Dlaczego rozmowa nie jest najlepszym sposobem na kryzys małżeński?

jak pokonać kryzys małżeński

Co jest najlepszym rozwiązaniem na kryzys małżeński? Rozmowa! Czyż nie tak powtarza nam dzisiejszy świat, mądrzy ludzie dookoła nas, a nawet nasza własna, kobieca logika? Ostatnio dużo o tym myślę, czytam, rozmawiam z innymi i coraz bardziej przekonuję się, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. Rozmowa owszem, jest niezbędna, ale często wcale nie jest pierwszym sposobem, który trzeba zastosować. Ba, nie jest nawet drugim lub trzecim!

kryzys małżeński

Kilka dni temu rozmawiałam z moim mężem o jednej kobiecie, która przeżywa kryzys małżeński i potrzebuje pomocy. Poprosiłam Adriana o podpowiedź, co on by jej poradził. To on lepiej wie, co gra w męskiej duszy, więc może jego spojrzenie będzie bardziej przydatne niż moje. Dialog, który rozegrał się pomiędzy nami, sprawił, że szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.

– Wszyscy naokoło mówią im, że powinni o tym rozmawiać. Ale ona stwierdziła, że jej mąż już nie chce rozmawiać, że zachowuje się jak zraniony niedźwiedź, który atakuje, żeby uniknąć dalszego bólu! – powiedziałam do Adriana.

– Aga, ale żeby rozmawiać, to najpierw trzeba tę relację jakoś uzdrowić. Pojemność serca ma swoje granice. I nie można cały czas słuchać o tym, co boli drugą osobę i w kółko mówić, o tym, co trudne!

– Ale jak to: naprawić?! No przecież naprawia się przez rozmowę! Przecież tak tworzy się bliskość, to z rozmowy wiem, co Tobie przeszkadza i ty wiesz, co mi…

– Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać. Żeby było jakoś tak przyjemniej między nami…

Ten dialog ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że to NIE ROZMOWA jest pierwszym sposobem na kryzys małżeński. Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać… Trzeba chociaż trochę odbudować zaufanie, pokazać drugiej osobie, że zrobisz wszystko, aby przez sposób prowadzenia rozmowy już więcej jej nie ranić. Trzeba wzmocnić swoje umiejętności komunikacyjne, aby być zdolnym do szczerego, ale również budującego dialogu, a nie takiego, który współmałżonka rani i zamyka na to, co chcesz powiedzieć. Trzeba popracować nad sobą i pokazać swoim zachowaniem, że dokonuje się rzeczywistych zmian w swoim życiu. W ten sposób można zachęcić małżonka do otwarcia się na nowo, aby zechciał znów porozmawiać o tym, co boli.

Jako ciekawostkę dodam, że nasz dialog z Adrianem odbył się po radosnym, satysfakcjonującym współżyciu seksualnym. Tak, w ten sposób też możemy sprawić, że w ogóle chce się rozmawiać (szczególnie mężczyźnie).

 

Jeśli chcesz:
  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Kobieta a mężczyzna w czasie kryzysu małżeńskiego

To nie przypadek, że większość kobiet podaje rozmowę jako najlepszy sposób na kryzys. Dla kobiety rozmowa to sposób na nieomal wszystko! Potrzebujemy jej jak tlenu. Dzięki niej czujemy bliskość emocjonalną z innymi ludźmi. Poprzez nią radzimy sobie z uczuciami i problemami. Poznajemy w ten sposób innych ludzi. Odpoczywamy.

Pewnego dnia przeżyłam ogromne zdziwienie, kiedy przeczytałam, że mężczyzna po współżyciu seksualnym, odczuwa podobny rodzaj bliskości emocjonalnej z kobietą, jak ona po odbyciu z nim głębokiej rozmowy. Naprawdę?! To my nie czujemy tego tak samo?! Dla mnie współżycie jest raczej efektem bliskości, a dla niego sposobem na jej budowanie?! Wow!

Rozmawiałam później o tym z mężem i obserwowałam jego zachowanie. Odkryłam, że to w 100% prawda! Oczywiście, że mężczyzna potrzebuje również rozmawiać. Jednak nie jest to dla niego jedyny i wystarczający środek do bliskości, tworzenia więzi i zaufania. Dla niego ważna jest też fizyczna obecność: towarzyszenie sobie nawzajem w różnych wydarzeniach. I czasem potrzebuje NAJPIERW doświadczyć bliskości poprzez seks, by później być gotowym do ważnego i trudnego dialogu.

Te informacje zmieniły moje podejście do wielu spraw.

I mogą spowodować małe trzęsienie ziemi w Twoim spojrzeniu na kryzysy małżeńskie.

Różnimy się między sobą. Dla kobiety rozmowa zwykle pozwala rozładować napięcie, wyrzucić z siebie wiele spraw, przez co czuje się lepiej. Dla mężczyzny – wprost przeciwnie! Jego mózg funkcjonuje w taki sposób, że roztrząsanie problemów poprzez dialog powoduje raczej wzrost napięcia i stresu. Jest to dla niego prawdziwy trud i wysiłek.

Nie możesz lekceważyć tych różnic. Jeśli będziesz naciskać na swojego męża, aby z Tobą rozmawiał w trudnych sytuacjach, on może wycofywać się coraz bardziej. Jeśli przyjmiesz za pewnik, że on czuje się po konwersacji z Tobą tak samo jak Ty, możesz zrobić krzywdę sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. Nie tędy droga.

Ważne dopowiedzenie: oczywiście kobiety również różnią się między sobą, podobnie jak mężczyźni. Jedne znacznie mocniej odczuwają potrzebę rozmowy, inne słabiej, jeszcze inne mogą nieomal w ogóle nie dążyć do dialogu. Nie zmienia to jednak faktu, że współczesna nauka jasno pokazuje, że płeć damska i męska pod tym względem funkcjonują inaczej. Jest to związane z nieco odmienną budową mózgu czy gospodarką hormonalną.

Wiem, że żyjemy w czasach, w których najlepiej byłoby w ogóle nie mówić o różnicach pomiędzy płciami. Jednak ja trzymam się dowodów naukowych (które potwierdzają codzienne obserwacje z życia wielu, wielu ludzi), a nie współczesnej ideologii. Wszystkie cechy, które odróżniają nas między sobą zawsze znajdują się na jakiejś skali – to znaczy, że jedna osoba wykazuje silniej daną cechę, a inną słabiej. Jednak możemy mówić o tym, że przeciętna kobieta różni się nią od przeciętnego mężczyzny.

w kryzysie małżeńskim

Niskie umiejętności komunikacyjne

Czasem sama możesz zobaczyć w małżeństwie, że nie jesteście w stanie rozwiązać problemów przez rozmowę.

  • Twój małżonek w ogóle nie chce podjąć trudnego tematu. Unika go, wychodzi z pokoju, kiedy zaczynasz o tym mówić, złości się, krzyczy i atakuje Cię słownie lub milczy.
  • Każda próba rozmowy na dany temat kończy się Waszą kłótnią: oboje wpadacie w gniew, zaczynacie krzyczeć i ranić siebie nawzajem.
  • Nie masz już siły i ochoty rozpoczynać kolejnej rozmowy. Już tyle razy próbowałaś… Nic z tego nie wynikało, a sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.

Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas ma jakieś zranienia. Posiadamy określone sposoby reagowania na kryzysy i trudności. Bezwiednie wpadamy w schematy zachowania, które nam samym się nie podobają.

Jeśli wielokrotnie próbowałaś rozwiązać jakiś problem przez rozmowę, a widzisz, że się nie udaje, przestań to robić. Widocznie na ten moment nie jesteście w stanie poradzić sobie z kryzysem przez dialog. Może nie potraficie rozmawiać tak, aby nie zadawać sobie nawzajem coraz większego bólu. Może padło już tak wiele raniących słów, że Twój mąż lub Ty boicie się kolejnej konfrontacji.

Poszukaj innych środków. Odłóż trudną rozmowę o Waszych problemach na jakiś czas (proponuję nawet na 90 dni!). Dokonaj zmian w swoim zachowaniu. Odnówcie wzajemne zaufanie chociaż trochę. Pokaż poprzez swoje konkretne działanie, że uczysz się lepiej odnosić do małżonka. Niech Twoja przemiana zainspiruje go do podjęcia na nowo wysiłku, by znów zawalczyć o mocną więź pomiędzy Wami.

 

Skuteczne sposoby na kryzys małżeński

Jeśli więc nie rozmowa, to co?

Dialog jest niezbędnym elementem wyjścia z kryzysu. Jednak niekoniecznie trzeba od niego zaczynać. Jeśli sprawy zaszły już za daleko, jedna ze stron (lub obie) mogą nie chcieć lub nie potrafić odpowiednio prowadzić rozmowy. Dlatego trzeba szukać innych sposobów.

  1. Wspólna lub indywidualna modlitwa, Eucharystia, spowiedź.

Jeśli jesteś osobą wierzącą, zacznij od tego. Zapytaj męża, czy chciałby pomodlić się razem z Tobą lub pójść na Mszę Święta. W naszym małżeństwie często modlitwa ratowała nas przed wzajemną niechęcią i długim trwaniem w oskarżeniach. Jeśli mąż nie chce, módl się sama. Uczestnicz w Eucharystii i spowiadaj się. Pan Bóg ma swoje sposoby, by kruszyć ludzkie serca. Pomaga nam zobaczyć nasz wkład w aktualną sytuację małżeńską i wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy źle.

 

2. Twoja wewnętrzna i zewnętrzna przemiana.

Wielokrotnie pisałam już o tym, że zmiana w zachowaniu jednej osoby ma wpływ na cały związek. Jeśli dokładasz swoją cegiełkę do kryzysu małżeńskiego poprzez określone zachowania i reakcje (a nieomal na pewno tak jest…), to nie naprawi tego Twoja rozmowa z mężem! Nie jesteś w stanie przegadać tego, że jakieś Twoje zachowanie go rani, denerwuje i męczy i w ten sposób zlikwidować problem. Bo co z tego, że o tym porozmawiacie? Problem nadal istnieje, bo jest nim jakieś Twoje postępowanie!

Nie da się samą rozmową rozwiązać problemów, które wywołują kryzys małżeński. Zawsze konieczne będzie konkretne działanie i przemiana wnętrza (myśli, serca, uczuć) i zachowania. Może zatem warto od tej przemiany zacząć.

Musisz podjąć trud konkretnej zmiany swojego postępowania. Poznać, jakie Twoje zachowania są niewłaściwym sposobem odnoszenia się do drugiej osoby i zacząć nad nimi pracować. Może często krytykujesz męża? Może nie pozwalasz mu podejmować żadnych rodzinnych decyzji? Może masz do niego ciągłe pretensje o to, że za mało zarabia, za mało zajmuje się dziećmi, za mało pracuje w domu, za mało…? Może nie spędzacie razem czasu na beztroskiej zabawie, bo ciągle jesteś spięta, nerwowa i myślisz tylko o tym, co jest jeszcze do zrobienia w domu?

Powodów kryzysu może być mnóstwo. Oboje wnosicie swoje trzy grosze. Jeśli jesteś zdeterminowana, aby ratować swoje małżeństwo, nie oglądaj się na to, czy Twój mąż coś zmienia w swoim zachowaniu. Weź się za siebie i pokaż mu, że zależy Ci na Waszym związku i na nim. Stwórz środowisko, które zainspiruje go do przemiany również poprzez drobne gesty dbania o związek.

Jak to zrobić?

Spieszę z pomocą.

Jeśli chcesz:

  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Jak wprowadzać zmiany w życiu: 5 wskazówek do natychmiastowego użycia

wprowadzania zmian

Możesz mówić, że Twoje kiepskie samopoczucie, zmęczenie i smutek to wina innych, którzy nie wywiązują się odpowiednio ze swoich obowiązków. Mąż nie okazuje Ci miłości tak, jak Ty tego potrzebujesz. Dziecko doprowadza Cię do szału swoimi zachowaniami. Koledzy w pracy ciągle zrzucają na Ciebie swoje obowiązki. W każdą relację wnosisz samą siebie. Nawet, jeśli zmienisz pracę, a może nawet męża, w te nowe relacje zabierzesz swoje przyzwyczajenia, zranienia i sposoby reagowania. I może okazać się, że nadal nie jesteś szczęśliwa. Dlaczego?! Nie uciekniesz od samej siebie. Musisz wprowadzić zmiany w życiu i w swoim zachowaniu, a wtedy zmienią się Twoje relacje.  

zmiany w życiu

Dlaczego pracować nad sobą?

Dlaczego to ja mam pracować nad sobą, jeśli mój mąż (moi koledzy z pracy, moja matka – sama wybierz, która relacja jest dla Ciebie najbardziej męcząca) nie chcą nic robić?! Przecież to, co jest między nami, nie zależy tylko ode mnie!

Zabierasz samą siebie w każdą relację, w którą wchodzisz. Jeśli pracujesz nad sobą, zmieniasz swój sposób tworzenia więzi z innymi ludźmi. Jeśli wykonasz swoją część pracy, najwięcej zyskujesz Ty sama. To od Ciebie zależy, jak wyglądają Twoje relacje. Masz na to wpływ. Nie musisz prowadzić życia, w którym czujesz się kiepsko. Masz możliwość zmieniać to, co jest dla Ciebie męczące i raniące. Praca nad sobą jest warta trudu, który trzeba w nią włożyć (więcej o tym przeczytasz w artykule: Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

Trzy lata temu uczestniczyłam w treningu interpersonalnym. Poznałam na nim pewną Basię (imię zmieniłam). Nadawałyśmy na zuuuupełnie innych falach. Kompletnie. Zawsze wydawało mi się, że mam całkiem niezłe umiejętności komunikacyjne. Z nią natomiast nie byłam w stanie się dogadać. Kiedy ja coś mówiłam, jej odpowiedź pokazywała, że zrozumiała mnie zupełnie inaczej, niż chciałam. Kiedy ona coś mówiła do mnie, często jej słowa odbierałam jako oceniające i oskarżające.

I może gdybym poznała ją w normalnym życiu (poza treningiem), po prostu unikałabym rozmów i konfrontacji z nią. Może rozwinęłaby się we mnie myśl, że to jej wina, że nie jesteśmy w stanie się zrozumieć. Że ona mnie nie słucha, że mnie ocenia i oskarża o coś, czego ja wcale nie powiedziałam.

Jednak tak się nie stało.

Widziałam, że inne osoby rozmawiają z nią normalnie. Myślałam: Jak to możliwe?! Tak się da? Dlaczego ja nie jestem w stanie? Dodatkowo celem treningu było uczenie się siebie w relacjach z innymi, więc byłam zdeterminowana, aby maksymalnie ten czas wykorzystać. Kiedy więc była potrzeba i okazja, podejmowałam próby rozmowy z nią. Uczyłam się strzec swoich granic, mówić spokojnie, co mnie dotknęło i jak ja rozumiem i odbieram jej słowa. Chwilami było ostro. Posypały się iskry, popłynęło nieco moich łez. Ale wyszłam z tego wszystkiego silniejsza i mądrzejsza. Basia mnie dużo nauczyła.

Każda relacja, nawet najbardziej trudna i męcząca, może nas dużo nauczyć. I to od nas zależy, jak będziemy ją postrzegać.

 

5 kroków do wprowadzenia zmiany w życiu

Każda zmiana w Twoim zachowaniu dokonuje się powoli. Potrzeba czasu, wysiłku i wielokrotnych prób. Kiedy dziecko uczy się chodzić, trwa to wiele miesięcy. Jego determinacja jest ogromna. Upada, wstaje, chwiejnie robi kilka kroków, znów upada i wstaje. I tak w kółko. Tak właśnie wygląda proces wprowadzania zmian i uczenia się nowych zachowań.

W tej podróży można wyróżnić pięć stopni. Przechodzimy po nich po kolei za każdym razem, kiedy dokonujemy jakiejkolwiek zmiany w swoim zachowaniu.

  1. nieświadomość – nawet nie wiesz, że istnieje możliwość postępować inaczej i wcale Cię to nie interesuje. żyjesz sobie swoim życiem, dni mijają, nic się nie zmienia w Twoim działaniu,
  2. świadomość – gdzieś usłyszałaś lub przeczytałaś, że można zachować się inaczej niż Ty zawsze to robisz, ale nawet nie wiesz dokładnie, o co chodzi,
  3. mistrzostwo poznawcze – masz już pełną wiedzę w danym temacie, wiesz, jak wygląda określone zachowanie, co zrobić, aby je osiągnąć,
  4. emocjonalna zgodność – czujesz, że chcesz dokonać w swoim życiu takiej zmiany, że to będzie Ci służyło, jesteś emocjonalnie zaangażowana,
  5. działanie nawykowe – nie musisz już uczyć się danego zachowania, nie musisz pamiętać, aby go wykonać, bo jest to Twój normalny sposób działania bez zastanawiania się.

