Czy łatwo mi wyjeżdżać i zostawiać dzieci w domu?

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Czy łatwo mi wyjeżdżać i zostawiać dzieci w domu?
Loading
/

W 2019 r. odbyłam trzy kilkudniowe wyjazdy zagraniczne. Sama. Dzieci zostały w tym czasie z moim mężem lub babciami (kiedy mąż był w pracy).

Jak sobie radzę z emocjami, które pojawiają się, kiedy zostawiam małe dzieci w domu? I jak one sobie radzą, pozostając bez mamy? Czy to dla nich rzeczywiście dobre, kiedy nie ma mnie przez tyle czasu?

Na wszystkie te pytania odpowiadam w dzisiejszym odcinku. Jeśli masz trudności z wychodzeniem z domu i zostawianiem dzieci pod opieką innych osób, posłuchaj nagrania!

A jeśli chcesz poznać krok po kroku proces budowania relacji z dziećmi w duchu rodzicielstwa pełnego spokoju, dołącz do mojego kursu, który znajdziesz tutaj:www.domowezawirowania.pl/rps

Nie rezygnuj, kiedy nie widać rezultatu!

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Nie rezygnuj, kiedy nie widać rezultatu!
Loading
/

Jak cudownie byłoby mieć magiczną różdżkę, która natychmiastowo zmienia to, co chcielibyśmy zmienić!

Jednak ja takiej nie mam… I dlatego muszę podporządkować się „regułom”, którymi rządzi się ten świat. I którymi rządzi się mój, ludzki rozwój.

Posłuchaj dzisiejszego odcinka podkastu, aby sprawdzić, jaka jest zaskakująca droga do uzyskania tego, co starasz się zdobyć. Bo wygląda ona nieco inaczej, niż zwykle sobie wyobrażamy. Jeśli chcesz coś zmienić w swojej relacji małżeńskiej, sposobie wychowywania dzieci, sposobie odżywania (lub dowolnym innym obszarze), nie przegap tego odcinka!

A jeśli potrzebujesz wskazówek, jak poradzić sobie z tym, że krzyczysz na swoje dzieci, chociaż bardzo tego nie chcesz, pobierz bezpłatny mini-ebook z moimi podpowiedziami: www.domowezawirowania.pl/jak-przestac-krzyczec

Polecam książki dla dzieci #1

ciekawe książki dla dzieci
Jestem zachwycona tym, że ciekawe książki dla dzieci podbijają rynek!
Oczywiście nie nadążamy z ich czytaniem, co chwilę pojawia się coś nowego…
Przedstawiam Wam dziś zupełnie subiektywną listę tego, co nam (mnie i naszym dzieciom) spodobało się w ostatnim czasie.
 
 

1) „Jan III Sobieski. Afera w Wilanowie”

ciekawe książki dla dzieci - afera w wilanowie

 
Lekka, przyjemna, zabawna, a jednocześnie pouczająca.
Czytaliśmy ją z synem, Frankiem (6,5 roku) z wielką ciekawością – z jednej strony wątek „wybuchowych bliźniaków”, który sprawiał dużo frajdy Frankowi, a z drugiej – sporo wiedzy i ciekawostek dotyczących historii Polski i króla Sobieskiego.
 
Podobało mi się to, że książka zawiera dużo ciekawostek, takich drobnych faktów z życia króla i jego żony, które sprawiły, że książka jest barwna i interesująca. Możecie się na przykład dowiedzieć, dlaczego król na wojnę zabierał ze sobą taboret.
 
Ale jeśli obawiasz się, że dziecko z książki weźmie „głupie pomysły” i będzie je próbować w życiu, uczciwie daję znać, że bliźniaki z powieści robią eksperymenty z wybuchami.
 
W taki sposób to ja mogę się uczyć historii!
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 
 

2) „Wszystko o koniach”

ciekawe książki dla dzieci - wszystko o koniach

 
Jeśli masz w domu miłośnika lub miłośniczkę koni, myślę, że spodoba się jej/mu ta pozycja. A nawet, jeśli nie ma miłośników (nasi chłopcy nimi nie są, konie są im raczej obojętne) i tak książka może się spodobać.
 
Mnóstwo faktów mniej i bardziej znanych na temat tych pięknych stworzeń. Mnie jednak szczególnie ujęły ilustracje, których jest bardzo dużo, a które są utrzymane w żartobliwym tonie. Jeśli dziecko lubi takie obrazki, one same mogą zająć go na długi czas. Nasz syn 4,5 letni siedział z książką i wyszukiwał co ciekawsze ilustracje, sprawdzając, „co jeszcze te konie robią…”
 
Lubię książki, które podobają się zarówno naszym dzieciom, jak i mnie – mam wtedy więcej radości ze wspólnego czytania. W tym wypadku podobały mi się ciekawostki (generalnie je lubię, na różne tematy Dowiedziałam się na przykład, że konie rasy angielskiej to najszybsze konie świata Ta wiedza może nie jest mi niezbędna do życia, ale zdobywanie jej zaspokaja moją potrzebę różnorodności 😀
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 

3) Cukierenka Panny Euforbii

ciekawe książki dla dzieci - cukierenka pani euforibii

Tym razem nieco mnie zaskoczyło, że nasz najstarszy, 6,5 letni syn, bardzo polubił tę książkę. Mnie urzekł jej włoski klimat, pełen ciepła, opisów jedzenia i spokoju. Nie jestem pewna, czy Franek to również wyczuł, ale podobało mu się
 
To historia panny Euforbii, która oprócz wyjątkowego imienia ma też niezwykły talent: przygotowuje słodycze szyte na miarę. W jej cukierni nie ma żadnych gotowych wyrobów – piecze je dopiero wtedy, kiedy pozna potrzeby osoby, która chce je kupić.
 
Książka zawiera opisy przygotowywanych deserów – lekkie, fantazyjne i dopasowane do potrzeb. Do tego historia przyjaźni, współpracy i ratowania tego, co ważne. Polecamy na spokojne, zimowe wieczory.
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 

 

4) „Podróż samolotem”

ciekawe książki dla dzieci - podróż samolotem

Polecam wszystkie książki z tej serii jako jeden z elementów oswajania spraw, które mogą budzić obawy dzieci. My korzystaliśmy z tematyki wizyty u dentysty, lekarza, pobytu w szpitalu…
 
Nasza 2,5 letnia córka bardzo je lubi, zarówno oglądać samodzielnie, jak i czytać razem z nami. Szczególnie chętnie korzystała z nich wtedy, kiedy była tuż po wizycie w szpitalu, kiedy „przepracowywała” ten temat, opowiadając o tym, czytając, oglądając obrazki.
 
W naszym wypadku rzadko jest tak, że samo czytanie książek na jakiś temat pozwala całkiem oswoić lęk, ale jest ważnym dodatkiem do innych działań. A ta seria bardzo w tym pomaga.
 
Obecnie ta książka nie jest dostępna w sprzedaży, ale książkę z tej samej serii możecie kupić tutaj:
 
 

5) Seria „Walenty i Spółka”

ciekawe książki dla dzieci - walenty i spółka

 
Seria „Walenty i spółka” to ciekawe książki dla dzieci, dotyczące zdrowego odżywiania, ale w zupełnie nowej formie.
 
