Czy dalekie, samotne wyjazdy niszczą więź małżeńską?

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Czy dalekie, samotne wyjazdy niszczą więź małżeńską?
Loading
/

Z różnych powodów czasem wyjeżdżam sama na kilka dni (mój mąż niekiedy również). Jesteśmy aktualnie na takim etapie życia, że zdecydowaliśmy, że przy takich wyjazdach, jeśli nie możemy zabrać dzieci ze sobą, jedno z nas zostaje z nimi w domu.

Jak takie wyjazdy wpływają na nasze małżeństwo? Czy oddalają nas od siebie? A może wprost przeciwnie?

Co robię, aby mieć pewność, że pozostaniemy blisko, nawet, jeśli dzieli nas kilka tysięcy kilometrów i siedem godzin różnicy czasowej?

A jeśli chcesz budować szczęśliwą i bliską relację małżeńską, dołącz do wyzwania Małżeński Starter: http://www.domowezawirowania.pl/malzenski-starter/

Jak zachować równowagę w życiu?

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Jak zachować równowagę w życiu?
Loading
/

Tematyka dbania o swoje potrzeby staje się coraz bardziej popularna. Ja mam wrażenie, że słyszę o tym nieomal wszędzie…

I ja sama też często o tym mówię.

Natomiast warto też znać pewne zasady, którymi warto się kierować w tym temacie. Co robić, aby rzeczywiście nauczyć się dbać o swoje potrzeby? Jak to robić “mądrze”, aby płynęło z tego dobro, a nie wyłącznie dobre samopoczucie, które nic nie zmienia?

Posłuchaj dzisiejszego odcinka!

A jeśli chcesz lepiej zadbać o swoje potrzeby, dołącz do wyzwania “Królowa czy Farmerka”. Informacje znajdziesz tutaj:  www.domowezawirowania.pl/krolowa-czy-farmerka

Dlaczego czasem reaguję złością na płacz swojego dziecka?

denerwuje mnie płacz dziecka

W artykule: Denerwuje Cię płacz Twojego dziecka? Ja też kiedyś to przeżywałam. Aż do chwili, kiedy odkryłam, o co w tym tak naprawdę chodzi i co z tym zrobić.

Chcę się podzielić z Tobą czymś, co odkryłam u siebie jakiś czas temu — a co mnie zdziwiło: dlaczego czasem reaguję złością na płacz któregoś z naszych dzieci.

 

 

To przez nich się złoszczę!

Kiedyś sądziłam, że to jest naturalne i nic nie da się z tym zrobić. Skoro dziecko krzyczy i płacze, a ja chcę w danej chwili spokoju, to mam prawo do złości i to oczywiste, że ją przeżywam. 

W moich myślach nacisk położony był na to, że złość płynie z zewnętrznych okoliczności życia, w jakich się znajduję. Przykładowo: chciałam poczytać książkę, a nagle ktoś zaczyna krzyczeć i płakać, dlatego czuję złość, nie mogąc zrobić tego, co chciałam. Albo denerwuję się, bo kolejny raz synowie się pokłócili i któryś z nich płacze, a ja przecież tyle razy już im mówiłam, że tak się zwykle kończą ich zaczepki.

Myślałam: Gdyby oni zachowywali się inaczej, ja mogłabym pozostać spokojna! 

Przyczyn mojej złości upatrywałam w zewnętrznym świecie. W tym wypadku było to konkretne zachowanie dziecka i to, jakie okoliczności życia mi „zgotowało” swoim działaniem.

denerwuje mnie płacz dziecka

Oczywiście – ja “mam prawo” do swojej złości!

Każda emocja jest ok i nie ma sensu jej wartościować, bo w ten sposób robimy krzywdę sami sobie. To nie sama złość stanowi jakikolwiek problem – ona jest naturalnym, ważnym i potrzebnym elementem naszego życia! Warto tylko pamiętać, że moje emocje tworzą się we mnie (a Twoje tworzą się w Tobie). Obwinianie świata i ludzi wokół nas za ich pojawienie się, nie jest prawdą o tym, co się dzieje. Ponadto – upatrywanie ich przyczyn wyłącznie w świecie zewnętrznym sprawia, że nic nie mogę z tym zrobić. Skoro denerwuje mnie płacz dziecka to tak po prostu jest i dopóki ono nie przestanie płakać, ja nic nie jestem w stanie z tym zrobić.

W pewnym momencie jednak doznałam olśnienia, o co tak naprawdę mi samej chodzi.

 

Co chcę dać moim dzieciom? 

Zaczęłam się zastanawiać – skoro dziecko płacze, ponieważ się przewróciło i coś je boli, dlaczego ja czuję irytację? Dlaczego nie mam wtedy ochoty go przytulać i pocieszać? Wprost przeciwnie – zaczynają pojawiać się u mnie myśli: 

denerwuje mnie płacz mojego dziecka

Myślałam: Nie będę ich teraz pocieszać, nie będę za nimi chodzić, nie będę ich przytulać. Sami wiedzieli, czego mogą się spodziewać. 

Tego typu myśli chodziły mi po głowie i towarzyszył im żal, niechęć, irytacja i złość. Sama byłam zdziwiona tym, jak się czuję i co się we mnie dzieje! Nie za bardzo mi się to wszystko podobało i długo zastanawiałam się, co z tym zrobić.

