Dlaczego rozmowa nie jest najlepszym sposobem na kryzys małżeński?

jak pokonać kryzys małżeński

Co jest najlepszym rozwiązaniem na kryzys małżeński? Rozmowa! Czyż nie tak powtarza nam dzisiejszy świat, mądrzy ludzie dookoła nas, a nawet nasza własna, kobieca logika? Ostatnio dużo o tym myślę, czytam, rozmawiam z innymi i coraz bardziej przekonuję się, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. Rozmowa owszem, jest niezbędna, ale często wcale nie jest pierwszym sposobem, który trzeba zastosować. Ba, nie jest nawet drugim lub trzecim!

kryzys małżeński

Kilka dni temu rozmawiałam z moim mężem o jednej kobiecie, która przeżywa kryzys małżeński i potrzebuje pomocy. Poprosiłam Adriana o podpowiedź, co on by jej poradził. To on lepiej wie, co gra w męskiej duszy, więc może jego spojrzenie będzie bardziej przydatne niż moje. Dialog, który rozegrał się pomiędzy nami, sprawił, że szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.

– Wszyscy naokoło mówią im, że powinni o tym rozmawiać. Ale ona stwierdziła, że jej mąż już nie chce rozmawiać, że zachowuje się jak zraniony niedźwiedź, który atakuje, żeby uniknąć dalszego bólu! – powiedziałam do Adriana.

– Aga, ale żeby rozmawiać, to najpierw trzeba tę relację jakoś uzdrowić. Pojemność serca ma swoje granice. I nie można cały czas słuchać o tym, co boli drugą osobę i w kółko mówić, o tym, co trudne!

– Ale jak to: naprawić?! No przecież naprawia się przez rozmowę! Przecież tak tworzy się bliskość, to z rozmowy wiem, co Tobie przeszkadza i ty wiesz, co mi…

– Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać. Żeby było jakoś tak przyjemniej między nami…

Ten dialog ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że to NIE ROZMOWA jest pierwszym sposobem na kryzys małżeński. Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać… Trzeba chociaż trochę odbudować zaufanie, pokazać drugiej osobie, że zrobisz wszystko, aby przez sposób prowadzenia rozmowy już więcej jej nie ranić. Trzeba wzmocnić swoje umiejętności komunikacyjne, aby być zdolnym do szczerego, ale również budującego dialogu, a nie takiego, który współmałżonka rani i zamyka na to, co chcesz powiedzieć. Trzeba popracować nad sobą i pokazać swoim zachowaniem, że dokonuje się rzeczywistych zmian w swoim życiu. W ten sposób można zachęcić małżonka do otwarcia się na nowo, aby zechciał znów porozmawiać o tym, co boli.

Jako ciekawostkę dodam, że nasz dialog z Adrianem odbył się po radosnym, satysfakcjonującym współżyciu seksualnym. Tak, w ten sposób też możemy sprawić, że w ogóle chce się rozmawiać (szczególnie mężczyźnie).

 

Jeśli chcesz:
  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Kobieta a mężczyzna w czasie kryzysu małżeńskiego

To nie przypadek, że większość kobiet podaje rozmowę jako najlepszy sposób na kryzys. Dla kobiety rozmowa to sposób na nieomal wszystko! Potrzebujemy jej jak tlenu. Dzięki niej czujemy bliskość emocjonalną z innymi ludźmi. Poprzez nią radzimy sobie z uczuciami i problemami. Poznajemy w ten sposób innych ludzi. Odpoczywamy.

Pewnego dnia przeżyłam ogromne zdziwienie, kiedy przeczytałam, że mężczyzna po współżyciu seksualnym, odczuwa podobny rodzaj bliskości emocjonalnej z kobietą, jak ona po odbyciu z nim głębokiej rozmowy. Naprawdę?! To my nie czujemy tego tak samo?! Dla mnie współżycie jest raczej efektem bliskości, a dla niego sposobem na jej budowanie?! Wow!

Rozmawiałam później o tym z mężem i obserwowałam jego zachowanie. Odkryłam, że to w 100% prawda! Oczywiście, że mężczyzna potrzebuje również rozmawiać. Jednak nie jest to dla niego jedyny i wystarczający środek do bliskości, tworzenia więzi i zaufania. Dla niego ważna jest też fizyczna obecność: towarzyszenie sobie nawzajem w różnych wydarzeniach. I czasem potrzebuje NAJPIERW doświadczyć bliskości poprzez seks, by później być gotowym do ważnego i trudnego dialogu.

Te informacje zmieniły moje podejście do wielu spraw.

I mogą spowodować małe trzęsienie ziemi w Twoim spojrzeniu na kryzysy małżeńskie.

Różnimy się między sobą. Dla kobiety rozmowa zwykle pozwala rozładować napięcie, wyrzucić z siebie wiele spraw, przez co czuje się lepiej. Dla mężczyzny – wprost przeciwnie! Jego mózg funkcjonuje w taki sposób, że roztrząsanie problemów poprzez dialog powoduje raczej wzrost napięcia i stresu. Jest to dla niego prawdziwy trud i wysiłek.

Nie możesz lekceważyć tych różnic. Jeśli będziesz naciskać na swojego męża, aby z Tobą rozmawiał w trudnych sytuacjach, on może wycofywać się coraz bardziej. Jeśli przyjmiesz za pewnik, że on czuje się po konwersacji z Tobą tak samo jak Ty, możesz zrobić krzywdę sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. Nie tędy droga.

Ważne dopowiedzenie: oczywiście kobiety również różnią się między sobą, podobnie jak mężczyźni. Jedne znacznie mocniej odczuwają potrzebę rozmowy, inne słabiej, jeszcze inne mogą nieomal w ogóle nie dążyć do dialogu. Nie zmienia to jednak faktu, że współczesna nauka jasno pokazuje, że płeć damska i męska pod tym względem funkcjonują inaczej. Jest to związane z nieco odmienną budową mózgu czy gospodarką hormonalną.

Wiem, że żyjemy w czasach, w których najlepiej byłoby w ogóle nie mówić o różnicach pomiędzy płciami. Jednak ja trzymam się dowodów naukowych (które potwierdzają codzienne obserwacje z życia wielu, wielu ludzi), a nie współczesnej ideologii. Wszystkie cechy, które odróżniają nas między sobą zawsze znajdują się na jakiejś skali – to znaczy, że jedna osoba wykazuje silniej daną cechę, a inną słabiej. Jednak możemy mówić o tym, że przeciętna kobieta różni się nią od przeciętnego mężczyzny.

w kryzysie małżeńskim

Niskie umiejętności komunikacyjne

Czasem sama możesz zobaczyć w małżeństwie, że nie jesteście w stanie rozwiązać problemów przez rozmowę.

  • Twój małżonek w ogóle nie chce podjąć trudnego tematu. Unika go, wychodzi z pokoju, kiedy zaczynasz o tym mówić, złości się, krzyczy i atakuje Cię słownie lub milczy.
  • Każda próba rozmowy na dany temat kończy się Waszą kłótnią: oboje wpadacie w gniew, zaczynacie krzyczeć i ranić siebie nawzajem.
  • Nie masz już siły i ochoty rozpoczynać kolejnej rozmowy. Już tyle razy próbowałaś… Nic z tego nie wynikało, a sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.

Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas ma jakieś zranienia. Posiadamy określone sposoby reagowania na kryzysy i trudności. Bezwiednie wpadamy w schematy zachowania, które nam samym się nie podobają.

Jeśli wielokrotnie próbowałaś rozwiązać jakiś problem przez rozmowę, a widzisz, że się nie udaje, przestań to robić. Widocznie na ten moment nie jesteście w stanie poradzić sobie z kryzysem przez dialog. Może nie potraficie rozmawiać tak, aby nie zadawać sobie nawzajem coraz większego bólu. Może padło już tak wiele raniących słów, że Twój mąż lub Ty boicie się kolejnej konfrontacji.

Poszukaj innych środków. Odłóż trudną rozmowę o Waszych problemach na jakiś czas (proponuję nawet na 90 dni!). Dokonaj zmian w swoim zachowaniu. Odnówcie wzajemne zaufanie chociaż trochę. Pokaż poprzez swoje konkretne działanie, że uczysz się lepiej odnosić do małżonka. Niech Twoja przemiana zainspiruje go do podjęcia na nowo wysiłku, by znów zawalczyć o mocną więź pomiędzy Wami.

 

Skuteczne sposoby na kryzys małżeński

Jeśli więc nie rozmowa, to co?

Dialog jest niezbędnym elementem wyjścia z kryzysu. Jednak niekoniecznie trzeba od niego zaczynać. Jeśli sprawy zaszły już za daleko, jedna ze stron (lub obie) mogą nie chcieć lub nie potrafić odpowiednio prowadzić rozmowy. Dlatego trzeba szukać innych sposobów.

  1. Wspólna lub indywidualna modlitwa, Eucharystia, spowiedź.

Jeśli jesteś osobą wierzącą, zacznij od tego. Zapytaj męża, czy chciałby pomodlić się razem z Tobą lub pójść na Mszę Święta. W naszym małżeństwie często modlitwa ratowała nas przed wzajemną niechęcią i długim trwaniem w oskarżeniach. Jeśli mąż nie chce, módl się sama. Uczestnicz w Eucharystii i spowiadaj się. Pan Bóg ma swoje sposoby, by kruszyć ludzkie serca. Pomaga nam zobaczyć nasz wkład w aktualną sytuację małżeńską i wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy źle.

 

2. Twoja wewnętrzna i zewnętrzna przemiana.

Wielokrotnie pisałam już o tym, że zmiana w zachowaniu jednej osoby ma wpływ na cały związek. Jeśli dokładasz swoją cegiełkę do kryzysu małżeńskiego poprzez określone zachowania i reakcje (a nieomal na pewno tak jest…), to nie naprawi tego Twoja rozmowa z mężem! Nie jesteś w stanie przegadać tego, że jakieś Twoje zachowanie go rani, denerwuje i męczy i w ten sposób zlikwidować problem. Bo co z tego, że o tym porozmawiacie? Problem nadal istnieje, bo jest nim jakieś Twoje postępowanie!

Nie da się samą rozmową rozwiązać problemów, które wywołują kryzys małżeński. Zawsze konieczne będzie konkretne działanie i przemiana wnętrza (myśli, serca, uczuć) i zachowania. Może zatem warto od tej przemiany zacząć.

Musisz podjąć trud konkretnej zmiany swojego postępowania. Poznać, jakie Twoje zachowania są niewłaściwym sposobem odnoszenia się do drugiej osoby i zacząć nad nimi pracować. Może często krytykujesz męża? Może nie pozwalasz mu podejmować żadnych rodzinnych decyzji? Może masz do niego ciągłe pretensje o to, że za mało zarabia, za mało zajmuje się dziećmi, za mało pracuje w domu, za mało…? Może nie spędzacie razem czasu na beztroskiej zabawie, bo ciągle jesteś spięta, nerwowa i myślisz tylko o tym, co jest jeszcze do zrobienia w domu?

Powodów kryzysu może być mnóstwo. Oboje wnosicie swoje trzy grosze. Jeśli jesteś zdeterminowana, aby ratować swoje małżeństwo, nie oglądaj się na to, czy Twój mąż coś zmienia w swoim zachowaniu. Weź się za siebie i pokaż mu, że zależy Ci na Waszym związku i na nim. Stwórz środowisko, które zainspiruje go do przemiany również poprzez drobne gesty dbania o związek.

Jak to zrobić?

Spieszę z pomocą.

Jeśli chcesz:

  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Jak wprowadzać zmiany w życiu: 5 wskazówek do natychmiastowego użycia

wprowadzania zmian

Możesz mówić, że Twoje kiepskie samopoczucie, zmęczenie i smutek to wina innych, którzy nie wywiązują się odpowiednio ze swoich obowiązków. Mąż nie okazuje Ci miłości tak, jak Ty tego potrzebujesz. Dziecko doprowadza Cię do szału swoimi zachowaniami. Koledzy w pracy ciągle zrzucają na Ciebie swoje obowiązki. W każdą relację wnosisz samą siebie. Nawet, jeśli zmienisz pracę, a może nawet męża, w te nowe relacje zabierzesz swoje przyzwyczajenia, zranienia i sposoby reagowania. I może okazać się, że nadal nie jesteś szczęśliwa. Dlaczego?! Nie uciekniesz od samej siebie. Musisz wprowadzić zmiany w życiu i w swoim zachowaniu, a wtedy zmienią się Twoje relacje.  

zmiany w życiu

Dlaczego pracować nad sobą?

Dlaczego to ja mam pracować nad sobą, jeśli mój mąż (moi koledzy z pracy, moja matka – sama wybierz, która relacja jest dla Ciebie najbardziej męcząca) nie chcą nic robić?! Przecież to, co jest między nami, nie zależy tylko ode mnie!

Zabierasz samą siebie w każdą relację, w którą wchodzisz. Jeśli pracujesz nad sobą, zmieniasz swój sposób tworzenia więzi z innymi ludźmi. Jeśli wykonasz swoją część pracy, najwięcej zyskujesz Ty sama. To od Ciebie zależy, jak wyglądają Twoje relacje. Masz na to wpływ. Nie musisz prowadzić życia, w którym czujesz się kiepsko. Masz możliwość zmieniać to, co jest dla Ciebie męczące i raniące. Praca nad sobą jest warta trudu, który trzeba w nią włożyć (więcej o tym przeczytasz w artykule: Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

Trzy lata temu uczestniczyłam w treningu interpersonalnym. Poznałam na nim pewną Basię (imię zmieniłam). Nadawałyśmy na zuuuupełnie innych falach. Kompletnie. Zawsze wydawało mi się, że mam całkiem niezłe umiejętności komunikacyjne. Z nią natomiast nie byłam w stanie się dogadać. Kiedy ja coś mówiłam, jej odpowiedź pokazywała, że zrozumiała mnie zupełnie inaczej, niż chciałam. Kiedy ona coś mówiła do mnie, często jej słowa odbierałam jako oceniające i oskarżające.

I może gdybym poznała ją w normalnym życiu (poza treningiem), po prostu unikałabym rozmów i konfrontacji z nią. Może rozwinęłaby się we mnie myśl, że to jej wina, że nie jesteśmy w stanie się zrozumieć. Że ona mnie nie słucha, że mnie ocenia i oskarża o coś, czego ja wcale nie powiedziałam.

Jednak tak się nie stało.

Widziałam, że inne osoby rozmawiają z nią normalnie. Myślałam: Jak to możliwe?! Tak się da? Dlaczego ja nie jestem w stanie? Dodatkowo celem treningu było uczenie się siebie w relacjach z innymi, więc byłam zdeterminowana, aby maksymalnie ten czas wykorzystać. Kiedy więc była potrzeba i okazja, podejmowałam próby rozmowy z nią. Uczyłam się strzec swoich granic, mówić spokojnie, co mnie dotknęło i jak ja rozumiem i odbieram jej słowa. Chwilami było ostro. Posypały się iskry, popłynęło nieco moich łez. Ale wyszłam z tego wszystkiego silniejsza i mądrzejsza. Basia mnie dużo nauczyła.

Każda relacja, nawet najbardziej trudna i męcząca, może nas dużo nauczyć. I to od nas zależy, jak będziemy ją postrzegać.

 

5 kroków do wprowadzenia zmiany w życiu

Każda zmiana w Twoim zachowaniu dokonuje się powoli. Potrzeba czasu, wysiłku i wielokrotnych prób. Kiedy dziecko uczy się chodzić, trwa to wiele miesięcy. Jego determinacja jest ogromna. Upada, wstaje, chwiejnie robi kilka kroków, znów upada i wstaje. I tak w kółko. Tak właśnie wygląda proces wprowadzania zmian i uczenia się nowych zachowań.