Postaci pana Tłuszcza, Węglowodana, Białka i innych mieszkańców sklepu spożywczego wprowadzają w świat jedzenia, piramidy żywienia, wpływu poszczególnych składników na zdrowie…
 
Samo ożywienie tych bohaterów jest super pomysłem, do tego dochodzi ciekawa intryga i detektywistyczny klimat. Dzięki temu książka jest ciekawą lekturą, a dodatkowo może być podstawą do fajnych rozmów z dziećmi na temat odżywiania.
 
Nie ze wszystkimi tezami zawartymi w książce się zgadzam (wiecie, że w świecie odżywiania są różne informacje na każdy temat), ale mimo to naprawdę polecamy.
 
Syn 6,5 letni czytał z ciekawością, 4,5 letni jeszcze nie był zainteresowany.
 
Pierwszą książkę z serii możecie kupić tutaj:
 
 

6) „Pestka, drops, cukierek”

ciekawe książki dla dzieci - pestka drops cukierek

 
Kolejna książka Grzegorza Kasdepke, którą czytałam z ogromną przyjemnością.
 
Tym razem opowiada historię chłopca, który ma dziurę w kieszeni spodni i przez tę dziurę można przenieść się do innego świata… W królestwie w kieszeni panuje bardzo ponury nastrój i smutek i chyba da się coś z tym zrobić…
 
Książka zawiera elementy edukacji finansowej, chociaż przyznam, że my je prawie wszystkie ominęliśmy 😀 Jakoś tak nie całkiem nam pasowały. Ale historia jest bardzo ciekawa.
 
Dla dziecka w wieku ok. 6 lat
 
Książkę możecie kupić tutaj:
 
 

7) „Kamil i słoneczniki”

ciekawe książki dla dzieci - kamil i słoneczniki

 
Ta seria to ciekawe książki dla dzieci, które wprowadzają dzieciaki (i dorosłych też) w świat malarstwa. Na razie czytaliśmy tylko część o Van Goghu, ale na pewno będziemy szukać następnych części.
 
Można w niej zobaczyć niektóre obrazy malarza, piękne ilustracje, a jednocześnie ciekawą historię. To taki malutki wycinek z jego życia, jeśli dobrze zrozumiałam, prawdziwa opowieść o tym, jak powstały niektóre jego obrazy.
 
Uwielbiam wprowadzać dzieci w świat kultury, sztuki, historii i osób, które wpłynęły na to, jak aktualnie wygląda nasz świat! To jest książka, która na to pozwala.
 
Podobała się zarówno 4,5 latkowi, jak i 6,5 latkowi.
 
Moja asystentka przeczesała internet w poszukiwaniu tej serii, ale wygląda na to, że nie jest ona już dostępna w sprzedaży. Pozostaje korzystanie z biblioteki (my właśnie tam ją znaleźliśmy).

Skąd wziąć siłę do działania, kiedy codzienne życie przytłacza?

skąd wziąć siłę do działania

W artykule: Masz czasem wrażenie, że nie dasz już więcej rady: w małżeństwie kiepsko się dzieje, dzieci szaleją, a dom nie chce się sam posprzątać? Skąd wziąć siłę do działania, kiedy tyle spraw wymaga Twojej uwagi?

Małżeństwo. Dzieci. Praca zawodowa. Sprzątanie. Gotowanie. I w tym wszystkim Ty.

Jeśli tutaj jesteś, podejrzewam, że czujesz, że nie dasz już rady. Codzienność wydaje się być tak męcząca i przytłaczająca. Może i byś chciała dokonać jakieś zmiany w swojej relacji małżeńskiej, ale skąd wziąć na to siły? Może i byś chciała zmienić coś w wychowaniu dzieci, ale skąd wziąć na to siły?

Niekiedy brak sił dotyczy stricte zmęczenia fizycznego. Na ten temat pisałam w artykule: „Odkryj skuteczną metodę na stres poprzez drobną zmianę zachowania”(kliknij), „3 podpowiedzi, jak wygrać walkę ze stresem raz na zawsze” (kliknij) i „Zrób sobie przerwę jako mama” (kliknij).

Co jednak robić, kiedy brak sił dotyczy zmęczenia psychicznego: zniechęcenia, znużenia, braku nadziei na zmianę czy rezygnacji?

 

skąd brać siłę do działania

 

Mam wszystko robić sama?!

Czasem słyszę od Was: “Czy ja mam sama/sam odmienić relację? Ja mam już dość tego, że wszystko robię sama/sam!!!” 

Moja odpowiedź brzmi: „Nie!! Nie musisz sama. Nawet nie możesz sama.”

Potrzebujesz towarzystwa osób, które tak jak Ty są na tej drodze. Potrzebujesz innych, którzy będą dla Ciebie wsparciem, podporą, inspiracją i motywacją wtedy, kiedy masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Bez innych osób obok Ciebie łatwo jest zrezygnować. Zniechęcenie i zmęczenie wezmą górę. To właśnie inni ludzie często są odpowiedzią na pytanie, skąd wziąć siłę do działania. Chcę Ci pokazać, że budowanie Grupy Mocy może stać się dla Ciebie przełomem w dokonywaniu zmian w sytuacji Twojej rodziny.

To wszystko, o czym dziś piszę, dotyczy przede wszystkim wsparcia psychiczno-emocjonalnego. Nie chcę, żebyś myślała, że sugeruję, że masz wszystkie domowe obowiązki wykonywać sama lub zajmować się dziećmi sama. To są zupełnie inne tematy. W kwestii obowiązków i dzieci konieczna jest współpraca z mężem, która doprowadzi do tego, że stworzycie dom, w którym każdy czuje się dobrze.

Jednak aby dojść do punktu, w którym ta współpraca jest możliwa i realna, niekiedy trzeba nauczyć się mnóstwa umiejętności i wykonać pewną pracę wewnętrzną. O tym jest ten artykuł: skąd wziąć siłę do działania, aby nie rezygnować z prawdziwego budowania relacji nawet, jeśli chwilami jest naprawdę ciężko.

 

Skąd wziąć siłę do działania, kiedy chcesz dokonać przemiany w relacjach?

Narzędzie „Prawa Ręka – Lewa Ręka” w sposób szczegółowy opisuję w czasie wyzwania Małżeński Starter (możesz do niego dołączyć w każdej chwili). W skrócie: ludzi wokół Ciebie można podzielić na dwie główne grupy:

  1. rodzina i przyjaciele,
  2. Grupa Mocy.

Każda z tych grup charakteryzuje się innymi cechami, ma wobec Ciebie inne oczekiwania i Ty również innych rzeczy możesz wymagać od nich.

Rodzina i przyjaciele to te osoby, które, z różnych powodów, aktualnie nie podejmują świadomej pracy nad sobą – nie czytają rozwojowych książek, nie biorą udziału w kursach i warsztatach. To nie oznacza, że coś z nimi nie tak – po prostu są w tej chwili w takim punkcie swojego życia. Od Ciebie oczekują i potrzebują przede wszystkim akceptacji, bezwarunkowej miłości i wsparcia. Nie mają ochoty słuchać Twoich porad i nie chcą, żebyś je „naprawiał”.

 

Grupa Mocy jest jednym z fundamentów pracy nad sobą. To osoby, które tak jak Ty chcą się rozwijać w danej dziedzinie: uczyć, dzielić, wspierać, motywować, inspirować i towarzyszyć Ci w tym procesie. Możesz do nich pójść, ciesząc się sukcesami i opowiadając o tym, co nie wyszło. Pytasz ich, co robić dalej. To osoby, które przypominają Ci kim jesteś, kiedy Ty o tym zapominasz. Wzmacniają Cię, kiedy nie masz już siły.

