Dlaczego ludzie odchodzą? – główna przyczyna rozpadu związków

dlaczego ludzie odchodzą

W artykule: Co jest główną przyczyną tego, że ludzie odchodzą ze związku?

Moje serce zabiło mocniej. Uśmiechnęłam się szeroko i poczułam przypływ radości. Komentarz na grupie, którą prowadzę na facebooku był jednoznaczny: Ola odniosła kolejny sukces w swoim małżeństwie. Moja praca – pisane artykuły i nagrywane filmy, nie poszła na marne. Ola i jej mąż na nowo cieszą się swoim wspólnym życiem.

 

Zapytasz mnie, po co o tym piszę?

Kocham to, co robię. Uwielbiam te emocje, kiedy widzę, jak osoba doświadcza przełomu w swoim związku. Jak zdobywa nową perspektywę i motywację do zmiany. Jak kolejna mama zyskuje nowe narzędzia do budowania bliskiej więzi ze swoimi dziećmi.

Czuję, że moja praca ma sens. Że jest ważna. Zmienia ludzkie życie.

Moja praca zaspokaja wiele moich potrzeb. Dlatego nie chcę jej zmienić na żadną inną.

 

dlaczego ludzie odchodzą

Dlaczego ludzie odchodzą?

Wiele osób zastanawia się, dlaczego mąż lub żona odeszła ze związku.

Odpowiedź w większości przypadków jest jednoznaczna. Może być bolesna dla tego, kto został sam, ale niestety często jest prawdziwa.

Jeśli potrzeby danej osoby w związku nie są zaspokajane w sposób regularny i straciła ona nadzieję na to, że będą, jest gotowa do odejścia.

Może nie zrobić tego od razu, z różnych powodów. Może tego nawet nie zrobić nigdy (np. jeśli jest katolikiem i nie uznaje rozwodów). Jednak w sercu wypisała się z małżeństwa. Szuka zaspokojenia swoich potrzeb gdzieś indziej.

Takie postawienie sprawy brzmi bardzo brutalnie. Bo czyż nie byłoby cudownie, gdyby druga osoba w małżeństwie zawsze:

  • sama jasno mówiła, czego potrzebuje,
  • pokazała, w jaki sposób zaspokoić jej potrzeby,
  • wybaczała za każdym razem, kiedy tego nie robimy,
  • skupiła się na tym, co ona powinna robić dla małżeństwa, dzieci i domu,
  • a najlepiej, gdyby po prostu przyjmowała to, co dajemy, nawet, jeśli to nie ma nic wspólnego z jej rzeczywistymi potrzebami.

 

Niestety tak nie jest. Jesteśmy tylko ludźmi i mamy wpisane w swoje funkcjonowanie pewne mechanizmy. Mamy potrzeby, które dyktują to, jak się zachowujemy.

Jeśli jesteś osobą wierzącą możesz mieć oczekiwanie, że Twój współmałżonek będzie ponad to. Bo przecież Pan Bóg mówi, żebyśmy zapominali o sobie, a żyli dla innych. To prawda. Jednak przyjrzyj się samemu sobie. Kiedy Twoje potrzeby nie są zaspokojone, czy jest Ci łatwo kochać? Czy chodzisz po domu cały w skowronkach i rozdajesz uśmiechy na prawo i lewo?

Nie! Dlaczego więc oczekiwać tego od innych?

Nie sugeruję, że odejście jednej osoby jest winą drugiej. Nigdy w życiu. Każdy podejmuje decyzje sam za siebie i jest odpowiedzialny za swoje zachowanie. Nie da się jednak uciec od prawdy, że w każdej relacji biorą udział dwie osoby i obie mają swój wkład w to, co dzieje się pomiędzy nimi.

 

Trzymaj się tych zasad, a zwyciężysz

Kocham moją pracę, bo zaspokaja moje potrzeby. Po co mam ją zmieniać na inną?

Tak samo wygląda sytuacja w małżeństwie. Każdy potrzebuje innych ludzi, swojej pracy, przyjaciół, rodziców. Możesz jednak sprawić, że będziesz w życiu współmałżonka zawsze na pierwszym miejscu. Będzie tęsknił za powrotem do Ciebie. Będzie czuł się przy Tobie wspaniale. Będzie uśmiechał się, kiedy Cię zobaczy.

Nie mam na myśli manipulowania kimkolwiek. O takim zachowaniu, które ma na celu osiągnięcie jakichś swoich celów. Myślę o dawaniu prosto z serca dlatego, że chcesz dawać. Chcesz, aby mąż/żona był/a szczęśliwy/a, radosny/a czuł/a się spełniony/a i ważny/a.

