka. Co zrobić, kiedy widzisz, że zbliża się wybuch?

  • Zadbaj o siebie – odetchnij głęboko i postaraj się uspokoić. Pamiętaj, że kluczem do sukcesu jest zawsze Twoja wewnętrzna harmonia.
  • Zauważ, jak czuje się Twoje dziecko i czego w tym momencie chce (bez oceniania, czy może to mieć, czy nie!) – Bardzo chciałbyś napić się jeszcze tego soku, tak?
  • Pamiętaj, że złość jest obroną przed bardziej niekomfortowymi uczuciami (smutkiem, strachem, żalem) – pomóż dziecku dotrzeć do tych uczuć (Chciałbyś, abyśmy dłużej zostali na tym placu zabaw… Jest ci smutno i przykro, że idziemy już do domu…).
  • Najlepszą obroną na ataki złości jest empatia. Bądź blisko, powiedz głośno, że widzisz smutek, złość, irytację dziecka (Kochanie, widzę, że to jest dla ciebie trudne. Tak bardzo chciałbyś napić się więcej soku. Jesteś zły, bo zabrałam ci kubek.).
  • Jeśli dziecko próbuje Cię uderzyć, odsuń się nieco i powiedz: Możesz się złościć, ale nie zgadzam się, abyś mnie bił. To boli.
  • Jeśli krzyczy do Ciebie, że chce, abyś sobie poszła lub mówi, że Cię nie kocha, nie lubi, nie jesteś dobrą mamą itd., nie bierz do siebie jego słów. W tym momencie nie działa w sposób racjonalny i mówi coś, czego wcale nie myśli. Zapewnij: Jestem przy Tobie. Nie zostawię Cię z tymi trudnymi uczuciami. Jesteś bezpieczny. Nie zostawiaj dziecka samego w takim momencie (pisałam o tym w artykule Dlaczego przytulenie jest lepsze niż karny jeżyk?).
  • Jeśli pozostaniesz spokojna i cierpliwa, najprawdopodobniej złość przemieni się w płacz. Bądź blisko. Jeśli dziecko na to pozwala, przytul je. Jeśli nie, zostań fizycznie blisko. W ten sposób dajesz mu poczucie bezpieczeństwa i pozwalasz wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Nie mów zbyt dużo, nie ma takiej potrzeby. Wystarczy, że pokażesz, że jesteś z nim i rozumiesz, że jest zdenerwowany lub smutny.
  • Dziecko, którego emocje zostaną w ten sposób przyjęte, po pewnym czasie uspokaja się i jest bardziej spokojne, zrelaksowane i chętne do współpracy.

 

6. Daj mu swoją uwagę po powrocie do domu.

Kiedy wrócicie, spędź z dzieckiem nieco czasu, odnawiając z nim swój kontakt. Przytulajcie się, pobawcie razem (kilka pomysłów na zabawy rozładowujące emocje znajdziesz w artykule Co zrobić, kiedy dziecko mnie nie słucha?). Opowiedz mu też historię o tym, co wydarzyło się wcześniej. Dziecko potrzebuje, by ktoś opowiadał mu o jego uczuciach i zachowaniach. Dzięki temu lepiej rozumie, co się stało – w ten sposób budowana jest jego kora przedczołowa.

Byliśmy dzisiaj na zakupach w sklepie. Chciałaś, żebym kupiła Ci batonik. Kiedy powiedziałam, że nie kupimy batonika, krzyknęłaś: Ale ja bardzo chcę! Bardzo! I próbowałaś mnie uderzyć. Ja powiedziałam, że nie zgadzam się, abyś mnie biła. Wtedy zaczęłaś płakać. Byłam blisko Ciebie, kiedy płakałaś. Kiedy byłaś gotowa, przytuliłyśmy się i poczułaś się lepiej.

ataki złości

Ataki złości u dziecka w miejscu publicznym to często stresujące wydarzenie dla rodzica. Samo radzenie sobie z trudnymi emocjami bywa męczące, do tego dochodzi jeszcze presja otoczenia. Pamiętaj, że w pierwszej kolejności warto im zapobiegać. Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb dziecka, a przed wyjścia do miejsca publicznego daj mu dużo swojej kochającej uwagi i kontaktu. Nie oczekuj od niego, że będzie w stanie stać, siedzieć lub spokojnie spacerować długi czas. Planuj wyjścia w ten sposób, aby był czas i przestrzeń na bieganie i szaleństwa.

Twoją tajną bronią na ataki złości niech będzie empatia wobec uczuć. Ćwicz się w radzeniu sobie z własną złością i daj dziecku cierpliwe zrozumienie dla jego potrzeb. Jeśli wybuch dziecka jest na tyle silny, że nie chcesz radzić sobie z nim w miejscu publicznym, zabierz je w bardziej ustronne miejsce. Daj mu szansę na wyrażenie swoich uczuć, bo tylko wtedy będą mogły odejść. W innym wypadku dziecko nadal będzie nosiło je ze sobą, w swoim niewidzialnym emocjonalnym plecaku.

Czy relacje z rodzicami niszczą Twoje macierzyństwo?

relacje z rodzicami

Schemat prawie zawsze był ten sam: kiedy jej córka zaczynała płakać, ona odczuwała rosnący dyskomfort. Nieomal fizyczny ból. I tysiąc myśli galopujących po głowie: Niech ona w końcu przestanie płakać! Nie zniosę tego dłużej! Próbowała ją pocieszyć: No już, nie płacz, nic się nie stało. Kiedy to nie pomagało, rosła w niej irytacja i ze złością krzyczała: Uspokój się wreszcie! Zawsze takie cyrki odstawiasz! Wieczorem, kiedy myślała o tym, co się wydarzyło, zawsze czuła wstyd. Dlaczego tak nakrzyczała na swoją córkę? Przecież nic wielkiego się nie działo. Postanawiała, że więcej tego nie zrobi. Ale kiedy znów stawała w obliczu płaczącego dziecka, robiła to samo co zawsze. Co takiego się działo? I co mają z tym wspólnego jej relacje z rodzicami?

relacje z rodzicami

„Rozpakuj swój bagaż, aby twoje dzieci nie musiały go dźwigać”

Lu Hanessian

W ostatnim czasie z zadziwieniem odkrywam wielki dar, który przynoszą na świat dzieci swoim rodzicom. Jest nim szansa na przepracowanie własnych problemów. Jeśli masz jakąś sferę w życiu, która nie jest poukładana, bądź pewna, że wyjdzie ona na wierzch w Twojej relacji z dziećmi. Taka jest kolej rzeczy. Dzieci w magiczny sposób doprowadzają swoich rodziców do skrajnych emocji, których dorośli do tej pory w sobie nie dostrzegali. Jakby instynktownie wiedziały, który guzik nacisnąć, żeby bomba wybuchła.

Oczywiste jest to, że emocje się w nas pojawiają. Czasem jednak są tak silne, że uniemożliwiają nam jasne myślenie. Pod ich wpływem podejmujemy działania, których później żałujemy. Reagujemy przesadnie, ale widzimy to dopiero po fakcie. Dziecko rozsypało mąkę na podłodze, a my urządzamy mu awanturę, jakby pobiło kolegę. Znasz to?

 

Dlaczego niektóre sytuacje wywołują w nas skrajne emocje?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: podświadomość.

Dana sytuacja odsyła nas do jakichś wcześniejszych wydarzeń z naszego życia, których nie byliśmy w stanie przetrawić, przepracować, nadać im sensu i dlatego została przeniesiona do podświadomości.

O co tutaj chodzi?

Każdy z nas snuje opowieść o swoim życiu. W naszą naturę wpisana jest potrzeba nadawania znaczenia wszystkiemu, co się nam przydarza. Z naszych doświadczeń tworzymy określony obraz samych siebie i swojego życia. Czasem jednak z jakiegoś powodu nie jesteśmy w stanie włączyć niektórych doznań i wydarzeń w tę opowieść. Nie potrafimy sobie z nimi poradzić, nie rozumiemy ich. Kiedy się tak dzieje?

  1. Doświadczenia z pierwszych dwóch lat naszego życia nieomal w całości są poza naszym racjonalnym myśleniem. W tym czasie pamięć funkcjonuje jak płyta, na którą nagrywa się wszystko, co się dzieje. Doznania i emocje nie są werbalizowane, a tym samym wszystkie są nieuświadomione. Nie mogą być poddane kontroli racjonalnej części naszego mózgu.
  2. Kiedy jakieś doświadczenie jest dla nas zbyt trudne, przytłaczające i smutne, byśmy sobie z nim poradzili w danej chwili, również zostaje zepchnięte do podświadomości. Najczęściej dotyczy to sytuacji z naszego dzieciństwa. Kiedy dziecko nie potrafi zrozumieć i nadać sensu jakiemuś wydarzeniu, często odkłada je do swojego emocjonalnego plecaka.

Wyobraź sobie taką sytuację. Mama wymyka się z domu do pracy bez pożegnania, bo myśli, że jej dziecko lepiej to zniesie, jeśli nie będzie jej widziało. Syn płacze, kiedy orientuje się, że jej nie ma. Jego opiekunka mówi do niego: Nie płacz, przecież mama niedługo wróci, nic się nie dzieje. Po co tak płakać? Taki duży chłopak, a tak płacze. Prawdopodobnie chłopiec przestanie płakać, jednak swój smutek, żal i lęk przed tym, że mama go zostawiła (chociaż wcale tego nie zrobiła), wepchnie do swojego plecaka.

Żaden dorosły nie pomógł mu w tej sytuacji zrozumieć, co się z nim dzieje, dlaczego nagle chce mu się płakać i jest przestraszony. Jego doświadczenie nie zostało opowiedziane i nazwane. Zostaje przeniesione do podświadomości. Tym samym nie może podlegać racjonalnej kontroli. Nie oznacza to, że u dziecka następuje w takiej sytuacji wielka trauma – oczywiście, że nie. Po prostu niewyrażone emocje gromadzą się w nas i nosimy je ze sobą wszędzie i zawsze.

