4 powody, dla których czujesz, że mąż Cię nie kocha

mąż mnie nie kocha

Jeśli myślisz czasem: Mój mąż mnie nie kocha!, przeczytaj i sprawdź, czy opisane sytuacje dotyczą Ciebie.

Przez wiele miesięcy naszego związku borykaliśmy się z problemem, który wydawał mi się nie do rozwiązania. Kiedy nawarstwiały się jakieś trudności i niedomówienia pomiędzy nami, ja chciałam o tym natychmiast rozmawiać. Stawałam przed Adrianem ze łzami w oczach, wyliczając, jakie jego zachowania mnie zraniły. Prosiłam, abyśmy coś z tym zrobili. Przepraszałam za to, co ja zrobiłam źle. Im bardziej jednak wylewałam przed nim swój ból, trudne emocje i poczucie krzywdy, tym bardziej on się wycofywał. Milkł. Nie chciał rozmawiać. Ja czułam się wtedy odrzucona i niezrozumiana.

mąż mnie nie kocha

Liczyłam, że rozwiążemy problem przez konfrontację, jednak on tylko się pogłębiał.

Przez moją głowę przelatywały myśli: Mój mąż mnie nie kocha! Gdyby mu zależało, na pewno zachowywałby się inaczej!

„Bez względu na to, jak silny jest wasz związek, jeśli twój mąż jest taki, jak większość mężczyzn, gdzieś w środku boi się, że zostanie przytłoczony ciężarem twoich emocjonalnych oczekiwań. Nazywam to powolnym zabijaniem go.”

Ramona Zabriskie, „Wife for life”

Co kryje się w męskim sercu?

Bardzo rzadko zastanawiam się nad tym, że mój mąż może się czegoś bać.

On sam prawie nigdy o tym nie mówi. Nie pokazuje tego. W naszym wspólnym życiu widzę go głównie jako silnego, odważnego, pełnego życia mężczyznę. Jego lęki nie są zwykle tematem naszych rozmów.

Nie oznacza to jednak, że ich nie ma. Każdy z nas nosi w sobie jakieś obawy. Ja je mam, Ty również, nasi mężowie także.

Ostatnio miałaś okazję przyjrzeć się swoim lękom. Dziś zajrzymy natomiast do męskiego serca. Jeśli w Twojej głowie kołacze się myśl: Mój mąż mnie nie kocha…, może odnajdziesz tutaj pewne wskazówki do działania.

Jeśli chcesz:

  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Po co przyglądać się lękom?

Zanim jednak do tego przejdziemy, dwa słowa wyjaśnienia, dlaczego pochylamy się nad tym tematem.

Przyjęło się uznawać, że kobiety są bardziej emocjonalne niż mężczyźni. Jednak nie jest to pełna prawda. Mężczyźni odczuwają emocje równie silnie, co my. Są jednak zaprogramowani, aby inaczej działać pod ich wpływem. Ciekawostką jest to, że przeciętny mężczyzna odczuwa stres w obliczu emocji, które kobiecie sprawiają przyjemność. Kiedy natomiast chodzi o uczucia powiązane z czymś negatywnym, ten stres jest nieporównywalnie silniejszy.

Ty, jako kobieta, odczuwasz potrzebę, aby mówić o emocjach, podczas go on potrzebuje coś z nimi zrobić.

Większość mężczyzn raczej zamilknie i wycofa się, niż zachowa się w sposób, który w jego odczuciu mógłby Cię zranić lub sprawić Ci przykrość,

Piszę o tym, aby pokazać Ci pewną prawidłowość. Jak łatwo oceniłam mojego męża przez pryzmat tego, jak ja zachowałabym się w opisanej na początku artykułu sytuacji. Ja bym rozmawiała dalej, gdyby ktoś wylał przede mną swoje emocje. On wolał zamilknąć, bo poczuł się przytłoczony. Obawiał się, że jeszcze bardziej mnie zrani.

To naukowe wyjaśnienie w 100% pokrywa się z naszym doświadczeniem. Po każdej takiej sytuacji mój mąż później mnie przepraszał za swoje milczenie i mówił, że było mu trudno cokolwiek powiedzieć, bo czuł, że mnie zawiódł, że sprawił mi przykrość. Nie chciał więcej tego robić, więc się wycofywał.

Nie jesteś taka sama, jak Twój mąż. Nie działasz, nie czujesz, nie myślisz tak samo, jak on.

Dlatego musisz poznawać jego jako mężczyznę. Jeśli zobaczysz, jakie lęki kryją się w jego sercu, lepiej zrozumiesz jego zachowanie. Będziesz miała dla niego więcej wyrozumiałości. Z większym entuzjazmem podejmiesz działania, które doprowadzą Was do bliskości i intymności. Będziesz mogła unikać tego, co pogłębia jego obawy.

mąż mnie nie kocha

4 lęki, które najczęściej towarzyszą mężczyznom

  1. Lęk przed porażką.

Mężczyzna odczuwa bezustanne przynaglenie do potwierdzania swojej wartości przez swoje działanie. Swoją tożsamość czerpie z tego, co osiągnie w życiu. Chce pokazać swoją siłę i chce zwyciężać, w różnorodny sposób.

Dlatego wciąż przyzywają go nowe wyzwania i działania. Chce mieć nowe osiągnięcia na koncie, bo dzięki temu czuje, że jest wartościowy.

Każdy kij ma jednak dwa końce: każde wyzwanie wiąże się z możliwością porażki. Jakiekolwiek nowe działanie podejmuje, coś może mu się nie udać. Może nie sprostać temu, co przynosi życie. Lęk przed porażką towarzyszy mu więc nieustannie.

Jeśli mężczyzna często ponosił klęski w różnych dziedzinach życia, może wpaść w marazm. Obawa przed kolejną porażką może go zupełnie sparaliżować. Najtrudniej jest mu funkcjonować, jeśli najważniejsza osoba w jego życiu, jego żona, nie wierzy w możliwość jego zwycięstwa. Ma podcięte skrzydła i nie ma siły wznieść się na wyżyny swoich możliwości.

 

2. Lęk przed byciem bezużytecznym.

Jedną z głównych potrzeb, które kierują męskim działaniem, jest chęć bycia potrzebnym. Mężczyzna marzy o tym, aby jego wkład i pomoc były niezbędne, aby mógł coś z siebie dać. Dlatego długo pracuje, stara się rozwiązywać Twoje problemy (chociaż Ty chcesz tylko, aby Cię wysłuchał), angażuje się w różne projekty na rzecz innych.

Przez swoje zachowanie bezgłośnie zadaje Ci pytanie: Czy wciąż mnie potrzebujesz? Twoja odpowiedź decyduje o tym, jak będzie się czuł i co zrobi. Jeśli dasz mu odczuć, że jego wkład (w zajmowanie się dziećmi i domem, w finanse rodziny, w Twoje dobre samopoczucie itd.) jest przez Ciebie doceniony i zauważony, sprawiasz, że czuje się szanowany i potrzebny.

Jeśli Twoja odpowiedź na pytanie o jego użyteczność będzie negatywna, Twój mąż może przemienić się w pasywnego i smutnego człowieka. Lub znajdzie inne miejsce (poza małżeństwem i domem), w którym będzie czuł się zauważony i potrzebny.

 

3. Lęk przed samotnością.

Jest to obawa, która często nie jest zauważana przez żony.

Mężczyzna tak samo mocno jak kobieta potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem. Ma jednak większą trudność z nazwaniem i wyrażeniem tego.

Przeciętna kobieta ma wokół siebie kilka osób, którym może zwierzyć się z ze swoich trudności życiowych. Dość łatwo nawiązuje kontakty z innymi. Jej mąż natomiast ma tylko jedną taką osobę: żonę. Większość mężczyzn nie opowiada o najgłębszych sprawach swojego serca nikomu innemu. Nawiązywanie bliskich relacji przychodzi im z wielkim trudem.

Dlatego doskwiera im lęk przed obojętnością lub niedostępnością (zarówno fizyczną, jak i emocjonalną) żony. Czują dyskomfort, kiedy ona poświęca zbyt dużą ilość czasu innym ludziom (np. dzieciom, przyjaciółkom, rodzicom) czy zadaniom (np. pracy zawodowej). Uwielbiają natomiast być fizycznie blisko niej – zarówno podczas współżycia, jak i innych, codziennych zajęć. Nie muszą ze sobą rozmawiać, wystarczy, jeśli żona mu towarzyszy.

Mój Adrian uwielbia, kiedy jedziemy całą rodziną razem do miasta, w którym ma prowadzić jakąś imprezę. Czasem w samochodzie nie rozmawiamy zbyt dużo, później na miejscu też nie mamy dla siebie wiele czasu. Zawsze jednak jest mi wdzięczny, kiedy podejmę trud wyjazdu ze względu na niego. Po prostu lubi, kiedy jestem blisko.

 

4. Lęk przed zależnością.

Paradoksalnie tuż za potrzebą bliskości pojawia się obawa o bycie zależnym od drugiej osoby.

Mężczyzna nieomal całe życie walczy o to, aby być silnym i niezależnym. Dlatego boi się, że zostanie zdominowany przez kobietę, która mogłaby go w jakiś sposób wykorzystać lub poniżyć. Jest przeczulony na punkcie jej zachowań: każda oznaka przejmowania kontroli nad nim jest dla niego wskazówką do wycofania się.

Dlatego wielu mężczyzn obawia się wejść w intymną, bliską relację. Pisarz Honore de Balzac, w liście do swojej przyszłej żony, napisał: Jestem przerażony, kiedy widzę, jak bardzo moje życie należy do ciebie!

Jeśli mąż doświadcza, że jego obawa o bycie zdominowanym przez kobietę potwierdza się choćby w najmniejszym stopniu, zaczyna walczyć o swoją niezależność. Wycofuje się, unika bliskości i rezygnuje z odsłaniania swojego wnętrza.

mąż mnie nie kocha

Mężczyzna każdego dnia jest poddany silnej presji. Oczekuje się od niego, że będzie radził sobie ze swoimi lękami w męski sposób. Najlepiej, aby ich nie pokazywał i miał je zawsze pod kontrolą. Sprawę pogarszamy często my, ich żony.

W ostatnim artykule z tej serii przeczytasz, jak Twoje działanie pod wpływem lęku potwierdza i wyolbrzymia obawy Twojego męża. Poznamy tym samym Szalone Panienki, które kryją się w każdej z nas i wychodzą z nas w sytuacji szczególnego stresu i przeciążenia (koncepcja Crazy Ladies pochodzi z książki Wife for life Ramony Zabriskie).

Tymczasem rzucam Ci dziś wyzwanie. Spójrz na zachowanie swojego męża przez pryzmat obaw, które mu towarzyszą. Pamiętaj, że Twoje zachowanie wobec niego ma kluczowy wpływ na to, czy jego lęki znajdą swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Bądź dla niego bardziej wyrozumiała i łagodna.

Nie pozwól, aby Twoje działania zdominowała myśl: Mój mąż mnie nie kocha… Ja wielokrotnie przekonałam się, że takie twierdzenie nie ma podstaw w rzeczywistości. Były to tylko moje obawy związane z tym, że nie rozumiałam, co dzieje się w moim mężu, w jego emocjach i myślach. Poznaj lepiej swojego ukochanego, abyście tworzyli związek pełen bliskości i intymności.

Które lęki mężczyzny są dla Ciebie największym odkryciem?

Jeśli chcesz:

  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Praktyczny przewodnik, jak wychować dziecko bez kar w 6 krokach

jak wychować dziecko

Jak wychować dziecko bez karania go za niewłaściwe zachowanie?

Kilka dni temu Franek obudził się po drzemce w kiepskim humorze. Po pięciu minutach od wstania zaczął płakać i jęczeć, że chce zjeść lizaka, którego dostał od kolegi. Mamy zasadę, że je słodycze tylko w niedzielę, a to była sobota. Powiedziałam więc, że nie może go zjeść. Zaczął się złościć, chciał mnie uderzyć, biegał po domu, na zmianę jęczał i płakał, próbował zrzucić jakieś przedmioty ze stołu. Po około piętnastu minutach całkowicie się rozpogodził, uśmiechnął i był gotowy do radosnej współpracy ze mną. Co takiego się wydarzyło?

jak wychować dziecko

Konsekwencje czy stawianie granic?

Zanim jednak zdradzę, jak zachowałam się w tej sytuacji, jestem Ci winna ważne wyjaśnienie.

Na pewno wielokrotnie spotkałaś się ze stwierdzeniem, że dziecko powinno ponosić konsekwencje swojego zachowaniaCzym różni się konsekwencja od kary? To zależy, o jakie konsekwencje chodzi, bo możemy wyróżnić dwa rodzaje:

  1. Naturalne.

Są to następstwa jakiegoś zachowania dziecka, które wynikają tylko i wyłącznie z tego, jakie zasady rządzą światem, materią i życiem ludzkim, np.:

  • jeśli zapomnę zabrać drugie śniadanie do pracy, to go ze sobą nie mam;
  • jeśli przewrócę szklankę z wodą na podłogę, to płyn się wyleje;
  • jeśli sypnę sobie piaskiem w oczy, to mnie pieką;
  • jeśli nie założę kurtki w środku zimy, wychodząc na dwór, to jest mi zimno.

 

2. Zaaranżowane przez osobę dorosłą.

Są to następstwa działań dziecka, które wynikają z tego, co wymyślił i zorganizował rodzic. Mogą to być pewne zasady, które zostały wprowadzone w życie danej rodziny, np.

  • kiedy odrobisz lekcje zadane na dany dzień, możesz wyjść na dwór;
  • jeśli nie pozbierasz swoich zabawek wieczorem, nie będziesz się nimi bawił następnego dnia.

Tak rozumiane konsekwencje powinny spełnić kilka wymagań, aby nie uznano ich za kary. Według Amy McCready (Positive Parenting Solutions) muszą mieścić się w zasadzie 5R:

  • są wypowiedziane w sposób, który okazuje szacunek dziecku (respectful),
  • są ściśle powiązane z zachowaniem (related to misbehavior),
  • zapowiedziane wcześniej i dziecko wie, czego może się spodziewać, kiedy zachowa się w określony sposób (reaveled in advance) – dlatego nie liczą się tutaj wymyślone na szybko konsekwencje, które rodzic tworzy pod wpływem emocji, wypowiadając klasyczne zdanie: Jeśli tego nie zrobisz, poniesiesz konsekwencje!
  • mają rozsądny czas trwania (reasonable in duration),
  • zostały wypowiedziane na głos przez dziecko podczas zawierania pewnego rodzaju umowy z rodzicem (reapeted).

Pomiędzy karą a konsekwencją zaaranżowaną jest bardzo cienka granica. Wielu osób nie przestrzega zasady 5R. Łatwo jest pogubić się w swoich wymaganiach wobec syna czy córki, szczególnie, kiedy do głosu dochodzą emocje wywołane przez trudną sytuację.

Dlatego wielu rodziców używa tego sformułowania na określenie działań, które tak naprawdę są karą. W związku z tym ja w ogóle nie stosuję słowa konsekwencje w wychowaniu dziecka. Jest ono według mnie zbyt obciążone niewłaściwym rozumieniem. Musiałabym za każdym razem tłumaczyć, o jaki rodzaj konsekwencji mi chodzi.

Zamiast tego używam sformułowania: stawianie granic zachowaniom. To ono jest odpowiedzią na pytanie, jak wychować dziecko bez kar.

jak wychować dziecko

Kiedy stawiać granice zachowaniom?