Jak widzisz, droga do zmiany jest długa. Nie daj się zwieść pozorom: to, że dużo wiesz na jakiś temat wcale nie oznacza, że jesteś na końcu tej podróży! To, że wiesz, jak powinnaś przeprowadzić owocną rozmowę z mężem nie oznacza, że takie rozmowy prowadzisz.

Zmiany w życiu zawsze związane są z pewnego rodzaju rozciąganiem samej siebie. Aby nauczyć się czegoś nowego, musisz wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć działania, których nigdy dotąd nie robiłaś. To boli! To wymaga wysiłku, wielu prób i błędów, ciągłego przypominania sobie, co powinnaś zrobić i jak się zachować.

Pamiętasz, jak uczyłaś się jeździć na rowerze (lub pływać, grać w tenisa czy robić coś jeszcze innego). Czy zajęło Ci to kilka minut? Nie! Był to proces. Musiałaś korygować swoje działanie i wciąż podejmować nowe próby, nawet jeśli się przewróciłaś. Może miałaś chwile zniechęcenia, kiedy wydawało Ci się, że nigdy się tego nie nauczysz. Ponieważ nie zrezygnowałaś, w końcu osiągnęłaś mistrzostwo.

jak dokonać zmiany

Opór przed zmianą

Ponieważ zmiana ZAWSZE w jakiś sposób boli, na pewno napotkasz po drodze opór. Nie tylko na zewnątrz, przede wszystkim wewnątrz siebie.

Kiedy uczysz się czegoś nowego, w pewnej chwili doświadczysz lęku, wątpliwości czy smutku. Kiedy pojawiają się u Ciebie te uczucia, Twój system nerwowy wysyła Ci silny komunikat: zaprzestań działania, które powoduje taki stan! To jest mechanizm, który pojawia się u każdego człowieka. Dlatego tak wiele osób rezygnuje z dokonania zmian: nie są w stanie przebrnąć przez silne, nieprzyjemne uczucia.

Musisz rozpoznać, jak wygląd u Ciebie opór przed zmianą. Czy przyjmujesz to, że przeciwności, wątpliwości i ból są normalne w rozwoju? Czy raczej pozwalasz, aby zatrzymały Cię w drodze? Jeśli masz silny opór przed zmianą, działasz z pozycji strachu i chęci ochronienia siebie przed bólem. Pamiętaj jednak, że nie jesteś w stanie zabezpieczyć siebie przed cierpieniem w życiu i w relacjach. Ono zawsze się pojawi, cokolwiek będziesz robić. Czy nie lepiej więc świadomie przyjąć, że przez ten ból mogę zmierzać do czegoś lepszego?

 

Kogo obwiniasz?

Ludzie są różni. Każdy z nas to odrębny świat, bardzo bogaty i skomplikowany. Mamy różne nawyki, przyzwyczajenia, życiowe doświadczenia i schematy postrzegania. Wiele osób ma jednak tendencję do patrzenia na innych przez pryzmat swojego wnętrza. Oczekujemy, że inni będą myśleć, czuć i reagować tak samo, jak my. Kiedy robią inaczej, oceniamy to jako niewłaściwe. A kiedy nie rozumiemy tego zachowania, kiedy czujemy się przez nie zranieni czy zdenerwowani, obwiniamy drugą osobę za swoje nieszczęście.

Kiedy obwiniasz kogoś za to, jak się czujesz, dobrowolnie oddajesz mu władzę nad swoim życiem. Jeśli to wina Twojego męża, że chodzisz smutna i czujesz się niekochana, to przecież tylko on może coś zrobić, aby to zmienić, prawda? Nic tu od Ciebie nie zależy. To on musi się zmienić, to on musi mówić i działać inaczej. Ty możesz tylko czekać, płacząc, narzekając i marudząc.

Obwinianie innych to odbieranie samej sobie możliwości decydowania o swoim życiu. W ten sposób stwierdzasz, że będziesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś innych odmieni Twój los. Bo przecież to jego wina, że jest Ci tak źle w tej relacji! Tylko co, jeśli on tego nie zrobi? Będziesz tak siedzieć do końca życia?

Zostaw więc obwinianie za drzwiami, weź się do roboty i wykonaj swoją część pracy. Wprowadzaj zmiany w życiu i nie czekaj na to, co zrobi druga osoba. Kiedy obudzi się w Tobie chęć obwiniania kogoś innego, przypomnij sobie, że w ten sposób sama odbierasz sobie możliwość kształtowania tego, jak wygląda Twoje życie. Cokolwiek zrobią inni, zawsze masz możliwość dokonać zmian w kierunku lepszych relacji.

 

Korzystaj z okresów czasu

Aby dokonać konkretnej zmiany w swoim zachowaniu, możesz wykorzystać narzędzie zwane okresami czasu.

Zdecyduj, co konkretnie chciałabyś zmienić, jakie nowe zachowanie wprowadzić lub z jakiego zrezygnować. Może to być częste mówienie pozytywnych rzeczy swojemu mężowi albo zaprzestanie mówienia o nim negatywnie. Może rezygnowanie z zamartwiania się o przyszłość albo umiejętność spontanicznej zabawy w codziennym, stresującym życiu. Ile kobiet, tyle pomysłów na zmianę.

Wybierz sobie jakiś krótki okres czasu (na początku 5-10 minut), w którym chcesz wprowadzić dane zachowanie. Nastaw sobie budzik i przez ten okres wszystkie swoje siły skup na tym, aby ćwiczyć nowe zachowanie. Kiedy się nie uda, przypomnij sobie, co to miało być i podejmij kolejną próbę. Jeśli opanujesz 5 minut, rozciągnij ten czas do 10. Później wydłużaj go o kolejne minuty. W końcu okaże się, że to zachowanie stanie się dla Ciebie naturalne.

Pamiętaj, że ból jest naturalnym elementem rozwoju. Jeśli odczuwasz niepokój, obawę, wątpliwości, smutek, zniechęcenie, to dobrze! To znak, że jesteś na właściwej ścieżce. Zmierzasz w kierunku pozytywnej zmiany.

zmiany w życiu

Zapisuj, co się u Ciebie dzieje

Pisanie ma terapeutyczną moc. Samo w sobie pomaga uporządkować myśli, nadać sens różnym wydarzeniom, nazwać emocje. Może być świetnym narzędziem w procesie wprowadzania zmian.

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej i liceum, pisałam pamiętnik. Wszystko, co się u mnie działo, przelewałam na papier. Później na pewien czas porzuciłam pisanie, ale zdarzało mi się sięgać po kartkę papieru i długopis w chwilach dużego, wewnętrznego chaosu. Pisanie pomagało mi się uspokoić, nazwać, co się we mnie dzieje i spojrzeć na wszystko z dystansem.

Aktualnie robię krótkie notatki po modlitwie osobistej. Zapisuję, czego doświadczyłam i co chcę zmienić na przyszłość. Pisanie jest wspaniałym narzędziem do poznawania siebie i wydobywania na światło dzienne swoich myśli i uczuć. Bez tego nie ma możliwości dokonania zmian w sobie.

Załóż zeszyt, w którym będziesz regularnie pisać kilka zdań. Zapisuj swoje myśli, uczucia, to, jak zareagowałaś na jakąś sytuację i co to mówi o Tobie. Zapewniam Cię, że w ten sposób znacznie przyspieszysz swój rozwój.

 

Na koniec chcę Cię zostawić z pytaniem: co by było, gdyby do końca Twojego życia wszystko zostało tak, jak jest teraz? Twoje relacje z bliskimi i to, jak Ty się w nich czujesz. Czy byłabyś szczęśliwa?

Jeśli nie, nie trać ani chwili. Zakasaj rękawy i walcz. W każdą relację wnosisz samą siebie, więc trwałe, pozytywne zmiany osiągniesz tylko wtedy, kiedy będziesz pracować nad sobą. Od samej siebie nie uciekniesz.

 

Jakie Ty masz sposoby na wprowadzanie zmian w życiu?

Dlaczego empatia jest Ci niezbędna do (szczęśliwego) życia?

co to jest empatia

Codziennie po powrocie z przedszkola mała Ania zachowywała się agresywnie wobec swojej mamy. Próbowała ją uderzyć, krzyczała, tupała nogami i rzucała zabawkami. Jej matka, zachęcona przez dr Laurę Markham, przestała siłą powstrzymywać jej wybuchy, a zaczęła spokojnie mówić do córki: Kochanie, myślę, że po prostu potrzebujesz popłakać. Brała ją w ramiona i pozwalała jej płakać. Po tygodniu Ania po powrocie do domu sama podchodziła do mamy, mówiła: Po prostu potrzebuję popłakać, przytulała się i szlochała. Dzień w dzień sytuacja się powtarzała. Po jakimś czasie działo się to coraz rzadziej i rzadziej, aż ograniczyło się do jednej sesji płaczu raz na kilka tygodni. Wybuchy agresji całkowicie ustały. Wszystko dzięki temu, że jej mama zastosowała w praktyce wiedzę o tym, co to jest empatia.

co to jest empatia

Przytoczona historia pod pewnymi względami jest wyjątkowa:

  • Ania była bardzo wrażliwym dzieckiem – nie każdy maluch potrzebuje sesji płaczu każdego dnia,
  • dość szybko pozwoliła swojej mamie się przytulić i zaczęła sama dostrzegać, że zaproponowane rozwiązanie jest dla niej pomocne; często dzieci odmawiają przytulenia znacznie dłużej.

Chociaż zatem nie jest to przykład zgodny z doświadczeniem każdego rodzica, pokazuje jednak pewną prawidłowość. Po powrocie z przedszkola Ania potrzebowała opróżnić swój plecak emocji. Ponieważ nie miała do tego okazji przez dłuższy czas, nagromadziło się w nim wiele uczuć i płakała codziennie przez kilka tygodni. Po tym czasie dziewczynka każdy dzień rozpoczynała z pustym plecakiem, dlatego płacz nie był już tak często potrzebny.

W poprzednim artykule pisałam o tym, czym jest plecak emocji – są to zepchnięte do podświadomości, niechciane i niebezpieczne w danej chwili uczucia. Jeśli ich nie przeżyjemy, nie pozbywamy się ich ze swojego ciała, ale wędrują nadal z nami i wyskakują w najmniej oczekiwanym momencie. Jako sposób na rozładowanie tych emocji podałam dwie propozycje: śmiech (niezbędny przy mniej zapełnionym plecaku) i płacz.

Co kryje się pod złością?

Kiedy człowiek znajduje się w sytuacji, którą interpretuje jako zagrożenie, wchodzi w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Wyłącza się racjonalne myślenie (za które odpowiada kora przedczołowa), a kontrolę przejmuje część mózgu odpowiedzialna za instynktowne działanie. Do akcji wkracza część układu nerwowego zwana sympatyczną, która powoduje pobudzenie całego organizmu. Zostajemy zalani przez silne emocje (głównie złość),

Dlaczego najczęściej w trudnych dla nas sytuacjach czujemy złość?

Ponieważ jest ona przykrywką dla innych, bardziej słabych uczuć, takich jak strach, bezradność, poczucie niemocy, czy żal. Nie lubimy czuć tego wszystkiego, nie chcemy się przyznać, że mamy w sobie takie emocje. Dzieje się tak, ponieważ nie czujemy się wystarczająco bezpiecznie. U dzieci zachodzi dokładnie taki sam mechanizm. Kiedy czują się czymś zagrożone, często swój strach, bezradność czy rozczarowanie przykrywają złością i zaczynają atakować.

Wyobraź sobie taką sytuację. Nagle słyszysz płacz w pokoju swoich dzieci. Wbiegasz do środka i widzisz klocki rozrzucone po całym pokoju, młodsze dziecko zalane łzami i starsze, które ze złością uderza jednym z klocków w głowę brata. Co się wydarzyło?

Spróbujmy wejść na chwilę w głowę i uczucia starszego syna i prześledzić, co takiego się stało.

Klocki są jego ulubioną zabawką. Szczególnie jeden z nich jest wyjątkowy i on najbardziej lubi układać budowle, w których stawia na szczycie ten jeden ulubiony. Obaj z bratem właśnie budowali swoje domy. W pewnym momencie okazało się, że młodszy wziął jego ulubiony klocek i włączył w swoją budowlę. Starszy syn powiedział do niego, aby dał mu ten klocek, bo to jego ulubiony. Ale tamten nie chciał go słuchać.

Starszy brat nie wytrzymał. Ze złością wyrwał swój ulubiony klocek z domku młodszego. Brat próbował wyciągnąć mu go z ręki. Obaj zaczęli krzyczeć, aż w końcu oba domki zostały zniszczone, a młodszy syn dostał klockiem w głowę.

Co takiego mógł czuć starszy brat?

Na zewnątrz było widać tylko złość. To ona popchnęła go do siłowania się z bratem i do uderzenia go w głowę. Ona jest odpowiedzią ciała na poczucie zagrożenia.

A co było pod tą złością? Najprawdopodobniej strach, że nie będzie mógł zbudować tak fajnego domku, o jaki mu chodziło. Marzył o tym, że pokaże swoją budowlę mamie. Poczuł żal, że nie może zrobić tego, co sprawia mu tak wielką radość. Był rozczarowany, że jego dom będzie wyglądał gorzej, niż by chciał.

Cała gama emocji,  które zamknęły się w jednej: złości.

Wbrew pozorom złość jest dla nas bardziej bezpieczna w odczuwaniu niż strach, bezradność czy żal. Kiedy czuję złość, kontroluję sytuację. To ja dyktuję warunki. Mogę zaatakować i nie czuję się słaba. Natomiast nie jest nam łatwo przyznać, że czujemy bezradność czy żal.

Tak samo zachowują się dzieci. Jest im trudno pokazać, że czują lęk, czy niemoc. Atakują i powoli rezygnują z agresywnego zachowania. Nie czują się wystarczająco bezpiecznie, aby działać inaczej.

co to jest empatia

Dlaczego płacz pomaga rozładować plecak emocji?

Kiedy przechodzimy od działania pod wpływem układu sympatycznego (stan pobudzenia) do zachowania kierowanego układem parasympatycznym (normalny, spokojny stan organizmu), zaczynają nam płynąć łzy. Są naturalną oznaką przejścia między jednym a drugim stanem. Dlatego płacz sygnalizuje również, że następuje rozładowanie plecaka emocji. Ustępuje pobudzenie związane z odczuwaniem złości i stanem fight, flight or freeze. Ciało pozbywa się całego napięcia i przechodzi do spokojnego funkcjonowania.

Co więc możemy zrobić, aby przejść od poczucia zagrożenia do rozluźnienia organizmu? Co zrobić, aby te oczyszczające łzy popłynęły?

Musimy odkryć, co znajduje się pod złością. Jakie inne, słabsze uczucia, ona ukrywa. Dlatego konieczne jest stworzenie bezpiecznego środowiska. Takiego, w którym dziecko będzie w stanie dotrzeć do tego, co się w nim rzeczywiście dzieje. Będzie mogło to przeżyć i z pomocą rodzica nazwać. Wtedy wszystkie uczucia będą mogły odejść.

Czasem, kiedy jestem w trudnej dla mnie sytuacji, robię wszystko, aby dobrze się trzymać. Zaciskam zęby i zajmuję się pracą. Ale kiedy stanie przy mnie ktoś, przy kim czuję się swobodnie i bezpiecznie, nie jestem w stanie powstrzymać łez. Obecność tej drugiej osoby powoduje, że wszystkie te trudne emocje wypływają na powierzchnię. Tak właśnie działa bezpieczne środowisko.

 

Co to jest empatia?

Kiedy Twoje dziecko zaczyna zachowywać się w sposób, który Cię denerwuje (złości się, krzyczy, jęczy, marudzi…), przypomnij sobie, że prawdopodobnie ma wypełniony plecak emocji i potrzebuje Twojej pomocy. Weź głęboki oddech, uspokój sama siebie i okaż empatię.

Co to jest empatia?

Najprościej mówiąc, jest to czucie tego, co czuje druga osoba. To próba spojrzenia na sytuację z jej perspektywy. Empatia nie jest jednak działaniem, które pochodzi z głowy (nie jest to analizowanie zachowania dziecka), ale raczej z serca.