 

Jakie zatem potrzeby musisz wziąć pod uwagę?

Przedstawię Ci zestaw, który stworzył Tony Robbins. Ja natknęłam się na niego na stronie Stacey Martino – ekspertki ds. relacji.

Każdy człowiek ma sześć potrzeb, które muszą być zaspokajane w sposób regularny. Różnimy się wyłącznie siłą ich odczuwania – jedne osoby daną potrzebę mają bardzo silną, inne mniej. Można je zaspokajać zarówno przez działania pozytywne, rozwijające jak i negatywne, szkodliwe.

Zmiana w związku zawsze rozpoczyna się od zmiany perspektywy myślenia. Chcę dać Ci szansę, abyś teraz, czytając ten artykuł, doświadczył tej przemiany. Dlatego zadaję Ci pytanie:

Gdybym spytała Twojego męża / Twoją żonę, na ile pomagasz mu/jej w zaspokojeniu danej potrzeby w codziennym życiu (w sposób regularny), co by powiedział/a?

Jak by to ocenił? Od 1 do 10 – gdzie:

  • 1 oznacza – żona/mąż w ogóle mi nie pomaga zaspokoić danej potrzeby, a
  • 10 oznacza – żona/mąż cały czas, każdego dnia przyczynia się do zapokojenia tej potrzeby.

Nie myśl teraz o tym, na ile Twój mąż/żona zaspokaja Twoje potrzeby. To nic nie da – zamknie Was tylko w błędnym kole wzajemnych wymagań i oczekiwań.

Oczywiście on również mógłby dokonać tej zmiany myślenia i spojrzeć na swoje działania z takiej perspektywy. Tę pracę może wykonać dowolna osoba w relacji, zarówno kobieta, jak i mężczyzna (podobnie, jak wszystko, o czym przeczytasz na moim blogu). Ponieważ jednak to Ty czytasz ten artykuł, dlatego kieruję moje słowa do Ciebie.

Myślenie: „OK, może i ja tego nie robię, ale on/ona też mógłby/mogłaby się mną zainteresować!”, tylko pogłębia problem. Jest to połowiczne branie odpowiedzialności za swoje życie. To właśnie ono sprawia, że niewiele się zmienia w Twoim życiu, pomimo dobrych intencji i pragnień.

Jeśli chcesz doświadczyć przemiany w relacji, ktoś musi zacząć ten proces.

 

ludzie odchodzą

6 potrzeb, które muszą być zaspokojone każdego dnia

  1. Pewność (certainty)

Każdy człowiek potrzebuje w życiu pewnej stałości. Idąc po podłodze, chcę mieć pewność, że się pode mną nie zawali. Dziecko chce wiedzieć, że rodzice się nim zaopiekują, nakarmią je i ochronią przed niebezpieczeństwem. Mąż chce czuć, że żona będzie go kochać, bez względu na to, co przyniesie życie. Żona chce mieć pewność, że nawet w obliczu jej słabszych dni mąż będzie stał u jej boku.

Te elementy stałe w życiu dają nam poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad tym, co się dzieje dookoła nas.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje, że Wasze małżeństwo, Wasza miłość jest czymś pewnym i że stawiasz jego/ją na pierwszym miejscu przed innymi ludźmi?

 

2. Różnorodność/niepewność (variaty/uncertainty)

Jednak gdyby wszystko w naszym życiu było stałe, okropnie byśmy się nudzili!

Wyobraź sobie, że Twój każdy dzień przez najbliższe 50 lat wygląda dokładnie tak samo. Co do minuty. Codziennie wstajesz o tej samej porze, jesz te same rzeczy, spotykasz się z tymi samymi ludźmi, rozmawiacie na te same tematy, a w pracy wykonujesz codziennie te same obowiązki. Wszystko identycznie jak poprzedniego dnia.

Dla mnie to przerażająca wizja.

Potrzebą każdego człowieka jest różnorodność – chcemy, aby spotykały nas niespodzianki, aby codzienność niosła ze sobą jakąś nowość. Niektóre osoby w sposób nieświadomy specjalnie generują problemy (np. kłótnie), ponieważ ich potrzeba różnorodności nie jest zaspokojona. Nieważne, że ktoś ucierpi, liczy się to, że nie będzie nudno…

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje. że pomagasz mu/jej zaspokajać potrzebę różnorodności, wnosisz do Waszej codzienności coś nowego, wyjątkowego, zaskakujesz pomysłami, wychodzisz poza schemat szarej codzienności?

