Jak reagować na ataki złości u dziecka w miejscach publicznych?

ataki złości

Krzyk, płacz, tupanie nogami, rozkładanie się na ziemi… Wielu rodziców zna te zachowania z własnego doświadczenia. Stają bezradni wobec swojego dziecka, które nie przejmuje się tym, że znajdują się w miejscu publicznym. Rodzic czuje na sobie wzrok innych ludzi, oblewa się rumieńcem i chciałby zapaść się pod ziemię. Co oni sobie o mnie teraz myślą? Na pewno uważają, że jestem kiepską matką, skoro nie potrafię uspokoić swojego dziecka… Jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych, by pomóc swojemu dziecku i samej sobie?

ataki złości

Dziecko z miejscu publicznym

Twoje dziecko jest człowiekiem, który ma wolną wolą. Chce decydować o samym sobie. Widać to nieomal od urodzenia – maluch reaguje płaczem, kiedy robisz coś, co mu się nie podoba. Jest to naturalna i właściwa kolej rzeczy.

My często chcielibyśmy, aby dziecko zachowywało się tak, jak nam się to podoba. Aby podawało grzecznie rękę na powitanie wujka, w sklepie szło spokojnie obok wózka z zakupami i potulnie zgadzało się, kiedy odmawiamy mu kupienia drugiego batonika. Poszukujemy metod, aby wymusić na nim przeprowadzenie naszej woli. Oczywiście robimy to z dobrą intencją – jesteśmy dorośli i wiemy, jak należy właściwie zachowywać się w konkretnych sytuacjach. Naturalne jest to, że chcemy nauczyć tego również nasze dzieci.

Bardzo trudną sytuacją dla wielu rodziców są dziecięce ataki złości w miejscach publicznych. W sklepie, na ulicy, przy wychodzeniu z przedszkola lub na spotkaniu rodzinnym u dziadków. Poczucie, że patrzy na mnie i ocenia moje zachowanie tyle osób powoduje, że niekiedy dorośli zachowują się wobec dzieci inaczej, niż zrobiliby to w domu.

Dziecko w miejscu publicznym również często zachowuje się inaczej, niż w domu. Otacza go nadmiar bodźców, jest podekscytowane lub zmęczone (zależnie od sytuacji). Podczas odwiedzin u rodziny może być wybite z codziennego rytmu dnia. W sklepie może być oszołomione otaczającą go muzyką, światłami i ilością ciekawych artykułów, które go otaczają. Po długiej jeździe samochodem w jakieś miejsce miałoby ochotę pobiegać i poszaleć, a nie iść razem z Tobą spokojnie alejkami w supermarkecie.

Nawet najbardziej spokojny maluch miewa ataki złości, również w miejscach publicznych. Po dziecku możesz spodziewać się dziecięcego zachowania! Jego kora przedczołowa nie jest jeszcze w pełni rozwinięta, dlatego nie potrafi kontrolować swoich emocji. Dopiero się tego uczy. Krzyk, płacz, odpychanie i uderzanie osoby, która stoi obok – to wszystko normalne sposoby wyrażania złości u kilkulatka. Nie robi tego po to, aby Cię zdenerwować. Nie robi tego również po to, aby Cię zawstydzić przy obcych ludziach. Jest to zawsze wyraz jego samopoczucia. Nie potrafi inaczej dać Ci znać, że czuje się źle i potrzebuje Twojej pomocy.

 

Autorytarny rodzic – sposób na ataki złości?

Kim jest rodzic autorytarny?

To ktoś, kto stawia wysokie wymagania, ale nie daje dużego wsparcia przy ich wykonywaniu. Oczekuje, że dziecko powinno sobie samo poradzić. A jeśli sobie nie radzi, to znaczy, że mu się nie chce lub że jest niegrzeczne, lub że chce mi zrobić na złość. Generalnie, to jego wina i w związku z tym zasługuje na jakąś karę. Kara wymierzana jest po to, aby sprowadzić je na właściwą drogę i pomóc zachowywać się tak, jak należy w danej sytuacji.

Możliwe, że dziecko zachowywałoby się spokojniej w miejscu publicznym, gdybyś była bardziej autorytarnym rodzicem. Możliwe. Gdybyś dała mu więcej krzyku, straszenia karą, która czeka je po powrocie do domu. Możliwe, że osiągnęłabyś oczekiwany efekt – dziecko, które nie płacze, nie złości się, tylko spokojnie stoi przy kasie razem z Tobą.

ataki złości

Nauka pokazuje jednak, że taki styl wychowania nie wspiera zdrowego rozwoju dziecka w dłuższej perspektywie czasu. Ponadto, działa tak długo, jak długo jesteś w stanie fizycznie kontrolować zachowanie swojego dziecka. Jeśli znikniesz mu z oczu, zacznie robić to samo, co robiło przed chwilą. W ten sposób nie nauczysz go samodzielności i odpowiedzialności – a przecież na tym Ci zależy, prawda?

To, co powinnaś zrobić, to stawianie granic zachowaniu, z empatią i zrozumieniem dla emocji. To prawda, że dziecko nie powinno biegać po restauracji lub skakać po łóżku babci, jeśli ona sobie tego nie życzy. Jeśli będziesz straszyć karą lub konsekwencjami (które Ty sama wymyślisz), może w danej chwili uzyskasz pożądane zachowanie. Jeśli jednak chcesz, aby dziecko zrozumiało, dlaczego konkretne zachowanie jest właściwe i samo chciało je wykonać, droga jest inna.

 

Wskazówki, jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych

  1. Lepiej zapobiegać, niż leczyć – zrób wszystko, aby zminimalizować powody do nieprzyjemnych emocji.
  • Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb – jeśli to możliwe, nie zabieraj ze sobą zmęczonego lub głodnego dziecka. Jeśli idziecie do sklepu, a dziecko jest głodne, kup na początku coś, co będzie mogło sobie jeść już w trakcie zakupów. Przed wejściem do domu babci poganiajcie się chwilę po podwórku (Ty biegaj razem z nim – przytulaj je, udawaj, że je gonisz, daj mu odczuć swoją bliskość).
  • Wytłumacz, co będzie się działo i czego od niego oczekujesz – zanim wejdziecie do sklepu powiedz mu, jak będzie wyglądał czas spędzony na zakupach.
  • Zachęć je do pozytywnego włączenia się w sytuację – jeśli idziecie do restauracji, powiedz mu, że kelnerzy krążą po lokalu, nosząc ciepłe jedzenie i napoje na tacach i zapytaj, co wy możecie zrobić, aby ułatwić im pracę i pomóc im, aby nic nie rozlali?

 

2. Bądź obecna.

Dzieci często przeżywają trudne chwile w miejscach publicznych, bo widzą, że nasza uwaga jest zupełnie gdzie indziej. Czują się wtedy mniej pewnie, więc próbują zdobyć naszą uwagę w sposób, który nam się nie podoba. Im bardziej pozostaniesz w kontakcie z dzieckiem, tym mniejsze prawdopodobieństwo jego wybuchu.

 

3. Kiedy dziecko zaczyna być zmęczone, nie lekceważ tego.

Zwykle pod koniec zakupów robimy się coraz bardziej nerwowe i powtarzamy: Wytrzymaj jeszcze kilka minut, już prawie skończyliśmy Musisz jednak pamiętać, że małe dziecko po prostu nie jest w stanie tego zrobić! Zwolnij tempo i znajdź dwie minuty, by odnowić z nim kontakt: przytul go, uśmiechnij się do niego, zanuć mu cicho jakąś piosenkę, zaproś do jakiejś prostej zabawy w trakcie chodzenia po sklepie. Wzmocnienie więzi często wystarczy, by powstrzymać wybuch zmęczenia i złości.

 

4. Przenieś się z dzieckiem w bardziej ustronne miejsce.

Nie uważam, że dziecko nie ma prawa płakać w miejscu publicznym. Problem leży gdzie indziej: Tobie może być trudno poradzić sobie z sytuacją, jeśli będziesz czuła na sobie spojrzenia innych ludzi. Niewielu z nas potrafi przejść obojętnie obok tego, jak reagują inni ludzie na nasz styl wychowawczy. Jeśli wiesz, że czujesz większy stres w miejscu publicznym, lepiej usuń się z oczu innych osób. Jeśli wybuch nastąpił w sklepie i wiesz, że może być coraz gorzej, lepiej zostaw na chwilę zakupy w wózku i wyjdź ze sklepu. Pójdźcie do samochodu, pobliskiego parku lub jakiegoś spokojnego zakątka w hipermarkecie. Tam będziesz mogła poradzić sobie z sytuacją bez zbędnej asysty innych osób.

Jeśli masz możliwość znaleźć ustronne miejsce, możesz tam na spokojnie zająć się uczuciami dziecka. Tak byłoby najlepiej dla niego i dla Ciebie. Jeśli jednak nie ma takiej możliwości, możesz odłożyć pełne zaopiekowanie się nimi na później. Spróbuj zająć dziecko jakąś zabawą lub nieco odwrócić jego uwagę. Nie jest to idealny i rozwojowy sposób radzenia sobie w takich sytuacjach. Jednak nie zawsze możemy pozwolić dziecku, by płakało głośno kilkanaście minut (np. w kinie, samolocie lub restauracji).

 

5. Okaż empatię dla uczuć dziecka.

Nie zawsze jesteś w stanie powstrzymać ataki złości u dziecka. Co zrobić, kiedy widzisz, że zbliża się wybuch?

  • Zadbaj o siebie – odetchnij głęboko i postaraj się uspokoić. Pamiętaj, że kluczem do sukcesu jest zawsze Twoja wewnętrzna harmonia.
  • Zauważ, jak czuje się Twoje dziecko i czego w tym momencie chce (bez oceniania, czy może to mieć, czy nie!) – Bardzo chciałbyś napić się jeszcze tego soku, tak?
  • Pamiętaj, że złość jest obroną przed bardziej niekomfortowymi uczuciami (smutkiem, strachem, żalem) – pomóż dziecku dotrzeć do tych uczuć (Chciałbyś, abyśmy dłużej zostali na tym placu zabaw… Jest ci smutno i przykro, że idziemy już do domu…).
  • Najlepszą obroną na ataki złości jest empatia. Bądź blisko, powiedz głośno, że widzisz smutek, złość, irytację dziecka (Kochanie, widzę, że to jest dla ciebie trudne. Tak bardzo chciałbyś napić się więcej soku. Jesteś zły, bo zabrałam ci kubek.).
  • Jeśli dziecko próbuje Cię uderzyć, odsuń się nieco i powiedz: Możesz się złościć, ale nie zgadzam się, abyś mnie bił. To boli.
  • Jeśli krzyczy do Ciebie, że chce, abyś sobie poszła lub mówi, że Cię nie kocha, nie lubi, nie jesteś dobrą mamą itd., nie bierz do siebie jego słów. W tym momencie nie działa w sposób racjonalny i mówi coś, czego wcale nie myśli. Zapewnij: Jestem przy Tobie. Nie zostawię Cię z tymi trudnymi uczuciami. Jesteś bezpieczny. Nie zostawiaj dziecka samego w takim momencie (pisałam o tym w artykule Dlaczego przytulenie jest lepsze niż karny jeżyk?).
  • Jeśli pozostaniesz spokojna i cierpliwa, najprawdopodobniej złość przemieni się w płacz. Bądź blisko. Jeśli dziecko na to pozwala, przytul je. Jeśli nie, zostań fizycznie blisko. W ten sposób dajesz mu poczucie bezpieczeństwa i pozwalasz wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Nie mów zbyt dużo, nie ma takiej potrzeby. Wystarczy, że pokażesz, że jesteś z nim i rozumiesz, że jest zdenerwowany lub smutny.
  • Dziecko, którego emocje zostaną w ten sposób przyjęte, po pewnym czasie uspokaja się i jest bardziej spokojne, zrelaksowane i chętne do współpracy.

 

6. Daj mu swoją uwagę po powrocie do domu.

Kiedy wrócicie, spędź z dzieckiem nieco czasu, odnawiając z nim swój kontakt. Przytulajcie się, pobawcie razem (kilka pomysłów na zabawy rozładowujące emocje znajdziesz w artykule Co zrobić, kiedy dziecko mnie nie słucha?). Opowiedz mu też historię o tym, co wydarzyło się wcześniej. Dziecko potrzebuje, by ktoś opowiadał mu o jego uczuciach i zachowaniach. Dzięki temu lepiej rozumie, co się stało – w ten sposób budowana jest jego kora przedczołowa.

Byliśmy dzisiaj na zakupach w sklepie. Chciałaś, żebym kupiła Ci batonik. Kiedy powiedziałam, że nie kupimy batonika, krzyknęłaś: Ale ja bardzo chcę! Bardzo! I próbowałaś mnie uderzyć. Ja powiedziałam, że nie zgadzam się, abyś mnie biła. Wtedy zaczęłaś płakać. Byłam blisko Ciebie, kiedy płakałaś. Kiedy byłaś gotowa, przytuliłyśmy się i poczułaś się lepiej.

ataki złości

Ataki złości u dziecka w miejscu publicznym to często stresujące wydarzenie dla rodzica. Samo radzenie sobie z trudnymi emocjami bywa męczące, do tego dochodzi jeszcze presja otoczenia. Pamiętaj, że w pierwszej kolejności warto im zapobiegać. Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb dziecka, a przed wyjścia do miejsca publicznego daj mu dużo swojej kochającej uwagi i kontaktu. Nie oczekuj od niego, że będzie w stanie stać, siedzieć lub spokojnie spacerować długi czas. Planuj wyjścia w ten sposób, aby był czas i przestrzeń na bieganie i szaleństwa.

Twoją tajną bronią na ataki złości niech będzie empatia wobec uczuć. Ćwicz się w radzeniu sobie z własną złością i daj dziecku cierpliwe zrozumienie dla jego potrzeb. Jeśli wybuch dziecka jest na tyle silny, że nie chcesz radzić sobie z nim w miejscu publicznym, zabierz je w bardziej ustronne miejsce. Daj mu szansę na wyrażenie swoich uczuć, bo tylko wtedy będą mogły odejść. W innym wypadku dziecko nadal będzie nosiło je ze sobą, w swoim niewidzialnym emocjonalnym plecaku.

Czy relacje z rodzicami niszczą Twoje macierzyństwo?

relacje z rodzicami

Schemat prawie zawsze był ten sam: kiedy jej córka zaczynała płakać, ona odczuwała rosnący dyskomfort. Nieomal fizyczny ból. I tysiąc myśli galopujących po głowie: Niech ona w końcu przestanie płakać! Nie zniosę tego dłużej! Próbowała ją pocieszyć: No już, nie płacz, nic się nie stało. Kiedy to nie pomagało, rosła w niej irytacja i ze złością krzyczała: Uspokój się wreszcie! Zawsze takie cyrki odstawiasz! Wieczorem, kiedy myślała o tym, co się wydarzyło, zawsze czuła wstyd. Dlaczego tak nakrzyczała na swoją córkę? Przecież nic wielkiego się nie działo. Postanawiała, że więcej tego nie zrobi. Ale kiedy znów stawała w obliczu płaczącego dziecka, robiła to samo co zawsze. Co takiego się działo? I co mają z tym wspólnego jej relacje z rodzicami?

relacje z rodzicami

„Rozpakuj swój bagaż, aby twoje dzieci nie musiały go dźwigać”

Lu Hanessian

W ostatnim czasie z zadziwieniem odkrywam wielki dar, który przynoszą na świat dzieci swoim rodzicom. Jest nim szansa na przepracowanie własnych problemów. Jeśli masz jakąś sferę w życiu, która nie jest poukładana, bądź pewna, że wyjdzie ona na wierzch w Twojej relacji z dziećmi. Taka jest kolej rzeczy. Dzieci w magiczny sposób doprowadzają swoich rodziców do skrajnych emocji, których dorośli do tej pory w sobie nie dostrzegali. Jakby instynktownie wiedziały, który guzik nacisnąć, żeby bomba wybuchła.