Masz w swoim życiu zasady, które codziennie pozostaną takie same. Prawdopodobnie nie chcesz, aby Twoje dziecko wbiegało na ulicę, nie patrząc wcześniej, czy jedzie jakiś samochód. Nie chcesz, aby biło swojego młodszego brata. Chcesz, aby zwracało się do innych ludzi z szacunkiem.

Inne sprawy są płynne, zależnie od sytuacji czy Twojego nastroju. Jednego dnia pozwalasz, aby dzieci zrobiły sobie perkusję z garnków i patelni, innego nie masz na to ochoty, bo jesteś zmęczona i marzysz o spokoju w domu. Zwykle wieczorem kąpiecie córkę, jednak czasem możecie zrobić odstępstwo od tej reguły (np. kiedy wracacie bardzo późno do domu po wizycie u przyjaciół).

Jeden rodzic nie chce, aby jego dzieci skakały po łóżku, inny nie widzi w tym problemu. Wszystko zależy więc od naszych osobistych potrzeb, oczekiwań czy stylu wychowawczego. Nie da się jasno powiedzieć, kiedy należy stawiać granice. 

Kiedy jednak chcesz, aby dziecko zachowało się w określony sposób lub czegoś nie robiło, wtedy jest czas na stawianie granic. Nie powiem Ci konkretnie, w jakiej sytuacji masz to zrobić. Sama musisz podjąć refleksję nad tematem, na co pozwalasz, a na co nie. Co uznajesz za dozwolone, a co nie. Co według Ciebie jest bezpieczne, a co nie.

Moment, kiedy Franek chciał zjeść lizaka, chociaż nie mógł (zgodnie z zasadami w naszym domu), był w moim odczuciu czasem na postawienie granicy.

Zauważ więc, że nie chodzi tylko o chwile, kiedy dziecko robi coś złegoniewłaściwego. Może być tak, że chcesz postawić granicę, bo to nie jest odpowiedni moment na jakieś zachowanie.

Twoja córka chce pójść na plac zabaw, a Ty potrzebujesz zrobić zakupy, bo nie macie w domu nic do jedzenia. Twój syn chce zorganizować swoje przyjęcie urodzinowe w modnym lokalu, ale nie stać was na to i musicie mu powiedzieć nie. Twoje dziecko chce bawić się samochodzikami w domu, a Ty za 30 minut musisz być w pracy, odwożąc je po drodze do przedszkola.

Nie chcę wchodzić w dyskusję o tym, że dziecko ma swoje prawa, oczekiwania, plany i marzenia i dorosły nie powinien nim rządzić. To dla mnie oczywiste, pisałam o tym między innymi tutaj. Zawsze należy brać pod uwagę aktualne potrzeby i pragnienia swoich maluchów. 

Nie znaczy to jednak, że musisz do nich w 100% dostosowywać życie całej rodziny. Jeśli pracujesz, możesz oczekiwać, aby Twój syn rano wyszedł do przedszkola o określonej porze. Jeśli potrzebujesz zrobić zakupy, możesz oczekiwać, abyście poszli na zakupy i to Ty określasz, kiedy to zrobić. Twoje dziecko może nie rozumieć, że wieczorem sklep jest zamykany i nie możecie iść później.

Jednocześnie szukaj rozwiązania, które będzie zwycięstwem dla obu stron. Może po zakupach zajdziecie na chwilę na plac zabaw? Może wstawaj 10 minut wcześniej, aby dać rano synowi czas na poranne przytulanie?

Jeśli nie jest to możliwe, abyś zrealizowała aktualne pragnienie dziecka, daj mu chociaż możliwość okazania swojego niezadowolenia z tego powodu.

 

Jak wychować dziecko bez kar w 6 krokach?

Kiedy Franek zaczął płakać, prosząc o lizaka, najpierw głęboko odetchnęłam. Postanowiłam sobie, że nie będę na niego krzyczeć, ale jednocześnie jasno postawię granicę i będę się jej trzymać. Całą sytuację mogę zamknąć w sześciu krokach. Są to uniwersalne zasady, które dotyczą każdej sytuacji, w której stawiasz granice.

 

  1. Uspokój samą siebie.

Jak zawsze zacznij od siebie. Zrób kilka głębokich oddechów, przypomnij sobie, że chcesz postępować z pozycji miłości, a nie strachu czy złości.

 

2. Stwórz bezpieczną atmosferę.

Przemawiaj spokojnym głosem. Okaż swoją troskę o to, co dzieje się z dzieckiem. Jeśli na to pozwoli, dotknij go delikatnie, pokazując, że jesteś blisko niego. Wypowiadaj minimalną ilość słów. Nie analizuj na głos zachowania i uczuć malucha, bo czuje się ono wtedy mniej bezpiecznie.

 

3. Okaż empatię i pokaż, że widzisz sytuację z jego perspektywy.

Stawianie granic nie oznacza, że masz celowo sprawiać dziecku przykrość! Wprost przeciwnie. Chodzi o to, abyś spojrzała na to, co się dzieje z jego perspektywy i zobaczyła, co ono może w tej chwili czuć.

Franiu, wiem, że bardzo chciałbyś zjeść tego lizaka. Wiem, że czekasz na to. Widzę, że to dla ciebie trudne, kiedy ci na to nie pozwalam.

Przez te kilkanaście minut wypowiedziałam tylko kilka zdań. Dużo milczałam, ale cały czas byłam fizycznie blisko niego. Kiedy chciał mnie uderzyć, złapałam go lekko za rękę, mówiąc: Nie, nie bij mnie, to boli.

Postawić granicę możesz w różny sposób. Kilka propozycji znajdziesz tutaj.

 

4. Postaw granicę jasno i życzliwie.

Jeśli to konieczne, interweniuj w sposób fizyczny, aby utrzymać granicę. Jeśli dziecko skacze w butach po łóżku i nie słucha, kiedy do niego mówisz, zdejmij je delikatnie z łóżka (lub poproś, żeby samo skoczyło w Twoje ramiona). Jeśli chce Cię uderzyć, zatrzymaj jego rękę i przytrzymaj ją lekko.

Franek chciał zrzucać przedmioty ze stołu, stanęłam więc między nim a stołem i zatrzymałam go swoim ciałem. Chodzi o to, aby zatrzymać dane zachowanie, oczywiście bez stosowania przemocy, ale jednocześnie, jeśli jest taka potrzeba, wykorzystując do tego swoje ciało.

 

5. Pamiętaj, że dziecko będzie testować granicę.

Cała sytuacja trwała około piętnastu minut, bo Franek na początku w ogóle nie chciał się zgodzić na to, co mówię. Chodził zdenerwowany po kuchni, mówił: A ja znajdę tego lizaka i go zjem… Płakał, jęczał, powtarzał: Chcę zjeść lizaka…!

 

6. Dopuszczaj wszelkie uczucia.

Dziecko ma prawo nie zgadzać się z tym, czego od niego oczekujesz. Pozwól mu to wyrazić.

U Franka pojawiła się złość, irytacja, rozczarowanie, żal, smutek… Nie mówiłam na głos, jakie uczucia w tej chwili w nim widzę, wystarczyło, abym powiedziała: Widzę, że to dla ciebie trudne… Albo: Wiem, że jesteś rozczarowany… Wystarczy nazwać jedno z nich i nie mówić o tym zbyt długo.

Pomyśl sobie, jak Ty byś się czuła, gdybyś wróciła po trudnym dniu w pracy, a Twój mąż od progu zacząłby mówić: Widzę, że jesteś rozczarowana i zezłoszczona… Pewnie też trochę ci smutno… Może jeszcze masz żal do tej koleżanki.

Za dużo tych słów by było, prawda? Nikt nie lubi być analizowany w ten sposób, dzieci również. Empatia nie polega na tym, że rozkładasz na czynniki pierwsze ich aktualny stan. Raczej próbujesz spojrzeć na wszystko w ich perspektywy i w pewnym stopniu poczuć to, co czują one.

jak wychować dziecko

Kiedy przeszliśmy wspólnie przez te sześć kroków, płacz Franka ucichł. Zaczął się uśmiechać, przytulił się do mnie i był gotowy zająć się czymś innym. Przestał mówić o lizaku i zaczął się ze mną bawić. Kolejne godziny dnia minęły nam bardzo spokojnie.

 

Zastanawiasz się, jak wychować dziecko bez kar?

Stawiaj mu granice z empatią i zrozumieniem. Pozwól, aby wyraziło swoje uczucia. Bądź blisko. Jeśli to zrobisz, po pewnym czasie będzie dużo bardziej skłonne do współpracy z Tobą i słuchania Ciebie.

Dlaczego?

Bo w ten sposób odkrywa, że ma w rodzicu sojusznika, który go rozumie. Nawet, jeśli nie może mieć wszystkiego, co by chciało, ma Ciebie: Twoją uwagę, troskę, empatię. Ma bliską więź z Tobą. A to znaczy więcej, niż jakakolwiek inna rzecz, o której marzy.

Jak Ty reagujesz, kiedy Twoje dziecko chce coś, czego nie może mieć?

Odkryj skuteczną metodę na stres poprzez drobną zmianę w zachowaniu

metody na stres

Geoff obudził się w środku nocy zlany potem. Miał wrażenie, jakby w głowie eksplodowała mu bomba. Był przerażony. W kolejnych dniach zaczął się czuć coraz gorzej: serce mu kołatało, miał niskie ciśnienie krwi, często mdlał i zaczął mieć problemy z trawieniem. W tym czasie prowadził bardzo aktywne życie: zdobył tytuł przedsiębiorcy roku, zasiadał w zarządzie organizacji dobroczynnej, był dyrektorem generalnym globalnej organizacji, która udzielała mikropożyczek osobom biednym. Był bardzo ambitny, zmotywowany i gotowy, aby zmieniać świat dla dobra innych. Zaniedbał jednak jedną z ważnych rzeczy w życiu. Co takiego? Sen. To on jest skuteczną metodą na stres, o której często zapominamy.

metody na stres

„Jeśli myślisz, że jesteś tak twardy, że możesz zrobić wszystko, mam dla ciebie wyzwanie. Jeśli naprawdę chcesz zrobić coś trudnego, zrezygnuj z jakiejś nadarzającej się możliwości, żeby po prostu uciąć sobie drzemkę.”

Geoff, cytat pochodzi z książki „Esencjalista”

Jakie miejsce zajmuje w Twoim życiu sen?

Przyjrzyj się teraz swojemu życiu żony i matki. Jakie miejsce zajmuje w nim sen?

Jestem całkowicie winna zaniedbaniom w tym temacie. Wielokrotnie odkładałam odpoczynek, myśląc sobie: Teraz mam coś ważniejszego / ciekawszego do zrobienia. Moja głowa jest pełna pomysłów na to, co mogę i chcę jeszcze zdziałać dla mojej rodziny, dla innych, dla siebie, a sen zajmuje daleką pozycję na tej liście. Może powinnam raczej napisać: zajmował daleką pozycję. Bo powoli to zmieniam.

Nie wiem jak Ty, ale ja mam ogromny problem z odłożeniem jakiegoś ciekawego dla mnie zajęcia na rzecz snu. Szczególnie teraz, kiedy mamy dwójkę małych dzieci i czasu dla mnie samej nie mam zbyt wiele. Kiedy przychodzi upragniona cisza w domu, ja chciałabym:

  • spędzić czas z mężem,
  • poczytać książkę,
  • popracować nad blogiem, artykułami i moją grupą na facebooku,
  • posłuchać podcastu lub obejrzeć filmik edukacyjny,
  • pozmywać naczynia,
  • sprzątnąć coś, na co w ciągu dnia nie znalazłam czasu,
  • poczytać jakieś artykuły w necie,

Listę mogłabym ciągnąć i ciągnąć, bo w każdym w tych podpunktów mieszczą się setki działań, które chciałabym wykonać. Chwytam więc każdą chwilę i odciągam konieczność położenia się spać do granic możliwości.

Jak to się kończy?

Następnego dnia jestem zmęczona, nic mi się nie chce robić, każdy najmniejszy problem mnie przerasta i, co dla mnie najgorsze, złoszczę się na wszystko i wszystkich. Wyładowuję później te uczucia na dzieciach i mężu, bo nie jestem w stanie ich kontrolować. Czuję się zestresowana i zniechęcona.

Wszystko dlatego, że jestem niewyspana.

Odnajdujesz siebie w tym, co napisałam?

Jeśli tak, czytaj dalej, bo mam dla nas rozwiązanie, a jednocześnie skuteczny sposób na stres.

 

Po co nam sen?

Może nigdy nie zastanawiałaś się, dlaczego sen jest aż tak ważny? I w jakim sensie miałby być skuteczną metodą na stres?

Sen wpływa na każdą dziedzinę życia. Kiedy śpisz:

  • Twoje ciało przywraca równowagę biochemiczną, która odpowiada za funkcjonowanie wszystkich narządów wewnętrznych oraz Twoje uczucia.

To właśnie dlatego tak trudno Ci regulować swoje emocje, kiedy jesteś niewyspana. Kiedy jesteś zmęczona, częściej doświadczasz zniechęcenia, irytacji i huśtawek nastrojów. Czasem wystarczy odpocząć, aby radzić sobie ze swoimi uczuciami o niebo lepiej.

  • Tworzą się nowe połączenia neuronalne w Twoim mózgu.

Sen sprawia, że jesteś w stanie uczyć się nowych umiejętności i sposobów zachowania. Dlatego, jeśli chcesz budować zdrowe nawyki (na przykład mówienia dobrze o swoim mężu), potrzebujesz odpowiedniej ilości odpoczynku.

  • Twoje ciało najlepiej odpoczywa.

Dzięki temu masz energię i siły potrzebne do opieki nad dziećmi, pracy zawodowej czy zajmowania się domem, Masz czasem poczucie, że nic Ci się nie chce robić, nie masz ochoty gotować obiadu, sprzątać czy zmywać? Niekiedy wystarczy, że wyśpisz się porządnie, a od razu inaczej spojrzysz na te zadania.

Czasem odkładamy sen, bo twierdzimy, że jest tyle innych, pilnych zadań do wykonania w tym momencie. Za takim stwierdzeniem tkwi przeświadczenie, że wystarczy, że poświęci się na listę zadań więcej czasu, a wtedy na pewno więcej się zrobi. To błąd! Jeśli rezygnujesz ze snu, jesteś w stanie zrobić mniej, bo Twoje ciało i umysł są zbyt zmęczone, by pracować efektywnie.

  • Twój umysł staje się świeższy.

Możesz logicznie myśleć, planować, ustalać priorytety i odróżniać sprawy mało ważne od tych istotnych. Jeśli zbyt mało odpoczywasz, narażasz się na to, że zaczniesz przejmować się drobnostkami, zamiast skupić się na tym, co naprawdę ważne.

Czy muszę Ci jeszcze tłumaczyć, dlaczego konieczne jest, abyś zadbała o to, ile czasu śpisz?

metody na stres

Dlaczego tak trudno nam spać dłużej?

Na pewno są ludzie, którzy śpią dużo.

Wiem jednak, że wiele kobiet nie należy do tego grona.

Tłumaczą się tym, że:

  • wieczór i noc to jedyny czas, który mają tylko dla siebie,
  • mają zbyt wiele pracy w domu i nie wyrabiają się z nią w ciągu dnia,
  • chcą mieć czas na obejrzenie filmu czy serfowanie po necie i facebooku,
  • ich dzieci budzą się w nocy lub wcześnie rano,
  • to jedyny moment w ciągu dnia, kiedy mogą spędzić czas z mężem.