W tej podróży można wyróżnić pięć stopni. Przechodzimy po nich po kolei za każdym razem, kiedy dokonujemy jakiejkolwiek zmiany w swoim zachowaniu.

  1. nieświadomość – nawet nie wiesz, że istnieje możliwość postępować inaczej i wcale Cię to nie interesuje. żyjesz sobie swoim życiem, dni mijają, nic się nie zmienia w Twoim działaniu,
  2. świadomość – gdzieś usłyszałaś lub przeczytałaś, że można zachować się inaczej niż Ty zawsze to robisz, ale nawet nie wiesz dokładnie, o co chodzi,
  3. mistrzostwo poznawcze – masz już pełną wiedzę w danym temacie, wiesz, jak wygląda określone zachowanie, co zrobić, aby je osiągnąć,
  4. emocjonalna zgodność – czujesz, że chcesz dokonać w swoim życiu takiej zmiany, że to będzie Ci służyło, jesteś emocjonalnie zaangażowana,
  5. działanie nawykowe – nie musisz już uczyć się danego zachowania, nie musisz pamiętać, aby go wykonać, bo jest to Twój normalny sposób działania bez zastanawiania się.

Jak widzisz, droga do zmiany jest długa. Nie daj się zwieść pozorom: to, że dużo wiesz na jakiś temat wcale nie oznacza, że jesteś na końcu tej podróży! To, że wiesz, jak powinnaś przeprowadzić owocną rozmowę z mężem nie oznacza, że takie rozmowy prowadzisz.

Zmiany w życiu zawsze związane są z pewnego rodzaju rozciąganiem samej siebie. Aby nauczyć się czegoś nowego, musisz wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć działania, których nigdy dotąd nie robiłaś. To boli! To wymaga wysiłku, wielu prób i błędów, ciągłego przypominania sobie, co powinnaś zrobić i jak się zachować.

Pamiętasz, jak uczyłaś się jeździć na rowerze (lub pływać, grać w tenisa czy robić coś jeszcze innego). Czy zajęło Ci to kilka minut? Nie! Był to proces. Musiałaś korygować swoje działanie i wciąż podejmować nowe próby, nawet jeśli się przewróciłaś. Może miałaś chwile zniechęcenia, kiedy wydawało Ci się, że nigdy się tego nie nauczysz. Ponieważ nie zrezygnowałaś, w końcu osiągnęłaś mistrzostwo.

jak dokonać zmiany

Opór przed zmianą

Ponieważ zmiana ZAWSZE w jakiś sposób boli, na pewno napotkasz po drodze opór. Nie tylko na zewnątrz, przede wszystkim wewnątrz siebie.

Kiedy uczysz się czegoś nowego, w pewnej chwili doświadczysz lęku, wątpliwości czy smutku. Kiedy pojawiają się u Ciebie te uczucia, Twój system nerwowy wysyła Ci silny komunikat: zaprzestań działania, które powoduje taki stan! To jest mechanizm, który pojawia się u każdego człowieka. Dlatego tak wiele osób rezygnuje z dokonania zmian: nie są w stanie przebrnąć przez silne, nieprzyjemne uczucia.

Musisz rozpoznać, jak wygląd u Ciebie opór przed zmianą. Czy przyjmujesz to, że przeciwności, wątpliwości i ból są normalne w rozwoju? Czy raczej pozwalasz, aby zatrzymały Cię w drodze? Jeśli masz silny opór przed zmianą, działasz z pozycji strachu i chęci ochronienia siebie przed bólem. Pamiętaj jednak, że nie jesteś w stanie zabezpieczyć siebie przed cierpieniem w życiu i w relacjach. Ono zawsze się pojawi, cokolwiek będziesz robić. Czy nie lepiej więc świadomie przyjąć, że przez ten ból mogę zmierzać do czegoś lepszego?

 

Kogo obwiniasz?

Ludzie są różni. Każdy z nas to odrębny świat, bardzo bogaty i skomplikowany. Mamy różne nawyki, przyzwyczajenia, życiowe doświadczenia i schematy postrzegania. Wiele osób ma jednak tendencję do patrzenia na innych przez pryzmat swojego wnętrza. Oczekujemy, że inni będą myśleć, czuć i reagować tak samo, jak my. Kiedy robią inaczej, oceniamy to jako niewłaściwe. A kiedy nie rozumiemy tego zachowania, kiedy czujemy się przez nie zranieni czy zdenerwowani, obwiniamy drugą osobę za swoje nieszczęście.

Kiedy obwiniasz kogoś za to, jak się czujesz, dobrowolnie oddajesz mu władzę nad swoim życiem. Jeśli to wina Twojego męża, że chodzisz smutna i czujesz się niekochana, to przecież tylko on może coś zrobić, aby to zmienić, prawda? Nic tu od Ciebie nie zależy. To on musi się zmienić, to on musi mówić i działać inaczej. Ty możesz tylko czekać, płacząc, narzekając i marudząc.

Obwinianie innych to odbieranie samej sobie możliwości decydowania o swoim życiu. W ten sposób stwierdzasz, że będziesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś innych odmieni Twój los. Bo przecież to jego wina, że jest Ci tak źle w tej relacji! Tylko co, jeśli on tego nie zrobi? Będziesz tak siedzieć do końca życia?

Zostaw więc obwinianie za drzwiami, weź się do roboty i wykonaj swoją część pracy. Wprowadzaj zmiany w życiu i nie czekaj na to, co zrobi druga osoba. Kiedy obudzi się w Tobie chęć obwiniania kogoś innego, przypomnij sobie, że w ten sposób sama odbierasz sobie możliwość kształtowania tego, jak wygląda Twoje życie. Cokolwiek zrobią inni, zawsze masz możliwość dokonać zmian w kierunku lepszych relacji.

 

Korzystaj z okresów czasu

Aby dokonać konkretnej zmiany w swoim zachowaniu, możesz wykorzystać narzędzie zwane okresami czasu.

Zdecyduj, co konkretnie chciałabyś zmienić, jakie nowe zachowanie wprowadzić lub z jakiego zrezygnować. Może to być częste mówienie pozytywnych rzeczy swojemu mężowi albo zaprzestanie mówienia o nim negatywnie. Może rezygnowanie z zamartwiania się o przyszłość albo umiejętność spontanicznej zabawy w codziennym, stresującym życiu. Ile kobiet, tyle pomysłów na zmianę.

Wybierz sobie jakiś krótki okres czasu (na początku 5-10 minut), w którym chcesz wprowadzić dane zachowanie. Nastaw sobie budzik i przez ten okres wszystkie swoje siły skup na tym, aby ćwiczyć nowe zachowanie. Kiedy się nie uda, przypomnij sobie, co to miało być i podejmij kolejną próbę. Jeśli opanujesz 5 minut, rozciągnij ten czas do 10. Później wydłużaj go o kolejne minuty. W końcu okaże się, że to zachowanie stanie się dla Ciebie naturalne.

Pamiętaj, że ból jest naturalnym elementem rozwoju. Jeśli odczuwasz niepokój, obawę, wątpliwości, smutek, zniechęcenie, to dobrze! To znak, że jesteś na właściwej ścieżce. Zmierzasz w kierunku pozytywnej zmiany.

zmiany w życiu

Zapisuj, co się u Ciebie dzieje

Pisanie ma terapeutyczną moc. Samo w sobie pomaga uporządkować myśli, nadać sens różnym wydarzeniom, nazwać emocje. Może być świetnym narzędziem w procesie wprowadzania zmian.

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej i liceum, pisałam pamiętnik. Wszystko, co się u mnie działo, przelewałam na papier. Później na pewien czas porzuciłam pisanie, ale zdarzało mi się sięgać po kartkę papieru i długopis w chwilach dużego, wewnętrznego chaosu. Pisanie pomagało mi się uspokoić, nazwać, co się we mnie dzieje i spojrzeć na wszystko z dystansem.

Aktualnie robię krótkie notatki po modlitwie osobistej. Zapisuję, czego doświadczyłam i co chcę zmienić na przyszłość. Pisanie jest wspaniałym narzędziem do poznawania siebie i wydobywania na światło dzienne swoich myśli i uczuć. Bez tego nie ma możliwości dokonania zmian w sobie.

Załóż zeszyt, w którym będziesz regularnie pisać kilka zdań. Zapisuj swoje myśli, uczucia, to, jak zareagowałaś na jakąś sytuację i co to mówi o Tobie. Zapewniam Cię, że w ten sposób znacznie przyspieszysz swój rozwój.

 

Na koniec chcę Cię zostawić z pytaniem: co by było, gdyby do końca Twojego życia wszystko zostało tak, jak jest teraz? Twoje relacje z bliskimi i to, jak Ty się w nich czujesz. Czy byłabyś szczęśliwa?

Jeśli nie, nie trać ani chwili. Zakasaj rękawy i walcz. W każdą relację wnosisz samą siebie, więc trwałe, pozytywne zmiany osiągniesz tylko wtedy, kiedy będziesz pracować nad sobą. Od samej siebie nie uciekniesz.

 

Jakie Ty masz sposoby na wprowadzanie zmian w życiu?

7 prostych (ale skutecznych) sposobów, jak dbać o związek

Dzwoni budzik. Wstajesz, idziesz do kuchni zrobić kawę. Szybka poranna toaleta. W międzyczasie wstaje również Twój mąż. Budzisz dzieci i w pośpiechu jecie śniadanie. Wszyscy ruszacie w swoich kierunkach: one do szkoły lub przedszkola, wy do pracy. Po południu wracasz zmęczona do domu. Przygotowujesz obiad. Jecie wspólnie, a może nawet nie, bo każdy ma jakieś swoje zajęcia w tym czasie. Trzeba coś sprzątnąć w domu, coś uprasować, sprawdzić, czy dzieci odrobiły lekcje. I już jest wieczór. Kąpiele, mycie zębów, wspólne czytanie i zasypianie. Padasz zmęczona, bo jutro znów trzeba wstać rano. Tak minął kolejny dzień. Pytasz sama siebie: jak dbać o związek w życiu tak zapchanym zajęciami i obowiązkami?!

 

jak dbać o związek

Zacznę od trudnego pytania: co DZIŚ zrobiłaś dla swojego męża? W jaki sposób okazałaś mu, że jest pierwszą osobą w Twoim życiu?

Myślę o swoim dniu. Hmm, uprasowałam dla niego koszulę. Tylko że musiał mi o tym dwa razy przypominać, więc nie wiem, czy to się w ogóle liczy… Przytuliłam się do niego rano. Napisałam do niego smsa, kiedy był w pracy. Jeśli wysiliłabym swoją pamięć, coś jeszcze może wpadłoby mi do głowy. Kiedy jednak patrzę na to, co napisałam, łapię się za głowę. Tylko tyle?! Tak mało zrobiłam, żeby okazać miłość osobie, o której mówię, że jest najważniejsza (po Bogu) w moim życiu?! Tyle czasu dla niej znalazłam?!

 

Kto jest najważniejszym człowiekiem w Twoim życiu?

Jestem przekonana, że to mąż powinien być pierwszy w życiu każdej żony. Nie dzieci. Nie rodzice. Mąż.

To związek małżeński tworzy środowisko, w którym mogą wzrastać dzieci. Szczęśliwe małżeństwo promieniuje na wszystkie dziedziny naszego życia. Jeśli jestem w stałym, pełnym miłości związku, nie muszę się zbytnio martwić sprawami zawodowymi, trudnościami z sąsiadami czy problemami szkolnymi syna lub córki. Czerpię siłę z relacji z mężem i wszystko inne nie jest tak bardzo przytłaczające.

Dlatego małżonkowie muszą dbać o to, aby nic i nikt nie stanął pomiędzy nimi: ani dzieci, ani rodzina pochodzenia, ani praca, ani żadne inne działania czy osoby. Ekspertka od relacji małżeńskich, Stacey Martino, często podkreśla, że tylko wtedy związek ma szanse powodzenia, jeśli małżonkowie postawią siebie nawzajem na pierwszym miejscu. W innym wypadku nie ma możliwości stworzyć pełnego miłości i pasji związku, którego nic i nikt nie może zniszczyć.

Marzysz o małżeństwie, w którym czujesz się wspaniale, wiesz, że jesteś kochana, Twój mąż wspiera Ciebie, a Ty jego, wciąż na nowo się w sobie zakochujecie? W takim razie musisz się w pełni zaangażować i postawić Wasz związek na pierwszym miejscu (oczywiście, jeśli jesteś osobą wierzącą w Boga, to On ma być pierwszy, a małżeństwu tuż za Nim). Jeśli to miejsce zajmą Twoje dzieci, praca czy hobby, nie ma mowy o stworzeniu małżeństwa, o którym marzysz. Tutaj konieczne jest postawienie wszystkiego na jedną kartę.

Oczywiście, że w pewnych okresach życia więcej czasu będziesz poświęcać nowo narodzonemu dziecku czy ciężko chorej mamie, którą nie ma się kto zająć. Czym innym jednak jest Twoja uwaga, a czym innym – Twoje intencje.

Twoja uwaga kieruje się na to, co w danym momencie najbardziej jej potrzebuje. Może to być noworodek u Twojego boku, który ma kolki i chce, aby go nosić kilka godzin dziennie. Może to być Twój owdowiały rodzic, który leży w szpitalu i potrzebuje opieki. W takiej sytuacji nie możesz po prostu zostawiać codziennie dziecka i wychodzić w tym czasie na randki z mężem.

Chociaż więc przeznaczasz swój czas na pomoc innym osobom, Twoja intencja pozostaje stała: chcę, aby mąż był pierwszą osobą w moim życiu. Jak więc mogę mu to okazać, chociaż nie mam dużej ilości czasu i siły? Czasem wystarczy z czułością powiedzieć: Kochanie, bardzo za Tobą tęsknię i marzę o tym, abyśmy spędzili kilka godzin tylko we dwoje. Jak Bartuś poczuje się lepiej, poprośmy babcię, żeby się nim zajęła i wyjdźmy gdzieś razem, dobrze?

Pamiętaj więc, że dysponujesz zarówno uwagą, jak i intencjami. Wykorzystaj je, jeśli zastanawiasz się, jak dbać o związek w codziennym, zabieganym życiu.

jak dbać o związek

Jak dbać o związek w codziennym życiu?

Sięgnij pamięcią do początku Waszego wspólnego życia. Jak często wtedy robiłaś coś tylko z myślą o mężu? Może to były jakieś małe niespodzianki, liściki miłosne, seksowna, nowa bielizna lub pełne podziwu słowa dla jego mądrości i pracowitości?

Czasem popełniamy błąd i czekamy na wielką okazję, aby zrobić drugiej osobie jakąś super niespodziankę. Skupiamy cały swój wysiłek na tym, aby uczynić ją wyjątkową i godną zapamiętania. Jednak zwykle tego typu podejście kończy się wielkim niepowodzeniem.

Druga osoba czuje się wygłodniałanie doświadcza regularnie chociażby najmniejszych dowodów miłości i wtedy ten jeden, wyjątkowy już nie jest w stanie jej zadowolić. Czekała tak długo, że żal i smutek już wypełniły jej serce. Dodatkowo ma wielkie oczekiwania wobec tego jednego dnia, bo jeśli zdarza się on tak rzadko, to przecież musi to być coś NAPRAWDĘ zadziwiającego.

