Niezawodny i sprawdzony sposób, jak okazać miłość mężowi już dziś

jak okazać miłość

Czasem to dzieje się jakby samo. Chwila zapomnienia i ups… znów to zrobiłam… Ale przecież miałam prawo, bo nie będę dusić w sobie tego wszystkiego! A on mnie już tak denerwuje! Zdarza Ci się myśleć w ten sposób, kiedy powiedziałaś jakieś negatywne słowa o mężu innej osobie? Narzekanie na jego wady, śmianie się z jego błędów, wytykanie jego niedociągnięć… Mówienie źle o współmałżonku stało się czymś zupełnie normalnym w kręgach przyjaciół i rodziny. Chcesz poznać niezawodny sposób, jak okazać miłość mężowi? Nigdy nie mów o nim źle przy innych. Nigdy.

jak okazać miłość

Dlaczego tak łatwo zauważyć jego wady?

Zakochani zwykle wpatrują się w siebie jak w obrazek. Nie widzą nawzajem swoich wad, a nawet, jeśli je dostrzegają, nie przejmują się nimi. Podziwiają zalety i są zachwyceni każdym okruszkiem dobra.

Później jednak coś zaczyna się zmieniać. Stopniowo coraz więcej miejsca w ich myślach zajmują wady ukochanej osoby. Coraz trudniej zobaczyć i docenić pozytywne zachowania. Coraz więcej wzajemnych oskarżeń i pretensji. To, co negatywne, przesłania wszystko inne.

Psychologowie odkryli, że w każdym z nas działa mechanizm, który nazwali negativity bias. Jest to tendencja do lepszego zapamiętywania i łatwiejszego zauważania zdarzeń dla nas negatywnych, a nie pozytywnych lub neutralnych. Przejawia się to między innymi tym, że:

  • dłużej pamiętamy słowa, które nas obraziły niż pochwałę,
  • abyśmy przejęli się pozytywnymi doświadczeniami, muszą one zachodzić częściej niż negatywne,
  • kiedy nasz mózg snuje luźne myśli, z większym prawdopodobieństwem przypomnimy sobie coś, co nas zezłościło lub zasmuciło, niż coś, co nas ucieszyło i napełniło dumą.

Chyba już znasz odpowiedź na pytanie z nagłówka? Dlaczego tak łatwo zauważyć jego wady?

To naturalna dla każdego człowieka tendencja. Naturalna, co nie znaczy, że właściwa i sprzyjająca rozwojowi relacji! Chociaż negativity bias spełnia pewne funkcje w chronieniu nas przed niebezpieczeństwem fizycznym, stanowi jednak duże utrudnienie w codziennym funkcjonowaniu.

Pomyśl o swoim przeciętnym dniu. Jak łatwo Ci dostrzec denerwujące zachowania Twojego męża? Jak łatwo wryć je w pamięć i mieć je cały czas przed oczami? Wiesz już, że tak działa Twój mózg. Nie musisz wkładać żadnego wysiłku w to, by skupić się na wadach swojego małżonka. To przychodzi samo.

Musisz natomiast popracować nad tym, by okazać miłość.

Aby pozytywne doświadczenia nas mocno dotknęły, musimy świadomie je przeżyć i docenić. Zatrzymać się na chwilę, odetchnąć głęboko i pomyśleć o nich. Mówić jak najczęściej o nich. Pisać o nich. Mieć coś, co będzie je przypominać. 

jak okazać miłość drugiej osobie

Co jest złego w mówieniu negatywnych rzeczy o mężu?

Czy chcesz stworzyć małżeństwo, w którym masz pewność, że nikt i nic nie może stanąć pomiędzy Wami? Że jesteście dla siebie najważniejszymi osobami na ziemi? Że zawsze możecie na siebie liczyć i będziecie się we wszystkim wspierać? Że będzie między Wami pasja i wzajemne przyciąganie?

Musisz zatem wiedzieć, jak okazać miłość, by taki związek stworzyć.

Kiedy mówisz źle o swoim mężu, jesteś skazana na porażkę. Nie ma szans na spełnienie Twoich marzeń o wyjątkowym małżeństwie.

Zwykle mówienie o wadach małżonka nie wynika ze świadomej chęci zrobienia mu krzywdy i przykrości. Chcemy wyrzucić z siebie złość i napięcie związane z jakąś sytuacją, w której nas wkurzył. Włączamy się w ogólny trend narzekania na mężów i robimy to, co robią nasze koleżanki. Chcemy poczuć się lepiej. Chcemy otrzymać wsparcie od przyjaciółki czy rodziców.

Problem polega na tym, że tracimy więcej niż zyskujemy.

Co dzieje się, kiedy narzekasz na męża, obwiniasz go o coś przy innych, mówisz o jego wadach, śmiejesz się z jego błędów?

  • Podążasz za mechanizmem negativity bias i dodatkowo wzmacniasz jego działanie. Tym samym jeszcze bardziej utrudniasz sobie zauważenie i docenienie pozytywnych i mocnych stron swojego męża!
  • Sprawiasz, że inni ludzie patrzą na niego przez pryzmat Twoich negatywnych określeń. Niszczysz jego relacje z innymi.
  • Niszczysz jego zaufanie do Ciebie. Pomyśl, jak się czujesz, kiedy dowiadujesz się, że ktoś mówił źle o Tobie innym? Nieważne, czy miał ku temu powody! Czy nie wolałabyś, aby porozmawiał o tym z Tobą, a nie włączał w to inne osoby?
  • Uniemożliwiasz Wam stworzenie nierozerwalnego związku, w którym nikt i nic nie może wkroczyć pomiędzy Was. W takiej sytuacji pomiędzy Wami już stanęły negatywne słowa, które zostały powiedziane.
  • Kiedy mówisz o mężu źle, kiedy on przy tym jest, dodatkowo ranisz jego serce. Jesteś najbliższą mu na świecie osobą, znasz najlepiej wszystkie jego słabości. Jak bardzo boli, kiedy ktoś, przed kim obnażamy naszą słabość, wyciąga ją na światło dzienne wobec innych! Może to spowodować, że Twój mąż będzie coraz bardziej oddalał się od Ciebie w obawie, że będzie przez Ciebie ośmieszany i obmawiany.

Czy muszę pisać coś jeszcze?

Nie ma takiego powodu, który może sprawić, że mówienie źle o mężu przy innych (przyjaciołach, koleżankach, rodzinie, znajomych w pracy, ludzi w internecie) będzie uzasadnione. Po prostu nie ma.

Nieważne, czy małżonek jest przy tej rozmowie, czy go nie ma. Nieważne, czy jest to Twoja najbliższa przyjaciółka, której chciałaś się wypłakać i poczuć się lepiej, czy Twój sąsiad, z którym żartujesz sobie o jakimś nieudanym projekcie Twojego męża.

Nie ma takiego powodu, który może sprawić, że mówienie źle o mężu przy innych będzie uzasadnione.

Jeśli rzeczywiście zastanawiasz się nad tym, jak okazać miłość, zacznij już dziś: nigdy nie mów źle o najważniejszej osobie w Twoim życiu.

 

Jak okazać miłość mężowi, kiedy widzę jego wady?

Czy w takim razie nigdy nie mogę poczuć się źle w małżeństwie, mieć żalu do męża, czuć się rozczarowana?!

Możesz. To są Twoje uczucia i nie masz na nie wpływu.

Możesz jednak zdecydować, co z nimi zrobisz. Jak się zachowasz pod ich wpływem. Co i komu powiesz.

W takiej sytuacji masz trzy możliwe opcje:

  • wyrazić swój żal, złość, zniechęcenie wobec innych osób, mówiąc źle o mężu i obwiniając go o to, co się dzieje – już ustaliłyśmy, że taka opcja nie wchodzi w grę, jeśli chcesz budować nierozerwalny i szczęśliwy związek,
  • porozmawiać o tym, co czujesz ze swoim mężem – tę opcję zalecam, kiedy już nieco opadną w Tobie emocje (wcześniej możesz o nich napisać w pamiętniku) i jesteś gotowa i zdolna do szczerej i budującej rozmowy,
  • wejść w środowisko osób, które tak jak Ty chcą pracować nad sobą (a nie nad mężem!) i opowiedzieć im o swoich uczuciach, pytając, co Ty możesz zrobić (a nie on!), aby poprawić Waszą sytuację.

Chodzi o to, aby wziąć odpowiedzialność za samą siebie, swoje uczucia i swój sposób odnoszenia się do małżonka. Co JA mogę zrobić, aby odmienić dynamikę naszego związku? Mówienie źle o nim, bez względu na to, jaki masz powód, NIGDY nie pogłębi ani nie poprawi Waszej relacji.

Chcę tylko zwrócić uwagę na ważną sprawę. To, co napisałam odnosi się do normalnych, najczęściej występujących sytuacji. Jeśli w Twoim małżeństwie jest przemoc, alkoholizm, zaburzenia psychiczne – nie namawiam Cię do trzymania tego w tajemnicy i nie mówienia nikomu! Wtedy potrzebujesz pomocy i wsparcia specjalistów i bliskich osób.

Teraz mam dla Ciebie zadanie. Konkretne wyzwanie, przez które okażesz miłość mężowi.

Od dziś podejmij decyzję, aby nie mówić negatywnych rzeczy o swoim mężu przy rodzinie, przyjaciołach, koleżankach czy sąsiadach. Jeśli masz potrzebę wyrzucić z siebie emocje, wybierz jedną z dwóch opcji: porozmawiaj z ukochanym lub z kimś z Twojego rozwojowego środowiska. Jeśli nie masz takiego środowiska, dołącz do grupy na facebooku Małżeństwo, rodzicielstwo i rodzina – grupa wsparcia dla kobiet. Nie oskarżamy tam o nic swoich małżonków, ale zastanawiamy się, co my same możemy zrobić, aby odmienić sytuację.

Po drugie: mów jak najczęściej dobrze o swoim mężu! Chwal go, podkreślaj jego zalety, powiedz o tym, co ostatnio zrobił dobrze. Nawet, jeśli nie ma go w pobliżu, uciesz się jego mocnymi stronami i wyryj je sobie w pamięci przez mówienie o nich.

Nie wiesz, jak się zabrać za taką zmianę? Proponuję Ci pracę metodą okresów czasuKiedy znajdziesz się w jakimkolwiek towarzystwie, wyznacz sobie najpierw 5-10 minut, w czasie których skupisz się na tym, aby nie powiedzieć nic negatywnego. Zamiast tego wypowiedz jakieś dobre słowa o ukochanym. Jeśli Ci się to uda, wyznacz 15 minut. I tak dalej.

jak okazać miłość

A jeśli się nie uda, przeproś męża i próbuj ponownie. Jesteś na dobrej drodze.

Jeśli jesteś zdeterminowana do pracy nad sobą, załóż specjalny notatnik, w którym będziesz opisywać swoje postępy. To będzie dla Ciebie dodatkowa motywacja, ale i pomoc w uporządkowaniu swoich uczuć i myśli.

Wiesz już, jak okazać miłość mężowi. Teraz bierz się do roboty. A może raczej: bierzmy się do roboty. Bo ja też podejmuję to wyzwanie.

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, skomentuj i udostępnij dla innych.

Podejmujesz wyzwanie, by NIGDY nie mówić źle o swoim mężu?

To pierwszy artykuł w Szkole Relacji. Temat, który podejmujemy we wrześniu brzmi: Skup się na pozytywach.

Dlaczego rozmowa nie jest najlepszym sposobem na kryzys małżeński?

jak pokonać kryzys małżeński

Co jest najlepszym rozwiązaniem na kryzys małżeński? Rozmowa! Czyż nie tak powtarza nam dzisiejszy świat, mądrzy ludzie dookoła nas, a nawet nasza własna, kobieca logika? Ostatnio dużo o tym myślę, czytam, rozmawiam z innymi i coraz bardziej przekonuję się, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. Rozmowa owszem, jest niezbędna, ale często wcale nie jest pierwszym sposobem, który trzeba zastosować. Ba, nie jest nawet drugim lub trzecim!

kryzys małżeński

Kilka dni temu rozmawiałam z moim mężem o jednej kobiecie, która przeżywa kryzys małżeński i potrzebuje pomocy. Poprosiłam Adriana o podpowiedź, co on by jej poradził. To on lepiej wie, co gra w męskiej duszy, więc może jego spojrzenie będzie bardziej przydatne niż moje. Dialog, który rozegrał się pomiędzy nami, sprawił, że szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.

– Wszyscy naokoło mówią im, że powinni o tym rozmawiać. Ale ona stwierdziła, że jej mąż już nie chce rozmawiać, że zachowuje się jak zraniony niedźwiedź, który atakuje, żeby uniknąć dalszego bólu! – powiedziałam do Adriana.

– Aga, ale żeby rozmawiać, to najpierw trzeba tę relację jakoś uzdrowić. Pojemność serca ma swoje granice. I nie można cały czas słuchać o tym, co boli drugą osobę i w kółko mówić, o tym, co trudne!

– Ale jak to: naprawić?! No przecież naprawia się przez rozmowę! Przecież tak tworzy się bliskość, to z rozmowy wiem, co Tobie przeszkadza i ty wiesz, co mi…

– Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać. Żeby było jakoś tak przyjemniej między nami…

Ten dialog ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że to NIE ROZMOWA jest pierwszym sposobem na kryzys małżeński. Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać… Trzeba chociaż trochę odbudować zaufanie, pokazać drugiej osobie, że zrobisz wszystko, aby przez sposób prowadzenia rozmowy już więcej jej nie ranić. Trzeba wzmocnić swoje umiejętności komunikacyjne, aby być zdolnym do szczerego, ale również budującego dialogu, a nie takiego, który współmałżonka rani i zamyka na to, co chcesz powiedzieć. Trzeba popracować nad sobą i pokazać swoim zachowaniem, że dokonuje się rzeczywistych zmian w swoim życiu. W ten sposób można zachęcić małżonka do otwarcia się na nowo, aby zechciał znów porozmawiać o tym, co boli.

Jako ciekawostkę dodam, że nasz dialog z Adrianem odbył się po radosnym, satysfakcjonującym współżyciu seksualnym. Tak, w ten sposób też możemy sprawić, że w ogóle chce się rozmawiać (szczególnie mężczyźnie).

 

Jeśli chcesz:
  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Kobieta a mężczyzna w czasie kryzysu małżeńskiego

To nie przypadek, że większość kobiet podaje rozmowę jako najlepszy sposób na kryzys. Dla kobiety rozmowa to sposób na nieomal wszystko! Potrzebujemy jej jak tlenu. Dzięki niej czujemy bliskość emocjonalną z innymi ludźmi. Poprzez nią radzimy sobie z uczuciami i problemami. Poznajemy w ten sposób innych ludzi. Odpoczywamy.

Pewnego dnia przeżyłam ogromne zdziwienie, kiedy przeczytałam, że mężczyzna po współżyciu seksualnym, odczuwa podobny rodzaj bliskości emocjonalnej z kobietą, jak ona po odbyciu z nim głębokiej rozmowy. Naprawdę?! To my nie czujemy tego tak samo?! Dla mnie współżycie jest raczej efektem bliskości, a dla niego sposobem na jej budowanie?! Wow!