Budowanie swojej Grupy Mocy jest fundamentem, a nie miłym dodatkiem. Mam nadzieję, że przestaniesz spychać ten temat na wieczne: „Zajmę się tym kiedyś…” To coś obowiązkowego: jeśli chcesz budować szczęśliwe relacje, uczyć się skutecznego wspierania dzieci i przy tym wszystkim cieszyć się życiem (zgodnie z tym, że jedna osoba może odmienić każdą relację), po prostu musisz ją mieć. Musisz.

Tu mogłabym postawić kropkę i zakończyć ten artykuł. Bo jeśli nie weźmiesz sobie tego do serca i nie zaczniesz jej budować, nie ma sensu czytanie innych artykułów na moim blogu.

Grupa Mocy

Przejmij inicjatywę, aby mieć siłę do działania

Główny problem jest jednak taki, że Grupy Mocy nikt Ci nie wręczy w prezencie.

Byłoby miło, gdyby któregoś dnia ktoś zapukał do Twoich drzwi i z uśmiechem powiedział: „Bardzo chciałabym być Twoją Grupą Mocy!! Co o tym myślisz?”

Ale tak się nie wydarzy. To Ty potrzebujesz przejąć inicjatywę i zacząć działać. M
usisz sama ją zbudować – nie powstanie ona bez wysiłku z Twojej strony. W rodzinie po prostu się rodzisz i nie musisz nic robić, aby ją mieć. Grupę Mocy musisz świadomie budować i inwestować w nią swoją uwagę, czas i pieniądze. Jej budowanie wymaga od nas umiejętności, których może musisz się nauczyć. Jest to jednak możliwe do osiągniecia.

A przede wszystkim jest niezbędne, jeśli chcesz mieć spełnione, kwitnące relacje i być osobą, która te relacje odmienia. 

Dlatego dam Ci kilka wskazówek, jak zbudować taką grupę – gdzie ją znaleźć i kogo do niej zaprosić. Wszystko po to, abyś wiedział, skąd brać siły do działania.

 

Grupę Mocy można tworzyć w dwie osoby. Wtedy kontakt między Wami może być znacznie bardziej intensywny, nawet codzienny w formie smsów, sprawozdań, przypominajek czy krótkich wiadomości audio (na przykład za pośrednictwem Messengera). 

W przypadku większej grupy w grę wchodzą spotkania na żywo lub online (w ramach grupy na FB lub spotkań za pomocą Skypa czy Zooma). 

 

Gdzie szukać osób do Grupy Mocy? 

  1. Rozejrzyj się wśród osób, które już znasz.

Może jakaś przyjaciółka/przyjaciel chce pracować nad sobą w podobny do Ciebie sposób i jest gotowa robić to wspólnie? Ja mam właśnie taką przyjaciółkę, z którą znamy się już duuuużą ilość lat i nasza przyjaźń przerodziła się w Grupę Mocy.

 

2. Sprawdź wśród osób, które razem z Tobą biorą udział w kursach.

Jeśli bierzesz udział w jakimś kursie online, często towarzyszą mu grupy na FB. Zachęcam: czytaj, obserwuje, poszukaj kogoś, z kim czujesz pozytywne wibracje i zapytaj, czy chciałby tworzyć z tobą Grupę Mocy.

 

3. Jeśli możesz, bierz udział w warsztatach na żywo.

Podobnie jak w przypadku kursów online, poszukaj kogoś, z kim czujesz pozytywną więź. Bardzo zachęcam Cię do brania udziału w warsztatach, kursach i konferencjach na żywo. Chociaż sama prowadzę ogrom kursów i szkoleń za pośrednictwem internetu, zapewniam, że nie wszystko da się zrobić bez spotkania twarzą w twarz z drugim człowiekiem.

 

4. Sprawdź w mojej grupie na FB.

Jest ona dobrym miejscem do znalezienia takich osób – wystarczy zapytać.

 

5. Sprawdź, czy w Twoim mieście powstała Grupa Mocy.

W kilku miastach w Polsce powstały większe grupy, spotykające się co jakiś czas i pracujące na metodologii, którą proponuję. Możesz dołączyć do nich. W najbliższym czasie zbiorę informacje o tych grupach, abyś wiedziała, gdzie ich szukać.

Skąd wziąć grupę mocy

A co z tworzeniem grup na Facebooku?

Osobiście nie polecałabym tworzenia dużych grup online do wspierania siebie nawzajem, jeśli nie macie wśród siebie osoby, która czuwałaby nad nią zarówno pod względem organizacyjnym, jak i merytorycznym.

Grupy na FB rządzą się swoimi prawami. Ludzie są bardzo przyzwyczajeni do dawania porad, wylewania żali, oskarżania innych, pisania tego, co sami sądzą na jakiś temat, bez wiedzy, do jakich rezultatów może doprowadzić proponowane przez nich działanie. Trzeba włożyć ogrom pracy, aby taką grupę ukształtować i prowadzić w konkretnym kierunku.

Właśnie dlatego jakiś czas temu moja grupa zmieniła nieco sposób funkcjonowania. Aktualnie nie mam możliwości czuwać nad nią na tyle, na ile byłoby to konieczne. Wyłącznie podczas kursów jest u mnie miejsce na zadawanie pytań dotyczących konkretnych sytuacji z życia, kiedy poświęcam czas na to, aby kursantkom towarzyszyć i być z nimi. Jeśli tego nie macie, grupa bardzo łatwo przerodzi się w kolejne miejsce, podobne do innych, gdzie każdy pisze, co tylko mu się podoba i porady sypią się jak szalone.

Jeśli więc wspieracie się wyłącznie online, to raczej w małej grupie, kilkuosobowej, w której wiecie, że te osoby rzeczywiście korzystają z materiałów i się z nich uczą.

Niedawno Pani Swojego Czasu nagrała film, w którym opowiada o sieci wsparcia w realizacji celów – znalazł się tam bardzo ciekawy fragment dotyczący roli i zadań mentora. Jeśli chcesz dowiedzieć się, czym różni się grupa, która pracuje z mentorem od tej, która działa sama, zerknij tutaj (KLIKNIJ) – o wsparciu mentora posłuchasz od minuty 23:28.

 

Jak rozpoznać, jaką osobę zaprosić do swojej Grupy Mocy?

Jeśli poszukujesz jednej osoby do wzajemnego wspierania się, warto kierować się trzema zasadami:

  • Szukaj różnic. 

Jeśli znasz mój pakiet „Rodzicielstwo Pełne Spokoju – pytania i odpowiedzi”, znane Ci są typy energii, z którą idziemy przez życie (są to typy nieco podobne do znanych powszechnie typów osobowości). Warto szukać osób o innym typie, niż Ty sama. Zwykle dobrze się dogadujemy z ludźmi tego samego typu, natomiast więcej wzrostu i uczenia się wynika z różnic. Mamy wtedy inne podejście, perspektywę, poszerzenie horyzontów na dany temat. Nie szukaj drugiej siebie w ludziach. 

  • Szukaj kogoś, kto jest w innym punkcie życia, niż Ty (szczególnie w temacie, który zajmuje najwięcej Twoich myśli i emocji).

Jeśli obie przechodzicie potężny kryzys małżeński, trudno będzie Wam być dla siebie Grupą Mocy w temacie małżeństwa. Jeśli obie nie radzicie sobie z agresją dzieci, trudno będzie Wam być dla siebie Grupą Mocy w tym temacie. Chodzi o to, aby druga osoba miała inną perspektywę na dany temat, mniej emocji z nim związanych i zachowywała więcej spokoju, kiedy będziesz się z nią dzielić swoimi problemami. 