W pewnym momencie pojawiło się w mojej głowie pytanie: Kiedy jedno z naszych dzieci płacze, jaka jest moja pierwsza rola jako rodzica? Czy to jest moment na wychowywanie? Czy to jest moment na pokazanie, że to ja mam rację? Czy chcę wtedy im udowadniać, że warto było mnie słuchać? Czy chcę chodzić naburmuszona, kiedy jego coś boli?

Czy to jest rzeczywiście rola, którą chcę przyjąć w chwili, kiedy ono cierpi? 

 

Nie. 

Kiedy któreś z naszych dzieci płacze, chcę być towarzyszem, dać mu wsparcie, bezpieczne środowisko do tego, żeby się wypłakało, odzyskało siły, spokój i zasoby do poradzenia sobie z daną sytuacją. Dopiero później jest czas na szukanie rozwiązań i wyciąganie wniosków z tego, co się stało.

Tego tak naprawdę pragnę.

To był pierwszy krok: uświadomienie sobie, czego chcę w takich sytuacjach i jasne nazwanie tego. Później poszłam o krok dalej. 

 

Denerwuje mnie płacz dziecka – dlaczego?

Skoro tego chcę, to dlaczego robię inaczej? Dlaczego towarzyszą mi zupełnie inne myśli, kiedy ma miejsce taka sytuacja? Dlaczego wtedy pojawia się niechęć do towarzyszenia, dawania wsparcia, a nie to, czego pragnę, kiedy jestem spokojna? Dlaczego wtedy nie ma we mnie gotowości do tego, aby być przy nim? 

Skąd to się bierze? 

Wtedy doznałam olśnienia. Zaczęłam mówić sama do siebie: Wiesz, o co w tym chodzi, Agnieszko? O to, że ty tę całą sytuację rozpatrujesz jako atak na ciebie. Widzisz to przez pryzmat samej siebie, a nie tego, co w tym momencie dzieje się z twoim dzieckiem! 

Moment, w którym dziecko się przewróciło i płacze lub kiedy jeden z naszych synów popchnął drugiego, lub kiedy zabawa skończyła się w nieprzyjemny sposób, postrzegałam przez pryzmat samej siebie i tego, co ta sytuacja znaczy dla mnie, a nie dla nich. 

 

Myślałam:

Przecież ich ostrzegałam, że tak to się skończy. Trzeba było mnie posłuchać. 

Tłumaczyłam im to już tyle razy.

Wkurza mnie to, że ciągle ktoś płacze. 

Przeszkadza mi to. 

Zabiera mi to czas, który miałam przeznaczyć na coś innego. 

 

Mnie, mi, ja: wszystko, co myślałam, dotyczyło mojej osoby. Wszystkie interpretacje, które wtedy pojawiały się w mojej głowie dotyczyły mnie.

 

Nie tego, że dziecko w tym momencie cierpi, że je boli i że mnie potrzebuje. 

Kiedy patrzymy na jakieś wydarzenie, w naszym umyśle natychmiast następuje interpretacja tego, co się dzieje. Nasz mózg musi nadać znaczenie danej sytuacji, odpowiadając na pytanie: co tutaj się aktualnie dzieje? O co tutaj chodzi?

Ponieważ mózg jest egocentryczny, w naturalny sposób nadaje interpretacje przez pryzmat nas samych. Stąd zwykle pierwsze pytanie, na które odpowiada brzmi:

Co to wydarzenie znaczy dla mnie i co mam z tym zrobić?

 

Co to znaczy dla mnie, a co dla dziecka?

Moje interpretacje płaczu dziecka nie dotyczyły tego, co dzieje się z nim, ale tego, jak mnie to dotyka, jak mi przeszkadza, wkurza i zabiera czas. Czasem dochodziła jeszcze do tego myśl, że miałam rację i że “dobrze mu tak” – niech się przekona, że tego typu zabawy kończą się tak, jak mówiłam. 

Oczywiście nieco wyolbrzymiam to, co się we mnie działo, aby pokazać Ci, jak absurdalne jest to, żeby rozpatrywać cierpienie i ból dziecka przez swój pryzmat. 

Jest to z jednej strony naturalny dla człowieka sposób funkcjonowania, ale z drugiej – nie służy on naszym relacjom. Nie służy też wychowywaniu dzieci tak, jak byśmy tego chcieli. Dlatego to ważne, aby ćwiczyć u siebie umiejętność wychodzenia z pierwszej narzucającej się nam interpretacji.

 

Taki sposób interpretowania ma rację bytu wtedy, kiedy zagrożone jest nasze bezpieczeństwo. Wtedy musimy ocenić, jaka jest skala zagrożenia i jak powinniśmy na nie zareagować. Jednak większość sytuacji z naszego rodzicielskiego życia to nie są sytuacje alarmowe.

Dopóki żyję w świecie wyłącznie takich interpretacji, nigdy nie będę w stanie dać wsparcia drugiej osobie. To dotyczy zarówno dzieci, jak i wszystkich pozostałych ludzi wokół mnie. Jeśli zachowaniu drugiej osoby nadaję znaczenie przez pryzmat tego, co mi to robi i jak mnie dotyka, nie będę w stanie jej towarzyszyć. Nie będę mogła jej pomóc ani ją wesprzeć. 

