3 podpowiedzi, jak wygrać walkę ze stresem raz na zawsze

walka ze stresem

Szybsze bicie serca. Spłycony oddech. Pocenie się. Każdy z nas zna te odczucia ze swojego życia – często są to objawy stresu. Doświadczamy ich codziennie. Powoduje je duża ilość trudnych zadań w pracy. Problemy z dziećmi. Nadmiar obowiązków, przez które czujemy, że musimy wciąż się gdzieś spieszyć. Kłopoty w małżeństwie. I wiele innych czynników. Nie jesteśmy w stanie ich uniknąć. Czy da się więc wygrać walkę ze stresem, jeśli nie możemy całkiem wyeliminować z życia trudnych sytuacji?

walka ze stresem

Szkodliwość stresu

Zanim jednak zajmiemy się walką ze stresem, zatrzymajmy się na chwilę. Chcę Ci przekazać ważną informację. Nawet bardzo ważną.

Czy stres sam w sobie jest szkodliwy? Czy trzeba z nim w ogóle z tym walczyć?

Większość osób zapewne odpowie, że tak. Takie głosy słyszymy wokół siebie.Tak mówią lekarze – pozostawanie dłuższy czas w stanie stresu wywołuje różne choroby ciała.

Jakiś czas temu w Ameryce przeprowadzono ciekawe badanie. Przez 8 lat śledzono losy 30 tysięcy dorosłych Amerykanów. Pytano ich o to, czy w ostatnim roku doświadczyli dużej ilości stresu oraz czy uważają, że jest on dla nich szkodliwy. Później śledzono statystyki zgonów wśród tych osób.

Okazało się, że największe ryzyko zgonu występowało wśród tych, którzy doświadczyli dużej ilości stresu ORAZ wierzyli, że jest on szkodliwy. U osób, które doświadczyły go dużo, ale nie uznawały jego szkodliwości, ryzyko zgonu było najniższe, nawet w porównaniu z osobami, które przeżyły mało stresu. O tym badaniu opowiadała Kelly McGonigal w przemówieniu na TED Conference.

Co wynika z tego badania?

Prawdopodobnie wpływ stresu na zdrowie jest ściśle powiązany z tym, jak go postrzegamy. Objawy stresu (szybsze bicie serca, pocenie się, spłycony oddech) możesz interpretować jako coś, co zagraża Twojemu ciału i życiu. Możesz jednak myśleć o nich jako przygotowaniu organizmu do poradzenia sobie z wyzwaniem. Ciało w ten sposób pomaga mi sprostać trudnemu zadaniu.

Takie postrzeganie stresującej sytuacji jest szczególnie przydatne w kontekście przeżywania krótkotrwałych, trudnych dla nas sytuacji (np. nieprzyjemna rozmowa, którą należy przeprowadzić). Warto o tym pamiętać w codziennym życiu.

 

Co to jest stres?

Ale może zaczęłam od końca. Warto najpierw zastanowić się, czym w ogóle jest stres?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Nie chcę zagłębiać się w psychologiczne dyskusje na ten temat, skupmy się na tym, co może nam pomóc w codziennym życiu. Przyjmijmy, że stres to fizjologiczna reakcja na sytuacje, które postrzegamy jako zagrożenie. Przejawia się w szybszym biciu serca, poceniu się, spłyconym oddechu, drżeniu rąk, wyostrzeniu zmysłów, może występować też ból brzucha czy głowy, trudności w oddychaniu… Objawy mogą się nieco różnić u poszczególnych osób. W większości przypadków są jednak postrzegane jako nieprzyjemne doznanie.

Najważniejsze jest, aby uświadomić sobie, że:

  • stres jest NORMALNĄ reakcją związaną z naszym funkcjonowaniem,
  • mobilizuje nasz organizm do radzenia sobie z trudnościami – w początkowej fazie trwania sprawia, że działamy lepiej i sprawniej,
  • stresu nie trzeba się bać, ale należy nauczyć się, jak sobie z nim radzić.

 

Czy zatem warto prowadzić walkę ze stresem?

Niekoniecznie. Lepiej uznać, że pewien jego poziom jest nieunikniony. Warto jednak pracować nad tym, aby było go jak najmniej i aby zmienić swoje postrzeganie stresujących sytuacji.

Nie jesteś w stanie być dobrą żoną i mamą, jeśli jesteś ciągle zestresowana. Długotrwałe odczucie stresu to znak, że jesteś przeładowana obowiązkami, jedziesz na rezerwie i balansujesz na granicy reakcji fight, flight or freeze (walcz, uciekaj albo udawaj martwego). W takiej chwili nieomal każde zachowanie dziecka, męża czy kogokolwiek innego, które Ci się nie podoba, może spowodować wybuch.

Na początku warto uświadomić sobie, że stres tylko w niewielkim stopniu zależy od tego, co rzeczywiście nam się przydarza. Jest to raczej nasza reakcja na to, co dzieje się dookoła nas. Reakcja, która wiąże się z naszymi decyzjami i naszym sposobem myślenia.

Dlatego to samo wydarzenie może totalnie zestresować jedną osobę, podczas gdy druga nieomal się nim nie przejmie.

Jako dorosły człowiek sama odpowiadasz za to, czy potrafisz zarządzać stresem. Masz wpływ na to, jakie wydarzenia dzieją się w Twoim życiu. A jeśli nie masz możliwości czegoś zmienić, to możesz decydować, jak będziesz postrzegać i interpretować sytuację.

 

Zdrowa walka ze stresem

Co zatem możesz zrobić, aby lepiej zarządzać stresem, nawet, jeśli jest on nieunikniony?

walka ze stresem

  1. Zmniejszaj ilość stresorów.

Jak to zrobić?

Wiele stresorów wynika z przeładowania naszego codziennego grafika zajęć. Dom, praca, dzieci, małżeństwo, przyjaciele, pasje… Wszystko wydaje się równie ważne i niezbędne do codziennego funkcjonowania.

Musisz dokonywać trudnych wyborów. Zadawaj sobie często pytanie: Czy dane zajęcie jest ważne i potrzebne? Czy służy mi i mojej rodzinie?

Ja zauważyłam, że muszę często robić przegląd tego, co sobie dokładam do moich codziennych zadań. Na przykład w każdym tygodniu zapisuję się na różne wydarzenia online, na które później i tak nie mam czasu. Regularnie wypisuję się więc z mini-kursów, szkoleń, webinarów  i konferencji online. O tym temacie pisałam więcej w artykule Czego nikt Ci nie powiedział o tym, jak znaleźć czas na wszystko.

Jeśli widzisz, że cały czas musisz się gdzieś spieszyć i wciąż poganiasz swoje dzieci, czujesz się zmęczona, sfrustrowana i nie masz kiedy zatroszczyć się o siebie, to znak, że Twój grafik jest przeładowany.

W artykule Czego (prawdopodobnie) nie wiesz o tym, jak być dobrą mamą i żoną przeczytasz o innych powodach, dlaczego często bierzemy na siebie zbyt dużo i jak sobie z tym poradzić.

 

2. Dbaj o to, aby Twoje samopoczucie było jak najlepsze.

Możesz to robić w rozmaity sposób. Najważniejsze, abyś nauczyła się wielokrotnie w ciągu dnia zwracać się myślą ku samej sobie z pytaniem: Czego w tym momencie potrzebuję, aby czuć się dobrze? Jeśli już wiesz, co jest Ci potrzebne, daj to samej sobie w tym momencie lub zrób postanowienie, że wrócisz do tej potrzeby później (np. kiedy dzieci pójdą spać).

Na Twój stan ma wpływ wiele czynników – Twoje emocje, psychika, intelekt, duchowość, fizjologia. Musisz wziąć pod uwagę wszystkie te sfery, ponieważ każda z nich ma coś do powiedzenia w Twoim życiu. Jeśli skupisz się tylko na tym, co zewnętrzne (kosmetyczka, fryzjer, manicure itp.), umknie Ci coś znacznie ważniejszego. To Twoje wnętrze przede wszystkim potrzebuje, aby się nim zaopiekować. Twoje włosy czy paznokcie też są ważne, jednak zajmowanie się wyłącznie nimi to jak łagodzenie objawów choroby, zamiast docierania do jej przyczyn.

W tym artykule przeczytasz, jak konkretnie możesz zadbać o siebie już dziś. Innych inspiracji szukaj w artykule Sposoby, aby zadbać o siebie wśród obowiązków.

 

3. Zmieniaj swoje nastawienie.

Jednym z powodów, dla których możesz czuć się zestresowana, jest perfekcjonizm. Dążenie do bycia perfekcyjną żoną, matką, pracowniczką czy przyjaciółką powoduje ogromne napięcie i frustrację, ponieważ nigdy nie będziesz w stanie osiągnąć tego stanu

Ty i ja jesteśmy tylko ludźmi. Popełniamy błędy. Krzywdzimy innych, chociaż mamy dobre intencje. Nie ma rodziców czy małżonków idealnych.

Możliwe, że popełniłaś do tej pory w małżeństwie i rodzicielstwie wiele błędów. Ja też. Robię to codziennie.

Teraz jest czas, aby je sobie wybaczyć. Zadręczanie się tym, co zrobiłaś źle nic nie zmieni, nie powoduje również, że następnym razem postąpisz inaczej. To, czego potrzebujesz, to współczucie wobec samej siebie i podarowanie sobie odpowiedniego wsparcia w drodze do zmiany.

Zachęcam Cię do tego, abyś sama dla siebie stała się rodzicem. Takim, który kocha bezwarunkowo, wybacza błędy, okazuje zrozumienie i współczucie. Który zachęca do pozytywnej zmiany, ale również akceptuje, jeśli coś się nie uda.

Jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś dzisiaj. Twój mąż i Twoje dzieci również. Nie musisz samej siebie ani ich pchać na siłę ku zmianom. Możesz już teraz ucieszyć się całym dobrem, które w Was jest.

Tylko, jeśli docenisz to, co już masz i gdzie jesteś w tym momencie, będziesz mogła ruszyć w dalszą podróż do zmian w Tobie, Twoim małżeństwie i rodzinie. Bez pośpiechu i niepotrzebnego spinania się. Bez pretensji do samej siebie, że za wolno się zmieniasz. Za to z motywacją i nadzieją, ciesząc się wszystkim, co dzieje się w tej podróży.

Co zrobić, aby zostać takim rodzicem dla samej siebie? O tym przeczytasz w tym artykule.

A już teraz możesz przeczytać o tym, jak docenić to, co dobre w Twoim mężu.

walka ze stresem

Walka ze stresem to trudne zadanie. Pamiętaj, że nigdy nie wyeliminujesz go całkowicie ze swojego życia, ale masz wpływ na to, jak dużo go doświadczasz i jak postrzegasz stresujące sytuacje. Przez swoje reakcje na wydarzenia możesz sama sobie dokładać napięcia lub zmniejszać jego ilość. Masz wpływ na swoje zachowanie, swoje myśli, swoje reakcje i to, czym wypełniasz swój dzień. Wykorzystaj to dla dobra siebie i swojej rodziny.

Jakie są Twoje sposoby walki ze stresem?

Jeśli chcesz odnieść sukces w życiu, zacznij od sprzątania domu

sprzątanie domu

Mamy w domu ogromną ilość rzeczy. Nie tylko to wszystko, co znajduje się każdym przeciętnym mieszkaniu (ubrania, elektronika, sprzęt kuchenny, książki, kosmetyki, zabawki itd.), ale również firmowy sprzęt mojego męża (wielkie kolumny do puszczania muzyki, światła, lasery, gadżety do przebierania się i różnych zabaw) oraz sporo materiałów do zajęć plastycznych (pozostałość po moim hobby i ostatniej pracy zawodowej). Mój mąż jest mistrzem w układaniu wszystkiego tak, by się zmieściło nawet na małej powierzchni. Coraz częściej jednak czuję się przytłoczona ilością tego wszystkiego. Wiem, że czas na wielkie sprzątanie domu. Chcemy pozbyć się tego, co je zagraca, by zostawić miejsce na to, co ważne.

sprzątanie domu

Słuchałam ostatnio rozmowy z Julie Morgenstern, autorką książki Jak być doskonale zorganizowanym. Zadano jej pytanie o to, od czego powinna zacząć osoba, która czuje, że w jej życiu panuje totalny chaos, jest niezorganizowana, nie ma na nic czasu i jest ciągle zmęczona. Julie zaproponowała najpierw zrobić porządek w rzeczach, w przestrzeni fizycznej wokół siebie. Dopiero później można zająć się porządkowaniem myśli i kalendarza.

Nie chodzi jednak o ścieranie kurzy, układanie zabawek na półkach czy odkurzanie. Jakkolwiek większość ludzi czuje się lepiej, kiedy to zrobią, jest to tylko chwilowy efekt. W niedługim czasie bałagan znów przejmuje kontrolę nad domem i trzeba zaczynać od nowa.

Chodzi o to, by sięgnąć głębiej. Zastanowić się, które rzeczy są nam w domu potrzebne. Pozbyć się wszystkiego, co je zagraca. Zrobić miejsce tylko na to, co ważne.

Czuję, że przyszedł w moim życiu czas na sprzątanie domu, o którym mówi Julie.

Dlaczego warto zrobić gruntowne sprzątanie domu?

Masz czasem poczucie, że odkąd zostałaś mamą (albo po urodzeniu drugiego czy trzeciego dziecka), przestałaś ogarniać rzeczywistość?

W głowie wiruje Ci setki myśli o tym, co powinnaś jeszcze dziś zrobić. Sprzątanie, gotowanie, pranie, rozwiązywanie konfliktów między rodzeństwem, rozmowy z mężem, czas dla siebie, uczenie dzieci, jak się ubrać, jak samodzielnie jeść, czy umyć ręce… Każdy dzień to niekończąca się lista zadań, obowiązków, ale też pragnień i tego, co chciałabyś zrobić.

Ja czasem czuję się przytłoczona tym wszystkim.

Dodatkowo to uczucie potęguje nieporządek w moim domu. Gdzie spojrzę, tam widzę mnóstwo rzeczy leżących na szafkach, na stole, w kącie… Wydaje się, jakby mieszkanie było zbyt małe, by je wszystkie pomieścić! Albo jakbyśmy mieli za mało szafek. Patrzę na to wszystko i sama nie wiem, w co ręce włożyć. Jak mam sobie z tym wszystkim poradzić?!