Kiedy Twoje dziecko krzyczy: Mieliśmy iść do parku!, spróbuj wczuć się w jego uczucia i powiedzieć: Kochanie, jesteś rozczarowny. Przykro mi, że nie poszliśmy. Bardzo prawdopodobne, że ono znów odpowie Ci ze złością: Nie jestem rozczarowany! Jestem zły na ciebie! Obiecałaś mi to! Dziecko nie rezygnuje szybko ze swojej złości, bo nie chce czuć tych emocji, które kryją się pod nią. Zachowaj spokój, wszystko jest w porządku, to zupełnie normalne. Nie musisz zmieniać zdania co do wyjścia do parku. Raczej dalej okazuj empatię.

Weź znów głęboki oddech i powiedz: Nie wiedziałam, że dla ciebie to tak ważne. Przykro mi, chciałabym, abyśmy mogli tam pójść. Wystarczy, jeśli zauważysz, czego on chciał i że tego nie otrzymuje. Twoim zadaniem jest zrozumieć, co to jest empatia i naprawdę poczuć, co on może czuć w tym momencie. Nie analizować: Widzę, że jesteś rozczarowany, bo nie poszliśmy do parku. To normalne, aby być rozczarowanym w takiej sytuacji. Różnica w tych dwóch stylach reagowania tkwi w Tobie i tym, co Ty czujesz. Jeśli naprawdę przejęłaś się tym, co dzieje się teraz w Twoim dziecku, będziesz wiedziała co i jak powiedzieć.

Jeśli dziecko odczuje z Twojej strony empatię, poczuje się bezpieczniej. Ma szansę dotrzeć do tych słabszych emocji pod złością i rzeczywiście je przeżyć. Może zacząć płakać lub po prostu przytulić się do Ciebie.

Nie próbuj wyprowadzić dziecka z emocji słowami. Nie próbuj zmusić go do czucia tego, co Tobie wydaje się w tej chwili odpowiednie. Stwórz bezpieczeństwo przez okazanie empatii. Spójrz na sytuację z perspektywy dziecka. Pokaż mu, że widzisz, co może się w nim teraz dziać. Poczuj to, co ono czuje. Jedynym Twoim zadaniem jest pamiętać, co to jest empatia i nie dać się sprowokować do walki i kłótni. MUSISZ pozostać spokojna, aby dać poczucie bezpieczeństwa i zaakceptować jego emocje. Nie da się inaczej.

Kiedy Twoje dziecko ucieka przed Tobą, pozostań blisko. Jeśli schowało się pod łóżko czy pobiegło do innego pokoju, stań obok niego i powiedz: Widzę, że jesteś zdenerwowana, ale jestem blisko ciebie i czekam, aż będziesz gotowa, by się przytulić. Jeśli próbuje Cię uderzyć, powstrzymaj rękę i powiedz: Nie pozwolę ci się uderzyć. 

Bycie empatycznym to umiejętność, której można i trzeba się uczyć. Jest jak mięsień, który możemy ćwiczyć. Każdy dzień daje nam do tego kolejne szanse. Podejmij decyzję, aby się w niej szkolić i okazywać ją swoim bliskim.

Zauważ, że empatia nie oznacza, że dajesz dziecku zawsze to, czego ono chce. Nie musisz zmieniać zdania, jeśli zdecydowałaś, że czegoś nie możecie zrobić. Przyjmując uczucia pomagasz przeżyć żal, że Twoja pociecha czegoś nie otrzymała. Uczy się w ten sposób też, że nie zawsze ma to, co by chciała i nie ma w tym nic złego. Może nie dostała jakieś rzeczy czy wyjścia w jakieś miejsce, ale otrzymuje coś znacznie ważniejszego: rodzica, który go rozumie bez względu na to, co się dzieje.

Zawsze rozpoczynaj od empatii. Kiedy Twoje dziecko okaże jakiekolwiek uczucia (pozytywne lub negatywne) powstrzymaj swoją pierwszą reakcję, którą może być poprawianie go i spójrz na sytuację z jego perspektywy. Dzięki temu poczuje się zrozumiane i bezpieczne. Będzie mogło przeżyć wszystkie uczucia, które w nim są. W ten sposób pomożesz mu rozpakować plecak emocji. Tylko wtedy będzie bardziej skłonne do współpracy i słuchania tego, co chcesz je nauczyć.

co to jest empatia

W jakich sytuacjach najtrudniej Ci okazywać empatię?



Chcesz, aby ktoś pokazał Ci krok po kroku,

JAK wprowadzić więcej spokoju i współpracy do Waszego  domu

BEZ kar, krzyku i prawienia kazań?

Czy te sytuacje dotyczą Ciebie?

 Podnosisz głos wobec dzieci, jesteś nerwowy i poirytowany (częściej niż byś chciał)?

 Każdego dnia obiecujesz sobie, że tym razem pozostaniesz spokojny, ale kiedy kolejny raz widzisz zabawki rozrzucone po całym domu, spokój pryska jak bańka mydlana?

 Masz po dziurki w nosie słuchania ciągłego płaczu, marudzenia, kłótni pomiędzy rodzeństwem?

 Czujesz, że wszedłeś w spiralę zmęczenia, frustracji i braku współpracy i nie masz pojęcia, jak z niej wyjść?

Jeśli odpowiedziałeś “TAK” na którekolwiek z tych pytań, chcę Cię zaprosić na kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”, abyś w końcu zaczął się cieszyć swoim rodzicielstwem.

Kliknij i poznaj szczegóły.



 

Trudne dziecko – co robić, kiedy wciąż krzyczy, jęczy, rozkazuje, nie słucha?

trudne dziecko

Twoje dziecko próbuje kontrolować wszystkich naokoło?

Nie słucha Twoich próśb, jest nieuprzejme i rozkazuje Ci?

A może ciągle jęczy i marudzi, samo nie wie, czego by chciało?

Często płacze lub krzyczy, co chwilę się denerwuje, rzuca zabawkami lub bije innych?

Mówisz często innym lub myślisz sobie, że masz trudne dziecko.

Bardzo prawdopodobne, że ma po prostu wypełniony po brzegi plecak emocji.



trudne dziecko

Od kiedy patrzymy na naszego syna przez pryzmat plecaka emocji, nasze rodzicielstwo weszło na zupełnie nowy poziom. 

Nauczyłam się obserwować jego zachowania i potrafię często określić, kiedy należy opróżnić jego plecak. Nie zawsze w danym momencie jesteśmy w stanie to zrobić (nie jesteśmy idealnymi rodzicami…). Jednak jest to świetne narzędzie do określenia, skąd pochodzą różne trudne zachowania dziecka.

Kiedy będziesz czytać ten artykuł, może pojawi się w Tobie pytanie: No dobrze, śmiejemy się, bawimy, okazujemy empatię i przytulamy, ale jak mam nauczyć dziecko zachowywać się WŁAŚCIWIE? Gdzie w tym wszystkim miejsce na kary czy konsekwencje? Jak mam wychować dziecko na dobrego człowieka? 

Rozumiem Twoje wątpliwości. Ten artykuł da Ci odpowiedź na pytanie, dlaczego Twoje dziecko zachowuje się w sposób, który Tobie się nie podoba. Podpowiem też, co robić, aby wypakować przepełniony plecak. Natomiast temat kar i konsekwencji będę podejmować w kolejnych artykułach.

Co to jest plecak emocji?

Każdy dzień niesie ze sobą tysiące sytuacji, które wywołują w nas jakieś emocje. Radość, smutek, żal, zniechęcenie, rozczarowanie, euforia, nadzieja, złość… Każde wydarzenie w naszym życiu jest bodźcem do pojawienia się emocji. 

Tak funkcjonują zarówno dorośli, jak i dzieci. Jest to mechanizm, który jest w nas obecny od początku życia. Działamy na zasadzie: bodziec – reakcja, gdzie bodźcem jest jakieś wydarzenie, a reakcją – emocje, które rodzą się w naszym ciele.

Pomyśl teraz o przeciętnym dniu Twojego dziecka. 

Rano w pośpiechu i stresie wybieracie się do przedszkola. Tam spotyka go mnóstwo trudnych sytuacji – ktoś mu zabrał zabawkę, ktoś inny pierwszy zaczął bawić się samochodzikiem, który on najbardziej lubi. Ktoś go wypchnął z kolejki na zjeżdżalnię. Kiedy się przewrócił, przedszkolanka powiedziała mu, żeby przestał już płakać, bo przecież wcale nie uderzył się tak mocno. Po powrocie do domu tata nakrzyczał na niego, kiedy nie chciał sprzątnąć zabawek.

A może Twoje dziecko chodzi już do szkoły, albo jest z Tobą cały dzień w domu. Jakkolwiek wygląda jego grafik, dzień przepełniony jest sytuacjami wywołującymi jakieś emocje. 

Najczęściej nie ma problemu z okazywaniem i przeżywaniem tak zwanych uczuć pozytywnych. Gorzej, kiedy pojawia się u niego złość, zniechęcenie czy żal. Wtedy otoczenie często nie daje mu ich przeżyć.

Wszystkie emocje, których w danym momencie nie chcemy lub nie możemy przeżyć, zostają wepchnięte do plecaka emocji

Znajduje się w nim to, z czym nie umiemy sobie w danej chwili poradzić, z czym nie czujemy się bezpiecznie. Jeśli jakieś uczucie nas przytłacza, wkładamy go do plecaka. Jeśli otoczenie pokazuje nam, że jakaś emocja jest niewłaściwa, niepotrzebna, zła czy niebezpieczna, również ją tam wrzucamy.

Oczywiście sam plecak jest tylko pewnym obrazem. Niechciane i niebezpieczne dla nas uczucia spychamy do podświadomości. Wydaje się, jakby już ich w nas nie było. Ponieważ nie jesteśmy ich świadomi, dlatego również nie mamy nad nimi żadnej kontroli

Cały czas są jednak w naszym ciele i próbują wyskoczyć na powierzchnię. Kiedy w jakieś sytuacji nasz plecak zostanie potrącony, wszystko wysypuje się z niego. Wylewają się emocje, z którymi wcześniej nie potrafiliśmy sobie poradzić. Dlatego często mamy wrażenie, że my sami lub inni ludzie przejawiają emocje silniejsze, niż na to zasługuje konkretna sytuacja.

Pomyśl teraz chwilę o samej sobie i swoim zachowaniu. Zdarzyło Ci się kiedyś zareagować na jakieś wydarzenie w sposób, który zdziwił nawet Ciebie? Rozlałaś kubek mleka i wybuchnęłaś płaczem? Twój mąż powiedział, że nie umyłaś talerzy, a Ty zrobiłaś mu karczemną awanturę? 

Często tłumaczymy to kobiecymi hormonami. Ale nie zawsze to one są powodem. Czasem po prostu cały dzień powstrzymywałaś się od płaczu z jakiegoś powodu i okazało się, że już nie jesteś w stanie robić tego dłużej. Wystarczyło rozlane mleko, żeby wywołać falę łez.

Dzieci mają dokładnie tak samo.


błąd, który popełnia większość rodziców

Najczęściej maluch spycha swoje uczucia do podświadomości, kiedy rodzic lub inna osoba próbują wyciągnąć go z tych uczuć za pomocą słów i racjonalnego myślenia.

  • Nie martw się, to przecież tylko samochodzik, nic się nie stało, że się zepsułMasz mnóstwo innych.
  • Nie masz prawa złościć się na trenera, przecież to ty nie strzeliłeś tego gola. Gdybyś ćwiczył więcej, nie byłoby tego problemu.
  • Nie złość się na siostrę, przecież ty pierwszy zabrałeś jej tę zabawkę. 
  • Nie płacz, przecież ci mówiłam, że na pewno sklep będzie już zamknięty.

Wielu rodziców wypowiada takie słowa, ponieważ są przekonani, że w ten sposób pomagają swojemu dziecku. Myślą: Czy nie wychowam mazgaja, marudy, złośnika, jeśli będę pozwalać na taki długi płacz czy krzyk? Zapewniam Cię, że nie. 

Wprost przeciwnie – jeśli zabraniasz dziecku czuć, jego plecak stopniowo się wypełnia. Po pewnym czasie emocje znów wybuchają, a Ty dziwisz się, dlaczego ona tak gwałtowanie reaguje na to, że dałaś jej niebieski kubek zamiast zielonego.

Trudne dziecko czy dziecko z pełnym plecakiem emocji?

 

Po czym poznać, że plecak Twojego malucha jest wypełniony?

  • Twoja pociecha próbuje kontrolować wszystko, co dzieje się wokół niej. W pierwszej kolejności walczy, by kontrolować swoje zachowanie (ponieważ tego od niej oczekuje otoczenie). Później również Ciebie i Twoje zachowanie oraz wszystkich wokół.
  • Jest nieposłuszne – nie spełnia Twoich próśb, na każdą odpowiada złością i krzykiem. Robi zupełnie na odwrót, jakby złośliwie, patrzy Ci w twarz, śmieje się i robi to, czego mu zabraniasz.
  • Marudzi i jęczy, samo nie wie, czego chce. Kiedy spełnisz jedną jego prośbę, zaraz chce czegoś innego. Wydaje się, jakby nic go nie mogło zadowolić. Jest ciągle na granicy płaczu. Marudzi wciąż, że chce zjeść coś słodkiego lub oglądać telewizję (są to dwa sposoby, za pomocą których wiele dzieci oraz dorosłych próbuje regulować swoje emocje).
  • Dużo się złości. Często reaguje krzykiem, bije inne dzieci lub Ciebie, gryzie, drapie, zachowuje się agresywnie. Atakuje w różny sposób rodzeństwo.

Jak widzisz, zachowania mogą być różne. 

Kiedy kontrolę nad dzieckiem przejmują emocje, wchodzi ono w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Dlatego może różnie postępować przy wypełnionym plecaku: walczy z Tobą, rodzeństwem i całym otoczeniem (zachowuje się agresywnie, prowokuje i zaczepia), ucieka od tego, co dzieje się w nim (na przykład oglądając dużo bajek) lub zamraża swoje emocje (na przykład sięgając po duże ilości słodyczy).

Oczywiście wszystkie powyższe zachowania mogą zdarzać się również dziecku, którego plecak emocji nie jest wypełniony. Jednak w takim przypadku są one sporadyczne, a nie ciągłe i normalne. 

Jeśli każdego dnia obserwujesz u swojej pociechy takie postępowanie, prawdopodobnie w jej plecaku znajduje się mnóstwo rzeczy.

Zauważ, że takie zachowanie zwykle określa się mianem: trudne dziecko. Pamiętaj jednak, że kiedy Twoje dziecko wkurza Cię na każdym kroku, najczęściej to symptomy przepełnionego plecaka emocji.

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Za większością niewłaściwych zachowań stoją emocje, z którymi ktoś nie potrafił sobie poradzić. To dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych.


Jak pomóc dziecku, kiedy jego plecak emocji jest wypełniony?

Znasz już powód zachowania Twojej pociechy. Teraz pytanie, jaki jest sposób na trudne dziecko?

  1. Śmiech

Śmiech ma cudowne, lecznicze właściwości. Potrafi poradzić sobie niejako z górną warstwą tego, co znajduje się w plecaku. Zmienia biochemię organizmu: redukuje ilość hormonów stresu, a zwiększa ilość oksytocyny, dzięki której dziecko lepiej się czuje i chętniej współpracuje.

Używaj śmiechu, kiedy podejrzewasz, że dziecko ma przepełniony plecak emocji

Wykorzystaj swoją wyobraźnię: wygłupiaj się, ganiajcie się po domu, podrzucaj je do góry, udawaj groźne (ale zabawne) potwory. Poznaj swoją pociechę i zobacz, co wywołuje jej śmiech. Kilka propozycji zabaw znajdziesz tutaj

Nie zawsze jednak będzie możliwe rozśmieszenie dziecka. Kiedy w plecaku znajduje się już zbyt wiele rzeczy, wtedy Twoja pociecha nie będzie chciała zaangażować się w zabawę. Na Twoją propozycję zareaguje złością, krzykiem, ucieczką lub płaczem. 

Wtedy prawdopodobnie konieczny jest drugi środek.

2. Płacz

Kiedy dziecko swoim zachowaniem doprowadza Cię do szału i nie jest skłonne do zabawy, prawdopodobnie po prostu potrzebuje popłakać. 

Dlaczego więc tego nie robi? Ponieważ nie czuje się bezpiecznie. Jego plecak jest przepełniony właśnie z tego powodu: nie czuło się bezpiecznie z emocjami, które w nim się pojawiły. Nie chciało ich czuć, więc zepchnęło je do plecaka. Dlatego również teraz ich unika.

Byłoby cudownie, gdyby Twój syn lub córka przyszli do Ciebie i powiedzieli: Mamo, jestem taki zdenerwowany, potrzebuję teraz po prostu popłakać, a będzie mi lepiej. Jednak takie rzeczy zdarzają się rzadko. 