Bo to tego konieczna jest ciekawość drugiego człowieka i tego, co się dzieje u niego. A nie ma na nią miejsca, kiedy kręcimy się wokół siebie.

Chcę, aby w moich działaniach wobec dzieci chodziło o nie, a nie o mnie. Chcę je wspierać, towarzyszyć im, uczyć tego, co mogę je nauczyć i tego, co jest im potrzebne. One nie są odpowiedzialne za moje potrzeby czy moje samopoczucie. Jeśli będę od nich oczekiwać, by sprawiały, że czuję się dobrze, nigdy nie będę gotowa, by im naprawdę służyć. A to jest mój cel na bycie rodzicem, bycie mamą.

dlaczego złości mnie płacz dziecka

 

Co więc warto z tym zrobić?

  1. Ucz się dbać o swoje potrzeby.

Dlatego tak ważne jest uczenie się dbania o moje potrzeby w inny sposób niż “wykorzystując” do tego moje dzieci. Służenie i pomaganie im opiera się na tym, jak się czuję i na ile “pełna” ja sama jestem. Nie jest to więc “nalewanie z pustego dzbana”, ale dbanie o to, by on był pełny, aby następnie przekazać to, co w nim jest, moim dzieciom.

2. Ćwicz tworzenie nowych interpretacji.

Zacznij zadawać sobie pytanie: Co takiego to wydarzenie znaczy dla niego, dla mojego dziecka, a nie dla mnie? Co się wydarzyło w jego świecie? Jak on rozumie i przeżywa to, co się stało?

Dzięki temu coraz częściej będziesz postrzegać jego płacz przez pryzmat tego, co się dzieje w życiu malucha, a nie co ten płacz znaczy dla Ciebie.

Te dwa kroki zmieniły zupełnie moje funkcjonowanie w tym temacie. Dziś w większości sytuacji, kiedy stykam się z płaczem moich dzieci, jestem w stanie zachować spokój i naprawdę je wspierać.

 

Powyższe wyjaśnienie jest tylko jedną z możliwych odpowiedzi na pytanie: Dlaczego denerwuje mnie płacz dziecka? Jeśli często doświadczasz obniżonego nastroju, smutku, przygnębienia, irytacji na to, co i jak robi dziecko – warto skorzystać z pomocy specjalistów (terapeuty lub psychologa), aby dać samemu sobie wsparcie, którego potrzebujesz.

Dlaczego lubię popełniać błędy?

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Dlaczego lubię popełniać błędy?
Loading
/

Popełnianie błędów bywa bolesne…

Zwykle wiążą się z tym jakieś konsekwencje, które musimy ponieść. Czasem to konsekwencje finansowe, czasem zdrowotne, a czasem związane z tym, jak patrzą na nas inni ludzie.

Większość ludzi marzy o tym, aby nigdy błędów nie popełniać. Czasem nawet unikają działania, bo boją się, co się stanie, kiedy zrobią coś “nie tak”.

A ja lubię popełniać błędy. I dziś Ci opowiem o tym, dlaczego.

A jeśli chcesz uczyć się większej wyrozumiałości wobec siebie, dołącz do wyzwania “Królowa czy Farmerka”. Informacje znajdziesz tutaj:  www.domowezawirowania.pl/krolowa-czy-farmerka


Dlaczego nie kupuję książek?

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Dlaczego nie kupuję książek?
Loading
/

Kupowanie dużej ilości książek w niektórych środowiskach stało się powodem do żartów: “Jeszcze nie przejrzałam poprzednio kupionych, a już kurier z następnymi stoi pod drzwiami…”

Cóż, ja też kiedyś tak funkcjonowałam.

Jednak coś się w tym temacie zmieniło. Dzisiaj ilość książek, które kupuję, ograniczam do minimum. Maksymalnego minimum 😉

Dlaczego? Co mi to daje? Co się we mnie zmieniło, że zmieniłam swoje podejście do kupowania książek?

Posłuchaj dzisiejszego odcinka podkastu!

A jeśli chcesz więcej narzędzi do pracy nad sobą, dołącz do wyzwania “Zatrute Myśli”: http://www.domowezawirowania.pl/wyzwanie-zatrute-mysli/


Czy rozmowa jest wystarczającym sposobem uczenia dziecka właściwego zachowania?

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Czy rozmowa jest wystarczającym sposobem uczenia dziecka właściwego zachowania?
Loading
/

“Z dziećmi trzeba rozmawiać i tłumaczyć im, dlaczego coś robimy lub nie robimy…”

Ile razy słyszałeś wokół siebie tego typu stwierdzenia?

Oczywiście, z dziećmi trzeba rozmawiać.

Czy jednak sama rozmowa wystarczy, aby nauczyć je radzić sobie z emocjami, kontrolować impulsy, dostrzegać i rozumieć innych ludzi lub odróżniać dobro od zła?

Posłuchaj dzisiejszego odcinka!

A jeśli chcesz poznać proces wspierania dzieci w rozwoju krok po kroku, dołącz do kursu Rodzicielstwo Pełne Spokoju: www.domowezawirowania.pl/rps


Wyrzuty sumienia matki – czy da się ich pozbyć?

wyrzuty sumienia matki

W artykule: Wyrzuty sumienia matki towarzyszą wielu kobietom każdego dnia. Ty również borykasz się z nimi w swoim rodzicielstwie? Od czego zacząć pozbywanie się ich?