Rozumiesz już?

Dziecko potrzebuje, by ktoś mu pomógł zrozumieć, co dzieje się dookoła niego. Jeśli nikt tego nie robi, doświadczenia zbyt trudne i przytłaczające dla niego spycha do podświadomości. Zostają tam na długie lata i są gotowe do tego, aby wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Nawet w życiu dorosłym nie jest w stanie ich kontrolować, bo nie wie o ich istnieniu.

Ty też masz w sobie takie niezintegrowane (zepchnięte do podświadomości) doświadczenia i emocje. Wyskakują na powierzchnię właśnie wtedy, kiedy wybuchasz i sama nie rozumiesz później, dlaczego tak się zachowałaś.

Dlatego właśnie dzieci w magiczny sposób naciskają w nas odpowiednie guziki. Relacja z nimi odsyła nas do doświadczeń z naszego dzieciństwa i przywołuje nasze relacje z rodzicami. Płacz, krzyk, złość, zaczepianie rodzeństwa, niesłuchanie naszych próśb – wszystkie te zachowania naszych dzieci mogą być zapalnikiem do wybuchu. Odsyłają nas do sytuacji z naszego dzieciństwa, w których miały miejsce podobne wydarzenia lub uczucia.

Kiedy odczuwasz silne emocje w relacji z Twoim dzieckiem, to nie ono jest głównym powodem tych emocji. Wychodzą wtedy na powierzchnię stare uczucia, które nie zostały odpowiednio przeżyte i wyrażone. Twoje relacje z rodzicami są odpowiedzią na większość niezrozumiałych nawet dla Ciebie reakcji na zachowanie Twoich dzieci. 

relacje z rodzicami

Wróćmy zatem do bohaterki z początku artykułu. Kiedy widziała swoją płaczącą córkę, nie była w stanie tego znieść. Nieomal zawsze mówiła lub robiła coś, czego później żałowała.

Co takiego się z nią działo?

Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić, skąd to odczucie dyskomfortu i złości w zetknięciu z płaczącym dzieckiem. Może w dzieciństwie nie pozwalano jej płakać i musiała zawsze udawać, że wszystko jest w porządku? Może jej mama w sposób gwałtowny reagowała na jej płacz, pokazując, że takie zachowanie powinno być traktowane jako zagrożenie? To odczucie mogło również pochodzić z późniejszego okresu życia, niekoniecznie z pierwszych lat dzieciństwa.

Z dużą pewnością możemy jednak stwierdzić, że przyczyną jej gwałtownych reakcji nie było samo zachowanie jej dziecka. Bo przecież inny rodzic mógłby zareagować w takiej sytuacji zupełnie inaczej. To nie dziecko było odpowiedzialne za te emocje. Ono tylko wciskało odpowiedni guzik.

 

Relacje z rodzicami – jak zmienić to, co już się wydarzyło?

„Jeśli brakuje refleksji, historia lubi się powtarzać… Badania jasno pokazują, że na przywiązanie naszych dzieci do nas będzie wpływało to, czego doświadczyliśmy, kiedy byliśmy dziećmi, jeśli nie spróbujemy zrozumieć tych doświadczeń”.

Dan Siegel

Nie ma rodziców idealnych.

Po prostu nie ma.

Dlatego Twoi rodzice na pewno popełnili jakieś błędy wychowawcze, nawet jeśli bardzo się starali.

Wiele z nich wynikało z tego, czego sami nauczyli się od swoich rodziców. Często robili coś, bo byli przekonani, że to jedyny sposób, żeby nauczyć Cię, co jest dobre, a co złe. Mieli określone przekonania i przyzwyczajenia, tak samo jak Ty mieli też swoje zranienia. Nawet jeśli nie chcieli Ci zrobić krzywdy, wiele ich zachowań wypływało z emocji i doświadczeń, które zepchnęli do podświadomości. Tak samo jak u Ciebie.

Tradycyjne wychowanie w znacznej mierze opiera się na zawstydzaniu dziecka lub odbieraniu mu naszej pełnej miłości uwagi, kiedy zachowuje się w sposób niewłaściwy (tak działa karanie, zastraszanie, rozkazywanie czy metody typu karny jeżyk). Twoi rodzice mogli być przekonani, że taki sposób wychowania to jedyna szansa na to, abyś wyrosła na dobrego człowieka.

Twoje relacje z rodzicami w sposób bezpośredni wpływają na to, jaką mamą jesteś. Wszystkie nieprzepracowane, trudne dla Ciebie sytuacje z dzieciństwa mogą teraz wyskakiwać, kiedy zajmujesz się swoimi dziećmi. Pamiętaj jednak, że jesteś dorosła. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje zachowania. Twoje trudne relacje z rodzicami nie są w stanie zniszczyć Twojego macierzyństwa. Tylko Ty jesteś odpowiedzialna za swoją relację z dziećmi.

Pamiętaj też, że Ty sama nie jesteś i nigdy nie będziesz idealnym rodzicem. Dzieci jednak nie potrzebują perfekcyjnych rodziców. Potrzebują rodziców, którzy będą ich wspierać, patrzeć na świat ich oczami i przepraszać, kiedy popełnią jakiś błąd.

 

Co możesz zatem zrobić, aby Twoje relacje z rodzicami nie wpływały negatywnie na to, jaką jesteś mamą?

  • Wychowuj świadomie

Przyglądaj się samej sobie i swoim reakcjom. Jakie zachowania dziecka wywołują w Tobie szczególnie silne emocje? W jakich sytuacjach zwykle reagujesz w sposób, którego później żałujesz? Za każdym razem, kiedy znajdziesz taki zapalnik, możesz być pewna, że ukazuje on stare uczucia w Tobie, które nie zostały odpowiednio przeżyte.

Ja zauważyłam, że takim zapalnikiem jest każdy moment, kiedy mam poczucie, że dziecko mnie nie słucha. Zarówno kiedy nie spełnia jakiejś mojej prośby, jak i kiedy po prostu nie reaguje na to, co mówię, jakby mnie rzeczywiście nie słyszał.

  • Ucz się stosować metodę Stop, drop and breathe

Możesz stopniowo zmieniać swoje zachowanie, zatrzymując się w momencie kiedy wiesz, że za chwilę wybuchniesz. Więcej o tej metodzie pisałam w artykule Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?.

  • Podejmuj refleksję nad swoją własną historią

Nie jesteś w stanie zmienić tego, co już się wydarzyło. Twoje relacje z rodzicami w dzieciństwie należą do przeszłości. Możesz jednak odmienić swój sposób patrzenia na nie. Jeśli ojciec odszedł od Waszej rodziny, kiedy byłaś dzieckiem, mogłaś wtedy czuć, że to Twoja wina. Teraz jednak jesteś już dorosła i możesz zobaczyć, że jego odejście nie miało z Tobą nic wspólnego. Masz możliwość zinterpretować swoje doświadczenia w nowy sposób.

Ponadto możesz teraz przeżyć te emocje, których kiedyś nie byłaś w stanie zrozumieć. Kiedy zachowanie Twojego dziecka wywołuje Twój wybuch, pamiętaj, że część z tych uczuć pochodzi z przeszłości. Pozwól sobie je poczuć. Przyjrzyj się im. Zauważ, w jaki sposób odczuwasz je w swoim ciele. Jeśli nie masz możliwości zrobić tego od razu, bo poniosły Cię emocje, wróć do nich później. Za każdym razem, kiedy pozwolisz sobie je przeżyć, rozładowujesz część swojego emocjonalnego plecaka.

relacje z rodzicami

  • Proś o pomoc, jeśli tego potrzebujesz

Niekiedy potrzebne jest wsparcie specjalisty, by poradzić sobie z problemami z przeszłości. Czasem nieocenioną pomocą może być grupa wsparcia złożona z innych rodziców. Nie ma nic wstydliwego w szukaniu rozwiązań dla swoich trudności.

 

Relacje z rodzicami dla wielu osób to trudny i bolesny temat. Nie możesz jednak od niego uciec, jeśli chcesz sama być dobrą mamą dla swoich dzieci. Kiedy sama jesteś rodzicem, masz szansę odkryć swoje rany, aby móc je uleczyć. Pamiętaj o tym następnym razem, kiedy poczujesz, że Twoje dziecko znów wciska guzik powodujący wybuch.

Jak jest u Ciebie? Czy widzisz jakieś powtarzające się sytuacje, w których odczuwasz bardzo silne emocje w relacji z dzieckiem?

Przez wspólne posiłki do lepszego radzenia sobie w życiu

wspólne posiłki

Stół w kuchni. Zwykły mebel, taki sam, jak pozostałe. A jednak może mieć wielki wpływ na Twoją rodzinę. Wiele osób wspomina ze swojego dzieciństwa stół w kuchni, przy którym toczyło się życie. Tam odrabiało się lekcje, jadło obiady, rozmawiało z mamą o tym, co słychać w szkole. Inni nie mają takich wspomnień, bo ten mebel nie odgrywał w ich domu tak wielkiej roli. Nie o sam przedmiot tutaj chodzi, raczej o to, co dzieje się przy nim. Jego obecność to szansa na stworzenie miejsca, przy którym nie tylko zjecie wspólne posiłki, ale również będziecie nawiązywać silną więź rodzinną.  

wspólne posiłki

Dlaczego wspólne posiłki są takie ważne?