Rozmawiałam później o tym z mężem i obserwowałam jego zachowanie. Odkryłam, że to w 100% prawda! Oczywiście, że mężczyzna potrzebuje również rozmawiać. Jednak nie jest to dla niego jedyny i wystarczający środek do bliskości, tworzenia więzi i zaufania. Dla niego ważna jest też fizyczna obecność: towarzyszenie sobie nawzajem w różnych wydarzeniach. I czasem potrzebuje NAJPIERW doświadczyć bliskości poprzez seks, by później być gotowym do ważnego i trudnego dialogu.

Te informacje zmieniły moje podejście do wielu spraw.

I mogą spowodować małe trzęsienie ziemi w Twoim spojrzeniu na kryzysy małżeńskie.

Różnimy się między sobą. Dla kobiety rozmowa zwykle pozwala rozładować napięcie, wyrzucić z siebie wiele spraw, przez co czuje się lepiej. Dla mężczyzny – wprost przeciwnie! Jego mózg funkcjonuje w taki sposób, że roztrząsanie problemów poprzez dialog powoduje raczej wzrost napięcia i stresu. Jest to dla niego prawdziwy trud i wysiłek.

Nie możesz lekceważyć tych różnic. Jeśli będziesz naciskać na swojego męża, aby z Tobą rozmawiał w trudnych sytuacjach, on może wycofywać się coraz bardziej. Jeśli przyjmiesz za pewnik, że on czuje się po konwersacji z Tobą tak samo jak Ty, możesz zrobić krzywdę sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. Nie tędy droga.

Ważne dopowiedzenie: oczywiście kobiety również różnią się między sobą, podobnie jak mężczyźni. Jedne znacznie mocniej odczuwają potrzebę rozmowy, inne słabiej, jeszcze inne mogą nieomal w ogóle nie dążyć do dialogu. Nie zmienia to jednak faktu, że współczesna nauka jasno pokazuje, że płeć damska i męska pod tym względem funkcjonują inaczej. Jest to związane z nieco odmienną budową mózgu czy gospodarką hormonalną.

Wiem, że żyjemy w czasach, w których najlepiej byłoby w ogóle nie mówić o różnicach pomiędzy płciami. Jednak ja trzymam się dowodów naukowych (które potwierdzają codzienne obserwacje z życia wielu, wielu ludzi), a nie współczesnej ideologii. Wszystkie cechy, które odróżniają nas między sobą zawsze znajdują się na jakiejś skali – to znaczy, że jedna osoba wykazuje silniej daną cechę, a inną słabiej. Jednak możemy mówić o tym, że przeciętna kobieta różni się nią od przeciętnego mężczyzny.

w kryzysie małżeńskim

Niskie umiejętności komunikacyjne

Czasem sama możesz zobaczyć w małżeństwie, że nie jesteście w stanie rozwiązać problemów przez rozmowę.

  • Twój małżonek w ogóle nie chce podjąć trudnego tematu. Unika go, wychodzi z pokoju, kiedy zaczynasz o tym mówić, złości się, krzyczy i atakuje Cię słownie lub milczy.
  • Każda próba rozmowy na dany temat kończy się Waszą kłótnią: oboje wpadacie w gniew, zaczynacie krzyczeć i ranić siebie nawzajem.
  • Nie masz już siły i ochoty rozpoczynać kolejnej rozmowy. Już tyle razy próbowałaś… Nic z tego nie wynikało, a sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.

Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas ma jakieś zranienia. Posiadamy określone sposoby reagowania na kryzysy i trudności. Bezwiednie wpadamy w schematy zachowania, które nam samym się nie podobają.

Jeśli wielokrotnie próbowałaś rozwiązać jakiś problem przez rozmowę, a widzisz, że się nie udaje, przestań to robić. Widocznie na ten moment nie jesteście w stanie poradzić sobie z kryzysem przez dialog. Może nie potraficie rozmawiać tak, aby nie zadawać sobie nawzajem coraz większego bólu. Może padło już tak wiele raniących słów, że Twój mąż lub Ty boicie się kolejnej konfrontacji.

Poszukaj innych środków. Odłóż trudną rozmowę o Waszych problemach na jakiś czas (proponuję nawet na 90 dni!). Dokonaj zmian w swoim zachowaniu. Odnówcie wzajemne zaufanie chociaż trochę. Pokaż poprzez swoje konkretne działanie, że uczysz się lepiej odnosić do małżonka. Niech Twoja przemiana zainspiruje go do podjęcia na nowo wysiłku, by znów zawalczyć o mocną więź pomiędzy Wami.

 

Skuteczne sposoby na kryzys małżeński

Jeśli więc nie rozmowa, to co?

Dialog jest niezbędnym elementem wyjścia z kryzysu. Jednak niekoniecznie trzeba od niego zaczynać. Jeśli sprawy zaszły już za daleko, jedna ze stron (lub obie) mogą nie chcieć lub nie potrafić odpowiednio prowadzić rozmowy. Dlatego trzeba szukać innych sposobów.

  1. Wspólna lub indywidualna modlitwa, Eucharystia, spowiedź.

Jeśli jesteś osobą wierzącą, zacznij od tego. Zapytaj męża, czy chciałby pomodlić się razem z Tobą lub pójść na Mszę Święta. W naszym małżeństwie często modlitwa ratowała nas przed wzajemną niechęcią i długim trwaniem w oskarżeniach. Jeśli mąż nie chce, módl się sama. Uczestnicz w Eucharystii i spowiadaj się. Pan Bóg ma swoje sposoby, by kruszyć ludzkie serca. Pomaga nam zobaczyć nasz wkład w aktualną sytuację małżeńską i wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy źle.

 

2. Twoja wewnętrzna i zewnętrzna przemiana.

Wielokrotnie pisałam już o tym, że zmiana w zachowaniu jednej osoby ma wpływ na cały związek. Jeśli dokładasz swoją cegiełkę do kryzysu małżeńskiego poprzez określone zachowania i reakcje (a nieomal na pewno tak jest…), to nie naprawi tego Twoja rozmowa z mężem! Nie jesteś w stanie przegadać tego, że jakieś Twoje zachowanie go rani, denerwuje i męczy i w ten sposób zlikwidować problem. Bo co z tego, że o tym porozmawiacie? Problem nadal istnieje, bo jest nim jakieś Twoje postępowanie!

Nie da się samą rozmową rozwiązać problemów, które wywołują kryzys małżeński. Zawsze konieczne będzie konkretne działanie i przemiana wnętrza (myśli, serca, uczuć) i zachowania. Może zatem warto od tej przemiany zacząć.

Musisz podjąć trud konkretnej zmiany swojego postępowania. Poznać, jakie Twoje zachowania są niewłaściwym sposobem odnoszenia się do drugiej osoby i zacząć nad nimi pracować. Może często krytykujesz męża? Może nie pozwalasz mu podejmować żadnych rodzinnych decyzji? Może masz do niego ciągłe pretensje o to, że za mało zarabia, za mało zajmuje się dziećmi, za mało pracuje w domu, za mało…? Może nie spędzacie razem czasu na beztroskiej zabawie, bo ciągle jesteś spięta, nerwowa i myślisz tylko o tym, co jest jeszcze do zrobienia w domu?

Powodów kryzysu może być mnóstwo. Oboje wnosicie swoje trzy grosze. Jeśli jesteś zdeterminowana, aby ratować swoje małżeństwo, nie oglądaj się na to, czy Twój mąż coś zmienia w swoim zachowaniu. Weź się za siebie i pokaż mu, że zależy Ci na Waszym związku i na nim. Stwórz środowisko, które zainspiruje go do przemiany również poprzez drobne gesty dbania o związek.

Jak to zrobić?

Spieszę z pomocą.

Jeśli chcesz:

  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Jak wprowadzać zmiany w życiu: 5 wskazówek do natychmiastowego użycia

wprowadzania zmian

Możesz mówić, że Twoje kiepskie samopoczucie, zmęczenie i smutek to wina innych, którzy nie wywiązują się odpowiednio ze swoich obowiązków. Mąż nie okazuje Ci miłości tak, jak Ty tego potrzebujesz. Dziecko doprowadza Cię do szału swoimi zachowaniami. Koledzy w pracy ciągle zrzucają na Ciebie swoje obowiązki. W każdą relację wnosisz samą siebie. Nawet, jeśli zmienisz pracę, a może nawet męża, w te nowe relacje zabierzesz swoje przyzwyczajenia, zranienia i sposoby reagowania. I może okazać się, że nadal nie jesteś szczęśliwa. Dlaczego?! Nie uciekniesz od samej siebie. Musisz wprowadzić zmiany w życiu i w swoim zachowaniu, a wtedy zmienią się Twoje relacje.  

zmiany w życiu

Dlaczego pracować nad sobą?

Dlaczego to ja mam pracować nad sobą, jeśli mój mąż (moi koledzy z pracy, moja matka – sama wybierz, która relacja jest dla Ciebie najbardziej męcząca) nie chcą nic robić?! Przecież to, co jest między nami, nie zależy tylko ode mnie!

Zabierasz samą siebie w każdą relację, w którą wchodzisz. Jeśli pracujesz nad sobą, zmieniasz swój sposób tworzenia więzi z innymi ludźmi. Jeśli wykonasz swoją część pracy, najwięcej zyskujesz Ty sama. To od Ciebie zależy, jak wyglądają Twoje relacje. Masz na to wpływ. Nie musisz prowadzić życia, w którym czujesz się kiepsko. Masz możliwość zmieniać to, co jest dla Ciebie męczące i raniące. Praca nad sobą jest warta trudu, który trzeba w nią włożyć (więcej o tym przeczytasz w artykule: Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

Trzy lata temu uczestniczyłam w treningu interpersonalnym. Poznałam na nim pewną Basię (imię zmieniłam). Nadawałyśmy na zuuuupełnie innych falach. Kompletnie. Zawsze wydawało mi się, że mam całkiem niezłe umiejętności komunikacyjne. Z nią natomiast nie byłam w stanie się dogadać. Kiedy ja coś mówiłam, jej odpowiedź pokazywała, że zrozumiała mnie zupełnie inaczej, niż chciałam. Kiedy ona coś mówiła do mnie, często jej słowa odbierałam jako oceniające i oskarżające.

I może gdybym poznała ją w normalnym życiu (poza treningiem), po prostu unikałabym rozmów i konfrontacji z nią. Może rozwinęłaby się we mnie myśl, że to jej wina, że nie jesteśmy w stanie się zrozumieć. Że ona mnie nie słucha, że mnie ocenia i oskarża o coś, czego ja wcale nie powiedziałam.

Jednak tak się nie stało.

Widziałam, że inne osoby rozmawiają z nią normalnie. Myślałam: Jak to możliwe?! Tak się da? Dlaczego ja nie jestem w stanie? Dodatkowo celem treningu było uczenie się siebie w relacjach z innymi, więc byłam zdeterminowana, aby maksymalnie ten czas wykorzystać. Kiedy więc była potrzeba i okazja, podejmowałam próby rozmowy z nią. Uczyłam się strzec swoich granic, mówić spokojnie, co mnie dotknęło i jak ja rozumiem i odbieram jej słowa. Chwilami było ostro. Posypały się iskry, popłynęło nieco moich łez. Ale wyszłam z tego wszystkiego silniejsza i mądrzejsza. Basia mnie dużo nauczyła.

Każda relacja, nawet najbardziej trudna i męcząca, może nas dużo nauczyć. I to od nas zależy, jak będziemy ją postrzegać.

 

5 kroków do wprowadzenia zmiany w życiu

Każda zmiana w Twoim zachowaniu dokonuje się powoli. Potrzeba czasu, wysiłku i wielokrotnych prób. Kiedy dziecko uczy się chodzić, trwa to wiele miesięcy. Jego determinacja jest ogromna. Upada, wstaje, chwiejnie robi kilka kroków, znów upada i wstaje. I tak w kółko. Tak właśnie wygląda proces wprowadzania zmian i uczenia się nowych zachowań.

W tej podróży można wyróżnić pięć stopni. Przechodzimy po nich po kolei za każdym razem, kiedy dokonujemy jakiejkolwiek zmiany w swoim zachowaniu.

  1. nieświadomość – nawet nie wiesz, że istnieje możliwość postępować inaczej i wcale Cię to nie interesuje. żyjesz sobie swoim życiem, dni mijają, nic się nie zmienia w Twoim działaniu,
  2. świadomość – gdzieś usłyszałaś lub przeczytałaś, że można zachować się inaczej niż Ty zawsze to robisz, ale nawet nie wiesz dokładnie, o co chodzi,
  3. mistrzostwo poznawcze – masz już pełną wiedzę w danym temacie, wiesz, jak wygląda określone zachowanie, co zrobić, aby je osiągnąć,
  4. emocjonalna zgodność – czujesz, że chcesz dokonać w swoim życiu takiej zmiany, że to będzie Ci służyło, jesteś emocjonalnie zaangażowana,
  5. działanie nawykowe – nie musisz już uczyć się danego zachowania, nie musisz pamiętać, aby go wykonać, bo jest to Twój normalny sposób działania bez zastanawiania się.

Jak widzisz, droga do zmiany jest długa. Nie daj się zwieść pozorom: to, że dużo wiesz na jakiś temat wcale nie oznacza, że jesteś na końcu tej podróży! To, że wiesz, jak powinnaś przeprowadzić owocną rozmowę z mężem nie oznacza, że takie rozmowy prowadzisz.

Zmiany w życiu zawsze związane są z pewnego rodzaju rozciąganiem samej siebie. Aby nauczyć się czegoś nowego, musisz wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć działania, których nigdy dotąd nie robiłaś. To boli! To wymaga wysiłku, wielu prób i błędów, ciągłego przypominania sobie, co powinnaś zrobić i jak się zachować.

Pamiętasz, jak uczyłaś się jeździć na rowerze (lub pływać, grać w tenisa czy robić coś jeszcze innego). Czy zajęło Ci to kilka minut? Nie! Był to proces. Musiałaś korygować swoje działanie i wciąż podejmować nowe próby, nawet jeśli się przewróciłaś. Może miałaś chwile zniechęcenia, kiedy wydawało Ci się, że nigdy się tego nie nauczysz. Ponieważ nie zrezygnowałaś, w końcu osiągnęłaś mistrzostwo.

jak dokonać zmiany

Opór przed zmianą

Ponieważ zmiana ZAWSZE w jakiś sposób boli, na pewno napotkasz po drodze opór. Nie tylko na zewnątrz, przede wszystkim wewnątrz siebie.

Kiedy uczysz się czegoś nowego, w pewnej chwili doświadczysz lęku, wątpliwości czy smutku. Kiedy pojawiają się u Ciebie te uczucia, Twój system nerwowy wysyła Ci silny komunikat: zaprzestań działania, które powoduje taki stan! To jest mechanizm, który pojawia się u każdego człowieka. Dlatego tak wiele osób rezygnuje z dokonania zmian: nie są w stanie przebrnąć przez silne, nieprzyjemne uczucia.