Rozumiem wszystkie te powody, bo jestem w tym samym miejscu. Mogę się podpisać pod każdym.

Do czego to jednak prowadzi?

Do tych wszystkich problemów, o których pisałam powyżej. Co z tego, że mogę spędzić ten czas z mężem, jeśli nie jestem zdolna do dobrej, wspierającej rozmowy, tylko odczuwam irytację i zmęczenie? Co z tego, że pozmywam naczynia, jeśli następnego dnia od rana mam o wszystko pretensje do swoich dzieci? Czy o to chodzi w byciu żoną i mamą?

Musisz dokonać trudnego wyboru. Ja również. Albo uczynisz sen swoim priorytetem, albo będziesz pozornie wykonywać więcej zadań, kosztem ich jakości oraz Twoich relacji z bliskimi. Nie da się tego wszystkiego ze sobą połączyć. Nie możesz mieć wszystkiego w tym samym czasie.

Zdecyduj, co jest dla Ciebie naprawdę ważne. Przeczytać kolejny artykuł w internecie, czy mieć cierpliwość i czułość wobec swoich dzieci następnego dnia? Oglądać późnym wieczorem film, czy rankiem mieć energię do tego, aby posprzątać dom i ugotować obiad lub sprostać zadaniom w Twojej pracy zawodowej?

Sen jest znacznie lepszym sposobem na odpoczynek, niż patrzenie w telewizor czy ekran komputera. Jeśli wybierasz codziennie to drugie, napędzasz spiralę swojego zmęczenia i przeciążenia. Najlepszą metodą na stres może być odpowiednia dawka snu.

 

Jak wprowadzić w życie tę metodę na stres?

Może myślisz sobie: Zgadzam się ze wszystkim, ale jak to zastosować w życiu?! W całym tym kołowrotku codziennych spraw?

Wszystko zależy od Twojej aktualnej sytuacji życiowej. Podpowiem Ci kilka sposobów, które mogą być dobrym początkiem.

  • Idź spać razem z dziećmi.

Wiem, że to oznacza wielką stratę – nie masz wtedy wolnego wieczoru. Jest to jednak szczególnie ważne przy małych dzieciach, które budzą się często w nocy lub wstają wcześnie rano. Taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie – przyjdzie czas, że dzieci zaczną przesypiać noce. Nie musisz również zasypiać w ten sposób codziennie – możesz wybrać 2-3 dni w ciągu tygodnia, kiedy Ty i Twój mąż będziecie nadrabiać braki snu.

Jeśli masz małe dzieci i śpią w ciągu dnia, wykorzystaj ten czas na krótką drzemkę. Ona również pozwala zregenerować ciało, umysł i serce.

  • Znajdź sposób, aby mieć nieco czasu dla siebie w ciągu dnia.

Może porozmawiaj o tym z mężem i powiedz mu otwarcie o swojej potrzebie? Jeśli macie pieniądze, może zatrudnijcie opiekunkę do dzieci na 2 godziny w tygodniu? Może zaproponuj koleżance, która też ma dzieci, że będziecie się nawzajem nimi opiekować i w ten sposób zdobędziesz czas dla siebie? Jeśli dzieci chodzą do przedszkola lub szkoły, a Ty nie pracujesz zawodowo, wykorzystaj jakąś część tego czasu, aby zrobić coś swojego.

Pomyśl twórczo. Na pewno jest jakiś sposób, abyś mogła znaleźć w ciągu całego tygodnia nieco czasu na swoje sprawy!

  • Ucz się zarządzania swoim czasem i organizacji zadań domowych.

Narodziny dziecka w życiu wielu kobiet wprowadziły chaos. Pomyśl tylko: wcześniej mogłaś dysponować swoim czasem tak, jak chciałaś. To Ty decydowałaś, co i kiedy robisz. Wraz z dzieckiem przyszła nowa jakość: nie możesz już spać tyle, ile chcesz i kiedy chcesz. Nie możesz gotować obiadu tak, jak Ty tego chcesz. Nie ma tyle czasu na sprzątanie, robienie zakupów i inne obowiązki.

To normalne, że w pierwszej chwili zaczynasz się w tym gubić i masz poczucie, że nie ma na nic czasu!

Jednak wcale nie musi tak być. Możesz uczyć się, jak zarządzać czasem i organizować swój dom z dziećmi na stanie. Da się tego nauczyć.

Im będziesz w tym lepsza, tym więcej czasu zostanie na sen.

Różne podpowiedzi dotyczące zarządzania czasem i organizacji domu znajdziesz tutaj,

  • Ustalcie konkretny czas dla Ciebie i męża w ciągu tygodnia.

Tę sprawę również można rozwiązać za pomocą różnych sposobów. W naszym domu od niedawna Franek nie ma już drzemki w ciągu dnia, dlatego kładziemy go spać ok. 19:30 (zasypia przed 20:00). Jaś śpi o podobnej godzinie. Dlatego ja i mój mąż mamy znów dużo czasu wieczorem, aby ze sobą pobyć.

Może macie szansę ustalić jeden dzień, w którym będziecie mieć czas tylko dla siebie? Poprosić kogoś, aby zajął się wtedy dziećmi? Wynająć opiekunkę? Położyć dzieci wcześniej spać? Jeśli Ci na tym zależy, na pewno znajdziesz jakiś sposób!

metody na stres

Chcesz być radosną, cierpliwą i kochającą żoną i mamą? Chcesz cieszyć się każdą chwilą spędzoną z bliskimi? Chcesz mieć wystarczającą ilość wewnętrznych zasobów, by regulować swoje emocje?

Zadbaj o odpowiednią ilość snu.

Od jutra na fan page Domowe Zawirowania ruszamy z 7 – dniowym wyzwaniem Słodkich snów. Będziemy motywować się do tego, aby przez cały tydzień chodzić spać maksymalnie o 22:00 i na godzinę przed zaśnięciem wyłączać wszelką elektronikę. Codziennie ok. 8:00 na fan page ukaże się grafika z motywacją do zadbania o odpoczynek.

Jak Geoff rzucam Ci wyzwanie: zrezygnuj z różnych możliwości po to, by dłużej spać. Jesteś gotowa na zmiany?

To jak, podejmujesz wyzwanie? Jakie miejsce u Ciebie zajmuje sen?

3 podpowiedzi, jak wygrać walkę ze stresem raz na zawsze

walka ze stresem

Szybsze bicie serca. Spłycony oddech. Pocenie się. Każdy z nas zna te odczucia ze swojego życia – często są to objawy stresu. Doświadczamy ich codziennie. Powoduje je duża ilość trudnych zadań w pracy. Problemy z dziećmi. Nadmiar obowiązków, przez które czujemy, że musimy wciąż się gdzieś spieszyć. Kłopoty w małżeństwie. I wiele innych czynników. Nie jesteśmy w stanie ich uniknąć. Czy da się więc wygrać walkę ze stresem, jeśli nie możemy całkiem wyeliminować z życia trudnych sytuacji?

walka ze stresem

Szkodliwość stresu

Zanim jednak zajmiemy się walką ze stresem, zatrzymajmy się na chwilę. Chcę Ci przekazać ważną informację. Nawet bardzo ważną.

Czy stres sam w sobie jest szkodliwy? Czy trzeba z nim w ogóle z tym walczyć?

Większość osób zapewne odpowie, że tak. Takie głosy słyszymy wokół siebie.Tak mówią lekarze – pozostawanie dłuższy czas w stanie stresu wywołuje różne choroby ciała.

Jakiś czas temu w Ameryce przeprowadzono ciekawe badanie. Przez 8 lat śledzono losy 30 tysięcy dorosłych Amerykanów. Pytano ich o to, czy w ostatnim roku doświadczyli dużej ilości stresu oraz czy uważają, że jest on dla nich szkodliwy. Później śledzono statystyki zgonów wśród tych osób.

Okazało się, że największe ryzyko zgonu występowało wśród tych, którzy doświadczyli dużej ilości stresu ORAZ wierzyli, że jest on szkodliwy. U osób, które doświadczyły go dużo, ale nie uznawały jego szkodliwości, ryzyko zgonu było najniższe, nawet w porównaniu z osobami, które przeżyły mało stresu. O tym badaniu opowiadała Kelly McGonigal w przemówieniu na TED Conference.

Co wynika z tego badania?

Prawdopodobnie wpływ stresu na zdrowie jest ściśle powiązany z tym, jak go postrzegamy. Objawy stresu (szybsze bicie serca, pocenie się, spłycony oddech) możesz interpretować jako coś, co zagraża Twojemu ciału i życiu. Możesz jednak myśleć o nich jako przygotowaniu organizmu do poradzenia sobie z wyzwaniem. Ciało w ten sposób pomaga mi sprostać trudnemu zadaniu.

Takie postrzeganie stresującej sytuacji jest szczególnie przydatne w kontekście przeżywania krótkotrwałych, trudnych dla nas sytuacji (np. nieprzyjemna rozmowa, którą należy przeprowadzić). Warto o tym pamiętać w codziennym życiu.

 

Co to jest stres?

Ale może zaczęłam od końca. Warto najpierw zastanowić się, czym w ogóle jest stres?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Nie chcę zagłębiać się w psychologiczne dyskusje na ten temat, skupmy się na tym, co może nam pomóc w codziennym życiu. Przyjmijmy, że stres to fizjologiczna reakcja na sytuacje, które postrzegamy jako zagrożenie. Przejawia się w szybszym biciu serca, poceniu się, spłyconym oddechu, drżeniu rąk, wyostrzeniu zmysłów, może występować też ból brzucha czy głowy, trudności w oddychaniu… Objawy mogą się nieco różnić u poszczególnych osób. W większości przypadków są jednak postrzegane jako nieprzyjemne doznanie.

Najważniejsze jest, aby uświadomić sobie, że:

  • stres jest NORMALNĄ reakcją związaną z naszym funkcjonowaniem,
  • mobilizuje nasz organizm do radzenia sobie z trudnościami – w początkowej fazie trwania sprawia, że działamy lepiej i sprawniej,
  • stresu nie trzeba się bać, ale należy nauczyć się, jak sobie z nim radzić.

 

Czy zatem warto prowadzić walkę ze stresem?

Niekoniecznie. Lepiej uznać, że pewien jego poziom jest nieunikniony. Warto jednak pracować nad tym, aby było go jak najmniej i aby zmienić swoje postrzeganie stresujących sytuacji.

Nie jesteś w stanie być dobrą żoną i mamą, jeśli jesteś ciągle zestresowana. Długotrwałe odczucie stresu to znak, że jesteś przeładowana obowiązkami, jedziesz na rezerwie i balansujesz na granicy reakcji fight, flight or freeze (walcz, uciekaj albo udawaj martwego). W takiej chwili nieomal każde zachowanie dziecka, męża czy kogokolwiek innego, które Ci się nie podoba, może spowodować wybuch.

Na początku warto uświadomić sobie, że stres tylko w niewielkim stopniu zależy od tego, co rzeczywiście nam się przydarza. Jest to raczej nasza reakcja na to, co dzieje się dookoła nas. Reakcja, która wiąże się z naszymi decyzjami i naszym sposobem myślenia.

Dlatego to samo wydarzenie może totalnie zestresować jedną osobę, podczas gdy druga nieomal się nim nie przejmie.

Jako dorosły człowiek sama odpowiadasz za to, czy potrafisz zarządzać stresem. Masz wpływ na to, jakie wydarzenia dzieją się w Twoim życiu. A jeśli nie masz możliwości czegoś zmienić, to możesz decydować, jak będziesz postrzegać i interpretować sytuację.

 

Zdrowa walka ze stresem

Co zatem możesz zrobić, aby lepiej zarządzać stresem, nawet, jeśli jest on nieunikniony?

walka ze stresem

  1. Zmniejszaj ilość stresorów.

Jak to zrobić?

Wiele stresorów wynika z przeładowania naszego codziennego grafika zajęć. Dom, praca, dzieci, małżeństwo, przyjaciele, pasje… Wszystko wydaje się równie ważne i niezbędne do codziennego funkcjonowania.

Musisz dokonywać trudnych wyborów. Zadawaj sobie często pytanie: Czy dane zajęcie jest ważne i potrzebne? Czy służy mi i mojej rodzinie?

Ja zauważyłam, że muszę często robić przegląd tego, co sobie dokładam do moich codziennych zadań. Na przykład w każdym tygodniu zapisuję się na różne wydarzenia online, na które później i tak nie mam czasu. Regularnie wypisuję się więc z mini-kursów, szkoleń, webinarów  i konferencji online. O tym temacie pisałam więcej w artykule Czego nikt Ci nie powiedział o tym, jak znaleźć czas na wszystko.

Jeśli widzisz, że cały czas musisz się gdzieś spieszyć i wciąż poganiasz swoje dzieci, czujesz się zmęczona, sfrustrowana i nie masz kiedy zatroszczyć się o siebie, to znak, że Twój grafik jest przeładowany.

W artykule Czego (prawdopodobnie) nie wiesz o tym, jak być dobrą mamą i żoną przeczytasz o innych powodach, dlaczego często bierzemy na siebie zbyt dużo i jak sobie z tym poradzić.

 

2. Dbaj o to, aby Twoje samopoczucie było jak najlepsze.

Możesz to robić w rozmaity sposób. Najważniejsze, abyś nauczyła się wielokrotnie w ciągu dnia zwracać się myślą ku samej sobie z pytaniem: Czego w tym momencie potrzebuję, aby czuć się dobrze? Jeśli już wiesz, co jest Ci potrzebne, daj to samej sobie w tym momencie lub zrób postanowienie, że wrócisz do tej potrzeby później (np. kiedy dzieci pójdą spać).

Na Twój stan ma wpływ wiele czynników – Twoje emocje, psychika, intelekt, duchowość, fizjologia. Musisz wziąć pod uwagę wszystkie te sfery, ponieważ każda z nich ma coś do powiedzenia w Twoim życiu. Jeśli skupisz się tylko na tym, co zewnętrzne (kosmetyczka, fryzjer, manicure itp.), umknie Ci coś znacznie ważniejszego. To Twoje wnętrze przede wszystkim potrzebuje, aby się nim zaopiekować. Twoje włosy czy paznokcie też są ważne, jednak zajmowanie się wyłącznie nimi to jak łagodzenie objawów choroby, zamiast docierania do jej przyczyn.

W tym artykule przeczytasz, jak konkretnie możesz zadbać o siebie już dziś. Innych inspiracji szukaj w artykule Sposoby, aby zadbać o siebie wśród obowiązków.

 

3. Zmieniaj swoje nastawienie.

Jednym z powodów, dla których możesz czuć się zestresowana, jest perfekcjonizm. Dążenie do bycia perfekcyjną żoną, matką, pracowniczką czy przyjaciółką powoduje ogromne napięcie i frustrację, ponieważ nigdy nie będziesz w stanie osiągnąć tego stanu

Ty i ja jesteśmy tylko ludźmi. Popełniamy błędy. Krzywdzimy innych, chociaż mamy dobre intencje. Nie ma rodziców czy małżonków idealnych.

Możliwe, że popełniłaś do tej pory w małżeństwie i rodzicielstwie wiele błędów. Ja też. Robię to codziennie.

Teraz jest czas, aby je sobie wybaczyć. Zadręczanie się tym, co zrobiłaś źle nic nie zmieni, nie powoduje również, że następnym razem postąpisz inaczej. To, czego potrzebujesz, to współczucie wobec samej siebie i podarowanie sobie odpowiedniego wsparcia w drodze do zmiany.