Zamiast tego rozrzuca jedzenie po podłodze z uśmiechem na ustach, skacze w butach po łóżku i robi wszystko to, o czym wie, że nie powinno. Krzyczy, zaczepia brata i doprowadza Cię do szału.

Twoim zadaniem w takiej sytuacji jest przypomnieć sobie: Moje dziecko po prostu potrzebuje popłakać.

Zamiast dać się sprowokować do kłótni, weź głęboki oddech, pomyśl, że Twoja pociecha przechodzi teraz trudny dla niej czas i świadomie zacznij okazywać mu empatię. Stwórz bezpieczne środowisko, w którym będzie mogło się wypłakać i wyrazić przed Tobą swoje uczucia.

Zastanawiasz się, w jaki sposób możesz stworzyć dla dziecka klimat bezpieczeństwa? 

A może próbowałaś okazywać empatię i miałaś poczucie, że to wcale nie działa, że ono zachowuje się wtedy jeszcze gorzej? Kliknij tutaj, a dowiesz się, jak w praktyce pomóc dziecku się wypłakać. Jak możesz się zachować i co mówić, by chciało przed Tobą wyrazić swoje niechciane uczucia.

Tymczasem zachęcam Cię do jak najczęstszego sięgania po pierwszy sposób, czyli wspólny śmiech.

Im więcej zabawy i radości w Waszej codzienności, tym mniej uczuć w emocjonalnym plecaku. Pilnuj, aby w każdym dniu był czas na choćby 10 minut wygłupów, tarzania się po dywanie, zapasów na niby, czy bitwy na poduszki. Takie zabawy pomogą zarówno Twojemu dziecku, jak i Tobie, o ile sama się rozluźnisz i będziesz cieszyć chwilą. Jeśli nie lubisz bawić się z dzieckiem, przeczytaj koniecznie ten artykuł.

Śmiej się kiedy możesz, płacz, kiedy musisz, a odkryjesz sposób na trudne dziecko.


 P.S. Pamiętaj też, że śmiech i płacz nie są złotym środkiem, który rozwiąże wszystkie Wasze trudności wychowawcze. 

Przeczytaj ten artykuł, aby poznać cztery elementy, które są niezbędne, byś miała pewność, że wychowujesz dzieci, nie wpadając w pułapkę uległości.


Style przywiązania – jak wychować dziecko na szczęśliwego dorosłego?

style przywiązania

Kiedy mama znika z oczu i przeciętne roczne dziecko zostaje samo z kimś obcym, zaczyna być niespokojne. Płacze, rozgląda się za nią, przerywa dotychczasową zabawę. Gdy jego opiekunka wraca i bierze go na ręce, on wtula się w nią i szybko uspokaja. Znów jest gotowy do zabawy. Znasz podobne sytuacje z własnego doświadczenia? Czy jest to normalne, czy raczej oznacza, że dziecko za bardzo przyzwyczaiło się do stałej obecności matki? Na to pytanie odpowiedzi udzielają style przywiązania, o których dziś przeczytasz.

style przywiązania

Najważniejsze potrzeby noworodka

Kiedy myślimy o nowo narodzonym dziecku, przychodzą nam do głowy trzy główne potrzeby: spania, jedzenia i siusiania lub robienia kupy. Czasem wydaje się, że życie maluszka skupia się tylko na sprawach fizjologicznych. Nie jest to jednak prawda.

Nieomal wszystko w noworodku jest zaprogramowane właśnie na znalezienie obiektu przywiązania. Jego słodki wygląd czy zapach skłaniają serce rodzica do niego. Jego płacz jest wołaniem o uwagę.

Dziecko rodzi się całkowicie bezradne i skazane na opiekę innych. Poszukuje kogoś, kto się nim zajmie: będzie go karmił, zapewni mu bezpieczeństwo, nauczy go, jak się odnaleźć w tym świecie. Potrzebuje lidera, który zaspokoi nie tylko potrzeby fizjologiczne, ale również przeprowadzi bezpiecznie przez wszystko, co niesie ze sobą życie.

Jako rodzic jesteś dla swojego dziecka jak Gwiazda Polarna (określenie użyte przez Gordona Neufelda w książce Hold on to your kids) – wokół Ciebie kręci się jego życie w pierwszych latach. Jesteś dla niego głównym źródłem informacji o świecie, o samym sobie i o relacjach z ludźmi. W kontakcie z Tobą odkrywa, jakie jest jego miejsce na ziemi i czy jego osoba ma jakiekolwiek znaczenie. Jego rozwój jest ściśle związany z tym, jak Ty zachowujesz się wobec niego. Jego mózg kształtuje się w odpowiedzi na Twoje działania, słowa i emocje.

  • Małe dzieci potrzebują również czuć się bezpiecznie.

Świat jest dla nich zupełnie nowym, nieznanym miejscem. Do tego jest ogromny, a one malutkie. Poczucie bezpieczeństwa w pierwszej kolejności płynie z relacji z rodzicami. To ku nim maluch zwraca się po pomoc i opiekę. Dorośli w naturalnym odruchu bronią go przed szczekającym psem czy jadącym obok samochodem. Więź i bliskość z rodzicem pozwala poczuć się spokojnie i bezpiecznie.

Jest to nie tylko proces psychologiczny, ale również fizjologiczny. Kiedy bierzesz na ręce płaczącego syna, przemawiasz do niego delikatnym głosem i przytulasz go, jego ciało uwalnia hormony, które pozwalają mu się uspokoić, a zmniejsza ilość hormonu stresu. Jego fizjologia kształtuje się w odpowiedzi na Twoje zachowanie. Stopniowo, w miarę powtarzania tego schematu, Twoje dziecko będzie w stanie samo się uspokoić, bo jego ciało będzie wiedziało, jak to zrobić. Ale tylko, jeśli najpierw doświadczy ukojenia, płynącego od Ciebie.

 

 

Style przywiązania

Małe dziecko bez słów próbuje komunikować dorosłym swoje potrzeby. Każdy płacz noworodka coś oznacza, przekazuje informację o jakiejś niezaspokojonej potrzebie. Może być głodny, zmęczony, może ma mokro w pieluszce. A może po prostu potrzebuje bliskości fizycznej rodzica.

Sposób, w jaki dorosły odpowiada na te potrzeby, decyduje o tym, jaki rodzaj więzi (przywiązania) wytworzy się pomiędzy nim a dzieckiem. Dziecko może być przywiązane w różny sposób do różnych osób. Jednak największe znaczenie dla jego rozwoju ma więź z osobą, która spędza z nim najwięcej czasu i najczęściej się nim opiekuje. Co więcej, w pierwszych miesiącach życia to bardzo ważne, aby jedna, konkretna osoba zajmowała się maluchem. Nie chodzi o to, aby mama czy tata spędzali z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie dopuszczając nikogo innego. Jednak sytuacja, kiedy co chwilę zmienia się główny opiekun dziecka jest dla jego rozwoju niezdrowa.

Aby pokazać Ci znaczenie stylu przywiązania, podam jeden przykład. John i Julie Gottman w Seattle w swoim Love Lab badali rodziny na przestrzeni 30 lat. Okazało się, że osoby, które były bezpiecznie przywiązane do rodziców jako dzieci (w wieku 2-3 lat), wchodziły w zdrowe, dające satysfakcję związki jako dorośli. Głównie dlatego, że potrafiły dobrze regulować swoje emocje.

Wiesz już, dlaczego to ważne, abyś poznała style przywiązania? Dzięki temu pomożesz swojemu dziecku tworzyć szczęśliwe związki z innymi ludźmi w przyszłości.

przywiązanie

  1. Bezpieczny styl przywiązania. 

Dziecko ma przekonanie, że odpowiesz na jego potrzeby wtedy, kiedy je wyrazi. Wie, że zapewnisz mu bezpieczeństwo, zaakceptujesz jego uczucia i pomożesz mu się uspokoić, kiedy będzie zdenerwowane.

Więź ufna kształtuje się, kiedy odpowiadasz na potrzeby dziecka w sposób adekwatny do nich i bez zbędnej zwłoki. Kiedy dziecko płacze, bierzesz je na ręce i starasz się zrozumieć, co stara Ci się przekazać. Może jest głodne lub śpiące? Może coś go boli?

Ważny jest również sposób, w jaki odpowiadasz na komunikaty malucha – bez zbędnych nerwów i napięcia, ponieważ ono wyczuwa je i odpowiada tym samym. Oczywiście, jeśli od czasu do czasu reagujesz nadmiernym wybuchem emocji, nie niszczy to Twojej relacji z dzieckiem. Chodzi o to, jakie zachowania przejawiasz zazwyczaj.

Dziecko, którym dorosły zajmuje się w ten sposób, uczy się, że jest rozumiane i że może skutecznie wywierać wpływ na otoczenie.

Taki styl przywiązania przejawia dziecko opisane na początku artykułu. Kiedy mama znika z jego oczu, odczuwa niepokój. Kiedy do niego wraca, maluch szybko się przy niej uspokaja. Nie jest to przejaw zbytniego przyzwyczajenia do bliskiej obecności matki, ale zdrowa, prawidłowa reakcja!

Kiedy takie dziecko dorasta, lepiej radzi sobie na każdym polu: w nauce, w kontaktach społecznych, w pracy. Tworzy długotrwałe związki i wychowuje swoje dzieci w sposób, który umożliwia im bezpieczne przywiązanie.

 

2. Unikający styl przywiązania. 

Dziecko unika bliskości i emocjonalnego kontaktu z rodzicem, ponieważ nauczyło się, że jego potrzeby nie są odpowiednio zaspokajane w tej relacji. W opisanej na początku sytuacji taki maluch nie protestowałby, kiedy jego mama wyszłaby z pokoju i nie przerwałby swojej zabawy, kiedy by wróciła. Jakby w ogóle nie zauważał jej obecności lub braku.

Takie zachowanie można by uznać za przejaw samodzielności. Jednak gdyby bliżej zbadać jego reakcję, okazałoby się, że jest zestresowany, a jego serce szybko bije. Po prostu nie pokazuje swoich uczuć na zewnątrz, bo po co? I tak mama na nie nie odpowiada.

Taki styl przywiązania kształtuje się, kiedy rodzic trwale nie reaguje odpowiednio na potrzeby dziecka: zwleka z działaniem (niech sobie nieco popłacze, nic mu się nie stanie) lub odpowiada na nie w sposób niewłaściwy (nie próbuje zrozumieć, o co chodzi, nie słucha dziecka, tylko robi to, co on uważa za stosowne). Komunikacja pomiędzy nimi jest pozbawiona emocji.

W życiu dorosłym osoby o unikającym stylu przywiązania mają problemy z nawiązywaniem bliskich, intymnych relacji. Wypierają swoje emocje, ponieważ są dla nich przytłaczające i nie potrafią sobie z nimi radzić. Nie reagują odpowiednio na potrzeby swoich dzieci: odrzucają je, podobnie jak same były odrzucane przez bliskich dorosłych.

 

3. Lękowy styl przywiązania 

Dziecko dorasta w ciągłej niepewności, czy rodzic będzie w stanie odpowiednio zareagować na jego potrzeby. Uczy się, że nie można polegać na więziach z innymi ludźmi, że są oni nieprzewidywalni. Zostawione na chwilę z obcą osobą głośno protestowałoby, ale po powrocie mamy długo nie mogłoby się uspokoić w jej ramionach.

Taki styl kształtuje się, kiedy rodzic wchodzi w relację z dzieckiem obciążony swoimi niepokojami i lękami, niepewny, czy będzie potrafił uspokoić płaczącą córkę lub syna. Czasem mu się to udaje, a czasem jest zupełnie przytłoczony swoimi uczuciami (które wypływają z jego niezałatwionych spraw z przeszłości).

Takie dziecko cały czas walczy o to, żeby nawiązać bliski kontakt z rodzicem – jest przylepne, często płacze i marudzi.

Jako dorośli osoby o lękowym stylu przywiązania poszukują pocieszenia w relacjach. Jednak z powodu trudności w radzeniu sobie z emocjami, tworzą związki niesatysfakcjonujące dla nich. Wciąż szukają miłości, mają tendencję do angażowania się w niebezpieczne zachowania w grupie rówieśniczej po to, by doświadczyć więzi z innymi.

 

Jak wychować bezpiecznie przywiązane dziecko?

Zanim podam kilka konkretnych wskazówek, mam dla Ciebie dobrą informację. Mózg człowieka jest bardzo plastyczny i styl przywiązania u dziecka zmienia się wraz ze zmianą zachowania rodzica. Dlatego nie musisz martwić się, jeśli popełniłaś błędy w przeszłości. Zawsze jest czas na zmianę. Jeśli Ty będziesz inaczej odnosić się do swojej pociechy, odmieni się jej styl przywiązania.

Czynnikiem kształtującym bezpieczne przywiązanie jest rodzic, który reaguje i odpowiada na potrzeby dziecka.

Ta odpowiedź powinna być dostosowana do rzeczywistych wymagań malucha, a nie taka, jaką sugerują Twoi rodzice, koleżanki czy obce osoby na ulicy.

W pierwszych miesiącach życia będzie to reakcja na potrzebę jedzenia (np. przy karmieniu piersią – będzie to karmienie na żądanie), snu, fizycznej bliskości z rodzicem czy zmiany pieluchy. Małe dziecko jest zaprogramowane do pozostawania w bliskości fizycznej z rodzicem. Dlatego noszenie dziecka czy spanie z nim w jednym łóżku nie jest niepotrzebnym przyzwyczajaniem go do bycia blisko.

Czy zatem Rodzicielstwo Bliskości jest konieczne do tego, by wychować bezpiecznie przywiązane dziecko? Czy konieczne jest noszenie dziecka, długie karmienie piersią czy spanie z nim w jednym łóżku?

Konieczne jest odpowiadanie na potrzeby i wzajemne dopasowanie się rodzica i dziecka. Rodzicielstwo Bliskości proponuje pewne praktyki, które pomagają być bliżej dziecka, a w związku z tym być bardziej wyczulonym na jego potrzeby. Jeśli maluch jest blisko Ciebie, z większym prawdopodobieństwem zobaczysz i usłyszysz, że czegoś się domaga. Jednak te praktyki nie są konieczne, jeśli bez nich nadal odpowiednio reagujesz na to, co jest dziecku niezbędne do życia.

Dlatego, jeśli z jakiegokolwiek powodu nie karmisz piersią, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie śpisz z dzieckiem, ale kiedy zawoła Cię w nocy idziesz do niego i pomagasz mu się uspokoić, nie jesteś gorszą matką. Jeśli nie nosisz dziecka cały dzień, ale bierzesz go na ręce, kiedy wyraźnie daje Ci znać, że tego potrzebuje, nie jesteś gorszą matką. Ważne jest to, aby odpowiadać na to, co komunikuje Ci Twoje dziecko.

Co konkretnie możesz zrobić? Odpowiedź zamyka się w angielskim skrócie 4S (termin wymyślony przez Daniela Siegela). Aby wykształciło się bezpieczne przywiązanie, dziecko powinno być:

  • zauważone (seen) – dostrzegaj jego osobę, uczucia i to, co stoi za jego zachowaniami; uważnie wchodź w interakcje, słuchaj, interesuj się nim;
  • bezpieczne (safe) – zapewnij mu poczucia bezpieczeństwa poprzez unikanie zachowań, które przerażają je lub ranią (tak działają kary, krzyk lub oglądanie rodzica, który zachowuje się w sposób nieprzewidywalny, np. kiedy jest pijany),
  • ukojone (soothed) – pomagaj w uspokojeniu się, ucz go regulować emocje (okazuj empatię, pozwalaj na okazywanie uczuć, bądź cierpliwa),
  • pewne (secure) – powyższe praktyki pozwalają dziecku wykształcić poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa, dzięki temu jest chętne i gotowe, by poznawać świat.

style przywiązania

Style przywiązania kształtują się przede wszystkim w relacji z rodzicami. Jednak inne osoby również mają na nie wpływ. Dlatego dziecko, którego rodzice nie potrafili zapewnić mu bezpiecznej więzi, nie jest skazane na nieprawidłowe związki z innymi w życiu dorosłym. Ponadto zmiana w zachowaniu rodziców pociąga za sobą zmianę w stylu przywiązania.

Pozwalaj dziecku przeżywać emocje. Bądź blisko, kiedy jest niespokojne. Zapewniaj mu poczucie bezpieczeństwa. Akceptuj go takim, jakim jest. W ten sposób dasz mu pewną i spokojną bazę, do której może wracać. Dzięki temu będzie mogło z entuzjazmem eksplorować świat i nawiązywać relacje z innymi ludźmi.

Jakie znaczenie dla Twojego macierzyństwa ma ta teoria?