Czy wiesz o tym, że jedzenie wspólnych posiłków może pomóc określić, jak dzieci będą radziły sobie w dorosłym życiu? Badania pokazują, że jest to najlepszy wskaźnik ich zachowania. Im częściej dzieci jedzą wspólne posiłki z rodzicami, tym lepiej radzą sobie w szkole i rzadziej mają problemy z alkoholem i narkotykami. Rzadziej też cierpią na depresję i popełniają samobójstwa. Później rozpoczynają życie seksualne.

I to wszystko tylko dlatego, że jadły ze mną obiady?!

Te wyniki badań można wytłumaczyć na kilka sposobów:

  • rodziny, które jedzą razem, więcej ze sobą rozmawiają – tym samym mają silniejszą więź ze sobą,
  • rodzice, którzy mają czas i chęci, aby jeść posiłki z dziećmi, prawdopodobnie wyrażają swoją miłość również na inne sposoby, dając dzieciom swoją uwagę i wsparcie,
  • rodziny, które zachowują pewną strukturę działania, lepiej dbają o to, aby dzieci angażowały się w zajęcia szkolne,
  • wspólne posiłki przekształcają poszczególne osoby w członków grupy, którą jest rodzina – każdy czuje się z nią bardziej związany, a tym samym ma ona większy wpływ na młodych ludzi niż ich grupa rówieśnicza,
  • dzieci potrzebują poczucia bezpieczeństwa, które tworzą rodzinne rytuały, takie jak na przykład wspólne posiłki.

Pomyśl o tym, jak wielki wpływ na Twoje dzieci może mieć częste jedzenie wspólnie obiadów lub kolacji. To niezbyt wygórowana cena za możliwość zadbania o ich bezpieczeństwo w dorosłym życiu. Im częściej jecie razem, tym lepiej Twoje dzieci będą radziły sobie z problemami.

Jedzenie jest dla mnie bardzo ważne. Dbam o to, co wkładamy do naszych ust. Ale w rodzinnych posiłkach nie chodzi tylko o to. Liczy się tworzenie poczucia wspólnoty: to jest moje miejsce, moja rodzina. Dzieci tak wiele mogą nauczyć się przy wspólnym stole! Tego, jak się zachowywać, jak rozmawiać, jak przygotowywać posiłki i zastawić stół lub na czym polega dbanie o drugą osobę.

 

Wskazówki, które ułatwią Ci zadbanie o wspólne posiłki

1. Staraj się myśleć i skupić na tym, czego na pierwszy rzut oka nie widać.

Na każdym etapie życia rodziny pojawiają się jakieś trudności przy wspólnych posiłkach. Małe dzieci nie chcą długo siedzieć przy stole, są wybredne, rozrzucają jedzenie i rozlewają napoje, a starsze kłócą się z rodzeństwem. Nie jesteś w stanie całkowicie tego wyeliminować. Pomyśl jednak o tym, co dzieje się głębiej. Wspólne posiłki to szansa na spotkanie, rozmowę, okazanie sobie miłości i troski, poznawanie się – to wszystko jest warte trudu, który trzeba w nie włożyć.

2. Pamiętaj, że życie rodzinne ma swoje etapy.

Za niedługi czas Twoje małe dzieci nauczą się same jeść i nie będą się przy tym koszmarnie brudzić. Nauczą się dobrych manier i będzie szansa normalnie z nimi porozmawiać. Dlatego nie rezygnuj ze wspólnych posiłków. Praca, którą włożysz w nie teraz zaowocuje za niedługi czas.

3. Zrób to, co w danym czasie możesz.

Jeden wspólny obiad w tygodniu jest lepszy niż nic, a dwa obiady są lepsze niż jeden. Im ich więcej, tym lepiej. Nie żyjemy jednak w idealnym świecie, dlatego zróbcie tyle, ile możecie zrobić. Jeśli Twój mąż lub Ty codziennie wracacie późno z pracy, niech dzieci jedzą obiad z drugim rodzicem, a wszyscy razem zasiadajcie do stołu w weekendy.

wspólne posiłki

4. Zdecyduj, co jest dla Ciebie ważne.

Jednym z największych wrogów wspólnych posiłków jest pośpiech i zabieganie. Im Twoje dzieci będą starsze, tym więcej zajęć będą miały. Zastanów się jednak: czy jest dla nas ważne, abyśmy jedli obiad lub kolację na tygodniu razem, chociaż w jeden dzień? Czy dzieci rzeczywiście muszą chodzić na wszystkie zajęcia dodatkowe, jakie tylko przyjdą im do głowy? Jeśli chcecie jeść wspólnie, wybierzcie konkretne dni i ustalcie, że każdy ma zadbać o to, aby być w tym czasie w domu. Jeśli zastanawiasz się, jak znaleźć czas na wszystko, zerknij tutaj.

5. Wyłączcie telewizor, komputer i odłóżcie telefony.

Po całym dniu zajęć i pracy wielką pokusą może być patrzenie w ekran telewizora. Spotkanie i rozmowa wymaga wysiłku. Jednak patrząc w ekran podczas jedzenia nie nawiązujesz relacji z bliskimi, nawet, jeśli robicie to wspólnie.

6. Uczyńcie wspólne posiłki czasem wyjątkowym.

Znajdźcie na to jakiś własny, rodzinny sposób. Może do każdego obiadu będziecie zapalać świece lub włączać cicho muzykę do kotleta. Może w trakcie posiłku będziecie dziękować sobie za to, co wydarzyło się w ciągu dnia. To wy jako rodzice musicie zadbać o atmosferę przy stole. Nie skupiaj swojej uwagi na kłótniach i narzekaniach.

7. Jedzenie jest ważne, ale nie tylko ono.

Jeśli nie masz czasu, zrezygnuj z gotowania skomplikowanych potraw. Rób posiłki proste i odżywcze. Warzywa mrożone, posypane przyprawami i serem cheddar są smaczne i szybkie w przygotowaniu. Do tego możesz dorzucić nieco podsmażonego mięsa z kurczaka i gotowe. Możesz wykorzystać niektóre pomysły na drugie śniadanie i dorzucić je do obiadu. Wybieraj proste posiłki, aby swoje siły skierować przede wszystkim na wspólnie spędzony czas, a nie przygotowania. Niezbędna jest tu wiedza, jak planować posiłki, by zaoszczędzić czas i energię.

8. Zaangażuj całą rodzinę.

To są obiady rodzinne, a nie posiłki samej mamy.  Dziel się pracą, począwszy od zakupów przez gotowanie i sprzątanie. Pamiętaj, aby zadbać o siebie, abyś miała dobry humor na czas jedzenia. Możesz wprowadzić zasadę, że w jeden konkretny dzień tygodnia Twoje dziecko gotuje z Tobą w kuchni. Jeśli jest już nastolatkiem, to ono może być odpowiedzialne za obiad danego dnia, Ty tylko mu pomagasz. Sprzątajcie po jedzeniu razem. Każdy niech ma przydzielone jakieś zadanie. Możecie włączyć swoją ulubioną muzykę przy przygotowaniach i sprzątaniu. Niech ten czas również będzie okazją do umacniania więzi między Wami.

9. Spraw, aby rozmowa była interesująca dla wszystkich.

Dzieci niekoniecznie chcą słuchać skomplikowanej rozmowy o pracy Twojej lub męża, z której nic nie rozumieją. Dialog przy stole ma być ciekawy dla każdego. Aby Ci pomóc, przygotowałam zestaw starterów do rozmowy przy rodzinnym posiłku, który możesz pobrać poniżej.

Pobierz Tematy do rozmowy podczas posiłków rodzinnych

wspólne posiłki

Stół w domu może być zwykłym meblem, takim jak każdy inny. Może być również miejscem budowania Waszej rodzinnej tożsamości, kultury, tradycji i zwyczajów. Stwarza okazję do spotkania, rozmowy i budowania więzi. A to one decydują o tym, jaka jest Wasza rodzina. To one decydują o tym, jak odpowiecie na pytanie: Czy dobrze jest być częścią naszej rodziny, czy to powód do radości i dumy?

 

Jakie znaczenie mają wspólne posiłki w Waszym domu?

Mój sposób na szczęście rodzinne

szczęście rodzinne

Po drugim porodzie nieomal przez dwa tygodnie leżałam w łóżku. Chodziłam i siedziałam tylko tyle, ile było to niezbędne. Rana po nacięciu krocza kiepsko się goiła. W tym czasie byliśmy u mamy mojego męża, która bardzo nam pomagała. Codziennie też wpadał do nas chociaż na chwilę przyjaciel naszej rodziny, który mieszka blisko mamy Adriana. Gadaliśmy, jedliśmy razem obiady, bawił się z naszym starszym synem, przynosił nam zakupy ze sklepu, kiedy Adrian był w pracy. Jego obecność i pomoc była nieoceniona w tym trudnym dla mnie czasie. Dbałość o przyjaźń to jeden z moich sposobów na szczęście rodzinne.

szczęście rodzinne

Mąż mi wystarczy…

Dawno temu zauważyłam często powtarzającą się prawidłowość. Kiedy osoba wchodzi w związek, w odstawkę idą dotychczasowi przyjaciele, przynajmniej na jakiś czas. Myślę, że jest to proces naturalny: chcemy jak najwięcej czasu spędzać z ukochanym, poznać go i dzielić z nim wszystko, co dla nas ważne. Naturalne więc jest to, że nieco odsuwamy się od innych osób, aby mieć czas i przestrzeń na rozwijanie relacji.

Jednak nie we wszystkich przypadkach następuje później ponowne zbliżenie się do przyjaciół. Małżeństwo, praca, pojawienie się dzieci – jest coraz mniej czasu na utrzymywanie bliskich relacji z osobami spoza rodziny. 