3. Znaczenie (significance)

To potrzeba bycia ważnym dla kogoś, wyjątkowym w czyichś oczach.

Chcę czuć, że moje życie się liczy, że nie jestem tutaj przypadkowo. Mam wpływ na życie innych ludzi. Jestem doceniona i zauważona.

Niektórzy tę potrzebę realizują jako liderzy czy szefowie firm. Dla niektórych to poczucie, że są kimś wyjątkowym w swojej rodzinie, niezastąpioną mamą lub ojcem. Natomiast inni, aby zaspokoić tę potrzebę, pną się po szczeblach kariery, po drodze niszcząc życie innych ludzi.

Są tysiące sposobów, aby czuć, że się ma znaczenie.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje się ważny/a w Twoich oczach? Na ile widzi, że to, co mówi i robi ma dla Ciebie znaczenie i to doceniasz?

 

4. Miłość i więź (love & connection)

Tego punktu chyba nie muszę wyjaśniać. Naprawdę każdy z nas potrzebuje miłości i więzi z innymi ludźmi. Chcemy bliskości, troski ze strony innych. Chcemy czuć, że pozostajemy z kimś w kontakcie. Że mamy z kim spędzić czas, rozmawiać, dzielić się tym, co dzieje się w naszym sercu.

Widać to już u małych dzieci, które w pewnym momencie znacznie chętniej bawią się z innymi niż same. Jesteśmy stworzeni dla relacji.

Na ile Twój / Twoja żona mąż czuje bliskość i więź z Tobą?

Pytanie brzmi: Jak on/ona doświadcza tego, co dajesz, a nie jak Ty chcesz, aby to odbierał/a? Czy dajesz bliskość i więź tak, jak on/ona tego potrzebuje, a nie tak, jak Ty chcesz, aby on/a Tobie je dawał/a?

 

5. Wzrost (growth)

Wszystko na tym świecie albo wzrasta, albo umiera. Mamy wpisane w siebie dążenie do rozwoju, zmiany, podążania wyżej, pokonywania nowych wyzwań, zdobywania nowej wiedzy.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje, że pomagasz mu/jej wzrastać i zachęcasz do tego?

Pamiętaj, że rozwoju u drugiej osoby nie wymusisz, pchając ją w określonym kierunku! Nie chodzi o zmuszanie do rozwoju, ale o wspieranie w tym, co druga osoba sama chce zrobić.

 

6. Wkład (contribution)

Jest to potrzeba wyjścia poza siebie i dawania czegoś innym. Czasu, talentów, pracy, uwagi i troski… Chcę wiedzieć, że mam pozytywny wkład w to, co dzieje się dookoła mnie. Że moje działania się dla kogoś liczą. Że coś zmieniają w świecie.

Na ile Twój mąż / Twoja żona czuje, że pozwalasz mu/jej dawać sobie dobre rzeczy? Że pozwalasz wnosić pozytywny wkład w Wasze małżeństwo, dom, wychowanie dzieci?

 

Każdy człowiek dorosły jest sam odpowiedzialny za to, aby jego potrzeby były zaspokojone. I ja, i mój mąż odpowiadamy sami za siebie. Nie mogę mieć do niego pretensji, jeśli nie wychodzi mi naprzeciw, nie mogę tego wymuszać na nim. On również nie ma do tego prawa.

ALE… Jako żona jestem odpowiedzialna za to, co daję w małżeństwie. Jak towarzyszę mężowi w zaspokajaniu jego potrzeb?

Zachęcam Cię do przyjrzenia się sobie pod tym kątem. Relacja małżeńska nie polega na tym, że ktoś będzie na Tobie wymuszał zaspokojenie jego potrzeb. Ale Ty sam możesz dawać swoją obecność, czas, uwagę, tyle, ile chcesz i potrafisz.

 

Co sądzisz o takim spojrzeniu na Waszą relację?

Co zrobić kiedy dziecko mnie nie słucha? – 5 skutecznych zabaw

kiedy dziecko mnie nie słucha

W artykule: Co robić, kiedy dziecko Cię nie słucha – nie chce zrobić tego, co w danej chwili jest konieczne do zrobienia?

Marzysz o tym, aby Twoje dziecko sprawnie zebrało się rano do przedszkola, zjadło bez marudzenia obiad, a wieczorem ze spokojem położyło się do łóżka? Ja też. Rzeczywistość bywa różna. Niekiedy od rana dziecko mówi tylko „NIEEEE!”, mniej lub bardziej płaczliwym/krzykliwym głosem.

