Moje cele na 2016 – przestań dryfować w nieznanym kierunku

“Zrealizować kurs online Peaceful parent, happy kids do 15 listopada”. ” Spotykać się z przyjaciółkami minimum raz w miesiącu od 1 sierpnia przez 90 kolejnych dni”… Moje cele na 2016 r. – co to za temat w połowie roku?! Minęło już kilka dobrych miesięcy 2016 roku, a ja zabieram się za moje cele? Powiem Ci tak: lepiej późno niż wcale. Prawda jest taka, że dopiero kilka tygodni temu skończyłam przygotowywać listę moich celów na ten rok. Z różnych powodów nie zrobiłam tego wcześniej. Teraz jednak jestem bardzo zadowolona, że udało mi się w końcu do tego usiąść. Jak to osiągnęłam? I po co mi to potrzebne?

moje cele

Dlaczego zrobiłam listę moich celów?

Życie w domu z dwójką małych dzieci bywa stresujące. Pędzi do przodu jak szalone. Są dni, kiedy nie mam chwili, aby posiedzieć spokojnie kilkanaście minut (szczególnie, kiedy są chore). Jeśli masz choćby jedno dziecko, na pewno wiesz, o czym mówię. A jeśli masz więcej, tym bardziej mnie rozumiesz.

W kołowrotku codziennych spraw często umyka mi to, co rzeczywiście dla mnie ważne. Czy miewasz czasem takie myśli, że zupełnie nie wiesz, do czego zmierza to wszystko, co robisz? Gdzie ma Cię to zaprowadzić? Po co w ogóle wykonujesz te codzienne zajęcia? Co wynika z tego, że od rana do wieczora jesteś zabiegana, czymś zajęta i biegniesz gdzieś, czasem nie wiedząc nawet gdzie?

Ja mam czasem takie myśli.

I bardzo ich nie lubię.

Nie lubię czuć, że życie samo gdzieś mnie niesie. Że nie mam większego wpływu na to, co robię każdego dnia. Że gnam gdzieś z wywieszonym językiem, ciągle zmęczona i sfrustrowana. Że wciąż kołacze mi się w głowie myśl: jak znaleźć czas na wszystko, bo już nie daję rady?! Że ktoś inny wyznacza mi zadania i priorytety.

Nie podoba mi się życie, w którym czuję się niesiona przez codzienność. Takie, w którym biorę na siebie wszystko, co do mnie przychodzi, bez refleksji, czy to jest dla mnie ważne, czy rzeczywiście tego chcę, czy to coś wnosi do mojego życia. Dlaczego? Dlatego, że wiem, że w ten sposób za niedługi czas znajdę się w miejscu, do którego wcale nie chcę dotrzeć. Na finalny efekt mojego życia składa się suma drobnych decyzji, które podejmuję każdego dnia. Relacje w rodzinie zależą od moich codziennych nawyków, podobnie jest z moim zdrowiem, samopoczuciem, pracą i każdą inną dziedziną mojego życia.

Aby nie dać się ponieść codzienności, potrzebowałam jakiegoś planu. Gdzie chcę dotrzeć? Co chcę osiągnąć? Jakie są moje cele?

 

Jak ustaliłam moje cele na 2016 rok?

Z pomocą przyszedł mi kurs, który wykupiłam u Michaela Hyatt’a – 5 Days to Your Best Year Ever. Wyobraź sobie, że nabyłam go pod koniec grudnia 2015 r. i  dopiero kilka tygodni temu go ukończyłam! Nie, nie dlatego, że jest taki długi i trudny do zrobienia. Zajęło mi to tak długo właśnie dlatego, że miałam problem ze skupieniem się na wykonaniu od początku do końca jednego zadania. Pozwalałam, żeby codzienność stawała mi na drodze. Co jakiś czas przypominałam sobie o nim i myślałam, że potrzebuję go skończyć, żeby w końcu ustalić, co jest dla mnie ważne w najbliższym czasie.

I na myśleniu się kończyło.