  • Nie bój się, jeśli się nie uda.

Wybór osoby do Grupy Mocy to nie jest wybór jeden na całe życie. Nie musisz obawiać się, że masz tylko jedną szansę, a jeśli jej nie wykorzystasz, wszystko będzie stracone.

Możecie jasno powiedzieć sobie od początku: “Nie jestem pewna, jak to się wszystko nam uda, robię to pierwszy raz, nie mam dużego doświadczenia. Zachowajmy otwartość na to, że może okazać się, że nie będziemy sobie w stanie pomóc. Wtedy po prostu obie poszukamy kogoś innego.”

 

Zapraszam Cię do tego, aby rozejrzeć się wokół siebie i rozpocząć proces budowania Grupy Mocy. To jedno z najlepszych miejsc, z których możesz brać siłę do działania. Te osoby będą Twoim oparciem, kiedy będziesz mieć ochotę zostawić wszystko i uciec.

Sekret do wyzbywania się agresywnych zachowań u dziecka

W artykule: Jak sobie radzić, kiedy sen z powiek spędza Ci Twoje agresywne dziecko? Od czego w ogóle zacząć?

Spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, którzy mają córkę w wieku podobnym do naszych synów. Pomiędzy nią a jednym z naszych synów co chwilę dochodziło do spięć. To było jak walka o władzę. Żadne z nich nie chciało ustąpić nawet o centymetr, bez względu na to, czy chodziło o to, kto będzie bawił się daną zabawką, czy o to, kto usiądzie na najbardziej wygodnym fotelu. 

Trudno powiedzieć, kto zaczął kulminacyjną kłótnię. W pewnym momencie nasz syn uderzył koleżankę w głowę, a wtedy ona krzyknęła: „Nie będziesz mnie uderzał. Nie będziesz mnie tak traktował”. I uderzyła jego. 

Wtedy syn popatrzył na nią, uśmiechnął się i stwierdził, udając obojętność: „Hehe, nic mnie nie boli”

Jestem pewna, że go bolało. 

Widziałam skrzywienie ust i łzy, które już prawie pojawiły się w kąciku oczu. Znam go bardzo dobrze i wiem, co oznacza ten wyraz jego twarzy.

Ale on nie nie lubi okazywać swoich słabości. Jego pierwszą reakcją jest raczej atak, a nie ucieczka

 

Agresywne dziecko – jak sobie z tym poradzić?

Kiedy syn miał 3,5 roku, często zachowywał się jak agresywne dziecko. Uderzał, popychał, czasami pluł. 

Są dzieci, które czując zagrożenie, zaczynają się wycofywać – płakać i uciekać. Nasz syn raczej walczył. Wyrywał innym zabawki z ręki, uderzał je czymś w głowę. Był gotowy do ostatniej kropli krwi walczyć o to, aby pokazać, że to on jest górą. 

Dziś, kiedy ma prawie 5 lat, tego typu sytuacje zdarzają się coraz rzadziej. Mają miejsce zasadzie nieomal wyłącznie wobec rodzeństwa, prawie nigdy wobec innych dzieci. Co takiego się stało i jak sobie z tym poradziliśmy?

Część odpowiedzi na to pytanie stanowi fakt, że jest starszy. Każdy stopniowo uczy się coraz lepiej radzić sobie z impulsami, które pchają nas w kierunku agresji. To naturalna kolej rzeczy. Jednak to tylko część prawdy, powiedziałabym nawet, że niewielka. Każdy, kto zna lepiej naszego syna, zna siłę jego emocji i wybuchowości. Co takiego więc się stało, że dziś zachowań agresywnych jest tak mało?

agresywne dziecko

Siła kontaktu w spotkaniu z agresywnym dzieckiem

Pierwszym krokiem, który pozwolił nam wychodzić z tego schematu, była świadomość siły kontaktu.

Przez słowo “kontakt” rozumiem pozostawanie z dzieckiem w łączności w danej, konkretnej chwili. To poczucie, że się nawzajem słyszycie, widzicie, reagujecie na siebie i łączy Was niewidzialna nić bliskości. 

To coś innego niż więź. Więź buduje się w czasie, przeze wiele różnych działań. Można mieć z dzieckiem bliską więź i jednocześnie w konkretnej chwili nie mieć z nim kontaktu. Jeśli masz małe dziecko, prawdopodobnie przeżyłeś sytuacje, kiedy czułaś, że “nic do niego nie dociera”. Nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, prosiłaś o coś, a on robił coś całkowicie odwrotnego. Jakby był w innym świecie – z rozbieganym wzrokiem, niesłyszącymi uszami. To zwykle oznaki braku kontaktu pomiędzy Wami. 

To w kontakcie z rodzicami dziecko nabiera przekonania, że jest w świecie bezpieczne – wszystko jest ok, nic mu nie grozi i może być spokojne. Układ limbiczny w jego mózgu działa jak radar, który cały czas sprawdza, czy nić kontaktu między Wami jest zawiązana. W tym układzie rodzi się informacja o tym, czy jest ono bezpieczne, a następnie zostaje ona wysłana do reszty mózgu:

„Wszystko jest ok, jesteśmy chronieni, jeśli pojawi się jakieś niebezpieczeństwo, mama/tata nad nami czuwa, nie musimy się spinać i przygotowywać do ataku, możemy spokojnie się bawić.” 

 

Dziecko ma w sobie radar, który cały czas przeczesuje teren wokół niego, szukając sygnałów tego życiodajnego kontaktu z rodzicem. Jeśli Ty nagle czegoś się wystraszysz, ono często również zaczyna płakać lub okazuje stres w inny sposób. Jego radar wykrywa niebezpieczeństwo. 

Dziecko jest wyczulone na sygnały, które płyną z Twojego zachowania, szczególnie z przekazów niewerbalnych. Jeśli tata wesoło pogwizduje, uśmiecha się, ma przyjemny ton głosu, to oznacza to, że wszystko jest ok i można się dalej spokojnie bawić. Ma to również ogromny wpływ na relacje między rodzeństwem. Jeśli rodzic wysyła sygnały, że jest w dobrym nastroju i ma dużo uwagi do podzielenia, wtedy dzieci łatwiej dogadują się między sobą. 

 

Po co odnawiać kontakt?

W przypadku naszego syna – te momenty, kiedy zachowywał się agresywnie, były związane z brakiem poczucia bezpieczeństwa.

Ta wiedza pozwoliła nam bezustannie pracować nad odnawianiem z nim kontaktu. Musieliśmy pogodzić się z tym, że jest on typem dziecka, które potrzebuje częściej naszej obecności, a poczucie kontaktu z rodzicem jest u niego zrywane dość łatwo, szczególnie w obliczu stresorów społecznych. Dla innych dzieci to zrywanie kontaktu może wiązać się z innego rodzaju stresorami: z obszaru biologicznego, emocjonalnego, poznawczego czy prospołecznego (aby poznać szerzej pięć obszarów stresu, zachęcam do zapoznania się z self-reg, o którym możesz przeczytać na blogu DyleMatki tutaj).

Potrzebuje częstszego odnawiania kontaktu, żeby wrócić do spokoju, poczuć się bezpiecznie i być gotowym do emocjonalnej hojności. Stan emocjonalnej hojności oznacza, że czuje się dobrze sam ze sobą, czuje się spokojnie w świecie i jest gotowy, aby wejść we współpracę z innymi dziećmi. 