Ilość rzeczy, które posiadamy w domu w sposób bezpośredni wpływa na to, jak się czujemy i jak się zachowujemy. Jeśli czujesz się przytłoczona ich nadmiarem, Twój stan od razu przenosi się na inne sfery życia. Dzieje się to zwykle w sposób nie do końca świadomy. Patrzysz na to, co Cię otacza i wydaje Ci się, że nie masz siły, chęci ani energii, aby radzić sobie z czymkolwiek. Nie tylko z bałaganem, ale też z nadmiarem zajęć i nieporządkiem w relacjach z bliskimi. Myślisz sobie: Nie dam rady się z tym uporać… Nie jestem w stanie nic zrobić.

Kiedy w domu znajduje się mała ilość rzeczy, jest w nim przestrzeń na to, aby oddychać i skupić się na tym, co ważne.

April Perry, założycielka portalu Power of Moms opowiadała, że kiedy jej mama zachorowała na Alzheimera, zaczęła stawiać na widoku ogromną ilość rzeczy. W jej sypialnie wszystkie szafki, łóżko, podłoga były pokryte różnymi przedmiotami z jej życia. Robiła to dlatego, bo bała się, że jeśli nie będzie ich widzieć, zapomni o nich.

W pewnym momencie jednak cała rodzina zaczęła dbać o to, aby tych rzeczy było jak najmniej. Okazało się, że to bardzo obniżyło u mamy poczucie ciągłego niepokoju. Kiedy widziała te wszystkie przedmioty, wciąż o nich myślała, przypominała sobie różne wydarzenia, osoby, a to powodowało, że była niespokojna. Musiała pozbyć się ich, by wrócił do niej pokój serca.

Dlaczego zatem warto zrobić gruntowne sprzątanie domu? Dlaczego warto pozbyć się z domu wszystkiego, co nie jest Ci potrzebne? Poniższe powody znalazłam w książce It’s here… Somewhere A. Fulton-Osborne i P. HatchAutorki opracowały je na podstawie własnych obserwacji z pracy z setkami osób, którym pomogły odgracić swój dom.

  • Mniejsza ilość rzeczy = mniejszy bałagan = mniej czasu potrzebnego Ci na sprzątanie.
  • Zyskujesz więcej przestrzeni życiowej, aby zająć się tym, co naprawdę ważne: relacjami z bliskimi, spotkaniem z drugim człowiekiem.
  • Przestrzeń, która nie jest zagracona, wprowadzi w Twoje serce spokój i pobudzi kreatywność.
  • Porządek w rzeczach pomoże Ci wprowadzić porządek w myślach i kalendarzu.
  • Dzieci, które znajdują się w uporządkowanej przestrzeni, są bardziej spokojne i chętniej bawią się samodzielnie.
  • Łatwiej przyjdzie Ci zapraszać innych ludzi do domu (również Twoje dzieci będą chętniej przyprowadzać swoich przyjaciół).
  • Kiedy robisz porządek w swoich rzeczach, zyskujesz poczucie kontroli nad pewnym elementem swojego życia – łatwiej Ci wtedy zabrać się za porządkowanie pozostałych sfer, ponieważ czujesz przypływ energii, motywacji i przekonania, że: Jeśli poradziłam sobie z tym bałaganem, poradzę sobie też z wszystkim innym!

Czego powinnam się pozbyć?

Każdy ma wokół siebie przedmioty, których powinien się pozbyć. Jednak dla każdego może to być coś innego. Czym się kierować przy podejmowaniu decyzji?

W języku angielskim używane jest słowo clutter na określenie tego rodzaju przedmiotów. Jest ono tłumaczone jako rupiecieśmieci, nieporządek. Nie do końca odpowiada mi to tłumaczenie. Autorki książki It’s here… Somewhere, na podstawie swoich obserwacji, stwierdziły, że słowo clutter oznacza przedmioty, których:

  • nie lubisz,
  • nie potrzebujesz,
  • nie używasz,
  • nie chcesz,
  • nie masz na nie miejsca.

Nie chodzi zatem o to, co my zwykle rozumiemy jako rupiecie i śmieci. Nie wiem, jak Ty, ale ja słowo rupiecie interpretuję przede wszystkim jako coś, co jest zepsute i stare. Tymczasem coś w moim domu może być nowe, w ogóle nie używane, idealnie funkcjonujące, a podlegać pod kategorię clutter, czyli jest przedmiotem, którego powinnam się pozbyć.

Będę zatem używać słowa graty (również niezbyt mi się podoba, ale nie mam pomysłu na inne, bardziej pasujące – może Wy coś podpowiecie?).

Zatem graty to rzeczy, których nie lubisz, nie potrzebujesz, nie używasz, nie chcesz lub nie masz na nie miejsca. Dany przedmiot nie musi spełniać każdej z tych cech, aby należało się go pozbyć. Ostateczna decyzja zawsze należy do Ciebie. Czasem wystarczy, że czegoś NIE CHCESZ i dlatego usuwasz to ze swojego domu.

sprzątanie domu

Dlaczego tak trudno nam się pozbyć gratów?

Nasze babcie funkcjonowały w zupełnie innym świecie. Większość z nich w ogóle nie musiała podejmować refleksji nad tematem gruntownego sprzątania mieszkania z niepotrzebnych rzeczy. Dlaczego? Bo po prostu miały mało rzeczy! Tymczasem wielu z nas każdego dnia przynosi do domu jakieś nowe przedmioty. Gazety, książki, zabawki, plastikowe pudełka, nowe naczynia, kosmetyki, buty, ubrania… Rzeczy przybywa, ale czy w tym samym czasie inne znikają?

Dlaczego tak trudno nam się czegoś pozbyć?

Są trzy główne powody.

  1. Rzecz ma dla nas wartość sentymentalną.

Może to być bluzka, którą założyłam na pierwszą randkę z mężem, maskotka, którą dostałam od pierwszego chłopaka, czy kubek, z którego uwielbiał pić herbatę mój zmarły tata. Przedmioty przypominają nam ludzi, wydarzenia i przeżycia. Trudno nam się z nimi rozstać, bo czujemy, jakbyśmy w ten sposób wyrzucali z naszego życia również osobę, od której otrzymaliśmy dany przedmiot. Podobnie jak mama April Perry z podanego wcześniej przykładu boimy się, że jeśli zabraknie danej rzeczy, stracimy dostęp do jakiegoś przeżycia. Że nasze życie będzie uboższe i mniej szczęśliwe.

W ten sposób Twoje mieszkanie może zostać wypełnione pamiątkami o ludziach i wydarzeniach. Z biegiem czasu będzie ich coraz więcej i więcej. W końcu poczujesz się przytłoczona ich nadmiarem i zmęczona koniecznością ciągłego sprzątania.

Co zatem zrobić?

  • Każdy członek rodziny niech założy swoje pudełko wspomnień. Musi być ono nieduże i nie możecie go zamieniać na coraz to większe. Do pudełka można wkładać przedmioty, które są dla Was szczególnie ważne i nie wyobrażacie sobie, aby się ich pozbyć. Jest to przydatne szczególnie, jeśli masz dziecko – większość z nich to wyjątkowi kolekcjonerzy. Pozwól, by ono samo decydowało, co włoży do swojego pudełka. Jednocześnie niech ma świadomość, że jeśli pudło się wypełni, będzie musiało wyciągnąć coś, by przechować w nim coś nowego. Będzie miało szansę uczyć się trudnej sztuki decydowania o tym, co jest mu naprawdę w życiu potrzebne.
  • Zrób zdjęcia przedmiotu, który ma dla Ciebie dużą wartość sentymentalną. Możesz na fotografii uchwycić siebie lub swoich bliskich, jak trzymacie czy używacie danej rzeczy. Zdjęcie zachowaj (wywołaj lub trzymaj na komputerze), a przedmiot przekaż innym.

2. Zapłaciliśmy za daną rzecz sporą ilość pieniędzy.

Możesz nie używać kupionego jakiś czas temu robota kuchennego, ale kiedy myślisz o tym, aby go komuś oddać, przychodzi Ci myśl: Ale przecież zapłaciłam za niego tyle kasy…

Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że mamy tendencję, aby posiadanym przez nas przedmiotom przypisywać większą wartość, niż one rzeczywiście posiadają. Jeśli zapłaciłaś za coś dużo pieniędzy, tym bardziej nie chcesz się tego pozbywać z domu. Bo przecież szkoda takiego wydatku!

3. Myślimy, że może jeszcze kiedyś będziemy potrzebować danej rzeczy.

Autorka książki It’s here… Somewhere dała mi odpowiedź na tę wątpliwość, która wgniotła mnie w ziemię.

Tak, prawdopodobnie będziesz kiedyś potrzebować danej rzeczy. Ale na świecie są ludzie, którzy potrzebują jej TERAZ, dziś, w tej chwili. Wykonaj ten akt odwagi i przekaż daną rzecz dalej, aby ktoś inny mógł z niej skorzystać. A jeśli przyjdzie czas, że będziesz jej potrzebować, bądź pewna, że znajdzie się sposób, abyś ją otrzymała.

To argument, który przemawia do mnie całkowicie. Może nie jest logiczny, ale dotyka czegoś, co siedzi głęboko w każdym z nas. Pragnienie, aby pomóc innym, obdarować ich czymś, co jest dla nich ważne i im potrzebne jest uniwersalne wśród ludzi.

Pomyśl o przedmiotach wokół siebie jak o bilecie do kina. Kupujesz bilet po to, by czegoś doświadczyć, coś przeżyć. Bilet sam w sobie jest tylko kawałkiem papieru. Kiedy obejrzysz film, już go nie potrzebujesz. Wszystkie przedmioty wokół nas również są nam potrzebne, by czegoś doświadczyć. Kiedy to zrobimy, możemy się ich pozbyć i przekazać je komuś innemu, by on również mógł z nich skorzystać.

Przez swoją hojność możesz ubogacić i zmienić życie kogoś innego. Dana rzecz, zamiast stać i kurzyć się w Twojej szafce, może posłużyć komuś, kto jej naprawdę potrzebuje. Czyż to nie wspaniały powód do tego, aby zrobić gruntowne sprzątanie domu?

Kiedy myślę o pozbywaniu się rzeczy z domu, nie chodzi mi o wyrzucanie wszystkiego do śmietnika. Proponuję Ci wyrzucenie tylko tego, co już nie nadaje się do użytku. Pozostałe przedmioty przekaż komuś innemu: rodzinie, przyjaciołom lub osobom ubogim (poprzez jakąś organizację).

sprzątanie domu

Dwie umiejętności, których potrzebujesz, aby zabrać się do pracy

  1. Świadomość, dlaczego pozbywasz się z domu konkretnych przedmiotów.

Moje odpowiedzi na to pytanie znajdują się powyżej w tekście: bo chcę swobodnie oddychać w swoim domu, mieć miejsce na to, co ważne, odgracić nie tylko przestrzeń, ale i moje myśli oraz przekazać innym to, z czego oni mogliby skorzystać.

Jaki jest Twój powód i motywacja?

Jeśli nie odpowiesz sobie na to pytanie, nie będzie Ci się chciało ruszyć do pracy. Sprzątanie domu z gratów to działanie wyczerpujące zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Musisz setki, tysiące razy odpowiadać sobie na pytanie: Czy chcę daną rzecz? Czy jej potrzebuję? Czy jej używam? Czy ją lubię? Czy mam na nią miejsce?

Zrywanie emocjonalnych więzów z przedmiotami może być trudne, ale to uczucie ulgi, wolności i przestrzeni, które następuje później, jest wyjątkowe.

2. Znajomość pytań, które pomogą Ci ocenić, czy zostawić dany przedmiot, czy usunąć go z domu.

Te pytania już padły:

Czy chcę daną rzecz?

Czy jej potrzebuję?

Czy jej używam?

Czy ją lubię?

Czy mam na nią miejsce?

Zapamiętaj je, bo dzięki nim możesz stać się również bardziej uważna na to, co nowego wnosisz do swojego domu.

Jestem gotowa na zmiany. Chcę tego. Potrzebuję tego.

Kiedy ustalałam swoje cele na 2016 r., wśród nich znalazł się też punkt dotyczący utrzymania porządku w domu. Odgracanie będzie świetnym wstępem do tego.

Rozpoczynam proces gruntownego sprzątania domu w tym miesiącu. Opracowuję pewien plan, który ma mi w tym pomóc i usprawnić pracę. Chciałabym poświęcać na odgracanie minimum 15 minut każdego dnia (dłużej może być trudno przy dwójce małych dzieci…). Dostosowuję się do okoliczności mojego życia i będę pracować w sposób realny, ale efektywny. Wszystko małymi kroczkami.

Cały proces będę opisywać na blogu. Jeśli chcesz, możesz skorzystać z moich podpowiedzi i zrobić porządek w swoim domu.

Chciałabyś się do mnie przyłączyć? Jeśli tak, zostaw komentarz poniżej. Będziemy się nawzajem motywować do działania.

Jak wprowadzać zmiany w życiu: 5 wskazówek do natychmiastowego użycia

wprowadzania zmian

Możesz mówić, że Twoje kiepskie samopoczucie, zmęczenie i smutek to wina innych, którzy nie wywiązują się odpowiednio ze swoich obowiązków. Mąż nie okazuje Ci miłości tak, jak Ty tego potrzebujesz. Dziecko doprowadza Cię do szału swoimi zachowaniami. Koledzy w pracy ciągle zrzucają na Ciebie swoje obowiązki. W każdą relację wnosisz samą siebie. Nawet, jeśli zmienisz pracę, a może nawet męża, w te nowe relacje zabierzesz swoje przyzwyczajenia, zranienia i sposoby reagowania. I może okazać się, że nadal nie jesteś szczęśliwa. Dlaczego?! Nie uciekniesz od samej siebie. Musisz wprowadzić zmiany w życiu i w swoim zachowaniu, a wtedy zmienią się Twoje relacje.  

zmiany w życiu

Dlaczego pracować nad sobą?

Dlaczego to ja mam pracować nad sobą, jeśli mój mąż (moi koledzy z pracy, moja matka – sama wybierz, która relacja jest dla Ciebie najbardziej męcząca) nie chcą nic robić?! Przecież to, co jest między nami, nie zależy tylko ode mnie!