Oczywiste jest to, że emocje się w nas pojawiają. Czasem jednak są tak silne, że uniemożliwiają nam jasne myślenie. Pod ich wpływem podejmujemy działania, których później żałujemy. Reagujemy przesadnie, ale widzimy to dopiero po fakcie. Dziecko rozsypało mąkę na podłodze, a my urządzamy mu awanturę, jakby pobiło kolegę. Znasz to?

 

Dlaczego niektóre sytuacje wywołują w nas skrajne emocje?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: podświadomość.

Dana sytuacja odsyła nas do jakichś wcześniejszych wydarzeń z naszego życia, których nie byliśmy w stanie przetrawić, przepracować, nadać im sensu i dlatego została przeniesiona do podświadomości.

O co tutaj chodzi?

Każdy z nas snuje opowieść o swoim życiu. W naszą naturę wpisana jest potrzeba nadawania znaczenia wszystkiemu, co się nam przydarza. Z naszych doświadczeń tworzymy określony obraz samych siebie i swojego życia. Czasem jednak z jakiegoś powodu nie jesteśmy w stanie włączyć niektórych doznań i wydarzeń w tę opowieść. Nie potrafimy sobie z nimi poradzić, nie rozumiemy ich. Kiedy się tak dzieje?

  1. Doświadczenia z pierwszych dwóch lat naszego życia nieomal w całości są poza naszym racjonalnym myśleniem. W tym czasie pamięć funkcjonuje jak płyta, na którą nagrywa się wszystko, co się dzieje. Doznania i emocje nie są werbalizowane, a tym samym wszystkie są nieuświadomione. Nie mogą być poddane kontroli racjonalnej części naszego mózgu.
  2. Kiedy jakieś doświadczenie jest dla nas zbyt trudne, przytłaczające i smutne, byśmy sobie z nim poradzili w danej chwili, również zostaje zepchnięte do podświadomości. Najczęściej dotyczy to sytuacji z naszego dzieciństwa. Kiedy dziecko nie potrafi zrozumieć i nadać sensu jakiemuś wydarzeniu, często odkłada je do swojego emocjonalnego plecaka.

Wyobraź sobie taką sytuację. Mama wymyka się z domu do pracy bez pożegnania, bo myśli, że jej dziecko lepiej to zniesie, jeśli nie będzie jej widziało. Syn płacze, kiedy orientuje się, że jej nie ma. Jego opiekunka mówi do niego: Nie płacz, przecież mama niedługo wróci, nic się nie dzieje. Po co tak płakać? Taki duży chłopak, a tak płacze. Prawdopodobnie chłopiec przestanie płakać, jednak swój smutek, żal i lęk przed tym, że mama go zostawiła (chociaż wcale tego nie zrobiła), wepchnie do swojego plecaka.

Żaden dorosły nie pomógł mu w tej sytuacji zrozumieć, co się z nim dzieje, dlaczego nagle chce mu się płakać i jest przestraszony. Jego doświadczenie nie zostało opowiedziane i nazwane. Zostaje przeniesione do podświadomości. Tym samym nie może podlegać racjonalnej kontroli. Nie oznacza to, że u dziecka następuje w takiej sytuacji wielka trauma – oczywiście, że nie. Po prostu niewyrażone emocje gromadzą się w nas i nosimy je ze sobą wszędzie i zawsze.

Rozumiesz już?

Dziecko potrzebuje, by ktoś mu pomógł zrozumieć, co dzieje się dookoła niego. Jeśli nikt tego nie robi, doświadczenia zbyt trudne i przytłaczające dla niego spycha do podświadomości. Zostają tam na długie lata i są gotowe do tego, aby wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Nawet w życiu dorosłym nie jest w stanie ich kontrolować, bo nie wie o ich istnieniu.

Ty też masz w sobie takie niezintegrowane (zepchnięte do podświadomości) doświadczenia i emocje. Wyskakują na powierzchnię właśnie wtedy, kiedy wybuchasz i sama nie rozumiesz później, dlaczego tak się zachowałaś.

Dlatego właśnie dzieci w magiczny sposób naciskają w nas odpowiednie guziki. Relacja z nimi odsyła nas do doświadczeń z naszego dzieciństwa i przywołuje nasze relacje z rodzicami. Płacz, krzyk, złość, zaczepianie rodzeństwa, niesłuchanie naszych próśb – wszystkie te zachowania naszych dzieci mogą być zapalnikiem do wybuchu. Odsyłają nas do sytuacji z naszego dzieciństwa, w których miały miejsce podobne wydarzenia lub uczucia.

Kiedy odczuwasz silne emocje w relacji z Twoim dzieckiem, to nie ono jest głównym powodem tych emocji. Wychodzą wtedy na powierzchnię stare uczucia, które nie zostały odpowiednio przeżyte i wyrażone. Twoje relacje z rodzicami są odpowiedzią na większość niezrozumiałych nawet dla Ciebie reakcji na zachowanie Twoich dzieci. 

relacje z rodzicami

Wróćmy zatem do bohaterki z początku artykułu. Kiedy widziała swoją płaczącą córkę, nie była w stanie tego znieść. Nieomal zawsze mówiła lub robiła coś, czego później żałowała.

Co takiego się z nią działo?

Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić, skąd to odczucie dyskomfortu i złości w zetknięciu z płaczącym dzieckiem. Może w dzieciństwie nie pozwalano jej płakać i musiała zawsze udawać, że wszystko jest w porządku? Może jej mama w sposób gwałtowny reagowała na jej płacz, pokazując, że takie zachowanie powinno być traktowane jako zagrożenie? To odczucie mogło również pochodzić z późniejszego okresu życia, niekoniecznie z pierwszych lat dzieciństwa.

Z dużą pewnością możemy jednak stwierdzić, że przyczyną jej gwałtownych reakcji nie było samo zachowanie jej dziecka. Bo przecież inny rodzic mógłby zareagować w takiej sytuacji zupełnie inaczej. To nie dziecko było odpowiedzialne za te emocje. Ono tylko wciskało odpowiedni guzik.

 

Relacje z rodzicami – jak zmienić to, co już się wydarzyło?

„Jeśli brakuje refleksji, historia lubi się powtarzać… Badania jasno pokazują, że na przywiązanie naszych dzieci do nas będzie wpływało to, czego doświadczyliśmy, kiedy byliśmy dziećmi, jeśli nie spróbujemy zrozumieć tych doświadczeń”.

Dan Siegel

Nie ma rodziców idealnych.

Po prostu nie ma.

Dlatego Twoi rodzice na pewno popełnili jakieś błędy wychowawcze, nawet jeśli bardzo się starali.

Wiele z nich wynikało z tego, czego sami nauczyli się od swoich rodziców. Często robili coś, bo byli przekonani, że to jedyny sposób, żeby nauczyć Cię, co jest dobre, a co złe. Mieli określone przekonania i przyzwyczajenia, tak samo jak Ty mieli też swoje zranienia. Nawet jeśli nie chcieli Ci zrobić krzywdy, wiele ich zachowań wypływało z emocji i doświadczeń, które zepchnęli do podświadomości. Tak samo jak u Ciebie.

Tradycyjne wychowanie w znacznej mierze opiera się na zawstydzaniu dziecka lub odbieraniu mu naszej pełnej miłości uwagi, kiedy zachowuje się w sposób niewłaściwy (tak działa karanie, zastraszanie, rozkazywanie czy metody typu karny jeżyk). Twoi rodzice mogli być przekonani, że taki sposób wychowania to jedyna szansa na to, abyś wyrosła na dobrego człowieka.

Twoje relacje z rodzicami w sposób bezpośredni wpływają na to, jaką mamą jesteś. Wszystkie nieprzepracowane, trudne dla Ciebie sytuacje z dzieciństwa mogą teraz wyskakiwać, kiedy zajmujesz się swoimi dziećmi. Pamiętaj jednak, że jesteś dorosła. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje zachowania. Twoje trudne relacje z rodzicami nie są w stanie zniszczyć Twojego macierzyństwa. Tylko Ty jesteś odpowiedzialna za swoją relację z dziećmi.

Pamiętaj też, że Ty sama nie jesteś i nigdy nie będziesz idealnym rodzicem. Dzieci jednak nie potrzebują perfekcyjnych rodziców. Potrzebują rodziców, którzy będą ich wspierać, patrzeć na świat ich oczami i przepraszać, kiedy popełnią jakiś błąd.

 

Co możesz zatem zrobić, aby Twoje relacje z rodzicami nie wpływały negatywnie na to, jaką jesteś mamą?

  • Wychowuj świadomie

Przyglądaj się samej sobie i swoim reakcjom. Jakie zachowania dziecka wywołują w Tobie szczególnie silne emocje? W jakich sytuacjach zwykle reagujesz w sposób, którego później żałujesz? Za każdym razem, kiedy znajdziesz taki zapalnik, możesz być pewna, że ukazuje on stare uczucia w Tobie, które nie zostały odpowiednio przeżyte.

Ja zauważyłam, że takim zapalnikiem jest każdy moment, kiedy mam poczucie, że dziecko mnie nie słucha. Zarówno kiedy nie spełnia jakiejś mojej prośby, jak i kiedy po prostu nie reaguje na to, co mówię, jakby mnie rzeczywiście nie słyszał.

  • Ucz się stosować metodę Stop, drop and breathe

Możesz stopniowo zmieniać swoje zachowanie, zatrzymując się w momencie kiedy wiesz, że za chwilę wybuchniesz. Więcej o tej metodzie pisałam w artykule Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?.

  • Podejmuj refleksję nad swoją własną historią

Nie jesteś w stanie zmienić tego, co już się wydarzyło. Twoje relacje z rodzicami w dzieciństwie należą do przeszłości. Możesz jednak odmienić swój sposób patrzenia na nie. Jeśli ojciec odszedł od Waszej rodziny, kiedy byłaś dzieckiem, mogłaś wtedy czuć, że to Twoja wina. Teraz jednak jesteś już dorosła i możesz zobaczyć, że jego odejście nie miało z Tobą nic wspólnego. Masz możliwość zinterpretować swoje doświadczenia w nowy sposób.

Ponadto możesz teraz przeżyć te emocje, których kiedyś nie byłaś w stanie zrozumieć. Kiedy zachowanie Twojego dziecka wywołuje Twój wybuch, pamiętaj, że część z tych uczuć pochodzi z przeszłości. Pozwól sobie je poczuć. Przyjrzyj się im. Zauważ, w jaki sposób odczuwasz je w swoim ciele. Jeśli nie masz możliwości zrobić tego od razu, bo poniosły Cię emocje, wróć do nich później. Za każdym razem, kiedy pozwolisz sobie je przeżyć, rozładowujesz część swojego emocjonalnego plecaka.

relacje z rodzicami

  • Proś o pomoc, jeśli tego potrzebujesz

Niekiedy potrzebne jest wsparcie specjalisty, by poradzić sobie z problemami z przeszłości. Czasem nieocenioną pomocą może być grupa wsparcia złożona z innych rodziców. Nie ma nic wstydliwego w szukaniu rozwiązań dla swoich trudności.

 

Relacje z rodzicami dla wielu osób to trudny i bolesny temat. Nie możesz jednak od niego uciec, jeśli chcesz sama być dobrą mamą dla swoich dzieci. Kiedy sama jesteś rodzicem, masz szansę odkryć swoje rany, aby móc je uleczyć. Pamiętaj o tym następnym razem, kiedy poczujesz, że Twoje dziecko znów wciska guzik powodujący wybuch.

Jak jest u Ciebie? Czy widzisz jakieś powtarzające się sytuacje, w których odczuwasz bardzo silne emocje w relacji z dzieckiem?

Czego nikt Ci nie powiedział o tym, jak znaleźć czas na wszystko

jak znaleźć czas na wszystko

Cynthia i jej ojciec Stephen Covey od dawna planowali swój wspólny pobyt w San Francisco w czasie jego podróży służbowej. Mieli obmyślony każdy szczegół: spotkanie w sali konferencyjnej, szybkie wymknięcie się z budynku, chińszczyzna w China Town, kino, przejazd taksówką do hotelu, wspólne lody i długie oglądanie telewizji. Wszystko toczyło się zgodnie z ich planem do momentu spotkania dawnego znajomego ojca podczas opuszczania centrum kongresowego. Po wylewnym powitaniu przyjaciel powiedział, że zaprasza Cynthię i jej ojca do restauracji z owocami morza. Cynthia zamarła – oczami wyobraźni widziała już swoje znudzenie wieczorem spędzonym na dorosłych rozmowach, które jej nie dotyczyły. Wydawało się, że razem z ojcem świetnie odpowiedzieli na pytanie, jak znaleźć czas na wszystko. Tymczasem w ostatniej chwili przyszły niespodziewane trudności.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na wszystko?

Żyjemy w zadziwiających czasach. Codziennie zalewa nas ogrom możliwości. Mamy łatwy dostęp do wiedzy, możliwość szybkiego podróżowania, szansę na zdobywanie wciąż nowych doświadczeń. Możemy w związku z tym zaobserwować trzy niepokojące zjawiska (opisuje je Greg McKeown w książce Esencjalista).

  • Zbyt duża liczba opcji do wyboru – jest to widoczne na każdym polu: począwszy od szerokiego wachlarza produktów spożywczych, które możemy kupić w sklepie, aż do ogromnej ilości kursów internetowych dostępnych w każdej chwili. Jesteśmy zmęczeni ciągłą koniecznością decydowania. Powoli tracimy umiejętność odróżniania spraw naprawdę ważnych od tego, co błahe.
  • Zbyt duża presja społeczna – bezustannie czujemy na sobie oddech innych osób i ich oczekiwań. Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię o tym, jak powinniśmy się zachowywać i co robić: nie tylko nasi bliscy w rodzinie, ale też szef i współpracownicy, dalsi znajomi, koleżanki ze wspólnoty religijnej… Na każdym kroku o coś nas proszą, czegoś wymagają lub do czegoś zapraszają.
  • Przekonanie, że można mieć jednocześnie wszystko – większość osób, które znam, próbuje brać udział w wielu kursach internetowych jednocześnie, zostawać w pracy po godzinach, by wykonać wciąż powiększającą się ilość zadań, wcisnąć do swojego planu dnia dodatkowe zajęcia (swoje lub swoich dzieci) i być cierpliwą żoną i matką. Chcemy wiedzieć, jak znaleźć czas na wszystko, co tylko świat nam zaoferuje. Żyjemy w stresie: jeśli dziś odrzucę jakąś okazję, czy jeszcze kiedyś do mnie przyjdzie?