Jak wszyscy ludzie, kiedy pozostaje on w stanie spokoju, jest skłonny do pomocy, współpracy i porozumienia. Chętnie dzieli się zabawkami. 

więź z dzieckiem

Jak odnawiać kontakt z agresywnym dzieckiem?

Szukaliśmy wciąż nowych sposobów na to, aby pozostać z nim w kontakcie, szczególnie wtedy, kiedy spotykaliśmy się z innymi dziećmi. Podstawą stała się nasza, rodzicielska uważność i zaangażowanie w to, co się dzieje wokół nas.

Zależnie od natężenia emocji potrzebował:

  1. Chwili zabawy z jednym z rodziców bez obecności innych (skakanie, ganianie się, wygłupianie, coś, co skłoniłoby go do śmiechu – ale nie śmiechu, który płynie z reakcji stresu),
  2. Zabrania go z danej sytuacji, bo jego emocje sięgały zenitu i nie był w stanie szybko się uspokoić. Jedno z nas wtedy wychodziło z nim do innego pokoju albo na zewnątrz. Czasem musieliśmy nieco wcześniej skończyć spotkanie, bo nie było już możliwości go kontynuować,
  3. Kilkuminutowego zatrzymanie się przy nim, aby wziąć go na kolana, przytulić, popatrzeć mu w oczy, powiedzieć jakieś ciepłe słowa,
  4. Naszego zaangażowania we wspólną zabawę dzieci, aby tak zorganizować ten czas, by syn czuł, że jest częścią tej zabawy. Miał on tendencje do stawania naprzeciw innych dzieci – dwójka czy trójka dzieci były razem w jednej drużynie, a on je ganiał i ich straszył. Czuliśmy jako rodzice, że nie jest to dobry wzorzec i nie chcemy, aby się utrwalał. Dlatego często angażowaliśmy się w te zabawy (szczególnie mój mąż), organizując je w ten sposób, że wszystkie dzieci były przeciwko mojemu mężowi. On je ganiał w zabawny sposób (np. udając niezdarnego potwora), a one wszystkie razem uciekały

 

To były najczęściej stosowane przez nas działania, aby odnowić kontakt z synem. Pomagaliśmy mu się uspokoić i znów wejść z zabawę z innymi.

Każdy moment, kiedy my szliśmy na jakieś spotkanie i zapominaliśmy o tych zasadach, kończył się katastrofą. Kiedy mówiliśmy sobie: “Oby tym razem było inaczej…” i nie pozostawaliśmy blisko, kończył się kłótniami, krzykami i bijatykami. 

 

Kontakt z rodzicem ma dla dziecka życiodajną moc.

Jeśli nauczysz się, kiedy i jak go nawiązywać, jesteś w stanie pomóc mu radzić sobie z agresywnymi zachowaniami i silnymi emocjami. Nie sugeruję, że ta jedna umiejętność rozwiąże wszystko jak magiczna różdżka. Jest ona jedną z wielu, których potrzebujesz, kiedy Twoje dziecko często się złości, bije czy wyrywa zabawki innym. Jednak to ona właśnie jest podstawą zmiany. Bez niej nic innego nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

Jedno działanie, które zmieni całe Twoje życie (i możesz je wykonać natychmiast)

Nosiłam córkę, Karolinę, w nosidełku, czekając aż zaśnie. Dwaj synowie bawili się cicho w pokoju obok, przygotowując animację poklatkową na telefonie mojego męża, Adriana. Mąż brał prysznic w łazience.

Spacerowanie po pokoju z Karoliną w nosidełku trwało już ponad pół godziny. Mała ciągle coś mówiła, śpiewała, rozglądała się… Zwykle nie ma większych trudności z zasypianiem, natomiast tym razem było inaczej.

W pewnej chwili zaczął dzwonić telefon Adriana i chłopcy zaczęli go szukać po całym domu, hałasując przy tym. Kiedy mąż skończył rozmowę i w domu zrobiło się cicho, chwilę później znów zabrzmiał dźwięk dzwonka – tym razem był to budzik w jego telefonie, ustawiony na godzinę 13:00, by przypomnieć nam o taryfie na prąd.

Przedłużające się zasypianie córki wzbudziło u mnie sporo nieprzyjemnych emocji. Szalę przelało powtórne brzęczenie telefonu i w mojej głowie pojawiła się myśl:

„No błagam, czy on nie mógłby tego telefonu wyłączyć?! To przez niego nie mogę jej normalnie położyć spać!

Po kilku sekundach uśmiechnęłam się jednak do siebie w duchu. Wow, nawet w tak drobnej sprawie ten okropny nawyk daje o sobie znać! Potrzebuję coś z nim zrobić, bo to on zatruwa mi życie.

 

Chcesz wiedzieć, o jaki nawyk chodzi?

I w jakim sensie zatruwa mi życie?

Obejrzyj poniższe nagranie, które pochodzi z konferencji „Potrzeby. Klucz do spełnionego życia”, którą poprowadziłam w listopadzie 2019 r. w Warszawie. Wyplenienie tego jednego nawyku dokona znaczącej poprawy w całym Twoim życiu!

 

Zaskakujący pomysł na to, co zrobić, kiedy ktoś Cię obraża

ktoś mnie obraża

W artykule: Co możesz zrobić, kiedy czujesz, że ktoś Cię obraża?

Jeden z naszych synów przez pewien okres swojego życia nazywał członków naszej rodziny kupą.

Robił to, kiedy znajdował się w sytuacji, w której nie umiał sobie poradzić. Ktoś zrobił coś, co było dla niego bardzo nieprzyjemne, albo coś mu zabrał i on nie umiał tego odzyskać. Najczęściej “obrywało” się jego rodzeństwu, ale czasem te słowa kierował do mnie lub do mojego męża, mówiąc płaczliwym głosem: „Mama/tata to kupa!”

Zdarzyło Ci się coś podobnego? Podejrzewam, że tak, wielu rodziców ma tego typu doświadczenia. Co zrobić, kiedy dziecko „mnie obraża”?!

 

Jak mogę zareagować, kiedy ktoś „mnie obraża”?

Są dwie główne możliwe reakcje, kiedy dziecko kieruje do mnie tego typu słowa:

  1. Mogę poczuć się tym obrażona i zareagować zgodnie z tym doświadczeniem.

“Czemu on tak do mnie mówi? Przecież na to nie zasłużyłam, jestem jego mamą, która troszczy się o niego, pomaga mu, a on mnie obraża!”

Do czego zaprowadziłyby mnie takie myśli?

Prawdopodobnie próbowałabym “dochodzić swoich praw”, pokazując synowi na różne sposoby, że nie może tak do mnie mówić. Jestem jego mamą, która jest ważna i wartościowa i nie zasługuję na takie traktowanie.

Mogłabym ze łzami w oczach mówić, że jest mi bardzo przykro, kiedy tak mnie traktuje, bo bardzo mnie to boli i rani.

Albo mogłabym się wściec i na niego wyrzucić te emocje.

 

Tego typu zachowania niewiele by jednak zmieniły w tym, co się dzieje w naszym domu.

 

Są dzieci, na które łatwo jest wpłynąć i u nich mogłoby to przynieść efekt. Moja reakcja wywołałaby u takiego dziecka poczucie winy i prawdopodobnie przestałoby się tak zachowywać. Problem jest jednak taki, że zmiana w jego zachowaniu płynęłaby ze strachu i chęci podporządkowania się. Nie z empatii i zrozumienia, że tego typu zachowanie może być nieprzyjemne dla innych.