Sprawdzone sposoby na nieposłuszne dziecko

nieposłuszne dziecko

Nie jesteś moim szefem! Te słowa usłyszało już wielu rodziców od swoich dzieci. Za nimi zwykle podążają konkretne zachowania: wykłócanie się o swoje racje, nie spełnianie próśb rodzica, krzyk, płacz lub inne nieprzyjemne dla dorosłego słowa. Terminem nieposłuszne dziecko najczęściej określamy właśnie takie postępowanie malucha. Kiedy rodzic czuje, że jego oczekiwania nie są respektowane, szuka pomysłów na to, jak skłonić swoją pociechę do współpracy. Szczególnie, jeśli sprawa dotyczy ważnej nauki, którą dorosły chce przekazać.

nieposłuszne dziecko

Co jest zadaniem rodzica?

Kiedy zostałam mamą, miałam w głowie różne wyobrażenia tego, co powinnam robić, aby wychować swoje dziecko. Wraz z narodzinami małego człowieka w nas, dorosłych, budzi się poczucie odpowiedzialności za nie. Chcemy czuwać nie tylko nad jego zdrowiem, ale też rozwojem: emocjonalnym, duchowym, psychicznym, społecznym i intelektualnym. Czujemy, że to nasz obowiązek. Chcemy nauczyć je odróżniać dobro od zła, pokazać, co można, a czego nie należy robić w naszym świecie. Przecież taka jest rola rodzica, nieprawdaż?

Żeby to osiągnąć, każdy szuka swoich sposobów. I nieomal każdy napotyka na trudności w tym procesie. Nagle okazuje się, że proponowane przez innych metody nie są skuteczne. Dziecko nie chce się im podporządkować, nie słucha próśb rodzica, robi po swojemu. Wielokrotnie powtarza zachowanie, które dorosły wskazał jako niewłaściwe. Patrzy mamie prosto w oczy, uśmiecha się i robi coś, czego ona zabroniła. Do tego krzyczy, płacze, bije, gryzie… Rodzic załamuje ręce, denerwuje się i myśli: Ale nieposłuszne dziecko!

Od lat jest nam wtłaczane do głowy, że to my, rodzice, musimy w domu rządzić. To my mamy być u władzy. To my jesteśmy dorośli, znamy życie i wiemy, co jest dobre, a co złe. Dlatego musimy prowadzić nasze dzieci we właściwym kierunku, każdym możliwym sposobem.

Moment, kiedy maluch nie chce wykonać prośby lub nakazu rodzica, dla dorosłego może być bardzo trudny. Przeczy to wyobrażeniu o jego roli. Jeśli mój syn lub córka nie robi tego, co do niego mówię, jak mam go nauczyć właściwego zachowania? A przecież to moje zadanie!

W tym miejscu chcę dopowiedzieć ważną rzecz. Używam sformułowania nieposłuszne dziecko przede wszystkim ze względu na to, że jest ono powszechnie stosowane w naszym społeczeństwie. Takim słowem określa się sytuacje, kiedy maluch nie chce spełnić próśb rodzica, nawet jeśli są one dobrym, społecznie akceptowanym i oczekiwaniem zachowaniem. Dzieci potrzebują naszego prowadzenia. Kiedy nie chcą się mu poddać, zwykle używane jest właśnie to sformułowanie.

 

Prawda o kontrolowaniu dziecka

Nieposłuszne dziecko stawia nas przed trudną prawdą: nie jestem w stanie kontrolować zachowania drugiej osoby, o ile nie użyję siły. Mówię coś do malucha, proszę go, tłumaczę mu, dlaczego to jest ważne, a on i tak działa po swojemu! Co mam zrobić, żeby spełnił moje prośby? Nie mam innego wyjścia, muszę zastosować jakiegoś rodzaju przymus!

Każdy człowiek rodzi się z wolną wolą. Chce decydować o samym sobie i swoim życiu. Chce mieć poczucie sprawczości i władzy nad swoim ciałem, swoimi wyborami i decyzjami. Można zaobserwować to już u niemowlaków. Nasz Jaś nie lubi być karmiony, zawsze chce mieć swoją łyżeczkę lub widelec w ręce i głośno śmieje się, kiedy ma szansę zrobić coś SAM. 

Wolna wola to coś, z czym się rodzimy. Nie jesteś w stanie kontrolować zachowania drugiego człowieka. Dotyczy to zarówno innych dorosłych, jak i Twoich dzieci. O ile na początku ich życia możemy mieć złudzenie, że przejęliśmy nad nimi kontrolę, prawda wychodzi na jaw, kiedy dziecko zmienia się w nastolatka, a czasem nawet wcześniej. Jeśli wejdziesz na drogę kontrolowania i zmuszania dzieci do robienia dobrych rzeczy, prędzej czy później jesteś skazana na porażkę. W końcu i tak zrobią to, co one chcą, a nie to, co Ty chcesz.

Jak zatem wypełnić ważne zadanie rodzica, jakim jest uczenie dzieci tego, co dobre i złe, właściwe i nie?

Dotrzyj do źródeł nieposłuszeństwa i tam szukaj rozwiązania.

nieposłuszne dziecko

Dlaczego dziecko jest nieposłuszne?

Przyczyny najczęściej są dwie:

  • Maluch buntuje się przeciwko poczuciu bycia kontrolowanym, przestawianym z kąta w kąt.

Jeśli dziecko nie ma przestrzeni do podejmowania jakichkolwiek decyzji w swoim życiu, sprzeciwia się takiej sytuacji. Chce mieć chociaż minimalną władzę nad tym, co się z nim dzieje: co je, w co się ubiera, kiedy i w co się bawi. Im mniej decyduje o samym sobie, tym bardziej protestuje.

Dlatego tak ważne jest, aby dawać mu jak najwięcej okazji do podejmowania decyzji o sobie samym. Pozwól mu postanawiać o drobnych sprawach codzienności: jaką bluzkę czy spodnie ubierze, co zrobicie na obiad, dokąd pójdziecie na spacer, jaką książkę przeczytacie. Ilość decyzji należy dostosować do wieku dziecka. Pozwól mu zrobić to wszystko, co sam już może zrobić.

  • Maluch odrzuca rodzica jako swojego lidera, ponieważ nie czuje z nim wystarczającej więzi (w całej relacji lub w konkretnej sytuacji).

Dziecko w naturalny sposób jest skierowane w stronę rodzica i chce go słuchać, o ile czuje, że dorosły ma wobec niego dobre zamiary i stoi po jego stronie. Dlatego tak ważną rolę w rodzicielstwie odgrywa więź i bliskość. Przy czym pamiętaj: Ty możesz oceniać, że jesteście w bliskiej relacji, ale jak widzi to Twoja pociecha? Ona osądza to na podstawie nieco innych kryteriów, niż Ty!

Ty masz wobec dziecka dobre intencje i robisz wszystko ze względu na jego dobro. Ono jednak może odbierać to zupełnie inaczej. Jeśli krzyczysz na nie, karzesz je za złe zachowanie, nie masz dla niego czasu, kiedy ono chce się bawić, dla niego mogą być to sygnały, że nie jesteś po jego stronie. 

Dlatego liczy się bardziej to, czy Twój syn lub córka czują z Tobą bliską więź. W znacznej mierze od tego zależy, czy będą chciały poddać się Twojemu kierownictwu, czy będą je odrzucać.

Codziennie zatem pamiętaj o tym, aby budować Waszą więź. Nie licz na to, że ona sama powstanie, bez świadomej pracy nad nią. Jeśli skupisz się tylko na obowiązkach w domu i tym, żeby zrealizować wszystkie zadania na dany dzień, nie będzie przestrzeni na tworzenie bliskości. Musisz o nią zadbać. Przed każdym rozstaniem z dzieckiem nawiąż z nim kontakt, podobnie po powrocie. Rozstanie to również wyjście dziecka do przedszkola, kładzenie się na nocny odpoczynek lub gotowanie przez Ciebie obiadu! 

Każda sytuacja, kiedy nie ma Cię w pobliżu dziecka lub nie dajesz mu swojej pełnej uwagi oznacza dla niego chwilowe zerwanie kontaktu. Jest to normalne i rozwojowo potrzebne, jednak warto pamiętać, aby później ponownie ten kontakt nawiązać. Dlatego dbaj o to, by odnawiać bliskość po chwilach rozłąki (fizycznej,lub emocjonalnej) – przytul, powiedz, że kochasz, spójrz w oczy i uśmiechnij się, poganiaj się kilka minut po domu…

Każdego dnia znajdź też kilka minut na wspólną zabawę. To najlepszy sposób na budowanie więzi z dzieckiem, bo zabawa jest naturalnym sposobem komunikowania się maluchów. Wygłupiaj się, tańczcie razem, skaczcie, biegajcie, udawaj groźne potwory, które przytulają wszystkich, których spotkają… Im więcej prostej, skłaniającej do śmiechu zabawy, tym lepiej dla Waszej relacji.

 

Sposoby na nieposłuszne dziecko

Co zatem możesz zrobić, aby sprawić, że Twoje dziecko będzie chciało z Tobą współpracować?

Twoje działanie powinno być dostosowane do wieku dziecka.

  1. Maluch w wieku 1-3 lata

Często zapominamy, że w tym wieku człowiek potrzebuje już ochraniać swoją niezależność i odrębność od rodziców. Dlatego dzieci są tak skłonne do powtarzania Nie Zrobię to sam! 

  • Pokaż, że słyszysz, co mówi: Powiedziałeś nie będę sprzątał, słyszę cię…
  • Przytul je (to jeden ze sposobów na odnowienie więzi)
  • Zdecyduj, co jest nienegocjowalne, a co można zmienić: Wszystkie twoje zabawki są rozrzucone po podłodze, musimy zrobić porządek, więc znajdźmy sposób, abyśmy mogli to zrobić razem przed kolacją. 
  • Z empatią podtrzymaj swoje oczekiwanie, jeśli uznasz, że nie możesz go zmienić:  Płaczesz, bo nie masz ochoty sprzątać… Jestem z tobą… Możesz płakać tyle, ile potrzebujesz… Kiedy będzie ci lepiej, znajdźmy wielki dźwig, który pomoże nam posprzątać (w tym miejscu możesz zaproponować zabawę, która sprawi, że sprzątanie nie będzie już się tak bardzo dłużyło).

2.  Dziecko w wieku przedszkolnym

Nieposłuszeństwo jest w pierwszej kolejności wołaniem o bliskość i więź.

  • Odnów kontakt poprzez zabawę (kilka propozycji znajdziesz tutaj)
  • Jeśli jest zbyt smutne na zabawę, porozmawiaj z nim i wysłuchaj je – Nie chcesz myć dzisiaj głowy… Coś ci się nie podoba, kiedy ją myjesz?
  • Czasem potrzebuje po prostu popłakać, dlatego łagodnie podtrzymaj swoje oczekiwanie i przyjmij nadchodzące łzy. Okaż empatię i bądź blisko. Po wypłakaniu emocji będzie bardziej skłonne do współpracy.

3. Dziecko w wieku szkolnym

Reaguje ono nieposłuszeństwem szczególnie, jeśli ma poczucie, że zostało niesprawiedliwie potraktowane. Dziecko, które często się kłóci, daje znać, że czuje się niewysłuchane i niezrozumiane.

  • Zastosuj metodę Stop, drop and breathe – uspokój w pierwszej kolejności samą siebie
  • Zasygnalizuj, że nie zgadzasz się na brak szacunku: Wiesz, że nie mówimy do siebie w ten sposób. Musi ci być bardzo przykro, skoro mówisz tak do mnie
  • Pamiętaj, że swoim zachowaniem Twój syn lub córka pokazuje, że jest jakiś problem w Waszej relacji – czy jesteś wobec niego/niej niesprawiedliwy? czy go/jej nie słuchasz? czy sama masz ataki złości, przez co oddalacie się od siebie?
  • Okazuj empatię
  • Szukaj rozwiązania, które będzie odpowiadało Wam obojgu: Więc ty chcesz… A ja chcę… Może byśmy…

nieposłuszne dziecko

Jeśli usłyszysz od swojego dziecka słowa: Nie jesteś moim szefem!, zatrzymaj się na chwilę i zrób szybki skan Waszej aktualnej relacji. Najprawdopodobniej czuje się ono oddalone od Ciebie emocjonalnie i potrzebuje odnowić Waszą więź. W sytuacji nieposłuszeństwa problem nie leży w samym dziecku, ale raczej w relacji między Wami. Spójrz na to, co Was w tym momencie łączy (lub dzieli) oczami dziecka, z empatią podtrzymaj nienegocjowalne oczekiwanie i jednocześnie nawiąż bliski kontakt. To pomoże Wam wrócić na właściwe tory.

Jak reagować na ataki złości u dziecka w miejscach publicznych?

ataki złości

Krzyk, płacz, tupanie nogami, rozkładanie się na ziemi… Wielu rodziców zna te zachowania z własnego doświadczenia. Stają bezradni wobec swojego dziecka, które nie przejmuje się tym, że znajdują się w miejscu publicznym. Rodzic czuje na sobie wzrok innych ludzi, oblewa się rumieńcem i chciałby zapaść się pod ziemię. Co oni sobie o mnie teraz myślą? Na pewno uważają, że jestem kiepską matką, skoro nie potrafię uspokoić swojego dziecka… Jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych, by pomóc swojemu dziecku i samej sobie?

ataki złości

Dziecko z miejscu publicznym

Twoje dziecko jest człowiekiem, który ma wolną wolą. Chce decydować o samym sobie. Widać to nieomal od urodzenia – maluch reaguje płaczem, kiedy robisz coś, co mu się nie podoba. Jest to naturalna i właściwa kolej rzeczy.

My często chcielibyśmy, aby dziecko zachowywało się tak, jak nam się to podoba. Aby podawało grzecznie rękę na powitanie wujka, w sklepie szło spokojnie obok wózka z zakupami i potulnie zgadzało się, kiedy odmawiamy mu kupienia drugiego batonika. Poszukujemy metod, aby wymusić na nim przeprowadzenie naszej woli. Oczywiście robimy to z dobrą intencją – jesteśmy dorośli i wiemy, jak należy właściwie zachowywać się w konkretnych sytuacjach. Naturalne jest to, że chcemy nauczyć tego również nasze dzieci.

Bardzo trudną sytuacją dla wielu rodziców są dziecięce ataki złości w miejscach publicznych. W sklepie, na ulicy, przy wychodzeniu z przedszkola lub na spotkaniu rodzinnym u dziadków. Poczucie, że patrzy na mnie i ocenia moje zachowanie tyle osób powoduje, że niekiedy dorośli zachowują się wobec dzieci inaczej, niż zrobiliby to w domu.

Dziecko w miejscu publicznym również często zachowuje się inaczej, niż w domu. Otacza go nadmiar bodźców, jest podekscytowane lub zmęczone (zależnie od sytuacji). Podczas odwiedzin u rodziny może być wybite z codziennego rytmu dnia. W sklepie może być oszołomione otaczającą go muzyką, światłami i ilością ciekawych artykułów, które go otaczają. Po długiej jeździe samochodem w jakieś miejsce miałoby ochotę pobiegać i poszaleć, a nie iść razem z Tobą spokojnie alejkami w supermarkecie.

Nawet najbardziej spokojny maluch miewa ataki złości, również w miejscach publicznych. Po dziecku możesz spodziewać się dziecięcego zachowania! Jego kora przedczołowa nie jest jeszcze w pełni rozwinięta, dlatego nie potrafi kontrolować swoich emocji. Dopiero się tego uczy. Krzyk, płacz, odpychanie i uderzanie osoby, która stoi obok – to wszystko normalne sposoby wyrażania złości u kilkulatka. Nie robi tego po to, aby Cię zdenerwować. Nie robi tego również po to, aby Cię zawstydzić przy obcych ludziach. Jest to zawsze wyraz jego samopoczucia. Nie potrafi inaczej dać Ci znać, że czuje się źle i potrzebuje Twojej pomocy.

 

Autorytarny rodzic – sposób na ataki złości?

Kim jest rodzic autorytarny?

To ktoś, kto stawia wysokie wymagania, ale nie daje dużego wsparcia przy ich wykonywaniu. Oczekuje, że dziecko powinno sobie samo poradzić. A jeśli sobie nie radzi, to znaczy, że mu się nie chce lub że jest niegrzeczne, lub że chce mi zrobić na złość. Generalnie, to jego wina i w związku z tym zasługuje na jakąś karę. Kara wymierzana jest po to, aby sprowadzić je na właściwą drogę i pomóc zachowywać się tak, jak należy w danej sytuacji.