W styczniu 2020 r. wyjechałam do USA na dwanaście dni. Sama. W domu został mój mąż (który miał w tym czasie przerwę w pracy) oraz trójka dzieci – 6,5 lat, 4,5 lat i 2,5 roku. Poleciałam na konferencję dotyczącą marketingu, dołączając do tego kilka dni w Nowym Jorku na odpoczynek i zwiedzanie.

Pamiętam taki dzień kilka lat temu, kiedy wychodziłam z domu na spotkanie z przyjaciółką, żegnana płaczem dzieci. Zamknęłam za sobą drzwi, a po moich policzkach popłynęły łzy. Zamknęłam oczy, oparłam się plecami o drzwi i zastanawiałam się, czy w ogóle gdziekolwiek iść.

Czy mogę?

Czy powinnam? Kiedy one tak płaczą za mną?

Jak mam się w ogóle cieszyć tym wyjściem, kiedy moje serce jest rozdarte ich smutkiem?

Między jednym a drugim wydarzeniem minęły mniej więcej 3 lata. Jak to się stało, że zmieniło się tak wiele? Czy nadal doświadczam matczynych wyrzutów sumienia? Jeśli tak, jak sobie z nimi radzę? I co to ma wspólnego z Tobą?

matczyne wyrzuty sumienia

Wyrzuty sumienia matki – kiedy Ci towarzyszą?

Niedawno zadałam pytanie kobietom z mojej społeczności na Facebooku, jakiego rodzaju wyrzutów sumienia w roli matki doświadczają. Odpowiedzi były porażające. Wymieniły one kilkadziesiąt różnych sytuacji, opowiadając kiedy i dlaczego przeżywają wyrzuty sumienia. Podaję tylko kilka przykładów:

– kiedy idę do pracy – czuję wyrzuty sumienia, bo nie jestem w domu,

– kiedy jestem w domu – bo nie chodzę do pracy i przez to mamy kłopoty finansowe,

– kiedy nie wiem, jak znaleźć czas dla każdego z dzieci osobno,

– kiedy poświęcam czas na swoje sprawy – bo mam mniej czasu dla rodziny,

– kiedy jest bałagan w domu – bo co ze mnie za matka, która nie umie utrzymać porządku,

– kiedy dziecko idzie do żłobka, a mnie nie stać na indywidualną opiekę dla niego,

– kiedy myślę o samodzielnym wyjeździe, a przecież nawet nie zarabiam pieniędzy, opiekując się dziećmi w domu…

 

To jak życie w bezustannych wyrzutach sumienia matki! Cokolwiek zrobisz, jakąkolwiek decyzję podejmiesz, gdziekolwiek się ruszysz – i tak czujesz, że zrobiłaś coś niewłaściwie.

Czytając te odpowiedzi poczułam ból w sercu. Tyle wspaniałych kobiet żyje tak, jakby coś wciąż trzymało je w garści i nie pozwalało żyć pełnią życia! Jak ptak na uwięzi…

Mam jednak dobrą wiadomość: wcale tak nie musi być. Jest droga wyjścia z tej sytuacji. Nie jest ona wcale łatwa w wykonaniu, będzie wymagała nieco pracy, ale jest realna i możliwa. Pokażę Ci pierwszy krok w stronę większej wolności.

 

Co to są wyrzuty sumienia?

Używam określenia „wyrzuty sumienia”, ale co ono konkretnie oznacza?

Każdy człowiek ma zapewne swoją własną definicję, dlatego musimy ustalić jakiś wspólny grunt. Żebyś mogła rozwiązać jakiś problem, najpierw musisz go dobrze zdefiniować i nazwać.

Słownik języka polskiego definiuje „wyrzuty sumienia” jako:

„Niepokój wynikający z poczucia, że zrobiło się coś złego”.

 

Gdyby większość z nas rozumiała je właśnie w taki sposób, mielibyśmy mniejszy problem. Szkopuł tkwi w tym, że dla wielu osób w jedno zlały się dwa doświadczenia, które w języku angielskim opisywane są jako odrębne słowa: „guilt” (poczucie winy”) i „shame” (wstyd).

Mieszankę tych dwóch określamy zwykle jako „wyrzuty sumienia”.

 

Klucz do zmiany – poczucie winy a wstyd

„Guilt” (poczucie winy) to uczucie, które pojawia się po zrobieniu czegoś, o czym wiem, że jest niewłaściwe. Kiedy przekraczam jakiś ważny dla mnie standard, robię coś, czego sama nie chcę lub co uznaję za złe (np. „Żałuję, że wczoraj powiedziałam tamte słowa do syna… Skrytykowałam go”. Objawia się w napięciu mięśni, bólu brzucha, zakłóceniu snu.

„Shame” (wstyd) to poczucie, że ze mną jako człowiekiem jest „coś nie tak” (np. „Jak mogłam w taki sposób do niego się odezwać? Jestem beznadziejna”). Odczuwamy je jako poczucie ciężkości, skurcz w żołądku, samooskarżające się myśli.