Wiele kobiet nieświadomie wpada w niebezpieczny sposób myślenie: relacja z mężem wystarczy mi do szczęśliwego życia. Zaczynają oczekiwać, że mężczyzna zaspokoi każdą ich potrzebę: będzie jednocześnie silny, odważny, stanowczy, ale też czuły, rozmowny i uczuciowy. Zawsze gotowy, aby wysłuchać i wesprzeć. Zawsze będzie potrafił wyrazić uczucia i o nich rozmawiać. Zawsze będzie można na nim polegać i schronić się w jego silnych ramionach. Będzie z entuzjazmem podzielał zainteresowania żony i w nie się angażował.

Takie myślenie o małżeństwie może powodować wiele problemów. Kobieta wkłada na barki męża ciężar nie do udźwignięcia. Żaden człowiek na świecie nie jest w stanie sam odpowiedzieć na wszystkie potrzeby drugiej osoby. Żaden mąż nie wystarczy kobiecie do pełni szczęśliwego życia. Jeśli tego oczekujesz, czeka Cię wielkie rozczarowanie.

Aby zadbać o szczęście rodzinne i poczucie spełnienia, potrzebujesz relacji z innymi ludźmi. Twój mąż nie zawsze będzie w stanie sprostać Twoim oczekiwaniom. Nie zawsze będzie umiał Cię wysłuchać. Czasem będzie potrzebował ciszy, kiedy Ty będziesz chciała rozmawiać. Będzie chciał obejrzeć mecz, kiedy Ty będziesz chciała pójść na spacer. Dobrze jest, abyście nawzajem sobie pomagali i zaspokajali swoje potrzeby. Jednak nie zawsze jest to możliwe do wykonania.

Twój mąż to człowiek, który ma różne słabości i braki, tak samo jak Ty. Nie jest w stanie zaspokoić każdej Twojej potrzeby. Dlatego zatroszcz się o samą siebie, dbając o relacje z innymi ludźmi.

 

Jak przyjaciele wpływają na szczęście rodzinne?

Zarówno ja, jak i Adrian, weszliśmy w związek z gronem przyjaciół u boku. Od samego początku bardzo dbaliśmy o to, aby poznawać nawzajem swoich przyjaciół i spędzać z nimi dużo czasu. Zależało nam na tym, aby wprowadzić siebie nawzajem w naszą codzienność. Uczyliśmy się być parą wśród naszych bliskich. To był długi i czasem trudny proces, ale przyniósł wspaniałe efekty. Moi przyjaciele stali się bliscy Adrianowi i na odwrót.

Przyjaźń jest dla mnie ogromną wartością. Jest stałym i naturalnym elementem naszego rodzinnego życia. Co zyskujemy, dzięki temu, że mamy grono bliskich przyjaciół?

  • Mam poczucie, że mój mąż staje się bardziej męski dzięki temu, że ma regularny kontakt z przyjaciółmi. Gra z nimi w piłkę nożną, czasem spędza męski wieczór przy grach planszowych, rozmawia i żartuje w sposób, w który nie może ze mną (z prostego powodu: bo nie jestem mężczyzną). Kiedy przez dłuższy czas nie ma możliwości spędzić czasu w męskim gronie, widzę różnicę w jego zachowaniu. Wtedy wysyłam go na takie spotkanie, bo wraca po nim odnowiony i rozluźniony.
  • Ja sama jestem inna po spotkaniu z moimi przyjaciółkami. Odpoczywam i rozmawiam inaczej niż z mężem. Bardzo potrzebuję kontaktu z nimi, bo w małżeństwie nie zawsze udaje mi się zaspokoić moją potrzebę rozmowy. I jest to zupełnie normalne! Jeden telefon do przyjaciółki i jestem bardziej uśmiechnięta i pełna życia. Ma to ogromny wpływ na nasze szczęście rodzinne.
  • Wiem, że w każdej sytuacji możemy liczyć na pomoc przyjaciół. Jeśli tylko mają czas – będą dla nas wsparciem. Kiedy rodziłam Jasia i okazało się, że Adrian może być przy porodzie, nasz przyjaciel wziął sobie dzień wolnego w pracy, aby zająć się przez kilka godzin Frankiem. Niezliczoną ilość razy wspieraliśmy się w drobnych sprawach: przy przeprowadzkach, zakupach, zawożeniu się w różne miejsca, przenocowaniu całej naszej rodziny… To wszystko jest dla nas zupełnie normalne i naturalne. Nie muszę się zastanawiać, czy będą chcieli nam pomóc. To oczywiste – jeśli tylko w danej chwili mogą to zrobić, na pewno to zrobią. Tak samo my.
  • Wiele razy doświadczyłam tego, że czas spędzony z przyjaciółmi pomaga mi na nowo docenić mojego męża. Kiedy przeżywaliśmy trudne chwile, łatwiej było nam spotykać się w gronie bliskich, niż spędzać czas tylko ze sobą. Dzięki temu patrzyłam na Adriana oczami moich przyjaciół, na nowo zauważałam jego wspaniałe cechy. Mogłam znów skupić się na tym, co między nami pozytywne i dobre.
  • Nasi synowie mają grono wspaniałych wujków i cioć. Bawią się z nimi, rozmawiają, uczą się od nich wielu rzeczy. Jeśli trzeba, przyjaciele, którzy mieszkają blisko nas, mogą się nimi zająć. To nasza wioska, która wspiera nas w wychowywaniu i również buduje nasze szczęście rodzinne. Dodatkowo nasze dzieci mają możliwość spędzać czas z dziećmi naszych przyjaciół.

szczęście rodzinne

Jak zdobyć i utrzymać przyjaźń?

Przyjaźń nie przychodzi sama. Jej początek zwykle jest przypadkowy, jednak jej podtrzymanie i rozwój wymagają świadomej pracy. Nie wszystkim udało się utrzymać przyjaźnie z czasów szkoły lub studiów. Czy jest zatem szansa, aby w wieku dorosłym nawiązać tego typu relacje?

Myślę, że jest to możliwe. Co więcej – jest to warte wysiłku i pracy! Przyjaźń i małżeństwo mogą wspaniale się uzupełniać. Oczywiście dobrze, jeśli małżonek również jest naszym przyjacielem. Nie zmienia to faktu, że warto zadbać o relację poza domem, bo od nich również zależy nasze szczęście rodzinne.

 

Możesz rozwijać w sobie pięć typów zachowań, które pomogą Ci zdobyć i zatrzymać przyjaciół.

 

  1. Bądź na 100% obecna, kiedy spędzasz czas z drugim człowiekiem.

Skup swoją uwagę na tym, co mówi i robi. Nie zerkaj na telefon, nie przeglądaj internetu. Jeśli to możliwe nie odbieraj w tym czasie połączeń. Możesz ćwiczyć tę umiejętność, kiedy jesteś ze swoim dzieckiem. Na dziesięć minut skup się tylko na nim, na wspólnej zabawie. W danej chwili nic więcej się nie liczy.

2. Troszcz się o drugą osobę.

Jeśli poznałaś jakąś mamę w przedszkolu swojego dziecka i opowiedziała Ci coś o sobie, przy najbliższym spotkaniu odwołaj się do tego, co Ci powiedziała. Pokaż, że jej słuchasz i pamiętasz, co powiedziała. Jeśli widzisz, że potrzebuje jakiejś pomocy, zaoferuj ją, jeśli możesz spełnić swoją obietnicę. Chodzi o drobne gesty. Czasem wystarczy, że wypowiesz słowa zrozumienia dla jej zmęczenia czy kłopotów z dzieckiem.

3. Bądź dostępna.

Wiem, że Twoje życie jest pełne obowiązków i zadań do wykonania. Zadaj sobie jednak pytanie: co jest dla mnie najważniejsze? Jeśli na tej liście znajduje się przyjaźń, daj innym swój czas. Kiedy przyjaciel prosi Cię o spotkanie, zastanów się, czy jest możliwość, aby je zorganizować. Możecie spotkać się w kawiarni z kącikiem dziecięcym lub na placu zabaw. Ty sama zadzwoń i zabiegaj o spotkanie. Był taki czas w moim życiu, kiedy miałam poczucie, że to wyłącznie ja dbam o to, aby spotykać się z przyjaciółkami. Stopniowo zauważyłam, że niektórzy ludzie mają znacznie większą trudność z dbaniem o relacje niż ja. Cieszą się, kiedy wykażę inicjatywę, chociaż sami przejawiają ją rzadziej. Zaczęłam więc doceniać, kiedy moje przyjaciółki zabiegają o kontakt. Dbam o to, żeby nie wyliczać im, ile która włożyła w naszą relację.

4. Przedkładaj jakość relacji nad ich ilość.

W dobie facebooka i mediów społecznościowych może nam się wydawać, że mamy wokół siebie wielu bliskich ludzi, bo przecież utrzymujemy kontakt z dużą ilością osób. Często jest to tylko złudzenie. To, że oglądasz czyjeś zdjęcia na facebooku nie oznacza, że dbacie o swoją relację! Ja wolę mieć mniej przyjaciół, ale spędzać z nimi więcej czasu: rozmawiać, robić coś razem, bawić się, odpoczywać. Do minimum ograniczam spotkania z dalekimi znajomymi, świadomie rezygnuję z podtrzymywania niektórych kontaktów. Angażuję wiele swojego wysiłku w dbanie tylko o kilka najważniejszych relacji w moim życiu. Dzięki temu mam osoby, którym mogę całkowicie zaufać, z którymi uwielbiam spędzać czas i które z każdym dniem znam coraz lepiej.

Kiedy jedziemy na kilka dni do mamy Adriana, nieomal codziennie spotykamy się z przyjaciółmi. Czasem jemy razem obiad, idziemy na plac zabaw z dziećmi, spędzamy razem wieczór, rozmawiając lub grając w coś. Bardzo sobie cenię ten codziennym, zwykły czas spędzony razem. Od tego również zależy szczęście w rodzinie.