Co zrobić, kiedy dziecko mnie nie słucha – tzn. nie chce zrobić tego, co w tej chwili jest konieczne do zrobienia?

dziecko cię nie słucha

 

„Wychowanie pełne zabawy jest sposobem na wejście w świat dziecka na jego warunkach po to, by umocnić bliskość, pewność i kontakt”

„Playful Parenting”, Lawrence Cohen

Co powiesz na ZABAWĘ? Tak, wiem, często nie ma na to czasu. Bo kolacja, bo kąpiel, bo czytanie książeczki, bo czas na spanie… I jeszcze po całym dniu pracy i obowiązków mam mieć siły na radosne hasanie po domu? A co, jeśli powiem Ci, że 5 minut zabawy zaoszczędzi Ci 10 minut narzekania? Czyż to nie kusząca propozycja?

Dzieci uwielbiają się bawić. To jest ich praca. W ten sposób uczą się nowych umiejętności i przetwarzają swoje emocje. Jest to też ich główny środek komunikacji. Zabawa dla dziecka jest tym, czym zdolność mowy dla dorosłego.

Dziecko potrzebuje bawić się samo. Nie oczekuj jednak od niego, że będzie robiło to cały czas. To tak, jakbyś Ty cały dzień spędził z innymi ludźmi, nie wypowiadając do nich ani jednego słowa. Udział dorosłej osoby w zabawie może być minimalny: czasem wystarczy być w pokoju obok, dając znać, że jesteś dostępny i jeśli będziesz potrzebny, możesz przyjść.

 

Każdego dnia w życiu Waszej rodziny ma miejsce wiele zdarzeń. Każde z nich wywołuje jakieś emocje. Radość, żal, złość, smutek, zadziwienie, rozczarowanie… Dla dziecka są to wszystko wielkie emocje, ponieważ nie potrafi sobie jeszcze z nimi poradzić, nie wie, co się z nim dzieje. Nie umie wyrazić ich za pomocą słów. Wiele z tych emocji chowa w środku, w niewidzialnym plecaku, i nosi ze sobą. W każdej chwili mogą z niego wyjść, niekontrolowane, trudne do okiełznania. Między innymi dlatego często masz wrażenie: „dziecko mnie nie słucha!”: prosisz o coś, a ono nie chce tego zrobić, krzyczy, ucieka czy robi na odwrót.

Rodzice mają ogromne znaczenie w procesie uczenia się regulowania swoich emocji przez dzieci. To Twoje zachowania i reakcje wspierają nabywanie tej umiejętności lub je hamują. Okazując empatię dla uczuć pomagasz mu przyjąć je i wyrazić. Możesz to realizować również w formie zabawy.

Aby miała ona jednak głęboki wpływ na rozładowanie trudnych emocji, konieczny jest Twój świadomy udział i wysiłek. Dzieci potrzebują zaangażowania dorosłych w ich zabawę, kiedy:

  • mają trudności z nawiązywaniem dobrych relacji z rówieśnikami lub dorosłymi,
  • wyglądają, jakby nie radziły sobie same ze spontaniczną i swobodną zabawą,
  • w ich życiu nastąpiły jakieś duże zmiany (śmierć lub rozwód w rodzinie, narodziny drugiego dziecka, pójście do przedszkola),
  • znajdują się w jakimś niebezpieczeństwie (np. potrzebują zabawy, aby przekierować swoje agresywne skłonności).

 

Uzdrawiająca moc śmiechu

Są dwa bardzo dobre sposoby na to, aby pomóc dziecku rozładować trudne emocje: płacz i śmiech.

 

Dziś skupmy się na tym drugim.

Śmiech redukuje napięcie organizmu. Chyba każdy z nas tego doświadcza na co dzień. Nie ma to jak porządna dawka radości. U dzieci jest to szczególnie widoczne: są one bardziej „fizyczne” niż dorośli, każda emocja powoduje duże napięcie w ich ciele. Możemy zatem im pomóc właśnie poprzez zabawy z ciałem, w których dziecko chichocze, poci się i krzyczy z radości. I wcale nie chodzi o łaskotki!

Po takiej terapeutycznej sesji śmiechu mały człowiek będzie bardziej spokojny i skłonny do współpracy z Tobą.

Przetestowałam to i naprawdę działa.

 

Co zrobić, kiedy dziecko mnie nie słucha?