„Gdy nie będziemy umieli celowo i świadomie wybrać obszarów, na których powinniśmy skupić swoje siły i energię, zrobią to za nas inni ludzie – przełożeni, współpracownicy, klienci, a czasem nawet krewni – i szybko stracimy z oczu to, co ważne i istotne. Możemy albo świadomie dokonywać wyborów, albo pozwolić innym ludziom decydować o naszym życiu„.

„Esencjalista”, Greg McKeown

Wróćmy na chwilę do historii Cynthii. Dziewczynka była przerażona, kiedy usłyszała z ust ojca słowa: Bob, tak się cieszę, że cię widzę. Kolacja w porcie brzmi wspaniale. Po chwili jednak odetchnęła z ulgą, kiedy dokończył: Ale nie dzisiaj. Zaplanowaliśmy z Cynthią wyjątkową randkę, prawda kochanie? Złapał ją za rękę i razem wybiegli z centrum kongresowego.

W tej historii widać zjawiska, o których pisałam wcześniej. Duża ilość opcji do wyboru, presja społeczna. Brak tylko zastanawiania się, jak znaleźć czas na wszystko. Stephen mógł przecież zachować się zupełnie inaczej:

  • stwierdzić, że tak długo nie widział się z przyjacielem i taka okazja może znów szybko się nie powtórzyć (przecież córkę ma ze sobą na co dzień),
  • zgodzić się na spotkanie, bo głupio i niezręcznie tak odmawiać przyjacielowi,
  • zgodzić się na kolację, a z córką spędzić tylko część wieczoru.

On jednak wybrał to, co od dawna planowali. To było dla niego najważniejsze. Nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko, bo wiedział, że nie jest to możliwe.

Nie możesz mieć w życiu wszystkiego. To Ty wybierasz, w jaki sposób zagospodarujesz swój czas i energię. Jeśli sama świadomie nie zdecydujesz, co jest dla Ciebie ważne, zrobią to za Ciebie inni. I wtedy to od nich będzie zależało, na co poświęcisz swój czas.

Większość informacji, wydarzeń i opcji do wyboru wokół Ciebie nie mają większej wartości, tylko nieliczne wnoszą coś ważnego do Twojego życia. Musisz jednak podjąć trud odsiewania plew i wyszukiwania tylko tego, co ma dla Ciebie znaczenie.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na to, co ważne?

Greg McKeown w książce Esencjalista posługuje się metaforą szafy. Dzięki niej możesz zobaczyć, jak dokonać zmian we właściwym kierunku.

Wyobraź sobie, że posiadasz szafę, w której nigdy nie sprzątasz. Jest pełna ubrań nowych i starych, takich, które uwielbiasz i takich, których nigdy nie założyłaś. Podobnie jest z Twoim życiem: wypełnia się stopniowo zobowiązaniami i zadaniami, które podejmujesz w dobrej wierze. W pewnym momencie jednak Cię przytłaczają. Czujesz, że wciąż musisz gdzieś pędzić i jesteś przemęczona. Wtedy pojawia się w Tobie pytanie: jak znaleźć czas na wszystko?!

W jaki sposób uporządkować taką szafę i swoje życie?

1. Przegląd i ocena

Pytanie, które najczęściej zadajemy sobie w kontekście ubrań to: Czy jest szansa, że w przyszłości założę tę rzecz? Takie sformułowanie powoduje jednak, że przez lata trzymamy ubrania, których nigdy nie mieliśmy na sobie. Ważniejszym pytaniem jest: Czy lubię w tym chodzić? Czy dobrze w tym wyglądam? Czy często to zakładam? Jeśli odpowiedź brzmi NIE, należy pozbyć się danej rzeczy.

W swoim życiu też musisz dokonywać oceny wszystkiego, co do Ciebie przychodzi. Każdy dzień to setki nowych możliwości. Pojawiają się z różnych źródeł: szef powierza Ci nowe obowiązki, współpracownik prosi o pomoc w wykonaniu jego pracy, na facebooku wyświetlają się wciąż nowe, ciekawe artykuły do przeczytania i filmy do obejrzenia.

Większość z tych propozycji i możliwości wcale nie są dla Ciebie ważne. Zadawaj sobie często pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły? Zapamiętaj to pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły?

Jeśli nie będziesz odróżniać mnóstwa mało ważnych spraw od kilku naprawdę istotnych, te pierwsze zabiorą cały Twój czas i już nie zostanie go na to, co dla Ciebie ważne.

Czy jednak wiesz, co jest dla Ciebie ważne?

Wykonaj pierwszy krok i zadaj sobie to pytanie: co jest dla mnie naprawdę istotne? Na czym chcę skupić swój wysiłek i starania? Dla mnie w pierwszej kolejności liczy się moja relacja z Panem Bogiem, mój mąż, dzieci i ja sama. Oczywiście warto podjąć głębszą refleksje: co to znaczy, że mąż jest dla mnie ważny? Co chciałabym osiągnąć w relacji z nim? Na czym się skupić?

Potrzebujesz w swoim życiu regularnie zastanawiać się nad tym, jakie cele chcesz osiągnąć w różnych dziedzinach swojego życia. Jeśli nie będziesz tego wiedziała, nie zdecydujesz, co Cię przybliży do osiągnięcia tych celów. Nie będziesz umiała odróżnić śmieci, które Cię otaczają od prawdziwych perełek.

 

2. Eliminacja

Jeśli podzieliłaś ubrania ze swojej szafy na dwie grupy (do zatrzymania prawdopodobnie do wyrzucenia), musisz pozbyć się rzeczy z tej drugiej. Czy potrafisz to zrobić? Jest to bardzo trudne dla każdego z nas. Mamy skłonność, aby przypisywać rzeczom, które już posiadamy większą wartość, niż one rzeczywiście mają. Dlatego masz problem z pozbyciem się książki, której nie zamierzasz nigdy przeczytać czy sprzętu kuchennego, który nie jest Ci do niczego potrzebny.

Nie wystarczy wiedzieć, co w Twoim życiu jest ważne, a co niekoniecznie. Musisz podjąć działanie i aktywnie pozbywać się tego, co należy do tej drugiej grupy. Wielu ludzi zgadza się na różne rzeczy tylko dlatego, że chcą zadowolić innych i sprostać ich oczekiwaniom. Odmawianie wymaga odwagi i dyscypliny. To trudna umiejętność. Jednak tylko mówienie nie temu, co nieistotne, zaprowadzi Cię do Twoich celów.

Jeśli Ty rezygnujesz z wybierania tego, co dla Ciebie ważne, ktoś inny dokona wyboru zamiast Ciebie. Jeśli zgadzasz się na wszystko, co do Ciebie przychodzi, nie masz czasu na to, czego naprawdę byś chciała.

Zacznij małymi kroczkami. Ja regularnie dokonuję przeglądu grup na facebooku, do których należę i newsletterów, na które się zapisałam. Raz na kilka tygodni wypisuję się z wszystkiego, co nie jest mi wcale potrzebne, czego nie czytam lub w co się nie angażuję (polecam aplikację Unroll me, dzięki której w 2 minuty wypiszesz się z wszystkich niechcianych newsletterów).

Sprawdź, jak funkcjonujesz w pracy. Czy często zgadzasz na na drobne przysługi wobec współpracowników? Jak to wpływa na wykonywanie Twoich obowiązków?

Przyjrzyj się też wszystkim zobowiązaniom, które na siebie wzięłaś w ostatnim czasie. Czy jest konieczne i ważne dla Ciebie, abyś je wykonała? Może jest szansa, abyś z niektórych zrezygnowała? Jakie dodatkowe obowiązki wzięłaś na siebie w przedszkolu lub szkole u swoich dzieci? W czym chciałaś pomóc sąsiadce lub koleżance, chociaż teraz żałujesz, że zaproponowałaś tę pomoc?

Nie pytaj siebie, jak znaleźć czas na wszystko, ale jak wyeliminować to, co zbędne w Twoim życiu.

jak znaleźć czas na wszystko

3. Wykonanie

Aby Twoja szafa była utrzymana w porządku, potrzebujesz jakiegoś systemu jej sprzątania. Regularnie musisz opróżniać ją z niepotrzebnych rzeczy, wiedzieć kiedy i gdzie możesz je oddać.

Jeśli usuwasz ze swojego życia niepotrzebne działania i zobowiązania, oszczędzasz czas. Możesz go przeznaczyć na usuwanie ze swojej drogi przeszkód i ułatwienie wykonania postawionych przed sobą zadań. Nagle okazuje się, że osiągnięcie Twoich celów jest znacznie łatwiejsze, niż do tej pory było. Dzieje się tak, ponieważ nie przeszkadza Ci w tym mnóstwo niepotrzebnych zajęć. Masz siły, energię i chęć do działania, bo nie odebrały Ci ich zobowiązania, których nie miałaś ochoty realizować, a na które zgodziłaś się dawno temu.

 

Kiedy piszę ten artykuł, jestem w trakcie realizowania wyzwania W 30 dni do bardziej szczęśliwego domu. Mój mąż ma ostatnio dużo pracy, dziećmi i domem też trzeba się zająć. Jestem klasycznym przykładem tego, jak nie należy postępować. Entuzjastycznie przyjęłam na siebie zbyt wiele zobowiązań. Z jednej strony są dla mnie świetną szansą na rozwój, podzielenie się swoją wiedzą i pomaganie innym. Z drugiej – wymagają pracy, którą muszę wykonywać późnym wieczorem, w pośpiechu i stresie.

Czytając książkę Esensjalista zdałam sobie sprawę, że nie muszę wcale tak funkcjonować. To moje własne wybory do tego doprowadziły. Jestem mądrzejsza o tę jedną lekcję i teraz znacznie rozważniej podejmuję decyzje o tym, czy zaangażować się w jakieś nowe przedsięwzięcie. Wolę zrobić mniej, ale lepiej. Tak, jak ojciec Cynthii. On nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko. Aktywnie wybrał to, co dla niego ważne spośród mnóstwa pojawiających się możliwości.

Nie lubię się bawić z dzieckiem – jak sobie z tym poradzić?

nie lubię się bawić

Mój syn po raz setny w tym tygodniu wyciągnął swoje samochodziki i zapytał: Mamo, zrobimy wyścigi? Mnie coś przekręciło się w żołądku, a przez głowę przemknęła myśl: Ileż można robić to samo?! Przywołałam jednak w pamięci wszystkie mądre książki na temat zabawy w życiu dzieci i zrobiłam to, o co mnie prosił. Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka.

nie lubię się bawić z dzieckiem

Znaczenie zabawy w życiu dzieci i rodziców

Każde dziecko posiada instynkt zabawy. Jest to świat, który zawsze stoi przed nim otworem, bez względu na okoliczności życia i aktualnie posiadane zasoby. Dla dorosłego zabawa jest rozrywką, dla dziecka – spełnia raczej funkcje podobne do pracy. Jednocześnie jest to podstawowa forma komunikowania się młodego człowieka ze światem.

Zabawa w życiu dzieci spełnia trzy podstawowe funkcje:

  • pozwala przećwiczyć sobie dorosłe role i umiejętności (w ten sposób uczą się pracować, gotować, sprzątać, kłócić się, opiekować się innymi itd.),
  • pomaga budować poczucie bliskości z drugim człowiekiem, zaspokaja potrzebę czułości i przywiązania oraz pozwala na odbudowanie kontaktu po jego zerwaniu,
  • pomaga wyjść ze stanu napięcia emocjonalnego, np. poprzez odtwarzanie w zabawie wydarzeń z życia w zmienionej konfiguracji sił (w zabawie to dziecko staje się surową nauczycielką, a miś – uczniem, który nie nauczył się na sprawdzian).

Zabawa przede wszystkim powinna jednak sprawiać przyjemność. Bez względu na to, jaki ładunek emocjonalny ze sobą niesie i jak głębokie treści się w niej kryją, ma dawać radość dziecku i Tobie. Skąd więc to uczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem?

Z perspektywy rodzica wygląda to jeszcze inaczej. Rodzicielstwo przez zabawę może pomóc w codziennych kryzysach: porannym grymaszeniu dzieci, kłopotach z dwulatkiem w czasie ataku płaczu, niepewnymi siebie trzecioklasistami, czy nastolatkami wymykającymi się spod kontroli.

Co zatem zabawa z dzieckiem może dać Tobie?

  • Szansę na poznanie potrzeb, uczuć i kłopotów dziecka – żaden maluch nie powie Ci: Mam problem z tym i z tym. Czy możemy porozmawiać? Zamiast tego zaprosi Cię do wspólnej zabawy, w której odegra swoje emocje lub będzie czekało na zaproszenie z Twojej strony.
  • Możliwość wzmocnienia jego poczucia własnej wartości i pewności siebie.
  • Okazję do pokazania dziecku, że jest kochane i że cieszysz się tym, że jesteś jego rodzicem.
  • Szansę na przełamanie własnych oporów, lęków i poczucia wstydu wobec tego, co powiedzą inni.
  • Nowe pokłady energii – często zmęczenie wynika z nagromadzonego w ciele napięcia wynikającego ze stresu. Beztroska zabawa z dzieckiem, siłowanki, zapasy, gonitwy, czy tańce pozwalają pozbyć się tego napięcia i sprawiają, że czujemy przypływ nowych sił. Nawet, jeśli czuliśmy wcześniej, że nie mamy ochoty na żadne harce.
  • Możliwość przepracowania z dzieckiem trudnych dla Was sytuacji, np. niechęć dziecka do ubierania się rano, agresywne zachowanie wobec innych dzieci, obawa przed wizytą u lekarza, trudności z nawiązywaniem relacji, zazdrość wobec rodzeństwa itd. (propozycje kilku zabaw na różne okazje znajdziesz tutaj).

Wiesz już, jak ogromne znaczenie dla Twojego dziecka i dla Twojej relacji z nim ma zabawa. Czy nadal myślisz: ale ja nie lubię się bawić z dzieckiem…? Przyjrzyjmy się zatem temu, co dzieje się w Tobie w czasie zabawy.

 

Dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem?

Rozmawiałyśmy jakiś czas temu w gronie mam o tym, jak wygląda nasz stosunek do zabawy. Okazało się, że większość z nas ma z tym duży problem! Zabawa nas nudzi, denerwuje i męczy. Towarzyszy nam poczucie: nie lubię się bawić z dzieckiem. Wkurzamy się na to, że dziecko układa nam scenariusze dotyczące tego, jak mamy się zachowywać. Irytuje nas ciągłe powtarzanie tych samych zachowań. Kiedy mam kolejny raz odgrywać scenkę z Kubusia Puchatka, na samą myśl o tym chce mi się ziewać. Myślimy sobie: mój mąż jest lepszy w tych wszystkich zabawach, niech on to robi.

Jest kilka możliwych odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem. U każdej osoby może występować tylko jeden z tych powodów lub kilka z nich.

1. Konieczność przestawienia się z trybu pracy na zabawę.

Rodzic, który wraca z pracy do domu, funkcjonuje w świecie zadań do wykonania, zmęczenia obowiązkami, nagromadzonych po całym dniu emocji. On potrzebuje ciszy i spokoju. Dziecko natomiast cały dzień zbierało siły na popołudniowe szaleństwa z rodzicem. Ich potrzeby wydają się wykluczać.