Dużo łatwiej okazać miłość małżonkowi poprzez stałe, drobne gesty. Nie zajmują one dużo czasu, nie kosztują wiele wysiłku, a stanowią paliwo dla szczęśliwego związku. Jeśli więc odnajdujesz siebie w opisie z początku artykułu, poniższe podpowiedzi są dla Ciebie.

Zanim jednak podam kilka propozycji, muszę napisać coś jeszcze. Nic nam nie da czytanie nawet najciekawszych pomysłów bez jednego: bez wprowadzenia ich w życie! Pamiętaj zatem, że nieomal 40% naszej codzienności składa się z nawyków. Wykorzystaj je, kiedy będziesz zastanawiała się, jak pielęgnować związek. Pracuj nad nowymi przyzwyczajeniami, np. Codziennie napisać miłosną karteczkę dla ukochanego. O tym, jak wprowadzać w życie nowe nawyki, pisałam tutaj.

Pisałam również o językach miłości, którymi mówią różni ludzie. Warto poznać język swój i swojego męża. Jednak zachęcam Cię do tego, aby nie rezygnować z okazywania miłości w różnorodny sposób, nawet, jeśli nie jest on głównym językiem Twojego męża. Drobnych gestów czułości, bliskości i więzi nigdy zbyt dużo.

 

7 pomysłów na to, jak dbać o miłość

  • Miłosne karteczki typu POST-IT

Zaopatrz się w kolorowe, małe karteczki i zacznij pisać. Może być codziennie jedna, krótka wiadomość, może być jedna w tygodniu. Wystarczy krótkie zdanie: Dziękuję Ci dziś za…, Jesteś wspaniałym ojcem, bo…, Cieszę się, że jestem Twoją żoną. Ty sama najlepiej wiesz, czego potrzebuje Twój mąż. Niech na kartkach pojawią się słowa uznania, dowartościowania, podziękowania. Zostawiaj je, gdzie tylko Ci się podoba: na lustrze w łazience, na ekranie laptopa, przy którym pracuje, w portfelu. Zrób mu niespodziankę!

  • Słowa pełne dobroci

Warto wyrobić sobie nawyk mówienia ukochanemu WSZYSTKIEGO, co przyjdzie nam do głowy, a co jest miłe wobec niego. Podoba Ci się, jak wygląda w nowych spodniach? Powiedz mu to! Cieszysz się, że możesz siedzieć obok niego podczas śniadania? Powiedz to! Czujesz radość, kiedy patrzysz, jak bawi się z Waszymi dziećmi? Powiedz mu to!

Nie zatrzymuj dla siebie nic, co jest dobrym i miłym słowem wobec niego. On nie wie, co siedzi w Twojej głowie. Wie tylko to, co powiesz. Pozwól mu doświadczyć tego, jak dużo radości Ci sprawia.

  • Prezenty

Dla każdego ta kategoria oznacza coś innego. Podstawowa zasada jest taka, aby dostosować się do oczekiwań męża. Nie musisz kupować drogich rzeczy. Najważniejsze, aby jemu sprawić radość. Mój mąż uwielbia jeść pistacje i ostatnio wymyśliłam, żeby podrzucać mu małą paczuszkę przed każdym wyjazdem do pracy na imprezę. Pomyśl, co lubi Twój ukochany i podaruj mu to. Może to być jedno ulubione ciastko lub gazeta, którą chętnie czyta kupiona w drodze do domu.

  • Czas

Zastanów się, co najbardziej lubi robić Twój mąż? Jeśli już wiesz, zaplanuj, kiedy będzie mógł to zrobić. Weź udział razem z nim w danej czynności lub przygotuj wszystko tak, aby mógł zająć się tym sam. Może lubi grać w piłkę, oglądać mecze, grać na gitarze czy majsterkować przy samochodzie? Daj mu dar czasu, który może przeznaczyć na swoje hobby.

  • Twoja uwaga

Odpowiedzią na pytanie, jak dbać o związek, jest również Twoja pełna, niczym nie zakłócona uwaga. Skieruj ją na zrobienie z mężem czegoś, co on chce robić. Nawet, jeśli nie przepadasz za tym, co on zaproponuje, zrób to dla niego (jeśli tylko jego pomysły są moralnie dobre). Wędkowanie, wspólne oglądanie meczu piłki nożnej lub filmu akcji – podaruj swoją uwagę i obecność.

  • Wspólne zajęcia

Zróbcie coś razem. Nauka tańca, garncarstwo, gotowanie – nieważne, co to będzie, liczy się fakt, że spędzicie wspólnie nieco czasu i będziecie mieli okazję razem dobrze się bawić. Nie zapominaj, że wspólna zabawa jest niezbędnym elementem szczęśliwego związku!

  • Seks

I na koniec: jednym z najlepszych sposobów, w jaki możesz okazać miłość swojemu mężowi jest współżycie seksualne. Mężczyźni przeżywają go zupełnie inaczej, niż kobiety. Dla nich fizyczna bliskość z partnerką wiąże się z odczuwaniem bliskości podobnej do tej, którą kobiety doświadczają w czasie dobrej rozmowy. Warto o tym pamiętać i nie pozbawiać go tej bliskości! Ty może potrzebujesz rozmowy, by czuć się kochana, on natomiast potrzebuje seksu. Oczywiście on również potrzebuje rozmowy, a Ty – współżycia. Jednak nie ma nic złego w tym, że on odczuwa większą emocjonalną bliskość po zbliżeniu fizycznym, a Ty – po rozmowie. Tak po prostu jesteśmy stworzeni.

Oczywiście piszę tutaj o przeciętnym mężczyźnie i przeciętnej kobiecie. Odstępstwa od reguły na pewno się zdarzają.

jak dbać o związek

Na koniec wrócę do pytania: co DZIŚ zrobiłaś dla swojego męża? Jeśli chcesz, aby Wasza miłość była świeża, musisz zadbać o świeżość swojego dawania. Postaw na drobne, codzienne gesty, które będą wciąż dostarczać paliwa dla Waszego związku. Wybierz jeden pomysł z powyższej listy i wprowadź go dziś w życie. Jutro wybierz następny. Później kolejny. Niech w każdym dniu zaroi się od konkretnych oznak bliskości. Jeśli takie zachowanie wejdzie Ci w nawyk, nie będziesz musiała zastanawiać się, jak dbać o związek. Po prostu będziesz to robić.

 

A jakie są Twoje sposoby, aby dbać o małżeństwo?

Problemy małżeńskie – wykorzystaj je, by stworzyć szczęśliwy związek

problemy małżeńskie

Siedziałam z dziećmi w pokoju. Oni bawili się stosem muszelek rozsypanych na podłodze, ja czytałam coś na telefonie. Obaj siedzieli z nogami wyciągniętymi przed siebie. Kiedy oderwałam wzrok od ekranu, zobaczyłam, że Franek złapał Jasia za stopę i zaczął podnosić ją do góry. Zdążyłam tylko krzyknąć: Franek!, a Jaś już leżał na podłodze, lekko uderzając o nią głową. W tych ułamkach sekund pojawiła się we mnie obawa o Jasia i irytacja na Franka. Miałam ochotę skoczyć do starszego syna i zacząć na niego krzyczeć. Zapytasz: Gdzie w tym wszystkim tytułowe problemy małżeńskie?! Już mówię.

problemy małżeńskie

Reakcja na zachowania innych

Przypomnij sobie, jak często miałaś ochotę krzyczeć na swojego męża z jakiegokolwiek powodu. Może nie tylko chciałaś to zrobić, ale i zrobiłaś. Jak często czułaś wobec niego żal? Irytację? Zniecierpliwienie? Wszystkie te emocje, które często, zostawione same sobie, prowadzą do kłótni lub cichych dni. A jak często Twój mąż odczuwał je wobec Ciebie?

Ja przyznaję się, że nieomal codziennie chociaż przez chwilę odczuwam jedną z nich. I widzę, że mój małżonek ma podobnie wobec mnie.

Wróćmy na chwilę do sytuacji z moimi dziećmi. Huczała we mnie złość. Wtedy spojrzałam na twarz Franka w momencie, kiedy Jaś uderzył o podłogę. Jego mina zdradzała lęk i pewnego rodzaju zdziwienie. Nie było na niej triumfu i radości z krzywdy brata. W jednej sekundzie moje serce stopniało.

Podniosłam młodszego syna i popatrzyłam na starszego. Zapytałam łagodnie: Przestraszyłeś się, Franiu, tak? Nie spodziewałeś się, że Jaś się przewróci? On mi odpowiedział: Tak. Chciałem mu dać buziaka w stopę. Przepraszam. W tym momencie resztki mojej złości się ulotniły. Przytuliłam Franka i powiedziałam mu: Rozumiem. Wiem, że nie chciałeś mu zrobić krzywdy.

Uśmiechnęliśmy się do siebie i dzieci wróciły do zabawy. A ja dostałam ważną lekcję.

Jeśli zareagowałabym od razu, zgodnie z moimi emocjami, nakrzyczałabym na Franka. Może i dowiedziałabym się, o co mu chodziło, ale i tak sprawiłabym mu przykrość. A może bym nawet nie chciała go słuchać, tylko utwierdziła się w przekonaniu, że źle zachowuje się wobec brata.

W tej sekundzie, kiedy zobaczyłam Jasia lecącego do tyłu, miało miejsce coś bardzo ważnego. Dokonałam wyboru. Zdecydowałam, że zareaguję z pozycji miłości, a nie złości.

 

Moment wyboru – przestrzeń w przeciągu chwili

Kiedy reagujesz na to, co dzieje się wokół Ciebie, zawsze dokonujesz wyboru. Zawsze. Zwykle nie zdajesz sobie z tego sprawy i o tym nie myślisz. Reakcja następuje tak szybko, że może się wydawać, że nawet nie ma miejsca na jakąkolwiek decyzję.

Ten moment wyboru został nazwany przez Stacey Martino sformułowaniem The Space within the moment (przestrzeń w przeciągu chwili). Pomiędzy bodźcem (zachowanie drugiej osoby, określone okoliczności), a Twoją reakcją zawsze jest przestrzeń na dokonanie wyboru. Powtarzam jeszcze raz: ZAWSZE.

Dlaczego więc często wydaje nam się, że w tej sytuacji nie miałam innego wyjścia?

Przez całe nasze życie uczymy się określonych zachowań i reakcji. Wiele z nich pochodzi z relacji z rodzicami. Nasze wcześniejsze doświadczenia powodują, że mamy wdrukowane w siebie określone schematy reagowania. W konkretnej sytuacji nie widzimy tej przestrzeni na podjęcie decyzji, bo od razu uruchamia się stary schemat zachowania. Po danym bodźcu następuje określona reakcja. Czujesz, że przecież nie jesteś w stanie zachować się inaczej!

Jednak w każdym momencie decydujesz, jak zareagujesz. Często nieświadomie. Te wdrukowane, nawykowe zachowania mogą podsycać Wasze problemy małżeńskie.

problemy małżeńskie

 

Uczucia a problemy małżeńskie

Problemy małżeńskie często rozpoczynają się od działania pod wpływem negatywnych emocji.

Mąż nie miał czasu porozmawiać z żoną na ważny dla niej temat. Ona poczuła irytację i urazę. W złości wypowiedziała słowa: Ty nigdy nie masz czasu dla mnie. Zawsze jest coś ważniejszego! On poczuł się atakowany i też się zezłościł: O co ci chodzi, przecież rano rozmawialiśmy! Ona poczuła się niezrozumiana, on również. Ich emocje znalazły odzwierciedlenie w słowach i w tonie głosu.

Po takiej wymianie zdań oboje mają siebie dość. Uczucia przejęły nad nimi kontrolę.

Jeśli takie sytuacje powtarzają się często w małżeństwie, oznacza to spore problemy dla związku.

W życiu każdego małżonka codziennie są sytuacje, w których czujemy się odrzuceni, niezrozumiani, niesprawiedliwie ocenieni. Złościmy się na siebie nawzajem, irytujemy, mamy żal. To normalne. Tak wyglądają relacje pomiędzy ludźmi. Nie da się tego uniknąć.

Uczucia same w sobie nie są niczym złym. One po prostu SĄ. Pojawiają się i znikają. Jak chmury, które przesuwają się po niebie.

Przypomnij sobie jednak sytuacje, w których poczułaś się odrzucona, niezrozumiana, niesprawiedliwie oceniona przez męża i działałaś pod wpływem tych uczuć. Jakie było wtedy Twoje zachowanie? Do czego prowadziło?

Czym innym jest PRZEŻYWANIE emocji, a czym innym DZIAŁANIE pod ich wpływem.

W moim życiu działanie pod wpływem negatywnych emocji nigdy nie prowadzi do pozytywnych skutków. Kiedy odpowiadam mojemu mężowi z pozycji złości lub zranienia, mówię lub robię coś, co denerwuje lub rani jego. Kończy się to kłótnią i wzajemnymi oskarżeniami. Zachęcam Cię zatem, aby przestać próbować uszczęśliwić męża (przeczytaj ten artykuł, aby dowiedzieć się, jak rozumiem to uszczęśliwianie).

Jeśli bezmyślnie reaguję na bodźce wywołujące moje negatywne emocje, moja odpowiedź jest pełna złości, chęci odwetu i pokazania, kto ma rację.

Jeśli zatrzymam się chociaż na sekundę i świadomie zdecyduję, jak chcę się zachować, przemawiam z miłością i zrozumieniem. Takie działanie z mojej strony wywołuje pozytywną reakcję u drugiej osoby. Tak jak w opisanej sytuacji z Frankiem. Moje spokojne pytanie pozwoliło mu powiedzieć, dlaczego tak się zachował. Wyszłam do niego z empatią i czułością. On odpowiedział mi skruchą i żalem za swoje działanie.

Masz prawo do przeżywania różnych emocji. Masz prawo o nich mówić. Pamiętaj jednak, że kiedy zaczynasz działać pod ich wpływem, Twoje zachowanie jednocześnie powoduje określoną reakcję ze strony drugiej osoby. Dlatego zmiana Twojego działania może odmienić całą Waszą relację (pisałam o tym w artykule Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

 

Wybierz miłość

Co zatem wybierasz, jako swoją reakcję na słowa i zachowanie męża?

Mówisz i myślisz, że go kochasz. Miłość jest dla Ciebie ważną wartością.

Co jednak wybierasz, kiedy czujesz się zraniona, odepchnięta, osamotniona? Kiedy mąż robi coś, co jest dla Ciebie trudne i niewygodne, jaka jest Twoja reakcja? Jakie są Twoje słowa i zachowanie?

Jaka jest Twoja decyzja, a tym samym odpowiedź, w tej przestrzeni w przeciągu chwili (The space within the moment )? Kiedy on coś powie, zrobi (lub właśnie nie zrobi), czy działasz z pozycji złości i zranienia, czy wybierasz odpowiedź z pozycji miłości? Nawet, jeśli on na to nie zasłużył.

Twoja reakcja z pozycji miłości może całkowicie odmienić zachowanie drugiej osoby. Jeśli Ty dajesz zrozumienie, czułość, delikatność i otwartość, serce Twojego męża ma szansę stopnieć. Nawet, jeśli jeszcze przed chwilą był zdenerwowany czy rozżalony, Twoja reakcja daje mu szansę na opamiętanie. Wasze problemy małżeńskie mogą się zakończyć.

Zawsze masz możliwość wyboru swojego zachowania. Zawsze. Nawet, jeśli reagowałaś w określony sposób przez długie lata. Do końca naszego życia mamy szansę się zmieniać. To Twoja decyzja.

Jak to zrobić?