Teraz do rzeczy. Poniżej przedstawiam Ci kilka pomysłów na zabawy, które pomogą uporać się z niektórymi emocjami. Zapożyczyłam je z Aha! Parenting – gorąco polecam tę stronę wszystkim rodzicom. Możesz je wykorzystać wtedy, kiedy pomyślisz: „Moje dziecko mnie nie słucha!”

Pamiętaj jednak, że dziecko nie zawsze jest skłonne i gotowe, by zaangażować się w zabawę. Kiedy emocje są w nim bardzo silne, może okazać się, że śmiech już nie jest dla niego rozwiązaniem. Bądź więc uważny na sygnały, które dziecko wysyła: jeśli zapraszasz je do zabawy, a ono odpowiada krzykiem, niechęcią, większą złością to znak, że zabawa nie jest wtedy dobrym rozwiązaniem. Konieczne są inne działania.

 

1. Dziecko zachowuje się w sposób dla mnie irytujący, przekracza jakieś moje zakazy

Bawcie się w gonitwę, podczas której łapiesz je, przytulasz, po chwili znów pozwalasz mu uciec… i tak w kółko. W trakcie zabawy powtarzaj coś w stylu:

„Potrzebuję mojego Piotrusia… nie uda ci się uciec… złapię cię i zasypię pocałunkami… o nie, znów mi uciekłeś… biegnę za tobą… jesteś dla mnie zbyt szybki… potrzebuję cię pocałować i przytulić i nigdy się nie poddam… mam cię, teraz pocałuję cię w stopę… oo nie, jesteś dla mnie zbyt silny… ale potrzebuję cię cały czas!…”

Generalnie zasada jest taka, że musisz zachowywać się w sposób, który jest dla dziecka zabawny, a nie przerażający.  Obserwuj jego reakcję, jeśli śmieje się i cieszy, jesteś na dobrej drodze. Nie możesz go przestraszyć swoim zachowaniem!

W naszym domu ta zabawa podobała się wszystkim dzieciom, mniej więcej w wieku 2 – 6 lat. Dzieci uciekały przede mną ze śmiechem i powtarzały: „Jeszcze raz, jeszcze raz!”. To dobry sposób, żeby pokazać dziecku, że bardzo go kochasz.

 

2. Wersja obejmująca oboje rodziców

Walczcie pomiędzy sobą (w sposób zabawny, nie brutalny!) o dziecko, o to, komu uda się go pocałować i przytulić: „Ja go chcę!”, „Nie, ja go chcę!”, „Ale ja tak bardzo go potrzebuję!”, „Ja go potrzebuję!” Możecie sobie go nawzajem zabierać z rąk tak, aby raz był u jednego rodzica, raz u drugiego.

Ta zabawa jest FAN-TA-STY-CZNA! Nasze dzieci zawsze chichotały i mówiły: „Teraz ty mnie weź, a teraz ty…”

 

3. Dziecko mnie nie słucha i nie chce wykonywać moich próśb

Prawdopodobnie maluch potrzebuje więcej okazji, aby poczuć się silnym i dominującym. Udawaj wielkiego, ale niezdarnego potwora (znów, musi być zabawny, nie przerażający): rycz, stawiaj wielkie kroki, powtarzaj: „Zaraz cię złapię i pokażę ci, kto tu rządzi…” Ale kiedy go złapiesz, zawsze pozwól mu się wymknąć: potknij się o coś i przewróć u jego stóp,  pozwól mu się wyślizgnąć z Twoich objęć.

Generalnie daj mu odczuć, że jest w stanie uciec od wielkiego potwora.

 

4. Inne zabawy na takie okazje

Zróbcie bitwę na poduszki. Kiedy ono cię uderzy, przewracaj się na podłogę, powtarzając: „Ale jesteś silny! Aż mnie zdmuchnęło na ziemię!” Jak zawsze: Twój upadek nie może dla dziecka wyglądać groźnie, ma być śmieszny!

Kiedy przybija ci piątkę, udawaj, że prawie się przewróciłeś z powodu silnego uderzenia.

Daj dziecku odczuć, że jest silne w wyolbrzymiony, przesadzony i jednocześnie zabawy sposób.

 

 

pomysły na zabawy

5. Moje dzieci często się ze sobą kłócą

Kiedy panuje między nimi zgoda, powiedz do nich: „Czy możecie teraz się ze sobą o coś pokłócić?” Kiedy zaczną to robić, udawaj, że jesteś komentatorem sportowym: „Oglądamy dziś dwie siostry, które nie mogą się dogadać! Czy uda im się dojść do porozumienia? Zostań z nami i obserwuj ich zachowanie na żywo! Zauważ, jak starsza siostra władczo się zachowuje, ale młodsza ją prowokuje! Obie chcą ten sam kawałek salami Czy są wystarczająco mądre, żeby zobaczyć, że więcej salami znajduje się w lodówce i wystarczy dla każdego? Zostań z nami…”

Wspólny śmiech pozwoli rodzeństwu rozładować napięcie i zobaczyć swoje zachowanie z perspektywy innych osób.