Zabierasz samą siebie w każdą relację, w którą wchodzisz. Jeśli pracujesz nad sobą, zmieniasz swój sposób tworzenia więzi z innymi ludźmi. Jeśli wykonasz swoją część pracy, najwięcej zyskujesz Ty sama. To od Ciebie zależy, jak wyglądają Twoje relacje. Masz na to wpływ. Nie musisz prowadzić życia, w którym czujesz się kiepsko. Masz możliwość zmieniać to, co jest dla Ciebie męczące i raniące. Praca nad sobą jest warta trudu, który trzeba w nią włożyć (więcej o tym przeczytasz w artykule: Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

Trzy lata temu uczestniczyłam w treningu interpersonalnym. Poznałam na nim pewną Basię (imię zmieniłam). Nadawałyśmy na zuuuupełnie innych falach. Kompletnie. Zawsze wydawało mi się, że mam całkiem niezłe umiejętności komunikacyjne. Z nią natomiast nie byłam w stanie się dogadać. Kiedy ja coś mówiłam, jej odpowiedź pokazywała, że zrozumiała mnie zupełnie inaczej, niż chciałam. Kiedy ona coś mówiła do mnie, często jej słowa odbierałam jako oceniające i oskarżające.

I może gdybym poznała ją w normalnym życiu (poza treningiem), po prostu unikałabym rozmów i konfrontacji z nią. Może rozwinęłaby się we mnie myśl, że to jej wina, że nie jesteśmy w stanie się zrozumieć. Że ona mnie nie słucha, że mnie ocenia i oskarża o coś, czego ja wcale nie powiedziałam.

Jednak tak się nie stało.

Widziałam, że inne osoby rozmawiają z nią normalnie. Myślałam: Jak to możliwe?! Tak się da? Dlaczego ja nie jestem w stanie? Dodatkowo celem treningu było uczenie się siebie w relacjach z innymi, więc byłam zdeterminowana, aby maksymalnie ten czas wykorzystać. Kiedy więc była potrzeba i okazja, podejmowałam próby rozmowy z nią. Uczyłam się strzec swoich granic, mówić spokojnie, co mnie dotknęło i jak ja rozumiem i odbieram jej słowa. Chwilami było ostro. Posypały się iskry, popłynęło nieco moich łez. Ale wyszłam z tego wszystkiego silniejsza i mądrzejsza. Basia mnie dużo nauczyła.

Każda relacja, nawet najbardziej trudna i męcząca, może nas dużo nauczyć. I to od nas zależy, jak będziemy ją postrzegać.

 

5 kroków do wprowadzenia zmiany w życiu

Każda zmiana w Twoim zachowaniu dokonuje się powoli. Potrzeba czasu, wysiłku i wielokrotnych prób. Kiedy dziecko uczy się chodzić, trwa to wiele miesięcy. Jego determinacja jest ogromna. Upada, wstaje, chwiejnie robi kilka kroków, znów upada i wstaje. I tak w kółko. Tak właśnie wygląda proces wprowadzania zmian i uczenia się nowych zachowań.

W tej podróży można wyróżnić pięć stopni. Przechodzimy po nich po kolei za każdym razem, kiedy dokonujemy jakiejkolwiek zmiany w swoim zachowaniu.

  1. nieświadomość – nawet nie wiesz, że istnieje możliwość postępować inaczej i wcale Cię to nie interesuje. żyjesz sobie swoim życiem, dni mijają, nic się nie zmienia w Twoim działaniu,
  2. świadomość – gdzieś usłyszałaś lub przeczytałaś, że można zachować się inaczej niż Ty zawsze to robisz, ale nawet nie wiesz dokładnie, o co chodzi,
  3. mistrzostwo poznawcze – masz już pełną wiedzę w danym temacie, wiesz, jak wygląda określone zachowanie, co zrobić, aby je osiągnąć,
  4. emocjonalna zgodność – czujesz, że chcesz dokonać w swoim życiu takiej zmiany, że to będzie Ci służyło, jesteś emocjonalnie zaangażowana,
  5. działanie nawykowe – nie musisz już uczyć się danego zachowania, nie musisz pamiętać, aby go wykonać, bo jest to Twój normalny sposób działania bez zastanawiania się.

Jak widzisz, droga do zmiany jest długa. Nie daj się zwieść pozorom: to, że dużo wiesz na jakiś temat wcale nie oznacza, że jesteś na końcu tej podróży! To, że wiesz, jak powinnaś przeprowadzić owocną rozmowę z mężem nie oznacza, że takie rozmowy prowadzisz.

Zmiany w życiu zawsze związane są z pewnego rodzaju rozciąganiem samej siebie. Aby nauczyć się czegoś nowego, musisz wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć działania, których nigdy dotąd nie robiłaś. To boli! To wymaga wysiłku, wielu prób i błędów, ciągłego przypominania sobie, co powinnaś zrobić i jak się zachować.

Pamiętasz, jak uczyłaś się jeździć na rowerze (lub pływać, grać w tenisa czy robić coś jeszcze innego). Czy zajęło Ci to kilka minut? Nie! Był to proces. Musiałaś korygować swoje działanie i wciąż podejmować nowe próby, nawet jeśli się przewróciłaś. Może miałaś chwile zniechęcenia, kiedy wydawało Ci się, że nigdy się tego nie nauczysz. Ponieważ nie zrezygnowałaś, w końcu osiągnęłaś mistrzostwo.

jak dokonać zmiany

Opór przed zmianą

Ponieważ zmiana ZAWSZE w jakiś sposób boli, na pewno napotkasz po drodze opór. Nie tylko na zewnątrz, przede wszystkim wewnątrz siebie.

Kiedy uczysz się czegoś nowego, w pewnej chwili doświadczysz lęku, wątpliwości czy smutku. Kiedy pojawiają się u Ciebie te uczucia, Twój system nerwowy wysyła Ci silny komunikat: zaprzestań działania, które powoduje taki stan! To jest mechanizm, który pojawia się u każdego człowieka. Dlatego tak wiele osób rezygnuje z dokonania zmian: nie są w stanie przebrnąć przez silne, nieprzyjemne uczucia.

Musisz rozpoznać, jak wygląd u Ciebie opór przed zmianą. Czy przyjmujesz to, że przeciwności, wątpliwości i ból są normalne w rozwoju? Czy raczej pozwalasz, aby zatrzymały Cię w drodze? Jeśli masz silny opór przed zmianą, działasz z pozycji strachu i chęci ochronienia siebie przed bólem. Pamiętaj jednak, że nie jesteś w stanie zabezpieczyć siebie przed cierpieniem w życiu i w relacjach. Ono zawsze się pojawi, cokolwiek będziesz robić. Czy nie lepiej więc świadomie przyjąć, że przez ten ból mogę zmierzać do czegoś lepszego?

 

Kogo obwiniasz?

Ludzie są różni. Każdy z nas to odrębny świat, bardzo bogaty i skomplikowany. Mamy różne nawyki, przyzwyczajenia, życiowe doświadczenia i schematy postrzegania. Wiele osób ma jednak tendencję do patrzenia na innych przez pryzmat swojego wnętrza. Oczekujemy, że inni będą myśleć, czuć i reagować tak samo, jak my. Kiedy robią inaczej, oceniamy to jako niewłaściwe. A kiedy nie rozumiemy tego zachowania, kiedy czujemy się przez nie zranieni czy zdenerwowani, obwiniamy drugą osobę za swoje nieszczęście.

Kiedy obwiniasz kogoś za to, jak się czujesz, dobrowolnie oddajesz mu władzę nad swoim życiem. Jeśli to wina Twojego męża, że chodzisz smutna i czujesz się niekochana, to przecież tylko on może coś zrobić, aby to zmienić, prawda? Nic tu od Ciebie nie zależy. To on musi się zmienić, to on musi mówić i działać inaczej. Ty możesz tylko czekać, płacząc, narzekając i marudząc.

Obwinianie innych to odbieranie samej sobie możliwości decydowania o swoim życiu. W ten sposób stwierdzasz, że będziesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś innych odmieni Twój los. Bo przecież to jego wina, że jest Ci tak źle w tej relacji! Tylko co, jeśli on tego nie zrobi? Będziesz tak siedzieć do końca życia?

Zostaw więc obwinianie za drzwiami, weź się do roboty i wykonaj swoją część pracy. Wprowadzaj zmiany w życiu i nie czekaj na to, co zrobi druga osoba. Kiedy obudzi się w Tobie chęć obwiniania kogoś innego, przypomnij sobie, że w ten sposób sama odbierasz sobie możliwość kształtowania tego, jak wygląda Twoje życie. Cokolwiek zrobią inni, zawsze masz możliwość dokonać zmian w kierunku lepszych relacji.

 

Korzystaj z okresów czasu

Aby dokonać konkretnej zmiany w swoim zachowaniu, możesz wykorzystać narzędzie zwane okresami czasu.

Zdecyduj, co konkretnie chciałabyś zmienić, jakie nowe zachowanie wprowadzić lub z jakiego zrezygnować. Może to być częste mówienie pozytywnych rzeczy swojemu mężowi albo zaprzestanie mówienia o nim negatywnie. Może rezygnowanie z zamartwiania się o przyszłość albo umiejętność spontanicznej zabawy w codziennym, stresującym życiu. Ile kobiet, tyle pomysłów na zmianę.

Wybierz sobie jakiś krótki okres czasu (na początku 5-10 minut), w którym chcesz wprowadzić dane zachowanie. Nastaw sobie budzik i przez ten okres wszystkie swoje siły skup na tym, aby ćwiczyć nowe zachowanie. Kiedy się nie uda, przypomnij sobie, co to miało być i podejmij kolejną próbę. Jeśli opanujesz 5 minut, rozciągnij ten czas do 10. Później wydłużaj go o kolejne minuty. W końcu okaże się, że to zachowanie stanie się dla Ciebie naturalne.

Pamiętaj, że ból jest naturalnym elementem rozwoju. Jeśli odczuwasz niepokój, obawę, wątpliwości, smutek, zniechęcenie, to dobrze! To znak, że jesteś na właściwej ścieżce. Zmierzasz w kierunku pozytywnej zmiany.

zmiany w życiu

Zapisuj, co się u Ciebie dzieje

Pisanie ma terapeutyczną moc. Samo w sobie pomaga uporządkować myśli, nadać sens różnym wydarzeniom, nazwać emocje. Może być świetnym narzędziem w procesie wprowadzania zmian.

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej i liceum, pisałam pamiętnik. Wszystko, co się u mnie działo, przelewałam na papier. Później na pewien czas porzuciłam pisanie, ale zdarzało mi się sięgać po kartkę papieru i długopis w chwilach dużego, wewnętrznego chaosu. Pisanie pomagało mi się uspokoić, nazwać, co się we mnie dzieje i spojrzeć na wszystko z dystansem.

Aktualnie robię krótkie notatki po modlitwie osobistej. Zapisuję, czego doświadczyłam i co chcę zmienić na przyszłość. Pisanie jest wspaniałym narzędziem do poznawania siebie i wydobywania na światło dzienne swoich myśli i uczuć. Bez tego nie ma możliwości dokonania zmian w sobie.

Załóż zeszyt, w którym będziesz regularnie pisać kilka zdań. Zapisuj swoje myśli, uczucia, to, jak zareagowałaś na jakąś sytuację i co to mówi o Tobie. Zapewniam Cię, że w ten sposób znacznie przyspieszysz swój rozwój.

 

Na koniec chcę Cię zostawić z pytaniem: co by było, gdyby do końca Twojego życia wszystko zostało tak, jak jest teraz? Twoje relacje z bliskimi i to, jak Ty się w nich czujesz. Czy byłabyś szczęśliwa?

Jeśli nie, nie trać ani chwili. Zakasaj rękawy i walcz. W każdą relację wnosisz samą siebie, więc trwałe, pozytywne zmiany osiągniesz tylko wtedy, kiedy będziesz pracować nad sobą. Od samej siebie nie uciekniesz.

 

Jakie Ty masz sposoby na wprowadzanie zmian w życiu?

Przestań próbować zadowolić męża

uszczęśliwić męża

Jeśli chcesz pokazać mężowi, że go kochasz, dawaj z siebie jak najwięcej. Ile razy słyszałaś podobne słowa? Ja wielokrotnie. I starałam się do nich stosować. Chciałam uszczęśliwić męża, robiąc to, czego on oczekiwał, nawet jeśli czułam przy tym żal, niechęć lub złość. Zwykle kończyło się to katastrofą, moim zmęczeniem i zniechęceniem: Ciągle coś od siebie daję, zmieniam się, próbuję naprawiać nasz związek i co z tego mam?

uszczęśliwić męża

 

Zniechęcenie żony

Często słyszę podobne słowa również od innych kobiet. Wkładają wiele serca i pracy w relację z mężem. Przełamują własne słabości, starają się nie narzekać, rezygnują ze słów pełnych złości… I nagle: TRRRACH. Mają dość. Czują, że miarka się przebrała. Że dłużej nie są w stanie tak funkcjonować. Bo co z tego, że ja tak dużo daję od siebie? On ciągle robi to samo! Nic się w nim nie zmienia!

Mówili mi, że jeśli ja będę dawać, to i on będzie. Jeśli ja będę spełniać jego potrzeby, to on w końcu zacznie spełniać moje. Jeśli będę dla niego cierpliwa, to on odpowie tym samym. Dobro podobno powraca, czyż nie tak?

Tymczasem rzeczywistość często jest inna. Kobieta stara się odpowiadać na potrzeby męża. Sprząta w domu, bo widzi, że on lubi, jak jest czysto. Gotuje obiady, które mu smakują. Zgadza się na jego wyjścia z kolegami na piwo. I tylko w głowie kołacze jej się myśl: Kiedy w końcu przyjdzie pora na MNIE? Kto spełni MOJE potrzeby?

Żona może robić wszystko, aby zadowolić męża. Może wciąż dawać i dawać. To jednak nie oznacza, że on stanie się idealnym człowiekiem. A ją może doprowadzić do zniechęcenia i zmęczenia.

Jak zwykle podkreślam: nie twierdzę, że tylko Ty powinnaś się starać dawać mężowi to, co najlepsze. On również przysięgał Ci to samo, to jest również jego zadanie i obowiązek. Jednak odnoszę się tylko do Twojej sytuacji, bo wierzę w to, że jedna osoba może odmienić sytuację w domu. Możesz to być Ty, ale mógłby to być również Twój mąż.