Podejmij postanowienie, aby NIE DZIAŁAĆ pod wpływem negatywnych emocji. Kiedy tylko je u siebie zauważysz, powiedz sobie STOP.  Przestań mówić. Zatrzymaj się w miejscu. Zostaw na chwilę wszystko, co w danym momencie robiłaś.

Zobacz, że właśnie znajdujesz się w tej przestrzeni w przeciągu chwili (The space within the moment). Po bodźcu nie musi od razu następować Twoja reakcja. Jeśli nauczysz się zatrzymywać, masz szansę świadomie wybrać, jak chcesz odpowiedzieć.

To będzie pierwszy, najtrudniejszy, ale i najważniejszy krok. Zatrzymać się. Na razie skup się na tym.

Daj sobie czas. Jeśli przez dwadzieścia lat reagowałaś od razu na zachowania innych, nie nauczysz się zatrzymywać swoich odpowiedzi w ciągu jednego dnia. A nawet kilku dni. Ćwicz cierpliwie. Codziennie wieczorem rób rachunek sumienia i zapytaj siebie: ile razy udało mi się dziś zatrzymać? Jeśli ani razu, nie martw się, jutro jest kolejny dzień. Jeśli jeden raz, świętuj swój sukces i ćwicz dalej.

 

Problemy małżeńskie dotykają każdą parę. Rodzą się często z naszego działania i mówienia pod wpływem emocji. Masz jednak wybór: zatrzymaj się, kiedy poczujesz się zraniona lub odrzucona przez męża. Nie mów i nie działaj pod wpływem tych uczuć. Weź na siebie swoją część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację i odpowiedz z miłością. Tylko taka reakcja może budować Wasz związek.

problemy małżeńskie

Jakie są Twoje reakcje na zachowania męża w przestrzeni w przeciągu chwili? Czy udaje Ci się wybierać miłość?

Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?

szczęśliwy związek

Wzrastałam w przekonaniu, że obie osoby powinny wnosić do związku tyle samo. Tyle samo pracy nad tym, co nas łączy, tyle samo entuzjazmu, tyle samo gotowości do zmiany… Taka relacje 50:50 – ja dam 50%, a drugie 50% ty. I wtedy wszystko będzie wspaniale. Teraz już wiem, że myślenie, że wniesiemy do małżeństwa po równo i wtedy stworzymy szczęśliwy związek, to mit. Im szybciej to zobaczysz, tym lepiej dla Ciebie i Twoich bliskich.

szczęśliwy związek

Kto wnosi więcej w związek?

Każdy człowiek jest inny. Różnimy się pod bardzo wieloma aspektami. Począwszy od wyglądu, przez temperament i cały bogaty, wewnętrzny świat. Inaczej reagujemy na te same sytuacje, inaczej patrzymy na to, co nas otacza, inaczej rozumiemy to, co dzieje się dookoła nas. Te same wydarzenia wywołują w nas inne emocje, inaczej oceniamy trudności i szanse, które nam się przydarzają. Nie jestem w stanie nawet wymienić wszystkiego, co nas różni. Wyglądamy, myślimy i czujemy inaczej.

Jednocześnie mamy pewną wspólną cechę: oceniamy działanie innych przez pryzmat samych siebie. Patrzę na to, co robi drugi człowiek i przepuszczam to przez filtr własnych doświadczeń, emocji czy zranień z przeszłości. Nie ma w świecie ludzkim czegoś takiego, jak całkowicie obiektywne ocenianie. Po prostu nie ma. Zawsze robimy to przez pryzmat samych siebie.

Co się dzieje w takim związku 50:50, o którym większość z nas marzy długie lata?

Skąd będziesz wiedzieć, że Twój partner wnosi w związek tyle samo, co Ty? Musisz to jakoś ocenić i zmierzyć. Patrzysz więc na jego zachowanie i punktujesz, oceniasz je. Czy robisz to obiektywnie? Oczywiście, że nie, bo nie jest to możliwe! Oceniasz działanie drugiej strony przez pryzmat tego, co Ty byś zrobiła na jej miejscu, czego Ty od niej oczekujesz i potrzebujesz, jak Ty byś się zachowała w danej sytuacji.

Do czego to prowadzi? Do bezustannej frustracji. Druga osoba nigdy nie będzie w stanie otrzymać u Ciebie maksimum punktów. Dlaczego? Bo nie zachowa się tak, jak Ty byś się zachowała na jej miejscu. Nie odpowie na każde Twoje oczekiwanie i potrzebę. Nie zrobi tego, bo jest sobą, a nie Tobą. Zachowa się po swojemu. Z góry jest na straconej pozycji w tym mierzeniu, kto ile wniósł w związek. Tak samo, jak Ty jesteś na straconej pozycji, jeśli to ona mierzy, kto wnosi mniej, a kto więcej. Ty zawsze będziesz uważać, że wnosisz więcej. Ona będzie natomiast uznawać, że to ona robi więcej, albo przynajmniej tyle samo. I nie będzie rozumiała, o co masz pretensje.

Ale wróćmy do początku.

 

To Ty tworzysz relacje

Coraz częściej dochodzą do mnie pytania związane z pisanymi przeze mnie artykułami: Dlaczego piszesz tylko o pracy kobiety nad sobą? To przecież obie strony muszą pracować, aby stworzyć szczęśliwy związek. Mężczyzna też musi pracować. Takie artykuły mogą tworzyć niezdrowe podejście.

Chcę więc szerzej opisać preferowane przeze mnie podejście do wszelkich relacji, szczególnie małżeńskich.

W swoim życiu tworzysz bardzo wiele relacji z ludźmi: z mężem, dziećmi, przyjaciółmi, rodzicami, współpracownikami… Co jest wspólnym mianownikiem tej listy? Jesteś nią ty. Ty sama.

Wielu ludzi idzie przez życie, skupiając swe wysiłki na kontrolowaniu i zmienianiu wszystkich tych, z którymi wchodzą w relacje. Mówią: Byłabym szczęśliwa, gdyby tylko moja matka zachowywała się inaczej… Byłabym szczęśliwa, gdyby mój mąż więcej dawał z siebie w naszej rodzinie… Byłabym szczęśliwa, gdyby mój szef przestał się w końcu mnie czepiać… Tymczasem jedyną osobą, którą jesteśmy w stanie w pełni kontrolować jesteśmy my sami. Nikt inny.

szczęśliwy związek

Możesz nauczyć się panować tylko nad samą sobą. Innych nie zmienisz, jeśli oni tego nie będą chcieli.

Wiele energii codziennie wkładamy w relacje z innymi. Jedne z nich dają nam satysfakcję, radość i motywują nas do pozytywnych zmian. Inne są destrukcyjne, męczące i powodują ból. Od poziomu Twojego rozwoju zależy, jaki odsetek Twojego życia będą stanowiły te pozytywne, a jaki – te negatywne.

Powtarzam jeszcze raz: poziom Twojego wewnętrznego rozwoju decyduje o tym, jak wyglądają Twoje relacje z innymi.

Te słowa mogą wywołać Twój bunt, wiem. Wszyscy dookoła mówią nam, że szczęśliwy związek zależy od pracy i równego wkładu obu stron. A ja mówię Ci, że wygląd Twoich relacji zależy od Twojego wewnętrznego rozwoju.

Czym są w ogóle Twoje relacje? Relacja to Ty i sposób, w jaki odnosisz się do drugiej osoby. Jeśli nauczysz się panować nad sobą i tym, jak odnosisz się do innych, nauczysz się tworzyć dobre relacje. Jest to pewna umiejętność i można jej się uczyć, można ją w sobie rozwijać i ćwiczyć.

 

Dlaczego to ja mam wykonywać pracę, by tworzyć szczęśliwy związek, jeśli mój mąż nie chce tego robić ze mną?

Pierwsze, ważne pytanie: co dla Ciebie znaczy szczęśliwy związek? Często używamy tego sformułowania, ale co ono znaczy? Czy chodzi Ci o to, że Ty jesteś szczęśliwa w kontakcie z drugą osobą? Czy, że ona jest szczęśliwa? Lub i Ty, i ona? Wydaje mi się, że najczęściej chodzi nam o to, że szczęśliwy związek to taki, w którym obie strony są szczęśliwe. Jeśli rozumiesz to inaczej, daj mi znać. Chętnie się dowiem.

Jeśli zatem chodzi o szczęście obu stron, wczytaj się uważnie w to, co teraz napiszę. Kiedy wykonujesz pracę nad sobą i tym, co Ty wnosisz w związek, największy dar otrzymujesz Ty sama. Jeśli uczysz się panować nad sobą i tworzyć dobre relacje z innymi, najwięcej korzystasz na tym Ty sama. Rozwijasz się, zmieniasz, lepiej potrafisz panować nad swoimi uczuciami, lepiej reagować na stresujące sytuacje – to konkretne umiejętności, które zyskujesz. One z Tobą zostają na zawsze. Nikt Ci ich nie odbierze. I wiesz co? To właśnie od nich zależy Twoje poczucie szczęścia.

Twoje poczucie szczęścia zależy od tego, co dzieje się w środku Ciebie, a nie od tego, co dzieje się dookoła Ciebie.

szczęśliwy związek

Jeśli więc Twoje szczęście zależy od tego, jaka Ty jesteś i jak reagujesz na sytuacje, które Cię otaczają, jakie znaczenie ma to, czy Twój mąż wykona nad sobą jakąkolwiek pracę?

Praca nad sobą to coś, z czego najwięcej korzystasz Ty sama. To, jak daleko będziesz na drodze wewnętrznego rozwoju, decyduje o Twoim szczęściu. Nie to, czy Twój mąż wykona nad sobą taką samą pracę, jak Ty.

Wróćmy też do początkowej refleksji o związku 50:50. Mówienie o tym, że obie strony muszą wnieść po równo, by związek był szczęśliwy, jest konkretnym przejawem myślenia o relacjach w kategorii 50:50. Jeśli wciąż wracasz do tego, że Twój mąż też musi wykonywać jakąś pracę, mówisz o tym i myślisz, samą siebie skazujesz na frustrację. On nigdy nie zrobi tego, co Ty robisz i jak to robisz – jest sobą i nikim innym. Koncentrowanie się na tym, co on powinien zrobić, powoduje, że jesteś w stanie ciągłego oceniania jego zachowania. Musisz wciąż czuwać i sprawdzać: czy już się zmienił? Czy już zrobił to, co powinien, czy jeszcze mam na niego naciskać? Jak to zrobić, żeby w końcu zaczął się zmieniać?

Samą siebie skazujesz na porażkę. Zajmujesz się czymś, na co masz niewielki wpływ. Możesz kontrolować tylko siebie i to, jak Ty odnosisz się do innych. Po co więc skupiać się na czymś, czego nie możesz zmienić?

 

Relacja 100:100

Muszę teraz dodać coś jeszcze. Nie piszę wcale, że to od kobiety i jej pracy zależy szczęśliwy związek. Nigdy tego nie napisałam i nie napiszę. To nie od kobiety zależy szczęśliwy związek. To od Ciebie zależy to, jak Ty się czujesz i odnajdujesz w swoich relacjach. Ponieważ kieruję artykuły do kobiet, dlatego piszę o kobietach. Równie dobrze mogłabym napisać: to od Ciebie, mężczyzno, zależy to, jak Ty się czujesz w relacjach z innymi, nie od Twojej żony. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Nie piszę tego dlatego, że jesteś kobietą. Taki sam artykuł mogłabym skierować do Twojego męża.

Jeśli zatem związek 50:50 nigdy Cię nie usatysfakcjonuje, co może to zrobić? Związek 100:100. Ty dajesz swoje 100% i druga osoba daje swoje 100%. Ty wykonujesz swoją pracę bez względu na to, czy druga strona robi to samo. Skupiasz się tylko na tym, co należy do Ciebie. Robisz swoje. Rozwijasz się, uczysz się umiejętności potrzebnych do odpowiedniego odnoszenia się do innych, kontrolujesz swoje emocje (szczególnie złość – pisałam o tym tutaj) uczysz się stawiać mądrze granice i mówić o swoich potrzebach. Wnosisz to wszystko w relację. Bez oglądania się na to, co wnosi druga strona.

Zauważ, że nie mówię o tym, że pozwalasz sobą pomiatać, czy poddawać jakiejkolwiek przemocy. Nie! Jeśli zadbasz o swój rozwój, nie dopuścisz do tego. Będziesz mieć wszystko, co jest potrzebne do budowania dobrych relacji z innymi. Będziesz mogła tworzyć szczęśliwy związek.

Pamiętaj o tym, że samą siebie zabierasz do każdej relacji, którą tworzysz. Nawet, jeśli rozstałabyś się z aktualnym partnerem i zaczęła nowy związek, Ty zostajesz wciąż taka sama. Często dzieje się tak, że ktoś rozwodzi się w przekonaniu, że nieszczęśliwy związek to wina męża, a kiedy wchodzi w nową  relację, za kilka miesięcy znajduje się w dokładnie takiej samej sytuacji, jak przed rozwodem. Nie możesz ominąć zadania, które stoi przed Tobą: jeśli nie nauczysz się odpowiednio odnosić do innych, nigdy nie stworzysz szczęśliwego związku.

 

Wystarczy jedna osoba, by odmienić związek

Każdego dnia we wszystkich relacjach z ludźmi rozgrywa się specyficzna gra. Jedna osoba zachowuje się w określony sposób, wywołując jakąś reakcję drugiej. Ta reakcja następnie wywołuje reakcję u pierwszej osoby. I tak w kółko. Na tym polega dynamika relacji międzyludzkich.

Konkretny przykład. Żona poprosiła męża o to, aby zrobił zakupy, wracając z pracy. On tego nie zrobił – zapomniał, nie zdążył, cokolwiek. Ona czeka na niego, głodna i gotowa, by przygotować szybki obiad. Widzi jego puste ręce. Jak reaguje?

  1. W złości mówi/krzyczy/cedzi przez zęby: Ty nigdy nie robisz tego, o co Cię proszę! Jedna, drobna prośba i nie mogłeś jej spełnić?
  2. Czuje w środku złość. Oddycha kilka razy głęboko, postanawia, że nie będzie w złości robić mu wyrzutów. i mówi: Jestem bardzo głodna i zmęczona. Czy mógłbyś szybko skoczyć do sklepu koło naszego bloku, żeby kupić to, co potrzebujemy na obiad?  Zje obiad, a później, na spokojnie, powie mu, że będzie mu bardzo wdzięczna, jeśli następnym razem zakupy zrobi. Może byłoby lepiej, gdyby ustawił sobie w telefonie przypominacz?

szczęśliwy związek

Zachowanie męża i dwie, zupełnie inne reakcje żony. Jak myślisz, jak na jej zachowanie odpowie mąż? Jest bardzo prawdopodobne, że w pierwszym przypadku będzie się bronił i sam wpadnie w złość, co skończy się niepotrzebną awanturą. W drugim przypadku pójdzie po zakupy, a po południu z większą otwartością będzie rozmawiał o tym, jak ona się czuła w tej sytuacji.

Relacja to łańcuch: zachowanie – reakcja na to zachowanie – reakcja na reakcję itd.

Wystarczy zmienić jeden składnik w tym łańcuchu, aby zmieniła się jego dalsza część. Wystarczy zmienić jedną reakcję, aby zmieniła się w danej chwili cała relacja.

Dlatego wystarczy jedna osoba, aby zmienić związek. Możesz odetchnąć głęboko: nie musisz się stresować pytaniem, jak zmienić męża na lepsze.