2. Dziecko najbardziej potrzebuje i domaga się zabawy wtedy, kiedy rodzic ma najmniejszą na nią ochotę.

Kiedy jestem podirytowana zachowaniem dziecka, nie mam chęci się z nim bawić. Tymczasem jego zachowanie może wynikać z potrzeby bliskiego kontaktu ze mną. Odmawiając mu zabawy, tym samym pogłębiam jego poczucie izolacji.

3. Rodzic nie ma ochoty na zabawę, kiedy czuje się odrzucony przez dziecko, kiedy jest w jakiś sposób zraniony jego zachowaniem.

Często potrzeba zabawy przejawia się w zachowaniach, które paradoksalnie odpychają rodzica od dziecka: sprzeciwianie się każdej decyzji, ignorowanie, krzyk lub płacz.

4. Rodzic czuje się niezręcznie wobec zachowania dziecka w zabawie.

Kiedy dziecko udaje, że wszystkie przedmioty to karabiny, czy odkrywa intymne części ciała lalki, dla dorosłego może być to stresujące. Kiedy rodzic nie wiem, jak się wtedy zachować, wycofuje się lub karze dziecko za takie zachowanie.

5. Zabawa nudzi dorosłego, który ma dość powtarzania wciąż tych samych czynności i słów.

6. Dorosły odczuwa irytację i żal związane z tym, że sam nie doświadczył zabawy z rodzicami.

Spędzanie czasu ze swoim dzieckiem przywołuje na myśl wydarzenia z dzieciństwa, w których nie było miejsca na spontaniczną radość i beztroskę.

7.Zabawa budzi wiele trudnych emocji u rodzica.

Może to być frustracja, uraza, złość, niepokój, czy zmęczenie. Ponieważ nie chce on ich przeżywać, rezygnuje z takiej formy spędzania czasu z dzieckiem.

„Wielu rodziców tak mówi o swoich zabawach z dziećmi: I tak już poświęca się im więcej uwagi, niż ja kiedykolwiek otrzymywałem w dzieciństwie… Nikt nigdy się ze mną tak nie bawił… Jestem zbyt zmęczona po pracy i opiece nad dziećmi, by się jeszcze z nimi bawić… Próbuję się z nimi bawić, ale zaczyna strasznie chcieć mi się spać… Jak mam się bawić, skoro mam tyle pracy do zrobienia?”

„Rodzicielstwo przez zabawę”, Lawrence J. Cohen

nie lubię się bawić z dzieckiem

Jak sobie radzić ze swoją niechęcią do zabawy?

Wiesz już, jakie znaczenie ma zabawa.

Zdajesz sobie też sprawę z tego, co Cię od niej odciąga.

Ale co dalej? Jak przezwyciężyć swoją niechęć?

Mnie nie zawsze się to udaje. Są takie chwile, kiedy jestem tak podirytowana zachowaniem syna, że zupełnie nie w głowie mi zabawy. Słyszę wtedy w środku cichy głos: Po co to robisz? Przecież wiesz, że jak zaczniesz krzyczeć, sytuacja tylko się pogorszy. Zrób z tego zabawę, powygłupiaj się, a wszystko się od razu zmieni!

Nie zawsze słucham tego głosu. I zwykle cierpię z tego powodu. Syn nadal nie chce mnie słuchać, sytuacja robi się coraz bardziej napięta, a ja coraz bardziej zdenerwowana.

Zabawa z dzieckiem to wysiłek. Aby pokonać w sobie poczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem, możesz wykonać następujące kroki.

 

  1. Zauważ emocje, które Ci towarzyszą.

Przyjrzyj się sobie, kiedy jesteś z dzieckiem. Jak się wtedy czujesz? Które zabawy Cię nudzą, które irytują i drażnią? Nie neguj tych emocji, nie zaprzeczaj im. Po prostu je zauważ.

 

2. Znajdź osobę, która Cię wysłucha

Abyś mogła poradzić sobie z tymi uczuciami, potrzebujesz towarzyszenia drugiej osoby dorosłej. Każdy z nas ma tendencję do ukrywania swoich emocji. Dlatego zabawa stanowi dla nas wyzwanie: sprawia, że te emocje z nas wychodzą (podobnie, jak dzieje się to w przypadku dzieci). Jeśli chcemy się bawić, musimy rozluźnić napięte mięśnie, rozładować zmartwienia, dać ujście skrywanym łzom. Nie ma innego wyjścia.

Jest to proces, który pochłania wiele naszych sił. Pomagamy dziecku, a później potrzebujemy, aby ktoś pomógł nam. Czas spędzony w ten sposób opróżnia nasz kubek na miłość. Musisz mieć miejsce, w którym możesz go napełnić.

Świetnym sposobem na naładowanie swoich rodzicielskich baterii jest rozmowa z drugą osobą dorosłą. Muszą być jednak spełnione określone warunki. Konieczna jest szansa, aby wypowiedzieć wszystko, co się w Tobie dzieje, bez przerywania, pocieszania czy zaprzeczania Twoim uczuciom. Chodzi więc o to, abyś została wysłuchana.

Możesz zwrócić się z tym do męża, przyjaciółki czy terapeuty. Jeśli rozmawiasz z przyjaciółką, zapewnij jej to samo i wysłuchaj jej.

Rozmawiając w ten sposób z innym rodzicem odkryjesz, że nie tylko Ty zmagasz się z trudnościami w kontaktach z dzieckiem. Silne emocje towarzyszą wszystkim rodzicom. Warto posłuchać innych i zobaczyć, że nie jesteś w tym sama. Wielu rodziców może Ci powiedzieć: Ja też nie lubię się bawić z dzieckiem.

Przykładowe pytania, które możecie sobie zadać:

  • Co pamiętasz z okresu własnego dzieciństwa?
  • Jakie wiążesz z dzieckiem nadzieje i oczekiwania?
  • Co jest dla Ciebie najważniejsze w byciu rodzicem? Jakie jasne punkty dostrzegasz w tym doświadczeniu?
  • Jakie są ciemne strony bycia rodzicem?

nie lubię się bawić z dzieckiem

3. Poświęć regularnie czas na zabawę z dzieckiem.

Po prostu spędźcie ze sobą nieco czasu. Wygłupiajcie się, róbcie miny, tańczcie razem, ganiajcie się po domu. Pozwól dziecku, aby to ono wybrało motyw zabawy i jej styl.

 

4. Jeśli odczuwasz nudę, włącz do zabawy element budowania więzi.

W czasie nudnych dla Ciebie zabaw przytulajcie się, uściśnijcie sobie ręce, pocałujcie się, powiedz dziecku, co w nim cenisz.

 

5. Odpowiedz na fantazję dziecka.

Dzieci do zabawy bez skrępowania włączają postaci, które kłamią, zabijają, kradną albo umierają. Nie uciekaj przed tymi tematami. Jeśli córka przydziela Ci rolę złej macochy, odegraj ją na tyle, na ile potrafisz. Przez takie zachowania dziecko przepracowuje w sobie trudne dla niego tematy.

Daj mu również możliwość kontrolowania sytuacji. W Waszym domu to Wy, rodzice, ustalacie zasady i ich pilnujecie. Pozwól, aby chociaż w zabawie doświadczyło poczucia sprawczości i decydowania o tym, co się dzieje z nim i z Tobą.

 

6. Odłóż na bok swoje przyzwyczajenia zabawowe.

Obserwuj potrzeby dziecka i podążaj za nimi. Wyłącz u siebie chęć rywalizacji – Twoja wieża z klocków nie musi być najwyższa, a bieg w wyścigu najszybszy. Dzieci w zabawie potrzebują odczuć, że są silne, szybkie, zwinne – w życiu codziennym często czują się przestawiane z kąta w kąt. Daj mu doświadczyć, że jest silniejsze od Ciebie i może rozłożyć Cię na łopatki. Twoim zadaniem jest pomóc mu w budowaniu poczucia własnej wartości. Życie samo da mu mnóstwo okazji do przegrywania i doświadczania porażki.

 

Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka. Paradoksalnie często pełne zaangażowanie w zabawę sprawia, że wracają mi siły, poprawia się nastrój i czuję się znacznie lepiej. Zyskują nie tylko moje dzieci, ale ja sama.

Dlaczego przytulenie jest lepsze niż karny jeżyk?

karny jeżyk

W przeszłości oglądałam czasem program Superniania. Patrzyłam na dzieci krzyczące na rodziców, rzucające zabawkami, gryzące i bijące rodzeństwo. Żywioł nie do opanowania przez opiekunów. Pojawienie się Supernianii było dla nich jak światełko w tunelu. W kilka dni na nowo wprowadzała ład i spokój w rodzinne życie. Stosowała w tym celu między innymi karny jeżyk, ucząc rodziców i telewidzów, że jest to metoda skuteczna i dobrze wpływająca na dziecko. Wtedy myślałam, że skoro ten sposób działa, to można go stosować, szczególnie w tak trudnych przypadkach wychowawczych.

karny jeżyk

Co to jest karny jeżyk?

To spolszczona wersja amerykańskiego time out. Ta metoda wychowawcza polega na odseparowaniu dziecka od pozytywnego wzmocnienia po jego niewłaściwym zachowaniu. W tym wypadku pozytywnym wzmocnieniem jest uwaga rodzica – dziecko zostaje zaprowadzone do miejsca, w którym ma zostać na kilka minut samo, by się uspokoić i przemyśleć swoje zachowanie.

Wyobraź sobie, że Twój syn rzuca zabawkami po pokoju. Wie, że nie powinien tego robić – wiele razy już to od Was słyszał. Przypominasz mu jeszcze raz, żeby tego nie robił. On patrzy Ci prosto w oczy, śmieje się i znów rzuca, tym razem w Twoją stronę. Pora na karny jeżyk.

Po odsiedzeniu kilku minut idziesz do syna i pytasz: Dlaczego siedziałeś na karnym jeżyku? Dziecko odpowiada. Czy będziesz dalej tak się zachowywał? Syn mówi, że nie. Przytulacie się i historia kończy się szczęśliwie.

Ale czy w rzeczywistości na pewno tak to wygląda?

 

Skąd bierze się niewłaściwe zachowanie dziecka?

Pomyśl o swoim własnym zachowaniu. Kiedy działasz w sposób, który rani lub denerwuje innych?

Zwykle są dwa powody: emocje, z którymi nie umiemy sobie poradzić lub niezaspokojona, ważna dla nas potrzeba.

Tak samo jest z dziećmi.

Kiedy syn rzuca zabawką, patrząc Ci w oczy, nie robi tego po to, by Cię zdenerwować. On widzi, że się złościsz, a robi to pomimo Twoich słów i uczuć. Jego celem nie jest zepsucie Twojego humoru i słuchanie Twoich krzyków po raz dwudziesty tego dnia. Wiem, że czasem trudno w to uwierzyć, ale wcale nie robi tego specjalnie.

Dzieci mają naturalną skłonność do słuchania swoich rodziców i podążania za nimi. Jest to wpisane w naszą naturę: w innym wypadku gatunek ludzki już dawno przestałby istnieć. Dziecko chce Cię słuchać i robić to, co sprawia Ci radość. O ile nie jest zalewane przez emocje, z którymi sobie nie radzi, a jego ważne potrzeby są zaspokojone.

Zatem każde niewłaściwe zachowanie dziecka jest symptomem czegoś innego. Może jest głodne lub niewyspane? Może ktoś wyrwał mu z ręki zabawkę na placu zabaw i poczuło się zagrożone, bo zabrano mu jego własność? Może czuje, że kontakt między Tobą a nim jest zbyt słaby, bo nie widzieliście się przez kilka godzin w ciągu dnia (Ty byłaś w pracy, a ono w przedszkolu)?

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Dotyczy to zarówno dzieci jak i dorosłych.

Jeszcze raz powtarzam: dziecko chce Cię słuchać, jeśli czuje bliski kontakt z Tobą (jego potrzeba więzi jest zaspokojona) i nie przejęły nad nim kontroli silne emocje.

Mózg człowieka intensywnie rozwija się do ok. szóstego roku życia. W zasadzie to zmienia się przez całe nasze życie, zależnie od działań, które podejmujemy. Jednak do szóstego roku życia rozwija się kora przedczołowa, która odpowiada za racjonalne myślenie i zdolność kontrolowania emocji. Trzyletnie dziecko nie potrafi w pełni kontrolować swojego zachowania, ponieważ jego mózg nie jest odpowiednio ukształtowany. Co więcej, nie potrafi samo kontrolować swoich emocji i poradzić sobie z nimi. Kiedy coś go złości, nie rozumie, co się z nim dzieje, nie umie samo się uspokoić.

Co zatem dzieje się, kiedy zostaje odesłane na karny jeżyk?

Intencją rodzica jest dać dziecku czas na ochłonięcie i uspokojenie się. Nauka jednak mówi, że ono samo nie potrafi tego zrobić. Możliwe są zatem dwa główne scenariusze:

  • tak zwane strong-willed child (dziecko o silnej woli, które nie lubi podporządkowywać się innym) będzie się buntowało, krzyczało i wyrywało; samo zaprowadzenie go na karny jeżyk będzie wielką walką o to, kto jest silniejszy, a proces uspokajania się może trwać nawet kilka godzin,
  • bardziej uległe dziecko zaprzestanie złego zachowania, a swoje trudne uczucia zepchnie do emocjonalnego plecaka, z którego wyskoczą później, zupełnie niekontrolowane.

Elementem wspólnym obu tych scenariuszy jest fakt, że relacja pomiędzy Tobą a dzieckiem zostanie nadszarpnięta. Odsyłając dziecko po niewłaściwym zachowaniu dajesz mu przekaz, że nie chcesz być z nim w jego trudnych emocjach i ma sobie z nimi radzić sam. Ty masz dobre intencje, jednak dla dziecka będzie to zawsze kara i pewnego rodzaju odrzucenie. W ten sposób kontakt i zaufanie pomiędzy Wami zostają przerwane. Zostawiając je samo z jego emocjami pozwalasz, by Wasza więź słabła.

Pamiętasz, kiedy dziecko CHCE Cię słuchać i spełniać Twoje prośby? Widzisz już paradoks myślenia, że karny jeżyk jest lekiem na dziecięce niewłaściwe zachowania?

karny jeżyk

Jak dzieci uczą się regulować swoje emocje?

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle.

Między innymi dlatego tak ważne jest, byśmy pomagali naszym dzieciom nauczyć się kontrolować swoje emocje.

Jak to zrobić?

Kiedy człowiek rodzi się, jego mózg i układ nerwowy nie są w pełni rozwinięte. Kształtują się stopniowo, odpowiadając na to, co dzieje się w otoczeniu. Przeczytaj uważnie to, co teraz napiszę. Umiejętność kontrolowania emocji u Twoich dzieci kształtuje się w relacji z Wami, ich rodzicami (osobami, które spędzają z nimi najwięcej czasu). Nie jest to tylko proces psychologiczny, ale również fizjologiczny. Układ limbiczny dziecka (odpowiada za emocje) dostraja się do Twojego układu limbicznego. Hormony wydzielane przez dziecko pojawiają się w odpowiedzi na hormony wydzielany przez Twoje ciało.