Musisz rozpoznać, jak wygląd u Ciebie opór przed zmianą. Czy przyjmujesz to, że przeciwności, wątpliwości i ból są normalne w rozwoju? Czy raczej pozwalasz, aby zatrzymały Cię w drodze? Jeśli masz silny opór przed zmianą, działasz z pozycji strachu i chęci ochronienia siebie przed bólem. Pamiętaj jednak, że nie jesteś w stanie zabezpieczyć siebie przed cierpieniem w życiu i w relacjach. Ono zawsze się pojawi, cokolwiek będziesz robić. Czy nie lepiej więc świadomie przyjąć, że przez ten ból mogę zmierzać do czegoś lepszego?

 

Kogo obwiniasz?

Ludzie są różni. Każdy z nas to odrębny świat, bardzo bogaty i skomplikowany. Mamy różne nawyki, przyzwyczajenia, życiowe doświadczenia i schematy postrzegania. Wiele osób ma jednak tendencję do patrzenia na innych przez pryzmat swojego wnętrza. Oczekujemy, że inni będą myśleć, czuć i reagować tak samo, jak my. Kiedy robią inaczej, oceniamy to jako niewłaściwe. A kiedy nie rozumiemy tego zachowania, kiedy czujemy się przez nie zranieni czy zdenerwowani, obwiniamy drugą osobę za swoje nieszczęście.

Kiedy obwiniasz kogoś za to, jak się czujesz, dobrowolnie oddajesz mu władzę nad swoim życiem. Jeśli to wina Twojego męża, że chodzisz smutna i czujesz się niekochana, to przecież tylko on może coś zrobić, aby to zmienić, prawda? Nic tu od Ciebie nie zależy. To on musi się zmienić, to on musi mówić i działać inaczej. Ty możesz tylko czekać, płacząc, narzekając i marudząc.

Obwinianie innych to odbieranie samej sobie możliwości decydowania o swoim życiu. W ten sposób stwierdzasz, że będziesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś innych odmieni Twój los. Bo przecież to jego wina, że jest Ci tak źle w tej relacji! Tylko co, jeśli on tego nie zrobi? Będziesz tak siedzieć do końca życia?

Zostaw więc obwinianie za drzwiami, weź się do roboty i wykonaj swoją część pracy. Wprowadzaj zmiany w życiu i nie czekaj na to, co zrobi druga osoba. Kiedy obudzi się w Tobie chęć obwiniania kogoś innego, przypomnij sobie, że w ten sposób sama odbierasz sobie możliwość kształtowania tego, jak wygląda Twoje życie. Cokolwiek zrobią inni, zawsze masz możliwość dokonać zmian w kierunku lepszych relacji.

 

Korzystaj z okresów czasu

Aby dokonać konkretnej zmiany w swoim zachowaniu, możesz wykorzystać narzędzie zwane okresami czasu.

Zdecyduj, co konkretnie chciałabyś zmienić, jakie nowe zachowanie wprowadzić lub z jakiego zrezygnować. Może to być częste mówienie pozytywnych rzeczy swojemu mężowi albo zaprzestanie mówienia o nim negatywnie. Może rezygnowanie z zamartwiania się o przyszłość albo umiejętność spontanicznej zabawy w codziennym, stresującym życiu. Ile kobiet, tyle pomysłów na zmianę.

Wybierz sobie jakiś krótki okres czasu (na początku 5-10 minut), w którym chcesz wprowadzić dane zachowanie. Nastaw sobie budzik i przez ten okres wszystkie swoje siły skup na tym, aby ćwiczyć nowe zachowanie. Kiedy się nie uda, przypomnij sobie, co to miało być i podejmij kolejną próbę. Jeśli opanujesz 5 minut, rozciągnij ten czas do 10. Później wydłużaj go o kolejne minuty. W końcu okaże się, że to zachowanie stanie się dla Ciebie naturalne.

Pamiętaj, że ból jest naturalnym elementem rozwoju. Jeśli odczuwasz niepokój, obawę, wątpliwości, smutek, zniechęcenie, to dobrze! To znak, że jesteś na właściwej ścieżce. Zmierzasz w kierunku pozytywnej zmiany.

zmiany w życiu

Zapisuj, co się u Ciebie dzieje

Pisanie ma terapeutyczną moc. Samo w sobie pomaga uporządkować myśli, nadać sens różnym wydarzeniom, nazwać emocje. Może być świetnym narzędziem w procesie wprowadzania zmian.

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej i liceum, pisałam pamiętnik. Wszystko, co się u mnie działo, przelewałam na papier. Później na pewien czas porzuciłam pisanie, ale zdarzało mi się sięgać po kartkę papieru i długopis w chwilach dużego, wewnętrznego chaosu. Pisanie pomagało mi się uspokoić, nazwać, co się we mnie dzieje i spojrzeć na wszystko z dystansem.

Aktualnie robię krótkie notatki po modlitwie osobistej. Zapisuję, czego doświadczyłam i co chcę zmienić na przyszłość. Pisanie jest wspaniałym narzędziem do poznawania siebie i wydobywania na światło dzienne swoich myśli i uczuć. Bez tego nie ma możliwości dokonania zmian w sobie.

Załóż zeszyt, w którym będziesz regularnie pisać kilka zdań. Zapisuj swoje myśli, uczucia, to, jak zareagowałaś na jakąś sytuację i co to mówi o Tobie. Zapewniam Cię, że w ten sposób znacznie przyspieszysz swój rozwój.

 

Na koniec chcę Cię zostawić z pytaniem: co by było, gdyby do końca Twojego życia wszystko zostało tak, jak jest teraz? Twoje relacje z bliskimi i to, jak Ty się w nich czujesz. Czy byłabyś szczęśliwa?

Jeśli nie, nie trać ani chwili. Zakasaj rękawy i walcz. W każdą relację wnosisz samą siebie, więc trwałe, pozytywne zmiany osiągniesz tylko wtedy, kiedy będziesz pracować nad sobą. Od samej siebie nie uciekniesz.

 

Jakie Ty masz sposoby na wprowadzanie zmian w życiu?

Dlaczego empatia jest Ci niezbędna do (szczęśliwego) życia?

co to jest empatia

Codziennie po powrocie z przedszkola mała Ania zachowywała się agresywnie wobec swojej mamy. Próbowała ją uderzyć, krzyczała, tupała nogami i rzucała zabawkami. Jej matka, zachęcona przez dr Laurę Markham, przestała siłą powstrzymywać jej wybuchy, a zaczęła spokojnie mówić do córki: Kochanie, myślę, że po prostu potrzebujesz popłakać. Brała ją w ramiona i pozwalała jej płakać. Po tygodniu Ania po powrocie do domu sama podchodziła do mamy, mówiła: Po prostu potrzebuję popłakać, przytulała się i szlochała. Dzień w dzień sytuacja się powtarzała. Po jakimś czasie działo się to coraz rzadziej i rzadziej, aż ograniczyło się do jednej sesji płaczu raz na kilka tygodni. Wybuchy agresji całkowicie ustały. Wszystko dzięki temu, że jej mama zastosowała w praktyce wiedzę o tym, co to jest empatia.

co to jest empatia

Przytoczona historia pod pewnymi względami jest wyjątkowa:

  • Ania była bardzo wrażliwym dzieckiem – nie każdy maluch potrzebuje sesji płaczu każdego dnia,
  • dość szybko pozwoliła swojej mamie się przytulić i zaczęła sama dostrzegać, że zaproponowane rozwiązanie jest dla niej pomocne; często dzieci odmawiają przytulenia znacznie dłużej.

Chociaż zatem nie jest to przykład zgodny z doświadczeniem każdego rodzica, pokazuje jednak pewną prawidłowość. Po powrocie z przedszkola Ania potrzebowała opróżnić swój plecak emocji. Ponieważ nie miała do tego okazji przez dłuższy czas, nagromadziło się w nim wiele uczuć i płakała codziennie przez kilka tygodni. Po tym czasie dziewczynka każdy dzień rozpoczynała z pustym plecakiem, dlatego płacz nie był już tak często potrzebny.

W poprzednim artykule pisałam o tym, czym jest plecak emocji – są to zepchnięte do podświadomości, niechciane i niebezpieczne w danej chwili uczucia. Jeśli ich nie przeżyjemy, nie pozbywamy się ich ze swojego ciała, ale wędrują nadal z nami i wyskakują w najmniej oczekiwanym momencie. Jako sposób na rozładowanie tych emocji podałam dwie propozycje: śmiech (niezbędny przy mniej zapełnionym plecaku) i płacz.

Co kryje się pod złością?

Kiedy człowiek znajduje się w sytuacji, którą interpretuje jako zagrożenie, wchodzi w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Wyłącza się racjonalne myślenie (za które odpowiada kora przedczołowa), a kontrolę przejmuje część mózgu odpowiedzialna za instynktowne działanie. Do akcji wkracza część układu nerwowego zwana sympatyczną, która powoduje pobudzenie całego organizmu. Zostajemy zalani przez silne emocje (głównie złość),

Dlaczego najczęściej w trudnych dla nas sytuacjach czujemy złość?

Ponieważ jest ona przykrywką dla innych, bardziej słabych uczuć, takich jak strach, bezradność, poczucie niemocy, czy żal. Nie lubimy czuć tego wszystkiego, nie chcemy się przyznać, że mamy w sobie takie emocje. Dzieje się tak, ponieważ nie czujemy się wystarczająco bezpiecznie. U dzieci zachodzi dokładnie taki sam mechanizm. Kiedy czują się czymś zagrożone, często swój strach, bezradność czy rozczarowanie przykrywają złością i zaczynają atakować.

Wyobraź sobie taką sytuację. Nagle słyszysz płacz w pokoju swoich dzieci. Wbiegasz do środka i widzisz klocki rozrzucone po całym pokoju, młodsze dziecko zalane łzami i starsze, które ze złością uderza jednym z klocków w głowę brata. Co się wydarzyło?

Spróbujmy wejść na chwilę w głowę i uczucia starszego syna i prześledzić, co takiego się stało.

Klocki są jego ulubioną zabawką. Szczególnie jeden z nich jest wyjątkowy i on najbardziej lubi układać budowle, w których stawia na szczycie ten jeden ulubiony. Obaj z bratem właśnie budowali swoje domy. W pewnym momencie okazało się, że młodszy wziął jego ulubiony klocek i włączył w swoją budowlę. Starszy syn powiedział do niego, aby dał mu ten klocek, bo to jego ulubiony. Ale tamten nie chciał go słuchać.

Starszy brat nie wytrzymał. Ze złością wyrwał swój ulubiony klocek z domku młodszego. Brat próbował wyciągnąć mu go z ręki. Obaj zaczęli krzyczeć, aż w końcu oba domki zostały zniszczone, a młodszy syn dostał klockiem w głowę.

Co takiego mógł czuć starszy brat?

Na zewnątrz było widać tylko złość. To ona popchnęła go do siłowania się z bratem i do uderzenia go w głowę. Ona jest odpowiedzią ciała na poczucie zagrożenia.

A co było pod tą złością? Najprawdopodobniej strach, że nie będzie mógł zbudować tak fajnego domku, o jaki mu chodziło. Marzył o tym, że pokaże swoją budowlę mamie. Poczuł żal, że nie może zrobić tego, co sprawia mu tak wielką radość. Był rozczarowany, że jego dom będzie wyglądał gorzej, niż by chciał.

Cała gama emocji,  które zamknęły się w jednej: złości.

Wbrew pozorom złość jest dla nas bardziej bezpieczna w odczuwaniu niż strach, bezradność czy żal. Kiedy czuję złość, kontroluję sytuację. To ja dyktuję warunki. Mogę zaatakować i nie czuję się słaba. Natomiast nie jest nam łatwo przyznać, że czujemy bezradność czy żal.

Tak samo zachowują się dzieci. Jest im trudno pokazać, że czują lęk, czy niemoc. Atakują i powoli rezygnują z agresywnego zachowania. Nie czują się wystarczająco bezpiecznie, aby działać inaczej.

co to jest empatia

Dlaczego płacz pomaga rozładować plecak emocji?

Kiedy przechodzimy od działania pod wpływem układu sympatycznego (stan pobudzenia) do zachowania kierowanego układem parasympatycznym (normalny, spokojny stan organizmu), zaczynają nam płynąć łzy. Są naturalną oznaką przejścia między jednym a drugim stanem. Dlatego płacz sygnalizuje również, że następuje rozładowanie plecaka emocji. Ustępuje pobudzenie związane z odczuwaniem złości i stanem fight, flight or freeze. Ciało pozbywa się całego napięcia i przechodzi do spokojnego funkcjonowania.

Co więc możemy zrobić, aby przejść od poczucia zagrożenia do rozluźnienia organizmu? Co zrobić, aby te oczyszczające łzy popłynęły?

Musimy odkryć, co znajduje się pod złością. Jakie inne, słabsze uczucia, ona ukrywa. Dlatego konieczne jest stworzenie bezpiecznego środowiska. Takiego, w którym dziecko będzie w stanie dotrzeć do tego, co się w nim rzeczywiście dzieje. Będzie mogło to przeżyć i z pomocą rodzica nazwać. Wtedy wszystkie uczucia będą mogły odejść.

Czasem, kiedy jestem w trudnej dla mnie sytuacji, robię wszystko, aby dobrze się trzymać. Zaciskam zęby i zajmuję się pracą. Ale kiedy stanie przy mnie ktoś, przy kim czuję się swobodnie i bezpiecznie, nie jestem w stanie powstrzymać łez. Obecność tej drugiej osoby powoduje, że wszystkie te trudne emocje wypływają na powierzchnię. Tak właśnie działa bezpieczne środowisko.

 

Co to jest empatia?

Kiedy Twoje dziecko zaczyna zachowywać się w sposób, który Cię denerwuje (złości się, krzyczy, jęczy, marudzi…), przypomnij sobie, że prawdopodobnie ma wypełniony plecak emocji i potrzebuje Twojej pomocy. Weź głęboki oddech, uspokój sama siebie i okaż empatię.

Co to jest empatia?

Najprościej mówiąc, jest to czucie tego, co czuje druga osoba. To próba spojrzenia na sytuację z jej perspektywy. Empatia nie jest jednak działaniem, które pochodzi z głowy (nie jest to analizowanie zachowania dziecka), ale raczej z serca.

Kiedy Twoje dziecko krzyczy: Mieliśmy iść do parku!, spróbuj wczuć się w jego uczucia i powiedzieć: Kochanie, jesteś rozczarowny. Przykro mi, że nie poszliśmy. Bardzo prawdopodobne, że ono znów odpowie Ci ze złością: Nie jestem rozczarowany! Jestem zły na ciebie! Obiecałaś mi to! Dziecko nie rezygnuje szybko ze swojej złości, bo nie chce czuć tych emocji, które kryją się pod nią. Zachowaj spokój, wszystko jest w porządku, to zupełnie normalne. Nie musisz zmieniać zdania co do wyjścia do parku. Raczej dalej okazuj empatię.

Weź znów głęboki oddech i powiedz: Nie wiedziałam, że dla ciebie to tak ważne. Przykro mi, chciałabym, abyśmy mogli tam pójść. Wystarczy, jeśli zauważysz, czego on chciał i że tego nie otrzymuje. Twoim zadaniem jest zrozumieć, co to jest empatia i naprawdę poczuć, co on może czuć w tym momencie. Nie analizować: Widzę, że jesteś rozczarowany, bo nie poszliśmy do parku. To normalne, aby być rozczarowanym w takiej sytuacji. Różnica w tych dwóch stylach reagowania tkwi w Tobie i tym, co Ty czujesz. Jeśli naprawdę przejęłaś się tym, co dzieje się teraz w Twoim dziecku, będziesz wiedziała co i jak powiedzieć.