 

Oczywiście, zabawa nie działa w sposób magiczny.

Nie zmieni trudnych zachowań dziecka w jeden wieczór. Twój problem typu dziecko mnie nie słucha nie przestanie istnieć natychmiast. Co więcej, będzie on Ci towarzyszył stale, bo to normalne, że dziecko zachowuje się… jak dziecko! Jednak poprzez świadome wykorzystanie zabaw możesz zmniejszyć częstotliwość trudnych zachowań.

Pamiętaj, że mały człowiek potrzebuje mnóstwo śmiechu i radości w kontakcie z Tobą – to pozwala mu pozbyć się napięcia, odnowić relację z Tobą i z większą chęcią słuchać Twoich próśb.

Wypróbuj którąś z propozycji i napisz, jak zareagowało Twoje dziecko!



Chcesz, aby ktoś pokazał Ci krok po kroku,

JAK wprowadzić więcej spokoju i współpracy do Waszego  domu

BEZ kar, krzyku i prawienia kazań?

Czy te sytuacje dotyczą Ciebie?

 Podnosisz głos wobec dzieci, jesteś nerwowy i poirytowany (częściej niż byś chciał)?

 Każdego dnia obiecujesz sobie, że tym razem pozostaniesz spokojny, ale kiedy kolejny raz widzisz zabawki rozrzucone po całym domu, spokój pryska jak bańka mydlana?

 Masz po dziurki w nosie słuchania ciągłego płaczu, marudzenia, kłótni pomiędzy rodzeństwem?

 Czujesz, że wszedłeś w spiralę zmęczenia, frustracji i braku współpracy i nie masz pojęcia, jak z niej wyjść?

Jeśli odpowiedziałeś “TAK” na którekolwiek z tych pytań, chcę Cię zaprosić na kurs “Rodzicielstwo Pełne Spokoju”, abyś w końcu zaczął się cieszyć swoim rodzicielstwem.

Kliknij i poznaj szczegóły.

 

2 zasady zarządzania czasem, o których musisz pamiętać

zasady zarządzania czasem

W artykule: Jakie zasady zarządzania czasem odkryłam, kiedy mieliśmy małe dzieci w domu? Jeśli jesteś rodzicem małego dziecka, te dwie zasady pozwolą Ci z większym spokojem przeżywać swoją codzienność!

 

Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, niewiele się dla mnie zmieniło pod względem ilości wolnego czasu. Franek był mało wymagający i nie było potrzeby nosić go często na rękach. Przez pierwszy rok jego życia pracowałam z domu i prowadziłam warsztaty nieomal w takiej samej ilości, jak przed jego urodzeniem.

Nie w głowie były mi wtedy jakiekolwiek zasady zarządzania czasem.

 

 

Sytuacja zaczęła się zmieniać, kiedy zaczął się więcej przemieszczać, chodzić, buszować po domu i oczekiwać, że ktoś będzie się bawił razem z nim. Niedługo potem urodziłam drugie dziecko i dopiero wtedy doceniłam dar czasu.

Nagle dni wypełniły się zajmowaniem na zmianę jednym i drugim dzieckiem: przygotować jedzenie, pomóc w łazience, pobawić się, uprać ubrania, nakarmić, ponosić, poczytać książeczkę, przewinąć… Jedno zadanie goni drugie i końca nie widać.

Dopiero wtedy naprawdę poczułam, co to znaczy mieć dzień wypełniony po brzegi, od rana do wieczora. Co to znaczy nie móc w pełni panować nad swoim czasem, tylko być uzależnionym od potrzeb dzieci. Co to znaczy cieszyć się, że mogę SAMA wyjść do pobliskiego sklepu, żeby kupić bułki. Co to znaczy o 21:00 padać ze zmęczenia z myślą, że jeszcze tyle rzeczy w domu przydałoby się zrobić…

Gdzie w tym wszystkim jeszcze miejsce na pracę?!