Są kobiety, które funkcjonują cały czas, mając żal o to, że nikt nie troszczy się o ich potrzeby. Inne miewają podobne myśli tylko czasem. Jeszcze inne może nigdy ich nie doświadczyły. Czy to oznacza, że te ostatnie mają idealnych mężów? Takich, którzy zawsze zachowują się właściwie i nigdy nie ranią? Którzy spełniają każdą potrzebę kobiecego serca?

Na pewno nie.

Nie ma idealnych mężów.

Każdy mąż czasem nawali. Postawi swoje potrzeby ponad potrzeby żony. Nie wysłucha. Nie przytuli, chociaż ona tego potrzebuje.

Co zatem różni te kobiety między sobą?

 

Dawaniezadowalanie – dwa sposoby budowania relacji

Ostatnio natknęłam się na wypowiedź Stacey Martino (polecam kolejny już raz), która wyjaśniła mi, o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego czasem nasze kobiece dawanie prowadzi do żalu wobec męża, który w naszym odczuciu daje z siebie za mało? Co więcej, wygląda na to, jakby nasze staranie nawet jego nie uszczęśliwiało!

Stacey tłumaczy, że jest różnica pomiędzy dawaniem (giving), a zadowalaniem, uszczęśliwianiem, chęcią sprawienia komuś przyjemności (pleasing). W języku angielskim łatwiej wychwycić tę różnicę już na poziomie języka. Giving i pleasing. Na potrzeby tego artykułu będę używała słów dawaniezadowalanie. To dwa zupełnie odmienne sposoby zachowania. Na czym polega różnica?

Z zewnątrz jakaś czynność wykonana przez Ciebie może być zarówno dawaniem, jak i próbą zadowolenia drugiej osoby. Nie ma zewnętrznej różnicy pomiędzy jednym i drugim.

Żona uprasowała dla męża wszystkie koszule. Czy jest to dawanie, czy robi to po to, by zadowolić męża? Zewnętrzny obserwator nie jest w stanie tego określić.

Jednak zależnie od tego, czy jest to dawanie czy zadowalanie, doprowadzi do różnych rezultatów.

 

Czym różni się dawanie od zadowalania?

Dawanie to coś, czego dokonujesz z poczuciem, że jest Ci z tym dobrze. Towarzyszą Ci pozytywne emocje. Cieszysz się, że możesz zrobić coś dla drugiej osoby. Jesteś pełna radości i zapału. Czujesz, że wspaniale jest okazywać miłość, pomagać, wspierać drugą osobę. Może to dotyczyć drobnych, codziennych spraw: zmywania naczyń, odkurzania podłogi, wstawania w nocy do dziecka. Cieszysz się, że możesz to zrobić dla swoich bliskich. Nie oczekujesz niczego w zamian.

Zadowalanie to coś, czemu towarzyszą nieprzyjemne emocje. Wykonujesz daną rzecz tylko po to, aby druga osoba się cieszyła, a sama wcale tego nie chcesz. Czujesz wewnętrzny opór, z którym wiążą się emocje typu złość lub smutek, zniechęcenie czy żal.

Wróćmy do przykładu z uprasowanymi koszulami. W trakcie pracy żonie mogły towarzyszyć dwa rodzaje emocji:

  • radość z tego, że może pomóc mężowi, odciążyć go; wdzięczność za wszystko, co on robi dla niej; lub
  • żal, że znów musi stać przy desce do prasowania tyle czasu, chociaż jest zmęczona; poczucie, że ma dość tych domowych prac i czuje się nimi przeciążona.

Oczywiście emocje mogły być nieco inne. Jednak podczas każdej czynności, którą wykonujemy, towarzyszą nam uczucia z jednej lub z drugiej strony barykady: są przyjemne lub nie. Jest w nas radość, entuzjazm, zadowolenie lub żal, złość czy zirytowanie.

Odczuwane przez nas emocje to główna różnica pomiędzy dawaniem, a zadowalaniem.

uszczęśliwić męża

 

Czy jesteś w stanie uszczęśliwić męża?

Nie jest to jednak jedyna różnica.

Chociaż przy dawaniuzadowalaniu samo zachowanie może wyglądać tak samo, jednak doprowadzi do skrajnie różnych rezultatów.

Naturalne dla człowieka jest odwzajemnianie emocji innych osób. Jeśli widzisz, że ktoś cieszy się spotkaniem i rozmową z Tobą, Ty również zaczynasz się tym cieszyć. Jeśli czujesz po drugiej stronie podirytowanie, również zaczynasz odczuwać nieprzyjemne emocje. Nie zawsze są to dokładnie takie same emocje. Jednak zwykle należą do tej samej kategorii: przyjemnych lub nieprzyjemnych.

Zależnie od tego, czy dajesz, czy raczej próbujesz zadowolić męża, otrzymujesz odmienną odpowiedź od niego. To, co odczuwasz w trakcie podejmowania działania, ma wpływ na jego reakcję. Możesz zapytać: jak to możliwe? Przecież ukrywam swoją irytację i zniechęcenie, bo go kocham i chcę dla niego dobrze! Przecież on nie wie w tej chwili, co ja czuję. Dlaczego to miałoby na niego wpłynąć?

Nawet, jeśli nie powiesz drugiej osobie, co czujesz, ona to wie. Często sama nie zdaje sobie sprawy z tego, że wie. Jej ciało i psychika odbiera płynące od Ciebie sygnały. Jeśli robisz coś, chociaż nie masz na to najmniejszej ochoty, druga osoba nie będzie się z tego cieszyć. Ona czuje Twoją niechęć, złość, zmęczenie, irytację czy żal. Czuje je i reaguje zgodnie z nimi. Odpowiada emocjami z tego samego gatunku.

Jeśli mąż zaczyna odczuwać nieprzyjemne emocje w interakcji z Tobą, mało prawdopodobne, aby zachował się w sposób, który Tobie sprawi radość. Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Jeśli Twoje zachowanie budzi w nim nieprzyjemne uczucia (nawet, jeśli wszystko odbywa się na poziomie nieświadomości), jego zachowanie będzie zgodne z tymi uczuciami.

Jeśli robisz coś tylko po to, by go zadowolić, uszczęśliwić, nie czując przy tym żadnej radości, szkodzisz sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. 

 

Co zrobić, kiedy nie mam ochoty być dobrą dla swojego męża?

Myślę, że rozróżnienie jest już jasne. Wiemy, czym jest dawanie, a czym zadowalanie. Wiemy, że prowadzą do odmiennych reakcji u drugiej osoby. Wiemy, że w takim sensie nie jesteś w stanie uszczęśliwić męża, bo Twoje próby tylko wywołują jego negatywne emocje.

I tu pojawia się ważne pytanie.

Co mam zrobić, kiedy wcale nie mam ochoty być dobrą dla swojego męża?

On mnie czymś zdenerwował, zranił, powiedział coś, co mnie zabolało, zrobił coś, o czym wie, że tego nie lubię. Nieprzyjemne emocje we mnie buzują. Nie mam ochoty z nim spokojnie rozmawiać. Nie mam ochoty znów gotować dla niego obiadu. Nie mam ochoty zajmować się dziećmi, kiedy on gra w piłkę.

Co wtedy?

Zacisnąć zęby i zrobić, co trzeba, w imię miłości?

Byłoby to zadowalanie, a wiesz już, że ono Wam szkodzi. Nie daje rezultatów, których oczekujesz. Nie buduje Waszej więzi. Nie doprowadzi Was do szczęścia małżeńskiego. Dlatego nie jest odpowiedzią na Twoje pytania.

Co zrobić?

uszczęśliwić męża

 

Wykonaj swoją pracę.

Twoją pracą w takiej chwili jest zadbanie o swoje emocje. 

Jeśli zmienią się Twoje emocje, będziesz mogła dać z radością i entuzjazmem. Nie będziesz myślała o tym, jak zmienić męża na lepsze.

Ucz się swoich emocji. Poznawaj je. Rozmawiaj lub pisz o nich. Zdobywaj wiedzę o tym temacie, abyś wiedziała, jak możesz sobie pomóc. Nie zachęcam Cię do negowania swoich uczuć. Jeśli przychodzą, daj sobie ich doświadczyć.

Emocje są powiązane z naszymi myślami, z tym, jak postrzegamy sytuację. To, co myślisz o swoim mężu i jego zachowaniu wpływa na to, co czujesz w relacji z nim. Jeśli skupiasz swoje myśli na jego błędach, porażkach, tym, co robi źle, będziesz odczuwać wobec niego nieprzyjemne emocje nieomal cały czas. Jeśli natomiast dostrzegasz to, co dobre, dziękujesz mu za to, doceniasz go – wtedy częściej będą Ci towarzyszyły pozytywne emocje.

Wykonaj swoją pracę. Masz wpływ na swoje emocje poprzez kształtowanie swoich myśli. Prowadź dziennik wdzięczności. Wyrażaj na głos codziennie podziękowanie dla męża za jego konkretne zachowania. Pamiętaj, aby zadbać o siebie, swój odpoczynek i rozwój. Jeśli jesteś wierząca, szukaj pomocy na modlitwie. Praktykuj uważność.

Przestań próbować zadowolić (i tak uszczęśliwić) męża. Nie jesteś w stanie tego zrobić! Wykonaj swoją część pracy. Wtedy będziesz mogła dawać swoją uwagę, czas i pracę z entuzjazmem i radością, nie oczekując niczego w zamian. Paradoksalnie dopiero wtedy mąż odpowie Ci tym samym. W ten sposób budujecie szczęśliwy związek.

 

Jak podoba Ci się teoria dawania vs zadowalania?

Czy relacje z rodzicami niszczą Twoje macierzyństwo?

relacje z rodzicami

Schemat prawie zawsze był ten sam: kiedy jej córka zaczynała płakać, ona odczuwała rosnący dyskomfort. Nieomal fizyczny ból. I tysiąc myśli galopujących po głowie: Niech ona w końcu przestanie płakać! Nie zniosę tego dłużej! Próbowała ją pocieszyć: No już, nie płacz, nic się nie stało. Kiedy to nie pomagało, rosła w niej irytacja i ze złością krzyczała: Uspokój się wreszcie! Zawsze takie cyrki odstawiasz! Wieczorem, kiedy myślała o tym, co się wydarzyło, zawsze czuła wstyd. Dlaczego tak nakrzyczała na swoją córkę? Przecież nic wielkiego się nie działo. Postanawiała, że więcej tego nie zrobi. Ale kiedy znów stawała w obliczu płaczącego dziecka, robiła to samo co zawsze. Co takiego się działo? I co mają z tym wspólnego jej relacje z rodzicami?

relacje z rodzicami

„Rozpakuj swój bagaż, aby twoje dzieci nie musiały go dźwigać”

Lu Hanessian

W ostatnim czasie z zadziwieniem odkrywam wielki dar, który przynoszą na świat dzieci swoim rodzicom. Jest nim szansa na przepracowanie własnych problemów. Jeśli masz jakąś sferę w życiu, która nie jest poukładana, bądź pewna, że wyjdzie ona na wierzch w Twojej relacji z dziećmi. Taka jest kolej rzeczy. Dzieci w magiczny sposób doprowadzają swoich rodziców do skrajnych emocji, których dorośli do tej pory w sobie nie dostrzegali. Jakby instynktownie wiedziały, który guzik nacisnąć, żeby bomba wybuchła.

Oczywiste jest to, że emocje się w nas pojawiają. Czasem jednak są tak silne, że uniemożliwiają nam jasne myślenie. Pod ich wpływem podejmujemy działania, których później żałujemy. Reagujemy przesadnie, ale widzimy to dopiero po fakcie. Dziecko rozsypało mąkę na podłodze, a my urządzamy mu awanturę, jakby pobiło kolegę. Znasz to?

 

Dlaczego niektóre sytuacje wywołują w nas skrajne emocje?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: podświadomość.

Dana sytuacja odsyła nas do jakichś wcześniejszych wydarzeń z naszego życia, których nie byliśmy w stanie przetrawić, przepracować, nadać im sensu i dlatego została przeniesiona do podświadomości.

O co tutaj chodzi?

Każdy z nas snuje opowieść o swoim życiu. W naszą naturę wpisana jest potrzeba nadawania znaczenia wszystkiemu, co się nam przydarza. Z naszych doświadczeń tworzymy określony obraz samych siebie i swojego życia. Czasem jednak z jakiegoś powodu nie jesteśmy w stanie włączyć niektórych doznań i wydarzeń w tę opowieść. Nie potrafimy sobie z nimi poradzić, nie rozumiemy ich. Kiedy się tak dzieje?

  1. Doświadczenia z pierwszych dwóch lat naszego życia nieomal w całości są poza naszym racjonalnym myśleniem. W tym czasie pamięć funkcjonuje jak płyta, na którą nagrywa się wszystko, co się dzieje. Doznania i emocje nie są werbalizowane, a tym samym wszystkie są nieuświadomione. Nie mogą być poddane kontroli racjonalnej części naszego mózgu.
  2. Kiedy jakieś doświadczenie jest dla nas zbyt trudne, przytłaczające i smutne, byśmy sobie z nim poradzili w danej chwili, również zostaje zepchnięte do podświadomości. Najczęściej dotyczy to sytuacji z naszego dzieciństwa. Kiedy dziecko nie potrafi zrozumieć i nadać sensu jakiemuś wydarzeniu, często odkłada je do swojego emocjonalnego plecaka.

Wyobraź sobie taką sytuację. Mama wymyka się z domu do pracy bez pożegnania, bo myśli, że jej dziecko lepiej to zniesie, jeśli nie będzie jej widziało. Syn płacze, kiedy orientuje się, że jej nie ma. Jego opiekunka mówi do niego: Nie płacz, przecież mama niedługo wróci, nic się nie dzieje. Po co tak płakać? Taki duży chłopak, a tak płacze. Prawdopodobnie chłopiec przestanie płakać, jednak swój smutek, żal i lęk przed tym, że mama go zostawiła (chociaż wcale tego nie zrobiła), wepchnie do swojego plecaka.