Zachęcam Cię do tego, abyś sama dla siebie stała się rodzicem. Takim, który kocha bezwarunkowo, wybacza błędy, okazuje zrozumienie i współczucie. Który zachęca do pozytywnej zmiany, ale również akceptuje, jeśli coś się nie uda.

Jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś dzisiaj. Twój mąż i Twoje dzieci również. Nie musisz samej siebie ani ich pchać na siłę ku zmianom. Możesz już teraz ucieszyć się całym dobrem, które w Was jest.

Tylko, jeśli docenisz to, co już masz i gdzie jesteś w tym momencie, będziesz mogła ruszyć w dalszą podróż do zmian w Tobie, Twoim małżeństwie i rodzinie. Bez pośpiechu i niepotrzebnego spinania się. Bez pretensji do samej siebie, że za wolno się zmieniasz. Za to z motywacją i nadzieją, ciesząc się wszystkim, co dzieje się w tej podróży.

Co zrobić, aby zostać takim rodzicem dla samej siebie? O tym przeczytasz w tym artykule.

A już teraz możesz przeczytać o tym, jak docenić to, co dobre w Twoim mężu.

walka ze stresem

Walka ze stresem to trudne zadanie. Pamiętaj, że nigdy nie wyeliminujesz go całkowicie ze swojego życia, ale masz wpływ na to, jak dużo go doświadczasz i jak postrzegasz stresujące sytuacje. Przez swoje reakcje na wydarzenia możesz sama sobie dokładać napięcia lub zmniejszać jego ilość. Masz wpływ na swoje zachowanie, swoje myśli, swoje reakcje i to, czym wypełniasz swój dzień. Wykorzystaj to dla dobra siebie i swojej rodziny.

Jakie są Twoje sposoby walki ze stresem?

5 pomysłów na to, czym zastąpić kary dla dzieci

Mały Krzyś zaczął mieć ataki złości, od kiedy na świecie pojawiła się jego młodsza siostra. Często ją bił, krzyczał na nią i zabierał jej zabawki. Jego rodzice próbowali wszystkich znanych im sposobów. Chowali jego zabawki, aby ukarać go za niewłaściwe zachowanie. Stosowali karny jeżyk. Tłumaczyli i zakazywali takiego zachowania. Dawali mu klapsy za każdym razem, kiedy uderzył siostrę. Nic nie pomagało, a wręcz było coraz gorzej. Dopiero, kiedy zamienili kary dla dziecka na inne zachowanie, sytuacja uległa diametralnej zmianie.

kary dla dzieci

Co jest złego w karaniu?

Wielu ludzi przyzwyczaiło się myśleć, że dzieci zmieniają swoje zachowanie pod wpływem kar. Jeśli maluch zrobi coś, czego w odczuciu rodzica nie powinien, musi przecież doświadczyć negatywnej konsekwencji! Jak inaczej pokazać mu, że zrobił źle? Jak inaczej skłonić go do odmiennego postępowania?

W świecie zwierząt panuje prosta zasada: jeśli zastosujesz wobec psa czy szczura jakiś negatywny bodziec, uczy się on, aby go unikać i zmienia swoje zachowanie. Tego samego często oczekujemy od naszych dzieci. Co więcej, liczymy na to, że kara spowoduje, że maluch przemyśli swoje zachowanie i nauczy się, co jest dobre, a co złe.

Takie oczekiwania pomijają jeden bardzo ważny aspekt człowieczeństwa: ludzie mają uczucia, które w znacznym stopniu decydują o ich postępowaniu. Po doświadczeniu kary dziecko zwykle przeżywa gniew, żal i rozczarowanie postawą swojego opiekuna. Kary często odnoszą natychmiastowy skutek w postaci zaprzestania niewłaściwego zachowania (lub wprowadzenia takiego, które oczekuje rodzic). W dłuższej perspektywie jednak powodują, że w maluchu kumulują się negatywne emocje. Oddala się ono od dorosłego, coraz mniej mu ufa i coraz mniej chętnie stosuje się do jego wskazówek.

Więcej o negatywnych konsekwencjach stosowania kar pisałam w artykule Wszystko, co chcesz wiedzieć na temat wychowania dziecka. Jeśli jesteś zainteresowana tematem, zerknij tam. Tymczasem chcę postawić kolejny krok i podpowiedzieć Ci, czym możesz zastąpić kary dla dzieci. Zakładam bowiem, że chcesz stawiać określone wymagania swojemu maluchowi i podpowiadać mu, co jest zachowaniem odpowiednim (takim, które nie krzywdzi innych ludzi, ale też wspiera rozwój dziecka).

 

Stawianie granic zachowaniom

Myślisz sobie może: Jestem gotowa do tego, aby nie karać. Jestem chętna, aby pomóc mojemu dziecku wybierać to, co dobre. Ale co mam konkretnie robić, kiedy ono zachowuje się niewłaściwie?!

Postawić granice zachowaniu. Zrobić to z empatią i pozostając w kontakcie z dzieckiem. Następnie uczyć je umiejętności refleksji nad tym, co zrobiło i jak mogłoby zachować się inaczej następnym razem. Pomóc odkryć, jak może naprawić swój błąd i wziąć odpowiedzialność za swoje zachowanie.

Tylko tyle i aż tyle.

To znacznie trudniejsze, niż nałożenie kary dla dziecka. Wymaga od Ciebie umiejętności regulowania swoich emocji i poprowadzenia syna czy córki przez proces autorefleksji.

Jeśli tego nie umiesz, czeka Cię nieco pracy. Ale zapewniam Cię: jesteś w stanie to zrobić.

Cały ten proces zamyka się w prostym schemacie: postawienie granicy, refleksja, naprawa i wzięcie odpowiedzialności. Dziś skupimy się tylko na pierwszym elemencie: stawianiu granic zachowaniom.

Postawić granice możesz wtedy, kiedy dziecko robi coś, czego Ty nie chcesz lub wtedy, kiedy ono nie chce zrobić czegoś, czego od niego oczekujesz.

W tym miejscu każdy rodzic powinien podjąć refleksję nad tym, jakich zachowań oczekuje od swojego dziecka, na co mu pozwala, a czego zabrania. Każda rodzina ma nieco inne standardy postępowania i jest to zupełnie normalne. Jedni rodzice zgadzają się na zachowania, które dla innych są nie do pomyślenia. W jednym domu dzieci mogą skakać po łóżku (na przykład w naszym), w innym mogą to robić tylko pod okiem osoby dorosłej, a w jeszcze innym – nie mogą tego robić wcale. Każdy rodzic musi sam odpowiedzieć na pytanie, które sprawy są dla niego szczególnie ważne, czego chce nauczyć swoje dziecko, jakie lekcje mu przekazać.

Większość rodziców chce powstrzymać dziecko przed biciem swojego rodzeństwa. Chce, aby wzięło ono kąpiel. Aby nie przebiegało przez ulicę. Aby nie sypało piaskiem w oczy innym dzieciom. Aby nie wyrywało im z ręki ich zabawek. To są chwile, w których, zamiast karać, krzyczeć czy przekupywać, możesz postawić granice zachowaniom. Robisz to po to, aby zatrzymać zachowanie, którego nie chcesz lub wprowadzić takie, którego oczekujesz i potrzebujesz.

 

Co to znaczy stawiać granice?

Co przychodzi Ci do głowy, kiedy myślisz o stawianiu granic?

Większość osób kojarzy to z twardym wyznaczaniem, co jest dozwolone, a co nie; przedstawieniem, jakie jest prawo, które dziecko powinno bez szemrania wykonać. Tymczasem chodzi tutaj o zupełnie inny rodzaj stawiania granic.

Polega ono na spotkaniu się z dzieckiem tam, gdzie ono aktualnie się znajduje (w sensie fizycznym i emocjonalnym). Nawiązaniu kontaktu z nim w taki sposób, że ono samo wybierze spełnienie naszej prośby. Nie mówię o manipulacji, ale o używaniu języka, którym w danej chwili posługuje się maluch po to, aby zostać przez nie wysłuchanym i zrozumianym.

Sekret skutecznego stawiania granic tkwi w więzi. 

kary dla dzieci

Jeśli pozostajesz w bliskiej relacji z dzieckiem, ono będzie chciało słuchać tego, co do niego mówisz. Jane Nelsen, autorka książki Pozytywna dyscyplina, wypowiedziała słowa: Nawiąż kontakt, zanim będziesz poprawiać zachowanie (Connect before you correct). Tylko, jeśli przed i w trakcie stawiania granicy pozostaniesz w kontakcie z dzieckiem, ono będzie chciało Cię posłuchać.

Dlaczego?

Dlatego, że bliska, słodka więź z Tobą jest dla niego czymś najlepszym, co może mieć. Nawet, jeśli nie może mieć wszystkiego innego (określonego zachowania, którego zabraniasz), może mieć coś znacznie lepszego: Ciebie. Może mieć rodzica, który je rozumie i wspiera, który okazuje mu empatię i stoi po jego stronie. Dziecko w każdym wieku czuje, że to najlepsze, co może wybrać.

O czym musisz pamiętać, abyś mogła w ten sposób postępować?

Po pierwsze: zawsze rozpocznij od samej siebie. Uspokój się nieco, zanim wejdziesz w interakcję z dzieckiem. Pamiętaj, aby oddychać spokojnie, powtarzaj w myślach słowa, które pomogą Ci zachować odpowiednie spojrzenie na sytuację (np. To nie jest sytuacja kryzysowa lub Wybierz miłość). Jeśli Ty jesteś niespokojna, Twoje dziecko przejmuje część Twoich uczuć i również zaczyna być zestresowane.

Po drugie: stawiaj granice z empatią. Twoje dziecko może nie rozumieć, dlaczego tak ważne jest, aby rano szybko nałożyło buty, przestało się bawić i poszło do samochodu. Może płakać, że chce dokończyć swoją zabawę. Jeśli pokażesz mu, że widzisz, że jest to dla niego trudne, że rozumiesz jego niechęć do wyjścia z domu, okazujesz mu szacunek, ale też sprawiasz, że będzie chętniej z Tobą współpracowało. Nawet, jeśli nie może w tej chwili się bawić, wie, że ma po swojej stronie kochającego rodzica, który jest blisko niego i go rozumie.

Chciałbyś nigdy nie przerywać zabawy, prawda? Założę się, że jak będziesz dorosły, będziesz bawić się bez przerwy, cały dzień i całą noc. Nie będziesz w ogóle szedł spać! W tym momencie jest jednak czas, aby umyć zęby i poczytać książkę.

Nie do końca wiem, jak to działa, ale tego typu słowa w bardzo wielu sytuacjach pomogły nam w dobrych humorach przejść od czynności, którą Franek uwielbia do innej, tej mniej lubianej. Jeśli nie możesz czegoś dać dziecku w świecie rzeczywistym, daj mu to w wyobraźni. Góry lodów czy czekolady, kiedy nie zgadzasz się na jedzenie słodyczy w tym momencie, zabawa przez całą noc, kiedy przychodzi czas na położenie się spać. U nas to działa cuda.

 

5 pomysłów na to, czym zastąpić kary dla dzieci

  1. Dawaj wybór i maksymalną kontrolę nad sytuacją.

Jeśli spieszysz się, aby wyjść rano do pracy, możesz zapytać: Masz wybór. Chcesz założyć swoje adidasy czy trampki? Poczucie kontroli jest ważne dla wszystkich dzieci. Im więcej jej mają, tym mniej czują się przestawiane z kąta w kąt. Pozwól mu więc wybierać w ramach tego, co jest dla Ciebie do zaakceptowania.

Daj mu maksymalną kontrolę nad samym sobą. Możesz przygotować razem z nim tablicę, na której będą oznaczone kolejne czynności, które powinno wykonać rano przed wyjściem do przedszkola czy szkoły. Nie poganiaj go, ale powiedz z entuzjazmem: O, widzę, że masz już spakowany plecak! Spójrzmy na tablicę, co teraz będziesz robić?

 

2. Spraw, aby dziecko pomogło Ci rozwiązać problem

Jeśli Twoje dziecko w piaskownicy sypie innym dzieciom piasek w oczy, możesz powiedzieć: Kochanie, mamy pewien problem. Widzę, że chcesz bawić się w piaskownicy. Dzieci, które sypią innym piasek w oczy nie są tu mile widziane, bo sprawiają przykrość innym dzieciom. Co możemy zrobić, abyś mógł nadal się tutaj bawić?

 

3. Zaproś dziecko do zabawy

Zabawa to coś, czemu maluchy nie mogą się oprzeć. Chyba, że mają w sobie jakieś duże, przytłaczające je emocje – wtedy odmawiają zabawy i potrzebują raczej popłakać. Spróbuj jednak postawić granice tym sposobem – zobaczysz, jak często to działa.

Nie masz butów na nogach? Jak w takim wypadku będziesz skakać?! Miałam nadzieję, że będziemy razem skakać w drodze do samochodu! 

 

4. Wyraź swoje uczucia i poproś dziecko o pomoc

Zobacz, jak już późno. Kochanie, obawiam się, że spóźnię się do pracy. Musimy wyjść za chwilę. Potrzebuję, abyś założył buty w tym momencie. Musimy ze sobą współpracować, abym zdążyła.

W tym wypadku nie obwiniasz dziecka o to, że się spóźnisz, raczej spokojnie i z pokorą prosisz go o pomoc. Jasno komunikujesz swoje uczucia. Maluch, który pozostaje w bliskim kontakcie z Tobą, troszczy się o Twoje emocje i chce pomóc Ci rozwiązać problem.

 

5. Przekierowanie

Bardzo trudno jest zatrzymać impuls do jakiegoś zachowania, jeśli już w nas się pojawi. Kiedy dziecko skacze na kanapie, a Ty tego nie chcesz, pokaż mu inne miejsce, w którym będzie mogło skakać.

Dzieci w wieku 1-3 lata uwielbiają rzucać różnymi przedmiotami. Nie jesteś w stanie tego powstrzymać, to jest silniejsze od nich. Możesz natomiast pokazać, jak rzucać np. pluszowymi maskotkami, zamiast pilotem do telewizora.

 

W wielu przypadkach dziecko będzie testowało granice. Zachowaj spokój i podtrzymaj swoje oczekiwanie. Jeśli nawiążesz kontakt z dzieckiem, ono w końcu posłucha tego, o co je prosisz. Dzieci wiedzą, że ostatecznie to Ty jesteś szefem domu i że muszą się podporządkować. Czasem będziesz musiała powtórzyć swoje wymaganie. Czasem wejść w drogę dziecku w przyjazny sposób, aby pogodziło się z tym, że mówisz poważnie.

Jeśli Twoja pociecha nie będzie chciała posłuchać Twoich słów, dzieje się jedna z dwóch rzeczy:

  1. nie czuje z Tobą wystarczająco silnej więzi (w danej chwili lub w ogóle, w szerszym kontekście),
  2. ma trudności z poradzeniem sobie z jakimiś emocjami.

W obu tych przypadkach nic nie zdziałałabyś przez kary dla dziecka. Raczej musisz zastanowić się, jak wzmocnić Waszą więź i jak lepiej pomóc mu regulować emocje.

kary dla dzieci

Jeśli chodzi o sytuację opisaną na początku artykułu, co sprawiło, że Krzyś przestał bić swoją siostrę? Jego rodzice (szczególnie mama, która spędzała z nim najwięcej czasu) zaczęli regulować swoje emocje, aby pozostać spokojnymi w stresującej sytuacji. Zadbali o odnowienie więzi z synem (mnóstwo wspólnej zabawy i radości z bycia razem). Na końcu dali mu również narzędzia potrzebne do radzenia sobie ze swoją złością. Zrezygnowali z kar i klapsów. W ciągu miesiąca bicie siostry nieomal całkowicie ustało.