Jeśli dokona się zmiana w Tobie, zmieni się Twoja relacja z mężem. Twoje zachowania mogą go prowadzić do reakcji, które budują lub niszczą Waszą relację. Oczywiście to działa w obie strony: jego zachowania mogą wywołać w Tobie reakcje, które budują lub niszczą związek. Jednak pamiętaj, że możesz kontrolować tylko siebie. Nie myśl więc o tym, żeby zmienić jego zachowania. Ucz się tego, jak reagować, by wyciągnąć z niego to, co najlepsze. Ucz się tego, jak wywołać jego lepszą reakcję. To Twoja część pracy: panowanie nad sobą, swoimi uczuciami, słowami i zachowaniami.

 

Wspólna praca nad związkiem

Bardzo rzadko zdarza się, aby obie osoby były gotowe i chętne do pracy nad związkiem w ten sam sposób i w tym samym czasie. Czytałam ostatnio, że ok. 75% terapii par kończy się niepowodzeniem. Zachęcam Cię: nie idź tą drogą. Nie stawiaj Twojego szczęścia na niepewnym gruncie czekania, aż Twój mąż w końcu wykona pracę, której od niego oczekujesz.

Włóż w Wasze małżeństwo swoje 100%. Rozwijaj się, ucz tworzyć dobre relacje, odkrywaj, jak panować nad swoimi emocjami. Skup się na swojej pracy, zmianie Twoich zachowań i Twoich reakcji na jego zachowania. Jeśli trzeba, zrób sobie przerwę jako mama i żona – wyjdź z domu choć na 10 minut (konkretne pomysły na to, jak zrobić sobie przerwę znajdziesz w tym artykule). Zobaczysz, że w ten sposób zmianie ulegnie cała Wasza relacja i stworzycie szczęśliwy związek.

A jaka Twoim zdaniem jest recepta na szczęśliwy związek?

Przestań próbować zadowolić męża

uszczęśliwić męża

Jeśli chcesz pokazać mężowi, że go kochasz, dawaj z siebie jak najwięcej. Ile razy słyszałaś podobne słowa? Ja wielokrotnie. I starałam się do nich stosować. Chciałam uszczęśliwić męża, robiąc to, czego on oczekiwał, nawet jeśli czułam przy tym żal, niechęć lub złość. Zwykle kończyło się to katastrofą, moim zmęczeniem i zniechęceniem: Ciągle coś od siebie daję, zmieniam się, próbuję naprawiać nasz związek i co z tego mam?

uszczęśliwić męża

 

Zniechęcenie żony

Często słyszę podobne słowa również od innych kobiet. Wkładają wiele serca i pracy w relację z mężem. Przełamują własne słabości, starają się nie narzekać, rezygnują ze słów pełnych złości… I nagle: TRRRACH. Mają dość. Czują, że miarka się przebrała. Że dłużej nie są w stanie tak funkcjonować. Bo co z tego, że ja tak dużo daję od siebie? On ciągle robi to samo! Nic się w nim nie zmienia!

Mówili mi, że jeśli ja będę dawać, to i on będzie. Jeśli ja będę spełniać jego potrzeby, to on w końcu zacznie spełniać moje. Jeśli będę dla niego cierpliwa, to on odpowie tym samym. Dobro podobno powraca, czyż nie tak?

Tymczasem rzeczywistość często jest inna. Kobieta stara się odpowiadać na potrzeby męża. Sprząta w domu, bo widzi, że on lubi, jak jest czysto. Gotuje obiady, które mu smakują. Zgadza się na jego wyjścia z kolegami na piwo. I tylko w głowie kołacze jej się myśl: Kiedy w końcu przyjdzie pora na MNIE? Kto spełni MOJE potrzeby?

Żona może robić wszystko, aby zadowolić męża. Może wciąż dawać i dawać. To jednak nie oznacza, że on stanie się idealnym człowiekiem. A ją może doprowadzić do zniechęcenia i zmęczenia.

Jak zwykle podkreślam: nie twierdzę, że tylko Ty powinnaś się starać dawać mężowi to, co najlepsze. On również przysięgał Ci to samo, to jest również jego zadanie i obowiązek. Jednak odnoszę się tylko do Twojej sytuacji, bo wierzę w to, że jedna osoba może odmienić sytuację w domu. Możesz to być Ty, ale mógłby to być również Twój mąż.

Są kobiety, które funkcjonują cały czas, mając żal o to, że nikt nie troszczy się o ich potrzeby. Inne miewają podobne myśli tylko czasem. Jeszcze inne może nigdy ich nie doświadczyły. Czy to oznacza, że te ostatnie mają idealnych mężów? Takich, którzy zawsze zachowują się właściwie i nigdy nie ranią? Którzy spełniają każdą potrzebę kobiecego serca?

Na pewno nie.

Nie ma idealnych mężów.

Każdy mąż czasem nawali. Postawi swoje potrzeby ponad potrzeby żony. Nie wysłucha. Nie przytuli, chociaż ona tego potrzebuje.

Co zatem różni te kobiety między sobą?

 

Dawaniezadowalanie – dwa sposoby budowania relacji

Ostatnio natknęłam się na wypowiedź Stacey Martino (polecam kolejny już raz), która wyjaśniła mi, o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego czasem nasze kobiece dawanie prowadzi do żalu wobec męża, który w naszym odczuciu daje z siebie za mało? Co więcej, wygląda na to, jakby nasze staranie nawet jego nie uszczęśliwiało!

Stacey tłumaczy, że jest różnica pomiędzy dawaniem (giving), a zadowalaniem, uszczęśliwianiem, chęcią sprawienia komuś przyjemności (pleasing). W języku angielskim łatwiej wychwycić tę różnicę już na poziomie języka. Giving i pleasing. Na potrzeby tego artykułu będę używała słów dawaniezadowalanie. To dwa zupełnie odmienne sposoby zachowania. Na czym polega różnica?

Z zewnątrz jakaś czynność wykonana przez Ciebie może być zarówno dawaniem, jak i próbą zadowolenia drugiej osoby. Nie ma zewnętrznej różnicy pomiędzy jednym i drugim.

Żona uprasowała dla męża wszystkie koszule. Czy jest to dawanie, czy robi to po to, by zadowolić męża? Zewnętrzny obserwator nie jest w stanie tego określić.

Jednak zależnie od tego, czy jest to dawanie czy zadowalanie, doprowadzi do różnych rezultatów.

 

Czym różni się dawanie od zadowalania?

Dawanie to coś, czego dokonujesz z poczuciem, że jest Ci z tym dobrze. Towarzyszą Ci pozytywne emocje. Cieszysz się, że możesz zrobić coś dla drugiej osoby. Jesteś pełna radości i zapału. Czujesz, że wspaniale jest okazywać miłość, pomagać, wspierać drugą osobę. Może to dotyczyć drobnych, codziennych spraw: zmywania naczyń, odkurzania podłogi, wstawania w nocy do dziecka. Cieszysz się, że możesz to zrobić dla swoich bliskich. Nie oczekujesz niczego w zamian.

Zadowalanie to coś, czemu towarzyszą nieprzyjemne emocje. Wykonujesz daną rzecz tylko po to, aby druga osoba się cieszyła, a sama wcale tego nie chcesz. Czujesz wewnętrzny opór, z którym wiążą się emocje typu złość lub smutek, zniechęcenie czy żal.

Wróćmy do przykładu z uprasowanymi koszulami. W trakcie pracy żonie mogły towarzyszyć dwa rodzaje emocji:

  • radość z tego, że może pomóc mężowi, odciążyć go; wdzięczność za wszystko, co on robi dla niej; lub
  • żal, że znów musi stać przy desce do prasowania tyle czasu, chociaż jest zmęczona; poczucie, że ma dość tych domowych prac i czuje się nimi przeciążona.

Oczywiście emocje mogły być nieco inne. Jednak podczas każdej czynności, którą wykonujemy, towarzyszą nam uczucia z jednej lub z drugiej strony barykady: są przyjemne lub nie. Jest w nas radość, entuzjazm, zadowolenie lub żal, złość czy zirytowanie.

Odczuwane przez nas emocje to główna różnica pomiędzy dawaniem, a zadowalaniem.

uszczęśliwić męża

 

Czy jesteś w stanie uszczęśliwić męża?

Nie jest to jednak jedyna różnica.

Chociaż przy dawaniuzadowalaniu samo zachowanie może wyglądać tak samo, jednak doprowadzi do skrajnie różnych rezultatów.

Naturalne dla człowieka jest odwzajemnianie emocji innych osób. Jeśli widzisz, że ktoś cieszy się spotkaniem i rozmową z Tobą, Ty również zaczynasz się tym cieszyć. Jeśli czujesz po drugiej stronie podirytowanie, również zaczynasz odczuwać nieprzyjemne emocje. Nie zawsze są to dokładnie takie same emocje. Jednak zwykle należą do tej samej kategorii: przyjemnych lub nieprzyjemnych.

Zależnie od tego, czy dajesz, czy raczej próbujesz zadowolić męża, otrzymujesz odmienną odpowiedź od niego. To, co odczuwasz w trakcie podejmowania działania, ma wpływ na jego reakcję. Możesz zapytać: jak to możliwe? Przecież ukrywam swoją irytację i zniechęcenie, bo go kocham i chcę dla niego dobrze! Przecież on nie wie w tej chwili, co ja czuję. Dlaczego to miałoby na niego wpłynąć?

Nawet, jeśli nie powiesz drugiej osobie, co czujesz, ona to wie. Często sama nie zdaje sobie sprawy z tego, że wie. Jej ciało i psychika odbiera płynące od Ciebie sygnały. Jeśli robisz coś, chociaż nie masz na to najmniejszej ochoty, druga osoba nie będzie się z tego cieszyć. Ona czuje Twoją niechęć, złość, zmęczenie, irytację czy żal. Czuje je i reaguje zgodnie z nimi. Odpowiada emocjami z tego samego gatunku.

Jeśli mąż zaczyna odczuwać nieprzyjemne emocje w interakcji z Tobą, mało prawdopodobne, aby zachował się w sposób, który Tobie sprawi radość. Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Jeśli Twoje zachowanie budzi w nim nieprzyjemne uczucia (nawet, jeśli wszystko odbywa się na poziomie nieświadomości), jego zachowanie będzie zgodne z tymi uczuciami.

Jeśli robisz coś tylko po to, by go zadowolić, uszczęśliwić, nie czując przy tym żadnej radości, szkodzisz sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. 

 

Co zrobić, kiedy nie mam ochoty być dobrą dla swojego męża?

Myślę, że rozróżnienie jest już jasne. Wiemy, czym jest dawanie, a czym zadowalanie. Wiemy, że prowadzą do odmiennych reakcji u drugiej osoby. Wiemy, że w takim sensie nie jesteś w stanie uszczęśliwić męża, bo Twoje próby tylko wywołują jego negatywne emocje.

I tu pojawia się ważne pytanie.

Co mam zrobić, kiedy wcale nie mam ochoty być dobrą dla swojego męża?

On mnie czymś zdenerwował, zranił, powiedział coś, co mnie zabolało, zrobił coś, o czym wie, że tego nie lubię. Nieprzyjemne emocje we mnie buzują. Nie mam ochoty z nim spokojnie rozmawiać. Nie mam ochoty znów gotować dla niego obiadu. Nie mam ochoty zajmować się dziećmi, kiedy on gra w piłkę.

Co wtedy?

Zacisnąć zęby i zrobić, co trzeba, w imię miłości?

Byłoby to zadowalanie, a wiesz już, że ono Wam szkodzi. Nie daje rezultatów, których oczekujesz. Nie buduje Waszej więzi. Nie doprowadzi Was do szczęścia małżeńskiego. Dlatego nie jest odpowiedzią na Twoje pytania.

Co zrobić?

uszczęśliwić męża

 

Wykonaj swoją pracę.

Twoją pracą w takiej chwili jest zadbanie o swoje emocje. 

Jeśli zmienią się Twoje emocje, będziesz mogła dać z radością i entuzjazmem. Nie będziesz myślała o tym, jak zmienić męża na lepsze.

Ucz się swoich emocji. Poznawaj je. Rozmawiaj lub pisz o nich. Zdobywaj wiedzę o tym temacie, abyś wiedziała, jak możesz sobie pomóc. Nie zachęcam Cię do negowania swoich uczuć. Jeśli przychodzą, daj sobie ich doświadczyć.

Emocje są powiązane z naszymi myślami, z tym, jak postrzegamy sytuację. To, co myślisz o swoim mężu i jego zachowaniu wpływa na to, co czujesz w relacji z nim. Jeśli skupiasz swoje myśli na jego błędach, porażkach, tym, co robi źle, będziesz odczuwać wobec niego nieprzyjemne emocje nieomal cały czas. Jeśli natomiast dostrzegasz to, co dobre, dziękujesz mu za to, doceniasz go – wtedy częściej będą Ci towarzyszyły pozytywne emocje.

Wykonaj swoją pracę. Masz wpływ na swoje emocje poprzez kształtowanie swoich myśli. Prowadź dziennik wdzięczności. Wyrażaj na głos codziennie podziękowanie dla męża za jego konkretne zachowania. Pamiętaj, aby zadbać o siebie, swój odpoczynek i rozwój. Jeśli jesteś wierząca, szukaj pomocy na modlitwie. Praktykuj uważność.

Przestań próbować zadowolić (i tak uszczęśliwić) męża. Nie jesteś w stanie tego zrobić! Wykonaj swoją część pracy. Wtedy będziesz mogła dawać swoją uwagę, czas i pracę z entuzjazmem i radością, nie oczekując niczego w zamian. Paradoksalnie dopiero wtedy mąż odpowie Ci tym samym. W ten sposób budujecie szczęśliwy związek.

 

Jak podoba Ci się teoria dawania vs zadowalania?

Jak zmienić męża na lepsze?

Rok po atakach terrorystycznych z 11 września 2001 r. w USA w telewizji można było obejrzeć wywiady z kobietami, których mężowie zginęli. Prowadzący program zapytał je, jakie zmiany w ich poglądach zaszły w ciągu ostatniego roku. Jedna z kobiet powiedziała: Nie jestem w stanie znieść narzekania kobiet na mężów. Byłabym szczęśliwa, widząc w łazience podniesioną deskę klozetową. Jej odpowiedź bardzo mnie poruszyła. Wszystko dlatego, że jest tak odległa od pytania, które często kołacze się w mojej głowie: jak zmienić męża na lepsze?

jak zmienić męża

Jak zmienić męża na lepsze?

Z moich obserwacji wynika, że bardzo wiele kobiet w pewnym momencie życia zadaje sobie to pytanie. Dostrzegają wady, błędy i słabości swoich mężów. Marzą o tym, aby dokonały się w nich pozytywne zmiany. Mnie też nie jest to obce. Często towarzyszą mi dobre intencje: przecież jak on zmieni to i to, i jeszcze tamto, nasze małżeństwo i nasza rodzina będą o niebo szczęśliwsze!

Czy takie myślenie jest czymś złym? Czy marzenie o tym, aby mąż zmienił pewne zachowania powinnam na zawsze wykreślić ze swojego życia? Jak zmienić męża na lepsze?

Pragnienie dobrych zmian jest piękne i naturalne. Czym innym jednak jest pragnienie, a czym innym – żądanie i wymaganie ich od drugiej osoby. Jeśli pragniesz dobrych zmian – kierujesz się miłością i robisz wszystko, by pomóc drugiej osobie. Jeśli żądasz – naginasz otaczającą rzeczywistość, aby spełnić tylko swoje potrzeby i aby Tobie było wygodnie. A to nie jest droga miłości.