Żaden dorosły nie pomógł mu w tej sytuacji zrozumieć, co się z nim dzieje, dlaczego nagle chce mu się płakać i jest przestraszony. Jego doświadczenie nie zostało opowiedziane i nazwane. Zostaje przeniesione do podświadomości. Tym samym nie może podlegać racjonalnej kontroli. Nie oznacza to, że u dziecka następuje w takiej sytuacji wielka trauma – oczywiście, że nie. Po prostu niewyrażone emocje gromadzą się w nas i nosimy je ze sobą wszędzie i zawsze.

Rozumiesz już?

Dziecko potrzebuje, by ktoś mu pomógł zrozumieć, co dzieje się dookoła niego. Jeśli nikt tego nie robi, doświadczenia zbyt trudne i przytłaczające dla niego spycha do podświadomości. Zostają tam na długie lata i są gotowe do tego, aby wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Nawet w życiu dorosłym nie jest w stanie ich kontrolować, bo nie wie o ich istnieniu.

Ty też masz w sobie takie niezintegrowane (zepchnięte do podświadomości) doświadczenia i emocje. Wyskakują na powierzchnię właśnie wtedy, kiedy wybuchasz i sama nie rozumiesz później, dlaczego tak się zachowałaś.

Dlatego właśnie dzieci w magiczny sposób naciskają w nas odpowiednie guziki. Relacja z nimi odsyła nas do doświadczeń z naszego dzieciństwa i przywołuje nasze relacje z rodzicami. Płacz, krzyk, złość, zaczepianie rodzeństwa, niesłuchanie naszych próśb – wszystkie te zachowania naszych dzieci mogą być zapalnikiem do wybuchu. Odsyłają nas do sytuacji z naszego dzieciństwa, w których miały miejsce podobne wydarzenia lub uczucia.

Kiedy odczuwasz silne emocje w relacji z Twoim dzieckiem, to nie ono jest głównym powodem tych emocji. Wychodzą wtedy na powierzchnię stare uczucia, które nie zostały odpowiednio przeżyte i wyrażone. Twoje relacje z rodzicami są odpowiedzią na większość niezrozumiałych nawet dla Ciebie reakcji na zachowanie Twoich dzieci. 

relacje z rodzicami

Wróćmy zatem do bohaterki z początku artykułu. Kiedy widziała swoją płaczącą córkę, nie była w stanie tego znieść. Nieomal zawsze mówiła lub robiła coś, czego później żałowała.

Co takiego się z nią działo?

Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić, skąd to odczucie dyskomfortu i złości w zetknięciu z płaczącym dzieckiem. Może w dzieciństwie nie pozwalano jej płakać i musiała zawsze udawać, że wszystko jest w porządku? Może jej mama w sposób gwałtowny reagowała na jej płacz, pokazując, że takie zachowanie powinno być traktowane jako zagrożenie? To odczucie mogło również pochodzić z późniejszego okresu życia, niekoniecznie z pierwszych lat dzieciństwa.

Z dużą pewnością możemy jednak stwierdzić, że przyczyną jej gwałtownych reakcji nie było samo zachowanie jej dziecka. Bo przecież inny rodzic mógłby zareagować w takiej sytuacji zupełnie inaczej. To nie dziecko było odpowiedzialne za te emocje. Ono tylko wciskało odpowiedni guzik.

 

Relacje z rodzicami – jak zmienić to, co już się wydarzyło?

„Jeśli brakuje refleksji, historia lubi się powtarzać… Badania jasno pokazują, że na przywiązanie naszych dzieci do nas będzie wpływało to, czego doświadczyliśmy, kiedy byliśmy dziećmi, jeśli nie spróbujemy zrozumieć tych doświadczeń”.

Dan Siegel

Nie ma rodziców idealnych.

Po prostu nie ma.

Dlatego Twoi rodzice na pewno popełnili jakieś błędy wychowawcze, nawet jeśli bardzo się starali.

Wiele z nich wynikało z tego, czego sami nauczyli się od swoich rodziców. Często robili coś, bo byli przekonani, że to jedyny sposób, żeby nauczyć Cię, co jest dobre, a co złe. Mieli określone przekonania i przyzwyczajenia, tak samo jak Ty mieli też swoje zranienia. Nawet jeśli nie chcieli Ci zrobić krzywdy, wiele ich zachowań wypływało z emocji i doświadczeń, które zepchnęli do podświadomości. Tak samo jak u Ciebie.

Tradycyjne wychowanie w znacznej mierze opiera się na zawstydzaniu dziecka lub odbieraniu mu naszej pełnej miłości uwagi, kiedy zachowuje się w sposób niewłaściwy (tak działa karanie, zastraszanie, rozkazywanie czy metody typu karny jeżyk). Twoi rodzice mogli być przekonani, że taki sposób wychowania to jedyna szansa na to, abyś wyrosła na dobrego człowieka.

Twoje relacje z rodzicami w sposób bezpośredni wpływają na to, jaką mamą jesteś. Wszystkie nieprzepracowane, trudne dla Ciebie sytuacje z dzieciństwa mogą teraz wyskakiwać, kiedy zajmujesz się swoimi dziećmi. Pamiętaj jednak, że jesteś dorosła. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje zachowania. Twoje trudne relacje z rodzicami nie są w stanie zniszczyć Twojego macierzyństwa. Tylko Ty jesteś odpowiedzialna za swoją relację z dziećmi.

Pamiętaj też, że Ty sama nie jesteś i nigdy nie będziesz idealnym rodzicem. Dzieci jednak nie potrzebują perfekcyjnych rodziców. Potrzebują rodziców, którzy będą ich wspierać, patrzeć na świat ich oczami i przepraszać, kiedy popełnią jakiś błąd.

 

Co możesz zatem zrobić, aby Twoje relacje z rodzicami nie wpływały negatywnie na to, jaką jesteś mamą?

  • Wychowuj świadomie

Przyglądaj się samej sobie i swoim reakcjom. Jakie zachowania dziecka wywołują w Tobie szczególnie silne emocje? W jakich sytuacjach zwykle reagujesz w sposób, którego później żałujesz? Za każdym razem, kiedy znajdziesz taki zapalnik, możesz być pewna, że ukazuje on stare uczucia w Tobie, które nie zostały odpowiednio przeżyte.

Ja zauważyłam, że takim zapalnikiem jest każdy moment, kiedy mam poczucie, że dziecko mnie nie słucha. Zarówno kiedy nie spełnia jakiejś mojej prośby, jak i kiedy po prostu nie reaguje na to, co mówię, jakby mnie rzeczywiście nie słyszał.

  • Ucz się stosować metodę Stop, drop and breathe

Możesz stopniowo zmieniać swoje zachowanie, zatrzymując się w momencie kiedy wiesz, że za chwilę wybuchniesz. Więcej o tej metodzie pisałam w artykule Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?.

  • Podejmuj refleksję nad swoją własną historią

Nie jesteś w stanie zmienić tego, co już się wydarzyło. Twoje relacje z rodzicami w dzieciństwie należą do przeszłości. Możesz jednak odmienić swój sposób patrzenia na nie. Jeśli ojciec odszedł od Waszej rodziny, kiedy byłaś dzieckiem, mogłaś wtedy czuć, że to Twoja wina. Teraz jednak jesteś już dorosła i możesz zobaczyć, że jego odejście nie miało z Tobą nic wspólnego. Masz możliwość zinterpretować swoje doświadczenia w nowy sposób.

Ponadto możesz teraz przeżyć te emocje, których kiedyś nie byłaś w stanie zrozumieć. Kiedy zachowanie Twojego dziecka wywołuje Twój wybuch, pamiętaj, że część z tych uczuć pochodzi z przeszłości. Pozwól sobie je poczuć. Przyjrzyj się im. Zauważ, w jaki sposób odczuwasz je w swoim ciele. Jeśli nie masz możliwości zrobić tego od razu, bo poniosły Cię emocje, wróć do nich później. Za każdym razem, kiedy pozwolisz sobie je przeżyć, rozładowujesz część swojego emocjonalnego plecaka.

relacje z rodzicami

  • Proś o pomoc, jeśli tego potrzebujesz

Niekiedy potrzebne jest wsparcie specjalisty, by poradzić sobie z problemami z przeszłości. Czasem nieocenioną pomocą może być grupa wsparcia złożona z innych rodziców. Nie ma nic wstydliwego w szukaniu rozwiązań dla swoich trudności.

 

Relacje z rodzicami dla wielu osób to trudny i bolesny temat. Nie możesz jednak od niego uciec, jeśli chcesz sama być dobrą mamą dla swoich dzieci. Kiedy sama jesteś rodzicem, masz szansę odkryć swoje rany, aby móc je uleczyć. Pamiętaj o tym następnym razem, kiedy poczujesz, że Twoje dziecko znów wciska guzik powodujący wybuch.

Jak jest u Ciebie? Czy widzisz jakieś powtarzające się sytuacje, w których odczuwasz bardzo silne emocje w relacji z dzieckiem?

Czego nikt Ci nie powiedział o tym, jak znaleźć czas na wszystko

jak znaleźć czas na wszystko

Cynthia i jej ojciec Stephen Covey od dawna planowali swój wspólny pobyt w San Francisco w czasie jego podróży służbowej. Mieli obmyślony każdy szczegół: spotkanie w sali konferencyjnej, szybkie wymknięcie się z budynku, chińszczyzna w China Town, kino, przejazd taksówką do hotelu, wspólne lody i długie oglądanie telewizji. Wszystko toczyło się zgodnie z ich planem do momentu spotkania dawnego znajomego ojca podczas opuszczania centrum kongresowego. Po wylewnym powitaniu przyjaciel powiedział, że zaprasza Cynthię i jej ojca do restauracji z owocami morza. Cynthia zamarła – oczami wyobraźni widziała już swoje znudzenie wieczorem spędzonym na dorosłych rozmowach, które jej nie dotyczyły. Wydawało się, że razem z ojcem świetnie odpowiedzieli na pytanie, jak znaleźć czas na wszystko. Tymczasem w ostatniej chwili przyszły niespodziewane trudności.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na wszystko?

Żyjemy w zadziwiających czasach. Codziennie zalewa nas ogrom możliwości. Mamy łatwy dostęp do wiedzy, możliwość szybkiego podróżowania, szansę na zdobywanie wciąż nowych doświadczeń. Możemy w związku z tym zaobserwować trzy niepokojące zjawiska (opisuje je Greg McKeown w książce Esencjalista).

  • Zbyt duża liczba opcji do wyboru – jest to widoczne na każdym polu: począwszy od szerokiego wachlarza produktów spożywczych, które możemy kupić w sklepie, aż do ogromnej ilości kursów internetowych dostępnych w każdej chwili. Jesteśmy zmęczeni ciągłą koniecznością decydowania. Powoli tracimy umiejętność odróżniania spraw naprawdę ważnych od tego, co błahe.
  • Zbyt duża presja społeczna – bezustannie czujemy na sobie oddech innych osób i ich oczekiwań. Każdy ma prawo wyrazić swoją opinię o tym, jak powinniśmy się zachowywać i co robić: nie tylko nasi bliscy w rodzinie, ale też szef i współpracownicy, dalsi znajomi, koleżanki ze wspólnoty religijnej… Na każdym kroku o coś nas proszą, czegoś wymagają lub do czegoś zapraszają.
  • Przekonanie, że można mieć jednocześnie wszystko – większość osób, które znam, próbuje brać udział w wielu kursach internetowych jednocześnie, zostawać w pracy po godzinach, by wykonać wciąż powiększającą się ilość zadań, wcisnąć do swojego planu dnia dodatkowe zajęcia (swoje lub swoich dzieci) i być cierpliwą żoną i matką. Chcemy wiedzieć, jak znaleźć czas na wszystko, co tylko świat nam zaoferuje. Żyjemy w stresie: jeśli dziś odrzucę jakąś okazję, czy jeszcze kiedyś do mnie przyjdzie?

„Gdy nie będziemy umieli celowo i świadomie wybrać obszarów, na których powinniśmy skupić swoje siły i energię, zrobią to za nas inni ludzie – przełożeni, współpracownicy, klienci, a czasem nawet krewni – i szybko stracimy z oczu to, co ważne i istotne. Możemy albo świadomie dokonywać wyborów, albo pozwolić innym ludziom decydować o naszym życiu„.

„Esencjalista”, Greg McKeown

Wróćmy na chwilę do historii Cynthii. Dziewczynka była przerażona, kiedy usłyszała z ust ojca słowa: Bob, tak się cieszę, że cię widzę. Kolacja w porcie brzmi wspaniale. Po chwili jednak odetchnęła z ulgą, kiedy dokończył: Ale nie dzisiaj. Zaplanowaliśmy z Cynthią wyjątkową randkę, prawda kochanie? Złapał ją za rękę i razem wybiegli z centrum kongresowego.

W tej historii widać zjawiska, o których pisałam wcześniej. Duża ilość opcji do wyboru, presja społeczna. Brak tylko zastanawiania się, jak znaleźć czas na wszystko. Stephen mógł przecież zachować się zupełnie inaczej:

  • stwierdzić, że tak długo nie widział się z przyjacielem i taka okazja może znów szybko się nie powtórzyć (przecież córkę ma ze sobą na co dzień),
  • zgodzić się na spotkanie, bo głupio i niezręcznie tak odmawiać przyjacielowi,
  • zgodzić się na kolację, a z córką spędzić tylko część wieczoru.

On jednak wybrał to, co od dawna planowali. To było dla niego najważniejsze. Nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko, bo wiedział, że nie jest to możliwe.

Nie możesz mieć w życiu wszystkiego. To Ty wybierasz, w jaki sposób zagospodarujesz swój czas i energię. Jeśli sama świadomie nie zdecydujesz, co jest dla Ciebie ważne, zrobią to za Ciebie inni. I wtedy to od nich będzie zależało, na co poświęcisz swój czas.

Większość informacji, wydarzeń i opcji do wyboru wokół Ciebie nie mają większej wartości, tylko nieliczne wnoszą coś ważnego do Twojego życia. Musisz jednak podjąć trud odsiewania plew i wyszukiwania tylko tego, co ma dla Ciebie znaczenie.

jak znaleźć czas na wszystko

Jak znaleźć czas na to, co ważne?

Greg McKeown w książce Esencjalista posługuje się metaforą szafy. Dzięki niej możesz zobaczyć, jak dokonać zmian we właściwym kierunku.