Jeśli dziecko odczuje z Twojej strony empatię, poczuje się bezpieczniej. Ma szansę dotrzeć do tych słabszych emocji pod złością i rzeczywiście je przeżyć. Może zacząć płakać lub po prostu przytulić się do Ciebie.

Nie próbuj wyprowadzić dziecka z emocji słowami. Nie próbuj zmusić go do czucia tego, co Tobie wydaje się w tej chwili odpowiednie. Stwórz bezpieczeństwo przez okazanie empatii. Spójrz na sytuację z perspektywy dziecka. Pokaż mu, że widzisz, co może się w nim teraz dziać. Poczuj to, co ono czuje. Jedynym Twoim zadaniem jest pamiętać, co to jest empatia i nie dać się sprowokować do walki i kłótni. MUSISZ pozostać spokojna, aby dać poczucie bezpieczeństwa i zaakceptować jego emocje. Nie da się inaczej.

Kiedy Twoje dziecko ucieka przed Tobą, pozostań blisko. Jeśli schowało się pod łóżko czy pobiegło do innego pokoju, stań obok niego i powiedz: Widzę, że jesteś zdenerwowana, ale jestem blisko ciebie i czekam, aż będziesz gotowa, by się przytulić. Jeśli próbuje Cię uderzyć, powstrzymaj rękę i powiedz: Nie pozwolę ci się uderzyć. 

Bycie empatycznym to umiejętność, której można i trzeba się uczyć. Jest jak mięsień, który możemy ćwiczyć. Każdy dzień daje nam do tego kolejne szanse. Podejmij decyzję, aby się w niej szkolić i okazywać ją swoim bliskim.

Zauważ, że empatia nie oznacza, że dajesz dziecku zawsze to, czego ono chce. Nie musisz zmieniać zdania, jeśli zdecydowałaś, że czegoś nie możecie zrobić. Przyjmując uczucia pomagasz przeżyć żal, że Twoja pociecha czegoś nie otrzymała. Uczy się w ten sposób też, że nie zawsze ma to, co by chciała i nie ma w tym nic złego. Może nie dostała jakieś rzeczy czy wyjścia w jakieś miejsce, ale otrzymuje coś znacznie ważniejszego: rodzica, który go rozumie bez względu na to, co się dzieje.

Zawsze rozpoczynaj od empatii. Kiedy Twoje dziecko okaże jakiekolwiek uczucia (pozytywne lub negatywne) powstrzymaj swoją pierwszą reakcję, którą może być poprawianie go i spójrz na sytuację z jego perspektywy. Dzięki temu poczuje się zrozumiane i bezpieczne. Będzie mogło przeżyć wszystkie uczucia, które w nim są. W ten sposób pomożesz mu rozpakować plecak emocji. Tylko wtedy będzie bardziej skłonne do współpracy i słuchania tego, co chcesz je nauczyć.

co to jest empatia

W jakich sytuacjach najtrudniej Ci okazywać empatię?



Chcesz, aby ktoś pokazał Ci krok po kroku,

JAK wprowadzić więcej spokoju i współpracy do Waszego  domu

BEZ kar, krzyku i prawienia kazań?

Czy te sytuacje dotyczą Ciebie?

 Podnosisz głos wobec dzieci, jesteś nerwowy i poirytowany (częściej niż byś chciał)?

 Każdego dnia obiecujesz sobie, że tym razem pozostaniesz spokojny, ale kiedy kolejny raz widzisz zabawki rozrzucone po całym domu, spokój pryska jak bańka mydlana?

 Masz po dziurki w nosie słuchania ciągłego płaczu, marudzenia, kłótni pomiędzy rodzeństwem?

 Czujesz, że wszedłeś w spiralę zmęczenia, frustracji i braku współpracy i nie masz pojęcia, jak z niej wyjść?

Jeśli odpowiedziałeś “TAK” na którekolwiek z tych pytań, chcę Cię zaprosić na kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”, abyś w końcu zaczął się cieszyć swoim rodzicielstwem.

Kliknij i poznaj szczegóły.



 

Trudne dziecko – co robić, kiedy wciąż krzyczy, jęczy, rozkazuje, nie słucha?

trudne dziecko

Twoje dziecko próbuje kontrolować wszystkich naokoło?

Nie słucha Twoich próśb, jest nieuprzejme i rozkazuje Ci?

A może ciągle jęczy i marudzi, samo nie wie, czego by chciało?

Często płacze lub krzyczy, co chwilę się denerwuje, rzuca zabawkami lub bije innych?

Mówisz często innym lub myślisz sobie, że masz trudne dziecko.

Bardzo prawdopodobne, że ma po prostu wypełniony po brzegi plecak emocji.



trudne dziecko

Od kiedy patrzymy na naszego syna przez pryzmat plecaka emocji, nasze rodzicielstwo weszło na zupełnie nowy poziom. 

Nauczyłam się obserwować jego zachowania i potrafię często określić, kiedy należy opróżnić jego plecak. Nie zawsze w danym momencie jesteśmy w stanie to zrobić (nie jesteśmy idealnymi rodzicami…). Jednak jest to świetne narzędzie do określenia, skąd pochodzą różne trudne zachowania dziecka.

Kiedy będziesz czytać ten artykuł, może pojawi się w Tobie pytanie: No dobrze, śmiejemy się, bawimy, okazujemy empatię i przytulamy, ale jak mam nauczyć dziecko zachowywać się WŁAŚCIWIE? Gdzie w tym wszystkim miejsce na kary czy konsekwencje? Jak mam wychować dziecko na dobrego człowieka? 

Rozumiem Twoje wątpliwości. Ten artykuł da Ci odpowiedź na pytanie, dlaczego Twoje dziecko zachowuje się w sposób, który Tobie się nie podoba. Podpowiem też, co robić, aby wypakować przepełniony plecak. Natomiast temat kar i konsekwencji będę podejmować w kolejnych artykułach.

Co to jest plecak emocji?

Każdy dzień niesie ze sobą tysiące sytuacji, które wywołują w nas jakieś emocje. Radość, smutek, żal, zniechęcenie, rozczarowanie, euforia, nadzieja, złość… Każde wydarzenie w naszym życiu jest bodźcem do pojawienia się emocji. 

Tak funkcjonują zarówno dorośli, jak i dzieci. Jest to mechanizm, który jest w nas obecny od początku życia. Działamy na zasadzie: bodziec – reakcja, gdzie bodźcem jest jakieś wydarzenie, a reakcją – emocje, które rodzą się w naszym ciele.

Pomyśl teraz o przeciętnym dniu Twojego dziecka. 

Rano w pośpiechu i stresie wybieracie się do przedszkola. Tam spotyka go mnóstwo trudnych sytuacji – ktoś mu zabrał zabawkę, ktoś inny pierwszy zaczął bawić się samochodzikiem, który on najbardziej lubi. Ktoś go wypchnął z kolejki na zjeżdżalnię. Kiedy się przewrócił, przedszkolanka powiedziała mu, żeby przestał już płakać, bo przecież wcale nie uderzył się tak mocno. Po powrocie do domu tata nakrzyczał na niego, kiedy nie chciał sprzątnąć zabawek.

A może Twoje dziecko chodzi już do szkoły, albo jest z Tobą cały dzień w domu. Jakkolwiek wygląda jego grafik, dzień przepełniony jest sytuacjami wywołującymi jakieś emocje. 

Najczęściej nie ma problemu z okazywaniem i przeżywaniem tak zwanych uczuć pozytywnych. Gorzej, kiedy pojawia się u niego złość, zniechęcenie czy żal. Wtedy otoczenie często nie daje mu ich przeżyć.

Wszystkie emocje, których w danym momencie nie chcemy lub nie możemy przeżyć, zostają wepchnięte do plecaka emocji

Znajduje się w nim to, z czym nie umiemy sobie w danej chwili poradzić, z czym nie czujemy się bezpiecznie. Jeśli jakieś uczucie nas przytłacza, wkładamy go do plecaka. Jeśli otoczenie pokazuje nam, że jakaś emocja jest niewłaściwa, niepotrzebna, zła czy niebezpieczna, również ją tam wrzucamy.

Oczywiście sam plecak jest tylko pewnym obrazem. Niechciane i niebezpieczne dla nas uczucia spychamy do podświadomości. Wydaje się, jakby już ich w nas nie było. Ponieważ nie jesteśmy ich świadomi, dlatego również nie mamy nad nimi żadnej kontroli

Cały czas są jednak w naszym ciele i próbują wyskoczyć na powierzchnię. Kiedy w jakieś sytuacji nasz plecak zostanie potrącony, wszystko wysypuje się z niego. Wylewają się emocje, z którymi wcześniej nie potrafiliśmy sobie poradzić. Dlatego często mamy wrażenie, że my sami lub inni ludzie przejawiają emocje silniejsze, niż na to zasługuje konkretna sytuacja.

Pomyśl teraz chwilę o samej sobie i swoim zachowaniu. Zdarzyło Ci się kiedyś zareagować na jakieś wydarzenie w sposób, który zdziwił nawet Ciebie? Rozlałaś kubek mleka i wybuchnęłaś płaczem? Twój mąż powiedział, że nie umyłaś talerzy, a Ty zrobiłaś mu karczemną awanturę? 

Często tłumaczymy to kobiecymi hormonami. Ale nie zawsze to one są powodem. Czasem po prostu cały dzień powstrzymywałaś się od płaczu z jakiegoś powodu i okazało się, że już nie jesteś w stanie robić tego dłużej. Wystarczyło rozlane mleko, żeby wywołać falę łez.

Dzieci mają dokładnie tak samo.


błąd, który popełnia większość rodziców

Najczęściej maluch spycha swoje uczucia do podświadomości, kiedy rodzic lub inna osoba próbują wyciągnąć go z tych uczuć za pomocą słów i racjonalnego myślenia.

  • Nie martw się, to przecież tylko samochodzik, nic się nie stało, że się zepsułMasz mnóstwo innych.
  • Nie masz prawa złościć się na trenera, przecież to ty nie strzeliłeś tego gola. Gdybyś ćwiczył więcej, nie byłoby tego problemu.
  • Nie złość się na siostrę, przecież ty pierwszy zabrałeś jej tę zabawkę. 
  • Nie płacz, przecież ci mówiłam, że na pewno sklep będzie już zamknięty.

Wielu rodziców wypowiada takie słowa, ponieważ są przekonani, że w ten sposób pomagają swojemu dziecku. Myślą: Czy nie wychowam mazgaja, marudy, złośnika, jeśli będę pozwalać na taki długi płacz czy krzyk? Zapewniam Cię, że nie. 

Wprost przeciwnie – jeśli zabraniasz dziecku czuć, jego plecak stopniowo się wypełnia. Po pewnym czasie emocje znów wybuchają, a Ty dziwisz się, dlaczego ona tak gwałtowanie reaguje na to, że dałaś jej niebieski kubek zamiast zielonego.

Trudne dziecko czy dziecko z pełnym plecakiem emocji?

 

Po czym poznać, że plecak Twojego malucha jest wypełniony?

  • Twoja pociecha próbuje kontrolować wszystko, co dzieje się wokół niej. W pierwszej kolejności walczy, by kontrolować swoje zachowanie (ponieważ tego od niej oczekuje otoczenie). Później również Ciebie i Twoje zachowanie oraz wszystkich wokół.
  • Jest nieposłuszne – nie spełnia Twoich próśb, na każdą odpowiada złością i krzykiem. Robi zupełnie na odwrót, jakby złośliwie, patrzy Ci w twarz, śmieje się i robi to, czego mu zabraniasz.
  • Marudzi i jęczy, samo nie wie, czego chce. Kiedy spełnisz jedną jego prośbę, zaraz chce czegoś innego. Wydaje się, jakby nic go nie mogło zadowolić. Jest ciągle na granicy płaczu. Marudzi wciąż, że chce zjeść coś słodkiego lub oglądać telewizję (są to dwa sposoby, za pomocą których wiele dzieci oraz dorosłych próbuje regulować swoje emocje).
  • Dużo się złości. Często reaguje krzykiem, bije inne dzieci lub Ciebie, gryzie, drapie, zachowuje się agresywnie. Atakuje w różny sposób rodzeństwo.

Jak widzisz, zachowania mogą być różne. 

Kiedy kontrolę nad dzieckiem przejmują emocje, wchodzi ono w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Dlatego może różnie postępować przy wypełnionym plecaku: walczy z Tobą, rodzeństwem i całym otoczeniem (zachowuje się agresywnie, prowokuje i zaczepia), ucieka od tego, co dzieje się w nim (na przykład oglądając dużo bajek) lub zamraża swoje emocje (na przykład sięgając po duże ilości słodyczy).

Oczywiście wszystkie powyższe zachowania mogą zdarzać się również dziecku, którego plecak emocji nie jest wypełniony. Jednak w takim przypadku są one sporadyczne, a nie ciągłe i normalne. 

Jeśli każdego dnia obserwujesz u swojej pociechy takie postępowanie, prawdopodobnie w jej plecaku znajduje się mnóstwo rzeczy.

Zauważ, że takie zachowanie zwykle określa się mianem: trudne dziecko. Pamiętaj jednak, że kiedy Twoje dziecko wkurza Cię na każdym kroku, najczęściej to symptomy przepełnionego plecaka emocji.

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Za większością niewłaściwych zachowań stoją emocje, z którymi ktoś nie potrafił sobie poradzić. To dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych.


Jak pomóc dziecku, kiedy jego plecak emocji jest wypełniony?

Znasz już powód zachowania Twojej pociechy. Teraz pytanie, jaki jest sposób na trudne dziecko?

  1. Śmiech

Śmiech ma cudowne, lecznicze właściwości. Potrafi poradzić sobie niejako z górną warstwą tego, co znajduje się w plecaku. Zmienia biochemię organizmu: redukuje ilość hormonów stresu, a zwiększa ilość oksytocyny, dzięki której dziecko lepiej się czuje i chętniej współpracuje.

Używaj śmiechu, kiedy podejrzewasz, że dziecko ma przepełniony plecak emocji

Wykorzystaj swoją wyobraźnię: wygłupiaj się, ganiajcie się po domu, podrzucaj je do góry, udawaj groźne (ale zabawne) potwory. Poznaj swoją pociechę i zobacz, co wywołuje jej śmiech. Kilka propozycji zabaw znajdziesz tutaj

Nie zawsze jednak będzie możliwe rozśmieszenie dziecka. Kiedy w plecaku znajduje się już zbyt wiele rzeczy, wtedy Twoja pociecha nie będzie chciała zaangażować się w zabawę. Na Twoją propozycję zareaguje złością, krzykiem, ucieczką lub płaczem. 

Wtedy prawdopodobnie konieczny jest drugi środek.

2. Płacz

Kiedy dziecko swoim zachowaniem doprowadza Cię do szału i nie jest skłonne do zabawy, prawdopodobnie po prostu potrzebuje popłakać. 