U innych dzieci takie zachowanie rodzica raczej wzmogłoby bunt, nie ucząc niczego.

dziecko mnie obraża

2. Mogę też wziąć moją potrzebę znaczenia w swoje ręce i zaspokajać ją w inny sposób niż “wymuszanie” na dzieciach określonych zachowań. Następnie z tej pozycji zareagować w sposób, który ułatwi dziecku uczenie się nowego zachowania.

Czy kierowane przez dziecko w moją stronę słowa: “Jesteś kupą” mówią cokolwiek o mnie?

Czy muszę udowodnić, że nią nie jestem?

Nie, tak naprawdę to są śmieszne słowa, które nie mówią nic o mnie jako o człowieku. Płyną z bezsilności dziecka, z tego, że nie umie sobie poradzić z jakąś sytuacją.

To nie ma na mnie żadnego wpływu, nie robi mi żadnej krzywdy, nie muszę mu udowadniać, że jestem wartościowa.

Dopiero, kiedy mam w sobie to mocne przekonanie o tym, kim jestem i że tego typu słowa nic mi nie odbierają, wtedy jestem gotowa, by zareagować w konstruktywny sposób.

 

Co możesz zrobić, aby dokonać prawdziwej zmiany?

W niektórych momentach rozwiązaniem było przytulenie naszego syna i powiedzenie do niego miękkim głosem: “Kochanie, jest ci teraz tak trudno, tak bardzo mi przykro, że twój brat nie chce się z tobą bawić…” Kiedy pokazałam mu, że jestem obok i może sobie popłakać, poprzednie zachowanie traciło rację bytu. Dopiero później, znacznie później, był czas na podkreślenie, że takie słowa mogą być raniące i nieprzyjemne.

Czasami rozwiązaniem stawał się żart i przekierowanie na siebie “ataku”, a odwrócenie go od drugiego dziecka, które nie bardzo umiało sobie z nim poradzić: “Patrz, ja jestem kupą! Tańczącą, wesołą kupą, która teraz coś dla ciebie zaśpiewa!” To pozwalało rozładować napięcie i szybko podnieść stanometr “atakującego”, co z kolei prowadziło do lepszego zachowania.

Powyższe sposoby zachowania rodzica nie są dla Ciebie jasne i intuicyjne? Gorąco zachęcam Cię do przejścia przez kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”. Poprowadzę Cię krok po kroku przed konkretne rozwiązania rodzicielskie (informacje o kursie znajdziesz TUTAJ). Dodam jeszcze, że ostra, nieprzyjemna reakcja rodzica na takie zachowanie dziecka może mieć różne źródła, tutaj wspomniałam tylko o jednym, jakim jest poczucia urażenia.

 

Reakcja wspierająca i rozładowująca napięcie wymaga od rodzica spokoju i pewności siebie. Dlaczego takie słowa z ust dziecka miałyby Cię urazić?! Jeśli jednak odbierzesz je jako obrazę i brak szacunku, sam sobie wytrącasz z ręki narzędzia do dokonania zmiany w tej sytuacji. Stawiasz się na pozycji kogoś, kto musi odzyskać coś, co mu zabrano. Chcesz wykazać swoją niewinność, udowodnić, że jesteś wartościowy i nie zasługujesz na takie traktowanie.

A wtedy nie ma miejsca na to, aby wyjść naprzeciw potrzebom dziecka. Nie jesteś też w stanie nauczyć go umiejętności, które są niezbędne w życiu.

 

A co, kiedy obraża mnie ktoś dorosły?!

Zaczęłam od przykładu z dzieckiem, bo jest nam łatwiej na tej podstawie zrozumieć pewne sprawy.

Kiedy ktoś mówi o Tobie rzeczy, o których wiesz, że nie są prawdziwe, nie ma potrzeby dochodzenia swoich praw, udowadniania, że jest inaczej, spierania się i awanturowania.

Chyba, że z pokazania prawdy płynęłoby jakieś większe dobro dla wszystkich osób, wtedy warto o to zabiegać – w moim odczuciu to jedyny powód, dla którego warto byłoby to zrobić. Ale nie dlatego, że musisz wykazać, że z Tobą jest wszystko w porządku. Jeśli masz pełne przekonanie, że tak jest, jakie znaczenie ma to, co mówi o Tobie jakaś inna osoba?!

kiedy ktoś mnie obraża

Ryan Holiday w książce “Przeszkoda czy wyzwanie? Stoicka sztuka przekuwania problemów w sukcesy” opowiada historię boksera Rubina „Huragana” Cartera. Robił on karierę w latach 60, ale został oskarżony o potrójne zabójstwo w wyniku strzelaniny. Odbył się proces, został uznany za winnego i skazany na potrójne dożywocie. 

Spędził dziewiętnaście lat w więzieniu, a po tym czasie został uniewinniony. Rozumiesz? Dziewiętnaście lat! Dwie dekady życia, które mógłby spędzić, rozwijając karierę boksera, tworząc rodzinę i realizując marzenia. Zamiast tego siedział za kratkami, jedząc marne jedzenie i śpiąc na niewygodnej pryczy. Jak sądzisz, miał chyba pełne prawo czuć się obrażony? 

Po swoim procesie poprosił o rozmowę z kierownikiem więzienia. Spojrzał mu w oczy i powiedział, że cokolwiek się wydarzy, on nie odda nikomu jednej rzeczy, którą zawsze może mieć w swojej kontroli: samego siebie. Stwierdził, że wie, że strażnicy więzienni nie mają nic wspólnego z tą niesprawiedliwością, która go spotkała, więc będzie tutaj do momentu, kiedy zostanie wypuszczony, ale nigdy nie pozwoli, żeby ktoś traktował go jak więźnia, bo nim nie jest.

Czy pojawiły się u niego nieprzyjemne emocje? Jestem pewna, że tak. Złość, może strach, niepewność, żal, frustracja… On jednak nie pozwolił, żeby przejęły nad nim władzę, pamiętając, że zawsze jest coś, co on może kontrolować. Jest to jego sposób myślenia, reakcje na to, co się dzieje, intencje, myśli i przekonania. 

Spędził więc ten czas, wykorzystując go dla swojego dobra: czytał książki i rozwijał się. Nie pozwolił, żeby to doświadczenie zniszczyło jego życie. Co jeszcze ciekawsze, kiedy wyszedł z więzienia i został uniewinniony, nie złożył żadnego wniosku o przyznanie rekompensaty za to, co się stało. Był przekonany, że gdyby to zrobił, uznałby, że Ci ludzie coś mu zabrali, a oni nic mu nie zabrali, bo on na to nie pozwolił

Ta historia jest dobrą ilustracją do sentencji Marka Aureliusza:

 

Wybierz to, żeby nie czuć się zranionym i nie będziesz czuł się zranionym, a kiedy nie będziesz czuł się zranionym, to tak naprawdę do tego zranienia nie doszło”. 

 

Po przeczytaniu tej historii byłam poruszona tym, że mam wybór. Zawsze mam wybór, jak zinterpretuję to, co się wokół mnie dzieje i co z tym zrobię. W każdych okolicznościach to ja decyduję, jak będę postrzegać tę sytuację i co z nią zrobię. 

“Huragan” mógłby pogrążyć się w poczuciu niesprawiedliwości, bo go obrazili i zranili. Miałby w pewnym sensie rację, ale co by mu to dało? Spędziłby swoje życie w rozgoryczeniu, złości i żalu. Kiedy wyszedłby z więzienia, walczyłby o swoje prawa i kolejne lata życia stracił na odzyskiwaniu tego, co stracił. 