 

2 zasady zarządzania czasem, których nauczyłam się przy dzieciach

         1. Patrz realnie na swoje życie.

Ileż to razy przygotowałam sobie długą i ambitną listę zadań na dany dzień tylko po to, by wieczorem stwierdzić, że wykonałam z niej jeden czy dwa punkty albo i żadnego…

Jeden z moich internetowych mentorów, Michael Hyatt, powiedział kiedyś, że należy stawiać sobie cele adekwatne do aktualnej sytuacji życiowej. Jeśli  jestem mamą malutkiego dziecka, nie mogę oczekiwać, że codziennie spędzę  godzinę na siłowni! Jeśli zdecydowałam, że chcę być przez pierwsza lata życia dzieci z nimi w domu, nie mogę oczekiwać, że będę miała tyle samo czasu na pracę, co osoby, które pracują pełen etat poza domem.

Niby oczywiste, a przez długi czas się z tym zmagałam.

Chciałam tak wiele zrobić, zobaczyć, przeczytać…

 

 

Frustrowałam się, kiedy patrzyłam wieczorem na swój dzień i uświadamiałam sobie, że czas spędziłam na czytaniu książeczek i układaniu klocków. Wydawało mi się, że mogę zjeść ciasto i mieć ciastko: będę z dziećmi w domu pełnoetatową mamą i jednocześnie będę pracować mnóstwo godzin, pomagać innym, brać udział w kursach i warsztatach i prowadzić biznes na najwyższym poziomie.

Dopiero później dotarło do mnie, że to kwestia decyzji i wyboru. Jeśli decyduję, że w danej chwili jestem przede wszystkim mamą, chcę dać moim małym dzieciom czas, uwagę i pomóc im się rozwijać, tego czasu i uwagi będzie już mniej na inne działania.

Dlatego potrzebuję wybierać i niekiedy rezygnować z innych działań. Jeśli wybieram jedną rzecz, automatycznie odkładam mnóstwo innych. Nie ma w tym nic złego, bo, jak to kiedyś powiedział Richard Branson:

Okazje biznesowe są jak autobusy, zawsze przyjedzie następny.

Najgorsze, co mogę zrobić, to próbować złapać równocześnie wszystkie możliwości, które przede mną leżą i trzymać je kurczowo w obawie, że jeśli puszczę, już na zawsze zostanę w rękach z tą jedną, którą wybrałam. Wprost przeciwnie – to właśnie wybieranie (a tym samym rezygnowanie z innych opcji) prowadzi do większego spokoju i otwiera mnie na posiadanie w życiu tego, o czym najbardziej marzę.

Uczyłam się zatem patrzeć realnie na ilość czasu, którym dysponuję. Wspólnie z mężem zdecydowaliśmy, że do 5 r.ż. dzieci są z nami w domu, dlatego ograniczałam ilość czasu, który poświęcałam na pracę. Bycie z nimi, zabawa, rozmowy, budowanie relacji i uczenie je dobrych nawyków było w tamtym czasie dla mnie ważniejsze, niż sukcesy w pracy.

 

         2. Zarządzanie czasem to również zarządzanie swoją energią.

Niekiedy ok. 21:00 jestem już tak zmęczona, że marzę tylko o położeniu się spać. A w planach miałam jeszcze poczytać, obejrzeć nagranie webinaru i spędzić czas z moim mężem.

Jak to zrobić, kiedy brakuje sił? Znowu nie dospać, żeby następnego dnia od rana nie mieć humoru i denerwować się na dzieci?

Teoretycznie godzina 21:00 to nie jest jeszcze późna godzina. Ale muszę wziąć pod uwagę również mój poziom energii. Jeśli jest na wyczerpaniu, to nie ma co dokładać sobie kolejnych zadań do wykonania!

Kiedy przychodzą święta, mojej energii wystarcza na odwiedzenie maksymalnie dwóch członków rodziny, przy trzeciej wizycie myślę już tylko o powrocie do domu.

Nie ma co planować super atrakcji dla małego dziecka na cały dzień, bo jeśli nie pośpi chociaż trochę w ciągu dnia, będzie płaczliwe i marudne. Wtedy żadna atrakcja nie przyniesie radości ani jemu, ani nam.

Uczyłam się więc na bieżąco monitorować mój poziom energii i dbać o to, aby go uzupełniać, kiedy zbyt mocno spadał.

 

Trudne to wszystko. Wokół tyle możliwości, tyle szans, tyle wyzwań, a dzień zawsze ma 24h i nijak nie chce mieć ich więcej.

Sztuka rezygnacji z jednej rzeczy, aby móc dobrze i z radością wykonać inną, jest wielkim zadaniem. Jeszcze wciąż się tego uczę.

 

A Ty, jakie masz osobiste zasady zarządzania czasem?