Możliwe, że dziecko zachowywałoby się spokojniej w miejscu publicznym, gdybyś była bardziej autorytarnym rodzicem. Możliwe. Gdybyś dała mu więcej krzyku, straszenia karą, która czeka je po powrocie do domu. Możliwe, że osiągnęłabyś oczekiwany efekt – dziecko, które nie płacze, nie złości się, tylko spokojnie stoi przy kasie razem z Tobą.

ataki złości

Nauka pokazuje jednak, że taki styl wychowania nie wspiera zdrowego rozwoju dziecka w dłuższej perspektywie czasu. Ponadto, działa tak długo, jak długo jesteś w stanie fizycznie kontrolować zachowanie swojego dziecka. Jeśli znikniesz mu z oczu, zacznie robić to samo, co robiło przed chwilą. W ten sposób nie nauczysz go samodzielności i odpowiedzialności – a przecież na tym Ci zależy, prawda?

To, co powinnaś zrobić, to stawianie granic zachowaniu, z empatią i zrozumieniem dla emocji. To prawda, że dziecko nie powinno biegać po restauracji lub skakać po łóżku babci, jeśli ona sobie tego nie życzy. Jeśli będziesz straszyć karą lub konsekwencjami (które Ty sama wymyślisz), może w danej chwili uzyskasz pożądane zachowanie. Jeśli jednak chcesz, aby dziecko zrozumiało, dlaczego konkretne zachowanie jest właściwe i samo chciało je wykonać, droga jest inna.

 

Wskazówki, jak reagować na ataki złości w miejscach publicznych

  1. Lepiej zapobiegać, niż leczyć – zrób wszystko, aby zminimalizować powody do nieprzyjemnych emocji.
  • Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb – jeśli to możliwe, nie zabieraj ze sobą zmęczonego lub głodnego dziecka. Jeśli idziecie do sklepu, a dziecko jest głodne, kup na początku coś, co będzie mogło sobie jeść już w trakcie zakupów. Przed wejściem do domu babci poganiajcie się chwilę po podwórku (Ty biegaj razem z nim – przytulaj je, udawaj, że je gonisz, daj mu odczuć swoją bliskość).
  • Wytłumacz, co będzie się działo i czego od niego oczekujesz – zanim wejdziecie do sklepu powiedz mu, jak będzie wyglądał czas spędzony na zakupach.
  • Zachęć je do pozytywnego włączenia się w sytuację – jeśli idziecie do restauracji, powiedz mu, że kelnerzy krążą po lokalu, nosząc ciepłe jedzenie i napoje na tacach i zapytaj, co wy możecie zrobić, aby ułatwić im pracę i pomóc im, aby nic nie rozlali?

 

2. Bądź obecna.

Dzieci często przeżywają trudne chwile w miejscach publicznych, bo widzą, że nasza uwaga jest zupełnie gdzie indziej. Czują się wtedy mniej pewnie, więc próbują zdobyć naszą uwagę w sposób, który nam się nie podoba. Im bardziej pozostaniesz w kontakcie z dzieckiem, tym mniejsze prawdopodobieństwo jego wybuchu.

 

3. Kiedy dziecko zaczyna być zmęczone, nie lekceważ tego.

Zwykle pod koniec zakupów robimy się coraz bardziej nerwowe i powtarzamy: Wytrzymaj jeszcze kilka minut, już prawie skończyliśmy Musisz jednak pamiętać, że małe dziecko po prostu nie jest w stanie tego zrobić! Zwolnij tempo i znajdź dwie minuty, by odnowić z nim kontakt: przytul go, uśmiechnij się do niego, zanuć mu cicho jakąś piosenkę, zaproś do jakiejś prostej zabawy w trakcie chodzenia po sklepie. Wzmocnienie więzi często wystarczy, by powstrzymać wybuch zmęczenia i złości.

 

4. Przenieś się z dzieckiem w bardziej ustronne miejsce.

Nie uważam, że dziecko nie ma prawa płakać w miejscu publicznym. Problem leży gdzie indziej: Tobie może być trudno poradzić sobie z sytuacją, jeśli będziesz czuła na sobie spojrzenia innych ludzi. Niewielu z nas potrafi przejść obojętnie obok tego, jak reagują inni ludzie na nasz styl wychowawczy. Jeśli wiesz, że czujesz większy stres w miejscu publicznym, lepiej usuń się z oczu innych osób. Jeśli wybuch nastąpił w sklepie i wiesz, że może być coraz gorzej, lepiej zostaw na chwilę zakupy w wózku i wyjdź ze sklepu. Pójdźcie do samochodu, pobliskiego parku lub jakiegoś spokojnego zakątka w hipermarkecie. Tam będziesz mogła poradzić sobie z sytuacją bez zbędnej asysty innych osób.

Jeśli masz możliwość znaleźć ustronne miejsce, możesz tam na spokojnie zająć się uczuciami dziecka. Tak byłoby najlepiej dla niego i dla Ciebie. Jeśli jednak nie ma takiej możliwości, możesz odłożyć pełne zaopiekowanie się nimi na później. Spróbuj zająć dziecko jakąś zabawą lub nieco odwrócić jego uwagę. Nie jest to idealny i rozwojowy sposób radzenia sobie w takich sytuacjach. Jednak nie zawsze możemy pozwolić dziecku, by płakało głośno kilkanaście minut (np. w kinie, samolocie lub restauracji).

 

5. Okaż empatię dla uczuć dziecka.

Nie zawsze jesteś w stanie powstrzymać ataki złości u dziecka. Co zrobić, kiedy widzisz, że zbliża się wybuch?

  • Zadbaj o siebie – odetchnij głęboko i postaraj się uspokoić. Pamiętaj, że kluczem do sukcesu jest zawsze Twoja wewnętrzna harmonia.
  • Zauważ, jak czuje się Twoje dziecko i czego w tym momencie chce (bez oceniania, czy może to mieć, czy nie!) – Bardzo chciałbyś napić się jeszcze tego soku, tak?
  • Pamiętaj, że złość jest obroną przed bardziej niekomfortowymi uczuciami (smutkiem, strachem, żalem) – pomóż dziecku dotrzeć do tych uczuć (Chciałbyś, abyśmy dłużej zostali na tym placu zabaw… Jest ci smutno i przykro, że idziemy już do domu…).
  • Najlepszą obroną na ataki złości jest empatia. Bądź blisko, powiedz głośno, że widzisz smutek, złość, irytację dziecka (Kochanie, widzę, że to jest dla ciebie trudne. Tak bardzo chciałbyś napić się więcej soku. Jesteś zły, bo zabrałam ci kubek.).
  • Jeśli dziecko próbuje Cię uderzyć, odsuń się nieco i powiedz: Możesz się złościć, ale nie zgadzam się, abyś mnie bił. To boli.
  • Jeśli krzyczy do Ciebie, że chce, abyś sobie poszła lub mówi, że Cię nie kocha, nie lubi, nie jesteś dobrą mamą itd., nie bierz do siebie jego słów. W tym momencie nie działa w sposób racjonalny i mówi coś, czego wcale nie myśli. Zapewnij: Jestem przy Tobie. Nie zostawię Cię z tymi trudnymi uczuciami. Jesteś bezpieczny. Nie zostawiaj dziecka samego w takim momencie (pisałam o tym w artykule Dlaczego przytulenie jest lepsze niż karny jeżyk?).
  • Jeśli pozostaniesz spokojna i cierpliwa, najprawdopodobniej złość przemieni się w płacz. Bądź blisko. Jeśli dziecko na to pozwala, przytul je. Jeśli nie, zostań fizycznie blisko. W ten sposób dajesz mu poczucie bezpieczeństwa i pozwalasz wyrzucić z siebie wszystkie emocje. Nie mów zbyt dużo, nie ma takiej potrzeby. Wystarczy, że pokażesz, że jesteś z nim i rozumiesz, że jest zdenerwowany lub smutny.
  • Dziecko, którego emocje zostaną w ten sposób przyjęte, po pewnym czasie uspokaja się i jest bardziej spokojne, zrelaksowane i chętne do współpracy.

 

6. Daj mu swoją uwagę po powrocie do domu.

Kiedy wrócicie, spędź z dzieckiem nieco czasu, odnawiając z nim swój kontakt. Przytulajcie się, pobawcie razem (kilka pomysłów na zabawy rozładowujące emocje znajdziesz w artykule Co zrobić, kiedy dziecko mnie nie słucha?). Opowiedz mu też historię o tym, co wydarzyło się wcześniej. Dziecko potrzebuje, by ktoś opowiadał mu o jego uczuciach i zachowaniach. Dzięki temu lepiej rozumie, co się stało – w ten sposób budowana jest jego kora przedczołowa.

Byliśmy dzisiaj na zakupach w sklepie. Chciałaś, żebym kupiła Ci batonik. Kiedy powiedziałam, że nie kupimy batonika, krzyknęłaś: Ale ja bardzo chcę! Bardzo! I próbowałaś mnie uderzyć. Ja powiedziałam, że nie zgadzam się, abyś mnie biła. Wtedy zaczęłaś płakać. Byłam blisko Ciebie, kiedy płakałaś. Kiedy byłaś gotowa, przytuliłyśmy się i poczułaś się lepiej.

ataki złości

Ataki złości u dziecka w miejscu publicznym to często stresujące wydarzenie dla rodzica. Samo radzenie sobie z trudnymi emocjami bywa męczące, do tego dochodzi jeszcze presja otoczenia. Pamiętaj, że w pierwszej kolejności warto im zapobiegać. Zadbaj o zaspokojenie podstawowych potrzeb dziecka, a przed wyjścia do miejsca publicznego daj mu dużo swojej kochającej uwagi i kontaktu. Nie oczekuj od niego, że będzie w stanie stać, siedzieć lub spokojnie spacerować długi czas. Planuj wyjścia w ten sposób, aby był czas i przestrzeń na bieganie i szaleństwa.

Twoją tajną bronią na ataki złości niech będzie empatia wobec uczuć. Ćwicz się w radzeniu sobie z własną złością i daj dziecku cierpliwe zrozumienie dla jego potrzeb. Jeśli wybuch dziecka jest na tyle silny, że nie chcesz radzić sobie z nim w miejscu publicznym, zabierz je w bardziej ustronne miejsce. Daj mu szansę na wyrażenie swoich uczuć, bo tylko wtedy będą mogły odejść. W innym wypadku dziecko nadal będzie nosiło je ze sobą, w swoim niewidzialnym emocjonalnym plecaku.

Czy relacje z rodzicami niszczą Twoje macierzyństwo?

relacje z rodzicami

Schemat prawie zawsze był ten sam: kiedy jej córka zaczynała płakać, ona odczuwała rosnący dyskomfort. Nieomal fizyczny ból. I tysiąc myśli galopujących po głowie: Niech ona w końcu przestanie płakać! Nie zniosę tego dłużej! Próbowała ją pocieszyć: No już, nie płacz, nic się nie stało. Kiedy to nie pomagało, rosła w niej irytacja i ze złością krzyczała: Uspokój się wreszcie! Zawsze takie cyrki odstawiasz! Wieczorem, kiedy myślała o tym, co się wydarzyło, zawsze czuła wstyd. Dlaczego tak nakrzyczała na swoją córkę? Przecież nic wielkiego się nie działo. Postanawiała, że więcej tego nie zrobi. Ale kiedy znów stawała w obliczu płaczącego dziecka, robiła to samo co zawsze. Co takiego się działo? I co mają z tym wspólnego jej relacje z rodzicami?

relacje z rodzicami

„Rozpakuj swój bagaż, aby twoje dzieci nie musiały go dźwigać”

Lu Hanessian

W ostatnim czasie z zadziwieniem odkrywam wielki dar, który przynoszą na świat dzieci swoim rodzicom. Jest nim szansa na przepracowanie własnych problemów. Jeśli masz jakąś sferę w życiu, która nie jest poukładana, bądź pewna, że wyjdzie ona na wierzch w Twojej relacji z dziećmi. Taka jest kolej rzeczy. Dzieci w magiczny sposób doprowadzają swoich rodziców do skrajnych emocji, których dorośli do tej pory w sobie nie dostrzegali. Jakby instynktownie wiedziały, który guzik nacisnąć, żeby bomba wybuchła.

Oczywiste jest to, że emocje się w nas pojawiają. Czasem jednak są tak silne, że uniemożliwiają nam jasne myślenie. Pod ich wpływem podejmujemy działania, których później żałujemy. Reagujemy przesadnie, ale widzimy to dopiero po fakcie. Dziecko rozsypało mąkę na podłodze, a my urządzamy mu awanturę, jakby pobiło kolegę. Znasz to?

 

Dlaczego niektóre sytuacje wywołują w nas skrajne emocje?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta: podświadomość.

Dana sytuacja odsyła nas do jakichś wcześniejszych wydarzeń z naszego życia, których nie byliśmy w stanie przetrawić, przepracować, nadać im sensu i dlatego została przeniesiona do podświadomości.

O co tutaj chodzi?

Każdy z nas snuje opowieść o swoim życiu. W naszą naturę wpisana jest potrzeba nadawania znaczenia wszystkiemu, co się nam przydarza. Z naszych doświadczeń tworzymy określony obraz samych siebie i swojego życia. Czasem jednak z jakiegoś powodu nie jesteśmy w stanie włączyć niektórych doznań i wydarzeń w tę opowieść. Nie potrafimy sobie z nimi poradzić, nie rozumiemy ich. Kiedy się tak dzieje?

  1. Doświadczenia z pierwszych dwóch lat naszego życia nieomal w całości są poza naszym racjonalnym myśleniem. W tym czasie pamięć funkcjonuje jak płyta, na którą nagrywa się wszystko, co się dzieje. Doznania i emocje nie są werbalizowane, a tym samym wszystkie są nieuświadomione. Nie mogą być poddane kontroli racjonalnej części naszego mózgu.
  2. Kiedy jakieś doświadczenie jest dla nas zbyt trudne, przytłaczające i smutne, byśmy sobie z nim poradzili w danej chwili, również zostaje zepchnięte do podświadomości. Najczęściej dotyczy to sytuacji z naszego dzieciństwa. Kiedy dziecko nie potrafi zrozumieć i nadać sensu jakiemuś wydarzeniu, często odkłada je do swojego emocjonalnego plecaka.

Wyobraź sobie taką sytuację. Mama wymyka się z domu do pracy bez pożegnania, bo myśli, że jej dziecko lepiej to zniesie, jeśli nie będzie jej widziało. Syn płacze, kiedy orientuje się, że jej nie ma. Jego opiekunka mówi do niego: Nie płacz, przecież mama niedługo wróci, nic się nie dzieje. Po co tak płakać? Taki duży chłopak, a tak płacze. Prawdopodobnie chłopiec przestanie płakać, jednak swój smutek, żal i lęk przed tym, że mama go zostawiła (chociaż wcale tego nie zrobiła), wepchnie do swojego plecaka.

Żaden dorosły nie pomógł mu w tej sytuacji zrozumieć, co się z nim dzieje, dlaczego nagle chce mu się płakać i jest przestraszony. Jego doświadczenie nie zostało opowiedziane i nazwane. Zostaje przeniesione do podświadomości. Tym samym nie może podlegać racjonalnej kontroli. Nie oznacza to, że u dziecka następuje w takiej sytuacji wielka trauma – oczywiście, że nie. Po prostu niewyrażone emocje gromadzą się w nas i nosimy je ze sobą wszędzie i zawsze.

Rozumiesz już?

Dziecko potrzebuje, by ktoś mu pomógł zrozumieć, co dzieje się dookoła niego. Jeśli nikt tego nie robi, doświadczenia zbyt trudne i przytłaczające dla niego spycha do podświadomości. Zostają tam na długie lata i są gotowe do tego, aby wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Nawet w życiu dorosłym nie jest w stanie ich kontrolować, bo nie wie o ich istnieniu.

Ty też masz w sobie takie niezintegrowane (zepchnięte do podświadomości) doświadczenia i emocje. Wyskakują na powierzchnię właśnie wtedy, kiedy wybuchasz i sama nie rozumiesz później, dlaczego tak się zachowałaś.

Dlatego właśnie dzieci w magiczny sposób naciskają w nas odpowiednie guziki. Relacja z nimi odsyła nas do doświadczeń z naszego dzieciństwa i przywołuje nasze relacje z rodzicami. Płacz, krzyk, złość, zaczepianie rodzeństwa, niesłuchanie naszych próśb – wszystkie te zachowania naszych dzieci mogą być zapalnikiem do wybuchu. Odsyłają nas do sytuacji z naszego dzieciństwa, w których miały miejsce podobne wydarzenia lub uczucia.