Przyznam, że sama na siebie się wkurzyłam. Wpadłam w błędne koło: nie byłam w stanie skończyć kursu, który pomoże mi uporządkować codzienność, bo miałam nieuporządkowaną codzienność! Któregoś dnia powiedziałam dość. Położyłam wieczorem dzieci spać i usiadłam do pracy. W dwie godziny później miałam listę moich celów na następną połowę roku. I czuję się z tym świetnie.

Ćwiczenia w kursie poprowadziły mnie najpierw przez ewaluację poprzedniego roku. Mogłam wyciągnąć z niego wnioski, zastanawiając się, jakie motywy najczęściej przewijały się w moim życiu i czego się z nich nauczyłam. Zadałam sobie pytanie: jakie trzy tematy powracały do mnie w różnych wydarzeniach? W ten sposób z poprzedniego roku wyciągnęłam dla siebie trzy główne lekcje.

  1. Porządek w domu, w moim dniu i moich planach to coś, czego potrzebuję do radosnego i dobrego życia.
  2. Czas jest zasobem, którego nie mogę odzyskać i sama wytworzyć.
  3. Muszę mądrze podejmować decyzje o angażowaniu się w kolejnego zadania, obowiązki i kursy – tylko wtedy jestem w stanie wykonać właściwie to, co na siebie wezmę.

Po tych refleksjach zaczęłam formułować moje cele na aktualny rok. Miało być ich od 7 do 10, bo nie jesteśmy w stanie w jednym czasie skupić swojej uwagi na większej ilości. I tutaj pojawił się u mnie duży problem.

Pisałam już o tym, że każdy z nas musi zgodzić się na to, że nie będzie miał w życiu wszystkiego. Mamy ograniczone zasoby i nie jesteśmy w stanie złapać każdej przychodzącej do nas okazji. Świat oferuje nam ogromną ilość opcji do wyboru i bardzo trudno jest zdecydować, co wybrać. Ja na jakiś czas tutaj utknęłam. Pojawił się we mnie lęk, że zapisanie tylko siedmiu konkretnych celów pozbawia mnie takiej ilości innych możliwości! Wiedziałam, że skupiając się na jednej rzeczy, automatycznie mówię NIE wielu innym. I to mnie przeraziło. Bo co, jeśli w ten sposób ominie mnie jakaś wspaniała okazja? I jak mam zapisać to wszystko, co mi się marzy tylko w siedmiu celach?!

Pisząc artykuł pt. Skuteczny przewodnik, jak znaleźć czas na wszystko, przywołałam samą siebie do porządku. Owszem, może i w ten sposób rezygnuję z niektórych spraw. Może nawet z bardzo wielu różnych okazji i możliwości. Jednak nie umknie mi to, co jest dla mnie najważniejsze. Co z tego, że zaangażuję się w setki małych projektów i zadań, a przez to nie starczy już miejsca na to, co NAPRAWDĘ chcę w życiu zrobić?

Wypisałam więc siedem celów. Z różnych dziedzin życia: mojej relacji z Panem Bogiem, mężem, dziećmi, przyjaciółmi, mojego zdrowia i samopoczucia, pracy i domu. Do każdej z tych sfer jeden konkretny cel. A do każdego z nich dopisałam, dlaczego chcę go osiągnąć, dlaczego jest dla mnie ważny. Jednym ze sposobów na podtrzymanie motywacji do działania jest częste powracanie do pytania dlaczego? Dlaczego chcę to zrobić? Dlaczego wkładam wysiłek w realizację tego celu? Swoją listę wydrukowałam, zalaminowałam i powiesiłam w pokoju na ścianie.

Patrzę na nią kilka razy dziennie i przypominam sobie, co jest dla mnie ważne.

Wiem, dokąd idę i dlaczego.

Fantastyczne uczucie.

moje cele

Moje cele – realizacja

Teraz pytanie: co dalej? Mam już wypisane moje cele, ale jak je zrealizować?

W moim wypadku sześć z siedmiu celów ma charakter nawykowy. Nie mają konkretnej daty końcowej – raczej monitoruję swój postęp przez 90 kolejnych dni po to, aby wyrobić w sobie pewne nawyki (np. dbanie o modlitwę osobistą, małżeńską i rodzinną każdego dnia czy organizowanie randki z mężem raz w tygodniu).