On uznał, że nie pozwoli, żeby ktoś mu cokolwiek odebrał. To był jego wybór. 

Przywołuję tę historię po to, żeby pokazać, że poczucie bycia urażonym przez czyjeś zachowanie to wybór. To Twoje doświadczenie, które rozgrywa się w Tobie – to nie jest rzeczywistość, obiektywny fakt, ale wybór, którego dokonujesz. To Ty decydujesz, czy cudze zachowanie zinterpretujesz przez filtr „on mnie obraża”, czy może użyjesz zupełnie innego. Na przykład:

On sam czuje się źle sam ze sobą i próbuje poczuć się lepiej, krytykując innych. Ja nie muszę w tym brać udziału, wiem, kim jestem. Po prostu zakończę tę rozmowę.”

W ten sposób nie osłabiasz siebie, wprost przeciwnie: wzmacniasz się i stajesz się gotowy na nowe rozwiązania.

jak stać się silną

W jaki sposób myślenie: „On mnie obraża” zaspokaja Twoje potrzeb?

Dlaczego więc czasami tak łatwo nas urazić? Dlaczego dokonujemy wyboru, aby właśnie w taki sposób patrzeć na świat wokół nas?

Poczucie bycia obrażonym przez cudze zachowanie zaspokaja w nas potrzebę znaczenia. Pojawiają się wtedy myśli: “Nie zasłużyłem na to, to niesprawiedliwe, jak ktoś może mnie tak traktować, kim on jest, żeby to robić, jak on śmie”. Pielęgnowanie tych myśli i przechodzenie od nich do działania, sprawia, że czujemy się ważni i wartościowi. 

Przeczytaj jeszcze raz uważnie to, co napisałam powyżej. Taki sposób myślenia o potrzebach może być dla Ciebie czymś zupełnie nowym. Potrzeby możemy zaspokajać nie tylko za pomocą działania, ale również poprzez myśli i doświadczenia, które w sobie pielęgnujemy.

Jeżeli nie masz innych, wzmacniających sposobów na zaspokajanie tej potrzeby, nieświadomie będziesz wykorzystywać tego typu chwile, aby się podbudować i poczuć, że jesteś ważny (bo przecież pokazujesz to przez poczucie urażenia i niesprawiedliwości, czy dążenie do wykazania swojej niewinności lub cudzego błędu). 

Ten mechanizm ma jednak swoją słabą stronę. Opiera się niejako na odwróconej kolejności wyciągania wniosków. Jeżeli naprawdę jesteś ważny i wartościowy jako człowiek, sposób traktowania Cię przez kogoś innego nie ma na to żadnego wpływu i nic w tym temacie nie zmienia. Jego słowa krytyki czy przewracanie oczami na to, co powiesz, nie mają tak naprawdę żadnego znaczenia dla tego, kim jesteś. Tak samo nie mają na to wpływu słowa pochwały…

Nie musisz nic udowadniać i wykazywać. To, co inni mówią czy robią to ich sprawa i to oni ponoszą ewentualne konsekwencje tego, że używają negatywnych mechanizmów na zaspokojenie swoich potrzeb (na przykład krytykując Ciebie). Ty możesz być spokojny i pewny, że wciąż jesteś tym, kim jesteś, tak samo ważny i wartościowy, jak wcześniej. 

 

Czy w ten sposób staniesz się dla innych wycieraczką?

Takie funkcjonowanie otwiera drogę do szukania prawdziwych rozwiązań. Przeskakujesz etap awanturowania się, dochodzenia swoich praw i udowadniania, jak bardzo ktoś się myli.

Zamiast tego możesz uczyć się, jak budować życie zgodnie ze swoimi priorytetami i potrzebami. Pomimo krytyki czy zachowań innych, z którymi Ci nie po drodze. Bo, wbrew powszechnemu myśleniu, zrezygnowanie z “dochodzenia swoich praw” i wykazywania swojej niewinności nie jest równoznaczne z uleganiem i pozwalaniem, aby inni traktowali Cię jak wycieraczkę.

Kiedy czujesz się dobrze w swojej skórze i nie patrzysz na świat przez filtr: „Czy on mnie obraża mnie nie?”, możesz zareagować w nowy sposób. Nie musisz uczestniczyć w czymś, co jest dla Ciebie szkodliwe. Możesz spokojnie zakończyć rozmowę, jeśli to konieczne. Wyjść z pomieszczenia. Zaspokoić potrzeby tej osoby w inny sposób, dzięki czemu jej poprzedni mechanizm staje się niepotrzebny. Wybór należy do Ciebie.

Ale najpierw musisz wyjść z myślenia: „On mnie obraża, muszę coś z tym zrobić”.

 

Zachęcam Cię więc, abyś zaczął mówić samemu sobie: STOP. Kiedy pojawi się u Ciebie odczucie bycia urażonym przez to, co mówią lub robią inni, powiedz do siebie: ”

 “Stop. Odmawiam, aby te emocje, które się we mnie pojawiły, narzuciły mi sposób interpretowania tej sytuacji. Nie chcę patrzeć przez filtr: „Ktoś mnie obraża”. Wiem, że jestem wartościowym i ważnym człowiekiem, bez względu na to, co powiedzą inni. Oczywiście nie jestem idealny i ludzie mają prawo zwracać mi uwagę, kiedy widzą jakieś błędy. Chcę ich słuchać, natomiast to, co mówią nie jest prawdą o mnie.” 

Nawet, jeśli w pierwszej chwili nie całkiem wierzysz w te słowa, zacznij je do siebie mówić. Stopniowo zauważysz, że zaczynają one kiełkować i skłaniać Cię do dokonania zmian w tym, co myślisz o samym sobie. A to otwiera furtkę do kolejnych, wielkich zmian.

 

Powyższy artykuł jest fragmentem e-booka o emocjach. Odkrywam w nim tajemnice związane z tym, czy są emocje, jak się z nimi zaprzyjaźnić i jak ich mądrze słuchać. Jeśli chcesz nabyć ten e-book, informacje znajdziesz TUTAJ.

“Królowa czy Farmerka? – kim jesteś i dlaczego akurat takie opcje Ci daję?

W artykule: Wiele małżonków żyje w świecie obwiniania: mąż obwinia żonę o wszystko, ona jego, albo każde z nich samego siebie. Pomogę Ci zobaczyć Twoje życie w innym świetle i nauczyć się, jak wydobywać to, co najlepsze z samej siebie i ludzi wokół, bez uciekania się do obwiniania kogokolwiek.

– Jesteś, jak większość kobiet na świecie, farmerką, która hoduje żaby. Niektóre kobiety wydobywają księcia z żaby, natomiast tobie udaje się odwrotna sztuka: księcia przemieniasz w żabę.

Takie słowa trzydzieści lat temu usłyszała Alison Armstrong i zmieniły one kierunek jej życia. Razem z przyjaciółką brała udział w seminarium, podczas którego jej towarzyszka zadała pytanie: dlaczego mężczyźni, którzy na początku związku byli tak cudowni, okazywali mnóstwo uwagi, troski, dawali prezenty i chodzili na randki, po pewnym czasie związku zmieniają się nie do poznania – pracują nieomal całe dnie, a w pozostałym czasie oglądają telewizję, okazując minimalną uwagę swojej żonie?