Nawiąż kontakt, zanim będziesz poprawiać zachowanie. To najważniejsza zasada, która powinna Ci towarzyszyć przy wyznaczaniu granic zachowaniom. Zapamiętaj ją z tego artykułu i wprowadź w życie, a zobaczysz, że nie będziesz już potrzebować kary dla dzieci.

Jakie Ty masz zdanie na temat kar dla dzieci?

Dlaczego rozmowa nie jest najlepszym sposobem na kryzys małżeński?

jak pokonać kryzys małżeński

Co jest najlepszym rozwiązaniem na kryzys małżeński? Rozmowa! Czyż nie tak powtarza nam dzisiejszy świat, mądrzy ludzie dookoła nas, a nawet nasza własna, kobieca logika? Ostatnio dużo o tym myślę, czytam, rozmawiam z innymi i coraz bardziej przekonuję się, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka oczywista. Rozmowa owszem, jest niezbędna, ale często wcale nie jest pierwszym sposobem, który trzeba zastosować. Ba, nie jest nawet drugim lub trzecim!

kryzys małżeński

Kilka dni temu rozmawiałam z moim mężem o jednej kobiecie, która przeżywa kryzys małżeński i potrzebuje pomocy. Poprosiłam Adriana o podpowiedź, co on by jej poradził. To on lepiej wie, co gra w męskiej duszy, więc może jego spojrzenie będzie bardziej przydatne niż moje. Dialog, który rozegrał się pomiędzy nami, sprawił, że szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia.

– Wszyscy naokoło mówią im, że powinni o tym rozmawiać. Ale ona stwierdziła, że jej mąż już nie chce rozmawiać, że zachowuje się jak zraniony niedźwiedź, który atakuje, żeby uniknąć dalszego bólu! – powiedziałam do Adriana.

– Aga, ale żeby rozmawiać, to najpierw trzeba tę relację jakoś uzdrowić. Pojemność serca ma swoje granice. I nie można cały czas słuchać o tym, co boli drugą osobę i w kółko mówić, o tym, co trudne!

– Ale jak to: naprawić?! No przecież naprawia się przez rozmowę! Przecież tak tworzy się bliskość, to z rozmowy wiem, co Tobie przeszkadza i ty wiesz, co mi…

– Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać. Żeby było jakoś tak przyjemniej między nami…

Ten dialog ostatecznie utwierdził mnie w przekonaniu, że to NIE ROZMOWA jest pierwszym sposobem na kryzys małżeński. Najpierw trzeba sprawić, żeby w ogóle chciało się ze sobą rozmawiać… Trzeba chociaż trochę odbudować zaufanie, pokazać drugiej osobie, że zrobisz wszystko, aby przez sposób prowadzenia rozmowy już więcej jej nie ranić. Trzeba wzmocnić swoje umiejętności komunikacyjne, aby być zdolnym do szczerego, ale również budującego dialogu, a nie takiego, który współmałżonka rani i zamyka na to, co chcesz powiedzieć. Trzeba popracować nad sobą i pokazać swoim zachowaniem, że dokonuje się rzeczywistych zmian w swoim życiu. W ten sposób można zachęcić małżonka do otwarcia się na nowo, aby zechciał znów porozmawiać o tym, co boli.

Jako ciekawostkę dodam, że nasz dialog z Adrianem odbył się po radosnym, satysfakcjonującym współżyciu seksualnym. Tak, w ten sposób też możemy sprawić, że w ogóle chce się rozmawiać (szczególnie mężczyźnie).

 

Jeśli chcesz:
  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Kobieta a mężczyzna w czasie kryzysu małżeńskiego

To nie przypadek, że większość kobiet podaje rozmowę jako najlepszy sposób na kryzys. Dla kobiety rozmowa to sposób na nieomal wszystko! Potrzebujemy jej jak tlenu. Dzięki niej czujemy bliskość emocjonalną z innymi ludźmi. Poprzez nią radzimy sobie z uczuciami i problemami. Poznajemy w ten sposób innych ludzi. Odpoczywamy.

Pewnego dnia przeżyłam ogromne zdziwienie, kiedy przeczytałam, że mężczyzna po współżyciu seksualnym, odczuwa podobny rodzaj bliskości emocjonalnej z kobietą, jak ona po odbyciu z nim głębokiej rozmowy. Naprawdę?! To my nie czujemy tego tak samo?! Dla mnie współżycie jest raczej efektem bliskości, a dla niego sposobem na jej budowanie?! Wow!

Rozmawiałam później o tym z mężem i obserwowałam jego zachowanie. Odkryłam, że to w 100% prawda! Oczywiście, że mężczyzna potrzebuje również rozmawiać. Jednak nie jest to dla niego jedyny i wystarczający środek do bliskości, tworzenia więzi i zaufania. Dla niego ważna jest też fizyczna obecność: towarzyszenie sobie nawzajem w różnych wydarzeniach. I czasem potrzebuje NAJPIERW doświadczyć bliskości poprzez seks, by później być gotowym do ważnego i trudnego dialogu.

Te informacje zmieniły moje podejście do wielu spraw.

I mogą spowodować małe trzęsienie ziemi w Twoim spojrzeniu na kryzysy małżeńskie.

Różnimy się między sobą. Dla kobiety rozmowa zwykle pozwala rozładować napięcie, wyrzucić z siebie wiele spraw, przez co czuje się lepiej. Dla mężczyzny – wprost przeciwnie! Jego mózg funkcjonuje w taki sposób, że roztrząsanie problemów poprzez dialog powoduje raczej wzrost napięcia i stresu. Jest to dla niego prawdziwy trud i wysiłek.

Nie możesz lekceważyć tych różnic. Jeśli będziesz naciskać na swojego męża, aby z Tobą rozmawiał w trudnych sytuacjach, on może wycofywać się coraz bardziej. Jeśli przyjmiesz za pewnik, że on czuje się po konwersacji z Tobą tak samo jak Ty, możesz zrobić krzywdę sobie, jemu i Waszemu małżeństwu. Nie tędy droga.

Ważne dopowiedzenie: oczywiście kobiety również różnią się między sobą, podobnie jak mężczyźni. Jedne znacznie mocniej odczuwają potrzebę rozmowy, inne słabiej, jeszcze inne mogą nieomal w ogóle nie dążyć do dialogu. Nie zmienia to jednak faktu, że współczesna nauka jasno pokazuje, że płeć damska i męska pod tym względem funkcjonują inaczej. Jest to związane z nieco odmienną budową mózgu czy gospodarką hormonalną.

Wiem, że żyjemy w czasach, w których najlepiej byłoby w ogóle nie mówić o różnicach pomiędzy płciami. Jednak ja trzymam się dowodów naukowych (które potwierdzają codzienne obserwacje z życia wielu, wielu ludzi), a nie współczesnej ideologii. Wszystkie cechy, które odróżniają nas między sobą zawsze znajdują się na jakiejś skali – to znaczy, że jedna osoba wykazuje silniej daną cechę, a inną słabiej. Jednak możemy mówić o tym, że przeciętna kobieta różni się nią od przeciętnego mężczyzny.

w kryzysie małżeńskim

Niskie umiejętności komunikacyjne

Czasem sama możesz zobaczyć w małżeństwie, że nie jesteście w stanie rozwiązać problemów przez rozmowę.

  • Twój małżonek w ogóle nie chce podjąć trudnego tematu. Unika go, wychodzi z pokoju, kiedy zaczynasz o tym mówić, złości się, krzyczy i atakuje Cię słownie lub milczy.
  • Każda próba rozmowy na dany temat kończy się Waszą kłótnią: oboje wpadacie w gniew, zaczynacie krzyczeć i ranić siebie nawzajem.
  • Nie masz już siły i ochoty rozpoczynać kolejnej rozmowy. Już tyle razy próbowałaś… Nic z tego nie wynikało, a sytuacja wyglądała jeszcze gorzej.

Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas ma jakieś zranienia. Posiadamy określone sposoby reagowania na kryzysy i trudności. Bezwiednie wpadamy w schematy zachowania, które nam samym się nie podobają.

Jeśli wielokrotnie próbowałaś rozwiązać jakiś problem przez rozmowę, a widzisz, że się nie udaje, przestań to robić. Widocznie na ten moment nie jesteście w stanie poradzić sobie z kryzysem przez dialog. Może nie potraficie rozmawiać tak, aby nie zadawać sobie nawzajem coraz większego bólu. Może padło już tak wiele raniących słów, że Twój mąż lub Ty boicie się kolejnej konfrontacji.

Poszukaj innych środków. Odłóż trudną rozmowę o Waszych problemach na jakiś czas (proponuję nawet na 90 dni!). Dokonaj zmian w swoim zachowaniu. Odnówcie wzajemne zaufanie chociaż trochę. Pokaż poprzez swoje konkretne działanie, że uczysz się lepiej odnosić do małżonka. Niech Twoja przemiana zainspiruje go do podjęcia na nowo wysiłku, by znów zawalczyć o mocną więź pomiędzy Wami.

 

Skuteczne sposoby na kryzys małżeński

Jeśli więc nie rozmowa, to co?

Dialog jest niezbędnym elementem wyjścia z kryzysu. Jednak niekoniecznie trzeba od niego zaczynać. Jeśli sprawy zaszły już za daleko, jedna ze stron (lub obie) mogą nie chcieć lub nie potrafić odpowiednio prowadzić rozmowy. Dlatego trzeba szukać innych sposobów.

  1. Wspólna lub indywidualna modlitwa, Eucharystia, spowiedź.

Jeśli jesteś osobą wierzącą, zacznij od tego. Zapytaj męża, czy chciałby pomodlić się razem z Tobą lub pójść na Mszę Święta. W naszym małżeństwie często modlitwa ratowała nas przed wzajemną niechęcią i długim trwaniem w oskarżeniach. Jeśli mąż nie chce, módl się sama. Uczestnicz w Eucharystii i spowiadaj się. Pan Bóg ma swoje sposoby, by kruszyć ludzkie serca. Pomaga nam zobaczyć nasz wkład w aktualną sytuację małżeńską i wziąć odpowiedzialność za to, co zrobiliśmy źle.

 

2. Twoja wewnętrzna i zewnętrzna przemiana.

Wielokrotnie pisałam już o tym, że zmiana w zachowaniu jednej osoby ma wpływ na cały związek. Jeśli dokładasz swoją cegiełkę do kryzysu małżeńskiego poprzez określone zachowania i reakcje (a nieomal na pewno tak jest…), to nie naprawi tego Twoja rozmowa z mężem! Nie jesteś w stanie przegadać tego, że jakieś Twoje zachowanie go rani, denerwuje i męczy i w ten sposób zlikwidować problem. Bo co z tego, że o tym porozmawiacie? Problem nadal istnieje, bo jest nim jakieś Twoje postępowanie!

Nie da się samą rozmową rozwiązać problemów, które wywołują kryzys małżeński. Zawsze konieczne będzie konkretne działanie i przemiana wnętrza (myśli, serca, uczuć) i zachowania. Może zatem warto od tej przemiany zacząć.

Musisz podjąć trud konkretnej zmiany swojego postępowania. Poznać, jakie Twoje zachowania są niewłaściwym sposobem odnoszenia się do drugiej osoby i zacząć nad nimi pracować. Może często krytykujesz męża? Może nie pozwalasz mu podejmować żadnych rodzinnych decyzji? Może masz do niego ciągłe pretensje o to, że za mało zarabia, za mało zajmuje się dziećmi, za mało pracuje w domu, za mało…? Może nie spędzacie razem czasu na beztroskiej zabawie, bo ciągle jesteś spięta, nerwowa i myślisz tylko o tym, co jest jeszcze do zrobienia w domu?

Powodów kryzysu może być mnóstwo. Oboje wnosicie swoje trzy grosze. Jeśli jesteś zdeterminowana, aby ratować swoje małżeństwo, nie oglądaj się na to, czy Twój mąż coś zmienia w swoim zachowaniu. Weź się za siebie i pokaż mu, że zależy Ci na Waszym związku i na nim. Stwórz środowisko, które zainspiruje go do przemiany również poprzez drobne gesty dbania o związek.

Jak to zrobić?

Spieszę z pomocą.

Jeśli chcesz:

  • dokonać rewolucyjnych zmian w Twojej relacji z mężem,

  • lepiej zrozumieć samą siebie i jego,

  • zdobyć skuteczne narzędzia do budowania szczęśliwych, spełnionych relacji,

dołącz do wyzwania Miesiąc Pełen Miłości.

Jak wprowadzać zmiany w życiu: 5 wskazówek do natychmiastowego użycia

wprowadzania zmian

Możesz mówić, że Twoje kiepskie samopoczucie, zmęczenie i smutek to wina innych, którzy nie wywiązują się odpowiednio ze swoich obowiązków. Mąż nie okazuje Ci miłości tak, jak Ty tego potrzebujesz. Dziecko doprowadza Cię do szału swoimi zachowaniami. Koledzy w pracy ciągle zrzucają na Ciebie swoje obowiązki. W każdą relację wnosisz samą siebie. Nawet, jeśli zmienisz pracę, a może nawet męża, w te nowe relacje zabierzesz swoje przyzwyczajenia, zranienia i sposoby reagowania. I może okazać się, że nadal nie jesteś szczęśliwa. Dlaczego?! Nie uciekniesz od samej siebie. Musisz wprowadzić zmiany w życiu i w swoim zachowaniu, a wtedy zmienią się Twoje relacje.  

zmiany w życiu

Dlaczego pracować nad sobą?

Dlaczego to ja mam pracować nad sobą, jeśli mój mąż (moi koledzy z pracy, moja matka – sama wybierz, która relacja jest dla Ciebie najbardziej męcząca) nie chcą nic robić?! Przecież to, co jest między nami, nie zależy tylko ode mnie!

Zabierasz samą siebie w każdą relację, w którą wchodzisz. Jeśli pracujesz nad sobą, zmieniasz swój sposób tworzenia więzi z innymi ludźmi. Jeśli wykonasz swoją część pracy, najwięcej zyskujesz Ty sama. To od Ciebie zależy, jak wyglądają Twoje relacje. Masz na to wpływ. Nie musisz prowadzić życia, w którym czujesz się kiepsko. Masz możliwość zmieniać to, co jest dla Ciebie męczące i raniące. Praca nad sobą jest warta trudu, który trzeba w nią włożyć (więcej o tym przeczytasz w artykule: Czy do tanga trzeba dwojga, czyli jak stworzyć szczęśliwy związek?).

Trzy lata temu uczestniczyłam w treningu interpersonalnym. Poznałam na nim pewną Basię (imię zmieniłam). Nadawałyśmy na zuuuupełnie innych falach. Kompletnie. Zawsze wydawało mi się, że mam całkiem niezłe umiejętności komunikacyjne. Z nią natomiast nie byłam w stanie się dogadać. Kiedy ja coś mówiłam, jej odpowiedź pokazywała, że zrozumiała mnie zupełnie inaczej, niż chciałam. Kiedy ona coś mówiła do mnie, często jej słowa odbierałam jako oceniające i oskarżające.

I może gdybym poznała ją w normalnym życiu (poza treningiem), po prostu unikałabym rozmów i konfrontacji z nią. Może rozwinęłaby się we mnie myśl, że to jej wina, że nie jesteśmy w stanie się zrozumieć. Że ona mnie nie słucha, że mnie ocenia i oskarża o coś, czego ja wcale nie powiedziałam.

Jednak tak się nie stało.