Dlaczego więc tego nie robi? Ponieważ nie czuje się bezpiecznie. Jego plecak jest przepełniony właśnie z tego powodu: nie czuło się bezpiecznie z emocjami, które w nim się pojawiły. Nie chciało ich czuć, więc zepchnęło je do plecaka. Dlatego również teraz ich unika.

Byłoby cudownie, gdyby Twój syn lub córka przyszli do Ciebie i powiedzieli: Mamo, jestem taki zdenerwowany, potrzebuję teraz po prostu popłakać, a będzie mi lepiej. Jednak takie rzeczy zdarzają się rzadko. 

Zamiast tego rozrzuca jedzenie po podłodze z uśmiechem na ustach, skacze w butach po łóżku i robi wszystko to, o czym wie, że nie powinno. Krzyczy, zaczepia brata i doprowadza Cię do szału.

Twoim zadaniem w takiej sytuacji jest przypomnieć sobie: Moje dziecko po prostu potrzebuje popłakać.

Zamiast dać się sprowokować do kłótni, weź głęboki oddech, pomyśl, że Twoja pociecha przechodzi teraz trudny dla niej czas i świadomie zacznij okazywać mu empatię. Stwórz bezpieczne środowisko, w którym będzie mogło się wypłakać i wyrazić przed Tobą swoje uczucia.

Zastanawiasz się, w jaki sposób możesz stworzyć dla dziecka klimat bezpieczeństwa? 

A może próbowałaś okazywać empatię i miałaś poczucie, że to wcale nie działa, że ono zachowuje się wtedy jeszcze gorzej? Kliknij tutaj, a dowiesz się, jak w praktyce pomóc dziecku się wypłakać. Jak możesz się zachować i co mówić, by chciało przed Tobą wyrazić swoje niechciane uczucia.

Tymczasem zachęcam Cię do jak najczęstszego sięgania po pierwszy sposób, czyli wspólny śmiech.

Im więcej zabawy i radości w Waszej codzienności, tym mniej uczuć w emocjonalnym plecaku. Pilnuj, aby w każdym dniu był czas na choćby 10 minut wygłupów, tarzania się po dywanie, zapasów na niby, czy bitwy na poduszki. Takie zabawy pomogą zarówno Twojemu dziecku, jak i Tobie, o ile sama się rozluźnisz i będziesz cieszyć chwilą. Jeśli nie lubisz bawić się z dzieckiem, przeczytaj koniecznie ten artykuł.

Śmiej się kiedy możesz, płacz, kiedy musisz, a odkryjesz sposób na trudne dziecko.


 P.S. Pamiętaj też, że śmiech i płacz nie są złotym środkiem, który rozwiąże wszystkie Wasze trudności wychowawcze. 

Przeczytaj ten artykuł, aby poznać cztery elementy, które są niezbędne, byś miała pewność, że wychowujesz dzieci, nie wpadając w pułapkę uległości.


7 prostych (ale skutecznych) sposobów, jak dbać o związek

Dzwoni budzik. Wstajesz, idziesz do kuchni zrobić kawę. Szybka poranna toaleta. W międzyczasie wstaje również Twój mąż. Budzisz dzieci i w pośpiechu jecie śniadanie. Wszyscy ruszacie w swoich kierunkach: one do szkoły lub przedszkola, wy do pracy. Po południu wracasz zmęczona do domu. Przygotowujesz obiad. Jecie wspólnie, a może nawet nie, bo każdy ma jakieś swoje zajęcia w tym czasie. Trzeba coś sprzątnąć w domu, coś uprasować, sprawdzić, czy dzieci odrobiły lekcje. I już jest wieczór. Kąpiele, mycie zębów, wspólne czytanie i zasypianie. Padasz zmęczona, bo jutro znów trzeba wstać rano. Tak minął kolejny dzień. Pytasz sama siebie: jak dbać o związek w życiu tak zapchanym zajęciami i obowiązkami?!

 

jak dbać o związek

Zacznę od trudnego pytania: co DZIŚ zrobiłaś dla swojego męża? W jaki sposób okazałaś mu, że jest pierwszą osobą w Twoim życiu?

Myślę o swoim dniu. Hmm, uprasowałam dla niego koszulę. Tylko że musiał mi o tym dwa razy przypominać, więc nie wiem, czy to się w ogóle liczy… Przytuliłam się do niego rano. Napisałam do niego smsa, kiedy był w pracy. Jeśli wysiliłabym swoją pamięć, coś jeszcze może wpadłoby mi do głowy. Kiedy jednak patrzę na to, co napisałam, łapię się za głowę. Tylko tyle?! Tak mało zrobiłam, żeby okazać miłość osobie, o której mówię, że jest najważniejsza (po Bogu) w moim życiu?! Tyle czasu dla niej znalazłam?!

 

Kto jest najważniejszym człowiekiem w Twoim życiu?

Jestem przekonana, że to mąż powinien być pierwszy w życiu każdej żony. Nie dzieci. Nie rodzice. Mąż.

To związek małżeński tworzy środowisko, w którym mogą wzrastać dzieci. Szczęśliwe małżeństwo promieniuje na wszystkie dziedziny naszego życia. Jeśli jestem w stałym, pełnym miłości związku, nie muszę się zbytnio martwić sprawami zawodowymi, trudnościami z sąsiadami czy problemami szkolnymi syna lub córki. Czerpię siłę z relacji z mężem i wszystko inne nie jest tak bardzo przytłaczające.

Dlatego małżonkowie muszą dbać o to, aby nic i nikt nie stanął pomiędzy nimi: ani dzieci, ani rodzina pochodzenia, ani praca, ani żadne inne działania czy osoby. Ekspertka od relacji małżeńskich, Stacey Martino, często podkreśla, że tylko wtedy związek ma szanse powodzenia, jeśli małżonkowie postawią siebie nawzajem na pierwszym miejscu. W innym wypadku nie ma możliwości stworzyć pełnego miłości i pasji związku, którego nic i nikt nie może zniszczyć.

Marzysz o małżeństwie, w którym czujesz się wspaniale, wiesz, że jesteś kochana, Twój mąż wspiera Ciebie, a Ty jego, wciąż na nowo się w sobie zakochujecie? W takim razie musisz się w pełni zaangażować i postawić Wasz związek na pierwszym miejscu (oczywiście, jeśli jesteś osobą wierzącą w Boga, to On ma być pierwszy, a małżeństwu tuż za Nim). Jeśli to miejsce zajmą Twoje dzieci, praca czy hobby, nie ma mowy o stworzeniu małżeństwa, o którym marzysz. Tutaj konieczne jest postawienie wszystkiego na jedną kartę.

Oczywiście, że w pewnych okresach życia więcej czasu będziesz poświęcać nowo narodzonemu dziecku czy ciężko chorej mamie, którą nie ma się kto zająć. Czym innym jednak jest Twoja uwaga, a czym innym – Twoje intencje.

Twoja uwaga kieruje się na to, co w danym momencie najbardziej jej potrzebuje. Może to być noworodek u Twojego boku, który ma kolki i chce, aby go nosić kilka godzin dziennie. Może to być Twój owdowiały rodzic, który leży w szpitalu i potrzebuje opieki. W takiej sytuacji nie możesz po prostu zostawiać codziennie dziecka i wychodzić w tym czasie na randki z mężem.

Chociaż więc przeznaczasz swój czas na pomoc innym osobom, Twoja intencja pozostaje stała: chcę, aby mąż był pierwszą osobą w moim życiu. Jak więc mogę mu to okazać, chociaż nie mam dużej ilości czasu i siły? Czasem wystarczy z czułością powiedzieć: Kochanie, bardzo za Tobą tęsknię i marzę o tym, abyśmy spędzili kilka godzin tylko we dwoje. Jak Bartuś poczuje się lepiej, poprośmy babcię, żeby się nim zajęła i wyjdźmy gdzieś razem, dobrze?

Pamiętaj więc, że dysponujesz zarówno uwagą, jak i intencjami. Wykorzystaj je, jeśli zastanawiasz się, jak dbać o związek w codziennym, zabieganym życiu.

jak dbać o związek

Jak dbać o związek w codziennym życiu?

Sięgnij pamięcią do początku Waszego wspólnego życia. Jak często wtedy robiłaś coś tylko z myślą o mężu? Może to były jakieś małe niespodzianki, liściki miłosne, seksowna, nowa bielizna lub pełne podziwu słowa dla jego mądrości i pracowitości?

Czasem popełniamy błąd i czekamy na wielką okazję, aby zrobić drugiej osobie jakąś super niespodziankę. Skupiamy cały swój wysiłek na tym, aby uczynić ją wyjątkową i godną zapamiętania. Jednak zwykle tego typu podejście kończy się wielkim niepowodzeniem.

Druga osoba czuje się wygłodniałanie doświadcza regularnie chociażby najmniejszych dowodów miłości i wtedy ten jeden, wyjątkowy już nie jest w stanie jej zadowolić. Czekała tak długo, że żal i smutek już wypełniły jej serce. Dodatkowo ma wielkie oczekiwania wobec tego jednego dnia, bo jeśli zdarza się on tak rzadko, to przecież musi to być coś NAPRAWDĘ zadziwiającego.

Dużo łatwiej okazać miłość małżonkowi poprzez stałe, drobne gesty. Nie zajmują one dużo czasu, nie kosztują wiele wysiłku, a stanowią paliwo dla szczęśliwego związku. Jeśli więc odnajdujesz siebie w opisie z początku artykułu, poniższe podpowiedzi są dla Ciebie.

Zanim jednak podam kilka propozycji, muszę napisać coś jeszcze. Nic nam nie da czytanie nawet najciekawszych pomysłów bez jednego: bez wprowadzenia ich w życie! Pamiętaj zatem, że nieomal 40% naszej codzienności składa się z nawyków. Wykorzystaj je, kiedy będziesz zastanawiała się, jak pielęgnować związek. Pracuj nad nowymi przyzwyczajeniami, np. Codziennie napisać miłosną karteczkę dla ukochanego. O tym, jak wprowadzać w życie nowe nawyki, pisałam tutaj.

Pisałam również o językach miłości, którymi mówią różni ludzie. Warto poznać język swój i swojego męża. Jednak zachęcam Cię do tego, aby nie rezygnować z okazywania miłości w różnorodny sposób, nawet, jeśli nie jest on głównym językiem Twojego męża. Drobnych gestów czułości, bliskości i więzi nigdy zbyt dużo.

 

7 pomysłów na to, jak dbać o miłość

  • Miłosne karteczki typu POST-IT

Zaopatrz się w kolorowe, małe karteczki i zacznij pisać. Może być codziennie jedna, krótka wiadomość, może być jedna w tygodniu. Wystarczy krótkie zdanie: Dziękuję Ci dziś za…, Jesteś wspaniałym ojcem, bo…, Cieszę się, że jestem Twoją żoną. Ty sama najlepiej wiesz, czego potrzebuje Twój mąż. Niech na kartkach pojawią się słowa uznania, dowartościowania, podziękowania. Zostawiaj je, gdzie tylko Ci się podoba: na lustrze w łazience, na ekranie laptopa, przy którym pracuje, w portfelu. Zrób mu niespodziankę!

  • Słowa pełne dobroci

Warto wyrobić sobie nawyk mówienia ukochanemu WSZYSTKIEGO, co przyjdzie nam do głowy, a co jest miłe wobec niego. Podoba Ci się, jak wygląda w nowych spodniach? Powiedz mu to! Cieszysz się, że możesz siedzieć obok niego podczas śniadania? Powiedz to! Czujesz radość, kiedy patrzysz, jak bawi się z Waszymi dziećmi? Powiedz mu to!

Nie zatrzymuj dla siebie nic, co jest dobrym i miłym słowem wobec niego. On nie wie, co siedzi w Twojej głowie. Wie tylko to, co powiesz. Pozwól mu doświadczyć tego, jak dużo radości Ci sprawia.

  • Prezenty

Dla każdego ta kategoria oznacza coś innego. Podstawowa zasada jest taka, aby dostosować się do oczekiwań męża. Nie musisz kupować drogich rzeczy. Najważniejsze, aby jemu sprawić radość. Mój mąż uwielbia jeść pistacje i ostatnio wymyśliłam, żeby podrzucać mu małą paczuszkę przed każdym wyjazdem do pracy na imprezę. Pomyśl, co lubi Twój ukochany i podaruj mu to. Może to być jedno ulubione ciastko lub gazeta, którą chętnie czyta kupiona w drodze do domu.

  • Czas

Zastanów się, co najbardziej lubi robić Twój mąż? Jeśli już wiesz, zaplanuj, kiedy będzie mógł to zrobić. Weź udział razem z nim w danej czynności lub przygotuj wszystko tak, aby mógł zająć się tym sam. Może lubi grać w piłkę, oglądać mecze, grać na gitarze czy majsterkować przy samochodzie? Daj mu dar czasu, który może przeznaczyć na swoje hobby.

  • Twoja uwaga

Odpowiedzią na pytanie, jak dbać o związek, jest również Twoja pełna, niczym nie zakłócona uwaga. Skieruj ją na zrobienie z mężem czegoś, co on chce robić. Nawet, jeśli nie przepadasz za tym, co on zaproponuje, zrób to dla niego (jeśli tylko jego pomysły są moralnie dobre). Wędkowanie, wspólne oglądanie meczu piłki nożnej lub filmu akcji – podaruj swoją uwagę i obecność.

  • Wspólne zajęcia

Zróbcie coś razem. Nauka tańca, garncarstwo, gotowanie – nieważne, co to będzie, liczy się fakt, że spędzicie wspólnie nieco czasu i będziecie mieli okazję razem dobrze się bawić. Nie zapominaj, że wspólna zabawa jest niezbędnym elementem szczęśliwego związku!

  • Seks

I na koniec: jednym z najlepszych sposobów, w jaki możesz okazać miłość swojemu mężowi jest współżycie seksualne. Mężczyźni przeżywają go zupełnie inaczej, niż kobiety. Dla nich fizyczna bliskość z partnerką wiąże się z odczuwaniem bliskości podobnej do tej, którą kobiety doświadczają w czasie dobrej rozmowy. Warto o tym pamiętać i nie pozbawiać go tej bliskości! Ty może potrzebujesz rozmowy, by czuć się kochana, on natomiast potrzebuje seksu. Oczywiście on również potrzebuje rozmowy, a Ty – współżycia. Jednak nie ma nic złego w tym, że on odczuwa większą emocjonalną bliskość po zbliżeniu fizycznym, a Ty – po rozmowie. Tak po prostu jesteśmy stworzeni.

Oczywiście piszę tutaj o przeciętnym mężczyźnie i przeciętnej kobiecie. Odstępstwa od reguły na pewno się zdarzają.

jak dbać o związek

Na koniec wrócę do pytania: co DZIŚ zrobiłaś dla swojego męża? Jeśli chcesz, aby Wasza miłość była świeża, musisz zadbać o świeżość swojego dawania. Postaw na drobne, codzienne gesty, które będą wciąż dostarczać paliwa dla Waszego związku. Wybierz jeden pomysł z powyższej listy i wprowadź go dziś w życie. Jutro wybierz następny. Później kolejny. Niech w każdym dniu zaroi się od konkretnych oznak bliskości. Jeśli takie zachowanie wejdzie Ci w nawyk, nie będziesz musiała zastanawiać się, jak dbać o związek. Po prostu będziesz to robić.