Ponieważ każdy z nas ma wolną wolą, nie jesteś w stanie na siłę nikogo zmienić. Możesz prosić, krzyczeć, błagać, denerwować się, karać milczeniem – jeśli druga strona nie będzie chciała zmiany, nic z tego nie wyniknie. Im szybciej to zaakceptujesz, tym lepiej dla Ciebie. I dla Twojej rodziny.

W mglisty sposób rozumiałam to jeszcze przed ślubem. Byłam przekonana, że mój mąż nigdy nie będzie w stanie zaspokoić wszystkich moich potrzeb. Że moim zadaniem jest go akceptować i wspierać. Że w małżeństwie nie zawsze będzie mi radośnie i przyjemnie. Że nie będę nigdy zastanawiała się, jak zmienić męża na lepsze.

Oczywiście codzienność małżeńskiego życia i tak mnie nieco zaskoczyła. Emocje towarzyszące naszym troskom okazały się na tyle silne, że czasem zapominałam o swoich przed-ślubnych przekonaniach. Koncentrowałam się na tym, co mnie boli, na niezaspokojonych potrzebach, na brakach mojego męża. Nadal czasem to robię.

Regularnie wraca do mnie jednak myśl, że nie tędy droga.

Nie zmienię mojego męża przez:

  • narzekanie na to, co zrobił źle,
  • milczenie, kiedy czuję się zraniona i urażona,
  • wypominanie mu błędów z przeszłości,
  • mówienie o jego brakach przy innych osobach,
  • obrażanie go słowem,

Pomyśl przez chwilę o swojej pracy zawodowej i Twoim szefie (aktualnym lub przeszłym). Z jakim typem człowieka najchętniej współpracujesz? Jakie zachowanie najbardziej motywuje Cię do bycia lepszym pracownikiem? Jeśli Twój szef na każdym kroku punktuje Twoje błędy, jak się z tym czujesz? Jeśli nigdy Cię nie docenia, a zauważa Twoją pracę tylko wtedy, kiedy coś Ci się nie uda, co wtedy? Czy takie działania sprawiają, że chce Ci się zmieniać na lepsze?

Tak samo jest z naszymi bliskimi.

Nie możesz nikogo zmienić na silę. Możesz jednak stworzyć środowisko, w którym druga osoba będzie bardziej skłonna do poprawy. Możesz stać się kimś, kto ma na innych pozytywny wpływ, kto sprawia, że inni chcą się zmieniać. A to dzieje się tylko poprzez zmiany w nas samych.

Nawet jeśli on nigdy nie sprosta Twoim marzeniom, odmienisz w ten sposób równanie Waszego małżeństwa. Jeśli Ty będziesz zachowywać się inaczej, przemianie ulegnie również to, co się dzieje pomiędzy Wami. Nie będziesz musiała zastanawiać się, jak zmienić męża.

W tym miejscu mam ważną uwagę: obie strony w małżeństwie powinny wkładać wysiłek i pracę w związek! Tak byłoby najlepiej, najłatwiej i najszybciej w drodze do szczęścia. Kierując słowa do Ciebie nie twierdzę, że Twój mąż nie powinien wykonywać żadnego działania. Nie zdejmuję z niego odpowiedzialności i nie rozgrzeszam jego wad. Koncentruję się na tym, co Ty możesz wnieść w rodzinę, nawet jeśli Twój mąż nie podziela Twojego entuzjazmu w tym temacie.

 

Tworzenie klimatu do zmian

Czy Twój mąż codziennie zarabia pieniądze na Waszą rodzinę? Bawi się z dziećmi i się nimi opiekuje? Regularnie sprząta Wasz samochód, robi zakupy, jeździ z Tobą w odwiedziny do Twoich rodziców…? Robi cokolwiek dla Ciebie i dla Waszej rodziny?

Każdej z nas grozi pewne niebezpieczeństwo. Coś, co na początku było dla nas ważne i wyjątkowe, może stać się chlebem powszednim. Z każdym dniem coraz trudniej docenić i zauważyć działania, które mąż wykonuje na rzecz domu i rodziny. Szczególnie, jeśli skupisz się na myśleniu, że przecież ja też robię tak dużo dla naszej rodziny, dlaczego mam mu za wszystko dziękować?! Kto MI podziękuje?

jak zmienić męża

Czasem pozytywne cechy męża stają się czymś tak normalnym, że przestajemy je zauważać i doceniać. Natomiast kiedy tylko na horyzoncie pojawi się jakiś błąd i zaniedbanie z jego strony, od razu chcemy to wypunktować i podkreślić.

Każdy z nas ma jakieś wady. Możesz szukać całe życie, a nie znajdziesz człowieka, który by ich nie miał. Ja je mam. Ty również. Twój i mój mąż także. Nasi mężowie mają braki w wiedzy i umiejętnościach. Ale każdy ma również jakieś zalety. Jeden mąż jest złotą rączką i potrafi wszystko w domu naprawić. Inny nie zna się na żadnych sprzętach domowych i nigdy w życiu nie naprawi spłuczki w ubikacji. Jeden uwielbia czytać książki i dyskutować o nich. Inny w rękach miał tylko lektury szkolne, a może nawet wyłącznie ich opracowania.

Słabości mojego męża mogą być mocną stroną męża innej kobiety. Mój wspaniale odnajduje się w towarzystwie, jest rozmowny i otwarty. Inny mężczyzna natomiast ma problemy z nawiązywaniem kontaktów i jest bardzo nieśmiały. Łatwo jest zachwycić się zaletami innych mężczyzn, skupiając się jednocześnie na brakach swojego ukochanego. Możemy wpaść w pułapkę rozmyślania, jak zmienić męża, aby stał się podobny do kogoś innego.

„Regularne negatywne myślenie o mężu zwiększa twoje niezadowolenie z niego i z waszego małżeństwa”

Leslie Vernick

Jak zatem możesz wprowadzić w domu klimat do pozytywnych zmian?

  1. Skup się na mocnych stronach swojego męża.

Jeśli będziesz zamartwiała się słabościami męża, one nie znikną. Myślenie i mówienie o nich zwiększa tylko Twoją frustrację i niezadowolenie. Widzę to u siebie – kiedy moje myśli krążą wokół błędów i braków ukochanego, kiedy myślę, jak zmienić męża na lepsze, czuję się coraz gorzej w naszym domu.

Każdy człowiek chce być doceniony, ważny w czyichś oczach, mieć znaczenie dla kogoś. Jeśli będziesz mówić i myśleć o mocnych stronach bliskich, pomożesz im rozwinąć te obszary, które już w nich cenisz. Jednocześnie może to ich zachęcić do dalszych zmian.

 

2. Załóż, że mąż ma dobre intencje

Wiele kobiet uważa, że skoro mąż kocha, to powinien wiedzieć, co robić, aby sprawić żonie radość. Drażni nas ich nieudolność w nawiązywaniu relacji, małe umiejętności komunikowania uczuć, niewielkie zaangażowanie w wychowanie dzieci… Tym zachowaniom często przyklejamy łatkę: bo mu nie zależy, bo mu się nie chce, bo chce mi utrudnić życieWpadamy w nawyk przypisywania mu złych intencji.

Każdemu zachowaniu męża, które sprawiło Ci przykrość, możesz przypisać jedną z dwóch intencji: albo wykazał się troską o Ciebie, o dzieci, o dom (ale coś mu po drodze nie wyszło), albo z premedytacją utrudnił Ci życie i nie zależy mu na Waszej rodzinie. Jak często przyjmujesz tę drugą opcję?

Od Twojej decyzji zależy, czy będziesz się na niego denerwować, czy wykażesz wdzięczność, jednocześnie pomagając mu nieco skorygować jego działanie.

Pamiętaj, że mąż może po prostu nie wiedzieć, czego od niego oczekujesz i potrzebujesz. Nie każ mu się domyślać. Będziesz się czuła dotknięta, jeśli tego nie zrobi. Ucz się odważnie i bezpośrednio komunikować swoje potrzeby. Mów jasno i konkretnie. Proś o pomoc. Zwróć też uwagę, że prośba jest czymś innym niż żądanie i nakazywanie. Jest ona uprzejma i zakłada możliwość odmowy.

 

3. Odrzuć nierealistyczne oczekiwania

Żaden mąż, nawet ten najwspanialszy, nie jest w stanie zaspokoić potrzeb swojej żony w 100%. Jeśli na to liczysz, będziesz tylko niepotrzebnie męczyć jego i siebie. Rozpoczniesz ciągłą walkę pomiędzy Wami, a frustracja odbierze Ci wszelką radość.

Każda z nas sama odpowiada za swój rozwój i zdrowie emocjonalne – nie nasi mężowie! Potrzebujemy mieć system wsparcia w postaci przyjaciółek, hobby, różnych form wypoczynku, wspólnot religijnych. Jeśli rezygnujesz z tego wszystkiego, wystawiasz samą siebie i swojego męża na wielki stres. Mężczyzna, który czuje ze strony żony presję odpowiedzialności za jej dobre samopoczucie, zwykle czuje się tym przytłoczony. Im większy nacisk z Twojej strony, tym bardziej on będzie się wycofywał. Jeśli czuje, że jego wysiłek Cię nie zadowala, po co ma się w ogóle starać?

jak zmienić męża

Myślę sobie o tym, co napisałam i sama jestem nieco przerażona… Bardzo trudne zadanie przed nami. I wiesz co? Ty sama zdecydujesz, czy chcesz je podjąć. Wybierasz sama: albo pogrążysz się we frustracji, zmęczeniu, smutku i myśleniu jak zmienić męża, albo podejmiesz wysiłek pracy nad sobą i dasz sobie i jemu szansę na bardziej radosną codzienność. Wybór należy do Ciebie.

Podziel się ze mną, co o tym myślisz. Zwariowałam i piszę głupoty, czy mam trochę racji?

 

Inne artykuły z serii „Więcej miłości na co dzień

  1. Potrzeba pewności

2. Potrzeba różnorodności

 

 

Czy popełniasz te błędy w małżeństwie?

błędy w małżeństwie

Do mojego męża przyciągnęło mnie między innymi jego poczucie humoru. Zanim się spotkaliśmy wiedziałam, że mój przyszły mąż musi lubić się śmiać i bawić, tak samo jak ja. Już na pierwszym spotkaniu to zauważyłam: częsty uśmiech na jego twarzy i bijąca od niego radość zauroczyły mnie. Spędziliśmy długie godziny, śmiejąc się z różnych rzeczy razem, żartując, docinając sobie z życzliwością. Wspólna zabawa to jeden z elementów, które spajają nasz związek. Śmiem twierdzić, że jest to rzecz, która powinna być obecna u każdej pary. Popełniamy różne błędy w małżeństwie, a jednym z najmniej zauważanych jest właśnie to.

błędy w małżeństwie

„Lepiej zacznij traktować ZABAWĘ bardziej poważnie, bo los Twojego związku może od niej zależeć!”

Stacey Martino, Relationship Development

Gdzie się podziała zabawa?

Przyglądam się naszemu małżeństwu. Część tej początkowej radości i beztroski gdzieś wyparowała. Widzę to szczególnie po sobie. Dużo trudniej mi wejść z entuzjazmem w proponowane mi gry i zabawy (np. planszowe czy terenowe podczas spotkań z przyjaciółmi). Co takiego się stało? Przecież jeszcze niedawno sama twierdziłam, że mój mąż MUSI mieć wielkie poczucie humoru i lubić się bawić. Co się we mnie zmieniło? Skąd te błędy w małżeństwie, które popełniam?

Z przykrością stwierdzam, że pozwoliłam, aby codzienność przykryła tę część mojej osoby. Nie twierdzę, że już w ogóle się nie śmieję i nie bawię. O nie, to by było nierealne! Kto zna mnie osobiście ten wie, że uśmiech bardzo często gości na mojej twarzy. Podejrzewam, że znaczna część osób określiłaby mnie nawet jako osobę bardzo zabawową. Ja jednak znam siebie najlepiej i wiem, że nieco się zmieniłam. I ta zmiana mi się nie podoba.

Co więc się stało? Przyszła codzienność życia rodzinnego. Obowiązki domowe. Płaczące dzieci, którymi trzeba się zajmować podczas spotkań z przyjaciółmi. Zmęczenie nadmiarem zadań do wykonania. Z tym wszystkim pojawiło się poczucie, że nie mam w tej chwili czasu/siły/chęci na żarty i śmiechy. Ja tu wykonuję poważną pracę i potrzebuję, aby ktoś mnie wspierał i pracował razem ze mną, a nie sobie żartował! Kiedy czuję się przytłoczona obowiązkami mamy, nie w głowie mi zabawa.

Wyobraź sobie konkretną sytuację (przykład zaczerpnęłam z opowieści Stacey Martino, której słowa pojawiły się na początku artykułu). Stoisz przy kuchence i gotujesz obiad. Wokół kręci się trójka dzieci. Najmłodsze zaczyna płakać, bo rozlało mu się mleko z kubeczka. Starsze marudzi, że nie ma koszulki, która jest mu potrzebna na jakieś zajęcia w szkole. Średnie zaczepia najmłodsze i zaczyna się między nimi kłótnie. Jesteś zmęczona i sfrustrowana, najchętniej wyszłabyś z domu i trzasnęła drzwiami. W tym momencie do kuchni wkracza mąż i rzuca w Twoją stronę dwuznaczny żart o tym, co chciałby robić w tej chwili z Tobą zamiast siedzieć tutaj z dziećmi.

Co dzieje się w tym momencie w Tobie?

Stacey mówi, że odpowiedź większości kobiet, z którymi pracuje, wyrażałaby się w słowach typu: Czyś ty zwariował?! Zawsze musisz sobie tylko żartować, to jakby mieć czwarte dziecko w domu! Lepiej mi pomóż ogarnąć tę sytuację, a nie się śmiejesz!

Niestety w większości przypadków ja bym się też tak zachowała. Tym sposobem straciłam okazję do rozluźnienia się i krótkiego oddechu od stresującej sytuacji. Mąż zaprosił mnie do przyjemnej zabawy, a ja odrzuciłam propozycję. Następnym razem dwa razy się zastanowi, zanim znów mnie zaprosi. Może widzisz, że Twój mąż śmieje się i żartuje w relacjach z innymi, a z Tobą jest często poważny? Może właśnie dlatego?

Znasz te błędy w małżeństwie z własnego doświadczenia?

błędy w małżeństwie

Co daje nam wspólna zabawa?

Przypomnij sobie Wasze pierwsze chwile spędzane razem. Co robiliście? Ile czasu przeznaczaliście na beztroskie bycie ze sobą (spacery, rozmowy przy kawie, taniec, gry itd.), a ile na wspólne obowiązki? A jak to wygląda teraz? Czy zabawa nie została zastąpiona pracą na rzecz dzieci i domu?

Wraz z założeniem rodziny przychodzą nowe zadania i obowiązki. Trzeba zarobić pieniądze na codzienne życie, ugotować, uprać, sprzątnąć, wyprawić dzieci do przedszkola lub szkoły… Dzień wydaje się zbyt krótki, aby zdążyć ze wszystkim. Często wybieramy to, co pilne, a beztroską zabawę spychamy na jutro – bo teraz jestem zmęczona, bo muszę jeszcze zrobić to i tamto. 

Z naukowego punktu widzenia zabawa wspiera wytwarzanie ważnych dla nas hormonów – endorfin. Wydzielają się one między innymi podczas wysiłku fizycznego, śmiechu, tańca czy współżycia seksualnego. Są to hormony szczęścia, która sprawiają, że jesteśmy zadowoleni z życia i czujemy, że możemy góry przenosić.