Widziałam, że inne osoby rozmawiają z nią normalnie. Myślałam: Jak to możliwe?! Tak się da? Dlaczego ja nie jestem w stanie? Dodatkowo celem treningu było uczenie się siebie w relacjach z innymi, więc byłam zdeterminowana, aby maksymalnie ten czas wykorzystać. Kiedy więc była potrzeba i okazja, podejmowałam próby rozmowy z nią. Uczyłam się strzec swoich granic, mówić spokojnie, co mnie dotknęło i jak ja rozumiem i odbieram jej słowa. Chwilami było ostro. Posypały się iskry, popłynęło nieco moich łez. Ale wyszłam z tego wszystkiego silniejsza i mądrzejsza. Basia mnie dużo nauczyła.

Każda relacja, nawet najbardziej trudna i męcząca, może nas dużo nauczyć. I to od nas zależy, jak będziemy ją postrzegać.

 

5 kroków do wprowadzenia zmiany w życiu

Każda zmiana w Twoim zachowaniu dokonuje się powoli. Potrzeba czasu, wysiłku i wielokrotnych prób. Kiedy dziecko uczy się chodzić, trwa to wiele miesięcy. Jego determinacja jest ogromna. Upada, wstaje, chwiejnie robi kilka kroków, znów upada i wstaje. I tak w kółko. Tak właśnie wygląda proces wprowadzania zmian i uczenia się nowych zachowań.

W tej podróży można wyróżnić pięć stopni. Przechodzimy po nich po kolei za każdym razem, kiedy dokonujemy jakiejkolwiek zmiany w swoim zachowaniu.

  1. nieświadomość – nawet nie wiesz, że istnieje możliwość postępować inaczej i wcale Cię to nie interesuje. żyjesz sobie swoim życiem, dni mijają, nic się nie zmienia w Twoim działaniu,
  2. świadomość – gdzieś usłyszałaś lub przeczytałaś, że można zachować się inaczej niż Ty zawsze to robisz, ale nawet nie wiesz dokładnie, o co chodzi,
  3. mistrzostwo poznawcze – masz już pełną wiedzę w danym temacie, wiesz, jak wygląda określone zachowanie, co zrobić, aby je osiągnąć,
  4. emocjonalna zgodność – czujesz, że chcesz dokonać w swoim życiu takiej zmiany, że to będzie Ci służyło, jesteś emocjonalnie zaangażowana,
  5. działanie nawykowe – nie musisz już uczyć się danego zachowania, nie musisz pamiętać, aby go wykonać, bo jest to Twój normalny sposób działania bez zastanawiania się.

Jak widzisz, droga do zmiany jest długa. Nie daj się zwieść pozorom: to, że dużo wiesz na jakiś temat wcale nie oznacza, że jesteś na końcu tej podróży! To, że wiesz, jak powinnaś przeprowadzić owocną rozmowę z mężem nie oznacza, że takie rozmowy prowadzisz.

Zmiany w życiu zawsze związane są z pewnego rodzaju rozciąganiem samej siebie. Aby nauczyć się czegoś nowego, musisz wyjść ze swojej strefy komfortu i podjąć działania, których nigdy dotąd nie robiłaś. To boli! To wymaga wysiłku, wielu prób i błędów, ciągłego przypominania sobie, co powinnaś zrobić i jak się zachować.

Pamiętasz, jak uczyłaś się jeździć na rowerze (lub pływać, grać w tenisa czy robić coś jeszcze innego). Czy zajęło Ci to kilka minut? Nie! Był to proces. Musiałaś korygować swoje działanie i wciąż podejmować nowe próby, nawet jeśli się przewróciłaś. Może miałaś chwile zniechęcenia, kiedy wydawało Ci się, że nigdy się tego nie nauczysz. Ponieważ nie zrezygnowałaś, w końcu osiągnęłaś mistrzostwo.

jak dokonać zmiany

Opór przed zmianą

Ponieważ zmiana ZAWSZE w jakiś sposób boli, na pewno napotkasz po drodze opór. Nie tylko na zewnątrz, przede wszystkim wewnątrz siebie.

Kiedy uczysz się czegoś nowego, w pewnej chwili doświadczysz lęku, wątpliwości czy smutku. Kiedy pojawiają się u Ciebie te uczucia, Twój system nerwowy wysyła Ci silny komunikat: zaprzestań działania, które powoduje taki stan! To jest mechanizm, który pojawia się u każdego człowieka. Dlatego tak wiele osób rezygnuje z dokonania zmian: nie są w stanie przebrnąć przez silne, nieprzyjemne uczucia.

Musisz rozpoznać, jak wygląd u Ciebie opór przed zmianą. Czy przyjmujesz to, że przeciwności, wątpliwości i ból są normalne w rozwoju? Czy raczej pozwalasz, aby zatrzymały Cię w drodze? Jeśli masz silny opór przed zmianą, działasz z pozycji strachu i chęci ochronienia siebie przed bólem. Pamiętaj jednak, że nie jesteś w stanie zabezpieczyć siebie przed cierpieniem w życiu i w relacjach. Ono zawsze się pojawi, cokolwiek będziesz robić. Czy nie lepiej więc świadomie przyjąć, że przez ten ból mogę zmierzać do czegoś lepszego?

 

Kogo obwiniasz?

Ludzie są różni. Każdy z nas to odrębny świat, bardzo bogaty i skomplikowany. Mamy różne nawyki, przyzwyczajenia, życiowe doświadczenia i schematy postrzegania. Wiele osób ma jednak tendencję do patrzenia na innych przez pryzmat swojego wnętrza. Oczekujemy, że inni będą myśleć, czuć i reagować tak samo, jak my. Kiedy robią inaczej, oceniamy to jako niewłaściwe. A kiedy nie rozumiemy tego zachowania, kiedy czujemy się przez nie zranieni czy zdenerwowani, obwiniamy drugą osobę za swoje nieszczęście.

Kiedy obwiniasz kogoś za to, jak się czujesz, dobrowolnie oddajesz mu władzę nad swoim życiem. Jeśli to wina Twojego męża, że chodzisz smutna i czujesz się niekochana, to przecież tylko on może coś zrobić, aby to zmienić, prawda? Nic tu od Ciebie nie zależy. To on musi się zmienić, to on musi mówić i działać inaczej. Ty możesz tylko czekać, płacząc, narzekając i marudząc.

Obwinianie innych to odbieranie samej sobie możliwości decydowania o swoim życiu. W ten sposób stwierdzasz, że będziesz siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś innych odmieni Twój los. Bo przecież to jego wina, że jest Ci tak źle w tej relacji! Tylko co, jeśli on tego nie zrobi? Będziesz tak siedzieć do końca życia?

Zostaw więc obwinianie za drzwiami, weź się do roboty i wykonaj swoją część pracy. Wprowadzaj zmiany w życiu i nie czekaj na to, co zrobi druga osoba. Kiedy obudzi się w Tobie chęć obwiniania kogoś innego, przypomnij sobie, że w ten sposób sama odbierasz sobie możliwość kształtowania tego, jak wygląda Twoje życie. Cokolwiek zrobią inni, zawsze masz możliwość dokonać zmian w kierunku lepszych relacji.

 

Korzystaj z okresów czasu

Aby dokonać konkretnej zmiany w swoim zachowaniu, możesz wykorzystać narzędzie zwane okresami czasu.

Zdecyduj, co konkretnie chciałabyś zmienić, jakie nowe zachowanie wprowadzić lub z jakiego zrezygnować. Może to być częste mówienie pozytywnych rzeczy swojemu mężowi albo zaprzestanie mówienia o nim negatywnie. Może rezygnowanie z zamartwiania się o przyszłość albo umiejętność spontanicznej zabawy w codziennym, stresującym życiu. Ile kobiet, tyle pomysłów na zmianę.

Wybierz sobie jakiś krótki okres czasu (na początku 5-10 minut), w którym chcesz wprowadzić dane zachowanie. Nastaw sobie budzik i przez ten okres wszystkie swoje siły skup na tym, aby ćwiczyć nowe zachowanie. Kiedy się nie uda, przypomnij sobie, co to miało być i podejmij kolejną próbę. Jeśli opanujesz 5 minut, rozciągnij ten czas do 10. Później wydłużaj go o kolejne minuty. W końcu okaże się, że to zachowanie stanie się dla Ciebie naturalne.

Pamiętaj, że ból jest naturalnym elementem rozwoju. Jeśli odczuwasz niepokój, obawę, wątpliwości, smutek, zniechęcenie, to dobrze! To znak, że jesteś na właściwej ścieżce. Zmierzasz w kierunku pozytywnej zmiany.

zmiany w życiu

Zapisuj, co się u Ciebie dzieje

Pisanie ma terapeutyczną moc. Samo w sobie pomaga uporządkować myśli, nadać sens różnym wydarzeniom, nazwać emocje. Może być świetnym narzędziem w procesie wprowadzania zmian.

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej i liceum, pisałam pamiętnik. Wszystko, co się u mnie działo, przelewałam na papier. Później na pewien czas porzuciłam pisanie, ale zdarzało mi się sięgać po kartkę papieru i długopis w chwilach dużego, wewnętrznego chaosu. Pisanie pomagało mi się uspokoić, nazwać, co się we mnie dzieje i spojrzeć na wszystko z dystansem.

Aktualnie robię krótkie notatki po modlitwie osobistej. Zapisuję, czego doświadczyłam i co chcę zmienić na przyszłość. Pisanie jest wspaniałym narzędziem do poznawania siebie i wydobywania na światło dzienne swoich myśli i uczuć. Bez tego nie ma możliwości dokonania zmian w sobie.

Załóż zeszyt, w którym będziesz regularnie pisać kilka zdań. Zapisuj swoje myśli, uczucia, to, jak zareagowałaś na jakąś sytuację i co to mówi o Tobie. Zapewniam Cię, że w ten sposób znacznie przyspieszysz swój rozwój.

 

Na koniec chcę Cię zostawić z pytaniem: co by było, gdyby do końca Twojego życia wszystko zostało tak, jak jest teraz? Twoje relacje z bliskimi i to, jak Ty się w nich czujesz. Czy byłabyś szczęśliwa?

Jeśli nie, nie trać ani chwili. Zakasaj rękawy i walcz. W każdą relację wnosisz samą siebie, więc trwałe, pozytywne zmiany osiągniesz tylko wtedy, kiedy będziesz pracować nad sobą. Od samej siebie nie uciekniesz.

 

Jakie Ty masz sposoby na wprowadzanie zmian w życiu?

Wiedza, która Ci się przyda #1 – moje sierpniowe polecenia

sierpniowe polecenia

Internet nie raz ratował mi życie. Nieomal codziennie szukam w nim odpowiedzi na różne moje pytania. Co ugotować na obiad? Jak organizować swój czas, by wykorzystać go jak najlepiej? Jak radzić sobie z trudnościami wychowawczymi? Szukam, czytam, słucham, oglądam… Wciąż znajduję jakieś nowe, fascynujące informacje. Jeśli coś wydaje mi się dobre i pomocne, wprowadzam to w życie. I chcę też dzielić się z Wami tym, co w ostatnim czasie najbardziej mi pomogło.

sierpniowe polecenia

Stąd zrodził się pomysł na comiesięczne polecenia różnych artykułów i filmów związanych z życiem rodzinnym i domowym. Podrzucam Wam to, co zwróciło moją uwagę, skłoniło mnie do refleksji na jakiś remat lub odpowiedziało na moje pytania.


1. Kategoria: czas dla rodziny

Jeśli czytasz regularnie moje artykuły, wiesz, że jestem ogromną fanką zabawy. Fascynuje mnie jej wpływ na funkcjonowanie samych dzieci, ale również relacji rodzinnych. Wciąż zadziwia mnie fakt, jak wielu rodziców lekceważy jej znaczenie i możliwości, które daje! To jeden z najlepszych sposobów na nawiązanie bliskich relacji z dzieckiem, poznawanie go, przepracowanie różnych jego trudności, rozładowanie emocji…

Pisałam o tym wielokrotnie, jeśli jesteś zainteresowana tym tematem, zachęcam Cię do czytania. Według mnie warto poznać ten temat – u nas w domu używamy zabawy z dziećmi w sposób bardzo świadomy i przemyślany i przynosi to wspaniałe efekty. Wykorzystujemy ją, by zachęcić Franka do współpracy w jakimś temacie, kiedy jest bardzo płaczliwy, kiedy domaga się oglądania bajek lub słodyczy (często to sygnał, że jego plecak emocji jest wypełniony!) lub kiedy widzimy, że nieco oddaliliśmy się od siebie.

Jestem w stanie działać w ten sposób, jeśli sama reguluję swoje emocje. Kiedy jestem zdenerwowana, poirytowana czy przemęczona nie potrafię wejść w luz i swobodę, które są konieczne do zabawy. Ale doceniam jej obecność w życiu całej naszej rodziny i świadomie pracuję nad tym, aby było jej jak najwięcej.

Najbardziej lubię proste, niewymagające przygotowań wspólne wygłupy. Podejmujemy jednak w domu również aktywności, do których rodzic musi wnieść jakiś element przygotowania. Podrzucam Wam dziś zbiór mało skomplikowanych zabaw, które pomogą wyciszyć dziecko i przygotować je do snu. Jeśli nie wiesz, co robić z Maluchem po kolacji, ten artykuł jest dla Ciebie.

Zabawy wyciszające przed snem – Zainpiruj Malucha


2. Kategoria: emocje

Jestem zafascynowana tematem emocji. Coraz bardziej odkrywam ich wpływ na moje życie. Widzę, że większość trudnych dla mnie sytuacji wynika z tego, że nie potrafię ich regulować. Uczę się, jak one działają. Poznaję samą siebie i swój sposób reagowania na otoczenie. Piszę też często o tym artykuły, bo jestem przekonana, że to jeden z najważniejszych czynników wpływających na życie rodzinne.

Ciekawostką dla niektórych może być fakt, że pod złością nieomal ZAWSZE kryją się jakieś inne emocje, których z jakiegoś powodu nie chcemy czuć (strach, żal, bezradność, niemoc). O ile ostatnio coraz częściej można przeczytać artykuły na temat samej złości, to te uczucia schowane pod nią wciąż są rzadko poruszanym tematem. Zachęcam Cię do przeczytania o tym i refleksji nad swoim zachowaniem. Kiedy odczuwasz bezradność i jak działasz pod jej wpływem?

Jak pokonać bezradność – Dzieci i Pieniądze


3. Kategoria: zdrowe życie

Kolejny temat, który uwielbiam, to zdrowe odżywanie. Z moich obserwacji wynika, że w wielu rodzinach dzieci jedzą za mało zdrowych rzeczy, a zbyt dużo śmieciowego jedzenia lub takiego, które nie wnosi nieomal żadnych składników odżywczych. Trafiłam w internecie na fantastyczną serię artykułów, które pomogą rozwiązać ten problem. Letnia Szkoła Jedzenia Warzyw to profesjonalna, pochodząca od dietetyczki, wiedza o tym, jak zachęcić dziecko, by jadło więcej warzyw. Lekcji jest aż czternaście, każda napakowana wiedzą i konkretnymi wskazówkami, co robić, a czego unikać.

Ja na przykład dowiedziałam się, że nie powinno się zachęcać dziecka do jedzenia warzyw poprzez mówienie im, że warzywa są zdrowe… Coś nowego, prawda? Wskakuj więc na bloga Szpinak Robi Bleee i czytaj.

Jeśli zależy Ci na zdrowym odżywaniu swoich dzieci, nie możesz ominąć tej serii!