 

A jakie są Twoje sposoby, aby dbać o małżeństwo?

Style przywiązania – jak wychować dziecko na szczęśliwego dorosłego?

style przywiązania

Kiedy mama znika z oczu i przeciętne roczne dziecko zostaje samo z kimś obcym, zaczyna być niespokojne. Płacze, rozgląda się za nią, przerywa dotychczasową zabawę. Gdy jego opiekunka wraca i bierze go na ręce, on wtula się w nią i szybko uspokaja. Znów jest gotowy do zabawy. Znasz podobne sytuacje z własnego doświadczenia? Czy jest to normalne, czy raczej oznacza, że dziecko za bardzo przyzwyczaiło się do stałej obecności matki? Na to pytanie odpowiedzi udzielają style przywiązania, o których dziś przeczytasz.

style przywiązania

Najważniejsze potrzeby noworodka

Kiedy myślimy o nowo narodzonym dziecku, przychodzą nam do głowy trzy główne potrzeby: spania, jedzenia i siusiania lub robienia kupy. Czasem wydaje się, że życie maluszka skupia się tylko na sprawach fizjologicznych. Nie jest to jednak prawda.

Nieomal wszystko w noworodku jest zaprogramowane właśnie na znalezienie obiektu przywiązania. Jego słodki wygląd czy zapach skłaniają serce rodzica do niego. Jego płacz jest wołaniem o uwagę.

Dziecko rodzi się całkowicie bezradne i skazane na opiekę innych. Poszukuje kogoś, kto się nim zajmie: będzie go karmił, zapewni mu bezpieczeństwo, nauczy go, jak się odnaleźć w tym świecie. Potrzebuje lidera, który zaspokoi nie tylko potrzeby fizjologiczne, ale również przeprowadzi bezpiecznie przez wszystko, co niesie ze sobą życie.

Jako rodzic jesteś dla swojego dziecka jak Gwiazda Polarna (określenie użyte przez Gordona Neufelda w książce Hold on to your kids) – wokół Ciebie kręci się jego życie w pierwszych latach. Jesteś dla niego głównym źródłem informacji o świecie, o samym sobie i o relacjach z ludźmi. W kontakcie z Tobą odkrywa, jakie jest jego miejsce na ziemi i czy jego osoba ma jakiekolwiek znaczenie. Jego rozwój jest ściśle związany z tym, jak Ty zachowujesz się wobec niego. Jego mózg kształtuje się w odpowiedzi na Twoje działania, słowa i emocje.

  • Małe dzieci potrzebują również czuć się bezpiecznie.

Świat jest dla nich zupełnie nowym, nieznanym miejscem. Do tego jest ogromny, a one malutkie. Poczucie bezpieczeństwa w pierwszej kolejności płynie z relacji z rodzicami. To ku nim maluch zwraca się po pomoc i opiekę. Dorośli w naturalnym odruchu bronią go przed szczekającym psem czy jadącym obok samochodem. Więź i bliskość z rodzicem pozwala poczuć się spokojnie i bezpiecznie.

Jest to nie tylko proces psychologiczny, ale również fizjologiczny. Kiedy bierzesz na ręce płaczącego syna, przemawiasz do niego delikatnym głosem i przytulasz go, jego ciało uwalnia hormony, które pozwalają mu się uspokoić, a zmniejsza ilość hormonu stresu. Jego fizjologia kształtuje się w odpowiedzi na Twoje zachowanie. Stopniowo, w miarę powtarzania tego schematu, Twoje dziecko będzie w stanie samo się uspokoić, bo jego ciało będzie wiedziało, jak to zrobić. Ale tylko, jeśli najpierw doświadczy ukojenia, płynącego od Ciebie.

 

 

Style przywiązania

Małe dziecko bez słów próbuje komunikować dorosłym swoje potrzeby. Każdy płacz noworodka coś oznacza, przekazuje informację o jakiejś niezaspokojonej potrzebie. Może być głodny, zmęczony, może ma mokro w pieluszce. A może po prostu potrzebuje bliskości fizycznej rodzica.

Sposób, w jaki dorosły odpowiada na te potrzeby, decyduje o tym, jaki rodzaj więzi (przywiązania) wytworzy się pomiędzy nim a dzieckiem. Dziecko może być przywiązane w różny sposób do różnych osób. Jednak największe znaczenie dla jego rozwoju ma więź z osobą, która spędza z nim najwięcej czasu i najczęściej się nim opiekuje. Co więcej, w pierwszych miesiącach życia to bardzo ważne, aby jedna, konkretna osoba zajmowała się maluchem. Nie chodzi o to, aby mama czy tata spędzali z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie dopuszczając nikogo innego. Jednak sytuacja, kiedy co chwilę zmienia się główny opiekun dziecka jest dla jego rozwoju niezdrowa.

Aby pokazać Ci znaczenie stylu przywiązania, podam jeden przykład. John i Julie Gottman w Seattle w swoim Love Lab badali rodziny na przestrzeni 30 lat. Okazało się, że osoby, które były bezpiecznie przywiązane do rodziców jako dzieci (w wieku 2-3 lat), wchodziły w zdrowe, dające satysfakcję związki jako dorośli. Głównie dlatego, że potrafiły dobrze regulować swoje emocje.

Wiesz już, dlaczego to ważne, abyś poznała style przywiązania? Dzięki temu pomożesz swojemu dziecku tworzyć szczęśliwe związki z innymi ludźmi w przyszłości.

przywiązanie

  1. Bezpieczny styl przywiązania. 

Dziecko ma przekonanie, że odpowiesz na jego potrzeby wtedy, kiedy je wyrazi. Wie, że zapewnisz mu bezpieczeństwo, zaakceptujesz jego uczucia i pomożesz mu się uspokoić, kiedy będzie zdenerwowane.

Więź ufna kształtuje się, kiedy odpowiadasz na potrzeby dziecka w sposób adekwatny do nich i bez zbędnej zwłoki. Kiedy dziecko płacze, bierzesz je na ręce i starasz się zrozumieć, co stara Ci się przekazać. Może jest głodne lub śpiące? Może coś go boli?

Ważny jest również sposób, w jaki odpowiadasz na komunikaty malucha – bez zbędnych nerwów i napięcia, ponieważ ono wyczuwa je i odpowiada tym samym. Oczywiście, jeśli od czasu do czasu reagujesz nadmiernym wybuchem emocji, nie niszczy to Twojej relacji z dzieckiem. Chodzi o to, jakie zachowania przejawiasz zazwyczaj.

Dziecko, którym dorosły zajmuje się w ten sposób, uczy się, że jest rozumiane i że może skutecznie wywierać wpływ na otoczenie.

Taki styl przywiązania przejawia dziecko opisane na początku artykułu. Kiedy mama znika z jego oczu, odczuwa niepokój. Kiedy do niego wraca, maluch szybko się przy niej uspokaja. Nie jest to przejaw zbytniego przyzwyczajenia do bliskiej obecności matki, ale zdrowa, prawidłowa reakcja!

Kiedy takie dziecko dorasta, lepiej radzi sobie na każdym polu: w nauce, w kontaktach społecznych, w pracy. Tworzy długotrwałe związki i wychowuje swoje dzieci w sposób, który umożliwia im bezpieczne przywiązanie.

 

2. Unikający styl przywiązania. 

Dziecko unika bliskości i emocjonalnego kontaktu z rodzicem, ponieważ nauczyło się, że jego potrzeby nie są odpowiednio zaspokajane w tej relacji. W opisanej na początku sytuacji taki maluch nie protestowałby, kiedy jego mama wyszłaby z pokoju i nie przerwałby swojej zabawy, kiedy by wróciła. Jakby w ogóle nie zauważał jej obecności lub braku.

Takie zachowanie można by uznać za przejaw samodzielności. Jednak gdyby bliżej zbadać jego reakcję, okazałoby się, że jest zestresowany, a jego serce szybko bije. Po prostu nie pokazuje swoich uczuć na zewnątrz, bo po co? I tak mama na nie nie odpowiada.

Taki styl przywiązania kształtuje się, kiedy rodzic trwale nie reaguje odpowiednio na potrzeby dziecka: zwleka z działaniem (niech sobie nieco popłacze, nic mu się nie stanie) lub odpowiada na nie w sposób niewłaściwy (nie próbuje zrozumieć, o co chodzi, nie słucha dziecka, tylko robi to, co on uważa za stosowne). Komunikacja pomiędzy nimi jest pozbawiona emocji.

W życiu dorosłym osoby o unikającym stylu przywiązania mają problemy z nawiązywaniem bliskich, intymnych relacji. Wypierają swoje emocje, ponieważ są dla nich przytłaczające i nie potrafią sobie z nimi radzić. Nie reagują odpowiednio na potrzeby swoich dzieci: odrzucają je, podobnie jak same były odrzucane przez bliskich dorosłych.

 

3. Lękowy styl przywiązania 

Dziecko dorasta w ciągłej niepewności, czy rodzic będzie w stanie odpowiednio zareagować na jego potrzeby. Uczy się, że nie można polegać na więziach z innymi ludźmi, że są oni nieprzewidywalni. Zostawione na chwilę z obcą osobą głośno protestowałoby, ale po powrocie mamy długo nie mogłoby się uspokoić w jej ramionach.

Taki styl kształtuje się, kiedy rodzic wchodzi w relację z dzieckiem obciążony swoimi niepokojami i lękami, niepewny, czy będzie potrafił uspokoić płaczącą córkę lub syna. Czasem mu się to udaje, a czasem jest zupełnie przytłoczony swoimi uczuciami (które wypływają z jego niezałatwionych spraw z przeszłości).

Takie dziecko cały czas walczy o to, żeby nawiązać bliski kontakt z rodzicem – jest przylepne, często płacze i marudzi.

Jako dorośli osoby o lękowym stylu przywiązania poszukują pocieszenia w relacjach. Jednak z powodu trudności w radzeniu sobie z emocjami, tworzą związki niesatysfakcjonujące dla nich. Wciąż szukają miłości, mają tendencję do angażowania się w niebezpieczne zachowania w grupie rówieśniczej po to, by doświadczyć więzi z innymi.

 

Jak wychować bezpiecznie przywiązane dziecko?

Zanim podam kilka konkretnych wskazówek, mam dla Ciebie dobrą informację. Mózg człowieka jest bardzo plastyczny i styl przywiązania u dziecka zmienia się wraz ze zmianą zachowania rodzica. Dlatego nie musisz martwić się, jeśli popełniłaś błędy w przeszłości. Zawsze jest czas na zmianę. Jeśli Ty będziesz inaczej odnosić się do swojej pociechy, odmieni się jej styl przywiązania.

Czynnikiem kształtującym bezpieczne przywiązanie jest rodzic, który reaguje i odpowiada na potrzeby dziecka.

Ta odpowiedź powinna być dostosowana do rzeczywistych wymagań malucha, a nie taka, jaką sugerują Twoi rodzice, koleżanki czy obce osoby na ulicy.

W pierwszych miesiącach życia będzie to reakcja na potrzebę jedzenia (np. przy karmieniu piersią – będzie to karmienie na żądanie), snu, fizycznej bliskości z rodzicem czy zmiany pieluchy. Małe dziecko jest zaprogramowane do pozostawania w bliskości fizycznej z rodzicem. Dlatego noszenie dziecka czy spanie z nim w jednym łóżku nie jest niepotrzebnym przyzwyczajaniem go do bycia blisko.

Czy zatem Rodzicielstwo Bliskości jest konieczne do tego, by wychować bezpiecznie przywiązane dziecko? Czy konieczne jest noszenie dziecka, długie karmienie piersią czy spanie z nim w jednym łóżku?

Konieczne jest odpowiadanie na potrzeby i wzajemne dopasowanie się rodzica i dziecka. Rodzicielstwo Bliskości proponuje pewne praktyki, które pomagają być bliżej dziecka, a w związku z tym być bardziej wyczulonym na jego potrzeby. Jeśli maluch jest blisko Ciebie, z większym prawdopodobieństwem zobaczysz i usłyszysz, że czegoś się domaga. Jednak te praktyki nie są konieczne, jeśli bez nich nadal odpowiednio reagujesz na to, co jest dziecku niezbędne do życia.

Dlatego, jeśli z jakiegokolwiek powodu nie karmisz piersią, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie śpisz z dzieckiem, ale kiedy zawoła Cię w nocy idziesz do niego i pomagasz mu się uspokoić, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie nosisz dziecka cały dzień, ale bierzesz go na ręce, kiedy wyraźnie daje Ci znać, że tego potrzebuje, nie jesteś gorszą matką. Ważne jest to, aby odpowiadać na to, co komunikuje Ci Twoje dziecko.

Co konkretnie możesz zrobić? Odpowiedź zamyka się w angielskim skrócie 4S (termin wymyślony przez Daniela Siegela). Aby wykształciło się bezpieczne przywiązanie, dziecko powinno być:

  • zauważone (seen) – dostrzegaj jego osobę, uczucia i to, co stoi za jego zachowaniami; uważnie wchodź w interakcje, słuchaj, interesuj się nim;
  • bezpieczne (safe) – zapewnij mu poczucia bezpieczeństwa poprzez unikanie zachowań, które przerażają je lub ranią (tak działają kary, krzyk lub oglądanie rodzica, który zachowuje się w sposób nieprzewidywalny, np. kiedy jest pijany),
  • ukojone (soothed) – pomagaj w uspokojeniu się, ucz go regulować emocje (okazuj empatię, pozwalaj na okazywanie uczuć, bądź cierpliwa),
  • pewne (secure) – powyższe praktyki pozwalają dziecku wykształcić poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa, dzięki temu jest chętne i gotowe, by poznawać świat.

style przywiązania

Style przywiązania kształtują się przede wszystkim w relacji z rodzicami. Jednak inne osoby również mają na nie wpływ. Dlatego dziecko, którego rodzice nie potrafili zapewnić mu bezpiecznej więzi, nie jest skazane na nieprawidłowe związki z innymi w życiu dorosłym. Ponadto zmiana w zachowaniu rodziców pociąga za sobą zmianę w stylu przywiązania.

Pozwalaj dziecku przeżywać emocje. Bądź blisko, kiedy jest niespokojne. Zapewniaj mu poczucie bezpieczeństwa. Akceptuj go takim, jakim jest. W ten sposób dasz mu pewną i spokojną bazę, do której może wracać. Dzięki temu będzie mogło z entuzjazmem eksplorować świat i nawiązywać relacje z innymi ludźmi.

Jakie znaczenie dla Twojego macierzyństwa ma ta teoria?

Sprawdzone sposoby na nieposłuszne dziecko

nieposłuszne dziecko

Nie jesteś moim szefem! Te słowa usłyszało już wielu rodziców od swoich dzieci. Za nimi zwykle podążają konkretne zachowania: wykłócanie się o swoje racje, nie spełnianie próśb rodzica, krzyk, płacz lub inne nieprzyjemne dla dorosłego słowa. Terminem nieposłuszne dziecko najczęściej określamy właśnie takie postępowanie malucha. Kiedy rodzic czuje, że jego oczekiwania nie są respektowane, szuka pomysłów na to, jak skłonić swoją pociechę do współpracy. Szczególnie, jeśli sprawa dotyczy ważnej nauki, którą dorosły chce przekazać.

nieposłuszne dziecko

Co jest zadaniem rodzica?