Jeśli zabawa wiąże się z kontaktem fizycznym, dostajemy dodatkowo zastrzyk oksytocyny, która wzmacnia więź pomiędzy dwoma osobami i daje poczucie bliskości. To hormon, który pomaga nam nawiązywać relacje.

Mówiąc w skrócie, wspólny śmiech i beztroska wzmacniają nasze więzi i dają poczucie szczęścia w relacji z drugą osobą. Bez nich będzie nam dużo trudniej je osiągnąć.

 

Lekceważone błędy w małżeństwie

Na hasło błędy w małżeństwie, w internecie najczęściej natykam się na informacje o braku rozmowy, tłumionych emocjach, wtrącaniu się rodziców czy skupianiu na pracy zamiast na relacji z małżonkiem. To wszystko prawda. Jednak oprócz poznania języka miłości Twojego męża, nie lekceważ również znaczenia zabawy we wspólnym życiu.

To ona pomaga nam zachować pozytywne myślenie w obliczu trudności dnia codziennego. Daje nam chwilę oddechu w dniu wypełnionym pracą i obowiązkami. Odnawia nasze siły, dzięki czemu z nowym entuzjazmem ruszamy w wir pracy. Wspiera nawiązywanie relacji z dziećmi i z mężem. 

Dla wielu mężczyzn naturalnym sposobem rozluźniania atmosfery są żarty i śmiech. Kiedy facet widzi drugiego faceta zmagającego się z jakimś problemem, raczej nie będzie go pocieszał i pytał, jak się z tym czuje. Zamiast tego rzuci jakiś żart i zaprosi przyjaciela do wspólnego śmiechu. To jego naturalny sposób postępowania w takich sytuacjach (dlatego często mąż w ten sposób postępuje wobec swojej żony).

Ja jako kobieta często potrzebuję, by w obliczu problemów ktoś mnie wysłuchał i dał mi wsparcie. Dlatego śmiech i żarty w takiej sytuacji mnie irytują. Dziś zastanawiam się nad tym, co stałoby się, gdybym poddała się tej beztrosce, którą w takiej sytuacji proponuje mój mąż? Niekiedy to robię i przyznam, że nigdy tego nie żałuję! Żarty i śmiech rozładowują napięcie. Później przychodzi czas na spokojne porozmawianie o tym, co się dzieje.

błędy w małżeństwie

Jak wypełnić dzień radością i śmiechem?

Jakiś czas temu usłyszałam, że umiejętność zabawy jest jak mięsień – im więcej ją ćwiczymy, tym lepiej nam wychodzi. Zgadzam się z tym, bo widzę, że im mniej zabawy w moim życiu, tym później trudniej mi do niej wrócić. Jak zatem znaleźć czas i siły na nią?

Zacznij od małych kroczków. Nie potrzebujesz dużej ilości wolnego czasu i zorganizowanego wyjścia poza dom z mężem. Zaproście zabawę do swojej codzienności. 

Jak zaczynacie swój dzień? Zamiast wprowadzać poranny stres  i pośpiech, włącz Waszą ulubioną muzykę i śpiewajcie razem, przygotowując się do wyjścia z domu. Wydaje Ci się to nierealne? Chociaż spróbuj. Kiedy gotujesz obiad podśpiewuj sobie lub tańcz przy kuchence. Te proste gesty mogą zupełnie odmienić przebieg Waszego dnia.

Pozwólcie Waszym dzieciom, aby pomogły Wam we wprowadzeniu zabawy do Waszej rodzinnej codzienności. One są w tym najlepsze. Nasz syn uwielbia udawać, że jest kimś innym, niż naprawdę: raz jest Zygzakiem McQuinnem, raz Dusty Popylaczem, innym razem kotkiem lub dinozaurem. Twoje dziecko zapewne też lubi takie udawanki. Przyłączcie się do niego! Bądźcie rodziną kotów lub skaczących królików. Modulujcie głosy, gadajcie głupoty i na chwilę zapomnijcie o tym, że jeszcze tyle obowiązków do wykonania.

Jeśli Twój mąż żartuje w najmniej oczekiwanym przez Ciebie momencie, nie strofuj go od razu. Odetchnij głęboko i spróbuj odpowiedzieć mu tym samym. Sprawdź, jak to wpływa na Twoje uczucia i na całą sytuację. Może okaże się to świetnym sposobem na radzenie sobie z drobnymi stresami codzienności?

Jeśli macie możliwość, wyjdźcie gdzieś razem. Sami lub całą rodziną. Pójdźcie na spacer (chociażby na plac zabaw), jedźcie na wycieczkę rowerową, odwiedźcie pobliski park rozrywki. Zróbcie coś tylko po to, by pobyć ze sobą i wspólnie coś przeżyć. Odłóż na ten czas telefon, skup się na swoich bliskich. Bądź z nimi, słuchaj ich, śmiej się z tego, co ich śmieszy.

Taki czas beztroskiej zabawy jest Wam potrzebny regularnie. Nie raz na kilka miesięcy, ale codziennie. Może trwać kilka minut, a może to być zorganizowane wyjście na kilka godzin do zoo lub do lasu. Nawet jeśli będziesz naprawiać inne błędy w małżeństwie, a to zaniedbasz, Wasza relacja utknie w martwym punkcie. Dbałość o tę sferę pomaga również zaspokoić potrzebę różnorodności w Waszym wspólnym życiu.

Małżeństwa, które dobrze się ze sobą bawią i potrafią wprawić się nawzajem w śmiech, lepiej radzą sobie z codziennymi problemami. Ja chcę przeżyć swoje życie ciesząc się nim i dzieląc tę radość z moim mężem. A Ty?

Zachęcam Cię, abyś przyjrzała się Waszej relacji i szczerze odpowiedziała sobie na pytanie: jak dużo wspólnej zabawy i radości w niej jest? Czy popełniamy te błędy w małżeństwie i eliminujemy śmiech, beztroskę i żarty? Jeśli tak, co mogę zrobić, aby zacząć zmianę już dziś? Jak sprawić, by to stało się naszym codziennym nawykiem?

 

Jak jest u Was? Czy zabawa jest stałym elementem Waszego małżeństwa? Jakie zajmuje miejsce w Waszej relacji?

 

Inne posty z serii „Więcej miłości na co dzień”

  1. Potrzeba pewności

2. Potrzeba różnorodności

3. Potrzeba znaczenia

Jaki jest język miłości Twojego męża/żony?

język miłości

W artykule: Każdy z nas lubi okazywać i otrzymywać miłość w inny sposób. To właśnie nasz język miłości. Dlaczego poznanie tego języka ma ogromny wpływ na Twoją relację małżeńską? Przeczytaj!

Do mojej wyobraźni bardzo mocno przemawia metafora kubeczka na miłość.

Zetknęłam się z nią pierwszy raz w kontekście dzieci. Wielu autorów posługuje się nią, aby pokazać, że dziecko zachowuje się dobrze tylko, jeśli jego kubeczek na miłość jest wypełniony. Kiedy czuje brak więzi z rodzicem, a jego potrzeby emocjonalne są niezaspokojone, wtedy wybucha gniewem, krzyczy, płacze itp.

Jaki związek ma to jednak z małżeństwem?

I czym jest ten tytułowy język miłości?

 

język miłości

 

Nie tylko dzieci mają taki kubeczek na miłość, my, dorośli, także. Jedną z naszych głównych potrzeb jest chęć bycia kochanym, zauważonym, docenionym przez drugą osobę. Widzę to w swoim życiu bardzo wyraźnie. Kiedy z jakiegoś powodu nie czuję się w pełni kochana tak, jak tego potrzebuję, świat nagle traci swoje kolory. Szybciej wpadam w złość, mniej się uśmiecham, trudniej mi wypowiedzieć życzliwe słowa w kierunku mojego męża.

Kiedy kubek na miłość jest pusty, nie mam co dać innym.

Twój mąż/żona również ma taki kubek. Nosi go ze sobą codziennie i każdego dnia musi być na nowo wypełniany.

Podsunę Ci dziś propozycję, która dla mnie była bardzo odkrywcza. Znalazłam ją w książce „5 języków miłości” Gary’ego Chapmana. On również posługuje się metaforą zbiornika na miłość i podpowiada, jak można skutecznie wypełniać potrzebę bycia kochanym u swojego małżonka.

„Gdy zbiornik na uczuciową miłość twojego współmałżonka jest wypełniony i czuje się on bezpiecznie, doświadczając twojej miłości, cały świat nabiera kolorów, a twój mąż czy żona osiąga w życiu największe spełnienie. Jeśli jednak ten zbiornik jest pusty, a twój współmałżonek nie czuje się kochany, lecz wykorzystywany, postrzega życie w ponurych barwach i prawdopodobnie nigdy nie wykorzysta swoich możliwości związanych z czynieniem dobra w świecie”.

„5 języków miłości”, Gary Chapman

Dlaczego to jest takie trudne, aby mówić językiem miłości?

Zacznijmy od początku.

Kiedy zakochujemy się, jesteśmy wpatrzeni w drugą osobę jak w obrazek. Niesie nas fala zauroczenia: bez problemu poświęcamy się dla niej, dajemy jej wszystko, co tylko mamy: swój czas, pracę, dobre słowa, upominki. Wszystko, by uczynić ją szczęśliwą.

I jesteśmy przekonani, że tak będzie całe życie. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że moglibyśmy zrobić coś, co skrzywdzi ukochanego, ani, że on mógłby zrobić coś takiego wobec nas.

Kiedy mija etap zakochania (średnio trwa on ok. 2 lata), obie strony zaczynają walczyć o swoją niezależność. Pokazują swoje potrzeby i zaczynają oczekiwać, że będą one spełnione.

 

Zachowanie osoby przed ślubem jest motywowane siłą obsesji zakochania i wcale nie wyznacza tego, co ta osoba będzie robiła po ślubie! Kiedy opada fala zauroczenia, znów stajemy się takimi osobami, jakimi byliśmy przed zakochaniem się.

Nasze zachowanie w małżeństwie wynika ze sposobu postrzegania przez nas miłości, naszych emocji, pragnień i tego, co widzieliśmy w małżeństwie naszych rodziców. I może być bardzo odległe od naszych działań w stanie zakochania przed ślubem.

To dlatego wiele osób czuje, że po ślubie ich ukochany/ukochana się zmienia. Rzeczywiście może zachowywać się inaczej – jest to znak, że na nowo stał się sobą, takim, jakim był, zanim się zauroczył.

Na tym etapie z całą mocą możemy doświadczyć tego, że miłość jest decyzją, a nie wyłącznie uczuciem. Dopiero teraz mogę zdecydować, że będę okazywać miłość mojemu mężowi, nawet jeśli nie wspiera mnie w tym siła zakochania, buzujące hormony i motylki w brzuchu.

 

5 języków miłości

Przejdźmy do konkretów.

Jak okazywać miłość, aby wypełnić kubek mojego męża, nawet jeśli nie jest to już dla mnie takie proste, jak na początku?

Chapman wyróżnia pięć różnych języków, którymi można wyrażać swoją miłość. Każdy z nas ma dominujący jeden lub dwa z nich. Czujemy się kochani, kiedy ktoś okazuje nam miłość w danym języku. Może robić dla nas bardzo wiele, poświęcać się w różny sposób, ale jeśli nie trafia w język, którym my się posługujemy, nasz kubek nadal pozostaje pusty.

Jest to przyczyna frustracji wielu małżonków. Jedna strona ma poczucie, że bardzo się stara, robi dużo, okazuje miłość, jak tylko potrafi, a druga ciągle czuje się niekochana. Taka sytuacja może prowadzić do wielu nieporozumień, goryczy u obu osób, złości i żalu.

Sprawa z językami miłości jest bardziej skomplikowana, niż może się to wydawać na pierwszy rzut oka.

Żądanie od drugiej osoby, aby okazywała mi miłość tak, jak ja chcę, to Relacja Pełna Wymagań, która nie przyniesie pożądanych owoców. Mogę prosić o określony sposób okazywania mi miłości, ale wymaganie tego nie będzie prowadziło do budowania relacji.

Z jednej strony warto poznać swój język miłości (aby lepiej zrozumieć siebie). Z drugiej – jest możliwe, aby nauczyć się, jak przyjmować miłość w innym języku, niż to dla mnie najbardziej naturalne. Dzięki temu nawet, jeśli małżonek okazuje mi miłość inaczej, niż początkowo bym chciała, potrafię ją przyjąć i napełnić nią mój kubek na miłość. Dodatkowo mogę go prosić o takie działania, które są dla mnie najbardziej satysfakcjonujące. Wtedy on będzie czuł, że nie jest do niczego zmuszany, ale raczej zapraszany.

Budowanie relacji nie może opierać się na wymaganiach, ale na współpracy i porozumieniu.

 

Języki miłości według G. Chapmana

1. Pierwszy język miłości – Wyrażenia afirmatywne

Miłość możemy wyrazić za pomocą dobrych słów. Oto kilka konkretnych przykładów:

  • Słowa ośmielające – kiedy Twój mąż/żona mówi o czymś, co chciałby/chciałaby zrobić, ale czuje się w tym niepewnie, możesz wesprzeć go/ją, wypowiadając słowa zachęty. W ten sposób pokazujesz, że jest dla Ciebie ważny/a, że słuchasz i uważasz, że jest w stanie wykonać to, co sobie zamierzy. Jeśli w takiej chwili wypowiadasz słowa pełne wątpliwości co do umiejętności i wiedzy męża/żony, w ten sposób podcinasz mu/jej skrzydła.
  • Uprzejme słowa – wyrażanie swoich uczuć i potrzeb z życzliwością dla drugiej strony, bez wyrzutu, osądu i potępienia; przebaczanie błędów i zaczynanie każdego dnia z czystą kartą, bez wypominania tego, co było wczoraj
  • Słowa pełne pokory – wypowiadanie próśb do drugiej osoby z pokorą i życzliwością, niczego nie wymuszając, np. „Czy zrobisz dziś znów ten pyszny makaron?” zamiast „Czy my nie moglibyśmy choć raz zjeść czegoś dobrego?”
  • Wypowiadanie na głos cech współmałżonka, które w nim cenisz (mówienie o nich również w towarzystwie innych osób).

pięć języków miłości

2. Drugi język miłości – Dobry czas

Okazywanie miłości w tym języku polega na całkowitym skupieniu swojej uwagi na drugiej osobie – siedzenie obok siebie, patrzenie sobie w oczy, rozmowa, wspólne wykonywanie jakiejś czynności, kiedy uwaga jest skierowana na nas, a nie na samą tę czynność.

  • Skupiona uwaga – kluczem jest tu skierowanie swojej pełnej uwagi na drugą osobę, na to, co mówi, jak się czuje.
  • Dobra rozmowa – elementem składowym tego języka miłości jest również rozmowa. Chodzi o dialog, w którym obie strony dzielą się swoimi uczuciami, przemyśleniami, pragnieniami w niezakłóconych okolicznościach. Ważne przede wszystkim jest to, co usłyszymy od drugiej osoby – dajemy jej szansę, aby powiedziała o tym, co dzieje się w jej sercu.
  • Mówienie o swoich emocjach – aby okazać miłość w tym języku, musimy również uczyć się mówić o sobie, o tym, co czujemy.
  • Dobre zajęcia – wspólne spędzanie czasu na jakiejś czynności, która sprawia radość drugiej osobie. W ten sposób otrzymuje ona komunikat, że jest ważna, że jej ulubione czynności mają również znaczenie dla małżonka.