Przeczytaj jeszcze raz to zdanie: umiejętność kontrolowania emocji u Twoich dzieci kształtuje się w relacji z Wami. To w znacznej mierze od Ciebie i Twojego męża zależy, co Twoje dziecko jako dorosły będzie robiło ze swoją złością, rozczarowaniem, smutkiem czy żalem. Jeśli reagujesz na wszystko jak na sytuacje alarmowe, ciągle wpadając w złość, Twoje dziecko również będzie patrzyło na świat jak na bezustanne zagrożenie.

Wróćmy zatem do przytoczonej sytuacji. Syn rzuca zabawkami. Kierują nim jakieś trudne emocje, z którymi nie umie sobie poradzić. Odsyłasz go na karny jeżyk, licząc na to, że tam się uspokoi i wyciszy. Co się jednak dzieje? Dziecko zostawione samo ze swoimi emocjami nie ma obok siebie nikogo, do kogo mogłoby się dostroić. Na tym etapie potrzebuje, aby ktoś z zewnątrz pokazał mu, jak się złościć, by nie robić krzywdy sobie i innym. Nie jest w stanie samodzielnie uspokoić się i w sposób konstruktywny poradzić sobie ze złością.

Dlatego albo neguje swoją złość i wypiera ją do podświadomości, albo daje się jej ponieść i płacze, krzyczy, kopie, gryzie, rzuca się na ziemię przez bardzo długi czas.

 

W jaki sposób pomóc dziecku w trudnych emocjach?

Dr Laura Markham proponuje stosować się do kilku wskazówek zawartych w angielskim akronimie SHARE (dzielić):

  • Soothe (uspokajaj) – pomóż dziecku się uspokoić: kiedy płacze, przytul je (jeśli w tym momencie na to pozwala), weź na ręce, pocałuj, bądź blisko, przemawiaj spokojnym tonem; tylko w ten sposób dziecko stopniowo uczy się uspokajać samo. Może się zdarzyć, że w danej chwili nie będzie chciało być przytulone (odpycha cię, próbuje ugryźć, uderzyć). Nie rób nic na siłę, powiedz: Rozumiem, że jesteś zdenerwowany. Jestem obok ciebie, nie zostawię cię samego w trudnych uczuciach. Jeśli będziesz chciał, możesz się do mnie przytulić. Usiądź metr lub dwa od niego i poczekaj.
  • Help (pomagaj) – ucz dziecko, jak radzić sobie z emocjami: nazywaj je, tłumacz dziecku jego własne zachowania.
  • Allow (dopuszczaj) – pozwalaj, aby dziecko wyraziło każdą swoją emocję; stawiaj granice zachowaniom, a nie emocjom.
  • Regulate (reguluj) – ucz się panować nad swoimi emocjami.
  • Empathize (empatyzuj) – okazuj empatię dla wszystkich uczuć dziecka, nawet jeśli musisz postawić granicę jego zachowaniom; empatię możesz okazać zarówno przez słowa, jak i ton głosu. Ten punkt jest bardzo ważny i dotyczy dzieci w każdym wieku: ucz się patrzeć na daną sytuację oczami dziecka i okaż, że rozumiesz, co się z nim dzieje.

Jeśli będziesz dzielić (SHARE) doświadczenie dziecka, pomożesz mu uczyć się trudnej sztuki rozpoznawania swoich uczuć, nazywania ich i odpowiedniego wyrażania. Tę metodę możesz stosować wobec dzieci w każdym wieku. Im starsze dziecko, tym więcej możesz z nim rozmawiać o tym, co się wydarzyło na każdym etapie trudnej sytuacji, przez którą przechodziliście.

karny jeżyk

Trudne zachowania dziecka wynikają z jego uczuć lub niezaspokojonych potrzeb (np. bliskiej więzi). Jeśli rodzic zostawi dziecko samo sobie po niewłaściwym zachowaniu (na karnym jeżyku lub w jakikolwiek inny sposób), możliwe, że zmieni się jego zachowanie. Jednak więź na tym ucierpi. Tym samym w dłuższej perspektywie zachowanie może się pogorszyć.

Światełkiem w tunelu dla rodziców nie są metody typu karny jeżyk. Jest nią nawiązywanie bliskiej relacji z dzieckiem tak, by ono chciało spełniać prośby rodzica. Możesz to osiągnąć, jeśli będziesz regulować swoje własne emocje, okażesz empatię i pozostaniesz blisko, gotowa do przytulenia, jak tylko żywioł przeminie.

Jakie są Twoje sposoby na nawiązywanie bliskiej relacji z dzieckiem?

Sposoby, aby zadbać o siebie wśród obowiązków

zadbać o siebie

Nasz starszy syn ostatnio nie chciał spać w ciągu dnia. Codziennie ma prawie dwie godziny drzemki. Jego odpoczynek to również mój odpoczynek. Kiedy nie mógł zasnąć, poczułam złość i frustrację. Zaczęłam odzywać się do niego nieuprzejmie. Było mi tak przykro, że nie będę miała moich dwóch godzin przerwy! Po chwili odetchnęłam głęboko i zastanowiłam się: jak zadbać o siebie w tej konkretnej sytuacji?

zadbać o siebie

Co przychodzi Ci do głowy, kiedy myślisz o tym, jak zadbać o siebie? Standardowa odpowiedź kobiety dotyczy najczęściej wyglądu zewnętrznego, ewentualnie czasu tylko dla siebie, bez stałej obecności dzieci, ich kłótni, krzyków i próśb. Te sprawy są niezmiernie ważne. Wiemy jednak, że niekiedy są nieosiągalne na danym etapie życia.

Czy zatem nie możesz zadbać o siebie, jeśli nieomal zawsze są obok Ciebie dzieci?

 

Dlaczego powinnaś zadbać o siebie?

Wróćmy jednak do początku.

Jeśli pojawiła się w Twojej głowie myśl, że zajęcie się sobą to egoizm, zamierzam wyprowadzić Cię z błędu. Oczywiście, istnieje przesadna forma skupiania się na sobie i zapominania o innych. Nie o tym jednak teraz mówię. Chodzi mi o zaopiekowanie się sobą tak, jak opiekujesz się swoimi dziećmi. Jesteś uważna na ich potrzeby, słuchasz ich i troszczysz się, by czuły się najlepiej, jak to możliwe. Spełniasz ich prośby, jeśli uznasz, że są uzasadnione i ważne.

Tak samo powinnaś opiekować się sobą.

Tylko wtedy możesz być szczęśliwa i gotowa do tego, aby dawać swój czas, troskę i miłość innym. Musisz zadbać o siebie, ponieważ:

  • jesteś w stanie regulować emocje wtedy, kiedy znasz swoje potrzeby i uczucia,
  • jeśli Twoje najważniejsze potrzeby nie będą zaspokajane, przejmą nad Tobą kontrolę złość, żal i poczucie pokrzywdzenia,
  • kiedy nie dbasz o siebie, uczysz swoje dzieci, że opieka nad samym sobą nie jest ważna,
  • umiejętność regulowania swoich emocji (np. panowanie nad złością) u Twoich dzieci w największym stopniu zależy od Twoich umiejętności w tej dziedzinie; jeśli nie zadbasz o siebie, nie jesteś w stanie panować nad złością,
  • bez tego czujesz się przemęczona, niezrozumiana, osamotniona itd. – tracisz radość z bycia rodzicem,
  • Twoje dziecko łatwiej i chętniej z Tobą współpracuje, jeśli Ty jesteś spokojna, zrelaksowana, radosna i dobrze się czujesz sama ze sobą,
  • bez tego nie będziesz w stanie okazać cierpliwości dzieciom i cieszyć się nimi,
  • życie jest zbyt krótkie, by przeżyć je w poczuciu zmęczenia i smutku.

Cofnijmy się do mojej opowieści. Wiedziałam, że potrzebuję chwili wytchnienia od czasu spędzonego z Frankiem. Brak drzemki odebrałam więc jako atak na moją potrzebę. Dlatego poczułam złość i zaczęłam być nieuprzejma dla niego. Kiedy spokojnie o tym pomyślałam, doszłam do wniosku, że mam prawo do odpoczynku! Przeprosiłam syna za to, że byłam dla niego nieprzyjemna. Powiedziałam mu, że kiedy on śpi, ja też zawsze odpoczywam i że potrzebuję tego czasu. Dlatego przez najbliższą godzinę nie będę się z nim bawiła. Możemy pójść na balkon, będę blisko niego, ale chcę wypić spokojnie kawę i poczytać.

Przez pierwsze 15 minut co chwilę mnie o coś prosił. Mamo, poczytasz mi? Mamo, pobaw się ze mną samochodem! Mamo, kiedy będziesz się ze mną bawić? Za każdym razem spokojnie odpowiadałam mu, to co wcześniej. To jest czas na mój odpoczynek i może pobawić się sam. Po pewnym czasie rzeczywiście zajął się sobą i bawił się nawet dłużej, niż przewidziana przeze mnie godzina.

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest tak łatwo. Z młodszym synem nie jestem w stanie jeszcze komunikować się w ten sposób. Chodzi jednak o zatrzymanie się na swoich emocjach i tym, czego w danej chwili potrzebuję. Wtedy mogę zadać sobie pytanie: Jak tę potrzebę zaspokoić?

Jeśli staniesz na krawędzi, możesz wpaść w przepaść. Jeśli dopuszczasz do sytuacji wyczerpania swoich zasobów fizycznych i emocjonalnych, możesz wybuchnąć i nie być w stanie kontrolować samej siebie. Jesteś dorosła i Twoja odpowiedzialność polega na tym, aby nie zbliżać się do krawędzi. To Twoje zadanie, aby zatroszczyć się o swój stan emocjonalny i fizyczny. Ty jesteś za to w pierwszej kolejności odpowiedzialna – nie Twój mąż, rodzice lub Twoje dzieci. Ty sama.

zadbać o siebie

Jak zadbać o siebie, kiedy nie ma na to czasu?

Kobiety, które znam, często mówią, że ledwo pamiętają, jak się nazywają i naprawdę nie mają czasu, aby zająć się sobą. Jeśli jednak tego nie zrobisz, Ty sama i Twoja rodzina bardzo na tym stracicie.

Za dr Laurą Markham powtarzam, że są dwa główne sposoby, aby zatroszczyć się o siebie w codziennym życiu.

  1. Zmień to, co robisz.

Nie masz możliwości wyjechać z domu sama na kilka dni i dlatego uważasz, że nie możesz zatroszczyć się o swoje potrzeby? Przestań zakładać, że konieczne jest jakieś wielkie rozwiązanie, które zmieni wszystko. Nie jest to realne, więc nie trać czasu na takie myślenie.

Zamiast tego opiekuj się sobą poprzez drobne gesty w ciągu całego dnia. Zatroszcz się o siebie w różnych sferach:

  • fizjologicznej – zapewnij sobie maksymalną ilość snu; dbaj o to, by pić dużo wody i jeść zdrową żywność, która doda Ci energii, a nie ją zabierze; ruszaj się, by dbać o swoje ciało (ganianie się z dziećmi, tańce i spacery z nimi też się liczą); pamiętaj też, że bardzo duże znaczenie dla Twojego samopoczucia ma Twój oddech – czasem wystarczy wziąć kilka głębokich wdechów i wydechów, by się uspokoić lub ucieszyć tym, co dzieje się dookoła Ciebie;
  • emocjonalnej – świętuj swoje małe sukcesy (wystarczy powiedzieć do siebie w duchu: Świetnie sobie z tym poradziłaś!), ucz się regulować swoje emocje (w tym również złość), wybaczaj sobie błędy i porażki,
  • społecznej – pamiętaj o kontakcie z przyjaciółmi (może warto odświeżyć jakieś dawne znajomości?), wybierz się na spotkania mam z dziećmi;
  • intelektualnej – dostarczaj sobie mądrych treści, które skłonią Cię do refleksji i będą Cię rozwijać (czytaj, słuchaj podcastów, bierz udział w wydarzeniach online lub na żywo),
  • duchowej – jeśli wierzysz w Jezusa, módl się i czytaj Pismo Święte, uczestnicz w życiu jakiejś wspólnoty religijnej; jeśli nie jesteś osobą wierzącą, pomyśl o innej formie dbania o swojego ducha – może rozmyślanie, kontakt z przyrodą itd.

Jak to jest u mnie? Staram się chodzić spać maksymalnie o 23 (wstaję ok. 7 rano, zależnie od tego, ile śpią synowie). Dbam o to, co jemy w naszym domu i piję dużo wody. Pracuję nad swoimi emocjami, uczę się panować nad złością. Doceniam samą siebie za to, co dobrze zrobię, lubię mówić dobrze o sobie. Dzwonię do moich przyjaciółek, które mieszkają w innych miastach i często spotykamy się z przyjaciółmi i rodziną, która mieszka bliżej. Czasem wychodzę zupełnie sama na kawę do kawiarni. Dużo czytam, słucham, biorę udział w kursach online. Często proszę o pomoc przy dzieciach inne osoby. Modlę się, czytam Pismo Święte i razem z mężem uczestniczymy w wydarzeniach religijnych.

zadbać o siebie

Brzmi idealnie, wiem. W rzeczywistości mam lepsze i gorsze dni. Niekiedy czuję się przemęczona obowiązkami, jestem smutna i jest mi źle z samą sobą. Z różnych powodów zdarza mi się nie wysypiać. Jestem wtedy nieuprzejma wobec dzieci i męża, czepiam się o drobnostki i mam ochotę krzyczeć. Mam dni, kiedy w ogóle nie potrafię zadbać o siebie. Nie jestem perfekcyjna.

Tym, co mi pomaga, jest nawyk częstego przyglądania się temu, jak się czuję i co się we mnie dzieje. Zachęcam Cię do tego samego. Zrób sobie jednodniowe ćwiczenie: nastawiaj alarm w telefonie co godzinę. Za każdym razem, kiedy usłyszysz jego dźwięk, zostaw na minutę lub dwie to, co aktualnie robisz i zapytaj siebie: Jak się w tej chwili czuję? Co się we mnie dzieje? Czego potrzebuję w tym momencie, aby poczuć się dobrze?

Jeśli nie masz czasu, aby zatrzymać się na minutę i wykonać ważną dla Ciebie czynność, to znak, że powinnaś dokonać jakichś zmian w swoim życiu. Bez poznawania swoich emocji i potrzeb nie możesz być osobą, jaką chciałabyś być.

 

2. Zmień to, co myślisz

Od Twojego sposobu myślenia zależy, w jakich kolorach widzisz codzienność. Możesz zadbać o siebie, pielęgnując w sobie dwie postawy.

  • Współczucie dla innych i samej siebie

Nikt z nas nie jest idealny. Popełniamy błędy i sprawiamy przykrość inny ludziom. Jeśli wciąż wypominasz samej sobie to, co zrobiłaś źle, tym samym negujesz to, co w Tobie dobre. Przyjrzyj się słowom, które wypowiadasz do innych i do siebie – jak wiele jest w nich krytyki i poprawiania błędów, a jak dużo zrozumienia i wsparcia? Ty również zasługujesz na to, byś samą siebie traktowała ze współczuciem.

  • Wdzięczność

Badania pokazują, że wdzięczność redukuje stres i poprawia samopoczucie. Kiedy skupiasz się na tym, co pozytywne, zmienia się Twoje nastawienie do ludzi. Jesteś bardziej radosna i masz więcej ochoty do życia. Z entuzjazmem podchodzisz do swoich bliskich.