Żeby nie pozostawiać żadnych wątpliwości – w języku polskim słowo „wstyd” pojawia się w filozofii personalistycznej w zupełnie innym rozumieniu – jako coś, co chroni ludzką godność i wiąże się z przekonaniem o własnej wartości. Na potrzeby naszej pracy posługuję się jednak określeniem wstydu jako poczucia, że to ze mną jako człowiekiem jest „coś nie w porządku”.wyrzuty sumienia u matki

 

Hola, hola, po co te całe rozważania językowe?! Jaki to ma związek z Twoimi codziennymi wyrzutami sumienia matki?!

 

Co teraz z tym zrobić?

Ma, i to ogromny. Tak, jak wspomniałam powyżej – gdybyśmy doświadczali wyłącznie poczucia winy (a nie wstydu), znacznie łatwiej byłoby sobie z tym poradzić. Wystarczyłoby podjąć działanie w celu naprawienia tego, co „zepsułaś” i byłoby po sprawie. Kiedy jednak na scenę wkracza „wstyd” i poczucie, że jestem złą matką, złym człowiekiem i coś na pewno jest ze mną „nie tak”, sprawy zaczynają się komplikować.

Tak rozumiany wstyd nie jest nam do niczego potrzebny i możemy dążyć do całkowitego wyeliminowania go ze swojego życia. Oczywiście nie jest to wcale łatwe, ale jest możliwe.

 

Jeśli natomiast chodzi o poczucie winy, jest ono czymś dobrym, zdrowym, ważnym i naturalnym. Praca, którą w tym obszarze warto wykonać polega na tym, aby:

  1. jasno określić ważne dla siebie wartości,
  2. stopniowo uwalniać się od oczekiwań innych ludzi, by nie kierować się tym, co mówią i myślą inni, ale tym, czym Ty chcesz się kierować,
  3. precyzować, jak chcesz, żeby wyglądało Twoje życie,
  4. zdobyć wiedzę, która pozwala stwierdzić, co trzeba zrobić, aby ten cel osiągnąć.

Jakkolwiek poczucie winy jest czymś potrzebnym, wiele osób doświadcza go nie dlatego, że coś jest naprawdę szkodliwe, ale dlatego, że boją się tego, co mówią lub myślą inni.  Jak więc widzisz, w tym obszarze pracy jest też co niemiara…

 

Kiedy już wiesz, z czym się mierzymy, możesz dobrać najbardziej skuteczne metody działania.

Tym właśnie zajmuję się w kursach i wyzwaniach, które prowadzę. Jeśli chcesz do mnie dołączyć, aby doświadczyć większego spokoju i radości i poradzić sobie ze swoimi wyrzutami sumienia matki, wszystkie moje kursy znajdziesz TUTAJ.

Z radością będę Cię wspierać na tej drodze!

Dlaczego czasem warto przesadzić w dbaniu o siebie?

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Dlaczego czasem warto przesadzić w dbaniu o siebie?
Loading
/

Czy dbanie o siebie może stać się egoistyczne?

W moim odczuciu tak.

Natomiast są pewne sytuacje, kiedy warto PRZESADZIĆ w dbaniu o siebie i nawet wyjść poza ramy swoich potrzeb. Sprawdź, czy Ciebie również dotyczy konieczność zrobienia dla siebie ZA DUŻO.

A później dołącz do mojego wyzwania Królowa czy Farmerka, które pozwoli Ci w mądry sposób zadbać o siebie, by w końcu poczuć się dobrze w swojej własnej skórze: www.domowezawirowania.pl/krolowa-czy-farmerka


Magiczna różdżka w wychowaniu dzieci

Domowe zawirowania
Domowe zawirowania
Magiczna różdżka w wychowaniu dzieci
Loading
/

Jest coś, co jeszcze nigdy mnie nie zawiodło w wychowaniu dzieci…

Działanie, o którym łatwo zapomnieć, kiedy górę biorą silne emocje. Działanie, które jest pierwszym krokiem do poradzenia sobie z każdą trudną sytuacją, w której główną rolę grają dzieci.

Co to takiego? Posłuchaj i sprawdź!

A później pobierz bezpłatnie mój mini-ebook “Jak przestać krzyczeć na dzieci?” tutaj: www.domowezawirowania.pl/jak-przestac-krzyczec


Jak mówić o swoich emocjach, aby zostać usłyszanym?

jak mówić o emocjach?

W artykule: Nie wiesz, jak mówić o emocjach? Spotykasz się ze ścianą z drugiej strony i nie masz pojęcia, co z tym zrobić? Przeczytaj artykuł.

Czy zdarzyło Ci się, że chciałeś powiedzieć komuś o tym, jak się czujesz, a zostało to odebrane jako atak na tę osobę? Albo zostało zignorowane? Albo ktoś próbował przekonać Cię, że nie, na pewno wcale tak się nie czujesz, jak to przedstawiasz?

Dlaczego tak jest? Skąd te trudności w porozumieniu? I jak to zmienić: jak mówić o swoich emocjach, aby zostać usłyszanym? 