Kiedy odczuwasz silne emocje w relacji z Twoim dzieckiem, to nie ono jest głównym powodem tych emocji. Wychodzą wtedy na powierzchnię stare uczucia, które nie zostały odpowiednio przeżyte i wyrażone. Twoje relacje z rodzicami są odpowiedzią na większość niezrozumiałych nawet dla Ciebie reakcji na zachowanie Twoich dzieci. 

relacje z rodzicami

Wróćmy zatem do bohaterki z początku artykułu. Kiedy widziała swoją płaczącą córkę, nie była w stanie tego znieść. Nieomal zawsze mówiła lub robiła coś, czego później żałowała.

Co takiego się z nią działo?

Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić, skąd to odczucie dyskomfortu i złości w zetknięciu z płaczącym dzieckiem. Może w dzieciństwie nie pozwalano jej płakać i musiała zawsze udawać, że wszystko jest w porządku? Może jej mama w sposób gwałtowny reagowała na jej płacz, pokazując, że takie zachowanie powinno być traktowane jako zagrożenie? To odczucie mogło również pochodzić z późniejszego okresu życia, niekoniecznie z pierwszych lat dzieciństwa.

Z dużą pewnością możemy jednak stwierdzić, że przyczyną jej gwałtownych reakcji nie było samo zachowanie jej dziecka. Bo przecież inny rodzic mógłby zareagować w takiej sytuacji zupełnie inaczej. To nie dziecko było odpowiedzialne za te emocje. Ono tylko wciskało odpowiedni guzik.

 

Relacje z rodzicami – jak zmienić to, co już się wydarzyło?

„Jeśli brakuje refleksji, historia lubi się powtarzać… Badania jasno pokazują, że na przywiązanie naszych dzieci do nas będzie wpływało to, czego doświadczyliśmy, kiedy byliśmy dziećmi, jeśli nie spróbujemy zrozumieć tych doświadczeń”.

Dan Siegel

Nie ma rodziców idealnych.

Po prostu nie ma.

Dlatego Twoi rodzice na pewno popełnili jakieś błędy wychowawcze, nawet jeśli bardzo się starali.

Wiele z nich wynikało z tego, czego sami nauczyli się od swoich rodziców. Często robili coś, bo byli przekonani, że to jedyny sposób, żeby nauczyć Cię, co jest dobre, a co złe. Mieli określone przekonania i przyzwyczajenia, tak samo jak Ty mieli też swoje zranienia. Nawet jeśli nie chcieli Ci zrobić krzywdy, wiele ich zachowań wypływało z emocji i doświadczeń, które zepchnęli do podświadomości. Tak samo jak u Ciebie.

Tradycyjne wychowanie w znacznej mierze opiera się na zawstydzaniu dziecka lub odbieraniu mu naszej pełnej miłości uwagi, kiedy zachowuje się w sposób niewłaściwy (tak działa karanie, zastraszanie, rozkazywanie czy metody typu karny jeżyk). Twoi rodzice mogli być przekonani, że taki sposób wychowania to jedyna szansa na to, abyś wyrosła na dobrego człowieka.

Twoje relacje z rodzicami w sposób bezpośredni wpływają na to, jaką mamą jesteś. Wszystkie nieprzepracowane, trudne dla Ciebie sytuacje z dzieciństwa mogą teraz wyskakiwać, kiedy zajmujesz się swoimi dziećmi. Pamiętaj jednak, że jesteś dorosła. To Ty jesteś odpowiedzialna za swoje zachowania. Twoje trudne relacje z rodzicami nie są w stanie zniszczyć Twojego macierzyństwa. Tylko Ty jesteś odpowiedzialna za swoją relację z dziećmi.

Pamiętaj też, że Ty sama nie jesteś i nigdy nie będziesz idealnym rodzicem. Dzieci jednak nie potrzebują perfekcyjnych rodziców. Potrzebują rodziców, którzy będą ich wspierać, patrzeć na świat ich oczami i przepraszać, kiedy popełnią jakiś błąd.

 

Co możesz zatem zrobić, aby Twoje relacje z rodzicami nie wpływały negatywnie na to, jaką jesteś mamą?

  • Wychowuj świadomie

Przyglądaj się samej sobie i swoim reakcjom. Jakie zachowania dziecka wywołują w Tobie szczególnie silne emocje? W jakich sytuacjach zwykle reagujesz w sposób, którego później żałujesz? Za każdym razem, kiedy znajdziesz taki zapalnik, możesz być pewna, że ukazuje on stare uczucia w Tobie, które nie zostały odpowiednio przeżyte.

Ja zauważyłam, że takim zapalnikiem jest każdy moment, kiedy mam poczucie, że dziecko mnie nie słucha. Zarówno kiedy nie spełnia jakiejś mojej prośby, jak i kiedy po prostu nie reaguje na to, co mówię, jakby mnie rzeczywiście nie słyszał.

  • Ucz się stosować metodę Stop, drop and breathe

Możesz stopniowo zmieniać swoje zachowanie, zatrzymując się w momencie kiedy wiesz, że za chwilę wybuchniesz. Więcej o tej metodzie pisałam w artykule Co daje Ci złość w relacjach z bliskimi?.

  • Podejmuj refleksję nad swoją własną historią

Nie jesteś w stanie zmienić tego, co już się wydarzyło. Twoje relacje z rodzicami w dzieciństwie należą do przeszłości. Możesz jednak odmienić swój sposób patrzenia na nie. Jeśli ojciec odszedł od Waszej rodziny, kiedy byłaś dzieckiem, mogłaś wtedy czuć, że to Twoja wina. Teraz jednak jesteś już dorosła i możesz zobaczyć, że jego odejście nie miało z Tobą nic wspólnego. Masz możliwość zinterpretować swoje doświadczenia w nowy sposób.

Ponadto możesz teraz przeżyć te emocje, których kiedyś nie byłaś w stanie zrozumieć. Kiedy zachowanie Twojego dziecka wywołuje Twój wybuch, pamiętaj, że część z tych uczuć pochodzi z przeszłości. Pozwól sobie je poczuć. Przyjrzyj się im. Zauważ, w jaki sposób odczuwasz je w swoim ciele. Jeśli nie masz możliwości zrobić tego od razu, bo poniosły Cię emocje, wróć do nich później. Za każdym razem, kiedy pozwolisz sobie je przeżyć, rozładowujesz część swojego emocjonalnego plecaka.

relacje z rodzicami

  • Proś o pomoc, jeśli tego potrzebujesz

Niekiedy potrzebne jest wsparcie specjalisty, by poradzić sobie z problemami z przeszłości. Czasem nieocenioną pomocą może być grupa wsparcia złożona z innych rodziców. Nie ma nic wstydliwego w szukaniu rozwiązań dla swoich trudności.

 

Relacje z rodzicami dla wielu osób to trudny i bolesny temat. Nie możesz jednak od niego uciec, jeśli chcesz sama być dobrą mamą dla swoich dzieci. Kiedy sama jesteś rodzicem, masz szansę odkryć swoje rany, aby móc je uleczyć. Pamiętaj o tym następnym razem, kiedy poczujesz, że Twoje dziecko znów wciska guzik powodujący wybuch.

Jak jest u Ciebie? Czy widzisz jakieś powtarzające się sytuacje, w których odczuwasz bardzo silne emocje w relacji z dzieckiem?

Mój sposób na szczęście rodzinne

szczęście rodzinne

Po drugim porodzie nieomal przez dwa tygodnie leżałam w łóżku. Chodziłam i siedziałam tylko tyle, ile było to niezbędne. Rana po nacięciu krocza kiepsko się goiła. W tym czasie byliśmy u mamy mojego męża, która bardzo nam pomagała. Codziennie też wpadał do nas chociaż na chwilę przyjaciel naszej rodziny, który mieszka blisko mamy Adriana. Gadaliśmy, jedliśmy razem obiady, bawił się z naszym starszym synem, przynosił nam zakupy ze sklepu, kiedy Adrian był w pracy. Jego obecność i pomoc była nieoceniona w tym trudnym dla mnie czasie. Dbałość o przyjaźń to jeden z moich sposobów na szczęście rodzinne.

szczęście rodzinne

Mąż mi wystarczy…

Dawno temu zauważyłam często powtarzającą się prawidłowość. Kiedy osoba wchodzi w związek, w odstawkę idą dotychczasowi przyjaciele, przynajmniej na jakiś czas. Myślę, że jest to proces naturalny: chcemy jak najwięcej czasu spędzać z ukochanym, poznać go i dzielić z nim wszystko, co dla nas ważne. Naturalne więc jest to, że nieco odsuwamy się od innych osób, aby mieć czas i przestrzeń na rozwijanie relacji.

Jednak nie we wszystkich przypadkach następuje później ponowne zbliżenie się do przyjaciół. Małżeństwo, praca, pojawienie się dzieci – jest coraz mniej czasu na utrzymywanie bliskich relacji z osobami spoza rodziny. 

Wiele kobiet nieświadomie wpada w niebezpieczny sposób myślenie: relacja z mężem wystarczy mi do szczęśliwego życia. Zaczynają oczekiwać, że mężczyzna zaspokoi każdą ich potrzebę: będzie jednocześnie silny, odważny, stanowczy, ale też czuły, rozmowny i uczuciowy. Zawsze gotowy, aby wysłuchać i wesprzeć. Zawsze będzie potrafił wyrazić uczucia i o nich rozmawiać. Zawsze będzie można na nim polegać i schronić się w jego silnych ramionach. Będzie z entuzjazmem podzielał zainteresowania żony i w nie się angażował.

Takie myślenie o małżeństwie może powodować wiele problemów. Kobieta wkłada na barki męża ciężar nie do udźwignięcia. Żaden człowiek na świecie nie jest w stanie sam odpowiedzieć na wszystkie potrzeby drugiej osoby. Żaden mąż nie wystarczy kobiecie do pełni szczęśliwego życia. Jeśli tego oczekujesz, czeka Cię wielkie rozczarowanie.

Aby zadbać o szczęście rodzinne i poczucie spełnienia, potrzebujesz relacji z innymi ludźmi. Twój mąż nie zawsze będzie w stanie sprostać Twoim oczekiwaniom. Nie zawsze będzie umiał Cię wysłuchać. Czasem będzie potrzebował ciszy, kiedy Ty będziesz chciała rozmawiać. Będzie chciał obejrzeć mecz, kiedy Ty będziesz chciała pójść na spacer. Dobrze jest, abyście nawzajem sobie pomagali i zaspokajali swoje potrzeby. Jednak nie zawsze jest to możliwe do wykonania.

Twój mąż to człowiek, który ma różne słabości i braki, tak samo jak Ty. Nie jest w stanie zaspokoić każdej Twojej potrzeby. Dlatego zatroszcz się o samą siebie, dbając o relacje z innymi ludźmi.

 

Jak przyjaciele wpływają na szczęście rodzinne?

Zarówno ja, jak i Adrian, weszliśmy w związek z gronem przyjaciół u boku. Od samego początku bardzo dbaliśmy o to, aby poznawać nawzajem swoich przyjaciół i spędzać z nimi dużo czasu. Zależało nam na tym, aby wprowadzić siebie nawzajem w naszą codzienność. Uczyliśmy się być parą wśród naszych bliskich. To był długi i czasem trudny proces, ale przyniósł wspaniałe efekty. Moi przyjaciele stali się bliscy Adrianowi i na odwrót.

Przyjaźń jest dla mnie ogromną wartością. Jest stałym i naturalnym elementem naszego rodzinnego życia. Co zyskujemy, dzięki temu, że mamy grono bliskich przyjaciół?

  • Mam poczucie, że mój mąż staje się bardziej męski dzięki temu, że ma regularny kontakt z przyjaciółmi. Gra z nimi w piłkę nożną, czasem spędza męski wieczór przy grach planszowych, rozmawia i żartuje w sposób, w który nie może ze mną (z prostego powodu: bo nie jestem mężczyzną). Kiedy przez dłuższy czas nie ma możliwości spędzić czasu w męskim gronie, widzę różnicę w jego zachowaniu. Wtedy wysyłam go na takie spotkanie, bo wraca po nim odnowiony i rozluźniony.
  • Ja sama jestem inna po spotkaniu z moimi przyjaciółkami. Odpoczywam i rozmawiam inaczej niż z mężem. Bardzo potrzebuję kontaktu z nimi, bo w małżeństwie nie zawsze udaje mi się zaspokoić moją potrzebę rozmowy. I jest to zupełnie normalne! Jeden telefon do przyjaciółki i jestem bardziej uśmiechnięta i pełna życia. Ma to ogromny wpływ na nasze szczęście rodzinne.
  • Wiem, że w każdej sytuacji możemy liczyć na pomoc przyjaciół. Jeśli tylko mają czas – będą dla nas wsparciem. Kiedy rodziłam Jasia i okazało się, że Adrian może być przy porodzie, nasz przyjaciel wziął sobie dzień wolnego w pracy, aby zająć się przez kilka godzin Frankiem. Niezliczoną ilość razy wspieraliśmy się w drobnych sprawach: przy przeprowadzkach, zakupach, zawożeniu się w różne miejsca, przenocowaniu całej naszej rodziny… To wszystko jest dla nas zupełnie normalne i naturalne. Nie muszę się zastanawiać, czy będą chcieli nam pomóc. To oczywiste – jeśli tylko w danej chwili mogą to zrobić, na pewno to zrobią. Tak samo my.
  • Wiele razy doświadczyłam tego, że czas spędzony z przyjaciółmi pomaga mi na nowo docenić mojego męża. Kiedy przeżywaliśmy trudne chwile, łatwiej było nam spotykać się w gronie bliskich, niż spędzać czas tylko ze sobą. Dzięki temu patrzyłam na Adriana oczami moich przyjaciół, na nowo zauważałam jego wspaniałe cechy. Mogłam znów skupić się na tym, co między nami pozytywne i dobre.
  • Nasi synowie mają grono wspaniałych wujków i cioć. Bawią się z nimi, rozmawiają, uczą się od nich wielu rzeczy. Jeśli trzeba, przyjaciele, którzy mieszkają blisko nas, mogą się nimi zająć. To nasza wioska, która wspiera nas w wychowywaniu i również buduje nasze szczęście rodzinne. Dodatkowo nasze dzieci mają możliwość spędzać czas z dziećmi naszych przyjaciół.

szczęście rodzinne

Jak zdobyć i utrzymać przyjaźń?

Przyjaźń nie przychodzi sama. Jej początek zwykle jest przypadkowy, jednak jej podtrzymanie i rozwój wymagają świadomej pracy. Nie wszystkim udało się utrzymać przyjaźnie z czasów szkoły lub studiów. Czy jest zatem szansa, aby w wieku dorosłym nawiązać tego typu relacje?

Myślę, że jest to możliwe. Co więcej – jest to warte wysiłku i pracy! Przyjaźń i małżeństwo mogą wspaniale się uzupełniać. Oczywiście dobrze, jeśli małżonek również jest naszym przyjacielem. Nie zmienia to faktu, że warto zadbać o relację poza domem, bo od nich również zależy nasze szczęście rodzinne.

 

Możesz rozwijać w sobie pięć typów zachowań, które pomogą Ci zdobyć i zatrzymać przyjaciół.

 

  1. Bądź na 100% obecna, kiedy spędzasz czas z drugim człowiekiem.

Skup swoją uwagę na tym, co mówi i robi. Nie zerkaj na telefon, nie przeglądaj internetu. Jeśli to możliwe nie odbieraj w tym czasie połączeń. Możesz ćwiczyć tę umiejętność, kiedy jesteś ze swoim dzieckiem. Na dziesięć minut skup się tylko na nim, na wspólnej zabawie. W danej chwili nic więcej się nie liczy.

2. Troszcz się o drugą osobę.

Jeśli poznałaś jakąś mamę w przedszkolu swojego dziecka i opowiedziała Ci coś o sobie, przy najbliższym spotkaniu odwołaj się do tego, co Ci powiedziała. Pokaż, że jej słuchasz i pamiętasz, co powiedziała. Jeśli widzisz, że potrzebuje jakiejś pomocy, zaoferuj ją, jeśli możesz spełnić swoją obietnicę. Chodzi o drobne gesty. Czasem wystarczy, że wypowiesz słowa zrozumienia dla jej zmęczenia czy kłopotów z dzieckiem.

3. Bądź dostępna.

Wiem, że Twoje życie jest pełne obowiązków i zadań do wykonania. Zadaj sobie jednak pytanie: co jest dla mnie najważniejsze? Jeśli na tej liście znajduje się przyjaźń, daj innym swój czas. Kiedy przyjaciel prosi Cię o spotkanie, zastanów się, czy jest możliwość, aby je zorganizować. Możecie spotkać się w kawiarni z kącikiem dziecięcym lub na placu zabaw. Ty sama zadzwoń i zabiegaj o spotkanie. Był taki czas w moim życiu, kiedy miałam poczucie, że to wyłącznie ja dbam o to, aby spotykać się z przyjaciółkami. Stopniowo zauważyłam, że niektórzy ludzie mają znacznie większą trudność z dbaniem o relacje niż ja. Cieszą się, kiedy wykażę inicjatywę, chociaż sami przejawiają ją rzadziej. Zaczęłam więc doceniać, kiedy moje przyjaciółki zabiegają o kontakt. Dbam o to, żeby nie wyliczać im, ile która włożyła w naszą relację.