5. Bądź takim przyjacielem, jakiego chciałabyś mieć.

Jakich cech oczekujesz od swojego przyjaciela? To kluczowe pytanie, które pomoże Ci być lepszą przyjaciółką dla innych. Ja chcę, aby moi bliscy byli wobec mnie szczerzy i prawdziwi, cieszyli się z moich sukcesów i wspierali mnie w kryzysach, dopingowali mnie w moich przedsięwzięciach, słuchali mnie bez oceniania, pamiętali o tym, co jest dla mnie ważne. W ten sam sposób zachowuję się wobec nich – raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej.

Dawaj innym to, co sama chciałabyś otrzymać.

szczęście rodzinne

Przyjaźń jest wartością, która nieco straciła znaczenie we współczesnym świecie. Dla mnie jest jak piękna perła, której warto szukać. Można przeżyć swoje życie bez niej, jednak z nią staje się ono znacznie bogatsze i bardziej radosne. Bez wahania mogę powiedzieć, że nasze szczęście rodzinne w znacznym stopniu zależy od relacji z naszymi przyjaciółmi.

Czego nikt Ci nie powiedział o tym, jak znaleźć czas na wszystko

jak znaleźć czas na wszystko

Cynthia i jej ojciec Stephen Covey od dawna planowali swój wspólny pobyt w San Francisco w czasie jego podróży służbowej. Mieli obmyślony każdy szczegół: spotkanie w sali konferencyjnej, szybkie wymknięcie się z budynku, chińszczyzna w China Town, kino, przejazd taksówką do hotelu, wspólne lody i długie oglądanie telewizji. Wszystko toczyło się zgodnie z ich planem do momentu spotkania dawnego znajomego ojca podczas opuszczania centrum kongresowego. Po wylewnym powitaniu przyjaciel powiedział, że zaprasza Cynthię i jej ojca do restauracji z owocami morza. Cynthia zamarła – oczami wyobraźni widziała już swoje znudzenie wieczorem spędzonym na dorosłych rozmowach, które jej nie dotyczyły. Wydawało się, że razem z ojcem świetnie odpowiedzieli na pytanie, jak znaleźć czas na wszystko. Tymczasem w ostatniej chwili przyszły niespodziewane trudności.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na wszystko?

Żyjemy w zadziwiających czasach. Codziennie zalewa nas ogrom możliwości. Mamy łatwy dostęp do wiedzy, możliwość szybkiego podróżowania, szansę na zdobywanie wciąż nowych doświadczeń. Możemy w związku z tym zaobserwować trzy niepokojące zjawiska (opisuje je Greg McKeown w książce Esencjalista).

  • Zbyt duża liczba opcji do wyboru – jest to widoczne na każdym polu: począwszy od szerokiego wachlarza produktów spożywczych, które możemy kupić w sklepie, aż do ogromnej ilości kursów internetowych dostępnych w każdej chwili. Jesteśmy zmęczeni ciągłą koniecznością decydowania. Powoli tracimy umiejętność odróżniania spraw naprawdę ważnych od tego, co błahe.
  • Zbyt duża presja społeczna – bezustannie czujemy na sobie oddech innych osób i ich oczekiwań. Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię o tym, jak powinniśmy się zachowywać i co robić: nie tylko nasi bliscy w rodzinie, ale też szef i współpracownicy, dalsi znajomi, koleżanki ze wspólnoty religijnej… Na każdym kroku o coś nas proszą, czegoś wymagają lub do czegoś zapraszają.
  • Przekonanie, że można mieć jednocześnie wszystko – większość osób, które znam, próbuje brać udział w wielu kursach internetowych jednocześnie, zostawać w pracy po godzinach, by wykonać wciąż powiększającą się ilość zadań, wcisnąć do swojego planu dnia dodatkowe zajęcia (swoje lub swoich dzieci) i być cierpliwą żoną i matką. Chcemy wiedzieć, jak znaleźć czas na wszystko, co tylko świat nam zaoferuje. Żyjemy w stresie: jeśli dziś odrzucę jakąś okazję, czy jeszcze kiedyś do mnie przyjdzie?

„Gdy nie będziemy umieli celowo i świadomie wybrać obszarów, na których powinniśmy skupić swoje siły i energię, zrobią to za nas inni ludzie – przełożeni, współpracownicy, klienci, a czasem nawet krewni – i szybko stracimy z oczu to, co ważne i istotne. Możemy albo świadomie dokonywać wyborów, albo pozwolić innym ludziom decydować o naszym życiu„.

„Esencjalista”, Greg McKeown

Wróćmy na chwilę do historii Cynthii. Dziewczynka była przerażona, kiedy usłyszała z ust ojca słowa: Bob, tak się cieszę, że cię widzę. Kolacja w porcie brzmi wspaniale. Po chwili jednak odetchnęła z ulgą, kiedy dokończył: Ale nie dzisiaj. Zaplanowaliśmy z Cynthią wyjątkową randkę, prawda kochanie? Złapał ją za rękę i razem wybiegli z centrum kongresowego.

W tej historii widać zjawiska, o których pisałam wcześniej. Duża ilość opcji do wyboru, presja społeczna. Brak tylko zastanawiania się, jak znaleźć czas na wszystko. Stephen mógł przecież zachować się zupełnie inaczej:

  • stwierdzić, że tak długo nie widział się z przyjacielem i taka okazja może znów szybko się nie powtórzyć (przecież córkę ma ze sobą na co dzień),
  • zgodzić się na spotkanie, bo głupio i niezręcznie tak odmawiać przyjacielowi,
  • zgodzić się na kolację, a z córką spędzić tylko część wieczoru.

On jednak wybrał to, co od dawna planowali. To było dla niego najważniejsze. Nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko, bo wiedział, że nie jest to możliwe.

Nie możesz mieć w życiu wszystkiego. To Ty wybierasz, w jaki sposób zagospodarujesz swój czas i energię. Jeśli sama świadomie nie zdecydujesz, co jest dla Ciebie ważne, zrobią to za Ciebie inni. I wtedy to od nich będzie zależało, na co poświęcisz swój czas.

Większość informacji, wydarzeń i opcji do wyboru wokół Ciebie nie mają większej wartości, tylko nieliczne wnoszą coś ważnego do Twojego życia. Musisz jednak podjąć trud odsiewania plew i wyszukiwania tylko tego, co ma dla Ciebie znaczenie.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na to, co ważne?

Greg McKeown w książce Esencjalista posługuje się metaforą szafy. Dzięki niej możesz zobaczyć, jak dokonać zmian we właściwym kierunku.

Wyobraź sobie, że posiadasz szafę, w której nigdy nie sprzątasz. Jest pełna ubrań nowych i starych, takich, które uwielbiasz i takich, których nigdy nie założyłaś. Podobnie jest z Twoim życiem: wypełnia się stopniowo zobowiązaniami i zadaniami, które podejmujesz w dobrej wierze. W pewnym momencie jednak Cię przytłaczają. Czujesz, że wciąż musisz gdzieś pędzić i jesteś przemęczona. Wtedy pojawia się w Tobie pytanie: jak znaleźć czas na wszystko?!

W jaki sposób uporządkować taką szafę i swoje życie?

1. Przegląd i ocena

Pytanie, które najczęściej zadajemy sobie w kontekście ubrań to: Czy jest szansa, że w przyszłości założę tę rzecz? Takie sformułowanie powoduje jednak, że przez lata trzymamy ubrania, których nigdy nie mieliśmy na sobie. Ważniejszym pytaniem jest: Czy lubię w tym chodzić? Czy dobrze w tym wyglądam? Czy często to zakładam? Jeśli odpowiedź brzmi NIE, należy pozbyć się danej rzeczy.

W swoim życiu też musisz dokonywać oceny wszystkiego, co do Ciebie przychodzi. Każdy dzień to setki nowych możliwości. Pojawiają się z różnych źródeł: szef powierza Ci nowe obowiązki, współpracownik prosi o pomoc w wykonaniu jego pracy, na facebooku wyświetlają się wciąż nowe, ciekawe artykuły do przeczytania i filmy do obejrzenia.

Większość z tych propozycji i możliwości wcale nie są dla Ciebie ważne. Zadawaj sobie często pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły? Zapamiętaj to pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły?

Jeśli nie będziesz odróżniać mnóstwa mało ważnych spraw od kilku naprawdę istotnych, te pierwsze zabiorą cały Twój czas i już nie zostanie go na to, co dla Ciebie ważne.

Czy jednak wiesz, co jest dla Ciebie ważne?

Wykonaj pierwszy krok i zadaj sobie to pytanie: co jest dla mnie naprawdę istotne? Na czym chcę skupić swój wysiłek i starania? Dla mnie w pierwszej kolejności liczy się moja relacja z Panem Bogiem, mój mąż, dzieci i ja sama. Oczywiście warto podjąć głębszą refleksje: co to znaczy, że mąż jest dla mnie ważny? Co chciałabym osiągnąć w relacji z nim? Na czym się skupić?

Potrzebujesz w swoim życiu regularnie zastanawiać się nad tym, jakie cele chcesz osiągnąć w różnych dziedzinach swojego życia. Jeśli nie będziesz tego wiedziała, nie zdecydujesz, co Cię przybliży do osiągnięcia tych celów. Nie będziesz umiała odróżnić śmieci, które Cię otaczają od prawdziwych perełek.

 

2. Eliminacja

Jeśli podzieliłaś ubrania ze swojej szafy na dwie grupy (do zatrzymania prawdopodobnie do wyrzucenia), musisz pozbyć się rzeczy z tej drugiej. Czy potrafisz to zrobić? Jest to bardzo trudne dla każdego z nas. Mamy skłonność, aby przypisywać rzeczom, które już posiadamy większą wartość, niż one rzeczywiście mają. Dlatego masz problem z pozbyciem się książki, której nie zamierzasz nigdy przeczytać czy sprzętu kuchennego, który nie jest Ci do niczego potrzebny.