 

Zanim przejdziemy do tematu, chcę zaznaczyć: wszystko, co piszę w moich artykułach dotyczy problemów w relacjach, a nie problemów z uzależnieniami, przemocą lub chorobami psychicznymi. Te trudności wymagają odrębnych rozwiązań. Pochodzą one z tych obszarów, nie z obszaru budowania relacji. Nie zapominaj o tym. Jeśli dotyczy Cię kwestia uzależnienia w rodzinie, przemocy lub chorób psychicznych, poszukaj wsparcia u specjalistów w tych tematach.

 

Punkt zapalny

Kilka miesięcy temu byliśmy na ślubie i weselu naszego przyjaciela. Mój mąż, Adrian był świadkiem i wspólnie zdecydowaliśmy, że weźmiemy również nasze dzieci. Szłam tam z entuzjazmem i nadzieją, że będzie nieco czasu, aby spędzić wspólnie, potańczyć z moim mężem i porozmawiać z nim. Wiedziałam, że będą z nami dzieci, więc pojawią się utrudnienia. Jednak na weselu miały być inne dzieci, więc liczyłam na to, że będą bawić się wspólnie.

Ponieważ mój mąż był świadkiem, siedzieliśmy przy stole pary młodej. Ułożenie sali spowodowało, że ten stół był oddalony od pozostałych. Od początku Adrian angażował się w różne obowiązki świadka, a ja stałam obok. I z każdą chwilą czułam się coraz gorzej. 

 

jak mówić o emocjach?

Czułam się strasznie samotna…

Towarzyszyło mi narastające napięcie w ciele i wielka gula w gardle. Miałam trudności ze spojrzeniem mojemu mężowi w oczy, czując, że w każdej chwili mogą polecieć z nich łzy. Czułam się coraz bardziej samotna. Większość naszych przyjaciół przyszła jednak bez dzieci. Ja z naszymi siedziałam przy stole daleko od nich. 

W głowie pojawiały mi się różne myśli: “Po co ja tu w ogóle jestem? Gdyby mnie nie było, wyszłoby na to samo, nikt by nawet nie odczuł różnicy… A Adrian? Dla innych ma czas i uwagę, a ja muszę się narzucać, żeby ze mną porozmawiał…” 

Fakty, były takie, że mój mąż zajmował się naszymi dziećmi, jeśli tylko tego potrzebowały. Prosił mnie do tańca, uśmiechał się, zagadywał. Kiedy nasza córka Karolina, była zmęczona, chciała być na rękach głównie u mnie. Jednak Adrian bardzo starał się ją przejąć, zagadać, wziąć na ręce. Czasami się to udawało, ale ostatecznie ja ją nosiłam i tańczyłam z nią na rękach, bo już nie chciała pójść do nikogo innego.

Pomimo tego czułam jakby ścianę pomiędzy mną a innymi ludźmi, szczególnie moim mężem. Doskwierał mi smutek, żal, poczucie samotności i bycia z dala od wszystkich. Z każdą chwilą się powiększał. 

 

Gdy ogarniają Cię nieprzyjemne emocje…

Wiedziałam, że nie jest to dobry czas na rozmowę z moim mężem. Podczas takich wydarzeń, kiedy jeszcze spoczywa na nim odpowiedzialność związana z byciem świadkiem, jest mu trudno oderwać myśli i uwagę od tego, co dzieje się w danym miejscu. Byłam też pewna, że w tym momencie ja nie jestem w stanie mu o tym powiedzieć w konstruktywny sposób, a on nie będzie w stanie usłyszeć mnie pomimo kiepskiej formy komunikatu.

Niegdyś w takiej sytuacji, próbowałabym już podczas wesela powiedzieć coś Adrianowi albo zaraz po jego zakończeniu stwierdziłabym, że źle się tam czułam, bo miałam wrażenie, że zwraca uwagę na wszystkich wokół, tylko nie na mnie. 

Jaki efekt miały jednak takie komunikaty? Po moich słowach mój mąż siedział i milczał. Ja z każdą chwilą czułam, że gula w gardle rośnie coraz bardziej. Po mojej głowie krążyły myśli: “Zrób coś w końcu, powiedz coś!”. Zwykle z płaczem wychodziłam z pokoju, rzucałam się na poduszkę i szlochałam. Miałam poczucie, że on mnie nie rozumie i nie kocha. 

Tak było kiedyś w naszym małżeństwie. Takie “rozmowy” kończyły się większym nieporozumieniem i potrzebowaliśmy sporo czasu, aby wrócić do siebie.

 

jak mówić o emocjach?

Dlaczego mąż Cię nie słucha, gdy mówisz o emocjach?

Jeśli jesteś kobietą i czytasz powyższe słowa, jakie myśli rodzą się w Twojej głowie? Może: “U nas jest tak samo, nic się nie da mu powiedzieć, wszystko traktuje jako atak albo milczy!” Jeśli utożsamiasz się z tymi sytuacjami, być może nie wiesz jak mówić o emocjach. Dlatego czytaj dalej, bo mam dla Ciebie zaskakujące wieści.

Dziś wiem, że to ja sama wydobywałam z niego właśnie taką reakcję.

Nie, nie dlatego, że jemu nie da się nic powiedzieć i nie chce wiedzieć, jak się czuję. Raczej dlatego, że mój sposób mówienia stawiał go na pozycji obronnej albo wywoływał poczucie porażki. Swoimi słowami pokazywałam mu, że mnie zawiódł – a to nie jest przyjemny stan dla żadnego mężczyzny.