Wyobraź sobie, że posiadasz szafę, w której nigdy nie sprzątasz. Jest pełna ubrań nowych i starych, takich, które uwielbiasz i takich, których nigdy nie założyłaś. Podobnie jest z Twoim życiem: wypełnia się stopniowo zobowiązaniami i zadaniami, które podejmujesz w dobrej wierze. W pewnym momencie jednak Cię przytłaczają. Czujesz, że wciąż musisz gdzieś pędzić i jesteś przemęczona. Wtedy pojawia się w Tobie pytanie: jak znaleźć czas na wszystko?!

W jaki sposób uporządkować taką szafę i swoje życie?

1. Przegląd i ocena

Pytanie, które najczęściej zadajemy sobie w kontekście ubrań to: Czy jest szansa, że w przyszłości założę tę rzecz? Takie sformułowanie powoduje jednak, że przez lata trzymamy ubrania, których nigdy nie mieliśmy na sobie. Ważniejszym pytaniem jest: Czy lubię w tym chodzić? Czy dobrze w tym wyglądam? Czy często to zakładam? Jeśli odpowiedź brzmi NIE, należy pozbyć się danej rzeczy.

W swoim życiu też musisz dokonywać oceny wszystkiego, co do Ciebie przychodzi. Każdy dzień to setki nowych możliwości. Pojawiają się z różnych źródeł: szef powierza Ci nowe obowiązki, współpracownik prosi o pomoc w wykonaniu jego pracy, na facebooku wyświetlają się wciąż nowe, ciekawe artykuły do przeczytania i filmy do obejrzenia.

Większość z tych propozycji i możliwości wcale nie są dla Ciebie ważne. Zadawaj sobie często pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły? Zapamiętaj to pytanie: Czy szukałabyś ich, gdyby same do Ciebie nie przyszły?

Jeśli nie będziesz odróżniać mnóstwa mało ważnych spraw od kilku naprawdę istotnych, te pierwsze zabiorą cały Twój czas i już nie zostanie go na to, co dla Ciebie ważne.

Czy jednak wiesz, co jest dla Ciebie ważne?

Wykonaj pierwszy krok i zadaj sobie to pytanie: co jest dla mnie naprawdę istotne? Na czym chcę skupić swój wysiłek i starania? Dla mnie w pierwszej kolejności liczy się moja relacja z Panem Bogiem, mój mąż, dzieci i ja sama. Oczywiście warto podjąć głębszą refleksje: co to znaczy, że mąż jest dla mnie ważny? Co chciałabym osiągnąć w relacji z nim? Na czym się skupić?

Potrzebujesz w swoim życiu regularnie zastanawiać się nad tym, jakie cele chcesz osiągnąć w różnych dziedzinach swojego życia. Jeśli nie będziesz tego wiedziała, nie zdecydujesz, co Cię przybliży do osiągnięcia tych celów. Nie będziesz umiała odróżnić śmieci, które Cię otaczają od prawdziwych perełek.

 

2. Eliminacja

Jeśli podzieliłaś ubrania ze swojej szafy na dwie grupy (do zatrzymania prawdopodobnie do wyrzucenia), musisz pozbyć się rzeczy z tej drugiej. Czy potrafisz to zrobić? Jest to bardzo trudne dla każdego z nas. Mamy skłonność, aby przypisywać rzeczom, które już posiadamy większą wartość, niż one rzeczywiście mają. Dlatego masz problem z pozbyciem się książki, której nie zamierzasz nigdy przeczytać czy sprzętu kuchennego, który nie jest Ci do niczego potrzebny.

Nie wystarczy wiedzieć, co w Twoim życiu jest ważne, a co niekoniecznie. Musisz podjąć działanie i aktywnie pozbywać się tego, co należy do tej drugiej grupy. Wielu ludzi zgadza się na różne rzeczy tylko dlatego, że chcą zadowolić innych i sprostać ich oczekiwaniom. Odmawianie wymaga odwagi i dyscypliny. To trudna umiejętność. Jednak tylko mówienie nie temu, co nieistotne, zaprowadzi Cię do Twoich celów.

Jeśli Ty rezygnujesz z wybierania tego, co dla Ciebie ważne, ktoś inny dokona wyboru zamiast Ciebie. Jeśli zgadzasz się na wszystko, co do Ciebie przychodzi, nie masz czasu na to, czego naprawdę byś chciała.

Zacznij małymi kroczkami. Ja regularnie dokonuję przeglądu grup na facebooku, do których należę i newsletterów, na które się zapisałam. Raz na kilka tygodni wypisuję się z wszystkiego, co nie jest mi wcale potrzebne, czego nie czytam lub w co się nie angażuję (polecam aplikację Unroll me, dzięki której w 2 minuty wypiszesz się z wszystkich niechcianych newsletterów).

Sprawdź, jak funkcjonujesz w pracy. Czy często zgadzasz na na drobne przysługi wobec współpracowników? Jak to wpływa na wykonywanie Twoich obowiązków?

Przyjrzyj się też wszystkim zobowiązaniom, które na siebie wzięłaś w ostatnim czasie. Czy jest konieczne i ważne dla Ciebie, abyś je wykonała? Może jest szansa, abyś z niektórych zrezygnowała? Jakie dodatkowe obowiązki wzięłaś na siebie w przedszkolu lub szkole u swoich dzieci? W czym chciałaś pomóc sąsiadce lub koleżance, chociaż teraz żałujesz, że zaproponowałaś tę pomoc?

Nie pytaj siebie, jak znaleźć czas na wszystko, ale jak wyeliminować to, co zbędne w Twoim życiu.

jak znaleźć czas na wszystko

3. Wykonanie

Aby Twoja szafa była utrzymana w porządku, potrzebujesz jakiegoś systemu jej sprzątania. Regularnie musisz opróżniać ją z niepotrzebnych rzeczy, wiedzieć kiedy i gdzie możesz je oddać.

Jeśli usuwasz ze swojego życia niepotrzebne działania i zobowiązania, oszczędzasz czas. Możesz go przeznaczyć na usuwanie ze swojej drogi przeszkód i ułatwienie wykonania postawionych przed sobą zadań. Nagle okazuje się, że osiągnięcie Twoich celów jest znacznie łatwiejsze, niż do tej pory było. Dzieje się tak, ponieważ nie przeszkadza Ci w tym mnóstwo niepotrzebnych zajęć. Masz siły, energię i chęć do działania, bo nie odebrały Ci ich zobowiązania, których nie miałaś ochoty realizować, a na które zgodziłaś się dawno temu.

 

Kiedy piszę ten artykuł, jestem w trakcie realizowania wyzwania W 30 dni do bardziej szczęśliwego domu. Mój mąż ma ostatnio dużo pracy, dziećmi i domem też trzeba się zająć. Jestem klasycznym przykładem tego, jak nie należy postępować. Entuzjastycznie przyjęłam na siebie zbyt wiele zobowiązań. Z jednej strony są dla mnie świetną szansą na rozwój, podzielenie się swoją wiedzą i pomaganie innym. Z drugiej – wymagają pracy, którą muszę wykonywać późnym wieczorem, w pośpiechu i stresie.

Czytając książkę Esensjalista zdałam sobie sprawę, że nie muszę wcale tak funkcjonować. To moje własne wybory do tego doprowadziły. Jestem mądrzejsza o tę jedną lekcję i teraz znacznie rozważniej podejmuję decyzje o tym, czy zaangażować się w jakieś nowe przedsięwzięcie. Wolę zrobić mniej, ale lepiej. Tak, jak ojciec Cynthii. On nie zastanawiał się, jak znaleźć czas na wszystko. Aktywnie wybrał to, co dla niego ważne spośród mnóstwa pojawiających się możliwości.

Sposoby, aby zadbać o siebie wśród obowiązków

zadbać o siebie

Nasz starszy syn ostatnio nie chciał spać w ciągu dnia. Codziennie ma prawie dwie godziny drzemki. Jego odpoczynek to również mój odpoczynek. Kiedy nie mógł zasnąć, poczułam złość i frustrację. Zaczęłam odzywać się do niego nieuprzejmie. Było mi tak przykro, że nie będę miała moich dwóch godzin przerwy! Po chwili odetchnęłam głęboko i zastanowiłam się: jak zadbać o siebie w tej konkretnej sytuacji?

zadbać o siebie

Co przychodzi Ci do głowy, kiedy myślisz o tym, jak zadbać o siebie? Standardowa odpowiedź kobiety dotyczy najczęściej wyglądu zewnętrznego, ewentualnie czasu tylko dla siebie, bez stałej obecności dzieci, ich kłótni, krzyków i próśb. Te sprawy są niezmiernie ważne. Wiemy jednak, że niekiedy są nieosiągalne na danym etapie życia.

Czy zatem nie możesz zadbać o siebie, jeśli nieomal zawsze są obok Ciebie dzieci?

 

Dlaczego powinnaś zadbać o siebie?

Wróćmy jednak do początku.

Jeśli pojawiła się w Twojej głowie myśl, że zajęcie się sobą to egoizm, zamierzam wyprowadzić Cię z błędu. Oczywiście, istnieje przesadna forma skupiania się na sobie i zapominania o innych. Nie o tym jednak teraz mówię. Chodzi mi o zaopiekowanie się sobą tak, jak opiekujesz się swoimi dziećmi. Jesteś uważna na ich potrzeby, słuchasz ich i troszczysz się, by czuły się najlepiej, jak to możliwe. Spełniasz ich prośby, jeśli uznasz, że są uzasadnione i ważne.

Tak samo powinnaś opiekować się sobą.

Tylko wtedy możesz być szczęśliwa i gotowa do tego, aby dawać swój czas, troskę i miłość innym. Musisz zadbać o siebie, ponieważ:

  • jesteś w stanie regulować emocje wtedy, kiedy znasz swoje potrzeby i uczucia,
  • jeśli Twoje najważniejsze potrzeby nie będą zaspokajane, przejmą nad Tobą kontrolę złość, żal i poczucie pokrzywdzenia,
  • kiedy nie dbasz o siebie, uczysz swoje dzieci, że opieka nad samym sobą nie jest ważna,
  • umiejętność regulowania swoich emocji (np. panowanie nad złością) u Twoich dzieci w największym stopniu zależy od Twoich umiejętności w tej dziedzinie; jeśli nie zadbasz o siebie, nie jesteś w stanie panować nad złością,
  • bez tego czujesz się przemęczona, niezrozumiana, osamotniona itd. – tracisz radość z bycia rodzicem,
  • Twoje dziecko łatwiej i chętniej z Tobą współpracuje, jeśli Ty jesteś spokojna, zrelaksowana, radosna i dobrze się czujesz sama ze sobą,
  • bez tego nie będziesz w stanie okazać cierpliwości dzieciom i cieszyć się nimi,
  • życie jest zbyt krótkie, by przeżyć je w poczuciu zmęczenia i smutku.

Cofnijmy się do mojej opowieści. Wiedziałam, że potrzebuję chwili wytchnienia od czasu spędzonego z Frankiem. Brak drzemki odebrałam więc jako atak na moją potrzebę. Dlatego poczułam złość i zaczęłam być nieuprzejma dla niego. Kiedy spokojnie o tym pomyślałam, doszłam do wniosku, że mam prawo do odpoczynku! Przeprosiłam syna za to, że byłam dla niego nieprzyjemna. Powiedziałam mu, że kiedy on śpi, ja też zawsze odpoczywam i że potrzebuję tego czasu. Dlatego przez najbliższą godzinę nie będę się z nim bawiła. Możemy pójść na balkon, będę blisko niego, ale chcę wypić spokojnie kawę i poczytać.

Przez pierwsze 15 minut co chwilę mnie o coś prosił. Mamo, poczytasz mi? Mamo, pobaw się ze mną samochodem! Mamo, kiedy będziesz się ze mną bawić? Za każdym razem spokojnie odpowiadałam mu, to co wcześniej. To jest czas na mój odpoczynek i może pobawić się sam. Po pewnym czasie rzeczywiście zajął się sobą i bawił się nawet dłużej, niż przewidziana przeze mnie godzina.

Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest tak łatwo. Z młodszym synem nie jestem w stanie jeszcze komunikować się w ten sposób. Chodzi jednak o zatrzymanie się na swoich emocjach i tym, czego w danej chwili potrzebuję. Wtedy mogę zadać sobie pytanie: Jak tę potrzebę zaspokoić?

Jeśli staniesz na krawędzi, możesz wpaść w przepaść. Jeśli dopuszczasz do sytuacji wyczerpania swoich zasobów fizycznych i emocjonalnych, możesz wybuchnąć i nie być w stanie kontrolować samej siebie. Jesteś dorosła i Twoja odpowiedzialność polega na tym, aby nie zbliżać się do krawędzi. To Twoje zadanie, aby zatroszczyć się o swój stan emocjonalny i fizyczny. Ty jesteś za to w pierwszej kolejności odpowiedzialna – nie Twój mąż, rodzice lub Twoje dzieci. Ty sama.

zadbać o siebie

Jak zadbać o siebie, kiedy nie ma na to czasu?

Kobiety, które znam, często mówią, że ledwo pamiętają, jak się nazywają i naprawdę nie mają czasu, aby zająć się sobą. Jeśli jednak tego nie zrobisz, Ty sama i Twoja rodzina bardzo na tym stracicie.

Za dr Laurą Markham powtarzam, że są dwa główne sposoby, aby zatroszczyć się o siebie w codziennym życiu.

  1. Zmień to, co robisz.

Nie masz możliwości wyjechać z domu sama na kilka dni i dlatego uważasz, że nie możesz zatroszczyć się o swoje potrzeby? Przestań zakładać, że konieczne jest jakieś wielkie rozwiązanie, które zmieni wszystko. Nie jest to realne, więc nie trać czasu na takie myślenie.