Letnia Szkoła Jedzenia Warzyw – Szpinak Robi Bleee


4. Kategoria: organizacja czasu

sierpniowe polecenia

Wciąż szukam sposobu i pomysłu na to, jak najlepiej zorganizować czas naszej rodziny. Uczę się, jak go nie marnować, ale maksymalnie wykorzystać. Dzieci pomogły mi sobie uświadomić, jak wielkim darem i zasobem jest czas. Dlatego chcę z niego mądrze korzystać.

Od niedawna zaczęłam używać papierowego planera (na razie testuję, jak mi się sprawdzi). Mój mąż zadania firmowe zapisuje w kalendarzu google, jednak ja nie jestem do niego w 100% przekonana. Do mnie przemawia papier. Potrzebuję mieć zapisane różne zadania i zajęcia na kartce, inaczej jakoś trudno mi je ogarnąć.

Dlatego we wrześniu będę testować Rodzinny Kalendarz od Niebałaganki. Możesz go pobrać z jej artykułu, wydrukować i używać. Ja będę to robić pierwszy raz, może do mnie dołączysz?

Rodzinny Kalendarz – Niebałaganka


5. Kategoria: rozwój osobisty

Na koniec zostawiłam prawdziwy hit (przynajmniej dla mnie). Interesuję się tematyką kobiecości i męskości i przeczytałam w tym temacie niejedną książkę, słuchałam konferencji i nagrań. Niedawno natrafiłam na źródło, które mówi o tym w zupełnie nowy dla mnie sposób.

Otóż kobiecość to nic innego, jak bycie otwartą na to, co dzieje się w życiu i gotową, aby uznać i pokazać swoją bezradność i bezbronność, kiedy się ją odczuwa. U płci żeńskiej nie kobiece zachowania to: kontrolowanie, zmuszanie, wymuszanie, ciągłe stawianie na swoim. Dla mnie ta idea w pierwszej chwili była nie do końca zrozumiała. I przyznam, że trochę się z nią kłóciłam… Ale powoli się do niej przekonuję. Dlaczego? Dlatego, że widzę, jak ja sama męczę się tymi nie kobiecymi zachowaniami! Z jednej strony ciągle tak się zachowuję (próbuję kontrolować wszystko i wszystkich dookoła mnie, podejmować decyzje, jak ma wyglądać nasze codzienne życie itd.), a z drugiej mam tego dość i wcale tak nie chcę żyć!

Jeśli interesuje Cię ten temat i chcesz dowiedzieć się więcej, odsyłam Cię do źródła.

Mam nadzieję, że wśród tych artykułów znajdziesz coś dla siebie. Czytaj, oglądaj i bierz inspiracje dla siebie i swojej rodziny.

Na jaki temat chciałabyś przeczytać moje polecenia w następnym miesiącu?

Dlaczego empatia jest Ci niezbędna do (szczęśliwego) życia?

co to jest empatia

Codziennie po powrocie z przedszkola mała Ania zachowywała się agresywnie wobec swojej mamy. Próbowała ją uderzyć, krzyczała, tupała nogami i rzucała zabawkami. Jej matka, zachęcona przez dr Laurę Markham, przestała siłą powstrzymywać jej wybuchy, a zaczęła spokojnie mówić do córki: Kochanie, myślę, że po prostu potrzebujesz popłakać. Brała ją w ramiona i pozwalała jej płakać. Po tygodniu Ania po powrocie do domu sama podchodziła do mamy, mówiła: Po prostu potrzebuję popłakać, przytulała się i szlochała. Dzień w dzień sytuacja się powtarzała. Po jakimś czasie działo się to coraz rzadziej i rzadziej, aż ograniczyło się do jednej sesji płaczu raz na kilka tygodni. Wybuchy agresji całkowicie ustały. Wszystko dzięki temu, że jej mama zastosowała w praktyce wiedzę o tym, co to jest empatia.

co to jest empatia

Przytoczona historia pod pewnymi względami jest wyjątkowa:

  • Ania była bardzo wrażliwym dzieckiem – nie każdy maluch potrzebuje sesji płaczu każdego dnia,
  • dość szybko pozwoliła swojej mamie się przytulić i zaczęła sama dostrzegać, że zaproponowane rozwiązanie jest dla niej pomocne; często dzieci odmawiają przytulenia znacznie dłużej.

Chociaż zatem nie jest to przykład zgodny z doświadczeniem każdego rodzica, pokazuje jednak pewną prawidłowość. Po powrocie z przedszkola Ania potrzebowała opróżnić swój plecak emocji. Ponieważ nie miała do tego okazji przez dłuższy czas, nagromadziło się w nim wiele uczuć i płakała codziennie przez kilka tygodni. Po tym czasie dziewczynka każdy dzień rozpoczynała z pustym plecakiem, dlatego płacz nie był już tak często potrzebny.

W poprzednim artykule pisałam o tym, czym jest plecak emocji – są to zepchnięte do podświadomości, niechciane i niebezpieczne w danej chwili uczucia. Jeśli ich nie przeżyjemy, nie pozbywamy się ich ze swojego ciała, ale wędrują nadal z nami i wyskakują w najmniej oczekiwanym momencie. Jako sposób na rozładowanie tych emocji podałam dwie propozycje: śmiech (niezbędny przy mniej zapełnionym plecaku) i płacz.

Co kryje się pod złością?

Kiedy człowiek znajduje się w sytuacji, którą interpretuje jako zagrożenie, wchodzi w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Wyłącza się racjonalne myślenie (za które odpowiada kora przedczołowa), a kontrolę przejmuje część mózgu odpowiedzialna za instynktowne działanie. Do akcji wkracza część układu nerwowego zwana sympatyczną, która powoduje pobudzenie całego organizmu. Zostajemy zalani przez silne emocje (głównie złość),

Dlaczego najczęściej w trudnych dla nas sytuacjach czujemy złość?

Ponieważ jest ona przykrywką dla innych, bardziej słabych uczuć, takich jak strach, bezradność, poczucie niemocy, czy żal. Nie lubimy czuć tego wszystkiego, nie chcemy się przyznać, że mamy w sobie takie emocje. Dzieje się tak, ponieważ nie czujemy się wystarczająco bezpiecznie. U dzieci zachodzi dokładnie taki sam mechanizm. Kiedy czują się czymś zagrożone, często swój strach, bezradność czy rozczarowanie przykrywają złością i zaczynają atakować.

Wyobraź sobie taką sytuację. Nagle słyszysz płacz w pokoju swoich dzieci. Wbiegasz do środka i widzisz klocki rozrzucone po całym pokoju, młodsze dziecko zalane łzami i starsze, które ze złością uderza jednym z klocków w głowę brata. Co się wydarzyło?

Spróbujmy wejść na chwilę w głowę i uczucia starszego syna i prześledzić, co takiego się stało.

Klocki są jego ulubioną zabawką. Szczególnie jeden z nich jest wyjątkowy i on najbardziej lubi układać budowle, w których stawia na szczycie ten jeden ulubiony. Obaj z bratem właśnie budowali swoje domy. W pewnym momencie okazało się, że młodszy wziął jego ulubiony klocek i włączył w swoją budowlę. Starszy syn powiedział do niego, aby dał mu ten klocek, bo to jego ulubiony. Ale tamten nie chciał go słuchać.

Starszy brat nie wytrzymał. Ze złością wyrwał swój ulubiony klocek z domku młodszego. Brat próbował wyciągnąć mu go z ręki. Obaj zaczęli krzyczeć, aż w końcu oba domki zostały zniszczone, a młodszy syn dostał klockiem w głowę.

Co takiego mógł czuć starszy brat?

Na zewnątrz było widać tylko złość. To ona popchnęła go do siłowania się z bratem i do uderzenia go w głowę. Ona jest odpowiedzią ciała na poczucie zagrożenia.

A co było pod tą złością? Najprawdopodobniej strach, że nie będzie mógł zbudować tak fajnego domku, o jaki mu chodziło. Marzył o tym, że pokaże swoją budowlę mamie. Poczuł żal, że nie może zrobić tego, co sprawia mu tak wielką radość. Był rozczarowany, że jego dom będzie wyglądał gorzej, niż by chciał.

Cała gama emocji,  które zamknęły się w jednej: złości.

Wbrew pozorom złość jest dla nas bardziej bezpieczna w odczuwaniu niż strach, bezradność czy żal. Kiedy czuję złość, kontroluję sytuację. To ja dyktuję warunki. Mogę zaatakować i nie czuję się słaba. Natomiast nie jest nam łatwo przyznać, że czujemy bezradność czy żal.

Tak samo zachowują się dzieci. Jest im trudno pokazać, że czują lęk, czy niemoc. Atakują i powoli rezygnują z agresywnego zachowania. Nie czują się wystarczająco bezpiecznie, aby działać inaczej.

co to jest empatia

Dlaczego płacz pomaga rozładować plecak emocji?

Kiedy przechodzimy od działania pod wpływem układu sympatycznego (stan pobudzenia) do zachowania kierowanego układem parasympatycznym (normalny, spokojny stan organizmu), zaczynają nam płynąć łzy. Są naturalną oznaką przejścia między jednym a drugim stanem. Dlatego płacz sygnalizuje również, że następuje rozładowanie plecaka emocji. Ustępuje pobudzenie związane z odczuwaniem złości i stanem fight, flight or freeze. Ciało pozbywa się całego napięcia i przechodzi do spokojnego funkcjonowania.

Co więc możemy zrobić, aby przejść od poczucia zagrożenia do rozluźnienia organizmu? Co zrobić, aby te oczyszczające łzy popłynęły?

Musimy odkryć, co znajduje się pod złością. Jakie inne, słabsze uczucia, ona ukrywa. Dlatego konieczne jest stworzenie bezpiecznego środowiska. Takiego, w którym dziecko będzie w stanie dotrzeć do tego, co się w nim rzeczywiście dzieje. Będzie mogło to przeżyć i z pomocą rodzica nazwać. Wtedy wszystkie uczucia będą mogły odejść.

Czasem, kiedy jestem w trudnej dla mnie sytuacji, robię wszystko, aby dobrze się trzymać. Zaciskam zęby i zajmuję się pracą. Ale kiedy stanie przy mnie ktoś, przy kim czuję się swobodnie i bezpiecznie, nie jestem w stanie powstrzymać łez. Obecność tej drugiej osoby powoduje, że wszystkie te trudne emocje wypływają na powierzchnię. Tak właśnie działa bezpieczne środowisko.

 

Co to jest empatia?

Kiedy Twoje dziecko zaczyna zachowywać się w sposób, który Cię denerwuje (złości się, krzyczy, jęczy, marudzi…), przypomnij sobie, że prawdopodobnie ma wypełniony plecak emocji i potrzebuje Twojej pomocy. Weź głęboki oddech, uspokój sama siebie i okaż empatię.

Co to jest empatia?

Najprościej mówiąc, jest to czucie tego, co czuje druga osoba. To próba spojrzenia na sytuację z jej perspektywy. Empatia nie jest jednak działaniem, które pochodzi z głowy (nie jest to analizowanie zachowania dziecka), ale raczej z serca.

Kiedy Twoje dziecko krzyczy: Mieliśmy iść do parku!, spróbuj wczuć się w jego uczucia i powiedzieć: Kochanie, jesteś rozczarowny. Przykro mi, że nie poszliśmy. Bardzo prawdopodobne, że ono znów odpowie Ci ze złością: Nie jestem rozczarowany! Jestem zły na ciebie! Obiecałaś mi to! Dziecko nie rezygnuje szybko ze swojej złości, bo nie chce czuć tych emocji, które kryją się pod nią. Zachowaj spokój, wszystko jest w porządku, to zupełnie normalne. Nie musisz zmieniać zdania co do wyjścia do parku. Raczej dalej okazuj empatię.

Weź znów głęboki oddech i powiedz: Nie wiedziałam, że dla ciebie to tak ważne. Przykro mi, chciałabym, abyśmy mogli tam pójść. Wystarczy, jeśli zauważysz, czego on chciał i że tego nie otrzymuje. Twoim zadaniem jest zrozumieć, co to jest empatia i naprawdę poczuć, co on może czuć w tym momencie. Nie analizować: Widzę, że jesteś rozczarowany, bo nie poszliśmy do parku. To normalne, aby być rozczarowanym w takiej sytuacji. Różnica w tych dwóch stylach reagowania tkwi w Tobie i tym, co Ty czujesz. Jeśli naprawdę przejęłaś się tym, co dzieje się teraz w Twoim dziecku, będziesz wiedziała co i jak powiedzieć.

Jeśli dziecko odczuje z Twojej strony empatię, poczuje się bezpieczniej. Ma szansę dotrzeć do tych słabszych emocji pod złością i rzeczywiście je przeżyć. Może zacząć płakać lub po prostu przytulić się do Ciebie.

Nie próbuj wyprowadzić dziecka z emocji słowami. Nie próbuj zmusić go do czucia tego, co Tobie wydaje się w tej chwili odpowiednie. Stwórz bezpieczeństwo przez okazanie empatii. Spójrz na sytuację z perspektywy dziecka. Pokaż mu, że widzisz, co może się w nim teraz dziać. Poczuj to, co ono czuje. Jedynym Twoim zadaniem jest pamiętać, co to jest empatia i nie dać się sprowokować do walki i kłótni. MUSISZ pozostać spokojna, aby dać poczucie bezpieczeństwa i zaakceptować jego emocje. Nie da się inaczej.

Kiedy Twoje dziecko ucieka przed Tobą, pozostań blisko. Jeśli schowało się pod łóżko czy pobiegło do innego pokoju, stań obok niego i powiedz: Widzę, że jesteś zdenerwowana, ale jestem blisko ciebie i czekam, aż będziesz gotowa, by się przytulić. Jeśli próbuje Cię uderzyć, powstrzymaj rękę i powiedz: Nie pozwolę ci się uderzyć. 

Bycie empatycznym to umiejętność, której można i trzeba się uczyć. Jest jak mięsień, który możemy ćwiczyć. Każdy dzień daje nam do tego kolejne szanse. Podejmij decyzję, aby się w niej szkolić i okazywać ją swoim bliskim.

Zauważ, że empatia nie oznacza, że dajesz dziecku zawsze to, czego ono chce. Nie musisz zmieniać zdania, jeśli zdecydowałaś, że czegoś nie możecie zrobić. Przyjmując uczucia pomagasz przeżyć żal, że Twoja pociecha czegoś nie otrzymała. Uczy się w ten sposób też, że nie zawsze ma to, co by chciała i nie ma w tym nic złego. Może nie dostała jakieś rzeczy czy wyjścia w jakieś miejsce, ale otrzymuje coś znacznie ważniejszego: rodzica, który go rozumie bez względu na to, co się dzieje.

Zawsze rozpoczynaj od empatii. Kiedy Twoje dziecko okaże jakiekolwiek uczucia (pozytywne lub negatywne) powstrzymaj swoją pierwszą reakcję, którą może być poprawianie go i spójrz na sytuację z jego perspektywy. Dzięki temu poczuje się zrozumiane i bezpieczne. Będzie mogło przeżyć wszystkie uczucia, które w nim są. W ten sposób pomożesz mu rozpakować plecak emocji. Tylko wtedy będzie bardziej skłonne do współpracy i słuchania tego, co chcesz je nauczyć.

co to jest empatia

W jakich sytuacjach najtrudniej Ci okazywać empatię?



Chcesz, aby ktoś pokazał Ci krok po kroku,

JAK wprowadzić więcej spokoju i współpracy do Waszego  domu

BEZ kar, krzyku i prawienia kazań?