W co bawić się z małym dzieckiem w czasie złej pogody?

w co się bawić z dzieckiem

W artykule: W co bawić się z małym dzieckiem, kiedy za oknem kiepska pogoda? Proponuję Ci działanie, które może nawet okazać się wsparciem w uczeniu go samodzielnej zabawy, a Tobie da chwilę wytchnienia na zrealizowanie jakiejś innej czynności.

 

Rodzice i opiekunowie 2-latków świetnie wiedzą, jak trudno zabawić takiego malucha na dłużej niż 5 minut. Sporo czasu zajęło mi zaakceptowanie tego, że zwykle nie warto przygotowywać skomplikowanych zabaw i zabawek, których zrobienie zajmuje mi kilka godzin. Bo nasze dzieci zwykle brały je do ręki, ekscytowały się nimi 3 minuty i rzucały gdzieś, rwąc się do nowego zajęcia.

kolorowy ryż

 

W co bawić się z dzieckiem, żeby nie spędzić wiele czasu na przygotowaniach?

A może nawet uda się go zachęcić do samodzielnej zabawy przez kilkanaście minut? Nie uważam, że rodzice powinni spędzać z dzieckiem każdą jego wolną chwilę – warto zachęcać je do samodzielnej zabawy, jednocześnie pamiętając, że wspólna zabawa ma wielką moc więziotwórczą i całkowite rezygnowanie z niej jest stratą dla wszystkich członków rodziny.

 

W naszym przypadku świetnie sprawdzało się wszystko, co wiążę się z sypaniem, przesypywaniem i nasypywaniem, słowem: wszelkie odmiany piachu, kamyków i innych drobniutkich materiałów. Dziecko brało sobie łopatkę i jakiś pojemnik i przez pierwsze 10 minut nasypywało z zapałem piasek do pojemnika, mówiąc: „Mama, robię plezent dla ciebie”. Kiedy to się znudzi, zawsze można obsypać piaskiem samego siebie, przesypywać z jednego pojemnika do drugiego, chodzić stopami po nim, tarzać się w nim…

Często nasze wyjście na plac zabaw to 80% czasu spędzonego w piaskownicy. Ok, ale co, kiedy wyjść z domu nie można, bo pogoda kiepska, albo dzieciaki złapały jakieś choróbsko?

 

 

W co bawić się z dzieckiem w domu?

Jest na to kilka sposobów, dziś przedstawię wam jeden z nich.

Kolorowy ryż.

Co będziesz potrzebować:
• Ryż w dowolnej ilości
• Niewielka ilość octu (na cały kilogram ryżu może wyjdzie z 5 łyżeczek)
• Barwniki spożywcze w proszku
• Pojemnik do wymieszania ryżu (np.plastikowy pojemnik z pokrywką do przechowywania jedzenia)

 

 

Zdecyduj, w jakich kolorach chcesz zrobić ryż. Podziel go na tyle części, ile wybrałeś kolorów. Wsyp jedną część do pojemnika. Wlej niewielką ilość octu (na ok. 100g ryżu wlej pół łyżeczki octu – w każdej chwili możesz dodać więcej, jeśli okaże się zbyt mało). Wsyp niewielką ilość barwnika – generalnie lepiej wsypać mniej niż więcej, bo dają one dość intensywne kolory i nie ma co przesadzać. Czyli jakaś szczypta lub dwie – również w każdej chwili można dosypać. Zamknij pojemnik i energicznie nim potrząśnij, aż cały ryż pokryje się pożądanym kolorem.

Warto ten proces wykonać przy dziecku, bo wygląda to naprawdę fajnie, jak ryż stopniowo zmienia swój kolor.
Pokolorowany ryż wysyp na papier i zostaw na kilka godzin do wyschnięcia.

Powtórz cały proces z pozostałymi kolorami.

Teraz jeszcze tylko daj dziecku jakiś pojemniczek, łyżkę lub łopatkę i ciesz się chwilą spokoju.

 

Tak przygotowany ryż w naszym domu towarzyszył nam mniej więcej przez pierwsze 5 lat życia każdego z naszych dzieci! Nie psuje się i można go przechowywać w szczelnym pojemniku przez lata. Dwa czy trzy razy dorabialiśmy nowy, bo za każdym razem część została wciągnięta do odkurzacza, więc było go coraz mniej wraz z każdym użyciem.

w co bawić się z dzieckiem
…i koparka w kolorowym ryżu

A Wy w co bawicie się, kiedy pogoda za oknem nie nastraja do spacerów?

 

Spragniony pomysłów na inne zabawy? Zerknij tutaj lub tutaj