4. Przedkładaj jakość relacji nad ich ilość.

W dobie facebooka i mediów społecznościowych może nam się wydawać, że mamy wokół siebie wielu bliskich ludzi, bo przecież utrzymujemy kontakt z dużą ilością osób. Często jest to tylko złudzenie. To, że oglądasz czyjeś zdjęcia na facebooku nie oznacza, że dbacie o swoją relację! Ja wolę mieć mniej przyjaciół, ale spędzać z nimi więcej czasu: rozmawiać, robić coś razem, bawić się, odpoczywać. Do minimum ograniczam spotkania z dalekimi znajomymi, świadomie rezygnuję z podtrzymywania niektórych kontaktów. Angażuję wiele swojego wysiłku w dbanie tylko o kilka najważniejszych relacji w moim życiu. Dzięki temu mam osoby, którym mogę całkowicie zaufać, z którymi uwielbiam spędzać czas i które z każdym dniem znam coraz lepiej.

Kiedy jedziemy na kilka dni do mamy Adriana, nieomal codziennie spotykamy się z przyjaciółmi. Czasem jemy razem obiad, idziemy na plac zabaw z dziećmi, spędzamy razem wieczór, rozmawiając lub grając w coś. Bardzo sobie cenię ten codziennym, zwykły czas spędzony razem. Od tego również zależy szczęście w rodzinie.

5. Bądź takim przyjacielem, jakiego chciałabyś mieć.

Jakich cech oczekujesz od swojego przyjaciela? To kluczowe pytanie, które pomoże Ci być lepszą przyjaciółką dla innych. Ja chcę, aby moi bliscy byli wobec mnie szczerzy i prawdziwi, cieszyli się z moich sukcesów i wspierali mnie w kryzysach, dopingowali mnie w moich przedsięwzięciach, słuchali mnie bez oceniania, pamiętali o tym, co jest dla mnie ważne. W ten sam sposób zachowuję się wobec nich – raz wychodzi mi to lepiej, raz gorzej.

Dawaj innym to, co sama chciałabyś otrzymać.

szczęście rodzinne

Przyjaźń jest wartością, która nieco straciła znaczenie we współczesnym świecie. Dla mnie jest jak piękna perła, której warto szukać. Można przeżyć swoje życie bez niej, jednak z nią staje się ono znacznie bogatsze i bardziej radosne. Bez wahania mogę powiedzieć, że nasze szczęście rodzinne w znacznym stopniu zależy od relacji z naszymi przyjaciółmi.

Nie lubię się bawić z dzieckiem – jak sobie z tym poradzić?

nie lubię się bawić

Mój syn po raz setny w tym tygodniu wyciągnął swoje samochodziki i zapytał: Mamo, zrobimy wyścigi? Mnie coś przekręciło się w żołądku, a przez głowę przemknęła myśl: Ileż można robić to samo?! Przywołałam jednak w pamięci wszystkie mądre książki na temat zabawy w życiu dzieci i zrobiłam to, o co mnie prosił. Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka.

nie lubię się bawić z dzieckiem

Znaczenie zabawy w życiu dzieci i rodziców

Każde dziecko posiada instynkt zabawy. Jest to świat, który zawsze stoi przed nim otworem, bez względu na okoliczności życia i aktualnie posiadane zasoby. Dla dorosłego zabawa jest rozrywką, dla dziecka – spełnia raczej funkcje podobne do pracy. Jednocześnie jest to podstawowa forma komunikowania się młodego człowieka ze światem.

Zabawa w życiu dzieci spełnia trzy podstawowe funkcje:

  • pozwala przećwiczyć sobie dorosłe role i umiejętności (w ten sposób uczą się pracować, gotować, sprzątać, kłócić się, opiekować się innymi itd.),
  • pomaga budować poczucie bliskości z drugim człowiekiem, zaspokaja potrzebę czułości i przywiązania oraz pozwala na odbudowanie kontaktu po jego zerwaniu,
  • pomaga wyjść ze stanu napięcia emocjonalnego, np. poprzez odtwarzanie w zabawie wydarzeń z życia w zmienionej konfiguracji sił (w zabawie to dziecko staje się surową nauczycielką, a miś – uczniem, który nie nauczył się na sprawdzian).

Zabawa przede wszystkim powinna jednak sprawiać przyjemność. Bez względu na to, jaki ładunek emocjonalny ze sobą niesie i jak głębokie treści się w niej kryją, ma dawać radość dziecku i Tobie. Skąd więc to uczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem?

Z perspektywy rodzica wygląda to jeszcze inaczej. Rodzicielstwo przez zabawę może pomóc w codziennych kryzysach: porannym grymaszeniu dzieci, kłopotach z dwulatkiem w czasie ataku płaczu, niepewnymi siebie trzecioklasistami, czy nastolatkami wymykającymi się spod kontroli.

Co zatem zabawa z dzieckiem może dać Tobie?

  • Szansę na poznanie potrzeb, uczuć i kłopotów dziecka – żaden maluch nie powie Ci: Mam problem z tym i z tym. Czy możemy porozmawiać? Zamiast tego zaprosi Cię do wspólnej zabawy, w której odegra swoje emocje lub będzie czekało na zaproszenie z Twojej strony.
  • Możliwość wzmocnienia jego poczucia własnej wartości i pewności siebie.
  • Okazję do pokazania dziecku, że jest kochane i że cieszysz się tym, że jesteś jego rodzicem.
  • Szansę na przełamanie własnych oporów, lęków i poczucia wstydu wobec tego, co powiedzą inni.
  • Nowe pokłady energii – często zmęczenie wynika z nagromadzonego w ciele napięcia wynikającego ze stresu. Beztroska zabawa z dzieckiem, siłowanki, zapasy, gonitwy, czy tańce pozwalają pozbyć się tego napięcia i sprawiają, że czujemy przypływ nowych sił. Nawet, jeśli czuliśmy wcześniej, że nie mamy ochoty na żadne harce.
  • Możliwość przepracowania z dzieckiem trudnych dla Was sytuacji, np. niechęć dziecka do ubierania się rano, agresywne zachowanie wobec innych dzieci, obawa przed wizytą u lekarza, trudności z nawiązywaniem relacji, zazdrość wobec rodzeństwa itd. (propozycje kilku zabaw na różne okazje znajdziesz tutaj).

Wiesz już, jak ogromne znaczenie dla Twojego dziecka i dla Twojej relacji z nim ma zabawa. Czy nadal myślisz: ale ja nie lubię się bawić z dzieckiem…? Przyjrzyjmy się zatem temu, co dzieje się w Tobie w czasie zabawy.

 

Dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem?

Rozmawiałyśmy jakiś czas temu w gronie mam o tym, jak wygląda nasz stosunek do zabawy. Okazało się, że większość z nas ma z tym duży problem! Zabawa nas nudzi, denerwuje i męczy. Towarzyszy nam poczucie: nie lubię się bawić z dzieckiem. Wkurzamy się na to, że dziecko układa nam scenariusze dotyczące tego, jak mamy się zachowywać. Irytuje nas ciągłe powtarzanie tych samych zachowań. Kiedy mam kolejny raz odgrywać scenkę z Kubusia Puchatka, na samą myśl o tym chce mi się ziewać. Myślimy sobie: mój mąż jest lepszy w tych wszystkich zabawach, niech on to robi.

Jest kilka możliwych odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie lubię się bawić z dzieckiem. U każdej osoby może występować tylko jeden z tych powodów lub kilka z nich.

1. Konieczność przestawienia się z trybu pracy na zabawę.

Rodzic, który wraca z pracy do domu, funkcjonuje w świecie zadań do wykonania, zmęczenia obowiązkami, nagromadzonych po całym dniu emocji. On potrzebuje ciszy i spokoju. Dziecko natomiast cały dzień zbierało siły na popołudniowe szaleństwa z rodzicem. Ich potrzeby wydają się wykluczać.

2. Dziecko najbardziej potrzebuje i domaga się zabawy wtedy, kiedy rodzic ma najmniejszą na nią ochotę.

Kiedy jestem podirytowana zachowaniem dziecka, nie mam chęci się z nim bawić. Tymczasem jego zachowanie może wynikać z potrzeby bliskiego kontaktu ze mną. Odmawiając mu zabawy, tym samym pogłębiam jego poczucie izolacji.

3. Rodzic nie ma ochoty na zabawę, kiedy czuje się odrzucony przez dziecko, kiedy jest w jakiś sposób zraniony jego zachowaniem.

Często potrzeba zabawy przejawia się w zachowaniach, które paradoksalnie odpychają rodzica od dziecka: sprzeciwianie się każdej decyzji, ignorowanie, krzyk lub płacz.

4. Rodzic czuje się niezręcznie wobec zachowania dziecka w zabawie.

Kiedy dziecko udaje, że wszystkie przedmioty to karabiny, czy odkrywa intymne części ciała lalki, dla dorosłego może być to stresujące. Kiedy rodzic nie wiem, jak się wtedy zachować, wycofuje się lub karze dziecko za takie zachowanie.

5. Zabawa nudzi dorosłego, który ma dość powtarzania wciąż tych samych czynności i słów.

6. Dorosły odczuwa irytację i żal związane z tym, że sam nie doświadczył zabawy z rodzicami.

Spędzanie czasu ze swoim dzieckiem przywołuje na myśl wydarzenia z dzieciństwa, w których nie było miejsca na spontaniczną radość i beztroskę.

7.Zabawa budzi wiele trudnych emocji u rodzica.

Może to być frustracja, uraza, złość, niepokój, czy zmęczenie. Ponieważ nie chce on ich przeżywać, rezygnuje z takiej formy spędzania czasu z dzieckiem.

„Wielu rodziców tak mówi o swoich zabawach z dziećmi: I tak już poświęca się im więcej uwagi, niż ja kiedykolwiek otrzymywałem w dzieciństwie… Nikt nigdy się ze mną tak nie bawił… Jestem zbyt zmęczona po pracy i opiece nad dziećmi, by się jeszcze z nimi bawić… Próbuję się z nimi bawić, ale zaczyna strasznie chcieć mi się spać… Jak mam się bawić, skoro mam tyle pracy do zrobienia?”

„Rodzicielstwo przez zabawę”, Lawrence J. Cohen

nie lubię się bawić z dzieckiem

Jak sobie radzić ze swoją niechęcią do zabawy?

Wiesz już, jakie znaczenie ma zabawa.

Zdajesz sobie też sprawę z tego, co Cię od niej odciąga.

Ale co dalej? Jak przezwyciężyć swoją niechęć?

Mnie nie zawsze się to udaje. Są takie chwile, kiedy jestem tak podirytowana zachowaniem syna, że zupełnie nie w głowie mi zabawy. Słyszę wtedy w środku cichy głos: Po co to robisz? Przecież wiesz, że jak zaczniesz krzyczeć, sytuacja tylko się pogorszy. Zrób z tego zabawę, powygłupiaj się, a wszystko się od razu zmieni!

Nie zawsze słucham tego głosu. I zwykle cierpię z tego powodu. Syn nadal nie chce mnie słuchać, sytuacja robi się coraz bardziej napięta, a ja coraz bardziej zdenerwowana.

Zabawa z dzieckiem to wysiłek. Aby pokonać w sobie poczucie, że nie lubię się bawić z dzieckiem, możesz wykonać następujące kroki.

 

  1. Zauważ emocje, które Ci towarzyszą.

Przyjrzyj się sobie, kiedy jesteś z dzieckiem. Jak się wtedy czujesz? Które zabawy Cię nudzą, które irytują i drażnią? Nie neguj tych emocji, nie zaprzeczaj im. Po prostu je zauważ.

 

2. Znajdź osobę, która Cię wysłucha

Abyś mogła poradzić sobie z tymi uczuciami, potrzebujesz towarzyszenia drugiej osoby dorosłej. Każdy z nas ma tendencję do ukrywania swoich emocji. Dlatego zabawa stanowi dla nas wyzwanie: sprawia, że te emocje z nas wychodzą (podobnie, jak dzieje się to w przypadku dzieci). Jeśli chcemy się bawić, musimy rozluźnić napięte mięśnie, rozładować zmartwienia, dać ujście skrywanym łzom. Nie ma innego wyjścia.

Jest to proces, który pochłania wiele naszych sił. Pomagamy dziecku, a później potrzebujemy, aby ktoś pomógł nam. Czas spędzony w ten sposób opróżnia nasz kubek na miłość. Musisz mieć miejsce, w którym możesz go napełnić.

Świetnym sposobem na naładowanie swoich rodzicielskich baterii jest rozmowa z drugą osobą dorosłą. Muszą być jednak spełnione określone warunki. Konieczna jest szansa, aby wypowiedzieć wszystko, co się w Tobie dzieje, bez przerywania, pocieszania czy zaprzeczania Twoim uczuciom. Chodzi więc o to, abyś została wysłuchana.

Możesz zwrócić się z tym do męża, przyjaciółki czy terapeuty. Jeśli rozmawiasz z przyjaciółką, zapewnij jej to samo i wysłuchaj jej.

Rozmawiając w ten sposób z innym rodzicem odkryjesz, że nie tylko Ty zmagasz się z trudnościami w kontaktach z dzieckiem. Silne emocje towarzyszą wszystkim rodzicom. Warto posłuchać innych i zobaczyć, że nie jesteś w tym sama. Wielu rodziców może Ci powiedzieć: Ja też nie lubię się bawić z dzieckiem.

Przykładowe pytania, które możecie sobie zadać:

  • Co pamiętasz z okresu własnego dzieciństwa?
  • Jakie wiążesz z dzieckiem nadzieje i oczekiwania?
  • Co jest dla Ciebie najważniejsze w byciu rodzicem? Jakie jasne punkty dostrzegasz w tym doświadczeniu?
  • Jakie są ciemne strony bycia rodzicem?

nie lubię się bawić z dzieckiem

3. Poświęć regularnie czas na zabawę z dzieckiem.

Po prostu spędźcie ze sobą nieco czasu. Wygłupiajcie się, róbcie miny, tańczcie razem, ganiajcie się po domu. Pozwól dziecku, aby to ono wybrało motyw zabawy i jej styl.

 

4. Jeśli odczuwasz nudę, włącz do zabawy element budowania więzi.

W czasie nudnych dla Ciebie zabaw przytulajcie się, uściśnijcie sobie ręce, pocałujcie się, powiedz dziecku, co w nim cenisz.

 

5. Odpowiedz na fantazję dziecka.

Dzieci do zabawy bez skrępowania włączają postaci, które kłamią, zabijają, kradną albo umierają. Nie uciekaj przed tymi tematami. Jeśli córka przydziela Ci rolę złej macochy, odegraj ją na tyle, na ile potrafisz. Przez takie zachowania dziecko przepracowuje w sobie trudne dla niego tematy.

Daj mu również możliwość kontrolowania sytuacji. W Waszym domu to Wy, rodzice, ustalacie zasady i ich pilnujecie. Pozwól, aby chociaż w zabawie doświadczyło poczucia sprawczości i decydowania o tym, co się dzieje z nim i z Tobą.

 

6. Odłóż na bok swoje przyzwyczajenia zabawowe.

Obserwuj potrzeby dziecka i podążaj za nimi. Wyłącz u siebie chęć rywalizacji – Twoja wieża z klocków nie musi być najwyższa, a bieg w wyścigu najszybszy. Dzieci w zabawie potrzebują odczuć, że są silne, szybkie, zwinne – w życiu codziennym często czują się przestawiane z kąta w kąt. Daj mu doświadczyć, że jest silniejsze od Ciebie i może rozłożyć Cię na łopatki. Twoim zadaniem jest pomóc mu w budowaniu poczucia własnej wartości. Życie samo da mu mnóstwo okazji do przegrywania i doświadczania porażki.

 

Czasem nie lubię się bawić z dzieckiem. Nudzi mnie to, denerwuje, a chwilami wręcz usypia. Znam jednak wartość zabawy i wiem, że może być wspaniałym narzędziem w pracy nad emocjami dziecka. Paradoksalnie często pełne zaangażowanie w zabawę sprawia, że wracają mi siły, poprawia się nastrój i czuję się znacznie lepiej. Zyskują nie tylko moje dzieci, ale ja sama.