Znajdź jakiś sposób na pielęgnowanie wdzięczności. Prowadź swój pamiętnik wdzięczności; mów swoim dzieciom i mężowi, za co chcesz im podziękować; tuż przed snem przypomnij sobie, co sprawiło Ci radość w tym dniu.

Wdzięczność za dobro mnoży pozytywne rzeczy. Im więcej dziękujesz, tym więcej masz powodów do bycia wdzięczną.

 

Nie jesteś w stanie zmienić wszystkiego od razu. Nawet nie próbuj, bo tylko się sfrustrujesz. Wybierz jeden, niewielki krok, który możesz wykonać jeszcze dziś. Jak możesz zadbać o siebie? Zdecyduj się na wprowadzenie jednej, drobnej zmiany w Twoim zachowaniu lub myśleniu. Praktykuj tę zmianę, ćwicz ją, a następnie przejdź do kolejnej.

Co Ty chciałabyś zmienić w Twojej trosce o samą siebie?

Wewnętrzna harmonia – najważniejsze zadanie mamy

wewnętrzna harmonia

Jako mama każdego dnia wykonujesz setki różnych czynności: dbasz o to, by dzieci zjadły, dobrze się ubrały, wyspały się, przygotowały się do szkoły; rozmawiasz z nimi o ich problemach, uczysz nowych umiejętności… Które z tych zadań jest najważniejsze? Paradoksalnie Twoje najważniejsze zadanie dotyczy Ciebie samej, a nie Twoich dzieci. Jest nią Twoja wewnętrzna harmonia.

Zapraszam na wpis gościnny, którego autorką jest Monika Myszka-Wieczerzak ze strony Dom Dobre Miejsce.

wewnętrzna harmonia

Wewnętrzna harmonia – klucz do szczęśliwego domu

Jestem pewna, że skoro jesteś mamą, to leży Ci na sercu dobro Twoich dzieci. Przypuszczam, że podobnie jak ja, marzysz o tym, by Twój dom był dobrym miejscem dla Twojej rodziny.

Niezależnie od tego, czy mieszkasz w małym domku z ogródkiem czy na dużym blokowisku, czujesz się jako matka odpowiedzialna nie tylko za materialną przestrzeń, która roztacza się wokół Twojej rodziny, ale przede wszystkim – za jakość Waszych wzajemnych relacji. Przecież wszystkie wiemy, że prawdziwy dom to coś więcej niż dach i przysłowiowe cztery ściany. To więź, miłość i oddanie, jakie tworzą się pomiędzy ludźmi, którzy decydują się na życie razem i wspólne wychowywanie potomstwa.

Czy jest więc jakiś prosty przepis na to, by nasze domy stawały się dobrym miejscem i byśmy czuły się naprawdę szczęśliwe i spełnione w tej przestrzeni wzajemnych relacji? Co możesz zrobić jako matka, by znacząco podnieść jakość Twoich stosunków z pozostałymi domownikami?

Myślę, że kluczem jest Twoja wewnętrzna harmonia.

 

Moje osobiste doświadczenie

Od siedmiu lat jestem mamą i obserwuję na co dzień, jak moja wewnętrzna harmonia rzutuje na relacje z pozostałymi członkami rodziny. Jeśli pozostaję w zgodzie z moimi najgłębszymi wartościami i potrzebami, potrafię zdobyć się na wyżyny empatii wobec najbliższych, moja cierpliwość rozciąga się do niewyobrażalnych rozmiarów, a mój spokój promieniuje na całe otoczenie. Gdy jednak choć przez chwilę zapomnę o sobie (a wciąż zdarza mi się to dość często), tracę entuzjazm i radość, które wcześniej odnajdywałam w moim macierzyństwie. Nasze domowe życie zamienia się w pole walki, na którym nie ma wygranych.

Czas, który spędziłam w domu, opiekując się dziećmi, pokazał mi, że moją największą pasją jest inspirowanie innych mam do tego, by z odwagą brały życie w swoje ręce i nie bały się szukać w macierzyństwie przestrzeni dla siebie. Blog o nazwie DoM Dobre Miejsce, którego tworzę od czterech lat, ewoluował razem ze mną i teraz mogę powiedzieć, że dopracowałam się autorskiego projektu rozwojowego zachęcającego mamy, by wewnętrzna harmonia stała się ich priorytetem.

Od pół roku prowadzę Grupę Warsztatową na Facbooku o nazwie Dom Dobre Miejsce, gdzie z innymi mamami pracujemy nad wnętrzem w oparciu o metaforę Domowych Pomieszczeń. Zadaję w niej mamom kluczowe pytania, którymi staram się otworzyć je na świat ich bogatego wnętrza, tak aby mogły zyskiwać więcej przestrzeni dla siebie.

 

Ty też możesz znaleźć przestrzeń dla siebie

Dobrze wiem, że bycie mamą wymaga czasem chwilowego zapominania o sobie i koncentrowania uwagi na tym, co zewnętrzne. Tu nie chodzi tylko o wypełnianie takich domowych obowiązków,  jak: gotowanie, pranie, sprzątanie i odbieranie dzieci z przedszkola. Pewnie sama masz świadomość, że wielką sztuką pośród tych wszystkich bombardujących nas w domowej rzeczywistości spraw jest pamięć o tym, dla kogo tak się staramy. Dla naszych dzieci – oczywiście!

wewnętrzna harmonia

Zapewne nieraz doświadczyłaś tego, że zamiast ścierać podłogę, trzeba wcześniej zająć się emocjami płaczącego trzylatka, dla którego rozlana szklanka mleka to życiowy dramat. Zakładam, że jeśli Twoje pociechy nie osiągnęły jeszcze wieku trzech lat, ścieranie podłogi jest dla Ciebie jeszcze odleglejszą perspektywą. My, mamy – zwłaszcza te świadome, jak ważna jest jakość więzi zbudowanej z potomstwem – dokładnie wiemy, że od posprzątanego mieszkania ważniejsza jest nasza pomoc w zaspokajaniu emocjonalnych potrzeb naszych pociech.

Nasze dzieci – tak nam bliskie – to jednak odrębne światy, a każda próba empatycznego wniknięcia w nie kosztuje wiele energii. Tak, to bardzo ważne zadanie macierzyństwa – budowanie pomostów uwagi łączących nas z odrębnym światem naszych ukochanych dzieci. Nie można w tym jednak zapominać o sobie.

  • Jak często pamiętasz w swoim macierzyństwie o samej sobie?
  • Czy znajdujesz czas i przestrzeń na to, by skoncentrować się nie tylko na domowych obowiązkach i rozwiązywaniu problemów swoich dzieci, lecz na tym, czego Ty chcesz, pragniesz i potrzebujesz?
  • Czy wiesz, że nie jesteś w stanie być dobrą mamą, jeśli nie zadbasz o siebie?

Prawda jest taka, że Twój dom może dobrze funkcjonować tylko wtedy, kiedy Ty sama wewnętrznie dobrze funkcjonujesz. Konflikty, które nosisz w sercu, szybko przełożą się na szereg napięć w Twojej rodzinie. Twoje wewnętrzne nieuporządkowanie uniemożliwi Ci skuteczne opanowanie domowego bałaganu. Zaniedbane potrzeby dadzą o sobie znać w najmniej oczekiwanym momencie, powodując między Tobą a resztą domowników niepotrzebny rozdźwięk.

Dlatego pierwszym krokiem, do którego pragnę Cię zachęcić, jest wyrobienie w sobie nawyku częstego, regularnego kontaktowania się ze swoim wnętrzem. Pamiętaj o tym, gdzie mieszkasz! W samej sobie!

Twoje macierzyństwo też zaczyna się wewnątrz Ciebie i nie chodzi mi tu tylko o cud poczęcia się dziecka w Twoim łonie. Geniusz matki to umiejętność pogodzenia samej siebie z nowa rolą i wyzwaniami, jakie stawia przed nią wychowywanie dzieci. Dbaj o swoje wnętrze, bo to właśnie z niego ma szansę wciąż wypływać miłość, radość i dobro, które ubogacą świat Twoich dzieci.

Jeśli nie masz jeszcze pomysłu na to, jak zająć się swoim wnętrzem, wykorzystaj moje ćwiczenie, które znajduje się poniżej. Jestem pewna, że z czasem Twoje wnętrze samo Cię poprowadzi.
wewnętrzna harmonia

Ćwiczenie rozwojowe

Znajdź chwilę samotności – podczas spaceru, kąpieli, przed snem. Zobacz w wyobraźni swój dom. Miejsce, w którym mieszkasz ze swoją rodziną. Ściany, które odgradzają Was od reszty świata. Drzwi i okna, które Was z nim łączą. Zobacz w tym domu siebie i pomyśl, że sama jesteś jak dom. Ty – dom – wewnątrz Waszego domu.

Spróbuj poczuć, jakim domem jesteś. Dużym czy małym? Otwartym czy zamkniętym? Zapełnionym czy pustym? Nie oceniaj siebie, tylko zaobserwuj. Nie bój się myśli i uczuć, które się pojawią. Najważniejsze, żebyś była ze sobą szczerza i żebyś… Była ze sobą!

Skontaktuj się ze swoim wnętrzem. Uciesz się z faktu, że dostrzegłaś, iż w całym Twoim zatroskaniu o dom, sama jesteś domem. Uwierz, że wszystko, co dotyczy Twojego wnętrza zależy od Ciebie. Możesz dokonać tu wielu zmian i przewartościowań.

Nie wiesz jeszcze jak to zrobić? Mogę Ci w tym pomóc. Artykuł, który właśnie przeczytałaś to fragment mojego e-booka „5 kroków w stronę wewnętrznej harmonii”, który możesz ściągnąć za darmo klikając tutaj. Zapraszam serdecznie!

 

Jak jest u Ciebie? Udaje Ci się zadbać o swoje wnętrze w wirze codziennych obowiązków?

 

Monika Myszka-Wieczerzakwewnętrzna harmonia

animatorka rozwoju osobistego, wspierająca mamy, które potrzebują więcej przestrzeni dla siebie; autorka strony Dom Dobre Miejsce oraz moderatorka Grupy Warsztatowej na Facebooku Dom Dobre Miejsce, autorka warsztatu rozwojowego online „ZADBANA MAMA bez wyrzutów sumienia” oraz cyklicznych webinarów rozwojowych KAWIARNIA MAMY LIDERKI, współtwórczyni podcastu KURS NA PASJĘ, prywatnie: szczęśliwa żona Krzysztofa i mama 7-letniej Lilki oraz 3-letniego Mikołaja, pasjonatka rozwoju osobistego, bliskiego kontaktu z naturą oraz spotkań z ludźmi

Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?

złośc

Byłam ostatnio sama w domu z dwójką dzieci. Młodszy syn się nie wyspał, co chwilę płakał i chciał, abym nosiła go na rękach. Starszy był lekko przeziębiony i od tygodnia nie wychodził na dwór. Energia go rozpierała. Nie słuchał moich próśb o zostawienie w spokoju młodszego brata, co chwilę go zaczepiał. Czułam, jak rośnie we mnie złość. W pewnym momencie nie wytrzymałam i krzyknęłam na syna, żeby w końcu przestał, że mnie denerwuje, że ma mnie słuchać i że mam już tego dość! Po kilku minutach miałam wyrzuty sumienia, że znów nakrzyczałam na dzieci.

złośc

Jak często przeżywasz takie dni: wybuchasz złością i krzyczysz tylko po to, żeby dziesięć minut później przeżywać wyrzuty sumienia, że znów Ci się nie udało? Ja zbyt często.

Kiedy urodziłam dzieci, okazało się, że nie jestem tak cierpliwa, jak o sobie myślałam. Wcześniej prawie nigdy nie zdarzało mi się krzyknąć na kogoś. Owszem, wiedziałam, że mam tendencję do szybkiego zapalania się w emocjach i szybkiego gaśnięcia. Jednak nie wyrażałam ich na zewnątrz poprzez krzyczenie na innych.

Później przyszły pierwsze trudności wychowawcze. Sytuacje, w których nie wiedzieliśmy z mężem, jak się zachować. Co zrobić i powiedzieć, kiedy syn rozrzuca wszystkie zabawki wokół, chociaż prosimy, żeby tego nie robił? Kiedy ucieka nam z placu zabaw w stronę ulicy? Kiedy stuka młodszego brata w głowę, chociaż jemu się to nie podoba? Jak pomóc dziecku się uspokoić, kiedy sama jestem zdenerwowana?

Wtedy temat złości stał mi się szczególnie bliski. Nie wiedziałam, jak sobie z nią radzić. Jak ją wyrażać, by nie krzywdzić innych? Co zrobić, kiedy już jestem wkurzona i mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami?

 

Co to jest złość?

Złość to emocja, tak samo jak jest nią radość, zadowolenie, smutek czy żal. Same w sobie nie są one ani czymś dobrym, ani złym. Po prostu są. Przychodzą i odchodzą.

Najczęściej, kiedy zaczynamy się złościć w jakiejś sytuacji, towarzyszy nam założenie, że przecież mamy prawo się złościć. Syn rozsypał płatki śniadaniowe po całej kuchni. Córka uderzyła inną dziewczynkę w piaskownicy. Mąż nie zrobił zakupów, chociaż trzy razy go prosiłam. Oczywiście, że się złoszczę, przecież oni powinni zachowywać się inaczej!

Kiedy przyjrzysz się z uwagą sytuacjom, w których pojawia się u Ciebie złość, zauważysz pewną prawidłowość. Nigdy przyczyną nie jest samo zachowanie drugiej osoby. Zawsze wiąże się ono z jakimś dodatkowym elementem.

Może spieszysz się akurat do pracy, dzieci nie chcą się ubierać, a Ty tak bardzo nie lubisz się spóźniać. Może Twój starszy syn wciąż bije młodszego, a Ty nie masz pojęcia, jak to zmienić. Może czujesz się zmęczona po całym dniu i nie masz ochoty iść do sklepu, bo Twój mąż nie zrobił zakupów.

złość

Pod złością zawsze jest coś więcej. Jakieś inne uczucie lub potrzeba. Lęk, niemoc, zmęczenie… Złość jest naszą tarczą obronną, bo czujemy, że to, co jest pod nim, czyni nas bezbronnymi.

Potraktuj złość jako posłańca, który przynosi Ci jakąś wiadomość. Mówi Ci coś o Tobie, o Twoim aktualnym stanie, potrzebach, zranieniach z przeszłości. Możesz bardzo dużo od niego się dowiedzieć, jeśli pozwolisz mu mówić.

Naturalnym zachowaniem wielu z nas jest próba wypierania złości. Nie lubimy jej i nieco się jej boimy, więc wolimy ją zostawić w spokoju. Łatwo wpaść w jedną z dwóch skrajności:

  1. udawać przed samą sobą, że nie czuję złości i mieć do siebie pretensje, jeśli ona się pojawi,
  2. wybuchać, krzyczeć na innych lub milczeć ostentacyjnie i uznawać, że tak po prostu wyrażam złość.

Nie zachęcam Cię do wypierania i zaprzeczania złości, które przejawia się w myśleniu: Nie powinnam tak się czuć. Uczucia, którym nie damy dojść do głosu, wchodzą do naszej podświadomości. Działamy pod ich wpływem, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Prędzej czy później wybuchną i już nie będziesz w stanie nic z tym zrobić. Albo zwrócą się przeciwko Tobie, wywołując różne choroby psychosomatyczne.