 

Jak poradziłam sobie w opisanej wyżej sytuacji?

Zaopiekowałam się sama sobą na tyle, na ile potrafiłam. Zaczęłam stosować znane mi sposoby na wrócenie do równowagi, jednocześnie dążąc do wzięcia odpowiedzialności za to, co się we mnie dzieje:

  • Zastanawiałam się, za co mogę być w tej chwili wdzięczna – na przykład za sam fakt bycia w tym miejscu wspólnie z całą rodziną. 
  • Zatrzymywałam się na odczuciach w moim ciele, oddychając głęboko i pozwalając im, by przeminęły.
  • Zagadywałam naszych przyjaciół, skupiając uwagę na nich i ciesząc się wspólnym czasem.

Możesz wyobrazić sobie opisywane teraz działania jako małe dawki jedzenia, które regularnie spożywasz, aby utrzymać swoje ciało w dobrym stanie. Nawet, jeśli są bardzo małe, jesteś w stanie przetrwać, chociaż czasem wiąże się to z kiepskim samopoczuciem.

Te działania pomagały na jakiś czas, później znów wracały nieprzyjemne doznania i myśli. Ten wieczór spędziłam zmagając się sama ze sobą. Spokój przeplatał się z frustracją i zniechęceniem. Ostatecznie jednak widziałam go jako czas zwycięstwa. Miałam też pewność, że przyjdzie odpowiedni moment na wyciągnięcie wniosków z tego, co się wydarzyło i rozmowę z moim mężem.

 

Jak mówić o emocjach by zostać wysłuchaną?

Następnego dnia te wydarzenia wciąż do mnie wracały. Zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło. Skąd we mnie te doznania, myśli i emocje? Przeszłam przez proces, który opisałam w poprzednim rozdziale. Byłam gotowa na rozmowę.

Wieczorem powiedziałam mojemu mężowi:

Adrian, bardzo Cię kocham i cieszę się, że mogliśmy być razem na tym weselu.

Dziękuję, że zajmowałeś się dziećmi i tak bardzo starałeś się przejąć Karolinę, kiedy była zmęczona. Chcę, żebyś wiedział, że to dla mnie był trudny czas. Chcę się podzielić tym, co działo się u mnie, Ty nie zrobiłeś nic złego. Szłam na to wesele z oczekiwaniem, że będziemy mieć więcej czasu i uwagi dla siebie nawzajem. W sumie nawet Ci o tym jasno nie powiedziałam… A później się w tym pogubiłam: wiedziałam, że w każdej chwili dzieci mogą przyjść i było mi trudno szybko przechodzić od bycia z nimi do beztroskiego tańca z Tobą. Ty byłeś świadkiem, byliśmy daleko od reszty, inni byli bez dzieci i rozmawiali ze sobą i trudno było mi się w tym wszystkim odnaleźć.

W przyszłości bardzo by mi pomogło, gdybyś dał mi kilka minut pełnej uwagi, żebym poczuła, że jesteś tylko ze mną, że patrzysz tylko na mnie. Natomiast tak czy siak ja będę pracować nad tym, jak się czuję w podobnych sytuacjach”. 

 

To był komunikat, który mu przekazałam. Oczywiście nie brzmiał on dokładnie tak, jak teraz napisałam. Był przerywany słowami Adriana i na pewno niektóre odczucia ubrałam w inne stwierdzenia. Kiedy powiedziałam mu, co by mi pomogło, wspólnie zaczęliśmy się śmiać. Mój mąż powiedział, że przecież wiem, że to jest nierealne. On w takich sytuacjach jest jak pies, który nie wie, na czym skupić swoją uwagę i biega to tu to tam – to są jego własne słowa.  

Sens moich słów był następujący: ściana, którą czułam pomiędzy mną, a innymi, pochodziła ze mnie, a nie z tego, co robił on. On dawał mi uwagę, dobre słowa, obecność na miarę swoich aktualnych umiejętności (i wcale nie było tego mało). To ja byłam jakby za ścianą i jego działania do mnie nie docierały. 

 

Jak mówić o emocjach w sposób, który buduje Twoje małżeństwo?

W tego typu sytuacjach, kiedy nakłada się na siebie wiele różnych czynników (miejsce, duża ilość wrażeń, ludzie wokół nas), rzadko mówię mężowi o swoich emocjach na gorąco. Nie dlatego, że nie można tego robić od razu. Dlatego, że zwykle nie jestem w stanie tego zrobić w sposób, który nas do siebie zbliży.  W opisanej sytuacji potrzebowałam kilka godzin, żeby zrozumieć, co się we mnie dzieje i nie obwiniać Adriana o to, jak się czuję. 

Krótka rozmowa, którą odbyliśmy, sprawiła, że staliśmy się sobie bliżsi. On lepiej mnie zrozumiał i następnym razem będzie wiedział, co się u mnie dzieje. Ja sama lepiej rozumiem siebie i mogę spokojnie zastanowić się, czego potrzebuję, aby przeżywać takie sytuacje spokojniej. 

Nie sugeruję, że nie można mówić o emocjach od razu. Podam Ci teraz kilka wskazówek, czym warto się kierować. Dzięki temu sama zdecydujesz, kiedy wolisz to zrobić “na gorąco”, a kiedy odczekać nieco czasu. 