 

3. Trzeci język miłości – Przyjmowanie podarunków

Dla niektórych osób prezenty są szczególnie ważnym elementem miłości. Mogą mieć różną wartość materialną, wielkość i barwę. W większości przypadków nie chodzi o to, aby były to podarunki kosztowne. Liczy się pamięć o drugiej osobie i chęć sprawienia jej radości. Może wystarczyć mała karteczka z napisem „Kocham cię”. Takie prezenty są widoczną oznaką miłości.

  • Upominki mogą być ręcznie robione, może to być piękny kamyk znaleziony na plaży, czekoladki albo drogie kolczyki. Wszystko zależy od Twojej aktualnej sytuacji życiowej.

 

4. Czwarty język miłości – Drobne przysługi

Część osób szczególnie ceni sobie to, że ktoś wykonuje dla nich jakąś pracę. Dotyczy to najczęściej spraw związanych z domem. Mąż umył naczynia lub skosił trawę, żona ugotowała pyszny obiad i posprzątała łazienkę. Osoby posługujące się tym językiem miłości czują się kochane, kiedy współmałżonek wykonuje dla nich drobne przysługi.

  • Skarga męża/żony na brak wykonania jakiejś pracy może być dla Ciebie wskazówką, co jest dla niego/dla niej szczególnie ważne.

 

5. Piąty język miłości – Dotyk

Dotyk wyrażający miłość w małżeństwie może przybrać bardzo różne formy. Zaczynając od delikatnego dotknięcia ramienia męża/żony, kiedy przechodzi obok, przez masaż ramion po powrocie z pracy, aż do zjednoczenia w akcie małżeńskim. Każdy z nas ma ulubione rodzaju dotyku i okazywanie miłości drugiej osobie polega na uszanowaniu jej oczekiwań w tym względzie.

  • Jeśli wiesz, że językiem miłości Twojego męża/żony jest dotyk, tylko Twoja wyobraźnia ogranicza Cię w sposobie okazania mu miłości. Dotknij jego/jej nogi pod stołem, kiedy jecie obiad, obejmij go/ją podczas spotkania z innymi, rozpocznij zbliżenie od masażu stóp. Całe ciało Twojego współmałżonka może stać się miejscem okazywania mu, że jest dla Ciebie ważny.

 

język miłości

 

Wiesz już, jaki jest Twój język miłości, a jaki Twojego męża/Twojej żony?

Jeśli nie, na koniec podaję Ci trzy pytania, które pomogą Ci to odkryć. Zaczerpnęłam je również od Chapmana:

  1. Która z rzeczy, które robi Twój mąż/żona, rani Cię najbardziej? Przeciwieństwo tego co sprawia Ci największy ból jest prawdopodobnie Twoim językiem miłości.
  2. O co najczęściej prosisz swojego małżonka?
  3. W jaki sposób najczęściej wyrażasz swoją miłość? Zwykle wyrażamy miłość tak, jak chcemy, aby nam ją okazywano.

Odkrycie swoich języków miłości to dla małżonków wspaniała szansa na pełniejsze odpowiadanie na swoje potrzeby. Mój język miłości to dobry czas i powiem Ci, że wspaniale było sobie to uświadomić i nazwać. Wiem teraz, o co chcę prosić mojego męża i na co szczególnie zwracać uwagę.

Dlaczego ludzie odchodzą? – główna przyczyna rozpadu związków

dlaczego ludzie odchodzą

W artykule: Co jest główną przyczyną tego, że ludzie odchodzą ze związku?

Moje serce zabiło mocniej. Uśmiechnęłam się szeroko i poczułam przypływ radości. Komentarz na grupie, którą prowadzę na facebooku był jednoznaczny: Ola odniosła kolejny sukces w swoim małżeństwie. Moja praca – pisane artykuły i nagrywane filmy, nie poszła na marne. Ola i jej mąż na nowo cieszą się swoim wspólnym życiem.

 

Zapytasz mnie, po co o tym piszę?

Kocham to, co robię. Uwielbiam te emocje, kiedy widzę, jak osoba doświadcza przełomu w swoim związku. Jak zdobywa nową perspektywę i motywację do zmiany. Jak kolejna mama zyskuje nowe narzędzia do budowania bliskiej więzi ze swoimi dziećmi.

Czuję, że moja praca ma sens. Że jest ważna. Zmienia ludzkie życie.

Moja praca zaspokaja wiele moich potrzeb. Dlatego nie chcę jej zmienić na żadną inną.

 

dlaczego ludzie odchodzą

Dlaczego ludzie odchodzą?

Wiele osób zastanawia się, dlaczego mąż lub żona odeszła ze związku.

Odpowiedź w większości przypadków jest jednoznaczna. Może być bolesna dla tego, kto został sam, ale niestety często jest prawdziwa.

Jeśli potrzeby danej osoby w związku nie są zaspokajane w sposób regularny i straciła ona nadzieję na to, że będą, jest gotowa do odejścia.

Może nie zrobić tego od razu, z różnych powodów. Może tego nawet nie zrobić nigdy (np. jeśli jest katolikiem i nie uznaje rozwodów). Jednak w sercu wypisała się z małżeństwa. Szuka zaspokojenia swoich potrzeb gdzieś indziej.

Takie postawienie sprawy brzmi bardzo brutalnie. Bo czyż nie byłoby cudownie, gdyby druga osoba w małżeństwie zawsze:

  • sama jasno mówiła, czego potrzebuje,
  • pokazała, w jaki sposób zaspokoić jej potrzeby,
  • wybaczała za każdym razem, kiedy tego nie robimy,
  • skupiła się na tym, co ona powinna robić dla małżeństwa, dzieci i domu,
  • a najlepiej, gdyby po prostu przyjmowała to, co dajemy, nawet, jeśli to nie ma nic wspólnego z jej rzeczywistymi potrzebami.

 

Niestety tak nie jest. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy wpisane w swoje funkcjonowanie pewne mechanizmy. Mamy potrzeby, które dyktują to, jak się zachowujemy.

Jeśli jesteś osobą wierzącą możesz mieć oczekiwanie, że Twój współmałżonek będzie ponad to. Bo przecież Pan Bóg mówi, żebyśmy zapominali o sobie, a żyli dla innych. To prawda. Jednak przyjrzyj się samemu sobie. Kiedy Twoje potrzeby nie są zaspokojone, czy jest Ci łatwo kochać? Czy chodzisz po domu cały w skowronkach i rozdajesz uśmiechy na prawo i lewo?

Nie! Dlaczego więc oczekiwać tego od innych?

Nie sugeruję, że odejście jednej osoby jest winą drugiej. Nigdy w życiu. Każdy podejmuje decyzje sam za siebie i jest odpowiedzialny za swoje zachowanie. Nie da się jednak uciec od prawdy, że w każdej relacji biorą udział dwie osoby i obie mają swój wkład w to, co dzieje się pomiędzy nimi.

 

Trzymaj się tych zasad, a zwyciężysz

Kocham moją pracę, bo zaspokaja moje potrzeby. Po co mam ją zmieniać na inną?

Tak samo wygląda sytuacja w małżeństwie. Każdy potrzebuje innych ludzi, swojej pracy, przyjaciół, rodziców. Możesz jednak sprawić, że będziesz w życiu współmałżonka zawsze na pierwszym miejscu. Będzie tęsknił za powrotem do Ciebie. Będzie czuł się przy Tobie wspaniale. Będzie uśmiechał się, kiedy Cię zobaczy.

Nie mam na myśli manipulowania kimkolwiek. O takim zachowaniu, które ma na celu osiągnięcie jakichś swoich celów. Myślę o dawaniu prosto z serca dlatego, że chcesz dawać. Chcesz, aby mąż/żona był/a szczęśliwy/a, radosny/a czuł/a się spełniony/a i ważny/a.

 

Jakie zatem potrzeby musisz wziąć pod uwagę?

Przedstawię Ci zestaw, który stworzył Tony Robbins. Ja natknęłam się na niego na stronie Stacey Martino – ekspertki ds. relacji.

Każdy człowiek ma sześć potrzeb, które muszą być zaspokajane w sposób regularny. Różnimy się wyłącznie siłą ich odczuwania – jedne osoby daną potrzebę mają bardzo silną, inne mniej. Można je zaspokajać zarówno przez działania pozytywne, rozwijające jak i negatywne, szkodliwe.

Zmiana w związku zawsze rozpoczyna się od zmiany perspektywy myślenia. Chcę dać Ci szansę, abyś teraz, czytając ten artykuł, doświadczył tej przemiany. Dlatego zadaję Ci pytanie:

Gdybym spytała Twojego męża / Twoją żonę, na ile pomagasz mu/jej w zaspokojeniu danej potrzeby w codziennym życiu (w sposób regularny), co by powiedział/a?

Jak by to ocenił? Od 1 do 10 – gdzie:

  • 1 oznacza – żona/mąż w ogóle mi nie pomaga zaspokoić danej potrzeby, a
  • 10 oznacza – żona/mąż cały czas, każdego dnia przyczynia się do zapokojenia tej potrzeby.

Nie myśl teraz o tym, na ile Twój mąż/żona zaspokaja Twoje potrzeby. To nic nie da – zamknie Was tylko w błędnym kole wzajemnych wymagań i oczekiwań.

Oczywiście on również mógłby dokonać tej zmiany myślenia i spojrzeć na swoje działania z takiej perspektywy. Tę pracę może wykonać dowolna osoba w relacji, zarówno kobieta, jak i mężczyzna (podobnie, jak wszystko, o czym przeczytasz na moim blogu). Ponieważ jednak to Ty czytasz ten artykuł, dlatego kieruję moje słowa do Ciebie.

Myślenie: „OK, może i ja tego nie robię, ale on/ona też mógłby/mogłaby się mną zainteresować!”, tylko pogłębia problem. Jest to połowiczne branie odpowiedzialności za swoje życie. To właśnie ono sprawia, że niewiele się zmienia w Twoim życiu, pomimo dobrych intencji i pragnień.

Jeśli chcesz doświadczyć przemiany w relacji, ktoś musi zacząć ten proces.

 

ludzie odchodzą

6 potrzeb, które muszą być zaspokojone każdego dnia

  1. Pewność (certainty)

Każdy człowiek potrzebuje w życiu pewnej stałości. Idąc po podłodze, chcę mieć pewność, że się pode mną nie zawali. Dziecko chce wiedzieć, że rodzice się nim zaopiekują, nakarmią je i ochronią przed niebezpieczeństwem. Mąż chce czuć, że żona będzie go kochać, bez względu na to, co przyniesie życie. Żona chce mieć pewność, że nawet w obliczu jej słabszych dni mąż będzie stał u jej boku.

Te elementy stałe w życiu dają nam poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad tym, co się dzieje dookoła nas.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje, że Wasze małżeństwo, Wasza miłość jest czymś pewnym i że stawiasz jego/ją na pierwszym miejscu przed innymi ludźmi?

 

2. Różnorodność/niepewność (variaty/uncertainty)

Jednak gdyby wszystko w naszym życiu było stałe, okropnie byśmy się nudzili!

Wyobraź sobie, że Twój każdy dzień przez najbliższe 50 lat wygląda dokładnie tak samo. Co do minuty. Codziennie wstajesz o tej samej porze, jesz te same rzeczy, spotykasz się z tymi samymi ludźmi, rozmawiacie na te same tematy, a w pracy wykonujesz codziennie te same obowiązki. Wszystko identycznie jak poprzedniego dnia.

Dla mnie to przerażająca wizja.

Potrzebą każdego człowieka jest różnorodność – chcemy, aby spotykały nas niespodzianki, aby codzienność niosła ze sobą jakąś nowość. Niektóre osoby w sposób nieświadomy specjalnie generują problemy (np. kłótnie), ponieważ ich potrzeba różnorodności nie jest zaspokojona. Nieważne, że ktoś ucierpi, liczy się to, że nie będzie nudno…

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje. że pomagasz mu/jej zaspokajać potrzebę różnorodności, wnosisz do Waszej codzienności coś nowego, wyjątkowego, zaskakujesz pomysłami, wychodzisz poza schemat szarej codzienności?

3. Znaczenie (significance)

To potrzeba bycia ważnym dla kogoś, wyjątkowym w czyichś oczach.

Chcę czuć, że moje życie się liczy, że nie jestem tutaj przypadkowo. Mam wpływ na życie innych ludzi. Jestem doceniona i zauważona.

Niektórzy tę potrzebę realizują jako liderzy czy szefowie firm. Dla niektórych to poczucie, że są kimś wyjątkowym w swojej rodzinie, niezastąpioną mamą lub ojcem. Natomiast inni, aby zaspokoić tę potrzebę, pną się po szczeblach kariery, po drodze niszcząc życie innych ludzi.

Są tysiące sposobów, aby czuć, że się ma znaczenie.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje się ważny/a w Twoich oczach? Na ile widzi, że to, co mówi i robi ma dla Ciebie znaczenie i to doceniasz?

 

4. Miłość i więź (love & connection)

Tego punktu chyba nie muszę wyjaśniać. Naprawdę każdy z nas potrzebuje miłości i więzi z innymi ludźmi. Chcemy bliskości, troski ze strony innych. Chcemy czuć, że pozostajemy z kimś w kontakcie. Że mamy z kim spędzić czas, rozmawiać, dzielić się tym, co dzieje się w naszym sercu.

Widać to już u małych dzieci, które w pewnym momencie znacznie chętniej bawią się z innymi niż same. Jesteśmy stworzeni dla relacji.

Na ile Twój / Twoja żona mąż czuje bliskość i więź z Tobą?

Pytanie brzmi: Jak on/ona doświadcza tego, co dajesz, a nie jak Ty chcesz, aby to odbierał/a? Czy dajesz bliskość i więź tak, jak on/ona tego potrzebuje, a nie tak, jak Ty chcesz, aby on/a Tobie je dawał/a?

 

5. Wzrost (growth)

Wszystko na tym świecie albo wzrasta, albo umiera. Mamy wpisane w siebie dążenie do rozwoju, zmiany, podążania wyżej, pokonywania nowych wyzwań, zdobywania nowej wiedzy.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje, że pomagasz mu/jej wzrastać i zachęcasz do tego?

Pamiętaj, że rozwoju u drugiej osoby nie wymusisz, pchając ją w określonym kierunku! Nie chodzi o zmuszanie do rozwoju, ale o wspieranie w tym, co druga osoba sama chce zrobić.

 

6. Wkład (contribution)

Jest to potrzeba wyjścia poza siebie i dawania czegoś innym. Czasu, talentów, pracy, uwagi i troski… Chcę wiedzieć, że mam pozytywny wkład w to, co dzieje się dookoła mnie. Że moje działania się dla kogoś liczą. Że coś zmieniają w świecie.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje, że pozwalasz mu/jej dawać sobie dobre rzeczy? Że pozwalasz wnosić pozytywny wkład w Wasze małżeństwo, dom, wychowanie dzieci?

 

Każdy człowiek dorosły jest sam odpowiedzialny za to, aby jego potrzeby były zaspokojone. I ja, i mój mąż odpowiadamy sami za siebie. Nie mogę mieć do niego pretensji, jeśli nie wychodzi mi naprzeciw, nie mogę tego wymuszać na nim. On również nie ma do tego prawa.

ALE… Jako żona jestem odpowiedzialna za to, co daję w małżeństwie. Jak towarzyszę mężowi w zaspokajaniu jego potrzeb?

Zachęcam Cię do przyjrzenia się sobie pod tym kątem. Relacja małżeńska nie polega na tym, że ktoś będzie na Tobie wymuszał zaspokojenie jego potrzeb. Ale Ty sam możesz dawać swoją obecność, czas, uwagę, tyle, ile chcesz i potrafisz.

 

Co sądzisz o takim spojrzeniu na Waszą relację?