Zamiast tego opiekuj się sobą poprzez drobne gesty w ciągu całego dnia. Zatroszcz się o siebie w różnych sferach:

  • fizjologicznej – zapewnij sobie maksymalną ilość snu; dbaj o to, by pić dużo wody i jeść zdrową żywność, która doda Ci energii, a nie ją zabierze; ruszaj się, by dbać o swoje ciało (ganianie się z dziećmi, tańce i spacery z nimi też się liczą); pamiętaj też, że bardzo duże znaczenie dla Twojego samopoczucia ma Twój oddech – czasem wystarczy wziąć kilka głębokich wdechów i wydechów, by się uspokoić lub ucieszyć tym, co dzieje się dookoła Ciebie;
  • emocjonalnej – świętuj swoje małe sukcesy (wystarczy powiedzieć do siebie w duchu: Świetnie sobie z tym poradziłaś!), ucz się regulować swoje emocje (w tym również złość), wybaczaj sobie błędy i porażki,
  • społecznej – pamiętaj o kontakcie z przyjaciółmi (może warto odświeżyć jakieś dawne znajomości?), wybierz się na spotkania mam z dziećmi;
  • intelektualnej – dostarczaj sobie mądrych treści, które skłonią Cię do refleksji i będą Cię rozwijać (czytaj, słuchaj podcastów, bierz udział w wydarzeniach online lub na żywo),
  • duchowej – jeśli wierzysz w Jezusa, módl się i czytaj Pismo Święte, uczestnicz w życiu jakiejś wspólnoty religijnej; jeśli nie jesteś osobą wierzącą, pomyśl o innej formie dbania o swojego ducha – może rozmyślanie, kontakt z przyrodą itd.

Jak to jest u mnie? Staram się chodzić spać maksymalnie o 23 (wstaję ok. 7 rano, zależnie od tego, ile śpią synowie). Dbam o to, co jemy w naszym domu i piję dużo wody. Pracuję nad swoimi emocjami, uczę się panować nad złością. Doceniam samą siebie za to, co dobrze zrobię, lubię mówić dobrze o sobie. Dzwonię do moich przyjaciółek, które mieszkają w innych miastach i często spotykamy się z przyjaciółmi i rodziną, która mieszka bliżej. Czasem wychodzę zupełnie sama na kawę do kawiarni. Dużo czytam, słucham, biorę udział w kursach online. Często proszę o pomoc przy dzieciach inne osoby. Modlę się, czytam Pismo Święte i razem z mężem uczestniczymy w wydarzeniach religijnych.

zadbać o siebie

Brzmi idealnie, wiem. W rzeczywistości mam lepsze i gorsze dni. Niekiedy czuję się przemęczona obowiązkami, jestem smutna i jest mi źle z samą sobą. Z różnych powodów zdarza mi się nie wysypiać. Jestem wtedy nieuprzejma wobec dzieci i męża, czepiam się o drobnostki i mam ochotę krzyczeć. Mam dni, kiedy w ogóle nie potrafię zadbać o siebie. Nie jestem perfekcyjna.

Tym, co mi pomaga, jest nawyk częstego przyglądania się temu, jak się czuję i co się we mnie dzieje. Zachęcam Cię do tego samego. Zrób sobie jednodniowe ćwiczenie: nastawiaj alarm w telefonie co godzinę. Za każdym razem, kiedy usłyszysz jego dźwięk, zostaw na minutę lub dwie to, co aktualnie robisz i zapytaj siebie: Jak się w tej chwili czuję? Co się we mnie dzieje? Czego potrzebuję w tym momencie, aby poczuć się dobrze?

Jeśli nie masz czasu, aby zatrzymać się na minutę i wykonać ważną dla Ciebie czynność, to znak, że powinnaś dokonać jakichś zmian w swoim życiu. Bez poznawania swoich emocji i potrzeb nie możesz być osobą, jaką chciałabyś być.

 

2. Zmień to, co myślisz

Od Twojego sposobu myślenia zależy, w jakich kolorach widzisz codzienność. Możesz zadbać o siebie, pielęgnując w sobie dwie postawy.

  • Współczucie dla innych i samej siebie

Nikt z nas nie jest idealny. Popełniamy błędy i sprawiamy przykrość inny ludziom. Jeśli wciąż wypominasz samej sobie to, co zrobiłaś źle, tym samym negujesz to, co w Tobie dobre. Przyjrzyj się słowom, które wypowiadasz do innych i do siebie – jak wiele jest w nich krytyki i poprawiania błędów, a jak dużo zrozumienia i wsparcia? Ty również zasługujesz na to, byś samą siebie traktowała ze współczuciem.

  • Wdzięczność

Badania pokazują, że wdzięczność redukuje stres i poprawia samopoczucie. Kiedy skupiasz się na tym, co pozytywne, zmienia się Twoje nastawienie do ludzi. Jesteś bardziej radosna i masz więcej ochoty do życia. Z entuzjazmem podchodzisz do swoich bliskich.

Znajdź jakiś sposób na pielęgnowanie wdzięczności. Prowadź swój pamiętnik wdzięczności; mów swoim dzieciom i mężowi, za co chcesz im podziękować; tuż przed snem przypomnij sobie, co sprawiło Ci radość w tym dniu.

Wdzięczność za dobro mnoży pozytywne rzeczy. Im więcej dziękujesz, tym więcej masz powodów do bycia wdzięczną.

 

Nie jesteś w stanie zmienić wszystkiego od razu. Nawet nie próbuj, bo tylko się sfrustrujesz. Wybierz jeden, niewielki krok, który możesz wykonać jeszcze dziś. Jak możesz zadbać o siebie? Zdecyduj się na wprowadzenie jednej, drobnej zmiany w Twoim zachowaniu lub myśleniu. Praktykuj tę zmianę, ćwicz ją, a następnie przejdź do kolejnej.

Co Ty chciałabyś zmienić w Twojej trosce o samą siebie?

Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?

złośc

Byłam ostatnio sama w domu z dwójką dzieci. Młodszy syn się nie wyspał, co chwilę płakał i chciał, abym nosiła go na rękach. Starszy był lekko przeziębiony i od tygodnia nie wychodził na dwór. Energia go rozpierała. Nie słuchał moich próśb o zostawienie w spokoju młodszego brata, co chwilę go zaczepiał. Czułam, jak rośnie we mnie złość. W pewnym momencie nie wytrzymałam i krzyknęłam na syna, żeby w końcu przestał, że mnie denerwuje, że ma mnie słuchać i że mam już tego dość! Po kilku minutach miałam wyrzuty sumienia, że znów nakrzyczałam na dzieci.

złośc

Jak często przeżywasz takie dni: wybuchasz złością i krzyczysz tylko po to, żeby dziesięć minut później przeżywać wyrzuty sumienia, że znów Ci się nie udało? Ja zbyt często.

Kiedy urodziłam dzieci, okazało się, że nie jestem tak cierpliwa, jak o sobie myślałam. Wcześniej prawie nigdy nie zdarzało mi się krzyknąć na kogoś. Owszem, wiedziałam, że mam tendencję do szybkiego zapalania się w emocjach i szybkiego gaśnięcia. Jednak nie wyrażałam ich na zewnątrz poprzez krzyczenie na innych.

Później przyszły pierwsze trudności wychowawcze. Sytuacje, w których nie wiedzieliśmy z mężem, jak się zachować. Co zrobić i powiedzieć, kiedy syn rozrzuca wszystkie zabawki wokół, chociaż prosimy, żeby tego nie robił? Kiedy ucieka nam z placu zabaw w stronę ulicy? Kiedy stuka młodszego brata w głowę, chociaż jemu się to nie podoba? Jak pomóc dziecku się uspokoić, kiedy sama jestem zdenerwowana?

Wtedy temat złości stał mi się szczególnie bliski. Nie wiedziałam, jak sobie z nią radzić. Jak ją wyrażać, by nie krzywdzić innych? Co zrobić, kiedy już jestem wkurzona i mam ochotę wyjść i trzasnąć drzwiami?

 

Co to jest złość?

Złość to emocja, tak samo jak jest nią radość, zadowolenie, smutek czy żal. Same w sobie nie są one ani czymś dobrym, ani złym. Po prostu są. Przychodzą i odchodzą.

Najczęściej, kiedy zaczynamy się złościć w jakiejś sytuacji, towarzyszy nam założenie, że przecież mamy prawo się złościć. Syn rozsypał płatki śniadaniowe po całej kuchni. Córka uderzyła inną dziewczynkę w piaskownicy. Mąż nie zrobił zakupów, chociaż trzy razy go prosiłam. Oczywiście, że się złoszczę, przecież oni powinni zachowywać się inaczej!

Kiedy przyjrzysz się z uwagą sytuacjom, w których pojawia się u Ciebie złość, zauważysz pewną prawidłowość. Nigdy przyczyną nie jest samo zachowanie drugiej osoby. Zawsze wiąże się ono z jakimś dodatkowym elementem.

Może spieszysz się akurat do pracy, dzieci nie chcą się ubierać, a Ty tak bardzo nie lubisz się spóźniać. Może Twój starszy syn wciąż bije młodszego, a Ty nie masz pojęcia, jak to zmienić. Może czujesz się zmęczona po całym dniu i nie masz ochoty iść do sklepu, bo Twój mąż nie zrobił zakupów.

złość

Pod złością zawsze jest coś więcej. Jakieś inne uczucie lub potrzeba. Lęk, niemoc, zmęczenie… Złość jest naszą tarczą obronną, bo czujemy, że to, co jest pod nim, czyni nas bezbronnymi.

Potraktuj złość jako posłańca, który przynosi Ci jakąś wiadomość. Mówi Ci coś o Tobie, o Twoim aktualnym stanie, potrzebach, zranieniach z przeszłości. Możesz bardzo dużo od niego się dowiedzieć, jeśli pozwolisz mu mówić.

Naturalnym zachowaniem wielu z nas jest próba wypierania złości. Nie lubimy jej i nieco się jej boimy, więc wolimy ją zostawić w spokoju. Łatwo wpaść w jedną z dwóch skrajności:

  1. udawać przed samą sobą, że nie czuję złości i mieć do siebie pretensje, jeśli ona się pojawi,
  2. wybuchać, krzyczeć na innych lub milczeć ostentacyjnie i uznawać, że tak po prostu wyrażam złość.

Nie zachęcam Cię do wypierania i zaprzeczania złości, które przejawia się w myśleniu: Nie powinnam tak się czuć. Uczucia, którym nie damy dojść do głosu, wchodzą do naszej podświadomości. Działamy pod ich wpływem, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy. Prędzej czy później wybuchną i już nie będziesz w stanie nic z tym zrobić. Albo zwrócą się przeciwko Tobie, wywołując różne choroby psychosomatyczne.

Złość to posłaniec, który chce przekazać Ci wiadomość. Jeśli ktoś przychodzi do Ciebie z trudną informacją, nie robisz mu przecież krzywdy z tego powodu! Tak samo potraktuj swoją złość. Przyjmij wiadomość, którą niesie. Zwykle chce nam powiedzieć, że trzeba dokonać jakiejś zmiany w naszym codziennym życiu. Jeśli przyjmiesz wiadomość, złość odejdzie, tak jak posłaniec, który został wysłuchany.

Może myślisz sobie: Kiedy się złoszczę, to nie jestem w stanie na spokojnie słuchać, co te uczucia mi chcą przekazać! Jasne, jest to bardzo trudne, szczególnie, kiedy dopiero zaczynasz swoją pracę z emocjami. Możesz to zrobić później, kiedy już się uspokoisz. Zastanów się wtedy: dlaczego wpadłam w złość? Co takiego się pod nią kryło? Jakie inne uczucie? Może jakaś moja niezaspokojona potrzeba? Co powinnam zmienić w swoim życiu?

Odkryj źródło złości i poszukaj rozwiązania. Może po prostu potrzebujesz więcej odpoczywać? Może trzeba porozmawiać o czymś z mężem? Może musicie inaczej zorganizować poranek w Waszej rodzinie, żeby zmniejszyć ilość stresu i pośpiechu? Może należy przyjrzeć się swoim relacjom z rodzicami, bo tam ukryte jest źródło?

Jest w tym jednak pewien haczyk. Złość jest przekaźnikiem ważnych wiadomości o konieczności zmian. Jednak kiedy ją przeżywamy, w naszym ciele zachodzą reakcje, które uniemożliwiają poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań. Co zatem możemy zrobić?

 

Jak radzić sobie ze złością w trakcie jej trwania?

Co zrobić, kiedy czuję, że zalewa mnie złość? Jak sobie poradzić w takiej sytuacji, żeby nie krzyczeć na swoich bliskich? Jak powstrzymać wybuch?

Zmiana zachowania jest czymś bardzo trudnym. Twój mózg ma w sobie zapisane określone sposoby reagowania, które tworzyły się przez wszystkie lata Twego życia. Jeśli od dawna wyrażasz złość krzykiem, jest to dla Ciebie naturalne i przychodzi Ci łatwo. Dobra wiadomość jest taka, że nasz mózg uczy się całe życie i możemy go przeprogramować. Wymaga to czasu i praktyki. Jednak im częściej będziesz reagować w nowy sposób, tym będzie łatwiej.

Z punktu widzenia neurobiologii, kiedy przeżywasz złość, wchodzisz w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj, udawaj martwego). Nasze ciało odbiera sytuację jako zagrożenie i do głosu dochodzi najbardziej pierwotna część naszego mózgu. Tak działa natura: kiedy zagrożone jest życie, organizm przestawia się na fight, flight or freeze, odkładając na bok racjonalne myślenie. Co ciekawe, nasze ciało nie potrafi samo odróżnić prawdziwego zagrożenia życia od mocno stresującej sytuacji. Kiedy Twoje dziecko uderzy młodszego brata, najprawdopodobniej od razu włącza się w Tobie ten mechanizm. Czujesz zagrożenie i reagujesz atakiem.

Dlatego w trudnych dla nas sytuacjach często mówimy rzeczy, których później żałujemy. Dlatego krzyczymy i wybuchamy złością. Czujemy, że dana sytuacja to stan wyjątkowy, awaryjny (emergency) i musimy zareagować na nią natychmiast.

W większości przypadków sytuacje z naszego codziennego życia nie są jednak awaryjnymi. Nie zagrażają bezpośrednio życiu i nie musimy na nie reagować natychmiast. Dlatego cała sztuka polega na tym, aby podjąć decyzję: mogę przeżywać złość, ale nie chcę działać pod jej wpływem. 

Mogę przeżywać złość, ale nie chcę działać pod jej wpływem.

I tutaj rozpoczyna się najtrudniejsza praca. Odwrócenie się od stanu walcz, uciekaj lub udawaj martwego i uczucia, że muszę natychmiast zareagować pod wpływem złości. Jest to najtrudniejszy moment w całym procesie: powstrzymać swoją pierwszą reakcję. Jednak im częściej będziesz to robić, tym łatwiej Ci to będzie przychodzić. Nawet jeśli na początku przerwiesz po minucie krzyku, pierwszy krok zostanie podjęty. Zatrzymałaś się i zreflektowałaś. Następnym razem znów spróbujesz.