Rozróżnienie pomiędzy królową a farmerką pojawiło się własnie w odpowiedzi na to pytanie. W umyśle Alison ta idea wpadła na podatny grunt i przed jej oczami przemknęły wszystkie jej wcześniejsze relacje, w których każdy kolejny miesiąc obnażał coraz gorsze cechy mężczyzny, z którym była. Czy to możliwe, że ona jakoś się do tego przyczyniła?

 

Od tego dnia rozpoczęła ona “studiowanie mężczyzn”, które trwa do dzisiaj. Od początku zadawała sobie jedno główne pytanie: Co, jeśli mężczyźni reagują na to, co robią kobiety? Fascynowało ją to, że jeden i ten sam mężczyzna może w zupełnie inny sposób traktować różne kobiety obecne w jego życiu: do jednej odnosi się, jak do królowej, a do innej jak do kumpla z baru. Jeszcze inną zbywa ostrymi, nieprzyjemnymi uwagami.

Spojrzenie na samą siebie z perspektywy “Farmerki, która hoduje żaby” było dla niej uwalniające. Jeśli jest coś, co nieświadomie robiła, by wydobywać z mężczyzn ich najgorsze cechy, równie dobrze może nauczyć się tego nie robić! 

 

Czy mam zatem zgodzić się, by mąż mnie o wszystko obwiniał?

Czy myślenie w tych kategoriach oznacza, że wzięła całą winę za zachowanie mężczyzn na siebie?

Nie! 

Warto jednak pamiętać, że relacje międzyludzkie opierają się na prawie “zapalników i reakcji”. Twój mąż coś robi, Ty reagujesz, on później reaguje na Twoje zachowanie itd. Twoje działanie (słowa, gesty, mimika twarzy itd.) jest zapalnikiem (ang. trigger) do jego określonej reakcji. Nie da się uciec od tej zależności.

Można jedynie nauczyć się, jak wykorzystać ją w dobry sposób, by wydobywać to, co najlepsze z samego siebie i drugiej osoby, zamiast tego, co najgorsze.

Zilustruję to prawo “zapalników i reakcji” przykładem, który znalazłam w książce “10 sposobów, które pomogą naprawić nasze małżeństwo” autorstwa Gottmanów i J. DeClaire. Jest to zapis prawdziwej rozmowy, która odbyła się między małżonkami, którzy byli obserwowani przez zespół badawczy Gottmanów.

 

– Chciałabym pogadać o tym, jak mógłbyś uczestniczyć w życiu rodziny, nawet kiedy twoja praca robi się stresująca.

– Ale kiedy mam nawał pracy, nie jestem w stanie myśleć o niczym innym.

– A rodzina ma wtedy siedzieć cicho.

– Nie.

– Musieliśmy po prostu miesiącami radzić sobie bez ciebie!

– Przesadzasz.

– Dlatego, że co prawda byłeś obecny ciałem, ale nie duchem. I to przez dłuższy czas.

– Nie twierdzę, że nie masz rację. Ale mam wrażenie, że nie szanujesz mojej pracy. Nie cenisz tego, że tyle haruję. Wszyscy czegoś ode mnie chcą i ty też.

– To chyba naturalne, że mam wobec ciebie jakieś wymagania! Jesteś moim mężem! Powinieneś być moim przyjacielem i mnie wspierać.

– Chcesz, żebym cię wspierał, ale sama tego nie robisz. Ciągle tylko wysuwasz pod moim adresem kolejne żądania.

 

Każda kolejna odpowiedź zarówno męża, jak i żony była reakcją na to, jaki zapalnik pojawił się po drugiej stronie. Bez konkretnych umiejętności budowania relacji wpadamy w bardzo przewidywalną dynamikę rozmowy – krytyka ze strony żony/męża wydobywa reakcję obronną lub atak. Tylko osoba, która nabędzie odpowiednie umiejętności jest w stanie zareagować w takiej sytuacji inaczej.

 

Jaka jest różnica między obwinianiem, a dostrzeganiem swojej roli w dynamice, która się dzieje?

Zachowanie drugiej osoby nie jest Twoją winą – jednocześnie zawsze jesteś elementem dynamiki, która odbywa się między Wami. Jesteś jej uczestnikiem i odgrywasz w niej określoną rolę.

Można powiedzieć, że każdy mężczyzna ma w sobie zarówno zalążek księcia, jak i żaby. Konkretne zachowanie, z którym do niego wychodzisz, albo go wzmacnia i inspiruje, by dał Ci to, co w nim najlepsze, albo go oddala i wydobywa z niego to, co nieprzyjemne. Czasem w relacji małżeńskiej zachowujemy się jak osoba, która kopie psa, a później zastanawia się, dlaczego ten pies ją ugryzł. Działa to w dwie strony – zarówno kobiety tak robią, jak i mężczyźni. 

To mocne słowa, ale sama doświadczyłam tego, jak łatwo wejść w taki schemat działania – kiedy nie miałam odpowiedniej wiedzy i umiejętności, wielokrotnie postępowałam wobec mojego męża w ten sposób. Najpierw mówiłam coś, co było dla niego jak cios nożem prosto w serce (wyobraź sobie, że w pierwszym roku małżeństwa powiedziałam coś w stylu: „Dla mnie seks w małżeństwie mógłby w ogóle nie istnieć” – konsekwencje tych słów ciągnęły się za nami przez kilka lat), a później dziwiłam się i denerwowałam, czemu on się wycofuje z rozmowy ze mną i spędza ze mną coraz mniej czasu. Mówiłam o nim źle wobec naszych przyjaciół, narzekałam nieomal na każdą sprawę, której w moich oczach nie wykonał „na 100%”, nie mówiłam jasno o moich potrzebach, a później miałam pretensje, że nie robi tego, co bym chciała…

Oczywiście, tak, jak kobieta może wydobywać z mężczyzny to, co najlepsze lub to, co najgorsze, tak samo on może wpływać na nią. Ponieważ jednak Ty tutaj jesteś, dlatego zwracam się do Ciebie i chętnie pomogę Ci uczyć się, jak przestać być Farmerką, która hoduje żaby. Mężczyzna również mógłby wykonać tę pracę, nikt nie sugeruje, że jest ona wyłącznie dla kobiet (w jego wypadku część tej pracy wyglądałaby inaczej, niż Twoja, ale każda osoba może odwrócić dynamikę relacji).

Chciałabyś być tą osobą, która uczy się nowych umiejętności? 

Nie, nie będę Cię obwiniać i biczować. Nie musisz przystawać na to, że mąż obwiania Cię o wszystko. Nie musisz sama siebie obwiniać.

Nie będę Cię zmieniać pod dyktando kogoś innego, byś przypodobała się mężczyznom. Wprost przeciwnie – pokażę Ci, jak stając się bardziej sobą, uzyskasz zupełnie nowe rezultaty. Honorując, doceniając i troszcząc się o samą siebie. Ucząc się, czego potrzebujesz, by czuć się dobrze w swojej własnej skórze. Oddzielając, co jest , a co nie jest Twoją odpowiedzialnością, a za co dotąd obwiniałaś siebie. Będziesz w końcu mogła przestać to robić. 

To właśnie znaczy być Królową, która może pomóc “narodzić się” księciu.

 

Co w takim razie zrobić?

Jeśli więc chciałabyś razem ze mną ćwiczyć nowe umiejętności, dołącz do wyzwania „Królowa czy Farmerka? Jak wydobywać to, co najlepsze z samej siebie i ludzi wokół?” Możesz rozpocząć w dowolnej chwili. Kliknij na poniższe zdjęcie, aby poznać szczegóły.