Nie wystarczy wiedzieć, co w Twoim życiu jest ważne, a co niekoniecznie. Musisz podjąć działanie i aktywnie pozbywać się tego, co należy do tej drugiej grupy. Wielu ludzi zgadza się na różne rzeczy tylko dlatego, że chcą zadowolić innych i sprostać ich oczekiwaniom. Odmawianie wymaga odwagi i dyscypliny. To trudna umiejętność. Jednak tylko mówienie nie temu, co nieistotne, zaprowadzi Cię do Twoich celów.

Jeśli Ty rezygnujesz z wybierania tego, co dla Ciebie ważne, ktoś inny dokona wyboru zamiast Ciebie. Jeśli zgadzasz się na wszystko, co do Ciebie przychodzi, nie masz czasu na to, czego naprawdę byś chciała.

Zacznij małymi kroczkami. Ja regularnie dokonuję przeglądu grup na facebooku, do których należę i newsletterów, na które się zapisałam. Raz na kilka tygodni wypisuję się z wszystkiego, co nie jest mi wcale potrzebne, czego nie czytam lub w co się nie angażuję (polecam aplikację Unroll me, dzięki której w 2 minuty wypiszesz się z wszystkich niechcianych newsletterów).

Sprawdź, jak funkcjonujesz w pracy. Czy często zgadzasz na na drobne przysługi wobec współpracowników? Jak to wpływa na wykonywanie Twoich obowiązków?

Przyjrzyj się też wszystkim zobowiązaniom, które na siebie wzięłaś w ostatnim czasie. Czy jest konieczne i ważne dla Ciebie, abyś je wykonała? Może jest szansa, abyś z niektórych zrezygnowała? Jakie dodatkowe obowiązki wzięłaś na siebie w przedszkolu lub szkole u swoich dzieci? W czym chciałaś pomóc sąsiadce lub koleżance, chociaż teraz żałujesz, że zaproponowałaś tę pomoc?

Nie pytaj siebie, jak znaleźć czas na wszystko, ale jak wyeliminować to, co zbędne w Twoim życiu.

jak znaleźć czas na wszystko

3. Wykonanie

Aby Twoja szafa była utrzymana w porządku, potrzebujesz jakiegoś systemu jej sprzątania. Regularnie musisz opróżniać ją z niepotrzebnych rzeczy, wiedzieć kiedy i gdzie możesz je oddać.

Jeśli usuwasz ze swojego życia niepotrzebne działania i zobowiązania, oszczędzasz czas. Możesz go przeznaczyć na usuwanie ze swojej drogi przeszkód i ułatwienie wykonania postawionych przed sobą zadań. Nagle okazuje się, że osiągnięcie Twoich celów jest znacznie łatwiejsze, niż do tej pory było. Dzieje się tak, ponieważ nie przeszkadza Ci w tym mnóstwo niepotrzebnych zajęć. Masz siły, energię i chęć do działania, bo nie odebrały Ci ich zobowiązania, których nie miałaś ochoty realizować, a na które zgodziłaś się dawno temu.

 

Kiedy piszę ten artykuł, jestem w trakcie realizowania wyzwania W 30 dni do bardziej szczęśliwego domu. Mój mąż ma ostatnio dużo pracy, dziećmi i domem też trzeba się zająć. Jestem klasycznym przykładem tego, jak nie należy postępować. Entuzjastycznie przyjęłam na siebie zbyt wiele zobowiązań. Z jednej strony są dla mnie świetną szansą na rozwój, podzielenie się swoją wiedzą i pomaganie innym. Z drugiej – wymagają pracy, którą muszę wykonywać późnym wieczorem, w pośpiechu i stresie.

Czytając książkę Esensjalista zdałam sobie sprawę, że nie muszę wcale tak funkcjonować. To moje własne wybory do tego doprowadziły. Jestem mądrzejsza o tę jedną lekcję i teraz znacznie rozważniej podejmuję decyzje o tym, czy zaangażować się w jakieś nowe przedsięwzięcie. Wolę zrobić mniej, ale lepiej. Tak, jak ojciec Cynthii. On nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko. Aktywnie wybrał to, co dla niego ważne spośród mnóstwa pojawiających się możliwości.

Nie lubię się bawić z dzieckiem – jak sobie z tym poradzić?

nie lubię się bawić

Mój syn po raz setny w tym tygodniu wyciągnął swoje samochodziki i zapytał: Mamo, zrobimy wyścigi? Mnie coś przekręciło się w żołądku, a przez głowę przemknęła myśl: Ileż można robić to samo?! Przywołałam jednak w pamięci wszystkie mądre książki na temat zabawy w życiu dzieci i zrobiłam to, o co mnie prosił. Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka.

nie lubię się bawić z dzieckiem

Znaczenie zabawy w życiu dzieci i rodziców

Każde dziecko posiada instynkt zabawy. Jest to świat, który zawsze stoi przed nim otworem, bez względu na okoliczności życia i aktualnie posiadane zasoby. Dla dorosłego zabawa jest rozrywką, dla dziecka – spełnia raczej funkcje podobne do pracy. Jednocześnie jest to podstawowa forma komunikowania się młodego człowieka ze światem.

Zabawa w życiu dzieci spełnia trzy podstawowe funkcje:

  • pozwala przećwiczyć sobie dorosłe role i umiejętności (w ten sposób uczą się pracować, gotować, sprzątać, kłócić się, opiekować się innymi itd.),
  • pomaga budować poczucie bliskości z drugim człowiekiem, zaspokaja potrzebę czułości i przywiązania oraz pozwala na odbudowanie kontaktu po jego zerwaniu,
  • pomaga wyjść ze stanu napięcia emocjonalnego, np. poprzez odtwarzanie w zabawie wydarzeń z życia w zmienionej konfiguracji sił (w zabawie to dziecko staje się surową nauczycielką, a miś – uczniem, który nie nauczył się na sprawdzian).

Zabawa przede wszystkim powinna jednak sprawiać przyjemność. Bez względu na to, jaki ładunek emocjonalny ze sobą niesie i jak głębokie treści się w niej kryją, ma dawać radość dziecku i Tobie. Skąd więc to uczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem?

Z perspektywy rodzica wygląda to jeszcze inaczej. Rodzicielstwo przez zabawę może pomóc w codziennych kryzysach: porannym grymaszeniu dzieci, kłopotach z dwulatkiem w czasie ataku płaczu, niepewnymi siebie trzecioklasistami, czy nastolatkami wymykającymi się spod kontroli.

Co zatem zabawa z dzieckiem może dać Tobie?

  • Szansę na poznanie potrzeb, uczuć i kłopotów dziecka – żaden maluch nie powie Ci: Mam problem z tym i z tym. Czy możemy porozmawiać? Zamiast tego zaprosi Cię do wspólnej zabawy, w której odegra swoje emocje lub będzie czekało na zaproszenie z Twojej strony.
  • Możliwość wzmocnienia jego poczucia własnej wartości i pewności siebie.
  • Okazję do pokazania dziecku, że jest kochane i że cieszysz się tym, że jesteś jego rodzicem.
  • Szansę na przełamanie własnych oporów, lęków i poczucia wstydu wobec tego, co powiedzą inni.
  • Nowe pokłady energii – często zmęczenie wynika z nagromadzonego w ciele napięcia wynikającego ze stresu. Beztroska zabawa z dzieckiem, siłowanki, zapasy, gonitwy, czy tańce pozwalają pozbyć się tego napięcia i sprawiają, że czujemy przypływ nowych sił. Nawet, jeśli czuliśmy wcześniej, że nie mamy ochoty na żadne harce.
  • Możliwość przepracowania z dzieckiem trudnych dla Was sytuacji, np. niechęć dziecka do ubierania się rano, agresywne zachowanie wobec innych dzieci, obawa przed wizytą u lekarza, trudności z nawiązywaniem relacji, zazdrość wobec rodzeństwa itd. (propozycje kilku zabaw na różne okazje znajdziesz tutaj).

Wiesz już, jak ogromne znaczenie dla Twojego dziecka i dla Twojej relacji z nim ma zabawa. Czy nadal myślisz: ale ja nie lubię się bawić z dzieckiem…? Przyjrzyjmy się zatem temu, co dzieje się w Tobie w czasie zabawy.

 

Dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem?

Rozmawiałyśmy jakiś czas temu w gronie mam o tym, jak wygląda nasz stosunek do zabawy. Okazało się, że większość z nas ma z tym duży problem! Zabawa nas nudzi, denerwuje i męczy. Towarzyszy nam poczucie: nie lubię się bawić z dzieckiem. Wkurzamy się na to, że dziecko układa nam scenariusze dotyczące tego, jak mamy się zachowywać. Irytuje nas ciągłe powtarzanie tych samych zachowań. Kiedy mam kolejny raz odgrywać scenkę z Kubusia Puchatka, na samą myśl o tym chce mi się ziewać. Myślimy sobie: mój mąż jest lepszy w tych wszystkich zabawach, niech on to robi.

Jest kilka możliwych odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem. U każdej osoby może występować tylko jeden z tych powodów lub kilka z nich.

1. Konieczność przestawienia się z trybu pracy na zabawę.

Rodzic, który wraca z pracy do domu, funkcjonuje w świecie zadań do wykonania, zmęczenia obowiązkami, nagromadzonych po całym dniu emocji. On potrzebuje ciszy i spokoju. Dziecko natomiast cały dzień zbierało siły na popołudniowe szaleństwa z rodzicem. Ich potrzeby wydają się wykluczać.

2. Dziecko najbardziej potrzebuje i domaga się zabawy wtedy, kiedy rodzic ma najmniejszą na nią ochotę.

Kiedy jestem podirytowana zachowaniem dziecka, nie mam chęci się z nim bawić. Tymczasem jego zachowanie może wynikać z potrzeby bliskiego kontaktu ze mną. Odmawiając mu zabawy, tym samym pogłębiam jego poczucie izolacji.