Złość to posłaniec, który chce przekazać Ci wiadomość. Jeśli ktoś przychodzi do Ciebie z trudną informacją, nie robisz mu przecież krzywdy z tego powodu! Tak samo potraktuj swoją złość. Przyjmij wiadomość, którą niesie. Zwykle chce nam powiedzieć, że trzeba dokonać jakiejś zmiany w naszym codziennym życiu. Jeśli przyjmiesz wiadomość, złość odejdzie, tak jak posłaniec, który został wysłuchany.

Może myślisz sobie: Kiedy się złoszczę, to nie jestem w stanie na spokojnie słuchać, co te uczucia mi chcą przekazać! Jasne, jest to bardzo trudne, szczególnie, kiedy dopiero zaczynasz swoją pracę z emocjami. Możesz to zrobić później, kiedy już się uspokoisz. Zastanów się wtedy: dlaczego wpadłam w złość? Co takiego się pod nią kryło? Jakie inne uczucie? Może jakaś moja niezaspokojona potrzeba? Co powinnam zmienić w swoim życiu?

Odkryj źródło złości i poszukaj rozwiązania. Może po prostu potrzebujesz więcej odpoczywać? Może trzeba porozmawiać o czymś z mężem? Może musicie inaczej zorganizować poranek w Waszej rodzinie, żeby zmniejszyć ilość stresu i pośpiechu? Może należy przyjrzeć się swoim relacjom z rodzicami, bo tam ukryte jest źródło?

Jest w tym jednak pewien haczyk. Złość jest przekaźnikiem ważnych wiadomości o konieczności zmian. Jednak kiedy ją przeżywamy, w naszym ciele zachodzą reakcje, które uniemożliwiają poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań. Co zatem możemy zrobić?

 

Jak radzić sobie ze złością w trakcie jej trwania?

Co zrobić, kiedy czuję, że zalewa mnie złość? Jak sobie poradzić w takiej sytuacji, żeby nie krzyczeć na swoich bliskich? Jak powstrzymać wybuch?

Zmiana zachowania jest czymś bardzo trudnym. Twój mózg ma w sobie zapisane określone sposoby reagowania, które tworzyły się przez wszystkie lata Twego życia. Jeśli od dawna wyrażasz złość krzykiem, jest to dla Ciebie naturalne i przychodzi Ci łatwo. Dobra wiadomość jest taka, że nasz mózg uczy się całe życie i możemy go przeprogramować. Wymaga to czasu i praktyki. Jednak im częściej będziesz reagować w nowy sposób, tym będzie łatwiej.

Z punktu widzenia neurobiologii, kiedy przeżywasz złość, wchodzisz w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj, udawaj martwego). Nasze ciało odbiera sytuację jako zagrożenie i do głosu dochodzi najbardziej pierwotna część naszego mózgu. Tak działa natura: kiedy zagrożone jest życie, organizm przestawia się na fight, flight or freeze, odkładając na bok racjonalne myślenie. Co ciekawe, nasze ciało nie potrafi samo odróżnić prawdziwego zagrożenia życia od mocno stresującej sytuacji. Kiedy Twoje dziecko uderzy młodszego brata, najprawdopodobniej od razu włącza się w Tobie ten mechanizm. Czujesz zagrożenie i reagujesz atakiem.

Dlatego w trudnych dla nas sytuacjach często mówimy rzeczy, których później żałujemy. Dlatego krzyczymy i wybuchamy złością. Czujemy, że dana sytuacja to stan wyjątkowy, awaryjny (emergency) i musimy zareagować na nią natychmiast.

W większości przypadków sytuacje z naszego codziennego życia nie są jednak awaryjnymi. Nie zagrażają bezpośrednio życiu i nie musimy na nie reagować natychmiast. Dlatego cała sztuka polega na tym, aby podjąć decyzję: mogę przeżywać złość, ale nie chcę działać pod jej wpływem. 

Mogę przeżywać złość, ale nie chcę działać pod jej wpływem.

I tutaj rozpoczyna się najtrudniejsza praca. Odwrócenie się od stanu walcz, uciekaj lub udawaj martwego i uczucia, że muszę natychmiast zareagować pod wpływem złości. Jest to najtrudniejszy moment w całym procesie: powstrzymać swoją pierwszą reakcję. Jednak im częściej będziesz to robić, tym łatwiej Ci to będzie przychodzić. Nawet jeśli na początku przerwiesz po minucie krzyku, pierwszy krok zostanie podjęty. Zatrzymałaś się i zreflektowałaś. Następnym razem znów spróbujesz.

 

Plan działania krok po kroku

Przedstawię Ci krótko proces, którego nauczyłam się u dr Laury Markham na kursie Peaceful parent, happy kids.

  1. Stop, drop and breathe

Zatrzymaj się, zostaw na chwilę wszystko, co robisz i odetchnij głęboko. Przestań mówić i działać, naprawdę na chwilę się zatrzymaj.

2. Podejmij decyzję, aby nie reagować, dopóki się nie uspokoisz.

Musisz uznać, że cokolwiek zrobi Twoje dziecko lub Twój mąż, nie jest to sytuacja awaryjna i nie musisz reagować natychmiast. Wyjątek stanowią chwile, kiedy ktoś krzywdzi drugą osobę i pojawia się jakieś realne niebezpieczeństwo. Wtedy możesz działać od razu. W innym wypadku odwróć się na chwilę w drugą stronę, wyjdź z pokoju, ugryź się w język – zrób wszystko, aby nie działać pod wpływem złości.

Dwa pierwsze kroki są najtrudniejsze, bo prawie zawsze czujemy, że dana sytuacja jest naprawdę wyjątkowa i musimy zareagować od razu. Pamiętaj, że takie uczucie jest związane z Twoim ciałem, które nie odróżnia prawdziwego zagrożenia od trudnej dla Ciebie sytuacji. W większości przypadków nie musimy działać natychmiast.

3. Wyrzuć ze swojego ciała nagromadzoną energię

Musisz wykonać jakiś fizyczny akt, który pomoże pozbyć się napięcia. Czasem wystarczy mocno potrząsać rękami. Opryskać twarz zimną wodą. Wykonać kilka głębokich oddechów.

Możesz na chwilkę usiąść i wsłuchać się w swoje ciało. Zobaczyć, jak szybko bije Ci serce. Zapytać, czego teraz potrzebujesz. Napić się szklankę wody. Posiedzieć spokojnie minutę.

Jeśli jesteś z dziećmi w domu, możesz włączyć muzykę i wyrzucić z siebie energię poprzez taniec. Złość powoduje, że w naszym ciele gromadzi się wiele napięcia. Kiedy tańczysz, napięcie zostaje rozładowane. Dodatkowo może się okazać, że dzieci z radością dołączą do Ciebie i w ten sposób zostanie zażegnana kłótnia pomiędzy rodzeństwem.

złość

4. Przedefiniuj sytuację

Impulsywne działanie pod wpływem złości wynika z poczucia zagrożenia. Potrzebujesz zatem od nowa zdefiniować to, co się dzieje dookoła Ciebie. Zachowanie dziecka lub męża nie zagraża Twojemu życiu. Powtarzaj sobie w głowie lub na głos słowa, które pomogą Ci spojrzeć właściwie na sytuację. Przykładowe sformułowania:

  • To nie jest sytuacja alarmowa. Mogę sobie z tym poradzić.
  • Wybieram miłość
  • On nie robi tego po to, aby mi było trudno; w tej chwili jemu jest trudno, dlatego tak się zachowuje
  • To jeszcze dziecko, więc zachowuje się jak dziecko

Ja często korzystam z Wybierz miłość. Kiedy dzieje się coś dla mnie trudnego i męczącego, przypominam sobie to zdanie i powtarzam w głowie, aby pamiętać, że chcę okazać miłość moim bliskim.

Kroki trzeci i czwarty wykonywać można równolegle. Potrzebujemy zarówno zrzucić z siebie napięcie, jak i przedefiniować znaczenie sytuacji.

 

Ja od pewnego czasu uczę się stosować ten system. Jest to na początku bardzo trudne, szczególnie powstrzymanie pierwszego impulsu. Bywa u mnie różnie. Raz mi się udaje, raz nie. Jednak jestem znacznie spokojniejsza niż wcześniej, bo wiem, co mogę robić w stresującej dla mnie sytuacji, mam wachlarz możliwych zachowań. Nawet jeśli w danej chwili mi się nie uda, to po kilku minutach się reflektuję i biorę do pracy. To działa.

I co dla mnie jeszcze ważniejsze: chociaż często udaje mi się powstrzymać od krzyku, nie mam poczucia, że ta złość gromadzi się we mnie po to, by w pewnym momencie wybuchnąć. Pozwalam jej mówić i wtedy odchodzi.

Jak Ty radzisz sobie ze swoją złością?

Sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi

sposób na bycie szczęśliwą

Co to jest szczęście? Każdy z nas może podać swoją własną definicję. I wszystkie mogą się od siebie różnić. Nie ma jednej, właściwej odpowiedzi na to pytanie. Wszystko zależy od tego, co jest ważne dla danej osoby. Dla mnie szczęście oznacza przede wszystkim zachowanie zawsze iskierki nadziei, że to, co się dzieje, jest dla mnie dobre. Nawet jeśli cierpię i płaczę, doświadczając jakiegoś problemu – jeśli mam głęboko w sobie przekonanie, że w końcu wyjdzie z tego dobro, jestem szczęśliwa. Czy jest zatem jakiś uniwersalny sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi?

sposób na bycie szczęśliwą

Każda z nas boryka się z problemami. Niekiedy są to małe trudności dnia codziennego: dziecko nie chce się ubierać do przedszkola lub mąż wrócił zdenerwowany z pracy i powiedział jakieś przykre słowo. Czasem jest to poważna choroba kogoś w rodzinie, utrata pracy lub postępujący kryzys w związku.

Nawet te małe, codzienne problemy potrafią nieźle namieszać w mojej głowie (szczególnie, jeśli nie zadbam o zaspokojenie mojej potrzeby odpoczynku). Kolejna awantura ze strony syna o to, że chce oglądać jakąś bajkę poważnie nadwyręża moją cierpliwość. Czuję przypływ złości, żalu i frustracji: co ja mam mu powiedzieć, żeby w końcu zrozumiał, że nie może? Dlaczego on mi to robi? Dlaczego nie możemy po prostu spokojnie przeżyć tego popołudnia?

Nieomal każdy dzień niesie ze sobą jakieś konflikty z bliskimi. Nieporozumienia małe i duże. Jedno słowo, wypowiedziane nie w porę, może prowadzić do wielkiej awantury. Czasem konflikt jest utajony: na zewnątrz wszystko jest w porządku, ludzie odzywają się do siebie, ale jakby bardziej chłodno, formalnie, z dystansem. Odgradza ich od siebie piętrzący się żal, zranienia, poczucie bycia skrzywdzonym.

 

Co zwykle dzieje się w czasie konfliktu?

Kiedy pojawia się jakiś konflikt mamy do wyboru dwie opcje: zignorować go albo próbować coś z nim zrobić, jakoś go rozwiązać. W jaki sposób?

  • Rozmawiamy o tym, co czujemy, co nas denerwuje, czego potrzebujemy
  • Krzyczymy na siebie nawzajem, bez oporów wyrzucając z siebie wszelkie frustracje, ból i poczucie krzywdy
  • Milczymy, czekając, aż ta druga strona zareaguje, bo dlaczego to ja zawsze pierwsza mam próbować się dogadać?

To tylko niektóre możliwe strategie. Ile osób, tyle sposobów reagowania w obliczu kłótni. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że często trudno jest wrócić do codzienności po kłótni, zachowując w sercu radość i pogodę ducha. W wielu przypadkach konflikt nie zostaje rozwiązany w sposób satysfakcjonujący dla którejś ze stron. Jedna osoba nadal czuje się nie wysłuchana, ma żal i pretensje. Inna ma wrażenie, jakby to ona zawsze musiała ustępować. Jeszcze inna denerwuje się, że już tyle razy prosiła o coś, a jej prośba ciągle nie została spełniona i kłótnia wybucha co chwilę na nowo.

Konflikty są chlebem powszednim większości małżeństw i rodzin. Ponieważ różnimy się od siebie charakterami, temperamentem, potrzebami, siłą rzeczy pojawiają się tarcia. Czasem kilka, kilkanaście razy dziennie. Nawarstwiające się emocje odbierają nam spokój, myśli kotłują się w głowie i coraz trudniej skupić się na tym, co dobre. Niekiedy spór ciągnie się latami i wydaje się, jakby już nigdy miał się nie skończyć. Czasem sytuacja wygląda beznadziejnie: tracisz nadzieję na jej poprawę i wzajemne zrozumienie. Jeśli przestaniemy mówić do siebie językiem miłości, coraz trudniej zawrócić z drogi nieporozumień.

sposób na bycie szczęśliwą

Co do tego wszystkiego ma tytułowe szczęście?

Otóż trudno znaleźć sposób na bycie szczęśliwą, jeśli:

  • skupiam się na żalu, poczuciu krzywdy i niesprawiedliwości,
  • mam wrażenie, że ja zawsze mam pełną rację, a druga strona myli się w 100%,
  • ciągle rozpamiętuję przykre słowa, które usłyszałam w trakcie kłótni,
  • chowam w sercu urazę i nie chcę przebaczyć wyrządzonej mi krzywdy,
  • wychodzę z kłótni z sercem pełnym goryczy i niechęci i pozwalam, aby te uczucia przejęły nade mną kontrolę – pielęgnuję je, podkręcam i zaczynam działać pod ich wpływem.

Nawet, jeśli w jakimś stopniu te uczucia mają swoją podstawę w zachowaniach drugiej osoby, co z tego? Jeśli wiesz, że to druga strona przyczyniła się do powstania kłótni, czy to sprawia, że jesteś bardziej szczęśliwa? A może to właśnie kurczowe trzymanie się tych negatywnych myśli powoduje, że jest Ci źle?

To od Ciebie zależy, czy jesteś szczęśliwa.

Nawet jeśli druga osoba w jakikolwiek sposób Cię skrzywdzi. Nawet jeśli to ona wywoła kłótnię. Od Ciebie zależy, co z tym zrobisz.

Od Ciebie zależy, czy jesteś szczęśliwa, nie od okoliczności Twojego życia.

W tym znajduje się mój sposób na bycie szczęśliwą.

Słuchałam ostatnio rozmowy z Kristi Ling, autorką książki „Operation happiness”. Przez prawie 30 lat życia zmagała się ona ze smutkiem, poczuciem bezsensu i zmęczeniem. Pewnego dnia obudziła się w środku nocy, zlana potem, z szybko bijącym sercem. Uświadomiła sobie, że jeśli nic nie zmieni w swoim życiu, skończy się to jakąś chorobą. Zrobiła zwrot o 180 stopni i zaczęła szukać odpowiedzi na pytanie, jak być szczęśliwym.

Jej odpowiedź jest zaskakująca: poczucie szczęścia to nie coś, co przychodzi samo z siebie. To raczej praca. Nad samym sobą, swoimi myślami, swoim postrzeganiem świata. U większości ludzi naturalną tendencją są raczej negatywne myśli, które oddalają nas od poczucia szczęścia. Kiedy przychodzi trudna sytuacja, np. konflikt, pierwszą reakcją jest skupianie się na poczuciu bycia niezrozumianym i pokrzywdzonym.