 

Plan działania krok po kroku

Przedstawię Ci krótko proces, którego nauczyłam się u dr Laury Markham na kursie Peaceful parent, happy kids.

  1. Stop, drop and breathe

Zatrzymaj się, zostaw na chwilę wszystko, co robisz i odetchnij głęboko. Przestań mówić i działać, naprawdę na chwilę się zatrzymaj.

2. Podejmij decyzję, aby nie reagować, dopóki się nie uspokoisz.

Musisz uznać, że cokolwiek zrobi Twoje dziecko lub Twój mąż, nie jest to sytuacja awaryjna i nie musisz reagować natychmiast. Wyjątek stanowią chwile, kiedy ktoś krzywdzi drugą osobę i pojawia się jakieś realne niebezpieczeństwo. Wtedy możesz działać od razu. W innym wypadku odwróć się na chwilę w drugą stronę, wyjdź z pokoju, ugryź się w język – zrób wszystko, aby nie działać pod wpływem złości.

Dwa pierwsze kroki są najtrudniejsze, bo prawie zawsze czujemy, że dana sytuacja jest naprawdę wyjątkowa i musimy zareagować od razu. Pamiętaj, że takie uczucie jest związane z Twoim ciałem, które nie odróżnia prawdziwego zagrożenia od trudnej dla Ciebie sytuacji. W większości przypadków nie musimy działać natychmiast.

3. Wyrzuć ze swojego ciała nagromadzoną energię

Musisz wykonać jakiś fizyczny akt, który pomoże pozbyć się napięcia. Czasem wystarczy mocno potrząsać rękami. Opryskać twarz zimną wodą. Wykonać kilka głębokich oddechów.

Możesz na chwilkę usiąść i wsłuchać się w swoje ciało. Zobaczyć, jak szybko bije Ci serce. Zapytać, czego teraz potrzebujesz. Napić się szklankę wody. Posiedzieć spokojnie minutę.

Jeśli jesteś z dziećmi w domu, możesz włączyć muzykę i wyrzucić z siebie energię poprzez taniec. Złość powoduje, że w naszym ciele gromadzi się wiele napięcia. Kiedy tańczysz, napięcie zostaje rozładowane. Dodatkowo może się okazać, że dzieci z radością dołączą do Ciebie i w ten sposób zostanie zażegnana kłótnia pomiędzy rodzeństwem.

złość

4. Przedefiniuj sytuację

Impulsywne działanie pod wpływem złości wynika z poczucia zagrożenia. Potrzebujesz zatem od nowa zdefiniować to, co się dzieje dookoła Ciebie. Zachowanie dziecka lub męża nie zagraża Twojemu życiu. Powtarzaj sobie w głowie lub na głos słowa, które pomogą Ci spojrzeć właściwie na sytuację. Przykładowe sformułowania:

  • To nie jest sytuacja alarmowa. Mogę sobie z tym poradzić.
  • Wybieram miłość
  • On nie robi tego po to, aby mi było trudno; w tej chwili jemu jest trudno, dlatego tak się zachowuje
  • To jeszcze dziecko, więc zachowuje się jak dziecko

Ja często korzystam z Wybierz miłość. Kiedy dzieje się coś dla mnie trudnego i męczącego, przypominam sobie to zdanie i powtarzam w głowie, aby pamiętać, że chcę okazać miłość moim bliskim.

Kroki trzeci i czwarty wykonywać można równolegle. Potrzebujemy zarówno zrzucić z siebie napięcie, jak i przedefiniować znaczenie sytuacji.

 

Ja od pewnego czasu uczę się stosować ten system. Jest to na początku bardzo trudne, szczególnie powstrzymanie pierwszego impulsu. Bywa u mnie różnie. Raz mi się udaje, raz nie. Jednak jestem znacznie spokojniejsza niż wcześniej, bo wiem, co mogę robić w stresującej dla mnie sytuacji, mam wachlarz możliwych zachowań. Nawet jeśli w danej chwili mi się nie uda, to po kilku minutach się reflektuję i biorę do pracy. To działa.

I co dla mnie jeszcze ważniejsze: chociaż często udaje mi się powstrzymać od krzyku, nie mam poczucia, że ta złość gromadzi się we mnie po to, by w pewnym momencie wybuchnąć. Pozwalam jej mówić i wtedy odchodzi.

Jak Ty radzisz sobie ze swoją złością?

Zrób sobie przerwę jako mama

zrób przerwę

Ten artykuł kieruję przede wszystkim do kobiet.

To my zwykle mamy większą trudność z pamiętaniem o tym, żeby zadbać o siebie. Oczywiście to może przydarzyć się każdemu, jednak praktyka mojej pracy pokazuje, że częściej dotyczy kobiet. Dlatego to właśnie do Ciebie, mamo, dziś się zwracam.

 

Masz czasem taki dzień, kiedy od rana wszystko idzie nie tak, jak trzeba: dzieci płaczą, kłócą się i nie chcą jeść śniadania, mąż zdenerwowany burczy coś pod nosem, a Ty jesteś niewyspana i myślisz tylko o położeniu się spać? W głowie odzywa Ci się alarm: Nie wytrzymam tego dłużej! Zaraz wyjdę z domu i trzasnę drzwiami!

Jeśli zdarzają Ci się takie dni, to znak, że jesteś normalną kobietą, żoną i matką.

Większość z nas zna takie sytuacje. Dlatego proszę, zrób sobie przerwę jako mama, zanim wybuchniesz i zaczniesz krzyczeć na wszystkich.

 

zrób sobie przerwę

Zrób sobie przerwę

Każdy człowiek potrzebuje czasu i przestrzeni tylko dla siebie. Bez płaczu, próśb i ciągłego: mamo, mamo!, kiedy w spokoju będzie mógł zrobić coś, co lubi. Tacy po prostu jesteśmy. Nie ma w tym nic złego! Jeśli zatem słyszysz w głowie ostrzegawczy alarm: ZARAZ WYBUCHNĘ, JESZCZE RAZ COŚ TAKIEGO ZROBISZ…, wtedy wiesz, że czas na przerwę. Choćby bardzo krótką.

Nawet jeśli nie wykonujesz w tym momencie żadnych obowiązków domowych, Twoja głowa może być zaprzątnięta sprawami rodziny. Co dzieje się u mojego syna, że tak dziwnie się zachowuje? Jak mu idzie w szkole? Dlaczego oni się znowu kłócą? Praca mamy to bardzo trudne, odpowiedzialne zajęcie, które wymaga wielkiej ilości Twojego wysiłku.

Zasługujesz na przerwę! W ten sposób okażesz szacunek samej sobie i pracy, którą wykonujesz.

Abyś była gotowa odpowiadać na potrzeby swoich bliskich i dawać im pewność, że ich kochasz, sama potrzebujesz napełniać swój kubeczek sił, energii i pozytywnego nastroju.

 

Zapytasz mnie, jak masz sobie na nią pozwolić, jeśli musisz zajmować się dziećmi cały dzień, bo mąż jest w delegacji lub wraca późnym wieczorem? Albo sama pracujesz 8 godzin poza domem, a kiedy wrócisz, czeka na Ciebie pranie, gotowanie i jeszcze przydałoby się nieco pobawić z dziećmi?

Wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia aktualnie jesteś. Codzienność matki z kilkumiesięcznym dzieckiem wygląda zupełnie inaczej, niż matki dziecka 5 letniego, które chodzi do przedszkola. Kobieta, która karmi tylko piersią nie może zostawić komuś innemu dziecka na długi czas. Gdzie w tym wszystkim miejsce na przerwę?

Najważniejsze jest to, abyś dała sama sobie przyzwolenie na wyjście z domu. To jest normalne, że jesteś zmęczona, masz do tego prawo. Inne matki też tak mają. Nieważne, czy Twoje dziecko ma 4 miesiące, czy 10 lat – odsunięcie się na jakiś czas od spraw domowych jest Ci potrzebne jak powietrze.

Nie namawiam Cię do występowania przeciwko Twojemu mężowi.

On również ma swoje problemy i prace, ma prawo być tak samo zmęczony, jak Ty. Dlatego rozmawiajcie o tym i wspólnie ustalajcie czas na odpoczynek. Ponieważ jednak piszę głównie dla kobiet, dlatego odnoszę się tylko do Twojej sytuacji.

 

Sposoby na przerwę mogą być różne. Chcę Ci podsunąć kilka możliwości, które są uzależnione od Twojej sytuacji życiowej.

 

przerwa

1. Zrób sobie przerwę, kiedy dzieci są w pobliżu i trudno Ci wytrzymać jakąś sytuację

Znajdź miejsce w domu, do którego możesz chociaż na chwilę wejść sama. 2-3 minuty samotności, kiedy możesz odetchnąć głęboko, przeczytać kilka stron dobrej książki, zjeść jakąś dobrą przekąskę. Upewnij się, że dzieci są zajęte czymś, co chociaż na chwilę je zajmie i pójdź do łazienki (może masz przestronną szafę, to też dobre miejsce). Opryskaj twarz wodą, kilka razy spokojnie odetchnij. To pomoże Ci na chwilę odsapnąć od płaczu, kłótni i próśb dzieci.

Jeśli wydaje Ci się, że małe dziecko potrzebuje Twojej obecności NON STOP. to powiem Ci, że tak nie jest. Każdy maluch, tak samo jak dorosły, chce mieć czas tylko dla siebie, kiedy w spokoju może odkrywać świat. Kiedy Twój kilkumiesięczny syn leży sobie na dywanie i bawi się jakąś zabawką, nie musisz mu cały czas w tym towarzyszyć. On sam Ci da znać, kiedy będzie Cię potrzebował.

 

2. Zrób sobie przerwę, kiedy możesz na krótki czas dać dzieci pod opiekę kogoś innego

Samotne wyjścia z domu są dla mamy koniecznością!

Dobrze jest zabierać swoje dzieci w różne miejsca, pokazywać im świat, spotykać się z innymi ludźmi. Obok tego powinnaś mieć również szansę na wyjścia samodzielne. To daje możliwość spojrzeć na swoją codzienność z pewnej perspektywy, nabrać nowych sił i znów docenić to, co czeka na Ciebie w domu.

 

  • Kiedy nasz syn był malutki i karmiłam go wyłącznie piersią, luksusem było samotne wyjście do sklepu. Ile mi to dawało radości! Przejść się pomiędzy półkami w sklepie, skupić się tylko na liście zakupów, odetchnąć świeżym powietrzem po drodze. Wystarczyło mi 15 minut, żebym wróciła w innym nastroju.

 

  • Kiedy nasze dzieci były chore, a mój mąż wyjeżdżał na cały weekend do pracy, często zapraszałam do nas jedną z babć. Dzięki temu miałam szansę wyjść z domu na ok. 2 godziny i odetchnąć po całym tygodniu zajmowania się chorymi dziećmi. Szłam wtedy na krótki spacer, wypijałam kawę w kawiarni, czasem zabierałam ze sobą komputer, żeby spokojnie popracować. Wracałam odnowiona.

 

  • Świetnym pomysłem na przerwę jest zapisanie się do pobliskiej siłowni lub na zajęcia fitness. W dużych miastach coraz częściej zapewniana jest opieka do dzieci na czas ćwiczeń. Godzina wysiłku fizycznego może zdziałać cuda w naszym samopoczuciu!

 

  • Może masz koleżankę, która ma podobną potrzebę, jak Ty, a również ma małe dziecko? Zajmijcie się nawzajem swoimi dziećmi – raz niech zrobi to ona, raz Ty i będziecie mieć godzinę czasu dla siebie. Jeśli wolałybyście swoją przerwę spędzić razem, przekażcie wasze dzieci mężom i porozmawiajcie spokojnie, pobiegajcie razem, idźcie na zakupy lub zróbcie coś, co Wam sprawi radość.

 

  • Jeśli nie masz pieniędzy na żadne wyjścia, wybierz się na spacer, idź do biblioteki, do parku. Nie musisz po drodze nic kupować, chodzi przede wszystkim o czas dla siebie.

 

  • Zastanów się, co sprawia Ci radość? Co lubisz robić? Co lubiłaś robić, kiedy byłaś dzieckiem? Spróbuj wrócić do którejś z tych rzeczy. Ja bardzo lubiłam pisać, teraz udaje mi się znów to robić poprzez prowadzenie bloga.

 

Kiedy organizowałam dla siebie takie wyjście, często czułam się zniechęcona już w trakcie przygotowań.

Akurat wtedy dzieci były bardziej marudne, nie chciały zostać z tatą i wolały poczytać książkę ze mną. Myślałam wtedy: Czy to jest w ogóle warte tego trudu?

Ale kiedy już byłam sama na spacerze… Byłam pewna, że zrobiłam dobrze i niedługo będę znów tego potrzebować! Do domu wracałam z nową energią, miałam więcej cierpliwości dla dzieci, chętniej się z nimi bawiłam i trudniej było mnie wyprowadzić z równowagi. Tylko dlatego, że pobyłam chwilę sama.

 

3. Zrób sobie przerwę, kiedy możesz oddać dzieci pod opiekę na dłużej

Jeśli masz dzieci, których nie karmisz i jest ktoś inny, kto mógłby się nimi zająć na dłużej, wykorzystaj tę szansę!

Trzy miesiące przed urodzeniem naszego drugiego syna, Janka (starszy miał wtedy niecałe dwa lata) wyjechałam z domu na 3 dni skupienia w ciszy. Miałam szansę odpocząć od codziennego życia, pomodlić się, pobyć w ciszy, spacerować po ogrodzie przyklasztornym. Odżyłam i wróciłam do domu jako nowa osoba. W następnym tygodniu mój mąż wyjechał na 5 dni na rekolekcje ignacjańskie, więc mogliśmy oboje skorzystać z czasu tylko dla siebie.

Od tamtej pory staram się zapewnić sobie taki 2-3 dniowy, samotny (lub z przyjaciółką) wyjazd przynajmniej raz w roku. Na początku nie było dla mnie łatwe zostawiać małe dzieci w domu, ale stopniowo i ja, i one się tego nauczyliśmy.

 

Ty również potrzebujesz odpoczynku! Jesteś mamą, a to jedno z najważniejszych i najtrudniejszych zadań na świecie.

Pozwalasz sobie na takie przerwy? Jeśli tak, co wtedy robisz, jak odpoczywasz?