Kiedy zostałam mamą, miałam w głowie różne wyobrażenia tego, co powinnam robić, aby wychować swoje dziecko. Wraz z narodzinami małego człowieka w nas, dorosłych, budzi się poczucie odpowiedzialności za nie. Chcemy czuwać nie tylko nad jego zdrowiem, ale też rozwojem: emocjonalnym, duchowym, psychicznym, społecznym i intelektualnym. Czujemy, że to nasz obowiązek. Chcemy nauczyć je odróżniać dobro od zła, pokazać, co można, a czego nie należy robić w naszym świecie. Przecież taka jest rola rodzica, nieprawdaż?

Żeby to osiągnąć, każdy szuka swoich sposobów. I nieomal każdy napotyka na trudności w tym procesie. Nagle okazuje się, że proponowane przez innych metody nie są skuteczne. Dziecko nie chce się im podporządkować, nie słucha próśb rodzica, robi po swojemu. Wielokrotnie powtarza zachowanie, które dorosły wskazał jako niewłaściwe. Patrzy mamie prosto w oczy, uśmiecha się i robi coś, czego ona zabroniła. Do tego krzyczy, płacze, bije, gryzie… Rodzic załamuje ręce, denerwuje się i myśli: Ale nieposłuszne dziecko!

Od lat jest nam wtłaczane do głowy, że to my, rodzice, musimy w domu rządzić. To my mamy być u władzy. To my jesteśmy dorośli, znamy życie i wiemy, co jest dobre, a co złe. Dlatego musimy prowadzić nasze dzieci we właściwym kierunku, każdym możliwym sposobem.

Moment, kiedy maluch nie chce wykonać prośby lub nakazu rodzica, dla dorosłego może być bardzo trudny. Przeczy to wyobrażeniu o jego roli. Jeśli mój syn lub córka nie robi tego, co do niego mówię, jak mam go nauczyć właściwego zachowania? A przecież to moje zadanie!

W tym miejscu chcę dopowiedzieć ważną rzecz. Używam sformułowania nieposłuszne dziecko przede wszystkim ze względu na to, że jest ono powszechnie stosowane w naszym społeczeństwie. Takim słowem określa się sytuacje, kiedy maluch nie chce spełnić próśb rodzica, nawet jeśli są one dobrym, społecznie akceptowanym i oczekiwaniem zachowaniem. Dzieci potrzebują naszego prowadzenia. Kiedy nie chcą się mu poddać, zwykle używane jest właśnie to sformułowanie.

 

Prawda o kontrolowaniu dziecka

Nieposłuszne dziecko stawia nas przed trudną prawdą: nie jestem w stanie kontrolować zachowania drugiej osoby, o ile nie użyję siły. Mówię coś do malucha, proszę go, tłumaczę mu, dlaczego to jest ważne, a on i tak działa po swojemu! Co mam zrobić, żeby spełnił moje prośby? Nie mam innego wyjścia, muszę zastosować jakiegoś rodzaju przymus!

Każdy człowiek rodzi się z wolną wolą. Chce decydować o samym sobie i swoim życiu. Chce mieć poczucie sprawczości i władzy nad swoim ciałem, swoimi wyborami i decyzjami. Można zaobserwować to już u niemowlaków. Nasz Jaś nie lubi być karmiony, zawsze chce mieć swoją łyżeczkę lub widelec w ręce i głośno śmieje się, kiedy ma szansę zrobić coś SAM. 

Wolna wola to coś, z czym się rodzimy. Nie jesteś w stanie kontrolować zachowania drugiego człowieka. Dotyczy to zarówno innych dorosłych, jak i Twoich dzieci. O ile na początku ich życia możemy mieć złudzenie, że przejęliśmy nad nimi kontrolę, prawda wychodzi na jaw, kiedy dziecko zmienia się w nastolatka, a czasem nawet wcześniej. Jeśli wejdziesz na drogę kontrolowania i zmuszania dzieci do robienia dobrych rzeczy, prędzej czy później jesteś skazana na porażkę. W końcu i tak zrobią to, co one chcą, a nie to, co Ty chcesz.

Jak zatem wypełnić ważne zadanie rodzica, jakim jest uczenie dzieci tego, co dobre i złe, właściwe i nie?

Dotrzyj do źródeł nieposłuszeństwa i tam szukaj rozwiązania.

nieposłuszne dziecko

Dlaczego dziecko jest nieposłuszne?

Przyczyny najczęściej są dwie:

  • Maluch buntuje się przeciwko poczuciu bycia kontrolowanym, przestawianym z kąta w kąt.

Jeśli dziecko nie ma przestrzeni do podejmowania jakichkolwiek decyzji w swoim życiu, sprzeciwia się takiej sytuacji. Chce mieć chociaż minimalną władzę nad tym, co się z nim dzieje: co je, w co się ubiera, kiedy i w co się bawi. Im mniej decyduje o samym sobie, tym bardziej protestuje.

Dlatego tak ważne jest, aby dawać mu jak najwięcej okazji do podejmowania decyzji o sobie samym. Pozwól mu postanawiać o drobnych sprawach codzienności: jaką bluzkę czy spodnie ubierze, co zrobicie na obiad, dokąd pójdziecie na spacer, jaką książkę przeczytacie. Ilość decyzji należy dostosować do wieku dziecka. Pozwól mu zrobić to wszystko, co sam już może zrobić.

  • Maluch odrzuca rodzica jako swojego lidera, ponieważ nie czuje z nim wystarczającej więzi (w całej relacji lub w konkretnej sytuacji).

Dziecko w naturalny sposób jest skierowane w stronę rodzica i chce go słuchać, o ile czuje, że dorosły ma wobec niego dobre zamiary i stoi po jego stronie. Dlatego tak ważną rolę w rodzicielstwie odgrywa więź i bliskość. Przy czym pamiętaj: Ty możesz oceniać, że jesteście w bliskiej relacji, ale jak widzi to Twoja pociecha? Ona osądza to na podstawie nieco innych kryteriów, niż Ty!

Ty masz wobec dziecka dobre intencje i robisz wszystko ze względu na jego dobro. Ono jednak może odbierać to zupełnie inaczej. Jeśli krzyczysz na nie, karzesz je za złe zachowanie, nie masz dla niego czasu, kiedy ono chce się bawić, dla niego mogą być to sygnały, że nie jesteś po jego stronie. 

Dlatego liczy się bardziej to, czy Twój syn lub córka czują z Tobą bliską więź. W znacznej mierze od tego zależy, czy będą chciały poddać się Twojemu kierownictwu, czy będą je odrzucać.

Codziennie zatem pamiętaj o tym, aby budować Waszą więź. Nie licz na to, że ona sama powstanie, bez świadomej pracy nad nią. Jeśli skupisz się tylko na obowiązkach w domu i tym, żeby zrealizować wszystkie zadania na dany dzień, nie będzie przestrzeni na tworzenie bliskości. Musisz o nią zadbać. Przed każdym rozstaniem z dzieckiem nawiąż z nim kontakt, podobnie po powrocie. Rozstanie to również wyjście dziecka do przedszkola, kładzenie się na nocny odpoczynek lub gotowanie przez Ciebie obiadu! 

Każda sytuacja, kiedy nie ma Cię w pobliżu dziecka lub nie dajesz mu swojej pełnej uwagi oznacza dla niego chwilowe zerwanie kontaktu. Jest to normalne i rozwojowo potrzebne, jednak warto pamiętać, aby później ponownie ten kontakt nawiązać. Dlatego dbaj o to, by odnawiać bliskość po chwilach rozłąki (fizycznej,lub emocjonalnej) – przytul, powiedz, że kochasz, spójrz w oczy i uśmiechnij się, poganiaj się kilka minut po domu…

Każdego dnia znajdź też kilka minut na wspólną zabawę. To najlepszy sposób na budowanie więzi z dzieckiem, bo zabawa jest naturalnym sposobem komunikowania się maluchów. Wygłupiaj się, tańczcie razem, skaczcie, biegajcie, udawaj groźne potwory, które przytulają wszystkich, których spotkają… Im więcej prostej, skłaniającej do śmiechu zabawy, tym lepiej dla Waszej relacji.

 

Sposoby na nieposłuszne dziecko

Co zatem możesz zrobić, aby sprawić, że Twoje dziecko będzie chciało z Tobą współpracować?

Twoje działanie powinno być dostosowane do wieku dziecka.

  1. Maluch w wieku 1-3 lata

Często zapominamy, że w tym wieku człowiek potrzebuje już ochraniać swoją niezależność i odrębność od rodziców. Dlatego dzieci są tak skłonne do powtarzania Nie Zrobię to sam! 

  • Pokaż, że słyszysz, co mówi: Powiedziałeś nie będę sprzątał, słyszę cię…
  • Przytul je (to jeden ze sposobów na odnowienie więzi)
  • Zdecyduj, co jest nienegocjowalne, a co można zmienić: Wszystkie twoje zabawki są rozrzucone po podłodze, musimy zrobić porządek, więc znajdźmy sposób, abyśmy mogli to zrobić razem przed kolacją. 
  • Z empatią podtrzymaj swoje oczekiwanie, jeśli uznasz, że nie możesz go zmienić:  Płaczesz, bo nie masz ochoty sprzątać… Jestem z tobą… Możesz płakać tyle, ile potrzebujesz… Kiedy będzie ci lepiej, znajdźmy wielki dźwig, który pomoże nam posprzątać (w tym miejscu możesz zaproponować zabawę, która sprawi, że sprzątanie nie będzie już się tak bardzo dłużyło).

2.  Dziecko w wieku przedszkolnym

Nieposłuszeństwo jest w pierwszej kolejności wołaniem o bliskość i więź.

  • Odnów kontakt poprzez zabawę (kilka propozycji znajdziesz tutaj)
  • Jeśli jest zbyt smutne na zabawę, porozmawiaj z nim i wysłuchaj je – Nie chcesz myć dzisiaj głowy… Coś ci się nie podoba, kiedy ją myjesz?
  • Czasem potrzebuje po prostu popłakać, dlatego łagodnie podtrzymaj swoje oczekiwanie i przyjmij nadchodzące łzy. Okaż empatię i bądź blisko. Po wypłakaniu emocji będzie bardziej skłonne do współpracy.

3. Dziecko w wieku szkolnym

Reaguje ono nieposłuszeństwem szczególnie, jeśli ma poczucie, że zostało niesprawiedliwie potraktowane. Dziecko, które często się kłóci, daje znać, że czuje się niewysłuchane i niezrozumiane.

  • Zastosuj metodę Stop, drop and breathe – uspokój w pierwszej kolejności samą siebie
  • Zasygnalizuj, że nie zgadzasz się na brak szacunku: Wiesz, że nie mówimy do siebie w ten sposób. Musi ci być bardzo przykro, skoro mówisz tak do mnie
  • Pamiętaj, że swoim zachowaniem Twój syn lub córka pokazuje, że jest jakiś problem w Waszej relacji – czy jesteś wobec niego/niej niesprawiedliwy? czy go/jej nie słuchasz? czy sama masz ataki złości, przez co oddalacie się od siebie?
  • Okazuj empatię
  • Szukaj rozwiązania, które będzie odpowiadało Wam obojgu: Więc ty chcesz… A ja chcę… Może byśmy…

nieposłuszne dziecko

Jeśli usłyszysz od swojego dziecka słowa: Nie jesteś moim szefem!, zatrzymaj się na chwilę i zrób szybki skan Waszej aktualnej relacji. Najprawdopodobniej czuje się ono oddalone od Ciebie emocjonalnie i potrzebuje odnowić Waszą więź. W sytuacji nieposłuszeństwa problem nie leży w samym dziecku, ale raczej w relacji między Wami. Spójrz na to, co Was w tym momencie łączy (lub dzieli) oczami dziecka, z empatią podtrzymaj nienegocjowalne oczekiwanie i jednocześnie nawiąż bliski kontakt. To pomoże Wam wrócić na właściwe tory.

Problemy małżeńskie – wykorzystaj je, by stworzyć szczęśliwy związek

problemy małżeńskie

Siedziałam z dziećmi w pokoju. Oni bawili się stosem muszelek rozsypanych na podłodze, ja czytałam coś na telefonie. Obaj siedzieli z nogami wyciągniętymi przed siebie. Kiedy oderwałam wzrok od ekranu, zobaczyłam, że Franek złapał Jasia za stopę i zaczął podnosić ją do góry. Zdążyłam tylko krzyknąć: Franek!, a Jaś już leżał na podłodze, lekko uderzając o nią głową. W tych ułamkach sekund pojawiła się we mnie obawa o Jasia i irytacja na Franka. Miałam ochotę skoczyć do starszego syna i zacząć na niego krzyczeć. Zapytasz: Gdzie w tym wszystkim tytułowe problemy małżeńskie?! Już mówię.

problemy małżeńskie

Reakcja na zachowania innych

Przypomnij sobie, jak często miałaś ochotę krzyczeć na swojego męża z jakiegokolwiek powodu. Może nie tylko chciałaś to zrobić, ale i zrobiłaś. Jak często czułaś wobec niego żal? Irytację? Zniecierpliwienie? Wszystkie te emocje, które często, zostawione same sobie, prowadzą do kłótni lub cichych dni. A jak często Twój mąż odczuwał je wobec Ciebie?

Ja przyznaję się, że nieomal codziennie chociaż przez chwilę odczuwam jedną z nich. I widzę, że mój małżonek ma podobnie wobec mnie.

Wróćmy na chwilę do sytuacji z moimi dziećmi. Huczała we mnie złość. Wtedy spojrzałam na twarz Franka w momencie, kiedy Jaś uderzył o podłogę. Jego mina zdradzała lęk i pewnego rodzaju zdziwienie. Nie było na niej triumfu i radości z krzywdy brata. W jednej sekundzie moje serce stopniało.

Podniosłam młodszego syna i popatrzyłam na starszego. Zapytałam łagodnie: Przestraszyłeś się, Franiu, tak? Nie spodziewałeś się, że Jaś się przewróci? On mi odpowiedział: Tak. Chciałem mu dać buziaka w stopę. Przepraszam. W tym momencie resztki mojej złości się ulotniły. Przytuliłam Franka i powiedziałam mu: Rozumiem. Wiem, że nie chciałeś mu zrobić krzywdy.

Uśmiechnęliśmy się do siebie i dzieci wróciły do zabawy. A ja dostałam ważną lekcję.

Jeśli zareagowałabym od razu, zgodnie z moimi emocjami, nakrzyczałabym na Franka. Może i dowiedziałabym się, o co mu chodziło, ale i tak sprawiłabym mu przykrość. A może bym nawet nie chciała go słuchać, tylko utwierdziła się w przekonaniu, że źle zachowuje się wobec brata.

W tej sekundzie, kiedy zobaczyłam Jasia lecącego do tyłu, miało miejsce coś bardzo ważnego. Dokonałam wyboru. Zdecydowałam, że zareaguję z pozycji miłości, a nie złości.