3. Rodzic nie ma ochoty na zabawę, kiedy czuje się odrzucony przez dziecko, kiedy jest w jakiś sposób zraniony jego zachowaniem.

Często potrzeba zabawy przejawia się w zachowaniach, które paradoksalnie odpychają rodzica od dziecka: sprzeciwianie się każdej decyzji, ignorowanie, krzyk lub płacz.

4. Rodzic czuje się niezręcznie wobec zachowania dziecka w zabawie.

Kiedy dziecko udaje, że wszystkie przedmioty to karabiny, czy odkrywa intymne części ciała lalki, dla dorosłego może być to stresujące. Kiedy rodzic nie wiem, jak się wtedy zachować, wycofuje się lub karze dziecko za takie zachowanie.

5. Zabawa nudzi dorosłego, który ma dość powtarzania wciąż tych samych czynności i słów.

6. Dorosły odczuwa irytację i żal związane z tym, że sam nie doświadczył zabawy z rodzicami.

Spędzanie czasu ze swoim dzieckiem przywołuje na myśl wydarzenia z dzieciństwa, w których nie było miejsca na spontaniczną radość i beztroskę.

7.Zabawa budzi wiele trudnych emocji u rodzica.

Może to być frustracja, uraza, złość, niepokój, czy zmęczenie. Ponieważ nie chce on ich przeżywać, rezygnuje z takiej formy spędzania czasu z dzieckiem.

„Wielu rodziców tak mówi o swoich zabawach z dziećmi: I tak już poświęca się im więcej uwagi, niż ja kiedykolwiek otrzymywałem w dzieciństwie… Nikt nigdy się ze mną tak nie bawił… Jestem zbyt zmęczona po pracy i opiece nad dziećmi, by się jeszcze z nimi bawić… Próbuję się z nimi bawić, ale zaczyna strasznie chcieć mi się spać… Jak mam się bawić, skoro mam tyle pracy do zrobienia?”

„Rodzicielstwo przez zabawę”, Lawrence J. Cohen

nie lubię się bawić z dzieckiem

Jak sobie radzić ze swoją niechęcią do zabawy?

Wiesz już, jakie znaczenie ma zabawa.

Zdajesz sobie też sprawę z tego, co Cię od niej odciąga.

Ale co dalej? Jak przezwyciężyć swoją niechęć?

Mnie nie zawsze się to udaje. Są takie chwile, kiedy jestem tak podirytowana zachowaniem syna, że zupełnie nie w głowie mi zabawy. Słyszę wtedy w środku cichy głos: Po co to robisz? Przecież wiesz, że jak zaczniesz krzyczeć, sytuacja tylko się pogorszy. Zrób z tego zabawę, powygłupiaj się, a wszystko się od razu zmieni!

Nie zawsze słucham tego głosu. I zwykle cierpię z tego powodu. Syn nadal nie chce mnie słuchać, sytuacja robi się coraz bardziej napięta, a ja coraz bardziej zdenerwowana.

Zabawa z dzieckiem to wysiłek. Aby pokonać w sobie poczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem, możesz wykonać następujące kroki.

 

  1. Zauważ emocje, które Ci towarzyszą.

Przyjrzyj się sobie, kiedy jesteś z dzieckiem. Jak się wtedy czujesz? Które zabawy Cię nudzą, które irytują i drażnią? Nie neguj tych emocji, nie zaprzeczaj im. Po prostu je zauważ.

 

2. Znajdź osobę, która Cię wysłucha

Abyś mogła poradzić sobie z tymi uczuciami, potrzebujesz towarzyszenia drugiej osoby dorosłej. Każdy z nas ma tendencję do ukrywania swoich emocji. Dlatego zabawa stanowi dla nas wyzwanie: sprawia, że te emocje z nas wychodzą (podobnie, jak dzieje się to w przypadku dzieci). Jeśli chcemy się bawić, musimy rozluźnić napięte mięśnie, rozładować zmartwienia, dać ujście skrywanym łzom. Nie ma innego wyjścia.

Jest to proces, który pochłania wiele naszych sił. Pomagamy dziecku, a później potrzebujemy, aby ktoś pomógł nam. Czas spędzony w ten sposób opróżnia nasz kubek na miłość. Musisz mieć miejsce, w którym możesz go napełnić.

Świetnym sposobem na naładowanie swoich rodzicielskich baterii jest rozmowa z drugą osobą dorosłą. Muszą być jednak spełnione określone warunki. Konieczna jest szansa, aby wypowiedzieć wszystko, co się w Tobie dzieje, bez przerywania, pocieszania czy zaprzeczania Twoim uczuciom. Chodzi więc o to, abyś została wysłuchana.

Możesz zwrócić się z tym do męża, przyjaciółki czy terapeuty. Jeśli rozmawiasz z przyjaciółką, zapewnij jej to samo i wysłuchaj jej.

Rozmawiając w ten sposób z innym rodzicem odkryjesz, że nie tylko Ty zmagasz się z trudnościami w kontaktach z dzieckiem. Silne emocje towarzyszą wszystkim rodzicom. Warto posłuchać innych i zobaczyć, że nie jesteś w tym sama. Wielu rodziców może Ci powiedzieć: Ja też nie lubię się bawić z dzieckiem.

Przykładowe pytania, które możecie sobie zadać:

  • Co pamiętasz z okresu własnego dzieciństwa?
  • Jakie wiążesz z dzieckiem nadzieje i oczekiwania?
  • Co jest dla Ciebie najważniejsze w byciu rodzicem? Jakie jasne punkty dostrzegasz w tym doświadczeniu?
  • Jakie są ciemne strony bycia rodzicem?

nie lubię się bawić z dzieckiem

3. Poświęć regularnie czas na zabawę z dzieckiem.

Po prostu spędźcie ze sobą nieco czasu. Wygłupiajcie się, róbcie miny, tańczcie razem, ganiajcie się po domu. Pozwól dziecku, aby to ono wybrało motyw zabawy i jej styl.

 

4. Jeśli odczuwasz nudę, włącz do zabawy element budowania więzi.

W czasie nudnych dla Ciebie zabaw przytulajcie się, uściśnijcie sobie ręce, pocałujcie się, powiedz dziecku, co w nim cenisz.

 

5. Odpowiedz na fantazję dziecka.

Dzieci do zabawy bez skrępowania włączają postaci, które kłamią, zabijają, kradną albo umierają. Nie uciekaj przed tymi tematami. Jeśli córka przydziela Ci rolę złej macochy, odegraj ją na tyle, na ile potrafisz. Przez takie zachowania dziecko przepracowuje w sobie trudne dla niego tematy.

Daj mu również możliwość kontrolowania sytuacji. W Waszym domu to Wy, rodzice, ustalacie zasady i ich pilnujecie. Pozwól, aby chociaż w zabawie doświadczyło poczucia sprawczości i decydowania o tym, co się dzieje z nim i z Tobą.

 

6. Odłóż na bok swoje przyzwyczajenia zabawowe.

Obserwuj potrzeby dziecka i podążaj za nimi. Wyłącz u siebie chęć rywalizacji – Twoja wieża z klocków nie musi być najwyższa, a bieg w wyścigu najszybszy. Dzieci w zabawie potrzebują odczuć, że są silne, szybkie, zwinne – w życiu codziennym często czują się przestawiane z kąta w kąt. Daj mu doświadczyć, że jest silniejsze od Ciebie i może rozłożyć Cię na łopatki. Twoim zadaniem jest pomóc mu w budowaniu poczucia własnej wartości. Życie samo da mu mnóstwo okazji do przegrywania i doświadczania porażki.

 

Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka. Paradoksalnie często pełne zaangażowanie w zabawę sprawia, że wracają mi siły, poprawia się nastrój i czuję się znacznie lepiej. Zyskują nie tylko moje dzieci, ale ja sama.

Dlaczego przytulenie jest lepsze niż karny jeżyk?

karny jeżyk

W przeszłości oglądałam czasem program Superniania. Patrzyłam na dzieci krzyczące na rodziców, rzucające zabawkami, gryzące i bijące rodzeństwo. Żywioł nie do opanowania przez opiekunów. Pojawienie się Supernianii było dla nich jak światełko w tunelu. W kilka dni na nowo wprowadzała ład i spokój w rodzinne życie. Stosowała w tym celu między innymi karny jeżyk, ucząc rodziców i telewidzów, że jest to metoda skuteczna i dobrze wpływająca na dziecko. Wtedy myślałam, że skoro ten sposób działa, to można go stosować, szczególnie w tak trudnych przypadkach wychowawczych.

karny jeżyk

Co to jest karny jeżyk?

To spolszczona wersja amerykańskiego time out. Ta metoda wychowawcza polega na odseparowaniu dziecka od pozytywnego wzmocnienia po jego niewłaściwym zachowaniu. W tym wypadku pozytywnym wzmocnieniem jest uwaga rodzica – dziecko zostaje zaprowadzone do miejsca, w którym ma zostać na kilka minut samo, by się uspokoić i przemyśleć swoje zachowanie.

Wyobraź sobie, że Twój syn rzuca zabawkami po pokoju. Wie, że nie powinien tego robić – wiele razy już to od Was słyszał. Przypominasz mu jeszcze raz, żeby tego nie robił. On patrzy Ci prosto w oczy, śmieje się i znów rzuca, tym razem w Twoją stronę. Pora na karny jeżyk.

Po odsiedzeniu kilku minut idziesz do syna i pytasz: Dlaczego siedziałeś na karnym jeżyku? Dziecko odpowiada. Czy będziesz dalej tak się zachowywał? Syn mówi, że nie. Przytulacie się i historia kończy się szczęśliwie.