Czy te sytuacje dotyczą Ciebie?

 Podnosisz głos wobec dzieci, jesteś nerwowy i poirytowany (częściej niż byś chciał)?

 Każdego dnia obiecujesz sobie, że tym razem pozostaniesz spokojny, ale kiedy kolejny raz widzisz zabawki rozrzucone po całym domu, spokój pryska jak bańka mydlana?

 Masz po dziurki w nosie słuchania ciągłego płaczu, marudzenia, kłótni pomiędzy rodzeństwem?

 Czujesz, że wszedłeś w spiralę zmęczenia, frustracji i braku współpracy i nie masz pojęcia, jak z niej wyjść?

Jeśli odpowiedziałeś “TAK” na którekolwiek z tych pytań, chcę Cię zaprosić na kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”, abyś w końcu zaczął się cieszyć swoim rodzicielstwem.

Kliknij i poznaj szczegóły.



 

Trudne dziecko – co robić, kiedy wciąż krzyczy, jęczy, rozkazuje, nie słucha?

trudne dziecko

Twoje dziecko próbuje kontrolować wszystkich naokoło? Nie słucha Twoich próśb, jest nieuprzejme i rozkazuje Ci? A może ciągle jęczy i marudzi, samo nie wie, czego by chciało? Często płacze lub krzyczy, co chwilę się denerwuje, rzuca zabawkami lub bije innych? Mówisz często innym lub myślisz sobie, że masz trudne dziecko? Bardzo prawdopodobne, że ma po prostu wypełniony po brzegi plecak emocji.

trudne dziecko

Od kiedy patrzymy na naszego syna przez pryzmat plecaka emocji, nasze rodzicielstwo weszło na zupełnie nowy poziom. Nauczyłam się obserwować jego zachowania i potrafię często określić, kiedy należy opróżnić jego plecak. Nie zawsze w danym momencie jesteśmy w stanie to zrobić (nie jesteśmy idealnymi rodzicami…). Jednak jest to świetne narzędzie do określenia, skąd pochodzą różne trudne zachowania dziecka.

Kiedy będziesz czytać ten artykuł, może pojawi się w Tobie pytanie: No dobrze, śmiejemy się, bawimy, okazujemy empatię i przytulamy, ale jak mam nauczyć dziecko zachowywać się WŁAŚCIWIE? Gdzie w tym wszystkim miejsce na kary czy konsekwencje? Jak mam wychować dziecko na dobrego człowieka? Rozumiem Twoje wątpliwości. Ten artykuł da Ci odpowiedź na pytanie, dlaczego Twoje dziecko zachowuje się w sposób, który Tobie się nie podoba. Podpowiem też, co robić, aby wypakować przepełniony plecak. Natomiast temat kar i konsekwencji będę podejmować w kolejnych artykułach.

 

Co to jest plecak emocji?

Każdy dzień niesie ze sobą tysiące sytuacji, które wywołują w nas jakieś emocje. Radość, smutek, żal, zniechęcenie, rozczarowanie, euforia, nadzieja, złość… Każde wydarzenie w naszym życiu jest bodźcem do pojawienia się emocji. Tak funkcjonują zarówno dorośli, jak i dzieci. Jest to mechanizm, który jest w nas obecny od początku życia. Działamy na zasadzie: bodziec – reakcja, gdzie bodźcem jest jakieś wydarzenie, a reakcją – emocje, które rodzą się w naszym ciele.

Pomyśl teraz o przeciętnym dniu Twojego dziecka. Rano w pośpiechu i stresie wybieracie się do przedszkola. Tam spotyka go mnóstwo trudnych sytuacji – ktoś mu zabrał zabawkę, ktoś inny pierwszy zaczął bawić się samochodzikiem, który on najbardziej lubi. Ktoś go wypchnął z kolejki na zjeżdżalnię. Kiedy się przewrócił, przedszkolanka powiedziała mu, żeby przestał już płakać, bo przecież wcale nie uderzył się tak mocno. Po powrocie do domu tata nakrzyczał na niego, kiedy nie chciał sprzątnąć zabawek.

A może Twoje dziecko chodzi już do szkoły, albo jest z Tobą cały dzień w domu. Jakkolwiek wygląda jego grafik, dzień przepełniony jest sytuacjami wywołującymi jakieś emocje. Najczęściej nie ma problemu z okazywaniem i przeżywaniem tak zwanych uczuć pozytywnych. Gorzej, kiedy pojawia się u niego złość, zniechęcenie czy żal. Wtedy otoczenie często nie daje mu ich przeżyć.

Wszystkie emocje, których w danym momencie nie chcemy lub nie możemy przeżyć, zostają wepchnięte do plecaka emocji. Znajduje się w nim to, z czym nie umiemy sobie w danej chwili poradzić, z czym nie czujemy się bezpiecznie. Jeśli jakieś uczucie nas przytłacza, wkładamy go do plecaka. Jeśli otoczenie pokazuje nam, że jakaś emocja jest niewłaściwa, niepotrzebna, zła czy niebezpieczna, również ją tam wrzucamy.

Oczywiście sam plecak jest tylko pewnym obrazem. Niechciane i niebezpieczne dla nas uczucia spychamy do podświadomości. Wydaje się, jakby już ich w nas nie było. Ponieważ nie jesteśmy ich świadomi, dlatego również nie mamy nad nimi żadnej kontroli. Cały czas są jednak w naszym ciele i próbują wyskoczyć na powierzchnię. Kiedy w jakieś sytuacji nasz plecak zostanie potrącony, wszystko wysypuje się z niego. Wylewają się emocje, z którymi wcześniej nie potrafiliśmy sobie poradzić. Dlatego często mamy wrażenie, że my sami lub inni ludzie przejawiają emocje silniejsze, niż na to zasługuje konkretna sytuacja.

Pomyśl teraz chwilę o samej sobie i swoim zachowaniu. Zdarzyło Ci się kiedyś zareagować na jakieś wydarzenie w sposób, który zdziwił nawet Ciebie? Rozlałaś kubek mleka i wybuchnęłaś płaczem? Twój mąż powiedział, że nie umyłaś talerzy, a Ty zrobiłaś mu karczemną awanturę? Często tłumaczymy to kobiecymi hormonami. Ale nie zawsze to one są powodem. Czasem po prostu cały dzień powstrzymywałaś się od płaczu z jakiegoś powodu i okazało się, że już nie jesteś w stanie robić tego dłużej. Wystarczyło rozlane mleko, żeby wywołać falę łez.

Dzieci mają dokładnie tak samo.

Najczęściej maluch spycha swoje uczucia do podświadomości, kiedy rodzic lub inna osoba próbują wyciągnąć go z tych uczuć za pomocą słów i racjonalnego myślenia.

  • Nie martw się, to przecież tylko samochodzik, nic się nie stało, że się zepsułMasz mnóstwo innych.
  • Nie masz prawa złościć się na trenera, przecież to ty nie strzeliłeś tego gola. Gdybyś ćwiczył więcej, nie byłoby tego problemu.
  • Nie złość się na siostrę, przecież ty pierwszy zabrałeś jej tę zabawkę. 
  • Nie płacz, przecież ci mówiłam, że na pewno sklep będzie już zamknięty.

Wielu rodziców wypowiada takie słowa, ponieważ są przekonani, że w ten sposób pomagają swojemu dziecku. Myślą: Czy nie wychowam mazgaja, marudy, złośnika, jeśli będę pozwalać na taki długi płacz czy krzyk? Zapewniam Cię, że nie. Wprost przeciwnie – jeśli zabraniasz dziecku czuć, jego plecak stopniowo się wypełnia. Po pewnym czasie emocje znów wybuchają, a Ty dziwisz się, dlaczego ona tak gwałtowanie reaguje na to, że dałaś jej niebieski kubek zamiast zielonego.


trudne dziecko

Trudne dziecko czy dziecko z pełnym plecakiem emocji?

Po czym poznać, że plecak Twojego malucha jest wypełniony?

  • Twoja pociecha próbuje kontrolować wszystko, co dzieje się wokół niej. W pierwszej kolejności walczy, by kontrolować swoje zachowanie (ponieważ tego od niej oczekuje otoczenie). Później również Ciebie i Twoje zachowanie oraz wszystkich wokół.
  • Jest nieposłuszne – nie spełnia Twoich próśb, na każdą odpowiada złością i krzykiem. Robi zupełnie na odwrót, jakby złośliwie, patrzy Ci w twarz, śmieje się i robi to, czego mu zabraniasz.
  • Marudzi i jęczy, samo nie wie, czego chce. Kiedy spełnisz jedną jego prośbę, zaraz chce czegoś innego. Wydaje się, jakby nic go nie mogło zadowolić. Jest ciągle na granicy płaczu. Marudzi wciąż, że chce zjeść coś słodkiego lub oglądać telewizję (są to dwa sposoby, za pomocą których wiele dzieci oraz dorosłych próbuje regulować swoje emocje).
  • Dużo się złości. Często reaguje krzykiem, bije inne dzieci lub Ciebie, gryzie, drapie, zachowuje się agresywnie. Atakuje w różny sposób rodzeństwo.

Jak widzisz, zachowania mogą być różne. Kiedy kontrolę nad dzieckiem przejmują emocje, wchodzi ono w stan fight, flight or freeze (walcz, uciekaj lub udawaj martwego). Dlatego może różnie postępować przy wypełnionym plecaku: walczy z Tobą, rodzeństwem i całym otoczeniem (zachowuje się agresywnie, prowokuje i zaczepia), ucieka od tego, co dzieje się w nim (na przykład oglądając dużo bajek) lub zamraża swoje emocje (na przykład sięgając po duże ilości słodyczy).

Oczywiście wszystkie powyższe zachowania mogą zdarzać się również dziecku, którego plecak emocji nie jest wypełniony. Jednak w takim przypadku są one sporadyczne, a nie ciągłe i normalne. Jeśli każdego dnia obserwujesz u swojej pociechy takie postępowanie, prawdopodobnie w jej plecaku znajduje się mnóstwo rzeczy.

Zauważ, że takie zachowanie zwykle określa się mianem: trudne dziecko. Pamiętaj jednak, że kiedy Twoje dziecko wkurza Cię na każdym kroku, najczęściej to symptomy przepełnionego plecaka emocji.

Człowiek zachowuje się źle, kiedy czuje się źle. Za większością niewłaściwych zachowań stoją emocje, z którymi ktoś nie potrafił sobie poradzić. To dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych.

 

Jak pomóc dziecku, kiedy jego plecak emocji jest wypełniony?

Znasz już powód zachowania Twojej pociechy. Teraz pytanie, jaki jest sposób na trudne dziecko?

  1. Śmiech

Śmiech ma cudowne, lecznicze właściwości. Potrafi poradzić sobie niejako z górną warstwą tego, co znajduje się w plecaku. Zmienia biochemię organizmu: redukuje ilość hormonów stresu, a zwiększa ilość oksytocyny, dzięki której dziecko lepiej się czuje i chętniej współpracuje.

Używaj śmiechu, kiedy podejrzewasz, że dziecko ma przepełniony plecak emocji. Wykorzystaj swoją wyobraźnią: wygłupiaj się, ganiajcie się po domu, podrzucaj je do góry, udawaj groźne (ale zabawne) potwory. Poznaj swoją pociechę i zobacz, co wywołuje jej śmiech. Kilka propozycji zabaw znajdziesz tutaj

Nie zawsze jednak będzie możliwe rozśmieszenie dziecka. Kiedy w plecaku znajduje się już zbyt wiele rzeczy, wtedy Twoja pociecha nie będzie chciała zaangażować się w zabawę. Na Twoją propozycję zareaguje złością, krzykiem, ucieczką lub płaczem. Wtedy prawdopodobnie konieczny jest drugi środek.

2. Płacz

Kiedy dziecko swoim zachowaniem doprowadza Cię do szału i nie jest skłonne do zabawy, prawdopodobnie po prostu potrzebuje popłakać. Dlaczego więc tego nie robi? Ponieważ nie czuje się bezpiecznie. Jego plecak jest przepełniony właśnie z tego powodu: nie czuło się bezpiecznie z emocjami, które w nim się pojawiły. Nie chciało ich czuć, więc zepchnęło je do plecaka. Dlatego również teraz ich unika.

Byłoby cudownie, gdyby Twój syn lub córka przyszli do Ciebie i powiedzieli: Mamo, jestem taki zdenerwowany, potrzebuję teraz po prostu popłakać, a będzie mi lepiej. Jednak takie rzeczy zdarzają się rzadko. Zamiast tego rozrzuca jedzenie po podłodze z uśmiechem na ustach, skacze w butach po łóżku i robi wszystko to, o czym wie, że nie powinno. Krzyczy, zaczepia brata i doprowadza Cię do szału.

Twoim zadaniem w takiej sytuacji jest przypomnieć sobie: Moje dziecko po prostu potrzebuje popłakać. Zamiast dać się sprowokować do kłótni, weź głęboki oddech, pomyśl, że Twoja pociecha przechodzi teraz trudny dla niej czas i świadomie zacznij okazywać mu empatię. Stwórz bezpieczne środowisko, w którym będzie mogło się wypłakać i wyrazić przed Tobą swoje uczucia.

Zastanawiasz się, w jaki sposób możesz stworzyć dla dziecka klimat bezpieczeństwa? A może próbowałaś okazywać empatię i miałaś poczucie, że to wcale nie działa, że ono zachowuje się wtedy jeszcze gorzej? Kliknij tutaj, a dowiesz się, jak w praktyce pomóc dziecku się wypłakać. Jak możesz się zachować i co mówić, by chciało przed Tobą wyrazić swoje niechciane uczucia.

Tymczasem zachęcam Cię do jak najczęstszego sięgania po pierwszy sposób, czyli wspólny śmiech. Im więcej zabawy i radości w Waszej codzienności, tym mniej uczuć w emocjonalnym plecaku. Pilnuj, aby w każdym dniu był czas na choćby 10 minut wygłupów, tarzania się po dywanie, zapasów na niby, czy bitwy na poduszki. Takie zabawy pomogą zarówno Twojemu dziecku, jak i Tobie, o ile sama się rozluźnisz i będziesz cieszyć chwilą. Jeśli nie lubisz bawić się z dzieckiem, przeczytaj koniecznie ten artykuł.

Śmiej się kiedy możesz, płacz, kiedy musisz, a odkryjesz sposób na trudne dziecko.

trudne dziecko

Jakie w Twoim domu macie sposoby na wywołanie śmiechu u swojego dziecka?



Chcesz, aby ktoś pokazał Ci krok po kroku,

JAK wprowadzić więcej spokoju i współpracy do Waszego  domu

BEZ kar, krzyku i prawienia kazań?

Czy te sytuacje dotyczą Ciebie?

 Podnosisz głos wobec dzieci, jesteś nerwowy i poirytowany (częściej niż byś chciał)?

 Każdego dnia obiecujesz sobie, że tym razem pozostaniesz spokojny, ale kiedy kolejny raz widzisz zabawki rozrzucone po całym domu, spokój pryska jak bańka mydlana?

 Masz po dziurki w nosie słuchania ciągłego płaczu, marudzenia, kłótni pomiędzy rodzeństwem?

 Czujesz, że wszedłeś w spiralę zmęczenia, frustracji i braku współpracy i nie masz pojęcia, jak z niej wyjść?

Jeśli odpowiedziałeś “TAK” na którekolwiek z tych pytań, chcę Cię zaprosić na kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”, abyś w końcu zaczął się cieszyć swoim rodzicielstwem.

Kliknij i poznaj szczegóły.