Jest to tendencja naturalna dla wielu osób, ponieważ tak jest zaprogramowany mózg większości z nas. Ewolucja, nasze dzieciństwo i wiele naszych dorosłych decyzji spowodowały, że nasz mózg jest skłonny do rozpamiętywania tego, co negatywne i bolesne. Dlatego przychodzi to nam tak łatwo i szybko: nasz mózg reaguje w sposób utrwalony przez lata poprzednich zachowań. Takie reagowanie stało się nawykiem,

Dlatego szczęście wymaga pracy. Musisz pokonać naturalną tendencję do skupiania się na tym, co bolesne i negatywne: rozpamiętywania krzywdy i raniących słów, zatrzymywania w sobie urazy i niechęci. Jeśli pozwolisz, aby one przejęły nad Tobą kontrolę, będziesz tkwić w zamkniętym kręgu smutku i skrzywdzenia.

Oczywiście możesz tam zostać. Możesz trzymać się negatywnych myśli i uczuć, nikt Ci tego nie zabroni. Jednak jeśli chcesz być szczęśliwa, musisz je odpuścić. Bolesne myśli wobec męża, dzieci i w końcu samej siebie. Poczucie krzywdy i niezrozumienia. To jest sposób na bycie szczęśliwą.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Jak się za to zabrać? Jedne rzeczy łatwiej jest odpuścić, inne znacznie trudniej. Jedne krzywdy są ogromne i zostają z nami na bardzo długo. Inne są łatwe do zostawienia za sobą. To Ty sama zdecyduj, na co jesteś dziś gotowa. Ja podpowiem Ci pewien sposób, który może ułatwić Ci ten proces. Szczególnie pomocny będzie on w przypadku codziennych konfliktów. Duże krzywdy mogą wymagać wsparcia kogoś z zewnątrz i wiązać się z długim procesem przebaczenia.

 

Sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi

W trakcie trwania konfliktu lub po jego zakończeniu, przywołaj na myśl te dwa słowa. Niech one przemienią Twoje postrzeganie całej sytuacji.

 

1) Przepraszam, przykro mi

Możesz być zaskoczona, że zaczynam od takiego stwierdzenia. Dlaczego mam przepraszać, jeśli to nie ja wywołałam kłótnię? Ogromnie trudna jest umiejętność brania na siebie odpowiedzialności za nieporozumienie. Pamiętaj jednak, że nieomal w każdym konflikcie masz chociaż malutki udział. Jeśli nawet nie w jego powstaniu, to jak wyglądała Twoja reakcja na to, co zrobiła druga osoba? Czy nie była dla niej bolesna i krzywdząca?

Ten etap jest bardzo trudny, a jednocześnie wyzwalający. Daje szansę na przebaczenie, bo pozwala zobaczyć, że ja również mam swój udział w tym, co się dzieje. To jak biblijne szukanie najpierw belki w swoim oku po to, by wyciągnąć drzazgę z oka bliźniego.

 

2) Dziękuję

Zobacz, co jest dobre w Waszej relacji. Podziękuj w myślach za to. Skup się na pozytywach. Wejdź w postawę wdzięczności. Dostrzeż nawet najmniejszą sprawę. Jeśli konflikt dotyczy osoby Ci bliskiej, na pewno znajdziesz jakieś dobro w Waszej relacji.

Wdzięczność bardzo zmienia naszą postawę, pozwala skupić się na tym, co dobre, a nie na tym, co negatywne. W każdej relacji są jakieś nieprzyjemności. Jeśli zwracasz uwagę tylko na nie, cierpią na tym wszyscy. Koncentrowanie się na wadach i słabościach drugiej osoby powoduje, że bledną i przestają mieć znaczenie jej zalety. Jeśli zobaczysz pozytywny wokół siebie, zmienia się również Twoje samopoczucie.

sposób na bycie szczęśliwą

Jeśli szczerze powiesz (nawet w swoich myślach): przepraszam i dziękuję, jesteś gotowa do naprawy relacji. To jest mój sposób na bycie szczęśliwą pośród konfliktów z bliskimi.

Na początku może to być trudne. Tak jak pisałam, jeśli Twój mózg przyzwyczaił się do innego zachowania. Musisz mu pomóc nabyć nowy sposób zachowania. To wymaga czasu i praktyki. Im częściej będziesz praktykować te dwa słowa, tym łatwiej będą Ci przychodzić.

W naszej rodzinie codziennie się przepraszamy i przebaczamy sobie nawzajem. Dzięki temu możemy każdy kolejny dzień rozpocząć z czystym kontem. Tak realizuję mój sposób na bycie szczęśliwą.
&bsp;

Jak radzisz sobie z sytuacjami konfliktowymi w domu? Jak one wpływają na Twoje poczucie szczęścia?

Czym zająć dziecko, kiedy w domu musi być cicho?

czym zająć dziecko

Artykuły na bloga pisze samo życie. Nasz młodszy syn, Janek, nieomal od urodzenia ma bardzo lekki sen. Powtarzam: BARDZO lekki sen. Czasem wybudza go szept osoby stojącej obok niego lub jedno skrzypnięcie podłogi. Jeszcze do niedawna nie był też w stanie jeść, kiedy obok niego ktoś był – słysząc rozmowy, widząc zabawę starszego brata, od razu odrywał się od mleka. Rozkład naszego mieszkania utrudnia jeszcze sprawę, bo dźwięki z jednego pokoju słychać dość mocno w drugim. Więc aktualnie, kiedy Jaś ma drzemkę, Franek przez ok. godzinę musi bawić się w jakąś cichą zabawę i szeptać. Co wtedy robimy? Czym zająć dziecko, kiedy w domu musi być cicho?

czym zająć dziecko

Dlaczego warto mieć pomysły na cichy czas?

Sytuacje mogą być różne:

  • Twój mąż lub Ty pracujecie na zmiany i czasem potrzebujecie odespać w ciągu dnia,
  • ktoś jest chory w domu i niezbędny jest mu czas na regenerację sił,
  • macie tak jak my młodsze dziecko, którym trzeba się zająć i w tym czasie w domu powinna być względna cisza.

Kiedy Jaś ma pierwszą drzemkę w ciągu dnia, wtedy zwykle spędzam czas z Frankiem. Wyciągamy wtedy wszystko to, czym starszy syn nie może się bawić przy młodszym. Janek jeszcze wkłada przedmioty do buzi i niektóre zabawy nie są dla niego odpowiednie. Ponieważ Franek ma dostępne te rzeczy tylko w określonych momentach w ciągu dnia, są dla niego tym bardziej atrakcyjne. W czasie drzemki Jasia w domu musi być bardzo cicho, więc cały czas szepczemy i wybieramy tylko ciche zabawy.

Z części pomysłów korzystam, kiedy usypiam Jasia. Gdy jestem sama w domu, muszę czymś zająć starszego. Młodszy nie jest w stanie zasnąć, kiedy widzi lub słyszy kogoś obok siebie oprócz osoby, która go usypia (zdarza mu się czasem zasnąć w takiej sytuacji, ale tylko, jeśli jest totalnie wykończony). Dlatego daję Frankowi jakieś bezpieczne, ciche zabawy w pokoju obok, a sama zajmuję się Jasiem.

Franek ma trzy lata, więc długa, cicha, samodzielna zabawa jest dla niego bardzo trudna. Wiele razy zdarzało się, że przychodził do pokoju z jakimś pytaniem i wtedy cały proces usypiania zaczynałam od początku. Zauważyłam, że najlepiej nam wychodzi cichy czas wtedy, kiedy tuż przed nim dam Frankowi dużo mojej pełnej uwagi, czułości i troski. Jeśli od rana nie mam dla niego czasu, ciągle go zbywam i denerwuję się na niego, wtedy niekoniecznie chce się bawić sam w ciszy przez 10 – 30 minut. Problem wtedy nie tkwi w tym, czym zająć dziecko, ale w mojej postawie wobec niego – jeśli nie zaspokoję jego ważnych potrzeb, nie będzie chciało mnie słuchać.

 

Czym zająć dziecko, kiedy w domu musi być cicho?

 

1. Nasze gry planszowe – mamy w domu sporą kolekcję różnych gier planszowych. Franek ma również kilka swoich, ale przyznam, że bardziej interesuje się naszymi. Ponieważ większość gier zawiera jakieś małe elementy lub karty papierowe, wyciągamy je, kiedy młodszy śpi. Wtedy Franio może sobie z nimi robić co chce, byleby ich nie niszczył.

 

2. Gry typu file folder – kiedy miałam więcej czasu (przed urodzeniem drugiego syna i prowadzeniem bloga), przygotowałam kilka zabawek DIY dla Franka, które wtedy okazały się niewypałem. Dlaczego? Bo były dla niego zbyt trudne lub nużące – wiązały się z siedzeniem dłużej w jednym miejscu. Teraz wyciągam je w chwilach ciszy w domu i razem je używamy. File folder games to gry, które są przygotowane w teczce na dokumenty i zwykle polegają na segregowaniu jakichś elementów lub dobieraniu w pary według określonego klucza. Na zdjęciach możecie zobaczyć, jak to wygląda. Ze starszym dzieckiem można przygotować je wspólnie. Jeśli nie chcecie laminować poszczególnych elementów, to jedną grę zrobicie w ok. 20 minut.W internecie możecie znaleźć setki gier do bezpłatnego pobrania i wydrukowania, np. na stronie File Folder Fun. Nasz Franek jeszcze nie ze wszystkimi zadaniami radzi sobie sam i potrzebuje pomocy, żeby się zupełnie nie sfrustrować. Dziecko starsze poradzi sobie samo.

czym zająć dziecko

czym zająć dziecko

3. Zabawy typu busy bags – są to gry, zadania i zabawy, które trzeba przygotować wcześniej, ale które można wykorzystać wielokrotnie. Ja zrobiłam dla Franka np. wędkę i rybki, pomponiki z magnesem układane na specjalnych planszach i karty do układania klocków według wzoru (zdjęcia poniżej). Kopalnią pomysłów na busy bags są strony Teaching Mama i Powerful MotheringBusy bags idealnie pasują do tematu czym zająć dziecko?

czym zająć dziecko
Wędka wykonana z wykałaczki, kawałka sznurka i magnesu; rybki z pianki i przyklejonych monet
czym zająć dziecko
Wydrukowane wzory do budowania wieży z klocków – rozpoznawanie kolorów i liczenie
czym zająć dziecko
Planszę należy położyć na metalowej powierzchni (np. blaszka do pieczenia). Dziecko układa kolorowe pomponiki z przyklejonymi magnesami w miejsce kolorowych kółeczek

4. Książeczka typu quiet book – aktualnie przygotowuję taką dla Franka. Jest to książka zrobiona głównie z filcu (stąd nazwa), w której są różne zadania manipulacyjne do wykonania. Bardzo dużą ilość gotowych pomysłów na strony wraz z szablonami do wydrukowania znajdziesz na blogu The quiet book blog. Zwykle quiet book jest szyte (maszyną lub ręcznie), ale można również skleić wszystko klejem na gorąco jak na Powerful Mothering – wtedy zajmuje mniej czasu, chociaż może wygląda nieco gorzej. Ja swoją pierwszą cichą książeczkę (prezent dla córki przyjaciół) robiłam właśnie tym sposobem.

czym zająć dziecko
Jedna strona z szytej przeze mnie książeczki. Ma ona tematykę biblijną, bo w zamyśle mamy ją zabierać ze sobą do kościoła, żeby zająć dziecko w czasie Mszy

5. Kolorowa sól – zrobiłam ją poprzez dodanie bardzo małej ilości gęstej farby temperowej do soli kuchennej. Wymieszałam składniki (a może raczej ucierałam je razem łyżką, trochę tak jak się uciera pałką masę z masła do ciasta) i dodałam do nich nieco brokatu sypkiego i cynamonu (żeby miała przyjemny zapach). Franek bawi się solą w prostokątnej formie na ciasto – aktualnie najczęściej bierze do niej samochodziki, ale wcześniej używał łyżek, pojemników itp.

 

6. Skarby – to autorska nazwa Franka na zbieraninę różnych drobnych, sypkich materiałów, którymi się bawi. Wrzuciłam do nich rzeczy, które mieliśmy w szafce: fasola, ciecierzyca, soja, zielona soczewica (oczywiście wszystko nieugotowane), do tego dodaliśmy pomponiki, białe kamyki, ozdobne perełki i wyszły nam kolorowe, przyjemne dla oka i rąk skarby. Wszystko trzymamy zawinięte w koc i rozkładamy, kiedy Jasio śpi, a następnie znów zawijamy w koc. Aktualnie Franek najczęściej bawi się w nich samochodami lub figurkami samolotów (no cóż, ok. 80% jego czasu zajmują samochodziki).

czym zająć dziecko

7. Ciastolina, piankolina, piaskolina – idealna zabawa na cichy czas. Można wykorzystać masę kupowaną, do której dodawane są różnorodne akcesoria: maszynki do robienia ciastek, foremki itp. Można również przygotować ją samodzielnie – wychodzi taniej, ale też konsystencja jest trochę inna. Fantastyczne zestawienie różnorodnych mas plastycznych DIY zrobiła Mama w domu.

 

8. Kolorowy ryż – kolejny pomysł na sypkie materiały do zabaw sensorycznych. U nas był długo w wykorzystaniu, przepis podawałam tutaj. Jak nie byłam pewna, czym zająć dziecko, wyciągałam kolorowy ryż i problem był rozwiązany.

czym zająć dziecko

9. Kolorowanki, książeczki z zadaniami, łamigłówki – w naszym przypadku sprawdzają się tylko, jeśli siedzę razem z Frankiem. On sam nie lubi rysować i pisać, ze mną też szybko się nudzi. Lubi rozwiązywać różne zadania i przyklejać naklejki. Często udaje mi się znaleźć ciekawe i tanie książeczki dla niego w Biedronce. Mamy również prenumeratę Akademii Malucha, którą polecam dzieciom w wieku trzech lat. Sama również przygotowałam nieco takich zadań (znalazłam je w internecie i wydrukowałam), jednak teraz wolę kupować gotowe. Zajmuje mi to znacznie mniej czasu, a przy dwójce dzieci jest on na wagę złota.

 

10. Książki do czytania – Franek bardzo lubi czytać, a może raczej lubi, jak my mu czytamy. Mamy spory zasób własnych książek, ale korzystamy również z oddziału dziecięcego miejskiej biblioteki.

 

Po narodzinach Jasia zajęło nam kilka miesięcy, aby znaleźć odpowiadający wszystkim rytm naszego dnia. Kosztowało mnie to wiele nerwów, emocji i łez, bo niekiedy proces usypiania młodszego z rozrabiającym starszym był wycieńczający. Teraz jednak jesteśmy w stanie w miarę spokojnie przejść przez dzień, nawet jeśli przez kilka dni jesteśmy sami w domu (co w naszym przypadku ma miejsce regularnie i często ze względu na pracę męża). Rozwiązaniem okazała się wiedza, czym zająć dziecko, kiedy potrzebuję ciszy w domu.

Macie jakieś swoje pomysły na ciche zabawy?