Ale czy w rzeczywistości na pewno tak to wygląda?

 

Skąd bierze się niewłaściwe zachowanie dziecka?

Pomyśl o swoim własnym zachowaniu. Kiedy działasz w sposób, który rani lub denerwuje innych?

Zwykle są dwa powody: emocje, z którymi nie umiemy sobie poradzić lub niezaspokojona, ważna dla nas potrzeba.

Tak samo jest z dziećmi.

Kiedy syn rzuca zabawką, patrząc Ci w oczy, nie robi tego po to, by Cię zdenerwować. On widzi, że się złościsz, a robi to pomimo Twoich słów i uczuć. Jego celem nie jest zepsucie Twojego humoru i słuchanie Twoich krzyków po raz dwudziesty tego dnia. Wiem, że czasem trudno w to uwierzyć, ale wcale nie robi tego specjalnie.

Dzieci mają naturalną skłonność do słuchania swoich rodziców i podążania za nimi. Jest to wpisane w naszą naturę: w innym wypadku gatunek ludzki już dawno przestałby istnieć. Dziecko chce Cię słuchać i robić to, co sprawia Ci radość. O ile nie jest zalewane przez emocje, z którymi sobie nie radzi, a jego ważne potrzeby są zaspokojone.

Zatem każde niewłaściwe zachowanie dziecka jest symptomem czegoś innego. Może jest głodne lub niewyspane? Może ktoś wyrwał mu z ręki zabawkę na placu zabaw i poczuło się zagrożone, bo zabrano mu jego własność? Może czuje, że kontakt między Tobą a nim jest zbyt słaby, bo nie widzieliście się przez kilka godzin w ciągu dnia (Ty byłaś w pracy, a ono w przedszkolu)?

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Dotyczy to zarówno dzieci jak i dorosłych.

Jeszcze raz powtarzam: dziecko chce Cię słuchać, jeśli czuje bliski kontakt z Tobą (jego potrzeba więzi jest zaspokojona) i nie przejęły nad nim kontroli silne emocje.

Mózg człowieka intensywnie rozwija się do ok. szóstego roku życia. W zasadzie to zmienia się przez całe nasze życie, zależnie od działań, które podejmujemy. Jednak do szóstego roku życia rozwija się kora przedczołowa, która odpowiada za racjonalne myślenie i zdolność kontrolowania emocji. Trzyletnie dziecko nie potrafi w pełni kontrolować swojego zachowania, ponieważ jego mózg nie jest odpowiednio ukształtowany. Co więcej, nie potrafi samo kontrolować swoich emocji i poradzić sobie z nimi. Kiedy coś go złości, nie rozumie, co się z nim dzieje, nie umie samo się uspokoić.

Co zatem dzieje się, kiedy zostaje odesłane na karny jeżyk?

Intencją rodzica jest dać dziecku czas na ochłonięcie i uspokojenie się. Nauka jednak mówi, że ono samo nie potrafi tego zrobić. Możliwe są zatem dwa główne scenariusze:

  • tak zwane strong-willed child (dziecko o silnej woli, które nie lubi podporządkowywać się innym) będzie się buntowało, krzyczało i wyrywało; samo zaprowadzenie go na karny jeżyk będzie wielką walką o to, kto jest silniejszy, a proces uspokajania się może trwać nawet kilka godzin,
  • bardziej uległe dziecko zaprzestanie złego zachowania, a swoje trudne uczucia zepchnie do emocjonalnego plecaka, z którego wyskoczą później, zupełnie niekontrolowane.

Elementem wspólnym obu tych scenariuszy jest fakt, że relacja pomiędzy Tobą a dzieckiem zostanie nadszarpnięta. Odsyłając dziecko po niewłaściwym zachowaniu dajesz mu przekaz, że nie chcesz być z nim w jego trudnych emocjach i ma sobie z nimi radzić sam. Ty masz dobre intencje, jednak dla dziecka będzie to zawsze kara i pewnego rodzaju odrzucenie. W ten sposób kontakt i zaufanie pomiędzy Wami zostają przerwane. Zostawiając je samo z jego emocjami pozwalasz, by Wasza więź słabła.

Pamiętasz, kiedy dziecko CHCE Cię słuchać i spełniać Twoje prośby? Widzisz już paradoks myślenia, że karny jeżyk jest lekiem na dziecięce niewłaściwe zachowania?

karny jeżyk

Jak dzieci uczą się regulować swoje emocje?

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle.

Między innymi dlatego tak ważne jest, byśmy pomagali naszym dzieciom nauczyć się kontrolować swoje emocje.

Jak to zrobić?

Kiedy człowiek rodzi się, jego mózg i układ nerwowy nie są w pełni rozwinięte. Kształtują się stopniowo, odpowiadając na to, co dzieje się w otoczeniu. Przeczytaj uważnie to, co teraz napiszę. Umiejętność kontrolowania emocji u Twoich dzieci kształtuje się w relacji z Wami, ich rodzicami (osobami, które spędzają z nimi najwięcej czasu). Nie jest to tylko proces psychologiczny, ale również fizjologiczny. Układ limbiczny dziecka (odpowiada za emocje) dostraja się do Twojego układu limbicznego. Hormony wydzielane przez dziecko pojawiają się w odpowiedzi na hormony wydzielany przez Twoje ciało.

Przeczytaj jeszcze raz to zdanie: umiejętność kontrolowania emocji u Twoich dzieci kształtuje się w relacji z Wami. To w znacznej mierze od Ciebie i Twojego męża zależy, co Twoje dziecko jako dorosły będzie robiło ze swoją złością, rozczarowaniem, smutkiem czy żalem. Jeśli reagujesz na wszystko jak na sytuacje alarmowe, ciągle wpadając w złość, Twoje dziecko również będzie patrzyło na świat jak na bezustanne zagrożenie.

Wróćmy zatem do przytoczonej sytuacji. Syn rzuca zabawkami. Kierują nim jakieś trudne emocje, z którymi nie umie sobie poradzić. Odsyłasz go na karny jeżyk, licząc na to, że tam się uspokoi i wyciszy. Co się jednak dzieje? Dziecko zostawione samo ze swoimi emocjami nie ma obok siebie nikogo, do kogo mogłoby się dostroić. Na tym etapie potrzebuje, aby ktoś z zewnątrz pokazał mu, jak się złościć, by nie robić krzywdy sobie i innym. Nie jest w stanie samodzielnie uspokoić się i w sposób konstruktywny poradzić sobie ze złością.

Dlatego albo neguje swoją złość i wypiera ją do podświadomości, albo daje się jej ponieść i płacze, krzyczy, kopie, gryzie, rzuca się na ziemię przez bardzo długi czas.

 

W jaki sposób pomóc dziecku w trudnych emocjach?

Dr Laura Markham proponuje stosować się do kilku wskazówek zawartych w angielskim akronimie SHARE (dzielić):

  • Soothe (uspokajaj) – pomóż dziecku się uspokoić: kiedy płacze, przytul je (jeśli w tym momencie na to pozwala), weź na ręce, pocałuj, bądź blisko, przemawiaj spokojnym tonem; tylko w ten sposób dziecko stopniowo uczy się uspokajać samo. Może się zdarzyć, że w danej chwili nie będzie chciało być przytulone (odpycha cię, próbuje ugryźć, uderzyć). Nie rób nic na siłę, powiedz: Rozumiem, że jesteś zdenerwowany. Jestem obok ciebie, nie zostawię cię samego w trudnych uczuciach. Jeśli będziesz chciał, możesz się do mnie przytulić. Usiądź metr lub dwa od niego i poczekaj.
  • Help (pomagaj) – ucz dziecko, jak radzić sobie z emocjami: nazywaj je, tłumacz dziecku jego własne zachowania.
  • Allow (dopuszczaj) – pozwalaj, aby dziecko wyraziło każdą swoją emocję; stawiaj granice zachowaniom, a nie emocjom.
  • Regulate (reguluj) – ucz się panować nad swoimi emocjami.
  • Empathize (empatyzuj) – okazuj empatię dla wszystkich uczuć dziecka, nawet jeśli musisz postawić granicę jego zachowaniom; empatię możesz okazać zarówno przez słowa, jak i ton głosu. Ten punkt jest bardzo ważny i dotyczy dzieci w każdym wieku: ucz się patrzeć na daną sytuację oczami dziecka i okaż, że rozumiesz, co się z nim dzieje.

Jeśli będziesz dzielić (SHARE) doświadczenie dziecka, pomożesz mu uczyć się trudnej sztuki rozpoznawania swoich uczuć, nazywania ich i odpowiedniego wyrażania. Tę metodę możesz stosować wobec dzieci w każdym wieku. Im starsze dziecko, tym więcej możesz z nim rozmawiać o tym, co się wydarzyło na każdym etapie trudnej sytuacji, przez którą przechodziliście.

karny jeżyk

Trudne zachowania dziecka wynikają z jego uczuć lub niezaspokojonych potrzeb (np. bliskiej więzi). Jeśli rodzic zostawi dziecko samo sobie po niewłaściwym zachowaniu (na karnym jeżyku lub w jakikolwiek inny sposób), możliwe, że zmieni się jego zachowanie. Jednak więź na tym ucierpi. Tym samym w dłuższej perspektywie zachowanie może się pogorszyć.

Światełkiem w tunelu dla rodziców nie są metody typu karny jeżyk. Jest nią nawiązywanie bliskiej relacji z dzieckiem tak, by ono chciało spełniać prośby rodzica. Możesz to osiągnąć, jeśli będziesz regulować swoje własne emocje, okażesz empatię i pozostaniesz blisko, gotowa do przytulenia, jak tylko żywioł przeminie.

Jakie są Twoje sposoby na nawiązywanie bliskiej relacji z dzieckiem?