W myśl wskazówek z kursu 5 Days to Your Best Year Ever, nie tworzyłam żadnego rozbudowanego planu działania, jak realizować poszczególne cele. Nadmierne planowanie to też rodzaj prokrastynacji, czyli odkładania działania na później! Nie ma potrzeby wiedzieć wszystkiego w danym temacie, aby zacząć coś robić. Ważne jest, aby odpowiedzieć na pytanie: jaki jest najbliższy, możliwy do wykonania przeze mnie krok, by być bliżej celu?

To pytanie zadałam sobie odnośnie do każdego punktu z mojej listy. Działania, które ustaliłam, wpisałam do kalendarza. Przyporządkowałam im konkretny czas, w którym chcę je wykonać. Kiedy zrobię to, będę wiedziała, jaki powinien być kolejny krok. Wystarczy, jeśli wybiegnę tylko kilka kroków do przodu. Nie potrzebuję tworzyć planu działania, który pokaże mi od razu pełny proces osiągania celu.

Aby ułatwić sobie zadanie, zainstalowałam na telefonie aplikację, która pozwala mi śledzić progres w moich codziennych celach nawykowych. Nic szczególnie skomplikowanego – jeśli wykonam tego dnia daną czynność, klikam w aplikacji okienko przy nazwie działania, jeśli nie, nie klikam. I tyle. Niby prosta sprawa, a mnie naprawdę mobilizuje. Kilka razy dziennie zerkam, co mi jeszcze zostało do zrobienia z listy w aplikacji. Teraz bardziej pamiętam o niektórych ważnych dla mnie sprawach. I jestem bardziej zmobilizowana do ich wykonania.

 

Mój cel zawodowy

Na mojej liście znalazł się jeden cel zawodowy. Kiedy zaczynałam kurs kilka miesięcy temu, miało to być rozpoczęcie prowadzenia bloga lub publikowanie treści na blogu regularnie dwa razy w tygodniu. Ponieważ jednak osiągnęłam już oba te cele (przy drugim nawyk pisania artykułów dwa razy w tygodniu już sobie wyrobiłam), musiałam wybrać coś innego.

Zdecydowałam, że moim celem będzie moderowanie grupy na facebooku Małżeństwo, rodzicielstwo i rodzina – grupa wsparcia dla kobiet przez 90 kolejnych dni od 1. września według ustalonych przeze mnie zasad. Jakie to będą zasady?

  • Każdy miesiąc na grupie będzie dotyczył innego tematu. Będziemy pogłębiać refleksje podjęte podczas wyzwania W 30 dni do bardziej szczęśliwego domu i szukać nowych.
  • W ramach jednego tematu będą realizowane różne formy aktywności na grupie: dyskusja online, sesja Q&A na żywo (odpowiedzi na Wasze pytania w video na żywo), udostępnię również podcast – rozmowę z gościem w temacie miesiąca.
  • Będę podrzucać Wam pytania i proste zadania do wykonania, abyście mogły podjąć nie tylko refleksję nad danym tematem, ale również wykonać jakieś konkretne działanie w kierunku zmiany.
  • Będzie też oczywiście miejsce na Wasze pytania, dzielenie się zwycięstwami i porażkami, refleksje i prośby o radę. Grupa ma być dla Was wsparciem i pomocą w drodze do bardziej szczęśliwej rodziny.

moje cele

Jeśli masz poczucie, że gubisz się w zamęcie codzienności i nie do końca wiesz, dokąd zmierzasz, zatrzymaj się chwilę. Zadaj sobie pytanie: czego ja w ogóle chcę? Co jest dla mnie ważne? Jakie cele chcę osiągnąć w najbliższych miesiącach? Każdy moment jest dobry na to, aby przestać płynąć z prądem, który niesie Cię tam, gdzie on chce, a nie gdzie chcesz Ty.

Patrzę na moje cele i wiem, że idę w dobrym kierunku. To ode mnie zależy, gdzie zawędruję. Mam wpływ na to, jak będzie wyglądało moje życie za miesiąc, rok czy dziesięć lat. Chcę być wtedy szczęśliwa. I chcę dawać szczęście moim bliskim.