 

Moment wyboru – przestrzeń w przeciągu chwili

Kiedy reagujesz na to, co dzieje się wokół Ciebie, zawsze dokonujesz wyboru. Zawsze. Zwykle nie zdajesz sobie z tego sprawy i o tym nie myślisz. Reakcja następuje tak szybko, że może się wydawać, że nawet nie ma miejsca na jakąkolwiek decyzję.

Ten moment wyboru został nazwany przez Stacey Martino sformułowaniem The Space within the moment (przestrzeń w przeciągu chwili). Pomiędzy bodźcem (zachowanie drugiej osoby, określone okoliczności), a Twoją reakcją zawsze jest przestrzeń na dokonanie wyboru. Powtarzam jeszcze raz: ZAWSZE.

Dlaczego więc często wydaje nam się, że w tej sytuacji nie miałam innego wyjścia?

Przez całe nasze życie uczymy się określonych zachowań i reakcji. Wiele z nich pochodzi z relacji z rodzicami. Nasze wcześniejsze doświadczenia powodują, że mamy wdrukowane w siebie określone schematy reagowania. W konkretnej sytuacji nie widzimy tej przestrzeni na podjęcie decyzji, bo od razu uruchamia się stary schemat zachowania. Po danym bodźcu następuje określona reakcja. Czujesz, że przecież nie jesteś w stanie zachować się inaczej!

Jednak w każdym momencie decydujesz, jak zareagujesz. Często nieświadomie. Te wdrukowane, nawykowe zachowania mogą podsycać Wasze problemy małżeńskie.

problemy małżeńskie

 

Uczucia a problemy małżeńskie

Problemy małżeńskie często rozpoczynają się od działania pod wpływem negatywnych emocji.

Mąż nie miał czasu porozmawiać z żoną na ważny dla niej temat. Ona poczuła irytację i urazę. W złości wypowiedziała słowa: Ty nigdy nie masz czasu dla mnie. Zawsze jest coś ważniejszego! On poczuł się atakowany i też się zezłościł: O co ci chodzi, przecież rano rozmawialiśmy! Ona poczuła się niezrozumiana, on również. Ich emocje znalazły odzwierciedlenie w słowach i w tonie głosu.

Po takiej wymianie zdań oboje mają siebie dość. Uczucia przejęły nad nimi kontrolę.

Jeśli takie sytuacje powtarzają się często w małżeństwie, oznacza to spore problemy dla związku.

W życiu każdego małżonka codziennie są sytuacje, w których czujemy się odrzuceni, niezrozumiani, niesprawiedliwie ocenieni. Złościmy się na siebie nawzajem, irytujemy, mamy żal. To normalne. Tak wyglądają relacje pomiędzy ludźmi. Nie da się tego uniknąć.

Uczucia same w sobie nie są niczym złym. One po prostu SĄ. Pojawiają się i znikają. Jak chmury, które przesuwają się po niebie.

Przypomnij sobie jednak sytuacje, w których poczułaś się odrzucona, niezrozumiana, niesprawiedliwie oceniona przez męża i działałaś pod wpływem tych uczuć. Jakie było wtedy Twoje zachowanie? Do czego prowadziło?

Czym innym jest PRZEŻYWANIE emocji, a czym innym DZIAŁANIE pod ich wpływem.

W moim życiu działanie pod wpływem negatywnych emocji nigdy nie prowadzi do pozytywnych skutków. Kiedy odpowiadam mojemu mężowi z pozycji złości lub zranienia, mówię lub robię coś, co denerwuje lub rani jego. Kończy się to kłótnią i wzajemnymi oskarżeniami. Zachęcam Cię zatem, aby przestać próbować uszczęśliwić męża (przeczytaj ten artykuł, aby dowiedzieć się, jak rozumiem to uszczęśliwianie).

Jeśli bezmyślnie reaguję na bodźce wywołujące moje negatywne emocje, moja odpowiedź jest pełna złości, chęci odwetu i pokazania, kto ma rację.

Jeśli zatrzymam się chociaż na sekundę i świadomie zdecyduję, jak chcę się zachować, przemawiam z miłością i zrozumieniem. Takie działanie z mojej strony wywołuje pozytywną reakcję u drugiej osoby. Tak jak w opisanej sytuacji z Frankiem. Moje spokojne pytanie pozwoliło mu powiedzieć, dlaczego tak się zachował. Wyszłam do niego z empatią i czułością. On odpowiedział mi skruchą i żalem za swoje działanie.

Masz prawo do przeżywania różnych emocji. Masz prawo o nich mówić. Pamiętaj jednak, że kiedy zaczynasz działać pod ich wpływem, Twoje zachowanie jednocześnie powoduje określoną reakcję ze strony drugiej osoby. Dlatego zmiana Twojego działania może odmienić całą Waszą relację (pisałam o tym w artykule Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

 

Wybierz miłość

Co zatem wybierasz, jako swoją reakcję na słowa i zachowanie męża?

Mówisz i myślisz, że go kochasz. Miłość jest dla Ciebie ważną wartością.

Co jednak wybierasz, kiedy czujesz się zraniona, odepchnięta, osamotniona? Kiedy mąż robi coś, co jest dla Ciebie trudne i niewygodne, jaka jest Twoja reakcja? Jakie są Twoje słowa i zachowanie?

Jaka jest Twoja decyzja, a tym samym odpowiedź, w tej przestrzeni w przeciągu chwili (The space within the moment )? Kiedy on coś powie, zrobi (lub właśnie nie zrobi), czy działasz z pozycji złości i zranienia, czy wybierasz odpowiedź z pozycji miłości? Nawet, jeśli on na to nie zasłużył.

Twoja reakcja z pozycji miłości może całkowicie odmienić zachowanie drugiej osoby. Jeśli Ty dajesz zrozumienie, czułość, delikatność i otwartość, serce Twojego męża ma szansę stopnieć. Nawet, jeśli jeszcze przed chwilą był zdenerwowany czy rozżalony, Twoja reakcja daje mu szansę na opamiętanie. Wasze problemy małżeńskie mogą się zakończyć.

Zawsze masz możliwość wyboru swojego zachowania. Zawsze. Nawet, jeśli reagowałaś w określony sposób przez długie lata. Do końca naszego życia mamy szansę się zmieniać. To Twoja decyzja.

Jak to zrobić?

Podejmij postanowienie, aby NIE DZIAŁAĆ pod wpływem negatywnych emocji. Kiedy tylko je u siebie zauważysz, powiedz sobie STOP.  Przestań mówić. Zatrzymaj się w miejscu. Zostaw na chwilę wszystko, co w danym momencie robiłaś.

Zobacz, że właśnie znajdujesz się w tej przestrzeni w przeciągu chwili (The space within the moment). Po bodźcu nie musi od razu następować Twoja reakcja. Jeśli nauczysz się zatrzymywać, masz szansę świadomie wybrać, jak chcesz odpowiedzieć.

To będzie pierwszy, najtrudniejszy, ale i najważniejszy krok. Zatrzymać się. Na razie skup się na tym.

Daj sobie czas. Jeśli przez dwadzieścia lat reagowałaś od razu na zachowania innych, nie nauczysz się zatrzymywać swoich odpowiedzi w ciągu jednego dnia. A nawet kilku dni. Ćwicz cierpliwie. Codziennie wieczorem rób rachunek sumienia i zapytaj siebie: ile razy udało mi się dziś zatrzymać? Jeśli ani razu, nie martw się, jutro jest kolejny dzień. Jeśli jeden raz, świętuj swój sukces i ćwicz dalej.

 

Problemy małżeńskie dotykają każdą parę. Rodzą się często z naszego działania i mówienia pod wpływem emocji. Masz jednak wybór: zatrzymaj się, kiedy poczujesz się zraniona lub odrzucona przez męża. Nie mów i nie działaj pod wpływem tych uczuć. Weź na siebie swoją część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację i odpowiedz z miłością. Tylko taka reakcja może budować Wasz związek.

problemy małżeńskie

Jakie są Twoje reakcje na zachowania męża w przestrzeni w przeciągu chwili? Czy udaje Ci się wybierać miłość?

Jak zorganizować przestrzeń w pokoju na zabawki dziecka?

zabawki dziecka

W naszym domu pokój z zabawkami przez minimum połowę dnia jest totalnie zagracony. Samochodziki, klocki, maskotki, jakieś grające pieski, komputery i inne – wszystko to jest wyciągane z pudełek kilka razy dziennie i leży na podłodze. Kiedy spojrzałam ostatnio na pokój chłopaków, stwierdziłam: O matko, jak oni mają się tu czuć dobrze i spokojnie, kiedy nawet nie ma gdzie postawić nogi?! Coraz bardziej pociąga mnie idea minimalizmu. Mniejsza ilość rzeczy i odpowiednio zorganizowana przestrzeń na zabawki dziecka. Oto cel naszej rodziny na najbliższe tygodnie. 

zabawki dziecka

 

Ponadto ostatnio przeczytałam zdanie, że najlepszą zabawką dla dziecka jest rodzic, który usiądzie z nim na dywanie i będzie się z nim bawił. I ja się z tym w 100% zgadzam. A co, jeśli dorosły nie lubi tego robić? Pisałam o tym w artykule Nie lubię się bawić z dzieckiem. A jeśli potrzebujesz konkretnych pomysłów na wspólną z pociechą aktywność, zerknij tutaj.

Aby dokonać zmian w naszym domu, zaprosiłam Katarzynę Frenczak-Sito z bloga Kukumag, aby podała nam kilka wskazówek. Zapraszam do czytania: Kasia podaje tylko konkretne, sprawdzone porady, które sama sprawdziła. My niedługo zabieramy się za metamorfozę zgodnie z jej wskazówkami.


Wielu rodziców przygotowuje się na przyjście małego człowieka, zaczynając od urządzenia dla niego pokoju. Na długo przed narodzinami wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Powieszone mobile, nowe  łóżeczko i wyprasowane ubranka. Każda z tych rzeczy ma swoje miejsce i wszystko wygląda idealnie.

Maluch przychodzi na świat i wszystko się zmienia. Zaczyna raczkować, chodzić i interesować się światem. Rodzice napotykają cowieczorny problem sprzątania rzeczy dziecka. Kiedyś pokój lśnił czystością, a teraz walczą z zabawkami, ich ilością i tym, gdzie je zmieścić.

Ja również przez to przechodziłam. Co wieczór wkładałam wszystkie rzeczy mojej córki do, bądź co bądź ładnych, drewnianych skrzynek, a w ciągu dnia i tak trzeba było uważać, gdzie się stawia stopę. Zabawki się dekompletowały i ich ilość przytłaczała moje dziecko. Zastanawiałam się, w czym tkwi problem? Jak zorganizować zabawki dziecka w pokoju, by:

  • ono rzeczywiście się nimi bawiło,
  • nauczyć je porządku i mieć mniej do sprzątania.

Natknęłam się wtedy na pedagogikę Montessori, która całkowicie zmieniła moje podejście do aranżacji pokoju dziecka. Przede wszystkim podczas urządzania takiej przestrzeni powinniśmy najpierw skupić się na naszym podopiecznym i jego rozwoju, a dopiero w drugiej kolejności nad dekoracją.

zabawki dziecka

 

Jak zorganizować przestrzeń na zabawki dziecka w duchu Montessori?

  • Dostęp do zabawek

Jest to najważniejszy punkt w całej organizacji przestrzeni. Dziecko powinno mieć łatwy dostęp do swoich rzeczy. Często widać pięknie zaaranżowane pokoje, w których półki z książkami wiszą wysoko. Wyobraźcie sobie swoją frustrację, gdybyście chcieli sobie coś poczytać, a książki byłyby na suficie i żadnej drabiny w pobliżu?

Spróbuj sama raczkować po pokoju dziecka, zobaczysz wtedy jak postrzega ono swój pokój. Może szafa jest zbyt przetłaczająca. a ilość wiszących półek wprowadza do pokoju chaos?

Najlepsze do przechowywania zabawek są niskie, otwarte półki. Jeśli masz raczkującego brzdąca to będzie z łatwością docierał tam, gdzie ma ochotę. Sprawisz, że Twoje dziecko będzie niezależne i zapewniam, że wypijesz ciepłą kawę!

  • Każda rzecz ma swoje miejsce

Zabawki dziecka powinny mieć swoje miejsce w pokoju. Okazuje się bowiem, że dzieciom bardzo potrzebny jest ład i porządek. Lepiej będą orientowały się w przestrzeni swojego pokoju, łatwiej będzie im się wyciszyć i zachować spokój przed wieczornym snem.

Na początku musisz pokazać dziecku zasadę działania. Po skończonej aktywności, niech odłoży zabawkę na półkę, zanim przejdzie do następnej. Wyrabiamy w ten sposób nawyk, którego chyba i wielu dorosłym brakuje.

zabawki dziecka

 

  • Rzeczy w koszyczkach

Jeśli zabawki składają się kilku elementów, przechowuj je w otwartych koszyczkach, pudełkach i tackach. Jest to dodatkowa segregacja, która ułatwi ich używanie i sprzątanie.

Ważną kwestią jest również to, w jaki sposób układasz zabawki. Nie dawaj na półkę rozwiązanych problemów. Dla przykładu: masz drążek, na który należy nałożyć drewniane kółeczka. Przygotuj mały koszyk, do którego włożysz kółeczka i obok drążek. Niech dziecko samo dojedzie do tego, jak rozwiązać to zadanie.

  • Im mniej, tym lepiej

Zapewne każdy słyszał to już nie raz. Dzieciom szybko nudzą się zabawki, lubią poznawać nowe rzeczy. Na półkach umieść maksymalnie osiem – dziesięć rzeczy, a resztę schowaj. Raz na tydzień (lub częściej – obserwuj, czym już nie chce bawić się dziecko) wymieniaj wszystkie zabawki. Gdy wejdzie do swojego pokoju i zobaczy nowości, na pewno usłyszysz głośne: Wow!

  • Miejsce do zabawy

Najlepsze miejsce to oczywiście ziemia. Zorganizuj na niej mały dywanik, by było mu wygodnie i miło. Drugim, często zapominanym miejscem, jest mały stolik i krzesełko. Niektóre zabawy łatwiej przeprowadza się właśnie przy stole, a zarazem dbamy w ten sposób o prawidłową postawę dziecka.

 

Pragniemy by nasze dzieci wyrosły na osoby niezależne, kreatywne i wierzące we własne siły. Musimy im w tym pomóc, zaczynając od tak pozornie błahych spraw, jak zabawki dziecka. Sprawmy, by nasze pociechy miały możliwość wyciszenia we właściwie przygotowanej przestrzeni. Porządek i harmonię, której nauczą się za młodu, z pewnością przeniosą na inne aspekty swojego życia w przyszłości.

zabawki dziecka

Jak w Twoim domu jest zorganizowana przestrzeń na zabawki dziecka?

 

 

Autorka: zabawki dziecka

Katarzyna Frenczak – Sito

 

Mama trójki, architekt i blogerka na Kukumag. Zakochana w pedagogice Montessori i minimalizmie. Projektuje przestrzenie dla dzieci, które wspierają ich rozwój. Uczy innych, jak stworzyć minimalistyczne mieszkania i pomaga wyrzucać. Popołudniami wyżywa się na działce, sadząc marchewki i plewiąc chwasty.