 

Kilka wskazówek jak mówić o emocjach

Zacytuję najpierw fragment z książki „The Ten-Second Miracle”, autorstwa Gaya Hendricksa. Jest on bardzo doświadczonym terapeutą, który już kilkadziesiąt lat pracuje w tym zawodzie i dzieli się swoim doświadczeniem w książkach i programach, które stworzył wspólnie z żoną.  

Jest tylko jeden sekret tego, by poczuć się równym z innymi ludźmi: zauważ wszystko, na co narzekasz, zarówno na głos, jak i cicho w swojej głowie i zadeklaruj pełną odpowiedzialność za obecność danej rzeczy w swoim życiu. Weź głęboki oddech i powiedz: “To ja spowodowałem pojawienie się tego.” Pójdź jeszcze dalej i zakończ bycie ofiarą, deklarując: “Mogę protestować, ile tylko chcę, ale to nie zmieni faktu, że zawsze jestem odpowiedzialny za to, w jakim kierunku podąża moje życie”.

 

Autor podkreśla, że to musi być 100% odpowiedzialności, nie 98% i nie 102%. W chwili, kiedy bierzemy więcej lub mniej, zaczynamy traktować siebie jako ofiarę albo zaczynamy być prześladowcą drugiego człowieka.

Kiedy bierzesz swoje 100% i jednocześnie zostawiasz przestrzeń dla drugiej osoby, żeby ona mogła wziąć jej 100%, wchodzisz w obszar swojej sprawczości. Wtedy możesz szukać rozwiązania dla nurtującego Cię problemu. 

Nie jesteś w stanie mądrze, szczerze i otwarcie mówić o swoich emocjach, jeżeli nie bierzesz 100% odpowiedzialności za to, co się dzieje w Tobie.

 

jak mówić o emocjach?

Co się dzieje, gdy bierzesz na siebie 100%?

W swojej książce Hendricks podkreśla, że wielu ludzi, kiedy słyszy coś takiego, odczuwa lęk. Co będzie, jeśli ja zacznę brać 100%, a inni nie? Autor odpowiada jednak, że jego kilkudziesięcioletnie doświadczenie pokazuje, że jest to jedyny sposób, żeby zainspirować innych, żeby również wzięli swoje 100%. Wiąże się z ryzykiem i rodzi obawy, ale tylko on ma szansę powodzenia. 

Nie obwinianie, wytykanie błędów, pokazywanie, co inni zrobili źle. One nie inspirują, mogą jedynie skłonić kogoś do chwilowego podporządkowania się.

Kiedy byliśmy na weselu to ja czułam smutek, żal i samotność. To było moje doświadczenie i to ja zrobiłam mnóstwo rzeczy, żeby się we mnie pojawiło. Oczywiście, że moje “wywoływanie” tego doświadczenia było nieświadome. Pochodziło z mechanizmów, których używam, żeby zaspokajać potrzeby czy wzorców skupiania uwagi. Mój mąż dawał to, co był w wtedy w stanie dać. Gdybym była gotowa, żeby to przyjąć, mogłabym poczuć miłość i bliskość z nim. 

 

„To ja tworzę wszystkie swoje emocje, czy jest to smutek, złość, strach czy radość.” 

To jeszcze jeden cytat z Hendricksa. Dlatego pierwszym krokiem w mówieniu komuś o swoich emocjach jest wzięcie 100% odpowiedzialności za to, co czujesz i czego doświadczasz.

 

Jak mówić o emocjach, by wziąć na siebie 100% odpowiedzialności?

Jest to jeden z powodów, dla których często mówię o swoich emocjach później, już po zakończeniu trudnej dla mnie sytuacji. Kiedy wiem, że nie umiałabym powiedzieć, co czuję, biorąc 100% odpowiedzialności za to, wolę nic nie powiedzieć. Zawsze jednak wykorzystuję ten czas na to, aby zaopiekować się sobą. Korzystam ze wsparcia innych osób. Reguluję swoje emocje. Przygotowuję się do rozmowy. 

Nie, nie zamiatam problemów pod dywan, nie ukrywam tego, co się we mnie dzieje i nie udaję, że wszystko jest ok. Raczej wykorzystuję moje umiejętności, aby naprawdę wyrazić siebie w sposób, który nas zbliży do siebie, zamiast nas oddalić. Nie myl jednego z drugim: powstrzymanie się od mówienia w niektórych sytuacjach nie oznacza udawania, rezygnowania czy podporządkowania się. To byłoby budowanie małżeństwa na rozbitym szkle, a do tego nigdy nie będę Cię zachęcać.

W opisanym wypadku to świadoma decyzja, by przygotować się do tego, co przede mną.

Później, kiedy wrócę do siebie i jestem gotowa wziąć odpowiedzialność, zaczynam mówić. Ale ten pierwszy krok jest fundamentem, na którym opiera się wszystko.

 

Powyższy artykuł to fragment e-booka „Jak sobie radzić, kiedy emocje przejmują kontrolę?”. Jeśli chcesz go przeczytać, aby poznać cały proces mówienia o swoich emocjach, wszystkie informacje znajdziesz tutaj (KLIKNIJ).